![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #291 |
![]() | Zadrżało, fala bieli wzniosła się wokół Kejsi na kształt przezroczystej kopuły. Mury zatrzęsły się z hukiem, wokół rozległy się tysiące szemrzących pisków i wrzasków, mrok, cienie, zakołysały się. O ile pulsujące kopuła czystej energii rosła powoli, przenikając ściany, sufit, podłogi kolejnych pięter zamku, to znienacka gwałtownie wybuchła, rozchodząc się błyskawicznie. Kołyszące się żywe kukły zombi zaczęły padać bezwładnie na podłogę, ich ciała rozpadły się na czarne grudki. Od stóp Kejsi zaczął rozchodzić się wokół świetlisty cień, niczym rosnąca pełzająca kałuża pożerająca meble, dywany, ściany, wszystko wokół. - What have you done now?! – zawył ze zgrozą staruszek, wykręcając się w bólach. Jego ręka zamieniła się w czarne grudki, które sypnęły na podłogę. Wrzaskiem histerii odskoczył pod ścianę, świetlista kałuża zalała go i pochłonęła. * * * - Widzicie to? – elfy w zdumieniu spojrzały na jasność bijącą z głębi lasu. - To z Glittermore! Ciemność nieba przeszyły jasne błyski bieli. * * * Kejsi, Ray`gi; Świetlisty wybuch zabrał ze sobą nie tylko zombi, szkielety, zabrał także dziadka próchno, oraz cały zamek! Nie została nawet jedna cegła! Tak jak staliście na marmurach, tak teraz stoicie na gołej ziemi. Ray`gi; Zauważyłeś coś lśniącego czernią, jakiś odłamek tarczy, zbroi...? Zaintrygowany podnosisz go z ziemi. To gruba, bardzo twarda, ale bardzo lekka, czarna łuska wielkości twojej dłoni! Jest idealnie gładka i połyskująca. Nagle czerń spływa z niej niczym farba, zalewając twoją dłoń! Wygląda, jakby wsiąknęła w twoją skórę! Sama łuska zaś staje się szara i matowa! Kejsi, Ray`gi; Huh?! Z lasu wyłaniają się naraz elfy [leśne, lol], w pełni uzbrojone, gotowe do ataku, z minami „tuś mi drowi bakłażanie!!!”. Otaczają was, trzymając się jednak na dystans [elfy Almanakh nie są zbyt mobilne, spokojnie czekają, aż wróg spróbuje podejść]. Zerkają to na drowa to na chimerkę. Chyba sądzą, że Kejsi walczyła z Ray`gim, i to oczywiste, po czyjej są stronie! Barbak, Funghrimm; Dwarf nazbierał trochę syfu, ork z kolei zaniepokojony migotaniem medalionu i szmerami, postanawia powrócić do Teva i Estre na dole. Dwarf w poszukiwaniu skarbów ogląda szkielet w skale i próbuje wydobyć kości ze skał. Opukiwanie dłutem i bronią pozwala po chwili wykruszyć kawałek starej kosteczki – hmm.... dziadostwo jakieś. Zero złota. Oglądanie czaszki, nie upewniło cię wcale w przekonaniu, że to był smok. Ale to mógł być smok. Ej! Ciemno!!! Barbak poleciał gdzieś z tą swoją latarką! Barbak; Łuhu! Zjeżdżasz na dół po pochylni skalnej, śladem Teva i Estre. Kiedy docierasz na dół, ładując szczęśliwie na nogach nie zielonym zadku, okazuje się, że rakszasa majstruje przy wielkich, dziwnych drzwiach. Barbak, Tev, Estre; Skały przy wrotach zaczynają nagle… płonąć! Poruszają się, uwypuklają, i w mgnieniu oka formują się w dwa wielkie golemy! ![]() Golemy wyraźnie was nie lubią i natychmiast próbują zmiażdżyć was swymi łapskami!!!
__________________ Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD |
| | |
| Reklama |
| |
| | #292 |
![]() | - Po co Ci te kostki? Barbak zagaił do przyjaciela. - Jakie kostki? Fungrimm siedząc na szkielecie smoka zapytał nieśmiało. - No te z teściowej Astarotha, tego czegoś ze ściany. Ork wskazał na znalezisko, pod karłem. - Nie wiem, może moglibyśmy to sprzedać? -Teściową Ast’a? - Czemu nie, Ciebie też bym sprzedał! Karzeł zdawał się zapadać w swej manii. - Dzięki! Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć! Kto kupi kawałek jakieś starej kości? - Jeszcze nie wie, ale dopóki nie spróbujemy, to się nie dowiemy! - To prawda. Słyszałem, ze z takich starych kości robi się całkiem niezłe maści na hemoroidy. Karzeł zdawało by się coś znalazł. – Zaraz wracam. Zawinął swym metalowym jabłkiem na sznurku i pobiegł kilka kroków do przodu. – Dobra. Ja się wrócę i zobaczę co z Tev’em i Lembasem. Mam złe przeczucie. Złe przeczucie było tym, co zazwyczaj spotykało tak jego jak i jego przyjaciół. Było ono bardzo często preludium do licznych kłopotów, walk, przelanego morza krwi, fruwających organów wewnętrznych, zakrwawionych ostrzy i inszych epickich obrazów. Czasem zdarzało się jednak, że przeczucie ograniczało się tylko i wyłącznie do niepotrzebnego wyolbrzymiania problemu, a morze krwi zamieniało się w może spirytusu, jaki pochłaniano potem śmiejąc się do rozpuku. Karzeł nie odpowiedział tylko oddał się dalszym poszukiwaniom błyskotek. Ork natomiast mógł wykonać przepisowe „ w tył, na lewo” i puścić się pędem na domniemany ratunek przyjaciołom. Sieć korytarzy była dość skomplikowana, a Ork nie posiadał wrodzonego, karłowskiego radaru do odnajdywania drogi pod ziemią. Zatem biegł na przęsłowego czuja. Na całe szczęście czuj, już niedługo potem okazał się być słuszny i poparty dziwnymi odgłosami, postękiwaniami. Te ostatnie nie miały niestety wiele wspólnego z odgłosami, jakie były by pożądane w nastrojowym półmroku. Odgłosy takie nieodzownie łączyły się na ogół z szczękiem broni, klątwami, wyciem rannych, wymowną ciszą zmarłych i złorzeczeniem żywych. Przeczucie zatem tym razem skończy się jednak morzem krwi, nie spirytusu. Kierując się dźwiękami, jakie dochodziły do jego uszy biegł przed siebie. Maleństwo w pozycji poziomej spoczywało w jego zaciśniętej pięści. Strzały były na razie pochowane go kołczanu. Bieganie z napiętym łukiem, nie było mądre, było wręcz proszeniem się o wypadek i przypadkowy wystrzał. A pobliżu przecież nie było Drow’a. Gdy Barbak dotarł na miejsce bardzo szybko ogarnął sytuacje. Dźwięki, które jak po sznurku doprowadziły go miejsca, gdzie Tev i Estreiche spadli wraz z podłogą, wskazywały teraz dość ciekawy obraz. Jego przyjaciół atakowały jakieś dwa płonące piekliszcza. - CHŁOPAKI!!!! ZADYMA!!!! Określenie chłopaki, w stosunku do demona, karła i druida brzmiało dość trywialnie, ale jakoś przemawiało do prostego umysły Barbaka. Ork rozejrzał się w około, szukając jakiegoś kawałka deski, płyty lub czegokolwiek na czym można by było stanąć. Gdy znalazł, ustawił przedmiot na krawędzi spadku, dobył Maleństwa, stanął na prowizorycznej platformie. Znowu to samo? Światło, Palladine czy nie da rady zmieniać świata bez użycia broni? Czy zawsze musi być ktoś do kogo nie trafiają argumenta przedstawiane werbalnie? Czy zawsze tym co wszystkich przekonuje musi być ostrze czyjegoś miecza? Barbak, ustawił się bokiem do kierunku spadania. Przyjął pozycję do strzału i przeniósł ciężar ciała na nogę wykroczną. Płyta zachrobotała przemieszczając się po podłożu..... .. cięciwa Maleństwa napięła się bez zbędnego szemrania. Nie było jednak na niej strzały. Zwykły (nawet tak potężny) pocisk nie był raczej w stanie niczego zrobić takiemu golemowi. Barbak obawiał się, że wystrzał zakończył by się jedynie odgłosem „ting” jaki wydaje pocisk gdy odbija się od celu i rykoszetuje. A rykoszety były dość niebezpieczne w sytuacji gdy znajdowali się w zamkniętym pomieszczeniu. Ork zebrał się w sobie, zagłębił w swym umyśle, sięgnął do zakamarków swej wiary. Przez prawą dłoń, trzymającą cięciwę przebiegło przyjemne mrowienie. Ułamek sekundy potem Maleństwo było już załadowane. Znajdował się na nim pocisk zbudowany ze światła. Kształtem przypominał on zwykły pocisk Maleństwa. Lśnił jednak w ciemnościach kopalni i zdecydowanie sprawiał wrażenie skutecznego. Zanim Barbak dotarł do podłogi komnaty zdążył wystrzelić trzy pociski. Wszystkie kierowane były w golema, który szybciej i zdawało by się pewniej zaatakował orkowych towarzyszy. |
| | |
| | #293 |
![]() | Ork poszedł swoją drogą, w końcu miał możliwość jeszcze pogrzebać. Niestety nie udało się znaleźć prócz drobnych pasemek miki lub irydy. Tak doświadczony minerał jak on wiedział że COŚ tu musiało być. Nie zaprzestał poszukiwań a do Astha wyszczerzył tylko swoją gębe tak by nie wziął do siebie gadki o jego przodkach. Przecież on tak nie myślał to tylko ten zły Ork takie pytania mu podawał! Częściowo misja już się powiodła z uwagi na szlam. Był pewien że gdy tylko uleczą pola elfów Ci się odwdzięczą pomocą przy świątyni. Jego plan był prosty i już wcześniej ustalony z częścią drużyny. Teraz pozostało tylko znaleźć to po co tu przybywali ludzie ewentualnie co ich wystraszyło. Fungrihmm wiedział że same strzały elfów za żadne skarby świata nie wygoniłyby go stąd. Musiał to sprawdzić. Tymczasem usłyszał stary zew: - CHŁOPAKI!!!! ZADYMA!!!! Nikt nie musiał mu tego dwa razy powtarzać. Wcisnął do torby kawałek smoczej kości jaką udało się jemu odłupać złapał korbacz w łapę i pobiegł za głosem. Ciemne korytarze i mroczne zaułki były tym dla Dwarfa czym zadymiona tawerna dla grajków. To było jego miejsce, to było jego życie. To on tu był panem, jego broń miała stanowić kto przeżyje a kto zginie. Był ZABÓJCĄ. Dobiegł akurat w te tempo by zobaczyć jak Barbak zjeżdża w dół szyjąc z łuku w golemy. Och jak on wówczas szkaradnie zaklął. Odkąd weszli do obecnej przygody chyba jeszcze się tak nie zdenerwował łysiejący brodacz jak w tej chwili. -Nie, nie to nie tak. Stój ty zielona parówko. Te golemy są moje, one są tylko moje. Niech ja cię tylko dorwę. Za to żeś zaatakował moje golemy ogolę Cię do łysa. Dwarf przez krótką chwilę skakał w miejscu po czym nie znajdując pod ręką niczego czym mógłby miotnąć pobiegł w stronę konstruktów. Jego rasa doskonale radziła sobie z walką z większymi przeciwnikami oraz golemami. Był pewien że już długo nie ujrzy kolejnych takich więc musiał zareagować. Wszakże nie co dzień można zabić golema... teraz już nie robią takich! Ork miał przewagę szybkości i trochę czasu. Piękniejszy mimo to był jednak ZABÓJCA. Fungrihmm musiał szybko zareagować. Postrzelony plan wpadł do jego głowy nim jeszcze ta zdążyła pomyśleć że taki będzie potrzebny! Krasnolud wystartował i podbiegł z drugiej strony wyrwy w podłodze i rzucił się bliższego konstrukta z góry. W ten sposób miał przewagę wysokości, siły i zaskoczenia. Oczywiście o ile można by przemilczeć. Głośne i donośne: Die, die, die Dwarf spadał około dwóch metrów od golema. Wyczekał z ciosem aż prawie się zrównał nogami z jego głową. W tym momencie jego mocno wygięte ciało oddało całą energię w ruch obrotowy a korbacz ze złowrogim sykiem spadł na wroga. Sam upadek był amortyzowany przeturlaniem się w bok. Gdy tylko Dwarf odzyskał możliwość chodzenia zaatakował nie zwlekając chwili. Golem stał nie dalej niż trzy metry od niego. Fungrihmm wykorzystał że zasięg kuli jego korbacza ma podobny zasięg i zwyczajnie zaatakował wyprowadzając cios znad głowy. Liczył że jeżeli On się zasłoni to przyjęcie rozpędzonej kuli co najmniej mocno go uszkodzi. |
| | |
| | #294 |
![]() | Kejsi wreszcie pokazała stęchłym bakłażanom oblicze niepokonanej Bieli!!! Zachwycona efektami, czuła się świetnie. Podli dostali to, na co zasłużyli! Niech najjaśniejsze Światło osądzi teraz ich dusze, dłużej nie będą się przed nim ukrywać na ziemskim padole!!! Chimerka zauważyła, że drow podnosi coś z ziemi. Jej uwagę jednak przykuły elfy, które naraz tłumnie się zjawiły! - Raygi patrz, to elfowie! Heja!!! – pomachała radośnie do elfów. – Przyjaciele!!! Nie musicie już obawiać się pana Glittermore! Ja, Wojowniczka Światła Kejsi, z błogosławieństwem Lavendera, Almanakh i najpotężniejszego, najczystszego Światła, oczyściłam to miejsce skażone klątwą i posłałam pod blask Światła złe dusze ukrywające się w cieniu!!! – ogłosiła z dumą. Nie wiedziała dlaczego elfy miały takie dziwne, srogie miny i gapiły się wrogo na Raygiego. Przecież w Wymiarze Bieli elfy i drowy żyją w zgodzie! Ah! To na pewno ta demoniczna ręka!!! Kejsi nie chciała żeby doszło do niepotrzebnej walki, nie, nie! - Jaaaaa – speszyła się. – Ten drow jest ze mną, przyjaciele!!! On jest opętany, znaczy jego ręka jest opętana!!! – stanęła przed Raygim na wszelki wypadek. – Jak wszyscy wiemy, najpotężniejsze Światło jest w stanie ocalić go od mgieł chaosu, więc, oczyszczając Wymiar Bieli, nasz wspólny dom, z Fioletu, niosę mu słowo Światła, którego sam nie potrafi dosłyszeć, i przybyłam pokazać mu jasność najjaśniejszą! Trudne to zadanie, albowiem jak wiecie, przyjaciele, zstąpił z Wymiaru Chaosu nasz najpotężniejszy wróg, Nowy Shabrnaido, Last soulbreaker, wybraniec Czarnej Zorzy, Ast i Aroth! Mimo to, jestem tu, aby ocalić każdą duszę skażoną jego mgłami! – obronnie wskazała na Raygiego. – Przyjaciele, jeśli i wy dostrzeżenie przejawy chaosu, a mnie nie będzie w pobliżu, niszczcie je w imię niepokonanej Bieli! Jeśli będę mogła, przybędę wam z pomocą! Miała nadzieję, że dadzą drowowi spokój, i szepnęła do niego: - Raygi, czuję, ze reszta ma kłopoty! Powinniśmy już do nich wracać! Chodźmy! Jeśli drow się zgodzi, teleportuje się wraz z nim. Jeśli nie, przeprosi na moment drowa i teleportuje się sama, nakierowując się na energię medalionu Barbaka. Kejsi pojawiła się w nieprzyjemnej, ciemnej grocie. Pojawiła się siedząc na skale, niedaleko Astarotha. - Heja, to znów ja! – zaśmiała się bez urazy. – Oh my, tym razem ci się udało, wielki bakłażanie, ale wiedz, że nawet odbitym zaklęciem wypędzenia demona nie można zabić Wojownika Światła, silly, hihi! – mrugnęła zaczepnie do demona. ![]() Pora jednak się skupić na golemach, które właśnie lazły w kierunku drużyny. Barbak i Funghrimm brawurowo rzucili się do ataku. Na nich jak zawsze można było polegać jeśli chodzi o walkę! - Waterfall howl!!! – krzyknęła Kejsi. Te golemy wyglądały jakby trzeba je było ostudzić!
__________________ a takie tam |
| | |
| | #295 |
![]() | Astaroth podążał za swoimi towarzyszami w głąb kopalni. Jak na razie nie miał pojęcia, bo co się tutaj zapuszczają, ale nie mógł ich zostawić samych, by sobie czegoś złego nie zrobili. Na widok ogromnej czaszki tylko się uśmiechnął. Problem, który pojawił się wraz ze śmiercią Valgaava właśnie zniknął. Nie zabierał jej jednak jeszcze w głębiny mgieł chaosu, było na to za wcześnie. Niech sobie tutaj spokojnie poleży dopóki plany świątyni chaosu nie zostaną ukończone. Pojawienie się golemów i ich atak obserwował z obojętnością, gdy na skale obok zjawiła się Kejsi. Widać teraz nie tylko on posiadał dar natychmiastowego przenoszenia się z jednego miejsca w drugie. Pytaniem było, czy nowa Wojowniczka Światła potrafiła z niego korzystać? Gdy odezwała się do niego nie odwrócił głowy w jej stronę, tylko wciąż obserwując golemy odpowiedział - Wiem o tym doskonale i dlatego tylko odbiłem twój atak. Miało cię to odrzucić i trochę zaboleć żeby ochłodzić twój zapał, ale siła była większa niż się spodziewałem i dlatego wyszło tak jak wyszło. Przecież sam mówiłem, że nie mam ochoty walczyć, prawda? Moje szable zarezerwowane są tylko i wyłącznie dla wrogów Choć miał zamiar tylko obserwować, to nie potrafił tak po prostu czekać. Gdy ork z krasnoludem rzucili się do ataku Astaroth postanowił pokazać swoim towarzyszom coś nowego. Uśmiechając się do siebie postanowił postawic przed golemami nowe zadanie i niech sobie do woli walczą z wiatrakami
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| | |
| | #296 |
![]() | Kejsi; Skały wokół zadrżały, ściany z hukiem popękały i wytrysnęły z nich strumienie wody pod ogromnym ciśnieniem. Tęgi prysznic chlusnął potężną falą na wrogów, uderzając w pierwszego golema z pełną mocą i dosłownie spłukując go z powierzchni ziemi. Zalany falą, ognisty golem zniknął w tumanach pary. Zdało się, że woda jak żywy pasożyt zaczęła włazić przez czarne, zagaszone spękania na jego ciele; gębą i oczami golema buchała para, a cały stwór popękał, rozsadzany od środka. Woda porwała go i uderzyła nim o skały, rozbijając go w drobny mak! To samo uderzenie wodospadu cisnęło o ścianę drugim golemem, ale ten, popękawszy nieco, otrząsnął się i ruszył znów na was! Barbak; Wystrzeliłeś z łuku, sekundę później wielka łapa drugiego golema zmiotła cię i cisnęła tobą o zamknięte drzwi. Wypuszczone strzały trafiły jednak w cel i wbiwszy się w bark golema, jakby wybuchły, urywając mu lewą rękę! Funghrimm; A niech to! Łapsko golema plasnęło o orka, po drodze zmiotło i ciebie! Potoczyłeś się po ziemi, nie miałeś nawet szans na zadanie ciosu! Astaroth; Już miałeś postawić „wiatraki” z którymi golem mógłby walczyć, kiedy pocisk-kula-do-kręgli, jaką był dwarf, udaremniła twoje plany! /golem dostał razy, jeszcze 1 raz/ Wszyscy; kiedy woda przestaje wytryskiwać ze skał i zalega jeziorkiem głębokości pół metra na podłodze, zauważacie nagle, ze na drzwiach kwadrat z symbolem ognia zaczyna pobłyskiwać.
__________________ Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD Ostatnio edytowane przez Almena : 09-04-2008 o 18:17. |
| | |
| | #297 |
![]() | Dwarf z wyraźną werwą i niespotykaną żywością skoczył w dół. Wprost golama. Maniakalny śmiech Fungrihmm slychać było w całej Sali. -Buahahaha, jesteś już mój! Przez krótką, wyjątkowo krótką chwilę zabłysnęła mu w myślach. „jak ja bym się poczuł gdybym znalazł dwa golemy do zabicia a tu ktoś inny chciał sprzątnąć„ Na szczęście to była bardzo krótka i cicha myśl więc zbytnio nie przywiązywał do tego wagi. Dieeeeeeee pewne załamanie w głosie można było zobaczyć gdy Dwarf spostrzegł Barbaka zbliżającego się w jego kierunku. Golem nie okazał emocji czy też uczuć i po prostu zgarnął wielką łapą Zielonego. Ten natomiast oddał cześć swej energii kinetycznej dzielnemu i pięknemu krasnoludzkiemu wojownikowi. Fungrihmm wylądował ciężko i boleśnie. Woda która pojawiła się znikąd już po chwili sięgała mu do wysokości piersi. Dla ZABÓJCY znaczyło to że nie ma już za dużo czasu na walkę nim zniknie w odmętach i się najzwyczajniej utopi.. Wyrwał korbacz spod Orka zawinął nim w powietrzu, solidnie zraszając wodą pozostałych członków drużyny. Ruszył w kierunku tego drugiego konstrukta. Trzymając broń nad głową chciał zadać najprostszy i najmocniejszy cios na jaki obecnie było go stać. Dla odmiany tym razem znów zaczął ryczeć - Die, Die, Die. Pierwszy który zabije mi tego golema przede mną będzie miał przesrane! Dwarf kątem oka w chwili gdy jego tymczasowy obłęd zmniejszył się o kilka stopni zauważył mieniący się kwadrat na ścianie. Nie podjął tego tematu. Teraz był ważniejszy cel przed nim! |
| | |
| | #298 |
![]() | Kejsi była w świetnym nastroju. Wróciła do przyjaciół byli cali i zdrowi. Raygi okazał się naprawdę miłym drowem. Pierwsza próba Antris Whisper udała się nieźle chociaż z mocą almanakh nie mogła się równać. Żywioł wody był jej przychylny i utopił golema. Astaroth był zmęczony, zabiegany, miał kłopoty a w drużynie przeważała Biel. Nadszedł czas żebyśmy zaczęli działać! Astaroth zawsze coś robił i był o krok do przodu. Bakłażan! Teraz Kejsi także potrafiła odwiedzać plany astralne i mogła znikać Tak Jak On! Był raz dobry, raz zły, Mistress jedna wie jaki był! Kejsi też zamierzała trochę poknuć. Mialą straszną ochotę stawić się u boku Almanakh i powiedzieć Mistress co o tym wszystkim sądzi. Widziała Astarotha jako przybysza z wymiaru Chaosu który przybył aby zniszczyć Ritha. Wyglądało to wtedy na uprzejmą naprawę błędu chaosu. Ale Rith zginął a Astaroth został i się rozpanoszył. Kejsi wiedziała ze dwóch Wojowników Światła to chyba za mało żeby pokonać Mistress. Zresztą co by było gdyby jedyny zwierzchnik chaosu zginął!? Kejsi nie została wybrana po to żeby zginąć bezsensownie w walce, a by jej zapobiec. Po co mistress Świątynia? Żeby cos udowodnić? Jej eksperyment? Jeśli świątynia powstanie Mistress pozwoli nam odejść. Dokąd? Po co? Mistress miała różne zachcianki. Storczyki? Kejsi zaświtał okropny pomysł. A gdyby złożyła ofiarę Mistress? Storczyk to nic złego! Może to uspokoiłoby Almenę i ocaliło Almanakh!? Ale to takie poniżające! Chociaż to byłby gest taka prośba o nieziszczenie naszego świata, pierwszy krok do prośby o powrót do Wymiaru chaosu. Może budowa świątyni pocieszy Mistress? Kejsi otrzepała się miałaby pomagać w budowie świątyni chaosu!? Nie nie nie! Zły pomysł! Ale póki co Mistress była pokojowa, Biel powinna pokazać, że to docenia. To przecież Astaroth i jego mgły rozrabiają, nie mistress! Jeden golem ledwo już się trzymał i była pewna że dwarf i ork go załatwią. - Zaraz wracam! – zawołała i znikła.
__________________ a takie tam |
| | |
| | #299 |
![]() | Zawsze do zamierzonego celu prowadziła droga, na której pełno było przeszkód. Właściwie to najlepsza droga do celu wiodła ścieżkami, w których więcej jest niewiadomych niż pewników. Stąpając po tej ścieżynie każdy krok jest niebezpieczeństwem, z którym trzeba się zmierzyć. Zdecydowanie ta podróż nie jest nudna. Na podstawie tego twierdzenia, można założyć, że jeżeli droga jest łatwa, jest ona zła lub nie jest najlepsza jaka istnieje. Podróż ta prowadzi wydeptanym traktem i choć brak w niej niebezpieczeństw i przeszkód, jest nieciekawa. Tak właśnie rodzą się ludzie, którzy z łopatą przy drodze pracują w pocie czoła, by dostać miskę ryżu. Właśnie w ten sposób powstają osoby zatracające się w sobie, pozbawiając się władzy nad swoim umysłem, by w końcu inni zobaczyli ich na dachach budynków, z których spadają bezwładnie, przypominając worek ziemniaków i z głuchym uderzeniem kończą swój żywot. W ten sposób można dojść do stwierdzenia, że łatwa droga bez przeszkód jest o niebo bardziej niebezpieczna niż ta, która za niebezpieczną uchodzi. Pozory mogą mylić, a nie wszystko, co jest widoczne dla oczu naszych jest prawdą. To, co słyszymy może być ułudą. Nic może nie być takie na jakie wygląda. Niczym diabelskie drzewo wabiące swym cieniem podróżnego, wędrującego w pełnym słońcu. Ów człowiek spojrzy i z zachwytem stwierdzi, że piękne to drzewo, zaś cień roztaczający się pod nim zaprasza do odpoczynku. W oddali majaczy uschnięta palma, dająca mało zbawczego chłodu. Wędrowiec wybierze drzewo, które daje więcej cienia, położy się, zamknie oczy, których już nigdy nie dane mu będzie otworzyć. Diabelskie drzewo pożre zasypiającego człowieka, nie dając mu szansy obrony. Wielu zapytałoby zatem, jak rozpoznać niebezpieczeństwo diabelskiego drzewa. Diabeł tkwi w szczegółach-odezwał się znajomy głos, który istotnie ma rację. Nikt nie zwrócił, bowiem uwagi na to, że jałowy piasek nie mógł wypuścić drzewa takiego, które nie uschłoby na takim skwarze. Świadczyła o tym palma pozbawiona wody, zaś kilka kroków za ową rośliną na wzgórzu, znajdowała się oaza i miasto. Cel podróży. Można zapytać zatem, jakie złośliwe bóstwo dokonało tak haniebnego czynu u kresu wędrówki? Odpowiedź jest prosta. To nie żadne bóstwo, lecz podróżnik jest winien własnej śmierci. Zaślepiony przez własne wygody, zapomniał o rozumie. Tak bardzo dążył do własnej wygody, że jej nigdy już nie zaznał. Wolał podczas podróży doznawać wygód niż wtedy, kiedy cel został osiągnięty. Lepiej odpoczywać nadmiernie w drodze czy po osiągnięciu celu, patrząc z satysfakcją na swoje czyny oraz widząc swoje dzieło, smakować przyjemność po trochu i delektować się nią? Bez pracy i odpoczynek nie przynosi przyjemności-ponownie odezwał się znajomy głos, ponownie mając rację, gdyż bez pracy, odpoczynek jest bez smaku. Dla mieszczanina woda, którą pije codziennie, nie jest niczym niezwykłym, lecz dla tego, który nie miał jej ani kropli w ustach od pewnego czasu, jest lepsza niż najlepsze Elfie wino. Ravist westchnął, po czym wzruszył ramionami, oddalając się kawałek, by usiąść i pomyśleć. Nie miał rozwiązania dla zagadki drzwi. Do tej pory udało mu się rozwikłać jedną zagadkę drzwi, z trzech z jakimi miał do czynienia. Skrzywił się, gdyż frekwencja była wielce niezadowalająca. Uwielbiał zagadki i kochał podejmować się ich. Jednakże teraz pomysły go opuściły. Nagle skały nie daleko niego, przy drzwiach zaczęły się formować w dwa golemy i już miał wstać, gdy usłyszał zawołanie: -CHŁOPAKI!!! ZADYMA!!! Barbak-pomyślał, wiedząc, że zaraz zjawi się Waldorff i Astaroth, więc siedział dalej, podczas, gdy Tev rwał się, by zmiażdżyć golemy. Ponadto pojawiła się Kejsi i Ravist zastanowił się jak to zrobiła. Odpowiedź wydawała się tylko jedna. Łapa golema zmiotła Orka i Krasnoluda, który potrącił Astarotha. Tymczasem Kejsi przywołała wodę zalewającą golema, który rozpadł się. Wiadomo, że ogień najlepiej zwalczać wodą-pomyślał, siedząc niezauważony. -Zaraz wracam!-zawołała Kejsi i zniknęła, zaś Ravist uśmiechnął się tajemniczo. Miałem rację. Ta mała nie może znać mocy czarnego powietrza. Brzydziłaby się nią i nigdy nie skorzystała, nawet, gdyby od tego miało zależeć jej życie-pomyślał. Widział, że Barbak i Kejsi stali się Wojownikami Światła, co zwiększało ciężar na białej stronie szali. On był tu po to, by rozkładać się na małe cząsteczki i z precyzją chirurga ze skalpelem w ręku oraz aptekarza, odmierzającego składniki, przerzucać część siebie na którąś z szal, by utworzyć równowagę. Oni nie rozumieją. Tak jak przyroda musi być w równowadze, tak wszystko musi. Dominacja jednej z sił będzie zabójcza dla całego Wszechświata! Natura nie może tego powiedzieć jaśniej, a prawda nawet gdyby ugryzła ich w nogę, nie zauważą jej! Dlatego właśnie musiał stanąć teraz bardziej po stronie Astarotha, by równowaga powróciła. Jednakże nie cały przerzuci się na czarną szalę. Musi trwać na linie, trzymając się jej kurczowo, by żadna siła nie przyciągnęła go na żadną ze swoich stron. Zdał sobie sprawę, że właśnie zostawał poddawany próbie. Musiał przywrócić równowagę w drużynie, a jednocześnie zachować swoją. Uśmiechnął się, wiedząc, ze musi dać radę i zrobi to. Tymczasem zobaczył Waldorffa szarżującego na golema. Postanowił mu pomóc. Zdecydowanym ruchem wyrzucił Ilontha za nogi pokraki, stojącej do niego bokiem i silnie pociągnął broń do siebie, zaciskając łapy kurczowo na swojej broni. Ciekawy był czy golem przewróci się, gdyż straci równowagę, czy upadnie dlatego, że straci stopy. Ostrość jego broni mogła świadczyć o tej drugiej odpowiedzi. Szybko skoczył do przodu, widząc zabłyśnięcie się sześcianu symbolizującego ogień. Dotknął go, starając się wyczuć magię, spróbuje go przycisnąć, wyciągnąć. Dotykiem będzie badał każdy kamień. Jest we mnie biel, jest i chaos. Niech popłynie we mnie ogień, woda, ziemia i powietrze, dorównujące sobie mocą. Niech biel i chaos dorównają mocy powietrza, które spoczywa we mnie. Niech ujawni się doskonała równowaga w każdej cząstce ciała, duszy, mentalności, psychiki, umysłu-pomyślał, starając się wykonać swoje myśli. Ciężko jest jednak podróżować ścieżką nieznaną, której nie widać. Niech los zadecyduje czy mu się uda. |
| | |
| | #300 |
![]() | Funghrim; Nareszcie masz okazję komuś dołożyć!!! Atak nr 1 się nie powiódł, ale krasnolud jest jak Piłka – kopnięty odbija się od skały i wraca! XD Urządzasz członkom drużyny mały prysznic, wymachując korbaczem i chlapiąc wokół, zaznaczając, że ten golem jest twój! Najprostszy cios – pomyślny... miedzy nogi? Eeeee kto wie czy to aby nie zły pomysł... Ostatecznie celujesz w łepek golema, ciśnięty korbacz huknął dźwięcznie o kamienny łeb, i plusnął w wodę, spadając. Zaraz potem plusnęły w wodę dwie połówki łba. Tev; Zaatakowałeś niemal równo z dwarfem, znaczy, on wyrwał się do ataku wcześniej, ale ty masz dłuższe nóżki i zwinność tygrysa. Twoje ostrze przecięło kamienne nóżki golema w momencie kiedy jego zgruchotany łepek wpadł do wody. Wszyscy; skrócony na górze i na dole golem z łomotem i chlupotem padł w wodę. Części które wystają ponad wodę nadal jarzą się ogniem bijące ze szczelin kamiennego cielska, i oświetlają malowniczo grotę. Drzwi stoją jak stały. Kwadrat z symbolem ognia migocze wciąż, woda rozchlapana wszędzie wokół ścieka smugami po drzwiach. Ray`gi; elfy opuściły póki co broń, ale wciąż trzymają ją w rękach i spoglądają na ciebie nieufnie. Zadzieranie z elfami nie jest dobrym pomysłem. Zadzieranie z elfami Almanakh jest bardzo złym pomysłem.
__________________ Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |