![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #21 | ||
![]() | miarą # Frank Malak – Tanja Hahn – Axel Heintz Pomarańczowo-czerwona smuga odspawywanych drzwi pełzła powoli lecz nieubłaganie, opasując prostokąt. Podczas gdy Heintz odrywał kolejne złącza komputerów, Schlaufen i Schwarzmann, ośmieleni jego pomysłem, także dołączyli się, tak, że na koniec wszystkie złącza zostały oderwane. Rozlegały się stęknięcia, nawoływania o pośpiech. Wkrótce została zrobiona barykada z pozostałych stołów i szafek. Zwłoki wyrzucono w kąt. Bywają myśli, które nie dają spokoju ludziom, i tak było w tym przypadku z Tanją; jedna, natrętna, nie dawała za wygraną: „Czy powiedziałam Axelowi o tym, że wielkie fale elektromagnetyczne wchodzą w reakcję z polem Thamma?” Cóż jednak, skoro nie powiedziała nic, zajęta wykonywaniem jego planu. - Nie jesteś dobrą osobą. Nie przerwaliście swojego zadania, jednak oczy wszystkich zwróciły się w stronę jednostki centralnej. Axel wspomniał GOS. Wiedział, że komputery tego typu mają czasami określony... Charakter. Głos kobiety rozbrzmiał ponownie. - Dobre osoby nie kończą w takim miejscu. Nie było czasu. Freser odspawał drzwi. Rozległo się parę trzasków, wszyscy rzucili się do barykady. Natychmiast zaczął się ostrzał z dwóch... Czterech działek pulsowych. Schwarzmann spojrzał przez szczelinę w barykadzie na biorobota. Wybałuszył oczy. Tak naprawdę freser wyglądał bardziej jak skorpion niż pająk. Cztery długie, hydrauliczne odnóża stanowiły tylko podporę dla niezliczonych małych nóżek, które otaczały dolną część pancerza. Długi, stalowy ogon syczał i brzęczał prądem, zaś dwa ramiona operacyjne czekały w pogotowiu, gdyby ktoś zaczął strzelać. Ktoś zaczął. Schlaufen zasypał fresera gradem wiązek ciemnoniebieskiej energii. Odbiła się od ramion. Wpadł na ścianę, wrzeszcząc z bólu. Malak ujrzał, co się stało: Wiązka energii rozorała mu ramię. Dziwna energia. Nikt nie widział, żeby wiązka pulsowa zadawała takie obrażenia. Bardziej wyglądało to na oparzenie plazmą, jednak kto używa plazmy!? Roztopiona masa żarła ramię Schlaufena. Wyglądało na to, że został jedynie draśnięty. Główny monitor wyświetlił: NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ NIE JESTEŚ DOBRĄ OSOBĄ Freser cofnął się, przerwał na chwilę ostrzał. Schwarzmann rzucił w stronę drzwi EMP, a później przejechał jeszcze, dla pewności, karabinem po komputerach. Wybuch zmiótł wszystkich pod ścianę. Barykada utworzyła niszę wokół wszystkich, tak, że większość nie odniosła obrażeń. Większość. Spory kawał metalu drasnął Axela w nogę; gdyby nie to, że miał na sobie OHU, być może nie miałby już stopy. Poczuł falę bólu rozlewającą się od prawej nogi w górę. Fala elektromagnetyczna rozeszła się; zaiskrzyły konsolety OHU, karabiny pulsowe zajęczały. I... I nic. Wszystko trwało zaledwie chwilę; wybuch, świst odłamków i fala EMP, która rozlała się po pomieszczeniu. Ktoś odsunął jeden stół; ktokolwiek to był, nie mógł długo widzieć leżącego w kącie fresera, sypiącego iskrami i dymiącego. Nie mógł. Stało się coś złego. Jeszcze przez parę sekund trwała cisza, a jednostka centralna stała cicho; wszystko przerywane rytmicznym dźwiękiem spięcia dochodzącego ze strony fresera. A potem wszystko eksplodowało. Nagle wszystkie pozostałe ekrany jednostki centralne rozbłysły białym światłem; na większości był śnieg, niektóre jednak wyświetliły twarz... Kobiety. Malak od razu poznał ten dziwny uśmiech; widział ją przecież w tej samej sytuacji, na ekranie mapy w metrze, gdy efekty burzy portali doszły do ich sektora. Tak. Burza portalu. Zatrzęsło; silos za szybą rozpękł się jeszcze bardziej – wielkie odłamy żelazobetonu wpadły z pluskiem do basenu. Słyszeliście krzyki, szepty i bełkot, chociaż nikt nie miał głosu, który krzyczał, bełkotał i szeptał. Ni to słowa, ni to brednie; odbite od przestrzeni, wirowały w pomieszczeniu. Rozbłysło niebieskie światło. Zatrzęsło. I znowu. I znowu. Monitor wypluł z siebie coś, co przypominało dawny kod HTML: -//W3C//DTD XHTML 1.0 principes//EN" "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-transitional.dtd"> <html dir="ltr" lang="pl"> <head> <base href="hhhaaattteee" /> <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8" /> <meta name="generator" content="hestates” /> <meta name="verify-v1" content="hestates=" /> <meta name="keywords" content="triarii" /> <meta name="description" content="triarii triarii " /> <link rel="stylesheet" type="text/css" pHyLaX" id="velites" /> <script type="text/javascript"> <!-- var SESSIONURL = "scutum"; var IMGDIR_MISC = "legion"; var vb_disable_ajax = parseInt("0", 10); // --> </script> <script type="text/javascript" src="hate me"></script> <script type="text/javascript" src="as much as u can"></script> <link rel="alternate" type="application/rss+xml" title="lastinn RSS Feed" href="??? =RSS2" /> <style type="text/css"> <!— Usłyszeliście kolejny wybuch. A potem zapadła ciemność. Dla każdego z Was.
* * * Habe nun, ach ! Philosophie, Juristerei und Medizin, Und leider auch Theologie Durchaus studiert, mit heißem Bemühn. Da steh ich nun, ich armer Tor ! Und bin so klug als wie zuvor Johan Wolfgang Goethe, Faust * * * # Frank Malak Zapadła ciemność. Również i dla Ciebie. Usłyszałeś suchy trzask koło siebie, jakby ktoś złamał kość. Miałeś wrażenie, że jesteś w kompletnej pustce, ale jednak poruszałeś się, bo czułeś wiew powietrza na swoim czole i włosach. Coś musnęło Cię w rękę; oślizgły kształt na podobieństwo ryby. Usłyszałeś nawet plusk. Wszakże nie widziałeś nic. Znowu trzask i wybuch. Eksplozja światła w Twoich oczach; poczułeś słony zapach morza. Stałeś na klifie; okolica wyglądała na całkowicie opustoszałą. Nigdy nie widziałeś tego typu wybrzeża, nawet w północnych Niemczech, choć zardzewiała tablica na nabrzeżu głosiła: KAI NUMMER 13. Widziałeś w oddali latarnię. Znowu trzask i wybuch. Eksplozja światła w Twoich oczach; przez chwilę zobaczyłeś twarz Tanji Hahn zaraz przy Twojej. A później wróciłeś do pomieszczenia, gdzie leżał zniszczony freser. Widziałeś Tanję Hahn; jak wybuchają w jej rękach PAKT-y. Jak powstają kolejne dziury w czasoprzestrzeni. Uważaj!, krzyczy Tanja. A potem druga. Trzecia i piąta i dziesiąta. Jeszcze raz błysk. Stałeś na rampie w zapasowej komorze pod silosem. Był wypełniony ciałami po brzegi. A potem trzask pękającej kości; zmaterializowała się koło Ciebie Tanja Hahn. Usłyszałeś jej krzyk; przez chwilę dziwiłeś się, dlaczego tak się dzieje, jednak po chwili zdałeś sobie sprawę z tego, co się działo. Komora zapasowa była wypełniona ciałami Tanji Hahn. Znowu trzask i wybuch. Eksplozja światła w Twoich oczach; poczułeś uderzenie w potylicę, tępy ból w zębach. - Detektyw Frank Malak. Usłyszałeś głos kobiety. Był spokojny i opanowany, chociaż czaiła się w nim domieszka sarkazmu i drwiny. Po chwili stwierdziłeś, że znajdujesz się w tej samej ciemności, jednak siedziałeś na plecionym krześle z oparciem. Przed Tobą znajdował się czarny, hebanowy stół; były na nim ustawione dwie szklanki z wodą i dzban. Naprzeciwko Ciebie siedziała... Kobieta. Była ubrana w szary strój służbistki GSA, jednak bez znaczeń. - Zdaję sobie sprawę, że ten moment może nie być odpowiedni na... Służbową konsultację, panie Malak. Jednak cóż, czekałam dość długi czas, aż przyjdzie pan razem ze swoimi... Amm... Kolegami? Współpracownikami? Nigdy nie byłam dobra w tym... Mam na myśli – nomenklaturze adekwatnej do sytuacji. Pociągnęła łyk ze szklanki; zrobiłeś to samo, jednak stwierdziłeś, że nie możesz otworzyć ust po to, by się odezwać. - Napięcie portalu sprawia, że nie może pan do mnie mówić, panie Malak. Zapewne czuje się pan, jakby włożono panu głowę pod ciśnienie, prawda? Proszę mi wierzyć, to naprawdę nie potrwa długo. Poza tym nieprzyjemnym uczuciem nie może się nic panu stać. W pewnym sensie nadal pan jest w pokoju, do którego wysłałam model FR-1557. Muszę powiedzieć, że pan i... Reszta wykazali się całkiem głową na karku, chociaż życzyłabym sobie na przyszłość więcej współpracy. Pan jeszcze tego nie wie, ale od tego może zależeć pańskie życie i pańskich towarzyszy. Jednak przejdźmy do rzeczy. Pańska pogoń za Sarą Connor wydaje się być całkiem dobrym motywem, by uczynić pana kolejnym moim projektem. Tej przyjemności dostąpili już.... Wyjęła z torby czarnego laptopa. Czekałeś chwilę, zaś jej palce zamigotały na klawiaturze. - Axel Heintz i Tanja Hahn. Cenię sobie ludzi zdecydowanych, proszę pana. I dlatego dołączył pan do tego szacownego grona. Zauważyłeś pierścień z topazem na jej palcu. Bawiła się nim, mówiąc do Ciebie. Na pierścieniu była wyryta litera S. - Powiedzmy, że pańska godzina wybiła, panie Malak. Pańskie pięć minut w ostatnim tchnieniu Berlina. Wkrótce znajdzie pan informacje na temat Sary Connor i miejsca, w którym ona ostatnio przebywała. Proszę ją znaleźć. Od tego zależy los Neoberlina. Pana także. Chciałabym zrobić coś więcej, niż tylko mieć na pana oko, jednak muszę podążać za pewnymi ograniczeniami, które... Są mi wyznaczone. Latarnia, którą pan zobaczył, znajduje się niedaleko pewnego wybrzeża Norwegii. To właśnie tam teraz kieruje się Sara Connor, chociaż jeśli będzie miał pan szczęście, to złapie pan ją wcześniej. Nawet nie wie pan, jak blisko jest. Wystarczy wyciągnąć rękę i pozwolić działać pewnym... Faktorom. Jej ostatnie słowa usłyszałeś w kompletnej ciemności, która zapadła. Znowu poczułeś podmuch powietrza na swojej twarzy i ruch. Chyba usłyszałeś przez chwilę terkotanie karabina maszynowego, jednak ten dźwięk zniknął zaraz, jak się pojawił. Znikło wszystko, nawet ciemność. Straciłeś przytomność. * * * - Hmm... Popatrz, chyba tutaj się sparzył. - Nic mu nie będzie. Promieniowanie Thamma jest zabójcze dopiero wtedy, gdy jest się wystawionym na nie około... Pięciu godzin. Poza tym nie jest tak groźne jak reszta jonizacyjnych i elektromagnetycznych. - Mhm. - Chyba się budzi. - Bardzo dobrze. Opierdolę go za to, że omal nas wszystkich nie zabił. To był głos Tollego. - Mamy szczęście, że żyjemy. Schlaufen. - A tak poza tym, jak tam Twoje ramię? Leżałeś nieprzytomny chyba dwie godziny. Dostałeś plazmą. Cholera, gdyby nie to, że tutaj się dostałeś... - Jak się tu dostaliśmy? - Ja... Nie wiem. Widzieliśmy błysk, a potem wszystkie światła zgasły. Dopiero Hannemann naprawił generator. - Kurwa, przysięgam – otworzyłeś oczy i zobaczyłeś, jak Schlaufen marszczy brwi. – Po chuj pchałem się do tego kompleksu. Po ki chuj!? - Zamknijcie się obaj – zabrzmiał jadowity głos Hannemanna. – Mam w dupie wasze narzekania. Wstałeś. Jak się okazało, leżałeś na kocu, ba, nawet poduszce. Pomieszczenie, w którym się znalazłeś, było półkoliste. Na południu znajdowały się drzwi pancerne, w których widziałeś pęknięcie, zaś za nim pył i gruzy. Bez wątpienia był to korytarz, w którym byłeś jeszcze pół godziny temu. Znajdowałeś się w jednej z komór testowych, które były używane dla podstawowych eksperymentów czasoprzestrzennych. Wysoka kopuła ze stali była nieco wygięta, zaś z pęknięć zwisały kable i obwody. Na północy był ciemny korytarz; nie mogłeś dojrzeć, dokąd on prowadzi. Nad korytarzem znajdowała się szczelina, przez którą prześwitywały złącza. Gdy przyjrzałeś się dokładniej, okazało się, że dziura między złączami prowadzi do komory, jednak nie mogłeś powiedzieć, dokąd prowadziła. Na środku znajdował się plastikowy stół, a przy nim pięć krzeseł, przy czym jedno z nich było wywrócone. Na stole znajdowało się pięć pełnych butelek wypełnionych napojem bursztynowego koloru. Obejrzałeś etykietkę: Był to „Scottish Leader”. Whisky. Poza tym znajdowało się na nim parę rozrzuconych banknotów i dokładnie ułożony plik kart. Był tutaj też pęk kluczy i dysk z danymi. Nieco dalej, w kolistym zagłębieniu znajdowała się komora testowa, obecnie pusta. Niedaleko niej znajdowała się stacja komputerowa, kosz, dywan, plastikowe skrzynie z puszkowanym piwem i jedzenie. Po lewej był regal z fiolkami i zlewkami. Jak się okazało, znajdowały się tam podstawowe pierwiastki chemiczne. - Macie pierdolone szczęście, że w ogóle żyjecie. Taka jedna spadła z niewiadomo kąd i... Trochę niekompletna. Odsłonił zwłoki przykryte nylonem, które teraz dopiero zauważyłeś. Bez trudu poznałeś Tanję Hahn – patrzyła tępo w sufit. Jej miednica i nogi zostały zmiażdżone, pozostawiając jedynie strzęp czerwonego mięsa. Hannemann wrzucił je do dołu, który wyglądał, jakby powstał po wybuchu. - Trzeba będzie coś z nią zrobić, bo zacznie gnić. - Możemy wrzucić ją do komory testowej. Jest hermetyczna. - Jak możemy stąd wyjść, do cholery!? - Nie ma stąd wyjścia! – zarechotał Hannemann. – Oddaliście nam przysługę, rozwalając sektor za tymi drzwiami pancernymi. - Nie ma. I nie zależy nam, żeby stąd wychodzić. Popatrz na to. Tolle podszedł do komputera. Na ekranie wyświetliły się korytarze pełne zwłok. - Zaraz po tym, jak zeszliście na dół, do sektorów bloku C weszli ci z GSA. Pokazał następną kamerę. Ktoś szył z karabinu maszynowego do postaci w czarnych pancerzach na drugim końcu korytarza. - Teraz jedyny opór stanowi chyba personel ochronny z bloków C i D plus ci z zespołu badawczego, którzy to wszystko przeżyli. Tak więc widzisz – ciągnął Tolle – czemu chcemy tutaj zostać. Mauer nie odważy się odpalić głowic nuklearnych, zginęłoby za dużo ludzi i rozwaliłoby materiału. - I tak oto – uśmiechnął się zjadliwie Hannemann – dotrzymamy sobie tutaj spokojnie do końca wojny. - Amen. * * * Tolle zapalił papierosa. Zaciągnął się słusznie, po czym zagaił: - Posłuchaj, Malak. Pytałeś się nas, co tu się właściwie dzieje... – mówił powoli, wypuszczając nosem dym tak, że wyglądał, wypisz wymaluj, jak jakieś japońskie bóstwo. – Mamy teraz trochę czasu, więc opowiem ci. Ale chcę, żebyś zrewanżował się swoją opowieścią. Wyskoczyłeś, o ile się orientuję, ze starej stacji metra. Co ty tam robiłeś, człowieku? Po cholerę wlazłeś do tego kompleksu? Powiedz mi prawdę, to może ci pomogę. Wentylator szumiał monotonnie. Schlaufen i Hannemann grali w karty, więc cisza była przerywana od czasu do czasu sykami i jękami, mruknięciami i westchnięciami. Tolle, wysłuchawszy odpowiedzi, pociągnął: - A więc wysłuchaj mojej. Jestem chyba jednym z nielicznych ludzi, którzy nie kryją się ze swoim nazwiskiem. Wielu ma zwyczajnie ksywkę lub pseudonim, jak ten... Schwarzmann. Umilkł na chwilę i zmrużył oczy. Zamyślił się. - Pracuję dla Korporacji już od około pięciu lat. Najpierw pracowałem jako zwykły laborant i tester w dziale teleportacji korpuskularnej, po dwóch latach przeniesiono mnie na czasoprzestrzenną. To prawda, robię dla Korporacji, ale znajdź mi jednego żywego człowieka w Neoberlinie, który nie pracuje. Poznałem Konrada Hahna prędzej niż Tanję głównie z tego powodu, że właśnie zostałem przeniesiony tutaj. To była zresztą jedna z komór testowych, w której eksperymentowałem – machnął ręką. – Konrad Hahn? Wbrew pozorom zdążyłem go poznać dość dobrze. Cholerny fanatyk, zapatrzony w Korporację. Ktoś, kogo można się bać. Miał naprawdę mocne wtyki w Murze. Pewnie zadajesz sobie pytanie, dlaczego właściwie się to wszystko dzieje. Wiesz, te burze portali, masakra Neoberlina, najazd Kombinatu. To wszystko z powodu planu notabene autorstwa Hahna. Czekaj, jak się nazywał? Seelische und geistliche Verbesserung der Menschenheit. Kryptonim SIEGER. Chodzi o to, że gdy stosunkowo niedawno temu odkryliśmy świat graniczny nazwany Externusem, tym z góry kompletnie odbiło. Chcieli przeprowadzić badania na ludziach, zwierzętach w oparciu o minerał, który znaleźli na tym świecie. Nie wiem, co to jest, naprawdę. Nie wszystkich dopuszczają do wszystkiego. Wielu ludzi się po prostu testuje, czy dadzą radę w badaniach nad czymś bardziej zaawansowanym. Chyba dlatego Tanja Hahn nie została dopuszczona do teleportacji czasoprzestrzennej. Chcesz znać odpowiedź na to, dlaczego tutaj siedzimy? Powiem ci: Dzisiaj miał być przeprowadzony eksperyment z teleportowaniem tego surowca. Coś nie wypaliło. To gówno okazało się reagować z polem Thamma. Ja nie mam pojęcia, dlaczego to nie mogło wypalić. Dlaczego nikt nie sprawdził wszystkich możliwości tego czegoś. A w pierwszej kolejności – czemu nie sprawdzili tego pod polem. Jakieś pytania? Co to za dysk na tym stole, zresztą...? Hannemann, widziałeś go...? * * * - Więc tak właściwie czym są portale bazujące na polu Thamma? - To zabawne pytanie, proszę pana. Mógłbym zapisać całą tablicę wzorami fizycznymi, a i tak nie jestem pewien, czy zrozumielibyśmy do końca koncepcję portalów. Widzi pan, chodzi o to, że wszystko wygląda tak, jakbyśmy znaleźli taki włącznik światła na ścianie. Jakbyśmy byli dziećmi. Wiemy, jak wygląda taki pstryczek, widzimy jego formę, potrafimy nim manipulować i możemy niejako przewidywać jego zachowanie, jednak sami nie wiemy, co dokładnie posiada w środku i na jakiej zasadzie działa. Tak myślą dzieci i, nie ukrywajmy, dość podobnie myślimy także w sprawie portali czasoprzestrzennych. Wszelkie próby dojścia do tego, jak oddziałuje pole Thamma na to zjawisko fizyczne powodują przerwanie portalu albo burzę. Chyba można półżartem powiedzieć, że portale są trochę jak koncepcje zbiorów w matematyce – możemy opisać ich cechy, jednak czym one są dokładnie, nie da się opisać. Z podobną sytuacją mamy do czynienia przy portalach. Oczywiście powstały różnorakie hipotezy, jednak ich słabość polega na braku praktyczności. Są one prawdopodobne, to prawda, jednak żadna z nich nie jest sprawdzona. - Wspomniał pan o burzach portalowych. - Tak. Jest to niezmiernie ciekawa sprawa, ponieważ samo pole Thamma w środowisku naturalnym wydaje się być jako takie stałe, a procesy kopiowania informacji zachodzą niezwykle powoli. - Tak, ale mówimy teraz o teleportacji czasoprzestrzennej, a nie cząsteczkowej. - Pole Thamma jest źródłem ich obu. Teleportację korpuskularną w jej naturalnej formie odkrył Thamm, jednak to my w ostatnich dwóch dziesięcioleciach poprzez sztuczne wydzielanie tego pola doszliśmy do możliwości zaginania czasu i przestrzeni. - Chciałbym jednak wrócić do burz... - ...portali, tak? No cóż, jak już sobie powiedzieliśmy, to naprawdę ciekawa sprawa. Pole Thamma reaguje niezwykle żywo ze wszystkimi innymi promieniowaniami, zaś same burze często zachodzą samoczynnie przy wysokiej emisji pola Thamma, ale także przy wejściu w kontakt z promieniowaniem jonizującym i elektromagnetycznym. - Co się wtedy dzieje? - Posiadamy mało informacji na temat burz, a to z tego względu, że są one niezwykle niebezpieczne i, co gorsza, mogą trwać przez dłuższy okres czasu. Wyizolowane środowisko energetyczne portalu pęka i wchodzi w interakcję z otoczeniem. Energia Thamma mieni się wtedy wszystkimi kolorami tęczy. Występują aberracje rzeczywistości, takie jak zwolnienie czasu, przyspieszenie czasu, znikanie przedmiotów, zmiany w strukturze materii... Takie drobne incydenty można mnożyć, jednak tym, co jest najbardziej widoczne, to rozszczepienie się portalu głównego na niezliczoną ilość mniejszych przejść prowadzących często do kompletnie przypadkowych miejsc, jako że tunel zostaje przerwany i rozszczepia się na wiele mniejszych, które ulegają, hm, zwyrodnieniu. - Zwyrodnieniu? - Kiedy istnieją dwa uszkodzone ośrodki po obu stronach przekazu, te tunele skręcają się i zwijają, swobodnie przemieszczając się po wszystkich miejscach przestrzeni... Zabawne, wielu badanych stwierdziło, że słyszą krzyki podczas burzy portali. - Krzyki? - Tak. Krzyki kobiety. Nie sądzi pan, że to ciekawe? * * * # Axel Heintz Zapadła ciemność. Również i dla Ciebie. Posłyszałeś dziwny dźwięk, ni to szept ni bełkot. Wpadło Ci do głowy, że gdzieś już słyszałeś, że fala elektromagnetyczna oddziałuje z polem Thamma, jednak nie mogłeś sobie przypomnieć, skąd właściwie to usłyszałeś. Chwilę potem zapomniałeś, co sobie przypomniałeś przed chwilą. Jeszcze parę momentów i nie mógłbyś powiedzieć, jak się nazywasz. Błysk. I trzask pękanej kości. Znowu trzask i wybuch. Eksplozja światła w Twoich oczach; przez parę chwil byłeś w dziwnym pomieszczeniu. Przypomniał Ci się teatr cieni; były tutaj dwie sylwetki. Wydało Ci się, że są to nagie kobiety, bo dobrze widziałeś ich sylwetki. Zapach dawno zaschłej krwi; chyba znałeś to miejsce... Kiedyś. Zwisające haki przypomniały Ci o rzeźni. Znowu trzask i wybuch. Eksplozja światła w Twoich oczach; siedem czarnych kwiatów wykwitło przed Twoimi oczyma niczym pulsujący wrzód. Zobaczyłeś zwłoki Tanji Hahn. Byłeś w jednej z komór testowych; ujrzałeś Franka Malaka przyglądającemu się temu, jak to, co zostało z Tanji, jest wrzucane do pęknięcia w posadzce. Naukowiec, który to zrobił, skrzywił się złośliwie i wypowiedział parę słów. Nie słyszałeś nic, oprócz ryku wichru. Znowu trzask i wybuch. Eksplozja światła w Twoich oczach; znalazłeś się w środku silosu, na jedną, jedyną chwilę widziałeś główny portal – skręcał się i wił jak wąż, by zaraz potem zmienić kształt i zamienić się w olbrzymi wir. Feeria barw portalu i wyładowania energetyczne tworzyły dzikie zawijasy, groźne i piękne zarazem. A potem usłyszałeś dźwiek Twojej własnej czaszki i wszystko pociemniało. Świat zatańczył jeszcze prędko przed Twoimi oczyma, po czym ukłonił się i ściemniał. Uczułeś mdłości i chyba zwymiotowałeś. Kwaśna treść żołądka zawirowała w Twoich ustach; zdziwiłeś się sam, że atakują Cię kretyńskie myśli: Martwiłeś się najbardziej tym, że bolą Cię Twoje obtarte kolana i że czujesz się tak, jakbyś miał złamany kark. Przypomniałeś sobie swoją matkę, która mówiła: "Słone". A zaraz potem głupia wizja jeziora pełnego zdechłych ryb i dzieci tańczących na mule pełnym ości. Potem znikło wszystko. Teraz naprawdę straciłeś świadomość. * * * Usłyszałeś syk zamykanych drzwi i stuknięcie. Zaraz potem kilka pospiesznych kliknięć; rozpoznałeś konsoletę przy drzwiach. Poczułeś, że podłoże, na którym leżysz, lekko się trzęsie, raz mocniej, raz słabiej. Otworzyłeś oczy i wstałeś. Pokój, w którym się znalazłeś, świecił gdzieniegdzie leciutkim, niebieskim światłem. Twój kombinezon OHU wskazywał na niebezpieczny poziom promieniowania pola Thamma. Samo pomieszczenie było dość małe; gdyby nie fakt, że zostało tutaj ustawione tak wiele aparatury do zarządzania portalami, spokojnie pomyślałbyś, że to kolejny korytarz w Mauer. Stwierdziłeś, że ktoś ułożył Cię na stołku – zdałeś sobie z tego sprawę dopiero po chwili, jednak oczywiste było, że właśnie z niego wstałeś. Po prawej znajdowała się szyba, ta jednak była zasłonięta czarnym metalem od zewnątrz. Po chwili wahania stwierdziłeś, że ten metal to ołów. Rzuciłeś okiem na sklepienie – było ono niskie, zaledwie dwa metry od podłogi. W niektórym miejscach metal był pogięty i wykręcony – tu i ówdzie zwisały kępki ciemnobrązowego mchu, który widziałeś już w magazynie. Mech wydawał odgłosy – przypominało to pękanie pęcherzyków powietrza w plastikowych opakowaniach. W jednym rogu nie było jednak mchu – przez zwęgloną stal przebijało się coś na kształt żywej tkanki, niczym czerwony płat mięsa. Zerknąłeś na monitory, a potem na klawiaturę. Chciałeś usunąć ołowianą blokadę okna, jednak system odmówił. "Ekstremalne zagrożenie polem Thamma w głównej komorze testowej". Nie było więc wątpliwości, że ledwie warstwa ołowiu dzieliła Cię od głównego portalu. Dwa z monitorów pokazywały cele więzienne; w jednej z nich był zakrwawiony kombinezon OHU. Trzeci monitor zaś ukazał... Tanję Hahn! Wyglądało na to, jakby była w jakiejś celi więzienia. Kamera nie podawała nazwy jej lokacji. Nic, tylko goły obraz. Chwilę później wstała i wyszła. Stwierdziłeś, że coś było dziwnego w tym przekazie z kamery; nigdy nie widziałeś takiej celi w całym Neoberlinie. Wyglądała ona jak średniowieczny loch. Oderwałeś oczy od ekranu. Na konsolecie znalazłeś kartkę, na której było napisane parę gryzmołów. Długopis leżał na podłodze. Po dłuższej chwili odcyfrowałeś: Wybacz, Axel, że musiałem go ze sobą zabrać, ale nie mogłem Cię budzić. Zadawałbyś zbyt wiele pytań. Zresztą, jesteś potrzebny tutaj. Zjedź na dół windą i wyłącz reaktor, zanim portal wybuchnie. Skontaktowałem się z Kleiner. Stwierdziła, że tunel rozerwie Mauer i tak, jednak wyłączenie reaktora opóźni to o jakieś parę dni. Maria wierzy, że dasz sobie radę. Masz na sobie zresztą OHU. Schwarzmann P.S. Wybacz, że zamknąłem za sobą jedyne pozostałe wyjście z silosu. Musiałem skierować Cię do reaktora. Kiedy tylko go wyłączysz, M-SLATE powinien włączyć systemy naprawcze i otworzyć większość wejść do magazynów. Powinieneś w nich znaleźć coś, czym uda Ci się rozwalić te drzwi. Ja będę wtedy dość daleko, żebyś przypadkiem mnie nie zabił. P.P.S. Dobrze myślałeś. Nie jestem tylko zwykłym żołdakiem, za jakiego się podawałem. Ale pogadamy o tym, jak przyjdziesz do bunkra. Zaznaczę drogę. Z Mauer można przejść do kanałów Neoberlina. Spojrzałeś na drzwi prowadzące do windy do reaktora. Były zrobione ze solidnej stali, zaś koło nich znajdował się skaner oczny. Co gorsza, wydawało się, że maszyna jest wyłączona. Rozejrzałeś się dalej po pomieszczeniu. Gdzieś leżała apteczka, zaraz obok niej była skrzynia z narzędziami, rozrzuconymi w bezładzie. Przy zachodniej ścianie znajdowały się wyłamane drzwi, jednak ktoś – być może Schwarzmann – wymalował czerwonym sprayem czaszkę nad nimi i wielkie litery: "POLE THAMMA". Wymowne. To właśnie stamtąd OHU rejestrował największą aktywność pola. Rzuciłeś okiem na korytarz – wyglądało na to, że im dalej biegł, tym bardziej był zniszczony. Niedaleko znajdował się zakręcony właz na dół. Domyśliłeś się, że pod włazem może znajdować się jednostka zasilająca w prąd pomieszczenie, jednak pokrętło do otwierania włazu zostało wyjęte(lub wyrwane) tak, że można było wsadzić drugie. Nie widziałeś jednak żadnego innego pokrętła, nie licząc stopionej masy metalu pod Twoimi stopami. W pomieszczeniu znajdował się jeszcze głośnik. Zapewne kiedyś służył on do porozumiewania się z komorą testową, teraz jednak dyndał luźno na jednym kablu. Wszystko pokrywała subtelna warstewka kurzu, jakby nikt nie zaglądał tutaj co najmniej od miesiąca. Nie dziwiło Cię to już: Zacząłeś się przyzwyczajać do zaburzeń czasowych pola Thamma. * * * # Tanja Hahn Zapadła ciemność. Również i dla Ciebie. Poczułaś zapach rdzy; przyszła myśl, że być może powiedziałaś jednak Axelowi o tym, że pole elektromagnetyczne reaguje z polem Thamma, jak mówiło Twoje wykształcenie. Myśl przyszła powoli, niemrawo, wlekąc się. Zbyt późno. Późno, późno, późno... Miałaś wrażenie, że podano Ci dużą dawkę morfiny; słyszałaś o efektach tego lekarskiego narkotyku. Wszystko było spowolnione i wykręcone; nie wirowało – rzeczywistość przypominała mieszający się i bulgocący amalgamat. Skoro tak, to przypomniała Ci się czarownica. Po chwili zdałaś sobie sprawę, że zawsze myślałaś o czarownicy. Czarownica, czarownica. Co jest takiego w czarownicy? Amalgamat. Jednak Twoją twarz wykrzywił grymas złości, kiedy przypomniałaś sobie o morfinie. Morfina – lekarze – Tolle. Twoja twarz wykrzywiła się w straszliwym grymasie tak, że przeraziłaś się sama siebie. Jednak było już za późno; czułaś, jak Twój nos robi się duży, obrasta w parchy i brodawki. Czarownica! Oczy zmętniały i stały się brudne jak breja w szambie. Nagle poczułaś dziwną sensację w okolicach żołądka. Usłyszałaś szept. "O Boże, czy nie widzisz tego, że Twoja twarz bulgocze?" Amalgamat. Jednak nie sądziłaś, że Twoja twarz bulgotała. "To tylko połowa prawdy" – pomyślałaś głośno. Dosłownie. Pomyślałaś, a myśl uleciała z Twojej głowy. Miała kształt dziwnego ptaka, przypominającego mewę. A później usłyszałaś swój głos. "Ta mewa – mówiłaś przejęta – zamiast rąk ma tylko dwa pajęcze odnóża. Nie jest to dziwne, ponieważ już wcześniej zaproponowałam kogoś, kto byłby dla nas lepszym pontifexem – głos zamlaskał. - Ta mewa jest przeźroczysta chyba tylko dlatego, bo jej imię brzmi: Krew. Chciałabym kiedyś zobaczyć te bąbelki, naprawdę". Przestraszyłaś się swojego własnego głosu, bo na końcu nie przypominał w ogóle Twojego. Na końcu tego krótkiego monologu był gruby i szorstki, a Ty pomyślałaś, że takim głosem może przemawiać rzeźnik. W kompletnej ciemności przed oczyma – sądziłaś, że jesteś tylko tymi oczami – zalśniły litery utkane z czystego światła. "CZASAMI BYWA TUTAJ CAŁKIEM WILGOTNO I GRZĄSKO. Und sehe, daß wir nichts wissen können." Usłyszałaś swój krzyk; widziałaś samą siebie spoglądającą na morze... Samej siebie, w komorze zapasowej basenu, pod silosem. Krzyk utonął Ci w gardle – straciłaś przytomność. * * * Usłyszałaś dźwięk, który już znałaś – pękanie pęcherzyków powietrza w pianie, a przy tym rytmiczne sapnięcia od czasu do czasu. Otworzyłaś oczy. Poczułaś zapach stęchlizny, tak charakterystycznej dla starych budowli. Ujrzałaś niski sufit małego loszku; przyszły Ci na myśl różne zabytkowe zamki, jakie kiedyś jeszcze istniały w Niemczech zachodnich. Gdzieniegdzie zwisały strąki ciemnobrązowego mchu. Wstałaś i stwierdziłaś, że nie ma kraty, która mogłaby Cię powstrzymywać przed dalszym pochodem – leżała parę metrów dalej; nastąpiłaś na nią – chrupnęła rdza i jeden z prętów rozsypał się w proch. Idąc ciemnym korytarzem, świeciłaś latarką z kombinezonu OHU, chociaż nie panował tutaj zupełny mrok – tu i ówdzie świeciło żółte światło, jakie emitowały kryształy, bardzo przypominające topazy. W końcu doszłaś do końca; w zbutwiałych, drewnianych drzwiach znajdowała się klamka ukuta misternie w kształcie gargulca, zaś nad nimi był złocony napis: "Horribilis Est Locus Iste". Otworzyłaś drzwi; o dziwo, klamka nie została w Twojej dłoni, jak się spodziewałaś. Schody, na które się natknęłaś, prowadziły w górę, zaś na ich końcu lśniło żółte światło. Było to jedyne wyjście stąd, toteż poszłaś w górę. Stąpając po schodach, doszłaś do pewnego dziwnego momentu w architekturze tego miejsca: Korytarz, którym szłaś, nagle przewężył się i poczułaś zapach ziemi. W istocie, nagle otoczyła Cię ziemia tak, że przez chwilę miałaś wrażenie, że idziesz nie w lochu, a pieczarze. Minęłaś ten pas ziemi; korytarz rozszerzył się ponownie, a ściany kamienne wróciły. Przebywszy schody, trafiłaś do małego korytarzyka; zakrztusiłaś się kurzem, który wzbił się, jak tylko doszłaś do tego miejsca. Na gładkich ścianach były wypisane znaki, nie mogłaś ich jednak rozszyfrować. Na środku tego korytarza stwierdziałaś, że jest szczelina, dzieląca korytarz na pół – co ciekawe, dwie części tego korytarza przedstawiały dwie różne architektury i techniki budowania. Poszłaś dalej. Otworzyłaś następne – akurat te dźwierze były ciężkie, okute żelazem. Szłaś przez jakiś czas. * * * Wyszłaś, jak się okazało, zza ołtarza. Była to bowiem katedra. Zrujnowana katedra. Strzeliste sklepienie było poszarpane – prześwitywało przez nie niebo koloru ognia; żółć poprzetykana pomarańczowymi chmurami, które pełzły leniwie dalej i dalej. Koło ołtarza był wybity witraż – wyjrzałaś na zewnątrz. Ujrzałaś klif i bezkresną ciemność, która była pod klifem. Przepaść. I daleki horyzont, który jaśniał purpurą. Widziałaś ptaki tego świata: Dziwne, kościste twory, zataczające okręgi. W ogóle nie machały swoimi błoniastymi skrzydłami. Katedra stała na skalistej i piaszczystej wysepce, jednej z wielu, które także wolno krążyły w przestrzeni. Z wysepki wystawały topazowe kryształy, błyszczące w mroku. Na niektórych wysepkach były podobne ruiny, niektóre były obrośnięte mchem, niektóre zaś wydawały się żyć – nawet tu słyszałaś ich sapiący oddech. Wrota portalu katedry były wyłamane – być może krążyły gdzieś w przestrzeni, jednak utwierdziło Cię to, że z tej wyspy nie ma wyjścia. Jeden z witraży nie był wybity – przedstawiał on dziwną postać. Była to kobieta ubrana w czerwoną szatę, a jej włosy i oczy płonęły krwistym płomieniem. Jej rozcapierzone ręce – nie, szpony – miały cztery palce, podobnie jak stopy, które bardziej przypominały pazury orła. Dziwny święty, jak na katedrę. Zwisały żyrandole wraz z wypalonymi ogarkami. Jeden z nich oderwał się i rozwalił jedną z ławek, już i tak czarnych ze starości i zbutwiałych. Na pozostałych od czasu do czasu zwisał wyschnięty mech – ten był żółty, nie ciemnobrązowy. Posadzka była zaśmiecona – kawałki gruzu ze zniszczonego sklepienia spadły na dół, druzgocąc czasem całe nawy. Kolejnym, co rzucało się w oczy, było to, że tu i ówdzie znajdowały się stare i kompletnie bezużyteczne kawałki średniowiecznej broni – wygięte miecze, wyszczerbione sztylety czy glewie ze złamanym drzewcem. Czasami znalazł się tu i lichtarz z całą świecą albo i nawet kielich ze złuszczoną pozłotą. Odnogi katedry były zawalone, podobnie jak mniejsze kapliczki, które od czasu do czasu znajdowały się w bocznych nawach. W centrum znajdowała się dziura w posadzce – pokruszone kawałki marmuru leżały wokół. Z dziury wystawała wielka czara. Bulgotała w niej czarna breja. Ołtarz był niczym innym, jak tylko kawałkiem skruszonego marmuru wystającego z podłogi. Był na nim postrzępiony obrus, kiedyś pewnie biały. Były na nim żółte plamy i 3 kręgi: 2 mniejsze, jeden większy, a także rys ciemnego, podłużnego kształtu. Niedaleko ołtarza leżał sztylet z czarną rękojeścią. Przekrzywione tabernakulum nie miało zamka; miało natomiast otwór, do którego pewnie ten sztylet pasował. Nad ołtarzem znajdowały się kryształy. Ostatnio edytowane przez Irrlicht : 07-09-2008 o 12:32. | ||
| | |
| Reklama |
| |
| | #22 |
![]() | Z trudem otworzył oczy. Czuł się jakby trafił na dno morza. Wydawało mu się nawet, że usłyszał rybę i poczuł słony smak w ustach. Zobaczył błysk światła identycznego jak to, które zniszczyło kawałek ściany w metrze. Otworzył oczy ponownie odkrywając, że nie stoi w wodzie tylko na klifie. Dookoła nie było prawie nic. Jego uwagę przykuła tabliczka z napisem: KAI NUMMER 13. Dalej zauważył latarnię. Widział tę latarnię wcześniej na zdjęciu w apartamencie Sary. Nie zdążył przyjrzeć się jej dokładniej, gdyż przeniósł się ponownie dostrzegając przed sobą twarz towarzyszącej mu przez chwilę kobiety. Potem znowu zjawił się w pomieszczeniu z freserem. W rękach kobiety eksplodowały kolejne PAKT-y tworząc kolejne dziury czasoprzestrzeni. Chciał cos krzyknąć, ale nie zdążył. Trafił do kolejnej komory wypełnionej zwłokami. Kobieta pojawiła się obok niego i wtedy zauważył, że te wszystkie ciała to są jej ciała. Znowu ten błysk, któremu tym razem towarzyszyło uczucie bólu jakby ktoś go uderzył. Nagle siedział przy stoliku na wprost ciemnowłosej kobiety, którą twarz zobaczył w pociągu. Przypomniał sobie, że jej twarz pojawiła się również w trakcie eksplozji za pomocą, której zniszczyli fresera. Wtedy musiała zajść jakaś reakcja (albo coś w tym stylu) w wyniku, której wystąpiła ta seria przeniesień. Od razu przypomniała mu się teoria światów alternatywnych, która według niego była wierutną bzdurą. Jednak inaczej nie dało się tego logicznie wytłumaczyć. - Detektyw Frank Malak. Takimi słowami przywitała go kobieta dobrze sobie zdająca sprawę, z kim rozmawia. - Tak. To ja – odpowiedział. A przynajmniej chciał odpowiedzieć, gdyż udało mu się tylko otworzyć usta, z których nie wydobył się żaden dźwięk. Ciemnowłosa wyjaśniła mu, że nie może mówić na skutek napięcia portalu. Przypomniał sobie, że naukowiec, który mu towarzyszył wspominał coś o tym, że pracował nad portalami prowadzącymi do innych światów. Dowiedział się, że to ona wysłała za nimi fresera. Zaciekawiło go zdanie: - W pewnym sensie nadal pan jest w pokoju, do którego wysłałam model FR-1557. Czyżby, więc przeniósł się do innego świata tylko umysłem, a nie ciałem? To wszystko było tak dziwne i przypominało mu ten stary serial „Zagubieni”, że to wszystko było dla niego niemalże fascynujące. Chciał zadać kobiecie kilka pytań, ale poza rozruszaniem ust nic więcej nie osiągnął. Mógł tylko słuchać dalej licząc na okazjonalne poznanie kilku odpowiedzi. Wspomniała o tym, że ma być jakimś projektem podobnie jak poznany wcześniej Axel Heintz i Tanja Hahn, którą skojarzył sobie jako swoją wcześniejszą towarzyszkę, którą widywał kilkakrotnie w trakcie serii przenosin. Jego uwadze nie uszedł dziwny pierścień z literą S noszony na palcu przez czarnowłosą kobietę. Nakazała mu ona dokończenie jego zlecenia polegającego na odnalezieniu Sary Connor, od którego ma zależeć bardzo wiele. W tym jego życie. Powiedziała mu jeszcze, że Sara kieruje się w stronę latarni, którą widział już dwukrotnie. Owa latarnia znajdowała się nieopodal wybrzeża Norwegii. Pytanie pozostawało tylko, jakiego. Prawdopodobnie treść tabliczki miała go na nie naprowadzić. Ponownie zapadła ciemność. Terkotanie karabinu. Podmuch wiatru na twarzy. Koniec. Obudziły go krzyki. Podniósł z trudem głowę i zobaczył kilku swoich towarzyszy, a konkretniej Schlaufena, naukowca i jednego z partyzantów. Rozejrzał się po pomieszczeniu odkrywając, że znalazł się w jakimś schronie. Z ogromnym wysiłkiem udało mu się powstać. Zauważył kolejne zwłoki Tanji leżące na podłodze. Nie zrobiły na nim wrażenia, ponieważ w ciągu paru ostatnich minut widział ich dziesiątki, jeśli nie setki. Jedna rzecz go tylko zdziwiła. Wcześniej naukowiec sprawiał wrażenie jakby zamartwiał się o los Tanji, a teraz wydawało się, że była mu obojętna. Kolejnym zaskakującym widokiem był widok strzelaniny pokazany przez jedną z kamer. Nie miał pojęcia, że sytuacja była tutaj aż tak zła. - I tak oto – uśmiechnął się zjadliwie Hannemann – dotrzymamy sobie tutaj spokojnie do końca wojny. Frank tylko kiwnął głową bez przekonania. Dla niego nie było to możliwe. Przygotował sobie kanapkę z szynką korzystając ze zgromadzonych w tym miejscu zapasów i zaczął zajadać. Usiadł na krześle w dość nietypowy sposób. Wyglądało to tak jakby na nim ustał i przykucnął. W tej pozycji zawsze lepiej mu się myślało. Wtedy naukowiec, którego poznał pod nazwiskiem Tolle zgodził się odpowiedzieć na jego początkowe pytania, ale najpierw musiał opowiedzieć o sobie. Nie miał najmniejszej ochoty kłamać. Zaczął, gdy skończył jeść: - Zostałem wynajęty przez profesora Connora do odnalezienia jego zaginionej córki. Tak, więc udałem się żeby sprawdzić jej mieszkanie. Było pilnowane przez strażnika tak, więc musiałem się tam włamać. Niestety, zostałem zarejestrowany przez kamery. W tym mieszkaniu znalazłem bardzo interesujące nagranie i wtedy przybył do niego Schlaufen ostrzegając mnie przez SD, które właśnie tutaj zmierzało. Nie tracąc czasu uciekliśmy przez dziurę w podłodze. W podziemnych tunelach Hans uruchomił zepsuty pociąg, ale jazda nim zakończyła się małą kolizją. Wtedy zauważyliśmy dziwną kulę energii, która zniszczyła kawałek ściany. Weszliśmy przez tą dziurę i tam się spotkaliśmy. Tyle ode mnie. Niech pan teraz zacznie. Odpowiedź jakby potwierdziła jego podejrzenia. I wyglądało na to, że wszystkiemu winny był brat Tanji, Konrad. Odkryto jakiś inny świat, z którego czerpano bardzo ważny minerał reagujący z polem Thamma. Rozpoczęto eksperymenty związane z, czasoprzestrzennością co jak zwykle skończyło się tragicznie. Z tego powodu w Neoberlinie wybuchł chaos. Wyglądało na to, że to miejsce zostało zniszczone przez nieudany transport owego cennego surowca. Nigdy nie potrafił zrozumieć, o co chodzi politykom i naukowcom. Już nawet znany polski pisarz Andrzej Sapkowski mawiał, że seks i polityka sprowadzają się do jednego, do pieprzenia. Teraz to samo można było powiedzieć o współczesnej nauce i rozwoju technologicznym. Wtem Tolle zwrócił jego uwagę na tajemniczy dysk znajdujący się na stole. Zeskoczył z krzesła i ostrożnie go podniósł. Niestety, nie miał swojego laptopa. Na szczęście wcześniej już zauważył stację komputerową. Udał się do niej z zamiarem sprawdzenia dysku. Intuicja mówiła mu, że może ona zawierać jakieś ważne informacje. Ostatnio edytowane przez wojto16 : 06-28-2008 o 14:21. |
| | |
| | #23 |
![]() | Axel Heintz Wizja. Czy to była jakaś pieprzona wizja? Chemik nie miał pojęcia, to nie była jego działka. Zresztą wszystko w Mauer było ostatnio tak pojebane, że nie ogarniał tego umysłem. Wszędzie jakieś promieniowania, aberracje przestrzeni, zaburzenia czasu, wizje i UFO. Wiedział jedno: chce już stąd wyjść. I to jak najszybciej. Jeśli przy okazji będzie po drodze reaktor to go wyłączyć, ale tylko po to, by mieć więcej czasu na wyjście. Nie chciał już więcej przeżyć takiego czegoś, jakie miało miejsce chwilę po wybuchu granatów. Przerażało go to. Odbicie rzeczywistości czy jego umysłu? A może po prostu zwykły wymysł, przypadkowa manipulacja jego mózgiem. Wstał powoli, rozprostowując obolałe kości. Co oni z nim robili? Po podłodze ciągnęli, trzymając za nogę? Tak w każdym razie się czuł. Ważniejsze było jednak pytanie: gdzie była reszta i dlaczego obudził się na końcu? Czyżby tamci wiedzieli więcej? Zresztą kartka mówiła wiele. Ten Schwarzmann umiał nawet trochę myśleć. Axel faktycznie miał ochotę go teraz ubić. Były tylko dwa problemy. Nie było tu tego dupka a poza tym zaginął gdzieś jego karabinek. No i oczywiście wszystkie wyjścia były pozamykane. Rzeczywiście, ten skurwiel był niesamowicie pomocny. Ta, oczywiście, mógł iść tam, gdzie promieniowanie by go zabiło pomimo kombinezonu. Zapewne by się po prostu roztopił. Wpatrywał się jeszcze przez chwilę w monitorki, ale nie miał pojęcia co pokazują. Ale był pewien, że Tanja jest tam tak samo realna jak on sam. To pomieszczenie było dziwne. Może pod murem były jeszcze jakieś tajne pomieszczenia, ale zbudowane w takim stylu? Przypuszczał, że to nie było tutaj. Zapewne nawet nie w tym świecie, jakkolwiek irracjonalne to się wydawało. Trzeba było zacząć działać. Skaner oka nie działał, więc nawet nie mógł próbować go oszukać. W promieniowanie pchać się nie zamierzał, więc pozostawał właz. Zamknięty. Na szczęście pobieżne przeszukanie pokoju okazało się wystarczające. Znalazł apteczkę i skrzynkę narzędziową, wyposażoną standardowo w pręt, który szybko wepchnął do otworu. Naparł mocno na bolec, skrzypnęło. Właz stał otworem, wystarczyło go podnieść, co z pewnymi trudnościami szybko zrobił. I zszedł do kolejnego pomieszczenia, podobnego do tego na górze, tyle, że bez wyjść. Zwłoki jakiegoś pechowca leżały pod ścianą, Axel na razie nie miał zamiaru się nimi interesować. Obok stał bowiem generator, by było śmieszniej - zamknięty. Kilka wściekłych uderzeń prętem, popartych soczystymi przekleństwami, niestety nie wystarczyło. Heintz odetchnął głęboko. Musiał zachować spokój, czekała go zbyt długa droga na głupie wybuchy. Rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu, odgarniając unoszący się wszędzie pył i kurz. Po chwili był tam już taki zaduch, że musiał wyjąć maseczkę z apteczki i przytwierdzić ją sobie do twarzy by nie kasłać bez przerwy. Przydałoby się coś do picia swoją drogą. Ale klucz znalazł. Leżał w jakiejś wywołanej eksplozją dziurze, na skraju kolejnej dziury. Nie mógł go sięgnąć, przynajmniej nie rękoma. Wyszedł na górę, przeglądając jeszcze raz zawartość skrzynki narzędziowej. Znalazł sznurek, lecz nie było nic, co by mogło się nadać na bezpieczne wydobycie klucza. Zaklął cicho, lecz szybko spojrzał na głośnik, uśmiechając się do siebie. Podszedł do niego i wyrwał ze ściany, zostawiając tam tylko wiszące smętnie kable. Jednym ciosem nieodłącznego już pręta rozwalił obudowę i wydobył sam głośniczek. Jeszcze kilka ruchów śrubokrętem i miał w ręku magnes, jeszcze z kawałkiem głośnika, ale to nie przeszkadzało, a nawet pomagało, gdyż łatwiej było dowiązać do tego sznurek. Zszedł na dół i takim zaimprowizowanym narzędziem wydobył klucz bez większych problemów. Na szczęście. I również na szczęście klucz pasował. Przekręcił wajchę, zmuszając generator do ruchu. Zabuczało, zaświeciły się jakieś diody. Pozostała już tylko jedna rzecz do zrobienia. Wyjął z apteczki coś co wyglądało jak skalpel, albo w zasadzie jak bardzo ostry nóż i z niewyraźną miną podszedł do trupa. Tak. Trzeba było działać szybko. Odciął opadającą powiekę, po czym zaklął głośno. Dobrze, że miał chociaż kombinezon, jego rękawice okazywały się przydatnym sprzętem ochronnym. Zacisnął mocno wargi i wbił nóż w oczodół. Wiedział co było potrzebne do poprawnej identyfikacji, więc nie przejmował się, że jego bardzo prowizoryczna operacja odcięła tylną część oka. Dobrze, że z trupa chociaż nie ciekła krew, przynajmniej nie za bardzo. Gdy miał już oko w dłoni, wstał szybko odrzucił nóż. Jego ciałem wstrząsnęły chwilowe torsje, ale po zaczerpnięciu powietrza na szczęście przeszły. Nie odwracając się wyszedł na górę. -Wybacz stary. Miejmy nadzieję, że tam gdzie jesteś nadal masz oba. Heintz co prawda religijny nie był, ale to co musiał zrobić niezbyt mu się podobało. Schwarzmann jeszcze za to zapłaci, to sobie obiecał. Nienawidził być wykorzystywanym. Przyłożył oko do czytnika, obserwując wyświetlacz. Access granted. Axel uśmiechnął się do siebie i zapakował oko do plastikowego woreczka. Może się jeszcze przydać. Wziął również apteczkę i kilka pomniejszych narzędzi. I pręt. Musiał w końcu mieć czym zajebać tego kolesia. Albo cokolwiek innego co stanie mu na drodze. |
| | |
| | #24 |
![]() | Najpierw obmacała swoją twarz. Zwyczajna miękka skóra, żadnych burchli i narośli. Z wahaniem wstała na nogi, była cała i czuła się dość dobrze. Nie miała PAKTu, ale w ramię wbijał się pasek od karabinu pulsowego. Nie była pewna czy z bronią czuje się lepiej. Niewiele by pomogła na nowoczesne wojskowe koszmary, a do człowieka Tanja i tak by nie strzeliła. Rozejrzała się. Loch? Otworzył się tunel i wylądowała w...? No, to trzeba sprawdzić. Miała nadzieję, że reszta jest cała, a frasera szlag trafił. Chciałaby żeby byli gdzieś blisko. Zwłaszcza Axel. „Szukający Konrada Axel”, upomniała się w myślach. Loch śmierdział, drażnił ją oddech mchu. Pośpiesznie opuściła maleńkie pomieszczenie. Na skraju myśli dziewczyny raz po raz pojawiał się obraz z majaków, basen wokół silosu, ale Tanja spychała go głęboko. Koszmarny pejzaż nie przebijał się do jej świadomości. Dopiero w korytarzu, gdy zobaczyła dziwne kryształy zaświtało jej, że nie jest w jakichś tajemniczych rejonach kompleksu Mauer. Dokładnie obejrzała emitujące światło niby-topazy. Wyrastały ze skały, wokół nich mur był popękany. Dotknęła jednego z nich, licznik promieniowania Tamma zaczął skakać, mimo kombinezonu poczuła mrowienie dłoni i w plecach. Spróbowała ukruszyć kryształ. Bezskutecznie. To było dziwne miejsce. Gargulec i złowrogi napis po łacinie. Całość pełna elementów powszednich, normalny mur, łacina, gargulce, pachnąca wilgocią zwykła ziemia, a jednocześnie te wszystkie dziwactwa, mech, kryształy, załamania struktur, różnorodność stylów jakby budowlę lepiono z fragmentów różnych czasów. Gdy wreszcie wyszła na olbrzymią przestrzeń świątyni z jej ust wydobył się jęk. To nie mogło być prawdziwe miejsce. Podeszła do okna, drżącymi rękami odgarnęła kawałki cegieł. Okruchy wypadły na zewnątrz. Nie było odgłosu upadku. „Zawieszone w oceanie ciemności wyspy z ruinami koszmarnych budowli. Potworne ptaki. Jeśli to jest Externus, dlaczego tak bardzo przypomina majaki szaleńca, jakby był odbiciem ciemnych zakątków ludzkiego umysłu. Wszechświat nie może być taki.” Chodziła po katedrze. „Ale zielone łąki by mi nie przeszkadzały, miękka trawa, wiejska chata...” Podnosiła kawałki broni. Kielich. Zabytkowe ziemskie przedmioty. Tanja spacerowała bardzo długo. Omijała łukiem dwa przykuwające uwagę miejsca, ołtarz i olbrzymią misę z bulgoczącą, wydzielającą promieniowanie breją. Obejrzała dziwną postać z witrażu, zwały gruzu w mniejszych kapliczkach, urwany żyrandol. Chciała stąd wyjść, lecz za drzwiami katedry, w nieprzeniknionej ciemności tylko przepaść. „Czy tu kiedykolwiek jest dzień?” Z dziewczyny uleciał cały zapał niedoszłej eksploratatorki wszechświatów. W porównaniu z tym miejscem Mauer wstrząsany eksplozjami, z przeciążonym reaktorem, wydawał się przyjaznym otoczeniem. Nie płakała, ogarnęła ją apatia. Przekonanie, że co nie zrobi i tak nie przeżyje tej przygody. Nikomu nie pomoże. Bo na świecie jest tylko ta katedra i bogini ze szponami. Może jeszcze jej wyznawcy, latający tam, w ciemnościach. Czuła się potwornie zmęczona. Z widoczną rezygnacją podeszła do ołtarza. Obejrzała zamknięte tabernakulum. Włożyła w otwór idealnie pasujący do niego zardzewiały sztylet, ale szafka nie otworzyła się. Tanja z całej siły kopnęła w ścianę. - Głupia, głupia, głupia i tak się stąd nie wydostaniesz. Podniosła przekrzywiona szafkę, ale mechanizm nie zadziałał. Poczuła w ustach słony smak krwi z przygryzionej wargi. Bolała ją noga. Walczyła z irracjonalna myślą by zmówić modlitwę. Przy pustym ołtarzu poprosić o pomoc jakiegokolwiek boga. W końcu usiadła na stopniu, oparła głowę o kamienną płytę i zasnęła. Obudziła się zlana potem, nie pamiętając swego snu. Ale znowu podjęła jakieś działania. Kolejne próby uporządkowania chaosu. Najpierw, gdy postanowiła sprawdzić jak na siebie reagują ciecz z misy i kryształy i w tym celu nabrała jej trochę do kielicha i podeszła do nibytopazów, mogła sobie wmawiać, że działa jak naukowiec. Zwłaszcza, że kryształy natychmiast zmieniły barwę na niebieską. A potem podbudowana tym udanym eksperymentem, mogła uparcie udawać, że nie widzi szaleństwa swych kolejnych posunięć. Na ołtarzu, pod kryształami ustawiła kielich z breją. Kryształy zaświeciły intensywnym niebieskim światłem. Jak dziecko przerzucała dostępne jej zabawki. Do kolejnych śladów na obrusie dopasowała lichtarze. Włożyła w nie świeczki. Obie podpaliła strzelając z karabinu, myśląc o tym, że to jej pierwsze w życiu strzały z broni. Chyba, że PAKTy były bronią. Sztylet-klucz tkwił w zamku, żadna cholerna światłość nie otwierała tabernakulum. Cały cyrk na nic. Ale był jeszcze jeden ślad na obrusie, pasujący do jakiejkolwiek z licznych tu broni. Podniosła pierwszy z brzegu kawałek starego noża. Położyła go ładnie. Nic się nie działo. „Wypróbuj cały ten złom - coś w głowie Tanji kpiło z niej na całego - zobacz jaki ładny kawałek miecza, i tam, i tam...” Ale nie podnosiła kolejnych egzemplarzy przerdzewiałej broni. Wyjęła sztylet-klucz z otworu. Podeszła do ołtarza. - Czy jak sobie poderżnę gardło szafka się otworzy? – zawołała w przestrzeń. - I nikt nie odpowiada. Trudno. Zaczęła ściągać kombinezon. Uwolniła lewą rękę. - Dobra, teraz ofiara z Tanji. Piękna Mario tego świata, wypuść mnie stąd. – zwróciła się do okna z witrażem. Kropelki krwi dziewczyny spadały do kielicha. Tanja włożyła zakrwawiony nóż z powrotem w otwór. Nic się nie stało. Podeszła do witraża podnosząc po drodze ciężki świecznik. Uderzyła z całej siły. Potem drugi i trzeci i czwarty. Uderzała aż okno zrobiło się puste. - Dobra robota – odsapnęła – Sensowna. I od razu ładniej. - Próbuj dalej. Znowu wyjęła nóż z otworu. Zanurzyła go w kielichu. Ostrze zrobiło się czarne. Potraktowane ponownie jako klucz otworzyło tabernakulum. W środku był jeden przedmiot. Duża, biała, ciężka kula. Tanja przez chwilę bez słowa trzymała ją w rękach, po czym rozpłakała się. I znowu mijał czas. Nawet nie na płaczu. Bo płakać szybko przestała. Tylko na tępym gapieniu się w przestrzeń. Bez jednej myśli, bez świadomości. Kiedy wstała podeszła do wielkiej misy i wrzuciła w nią kulę. Ciecz znieruchomiała, tafla zrobiła się przezroczysta. Tanja zobaczyła jeden z korytarzy bloku D. Uruchomiła teleport. Weszła w misę. W korytarzu naciągnęła na skaleczoną rękę kombinezon. Zapięła go pod szyję. I ruszyła w kierunku silosu. Szukać brata. Była przekonana, że już nigdy nie będzie płakać. |
| | |
| | #25 |
![]() | odpłacą Natomiast kanały kompleksu Mauer rzadko były odwiedzane, jeszcze rzadziej czyszczone, zaś nigdy naprawiane. I nawet jeśli ekipa inżynierów zeszła na dół, to rzadko co udało się naprawić – ot, wymienić rurę i złożyć raport u góry. Entuzjastów tej roboty nie było. Ludzie unikali kanałów i taka była prawda. Unsinn, mówili często ci z góry. Bo po co, do diabła, unikać kanałów, skoro miejsce, gdzie było ewentualne uszkodzenie, było zawsze dokładnie zaznaczane na mapie? I tak dalej. Maniacy – tak mówiono na tych, którzy mieli czyścić kanały. YMCA. O, często mówili – idą ci idioci, którzy mają iść i czyścić kanały, pierdoleni miłośnicy horrorów. Nie wiadomo tak naprawdę, dlaczego nazywali ich YMCA, ktoś czasem rzucił żart, że są oni jak biedni Polaczkowie, którzy wierzą w te swoje gusła. ET, taka byłaby bardziej poprawna nazwa na szaleńców. Później tak ich nazywano. I chyba mieli rację, nie sądzisz? Entuzjasta broni, Schlaufen, który za chwilę się znajdzie w pewnym pomieszczeniu, nie będzie mógł sobie wytłumaczyć pewnych rzeczy. Co tak naprawdę – na przykład – znaczą cyfry nabazgrane na ścianie: 312985467. Et, myśli Schlaufen – i co znaczą te litery i te zdania, o te: "TYTUŁ. PIERWSZE LITERY. CZEKAJ CIERPLIWIE NA RESZTĘ. TUTAJ". Co to takiego? Nie będzie miał czasu, wierz mi. Nie będzie miał czasu na rozwiązywanie głupich zagadek. * * * # Frank Malak – Tanja Hahn - Ten dysk? – odparł Hannemann. – Skąd. Był tutaj, jak tylko przybyłem. Wsadź to do stacji – machnął ręką. – Może będzie coś fajnego. Skończył już grać w karty ze Schlaufenem, najwyraźniej znudzony. Polerował broń. Jako żołnierz najwyraźniej był nauczony do tego, bo nie pojękiwał ani nie ziewał, jak robił to Schlaufen. Czwórka spędziła – mimo wszystko – trochę czasu, posilając się i odpoczywając. - Przydałaby się szczotka do zębów – mruknął handlarz broni. – I pryszn... Urwał. Posłyszał bulgocący odgłos dochodzący z głębi korytarza, w którym był mrok. Partyzant odrzucił od siebie szmatkę do polerowania, załadował karabin. Powoli zapaliły się światła. Pokazywały one ślepy zaułek – kolejne pancerne drzwi, prowadzące do głównego silosu. Lewa ściana była rozwalona i gruz leżał na posadzce, zaś podnośniki hydrauliczne, czarne od wybuchu, pokrzywione i rozorane dawną eksplozją, leżały w dziurze. Tym, co zwróciło uwagę wszystkich był sufit, który wyglądał... Dziwnie. Pewien jego kolisty fragment falował niczym woda. Żołnierz odbezpieczył karabin. Woda nagle zafalowała mocniej i wypadł z niej ktoś w kombinezonie OHU. - Stać! Stać, mówię! Cholera, schowaj tego gnata, Hann. Pokręciło cię? To przecież Tanja jest - Tolle wrzeszczał, bardziej chyba z szoku, niż z chęci uratowania Tanji. Hannemann po chwili wahania schował swoją broń, uprzednio ją znowu zabezpieczając, chociaż miał ją dalej w pogotowiu. - Co to było, do cholery!? - krzyknął. - Co to było, kurwa!? - Tym razem chyba jest prawdziwa – mruknął Tolle tak, że ledwo usłyszeli. Spotkał pytający wzrok Schlaufena. Partyzant machnął ręką i zasiadł ponownie do stołu, oparłszy broń o nogę. – Sama teleportacja jeszcze nigdy nie zabiła nikogo. Możesz mi wierzyć. Ludzie ginęli, bo zabijało ich coś po drugiej stronie, czy to brak tlenu czy... Urwał. Patrzył na sufit, który ponownie wrócił do swojego normalnego stanu. Jego wzrok ponownie spoczął na siostrze Konrada. Wahał się przez dłuższy czas, jednak rzekł: - Martwiłem się o ciebie, Tanja. Te słowa kontrastowały z jego twarzą i opanowaniem w tej sytuacji, a także z tym, co leżało w dole, przykryte kocem. Zauważył to i naprawdę się zmieszał. - Zresztą, nieważne. To chyba naprawdę nie ma sensu – jego oczy przybrały znowu zimny wyraz, jaki miał przed chwilą. – I tak... Żachnął się. Przez pewien czas wyglądał śmiesznie z lewą ręką wyciągniętą w półgeście. Spróbował to zażegnać śmiechem, jednak jego oczy nie odwzajemniły tego. Chyba zrozumiał samego siebie, bo nagle spłonił się i spuścił wzrok na ziemię. Usiadł. - Dajcie ten obraz na główny – wyręczył go Hannemann. Schlaufen, wiedziony tajemniczą mocą, nacisnął klawisz. Monitor zamigotał przez chwilę i pokazał obraz. - A ty - zwrócił się do Tanji - stój tam. Na razie. Nie chcę żadnych pieprzonych obcych przebranych za ludzi. * * * Śnieg i warkot. Dziwaczne kształty chmury pikseli z wolna zmieniają się, coraz bardzej przypominając twarz; biel formuje kości, chrząstki. Spływają czaszki, kręgi, zęby. A później przychodzi czas na mięśnie, nerwy, oczy. Organy niczym krople spadają, przybierając odcienie czerni, bieli, czasem błyskając żółcią, czerwienią czy błękitem. Twarz Sary Connor. Patrzyła poważnie ciemnymi oczyma z ekranu. Jej czarne, kręcone włosy były mokre od potu, podobnie jak podbródek, który był ubrudzony. Owalna twarz. Obraz z kamery, którą trzymała w dłoni drżał czasem, gdy jej ręka opadła. Wreszcie zacisnęła ją na kolanach. - Dwudziestego czwartego sierpnia, czwarta w nocy – to była dzisiejsza data. - Co prawda miałam się tam dostać już pięć dni temu, jednak nie mogłam. Kombinat zbyt dobrze patroluje zachodnią granicę. Przełknęła ślinę, milczała chwilę. - Chcę opowiedzieć o tym, co ostatnio odkryłam. To jest śledztwo i mieliśmy je skończyć wspólnie, jednak... - i znowu milczenie. Malak pomyślał, że być może Connor myśli o Sonji na stacji metra. - ...jednak straciłam kogoś. Nieważne. Sara Connor wyglądała tak, jak wyglądają wszyscy ludzie, którzy znaleźli się w środku wydarzeń, które przerastają ich, a mimo wszystko pozostają normalni; dziwią się wtedy w głębi duszy, dlaczego normalnie reagują na krew i zniszczenie, podczas gdy według ich mniemania powinni bić pięściami o ścianę i rozpaczać. Podejrzenie o pewnego rodzaju zwyrodnienie lub obłęd wydaje im się całkiem naturalne. - Równo rok temu zostały ostrzelane dwa bunkry w zupełnie innych miejscach. Był to polski bunkier niedaleko Świebodzina i niemiecki schron przeciwatomowy miasta Rathenow przy Premnitz. Ataki rozpoczęły się dokładnie o godzinie szóstej rano i trwały zaledwie pięć minut. Nikt z tych jednostek nie przeżył. Popatrzcie na to. Wyciągnęła z kieszeni pomięte zdjęcia i przytknęła je do oka kamery. - Oni zginęli dlatego, ponieważ zabiła ich dziwna jednostka. Nie mam pojęcia, dlaczego zaatakowała dwa bunkry po dwóch stronach. Może jeden mieli testować? Może mieli ludzi do odstrzału? Ta jednostka jest niemiecka, tak sądzę. Nie widziałam bazy danych WKP, ale skoro to znajduje się w strzeżonych aktach Korporacji, to chyba tylko oni to mają mieć. Ci ludzie zostali zabici w zaledwie pięć minut. To wszystko zostało opatrzone kryptonimem "Triarii". Tyle tylko udało mi się dowiedzieć. Wzięła głęboki oddech. - Co do mnie, nie wiem, co może tak zabijać. Nie wiem. Będę tutaj jeszcze przez dwanaście godzin, potem odejdę z bloku D. Jeżeli ktoś chce mnie znaleźć, to będę szukać pomocy u Erici Kant lub kogokolwiek związanego z Kombinatem, którzy mogą mnie dowieźć do Świebodzina. Muszę się dowiedzieć, co tak naprawdę stało się w bunkrze. Trzask i głowa Sary Connor znika. * * * - To by było tyle – westchnął Hannemann. - A, a oto pani... Jak ona się nazywała, Tolle? Tanja. Tanja Hahn. Czyżbyś chciał coś do niej powiedzieć, Tolle? W końcu spędzimy tutaj sporo czasu. Tolle odburknął tylko parę niezrozumiałych słów. Żołnierz był w wyraźnie dobrym humorze. Wkrótce też zaczęli grać w karty, niespecjalnie przejmując się resztą. Jedynie Hannemann zerkał na chodzących tu i ówdzie Schlaufena, Hahn i Malaka. Wydawał się coś przeczuwać, choć i mogło być tak, że tak naprawdę nie ufał nikomu, kto pojawił się z portalu. Czasami tylko zmacał karabin przy nodze. Fakt, że pozostali posiadali broń wydawał się go lekko irytować. Przejrzeli oświetlony teraz już tunel na północy. Podnośniki drzwi okazały się bezużyteczne – strzępy metalu leżały tu i ówdzie i nie nadawały się do niczego więcej, może za wyjątkiem złomu. W tym samym tunelu był składzik z narzędziami – ciasny, klaustrofobiczny, a to z powodu wielkości człowieka rury. Rura ta prawdopodobnie łączyła się z kanałami Neoberlina. Wyglądała na mocną, lecz tu i ówdzie nadgryzła ją rdza. Poza tym nie było tutaj wiele, chyba jedyne, co pozostało, to skrzynia z narzędziami. Schlaufen spróbował ruszyć zawór przy rurze, w który można byłoby się zmieścić – nie ruszył. Zajrzeli też niedaleko stacji komputerowej – okazało się, że oprócz podstawowych pierwiastków chemicznych, w zlewkach znajdowały się kwasy azotowy i(o wiele więcej) solnego. Wkrótce też odkryto, że pod zwłokami Tanji(kolejnej) był otwór. Ponownie, Schlaufen zaofiarował się wejść w ciemnicę. Okazało się, że jest to komora. - Jest tu pełno rur i zaworów... - Schlaufen jęknął. - Kurwa, ależ tu śmierdzi. Można by chyba zrobić przeciążenie, ale potrzebowałbym jakiegoś klucza, nie wiem... Co to za napisy, cholera? Jakieś liczby... - No dobra – rzekł Tolle. - A teraz go wyciągnij, Hann. - Nie. - Nie? - Nie mamy liny – wzruszył ramionami partyzant. - Po co się tam pchał? A, co do was... - tu zwrócił się szczególniej do Malaka – przestańcie się rozglądać tutaj... Wkurwia mnie to. Mówiłem, że zapieczętowałem wszystkie wyjścia i tak będzie, dopóki to wszystko się nie skończy. - Ale... Tolle urwał. Kolba karabinu wylądowała na jego głowie. Upadł na ziemię, bez słowa. - Widzę, że się nie rozumiemy... - wyglądało na to, że partyzant nabrał pewności siebie. - Nie radzę wam wychodzić na zewnątrz. Jeżeli byście wiedzieli wszystko, to wątpię, czy naprawdę chcielibyście stąd wychodzić. Ci, których szukacie, pewnie już nie żyją. Tym bardziej twój brat – tu zwrócił się do Tanji. - Radzę wam tu zostać dla waszego własnego dobra. Twarz Hannemanna zmieniła się. Od zgryźliwego, złośliwego wyrazu przeszła do niecierpliwej złości. Tolle jęknął. Tamten kopnął go. Zastękał. - Nie wychodzicie stąd, rozumiecie? - Co się tam dzieje, do cholery? - ryknął Schlaufen z dziury. Hannemann powstał. Nie celował do nikogo z karabinu, choć jasne było, że tylko parę sekund dzieli go od zarepetowania broni i odbezpieczenia jej. Wyglądał, jakby zastanawiał się nad sytuacją, którą wywołał. * ** # Axel Heintz Winda zjeżdżała ze stałą prędkością coraz bardziej w dół i w dół. Można było się spodziewać, że ta część silosu testowego będzie najbardziej uszkodzona, jednak nie – ściany szybu windy nie nosiły nawet śladów pęknięć. Rozświetlały się po kolei lampy, gdy zjeżdżałeś na dół – pstryk, pstryk, pstryk – zapalały się po 4 naraz, przejeżdżając kolejne segmenty. Dźwięk dźwigu przetaczał się w szybie. Usłyszałeś z daleka parę dźwięków wystrzałów. Bez wątpienia była to strzelba. Winda dojechała na koniec szybu, a Ty zobaczyłeś strażnika, jednego z rdzennej ochrony, który celował do Ciebie – notabene – ze standardowej strzelby ochrony. Shotgun. - O, cholera... - zachrypiał, jednak po chwili zmitygował się. - Bartłomieju, zostaw! Noga! Przywołał do siebie psa, wielkiego, czarnego dobermana. Mimo to pies jeszcze przez parę chwil obwąchiwał Cię nieufnie. Przy nodze swojego właściciela patrzył bacznie. - Co za bydlę... - sapnął. - Poza tym, nie reaguje na nic innego, jak na Bartłomiej. Tak się wabi. Mądre, co? - podrapał psa za uchem, który z lubością zmrużył ślepia. - Bestia, hie, hie, co? O, kurwa! Bierz, Bart! Pies skoczył szybkim susem w stronę pluskwy, która właśnie wyleciała z rozerwanego kanału wentylacyjnego. Zasyczała, jednak tylko przez chwilę. Pokaźne zęby psa rozorały jej górną część. Zajęło to parę chwil. - Wytresowałem go tak, żeby zabijał te świństwa, gdy tylko je ujrzy. Pluskwy nie potrafią przyssać się do pyska psa, zresztą wydaje mi się, że są odporne na neurotoksynę... W każdym razie żaden doberman nie padł, jak to zeżarł. Miałem dwa. Widząc Twój pytający wzrok, dodał: - Jednego zabić musiałem, bo wściekliznę miał. Gdzie teraz szczepionkę na wściekliznę dostaniesz, człowieku!? Potrząsnął swoimi długimi rękoma. Był szczupły, by nie powiedzieć – chudy, poza tym był bardzo wysoki. Poza strzelbą miał jeszcze w kaburze pistolet dziewięciomilimetrowy. Spojrzał na Twój kombinezon OHU. - Ty jesteś z zespołu badawczego? Nosisz te tam... Jak się nazywały te kombinezony? E, zapomniałem. Staliście na rampie, zaś około dwóch metrów pod wami znajdował się basen chłodzący główny reaktor. Przy ścianie znajdowała się stacja komputerowa. Podszedłeś do niej; okazało się, że most nie jest urwany, jak myślałeś za pierwszym razem, jednak zwyczajnie został schowany. Strażnik wyjaśnił Ci, że jest to nic innego, jak kwestia zainfekowanego personelu znajdującego się po drugiej stronie. Pokazał Ci również swój zaimprowizowany obóz. Było to parę skrzyń z jedzeniem i alkoholem – prawdopodobnie wzięte z jakiegoś magazynu. Był też stół i obite skórą krzesło. Wyglądało na to, że minął dość długi czas, od momentu, gdy rozłożył się tutaj. Na stole znajdował się rewolwer i pudło naboi. - Te... Pluskwy – mówił – zaraz po katastrofie przedostały się do kanałów wentylacyjnych. Ekipa pod komorą testową to było jakieś... Dwadzieścia, może trzydzieści ludzi. Nikt nie przeżył. Oprócz mnie – dodał wesoło. - Co chcesz zrobić? Druga rampa była cicha i spokojna, jakby w istocie nie zdarzyło się tam nic złego. Nie widziałeś ani jednego martwego ciała, choć była tam plama czerwonej posoki na betonowej części ciągnęła się i niknęła za rogiem. Mogłeś w każdej chwili uruchomić most, by się tam dostać. Jedynym znakiem tego miejsca, że reaktor w ogóle się przegrzał, były cztery przekaźniki energii. Nieosłonięte pasy niebieskiej energii podążały zawijasami do rdzeni na suficie, które, poczerniałe i przeciążone, syczały. - Możemy wyłączyć reaktor tylko w tamtym pokoju – powiedział strażnik. Nie byłeś pewien, czy była to jedyna prawda. Równie dobrze mogłeś przerwać transmisję energii z reaktora niszcząc przekaźniki, jednak nie byłeś w stanie przewidzieć konsekwencji, co może się stać z uszkodzonym sprzętem. Tym bardziej, że właśnie przeżyłeś burzę portali. Rozejrzałeś się dokładniej. Tym, co zwróciło Twoją uwagę, było to, że niedaleko stacji komputerowej znajdował się – co niezwykłe dla głównego silosu – otwór wentylacyjny, dość duży, by mógł się w nim zmieścić człowiek. Pomyślałeś przez chwilę, dokąd może prowadzić. I, co może w nim być. Ostatnio edytowane przez Irrlicht : 07-09-2008 o 12:35. |
| | |
| | #26 |
![]() | Nie uszła daleko. Natknęła się na znaną sobie czwórkę, brakowało Axela i Schwartzmanna, był za to Tolle. I jakoś nie poczuła ulgi. Tolle pieprzył androny, a z braku Schwartzmanna rzucał się Hannemann. Machając przed Tanją odbezpieczoną bronią. Poczekała aż skończy i zabezpieczy broń. Wtedy odbezpieczyła swój karabin. - A Ty stój tam. Na razie. Nie chcę żadnych pieprzonych obcych przebranych za ludzi. Oczywiście Hannemann zareagował na broń w jej dłoniach. Stali na przeciwko mierząc do siebie. Na twarzy Tanji pojawił się uśmiech. - Jeśli wydaje Ci się dupku, że możesz wydawać mi rozkazy to się mylisz. A jako, że nie posiadłeś normalnych umiejętności komunikacyjnych, nie odzywaj się po prostu do mnie. - Zresztą panowie – tym razem roześmiała się głośno, mierząc wzrokiem resztę mężczyzn i rozłożone na stole karty – wy najwidoczniej dobrze się tu bawicie. Ja stąd zaraz wychodzę. Nie będziemy się wkurwiać długo. W czasie gdy reszta oglądała nagranie Tanja rozglądała się po pomieszczeniu. Nie zabezpieczyła broni. Wkrótce dołączył do niej Schlaufen. Wśród obecnych tu facetów jedynie on wydawał się mieć jaja. Zobaczyła swoje martwe ciało w komorze testowej. Otworzyła i wyjęła. Siebie. - Jakim cudem? Mów! – niewiele brakowało a wycelowałaby teraz w Adama. - A wy nie wpierdalajcie się w przyjacielska rozmowę. - Teleportowałam się tunelem. Kto to jest? Przyglądała się swojej martwej twarzy, bladej, bez wyrazu. Wyraźniej niż zwykle widać było piegi, nikt nie pofatygował się, by zamknąć jej oczy, wiec zrobiła to teraz. - Przepraszam – powiedziała do siebie samej, bo przecież wobec siebie też ma się zobowiązania, i gdyby mogła obroniłaby tą drugą, a przynajmniej nie pozwoliła jej tak tutaj leżeć. Gdyby mogła. Nie doczekała się odpowiedzi, ale też i jej gniew wygasł. Nie ma sposobu na przywrócenie tej drugiej życia. Po chwili oderwała się od ciała. Znaleźli kwasy. Tanja nie cierpiała babranie się w chemii, ale skoro miała stad wyjść, znowu klnąc pod nosem wymieszała obydwa roztwory. Woda królewska. „Powinnam stąd wyjść, uwolnić się od tych ludzi, równie obcych jak katedra.” Starczyło trochę kwasu w szczeliny zaworu. Metal zaczął gwałtownie syczeć. Tymczasem Schlaufen sprawdzał drugie wyjście. Wszedł do dziury. Tanja pochyliła się nad nią. Już chciała iść po narzędzia dla Schlaufena, gdy Hannemann uderzył Tolla - Ty skurwysynu – Tanja bez namysłu wystrzeliła wiązką energii nad głową partyzanta – Won pod ścianę, bo ja słabo strzelam i następnym razem to będzie Twoja głowa. - Nie wychodźcie stąd rozumiecie. – wrzeszczał partyzant - Za późno. – Tanja mówiła bardzo poważnie – trzeba było nikogo nie bić, miałbyś szansę, że ktoś Cię posłucha. - Ściągajcie paski. Zaraz Cię wyciągniemy – krzyknęła do Schlaufena Ostatnio edytowane przez Hellian : 07-04-2008 o 10:18. |
| | |
| | #27 |
![]() | Gdy wkładał dysk do stacji komputerowej usłyszał odgłos przypominający bulgotanie. Rozejrzał się z lekkim niepokojem oczekując strumienia wody zalewającego całe pomieszczenie. Ten odgłos sprawił, że wróciło krótkie, acz niezbyt ciepłe wspomnienie jego krótkotrwałego bytu w wodzie. Wbrew jego oczekiwaniom pomieszczenie było całkiem suche. Rozglądał się na boki usiłując dostrzec źródło tajemniczego bulgotu. Jego wzrok spoczął na suficie. Ze zdumienia przetarł oczy nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. A widział część sufitu falujący niczym woda jakby ktoś założył w tamtym miejscu akwarium. Tym, co odróżniało to zjawisko od akwarium była woda koloru sufitu i brak ryb. Nagle z owej niecodziennej powierzchni wypadła jakaś osoba w kombinezonie. Hannemann wycelował w nią broń, ale został powstrzymany przez okrzyk Tolle’a. Osobą w kombinezonie była Tanja Hahn. Spojrzał najpierw na kobietę leżącą na podłodze, a następnie rzucił okiem na drugą, która została przykryta płachtą. Obie wyglądały tak samo może z wyjątkiem tego, że przykryta nie była w jednym kawałku. Tolle zapewnił, że ta, która właśnie przybyła jest jak najbardziej prawdziwa. Malak nie był jednak do końca przekonany. Właściwie nie był przekonany do niczego, co się wokół niego działo. Ponadto to się działo stanowczo za szybko. Sam się sobie dziwił, że bez trudu zachowuje zewnętrzny spokój. Bardzo go chwalono za zdolność utrzymania spokoju i opanowania bez względu na sytuację. Była to cecha bardzo istotna w policji. Niemal tak samo jak zdolność posługiwania się bronią palną. Zerknął jeszcze na sufit, który przestał falować i ponownie przybrał postać stałą. Od razu domyślił się, że musiał to być portal. „ Gdzie się podziały te pocieszne, magiczne okręgi z gier rpg” – pomyślał. Obdarzył Tanję jeszcze krótkim niejednoznacznym spojrzeniem, po czym wrócił do stacji komputerowej. Hans na rozkaz Hanna uruchomił nagranie. Zdziwił się, gdy zobaczył na ekranie ponownie twarz Sary Connor. Obraz z kamery cały czas trząsł się umniejszając tym samym jakość przekazu. Podobnie jak poprzednia część nagrania kojarzyła mu się z popularnym gatunkiem filmowym, w którym główną rolę grał kamerzysta kręcący wszystkie wydarzenia jakoby „z ręki”. Tym razem Sara mówiła o tajemniczych bombardowaniach dokonanych na pewnych bunkrach, a także tajemniczej śmierci jednostek. To wszystko zostało okryte kryptonimem Triarii. To wszystko, co mówiła niespecjalnie go interesowało. Jedyną ciekawą informacją było to, że ma zamiar zatrzymać się u Erici Kant. Szybko doszedł do wniosku, że skoro mają to nagranie to już jej tam nie ma. Nie miał pojęcia na ile aktualne były informacje podane przez czarnowłosą kobietę. Nie wiadomo było czy jeszcze zmierza do latarni czy siedzi już w jakimś więzieniu. Kiedy nagranie dobiegło końca wyjął dysk i schował go dla siebie. Nie miał pojęcia, dlaczego pierwszą część nagrania pozostawiono w mieszkaniu i na dodatek policja go nie znalazła. Dziwne było to, że Hanne i pozostali przeoczyli ten dysk, choć leżał na stole. Na myśl przyszło mu, że czarnowłosa może mu jakoś przesyłać wskazówki. Skoro zdołała sprowadzić go do siebie w trakcie serii tajemniczych teleportacji to możliwe było również to, że potrafi przenosić przedmioty w czasie i przestrzeni. Wtedy do głowy wpadła mu kolejna myśl. Połączył się z Internetem, który na szczęście wciąż działał. Wiedziony przeczuciem wpisał, w wyszukiwarce „KAI NUMMER 13 + Norwegia”. Nie znalazł nic konkretnego z wyjątkiem „w 2153 roku Berlin współpracował z Norwegią w projekcie gospodarczym i zdarzało się, że były budowane niemieckie latarnie na pasie wysepek północnego Bałtyku, by chronić niemieckie frachtowce.” Słyszał jak Tanja drze się z jakiegoś powodu. Zupełnie to zignorował, choć miał ochotę odkrzyknąć jej coś niezbyt pochlebnego. Znaleziona informacja też miała jakieś znaczenie i mogła być pomocna w odnalezieniu właściwej latarni. Zamknął stronę i ruszył żeby zobaczyć powód, dla którego Tnja tak się zdenerwowała. Tak jak oczekiwał owym powodem były jej zwłoki. - A więc o to chodzi. Ja się już na to napatrzyłem – rzucił nie tłumacząc, o co mu chodzi. Na żadne wyjaśnienia nie miał czasu. Irytował go wzrok Hanna, który cały czas go śledził, gdy chodził szukając wyjścia. Prawdopodobnie irytowała go broń, którą cały czas nosił przy sobie. Wtem zauważył jak Schlaufen wchodzi od jakiegoś małego i ciasnego tunelu. Zbliżył się licząc na znalezienie wyjścia. Uwięziony w tym pomieszczeniu czuł się naprawdę źle. Gdy tylko podszedł usłyszał jak Hannemann odmawia pomocy przy wciągnięciu Hansa. Już chciał zareagować, gdy partyzant uderzył Tolle’a, ale zrobiła to za niego Tanja, która bez ostrzeżenia wystrzeliła nie trafiając. - Won pod ścianę, bo ja słabo strzelam i następnym razem to będzie Twoja głowa – powiedziała. - Nie przyznawaj się, że słabo strzelasz. Uzna, że ma 50% szans na to, że nie trafisz i będzie kozaczył. Wierz mi. Znam się na tym. Błyskawicznie dobył swojego colta i wycelował w głowę partyzanta. - Ja dla odmiany strzelam dobrze, więc jak masz jakieś głupie pomysły to najlepiej się ich pozbądź. - Ściągajcie paski. Zaraz Cię wyciągniemy – krzyknęła do Schlaufena - Ze mną może być problem, bo podążam za współczesną modą i nie noszę spodni, które mogą mi opaść w każdej chwili. A więc również pasków. Jednak odzież wierzchnią ma każdy. Przypilnuj go. Ściągnął swoją rozciągniętą bluzę i podszedł do tunelu cały czas celując w kierunku Hanna. - Tolle. Masz coś może na zbyciu? Zawołał też do Schlaufena: - Hans. Mamy małe komplikacje. Byłbyś łaskaw ściągnąć bluzę i mi ją podrzucić? |
| | |
| | #28 |
![]() | Axel Heintz Czubkiem buta trącił to co zostało z dziwnego stworzonka. Przypominało mu to te prehistoryczne filmy, chyba "Obcy". Tylko tam potem coś rozrywało brzuch ofiary, nie było to ładne nawet na filmie. Miał nadzieję, że nie zobaczy tego teraz, na żywo. Ciarki przechodziły na samą myśl o takim paskudztwie! Rozejrzał się dokładnie, analizując wszystkie swoje możliwości. Rewolwer wziął ze stołu i załadował. Schował, wraz z resztą naboi. -Tam na górze jest piekło. Gorzej niż tu, chociaż tych żywych paskudztw nie widziałem. Jeśli tego nie wyłączę to nie pożyjemy długo. Przyjrzał się strażnikowi z powagą. Taką, jaką często serwują naukowcy. Za chuja na niego nie wyglądał, ale ten koleś i tak chyba się nie skapnął. Dla niego ta część świata była prosta. Ma kombinezon, znaczy, że naukowiec. Po co się wgłębiać? Ale tak było lepiej i dla Axela. -Musisz mi pomóc. Daj mi najpierw tą strzelbę, masz jeszcze maszynówkę w razie czego. No i psa. Mężczyzna na zachwyconego to nie wyglądał, ale Heintz dość sugestywnie wyciągnął rękę po broń. Gdy już poczuł zimny metal, wyciągnął drugą, po naboje. Dopiero tak uzbrojony poczuł się nieco pewniej. -Dobra, plan jest prosty. Wchodzę tam tą wentylacją, o ile ona tam prowadzi. Powinna, chociaż to dziwny zwyczaj dawać ją niemal wszędzie. Wyłączał reaktor i wychodzę tamtędy. Wskazał paluchem na pr |