Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-27-2008, 08:12   #21
 
deathcross's Avatar
 
Reputacja: 0 deathcross jest na bardzo dobrej drodze
$: 879
Slo przyglądał się we wskazane miejsce i faktycznie dostrzegał czołgającego się wroga. Żołądek natychmiast skurczył się do rozmiarów suszonej śliwki na samą myśl o tym iż zostali odcięci od reszty kumpli i zdani tylko na siebie. Podczołgał się bliżej Ski'ego.
-No to kurewsko wdepnęliśmy w gówno Kapralu, nie możemy przecież tutaj tak leżeć do usranej śmierci bo w końcu nas złapią. - Spojrzał na towarzysza modląc się w głębi ducha o to by Popławski miał jakiegoś asa w rękawie który uratuje im obojgu tyłki.
 
__________________
"Gdy cię mają wieszać, poproś o szklankę wody. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, zanim przyniosą"
deathcross jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 08-27-2008, 10:07   #22
 
Gwena's Avatar
 
Reputacja: 2 Gwena wkrótce będzie znanyGwena wkrótce będzie znany
$: 21 959
- Nie martw się - póki co Viety są tam zajęte i myślą, że tu nikogo nie ma. Może nasi będą się wycofywać i przebiją się przez nich do nas. Zobaczmy co się będzie dziać. Musielibyśmy mieć pecha, żeby nas w tych krzakach naszli.
Kilkaset metrów przed nimi kanonada nie milkła. Czasami jakiś pocisk gwizdał nad ukrytymi, Stefan był prawie pewien, że z M16. Ktoś z ich plutonu strzelał Panu Bogu w okno.
Po kilku minutach skradający się w trawie Wietnamczycy znikli im z oczu. Gdy Stefan odetchnął z ulgą, usłyszał ruch w krzakach od południa. Zaalarmowany podniósł M16 do ramienia. Z krzaków wybiegła drużyna Wietnamczyków i nie kryjąc się skierowała na zachód, w kierunku gdzie walczył ich pluton. Jeden z nich targał coś ciężkiego - może granatnik, słoniowa trawa nie pozwalała na dokładną identyfikacje. Stefan łamał się przez sekundę - jesteśmy bezpieczni idioto, nie widza nas - pomyślał - siedź cicho, bo ściągniesz sobie na głowę kłopoty, jednak gdy znaleźli się jakieś 25 metrów od niego nacisnął spust i krzyknął
- Wal! - ułamek sekundy później usłyszał M16 Slo.
Miał wrażenie, że dostali co najmniej czterech z ośmioosobowej drużyny, reszta zapadła w trawie. Jeden z nich - zapewne ranny - wył wysokim głosem, pozostali coś krzyczeli do siebie. Stefan wysłał 6 pocisków w kierunku wyjącego, krzyk się urwał, a zamek M16 pozostał w pozycji otwartej.
- Slo skacz w prawo!
Sam rzucił się w krzaki po lewej. Gdy zmieniał pozycję zobaczył granat padający dokładnie w miejsce gdzie do niedawna się ukrywali. Granat wybuchł po długich dwóch sekundach, odłamki posiekały krzaki nad jego głową - musiał się wtoczyć w jakiś dołek - pomyślał - na szczęście to był RG-42 - analizowała jakaś beznamiętna część jego umysłu - uzbraja się dopiero w chwili rzutu, dlatego wybuchł tak późno.
Zmieniał właśnie magazynek gdy z pola poderwał się Viet z RPG7, który wystrzelił nie mierząc i dostał od Slo. W połowie drogi do krzaków uruchomił się silnik rakietowy i pocisk poleciał górą gdzieś daleko.
Zostało dwóch przeciwników gdzieś w trawie. Nie odzywali się i przestali strzelać.

Rozważał szanse. - Cholera, zaczęli myśleć, w tej trawie zajdą nas gdzieś od tyłu i zdejmą jak kaczki. Pora wiać. Pokazał Slo by się wycofał, sam wyjął granat M61, uzbroił i po odczekaniu sekundy rzucił wysokim łukiem w kierunku przypuszczalnej pozycji wroga. To ich przyhamuje na moment. Nie czekając na wybuchł rzucił się za Slo, po kilku sekundach wypadli na otwartą przestrzeń, skuleni przebiegli zygzakiem 100 metrów do dolinki w której stał moździerz.
Zdyszani przypadli do skarpy. Gdy Stefan odzyskał oddech, wysapał - Idę do moździerza, ty pilnuj czy ktoś nas nie podchodzi. Ta skarpa to niezła pozycja do obrony. - dodał pocieszająco
 

Ostatnio edytowane przez Gwena : 08-27-2008 o 12:41.
Gwena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-28-2008, 08:07   #23
 
deathcross's Avatar
 
Reputacja: 0 deathcross jest na bardzo dobrej drodze
$: 879
Trybiki wielkiej maszyny wojennej ruszył, w powietrzu można było wyczuć zapach krwi. Slo spojrzał na Sk'iego a później w kierunku gdzie celował. Dostrzegł wroga i sam podniósł M16 do ramienia, czekali w ciszy. Michael przyglądał się ukradkiem na kompana, sam nie miał ochoty otwierać ognia i ściągać na siebie grupę żółtków. Padł strzał, Slo przeklnął w duchu i natychmiast jego broń zaczęła pluć ołowiem.
- Slo skacz w prawo! - usłyszał krzyk Sk'iego. Zebrał się z ziemi i odskoczył w prawo. Huk! Ziemia posypała się na jego ubranie, w uszach trochę dudniło ale przeżył. Nie myśląc wiele sprawdził stan magazynku, osiem naboi błyszczało czekając na wykonanie czyjegoś wyroku. Wyroku którego karą była śmierć.
Pierwszy z ośmiu prawomocnych wyroków zapadł wykonany na przeciwniku z RPG7.
Zapadła cisza. Slo słyszał bicie swego serca, spojrzał w stronę Sk'iego który ręką kazał mu się się wycofać, ostrożnie zaczął się odczołgiwać. Później gdy dostrzegał rzucany granat poderwał się do biegu.
Biegł ile tchu w piersiach aż dotarł do skarpy.
Popławski wysapał coś o moździerzu po czym ruszył w głąb skarpy, Michael przykucnął przy pobliskim głazie i obserwował teren z którego mógł nadejść wróg.
 
__________________
"Gdy cię mają wieszać, poproś o szklankę wody. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, zanim przyniosą"
deathcross jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-28-2008, 09:18   #24
 
Lost's Avatar
 
Reputacja: 2 Lost wkrótce będzie znanyLost wkrótce będzie znany
$: 12 200
1325. 35 minut do chwilowego przycichnięcia walk
Dżungla u podnóży Chu Pong


Kapral Mctrausen spokojnie obserwował swój perymetr. Minęło już ponad pół godziny, gdy został on odcięty od swojego plutonu.
Odgłosy walki dookoła, ani się nie oddalały, ani nie przybliżały. W pewnym momencie, bardzo blisko od swoich pozycji usłyszał serie z M16, kilka wybuchów, strzały z AK, strzał z RPG i znowu przyjemną nutę M16.


1330. 30 minut do chwilowego przycichnięcia walk
Pozycje odciętego plutonu Charlie.


- Ostrzał do odwołania!
Kilka sekund nad głowami żołnierzy przeleciały pociski artyleryjskie, rozbijając się na pozycjach Wietnamczyków.
Wszędzie dookoła rozpryskiwała się ziemia. Ciała wyrzucane impetem uderzenia wylatywały kilka metrów w górę i bezwładnie spadały na dół. Wszystko dookoła drżało.
- Kapral Tersloft, Do mnie! Wrzasnął Sierżant Savage, starając się przekrzyczeć wybuchy.
 
__________________
Lepiej spłonąć niż zgasnąć.

Ia Drang

Ostatnio edytowane przez Lost : 08-28-2008 o 16:23.
Lost jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-28-2008, 10:26   #25
 
Sahtrok's Avatar
 
Reputacja: 0 Sahtrok jest na bardzo dobrej drodze
$: 4 506
Troy zlustrował teren w kierunku z którego usłyszał wymianę ognia. Cholerne krzaki jakieś 150 metrów od niego niestety skutecznie zasłaniały miejsce zdarzenia. Przez krótką chwilę zastanawiał się co robić. Z jednej strony znalazł sobie całkiem dobre gniazdko, żeby przeczekać do nocy, a później spróbować jakoś dołączyć do swojego plutonu, ale z drugiej strony, może tam właśnie jest jakiś większy oddział swoich ...
Szybkim ruchem założył plecak i trzymając w pogotowiu swojego winchestera ruszył od osłony do osłony w kierunku krzaków.

Delikatnie rozsunął krzewy i uważnie się rozejrzał. Akurat zdążył zobaczyć dwie sylwetki wbiegające w słoniową trawę. Całkiem blisko rozległ się pełen bólu wrzask, a później głośny monolog jakiegoś rannego wieta.
Troy położył się bezszelestnie i mocniej ścisnął swój karabin. Przyłożył lunetę do oka i dokładnie zlustrował całe przedpole. Nie zobaczył nic, co zwróciłoby jego uwagę. Postanowił poczekać na dalszy rozwój wypadków. Skoro ktoś zwiewał w trawę słoniową, to druga strona może mieć ochotę gonić uciekinierów. A on za cholerę nie wiedział, czy w słoniowej zniknęli Amerykanie, czy może wiety.
Jeśli gonić będą wiety i będzie ich niewielu, to postaram się ich ściągnąć - postanowił.

Chwile później od strony jęczącego po wietnamsku rannego doszły go jakieś głosy. Podniesionym tonem rozmawiało dwóch wietnamczyków. Troy za grosz nie rozumiał o czym gadają - języki obce były dla niego czarną magią - ale podniesiony ton rozmowy sugerował kłótnię.
Po jakimś czasie kłótnia się urwała, a jęki rannego zaczęły się stopniowo oddalać, wyglądało na to, że po wymianie zdań wiety postanowiły odtransportować rannego kumpla i zrezygnować z pościgu. A więc jednak to nasi spieprzali.

Troy odczekał aż odgłosy oddalą się wystarczająco daleko i skulony ruszył do miejsca, w którym w słoniowej trawie zniknęły dwie sylwetki.

W trawie podjął trop uciekinierów. Po kilkudziesięciu metrach zobaczył krzaki, za nimi teren mocno się obniżał. Troy odetchnął głęboko i wolno ruszył w kierunku krzaków wyostrzając zmysły do granic możliwości. Ostatnie czego chciał, to zostać ustrzelonym przez czającego się w ukryciu na pościg wietnamców kumpla ...
 

Ostatnio edytowane przez Sahtrok : 08-28-2008 o 10:29.
Sahtrok jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-28-2008, 16:32   #26
 
Gwena's Avatar
 
Reputacja: 2 Gwena wkrótce będzie znanyGwena wkrótce będzie znany
$: 21 959
Stefan przeszukał jeszcze raz polankę, niestety znalazł tylko dwie skrzynki pocisków do moździerza i jeszcze dwa granaty w plecaku jednego z zabitych. Razem tylko 8 sztuk. Mało, ale zawsze można odesłać właścicielom.
Moździerz już był prawie wypoziomowany, tylko jak ustalić gdzie wysłać przesyłkę. Zawołał do radzika by nawiązał łączność z plutonem. Po chwili dostał odpowiedź, ze pluton zamilkł tuż po wezwaniu ostatecznego wsparcia artyleryjskiego na pozycje bravo-45 delta-50. Przeszedł mu mróz po plecach - ostateczne wsparcie to ogień na własne pozycje. Naraz własna sytuacja wydała mu się wręcz komfortowa.

Sięgnął po mapę gdy na południe od ich pozycji zagwizdały pierwsze pociski artyleryjskie z bazy ogniowej Falcon, a 3 sekundy później doszedł go huk wybuchów.
Sprawdził kompasem kierunek, minimalnie obrócił moździerz, sięgnął do śrub regulacyjnych. Znajome opisy cyrylicą ułatwiły regulację. Do pozycji plutonu było według mapy 800 metrów. Zaczął ustawiać pochylenie lufy na 750 metrów, ostateczne wsparcie czy nie wolał świadomie nie celować w kolegów, zresztą bez obserwatora i tak wszystkim rządził przypadek.
W trakcie ustawiania wydało mu się, że ktoś go obserwuje. Padł na trawę kryjąc się pomiędzy zwłokami obsługi a moździerzem i sięgnął po odłożony M16. Czując się jak tarcza strzelnicza zaczął obserwować krzewy i dżunglę porastające brzegi kotlinki.
 
Gwena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-28-2008, 18:04   #27
 
Sahtrok's Avatar
 
Reputacja: 0 Sahtrok jest na bardzo dobrej drodze
$: 4 506
Troy postanowił zrobić obejście. Ojciec zawsze wbijał mu do łba, że jak chce w lesie coś upolować, to powinien podchodzić od tej strony, od której zwierzyna spodziewa się najmniej. Co prawda teraz nie polował i nie podchodził zwierzyny, ale lepiej sprawdzić co i jak z bezpiecznej pozycji, niż ładować się pod lufę poddenerwowanym kumplom.

Szybko i sprawnie obszedł kotlinkę i zajął dogodny punkt obserwacyjny na jej północnym zachodzie. Ujrzał niedużą polankę z rozstawionym moździerzem i ciałami paru Vietów. Na polance uwijał się żołnierz, właśnie był w trakcie taszczenia skrzynek w kierunku moździerza. Jego kompana nie było widać nigdzie w okolicy.

Troy sprawdził czy winchester na pewno jest zabezpieczony i przyłożył lunetę do oka. Starannie zaczął lustrować wszelkie zakamarki od strony południowej, skąd przyszedłby, gdyby postanowił nie obchodzi kotliny. Troy miał już spore doświadczenie w takiej obserwacji, ponad pół roku jako snajper w marines nauczyło go gdzie i jak szukać chowających się w dżungli. Po minucie go znalazł. Musiał przyznać, że żołnierz wybrał całkiem niezłe miejsce i zdecydowanie nie rzucał się w oczy. Idąc ich tropem nadziałby się na niego bez żadnych wątpliwości, pytanie czy zostałby rozpoznany jako sojusznik przed, czy też po krótkiej serii z M16 ...
Skierował lunetę na polankę. Pierwszy żołnierz (Troy właśnie zauważył na jego ramieniu naszywkę rangersa) właśnie skończył przeszukiwać ciała Vietów i zaczął intensywnie wpatrywać się w mapę mrucząc coś pod nosem.

Dłuższe czekanie nie miało sensu. Postanowił podkraść się najbliżej jak się da i z ukrycia zgadać do rangersa. Uważnie przyjrzał się drodze podejścia i rozpoczął skradanie. Dotarł na na jakieś dwadzieścia pięć metrów, kiedy rangers coś wyczuł i zanurkował w trawę. Przysiągłby, że poruszał się bezszelestnie, ale ten skurczybyk jakoś go wywęszył ..
Przełknął ślinę.

- Spokojnie, nie strzelajcie, swój jestem
Zapadła pełna napięcia cisza. Po chwili rangers przemówił.
- Slo, zdejmij palec ze spustu, mój póki co zostanie.
Z krzaków w których ukrywał się zabezpieczający tyły żołnierz rozległ się cichy pomruk oznaczający chyba potwierdzenie.
- Wyłaź - padła komenda
- Wyłaże, tylko spokojnie ...
Troy podniósł się powoli trzymając winchestera wysoko nad głową. Po niedługiej chwili rangers również się podniósł. Troy ruszył powoli w jego kierunku.

- A skąd Cię cholera przyniosła?
- Ech, przywlokłem się za wami po waszym spotkaniu z żółtkami.
- Dawano nas masz w lunecie ?

Kiedy zadawał to pytanie, przez twarz rangersa przemknął grymas złości.
- Chwilkę, musiałem się upewnić zanim podlazłem, ale i tak mnie wyczułeś ...
- Dobra wszystkie Viety martwe, ale chcę im wysłać podarunek i zwiać gdzieś w spokojniejsze miejsce. Znasz takie?
- Spokojne miejsce ? przez 10 minut od kiedy Viety odcięły mnie od plutonu szukałem "spokojnego miejsca" na przeczekanie do nocy. I 20 minut później 200 metrów od niego usłyszałem strzelaninę ... I jeszcze ktoś z rpg-7 walił ...
- To do nas jakiś znerwicowany idiota... jakby trafił z 20 metrów to sam by oberwał, ale poszło górą, zresztą Slo go rozwalił.
- Jasne. A co z waszym plutonem ? Mnie odcięli jak na czujce szedłem, za daleko się wysforowałem cholera. Nie da rady teraz się do nich przebić, sprawdzałem.
- Wezwali ostateczne wsparcie -
głos rangera przybrał grobowy ton
- Wleźli w sidła jak zające,a ale jeszcze się bronią. Ale pogadamy później. Wyślę co mam i zwiewamy w dżunglę na północ.
- Ok. Coś Ci pomóc ? Choć za diabła się na tym nie znam, ale mogę coś potrzymać ..
- Możesz popilnować wraz Slo przedpola póki co?
- Pewnie


Troy odetchnął z ulgą. Zdecydowanie wolał obserwować przedpole niż robić coś o czym kompletnie nie miał pojęcia. Slo, który dotychczas stał na uboczu i przysłuchiwał się rozmowie wracał właśnie na swój południowy posterunek. Troy postanowił popilnować od północy. Skoro sam się tamtędy zakradł, to mogły i Viety. Znalazł sobie przyzwoitą grupkę krzaków i zaszył się w niej zamierając w bezruchu i uważnie obserwując teren. Z tyłu rangers krzątał się przy moździerzu, zdecydowanie przedkładając szybkość nad zachowanie ciszy.
 

Ostatnio edytowane przez Sahtrok : 08-28-2008 o 22:45.
Sahtrok jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-31-2008, 12:02   #28
 
Gwena's Avatar
 
Reputacja: 2 Gwena wkrótce będzie znanyGwena wkrótce będzie znany
$: 21 959
- Cholera podszedł mnie! Ta myśl była irracjonalna - w dżungli każdego można podejść, a snajper był chyba w tym specjalistą i to doświadczonym. Stefan dostrzegł wpiętą nieregulaminową (a przez to popularną wśród weteranów) miniaturkę CIB (combat infantry badge) świadczącą o tym, że snajper spędził kilka miesięcy na froncie.

Tak czy inaczej oddziałek zwiększył się do sensownego rozmiaru. Teraz szybko pozbyć się pocisków i znikać. Przez chwilę rozważał wysadzenie moździerza ostatnim pociskiem, wiedział jak to zrobić, jednak nie był saperem, a gdyby mu drgnęła ręka... Starczy jak Viety nie znajdą pocisków.
Szybko dokończył ustawianie elewacji według podziałki. Będzie to strzelanie na ślepo, ale co robić. Ustawiając zaczął się modlić by pociski nie poszły w swoich, na koniec przeżegnał się i kolejno wrzucał pociski w lufę, po czterech zmienił elewacje na 950 metrów i wrzucił resztę. Łącznie zajęło mu to koło 2 minut.

Gdy skończył zawołał do Slo - Idź za snajperem - wskazał kierunek w którym zapadł nowy - poszukajcie jakiegoś miejsca w pobliżu gdzie można przypaść na chwilę - sam z wysiłkiem założył plecak, wziął kałasznikowa jednego z zabitych, 5 magazynków oraz wszystkie - cztery - granaty rg42 jakie znalazł przy trupach. Jęknął pod ciężarem i ruszył za resztą.

Jakieś 300 metrów dalej snajper wybrał miejsce postoju - dołek na skraju dżungli, akurat dość duży by spokojnie się zmieścili. Stefan z ulgą zrzucił z siebie żelastwo, wyjął mapnik i zaczął wyjaśniać sytuację
- Wleźliśmy na 3 bataliony regularnych z północy, czyli nie mniej niż 3000 luda, mamy więc przesrane.
- Ile? Trzy tysiące? Kurwa, jesteś pewien? -
zdenerwował sie snajper
- Co najmniej 3000 do tego jeszcze dolicz Vietcong, o tu - wskazał na zakreślony ołówkiem obszar na wschód od ich pozycji - na pewno jest ich sporo. Do lądowiska mamy w linii prostej jakies 4 km, ale sensownie by było wracać dżunglą - przez obszar kontrolowany przez Vietcong, a to znaczy, że do przejścia będzie z 12km, z tego jakieś 2km w czterech kawałkach bez osłony poza trawami i z 500 metrów po bagnach w dolinie rzeki.

- Troy - wreszcie odczytał naszywkę na mundurze snajpera - weź moje M16, masz piękną giwerę, ale zapewne jeśli będziemy walczyć to w zwarciu, a wówczas liczy się siła ognia. Ja wezmę kałasza, znam tą broń. Tylko oddaj mi te M16 - to egzemplarz który dopicowałem na zawody, nawet lufę Star udało mi się zdobyć.
Snajper wziął do ręki M16 jak jakąś nieczystość.
- Nie mów, że z tego gówna można w coś trafić dalej niż rzut kamieniem, Star czy nie Star.
- Gdy wrócimy do obozu, proponuje 500 yardów, dowolna ilość strzałów, dwie minuty i liczymy tylko dziesiątki po 5 dolców, OK Troy?
- Jasne - już szykuj kasę -
rzekł pewnie snajper, ale spojrzał na M16 z pewnym zainteresowaniem.

- Wracając do tego co możemy robić - kontynuował Stefan - to mamy następujący wybór:
po pierwsze - wrócić do X-Ray
po drugie - poszukać celów dla artylerii, choć jesteśmy na granicy zasięgu radia i trzeba będzie przez jakiego Huya się łączyć pewnie
po trzecie - poszarpać na własną rękę Vietów -
tu snajper energicznie poparł projekt - ale to nam może na łeb ściągnąć za dużo patroli niestety
po czwarte - rozpoznać jakiś obszar dla sztabu
a jednego jestem pewien jak diabli - nie ma szans na przedarcie się do naszego plutonu


- Jak macie inne pomysły co i kiedy robić to mówcie, potem połączymy się z bazą i zobaczymy co nam wymyślą.
Spojrzał na Slo i Troya wyczekując ich opinii.
 

Ostatnio edytowane przez Gwena : 08-31-2008 o 15:34.
Gwena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-31-2008, 12:56   #29
 
ppaatt1's Avatar
 
Reputacja: 1 ppaatt1 wkrótce będzie znany
$: 17 972
Dean skulił się, czekał aż ostrzał wroga minie, jednak on tylko się nasilał. Ktoś krzyknął:
- Ostrzał do odwołania!
Po chwili pocisk artyleryjski uderzył gdzieś niedaleko, ziemia zadrżała, Dean stracił na kilka chwil słuch, złapał się za uszy, musiał coś zrobić bo następny strzał będzie w niego. Wyskoczył z kryjówki, wypalił kilka serii w stronę Wietnamców i skoczył położył się na ziemie, przy zawalonym drzewie, drzewo było zawalone przez wrogą artylerię, Dean pomyślał: Ciekawe czy przysłowie mówiące o tym ,że piorun nie wali dwa razy w to samo miejsce jest prawdziwe, jeśli tak mam nadzieję ,że dotyczy to także wojny. Nagle do uszu Dean`a doszedł krzyk:
- Kapral Tersloft, Do mnie!, szybko wstał i zaczął biec w stronę źródła nawołania. Nagle ujrzał Sierżanta Savage`a, który natychmiast zwrócił się do niego z rozkazem:
- Weź kilku ludzi i biegnij na południe, masz bronić za wszelką cenę tamten odcinek, prędko, bo zaraz Wietnamcy nas zajadą swoimi piekielnymi seriami z artylerii.
Dean nawet nie zdążył odpowiedzieć: Yes, Sir, bo zagłuszyły by go wybuchy.
Krzyknął na cały głos:
- Potrzebuje kilku ludzi, na południe!
Nie patrząc czy ktoś biegnie za nim ruszył na południowy odcinek próbując chronić się drzewami jak i różnymi krzakami. Na miejscu postanowił sprawdzić stan swojego oddziału, który powinien za chwilę być na miejscu, a przynajmniej miał taką nadzieję ,że zaraz będą na miejscu...
 
ppaatt1 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-01-2008, 09:56   #30
 
Sahtrok's Avatar
 
Reputacja: 0 Sahtrok jest na bardzo dobrej drodze
$: 4 506
- Wleźliśmy na 3 bataliony regularnych z północy, czyli nie mniej niż 3000 luda, mamy więc przesrane.

Słowa Ski (tak zwracał się do Rangersa Slo) nie o razu dotarły do Troya. 3000 ???!! Nie 300, nie 500, nawet nie jakieś 800, ale pieprzone 3000 !!! Jezuu, wiedział, że wdepnęli, ale nie przypuszczał, że można wdepnąć na taką skalę ...
Zaklął szpetnie w odpowiedzi na tą informację i pogrążył się w gorączkowych rozmyślaniach. Kurwa, trzy tysiące oznaczały że cała cholerna dżungla jest pełna Vietów, aż dziw, że żaden nie wyskoczył z jego manierki kiedy brał z niej łyk kawy. Dalsze słowa Ski docierały do niego jak z oddali. Otrząsnął się i zmusił do uważnego słuchania. Ski właśnie roztaczał przed nimi perspektywę dwunastokilometrowego marszu, jego uwagę zwrócił kawałek o dwukilometrowym odcinku na otwartym terenie. Skrzywił się bezwiednie.

Tak naprawdę wszystko zależało od tego, jak wysoka trawa pokrywała te dwa kilometry. Bo jeśli niska, to przebieżka czterech odcinków po pięćset metrów bez żadnej osłony z taką ilością Vietów dookoła to jak gra w rosyjską ruletkę ... Postawiłby bez zastanowienia miesięczny żołd na to, że zostaną ustrzeleni już na pierwszym odcinku. Chyba, że Viety podczas pierwszego odcinka zajęte będą obstawianiem zakładów który z nich ich ustrzeli, a strzelać zaczną od drugiego ...

Kiedy Ski skończył już wyłuszczać im w jak bardzo gównianym położeniu się znajdują wręczył Troyowi swojego M16. Trudno było odmówić Skiemu racji, że w zwarciu przyda się na pewno bardziej niż jego własny winchester, ale perspektywa strzelania z M16 wcale się mu nie podobała. Obejrzał dokładnie broń. Musiał przyznać, że karabin był wyjątkowo dobrze utrzymany, najwyraźniej właściciel poświęcał swojej broni wystarczająco dużo uwagi. Mruknął z aprobatą i zważył broń w dłoni. Wydawała mu się jakoś lekka, w porównaniu z M16tkami z których miał do tej pory okazję strzelać. Kolejny plus. Przestawił tryb z serii na ogień pojedynczy i nieco udobruchany wyjątkowo dobrym stanem broni ponownie skupił uwagę na towarzyszach.

Nadszedł czas postanowienia co dalej. Ski wyliczył cztery możliwości. Prawda była taka, że Troy zamierzał się dostosować do tego co postanowią jego towarzysze, a w zasadzie Stefan, bo to on tak naprawdę objął dowodzenie w ich trzyosobowej grupce. Najbardziej jednak podobał mu się pomysł z poszarpaniem Vietów, ale to akurat wynikało z tego, że do tego typu zadań był przyzwyczajony. Inna sprawa, że na dotychczasowych misjach w marines przeważnie działał sam, a nawet jeżeli nie sam, to z pewnością nie miał nigdy w grupie żółtodzioba nie mającego najmniejszego pojęcia jak cicho poruszać się w terenie i nie zwracać na siebie uwagi. A w czasie ich krótkiego marszu Slo dość szybko wykazał się brakiem tych atrybutów ... Perspektywa cichego podejścia Vietów ze Slo wyglądała łagodnie mówiąc do dupy. Znacznie lepiej było ze Ski, choć też miał pewne braki.

- Może jednak spróbujemy dostać jakieś wytyczne z bazy ? Bo ja innych pomysłów nie mam ..

Zapadła cisza. Troy i Ski spojrzeli wyczekująco na Slo.
 
Sahtrok jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 09:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111