Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-05-2018, 12:28   #1
 
Sindarin's Avatar
 
Reputacja: 2682 Sindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputację
[Pathfinder 18+] Inwazja Żelaznych Kłów

Inwazja Żelaznych Kłów
Prolog: Święto Targu



Malutkie miasto Phaendar w Nirmathas istnieje już od trzystu lat, odkąd wybudowano dzielący z nią nazwę most na rzece Marideth. Osada stała się pomniejszym przystankiem na drodze handlowej między imperium Cheliax a jego północnymi koloniami. Przez lata populacja wzrosła i utrzymywała się na poziomie kilkuset mieszkańców – ich liczba nie zmienia się nawet teraz, kiedy zaledwie 3 dni marszu na południe stąd wrze wojna o niepodległość.

Phaendar ma niewielkie znaczenie militarne poza swoim położeniem na rozdrożach między równinami Nesmian a Pustymi Wzgórzami. Kompletny brak murów uniemożliwia obwarowanie się, a płaski teren pozwala mieszkańcom na dostrzeżenie zbliżających się armii z kilkudniowym wyprzedzeniem i ucieczkę do oddalonego o rzut kamieniem lasu Fangwood. Z kolei rzeka Marideth ma bardzo rwący nurt i praktycznie nie da się po niej nawigować. Dzięki temu życie tu upływa dość spokojnie, żeby nie rzec: nudno.

Miasteczko wygląda w zasadzie jak sam plac targowy obudowany różnego rodzaju budynkami: dwoma tuzinami budynków mieszkalnych i warsztatów, tawerną, faktorią handlową. Lekkie zaskoczenie wzbudza także stojące przy placu dom aukcyjny i drewniana scena – wyraźnie sygnalizują, że Phaendar to coś więcej niż tylko zapyziała wioseczka. Większość zabudowań jest drewniana i nosi ślady częstych napraw lub przebudów. Jedynie stojąca na skraju świątynia wydaje się nieskazitelna, wykonana z ciemnego drewna pokrytego pięknymi zdobieniami.


Pierwszy dzień miesiąca Arodus, Święto Targu, Phaendar
Tegoroczne żniwa były bardzo udane – pogoda dopisywała, zebrano bogate plony, a spichlerze na okolicznych farmach wypełniono prawie po brzegi. Erastil spojrzał w tym roku bardzo życzliwym okiem na swoich wyznawców w niewielkim Phaendar. Ostatnie zboża zebrano ledwie przedwczoraj, a lada moment rolnicy mieli wrócić na swe pola, by przygotować je na następny rok. W tym czasie ich współmieszkańcy zajmujący się rzemiosłem w pocie czoła szykowali swoje najlepsze towary. Wszyscy wyczekiwali jednego dnia, który nie tylko uroczyście zakończy czas żniw, ale i pozwoli im sprzedać nadmiar zbóż czy towarów, powiększając ich bardzo skromne majątki – Święto Targu! Dwudniowe wydarzenia, będące największym, a dla wielu jedynym, urozmaiceniem w spokojnym życiu miasteczka na brzegu rzeki Meredith. Zawsze zjeżdżała się tutaj istna horda podróżnych, farmerów i rzemieślników z okolic, a nawet kupców z dużych miast, zmieniając Phaendar w istny ul.

I tak samo było też w tym roku. Większość gości zjawiła się już poprzedniego wieczoru, więc od samego ranka plac rynkowy pełen był straganów prezentujących całe spektrum jakości, od zwykłych płacht materiału rozłożonych na ziemi po wielkie i pięknie zdobione wozy, kosztujące pewnie więcej niż niejedno tutejsze domostwo. Wokół nich tłoczyło się całe mrowie humanoidów przeróżnych ras i proweniencji, oglądających towary najróżniejszej maści: wyroby cieśli i rymarzy, skóry, narzędzia, ozdoby, a nawet zwierzęta, wyroby alchemiczne czy magiczne drobiazgi. Poza sprzedawcami i ich klientami kręciło się też sporo innych osób: zainteresowani plotkami z wielkiego świata rolnicy, ciekawskie wiejskie dzieciaki, przypadkowi wędrowcy, rzemieślnicy i ich czeladnicy podpatrujący konkurencję, podpite opryszki szukające zaczepki, a nawet kieszonkowcy - dwoma ostatnimi typami „przechodniów” zajmowali się szybko okoliczni strażnicy porządku. Ale Święto Targu nie odbywało się tylko na placu - całe Phaendar zostało nim ogarnięte. Miasteczko było otoczone istnym lasem namiotów należących do podróżnych, którzy nie zdążyli wykupić sobie noclegu w pękającej w szwach Tawernie Korzennej ani u mieszkańców oferujących kąt u siebie. Warsztaty rzemieślników były pełne klientów, tak samo jak dom aukcyjny Maxa Belerna, z którego świetnie słychać było donośnie odgłosy burzliwych licytacji zbóż i bydła oraz zawieranych umów. Te hałasy były główną konkurencją dla grup muzykantów okupujących niewielką phaendarską scenę i umilających czas tym, którzy postanowili przystanąć na chwilę i odpocząć.


Miało to tak trwać przynajmniej do wieczora, kiedy to Święto Targu przestanie być targiem, a stanie się świętem. Rolnicy będą opijać zakończenie żniw, kupcy i rzemieślnicy oblewać udane interesy bądź topić smutki po nieudanych, a pozostali będą się po prostu dobrze bawić. Ci którzy znali już Phaendar czekali też na biesiadę w „Korzeniu”, podczas której Aubrin Zielona, znana i lubiana nieformalna liderka tutejszej społeczności oraz kapłanka Caydena, trochę wypije i zacznie snuć swoje niesamowite opowieści. Co rok dodawała do nich nowe niestworzone elementy, rozbawiające słuchaczy do łez.

Ale do tego czasu pozostało jeszcze kilka godzin, wypełnionych gwarem targowiska na głównym placu miasta, a także donośnymi nawoływaniami wodzireja ze sceny, szukającego śmiałków do przeróżnych konkursów.

Yastra, Rathan i Jace Beleren
W czasie gdy mieszkańcy Phaendar i goście Święta Targu tłoczyli się na głównym placu miasteczka, spędzając czas na oglądaniu towarów, zakupach i ubijaniu interesów, wy mieliście co innego do roboty. Aubrin Zielona poprosiła was o pomoc w przypilnowaniu porządku w dzisiejszym dniu, obiecując zapłatę i kolejkę najlepszego piwa w „Korzeniu”. Yastrę i Rathana trochę zdziwiło zaangażowanie dziwaka Jace’a, ale nie mogli odmówić mu skuteczności – jego reputacja robiła swoje i wiele osób wolało dać sobie spokój ze sporami niż musieć z nim dyskutować. Co bardziej agresywnym pieniaczom trzeba było zaserwować silniejszą argumentację, drobny pokaz magii lub wściekłe spojrzenie uzbrojonej w groźnie wyglądający miecz elfki. Na szczęście argumentu siły musieliście użyć tylko raz wobec jednego z przyjezdnych, który uznał, że załatwi poradzi sobie z „paroma wsiurami” i ruszył z pięściami na Rathana. Żeby chociaż zdążył raz go trafić…

Zaza
I znowu Święto Targu… nigdy nie przepadałaś za tym dniem. Za dużo ludzi w jednym miejscu, zawsze znajdywał się ktoś, kto za świetny pomysł uznawał zaczepianie ciebie obelgami i nieprzystojnymi propozycjami, co potem kończyło się tłumaczeniem strażnikom porządku, czemu znowu kogoś poturbowałaś. Ale przecież nie mogłaś odmówić ojcu – ktoś musi pomóc mu nosić pakunki i upewnić się, że nikt nie spróbuje go obrabować. Kiedy już dotarliście na miejsce, przypomniało Ci się, że jednak nie jest tutaj tak źle. Mieszkańcy Phaendar byli w dużej mierze życzliwi wobec Ciebie i ojca, to przyjezdnym zdarzało się sprawiać problemy. Dlatego o ile ze znajomymi witałaś się uprzejmie, jak na Ciebie, to na nieznajomych patrzyłaś z groźbą w oczach.

Kharrick Lepperow
Kolejny przystanek w Twojej długiej podróży: Phaendar, Święto Targu. Kupcy Farrow i Clidon, z którymi zabrałeś się w drogę, wydawali się nim dość podekscytowani. Mogłeś ich zrozumieć – choć zdarzało Ci się widywać większe tłumy, ten i tak robił wrażenie, szczególnie w porównaniu z wielkością tego miasteczka. Kiedy dotarliście do Korzennej Tawerny, w której mężczyźni zajęli pokój, obaj podziękowali Ci za towarzystwo w drodze i zaprosili do podróży powrotnej. Nie mają co na to liczyć! Zamiast tego postanowiłeś rozejrzeć się po targu i znaleźć kogoś, kto zaraz po święcie wyruszy dalej. Przy okazji mogłeś nacieszyć oczy różnorodnością towarów tutaj oferowanych. ~~Dzisiaj będzie się działo!~~ Ta myśl trochę Cię zelektryzowała - ciekawe, co się wydarzy?

Sulim
Ile to już lat minęło, odkąd odwiedziłeś jakiekolwiek miasto? Dwie, trzy dekady? Ciężko stwierdzić – to pewnie zależałoby od tego, czy wioseczki na pięć domów liczą się już jako miasta. Sam się sobie dziwiłeś, że pozwoliłeś temu rolnikowi zaciągnąć Cię na Święto Targu w zamian za wyleczenie jego trzody. Zayne był inny niż większość ludzi, bardzo odważny, albo jeszcze bardziej lekkomyślny, a na pewno dobroduszny. Nie tylko nie potraktował Cię jak szalonego pustelnika, zbywając jak najszybciej, a wręcz przeciwnie – postanowił hojnie wynagrodzić za udzieloną pomoc, kupując na targu nowe ubrania i wyposażenie. Jeśli się nad tym zastanowić, to może przydałaby Ci się trochę nowych, czystych rzeczy. A i trochę kontaktu z ludźmi na pewno nie zaszkodzi po tylu latach w dziczy.
… A może zaszkodzi? Zapomniałeś już, jak zatłoczone mogą być te miejsca – chyba nigdy nie widziałeś tyle osób w jednym miejscu. Zayne wydawał się tym nieporuszony, prowadząc Cię przez tłum w stronę kupców, którzy „nie zdzierają aż tak bardzo na swoich szmatach”. Ludzie rozstępowali się, czasami z cichymi okrzykami – no tak, niedźwiedzie nie zawsze są mile widziane na targach. Ale przecież nie zostawiłbyś przyjaciela samego, prawda?
 

Ostatnio edytowane przez Sindarin : 18-05-2018 o 12:54. Powód: Poprawione obrazki
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-05-2018, 15:32   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 28506 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Phaendar...
Rathan nie należał do tych, co uważali to miasteczko za centrum wszechświata.Widział już kawałek świata, widział prawdziwe miasta, ale zawsze lubił tu wracać. Jak by nie było, miał tu paru znajomych. I tak sobie czasami myślał, że gdyby miał gdzieś osiąść na stałe, to własnie Phaendar byłoby miejscem idealnym.
Ale to jeszcze nie teraz. Zdecydowanie nie teraz. Miał nadzieję, że ma przed sobą wiele przygód, wiele podróży, wiele znajomości z panienkami... Zdecydowanie był za młody na stabilizację, założenie rodziny i inne tego typu nudne obowiązki.

Pracę u Aubrin przyjął nie tylko ze względu na obiecane piwo. W 'Korzeniu' spotykało sie wiele osób, wielu kupców. Była spora szansa nie tylko na zdobycie jakichś informacji o wielkim świecie, ale i szansa na znalezienie kogoś, kto wybiera się w świat i potrzebuje, na przykład, jakiegoś strażnika.

- Tak się zastanawiam - Rathan zwrócił się do Yastry i Jace'a - czy jak się skończy to całe świętowanie to nie wybiorę się na jakąś małą wycieczkę. Miesiąc czy dwa... Tak na co dzień to w Phaendar robi się dość nudnie, nie uważacie?

Opowieści, jakimi przerzucali sie bywalcy 'Korzenia', były oczywiście przesadzone i Rathan zdawał sobie z tego sprawę, ale i tak kusiły. Szczególnie tych, co już zakosztowali nieco przygód.

Nim doczekał się odpowiedzi dopadł go jakiś podchmielony głupiec, któremu nadmiar piwa zawrócił w głowie... lub chciał zwrócić na siebie uwagę jakiejś dziewczyny. Na szczęście wystarczyło zrobić unik, podciąć, pchnąć...
Więcej wysiłku wymagało wyciągnięcie awanturnika na zewnątrz, by nie zaśmiecał podłogi 'Tawerny Korzennej'.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-05-2018, 16:12   #3
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 10268 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Zaza ciągnęła za sobą taczkę wypełniona skórkami zwierząt, Eric zawsze wykorzystywał święta i targi żeby pozbyć się niepotrzebnej nadwyżki zalegającej w chacie. Zawsze też od kiedy oduczył ją rzucać z zębami czy inna bronią improwizowaną na ludzi brał ją ze sobą, mówił że kontakt z przejezdnymi dobrze jej zrobi, nauczy nawiązywania kontaktów z innymi a także pomoże innym ją zaakceptować. Zaza miała to wprawdzie w dupie ale stary by jej truł później o jej zachowaniu, więc dla świętego spokoju nie zapierałą się przed tym, choć nie ukrywała swojego niezadowolenia.

- Pieprzeni przejezdni - mruknęła do siebie kiedy weszli w obręb miasta i zielona musiała uważać na tłum obcych ludzi. Chwile po tym poczuła jak Eric trzasnął ją po głowie - Język Zaza - rzucił karcąco, a ona w odpowiedzi tylko warknęła gardłowo i przemieszczała się dalej w wyznaczone miejsce. Mieszkańcy witali się z nimi chociaż dziewczyna zawsze myślała że jest traktowana jako dodatek do łowcy niż własna osoba, niemniej odpowiadała kiwnięciem głowy na ich powitania, widać było kto jest tutaj pierwszy raz bo widząc Zaze pierzchali jej z drogi albo pokazywali palcami.
- Czy w tym roku muszę odstawiać szopkę? - nawiązała do najgorszej dla niej ‘atrakcji’ kiedy to Eric zostawiał ją samą i oczekiwał że sprzeda co najmniej jedna skórę nie obrzucając nikogo obelgą albo rzucając jakimś krasnoludem o sąsiedni stragan.
- To nie szopka - Eric westchnął - musisz nauczyć się żyć z ludźmi zwłaszcza kontaktu z obcymi. Zrobimy tak ty się postarasz być cywilizowaną dziewczyna a jak Ci się uda to wieczorem w Korzeniu kupię Ci piwo.

Ta propozycja była podejrzanie hojna Zaza zmrużyła oczy patrząc na łowce.
- Mówimy o prawdziwym piwie a nie tych elfickich szczy… - nie dokończyła kiedy Stary warknął.
- Język! Tak mówimy o tym mocniejszym piwie.
Zielona zastanowił się w milczeniu później dodała obojętnie.
- Postaram się.
Wieczory zawsze lubiła, Stary zabierał ją do gospody gdzie mogli usiąść w jednym z bardziej oddalonym stoliku i jedząc zdecydowanie lepsze jedzenie niż robili w domu i słuchając opowieści albo oglądając jakiś występ. Dodając do tego lepsze piwo niż te rozwodnione szczyny które pozwalał jej pić to tegoroczne święto nie będzie takie złe.
 

Ostatnio edytowane przez Obca : 18-05-2018 o 17:08. Powód: [/INDENT ]
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-05-2018, 16:44   #4
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 8868 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację
Kolejny rok minął w Phaendar.... Jace zastanawiał się jak długo wytrzyma w tej mieścinie? Już w zeszłym roku ledwo co wytrzymał, a w tym obiecał sobie, że zrobi cokolwiek. ~I co? ~ pomyślał przechadzając się pomiędzy straganami. Minął kolejny rok w Phaendar...


Święto Targu było jednym z tych dni, gdzie coś, co szumnie nazywano miasteczkiem zaczynało je w istocie przypominać. Podejrzewał, że prośba Aubrinbyła mocno podszyta decyzją jego ojca, ale nie mógł go winić. Jego ostatnia podróż z karawaną skończyła się zasadzką Żelaznych Kłów, więc jeśli miał cokolwiek zmienić, to właśnie teraz. Młoda twarz szatyna nie zdradzała trapiących go myśli.



Jace miał wszystko by być "dobrą partią". Wysoki, szczupły, regularnie zbudowany zwracał na siebie uwagę. Regularne rysy twarzy, kwadratowa, męska szczęka, głęboko osadzone błękitne oczy przykuwały uwagę kobiet. Ponadto był inteligentny i pochodził z najbogatszej rodziny w okolicy, a mimo wszystko w najbliższej okolicy był spalony. "Nawiedzony".



Fakt, Jace posiadał pewne zdolności, których nie był w stanie wyjaśnić, jednak cała ta histeria była zdecydowanie przesadzona. Nie można było jednak odmówić również pozytywnych stron (które w żaden sposób nie równoważyły negatywnych) - będąc w "patrolu" miał sporo spokoju. Wystarczyło, że grupka miejscowych zauważyła kierującego się w ich stronę mężczyznę w niebiesko-turkusowych szatach momentalnie tracili zainteresowanie w kłótniach. Tym bardziej krewkim - przyjezdnym trzeba było wyperswadować wygłupy bardziej dosadnie.


- Tak się zastanawiam - Rathan zwrócił się do Yastry i Jace'a - czy jak się skończy to całe świętowanie to nie wybiorę się na jakąś małą wycieczkę. Miesiąc czy dwa... Tak na co dzień to w Phaendar robi się dość nudnie, nie uważacie?
- O niczym innym nie marzę, niż opuszczenie Phaendar - odpowiedział Jace z autentyczną ulgą w głosie. - Czuję jak atmosfera gęstnieje z każdym dniem. Dokąd się wybierasz? - młodzieniec był autentycznie zaciekawiony. Co prawda zdarzało mu się wyjeżdżać z karawanami, jednak takie wędrówki "bez celu" były mu obce i chętnie dowiedziałby się czegoś więcej na temat przygotowania do nich. Kto wie, może udałoby się wyruszyć razem? Rathan nie wydawał się być przesądnym, zaś młoda elfka sama pewnie miała podobne problemy z akceptacją co on. Zawsze będzie inna, nigdy nie będzie pasować. Może jest jeszcze za młoda, żeby to zrozumieć, ale będzie musiała dorosnąć całkiem szybko, ze smutkiem skonstatował młodzieniec.







 
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-05-2018, 13:29   #5
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 7771 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację
Święto Targu! Yastra nie mogła się go już doczekać. Tyle fajnych rzeczy handlarze z wielkiego świata zwozili do tak małej osady, jaką było Phaendar, że aż szkoda było nie wydawać na nie pieniędzy. W końcu w tym roku taka okazja się więcej nie powtórzy! Te figureczki! Wisiorki! Bransoletki! Nawet co roku przyjeżdża ktoś sprzedający perfumy! Ale najlepsze z tego wszystkiego były czerwone winogrona z nie-tak-dalekiego południa oraz wyrabiane z nich doskonałe wino. Choć Aubrin poprosiła ją, by pilnowała porządku i nie dopuściła, by coś się stało, nie zamierzało jej to przeszkodzić w tym, by się świetnie bawić. No i to obiecane piwo! Co prawda nie przepadała za nim jakoś specjalnie, ale jeśli będzie się dało je na coś wymienić…
Słodko się uśmiechnie do Jet… Może zatrzepocze do kogoś rzęsami. Na pewno się uda!
W rezultacie, zaraz po krótkiej modlitwie do Powabnego Żądła, już przed świtem była gotowa na ten wspaniale zapowiadający się dzień. Siedząc na swoim ulubionym miejscu na dachu katedry, przyprawiając tym samym starego Noelana o ból głowy, akompaniowała wschodzącemu słońcu nieco melancholijną grą na dość specyficznie wyglądającym flecie, obserwując wybudzające się ze snu miasto. Czy było to spowodowane promieniami słonecznymi, czy dziwnymi dźwiękami z zewnątrz, nie miało to dla niej znaczenia.
W końcu im szybciej się zacznie Targ, tym lepiej!




Nieco później już spacerowała pośród tłumu, dużymi, migdałowatymi oczami o kolorze świeżej trawy uważnie obserwując przechodniów… i jeszcze uważniej sprzedawane dobra. Zdecydowanie się wyróżniała na tle całego targu. Jej raczej skąpy, czarno-żółty ubiór kojarzący się z barwami osy bardziej odkrywał niż zakrywał jej idealne elfie ciało - i nie czuła się tym ani trochę zażenowana - wręcz przeciwnie. Chodziła z lekko i z gracją, kołysząc zmysłowo biodrami. Z paska przy spódniczce wisiał sobie swobodnie wisiorek z żelaznym symbolem trzech skierowanych na zewnątrz sztyletów na kształt litery Y na tle koła. Jedwabiste, zadbane włosy w kolorze ognia skrywające spiczaste uszy spływały jej na ramiona. Miała delikatne usta, mały nosek i trójkątną, bardzo ładną twarz o łagodnych rysach, na której często gościł szelmowski uśmiech, a wokół niej unosił się zapach przyjemnych dla nosa kwiatowych perfum. Do tego była wysoka - mierzyła sobie jakieś pięć i dwie trzecie stopy. Jej niespotykane piękno przyciągało mnóstwo pożądliwych spojrzeń, o czym doskonale wiedziała - i dokładnie o to jej chodziło - ale zainteresowanych jej walorami odstraszały jej daisho oraz reputacja całkiem utalentowanej magini, która już zgłębiła tajniki metamagii.
Wyglądało na to, że była równie piękna, co zabójcza.
A choć wyglądała na całkowicie dojrzałą, była bardzo młoda na elfie standardy. W ich społeczeństwie byłaby jeszcze dzieckiem. Na rachubę ludzką… mogła być nieco młodsza od Jet. Ale kto by to wiedział, skoro ona nie zmieniła się ani trochę, kiedy innym mieszkańcom Phaendar zdążyły się porobić już zmarszczki na twarzy?

Po jakimś czasie swoją podręczną torbę miała już zapełnioną różnymi bibelotami, mając w planie nieco przyozdobić swój niewielki domeczek stojący nieopodal świątyni oraz dołożyć kolejną butelkę czerwonego wina do swojej małej, mającej już kilka lat kolekcji. Teraz, nie mając już wystarczająco dużo złota na kupno nowych interesujących ją rzeczy, bardziej obserwowała przechodniów, zastanawiając się czy wydarzy się cokolwiek ciekawego poza incydentem z “wsiurem”, któremu w swej złośliwości za obrazę jej oraz innych narysowała na czole przy użyciu zaklęcia bardzo niecenzuralną męską część ciała, mając przy tym ubaw do łez (oczywiście nie informując go o jednodniowym czasie trwania zaklęcia, jaka by w tym była zabawa?). No bo Targ sam w sobie jest miłą odmianą, ale ileż można? Z roku na rok to samo! I to samo! I to samo! Te same twarze, te same procedury… Jak co roku na początku przepełniała ją ekscytacja, a teraz nie było nawet południa, a już zaczynała się nudzić. A konieczność pilnowania tego motłochu wcale nie była fajna. Ale to i tak było lepsze niż phaendarska codzienność. Bo co ona zazwyczaj robiła? Szlifowała własne umiejętności walki samotnie bądź z śmiałkami, którzy zdecydowali się przyjąć jej wyzwanie, pomagała Rhynie zajmować się świątynią oraz należącymi do niej terenami bądź wraz z Jet siedziała w gospodzie, wyręczając ją w części jej zadań lub wzbogacając jej występy artystyczne tańcem, grą na shakuhachi albo wspierając jako drugi głos. I tak dzień w dzień od kilku lat.
Nic nowego.
Wdzięczna była mieszkańcom Phaendar za ocalenie życia i możliwość zamieszkania wraz z nimi, lecz zaczynało ją to już męczyć. Czasami więc znikała bez słowa na kilka dni, udając się w poszukiwanie mocnych wrażeń, jakie szły za przebywaniem w nieujarzmionej dziczy. W uszach wciąż dźwięczały jej opowieści przejezdnych o wielkich miastach na południu i północnym-zachodzie… Może to była pora na opuszczenie sennego miasteczka, by odkryć świat poza Nimrathas? Było ono zaledwie kroplą w wielkim oceanie, jakim był sam Avistan, a co dopiero Golarion.
A może tak wypłynąć na morze?
Jeszcze kupując kilka brzoskwiń, zastanawiała się, rozglądając się po twarzach przyjezdnych… Może znajdzie sobie jakiegoś przystojnego towarzysza na wieczór?
I gdzie jest Emraeal? Pojawiała się w Phaendar co roku na Święto Targu, a teraz jej… nie ma. Może elfy zatrzymały ją na dłużej w Kyonin?
Któż wiedział? Oby nic się jej nie stało.

Gdy Rathan się odezwał, zastanawiała się czy przypadkiem nie czytał jej w myślach. A może po prostu czuł tak samo? Phaendar było nieco… klaustrofobiczne. A on był podróżnikiem! Doświadczył już trochę świata i musiał już wiele widzieć! Jeśli miałaby z kimś wyruszyć w świat, byłby on rozsądnym wyborem.
Również nie zdziwiła się takim zainteresowaniem Jace’a. Osada i los wcale nie były dla niego łaskawe. Być może znajdzie trochę więcej szczęścia za granicą? Już dawno powinien opuścić tą mieścinę. Tylko się w niej marnował. A życie jest pełne wspaniałości i przyjemności! W dodatku był całkiem przystojny… Na pewno by się odnalazł.
Tylko jak łucznika nie była w stanie podejrzewać o zdolności telepatyczne, tak lepiej żeby on trzymał się z dala od jej głowy… Chyba że chciał usłyszeć naprawdę dziwne rzeczy.
- Och, więc nawiedzony Jace w końcu zdecydował się pójść w świat, ale nie wie gdzie “świat” jest. Jak smutno. Może mapę? - powiedziała nieco złośliwie, kładąc dłoń na biodrze i odchylając je nieco w bok.
W rzeczywistości ona nic do niego nie miała. Jako jedna z niewielu, jeśli nie jedyna, traktowała go jak całkowicie normalnego człowieka, nie kierując się pomówieniami innych. Pewnie gdyby nie był “nawiedzony”, to znalazłaby mu zupełnie inny epitet.
- Jak słyszę tamtych grajków z rynku, to mi uszy więdną. Jeszcze rok, a chyba skoczę z dachu świątyni, by mieć już spokój - odpowiedziała im elfka, chichocząc uroczo pod nosem - W Phaendar jest nudno, a kupcy, z którymi rozmawiałam, wspominali o wspaniałych wieżach i wielkich budynkach Korvosy. Wyobraźcie sobie jak fajnie tam musi być! A dalej są jeszcze Magnimar i Riddleport. Mowili, że to na północny-zachód stąd. Ja to bym tam poszła! - bardzo modulowała głosem, przyjemnie drażniąc ucho i nie tylko.
- Swoją drogą… niezły cios, Rathanie. Aż się powstrzymam od naznaczenia go - stwierdziła z łobuzerskim uśmiechem, gdy po jej lewej dłoni przeszło nieco magicznej energii. A może to było tylko złudzenie? Znając ją - raczej nie.
 
__________________
[FONT="Verdana"][I][SIZE="1"]W planach: [Starfinder RPG] ASF Vanguard: Tam gdzie oczy poniosą.[/SIZE][/I][/FONT]
Flamedancer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-05-2018, 15:47   #6
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 8101 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Kharrick mimo ekscytacji zdał sobie sprawę, że w sumie to nie jest pewien co ze sobą zrobić. Zaczął więc się włóczyć po miasteczku przeciskając się przez tłum. Słuchał rozmów innych przechodniów szukając jakiejś zaczepki. Może ktoś potrzebowałby ochorony? Z taką facjatą jak jego to marne szanse aby była to jakaś ładna damulka. Znaczy niewątpliwie umiał ocieplić relacje słowem, wylać gęsty miód komplementów na duszę. Tylko nie zawsze mu się chciało. Dlatego teraz krążył wyglądając jak obszarpany podróżnik z miną bez wyrazu. Jego wieczna szczecina na twarzy i cienie pod oczami dodawały wrażenia niedbałości. Spojrzenie zagubione gdzieś daleko w przestrzeni i ten sarkastyczny błysk niepokoiły niektórych strażników. No niestety Kharrick chcąc nie chcąc wyróżniał się. Może nie upstrzonym strojem, może nie nietuzinkowym pochodzeniem, ale facjatą bandyty, która do takiego miasteczka nie pasowała.

W porównaniu do Kaer Maga ta miejscowość była jakoś taka... zwykła. Towary sprzedawane tutaj były co najmniej nudne w przeważającej większości. Podstawowe. Widział takie po drodze tutaj.
- No to gdzie dalej..? - zapytał sam siebie widząc, że przy takim tłumie już nie miał co szukać miejsc w karczmie. Namiotu nie miał. A, najwyżej kimnie się gdzieś w kącie jakiejś uliczki jak już będzie zmęczony. Póki co zawinął jabłko po cichu ze stoiska i jak już był odpowiedni daleko zaczął je podrzucać i jeść szukając ciekawostek.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-05-2018, 22:57   #7
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 8868 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację

- Och, więc nawiedzony Jace w końcu zdecydował się pójść w świat, ale nie wie gdzie “świat” jest. Jak smutno. Może mapę? - Yastra powiedziała nieco złośliwie, kładąc dłoń na biodrze i odchylając je nieco w bok.
Jace obdarzył ją lekkim uśmiechem, co w jego wykonaniu sprowadzało się do lekko uniesionego kącika ust i odpowiedział równie zaczepnie
- Gdybym nie wiedział co ci w głowie siedzi, pomyślałbym, że szukasz zwady. - po chwili jednak dodał całkiem poważnie - Chyba wszyscy czujemy, że coś się kończy, a coś zaczyna. Kiedy wozy kupieckie rozjadą się w każdą stronę świata, tu ponownie zapanuje nuda, która nie jest nam pisana. Uprawa roli, łowiectwo, rybactwo... Nawet wyjazdy z karawanami to nie jest szczyt naszych ambicji - jego spojrzenie spoczęło na młodej elfce. Jace wiedział o elfach trochę, resztę próbował ogarnąć swoim rozumem; jeśli byłby długowieczny, w jaki sposób traktowałby codzienność? Ludzkość nie dożywała setki, więc bardziej niż latami, żyła dniami, czy miesiącami. A młodzi nawet szybciej, godzinami i minutami. Ale długowieczne elfy? Ich życie rozpościera się na całe wieki. Czy traktują dni i godziny, tak jak ludzkość minuty i sekundy? Czy nasze lata są niczym dni na elfów? I jak to się ma do młodziaka, z którym przyszło mu dzielić patrol? Ciekawe, ciekawe.... Jace w ogóle był ciekawy świata i jeśli miałby dar nieśmiertelności, lub długowieczności, chciałby go poświęcić na zdobywaniu wiedzy, zrozumieniu, synergii ciała i umysłu.
Ponownie złapał się na tym, że jego myśli dryfują daleko od rozmowy. Westchnął w myślach wracając do rzeczywistości.

Starał się patrzeć na twarz elfki, mimo jej wyzywającego stroju i postawy. A przynajmniej dopóki rozmawiają. Było w jej twarzy coś niezwykle, wręcz nieludzko pięknego, jednak było to dziwne wrażenie. Rysy tak doskonałe, że aż nienaturalne, obce. Oczy w kształcie migdałów przyciągały egzotyką, kryjąc w sobie to co piękne i to co nieludzkie. Jace ponownie błądził w myślach analizując wszystko czego doświadczał.... Znów westchnął przyłapując się na błądzeniu w myślach....

 

Ostatnio edytowane przez psionik : 19-05-2018 o 23:02.
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-05-2018, 19:04   #8
 
Jacques69's Avatar
 
Reputacja: 3994 Jacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputację
Phaendar

Sulim wciąż nie wiedział, dlaczego przystał na propozycję Zayne'a. Zawsze za swoje usługi odbierał wynagrodzenie na miejscu - jeśli w ogóle komuś przychodziło na myśl, by odwdzięczyć się za wyleczenie - po czym natychmiast wracał do lasu. Unikał konfrontacji, stronił od zbyt długich kontaktów z innymi ludźmi. Od dziesiątek lat włóczył się po bezdrożach, w kompletnej dziczy. Właściwie wchodził w interakcje jedynie wtedy, gdy przypadkiem natrafił na jakąś osadę lub podróżnych. Zadawał wówczas jedno pytanie, czy ktoś jest chory i czy może pomóc. Jeśli nie, ruszał w dalszą drogę, jeśli tak, korzystał ze specjalnego błogosławieństwa, jakim obdarzyła go niegdyś pewna elficka kapłanka oraz swoich druidzkich zdolności, aby wyleczyć każdego nieszczęśnika z najróżniejszych dolegliwości, od zwykłych ran przez straszliwe gorączki, febrę czy tyfus, na podagrze kończąc. Nie zawsze jednak spotykał się z odpowiednim szacunkiem, a przynajmniej z neutralnością, bo na tym pierwszym nie szczególnie mu zależało. Czasami uznawano go za zwykłego żebraka i szarlatana, który jakimiś sztuczkami próbuje zwieść prostych chłopów. Czasami uznawano za czarownika, którego wygnano z jednej osady za swe niecne czyny, a teraz próbuje swych podstępów gdzie indziej. A czasami uznawano po prostu za jakiegoś kompletnego dziwaka. Zazwyczaj w takich wypadkach przeganiano go kijami, a Sulim bez stawiania oporu starał się ewakuować. Siniaki nie były mu straszne, choć prawdziwy chłop potrafił przywalić krańcem lagi naprawdę mocno.

I tak oto trafił w środowisko kompletnie mu obce. Nie pamiętał kiedy ostatnim razem widział tak wielu ludzi w jednym miejscu. Pewnie jedynie w dzieciństwie, ale tamte czasy pamiętał jak przez mgłę. Nie wiedział jak powinien zachowywać się w tłumie. Czuł się przytłoczony i wyalienowany. Dodatkowo jako krasnolud był niski, więc wszyscy patrzyli na niego z góry, spode łba. I widział doskonale, że wszyscy mu się przyglądali. Bynajmniej nie z życzliwością, nie mówiąc o respekcie. Między sobą szeptali ~Patrzcie, co za dziwak~ i bezczelnie pokazywali palcami. Niewiasty z krzykiem reagowały na jego widok, a z piskiem już na podążającego mu w ślad niedźwiedzia. Na szczęście Zayne cierpliwie prowadził go do ulubionych straganów, właściwie prowadząc za rękę.

Rolnik z ulgą westchnął, gdy skręcili w boczną uliczkę, znacznie luźniejszą od placu targowego. Razem ruszyli w stronę jednego z kramów.
- No Sulimie, czegóż ci potrzeba? Co mogę ci kupić, by odpowiednio wynagrodzić ci ocalenie mojej trzody?
- Cóż... - Druid zawahał się. Nigdy nikt o to nie pytał. Po prostu brał to, co mu dawano, a jeśli czegoś mu brakowało sam to zdobywał. - Zdaje się... - spuścił głowę w dół oglądając swój zaniedbany rynsztunek. - Sulimowi przydałby się nowy bukłak, bo poprzedni przedziurawił sztyletem pewien oprych. Teraz Sulim może napełniać go jedynie do połowy.
- No dobrze... - Zayne uniósł brwi w zdziwieniu. - Co jeszcze? - spytał wciąż pełen entuzjazmu. - Mów przyjacielu, naprawdę ocaliłeś mnie przed ogromną stratą. Za jedną uratowaną krowę otrzymałbym tyle pieniędzy, iż przez rok spokojnie wyżyłbym z całą moją rodziną. Kupię ci cokolwiek będziesz potrzebował w tym kramie.
- Sulim chyba nie potrzebuje niczego więcej.
Zayne prychnął z pewnym rozbawieniem, a zarazem rozczarowaniem.
- Jesteś najskromniejszą osobą jaką spotkałem! Gdyby każdy potrafił tyle co ty, a wymagał tak mało, to świat byłby piękny. Naprawdę jednak Sulimie, pozwól mi się odpowiednio odwdzięczyć. Będzie mnie trapiło sumienie, jeśli nie wynagrodzę cię za ratunek.
- Sulim jedynie wykonuje powinności względem swej bogini, która obdarzyła go błogosławieństwem. Sulim naprawdę nie wie, o co poprosić, poza strawą i tym czego mu brakuje do podróży.
Rolnik westchnął ciężko, kręcąc głową z zawodem.
- Poczekaj tu zatem i się zastanów, ja kupię ci ten bukłak... I coś do zjedzenia.
Zayne zniknął wśród kramów, a po chwili powrócił z wypełnionym płóciennym workiem i porządnym skórzanym bukłakiem pod pachą. Sulim odebrał bukłak, a potem sięgnął do worka, gdy Zayne mu go podał. Zamiast jednak wziąć cały, próbował wygrzebać ze środka jeden bochen chleba.
- Bierz cały wór, głuptasie, nie kupiłbym ci jednego bochenka za to, co zrobiłeś! - zareagował tym razem nieco bardziej agresywnie Zayne, powoli tracąc cierpliwość.
Sulim stał w miejscu, nie wiedząc dokładnie jak zareagować.
- Och, Sulimie - westchnął lekko Zayne, łagodniejąc ponownie. - Wybacz, że cię tak męczę, traktuję cię jak jakiegoś żebraka, czujesz się pewnie jak jakiś obdartuch, któremu trzeba pomagać, a ty przecież leczysz umierających. Nie będę cię już dłużej nagabywał. Chyba sam sobie lepiej poradzisz, niech no cię jeszcze uściskam!
Rolnik zbliżył się i objął krasnoluda swymi potężnymi ramionami. Sulim dość nieśmiało poklepał go po plecach.
- Cóż, w takim razie pójdę załatwiać swoje sprawy, może się jeszcze zobaczymy, wiedz, że u mnie będziesz zawsze mile widziany. Do zobaczenia, mam nadzieję.
Zayne pożegnał się czule, niczym z najbliższym przyjacielem, i zanim Sulim zdążył zareagować, rolnik włożył mu do dłoni garść monet, po czym odszedł w stronę placu.
- Sam sobie kupisz, czego ci brakuje! - zawołał na odchodnym rolnik.
Niedźwiedź siedzący cierpliwie obok, ziewnął przeciągle.
- Chodź, Psotniczku, może Sulim rzeczywiście sobie kupi coś nowego przed powrotem do lasu.

Sulim musiał ponownie przeciskać się przez tłum, ale tym razem był już nieco pewniejszy siebie. Nie przejmował się atencją, jaką wywołał on i jego zwierzęcy kompan. Zresztą nie było tak źle jak na początku. Teraz, kiedy uważniej się rozglądał, nie widział już ciągłych gniewnych spojrzeń, ani nie słyszał więcej złośliwych uwag (może wcześniej tylko mu się wydawało, że jest tak źle?). Słyszał za to rozmowy. Ludzie wymieniali się różnymi informacjami. Mówili o wojnie, o bitwach, o innych miastach i o innych ludziach. Sulim nie miał bladego pojęcia o żadnych z tych rzeczy. Nie znał żadnych faktów kwestii politycznych, nie wiedział gdzie przebiegają granice jakichś królestw, nie wiedział kim byli zacni bohaterzy, o których rozmawiały niektóre niewiasty rozmarzonymi głosami.

Druid w pewnym sensie stracił kontakt z rzeczywistością. Kręcił się po targu bez celu, nie wiedząc co robić. Jednocześnie czuł, że kompletnie tu nie pasuje, ale z drugiej strony powoli samotność zaczynała go nużyć i próbował przebywać wśród tych wszystkich ludzi jeszcze trochę dłużej.
Niechcący wpadł na pewnego osobliwego jegomościa, o zadziwiająco błękitnych oczach, jakich jeszcze nigdy nie widział, odzianego w niebieskoturkusowy płaszcz. Przeprosił go zakłopotany za ten incydent, po czym, zgodnie ze swym przyzwyczajeniem unikania konfliktów, spróbował się szybko ewakuować.

Nagle zorientował się, że trafił wprost przed malutki kramik półorczycy, która wyraźnie niepocieszona próbowała sprzedać płaty skóry i Sulimowi wpadł do głowy pewien pomysł.
- Psotniczku, prawda, że Sulimowi przydałoby się zreperowanie odzienia? Może Sulim kupi od tej uroczej pani ze dwa płaty skóry?
Reakcję niedźwiedzia mógł odczytać chyba jedynie sam Sulim, który bardzo ucieszył się, że zwierzę się z nim zgadza, choć ono samo nie wykonało praktycznie żadnego gestu.
Nie do końca śmiało podszedł bliżej i przypominając sobie, iż zna mowę orków, uznał za dobry pomysł, by właśnie w nim poprowadzić rozmowę:
- Sulim pozdrawia szanowną handlarkę, a pewnie też i znamienitą oraz silną wojowniczkę lub łowczynię. Sulim chciałby dokonać uczciwego zakupu dwóch dużych płatów skóry...
 

Ostatnio edytowane przez Jacques69 : 20-05-2018 o 19:09. Powód: wyjustowanie
Jacques69 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-05-2018, 12:35   #9
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 7771 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację
- Gdybyś wiedział co mi w głowie faktycznie siedzi, to wolałbyś tam nie zaglądać. Mogłoby to się skończyć twoim pomieszaniem zmysłów… albo czymś gorszym - odpowiedziała Jace'owi rozbawiona, w szerokim uśmiechu ukazując śnieżnobiałe zęby.
- Wiesz… lepiej sekrety kobiety zostawić w spokoju - psotnie mrugnęła do niego okiem, po czym wróciła do obserwacji otoczenia, gdy kątem oka miała wrażenie, jakby dostrzegła jakieś zamieszanie. Ów zniknęło tak szybko, jak się pojawiło. Mimowolnie jednak na moment jej dłoń i tak powędrowała do rękojeści swojej broni.
Ale kolejne słowa Jace’a sprawiły, że ponownie wyobraziła sobie to puste, ciche Phaendar, gdzie prawie zupełnie nic się nie działo, a te same twarze prowadziły powtarzające się rozmowy o pogodzie i wczorajszej kolacji. A teraz zmierzała zima i miało być jeszcze gorzej. Znacznie gorzej. Nawet z domu nie będzie mogła się ruszyć. W rezultacie na jej twarzy pojawił się grymas zniesmaczenia.

Jedna twarz… druga twarz… trzecia twarz… kolejna i kolejna. I straciła zainteresowanie.
Po Emraeal również nie było ani śladu. Chyba jej w tym roku nie będzie. Trochę przykro.

Akurat wpadła na świetny pomysł, by uatrakcyjnić sobie ten dzień. Nikt jej nie powiedział, że musi akurat stać dokładnie między ludźmi, by pilnować targu, więc równie dobrze mogła znów wdrapać się tam wysoko na dach kościoła. Miałaby stamtąd świetny widok! A ciepły wiatr dzisiaj tak przyjemnie wiał... Aż grzechem by było nie skorzystać z okazji obserwacji tylu głów z góry.
A gdyby coś się działo, to zawsze mogła tam czym prędzej się znaleźć. Phaendar jest tak małe, że kilka kroków, a już by była pod “Korzeniem”.
I akurat wtedy na Jace’a wpadł jakiś… krasnolud? Z cholernym niedźwiedziem? W środku osady?!
Jej twarz natychmiast zmieniła swój wyraz na groźny i skupiony, a smukła dłoń błyskawicznie wysunęła część zdającej się pochłaniać światło słoneczne czarnej katany z pochwy, przygotowując się do dekapitującego ciosu. Nastroszyła się jak osa gotowa użądlić tam, gdzie boli najbardziej.
Ale ten się usunął czym prędzej, a zwierzę nawet nie zareagowało, na co Yastra opuściła gardę i uniosła brew zdziwiona.
- Co to za łachmaniarz? Takiego to jeszcze nigdy nie widziałam w tych okolicach - zapytała się Jace’a, wzrokiem podążając za nieznajomym oraz potencjalnym miejscem jego wędrówki.
Stragan z skórami Zazy?
Czy taka osoba mogła w ogóle mieć pieniądze na cokolwiek?

A później podszedł do nich jakiś inny mężczyzna również nieprzypominający jakiegokolwiek innego handlarza i postanowił się zainteresować "obrażeniami" Jace’a. I on akurat zwrócił jej uwagę. Do miejscowych nie należał na pewno, w dodatku wyglądał tak, jakby w Phaendar miał nie postawić więcej kroków niż to konieczne. Z gęby jakiś taki dziwny, ale ciała nie miał takiego złego. Pewnie by wyglądał znacznie lepiej, gdyby się ogolił i zakupił jakieś lepsze ubranie. Nie miała jednak co wybrzydzać.
Wspominała fragment jednego z popularnych powiedzeń calistrian, które kiedyś przekazała jej Emraeal, gdy wspominała o swojej chęci zemsty - “ceń potrawę, a nie kucharza”.
Z miejscowymi i powtarzającymi się gośćmi nic nie robiła. Co innego z takimi, jak on. A że w tym cholernym miejscu była to jedna z niewielu form rozrywki...
~ Nada się ~ stwierdziła, z sugestywnym uśmiechem na twarzy obserwując nieznajomego.
 
__________________
[FONT="Verdana"][I][SIZE="1"]W planach: [Starfinder RPG] ASF Vanguard: Tam gdzie oczy poniosą.[/SIZE][/I][/FONT]

Ostatnio edytowane przez Flamedancer : 21-05-2018 o 13:15.
Flamedancer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-05-2018, 14:29   #10
 
Jacques69's Avatar
 
Reputacja: 3994 Jacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputacjęJacques69 ma wspaniałą reputację
Sulim czekał dosyć długo na odpowiedź. Orczyca stała z rozdziawionymi ustami, w zaskoczeniu wpatrując się to w krasnoluda, to w jego niedźwiedzia. Dopiero głośne chrząknięcie starszego mężczyzny siedzącego za nią wyrwało orczycę z konsternacji. Podniosła z taczki trzy największe kawałki obrobionej wilczej skóry i pokazała druidowi.
Sulim zająknął się niepewnie.
- Umm... Sulim poprosi dwie sztuki...
- Pięć sztuk srebra - mruknęła cicho orczyca.
Druid zawahał się. Trzymał w dłoni garść monet i ciężko myśląc przeliczał, jak dużo to pięć sztuk srebra. Z matematyką nie był za pan brat, chociaż ojciec kiedyś szkolił go na handlarza. W końcu niepewnie podał odliczoną kwotę orczycy, uśmiechając się żałośnie.
- Pani też podróżuje po lesie, tak jak Sulim? - zapytał nieśmiało, przyglądając się ubiorowi łowczemu kobiety.
Zaza wzięła monety i odłożyła na taczkę, patrząc już z zaciekawienie na jej rozmówcę. Była przyzwyczajona, że nieznajome osoby albo nie podchodziły do niej, albo kończyły szybko te interakcje, albo zwłaszcza przypadków krasnoludów, którzy starali się ją obrazić. - Ta..ak - zająknęła się odpowiadając - stary i ja mieszkamy w gaju - powiedziała kiwając na siwiejącego ludzkiego mężczyznę siedzącego kawałek za nią.
Sulim przez dłuższą chwilę milczał. Sądził, że orczyca powie coś więcej. Zawsze to on był tą stroną, która mniej mówiła, i kto inny inicjował temat do rozmowy. Zadał więc w końcu swoje standardowe pytanie:
- Czy nie potrzebujecie może pomocy druida Sulima? Sulim poradzi sobie z najgorszymi przypadkami chorób i ran…
- Nie jesteśmy chorzy, ani ranni - Odpowiedziała po chwili ciszy Zaza, nie wiedząc już co myśleć o tej sytuacji nie wiedziała też o czym miałaby rozmawiać z Sulimem. A z drugiej strony czuła spojrzenie Erica na swoich plecach. - Twój niedźwiedź, … dlaczego jest taki spokojny?
- Psotniczek? To mądry misio, Sulim uratował go, gdy był małym niedźwiadkiem, jakieś trzy lata temu. Sulim nie chciał go brać ze sobą, ale Psotniczek nie opuszczał Sulima, oj, cały czas chciał być obok, był taki wystraszony. Więc Sulim go adoptował i wychowywał. Sulim nauczył go paru sztuczek i dobrych manier. Psotniczek, podaj łapę pani.
Niedźwiedź obrócił wpierw łeb w kierunku druida, jakby nie dowierzając, iż ten wydał mu tak infantylny rozkaz. Wkrótce jednak przysiadł na ziemi i wyciągnął jedną łapę w stronę orczycy.
Zaza trochę zażenowana sytuacją podania jej przez niedźwiedzia łapy podała mu swoją rękę trochę nieufnie, bacznie go obserwując.
Sulim im dłużej tu stał, tym usilniej starał się zrozumieć, dlaczego w ogóle kontynuuje tę dyskusję. Nie zdarzyło mu się od bardzo dawna, by porozmawiać o czymkolwiek poza swoją pracą, pomijając to, że nawet o tym nieczęsto mówił. Kiedy jednak trafił do tego miasta coś w nim drgnęło. Jakiś mały trybik w jego głowie uruchomił łańcuch reakcji. Sulimowi z niezrozumiałego powodu zaczęło zależeć, żeby jakąś dłuższą chwilę pobyć z kimś miłym, a taka wydawała mu się orczyca. Miła i urocza.
 
Jacques69 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166