Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-01-2020, 16:58   #61
 
Asmodian's Avatar
 
Reputacja: 35874 Asmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputację
Gdy tylko Andraste oddaliła się od miejsca przesłuchania więźnia, po przejściu kilkunastu kroków zauważyła Ardeshira siedzącego na piasku i głaszczącego Naveeda. Chwilę później dołączył też do niej Orryn oraz Rashad, który właśnie zakończył negocjowanie warunków zatrudnienia swego nowego żołnierza.
Widząc tę trójkę, Al-Asad uśmiechnął się… uśmiechem który nie dotarł do jego oczu, kiedy obserwował ich, spokojnie, i beznamiętnie.
- Dzień dobry, panowie. Pani. Proszę, dosiądzcie się do mnie… - kiedy to mówi, popija łyk wody z bukłaka, i daje nieco Naveedowi, który chłepcze ją łapczywie. - Mamy dużo do omówienia.
-Tak mamy… przypomnij mi proszę jak twój szlak przeciął się z naszymi bo tyle się działo że mi to umknęło - Rashad skinął głową Al-Asadowi z cieniem uśmiechu, dosiadając się do niego.
Gdy tylko szlachcic zbliżył się na odległość piętnastu stóp od najemnika, przeszył go dreszcz i odczuł, że jakieś zaklęcie wymusza na nim by nie kłamał.
Bardka także dosiadła się z grzeczności, jednak bez większego entuzjazmu. Podejrzewała na jaki temat prawdopodobnie zejdzie ta rozmowa. Ona również poczuła mrowienie, gdy weszła do postawionej sfery prawdy, lecz udało jej się przeciwstawić działaniu magii.
Andraste spojrzała na Ardeshira marsząc brwi, gdy tylko zorientowała się, że ten próbował objąć ją zaklęciem. "Ty cholero" pomyślała.
- Cóż takiego chciałbyś omówić
?
- spytała nieco podejrzliwie.
Orryn usiadł obok Andraste na piasku, krzyżując nogi, i pozwalając swoim stopom nieco odpocząć. Ostatnie kilkanaście godzin spędził w palankinie umieszczonym na grzebiecie swojego muła, i choć sam palankin był wygodny, to jednak czas robił swoje i mięśnie gnoma zdążyły już solidnie się zastać. W dodatku Orryn był już dojrzałym gnomem, i choć nie był staruszkiem, co błędnie sugerowała barwa jego włosów i brody, wybielona przez pewien nieudany eksperyment alchemiczny w przeszłości, to jednak nie był nawykły do ćwiczeń fizycznych lub długotrwałych podróży.
- Wiele rzeczy… choć zaczniemy od czegoś prostego. - jego uśmiech się poszerzył, ale dalej nie sięgał jego oczu, kiedy pogładził swojego kota po główce.
- Na ile jesteście gotowi by osiągnąć swoje cele?
-Na wszystko - odparl dobitnie Rashad - Zdobędziemy Serce Niebios lub zginiemy próbując, a co z moim pytaniem?
- Twoje pytanie zaczeka. Są ważniejsze sprawy. Takie odpowiedzi... - Ardeshir sięgnął do torby którą miał przy sobie, i wyjął z niej dwie szklanki, oraz butelkę. Jedną szklankę postawił przy sobie, drugą zaś położył obok siebie, w niewielkiej odległości. Nalał do obu trochę płynu z butelki, potem zaś dodał do nich wody z bukłaka. Alkohol przybrał białą barwę, niemalże mleczną. - … mają konsekwencje.
-Oh tak. Jakże ciekawa odpowiedź...
Znikąd, przy Ardeshirze, pojawiła się następna postać. Nie było żadnego grzmotu, ni teleportacji, żadnego dymu, żadnych nadprzyrodzonych zjawisk. Po prostu, nagle, obok najemnika był mężczyzna.

[media]https://i.pinimg.com/564x/3c/3f/8e/3c3f8ede13e46d63345555cef6042be8.jpg[/media]
Siedział on na piasku, jego ubrania przypominające najzwyklejszego na świecie kupca. Tak ordynarnego jak tylko było to możliwe. Wziął on szklankę, postawioną przed nim przez Al-Asada, i upił łyk, po czym uśmiechnął się mile i szeroko.
- Ale twój gust… nadal jest niezły. Doskonały Arak, mój drogi przyjacielu.

Widząc pojawiającą się znikąd postać, Rashad poderwał się na nogi, gotów do walki.
- Co to za sztuczki, kim jesteś? - zawołał.
Mężczyzna, dalej się uśmiechając, upił następny łyk alkoholu.
- Merikh Alvah, kupiec. Miło mi cię poznać, Rashadzie Al-Maalthir.
Z boku, Ardeshir obserwował całą sytuację, w milczeniu.
Bardka zakasłała chcąc zauważyć, że również tu siedzi.
- Jak na kupca, dysponujesz niezwykłymi umiejętnościami, czemu zawdzięczam przyjemność twej wizyty?? - Kurtuazja szlachica był niczym stal owinięta w jedwab.
- Bez zmartwień, lady Andraste. Ty również jesteś mi znana… ale na razie, mam interes do twojego kochanka. Czy też może już byłego? - Uśmiech Merikha na moment się poszerzył, a w oczach błysnęło coś… dziwnego - Sądzę że byłby on skłonny dobić targu. A ja nigdy nie pozwalam by ominął mnie dobry handel.
Rashad skrzywił się na słowa kupca na temat jego i Andraste, za dużo wiedział. Musiał ustalić czy jest zagrożeniem, czy nie.[i]-A jaki towar oferujesz? Jesteś… przyjacielem Ardeshira[/]?
- On jest... - Zaczął Ardeshir… po tych dwóch słowach jego usta poruszały się, lecz nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Najemnik skrzywił się, zerkając złym wzrokiem na Alvaha, i zamiast tego upił łyk alkoholu.
- Oj, no wiesz? Gdzie byłaby zabawa, gdybyś zdradzał wszystkie sekrety tak wcześnie, Ardi? - Alvah odwrócił się do Rashada, bawiąc się szklanką w dłoni - Jesteśmy starymi znajomymi. Wyświadczyłem mu kiedyś znaczącą przysługę, ale to jego prywatna sprawa. A co oferuję? - ten uśmiech, który nie schodził z jego twarzy, wydawał się być kompletnie szczery - A czego pragniesz, Rashadzie Al-Maalthir? Czego pragnie twoja czarująca towarzyszka?
-Orryn, obserwuj go, to potężny czarodziej!- Rashad zaalarmował gnomiego maga.
-Przecież mówiłem, muszę zdobyć Serce Niebios i uratować dziedziczkę tronu Makarydii, zaś pragnienia mojej pięknej towarzyszki są zmienne niczym pory roku, ale myślę, że wciąż chce pomóc nam w tym zadaniu - Odparł już spokojniej, próbując odzyskać kontrolę nad konwersacją.
- Uratować i poślubić… - burknęła bardka.
- Wybacz panie, ale wątpię byś potrafił oferować coś co spełni moje marzenie. - zwróciła się do Alvaha.
- Nie odrzucałbym tej możliwości tak szybko, piękna pani. - Rzucił przyjemnym tonem Alvah i odwrócił się do Rashada -[i] A czy to jest to czego prawdziwie pragniesz? Czy zależy ci na losach tego królestwa? Dlaczego po prostu nie poprosić o to co ci się należy? Tron… i kobieta której pragniesz u twojego boku, zamiast politycznego małżeństwa?[i/]
-Mam ci się spowiadać?! Nie wiem w jaką grę grasz…. ale jestem człowiekiem honoru, złożyłem obietnicę…… a dokonywanie rzeczy wielkich wymaga wyrzeczeń - - W słowach Rashad pojawiła się nuta urażonej dumy, ale w głębi ducha odetchnął z ulgą, że oparł się mocy, która zmuszała go do mówienia prawdy., która w tym przypadku….byłaby skomplikowana. Czy nie wolałby panować z Andraste u boku? Odepchnął myśli o niej, takie dystrakcje mogły go zgubić. Stąpał po wąskiej ścieżce, musiał wykazać się wielką siłą by z niej nie spaść i nie runąć w otchłań...
-Ale czemu ja muszę cierpieć z powodu twoich wyrzeczeń? Człowiek honoru? Dążysz do celu na cierpieniu innych. Moim, Nada… - przy ostatnim słowie ugryzła się w język.
- Ach, mój drogi Rashadzie, źle mnie zrozumiałeś. Ja nie pragnę twojej spowiedzi. Ja oferuję. - Uśmiech Alvaha był ciepły, pełen zrozumienia dla wewnętrznego sporu szlachcica - Jeśli tego pragniesz… Tron Varudżystanu jest twój. Bez konieczności ratowania rodu sułtańskiego, bez bycia zmuszonym by żyć z kobietą której nie pragniesz… Wszystko co musisz zrobić, to poprosić.
- Mam tego dosyć! - syknęła Yasumrae, która tupiąc łapkami zaczęła szybko się zbliżać - W tym momencie wyjaw nam czego chcesz albo…
Tajemniczy mężczyzna jedynie machnął ręką tak, jak odgania się natrętną muchę. Ciało kapłanki w jednym momencie wykręciło się ponad fizyczne możliwości i pękło niczym nadmuchany pęcherz, rozpryskując krew na wszystkie strony.
- Nigdy nie lubiłem kapłanek - odpowiedział z uśmiechem jakby nic się nie stało.
-Yasu! Ardeshir jak mogłeś mu na to pozwolić!? - wrzasnęła bardka.
Rashad owi z szoku rozszerzyły się źrenice, po czym w jego dłoni magicznie pojawił się rapier zwany Jęzorem Ifryta, które pomknął w stronę szyi tajemniczego rozmówcy.
Ostrze wojownika zagłębiło się w szyi handlarza, zupełnie jakby włożył je po rękojeść w głęboką wodę. Przed oczami Rashada pojawił się widok małej dziewczynki w poszarpanych ubraniach, która ze zgrozą patrzyła jak jego rapier przebija jej pierś.
Andraste wściekła rozpoczęła inkantację zaklęcia i wymierzyła je w tajemniczego przybysza. Czar najwidoczniej jednak nie wywarł na nim żadnego wpływu.
Nowy najemnik widząc, że jego pan ruszył do ataku ścisnął włócznię i pchnął w Merikha. Włócznia jednak ponownie jedynie zagłębiła się dziwacznej nicości. Nadal wzniósł wtedy w niebiosa wołanie o siłę dla towarzyszy i skinął głową do Akrama.
- Już czas. - powiedział kapitan i ruszył do przodu.
Wysoki wojownik podwinął rękaw szaty i natarł na przeciwnika. Wspomożony magiczną łaską i inspiracją zamierzył się na kupca, niczym dziki zwierz, pragnący rozszarpać ofiarę. Bandaże rozerwały się, a oczom reszty ukazało się potworne ramię, niepodobne do niczego co w życiu widzieli.


[media]https://i.imgur.com/6NOZ4lk.jpg[/media]

Ramię uderzyło. Nastąpił kontakt i na ciele obcego pojawiła się paskudna rana, która w następnej chwili od razu się zagoiła. Przez chwilę twarz Merikha przeszedł dreszcz, jakby ta rana wywołała w nim niezwykłą przyjemność. Następnie jednak Akram przeleciał kilkanaście metrów do tyłu, pchnięty niewidzialną siłą.
Andraste rozpoczęła zaśpiew kolejnego zaklęcia, tym razem wymierzonego w Ardeshira, którego uważała za winnego zaistnienia całej tej sytuacji. Szept niosący magiczny atak uderzył w paladyna, lecz siła jego woli osłabiła moc czaru.
-Z jakiego piekła wypełzłeś?! - Syknął Rashad, po czym rozpaczliwie wykonał serię błyskawicznych cięć swoim płonącym już rapierem. Mimo wyjątkowej prędkości i precyzji, żadne uderzenie nie wydało się jednak sięgnąć celu. Za każdym też razem gdy ostrze Rashada zapadało się w miejscu gdzie siedział przybysz, kolejna wizja uderzenia w losową ofiarę pojawiała mu się przed oczyma.
Nagle zza zasłony namiotu wyłonił się również Tet, będący w połowie rzucania czaru. Gdy skończył wypowiadać tajemne słowa, w miejscu gdzie siedział ich nowy adwersarz, pojawił się wir rozszalałych, wirujących sztyletów. To zaklęcie również najwidoczniej wydało się działać na Merikha. Jakimś cudem każde z ostrzy dosłownie o cal mijało jego ciało, za każdym razem gdy się do niego zbliżało.
Orryn zerwał się na równe nogi, widząc śmierć kapłanki, po czym zakrzyknął w tajemnym, smoczym języku formułę, która przywołała z głośnym trzaskiem wirujące kręgi światła. Rozbłyski, początkowo niewielkie, wybuchły z całą siłą, usadzając na miejscu rozpalone umysły, potem zaś zaczęły hipnotycznie wyrować, usypiając i zwodząc, zsyłającg6 na śmiertelnych szaleństwo, lub błogosławieństwo niemocy
- Dosyć! - zakrzyknął, kiedy zaklęcie, przedzierając się przez osnowę rzeczywistości uaktywniło się z całą mocą, i opadło na wszystkich dookoła. Większość zebranych, będąc pod wpływem czaru, mogła jedynie nieobecnym wzrokiem wpatrywać się w dal. Zaklęcie zdało się nie wpłynąć jedynie na tajemniczego przybysza i Andraste, której elfia krew pomagała oprzeć się wpływom takiej magii.
Merikh widząc jaki efekt wywołało zaklęcie Orryna, zwrócił się do gnoma:
- Dobrze przemyślane niziutki czarodzieju. Trochę mnie już irytowało to powstałe zamieszanie. Teraz jednak nie jestem w stanie kontynuować rozmowy z Rashadem - powiedział, po czym dopił resztę alkoholu i wstał - Przekaż mu proszę, gdy się wybudzi, że prawdopodobnie wkrótce znów się zobaczymy. Tymczasem na pożegnanie, zostawiam wam mały prezent.
Wraz z wypowiedzeniem ostatniej sylaby, sylwetka mężczyzny rozwiała się, a na jej miejscu pojawiła niewielka sterta ciał, każde z nich niosące na ciele wypalony ślad przebicia lub cięcia rozgrzanym ostrzem. Wywołane magią maga yuan-ti wirujące sztylety, szybko poczęły je jednak dalej ciąć i rozszarpywać.

 
__________________
Iustum enim est bellum quibus necessarium, et pia arma, ubi nulla nisi in armis spes est
Asmodian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-01-2020, 21:02   #62
 
BloodyMarry's Avatar
 
Reputacja: 10989 BloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputację
Andraste jednocześnie zdezorientowana i wściekła padła na kolana przy zmasakrowanych szczątkach, które jeszcze chwilę temu były jej przyjaciółką. Łkając brodziła rękoma w kałuży krwi jakby wierzyła, że jest w stanie przywrócić ją do życia. Alabastrowe dłonie bardki pokryły się szkarłatem, a ona sama zaniosła się jeszcze większym płaczem. Yasu nie żyła, a kiedy odeszła były ze sobą skłócone. Z powodu nowych “towarzyszy”… tak samo jak z powodu jednego z nich kapłankę dopadła śmierć. Przynajmniej tak wydawało się eladrince. Z wściekłością podniosła się na nogi i ruszyła w kierunku zahipnotyzowanego Ardeshira.
- Ty… - syknęła wściekle i uderzyła wojownika będącego pod wpływem czaru Mistrza Orryna w twarz.
Orryn jednym pociągnięciem różdżki zniósł zaklęcie z donośnym trzaskiem, uwalniając towarzyszy z pod wpływu zaklęcia, które miało jedynie zatrzymać gorące głowy, i prędkie miecze. Na nic jednak się to zdało. Kapłanka była martwa, istota okazała się odporna na wysiłki czarodzieja, więc logika nakazywała jak najszybsze zajęcie się zdrajcą Ardeshirem. Z drugiej zaś strony, Orryn czuł, że Ardeshir chyba nie do końca zdawał sobie sprawy jaką istotę przyzwał i sam nie miał pewności, czy wojownik nie był czasem jedynie kukiełką, wykonującą wolę tajemniczej istoty.
Nekromanta zacisnął zęby i odwołał zaklęcie, a spektralne sztylety zniknęły tak szybko jak się pojawiły. To co zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania. To COŚ było niebezpieczne. Zbyt niebezpieczne, jak na gust Teta, do tego śmierdziało na kilometr diabłem, a może i dżinem. “Jeśli ten głupiec uwiązał się w jakiś pakt... nie jest dobrze” myślał.
- Popraw mnie jeśli się mylę, ale wygląda na to, że twoja... lekkomyślność właśnie pozbawiła życia kilka osób, w tym jednego z członków wyprawy. Czy teraz też będziesz się obnosić poczuciem sprawiedliwości, tak jak chełpiłeś się przed bramami Dumatat? Postawisz się w roli kata? - nieco szyderczo, Yuan-ti stawiał wyrzuty Ardeshirowi.
Glewia Ardeshira wbiła się w ziemię u stóp Nekromanty, który, teraz kiedy jego twarz zdobiła krew Yasu, przeniesiona tam ciosem Andraste, powoli spływająca mu po policzkach, niczym łzy, wyglądał przerażająco. Wojownik wstał, zrobił kilka kroków, i ukląkł przy plamie krwi, która niegdyś była sympatyczną i nieco arogancką kapłanką. Naveed ruszył zanim, siadając obok swojego pana, i pochylając głowę, w głębokim szacunku. Usta Al-Asad poruszały się powoli, kiedy mówił coś pod nosem, wpatrzony w krew rozlaną na piasku, jak gdyby dalej był zahipnotyzowany.
- Lepiej mów prędko wojowniku, i wytłumacz się ze swojego postępku. Chciałem zatrzymać rozlew krwii swoją magią. Daremnie. Tym razem nie zabronię Rashadowi ani Andraste, w dodatku dopomogę im wykonać egzekucję na którą zasłużyłeś. Masz coś na swoją obronę? - Orryn patrzył lodowatym wzrokiem na paladyna, wyciągając z torby jeden ze swoich zwojów. Brwi gnoma niemal zeszły się, świadcząc o gniewie ich niewielkiego właściciela.
Paladyn, mimo gróźb Orryna, w dalszym ciągu szeptał cicho, jak gdyby nie zwracał na niego uwagi. Chwila minęła, zanim się odezwał.
- Mojego postępku? - po raz pierwszy Ardeshir uniósł wzrok na gnoma, najwyraźniej kończąc to co miał do zrobienia. - Naprawdę sądzisz że to takie proste? Gdyby jego obecność była spowodowana moim planem, wszyscy byście nie żyli. - spojrzał raz jeszcze ze smutkiem na resztki Yasu - Uratowała życie wam wszystkim. Zasługiwała przynajmniej na modlitwę polecającą jej szlachetną duszę Bastet.
- A Ty przyłączając się do nas zagroziłeś naszym życiom - warknęła bardka. - Przyznaj się, wiedziałeś, że będzie on podążał za tobą - oskarżyła eladrinka.
- Wiedziałem. Ale zagrożenie sprowadziliście na siebie sami.
- Ale potwierdzasz, że gdyby Cię tu nie było to on również by się nie zjawił?
Na te słowa, Ardeshir prychnął.
- A któż to wie? Może bylibyście poniżej jego godności. A może, czując okazję, pojawiłby się w innym momencie? Nie wiesz o czym mówisz, Eladrinko.
Bardka nie wierzyła wojownikowi. Nie potrafiła mu ufać.
- [i]Przed chwilą przyznałeś, że on podąża za tobą. A skoro tak, to jesteś winny śmierci Yasu i nie odwracaj kota ogonem że uratowała nam życie. Nie jestem na tyle naiwna, żeby podpisywać jakieś konszakty z podejrzanym typem, który pojawił się znikąd, a gdybyś się tu nie zjawił nie musiałaby ginąć./i]
- Nie jesteś?
Rashad, po tym doszedł do siebie, nie schował wciąż płonącego ogniem rapiera, tylko skierował go oskarżycielsko w stronę Ardeshira.
-Wytłumacz się jeżeli chcesz żyć! Skąd znasz tę istotę, dlaczego przyłączyłeś się do naszej wyprawy!?
Ardeshir prychnął pogardliwie, nie uzbrojony, i wrócił na swoje miejsce, gdzie nalał sobie następną szklankę Arak. Tym razem nie rozcieńczał go; chciał tylko i wyłącznie mocnego alkoholu.
- Tę… istotę znam od paru lat, od kiedy zmanipulował mną dla swoich celów. Przyłączyłem się do wyprawy ponieważ wedle interpretacji wyroczni, jest to najlepsza szansa na pokrzyżowanie mu planów. Pojawił się tu i teraz, ponieważ żeruje na złych intencjach, i rozkoszuje się okazjami do czynienia zła. Kiedy powiedziałeś że uczyniłbyś wszystko, nie mogłeś wybrać lepszego zaproszenia.
-To czemu tu się pojawił w twojej obecności skoro jesteś jego wrogiem? - Rashad zadal pytanie zimnym tonem.
- Bo jego imię to Ahriman. Jest inkarnacją zła, złych intencji. Poza tym... - Ardeshir wskazał na to co zostało z ciał które przywołał Merikh. - Tyle zdołałeś uzyskać atakując go. Niewinni ludzie, zabici twoim ostrzem. Sądzisz że ja mogę więcej?
- To są… byli, prawdziwi ludzie?- Rashad spojrzał na zwłoki, wstrząśniety.
- I skąd mamy wiedzieć, że nie jesteś z nim w zmowie?
- I tak masz szczęście że postanowił sobie pójść. Kiedy ja pierwszy raz próbowałem go uderzyć, przeniósł cios na kobietę w ciąży. A następnie spędził miesiąc opowiadając mi szczegóły jej życia, i jej bliskich. Jak na przykład to że jej mąż się powiesił. - Ardeshir skrzywił się.
- Gdybym był z nim w zmowie, już byś nie żył. Na tę sprawę, mnie by tu nigdy nie było. - uniósł nieco głos, i wstąpiły w niego bardzo mocne, stalowe nuty - I z całą pewnością nie doprowadziłbym do śmierci jedynej osoby z całej waszej bandy która okazała mi choć odrobinę zrozumienia i przyjaźni!
Nadal zignorował kolejne w ciągu ostatnich dni przesłuchanie i biegiem skierował się w stronę swojego przyjaciela, leżącego na płótnie namiotu, który przewrócił odrzucony siłą Merikha. Na szczęście jednak okazało się, że życiu Akrama w tym momencie nie zagrażało niebezpieczeństwo, gdyż sam dał radę wygramolić się z plątaniny materiału.
- Fakt, że łaskawie stworzenie pozwoliło nam przeżyć nie tłumaczy, dlaczego nie wyjaśniłeś wcześniej z kim podróżujesz, i dlaczego. Naciskałeś na szybkie opuszczenie miasta z nami, w dodatku widziałem twoje wahanie w trakcie walki. Umarła nasza towarzyszka, przez twoją obecność. Twoje osobiste cierpienie nie jest argumentem. Każdy z nas ma pewne brzemię, które niesie sam. Ty swoim obarczyłeś nas, i spowodowałeś, że za nie zapłaciliśmy - podsumował gnom, nieprzejednany - My, gnomy, nie jesteśmy barbarzyńcami i jeśli rzeczywiście zrobiłeś to niecelowo, powinieneś odejść, bo moja pomoc dla ciebie ma swoje granice, i właśnie do nich dotarła.
Ardeshir wyglądał jakby chciał coś odpowiedzieć na słowa Orryna, lecz ostatecznie jedynie przytaknął, wstał i zaczął kierować się w stronę swego rumaka, z wiernym Naveedem nie odstępującym od niego nawet na krok.
- Poczekajcie - dobiegł ich głos Akrama, wolno podchodzącego od strony powalonych namiotów - Pomimo tego wszystkiego, ja ciągle uważam, że Ardeshir został jedynie podstępnie wykorzystany przez to coś. Zresztą tak jak powiedział, wieszczka przepowiedziała, że musi się do nas przyłączyć. Jeśli jej słowa zawsze się sprawdzają, to nie widzę możliwości, by miał opuścić grupę.
- Nie opuści grupy - odezwał się Roshan, który niczym duch wyłonił się zza innego namiotu. Chował właśnie przygotowaną najwidoczniej wcześniej ręczną kuszę - To grupa zostanie rozdzielona. Zbyt wiele ważnych wydarzeń miało ostatnio miejsce. Spraw na tyle istotnych, że musimy się nimi natychmiast podzielić z Wezyrem. Wezmę ze sobą Ardeshira i razem udamy się z powrotem do Nul-Agbar. Czuję, że nasza obecność tam będzie niezbędna.

-Dobrze, zróbmy tak, jest ważne byśmy pozostali w kontakcie z Wielkim Wezyrem…w takim razie wykopmy grób kapłance i ruszajmy w dalszą drogę, czas nie jest po naszej stronie - Rashad po chwili milczenia odezwał się zmęczonym głosem, po spotkaniu z tym diabłem czuł się parszywie, jak po najgorszym kacu. Skierował się w stronę swojego namiotu, by przygotować się do dalszej drogi.
- Będzie jak rozkażesz - potwierdził Nadal po czym zarządził zwinięcie obozu i sam zabrał się do pracy. Kused wraz z Ramadem odstawili na bok łuki, które dopiero co trzymali w pogotowiu.
Akram gdy tylko ponownie owinął materiałem swe potworne ramie, dołączył do Kuseda, przy zwijaniu obozowiska.
Wykopaniem grobu zajął się Ramad, którego oczy były całe przekrwione po łzach wylanych nad resztkami Yasumrae.
Nikt nie był w nastroju do wspominania tragedii, która przed chwilą miała miejsce.
- Tamtych także wypadałoby pochować - Tet wskazał na leżące jedno na drugim ciała, pozostawione przez tajemniczego przybysza, choć jego uwagę zdecydowanie bardziej przyciągał w tej chwili Akram i jego nieludzka ręka.
Rashad przeniósł taksujace spojrzenie na Teta.
-Tak, jestem mile zaskoczony, że nekromanta troszczy się o takie sprawy, zróbmy to. - chyba że ty możesz zrobić z nich jakiś użytek?
- Niczym mi nie zawinili - odparł, prawie od niechcenia Tet - I gdyby nie to, że wybieramy się do miejsca spoczynku potężnego maga, nawet bym tego nie rozważał, lecz masz rację. Mogę zrobić z nich użytek. Uznałem po prostu, że będziecie temu przeciwni, jak ostatnio.
Yuan-ti przywołał mentalnym rozkazem zombie, które zaczęły układać i przygotowywać ciała to odprawienia rytuału.
Bardka przyglądała się temu z jednocześnie zaintrygowana i trochę przerażona. Nigdy nie widziała tego typu rytuału i pomimo pewnych wątpliwości co do jego słuszności, ciekawił ją jego przebieg. Stanęła obok nekromanty bacznie śledząc wzrokiem poczynania jego sług.
-Ich dusze jak rozumiem odeszły i porzuciły swoje ziemskie powłoki, więc skoro już przyłączyłeś się do nas, nie widzę powodu, byś nie korzystał ze swoich zdolności. Musimy za wszelką cenę odnieść sukces w tej misji, każde narzędzie które może nam w tym pomóc powinno zostać użyte..- Rashad również obserwował nekromantę, próbując ocenić na ile może mu ufać.
- Tak, tak twoje zombie muszą pomóc osiągnąć sukces, żeby nasz Rashad mógł szczęśliwie poślubić księżniczkę. - bardka rzuciła ironicznie, słysząc uwagę wojownika, wciąż przyglądając się poczynaniom nekromanty i jego sług.
Yuan-ti zignorował ukąśliwą uwagę bardki - w końcu nie do niego była skierowana - i odpowiedział Rashadowi:
- Zaklęcia, których używam do... animacji zwłok w żaden sposób nie ingerują w dusze zmarłych. Do takich rzeczy jest konieczna dużo potężniejsza magia.
Rashad rzucił sfrustrowane spojrzenie w stronę Andraste, ale nic nie odpowiedział, zamiast tego kontynuując rozmowę z czarnoksiężnikiem.
- To dobra wiadomość, powiesz mi jeszcze, jaki jest twój cel w dołączeniu do naszej misji?
- Już chyba wspominałem, prawda? - zapytał Tet, lekko unosząc brew w zdziwieniu. Jego nieumarli zdążyli ułożyć cztery z ciał na plecach, prawie w okręgu, a teraz zajmowali się chowaniem pozostałych do magicznej torby nekromanty - Miejsce, do którego się udajemy to miejsce spoczynku potężnego maga, a mnie interesują jego tajemnice, badania, dzieła i magiczne wynalazki. Przypuszczam, iż żaden uczony nie powstrzymałby się przed chociaż zerknięciem w jego księgi.
Przyglądająca się poczynaniom zombie Andraste wyłapując kątem oka frustrację na twarzy Rashada uśmiechnęła się pod nosem z satysfakcją. Tak jak obiecała Nadalowi nie miała na celu niweczyć ich planu, ani nie żywiła też urazy do księżniczki, jednak nie miała zamiaru przestać uświadamiać Rashadowi tego jak ją zranił. Odwróciła głowę w stronę Yuan-Ti i skinęła mu głową z szacunkiem.
- To naprawdę miło, że dołączył do nas ktoś, kogo cele dla których tu przybył są tak zbliżone do moich. W końcu nauka i sztuka często idą ze sobą w parze. - skomentowała z lekkim uśmiechem.
-Widzę, że przekonałeś do siebie Andraste…. - Rashad podrapał się po brodzie, najwyraźniej wciąż nie do końca przekonany czy mogą ufać nekromancie…
-Po prostu widzę w nim potencjał, który może się przydać w tej wyprawie i osiągnięciu twoich jakże szlachetnych celów- wtrąciła bardka. -Kto wie, może poświęcę mu jedną z kolejnych ballad, kiedy skończę pisać obecną. - dodała udając zastanowienie. - Dobrze panowie, nie będę wam przeszkadzać dłużej w rozmowie, pójdę przygotować swoje rzeczy do drogi. - po tych słowach odwróciła się na pięcie i skierowała się w stronę swojego wierzchowca.
 
BloodyMarry jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-01-2020, 17:51   #63
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 7556 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację
Poprzedni wieczór

W zaciszu swojego magicznego sanktuarium, Orryn pochylał się właśnie nad zdobyczną księgą znalezioną w rzeczach jednego z pokonanych magów, usilnie starając się odkryć, jakim repertuarem czarów dysponował zmarły.

Wertując kolejną stronnicę natknął się na słowo, które udało mu się rozpoznać... Posłanie. Spędzając kolejne minuty nad tym, by złamać osobisty kod używany przez czarodzieja, udało mu się wreszcie zrozumieć naturę owego zaklęcia. Dawało ono możliwość wysłania krótkiej wiadomości do znanej rzucającemu osoby.

Zadowolony ze swojego odkrycia gnom przytaknął z satysfakcją i zabrał się do dalszej pracy. Ze swoich zapasów wyciągnął jedne z najcenniejszych mu przedmiotów: jego własną księgę zaklęć oraz zestaw piór i atramentów przygotowanych z rzadkich materiałów.

- Zobaczmy do czego może mi się to przydać - zaśmiał się pod nosem i rozpoczął ostrożnie kopiować zaklęcie do swojego grimuaru.

Obecnie

Bohaterowie właśnie szykowali się do dalszej wędrówki, wciąż jeszcze przygnieceni ciężarem wydarzeń, które nie tak dawno miały miejsce, gdy wtem, na środku ich, obozu w błysku iskier zmaterializowała się postać młodej kobiety, odzianej w czerwone szaty podróżne.


[media]http://i.4pcdn.org/tg/1393745196012.png[/media]
 
Koime jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28-01-2020, 22:21   #64
 
Wisienki's Avatar
 
Reputacja: 33455 Wisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputacjęWisienki ma wspaniałą reputację
Rashad zdębiał, widząc kto właśnie zmaterializował się przed nim. Po chwili wahania potrząsnął głową.
-Amiro, czy to naprawdę ty, czy kolejna diabelska sztuczka!? Powiedz coś, co wiemy tylko my dwoje…- zawołał, gotów do walki gdyby “Amira” nie była w stanie mu odpowiedzieć.
Kobieta położyła pięść na sercu po czym odezwała się w ich ojczystym języku
- Widzę, że babka jednak słusznie wróżyła Ci wielką przyszłość, nadziejo domu Al-Maalthir - powiedziała z charakterystyczną znaną Rashadowi od dzieciństwa nutą w głosie - Jestem tu wesprzeć Cię w drodze do naszego wyniesienia.
Bardka podobnie jak Rashad zdębiała widząc jego kuzynkę. Miała okazję widzieć ją parę razy podczas swoich występów na dworze, jednak nie rozmawiała z nią wiele razy.
- Witaj Amiro, miło cię widzieć. Czyli przybyłaś wesprzeć kuzyna w jego celu? - spytała bez większych emocji. - To bardzo szlachetne, biorąc pod uwagę jak niebezpieczna może być ta wyprawa.
Rashad rozpromieniał i przytulił swoją ulubioną kuzynkę-Och, Amira jest potężną zaklinaczką, smocza krew naszych przodków płynie w niej gęsto.- odparł do Andraste.
- Och… To musi mi kiedyś opowiedzieć więcej na ten temat. Może przyda mi się do którejś z pieśni. - stwierdziła, jakby nieco bardziej zainteresowana osobą krewnej Rashada.
Jak tam sytuacja w stolicy, twój mąż cię puścił?- zapytał się następnie krewniaczki.
Amira prychnęła w sposób który nie budził wątpliwości odnośnie jej stosunku do zakazów rzeczonego małżonka.

-Chcesz coś zjeść, odpocząć? Zbieraliśmy się właśnie do drogi, zakładam, że Wielki Wezyr wyjaśnił ci, jaka jest waga tej misji… niestety straciliśmy już kilku towarzyszy, którzy okazali się być zdrajcami, lub też padli ofiarą. zdrady..dlatego też tak dobrze cię mieć u mego boku, z twoją mocą nasze szanse będą większe… a zmierzamy obecnie do grobowca potężnego czarnoksiężnika Atmotepa, gdzie może czyhać wiele niebezpieczeństw, tam szukamy smoczycy o imieniu Selene, która jest kluczem to zdobycia Serca Niebios. Takie informacje przekazała nam Wyrocznia -Rashad przybrał poważniejszą postawę, a następnie przeniósł spojrzenie na pozostałych członków wyprawy, oceniając ich reakcję na pojawienie się Amiry.

Andraste stała po prostu obserwując rozmowę kuzynostwa. Słysząc w “wielkiej wadze misji” miała wrażenie, że zaraz ją zemdli. Po ostatnich wydarzeniach nie obchodziło jej już zbytnio, czy dynastię zmarłego sułtana uda się ocalić oraz czy Serce Niebios w ogóle istnieje. W tej chwili liczyła na to, że to co mówił Yuan-Ti o różnych artefaktach i księgach, które mają znajdować się w grobowcu jest prawdą i że znajdzie tam nowe źródło inspiracji.
- Jak już wcześniej mówiłam, miło mi cię powitać w naszym gronie Amiro. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna i wszystkim szczęśliwie uda się wrócić z tej wyprawy cało. - uśmiechnęła się w stronę zaklinaczki - A teraz jeśli mi pozwolicie, pójdę sobie trochę pograć przy swoim wierzchowcu zanim wszyscy będą gotowi do podróży. - powiedziała i nie bawiąc się w żadne ukłony, odwróciła się i poszła w stronę swojej białej klaczy.
Amira zignorowała odejście bardki skupiając całą uwagę na krewniaku, być może przyszłym sułtanie Makarydii i jej drodze do wywyższenia i zajęcia godnego jej miejsca w Varudzystanie, którego nie udało się zająć jej ojcu. Teraz tylko musiała dopilnować aby Rashad wykonał swą misję a następnie już jako władca wykończył Wielkiego Wezyra nim ten użyje jego i jego małej żonki jako swych marionetek w politycznej rozgrywce. Nie był to jednak właściwy moment aby wtajemniczać krewniaka w swe plany.
- Nie jestem głodna, zresztą nic co mogłabym zjeść nie umywałoby się do przekąski którą jadłam przed teleportacją na dworze Wielkiego Wezyra.

-Oczywiście wyobrażam sobie, w takim razie będziemy zbierać się do drogi i porozmawiamy w podróży, każda stracona chwila pogarsza sytuację Makarydii...przy okazji, miałaś chyba okazję poznać Kapitana Nadala na dworze? Są też z nami mężny wojownik Akram, a po drodze dołączył do nas czarnoksiężnik Tet - Rashad przedstawił bardziej godnych uwagi członków wyprawy, przy okazji marszcząc brwi, gdy uświadomił sobie ilu jej początkowych członków już stracili….
 
__________________
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? (...) Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Ruchome obrazki - Terry Pratchett

Ostatnio edytowane przez Wisienki : 28-01-2020 o 22:25.
Wisienki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-01-2020, 14:16   #65
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 7556 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację
W ten oto sposób do drużyny dołączyła Amira. Szlachciance oddano do dyspozycji jednego ze zdobycznych wierzchowców po ich pokonanych przeciwnikach. Na prośbę Rashada Nadal streścił zaklinaczce najważniejsze wydarzenia, które miały miejsce od wyruszenia karawany z Nul Agbar. Opowieść była dobrym sposobem na zabicie czasu, podczas pokonywania kolejnych kilometrów monotonnego krajobrazu.

Po kilku godzinach wędrówki, na horyzoncie ukazał się wreszcie jednak zarys celu drużyny.

Trzy godziny od momentu gdy słońce osiągnęło zenit dotarli do cmentarnego miasta, gdzie niezliczone grobowce służyły za miejsce ostatniego spoczynku tysiącom zmarłych. Jedne były olbrzymie i skutecznie przeciwstawiały się niszczącemu działaniu wiatru i piasku. Inne przez setki lat wreszcie poddały się upływowi czasu i zmieniły się w rozpadające ruiny.

[media]https://i.pinimg.com/564x/ae/27/c9/ae27c95406455b8575c0875f5958c840.jpg[/media]

Gorące podmuchy wichru wchodziły i wydostawały się ze szczelin w ścianach budowli i między samymi grobowcami, wznosząc w niebiosa dźwięki podobne do jęku wydobywającego się z gardeł tłumów umęczonych dusz, oburzonych nagłym pojawieniem się intruzów.

Po dłuższych poszukiwaniach udało się wreszcie odnaleźć zaznaczony na mapie grobowiec i ziejące mrokiem wejście. Oto przed poszukiwaczami stał grobowiec niesławnego maga, Atmatepa. Grobowiec to może nawet zbyt wiele powiedziane. Kopuła górująca niegdyś nad wejściem była w wielu miejscach pęknięta, a skruszony gruz leżał chaotycznie porozrzucany na ziemi. Wejście prowadzące schodami w dół pozostało jednak nieuszkodzone.

[media]https://i.pinimg.com/564x/08/66/de/0866ded50c4deab57dc7bea00cc6691c.jpg[/media]

Podszedłszy bliżej dostrzegli delikatny blask płomieni, oświetlający wnętrze. W środku delikatnym ogniem płonęły wbite w skałę pochodnie, prawdopodobnie zaklęte, by nigdy nie zgasnąć. Korytarz ciągnął się jakieś dwadzieścia metrów od wejścia i kończył stojącą pośrodku potężną kamienną płytą i potężnymi, pokrytymi hieroglifami, wrotami.

[media]https://i.pinimg.com/564x/0d/b0/11/0db011263188c92b5f8ea85eae14d1b8.jpg[/media]

Na ścianach we wnętrzu tunelu widniały malunki i piktogramy przedstawiające mityczne sceny. Być może były to opowiadania o jakichś dawno dawno zapomnianych wydarzeniach. Być może jednak były to ostrzeżenia dla nierozważnych śmiałków, aby dla własnego dobra nie szli dalej ścieżką, która nie była dla nich przeznaczona. Stan przejścia zdradzał jednak, że grobowca nikt nie odwiedzał od dłuższego czasu. Naniesiony wiatrem piasek zalegał na podłodze i pod ścianami, a unoszący się w powietrzu kurz nieprzyjemnie drapał gardła. Tak właśnie przywitał śmiałków kolejny z celów ich długiej wędrówki.

[media]https://fashionnectar.files.wordpress.com/2013/10/egypt-pyramid-entrance.png[/media]




 
Koime jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:40.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169