Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-07-2019, 18:24   #1
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 25623 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację
[D&D 5E] Pieśń pustyni. Klątwa piasku (+18)

[media]http://www.youtube.com/watch?v=cEci_nFvQ0E&feature=youtu.be [/media]
Nul Agbar – to tu mieści się stolica Makarydii i siedziba jego Sułtańskie Wysokości, Murafaty III. Codziennie do portu wpływają i wypływają z niego dziesiątki statków, a karawany przekraczają bramy niekończącym się sznurem wozów wypełnionych wszelkimi możliwymi towarami.




Miasto jak co dzień tętniło życiem, czego dowodem był gwar, panujący na jego ulicach, pomimo potwornego upału. Chociaż słońce wzeszło zaledwie przed kilkoma godzinami, żar bez litości lał się z nieba. To jednak wydawało się nie przeszkadzać strażnikom pałacowej bramy, którzy nie okazywali jakichkolwiek oznak zmęczenia wysoką temperaturą. Dwie niewzruszone sylwetki, ubrane w lśniące pancerze i dzierżące włócznie o złotych grotach, przypatrywały się uważnie grupie śmiałków, która stawiła się tego dnia na wezwanie Wielkiego Wezyra, Khusebeka.




Wnoszenie przez gości broni na teren posiadłości Jego Sułtańskiej Wysokości jest zakazane. Złóżcie ją tutaj, a zwrócona zostanie wam przy wyjściu – przekazał jeden z żołnierzy.

Przybysze w każdym razie nie sprawiali w oczach strażników wrażenia szczególnie niebezpiecznych. Respekt mogło wzbudzać jedynie dwóch mężczyzn.

Jednym był ten uchodźca z Varudżystanu, którego zdecydowanie zbyt często widywano w pałacu. Pewnie kolejny szlachetka, który wszędzie szuka sposobności, by popisać się przed karczemnymi dziewkami. Bajki o jego wyczynach i męstwu wykazywanym w walce były z pewnością przesadzone, a sam ”Jaśnie Wielmożny Panicz” większość potyczek spędzał zapewne za plecami ochroniarzy.

Drugi mężczyzna, również bogato ubrany i nienagannie uczesany, chociaż nie wydawał się tak wysportowany jak cudzoziemiec, to jednak było w nim coś, co przyprawiało o ciarki na całej skórze. Było to o tyle zaskakujące, że w normalnych okolicznościach powinien sprawiać wrażenie miłego jegomościa.

Na wezwanie stawiły się też dwie kobiety. Wysokiej Tabaxi zdecydowanie należał się szacunek, lecz co takie drobne ciało mogłoby zrobić, gdyby przyszło jej walczyć z cięższym przeciwnikiem? Krążyły plotki, że służyła w sułtańskiej marynarce wojennej. Zresztą czemu tu się dziwić? Każdy okręt chciałby móc skorzystać z dobrej fortuny, jaka płynęła z obecności tej rasy w pobliżu. Do tego była niezwykle urodziwa, nawet dla przyzwyczajonych do towarzystwa ludzkich kobiet żołdaków, lecz...

Srażnicy przez moment przenieśli wzrok na drugą z kobiet i od razu się zarumienili. Płomiennowłosa piękność, równie wysoka co Tabaxi, charakteryzowała się urodą jeszcze bardziej egzotyczną niż młody szlachcic, lub ostatni z tej zgrai. Obaj zbrojni zastanowili się, czy sami nie powinni zgłosić się do Wezyra, byle tylko mieć możliwość towarzyszenia i obrony tej niezwykłej elfki.

I właśnie... na ostatniego przybysza, chociaż było to niezwykle niekulturalne, trzeba było spoglądać z góry. Siwy gnom był równie często widywany w pałacu co „Szlachetka”. Ten jednak miał zdecydowanie gorszą opinię wśród żołnierzy, którzy mieli okazję usłyszeć jego "historyjki" w karczmach. To, dlaczego zwariowany staruszek został uznany przez Wezyra, jako godny udziału w misji, było zagadką, której strażnicy nie byli w stanie rozgryźć.


Skończywszy rewizję ekwipunku, strażnicy przepuścili przybyłych przez bramę, gdzie czekała już na nich kolejna dwójka żołdaków. Ci poprowadzili gości Wezyra w stronę głównego pałacu ścieżką z kostki ułożonej w zawiłe wzory. Droga prowadziła pod górę po wzniesieniu tak, że kompleks pałacowy wydawał się górować nad miastem. Uwagę przykuwała też niezwykle zielona trawa, najprawdopodobniej codziennie pielęgnowana przez zastępy ogrodników.

Gdy wreszcie dotarli do jednego z głównych budynków kompleksu, przybyli poprowadzeni zostali wzdłuż szerokich, dobrze oświetlonych, półotwartych korytarzy pałacu. Z zewnątrz docierała do nich woń kwiatów i śpiew kolorowych ptaków. Pałac zdawał się być miejscem znajdującym się w całkowicie innym świecie.

Po kilku minutach doszli wreszcie przed wielkie, zawile zdobione drewniane drzwi.
Pamiętajcie by okazać należyty szacunek Jego Wspaniałości. – warknął jeden z ich eskorty, po czym zapukał trzykrotnie i z pochyloną głową czekał na odpowiedź.

Drzwi otworzył jeden z pałacowych sług, ubrany prawie tak kolorowo jak ogrodowe ptaki, które śpiewały w cieniu ogrodowych drzew.
– Jego Wspaniałość, Wielki Wezyr jego Sułtańskiej Wysokości, oczekuje was. – powiedział uniżenie i wprowadził przybyłych do wielkiej, dobrze oświetlonej przez nieoszklone okna, sali.

Na podłodze pomieszczenia stało kilka niskich stoliczków otoczonych miękkimi poduszkami do siedzenia, a na każdym z nich leżały patery apetycznie wyglądających przekąsek, takich jak karmelizowane owoce, daktyle, orzechy i kawałki ciasta sezamowego.

W pokoju panował przyjemny chłód, zupełnie jakby upał panujący na zewnątrz nie miał wpływu na temperaturę. Prawdopodobnie było to efektem jakiegoś mającego umilić życie magicznego urządzenia, których według opowiadań w pałacu było mnóstwo. Siedząca pod jedną ze ścian harfiarka grała przyjemną dla ucha melodię, umilając czas wszystkim tam obecnym. Światło wpadało do środka przez otwarte łukowe okna i wyjścia tarasowe.




Przy jednym z tych okien, nad jedynym w sali wysokim stołem, pochylone były dwie postacie, wpatrujące się w rozłożone na meblu pergaminy. Młodszy był dobrze zbudowanym mężczyzną o twardych rysach twarzy i surowym spojrzeniu. Jego sylwetka przypominała trochę dzikiego kota, gotowego w każdym momencie skoczyć na ofiarę.


Drugi z mężczyzn był wyższy od pierwszego, lecz nie tak umięśniony. Pomimo tego cała jego sylwetka zdawała się emanować dostojeństwem i wzbudzać respekt. Postać ta znana była chyba wszystkim w Makarydii. Wielki Wezyr był wyprostowany i ubrany w ciemne szaty. Jego ciemne oblicze również było surowe, lecz spokojne niczym posąg wyrzeźbiony z onyksu. Nie to jednak przykuwało wzrok, lecz jego oczy, wydające się świecić niby roztopione złoto. W jednej ręce trzymał zakończone kryształem, berło o kształcie skrzydlatego węża.


Przybycie gości odwróciło uwagę mężczyzn od przeglądania dokumentów. Młodszy spojrzał na nich i zmrużył niebezpiecznie oczy. Możliwe, że oczekiwał osób sprawiających bardziej... heroiczne wrażenie.

Wezyr z kolei wyszedł im naprzeciw i rozłożył ramiona w geście powitania. Jego głos był niski i głęboki. Nie podniósł głosu, lecz słowa jego roznosiły się po całej sali.
Witajcie. Czekaliśmy na was. Siadajcie i posilcie się. Mamy wiele spraw do omówienia.


Gdy tylko przybyli posilili się i ugasili pragnienie schłodzonym winem figowym, podanym przez kolorowo ubranego sługę, ich zleceniodawca ponownie zabrał głos.
– Zapewne każde z was zastanawia się nad tym czego może dotyczyć zadanie, do którego wykonania zechcieliście się zgłosić. Dla części z was informacje, które za chwilę przekażę mogą być już znane. Niemniej pragnąłbym was prosić, aby szczegóły naszej rozmowy pozostały tajemnicą. Otóż nasz Pan, Najwspanialszy z Władców, Ojciec Makarydii, Jego Wielkość Sułtan Murafata III, toczy bitwę z potworną klątwą, nałożoną na jego ród przed stu laty za zło, jakie zesłał na swój lud. Z niekłamanym żalem wyznać wam muszę, że walkę tę, niestety, przegrywa – wypowiadając ostatnie słowa, głos Wezyra na moment się załamał. Była to pierwsza oznaka jakichkolwiek emocji okazanych przez mężczyznę od momentu przybycia grupy.

Szczegóły co do tego kiedy to wszystko się rozpoczęło i przez jakie katusze przechodzi Jego Światłość nie muszą wam być znane. Co do klątwy, pewnie część z was zna opowiadania o tragedii, która przed stu laty spotkała Morroc.

Khusebek zamknął swe świetliste oczy i wziął głęboki oddech, zupełnie jakby starał sobie przypomnieć coś, czego świadkiem był dawno temu.
Dwudziestego roku panowania Jaśnie Oświeconego Sułtana Murafaty I wydano święty dekret. Mieszkańcy górniczego miasta, słynącego z wydobycia jednych z najwspanialszych klejnotów Makarydii, mieli doznać zaszczytu wzięcia udziału w rytuale, który miał przywrócić ziemiom naszego kraju urodzaj i zieleń jakimi szczyciły się przed wiekami. Całe rodziny wyszły przed uroczyście udekorowane miasto, aby przywitać ich ukochanego władcę. Nie mogli mieć jednak pojęcia, jak straszny czeka ich los tego dnia. Zaślepiony diabelskimi podszeptami Sułtan, nie wiedział, że obrzęd ten nie tylko nie zesłałby dobrobytu na jego kraj, ale sprzedał dusze nieszczęsnych mieszkańców mocom piekieł. Mroczna energia uwolniona tego dnia przeniosła całe Morroc wraz z jego ludem prosto w czeluście piekielne, na jego miejsce zaś zsyłając zastępy niewyobrażalnych okropieństw.
Obszar ten owego dnia zmienił się w ziemię obiecaną, jednak nie dla ludu Makarydii, lecz dla sił ciemności. Pełni wściekłości mieszkańcy miasta zwrócili się do bogów, aby wysłuchali ich ostatniej prośby i przeklęli ród Murafaty, człowieka, który zapieczętował los ich i ich rodzin. Bóstwa widząc jaka tragedia rozegrała się owego dnia, wysłuchały ostatnich wołań swych wyznawców i obłożyli sułtańską krew klątwą. ”Trzy pokolenia przeminą, a z krwi twej nie ostanie się nawet jedna kropla!” – słychać było słowa dobiegające z nieba, donośnie niczym grzmot.


Wezyr ponownie otworzył oczy i ciężko westchnął, po czym ciągnął dalej.
Trzecie pokolenie właśnie przemija, a my wciąż nie jesteśmy w stanie nic zaradzić na tę klątwę. Najpotężniejsi magowie i kapłani z całego kraju starali się zrobić wszystko co w ich mocy, by zdjąć przekleństwo, lecz na próżno. Ciemność, którą zaklęcie jest związane z duszą Sułtana jest zbyt potężna. Zdawać by się mogło, że wyczerpaliśmy już wszelkie możliwości. Jedynym co mogłoby być na tyle potężne, by przełamać klątwę wydaje się wykorzystanie Serca Niebios. Według podań i legend artefakt ten jest w stanie przełamać wszelką klątwę i uleczyć każdą chorobę. Tę właśnie misję chciałbym złożyć w wasze ręce. Cała Makarydia liczy na waszą pomoc.
 

Ostatnio edytowane przez Koime : 30-08-2019 o 15:04.
Koime jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-07-2019, 21:33   #2
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 36761 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację


Retrospekcja
Andraste zjawiła się przed murami pałacu Sułtana o czasie, o którym kazał jej się stawić tam porucznik Adin. Chociaż biorąc pod uwagę, że sama umiejętnie wyciągnęła od niego pozwolenie na udział w owej misji ciężko było nazwać to rozkazem. Kiedy dotarła na miejsce, pod bramą czekała już czwórka innych śmiałków, którzy postanowili podjąć zadanie Wezyra. Jakże zdziwiona była, gdy wśród ochotników ujrzała znajomą twarz.
Rashad, pracujący na usługach Sułtana arystokrata z nieznanego bardce Varudżystanu. Mężczyzna o ego wielkim niczym pałac sułtana i łasy na wszelkie pochwały, przez co bardzo mało odporny na jej zaloty. Uśmiechnęła się pod nosem taksując jego sylwetkę i przypominając sobie te gorące i namiętne noce, które spędziła razem z nim w jednej z gospód w których przychodziło jej grać. Podeszła bliżej i z zalotnym jak zawsze uśmiechem na twarzy zwróciła się do wojownika.
Nie spodziewałam się, że się jeszcze spotkamy, Rashadzie. A już na pewno nie tutaj.

Rashad wyrwał się na te słowa z zamyślenia, kiedy usłyszał ten pełny uroku, całkiem dobrze znany mu głos. Dzięki swoim badaniom domyślał się czemu ich wezwano i tego że od tej misji może zależeć jego przyszłość jak i jego plany przywrócenia potęgi rodowi Al-Maalthirów. Ale Andraste się tutaj nie spodziewał…. wbił w nią spojrzenie, przypominając sobie spędzone razem rozkoszne chwile i jak bawił się tymi niesamowitymi rudymi włosami. Niestety elfia panna, zgodnie z tym co mówiono o jej rodzaju, nie była stała w uczuciach i porzuciła go dla tego porucznika., który przecież nie mógł się z nim równać ani talentem, ani pochodzeniem…

- Najwyraźniej przeznaczenie znów sprowadziło cię do mnie. Mogłem trafić dużo gorzej…. - odpowiedział z nutą ironii.
Eladrinka zachichotała, po czym powiodła palcami po torsie mężczyzny.
- Dalej boczysz się o tego porucznika? - spytała niewinnie, nachylając się do jego ucha.
- Przecież on był mi potrzebny tylko po to by dostać się na tą misję. - szepnęła, muskając przy tym wargami płatek jego ucha.
- Wygląda na to, że przyjdzie nam razem spędzić dłuższy czas. Chyba nie powinniśmy chować do siebie urazy, prawda? To może źle wpłynąć na naszą współpracę. - uśmiechnęła się niewinnie trzepocząc długimi rzęsami.

Rashad wyszczerzył się, przyjmując pieszczoty Andraste i sam w odpowiedzi objął ją, gładząc po włosach, tak jak robił to wcześniej. Bardką pewnie kierowała teraz w dużej mierze kalkulacja, ale chyba nie stanowiło to dla niego problemu.
- Nie, nie powinniśmy, dalsza współpraca może być całkiem interesująca, moja płomiennowłosa…- odszepnął.
- Nie wątpię - powiedziała, po czym powiodła wzrokiem po reszcie zebranych. Musiała przyznać, że była to kolorowa grupa.

- Lepiej łap go szybko, dziewczyno, bo ostatni raz jak go widziałem zniknął z jakąś długonogą cizią i choć gust ma bardzo dobry, rzekłbym, że dużo gorzej u niego ze stałością – zaśmiał się cicho Orryn, dotychczas siedzący spokojnie na kamiennej ławie przy wejściu do pałacu sułtana. Czytał właśnie jakąś oprawioną w skórę księgę, zasłaniając się jej okładką niczym tarczą lub zasłoną. Zamknął ją z głośnym hukiem, dzwoniąc jej mosiężnymi okuciami i podszedł do reszty. Bystre, przenikliwe spojrzenie, uzbrojone w grube okulary zamontowane na skórzanym pontyku błysnęło na słońcu, śledząc otaczających go petentów. Gnom podrapał się po swojej łysinie, z której niczym kudłate uszy jakiegoś przedziwnego, baśniowego stwora wystawały mlecznobiałe kępy włosów. Następnie pstryknał palcami, wydobywając z dłoni złotą obrączkę, którą podał Andraste na wyciągniętej dłoni. - Służę rekwizytami. Polecam się też jako wróżbita i za drobną opłatą jestem w stanie przewidzieć, czy związek ten miałby przyszłość. Ewentualnie polecić mogę swoje usługi jako biegłego skryby i legisty, aby spisać....intercyzę – Orryn wyszczerzył się do Andraste – w razie czego rzecz jasna – zachichotał na koniec i podniósł rondo swojego kapelusza - Nic się nie zmieniłeś Rashadzie – al Malthir. Znów widzę cię z długonogą dziewką. Co się stało z poprzednią? Jak jej było...Minewra? Poszliśmy was szukać, ale mistrzowsko zabrałeś tą pannę w ustronne miejsce i was...zgubiliśmy! - zarechotał i dodał już cicho – dobrze cię widzieć wojowniku, całego i zdrowego.

Andraste początkowo zdziwiona spojrzała na złoty krążek, który gnom umieścił na jej dłoni, jednak po chwili roześmiała się.
-Myślę, że raczej te usługi nie będą potrzebne, ale dziękuję za chęci, panie…?
- Orryn, ale znany jestem także jako Corrundus, do usług panienki - ukłonił się grzecznie
- Bardzo mi miło, ja nazywam się Andraste Ravalar, pochodzę z średniozamożnej rodziny szlacheckiej z Planu Faerie. - odpowiedziała schylając się nieco by nie patrzeć na gnoma całkiem z góry - Czyli mówisz, że znacie się z Rashadem? - spytała rzucając przelotnym spojrzeniem po wojowniku.

Czarodziej przytaknął - Ach, stare dzieje, długo by opowiadać - machnął ręką i wyciągnął zza pazuchy swoją fajkę, którą powoli, acz bardzo metodycznie zaczął nabijać tytoniem.
- Wiesz… moja rasa żyje dość długo, mam czas, a czuję, że historia może być ciekawa. - zażartowała. -Nie wspominałeś nigdy o tej przygodzie, Rashad.

Rashad przez chwilę z zaskoczeniem wpatrywał się w Orryna, po czym lekko skinął mu głową z nieco tajemniczym uśmiechem na twarzy:
- Orryn, nie sądziłem że się jeszcze spotkamy. Widać, że ta misja jest mi zapisana w gwiazdach. - Następnie zwrócił się do Andraste.
- Kojarzysz mój udział w wyprawie przeciwko nikczemnym kultystom i bandytom, którzy kryli się Cienistej Oazie. Okazało się że przewodził im ifryt, który kontrolował portal na Plan Ognia. Osobiście, wraz z Orrynem i grupą innych dzielnych wojowników i adeptów sztuk tajemnych, wziąłem udział w starciu z ifrytem, które przeniosło się aż na Plan Ognia, gdzie żaden zwykły śmiertelnik długo nie przeżyje. Tam rozdzieliliśmy się z Orrynem, udało nam się dobić ifryta, tam też zdobyłem mój wspaniały zaklęty mocą ognia rapier, który nazwałem “Jęzorem Ifryta”, pokazywałem ci jak jego ostrze na mój rozkaz spowiją płomienie. Niestety, musieliśmy wycofać się przed sprzymierzeńcem Ifryta, płomiennym smokiem, a towarzysząca mi bardką Minevra….która oczywiście nie dorównywała tobie, kochana, ani talentem muzycznym ani urodą, zginęła w walce ze smokiem. Obiecałam sobie, że kiedyś tam wrócę i ubiję nikczemną gadzinę - zakończyl, gniewnie zaciskając pięść na rękojeści jego przyczepionej do ładnie zdobionego pasa broni, zdobionej złotem i rubinami.

- Och… przykro mi, po słowach Orryna nie spodziewałam się, że ta historia ma tak tragiczny finał… - odpowiedziała ze słyszalną nutą współczucia w głosie.
- Starcie ze smokiem musiało być zatrważającym doświadczeniem.
- Cóż, przerażające doświadczenie, istotnie. Wpadłem w jego łapska, niestety, kiedy ciągnęliśmy wam na ratunek - gnom wyraźnie zasmucił się na wieść o śmierci Minewry - Smok wydawał się obsesyjnie zainteresowany podróżami międzywymiarowymi, więc poniekąd postanowiłem spełnić jego prośbę, choć na swój sposób oczywiście. Na pocieszenie dodam, że smok i środek na rozwolnienie z dodatkiem fokusu kierującego go na plan wody to naprawdę wybuchowa mieszanka. Twoja towarzyszka została pomszczona - oznajmił Orryn wesoło, mrugając równie tajemniczo do Rashada.
- Cóż… wybuchowa i trochę obrzydliwa. - dziewczyna skrzywiła się lekko kiedy oczami wyobraźni ujrzała opisaną przez gnoma "mieszankę".
- ...ale jak widać na tyle skuteczna, że zwolniła cię z misji pomszczenia przyjaciółki. Minewra… dobrze mówię? Może teraz spoczywać w spokoju. - powiedziała z uśmiechem w stronę Rashada.

-Naprawdę? - Rashad wlepił wzrok w Orryna z mieszanką niedowierzania i podziwu. Utrata Minevry była dla niego przykrym wspomnieniem, słowa gnoma były więc miodem dla jego uszu
-Wspaniale, już wyobrażam sobie minę tego aroganckiego stwora jak został uwięziony na planie wody, mam nadzieję że tam sczezł. Twoje pomysły przydadzą się na pewno podczas naszej misji, myślę, że będzie ona godnym nas wyzwaniem...- skierował spojrzenie w stronę wrót do Pałacu Sułtana.
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 06-07-2019 o 11:02.
Lord Melkor jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-07-2019, 11:04   #3
 
BloodyMarry's Avatar
 
Reputacja: 16253 BloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputację
Podczas gdy inni wdali się już w rozmowy, zza jednej z alejek wyłoniła się postać którą ciężko było zignorować. Wszystko w niej rzucało się w oczy, a zacząć można było od tego że nie była człowiekiem. Wysoko sterczące uszy, które miękko wyginały się w stronę dźwięków miasta, koci nosek, kilka białych wąsików i buzia pokryta krótkim futerkiem zdradzały że była to tabaxi. Kobieta kociej rasy ubrana była w szaty o krzykliwym kroju i kolorze ciemnej i jaskrawej czerwieni. Taka moda znana była pośród młodych czarodziejek, choć ona jedną z nich nie była. Zwisający zza sporego, skórzanego pasa czerwony, zwężający się jęzor jej szaty zasłaniał z przodu niczym suknia z ostrym wcięciem, jednocześnie odsłaniając zewnętrzną linię nóg aż po same biodra gdzie chował się za pas. Z tyłu zaś ciągnęły się w dół dwa mniejsze, usztywnione pasma tego czerwonego i śliskiego materiału które wisząc równolegle do linii nóg sięgały aż do łydek tabaxi. Umocowane gdzieś za pasem falowały wdzięcznie z każdym ruchem bioder i lekko poruszały się na wietrze. Strój kontrastował dość z ciemnym futrem kocicy które zależnie od umiejscowienia miało barwę szarego granitu i bieli. Długie i zgrabne nogi od kostek do połowy uda okrywał ciemny, elegancki i skórzany materiał który dość w dość odważnym kroju związany był z tyłu plecionką rzemieni. Powyżej pasa, przenikały się artystycznie jedwabne czerwienie, otulając coś co było albo gorsetem albo lekką zbroją. Na tym karmazynowym tle, leżąc dumnie na wysokości piersi odznaczał się starannie wykonany z metalu o złotej barwie symbol bogini Bastet.

Wyglądało na to że tabaxi zmierzała w ich stronę spokojnym, płynnym krokiem. Była odszykowana na spotkanie z Wezyrem, ale co zobaczyli też od razu - bosa. Kocie stopy może i były smukłe, ale i dość długie. Łapki zaś zupełnie inaczej niż ludzkie, tylko po części stąpały na ziemi, jak gdyby nosiła buty na wysokim obcasie. Każdy z paluszków pokryty był białym futrem, które dalej przechodziło w szarość granitu, a między nimi widać było schowane, kocie pazury.


W pewnym momencie postać jakby zatrzymała się patrząc wprost na nich. Kocica przechyliła głowę i umieściła spojrzenie dużych turkusowych oczu, które w świetle wydawały się mieć trochę więcej zieleni w sobie i błyszczeć żywym kolorem. Puchaty ogon niczym wąż podążał za kobietą, w zaciekawieniu wywijając czasem leciutko w powietrzu. Gdyby rozciągnąć go w górę od ziemi, zdawał się tak długi że mógłby by sięgać czubka jej uszu, tabaxi zdecydowanie była wysoka jak na ludzkie standardy i dość przeciętna jak na standardy swej rasy. Nie było widać przy jej biodrze żadnej broni.

Chociaż poruszała się płynnie, a jej ruchy były nawet nieco ostrożne, gdy zbliżyła się zaledwie parę metrów od nich, zdawało się że na jej kociej twarzy wymalował się lekki uśmiech.


- Andraste? - Tabaxi wydawała się pozytywnie podekscytowana. - Co Ty tu robisz? Chyba nie grywasz teraz samemu sułtanowi? - Zaśmiała się, a kocie oko zmierzyło ją z rozbawieniem ale i uwagą, po czym powidło ciekawsko po innych zebranych obok osobach każdej poświęcając swój moment nim wróciła do bardki.
Bardka widząc kotkę odwzajemniła uśmiech.
- Chciałby takiego barda na dworze - zażartowała. - Przybyłam tu w związku z wezwaniem Wezyra - wyjaśniła już trochę poważniej. - W sprawie jakiejś misji, ale co ciebie sprowadza? - spytała.
Tabaxi już miała odpowiedzieć, gdy oparty plecami o mur do tej pory skryty w cieniu jegomość mlasnął ze zniecierpliwieniem.


- Przecież to oczywiste że wszyscy jesteśmy tu w tym samym celu. Chyba że ktoś akurat dostarcza owoce i się zgubił. -
Niemal warknął na rozgadane niewiasty. Poprawił obszerne i modnie rozcięte rękawy czarno złotej szaty wychodząc z cienia w którym mogłyście przysiąc przed chwilą nikogo nie było…
-Mam nadzieje że macie jakieś wybitnie rzadkie talenty bo jeśli tak sobie bez powodu płeć piękną zapędzili do tego zadania znaczy są mocno zdesperowani.-
Pokręcił głową nawet nie z niechęcią do obu przyjaciółek co nad tym w jakich czasach przyszło mu żyć.
Pionowe źrenice tabaxi zatrzymały się na mężczyźnie z uwagą, ale też minimalnie dostrzegalną irytacją.
- Nikt mnie nigdzie nie zapędził… sama się zgłosiłam chcąc skonfrontować pewne plotki. - Tu dopiero kotka oderwała wzrok od oczu nieznajomego i zmierzyła go wzrokiem, jakby po szacie chciała określić z kim ma do czynienia.
- Mam wrażenie że nie doceniasz.. - tu urwała gdy nagle usłyszała głos Eladrinki.
- Yasu… - odezwała się cicho Andraste, dając kotce znać by schowała język za kłami.
Spojrzała jeszcze raz na przyjaciółkę przewracając oczami, po czym odwróciła się w stronę mężczyzny i z serdecznym uśmiechemem odpowiedziała.
- Mości panie, po cóż od razu takie nerwy i irytacja. - podeszła bliżej mężczyzny przyglądając mu się bacznie, jak gdyby oceniając go.
-Takie negatywne emocje nie wpływają dobrze, na twą jakże przystojną twarz. - dodała trzepocząc rzęsami.
Tabaxi zaś widząc co się dzieje tylko spojrzała z ukosa, opierając dłoń na swym biodrze.
- Co do naszych talentów, to uwierz drogi panie, że obie znalazłyśmy się tu nie bez przyczyny i zdążymy was wszystkich jeszcze pozytywnie zaskoczyć. - zapewniła bardka obchodząc mężczyznę dookoła.
- No, ależ gdzie moje maniery. Nazywam się Andraste Ravalar, jak już mogłeś usłyszeć w rozmowie pochodzę z innego wymiaru zwanego planem Faerie i wywodzę się z jednej z tamtejszych rodzin szlacheckich. - przedstawiła się dygając lekko.
- A jak ciebie zwą mój zacny panie?
Twardo wytrzymał pokusę wodzenia za okrążającą go bardką zamiast tego zatrzymując spojrzenie na drapieżnej kocicy. Pyszczek może miała pyskaty ale reszta. Pewne przybytki sporo płaciły za taki powiew egzotyki. Potem jednak zza pleców wyłoniła mu się elfka. Potrafiła władać słowem, to trzeba było przyznać. Skinął głową nawet jeśli nie z szacunku dla niej samej to na pewno jako ktoś potrafiący docenić srebrnoustną dyplomatkę.
Ujął jej dłoń i musnął wargami palce kobiety nie spuszczając chłodnego wzroku z jej oczu.
- Wybacz Pani jednak nie stoimy tu bez powodu… a oni... -
Tu skinął głową na strażników.

- ...słuchają i rozumieją więcej niż można by się spodziewać. Nie wiem jakie u ciebie panują obyczaje ale tutaj trzymamy takie skarby jak Ty bezpiecznie w domach. A nie wysyłamy by uganiały się po pustyni za mitami. Nazywam się Farshid Aka Manah i w imieniu mojej rodziny oraz naszego miasta witam cię w tych stronach.-
Po tej przemowie dwóch strażników skinęło w stronę mężczyzny z wdzięcznością i ewidentnym szacunkiem. Widocznie woleli, by pewnych tematów nie poruszano otwarcie, zwłaszcza tak blisko pałacowych murów.
Całe przedstawienie było odegrane równie wyrachowanie co jej gładka mowa ale jak można by polegać że własne krasomówcze zabiegi będą działać jeśli prostacko zignoruje taki pokaz dyplomatycznego rzemiosła.
Tabaxi zemdliło od tych dworskich gadek. Starała się, naprawdę się starała by nie było tego widać że myśli o wszystkim innym tylko by nie słuchać wymiany tytułów i ugrzecznionych politycznie rozmówek. Westchnęła cicho, mimowolnie znudzona obserwowaniem dworskich ceremoniałów. Oczywiście, musiała zepsuć ich czarującą chwilę zupełnie nie dołączając do tej gry.
- Nie jestem tutaj by uprawiać szlachecką politykę czy też zawiązywać nowe sojusze i szukać interesu. - Kocica wtrąciła się opanowanym, ale też zupełnie pozbawionym flirtownego czaru głosem którym tak zgrabnie posługiwała się Andraste. Po prostu się nie starała. - Natomiast chętnie dowiem się z kim odpływam na jednym okręcie. - Zdawało się że kapłanka wysławiała się z pewną wojskową lakoniczną manierą, ale też wydawała trochę skrępowana.
Bardka spojrzała z lekkim wyrzutem na przyjaciółkę, gdy ta wtrąciła się w rozmowę. Nie odezwała się jednak czekając aż Farshid odpowie na słowa Tabaxi.
Człowiek przeniósł wzrok z powrotem na kocicę podczas jej tyrady skupiając się na reakcjach elfki szukając jakieś nici porozumienia między tymi dwoma grającymi tak różne role. Czy coś dostrzegł i czy rzeczywiście tam było pozostanie tajemnicą ale zaszczycił Yasumrae odpowiedzią.
- A mówią że to obcy wyglądają dla nas ludzi wszyscy tak samo a mimo iż pracujemy w tej samej dzielnicy nie kojarzysz mnie kapłanko? Jesteśmy niemal konkurencją. Ja dbam by uczciwym kupcom w naszym mieście nie sprzedawano iluzorycznych amfor lub by co cwańszy obdartus z pustyni nie przekonał naiwnych że starta piaskami bransoleta jest magiczna. Ty z kolei trudnisz się wmawianiem im że twa bogini się o nich troszczy. Obojgu nam płacą za nasze usługi i skoro tu jesteśmy to chyba robimy to dobrze. Ja...-
Dotknął serca w geście mającym sugerować szczerość.
- Reprezentuje prawdę… a ty kapłanko? -
Słysząc słowa mężczyzny bardka zaczęła się bać, co za chwilę może się tu wydarzyć.
- Yasu… - spojrzała na twarz tabaxi, próbując odczytać panujące w jej głowie emocje.
Strażnicy tym razem poruszyli się niespokojnie na ostre słowa mężczyzny. Publiczne insynuacje co do nieetycznych i kłamliwych praktyk jednego z bardziej popularnych wyznań było czymś co najmniej niestosownym, a robienie tego tuż przy dzielnicy Modlitw nawet niebezpiecznym.
Yasumrae dotąd spokojna, słuchając co mówi szlachcic robiła coraz większe oczy, a na twarzy pojawił jej się grymas zaskoczenia. Koci kieł wysunął się nieco na widok gdy zacisnęła zęby oburzona oddychając szybciej przez swój koci nosek. Słowa Andraste tylko rozbiły się jej gdzieś w tle i nawet na nią nie spojrzała czując jak krew się w niej gotuje.
Uśmiechnął się tylko widząc jak wyprowadził ją z równowagi. Czekał aż kocica wybuchnie dając początek plotkom jakie to dzikie zwierzęta Sułtan toleruje w swoim mieście.
- W tej chwili reprezentujesz jad i zbędną zawiść.. a gdyby Bastet nie troszczyłaby się o swoich wyznawców, nie zsyłała by na ten świat za moim pośrednictwem cudów. Pomogłam wielu osobom, a zamiast wykorzystywać swą moc by brać, straszyć i karać, Bastet stara się uczynić nasze życie lżejszym i weselszym.-
W połowie jej kazania ukłonił się z życzliwym uśmiechem.
-Wybacz me szorstkie słowa… -
Przełknął ślinę i perfidnie widać że przychodzi mu to z trudem.
-...Pani. My którzy opanowaliśmy arkana sztuk tajemnych mamy często wygórowane oczekiwania wobec tych którym naszej niemałej przecież mocy nigdy nie brakuje.-
Podniósł się z ukłonu i schował ramiona pod rękawami krzyżując je na piersi.
- Twoja patronka rzeczywiście częściej wstawia się za prostym ludem niż inni...
Orryn podniósł tylko zdziwiony brew, na wzmiankę o posiadaniu umiejętności sztuk magicznych u szlachcica. Otaksował go ciekawym wzrokiem i uśmiechnął się pod nosem.
Kocica wciąż patrzyła spod przymrużonych powiek, nastroszona.
- Moja bogini nie patrzy na rodowód, a jedynie intencje. Biedny czy bogaty, szlachcic czy chłop. Każdy ma prawo do miłości, radości, uciech i szczęścia w życiu. Jest wielu bogów którzy stawiają trudne wymagania przed swoimi wyznawcami, do innych ludzie modlą się ze strachu.. Bastet jest inna.
Na wzmiankę o uciechach poruszył z zainteresowaniem głową jakby padło jakieś słowo klucz i co chyba najbardziej dowodzi tego że się z nią choć trochę zgadzał. Nie odezwał się a jedynie w milczeniu przytaknął spacyfikowany.
Tabaxi przez moment jeszcze stała nastroszona przed mężczyzną, jakby miała ochotę postukać mu o pierś wyciągniętym palcem, ale nie odważyła się go dotknąć. W końcu tylko fuknęła przez nos, pokazując swoje urażenie i odsunęła się krzy kożując ramiona i rzucając milczące spojrzenie Andraste.
Gnom podszedł do szlachcica, szturchnął go ręką, chrząknął znacząco i puścił porozumiewawcze oko, jakby mówił “to trzeba oblać” i ruszył w stronę wejścia do pałacu, mrucząc coś pod nosem.
Bardka zaabsorbowana całą sytuacją, nie zauważyła nawet gnomiego czarodzieja. Spojrzała na Farshida.
- Wybacz jej te nieokrzesanie. - uśmiechnęła się - Nie jest do końca oswojona. - zażartowała, po czym podeszła do przyjaciółki.
- Zbyt łatwo dajesz się prowokować, przecież było widać, że on to robi specjalnie. - szepnęła.
Ukłonił się obu kobietom na odchodnym rzucając jedynie iż przeprosiny są zbędne to on urażony tym iż Panna Yasumrae nie poznała sąsiada dał się ponieść próżności. Przeprosiny może byłyby szczersze gdyby w ich trakcie nie wodził wzrokiem po nogach kapłanki ale cóż. Odwrócił się na pięcie i poszedł za gnomem.
- Są rzeczy obok których nie można przejść obojętnie.. a także takie z których nie wypada robić sobie żartów. - Powiedziała pod nosem Yasumrae, zerkając kątem oczu na bardkę, wyraźnie bez humoru.
Eladrinka wzruszyła ramionami.
- Jak tam uważasz, ja twierdzę jednak, że gdybyś zignorowała jego dogryzki na temat twojej bogini sprawiłabyś mu dużo mniej satysfakcji niż miał w trakcie tej rozmowy. - rzuciła cicho, spoglądając jak ich rozmówca sprzed chwili oddala się za starym Orrynem.
“Współpraca z tą grupką może być naprawdę interesująca.” - pomyślała uśmiechając się do siebie pod nosem.
- Ale nie zignorowałam, a satysfakcja jeszcze będzie po mojej stronie. - Powiedziała tajemniczo tabaxi, odprowadzając mężczyznę wzrokiem by spojrzeć zaraz na bardkę i dodać szeptem. - Po co się mu podlizujesz? Brak mu wychowania, szacunku i stąpa po cienkim lodzie.
Dziewczyna uśmiechnęła się do kotki.
- Spędzimy w jego towarzystwie pewnie dłuższy czas, chcę mieć dobry kontakt z resztą grupy. - odpowiedziała. - zresztą prezentuje się nie najgorzej. - w oczach bardki na chwilę pojawił się zadziorny błysk, jednak szybko minął.
- Co do jego cech to chyba cecha każdego szlachety… Jesteś moją przyjaciółką, jednak nie znamy się długo. Prawda taka, że jestem taka sama jak on, a przynajmniej byłam przez wiele lat. - dodała, spoglądając na chwilę w stronę Farshida.
- Nieprawda, Ty jesteś bardziej ostrożna w tym co mówisz.. - Kocica przymknęła na moment jedno oko i nastroszyła uszy w grymasie zdziwienia, przyglądając się Andraste. Po chwili stanęła przed nią z uśmiechniętymi oczami i pomachała jej łapką przed twarzą, jakby próbowała ocucić bardkę z hipnozy w którą zapadła. - Nogi Ci się uginają na jego widok? Andraste litości, takich jak on jest na pęczki..
Eladrinka wstrząsnęła głową.
- Co? Nie, gdzie. Moja droga, to mężczyzną na mój widok się nogi uginają. - zażartowała.
- Oh, oczywiście.. Powiedz tylko kiedy będę musiała Cię nieść. - Tabaxi parsknęła śmiechem przez swój koci nos.
- Po prostu jakaś taka nostalgia mi się włączyła, a co tego, że takich na pęczki, to wiem o tym doskonale. Mój narzeczony w “moim świecie” należał do tego typu facetów. Taki jest dobry na jedną noc, ale nie na całe życie… Szczególnie kiedy możesz żyć osiemset lat. - zaśmiała się. - Myślisz, że czemu nawiałam z luskusowej willi? Małżeństwo to nie moja bajka.
Kapłanka dołączyła znów do bardki, idąc z nią do pałacu na końcu całej tej grupki. Z każdym krokiem odciskały się jej poduszeczki, zostawiając ślady łapek. Odgarnęła kosmyk futra za ucho i dodała znów cicho.
- Ja chyba też i rzeczywiście dość przystojny z niego samiec.. to znaczy mężczyzna! - poprawiła się. - Jednak jedyne o czym ja w tej chwili myślę, to to jak by piszczał od tych pazurów. - Kotka uniosła otwartą dłoń wyciągając sugestywnie pazurki które niczym kolce róży ostro zwieńczały jej palce i posłusznie podporządkowywały ich woli.
- Mnie się kolana gną, tak? - bardka zaśmiała się widząc reakcję przyjaciółki.
- To co? Małe przyjacielskie zawody? - spytała z niewinnym uśmiechem.
Yasumrae już wygięła pyszczek w oburzeniu że “Jak to? Jak możesz tak mówić?!”, ale tylko zatrzepotała rzęsami po czym chyba szczerze zdziwiona, nie rozumiejąc intencji swojej przyjaciółki zapytała.
- Zawody?
- Tabaxi, to tak trochę koty, tak? A koty lubią polować... - na ustach Andraste błysnął dziki uśmiech - Zabawmy się w małe polowanie. - szepnęła przyjaciółce do ucha.
- Ta która pierwsza upoluje naszego kolorowego pawia, ta wygrywa, a przegrana… no nie wiem, stawia drugiej drinki w naszej ulubionej tawernie przez miesiąc.
Kapłanka w czerwieni starając się pozostać nieco bardziej dyskretna i poważna zaraz przed pałacem, rozchyliła tylko usta jakby chciała coś powiedzieć ale za każdym razem Andraste rozkładała ją na łopatki swoimi pomysłami. Zerkając kątem oczu za swoją zakręconą przyjaciółką, obdarzyła ją spojrzeniem pełnym wyrzutu.
- Nie chcę! - Spanikowała nieco zaskoczona tym jak bezpośrednia była Andraste i do czego ją namawiała. - A nawet gdybym chciała… to… nikt się z Tobą nie równa w takich zawodach. Flirtujesz równie lekko jakby był to dla Ciebie zaledwie łapany coraz łapczywiej oddech. A ja.. - urwała na moment, by w końcu wydobyć z siebie głos. - A ja jestem tylko kotem. - zakończyła surowo, dość smętnie.
- Nie prawda, jesteś Tabaxi, a nie kotem. - poprawiła ją bardka - Chodzisz na dwóch nogach nie czterech, rozmawiasz ludzkim językiem, a nie miauczysz, posiadasz figurę taką jak kobiety ludzkie czy elfie. - uśmiechnęła się - I to bardzo zgrabną figurę, gdyby nie to, że interesują mnie tylko mężczyźni to sama bym się za ciebie brała. - zażartowała, dając kapłance przyjacielskiego kuksańca w ramię. - Także nie mów mi, że jesteś tylko kotem. Jak powtórzysz to choć raz w mojej obecności to ci przywalę, przysięgam.
W odpowiedzi Yasumrae zachichotała krótko i spojrzała wpierw lekko uśmiechnięta, potem mrużąc wyzywająco powieki.
- Miaaau…? - Wydobyła z siebie najczystsze miauknięcie na jakie było ją stać, śmiejąc się wzrokiem i patrząc prowokująco w kontekście tego co mówiła o jej miauczeniu.
Andraste uśmiechnęła się unosząc jedną brew.
- Czy ty próbujesz mnie sprowokować? - spytała.
- Pokazuję Ci tylko że się mylisz.. bo miauczeć zadarza mi się nawet dość często. Staram się nie robić tego w towarzystwie.. a na czterech łapach też zdarzało się biegać nawet.. - Tu jej głos zamarł. - Zaraz.. komu ja to mówię? Ty wszystko wypaplasz!
- No wiesz co? W jakim celu i po co miałabym to rozpowiadać? - bardka oburzyła się lekko.
- Jesteś bardem. Twój rozwiązły język wpisany jest w ten zawód jak sadza za kołnierzem kominiarza. - Kocica oskarżycielsko dotknęła pazurkiem jej ramienia, choć wydawała się rozluźniona.
- Ale jestem też przyjaciółką, a przyjaciele dotrzymują tajemnic moja droga - bardka uśmiechnęła się do kapłanki. - I dlatego… - pstryknęła delikatnie palcami w trójkątny nos kotki. - Ta rozmowa pozostanie między nami, a tym bardziej nie usłyszy o niej Rashad. - powiedziała szeptem, pół żartem, pół serio.
Kocia twarz odchyliła się w tył z grymasem, jakby ten “bezczelny” palec naruszył jakąś świętą ziemię. Fuknęła przez nosek załaskotana po czym rozejrzała się czy ktoś nie widział tego drobnego gestu i poufałości na którą nie pozwoliłaby raczej innym.
- Musimy przyspieszyć, nim odfrunie Twój złoty ptaszek. - rzuciła nieco złośliwym, wesołym tonem i uśmiechnęła się do bardki.
Dziewczyna odpowiedziała jedynie podobnym uśmiechem, po czym zaśmiała się i według uwagi towarzyszki przyspieszyła kroku.
 

Ostatnio edytowane przez BloodyMarry : 06-07-2019 o 23:34.
BloodyMarry jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-07-2019, 10:51   #4
 
Kata's Avatar
 
Reputacja: 7455 Kata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputacjęKata ma wspaniałą reputację

Spotkanie w pałacu


Po wymianie uprzejmości z Wezyrem i tajemniczym mężczyzną który mu towarzyszył Tabaxi zgodnie z poleceniem rozgościła się. Z wielkim zaciekawieniem oglądała każdy detal pomieszczenia, gdyż nieczęsto miała okazję znajdować się w pałacach. Od wewnątrz zjadały ją nerwy gdyż na całą tą wyprawę nie zgłosiła się bynajmniej po to by ratować Murafatę trzeciego, tylko poznać prawdę. Właśnie przez nerwy, mimo najszczerszych chęci nie popełniania faux pas, skusił ją niezwykły przepych jak i egzotyka zakąsek które tam przygotowano. Kotka postarała się chociaż nie jeść za dużo i tylko poczęstowała się dwoma czy trzema smakołykami. Z nieukrywaną chęcią nalała sobie też figowego wina w którym dla odwagi zmoczyła swoje kocie usta i usiadła, słuchając przemówienia gospodarza. Wezyr od razu przeszedł do rzeczy, wprowadzając ich w powód misji której się mieli podjąć, a to co usłyszała Yasumrae brzmiało przerażająco podobnie do plotek które znała. W jej pokrytej futerkiem głowie zaczęły się rodzić kolejne pytania. Przemowa którą usłyszała nie brzmiała szczerze, lecz była zakrapiana jakąś śmieszną propagandą. Nie po bajeczki i słodkie słówka tu przyszła i gdy Wezyr skończył mówić odezwała się płynnym, żądnym konkretów głosem.

-O jakich dokładnie “siłach ciemności” mówimy i czym jest Serce Niebios? - kapłanka splotła dłonie na kolanie, wpatrzona bardzo uważnie w Wezyra. Jeśli oczekiwał od nich że znajdą coś, nie wiedząc nawet jak to coś wygląda.. to równie dobrze już mogli zlać tą wyprawę i iść pić w tawernie. Wypadałoby też poinformować ich z jakimi istotami będą musieli się mierzyć. Kapłanka wiedziała o paru detalach których jakoś ich gospodarz nie przedstawił.

Wezyr skierował swe świetliste spojrzenie wprost na tabaxi. Dziewczyna z pewnym dyskomfortem poczuła, jakby zaglądał wprost w jej duszę.

- Szanowna kapłanko, pozwól że wpierw wyrażę jak rad jestem, że chcesz użyczyć łaski swej bogini w tak szczytnym celu. Siły ciemności o których tu mowa, to zastępy piekieł. Cały zaś podstęp, który zamglił serce naszego Wspaniałego Byłego Sułtana, prawdopodobnie uknuty został przez jednego z ich mrocznych książąt. Jeśli chodzi o Serce Niebios, to za wiele nie jestem w stanie powiedzieć. Według legend jest to artefakt o wielkiej, świętej mocy, który może uleczyć każdą chorobę i znieść każdą klątwę.

Tabaxi zwęziła oczy. Mieli wyruszyć na śmiertelnie niebezpieczną misję, walcząc z istotami z innego wymiaru, tymczasem Wezyr skąpił detali które mogłyby ocalić im skórę. Istoty z piekieł to może być wszystko, od drobnych szkarad, po piekielnych lordów. Nie powiedział też czy wyruszą tam sami, ale podkreślał wyjątkowo często niewinność biednego głupiego Sułtana który niczym wiejski chłop dał się podejść siłom ciemności. Tak przynajmniej rozumiała to kocia kapłanka.

Andraste słuchając odpowiedzi jaką Wezyr udzielił tabaxi, wzięła łyk figowego wina, po czym wycierając swe usta chusteczką wstała.

- Ja również mam pytanie do twej szanownej osoby, o wielki Wezyrze, jednak najpierw chciałam podziękować w imieniu moim i wszystkich tu zgromadzonych za tak godne ugoszczenie nas. - to mówiąc dygnęła z gracją i kątem oka posłała wymowne spojrzenie w stronę swojej przyjaciółki, jakby chcąc skarcić ją za zbyt dużą bezpośredniość wobec osoby wyżej postawionej od niej.
Złote oczy przeniosły się na Eladrinkę.

- Twe miłe słowa są miodem dla serca każdego gospodarza. Pytaj śmiało.

- Me pytanie dotyczy czasu naszej wyprawy, kiedy mamy wyruszać? - spytała siadając z powrotem na poduszce.

- Na to odpowiem, gdy wyczerpie się źródło waszych pozostałych pytań.

- Jeśli szanowny Wezyr pozwoli to mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie znalazłabym ludzi, których dodatkowo mogłabym zatrudnić do naszej wyprawy? - spytała nakładając sobie jedzenie na talerz.

- Pałac zapewni wszelką pomoc, jaka będzie niezbędna. O jakich konkretnie ludziach myślisz?

- Myślałam o kimś zbrojnym, ja sama bardziej zajmuję się wsparciem, dlatego chciałbym kogoś kto pomógłby pozostałym w zwarciu. - odpowiedziała.

Wezyr chwilowo odwrócił głowę w stronę drugiego mężczyzny, po czym ponownie odezwał się do bardki.

- Pragnąłbym sprowadzić liczbę zbrojnych uczestników wyprawy do minimum, by zapewnić jej większą mobilność i mniejsze zapotrzebowanie na zapasy, o które czasem ciężko jest na pustkowiach. Nie martw się jednak, otrzymacie wsparcie jednych z najlepszych śmiałków, na których pałac jest w stanie sobie pozwolić.


Rashad, który od spotkanie z Andraste i Orrynem wydawał się być mocno zamyślony, skończył powolne przeżuwanie daktyla, po czym wstał i skłonił się Wezyrowi.

- Słusznie mówisz, czcigodny, prawdą jest, że mniejsza lecz doborowa grupa może często zdziałać więcej niż armia… słyszałem natomiast, że kilka grup było już wysyłanych z podobnymi misjami co nasze, i jeno nieliczni wrócili. Może moglibyśmy uzyskać informacje z raportów od tych, którym się nie powiodło?

- Zaiste doniesienia co do twej roztropności są prawdziwe, synu Al-Maalthir. Mądrze postępuje młodzieniec, pytający kalekiego starca o niebezpieczeństwa, które czyhają na drodze, by nie popełnić tych samych błędów. Dopilnuję by dostarczono ci sprawozdania z wcześniejszych wypraw.

W oczach tabaxi słowa Rashada miały sens, ale kluczowe było tu to, że to nie Wezyr poinformował ich o poprzednich misjach, nieudanych i rozbitych, zdziesiątkowanych. Yasumrae słyszała potworne opowieści o tym co spotkało licznie wysłane wcześniej grupy. Słyszała też, że żołnierze nie chcą już tam wyruszać. Ich gospodarz nie kwapił się poinformować o takim detalu jakby nie obchodził go ich los.

Wyłapała też spojrzenie bardki, ale zupełnie nim nie tknięta odwdzięczyła się tym samym, za jej brak taktu i przerwanie jej rozmowy z Wielkim Wezyrem. Teraz “dobrze wychowana” kotka musiała czekać, a gdy w końcu chwila ciszy przeciągnęła się dość - ona wróciła na scenę. Uniosła się i stanęła na swoich długich, kocich łapkach, wywijając w głębokim zamyśleniu ogonem i spacerując tajemniczo.

- Z całym szacunkiem Wielki Wezyrze.. ostatnie dwa lata służyłam jako oficer na pokładzie galery “Saadia” i przez czas mojej służby dla sułtana usłyszałam wiele rzeczy. W tym także całą historię którą nam przedstawiłeś, ale nie tylko… - Tabaxi przeciągnęła dłonią przez swój ogon, jakby chciała uspokoić jego wężowe ruchy i pozwoliła mu wyślizgnąć się z ręki i zawinąć na podłodze. - Mówi się.. że świętej pamięci, Najwspanialszy Sułtan Murafata I nie został oszukany, jako że oczywistym jest że każdy układ z siłami mroku, których plugawa esencja jest wyczuwalna przez osoby światłe, musi prowadzić do zguby. Wiele osób twierdzi że poświęcił on świadomie mieszkańców Morroc...

Melodia harfy ucichła niczym przecięta ostrzem.

Kapłanka łypnęła badawczo okiem na dostojnika, wypowiadając się jednak bardzo spokojnym głosem. Nim Wezyr doszedł do głosu chciała kontynuować, by wszystkie słowa padły, nim ktoś stwierdzi że kolejne paść nie powinny. Nim jednak zdążyła otworzyć usta, młodszy z mężczyzn zerwał się na nogi i błyskawicznie niczym pustynna żmija dobiegł do niej, trzymając dłoń na sejmitarze. Kapłanka zaś uniosła dłonie do piersi w geście poddania.

- Zamilcz! Nie ważne kim jesteś, mówienie w ten sposób o naszym poprzednim władcy w jego własnym domu woła o pomstę do niebios. Powinienem cię już tu na miejscu stracić za te paskudne słowa. Straże! Zabrać ją stąd!

Wezyr przymknął oczy i cicho westchnął. Następnie odrzekł.

- Przykro nam zacna kapłanko, ale rzeczywiście twe słowa nie mogą pozostać zignorowane. Najbliższą noc będziesz musiała spędzić w lochu. Może wyprawa na którą się piszesz, o ile dalej taka jest twa wola, zmyje z ciebie tą winę. Mogę jednak jedną rzecz jeszcze dla ciebie uczynić, a mianowicie częściowo odpowiedzieć na twe wątpliwości. Sam służyłem przy boku naszego zmarłego Sułtana, gdy ta potworność miała miejsce. Przerażenie, które pojawiło się tego dnia na jego twarzy było szczere. Wątpię by to co zostało wtedy uczynione, dokonane zostało z premedytacją. Nie nam to jednak oceniać, lecz niebiosom.

Yasumrae nie mogła uwierzyć własnym uszom. Wiedziała że słowa które powie będą kłopotliwe, jednak celowo przyszła tu gdzieś w duszy licząc że mądrość Wezyra wyprowadzi ją z błędu. Że jej wątpliwości zostaną rozwiane, a problem złych plotek które wędrują przez sułtanat dostrzeżony. Krew uderzyła jej do głowy, a oddech stał się płytki. Ją, kapłankę, która nigdy wcześniej nie zawiniła i nie była uwikłana w żadne polityczne frakcje chcieli z miejsca uciszyć, tylko dlatego że odsłoniła drugą, cienistą stronę Makarydii. Jej głos wyrwał się szybko, nieco wystraszony bo przecież nie takiego obrotu spraw się spodziewała.

- Nie przyszłam by walczyć, lecz by rozwiać wątpliwości i poznać prawdę u źródła. Uciszając mnie tylko potwierdzicie te słowa które już wędrują przez państwo! Chowając głowę w piasek nie sprawia się że problem znika. Służyłam wiernie, walcząc z piratami łupiącymi wasze statki handlowe, lecząc marynarzy i oficerów, do czasu, gdy podszepty waszego własnego ludu zachwiały moją pewnością siebie w to komu służę. Teraz zamierzacie zamknąć mnie w lochu?!

Andraste przygryzła wargę słysząc słowa przyjaciółki. W pewnym momencie nie wytrzymała i podniosła się z ziemi.
- Dość Yasu… przestań pogarszać swoją sytuację, proszę cię. - zwróciła się do tabaxi, by następnie skierować swe słowa do Wezyra.

- Proszę łaskawy panie wybacz ten nietakt i bluźnierstwa mojej towarzyszki, jestem pewna, że nie miała zamiaru urazić majestatu świętej pamięci Sułtana. - przeprosiła w imieniu przyjaciółki. - Czy jest coś o wspaniałomyślny, co mogłoby skłonić twą osobę do odwołania rozkazu wysłania Yasu do lochów?

-Jedna noc w lochu nic jej nie zrobi, a może nauczy rozwagi - skomentował szyderczo Rashad - koty bywają zabawne ale bezczelności tez im nie brakuje.

Bardka nie odezwała się czekając na reakcję Wezyra, jednak posłała w kierunku wojownika spojrzenie w którym można było wyczytać “co ty robisz?”.

-Nie pomożesz jej, wprost sprzeciwiając się woli Wezyra -Rashad wyszeptał elfce do ucha.

-Nie sprzeciwiam się, próbuję delikatnie wpłynąć na jego decyzję- odszepnęła.

- Gdyby o ciebie chodziło, też próbowałabym ci pomóc… - dodała.

Do pokoju wbiegło czterech rosłych, uzbrojonych mężczyzn otaczając tabaxi, która syknęła na nich groźnie. Khusebek podniósł się z klęczek i raz jeszcze otaksował Yasumrae wzrokiem.

- Jak już mówiłem muszę wyciągnąć konsekwencje z tego zachowania. Nasz świętej pamięci władca dbał o swych poddanych i sprawował swe rządy sprawiedliwie. Kapłanko, zostajesz skazana na areszt za zniesławienie pamięci świętej pamięci Sułtana Murafaty I w jego własnym domu. Twój święty symbol pozostanie pod opieką kapłanek Bastet, które zostaną poinformowane o tym incydencie. Twój tytuł oficerski zostaje ci z tą chwilą odebrany.
Wraz z wypowiadanymi przez Wezyra słowami, Yasumrae zaczęła czuć przytłaczającą apatię. Przez chwilę próbowała jeszcze bronić swojego świętego symbolu, zrzucając zbliżające się męskie dłonie, aż w końcu jej ruchy stały się powolne, a pyszczek przechylił ukośnie narkotycznym wzrokiem patrząc przed siebie. Wroga obecność strażników i surowy wyrok przestały ją obchodzić. Jej ciało nie reagowało, gdy ostrożnie i z czcią zdjęto i odłożono święty symbol jej bogini na wysoki stół. Następnie zbrojna eskorta, nie stosując przemocy, skierowała ją w stronę wyjścia.

- Nie zapomnijcie, że jest kapłanką - przekazał żołnierzom towarzysz Wezyra, surowym lecz pozbawionym złośliwości głosem.

Słowa te odbijały się echem w jej głowie, na co tylko jej kocie wąsy uniosły się lekko z jednej strony. Głos mężczyzny wtórował zdeformowany jak we śnie, a kocica pogrążona w swoim małym koszmarze pomyślała kpiąco “Teraz chcecie dbać o moją godność? Godność kapłanki? Teraz..?”.

- upewnijcie się, by nie była w stanie rzucić żadnego zaklęcia. - dokończył wypowiedź głos “w jej snach”.

“Ty draniu… “ - Skomentowała w myślach tabaxi, gdy towarzysz Wezyra potraktował ją jak zwykłą kryminalistkę, dziką wiedźmę która mogła przekląć jego ród na wieki...


Gdy tylko tabaxi została wyprowadzona, krzywo stawiając łapki jakby była pijana, Wezyr ponownie przysiadł i zwrócił się do pozostałych tym samym spokojnym, głębokim głosem.

- Niezmiernie przepraszam za scenę, która rozegrała się na waszych oczach. Serce me zalewa smutek, po tym co zostało tu powiedziane i co musiałem uczynić.

Eladrinka skłoniła pokornie głowę.

- Rozumiem szanowny Wezyrze i pomimo, że ukaranie mej przyjaciółki kole mnie w serce, dziękuję, że kara ta jest mimo wszystko łagodna. - po tych słowach odwróciła głowę w stronę w którą odprowadzono tabaxi.
"Ten twój niewyparzony język kiedyś cię zgubi, Yasu…" pomyślała.


Drzwi za kocicą zamknęły się, a palce dłoni lekko naprężyły mimo otumanienia zaklęciem. Jakiś sznur wpierw niczym wąż przeplótł się przez nadgarstki by zaraz zacisnąć mocno. Lekki ból przeszył ją aż ukazała swój kieł, bo strażnik się z nią nie cackał. Ten grymas na jej twarzy trwał tylko na moment nim któryś ze strażników złapał ją za buzię i wcisnął między zęby jakiś materiał, kneblując kapłankę. Czar który jeszcze przed chwilą ją ubezwłasnowolnił, teraz uleciał, a w pełni świadoma tabaxi już nie była taka grzeczna. Zaczęła się szarpać, mimo że była skrępowana. W jakimś pierwotnym, dzikim instynkcie beznadziejnie walcząc o wolność. Zebrana za zamkniętymi drzwiami grupa usłyszała jeszcze odgłos który przypominał tłuczącą się wazę, zirytowany, niezrozumiały głos strażnika i oddalające się, groźne, kocie warczenie...

 
__________________
In the misty morning, on the edge of time
We've lost the rising sun

Ostatnio edytowane przez Kata : 06-07-2019 o 12:54.
Kata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-07-2019, 00:06   #5
 
Marduc's Avatar
 
Reputacja: 0 Marduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputacjęMarduc ma wspaniałą reputację


Spotkanie w Pałacu vol. 2

Na dźwięk tłuczonej porcelany bardka gwałtownie obróciła głowę w stronę drzwi.
"Dziewczyno co ty robisz?" skomentowała w myślach zamieszanie, które odprowadzana tabaxi wywołała za ścianami pokoju. Eladrinka westchnęła ciężko, zamykając oczy i rozmasowując skronia, jakby cała ta przykra i żenująca sytuacja wywołała u niej ból głowy.
Postanowiła, że po zakończeniu rozmowy poprosi Wezyra o możliwość widzenia z przyjaciółką i spróbuję przetłumaczyć jej, że przy osobach dużo wyżej postawionych, dla własnego dobra powinna ugryźć się w swój szorstki koci język i okazać trochę pokory. Nawet kiedy jej zdanie jest inne.

- Hmm….porażający pokaz bezczelności - Orryn zasmucony patrzył na wyprowadzaną z komnaty tabaxi po czym uśmiechnął się zagadkowo.
- Ale te Serce Niebios nie jest mi całkiem nieznane. Rzekomo był to artefakt o potężnej, niebiańskiej wręcz mocy, mogącej uzdrowić i przełamać każdą klątwę, co już wiecie. Niektóre legendy są jednak nieco bardziej precyzyjne. Pisze się o leczeniu, bardzo szybkim, w obecności artefaktu. Sam artefakt jest kamieniem szlachetnym wielkości pięści, więc ciężko będzie go przegapić. Szczególnie, że to szafir, więc doskonale odróżnia się spośród innych. Problem z tym artefaktem jest jednak innej natury. Bogowie, lub może inni twórcy tego potężnego przedmiotu skonstruowali w nim pewne zabezpieczenie, aby śmiertelników nie deprawować jego mocą, lub aby nie używać go zbyt często w niecnych celach. Artefakt znika, i przenosi się w jakieś nieznane miejsce, po każdym użyciu jego mocy, co czyni jego poszukiwania nieco trudniejszym, niż się początkowo wydaje

Gnom poprawił okulary na swoim nosie kończąc chwilowo referowanie wezyrowi swoich spostrzeżeń.

- Jest pewien sposób. Choć przyznam się, że musiałbym być na miejscu ostatniego jego użycia. Zawsze zostaje eksploracja Morroc. - Wzruszył ramionami.

- Twoja wiedza na ten temat jest wręcz zadziwiająca, Panie Orrynie. Skąd tyle wiesz o tym artefakcie? - Powiedziała z uznaniem bardka.

- Uczeni spisują wyniki badań, aby takie tragedie jaka przydarzyła się potomkom sułtana nie powtórzyła się nikomu innemu. Oczywiście, o ile ktoś zada sobie nieco trudu aby poczytać co nieco w bibliotece - Odparł dumnie Orryn
- Mam pewien plan, ale będę potrzebować naszej krnąbrnej towarzyszki również, choć martwi mnie jej zdanie na temat klątwy, jednak nie da się ukryć, że w sprawach religijnych może być mi pomocna. Ufam, panie, że kara nie będzie zbyt dotkliwa? - Orryn zapytał grzecznie wezyra.

- Me troski zaczynają zanikać, wiedząc że wesprzesz tę wyprawę swą mądrością Mistrzu Hemanostramusie. Jeśli chodzi o pannę Yasumrae, to musimy rozpatrzyć kilka kwestii takich jak jej dotychczasowa służba, opinia kościoła Bastet oraz jej udział w tej wyprawie. Nie ukrywam, że magia kapłańska może się okazać niezbędna w powodzeniu tej misji. Co do twoich propozycji, to chętnie wysłucham ich szczegółów, lecz wiedz, że mamy już pewien plan, w jaki sposób poznać lokalizację Serca Niebios.

-Będę wdzięczny, jeśli poznam również wasz pomysł w tej kwestii. Im szybciej zaczniemy badania i poszukiwania, tym lepiej. Gnomy są istotami długowiecznymi i mamy czas, ale ludzie….cóż - Orryn zakończył temat wskazując na pośpiech.

- Słusznie prawisz Mistrzu gnomie. Czas nagli. - powiedział tajemniczy mężczyzna, po czym umilkł, uciszony gestem dłoni Wezyra.
- Fortuna wydaje się łaskawym okiem spoglądać na tę misję - rzekł Khusebek - Raz na dwadzieścia lat, w miasteczku Dumatat siedem dni drogi na południe od stolicy, pojawia się jedna z klanu wielkich wieszczek. Pomaga ona znaleźć odpowiedź na jedno zadane pytanie. Tak się składa, że owa data wypada za dwanaście dni.

- Sprawa wydaje się więc prosta i nie ma sensu jej komplikować - odrzekł Orryn - pozostaje znaleźć przewodnika do Dumatat i ufać, że dotrzemy tam akurat na czas, aby spotkać się z wieszczką.

- Miejmy nadzieję, że ta cała wieszczka będzie w stanie nam coś zaoferować ponad wiedzę która dysponuje mistrz Orryn albo ty czcigodny Wezyrze…najwyraźniej niedługo się przekonamy- Wtrącił sceptycznie Rashad, który nie był przekonany do tej historii o wieszczce, większe wrażenie robiła na nim wiedza Orryna.

Farshid siedział wygodnie na jednej z wielkich poduch tak gościnnie ułożonych dla odwiedzających Wezyra trzymając palce splecione w piramidkę. Był tu raz czy drugi z błahych powodów starając się wkraść w łaski koterii Wezyra ale pierwszy raz widział taki wystrój. Petentom zazwyczaj kazano stać. Milczał przez całe spotkanie obserwując uważnie niczym pustynny wąż z głębi swojej norki. Kapłanka zrobiła na nim wrażenie tylko nie potrafił jeszcze odgadnąć jakie. Niewielu miało tak światłe podejście by kwestionować posunięcia tyrana ale większość miała wystarczająco dużo rozumu by nie wygłaszać tych zahaczających o zdradę stanu rewelacji w towarzystwie samego Wezyra. Będzie musiał rozmówić się z kocicą w cztery oczy, mogłaby być cennym sojusznikiem, jeśli jej nie zetną.
Starał się nie wychylać kiedy gnom dawał swój wykład, przez ostatnie lata dość dobrze opanował sztukę udawania znawcy sztuk tajemnych ale mimo imponujących zdolności wiedział bardzo dobrze że nie idzie za nimi równie imponująca wiedza.
Khusebek zwrócił swe oblicze w stronę Farshida i zaczął go analizować tym niekomfortowym spojrzeniem. W pewnym momencie mężczyzna usłyszał w swej głowie napływ myśli dobiegający od Wezyra.

- ”Wiem kim jesteś i z czym jesteś związany. Przed tymi oczami nic się nie ukryje. Bądź jednak spokojny, gdyż nie zdradzę twych tajemnic. Moc którą posiadasz z pewnością będzie dla nas przydatna. O ile oczywiście zechcesz… przepraszam... zechcecie współpracować.”

Mężczyźnie drgnął kącik ust kiedy usłyszał głos w swojej głowie. Zaraz odzyskał opanowanie ale pierwsze wrażenie było więcej niż niepokojące. Wysłuchał co też szara eminencja ma do powiedzenia i skinął nieznacznie głową na znak zgody. Za gestem tym kryło się wiele znaczeń. Tak rozumiem że masz mnie na widelcu. Jak i rozumiem że możemy sobie wzajemnie pomóc.
Cała "konwersacja" przeszła bez echa dla reszty gości pozostając jedynie budującą napięcie pauzą. Pierwsza ciszy nie wytrzymała gadatliwa elfka z dalekich krain.

- Chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię, szanowny Panie. - Eladrinka zwróciła się w stronę Wezyra.
- Domyślam się, że nasza wyprawa będzie długa. Czy znasz może miejsce w którym moglibyśmy zaopatrzyć się w wierzchowce i przykładowo wóz, abyśmy nie musieli przebywać całej drogi o własnych nogach z zaopatrzeniem na plecach? - Spytała grzecznym tonem.

- O to nie musicie się martwić. Pałac przygotuje odpowiednie zaopatrzenie oraz zwierzęta, niezbędne w podróży przez nasze ziemie. Jeśli jednak potrzebujesz coś konkretnego, to przydzielę ci jednego ze sług pałacowych, aby służył ci radą i swoją wiedzą.

- Dziękuję ci wielce, Panie. Jak zapewne doskonale po mnie widać, nie jestem z tych stron i będę rada móc skorzystać z pomocy jednego z waszych sług. To wszystko co chciałam wiedzieć. Bardka podziękowała skinając z szacunkiem głową.
 

Ostatnio edytowane przez Marduc : 07-07-2019 o 00:39.
Marduc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-07-2019, 07:42   #6
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 5427 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Wieczór był przyjemny. Słońce, które wyciskało z ludzi i nieludzi siódme poty za dnia, teraz wędrowało gdzieś poza horyzontem, ustępując miejsca księżycowi i przyjemnemu chłodowi nocy. Port ucichł parę godzin wcześniej, gdy dokerzy i kupcy zaczęli zbierać swój dobytek przy zachodzie słońca i teraz ciszę mąciły jedynie poskrzypiwania masztów. Było miło i przyjemnie, a lekka bryza znad morza jeszcze bardziej umilała wieczorne spacery. Jahan al-Samir, kupiec Błękitnego Konsorcjum, aż pogwizdywał radośnie, tak mu było przyjemnie. A miało być jeszcze przyjemniej.

“Syreni Śpiew” nie był najlepszym zamtuzem w mieście, ale spełniał wszelkie wymagania swych patronów. Kamieniczka, w której się mieścił, miała swoje najlepsze czasy dawno za sobą, ale czy ktoś się tym przejmował? Liczyło się w końcu wnętrze, a nie wygląd. Właściciel “Śpiewu” doskonale zdawał sobie z tego sprawę, inkasowane złoto woląc przeznaczyć na nowe niewolnice, zamiast na remonty. Zwłaszcza że klientela zdarzała się różna i bywało tak, że posuwała się o krok za daleko w rozrywkach.

Jahan był stałym klientem. Stałym i wiernym. “Śpiew” równie dobrze mógł być jego drugim domem, ale był tam mile widziany tylko i wyłącznie przez właściciela. Al-Samir nie był człowiekiem delikatnym i wymagał o wiele więcej, to i wdał się w łaski sypanym złotem. Siedział teraz w prywatnym pokoju, rozwalony na poduchach i z dzbanem wina w ręku, czekając na swoją ulubienicę.

- No chodź tu, gołąbeczku - Jahan zagaił przyjaźnie, gdy dziewczę pokazało się w progu. - Toż to nie pierwszy raz, nie ma się czego wstydzić.

Elfia niewolnica, odziana jedynie w zwiewny materiał, postąpiła nieśmiało naprzód i zamknęła za sobą drzwi. Jahan aż stęknął, wpatrując się w czerwone ślady na smukłej szyi i nadgarstkach; ślady, które sam tam zostawił zaledwie dzień temu. Język sam odnalazł wargi, a dzban wina odszedł w zapomnienie gdy kupiec podniósł tłusty tyłek do góry. Taka drobna, filigranowa piękność, tylko i wyłącznie jego na całą noc. Krew buzowała, a ręce świerzbiły. Elfka trwała jedynie w miejscu, ale Jahan zaraz tam był, wyciągając dłonie.

Skóra. Nie, nie ta alabastrowa i gładka którą widział. Jahanowe palce czuły skórę zupełnie inną, wyprawioną przez rzemieślników i zszytą w skórzaną kurtę. Umysł zamroczony alkoholem próbował jakoś nadać temu sens, ale nie podołał. Jahan powiódł jedynie wzrokiem po elfiej buzi, skonfundowany jak nigdy. Już, już otwierał usta by coś powiedzieć, ale kobieca dłoń wyrwała do przodu. Ukąszenie, którego pozazdrościłaby niejedna żmija.

- Jedna Krew przesyła pozdrowienia.

Głos nie był ani elfi, ani kobiecy. Iluzja rozwiała się przed oczami Jahana. Zniknęła elfka, pojawił się upiór. Alshabah. Mężczyzna wbijał ciemne spojrzenie w kupca, beznamiętnie wykręcając mizerykordię wbitą w krtań. Al-Samir chciał krzyknąć, zawołać o pomoc, ale krew zalała struny głosowe i mógł jedynie bulgotać. Białowłosy wyszarpnął ostrze i pchnął po raz drugi, tym razem pod żebra. I po raz trzeci, i czwarty, i piąty.

Kupiec runął do tyłu, barwiąc dywan na czerwono.


***


Roshan po raz kolejny już przespacerował wzdłuż komnaty. Pomieszczenie różniło się od innych części sułtańskiego pałacu, które ociekały przepychem i miały na celu imponować gościom, petentom i dworzanom. Tutaj były jedynie puste ściany, prosty stół i krzesła. Pomieszczenie robocze, chciałoby się rzec. Shahib obrócił się na pięcie i ponownie ruszył wydeptaną już parę razy ścieżką.

Czekając na rozpoczęcie audiencji, ponownie przejrzał przyniesione ze sobą dokumenty. Misja, którą Wezyr planował powierzyć grupie, była rangi państwowej. Roshan przez lata służby na sułtańskim dworze nasłuchał się wiele o klątwie ciążącej na Murafacie III, diabelskim pakcie, siłach ciemności. Ile było w tym prawdy, nikt tak naprawdę nie wiedział. Pół-elf służył państwu, mity i legendy mało go obchodziły, ale Wezyr wepchnął go teraz w sam środek całego przedsięwzięcia.

Farshid Aka Manah, człowiek enigma. Yasumrae, kapłanka Bastet która służyła w sułtańskiej marynarce wojennej. Orryn "Corrundus" Hemanostramus, gnom-wynalazca z miasta w chmurach. Andraste Ravalar, skrzypaczka-najemniczka z innego świata. Rashad Al Maalthir, szlachcic z Varudżystanu. Grupa, która miała stanowić rozwiązanie problemu Sułtana i ciążącej nań klątwy. I Roshan. Tak, pół-elf zdecydowanie był ciekawy, jak będzie przebiegać ich współpraca.

Kroki w pokoju obok i odgłos wymienianych uprzejmości wyrwały Shahiba z zamyślenia. Chłopak podszedł do ściany przylegającej do komnaty, w której miejsce miała audiencja i przeciągnął drewniany panel. Spoglądając na grupę oczami olejnego magnata, przysłuchiwał się uważnie wymianie zdań i uważnie analizował swoich przyszłych współpracowników.

Wezyr liczył na jego szczerą opinię.


 
Aro jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-07-2019, 12:12   #7
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 25623 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację
Gdy nastała niezręczna cisza przerywana jedynie melodią wygrywaną przez harfiarkę, a kolejne pytania nie zapadały, Wezyr wstał zwracając się do zgromadzonych.
- Postanowione więc. W takim razie z pewnym opóźnieniem chciałbym przedstawić wam kapitana Sułtańskień Gwardii, Nadala El-Madani. Zapewniam was, że mimo młodego wieku jest on jednym z najlepszych wojowników, jakiego kiedykolwiek zrodziła ta ziemia. Będzie on przewodził tej wyprawie i odpowiadać będzie za wasze bezpieczeństwo. Liczę na to, że dobrze będzie wam się wzajemnie współpracowało.

Na te słowa drugi z mężczyzn wstał, spuścił wzrok i ukłonił się nisko.
- Wyruszycie za dwa dni o świcie sprzed Bramy Niebios – kontynuował Khusebek – Wszelkie zapasy, zwierzęta oraz reszta waszego wsparcia będą już tam na was czekały.
- Za dwa dni Panie? – zdziwił się Nadal – Po cóż tyle zwlekać? Przecież każda chwila jest teraz na wagę złota.
- Nasi dzielni przyjaciele z pewnością będą potrzebować czasu by wchłonąć dzisiejsze informacje, załatwić niedokończone sprawy i odpowiednio się przygotować. Musisz okazać cierpliwość.

El-Madani już miał odpowiedzieć, lecz ścisnął zęby, ukłonił się i szybkim krokiem wyszedł z komnaty. Wezyr zwrócił się ponownie do zgromadzonych.
- Do momentu wyprawy, pałac będzie gotowy udzielić wam wszelkiej możliwej pomocy. Strażnicy przy bramie będą znać wasze imiona i skierują was do odpowiednich osób. Zacna elfko, zechciej poczekać na korytarzu na jednego z moich zaufanych ludzi. On pomoże ci zdobyć wszystko, czego ci będzie potrzeba. Szanowny synu Al-Maalthir, jak tylko uda nam się zebrać wszelkie potrzebne dokumenty, zostaną one dostarczone do twego domostwa. Raz jeszcze chcę wam podziękować, za ryzyko, jakiego skłonni jesteście się podjąć dla dobra tego kraju. Zechciejcie mi proszę teraz wybaczyć, ale pozostało mi jeszcze wiele spraw dzisiaj do załatwienia. Niechaj fortuna wam sprzyja.

Po tych słowach wstał i ukłonił się nisko.


Chwilę po tym gdy przybyli wyszli z sali, Wezyr niespiesznie udał się w stronę wysokiego stołu, ponownie spoglądając na sterty dokumentów.
-Mam nadzieję, że słyszałeś każde słowo. Co o nich sądzisz?

Odpowiedział mu dźwięk przesuwanych sekretnych drzwi.

Harfiarka nie przestawała grać.


Związana i zakneblowana Yasumrae eskortowana była przez czterech pałacowych strażników, trzymających się na tyle blisko niej, by uniemożliwić jakąkolwiek próbę ucieczki. Jeden z żołdaków trzymał długi rzemień, przywiązany do skórzanej opaski, ciasno opinającej jej szyję. Przedmiot wciąż tworzył w jej umyśle wrażenie nieznośnego buczenia, co uniemożliwiało jej zebranie myśli, Miało to pewnie za zadanie utrudnić jej próbę rzucenia zaklęć. Narzucono na nią płaszcz z kapturem, który zasłaniał całą jej twarz. Nikt nie pragnął, by w więźniu ktokolwiek rozpoznał kapłankę. Tabaxi prowadzona była w miarę pustymi ulicami w stronę północnej części miasta, do Dzielnicy Spokoju, gdzie, jak się spodziewała, odstawiona zostanie do głównego garnizonu Nul Agbar. Słońce przygrzewało nieznośnie, a droga ciągnęła się w nieskończoność. Niesłusznie skazana i upokorzona, mogła jedynie liczyć na to, że gniew jej bogini spadnie w końcu na wszystkich, którzy tak ją skrzywdzili.

 
Koime jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-07-2019, 08:12   #8
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 5427 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Roshan wyłonił się z ukrytego korytarza na wezyrowe wezwanie. Spokojnym krokiem przemierzył pomieszczenie, grającej harfiarki nie zaszczycając chociażby spojrzeniem. Płynął przed siebie niczym duch, a ciszę mąciły jedynie muskane zgrabnymi palcami struny instrumentu.

- Mój Panie - pół-elf skłonił się przed Wezyrem - twoje „oczy” z pewnością powiedziały ci o nich o wiele więcej, niż twój sługa mógłby wywnioskować z tak krótkiej rozmowy.

Khusebek spojrzał na mężczyznę lekko z uniesioną brwią. Bawiła go udawana skromność jego szpiega, wiedział bowiem, że mało co umyka uwadze pół-elfa, a jego umiejętności w poznawaniu ludzi po ich słowach i zachowaniach była jedną z najbardziej cenionych w nim zalet. Pozwolił jednak na tą farsę i sam kontynuował.


- Najbardziej niepokoi mnie elfka. Jej aura zdaje się być niezwykle... chaotyczna. Nie potrafiłem jej „odczytać”, bo zmieniała się praktycznie co chwilę. Pójdziesz do niej w charakterze jednego z moich urzędników, który ma pomóc jej w zorganizowaniu potrzebnych jej rzeczy. Twoje kontakty w mieście powinny sprawić, że nie będzie to dla ciebie żadna trudność. W tym charakterze dołączysz też do wyprawy. Liczę na to, że będziesz tam moimi oczami i uszami, Alshabah.
- Wedle waszego życzenia, o Czcigodny - Roshan skinął głową. - Rozumiem wasze obawy względem jej chaotyczności, lecz wydaje mi się najmniejszym zagrożeniem. Jest wszak najemniczką, doświadczoną i z głową na karku, sądząc po jej zachowaniu w trakcie audiencji. Jeśli wierzyć plotkom na temat jej pochodzenia... Nie ma tutaj żadnych powiązań, które mogłyby stanowić zagrożenie bądź spowodować konflikt interesów. Nie, nią należy się martwić. Bardziej martwi mnie Aka Manah.

- Aka Manaha masz zostawić na razie w spokoju - ton Wezyra był stanowczy. - Wierzę, że tak długo jak nasza współpraca będzie dla niego korzystna, nie będzie z nim żadnych problemów. Jeśli jednak potem zauważysz, że zechce nas zdradzić...
- Nie będzie miał ku temu okazji - zapewnił pół-elf.
Khusebek przytaknął, będąc wdzięcznym Roshanowi za zrozumienie.
- Jeśli chodzi o pozostałych to kwestię… “opieki” nad nimi pozostawiam już tobie.

- Rashad zawdzięcza sułtanatowi życie i wolność - Roshan kontynuował swoje wywody. - Służył w armii, jego siostra jest żoną jednego z dworzan. Nie, nie myślę by stanowił zagrożenie co do powodzenia misji. Ma za dużo do stracenia, Czcigodny. Powinien pozostać lojalnym wobec Jego Wspaniałości. Mistrz Hemanostramus zaś - na twarzy pół-elfa pojawiło się coś na kształt... rozbawienia? Kąciki jego ust drgnęły lekko. - Jego wiedza będzie dla nas niezwykle cenna. Zdolności magiczne i intelekt na pewno nie zaszkodzą. Wiedza. Wydaje mi się, że nader wszystko pragnie wiedzy i to jest bardzo szczytny cel życiowy. Prosty i osobisty, niewpływający na interesy państwa. To się ceni.

Wezyr - nie dając po sobie znać czy zgadza się z tą opinią - przeniósł temat na ostatnią członkinię wyprawy.
- Kapłanka pozostanie w areszcie dzisiejszej nocy. Jutro zostanie zwolniona. Wkrótce będę oczekiwał delegacji ze strony jej kościoła. Odpowiednie kroki zostały powzięte.
- Kapłanka - tutaj Roshan zaczął dobierać słowa nieco ostrożniej. - Magia kapłańska jest cenna, Czcigodny, a tabaxi powszechnie szanowane...
- Ale? - odezwał się Wezyr, gdy cisza zaczęła się przedłużać.

- Wiara, moralność, przekonania, sumienie - to nie są luksusy na które możemy sobie pozwolić i które idą zawsze w parze z racją stanu - Roshan zignorował grymas swojego patrona, uparcie patrząc się w świetliste spojrzenie. - Jej zachowanie na audiencji... Sama przyznała, że plotki o Morroc zachwiały jej lojalnością. Jeśli dojdzie do wyboru między jej przekonaniami i wiarą, a dobrem Makarydii - co wybierze? Czy poświęci własną prawość i uczciwość, o Czcigodny? Nie wiem. I ta niepewność mi się nie podoba.

- Czas pokaże. Teraz jednak musimy się skupić na bezpieczeństwu tej piątki. Nie wątpię, że za niedługo macki intryg tego miasta, zaczną sięgać w ich kierunku. W pewnym sensie mieliśmy szczęście, że panna Yasumrae zareagowała w ten sposób. Przynajmniej chwilowo będziemy mogli jej zapewnić ochronę. Pamiętaj, że wiele osób w Makarydii pragnęłoby, aby ta misja zakończyła się porażką. Pilnuj zatem swych pleców nie tylko w Nul Agbar.

Wezyr odwrócił się by spojrzeć w stronę Roshana, lecz po mężczyźnie nie było już śladu. Uśmiechnął się pod nosem chyba pierwszy raz tego dnia.


***


Pałacowe ogrody były przyjemnym miejscem. Zieleń przeplatana feerią przeróżnych barw mile zaspokajała estetyczne zachcianki dworzanów i dwórek, a ścieżki wijące się między roślinnością były ulubionym miejscem ich spacerów. Były też i ławeczki oferujące miejsce spoczynku, rozmieszczone w strategicznych odstępach i osłaniane przez liściaste baldachimy; były i rzeźby przeróżnej maści; była i wesoło pluskająca fontanna. Tak, ogrody były przemiłym miejscem.

Roshan lawirował między zielenią i spacerowiczami, nie zwracając za bardzo uwagi na otoczenie. Pałac nie robił już na nim takiego wrażenia jak kiedyś, lata przemykania korytarzami i alejkami robiły swoje - był znieczulony na to, co miało imponować gościom i paszom. Jego myśli pochłaniała teraz misja, słowa Wezyra, analiza przyszłych współpracowników. Intrygi były dla niego chlebem powszednim, lawirowanie labiryntem spisków i knowań nie nastręczało mu za wiele trudności, ale to... To było coś innego. Sprawa rangi państwowej, “być albo nie być” dla sułtańskiej linii krwii.

Pół-elf przekroczył pałacowe bramy i na chwilę wyrwał się z zamyśleń, spoglądając w dół wzgórza, a później dalej na południe. Błękitny Kieł wił się tuż za miejskimi murami, ginąc hen daleko za horyzontem między piaskami pustyni. Gdzieś tam było Serce Niebos, na wpół mityczny artefakt mający złamać klątwę ciążącą na Sułtanie. Roshanowe spojrzenie powoli przeszło z powrotem na labirynt uliczek, alejek i ślepych zaułków w dole. “Macki intryg tego miasta zaczną sięgać w ich kierunku,” odbiło się echem w jego głowie. Prędzej, niż później - to było pewne.

”Jak długo zanim pokażą się macki *tego* miejsca?”, przeszło pół-elfowi przez myśl, gdy patrzył na mury pałacu. Magnaci, szlachta, paszowie, wezyrowie i cała reszta mniejszych lub większych oportunistów, każdy jeden dokładający do uparcie tkanej sieci intryg. Ekspedycja po Serce nie uszła niczyjej uwadze, nie miała prawa. Armia szpiegów i informatorów była zbyt liczna i dobrze opłacana przez swych patronów, Roshan był pewien że już kiełkowało tam multum planów. Zawód Shahiba i wynikające zeń prace nigdy nie należały do bezpiecznych, ale teraz... Teraz wrodzona ostrożność miała wznieść się na nowe wyżyny.

Roshan potrząsnął głową, odpędzając natrętne myśli i ruszył ścieżką w dół, w stronę miasta. Nie było co zwlekać. Praca czekała.


 
Aro jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-07-2019, 23:19   #9
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 36761 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Po spotkaniu z Wezyrem, Rashad został zaprowadzony do biblioteki, gdzie musiał poczekać trochę na obiecane sprawozdania z poprzednich wypraw. Nie, żeby miał powody by szczególnie się skarżyć, dostał świeże daktyle i trochę wina, a przez okno miał widok na skąpany w popołudniowym słońcu ogród, nie mający sobie równych w tym mieście.

Szlachcic wygnaniec miał trochę czasu na przemyślenia. To, że bogowie sprowadzili znów na jego drogę Orryna i Andraste było miłą niespodzianką, wiedział co potrafił i jak przydatni mogli być podczas tak ważnej i niebezpiecznej wyprawy. Szczególnie cieszyła go obecność elfki i musiał przyznać, że było to z całkowicie egoistycznych, wręcz płytkich pobudek. Wyglądało na to, że Andraste całkiem miło go wspominała, wprawdzie nie sądził, by z powodu jej zmiennych jak pory roku nastrojów mogli stworzyć długotrwały związek, ale liczył na kilka przyjemnych nocy na pustyni...

Ale powinien skupić się na poważniejszych tematach. Co będzie jak obecny Sułtan Makarydii, który udzielił jemu i jego rodzinie schronienia, umrze? Nie było jasne, kto wtedy obejmie władzę, a jego siostra, która z racji ożenku z jednym z wezyrów dość dobrze orientowała się z dworskiej polityce, powiedziała mu, że jest dość silna frakcja która chciałaby ułożyć się trwale z Varudżystanem, co oznaczało by pewnie wydanie jego i jego rodziny temu psu Bashirowi (Rashad nie chciał nawet w myślach nazywać go sułtanem Varudżystanu), gdzie czekała na nich publiczna egzekucja... a pomyśleć, że wynik jednej bitwy byłby inny a to jego świętej pamięci wuj byłby teraz sułtanem Varudżystanu.

Niepokoiło go nieco, że nie znał wciąż tożsamości jednego z członków wyprawy, nie miał też pewności, jak będzie się układała współpraca z tym narwanym młokosem, kapitanem gwardii. No i była ta kapłanka Tabaxi, prawdziwa mistrzyni taktu i dyplomacji... w Makarydii wierzono wprawdzie, że obecność Tabaxi przenosi szczęście, ale czy ta konkretnie powinna im towarzyszyć?

W końcu przybycie sługi z dokumentami przerwało jego rozmyślania. Poświecił najbliższe kilka godzin na studiowaniu raportów, ale kiedy w końcu przy świetle świec oraz wpadającym przez okno księżycowym blasku wstał od stołu, musiał przyznać, że nie dowiedział się zbyt wiele. Podczas ostatnich 5 lat wysłano około 20 wypraw, co świadczyło o rosnącej desperacji władcy. Większość uczestników błądząc i wypytując o starożytne ruiny zginęło z powodu ataków bandytów, potworów lub nawet bardziej przyziemnych przyczyn.... miał nadzieję że im pójdzie lepiej, może zdziała coś magia wróżebna Orryna? Wzdychając z rozczarowania, ruszył by opuścić pałac, stwierdzając że odpocznie, a następnego dnia poszuka Andraste.
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 14-07-2019 o 23:23.
Lord Melkor jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-07-2019, 06:09   #10
 
BloodyMarry's Avatar
 
Reputacja: 16253 BloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputację
Po zakończeniu spotkania bardka czekała cierpliwie na człowieka, który miał pomóc jej w zdobyciu potrzebnych rzeczy, jednak po czasie przyszedł do niej jeden ze sług Wezyra powiadomić ją, że owy człowiek nie może w tej chwili się stawić i że proszą by Eladrinka jej wybrała dogodny czas i miejsce spotkania. Dziewczyna w duszy gotowała się że zmarnowano jej czas, jednak kulturalnie podziękowała za informację i podała nazwę tawerny w której miała dziś wieczorem występować i czas o którym będzie mogła się spotkać z przydzielonym jej pomocnikiem.


Po całym dniu wrażeń, począwszy od spotkania kilku jej już znanych i kilku nowych ciekawych twarzy pod bramami pałacu, po rozmowę z Wezyrem i aresztowaniu jej przyjaciółki, bardka udała się do swojego mieszkania wynajmowanego w Dzielnicy Przyjezdnych. Musiała się trochę odświeżyć i przebrać na występ. Chciała też przed wyjściem odpocząć chwilę po całym burzliwym dniu.
Niestety najwyraźniej nie miała mieć ku temu okazji, bowiem przed wejściem do mieszkania Andraste czekała już na nią jej obecna zabawka, porucznik Adin.
Wydawało się, że był w świetnym humorze. Dochodził od niego wyczuwalny zapach silnego, ale pewnie i taniego wina.



Ooo, wróciła moja Gwiazda Pustyni. Jak udała się wizyta u Wezyra? Wszyscy niecierpliwie czekają na informację o tym, jaki to lukratywny kontrakt udało ci się zabezpieczyć dla gildii.
Adin, co ty tu robisz? – spytała zdziwiona – Jesteś pijany… – dodała. Nie spodziewała się go tu dzisiaj, a już na pewno nie w takim stanie.
Miałem nadzieję na małe świętowanie, hehe… – wybełkotał zbliżając się do dziewczyny i prawie potykając o własne nogi – W końcu niecodziennie gildia ma szansę wkupić się w łaski samego sułtana. To jak? Ilu zatrudni? Pińdzisińciu? Sfu?
Eladrinka westchnęła.
Pięcioro, razem ze mną na spotkaniu było pięcioro. – odpowiedziała odsuwając się od mężczyzny i podchodząc do drzwi. – Muszę się przebrać, mam jeszcze tego wieczora występ w tawernie. – oznajmiła wyciągając klucz i otwierając nim wejście do mieszkania.
O całym spotkaniu mogę opowiedzieć ci rano… o ile przyjdziesz w bardziej odpowiednim stanie niż dzisiaj… – dodała wchodząc do mieszkania.
Najemnik patrzył na nią zdezorientowanym wzrokiem, po czym znowu zaczął zataczać się w jej kierunku. Uśmiech na jego twarzy dawno już zniknął.
Jak to razem z tobą? A co z gildią? Co z moim awansem? Przecież jak tylko mistrz się dowie, że nic nie ugrałaś, żywcem oberwie nas ze skóry!
Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków.
No jak to co z gildią… – starała się jak najlepiej dobierać słowa, tak by nie rozjuszyć pijanego mężczyzny. Cofnęła się jeszcze o kilka kroków opierając się plecami o stojący pod ścianą stolik. – Przecież ja poszłam tam reprezentować gildię i wszystkie nagrody za moje zasługi na tej misji zostaną przydzielone gildii, a ty jako osoba która mnie do tego wyznaczyła pewnie zostaniesz hojnie przez mistrza nagrodzony. – próbowała jakoś udobruchać Adina, jednocześnie dyskretnie sięgając za plecami ręką w kierunku stojącej na stoliku pustej butelki po winie.
Adin zamrugał kilka razy, starając się ułożyć sobie to wszystko w głowie. Zajęło mu to zaskakująco dużo czasu.
Tak… masz rację… Jak mogłem nawet przez chwilę w ciebie wątpić, Gwiazdko – odpowiedział ponownie odzyskując humor – Może skoro chcesz się przygotować do występu, tu pomogę ci się przebrać, hehe – zarechotał, wypuszczając z siebie kolejną falę cuchnącego tanim winem oddechu.
Dziewczyna odsunęła rękę od butelki widząc, że porucznik się uspokaja. Wiedziała, że w tym stanie mężczyzna nie odpuści, dlatego będzie musiała użyć podstępu, aby jakoś zręcznie się z tego wymigać.
No dobrze… w sumie możemy trochę się zabawić, ale nie za długo, nie mogę się spóźnić na mój występ. – powiedziała zalotnie i powoli ruszyła w jego stronę do niego z uśmiechem. Starała się przy tym nie okazywać mdłości jakie wywoływał u niej jego trącący alkoholem dech. Mimo tego iż w momencie kiedy Adin był trzeźwy potrafił być bardzo zdolnym kochankiem, w tej chwili dziewczyna miała nadzieję, że odurzony alkoholem zaśnie gdy tylko zetknie się z łóżkiem. A ona wiedziała, jak mu w tym pomóc.
Ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała. Miała wrażenie, że za chwilę zwymiotuje mu prosto do ust, jednak wytrwale trzymając go w uścisku prowadziła go w kierunku łóżka. Przewróciła się na nie razem z nim, po czym zaczęła mu szeptać do ucha.
Adinie, mój miły, jesteś bardzo zmęczony… powinieneś iść spać. – czułe słowa, które tak naprawdę były zaklęciem wdzierały się do umysłu mężczyzny.
W pierwszym momencie, rozochocony mężczyzna zaczął jedną ręką chaotycznie błądzić po talii i plecach eladrinki, szukając sposobu by dostać się do zapięć sukni, podczas gdy druga dłoń podwijała materiał ubrania w górę jej smukłych ud.
W następnej chwili jednak zamroczony alkoholem umysł Adina zaczął domagać się, by ten zamknął powieki i pozwolił sobie odpłynąć w słodkie objęcia snu. Znajdował się przecież w łóżku prawda?
Po paru sekundach, bardka znalazła się więc w sytuacji, w której leżała na chrapiącym głośno najemniku.
Dziewczyna podniosła się delikatnie, nie chcąc obudzić Adina. Musiała jak najszybciej się przebrać i ruszać na swój występ, jednak zanim się za to zabrała, postanowiła upozorować, że jednak coś się tu wydarzyło. Ostrożnie rozwiązała sznurki z jego koszuli i rozpięła mu spodnie. Po tym wzięła kawałek papieru, gęsie pióro i zapisała wiadomość dla Adina:
"Jestem w tawernie na występie, zobaczymy się rano.
PS. Byłeś niesamowity."

Karteczkę położyła na poduszce obok śpiącego najemnika i poszła szykować się do wyjścia.
Gdy tylko była gotowa, wyszła z mieszkania zamykając Adina w środku i ruszyła do tawerny.
Miała nadzieję, że porucznik gdy wytrzeźwieje będzie mniej natarczywy i w spokoju będzie mogła porozmawiać z nim o wizycie u Wezyra. Zastanawiała się także jak bezpiecznie go spławić. Swoje zadanie spełnił, pomagając jej dostać się na rozmowę do pałacu i nie był jej więcej potrzebny. Wiedziała jednak, że nie będzie to łatwe. Adin mógł pod wpływem impulsu być groźny, poza tym był wyżej postawiony w gildii od niej i mógł chcieć to wykorzystać chcąc się na niej odegrać.
 
BloodyMarry jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:23.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169