Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-07-2019, 14:42   #11
Dział DnD
 
shewa92's Avatar
 
Reputacja: 23610 shewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputację

Mikel, który już od dwóch dni nosił się z zamiarem rozmowy, zebrał się w końcu w sobie i zaczepił Vitalego po śniadaniu.
-Mógłbym z Tobą porozmawiać? - zapytał niepewnym, łamiącym się głosem.
- Oczywiście, coś cię trapi, amici?
-Właściwie to tak. - wojownik był lekko zaskoczony przyjaznym nastawieniem rozmówcy - Bardzo Cię przepraszam, za to co się wydarzyło w obozie… - spuścił głowę.
Vitale posmętniał momentalnie.
- Ach, o tym chcesz pomówić - mruknął, stając naprzeciw wojownika - Tam, skąd pochodzę, zaatakowanie w bitwie sojusznika uważane jest za zdradę, poważną zbrodnię. Ale pamiętam, jak podczas potyczki ze zwiadowcami hobgobliny walczyły ze sobą, czy to było coś podobnego? - zapytał z powagą.
- Tak… Poczułem… Nie wiem… coś obcego w głowie, a później nie byłem w stanie myśleć o niczym, tylko o tym, że… no wiesz… muszę cię… - przyznanie się do morderczych intencji nie mogło mu przejść przez gardło.
- Zabić? -
Mikel skinął głową w odpowiedzi.
-A teraz? Co z tymi myślami?
- Ja tak nie myślę, nigdy nie myślałem… Tamte myśli… one nie były moje… Nawet nie wiem, jak mam cię za to przeprosić. - spojrzał pytająco.
- Jeśli mówisz szczerze, to rozumiem, że zostałeś zmuszony, więc przeprosiny nie są potrzebne. Wystarczy zadośćuczynienie - stwierdził Vitale z lekkim uśmiechem.
Mikel wydawał się lekko zaskoczony, ale z drugiej strony cieszyło go, że jest coś, co mógłby zrobić.
-Jasne! Co mogę dla ciebie zrobić? - zapytał, nie brzmiąc już jak zbity pies.
Zamiast odpowiedzi, Mikel otrzymał potężny sierpowy w szczękę, który aż nim zakręcił - przeciętnego człowieka pewnie trzeba by bylo już zbierać z podłogi.
Wojownik potrzebował chwilę, żeby się pozbierać po takim uderzeniu. Splunął na ziemię krwią z rozciętej wargi i spojrzał na Vitalego.
- Cholera… Mogłeś uprzedzić…
- Ty mnie nie uprzedziłeś wtedy -
-Prawda… To co? Zgoda między nami? - dopytywał się.
- Zgoda - Vitale bez wahania wyciągnął dłoń - Ale uważaj, by to się nie powtórzyło. Ja przeżyłem - Mikel domyślał się, o co chodziło wojownikowi. Podał mu rękę i odnotował w pamięci ostatnie słowa. Tym bardziej musiał wymyślić coś, żeby osłonić się przed magią. Jak na złość handlarka z podroku nadal się nie pojawiała.


***

Tydzień minął dość spokojnie i bez większych sensacji. W sumie to zaszywał się w każdej wolnej chwili w warsztacie i pracował na zbroją. Jego pancerz w założeniu nigdy miał nie zostać tylko napierśnikiem, ale jakoś nigdy nie było ani czasu, ani pretekstu, żeby faktycznie się za to zabrać. Teraz powodów z dnia na dzień przybywało i chłopak wiedział, że nie może już tego odkładać. Pracował ciężko i wytrwale i w dniu powrotu Belerenów ze zwiadu, miał już wsyztsko gotowe. Potrzebował jeszcze tylko połączyć poszczególne elementy. Wolałby zrobić to na spokojnie i poświęcić na to resztę dnia, ale wiedział, że jak się spręży to uwinie się w mniej niż dwie godziny. Pozostały czas wykorzystał, żeby zajrzeć do Vane’a i wyprosić u niego kilka przydatnych eliksirów i napisał krótki liścik dla Klary i reszty rodzeństwa, zawierający zestaw ćwiczeń, które mogły pomóc im usprawnić celność. Liścik zostawił przymocowany do niedawno wykonanych tarcz strzelniczych, czekających jeszcze w warsztacie na to, żeby ktoś je zabrał i należycie wykorzystał. Po wszystkim udał się na miejsce zbiórki.

 

Ostatnio edytowane przez shewa92 : 17-07-2019 o 14:59.
shewa92 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-07-2019, 20:42   #12
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 37291 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Zbierał swoje manatki pakując od razu rzeczy na dalszą podróż. Jeśli się spieszą, to wypadało nie zatrzymywać się na dłużej w jaskiniach. Może i mieli teraz pójść tylko na krótki spacer, ale zawsze wolał mieć przy sobie wystarczająco dużo ekwipunku. Jeszcze raz spojrzał na miecz od Yastry, lub raczej to co z niego zostało.

Porvyn zaczepił Kharricka, podając mu niewielkie zawiniątko.
- To byyło dziwne, praacować nad tym. Miaałem wrażenie, jaakby oostrze samo się chciaało skrócić. - powiedział, odsłaniając swoje dzieło.
Czarne ostrze zostało skrócone o więcej niż połowę - miało teraz długość noża myśliwskiego. Było inaczej wyważone, przez co nie nadawało się do rzucania, ale w walce wręcz dalej powinno się świetnie sprawdzić. Zmniejszona rękojeść wciąż emanowała przyjemnym ciepłem.
- Zaachowałem resztę tej czaarnej stali, mooże się kiedyś przyyda. -
Kharrick patrzył przez moment na to czego dokonał gnom. Nie był pewien czy właściwie postąpił. Może jednak lepiej było oddać komuś to ostrze zanim je zmienił? Teraz już było za późno.
- Ddzięki. Może ktoś jeszcze z tego skorzysta… Niesamowite do czego doszedłeś Povrynie - złodziej podniósł spojrzenie. Lubił oglądać jak zachodzi zmiana w ludziach. Gnom nabrał pewności siebie, co dodatkowo cieszyło.
- Too nie było wcaale trudne - skróócić ostrze kaażdy głupi potrafi. Jaakbym miał ze sztyyletu bastarda zroobić, to by trudne było - zaśmiał się Porvyn, ale po chwili spoważniał - Czuułem się trochę, jaakby mi ktoś przez ramię zeerkał przy pracy. Myyślisz, że Yastra bęędzie mnie nawiedzać teraz, jaak jej miecz zepsułem? -
- Nie, nie będzie. Wydaje mi się, że to właśnie ona chciała abyś go dostosował. Chce aby był używany - złodziej pogładził ostrze. - Khm znaczy, tak mi się wydaje. Tak Rhyna mówiła.
- To mooże pilnowała, żebym to doobrze zrobił? - zastanowił się gnom - Luubiłem ją, choociaż zawsze zaamieszanie robiła -
Złodziej uśmiechnął się słabo.
- Na pewno czuwała. A propos zamieszania, na dole jest pokój. Chciałbym abyś coś dla mnie w nim zrobił… myślisz, że mógłbym na ciebie liczyć? - zagaił zmieniając ton na bardziej konspiracyjny.



Zamontował ostrze z powrotem na stelaż. Było to nieco trudniejsze, ale ostatecznie zadziałało. Już zamierzał obtroczyć się pozostałą bronią, ale coś go zatrzymało. Była to Rhyna. Unikali się przez ostatni tydzień i w końcu uznał, że najwyższa pora coś z tym zrobić. Zdarzało mu już tłumaczyć kiedyś kolegę. Teraz było podobnie, ale nie mógł wspomnieć o tym, że kolega w ogóle istnieje… Będzie musiał łyknąć niezręczność sytuacji i zagrać jak dobra szmaciana laleczka trzymana na sznurkach. Odnalazł akolitkę.
- Chciałbym z tobą porozmawiać… Znajdziesz chwilę dla zdziadziałego faceta?
- Nie udawaj staruszka - kapłanka uśmiechnęła się lekko - Oczywiście, że znajdę -
- Uch, huh, czekaj coś mi strzyknęło w kręgosłupie - Kharrick zwęszył okazję aby pociągnąć żart jeszcze trochę. Trzy kroki postąpił jakby faktycznie mu coś było tylko po to aby momentalnie się wyprostować. Rozbawienie jednak szybko minęło i spojrzał poważnie na akolitkę. W końcu przetarł twarz zbierając się w sobie.
- Słuchaj… w sprawie naszej ostatniej rozmowy… i w sumie tego co było wcześniej muszę ci coś powiedzieć. Nie bardzo wiedziałem jak to zrobić ale… nie bardzo mi się podoba unikanie się. - Nachylił się do niej aby wyszeptać jej do ucha. - W sumie to nie pamiętam za wiele z tamtej nocy.
Rhyna rozejrzała się szybko, czy nikt ich nie podsłuchuje, po czym uśmiechnęła szelmowsko.
- W takim razie twoja strata - po tych słowach spoważniała - I co zamierzasz z tym zrobić? -
- Tak zamierzasz sobie ze mną pogrywać? - zapytał nie do końca dowierzając reakcji akolitki. Uśmiechnął się bezczelnie opierając się nonszalancko o ścianę.
- Chyba nic. Nawet nie wiem, kto kogo zaciągnął. Dobrze jednak, że ci się podobało.
Kobieta posmutniała, chociaż próbowała to ukryć pod lekkim uśmiechem.
- Czyli byłam tylko krótką przygodą przed bitwą? -
- Moja droga, ostatnie co chciałem to sprowadzić cię do roli przygody. Widać jednak, że nie byłem do końca sobą tamtej nocy - skrzywił się.- Mimo to nie jestem też dobrym człowiekiem, więc lepiej będzie zostawić to gdzie jest nim się potoczy w gorszą stronę.
- Chyba tylko ty tak o sobie myślisz - stwierdziła ponuro Rhyna.
- Złociutka, to że jestem miły dla ciebie, nie znaczy że jestem miły dla całego świata - odparł twardo. - Ja lubię dużo pić. Jak następnym razem się spruje kto wie czy nie wyląduje z kimś innym na sienniku?
- Dzięki tobie i pozostałym my wszyscy żyjemy i mamy się dobrze. A zrobiłeś to, i robisz nadal, bez żadnego zysku dla siebie. Jeśli to nie jest dobro, to co nim jest? - kapłanka była wyraźnie mocno zraniona tymi słowami.
- Moim zyskiem, jest to że żyje - złodziej użył tej samej wymówki co przy rozmowie z Hannskjaldem. Tej samej, której sam używał przed sobą.
- Bez nas byłbyś już pewnie daleko stąd, bezpieczny. Słyszałam, jak potrafisz zmieniać wygląd, uciekłbyś bez problemu.-
Chciał zaprzeczyć, ale miała rację. Nie pomyślał nawet o tym aby czmychnąć stamtąd zostawiając wszystkich za sobą.
- Argh, słuchaj, po prostu… zostawmy to w spokoju - sapnął poirytowany odwracając spojrzenie. - Tak będzie lepiej.
Rhyna skrzyżowała ręce na piersi. Ciężko było stwierdzić, co czuje - złość, rozczarowanie, czy satysfakcję.
- Czemu tak bardzo nie chcesz tego przyznać? Czegoś się boisz?-
Poczuł jak coś mu się ściska w sercu. Czego się boi? Voxa, tego co może zrobić. Niekoniecznie jemu, ale innym dookoła. Że wykorzysta ją.
- Ja… - zaczął czując, że musi w końcu komuś powiedzieć. - nie zawsze wiem co robię. Nie kontroluję siebie. - po tych słowach Kharrick zakrztusił się.
~~Nie e e, tej tajemnicy nie wydajemy! Jeszcze mi się nie uśmiecha ujawnianie się~~ wewnątrzny głos wydawał się rozbawiony ~~Ale bez obaw, nie skrzywdzę niczego, czego sama byś nie chciała uszkodzić~~
- Sz-szczególnie jak dużo wypije - Kharrick odchrząknął czerwieniąc się jakby to było coś wstydliwego. Był jednak przerażony. Zagalopował się. Teraz musiał szybko nadrabiać aby nie wyszło nienaturalnie.
- Jak połowa facetów - prychnęła kapłanka.
- A ty jak rozumiem nie masz nic przeciwko temu?
- Umiem sobie poradzić. Uważasz się za złego człowieka, bo nie panujesz nad sobą pijany? - zapytała kpiąco.
- A ty jak rozumiem zamierzasz mi pomóc udowodnić, że się mylę? - odbił pytanie w podobnym tonie.
- To ty mi próbujesz udowodnić, że taki jesteś - ton sugerował, że bezskutecznie.
- Nic nie próbuje udowodnić. Nie znam ciebie, ani ty nie znasz mnie. Na Desnę, ja nawet nie znam siebie! - wyrzucił ręce w powietrze w złości.
- Nie słyszałam o wyznawcy Pieśni Sfer, który byłby nikczemnikiem - tym razem Rhyna uśmiechnęła się - Nazywasz się Kharrick Lepperov, jesteś mężczyzną z daleka, do Święta Targu nikogo stąd nie znałeś, a mimo to, kilkakrotnie omal nie zginąłeś w naszej obronie lub by nam pomóc. Nic z tego nie masz, a nigdy nie słyszałam od ciebie słowa skargi, ba, to ty podtrzymywałeś innych na duchu. Nie znamy twojej przeszłości, i nie musimy jej znać, by wiedzieć, jakim człowiekiem jesteś, Kharricku. Twoje czyny mówią za ciebie - kapłanka chyba nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że jej odpowiedź zaczęła przeradzać się w kazanie.
Złodziej aż otworzył usta, bo tak go zatkało. Nie, to chyba było za dużo.
- Och tak, oczywiście! Szkoda, że nie widziałaś jak wydłubałem oko gobosowi tylko po to aby wyciągnąć z niego informacje. Nie nazywam siebie dobrym człowiekiem, ale to nie znaczy, że jestem najgorszą szumowiną na świecie. Jest jeszcze szara strefa. Dobro, zło, jestem w stanie sobie wybaczyć gorsze uczynki aby żyć. Lepsze są wynikiem dobrego humoru. Widać podoba mi się wasze towarzystwo, skoro w tak dobrym świetle mnie widzisz.
Odpowiedź mężczyzny wyraźnie rozzłościła Rhynę.
- To czemu nie odejdziesz?! Na pewno dostałbyś sporą nagrodę od Kłów za nasze głowy, wtedy mógłbyś sobie wygodnie żyć! Albo po prostu wyjść i nie wrócić - nikt nie będzie wtedy na ciebie polował, i nie będziesz miał na głowie tylu problemów! - prawie to wykrzyczała, a Kharrick poza tym słyszał szyderczy śmiech we własnej głowie.
~~Jeśli chcesz, żeby stracili do ciebie zaufanie, to niezła robota. Jeśli nie, to może dasz mi się nią zająć? Ostatnio nieźle poszło~~ w głosie dało się słyszeć lubieżność.
~ Zamknij się!!!~ odpowiedział jednocześnie uderzając się w skroń. Uwaga Voxa zupełnie wytrąciła go z równowagi.
- Bo może zwyczajnie po pięciu latach życia na ulicy miło mi mieć do kogo otworzyć gębę bez obawiania się, że mi wsadzą sztylet w plecy?! Może podoba mi się jak ci wszyscy się zmieniają i dążą ku swoim lepszym ja? Jakoś tak, ale nie widzi mi się bratać z tymi skurwielami, którzy drą pasami swoich! Nie kiedy mógłbym zobaczyć kogoś z was, albo co gorsza ciebie!
Walnięcie się Kharricka we własną skroń zaskoczyło, a może i trochę przestraszyło Rhynę.
- A mówiłeś, że jesteś z nami tylko po to, żeby przeżyć… A jeśli ci jest ci tu lepiej niż na ulicy, to czemu zachowujesz się tak, jakbyś dalej tam był? - zapytała niepewnie, wyraźnie skonfundowana.
- Bo… - zaczął, ale odpowiedź nie nadeszła. W galopie myśli szukał tego co powinien powiedzieć, ale jedyne co mu przyszło do głowy było: “bo taki jest Kharrick, tak go sobie wymyśliłam”. Tego zaś powiedzieć nie chciał.
- To… nie takie łatwe… można uciec z Kaer Maga, ale nie da rady od niego uwolnić.
- Ale mógłbyś chociaż spróbować.
Zacisnął usta.
- Pomożesz?
- Od kilku minut próbuję - rzuciła z wyrzutem.
- To nie takie proste… - naburmuszył się.
- To już zależy od twoich chęci.
- Spróbuję… - wybełkotał pod nosem już zupełnie poddając się karcącemu spojrzeniu Rhyny.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-07-2019, 21:10   #13
 
Sindarin's Avatar
 
Reputacja: 26989 Sindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputację
Hannskjald, Kharrick, Laura, Mikel, Rufus

Dwie godziny spokojnie wystarczyły drużynie do przygotowania się, by wyruszyć w stronę opuszczonych domostw na wschodzie. Sama wędrówka trwała znacznie dłużej, mimo doskonałego przewodnika, jakim okazał się Hannskjald – skąd krasnolud tak dobrze znał teren, w którym przebywał dopiero od tygodnia? Poruszał się po Fangwood pewnie, ze swoją lwicą u boku, wyszukując ścieżki, których zwiadowcy Phaendarczyków za nic by nie odnaleźli.

Było już zupełnie ciemno, gdy grupa dotarła na miejsce. Niestety, pogoda nie chciała współpracować - lekki deszcz nie ustawał, więc wszyscy byli do szczętu przemoknięci i zziębnięci. W blasku drobnych magicznych świateł przyzywanych co chwila przez Laurę kilka opuszczonych domostw wyglądało wyjątkowo upiornie – zniszczone i zarośnięte ściany z gliny i otoczaków, zawalone belki dachowe, przegniłe strzechy, z których wyrastały już niewielkie drzewka. Wydarzenie, po którym to miejsce opustoszało, musiało zadziać się przynajmniej kilkanaście, jeśli nie więcej, lat temu - puszcza zaczynała już ponownie przejmować ten kiedyś wydarty jej kawałek terenu. Mimo to, w Hannskjaldzie i Kharricku obudziły się nieprzyjemne wspomnienia ze zniszczonego przez hobgobliny Gristledawn.


Wchodząc pomiędzy resztki budynków, bohaterowie odczuli nagły spadek temperatury. Chłodne noce były normą podczas Rovy, szczególnie po deszczu, ale ten nastąpił zbyt szybko, a towarzyszyła mu przedziwna ciemność – światło pochodni przygasło, powodując, że Laura, Mikel i Kharrick widzieli zaledwie na kilka kroków przed siebie, wszyscy zaczęli wręcz szczękać zębami z zimna. Mieli przy tym nieodparte wrażenie, że coś skrywa się w mroku wewnątrz domostw.

Chłód odczuwany przez wszystkich dla półorka i złodzieja był, o ile w ogóle tak się dało, znacznie bardziej dotkliwy. Czuli, jak mroźna, kojarząca się ze śmiercią emanacja otacza ich wszystkich – to nie było dobre miejsce. Cokolwiek się tu stało, było strasznym, pełnym nieszczęścia i mroku wydarzeniem.


Jace

W środku nocy psionika obudził sygnał niedawno utworzonego magicznego alarmu. Ktoś pojawił się przy tunelu z Podmroku! Jace zerwał się z posłania i zarzucając sobie płaszcz na plecy, pędem pobiegł w stronę barykady. Po drodze dogonił bliźniaki, a zaraz za nim biegł Irvan, który tej nocy pełnił straż na górze. Pozostali też nie mieli zamiaru zwlekać - intruza czekała niezła niespodzianka.

Gdy dotarł już do wylotu tunelu, gdzie na warcie miał stać Diethard, usłyszał znajomy, wysoki głos, trochę przestraszony.
- Spokojnie, brodaczu, umówiona byłam! Z takim drągalem, i takim w niebieskim! Był jeszcze inny brodacz, pannica i gaduła, Kharrick się nazywał - gdy wyszedł zza rogu, zgodnie z podejrzeniem ujrzał Novvi, svirfneblińską handlarkę, pokazującą puste dłonie dzierżącemu topór krasnoludowi. Gnomka mrużyła nieprzyzwyczajone nawet do delikatnego magicznego światła oczy, ale uśmiechnęła się od razu, gdy zobaczyła psionika.
- Jace, jak dobrze cię widzieć! Możesz powiedzieć koledze, że nie mam złych zamiarów? Nerwowy jest -
Jace szybko przeliczył, który był teraz dzień - minęły dokładnie cztery tygodnie od ich ostatniego spotkania.
 
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-07-2019, 16:17   #14
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 37291 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Złodziej wyciągnął z plecaka swoją pochodnie ioun i ją uruchomił.
- T-trzymamy s-się razem. Ru-rufus, M-mikel przodem, Hannn… Hannsk… kurrrwa… idź zz tyłu. L-laura i j-ja śśrodek. Sz-szukajcie m-magii. O-oczy szerroko otwar-rte - ledwo powstrzymywał dzwonienie zębów, a i tak brzmiał bardziej jak Porvyn gorszego dnia. Przeczuwając, że coś może ich zaatakować uruchomił jeden z totemików od wiedźmy. Tak na wszelki wypadek. Broń miał w pogotowiu.
Laura wymamrotała - Mgah'n'ghft r'luh - I przy pomocy czaru zaczęła rozglądać się za źródłem tej złej magicznej energii. Trzymając się blisko zmiennokształtnego ściskała w dłoniach różdżkę i zużyła na siebie jeden ładunek. Niewidzialna magiczna osłona oplotła wiedźmę. - Komuś jeszzzcze? - Zapytała cicho wskazując różdżkę “Zbroi Maga”.
Mikel, odziany w swoją nową pełną płytówkę, tylko pokręcił głową i uruchomił swój świecący kamień. Umieścił go wysoko nad głową, lekko po prawej, by nie ograniczał widoczności, a następnie dobył obu ostrzy i ruszył ostrożnie do przodu, rozglądając się na boki. Sprawdził też, czy dwa lekkie młoty są w zasięgu ręki, gdyby znowu pojawiły się szkielety.
Hannskjald rozjaśnił ponurą minę po przekleństwie Kharricka i tylko kiwnął głową, potwierdzając że idzie na tył. Cofając się, szybko pomógł krążącemu do tej pory koło jego nóg leszemu wpełznąć do bezpiecznego plecaka na plecach druida.
- A co to? - mruknał mijając wiedźmę druid. Różdżkę widział, ale nie wiedział do czego służy.
On także wyjął lewitującą pochodnię, ale zdecydował nie koncentrować się na zaklęciu wykrycia magii, a staroświecko wytężyć słuch. Bądź co bądź, żadna iluzja nie powinna go zaskoczyć i tak, a skupiony mógł przegapić krytyczny szelest trawy czy skrzypnięcie starej podłogi i wtedy nawet ta pyszna tarcza z grawerowanymi gałęziami mu nie pomoże.
- Magiczna zbroja. - Wyjaśniła Laura oplatając i druida niewidzialną barierą rozumiejąc jego pytanie jak potwierdzenie. - Ochrony nigdy za wiele.
Rufus zadrżał, odczuwając mrożącą w krew żyłach aurę śmierci, ale starał się tego nie okazywać. Zamiast tego przywołał swój mistyczny topór, który mocno chwycił obiema dłońmi i zaczął się rozglądać dookoła w poszukiwaniu wrogich sił.
- No, nawet jak tu jakieś umrzyki są, to kto jak nie my sobie z nimi poradzimy? - Stwierdził buńczucznie, wysuwając się naprzód.
Wykrywające magię zaklęcia nie przyniosły żadnego efektu - jedynym aurami były te na przyniesionych przez drużynę przedmiotach, oraz ku zdziwieniu Rufusa, Kharrick, cały otoczony magią. Wsłuchując się w odgłosy natury, Hannskjald usłyszał mimo deszczu jedną wyłamującą się z nich nutę - cichy, rozpaczliwy szloch, dobiegający z którejś z chat. W tym czasie Mikel ruszył już ku ruinom domostw, dogoniony po chwili przez półorka. Nie uszli jednak więcej niż kilku kroków, gdy wydarzyło się coś przerażającego.
Temperatura znowu spadła, wiatr wzmógł się, a zniszczone ściany domów, dotąd mokre od deszczu i porośnięte mchem, zaczęły nagle spływać gęstą, ciemnoczerwoną cieczą. Krew, bo to nie mogło być nic innego, w ciągu kilku sekund pokryła kamienie i utworzyła spore, wciąż rozszerzające się kałuże, które zdawały się pełznąć powoli w stronę bohaterów. W ich głowach pojawiły się też potworne, postrzępione fragmenty wizji, a może wspomnień, jakiejś strasznej masakry. Dla Kharricka i Laury było to już zbyt wiele - tracąc resztki rozsądku oboje rzucili cokolwiek mieli w rękach i wybiegli w las, a zaraz za nimi popędziła z podkulonym ogonem Lawina. Rufus, Hannskjald i Mikel zachowali panowanie nad sobą, ale także nie znieśli tego dobrze - trzęsące się dłonie nie były już jedynie efektem przemarznięcia.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-07-2019, 19:44   #15
Dział Horror
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 90614 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Laura uciekała na ślepo nawet nie wiedziała że ucieka w grupie z kimś po prostu gnała jak najdalej od tamtego miejsca. Dopiero kiedy udało jej się opanować...a dokładnie zatrzymała się dysząc ciężko oparta o drzewo. Serce waliło jej w piersi jakby chciało wyrwać się a płuca paliły jakby zapłonął w nich żywy ogień.
- Ach…- Potrzebowała chwili, skupiła się na oddychaniu, strach powoli odpłynął. Teraz rozejrzała się po okolicy, była w lesie chyba sama, słyszała tylko swój nadal przyspieszony oddech. “Muszę wrócić do reszty..” pomyślała, wyczarowała sobie niebieskie delikatne światło i powoli ruszyła w kierunku z którego wydawało jej się że przybiegła.

Nagle usłyszała głośny trzask z krzaków. - Aaaa! - Krzyknęła i już była gotowa rzucić zaklęcie kiedy rozpoznała lwicę druida która wyczłapała z zarośli.
- O rany! Przestraszyłaś mnie…dobrze cię widzieć. - Laura odetchnęła z ulgą. - Ty też się wystraszyłaś? - Pogłaskała kompankę za uszami. - Przynajmniej nie jesteśmy same. - Pocieszyła się Laura i wraz z lwicą ruszyły dalej.
 
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-07-2019, 14:05   #16
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 43877 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację
- Novvi! - ucieszył się Jace - W porządku Diethard, znam ją. - chłopak uspokoił towarzystwo. Krasnolud opuścił broń, spojrzał na niego trochę zdziwiony, ale tylko wzruszył ramionami.
- Chodź, chodź, usiądź - chłopak niezrażony zaprosił handlarkę dalej, gdzie mieścił się niewielki zdobyczny stolik i kilka krzeseł. - To jest Novvi - handlarka, którą poznaliśmy jakiś czas temu. Novvi, to część naszych przyjaciół i rodziny. Napijesz się czegoś? - Jace pokrótce przedstawił towarzyszy.
- Czy udało ci się zdobyć materiały i narzędzia o które ostatnio prosiliśmy? - spytał gdy gnomka rozsiadła się nieco wygodniej.
Novvi, jakby zapomniawszy o wydarzeniach sprzed paru chwil, z uśmiechem witała się z każdą przedstawioną osobą. Gdy zasiadła na krześle, Jace w duchu ponownie ucieszył się, że mają Porvyna - gnom przygotował kilka mebli pod swoje rozmiary.
- Noo, sporo tu pozmienialiście w ten miesiąc, jestem pod wrażeniem - stwierdziła, rozglądając się - i nawet już nie śmierdzi! Oj, dobra wymiana, trogi na was - wyszczerzyła się - A macie coś mocniejszego? Mam większość cacek, o które prosiliście, tylko nie udało mi się znaleźć nikogo chętnego do przygarnięcia Clilassha -
- Szkoda. - Jace wzruszył ramionami, ale zaraz przypomniało mu się w jaki sposób mógłby użyć małe stworzenie, więc nie drążył dalej tematu. - Co do poczęstunku, to cienko z tym u nas w tych warunkach, ale zobaczymy co da się zrobić. Skoczycie na górę po jakąś flaszeczkę? - spytał bliźniaków. - I weźcie ze sobą Aurbin. -
Czekając na “szefową”, Jace przejrzał to co udało się zebrać Novvi i odliczyć odpowiednią zapłatę. Podpytał też o kilka drobiazgów i magicznych błyskotek i wymienił złoto na odrobinę klejnotów dla Clilassha.
Byli w trakcie targowania się, gdy przy akompaniamencie przekleństw na dół zeszła Aubrin. Przedstawiły się sobie z handlarką, po czym Novvi zapytała
- A gdzie reszta twoich kumpli? Już sobie stąd poszli? -
- Nie uwierzysz, ale poszli dzisiaj na zwiad. Cóż, ich strata. - uśmiechnął się psionik.
- Aurbin, myślisz, że możemy ich ze wspólnej kasy nieco doposażyć? Sam nie posiadam odpowiedniego budżetu. - spytał łowczynię nie czując się władnym do decydowania o wspólnym majątku.
Tropicielka kiwnęła głową - Nie krępuj się, i tak nie mamy za bardzo możliwości wydać tego na cokolwiek innego - gestem wskazała jaskinię dookoła.
- W porządku. Tutaj mamy skóry, materiały czeladnicze i wszelkiej maści narzędzia jakie możemy potrzebować do przerobienia jaskiń. - mówiąc wskazał na odłożony na bok stos z materiałami, wśród których znaleźć można było młotki, piły, siekiery, gwoździe, dłuta, kątowniki i masa masa innej drobnicy.
- Oprócz tego, będziemy potrzebować kilka magicznych błyskotek. - Jace miał już upatrzone kilka magicznych różdżek, kamieni, pas i kilka mikstur.
- Masz może coś co pomaga radzić sobie z czarami mieszającymi w głowie? - spytał.
- Najlepsza byłaby strzała w gardle maga - to zawsze na nich działa. - Novvi wyszczerzyła się, jakby właśnie opowiedziała przedni dowcip, jednak Jace wyglądem przypominający maga nie docenił poczucia humoru.
- Ale mam też taki płaszczyk - wyciągnęła ze swojej torby krótką pelerynę w jaskrawych kolorach - Mówią na to płaszcz wolnej woli - działa podobnie jak ten twój, ale lepiej chroni łepetynę - postukała się po skroni - Za te dwa mieczyki będzie Twój -
- W stylu Mikela - powiedział pod nosem psionik przyglądając się pstrokatym kolorom zdecydowanie przykrótkiego płaszcza. Uśmiechnął się wyobrażając sobie potężnego wojownika w czymś takim. Ktoś, kto to tworzył musiał mieć poczucie humoru.
- Ten i ten - Jace doprecyzował wskazując na magiczny krótki miecz zdobyty na bugbearze i drugi mistrzowsko wykonany, którego pochodzenia już nie pamiętał, a gnomka kiwnęła głową, zgadzając się na wymianę.
- Coś ciekawego się tam u was na powierzchni działo ostatnio? - zapytała konwersacyjnym tonem.
- Odbiliśmy obóz hobgoblinów wstrzymując chwilowo inwazję na powierzchni - wytłumaczył Jace czując dumę z własnych dokonań. Pokrótce opowiedział o walce nieco wyolbrzymiając skalę. Nadal uważał, że podawanie zbyt wielu informacji o samych uchodźcach to słaby pomysł.
- A co słychać na dole? Jak tam u sąsiadów? - podpytał.
Handlarka słuchała w milczeniu, widać było, że opowieść zrobiła na niej wrażenie.
- Nic tak spektakularnego się nie dzieje. Słyszałam, że morloki z zachodu zaczęły rozpowiadać o jakimś nowym bóstwie, które ich pobłogosławiło.
- Daleko od nas są te morloki? - dopytał. - Z kim w zasadzie sąsiadujemy? - dodał jakby od niechcenia przeglądając magiczny asortyment handlarki. Interesowały go różnego rodzaju drobne błyskotki, jak magiczne talizmany, kompasy, pióra i zwoje z zaklęciami.
- Morloki? W cholerę, kilka tygodni drogi. O sąsiadach mówiłam, parę dni stąd siedzi większa grupka kundlarzy, nie zbliżają się nawet do powierzchni -
Jace podpytał jeszcze o jaskinie w podmroku, najbliższe i dalsze sąsiedztwo, ciekawostki i plotki. Novvi niechętnie dzieliła się informacjami, jakby były to drogie towary, ale sama rozmowa wyraźnie sprawiała jej przyjemność.

* * *

~ Clilassh? ~ pożegnawszy się z handlarką Jace wziął się za szukanie crysmala. Miał dla niego dwa zadania i kilka ładnych kamyków na wymianę.
Zbudowany z kryształów skorpion podbiegł, postukując odnóżami o posadzkę. Zatrzymał się tuż przy mężczyźnie, wyglądał, jakby węszył. ~ Jedzenie? ~ Jace wciąż był w stanie rozumieć jedynie proste komunikaty.
Jace uśmiechnął się ~ Jedzenie. ~ potwierdził wyjmując kilka kamieni. Duży i kilka małych.
~ Ten teraz ~ podał najmniejszy kryształ ~ Ten ~ wskazał na większy ~ za coś podobnego do tego ~ tu wskazał na znalezioną przez Crysmala broszkę. ~ Znajdź mi więcej błyskotek, dam ci więcej kryształów. ~
Crysmal porwał podany mu klejnot. ~ Błyy..skotka? Wygląda, jak jedzenie, ale nie jedzenie? ~
~ Tak, magiczne, wygląda jak jedzenie, ale nie jedzenie. Umiesz wykryć magię? ~ upewnił się, otrzymując pozytywną odpowiedź.
~ Znajdź tam, w jaskiniach. ~ wskazał wejście do podmroku.
Clilassh zawahał się, jakby myśl o zagłębianiu się w Podmrok go przestraszyła.
~ Coś nie tak? Czy czai się tam coś, czego sie obawiasz? ~
~Ciemności. Groza~ odpowiedź nie brzmiała, jakby bał się czegokolwiek konkretnego.
~ Dużo jedzenia ~ psionik zwizualizował kupione od Novvi kamienie. ~ To nic trudnego, dasz radę. Jakby mnie nie było, przynieś Porvynowi. ~
Stwór patrzył chwilę na psionika, jakby się zastanawiał, po czym przekazał mu potwierdzającą myśli i klekocząc cicho, ruszył w głąb tunelu.
Beleren przekazał mu mentalnie komunikat wyłączający alarm nie chcąc niepotrzebnie budzić strażników za każdym razem.

* * *

- Porvynie - Jace wszedł do warsztatu gnoma. - Mam pewną prośbę. Chciałbym żebyś zrobił dla mnie kilka przedmiotów. - powiedział wyjmując plany. - Chodź, pokażę ci co mi chodzi po głowie. -
 
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-07-2019, 22:30   #17
Dział DnD
 
shewa92's Avatar
 
Reputacja: 23610 shewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputację

-Poo.. czekajcie, nie….nie może..my się rozdzielać, to jaki..ś u..rok. - zawołał Rufus ale jego głos był słaby. W myślach rugal się za to, że jego również opanował taki lęk.
- Chodźmy za nimi - druid zachodził w głowę co to w ogóle mogło się dziać, ale nie miał za bardzo pomysłu - W kupie siła - krasnolud powoli cofał się od naciągającej kałuży, ale mimo trzęsących się kolan nie oddalał się od towarzyszy.
- Tylko pytanie, czy jak się wycofamy to nie damy temu komuś… czemuś… co chce nas wystraszyć czasu, żeby się lepiej przygotować? Co myślisz paskudku? - Mikel spojrzał na Rufusa.
Druid w międzyczasie schylił się żeby pozbierać upuszczoną przez towarzyszy broń i szybko cofnął się na bezpieczną odległość od pełzającej kałuży krwi.
-Nie będziemy przecież zostawiać biednych, wystraszonych niewiast tylko z tym łotrzykiem. - Rufus odparł Mikelowi próbując się roześmiać, ale jakoś słabo mu to wyszło. Podążył za Kharrickiem, Laurą i Lawiną.
- Dobrze… chodźmy więc… - Mikel raczej nie należał do osób, które lubią zostawiać potencjalne niebezpieczeństwo za plecami.
- Chodźmy - zawtórował krasnolud, zatrzymując się tylko na chwilę żeby rzucić zaklęcie wykrycia magii. Choć magii akurat był pewny, ale wycofując się chciał dowiedzieć się więcej o jej naturze.
Opuszczając przerażające pozostałości domostw, Hannskjald dostrzegł słabą aurę magii nekromantycznej. Gdy opuścili ruiny, półork i krasnolud dostrzegli, że krwawe zacieki bledną i znikają.
- Tfu, nekromancja - splunał krasnolud - I to nie wygląda na białą, nie po tym co widzieliśmy. Laura! Kharrick! - zawołał druid.
- Tutaj! - Odkrzyknęła Laura choć wydawało jej się że krzyczenie w lesie po tym wszystkim to kiepski pomysł. Wraz z Lawiną skierowały się w kierunku odgłosów a kiedy miały resztę towarzyszy w zasięgu wzroku Laura puściła się biegiem do nich. Dobiegając do Mikela i wtulając się dla pocieszenia w brata bliźniaka. - To było straszne to był zły pomysł żeby tam iść.
-Może i niezbyt dobry, ale chyba musimy tam wrócić… Gdzie Kharrick? - wojownik zaczął rozglądać się wokół.
- Nie wiem….znalazłam tylko Lawinę - przyznała się Laura - nawet nie wiedziałam że uciekł z nami.
- Dobrze że to ty ją, a nie ona ciebie - druid przykucnął obok wielkiej kotki, zaglądając jej w ślepia - Wszystko dobrze? - zapytał pumy. We wspólnym. Odpowiedź była przeciągłym miauknięciem, ale zwierzę najwyraźniej rozumiało.
- Takie coś, tak blisko jaskiń...dobrze byłoby się tego pozbyć -
- Trudno będzie jak z taką łatwością jest to wstanie nas przepędzić...a przynajmniej mnie….może trzeba wrócić po Jace’a? Może jego zdolności władania umysłami zdadzą się tu lepiej?- Laura nienawidziła przyznać że coś jej ponad jej zakres mocy czy zdolności. Niestety wobec takiego doświadczenia musiała przed sobą przyznać że trzeba było poczekać na psionika. Nie żeby mu się teraz koniecznie przyznali że miał rację...nawet jeśli ją miał.

Tymczasem Kharrick siedział w krzakach pod jednym z drzew. Trząsł się, ale powstrzymywał klekotanie zębów wkładając między nie palec. Słyszał jakieś głosy, ktoś go nawet zawołał. Nie był jednak pewien czy to nie te jakieś omamy zmuszające go do powrócenia do tego przeklętego miejsca. Miał ochotę się rozpłakać jak małe dziecko. Obóz, potem tydzień koszmarów, a teraz to. Jakby wszystko po namiocie Scarviniusa zmieniło się w potworną wersję siebie.

Mikel z lekkim niedowierzaniem spojrzał na siostrę.
-Chyba nie chcesz teraz wracać? Cokolwiek by to nie było, na pewno sobie poradzimy! Szukamy szelmy i wracamy? - nie czekając na odpowiedź, zaczął nawoływać złodzieja - Kharrick! Kharrick! Wyłaź wreszcie!
Laura przytaknęła cicho nadal trochę niepewna tego planu ale ufała bratu więc nie nalegała. - Kharrick! To my Laura i Mikel, wyjdź do nas! - Zawołała ciszej niż jej bliźniak ale w cichą ciemną noc i jej głos był słyszalny odbijając się echem po lesie.
Po dłuższej chwili w końcu usłyszeli trzask łamanych gałązek. Zza jednego z drzew wyłonił się złodziej bardzo uważnie i niepewnie obserwując pozostałych.
- Nie wrócę tam - burknął cały spięty do ponownej ucieczki.
- A ja cieszę się że też jesteś cały, bo jakby toto było sprytne to najpierw zapolowałoby na tych którzy się rozbiegli. Ja tak robię. - druid dalej uspokajał Lawinę mieszanką cichych słów i pewnych ruchów.
- Macie pomysły co to w ogóle mogło być, tak poza tym że widziałem tam aurę nekromancji? -
- Żeby to zbadać musiałabym tam ...wrócić. - Ostatnie słowo powiedziała tak niepewnie że wiadomym było, że czarownica nie ma najmniejszej ochoty wracać.
- Przecież umiesz czarować, a nic nas tam jeszcze nie zaatakowało prócz strachu i paru cyrkowych sztuczek! - Rufus podniósł pięść do góry starając się by jego głos brzmiał twardo. - Spojrzał wymownie na Mikela.
- Pewnie za drugim razem będziemy na to bardziej odporni, ale jak się wszyscy upieracie to możemy wrócić po Jace'a.
- Z jednej strony umie to wytrzymać. Z drugiej… nie wiem czy chce go wystawiać na to coś - zadeklarował złodziej. Nagle jakby oprzytomniał i zaczął przeliczać swoją broń. Zaklął.
- Tego szukasz? - druid podał Kharrickowi znalezione sztylety. Ten złapał za ie pospiesznie.
- Tak! - Trzymając magiczną broń ponownie w dłoniach wyraz twarzy mężczyzny złagodniał. Miał się czym bronić - skutecznie.
 
shewa92 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-07-2019, 07:12   #18
Dział Horror
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 90614 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Laura chowając się za Mikelem i dziecięco trzymając się jego płaszcza w końcu się złamała - Noo, dobrze jak chcecie wrócić pójdę z wami i postaram się zdobyć jak najwięcej informacji…
- To chodźmy… Teraz ja prowadzę. - Mikel szybkim krokiem ruszył w drogę powrotną. Bał się, tak samo jak pozostali, ale uznał, że nie pozwoli lękowi nad sobą zapanować.
- No chodźże - Hannskjald bezskutecznie próbował przekonać Lawinę do ruszenia z powrotem w stronę nadnaturalnego zagrożenia. A ona nie chciała. Skończyło się na tym, że zwierzę szerokim kręgiem zaczęło okrążać wioskę, ale trzymała bezpieczny dystans.
- No nie chce, jak ludzie nie chcą tak i ona nie chce - burknął zrezygnowany i ruszył jako drugi.
~ Wszyscyśmy pogłupieli~ uznał złodziej zatrzymując tę myśl dla siebie. Uznał, że najlepiej będzie tym razem zostać z tyłu. Tak aby cokolwiek nie wyskoczy na pozostałych będzie mógł jakoś zareagować. Albo uciec bez przeszkód. Może nawet poczeka na krawędzi wioski? Tak aby z daleka zobaczyć co się dokładnie dzieje.
- No, tchórze mogą zostać z tyłu! A ty Laura nie bój się tak, Mikel i ja cię obronimy! - Pół-ork posłał wiedźmie dodający otuchy uśmiech (przynajmniej w jego zamiarze) a następnie przywołał swój topór i ruszył do przodu. Mając mistyczną broń w ręku od razu poczuł się pewniej.
- Laura, jak ty będziesz starać się zrozumieć te zło które tam siedzi, to ja będę patrzył za tym kto nim włada - druid ponownie nasunął tarczę na rękę, jakby kawałek drewna miał pomóc wobec magicznych mocy - Nawet jak to tylko echo jakiegoś zdarzenia, to jednak ktoś tutaj tego dokonał.
- Dobrze…- Powiedziała już trochę pewniej. Czuła się trochę lepiej w grupie. Wzięła głęboki oddech i ruszając miała nadzieje że przynajmniej z pozoru ‘dzielnie’ dodała na pokrzepienie. - Postarajmy się uporać z tym szybko.
Złodziej popatrzył jeszcze na pozostałych w przypływie nagłej troski podszedł do Laury kładąc jej dłoń na barku.
- Będzie dobrze, dasz radę - szepnął chcąc dać wiedźmie jeszcze więcej odwagi. Potem spojrzał na druida.
- Hannskjald potrafisz tworzyć czy tam wysyłać zwierzęcych posłańców? Może lepiej będzie jak damy reszcie znać na jaką głupotę się szykujemy. My dzielni obrońcy jaskiń - zażartował nawet uśmiechając się półgębkiem.

Bohaterowie, pełni niepewności i ociekający wodą, wrócili do zrujnowanej osady. Tym razem byli jednak przygotowani na potworny widok, który wcześniej tak przeraził Laurę i Kharricka, wiedzieli też, na co zwracać uwagę. Tuż przed tym, jak zniszczone ściany domostw spłynęły krwią, usłyszeli cichy szloch, którego źródło ciężko było zlokalizować w deszczu. Gdy już się to stało, złodziej ponownie nie wytrzymał i schował się wśród drzew, wzorem lwicy Hannskjalda. Laura miała ochotę iść w jego ślady, ale obecność Mikela i Rufusa dodała jej otuchy – drżąc ze strachu, zaczęła przyglądać się makabrycznej scenie. Krew zaczęła znikać zaledwie po krótkiej chwili, lecz wiedźma wiedziała już, na co się tutaj natknęli.
Księgi nazywały takie zjawiska nawiedzeniami – gdy jakieś miejsce było świadkiem jakiegoś potwornego, złego czynu, czasami negatywne energie i emocje sprawiały, że manifestowały się w nim spontaniczne efekty magiczne. Bywały one najróżniejsze, często związane z naturą i okolicznościami wydarzenia, a pozbycie się ich wymagało zwykle dokonania jakiegoś konkretnego czynu. Ten przypadek nie wydawał się bardzo groźny, wywołując jedynie ataki przerażenia w tych, którzy wchodzili w obręb budynków, ale Laura domyślała się, co mogą zrobić. Ciche szlochy sugerowały, że gdzieś tu mogą być wciąż szczątki ofiar tragedii. Zapewnienie im pochówku powinno zdjąć przekleństwo z domostw.
- No dobrze ...ufff już wiem co się tu dzieje. - Powiedziała, jej wcześniejsze doświadczenia nadal wprawiały ją w uczucie niepewności i strachu ale znała już przyczynę. Nie by to całkowicie pocieszające i na pewno nie sprawiło że czuła się pewniej przebywając w tym miejscu. Tyle że teraz wiedziała co mogą zrobić by poprawić sytuację.
- Tak jak wspomniał Hannskjald wydarzyło się tutaj coś potwornego. Dlatego te wizje się dzieją, to jedyny sposób w jaki te wydarzenia mogą dać ujście związanym w to miejsce emocjom. Głównie strachu i cierpieniu. - Wyjaśniła, ale widząc że część załogi nie interesuje “Co to?” a bardziej “Jak się tego pozbyć?” przeszła dalej. - Ten płacz, możliwe że to duch, albo negatywna energia po zmarłych. Gdzieś tu pewnie są zwłoki, są zbezczeszczone i zapomniane. Zapewnienie im pochówku..być może poświęcenie powinno zapewnić spokój. Nam temu miejscu i duchom.
- Ledwie na chwilę, ale tak - druid odpowiedział na pytanie o możliwość ściągnięcia zwierzęcych sojuszników
- Stos pogrzebowy zdradzi nas dymem, więc albo szukamy jakiegoś wykrotu na pochówek albo trzeba się wrócić po narzędzia - rozwiązanie zaproponowane przez druida było prymitywne - ale czego można było oczekiwać pytając o pochówek członka Zielonej Wiary?
- Ale idąc do jaskini uważałbym żeby licho nie polazło za nami do domu. -
-Ha, czyli mój topór tutaj niepotrzebny! - Rufus spojrzał na swój oręż jakby z lekkim rozczarowaniem.
-To w takim razie jak chcemy uspokoić te duchy, może powinniśmy pójść po naszą kapłankę, Rhynę?
- To też dobry pomysł. - Laura przyznała rację ich zielonoskóremu wojownikowi. - A te zjawy nie pójdą są związane z tym miejscem...to jest taka ich pośmiertna tortura.
- To kto idzie po kapłankę, a kto pomoże mi szukać ciał tych nieszczęśników? A może moi po nią pójdą?-
- Chetnie pomogę z szukaniem. - wojownik skinął druidowi głową.
-Ja pójdę po Rhynę - wtrącił Rufus, który od babrania się w zwłokach wolał spędzić czas z ładną dziewczyną.
- Weź Kharrika chyba przyda mu się odpoczęcie od tego miejsca. - Zaproponowała Laura. - No i w dwójkę raźniej.
- Heeej! Żyjecie? - dobiegło do uszu pozostałych. Gdzieś za osadą chowając się za drzewami złodziej próbował cokolwiek dostrzec w ciemnościach i deszczu. Znudziło mu się moknięcie i zmienił swoje ubrania na ciężki skórzany płaszcz z kapturem. Podczas tej przemiany ubrania zrobiły się suche.
- Żyjemy, ale co to za życie? - w głosie druida było słychać ulgę że Kharrick znalazł się cały i zdrowy, topornie ukrytą pod marudną odpowiedzią
- A ty, mały, idziesz ze mną i powiesz mi co jest prawdziwe - Hannsjkald zwrócił się w języku fey do wyjętego z bezpiecznej kieszeni Leszego. Nieduży, roślinny człowieczek był tak odmienny w swoim sposobie patrzenia na świat że wiele rzeczy nie imało się jego roślinnego umysłu.
- Chodźmy szukać tych ciał, bo godzina już taka że za chwilę będziemy tu nocować -
Kharrick odetchnął z ulgą. Przetarł twarz dłońmi zagrzewając się kilkoma słowami otuchy.
- Dam radę, dam radę - ruszył z powrotem do wioski nie chcąc być samemu pośród drzew. Nawet z magiczną pochodnią nie czuł się swobodnie. Cienie wydłużały się i zakrzywiały. Potrzebował mieć kogokolwiek obok siebie. Powoli wszedł pomiędzy domy. Głęboki kaptur ułatwił niezauważenie wszystkich okropieństw. Znalazł się obok pozostałych.
-Hannsjkald pójdę z tobą. Mikel, Rufus ...zajmiecie się wykopaniem grobu? - Laura zwróciła się w stronę wojowników - We dwójkę pójdzie wam szybciej. Może uda się uwinąć ze wszystkim zanim zacznie świtać i nie będzie trzeba latać w tę i nazad po Rhyne.
- Grobu? Kogo chowamy? - Kharrick zapytał szczękając zębami. Kiwnął powoli głową słuchając krótkich wyjaśnień.
- Naprawdę chcecie się teraz w tym babrać..? - zapytał niedowierzając. Był jednak zrezygnowany. - Zajmijmy się tym jak najszybciej więc. Idę z wami. - Spojrzał na Laurę i Hannskjalda.
Kiedy odeszli w trójkę za Leszym Laura zrównała się z złodziejem a jej dłoń znalazła jego. - Ja też się nadal boje. - Powiedziała cicho, ale szybko dodała. - Ale jak to zrobimy to nie będzie czego.
Złodziej westchnął ciężko. Cień od kaptura zasłaniał mu twarz.
- Zmień sobie ciuchy bo się przeziębisz. Jakoś wytrzymam.
- Pfff ...sam się przezięb. - Odparła wiedźma w dąsie, na to odtrącenie jej dobrej woli. Bycie przyjaznym było męczące i całkowicie nieopłacalne. A po takiej odpowiedzi wiedźma mogła się skupić na grzejącym ją od środka uczuciu irytacji i złości co było miła odmianą od strachu.
Złodziej pokręcił głową. Nachylił się do wiedźmy.
- Nie złość się jak się ktoś o ciebie martwi. Nie urągam twojej inteligencji tylko wyrażam troskę słodziutka.
A Ja To niby Co Robię?! - Syknęła w odpowiedzi i odwróciła głowę w niby obrazie. I wszystko byłoby jak zwykle tylko jej dłoń cały czas trzymała jego. Więc jej nie puszczał samemu czerpiąc z tego wsparcie.
Druid, nieświadom znaczenia zdarzeń za sobą - lub nie chcąc im przeszkadzać - wysforował się nieco do przodu.
Pamiętał rozkład pomieszczeń w chatach który narysował z komarzych opowieści i z duszą na ramieniu kierował się do pomieszczenia z piecem - które, jak zgadywał, miało być też sypialnią.

-No dobrze, jak twierdzisz że to pomoże, to mogę się tym zająć, chodźmy Mikel, najwyraźniej dzisiejszej nocy jest czas kopania, nie zabijania- Rufus odparł Laurze, a następnie poszedł szukać we wiosce łopaty lub czegoś nadającego się do kopania.

Obie grupki rozeszły się do swoich zadań. Mikel i Rufus do wykopania grobu dla szczątek a złodziej, wiedźma i druid do znalezienia tych szczątek. Wszyscy mieli nadzieje że nie zajmie im to wiele czasu i w końcu będą mogli odpocząć przed kolejna podróżą. Ale czy tak się stanie czas miał dopiero pokazać.
 
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-07-2019, 11:11   #19
 
Sindarin's Avatar
 
Reputacja: 26989 Sindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputacjęSindarin ma wspaniałą reputację
Hannskjald, Kharrick, Laura

Poszukiwania szczątków pośród mchów i gruzów, w deszczu i ciemnościach, ledwie przeganianych przez magiczne światła Laury i Kharricka, trwały długo, ale ostatecznie zakończyły się sukcesem. Nie znaczyło to jednak, że bohaterowie ucieszyli się ze znaleziska – kilkanaście kości, bardzo starych, nie należących do jednej osoby. Co gorsza, wyraźnie wyglądały na dziecięce – malutkie kostki ramion, piszczeli, porozrzucane po pomieszczeniach. Dokładniejsze oględziny przyniosły jeszcze bardziej przerażające wnioski. Ślady zębów i przeżuwania, z pewnością pozostawione jeszcze za życia ofiar, nie należały do żadnego zwierzęcia, bardziej przypominały te znalezione w jaskiniach troglodytów.
Historia tego miejsca znajdowała właśnie swoje wyjaśnienie.

Mikel, Rufus

Przeszukiwanie zrujnowanych domostw w poszukiwaniu łopat na szczęście nie było konieczne. Mikel znalazł w czeluściach swojego plecaka niedużą składaną łopatkę, udało mu się też wykorzystać magiczne uniwersalne narzędzie, które kupił przed paroma miesiącami w Tamran. Niestety, zdobycie narzędzi okazało się być zdecydowanie najłatwiejszą częścią ich zadania. Kopanie dołów podczas ulewy, jak pewnie potwierdziłby im Kharrick, nie należało do najprzyjemniejszych zajęć. Woda lała się nieustannie do dziury, rozmywając krawędzie i tworząc sporą kałużę wewnątrz, ale w końcu dali sobie radę. Prowizoryczny grób powinien wystarczyć, o ile pozostali nie będą zbytnio zwlekać – wtedy zamieni się w studnię.

Jace

Novvi pozostała w jaskiniach do późnego wieczora, dzieląc się historyjkami i paskudnym bimbrem z jakichś podziemnych grzybów. Gdy gnomka ruszyła z powrotem w głąb Podmroku, w kryjówce phaendarczyków zapanowała cisza, zakłócona jedynie szumem deszczu na zewnątrz. Załatwiwszy swoje sprawy, zmęczony Jace zapadł w sen, zastanawiając się, co podkusiło jego towarzyszy do wyruszania w taką pogodę.
 

Ostatnio edytowane przez Sindarin : 31-07-2019 o 11:14.
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-08-2019, 22:32   #20
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 37291 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Laura, podniosła dłoń do ust by zamaskować jęk obrzydzenia na widok obgryzionych dziecięcych kości. Jakaś część jej cieszyła się że pada i jest ciemno. Maskowało to emocje jakie wymalowały się na jej twarzy. To co tu zaszło było potwornym aktem niesprawiedliwości mocy jaka wpływała na życie tego świata w którym mieszkali.

Jednym ruchem zdjęła swoją pelerynę ochronna i położyła obok szczątków na ziemi.
Uklękła i ostrożnie zaczęła przekładać szczątki na materiał. Wyglądało jakby to robiła delikatnie bo bała się że kości rozlecą się pod najmniejszym dotykiem.
W rzeczywistości starała się nie rozpłakać nad losem tych młodych istot które przepadły.
- Zaniesiemy je na materiale. - Powiedziała, słabo, głos jej zadrżał może od zimna, może strachu.
Złodziej tylko kiwnął głową i pomógł dziewczynie. Na jego twarzy malowała się ponura satysfakcja. Była ona związana ze śmiercią troglodytów z jaskiń. Po tym jak Jace miał wyrzuty sumienia sam ich nabrał i właśnie wszystkie uleciały. Należało się jaszczurom.
Chwilę po pierwszym znalezisku Hannskjald z gniewnym pomrukiem gwałtownie podniósł się i ruszył sprawdzić co zobaczy w kolejnym pomieszczeniu. To co zobaczył, wcale a wcale go nie pocieszyło. Ale prawdziwy gniew przyszedł dopiero w momencie, kiedy zobaczył że ślady żucia na kościach nie pasowały do zwierząt. I że prawdopodobnie powstały jeszcze za życia ofiar.
- Cokolwiek to było, musimy wytępić to zanim zabierze się za naszych ludzi - druid podsunął Laurze płócienny worek wyjęty z plecaka - To nie były zwierzęta, zwierzęta zabijają a nie zadają niepotrzebnych cierpień -
- To mogli być Troglodyci. W ich jaskini zanim przyszli nasi i to uprzątnelismy mieli jedna komorę całą w czaszkach, ludzi i innych istot.- Powiedziała Laura nie przerywając przekładania kostek. - Jesli to cos innego…- Zaczęła ale nie do końca wiedziała jak kontynuować. - ...to trzeba będzie uprzedzić resztę no i sami będziemy musieli bardzo uważać.
- Jeżeli to coś innego, to będziemy musieli się szybko tego pozbyć. - Mikel był wyraźnie zdeterminowany.
-Dziu-ura gotowa? - Kharrickowi nie chciało się za bardzo dywagować nad całą sytuacją. Chciał ograć się przy ognisku bo czuł jak chłód jego miejsca przeszył go na wskroś.
- Jak tak, to ł-łap za jeden z końców i zanieśmy to. Nie ma co tego przedł-łużać.
Zebrane w przemoczonym płaszczu Laury kości były w przeważającej mierze drobne i delikatne - musiały należeć do drobniejszych ras lub, co bardziej prawdopodobne, do dzieci. To rodziło kolejne pytanie: co z dorosłymi? Kharrick przypomniał sobie, że szczątki w jaskiniach troglodytów, szczególnie te w rytualnym ognisku, odpowiadały większym osobnikom. Te tutaj mogły być zaledwie przekąską dla jaszczurów…
Wrzucenie kupki kostek do wypełnionego wodą i błotem dołu nie do końca mieściło się w definicji godziwego pochówku, ale w takich sytuacjach ważniejsze niż otoczka są intencje, prawda? Najwyraźniej tak - gdy wykończeni, przemoczeni i przemarznięci bohaterowie zakończyli krótką ceremonię, coś w ich otoczeniu zmieniło się. Wyczuwalna, wręcz namacalna aura przytłaczającego zimna i strachu zdecydowanie zelżała, co wszyscy odczuli, jakby ciężki kamień spadł im z serca. Wykrycie magii ujawniło, że wyraźne ślady nekromancji powoli zanikały - pewnie w ciągu kilku dni znikną w zupełności. Hannskjalda zaskoczyła za to inna rzecz - aura transmutacji otaczająca całe ciało Kharricka.
- No dobrze znajdźmy jakieś schronienie i rozpalmy ognisko. Napijmy się czegoś ciepłego. - Powiedziała Laura dygocząc teraz już tylko z zimna.
- Eech… tylko gdzie? Może przy pomocy namiotu byśmy się schronili, ale nie ma mowy o ognisku. Daleka droga, ale proponuje wrócić do jaskiń. Chyba, że ty druidzie potrafisz nam zapewnić jakiekolwiek schronienie. - złodziej sam najchętniej zwinąłby się w kłębek i zasnął, ale skostniałe palce podpowiadały, że lepiej się ruszać.
- Ja bym wracał do nas, mam dość tego miejsca. - Stwierdził Rufus zgrzytając zębami, trudno było powiedzieć czy bardziej z zimna czy wściekłości, którą poczuł na widok dziecięcych szczątków.
- Dobrze by było wyśledzić te potwory, ale to chyba stało się to dość dawno, nie? - Stwierdził już nieco spokojniej, odkładając łopatę.
- Dawno, lata temu. Naście lat, może nawet więcej - druid powoli rozejrzał się po okolicy szukając możliwości przygotowania schronienia - Mogę zrobić wąską dziuplę gdzie nie będzie komuś kapało na głowie, ale nie wejdziemy tam wszyscy naraz. Szałas, jeżeli znajdę drzewo z gałęziami nisko i po jednej stronie. Bo ręczne budowanie szałasu w którym wszyscy się zmieścimy zajmie więcej czasu niż powrót, to pewne. A i rozpalenie ognia w deszczu i w nocy zajmie chwilę, już nie mówiąc o tym jakie licho ogień może ściągnąć w nocy -
- Ale łyk czegoś mocniejszego, jeżeli macie, rozgrzeje zziąbnięte członki przed marszem -
- J-jego pytaj. On ma t-takie cuuda- Kharrick tylko wskazał na Mikela.
- Jasne. - wojownik skinął głową i wyciągnął z plecaka niewielką butelkę paskudnie mocnej gorzałki - W sam raz na takie sytuacje.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169