Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-10-2019, 20:47   #1
 
PeeWee's Avatar
 
Reputacja: 6013 PeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputację
DnD 5E - Ravenloft - Zgnilizna szkarłatnej rozkoszy

Draugdin, Gert, Gharth, Halvar, Malcom
Co może jednoczyć ludzi? Idee, religia, wspólny interes, przyjaźń, niby tak ale… wspólnym mianownikiem dla grupy dorosłych mężczyzn przemierzających bezdroża, trakty i szlaki mogą być włosy. Tak! Włosy!
Brody Mocy! - wykrzyknął którejś nocy przy ognisku Gert.
Fakt Gert tamtego wieczoru był po paru głębszych, ale był usprawiedliwiony. Wieczór był jesienny, chłodny i na dodatek dżdżysty. Idealna pogoda do pisania wierszy, ale nie do spędzenia nocy pod gołym niebem.
Skoro jednak człowiek znalazł się w takiej sytuacji, cóż pozostawało mu innego jak nie sięgnąć po krasnoludzką okowitę, aby się ogrzać.
Fakt Gert może przesadził z rozgrzewaniem się. Po kilku głębszych zrzucił nie tylko pled okrywający ramiona i plecy. Nie tylko ciepłą kamizelkę, ale też lnianą koszulę. I właśnie w tym momencie, gdy siedział w środku Nightala z gołą klatą przy ognisku. I w tej właśnie chwili doznał olśnienia, żeby nie powiedzieć objawienia.
Brody Mocy! - powtórzył jeszcze głośniej, co poderwało na równe nogi jego wszystkich kompanów, który raczyli się należnym im snem
- Że co? - spytał zaspanym głosem Halvar.
- Brody Mocy - powtórzył Gert prężąc dumnie gołą klatę. Uniósł prawą dłoń ku górze i rzekł natchnionym głosem - Brody Mocy, tak nas będą wołać. Nazwa, to dumna i jakże potężna, a na dodatek prawdziwa. Pod tym szyldem znać nas będą, pod tym sztandarem gromić będziemy wrogów i sławę zdobywać. A znakiem nam będzie czaszka brodacza na tle skrzyżowanych toporów. Powstańcie bracia brodacze!
- Kładź się spać, moczymordo - burknął Gharth, po czym cisnął w kompana butem.

Kto wie, co sprawiło, że wymyślona na rauszu nazwa została przyjęta przez resztę drużyny? Szczegóły giną w mrokach historii. Czy to jednak ma jakiekolwiek znaczenie?
Ważne, że Gert, Draugdin, Malcolm, Halvar i Gherth zasłynęli pod tym właśnie mianem.
O nich będzie ta właśnie opowieść. O nich i o ich awanturniczych przygodach i bohaterskich czynach. A wszystko zaczęło się w niewielkim miasteczku, na wschód od potężnych Wrót Baldura, zwanym Hillash.


***
Członkowie drużyny Brody Mocy, to ludzie dobrego serca, ale pieniądze nie trzymały się ich za nic. Co tylko coś zarobili, lada moment ich trzosy na powrót świeciły pustkami. Nie inaczej było na początku miesiąca Tarsakh. Śniegowe czapy dopiero co stopniały na polach, a trakty stały się coraz bardziej przejezdne, a oni mieli grosiwa ledwie tyle, aby wynająć dwa pokoje w karczmie i zjeść kilka ciepłych posiłków. Na szczęście nie przymierali jeszcze głodem, ale widać było po nich, że długa zima dała im się we znaki.
Dlatego też odwiedzili Hillash. Niewielkie miasteczko, na wschód od potężnych Wrót Baldura, znajdowało się opadal przecięcia dwóch szlaków kupieckich i słynęło w świecie, jako bezpieczna przystań i miejsce, gdzie świetnie ubija się interesy. Natomiast “Krwawa Łaźni” była nie tylko jedyną karczmą w miasteczku, ale też centrum życia towarzyskiego i biznesowego. To tutaj można było bez trudu znaleźć zatrudnienie, jeżeli twoim fachem było ubijanie goblinów, ratowanie księżniczek i ogólnie walka ze złem wszelakim.

Los sprzyjał Brodom Mocy. Tego dnia do Hillash przybył sławny cyrk sir Oricka Von Vorina, a wraz z nim niezliczone zastępy kupców, handlarzy, podróżników i awanturników. Mieszkańcy okolicznych krain, ludzie, elfy, krasnolud i niziołki, przedstawiciele przeróżnych zawodów i profesji, Na te kilka dni, gdy cyrk sir Oricka planował występy, Hillash stało niemal tak ludne, jak sama stolica.
“Krwawa Łaźnia” przeżywała największe oblężenie w swej historii. Ceny poszybowały błyskawicznie w górę, a rezolutny właściciel karczmy, krasnolud Gloric, chciał nawet wyrzucić członków drużyny z pokojów. Na szczęście równie rezolutny i liczący się z groszem Gharth, zapłacił mu za kilka dni z góry. Dzięki temu on i jego kompani mieli doskonałą miejscówkę w samym centrum wydarzeń.


***
Ta, ta, tara, tara, ta, ta, tara, ta, ta, dadara, dadara, turu, turu - melodyjne dźwięki katarynki niosły się gromkim echem po wąskich uliczkach Hillash.
Stary kataryniarz stał na zbiegu ulic dochodzących do rynku. Przygarbiony i z dość ponurą miną, kręcił wolno korbą swej muzycznej szkatuły, z wyraźnym wysiłkiem malującym się na jego obliczu. Wyglądało to tak, jakby kolejne obroty korby miały podnieść ciężką, żelazną bramę lub most zwodzony, a nie wprawić w ruch kilka miechów wewnątrz muzycznego ustrojstwa. Mimo niezbyt zachęcającej aparycji wokół staruszka zgromadził się tłum gapiów i ciekawskich. Zebrani niczym zahipnotyzowani słuchali prostej melodii, która wirowała w powietrzu, jakoby motyle w letnim tańcu. Dźwięki katarynki przyciągały niczym magnes i dosłownie hipnotyzowały gapiów.ł. Pomiędzy kolejnymi nutami czaiło się coś co wkręcało się w głowę i nie chciało z niej już wyjść. Starzy i młodzi, elfy, ludzie i krasnoludy. Wszyscy zgodnie przystawali, aby z otwartymi gębami słuchać zawodzenia muzycznej skrzynki, napędzanej ręką starego kataryniarza.

Gdy tłum zgęstniał i nie tylko już żaden wóz, ale też żaden przechodzień, nie mógł swobodnie przejść na rynek, na skrzyżowaniu ulic, ni stąd, ni zowąd pojawił się niziołek. Długi, czarny surdut zdobił jego postać. Lśniący, czarny cylinder przyozdabiał jego łysą głowę. W prawej zaś dłoni ściskał on czarną, rzeźbioną laseczkę. Trzykrotnie uderzył nią w bruk ulicy,
Stary kataryniarz zastygł w pół ruchu niczym zaklęty. Oczy wszystkich zebranych gapiów skierowały się na niziołka.
- Paaaaniiieee i paaanoooowieeee! - krzyknął wystrojony karzełek - Ladies and gentleman! Meine Damen Und Herren! Madame et Monsieur! - dodał w obcych językach - Wieeelkii cyrk przewspaniałego Oricka Von Vorina ma nieskrywany zaszczyt i przyjemność, zaprosić wszystkich mieszkańców Hillash, jak i wszystkich przyjezdnych na cudowne, wielobarwne i zapadające w pamięć widowisko. Tylko u nas kot w butach! Oficerkach! Mrówki niosące osła! Wieloryb stary, co nosi okulary! Małpy, słonie i tańczące kury! Tylko u nas! Lady Brienne z Tarthu! Jedyna i nie podrabialna, prawdziwa kobieta z brodą. Bardziej męska niż niejeden macho rodem z Mordoru. Tylko u nas! Panie i panowie! Pudzilla! Człowiek o sile tysiąca wołów. Jedną ręką wygina podkowy, a drugą podnosi na raz trzy kobiety. To wszystko tylko u nas i to w dodatku tylko za cenę jednej sztuki srebra. Zabierzcie zatem dzieci, ciotkę i sąsiada i przybywajcie do naszego namiotu. Rozbiliśmy zaledwie pół wiorsty od bram miasteczka. Zapraszam! To będzie niezapomniany wieczór przygód i magii!

Pięciu mężczyzn stało naprzeciwko kataryniarza i z uwagą słuchało słów karla. Myśl bystra i pomysł, jakże wybitny kiełkował już im w głowach. Cyrkowy herold zniknął równie szybko i niespodzianie, jak się pojawił. Na rogu ulic prowadzących na rynek pozostał stary kataryniarz, który wrócił do swego monotonnego zajęcia. Jego drugi występ różnił się jednak od poprzedniego. Na jego ramieniu pojawił się wielokolorowy, egzotyczny ptak. Pochodził on pewnie prosto z tajemniczych dżungli półwyspu Cthul. Ptak miał czerwony, zakrzywiony dziób i żółto-niebieski grzebień, który co rusz to chował i rozwijał. Nie kolory, ani egzotyczne pochodzenia ptaka wzbudziło największą sensację. Zebrani na ulicy ludzie z otwartymi gębami patrzyli, jak ów ptak gada ludzkim głosem.
- Phrranie i phraanowie chyrrk shherr Orica, chyrk sherr Orica. Zaphrasza na widowisko, chooda niewidy. Bahaby z bhroodą i khot w buthach. Bilet jheno sztookę shrebrrra.!
Ptak darł się wniebogłosy i machał przy tym skrzydłami, jak oszalały. Stary kataryniarz pozostał niewzruszony i dalej wolno kręcił korbą swej muzycznej skrzynki.


***
Wieczór był pogodny. Wyprawa do cyrkowego obozu okazała się ciekawym i owocnym pomysłem. Warto było zobaczyć te wszystkie mniemane cuda z bliska i niejako zza kulis. Lady Brienne, kobieta z brodą, okazała się całkiem równą i wesołą babką i na dodatek z dużym dystansem do siebie.
- Przecież brodę mogłabym zgolić, nie? Może wtedy nawet bym i chłopa znalazła. Tylko, czy wtedy mogłabym być wolna i niezależna. No nie sądzę. - odparłą zagadana, czy broda jej nie denerwuje, czy się jej nie wstydzi.
Także siłacz Pudzilla zyskiwał przy bliższym poznaniu. Okazało się bowiem, że tak naprawdę brzydzi się przemocą i woli romantyczną poezję niż siłowe popisy.
- Tylko co zrobić, jak bogowie dali mi takie muły - rzekł napinając bicepsy, które były wielkie niczym kowadła

Oglądanie całej cyrkowej menażerii zza kulis, potwierdziło to, co i tak niektórzy członkowie drużyny podejrzewali. W dziwaczności, ekscentryczności i magicznej tajemnicy, więcej było bulwarowej sensacji, autokreacji, lansowania się niż prawdy. Nic i nikt nie było tym, za co się podawało lub czym było nazywane.
Nie było jednak w tym nic dziwnego. Wszak cyrkowcy musieli z czegoś żyć. A nic bardziej nie przyciąga ludzi niż właśnie dziwaczność, rzeczy budzące grozę, obrzydzenie i wzburzenie. W tym względzie wszystkie rasy były do siebie podobne. Kierowały nimi podobne instynkty i pierwotne lęki, a cyrk sir Oricka Von Vorina, doskonale to wykorzystywał.

Wycieczka pod rozgwieżdżonym niebem pośród cyrkowych wozów i namiotów, zakończyłaby się zapewne miło i z korzyścią dla wszystkich, gdyby nie pewien incydent.
Halvar wiedziony ciekawością lub też instynktem zajrzał do namiotu słynnej wróżki Lavini. Czort wie, co spodziewał się tam znaleźć. Wszak nie była to pora przedstawienia i namiot był pusty. W każdym razie takim się zdawał być.
Halvar wszedł do środka i nie było go prawie pół godziny. Dziwić nie byłoby się czemu, ani złego, gdy nie stan w jakim opuścił on namiot wróżki.

W księżycowej poświacie wyglądał on, niczym jakiś ożywieniec, czy inne chodzące truchło. Wargi miał sine, a drżenie dłoni zdradzały jak wielkie zdenerwowanie, albo potężny strach nim zawładnął. Na domiar złego Halvar za żadne skarby nie chciał opowiedzieć o tym, co zaszło w namiocie Lavini.
Jedno było pewne. Cokolwiek się tam wydarzyło niezwykle wstrząsnęło Halvarem. Po powrocie do Krwawej Łaźni spędził on resztę wieczoru i nocy wlewając w siebie litry krasnoludzkiej okowity. Najwyraźniej było to jedyne lekarstwo, jakie mogło mu przynieść ulgę.
Rano będzie cierpiał, ale co tam… takie cierpienie dało się przynajmniej znieść.


***
Krwawa Łaźnia od rana tętniła życiem. Całe Hillash huczało od plotek i przypuszczeń, jak będzie wyglądał dzisiejszy występ cyrku sir Oricka Von Vorina. Karczmarz, łysiejący krasnolud nie nadążał z obsługą gości, mimo tego, że miał do pomocy dwóch wyrostków przesłanych przez kuzyna. Na szczęście zapasy w piwniczce miał dość obfite, więc nie powinno zabraknąć, ani dobrego ale’a, a przyzwoitej krasnoludzkiej okowity. Na jednej z półek miał nawet niewielki zapas elfickiego wina musującego. Arystokraty, lowelasy i inne wytworne goście lubiły bąbelki. Gospodarz był więc przygotowany na każdą okazję.
W takim gwarze i mnogości gości, łatwo było ubić niejeden interes. Gert od rana siedział w kącie sali i obserwował przewijający się przez szynk tłum. Przeprowadził nawet dwie interesujące rozmowy z potencjalnymi pracodawcami. Pierwszym był pulchniutki niziołek Puplo Fergins, który potrzebował obstawy dla siebie i swojej rodziny w drodze do domu oddalonego o jakieś dwa dni drogi od Hillash. Prosta robota i nawet nieźle płatna. Druga była ciekawsza, ale też bardziej podejrzana i ryzykowna. Niejaki Naeryndal Tęgi, elficki mistrz szkoły przywołań. Przydomek czarodzieja był doprawdy niezwykle adekwatny, gdyż mężczyzna faktycznie miał potężną sylwetkę i to nie tylko jak na elfa. Głową sięgał niemal powały, a przez muskularne barki musiał do karczmy wejść prawie, że bokiem. Naeryndal oferowal pokaźny mieszek za pomoc w przepędzeniu złośliwej banshee z grobu jego mistrza.
- Od razu mówię, że nie chodzi o żadne nekromańskie sztuki, a jedynie o spokój duszy mego mistrza - zapewnił niepytany o nic czarodziej.

Gert nie zamierzał sam podejmować decyzji w sprawie kolejnego zlecenia. Oba zlecenia miały swoje zalety, jak i wady. Rozparty wygodnie na ławie, popijał wyśmienitego ale’a i podziwiał wdzięki przewijających się przez Krwawą Łąźnie, kobiet, czekał na przybycie kompanów..


***
Niecałą godzinę później zjawili się wszyscy jego druhowie. Zamówili późne śniadanie i przystąpili do omawiania ważkich spraw. Jedynie Halvar nic nie jadł. Wczorajsza przygoda i litry krasnoludzkiej okowity odcisnęły na nim wyraźny ślad. Siedział, więc biedak z bladą facjatą i podkrążonymi oczami na skraju ławy i przysłuchiwał się toczącej się dyskusji.



***
Sathara
Tymczasem, gdzieś hen daleko od Hillash, ktoś właśnie rozpalał ognisko. Pośród gęstego lasu, samotny wędrowiec rozbijał właśnie obóz. Podróżny tobołek, puklerz i tarcz leżały tuż obok miejsca, gdzie pochylona postać krzesła ogień. Drewno było mokre po wczorajszym deszczu i za nic nie chciało się rozpalić. Dzikuska miała jednak na to swoje sposoby. Sięgnęła do sakiewki przytroczonej do pasa i wydobyła z niego garść kory brzozowej. Rzuciła ją w przygotowane naprędce palenisko, po czym ponownie zaczęła krzesać iskry. Wystarczyło kilka chwil, aby przyjemny i ciepły ogień rozjaśnił mroki lasu. Po raz kolejny zapobiegliwość i wyuczone w ciągu lat wędrówki, nawyki przyniosły korzyść. Kobieta wyciągnęła z nóż i sprawnymi ruchami oskórowała upolowanego kilka godzin temu królika. Wystarczyło zaledwie kilkanaście minut i już przyjemny zapach pieczonego mięsa rozszedł się wokół.

Sathara przeżuwała kolejny kęs króliczego mięsa, gdy do jej uszu doszedł dźwięk, który wzbudził jej uwagę i czujność. Kilkanaście metrów od jej obozu, trzasnęła jakaś gałązka. Ktoś niewprawiony w wędrówce po lesie, zdradził właśnie swoją obecność.
Kobieta wolnym i niedbałym ruchem przysunęła bliżej siebie swoją glewię i kontynuowała posiłek.
- Wybacz - usłyszała Sathara. Uniosła głowę i ze zdziwieniem stwierdziła, że stoi przed nią młoda kobieta w kolorowej chuście na głowie.
- Nie chciałam cię przestraszyć - dodała kobieta - Jestem Irma. Jestem w drodze od trzech dni i zapach twojej kolacji niosący się po lesie, przywiódł mnie tutaj. Czy mogę się przysiąść i ogrzać przy twoim ogniu? .
 
__________________
Buty i szelki po tym poznasz nas
Buty i szelki piwo, walka, śpiew

"Gdzie Eden, łono przyrody? Chyba tylko na obrazkach u jehowych" - Fazi
PeeWee jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-10-2019, 02:49   #2
 
Rozyczka's Avatar
 
Reputacja: 9984 Rozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputację
Sathara słysząc w oddali trzask łamanej gałązki podeszła najwyraźniej zbyt lekko do potencjalnego zagrożenia. To, co wzięła wtedy za niewprawnego podróżnika gdzieś w oddali okazało się bezszelestnie poruszającą się kobietą może o krok przed nią. Wzbudziło to w niej rzecz jasna niepokój. Zaczęła się nawet zastanawiać czy ma do czynienia ze zwykłą śmiertelniczką czy też natrafiła się na jakąś leśną zmorę.
Szybko jednak odrzuciła tę myśl, nie widząc powodu dla którego taki byt miałby się nią interesować. Nie mówiąc już o tym, że nawet jeśli miała z początku rację, to na razie była to przyjazna istota. Ignorując na razie złe przeczucia, odsunęła się nieco na bok, przysuwając się jeszcze bliżej do broni.
Miło będzie dla odmiany mieć jakieś towarzystwo — stwierdziła, wykonując zapraszający ruch ręką. — Głodna? — dodała, biorąc do buzi kolejny kęs mięsiwa.
 
Rozyczka jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-10-2019, 09:02   #3
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 54989 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Cyrk przyjechał... i w mieście zrobił się cyrk.
- Może powinniśmy wynająć komuś nasze pokoje... za poczwórną cenę - zażartował, gdy po raz kolejny karczmarz, namawiający ich do zmiany lokum, z nosem na kwintę, opuścił ich towarzystwo.

To jednak byłoby rozwiązanie, można by rzec, nie dość, że tymczasowe, mające niewielki wpływ na stan sakiewek, to jeszcze dość niewygodne dla całej piątki, która musiałaby nocować pod gołym niebem.

- Albo przygarnijmy jakąś współlokatorkę - dodał. Nie do końca żartem. - Zwróci część kosztów...

* * *

Cyrk od kuchni okazał się być całkiem przyjemnym miejscem, a Gharth z pewnym rozrzewnieniem przypomniał sobie dni, gdy podróżował z podobną trupą.
Tam też magii było jak na lekarstwo, ale sprytnych sztuczek - huk.
No ale, jeśli dobrze pamiętał, wróżenie z kart czy ze szklanej kuli na nikim nie wywarło takiego wrażenia, jak to zaprezentował Halvar.
A powiadają, że ciekawość to prosta droga do piekła. I, sądząc po wyglądzie i zachowaniu paladyna, mówiono prawdę.

* * *

Rozwiązania tymczasowe były - jak sama nazwa wskazywała - tymczasowe, a z pustej sakiewki i magik nie wyciągnie sztuki srebra. Dlatego też gdy Gert przedstawił potencjalne zlecenia, Gharth nie miał wątpliwości, że los się do nich uśmiechnął. Nie zastanawiał się też długo.

- Odprowadzimy niziołka, wrócimy i, być może, załapiemy się na drugie zlecenie - powiedział. - Banshee nie ucieknie, a Naeryndalowi raczej zależy na pozbyciu się jej.

Nie dodał, że ta druga oferta mniej mu się podobała. W końcu co komu szkodziła jakaś banshee? Po co komu swobodny dostęp do czyjegoś grobu?
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-10-2019, 18:35   #4
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 29456 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację


Gert żył w dwóch światach. Jednym z nich były dzikie odstępy, gdzie z uporem maniaka śledził zwalczał wszelkie plugastwo które zagrażało życiu i zdrowiu poczciwych mieszkańców. Drugim natomiast była cywilizacja, gdzie oddawał się wszelkim rozrywką na jakie było go w stanie stać. O ile o ziele fajkowe się nie martwił, bo toć na ziołach się znał i wiedział co można palić, tak alkohol i kobitki były inną sprawą wymagającą wydania w ten czy inny sposób grosza...

Cmokał właśnie fajeczkę wykonaną z rzeźbionej kości i rozważał opcje.
- Idmy elfiakowi pomóc z banshee. Większa płaca i renoma, a jak dodamy warunek by o nas dobrze rozpowiedział to potrójnie nam się zwróci... - powiedział i powiódł wzrokiem za tyłeczkiem mijającej ich kelnereczki - ...Sokar nam wynagrodzi za nasz trud, a temu magowi nie ufam. Lepiej mieć go na oku.

Sokar... bóstwo w które wierzył uparcie Gert, ale miał dziwne podejście do wiary. Jak to kiedyś przy ogniu zapytany po ostatniej większej ich akcji, gdy mu dziękował powiedział...

“Jestem Łowczym Sokar’a, Pana Jadowitego Krzewu, Boga o Zakrwawionych Dłoniach, Zguby Wynaturzeń. Nie, nie jestem Paladynem. Prawdę mówiąc niewielu z Nas, jeśli ktokolwiek, Wyznawców Sokar’a by obrał tą ścieżkę. Gdzie pozostali słudzy boży działają w świetle dnia, my uderzamy w ciemności. Każdy z nas, z Dzieci Sokar’a doznał Krzywdy i ta Krzywda rozpaliła Iskrę. Iskrę która otworzyła nam Oczy. Sokar daje nam Siłę, Siłą którą my jesteśmy Silni. Nie dla nas sztywne, archaiczne hierarchie. Wszyscy jesteśmy wolni i równi w obliczu Sokar’a. Spaczenie i Wynaturzenie świata to to z czym walczymy i Nasz Pan nie narzuca nam formy walki. Jest Bogiem Krwawym, ale Sprawiedliwym. Uosabia Zmianę, jedyną Stałą w Życiu tak samo jak Równowagę i Spokój Ducha. Żyjąc pod przewodnictwem Sokar’a znajdujesz wsparcie we wszystkich dziedzinach życia, albowiem On nie ocenia. Nie ważne są Środki jakimi się posłużysz. Liczy się tylko Cel. Eksterminacja choroby która toczy społeczeństwa ras myślących i serce natury. Dlatego jesteśmy Łowczymi w Lasach Sokar’a i do nas należy eksterminacja zwierzyny która popadła w zarazę, coby nie skaziła pozostałych. Największą naszą nienawiścią są Czarty, Abominacje i Nieumarli… Jeśli masz oszukiwać, kłamać, łgać, ale w długiej rachubie zniszczysz gniazdo żmij… zrób to. Wesprzyj nawet jedno wynaturzenie w walce przeciw innemu. Choć nie jest to szlachetne to wyeliminujesz jedno ogniwo, a osłabisz drugie. Pamiętaj, nie liczą się Środki, czy Droga… liczy się tylko ostateczny Cel. Świat Wolny i Bezpieczny dla Wszystkich. Nimi jesteśmy. Łowczymi Sokar’a.”

...a i przyznać trzeba, że Łowczym był dobrym. Panem Dziczy i znawcą ziół wszelakich. Szczególnie tych rozrywkowych, ale mniejsza o to. Zioła to leki, przyprawy, substytut południowego ziela fajkowego, oraz przy odrobinie obróbki, narkotyki. Co tu dużo mówić, można było z tego żyć... W życiu nie spotkał kumatego strażnika miejskiego który by poznał co jakie zioło i co... a na wszelki wypadek wymówek miał multum.

Uśmiechnął się leniwie. Banshee... nieumarły twór prześladujący groby i nekropolie... chyba było coś o okrutnej śmierci, czy coś tam. Nie znał się... jeszcze. Co innego jeśli by go zapytać o czarty. Tak, te plugawe cholerstwa znał, aż nadto dobrze!
 
__________________
Nurgletsy z sosem Tzeentchiki, Popkhorne i Slaaneshake!

Ostatnio edytowane przez Dhratlach : 12-10-2019 o 18:47.
Dhratlach jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-10-2019, 13:39   #5
 
Seachmall's Avatar
 
Reputacja: 5428 Seachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputację
Cyrk, kojarzył widzenie kilku w swoim życiu. Istoty o niecodziennym wyglądzie, zwierzęta z odległych krain, pomalowane osobniki, krzyki, tańce. Malcolm był zaciekawiony jaką wersję rozbawienia przez cudze upokorzenie oferuje ten przybytek. Okazało się, że większość obecnych było relatywnie zadowolonych ze swego losu, no cóż może w innym czasie...
***
Następnego dnia Malcolm spokojnie jadł jajecznicę z bekonem, popijając herbatą, coś co zauważyli towarzysze Tormity, to to, że on nie "je" po prostu, ani nie "pije". On się delektuje każdym kęsem, każdym łykiem, jakby jadł po raz pierwszy w życiu. W porównaniu jednak do Gerta czy Ghartha nie poszukiwał towarzystwa przeciwnej płci, można by zakładać, że ktoś kto czerpie taką przyjemnośc z prostych czynności, chętnie by sięgał po inne rozkosze.



Malcolm w spokoju wysłuchał uważnie ofert, jakie usłyszał Gert.
- Halfling znajdzie pomoc, w mieście jest obecnie pełno ludzi, którzy za kilka srebrniaków zrobią za jego eskortę. Banshee to agresywna istota, jej tereny łowne mogą się poszerzyć. Do tego wdzięczność maga ze szkoły przywoływania to coś co mnie interesuje. - powiedział spokojnie, zwrócił się Ghartha - Jeżeli mu zależy, może znaleźć kogoś innego i stracimy dobre źródło dochodu. - spowrotem zerknął na Gerta - Oferował jakiś kontrakt? - a tak, kontrakty. Wydawało się to już niemalże obsesją Malcolma.

Każdą robotę, którą wykonywali, Malcolm dokładnie spisywał z prawcodawcą. Tumaczył, że to dla ich "bezpieczeństwa", że kilkukrotnie słyszał i widział mądrali, którzy łgali, że nigdy nie wynajęli nikogo,a grupa, która domaga się zapłaty bez prawnie wtargnęła na jego teren. Nie wymagała nigdy wkładu od reszty grupy jednak i umowy zawsze były fair.
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-10-2019, 19:31   #6
 
Draugdin's Avatar
 
Reputacja: 4790 Draugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputację
Draugdin dotychczas - to znaczy do czasu spotkania Bród Mocy - zazwyczaj pracował sam. Nie to, że był samotnikiem jednak potrafił sobie doskonale radzić sam. To była pierwsza ekipa, z którą współpracował i musiał przyznać przed samym sobą, że stanowili bardzo dobra drużynę było mu z tym dobrze. Lepiej niż wcześniej. Doborowe towarzystwo zarówno do kielicha jak i do miecza.
Działali już ze sobą od dłuższego czasu i wszystko na to wskazywało, że będzie tak dalej.

***

Wycieczka po terenie cyrku nie zrobiła na nim pozytywnego wrażenia. Zbiorowisko dziwaków, nie mylić z dziwolągami i nieszczęśliwych zwierząt trzymanych w niewoli dla uciechy innych. Miał jednak świadomość że była ona konieczna jako źródło informacji i/lub celem znalezienia potencjalnych zleceniodawców.

***

Wieczorny wypad przyniósł owoc w postaci dwóch dobrze zapowiadających się zlecę. Od rana przy śniadaniu oczywiście trwała dyskusja, które zlecenie ma jakie wady i zalety. Jak to mówią gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, a gdzie wojów pięciu ciężko zdecydować kto ma zabić pierwszy i co.

Po wysłuchaniu już kilka opinii Draugdin dodał krótko od siebie.

- Eskorta dla halflinga to jest dobre dla opiekunek na godziny. My tu jesteśmy od poważnej męskiej roboty, a taką dla mnie jest rozwiązanie problemu z banshee. Banshee to zło w czystej postaci i wyzwanie godne naszej renomy także głosuje za drugim zleceniem.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.
Draugdin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-10-2019, 21:16   #7
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 29456 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Gert się zaśmiał i upił piwa, by powiedzieć znad kufla do Malcolma.
- To Twój konik, nie mój. Ja tylko wypytałem o to i tamto. Wiem, że targowanie kontraktów sprawia Ci przyjemność, więc zostawiam to Tobie.

Odstawił kufel i zaczął rozglądać się po sali. Zachodząc w głowie czy tego dnia da radę jeszcze jakąś panienkę wyhaczyć. Jako, że zbierało mu się na lenistwo przy fajce... rozważał brodatą babę z cyrku... albo jakąś inną halfinkę z tego samego miejsca. Ziarno już zasiał, ale czy dojrzało by wydać plon?

- Albo będziemy chłopcami na posyłki, albo zbudujemy solidną reputację ryzykując skórą. Nie znam się na Banshee i tym podobnych, ale śmierdzi mi to nekromancją. Kto wie? Może strzeże czegoś cennego?
 
__________________
Nurgletsy z sosem Tzeentchiki, Popkhorne i Slaaneshake!
Dhratlach jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-10-2019, 23:15   #8
 
Seachmall's Avatar
 
Reputacja: 5428 Seachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputacjęSeachmall ma wspaniałą reputację
Malcolm dokończył posiłek i spojrzał na grupę.
- Banshee to nieumarła, zła istota. Dusza kobiety, obdarzonej magiczną mocą, przeważnie elfki, która pozostała w świecie żywych uwiązana gniewiem, rozgoryczeniem czy innymi silnymi, negatywnymi emocjami. - zastanowił się chwilę sięgając pamięcią na temat tych istot.

- Pyszne, dumne, ciągnie je do skarbów. Pewnie dlatego nawiedziła grób, chyba, że ma jakiś prywatny spór z mistrzem Naeryndala. - spojrzał na sztućce kontynuując wykład - Broń niewzmocniona magią nic jej nie zrobi, a ekwipunek przez nią dotknięty szybko się rozpadnie. Jej wygląd wywołuje strach, a płacz śmierć. Jest tak przepełniona nienawiścią do życia, że wykrywa je na odległość. - odłożył sztućce i spojrzał na towarzyszy.

- Jeżeli wyruszymy na tą wyprawę musimy się przygotować. Zatyczki do uszu, żeby nie pozwolić jej na wykorzystanie płaczu. Magicznej broni nie mamy, ale nasza magia i dary od bogów powinny wystarczyć, aby się z nią rozprawić... - Malcolm na chwile zamarł widząc swoje odbicie nożu - Jeżeli do tego dojdzie. Banshee są próżne, za życia były niezwykle urodziwe, ale teraz negatywna energia Shadowfell zrujnowała ich wygląd. Są w zaprzeczeniu tego faktu, ale można je przez to odstraszyć lustrem. Możemy to wykorzystać. Do tego jak każdy nie-umarły lęka się wody święconej. - Tormita spojrzał na pozostałych - Duże ryzyko, ale też możliwa duża wygrana
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-10-2019, 13:56   #9
Inkwizytor
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 29428 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
Halvar chodził jak struty. Po wróżbie w namiocie pił więcej niż kiedykolwiek. Padł po północy. Spał niemal do południa. W końcu wyszedł z pokoju. Jego buty były rozwiązane. Pasek przy spodniach miał zapięty krzywo. Przy sobie miał tylko sztylet z perłową rękojeścią. Nie miał ani mieczy, ani zbroi, choć zazwyczaj nie rozstawał się z nimi. Miał na sobie swoją koszulę bez rękawów, rozchełstaną.

Mruknął coś do dywagujących towarzyszy, co przy odrobinie dobrej woli można było uznać za powitanie.

Po wyjściu z karczmy zmoczył głowę w korycie przygotowanym dla koni podróżnych, to też jego mokre włosy opadały teraz na muskularny tors. I choć nie miał przy sobie rzeczy do których przywykli jego towarzysze, to znalazł nowy atrybut. Bukłak z winem.

Odświeżony wrócił do karczmy. Potoczył wzrokiem po twarzach kompanów. Wygrzebał z sakiewki ostanie dwie monety. Prawdopodobnie przetrwały pijackie ekscesy tylko dlatego, że palcom Halvara brakło zręczności by je wyjąc w trakcie pijackiej imprezy.

- Nie wiem jak wy, ale ja dziś muszę zarobić na zakwaterowanie, albo ruszyć spać pod chmurką.

Powiedział, po czym dodał:
- Idziemy z tym niziołkiem, czy muszę zakładać zbroję?

Nie był sobą. Zazwyczaj z uśmiechem na ustach wstawał jako jeden z pierwszych. Zazwyczaj też nie upijał się.

Towarzysze szybko wprowadzili go w plan ponownego odwiedzenia cyrku. Nie chciał tam za bardzo iść, ale nie protestował zbyt długo. Żeby uniknąć pytań ruszył zabrać z pokoju swoje rzeczy.
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 15-10-2019 o 15:07.
Mi Raaz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-10-2019, 00:08   #10
 
PeeWee's Avatar
 
Reputacja: 6013 PeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputacjęPeeWee ma wspaniałą reputację
Brody Mocy
- W takim razie umowa stoi - zakończył elf negocjacje, wstając od stołu - Macie trzy dni, żeby uporać się ze zmorą. Jeżeli nie wyrobicie się w tym czasie, to wynajmę kogoś innego. Jasne?
- Brody Mocy cię nie zawiodą - zapewnił w imieniu wszystkich Gert.
- Mam taką nadzieję. Tutaj macie obiecaną zaliczkę. - Naeryndal Tęgi cisnął na środek stołu, pokaźny mieszek, który upadając przyjemnie zabrzęczał - Do zobaczenia za trzy dni.

Negocjacje z elfickim magiem przebiegły szybko i sprawnie. Nie zgodził się on, co prawda na spisanie umowy w obecności notariusza, jak życzył sobie Malcolm, ale poza tym elf okazał się bardzo elastycznym pracodawcom. Nie tylko przystał na podwyżkę stawki, zaliczkę, ale także udzielił im porady i informacji.
- Za miasteczkiem, tuż przy rzece mieszka, pustelnik Pulsifer Grayish. To niezwykle mądry i wbrew pozorom potężny człowiek. Jak to mawiają święty mąż. Bogowie go sobie upodobali i obdarzyli licznymi darami. Jak dobrze z nim pogadacie, to może pobłogosławi wam broń, co jak przypuszczam może się wam okazać pomocne w walce. Tylko uważajcie, bo Pulsifer choć to święty człowiek to jest lekko - elf pokręcił dłonią przy prawej skroni wskazując na stan umysłu pustelnika - Mówiąc oględnie, to on niezbyt lubi ludzi i trzeba go umiejętnie podejść. Z tego, co słyszałem to lubuje się on w elfickim winie musującym i kocha czekoladę.

Umowa została więc dobita, a Brody Mocy wzbogaciły się o pięćdziesiąt złotych monet.


***
Jeszcze w trakcie porannych dyskusji o przyszłym pracodawcy, wszyscy zgodnie stwierdzili, że warto byłoby wybrać się też na wieczorny występ cyrku Oricka Von Vorina. Wszak odrobina kultury jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Ba, nawet jak gadają mądrzy ludzie, kultura jest tym, co sprawiło, że człowiek stał się czymś więcej niż tylko przypadkowym wydarzeniem w przyrodzie. Cyrk, to może nie jest wysoka sztuka, ale lepsza taka jak żadna.
Zatem, gdy tylko zapadł zmierzch wszyscy członkowie Brod Mocy ruszyli do cyrkowego namiotu na przedstawienie.


***
Wnętrze cyrkowego namiotu pogrążone było w półmroku. Jedynie cztery pochodnie ustawione symetrycznie wokół areny, dawały słabą poświatę. Światła była tylko tyle, żeby zajmujący miejsca widzowie, nie wpadali na siebie. Gwar rozmów, półmrok i wisząca w powietrzu ludzka ekscytacja i ciekawość, gęstniały z każdą chwilą.
Wyglądało na to, że dzisiejszego wieczoru cyrkowy namiot pomieści większość mieszkańców Hillash i sporą grupę przyjezdnych. Wszyscy oni w napięciu oczekiwali na rozpoczęcie przedstawienia. Wśród zebranej gawiedzi znaleźli się także członkowie drużyny Brody Mocy. Zasiedli w trzecim rzędzie. Bardzo blisko areny. NIe planowali tego, ani nawet im na tym specjalnie nie zależało. Wszystko to było sprawką, elfiego maga, Naeryndala. Gdy tylko pojawili się przy wejściu do namiotu, niziołek sprzedający bilety uśmiechnął się szeroko i rzekł:
- Witajcie panowie, członkowie szlachetnych i odważnych Bród Mocy. Zapraszam miejsca już na was czekają. Mój pomocnik wskaże panom drogę. Urlich zaprowadź panów.
- Ale jakże to? - wyartykułował swoje zdziwienie Malcolm.
- Czcigodny Naeryndal Tęgi zadbał oto, żeby tak wielcy bohaterowie, jak wy mieli odpowiednie miejsca na dzisiejszym przedstawieniu.


***
Wśród gwaru i rozmów pojawił się dźwięk. Początkowo cichy, tak że prawie nikt nie zwrócił na niego uwagi. Z każdą jednak upływającą sekundą narastał, przyspieszał i wybrzmiewał głośniej.
Rozmowy i szepty zaczęły szybko milknąć. Uwaga widzów skupiła się na arenie, która została jasnym snopem światła, które zdawało się nie mieć źródła.
- Czy to magia mamusiu? - zapytał mały chłopiec wtulony w matkę.
- Csss… oglądaj synek - odparła kobieta nie odrywając wzroku od sceny.

Werble ucichły i na kilka chwil w cyrkowym namiocie, zapanowała absolutna cisza. wyczulone ucho mogło usłyszeć nie tylko przelatującą muchę, ale też szybkie kołatanie serca siedzącego obok widza.

Nagle jak coś nie jebnie! Buuum!

Potężny huk, niemal rozdzierający bębenki. Wraz z nim na scenie pojawił się kłąb dymu, a z niego wyłonił się znany wszystkim łysy niziołek. Piski i krzyki przerażenia i zachwytu wydarły się z setek gardeł.
- Paaaaniiieee i paaanoooowieeee! - krzyknął ubrany w błyszczący cekinami frak karzełek - Ladies and gentleman! Meine Damen Und Herren! Madame et Monsieur! - dodał w obcych językach - Wieeelkii cyrk przewspaniałego Oricka Von Vorina ma nieskrywany zaszczyt i przyjemność, zaprosić państwa na wieczór magii, czarów, dziwów i ekscytujących pokazów. Czas was moc wrażeń od których osoby o słabszych nerwach mogą popaść w apopleksję. Czujcie się zatem ostrzeżeni, bo dyrekcja nie ponosi żadnej odpowiedzialności za mdlenia, ataki histerii, czy paniki i nie wypłaca z tego tytułu żadnych odszkodowań, ani nie zwraca biletów. Dość jednak o tem! Czas wszak rozpocząć nasze przedstawienie.
Niziołek zaczął przechadzać się po arenie i spoglądając widzom siedzącym najbliżej kontynuował swoją mowę.
- Czy jesteście zatem gotowi na mrożący krew w żyłach pokaz żonglerki dziesięcioma nożami. Mistrz Gwidon nie tylko w perfekcyjny sposób opanował podrzucanie ostrych przedmiotów, nie tylko jest w stanie połknąć dwuręczny miecz, ale także, a może przede wszystkim jest oszałamiającym nożownikiem. Niezrównana celność i sokole oko mistrza Gwidona zostaną wystawione dzisiaj na próbę, gdyż w kole śmierci znajdzie się jego ukochana córeczka Agnes. Przed państwem mistrz Gwidon.

Karzełek zniknął równie niespodziewanie, jak się pojawił. Za to na scenę wbiegł muskularny mężczyzna, który w obu dłoniach trzymał pokaźne pęki noży. Za nim na arenę wbiegła też kilkuletnia dziewczynka, która ciągnęła za sobą wózek z całą stertą żelastwa. Były tam miecze, topory, tasaki i włócznie.
Nie zwlekając mistrz Gwidon rozpoczął swój pokaz, a ukryta za sceną orkiestra przygrywała mu budującą napięcie muzyką. Mistrz Gwidon wyrzucił w powietrze kilkanaście długich noży i zaczął nimi swobodnie i zdawało się bez większego wysiłku żonglować. Ostrza fruwały w powietrzu, a Gwidon łapał je z niezachwianą pewnością. W tym czasie jego córka ustawiła na drewnianym stojaki kilkanaście dorodnych arbuzów.
- Ole! - wrzasnął mistrz Gwidon i pierwszy nóż pomknął do celu, wbijając się w pierwszy owoc na stojaku.
Został nagrodzony salwą oklasków.
- Ole! - powtórzył swój okrzyk i kolejny nóż utknął w celu. Brawa także rozległy się ponownie.
Kolejne okrzyki “ole” były coraz głośniejsze i szybsze, a noże z zawrotną prędkością lądowały w soczystych i tryskających sokiem owocach. Gdy ostatni nóż trafił do celu mistrz Gwidon, stanął na środku z rozpostartymi szeroko ramionami i z dumą przyjmował spływającą na niego burzę oklasków. Trwał tak przez kilka sekund, po czym ukłonił się i przystąpił do kolejnej sztuki.
W jego dłoniach wylądowały ciężkie i potężne topory, których nie powstydziłby się żaden krasnoludzki wojownik, czy inny zabójca trolli. Tym orężem także mistrz Gwidon zaczął żonglować, po czym rzucał do celu. I ten popis nagrodzony został nagrodzony brawami.
I w końcu przyszła kolej na zapowiadane na początku Koło Śmierci. Dwóch mężczyzn wniosło obrotowe koło na platformie, po czym przywiązali do niego mała Agnes.
Werble zabrzmiały niepokojąco, po czym jeden z mężczyzn zakręcił kołem, a drugi przewiązał Gwidonowi oczy opaską.
- Teraz proszę państwa o absolutną ciszę. Mistrz Gwidon musi się teraz skupić - rozległ się głos niziołka.
Werble zagrały potrójne tremolo, a na ich koniec rozległ się głośne uderzenie w talerze. W tym właśnie momencie mistrz Gwidon zaczął rzucać nożami w obracające się Koło Śmierci, które trafiały dokładnie pomiędzy rozchylone kończyny dziewczynki.
Cała sztuka została nagrodzona gromkimi oklaskami, entuzjastycznymi gwizdami i piskami kobiet.
Mistrz Gwidon zszedł w glorii chwały ze sceny, a jednocześnie wbiegła na nią grupa akrobatów.

Ich występ był równie ekscytujący, co pokaz mistrza Gwidona. Salta, piruety, skoki i fikołki, wykonywane w różnej konfiguracji wprawiły widzów w zachwyt.
Po akrobatach przyszła kolej na występ tresera dzikich zwierząt. Maestro Broungun, muskularny krasnolud z gęstą, rudą brodą i jego menażeria sprawiły, że wszystkie kobiety zebrane w cyrkowym namiocie zaczęły krzyczeć i piszczeć z przerażenia, gdy pogromca wkładał na przemian głowę do paszczy lwa i tygrysa.
Po tak silnej dawce emocji na scenę wkroczyła para klaunów, która swymi wygłupami skutecznie rozładowała zgromadzone napięcie i strach. Pinto i Flinto odegrali serię śmiesznych scenek, po których tylko największe ponuraki nie płakały ze śmiechu.

Gdy Pinto i Flinto zeszli z areny wśród braw i wiwatów, na arenie pojawił się ponownie łysy niziołek.
- Szanowni państwo, a teraz coś na co zapewne wielu z was czeka. Pokaz magii i iluzji. Zatem bez zbędnego przedłużania, przed państwem niesamowity i jedyny w swoim rodzaju, geniusz iluzji, mistrz nad mistrze, cudowny i wspaniały Wermiwis Bagreno.

Ledwo niziołek wypowiedział te słowa wszystkie pochodnie i lampy w namiocie zgasły. Po chwili rozległ potężny grzmot i snop wielokolorowych iskier wypełnił przestrzeń pod sklepieniem namiotu. Kolorowe iskry wirowały w powietrzu i wyglądało, to jakby tańczyły one lub bawiły się w berka. Wraz z biegiem czasu zaczęły one przybierać bardziej rozpoznawalne kształty. Z chaosu barw zaczęły wyłaniać się smoki, rycerze i potężne zamki. za pomocą tych fantomowych obrazków mistrz Wermiwis opowiedział zgromadzonej widowni cudowną opowieść o walce o tron, gdzie krew się lała, trup ścielił się często, gęsto, a bohaterstwo i zdrada przeplatały się w opętańczym tańcu. W finale opowieści rozegrała się wielka bitwa w której główną rolę odegrały dwa przepotężne smoki. Ich podniebna walka i śmierć jednego z nich zakończyły pokaz iluzji.

Na zakończenie przedstawienia ponownie pojawili się Pinto i Flinto z serią krótkich skeczy. Śmiech i łzy mieszały się na widowni, która wciąż w pamięci miała mrożące krew w żyłach sceny z opowieści, jaką zaprezentował mistrz Wermiwis.
Gdy klauni opuszczali arenę, spod powały rozległ się niezwykle doniosły głos niziołka.
- Szanowni państwo, dziękujemy bardzo, że raczyliście zaszczycić nas swoją obecności i z uwagą i zainteresowaniem obejrzeliście nasze przedstawienie. Na dzisiaj to już koniec, ale nie martwcie się jutro też jest dzień, a my nigdzie się nie wybieramy. Zapraszamy zatem na jutrzejszy pokaz na którym będziecie mogli ujrzeć między innymi Pudzillę, najsilniejszego człowieka na świecie, połykaczy ognia, tańczące kury oraz kolejny występ mistrza Wermiwisa. Żegnamy i zapraszamy na jutro.
Po tych słowach wnętrze namiotu rozbłysło feerią kolorowych świateł, a w górę wzleciało migoczące konfetti. Na tym tle łysy karzełek zleciał spod samej powały, wykonując w powietrzu kilkanaście salt i obrotów. Wylądował pośrodku areny z rękami wzniesionymi w geście triumfu. Za nim na scenę wbiegli wszyscy cyrkowcy, którzy tego wieczoru występowali. Żegnały ich gromkie brawa, okrzyki radości, gwizdy i piski zachwyconej publiczności. .


Sathara
A tymczasem w odległym lesie dzikusa imieniem Sathara gościła przy swoim ognisku, tajemniczą i jak się szybko okazało niebezpieczną Irmę.
Kobieta w milczeniu pałaszowała ofiarowanego jej przez dzikuskę królika. Nie odpowiedziała na żadne z pytań, które zadała jej Sathara. Co było nie tylko niegrzeczne,ale także niezwykle dziwne. Irma nie przerwała jedzenia, a co jeszcze dziwniejsze, nawet nie spojrzała w kierunku swej gospodyni.
Gdy przełknęła ostatni kęs mięsa, otarła usta wierzchem dłoni i przez kilka długich chwil oblizywała kości. W końcu wyrzuciła je w krzaki, a Sathara usłyszała dźwięk, który ją niezwykle zaniepokoił. Brzmiał on jak pomruk jakiegoś dzikiego zwierzęcia.
- Trudno cię było znaleźć - odezwała się w końcu Irma - Umiesz się ukrywać czas twojej ucieczki jednak już się skończył.
W tym momencie wyczulone zmysły dzikuski wyczuły zagrożenie. Niezbyt sprecyzowane i nie konkretne, ale jednak bardzo bliskie i osaczające ją.
- Wiem, co zrobiłaś i dlaczego uciekasz. Nie próbuj - ostrzegł Irma unosząc dłoń w górę.
Sathara cofnęła dłoń, którą chciała już sięgnąć już po swoją glewię.
- Broń na nic ci się nie zda. Jesteś na mojej ziemi. Mam dla ciebie propozycję. Jeżeli spełnisz moją prośbę wybaczone i zapomniane będzie ci wszystko. Czas nie cofnę. Nie mam takiej mocy. Mogę jednak sprawić, że nikt nie będzie pamiętał o tym, co zrobiłaś. Musisz tylko zrobić jedną rzecz. Zabić lorda Venoma. Jego krew zmyje wszystkie twoje grzechy. Rano skoro świt wyrusz na północ. Idź tak długo, aż dojdziesz do rzeki. Przepraw się przez nią, a później… będziesz wiedziała co robić.
 
__________________
Buty i szelki po tym poznasz nas
Buty i szelki piwo, walka, śpiew

"Gdzie Eden, łono przyrody? Chyba tylko na obrazkach u jehowych" - Fazi
PeeWee jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167