Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-06-2020, 15:46   #1
 
Ayoze's Avatar
 
Reputacja: 36774 Ayoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputację
[PFRPG, 18+] Reign of Winter I: The Snows of Summer








Podobnie jak w większości wiosek rozsianych po całym Taldorze, ludność Heldren zajmowała się głównie sobą i swoimi sprawami. Z dala od polityki stolicy, Oppary, jednak będąc stale czujnymi na działania Qadiry, życie toczyło się tutaj sennie i spokojnie. Społeczność złożona głównie z rolników, drwali i pasterzy mogła na siebie liczyć, a sołtys wioski Ionnia Teppen była dobrą gospodynią, której mogło pozazdrościć niejedno sioło. Odpowiednie zarządzanie widać było gołym okiem - piętrowe domy usytuowane przy dwóch głównych drogach przecinających wioskę były wykonane z solidnego, ciemnego drewna a nieopodal, na delikatnym wzniesieniu, znajdowała się murowana wieżyczka strażnicza wykorzystywana przez lokalny oddział milicji. Stojący dumnie na rynku głównym posąg pięknej kobiety nazywanej przez mieszkańców po prostu Panią, zawsze był zadbany i stanowił niejako symbol Heldren.

W ostatnich dniach spokój wioski został jednak zaburzony. Już wcześniej mówiono o dziwnie chłodnym jak na warunki południowego Taldoru lecie a dodatkowy niepokój wzbudziły informacje jakoby w znajdującym się kilka mil od Heldren Lesie Granicznym spadł śnieg. Wracający stamtąd łowcy mówili o ciężkich warunkach pogodowych i drapieżnikach, które można było spotkać jedynie na północy. Wśród większości mieszkańców od razu pojawiło się przekonanie o działaniu jakiejś mrocznej magii, inni podejrzewali o tę sytuację qadirańskich agentów, a część zupełnie nie wierzyła opowieściom o zimie w środku lata. Zimny wiatr i niska jak na lato temperatura wyraźnie jednak zdradzały, że coś jest nie tak. Nawet wioskowa wróżbitka, Stara Matka Teodora twierdziła, że wraz z nadejściem mrozu nastaną mroczne czasy, a wszystko zacznie się, gdy poraniony mężczyzna zawita do osady.

Jakby na potwierdzenie tego wygłoszonego tydzień wcześniej proroctwa, dzisiejszego ranka przybył do Heldren ciężko ranny najemnik, twierdząc, że jest ochroniarzem Lady Argentei Malassene. W wiosce wiadomości szybko się rozchodziły i krótko po tym, jak mężczyzna został zabrany do apteki Tessarei Willowbark, już wszyscy wiedzieli, o czy opowiedział radzie. Ponoć eskorta szlachcianki została zaatakowana przez bandytów i dziwne, dotknięte mrozem stworzenia na skraju Lasu Granicznego. On sam uciekł, a lady Argentea została wywleczona w głąb lasu. Jeśli którykolwiek z mieszkańców miał do tej pory wątpliwości co do słów Teodory, teraz musiał przyznać jej rację. Lokalni patrzyli z niepokojem w stronę ponoć zaśnieżonego lasu, obawiając się, co jeszcze może się wydarzyć. Zimny, północny wiatr niósł ze sobą obietnicę niepewnych czasów.



To lato było inne, niż zwykłe i czułaś to swoimi zmysłami. Zimne podmuchy wiatru przywodziły na myśl północne krainy o których opowiadał ci wielokrotnie ojciec i które chciałaś odwiedzić. Torvald również czuł, że coś się święci i nie trzeba wam było nawet proroctwa Starej Teodory, by wierzyć, że niespotykana jak na tę porę roku pogoda zwiastuje coś złego. Jakby tego było mało, przyjaciel ojca, łowczy Dryden widział ponoć w Lesie Granicznym ogromną białą łasicę. Nikt mu nie uwierzył, więc mężczyzna wyruszył dwa dni temu, by na nią zapolować i do tej pory nie wrócił. Poraniony najemnik wyglądający na Ulfena który pojawił się w Heldren sprawił, że w wiosce zapanował niepokój i nerwowa atmosfera. A zwołana przez Ionnię Teppen narada w "Srebrnym Gronostaju" na którą się właśnie wybierałaś, nie zwiastowała nic dobrego. Jako, że ojciec wyjechał do Zimar dwa dni temu w interesach, musiałaś osobiście reprezentować dom Fosgaard.


Powrót do domu zbiegł się w czasie z nieciekawymi wydarzeniami. Twój ojciec, Alexius, nazywający sam siebie Drzewnym Baronem z Heldren, ostatnimi czasy stał się nerwowy i niespokojny. Wszystko przez tę przedziwną pogodę nie pasującą do klimatu w którym się wychowałeś. Na domiar złego słyszałeś, że ma problem z drwalami pracującymi przy wyrębie w Lesie Granicznym. Podobno na miejscu widzieli dziwne, zimotknięte istoty, które miały im się przyglądać, a drzewa przykrywa tam śnieg i szron. Zapowiedzieli, że nie będą pracować, dopóki sytuacja się nie wyjaśni, gdyż boją się o własne bezpieczeństwo. Powiązany kontraktami z Opparą i innymi znaczącymi miastami Alexius wpadł w furię a potem rozgoryczenie. Na ogłoszone przez Ionnię Teppen zebranie w "Gronostaju" nie zamierzał się wybrać, w zamian posyłając tam ciebie. Byłeś więc w drodze do karczmy, ciekaw, co sołtyska ma do powiedzenia. Kto wie, może przy okazji spotkasz tam znajomych z dawnych lat?


W Heldren pojawiłeś się kilka dni temu i byłeś na ostatniej prostej w dopinaniu spraw związanych z ziemią, której miałeś się zrzec na rzecz brata. O dziwo, mieszkańcy nie przyjęli cię tak chłodno, jak to miało miejsce lata temu - teraz właściwie podchodzili do ciebie neutralnie, bo i mieli inny temat, na którym mocno się skupiali, czyli niespodziewanie złą pogodę, jak na środek lata i rzekome pogłoski o śniegu zalegającym w Lesie Granicznym. Kaley Garrimos, przyjaciółka twojej zmarłej matki od razu cię rozpoznała i zaproponowała darmowy, jednoosobowy pokój na piętrze. Siedziałeś więc w "Srebrnym Gronostaju" racząc się strawą i napitkiem, przysłuchując się plotkom i informacjom krążącym z ust do ust. W głównej sali dostrzegłeś półorka i catfolka, którzy najwyraźniej również zainteresowani byli sprawą dziwnej pogody. Ulfeński najemnik, który przybył wczoraj do wioski miał być ponoć katalizatorem jakiegoś mrocznego proroctwa i być może coś w tym było, skoro sołtyska wioski zwołała naradę w "Gronostaju" na którą zaproszony był każdy mieszkaniec i gość w Heldren. Siedziałeś więc w kącie sali i czekałeś, co się wydarzy.


Twoja ciekawska natura i pogłoski o dziwnie chłodnej jak na środek lata pogodzie przywiodły cię do Heldren. Mieszkańcy nie zwracali zbytnio na ciebie uwagi zajęci rozprawianiem o proroctwie kobiety, na którą mówili Teodora. Wróżbitka wieściła mroczne czasy wraz z nadejściem rannego mężczyzny. Istotnie, coś takiego zdarzyło się wczoraj i najemnik został zabrany do lokalnej apteki, a na ludzi padł blady strach. Goszcząc się w jedynej karczmie Heldren "Srebrnym Gronostaju" siłą rzeczy przysłuchiwałeś się plotkom przekazywanym sobie przy kuflu piwa lub czymś mocniejszym. Podobno w Lesie Granicznym grasowały lubiące zimno i mrozy drapieżniki, a jeden z synów lokalnego farmera zapadł nawet na dziwną chorobę, gdy zobaczył białego, mówiącego jelenia. Dziwy, dziwności! No i jeszcze to rzekome porwanie szlachcianki! Światło na to wszystko mogła rzucić burmistrz wioski, niejaka Ionnia Teppen, która o czwartym dzwonie zwołała w gospodzie naradę, zapraszając wszystkich z wioski. Siedziałeś więc przy jednym ze stolików, czekając, z jakimi rewelacjami kobieta się pojawi. W oczy rzucił ci się dziwny mężczyzna z piórami zamiast włosów i potężnie zbudowany półork. Obaj nie wyglądali na tutejszych.



Przybywając do Heldren liczyłeś się z tym, że być może czekają cię jakieś nieprzyjemności w związku z twoją rasą, w końcu wieśniacy potrafili być w tych kwestiach niezbyt mili. Nic takiego jednak się nie wydarzyło i zrzucałeś to na karb sytuacji, która miała miejsce w okolicy. Wszyscy skupiali się na przepowiedni jakiejś starej wróżbitki o imieniu Teodora, która wieściła mroczne czasy, a pogoda rzeczywiście była niespotykana jak na lato w południowym Taldorze - wiał zimny wiatr, a słońce rzadko wychylało się zza ciemnych chmur. Zatrzymałeś się w całkiem przytulnej i jedynej gospodzie w wiosce - "Srebrnym Gronostaju", przysłuchując się okolicznym plotkom. A to ktoś wspomniał, że w lesie ponoć grasuje przerośnięta łasica, kto inny twierdził, że syn jednego z farmerów spotkał gadającego jelenia i zapadł na dziwną chorobę. Jakiś farmer żalił się innemu, że ktoś kradnie jego zbiory a połowa nie nadaje się do niczego z powodu paskudnej pogody. Wśród gości gospody mignął ci dziwny mężczyzna z piórami zamiast włosów i catfolk - obaj nie wyglądali na tutejszych. Siedziałeś przy stoliku, racząc się jadłem i napitkiem, czekając aż pojawi się sołtyska wioski, która zwołała specjalną naradę w karczmie. Nie trzeba było być przesadnie sprytnym, by zorientować się, że chodziło o pogodę i pojawienie się w Heldren rannego Ulfena.

 
Ayoze jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-06-2020, 09:38   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 92182 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Po wytężonej nauce powinien nastąpić zasłużony odpoczynek.
W przypadku Traiyra słowo 'wytężona' było nieco przesadzone, ale młody zaklinacz uważał, że na trochę wylegiwania się w domowych pieleszach zasłużył.

Pożegnał się więc ze swym gospodarzem i jego małżonką, z gronem przyjaciół obu płci (po tych ostatnich pożegnaniach był odrobinę niewyspany), a potem zaczął się szykować do drogi.

* * *

Za młody na maga.
Taki napis mógłby się pojawić pod portretem Traivyra, gdyby oczywiście ten ostatni zdecydował się kiedyś na taką stratę czasu jak pozowanie.
Młody mężczyzna nie tylko nie wyglądał na maga (który wszak powinien mieć co najmniej brodę). On nie wyglądał nawet na swoje dwadzieścia lat. Na szczęście zdołał się przyzwyczaić i uodpornić na uwagi tego typu. Jak i do tego, że nie wyglądał na doświadczonego poszukiwacza przygód.
Pogłaskał po głowie siedzącą na jego ramieniu Śnieżkę - sowę śnieżną, którą wyrwał z łapsk handlarza dzikimi zwierzętami - będącą czymś więcej niż przyjaciółką, a z pewnością nie 'domowym' zwierzątkiem.
Wyprostował się na swoje niemal sześć stóp wzrostu, poprawił szary płaszcz z kapturem, po czym chwycił plecak i ruszył w drogę.
Heldren czekało. A potem - cały świat.

* * *

Z Zimar do Heldren nie było daleko, więc Traivyr postanowił nie korzystać z dostępnych środków transportu. To jednak wiązało się z koniecznością spędzenia przynajmniej jednej nocy w drodze - niekoniecznie pod chmurką.
Gospoda "Pod Smażonym Jesiotrem" ostatnimi czasy znana była przede wszystkim nie z dań rybnych, a z występów pewnej młodej i nadobnej bardki.
- Traivyr! - Po skończonym występie śpiewaczka 'spłynęła' z podwyższenia i rzuciła się zaklinaczowi w ramiona.
- Góra z górą, Słowiczku! - Traivyr serdecznie przywitał się z Kris,dziewczyną poznaną dobry rok wcześniej, podczas jednej z 'naukowych' wypraw zaklinacza, z którą to bardką przeżyli parę ciekawych acz nie zawsze bezpiecznych przygód.

Przesiedzieli przy winie niemal do rana, wymieniając się opowieściami, demonstrując niedawno zdobyte umiejętności oraz studiując i komentując zawartość "Księgi wiedzy tajemnej", najnowszego nabytku Traivyra.

* * *

Ranek przywitał Taivyra w drodze. Tym razem nie na piechotę.
Nie-do-końca-przespana noc skłoniła go do skorzystania z możliwości "podwózki", gdy ta się nadarzyła, jako że jeden z wozów kierował się właśnie do Heldren.
Na pół drzemiąc wysłuchiwał ostatnich plotek, głównie związanych z dziwnymi zjawiskami pogodowymi, tudzież stworami, które w okolicach Lasu Granicznego zwykle nie występowały.
W opowieści te nie do końca wierzył, kładąc je (szczególnie te ostatnie) na karb wybujałej fantazji opowiadającego, bądź nadmiernej ilości wlanego w gardło trunku. Ale... ...dom przywitał Traivyra kwaśnym humorem ojca i potwierdzeniem, częściowym, opowieści.
No i zamiast odpocząć po podróży (czytaj - odespać nockę spędzoną ze 'Skowronkiem'), odwiedzić paru znajomych i stare kąty musiał wziąć szybką kąpiel, przegryźć coś i przebrać się. Wypadało, by ktoś z rodziny Holdynów wybrał się do "Gronostaja" i wysłuchał Ionnii, by nie trzeba było dowiadywać się niczego od osób trzecich, które to osoby często miały tendencję do ubarwiania leb przekręcania faktów.

* * *

"Gronostaj" przywitał Traivyra gwarem rozmów oraz spojrzeniami i powitaniami znajomych, z których większość była zaskoczona pojawieniem się najmłodszej latorośli rodu Holdynów. A Traivyr łatwo mógł się domyślić, jakie skojarzenia mogła wywołać jego obecność. Jak źle musiało być, skoro Alexius wezwał do domu syna, który wszak kształcił się na maga...
W karczmie nie wszyscy się jeszcze zjawili, ale Traivyrowi udało się znaleźć wolny stolik. Zamienił kilka słów ze stojącą za ladą Kaley, zamówił wino, a potem usiadł tak, by móc widzieć zarówno osoby wchodzące, jak i większość gości lokalu.
Powoli popijając wino czekał na wystąpienie Ionii.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 09-06-2020 o 16:05.
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-06-2020, 09:47   #3
 
Umbree's Avatar
 
Reputacja: 31006 Umbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputację
dziękuję za dialog, Kerm! :)

Heldren było jej domem. Tutaj się urodziła i spędziła całe swoje życie. I choć matkę pamiętała jak przez mgłę, bo ta zmarła, gdy Astrid miała cztery lata, to droga, którą podążała Calindra przyszła do niej naturalnie. Już od małego lubiła szwendać się po lasach, pomagać rannym zwierzętom i rozmawiać z nimi. Czuła wtedy, że żyje. Ojciec, wielki ulfeński łowca cieszył się, że Astrid odnajduje w tym szczęście. Dużą rolę odgrywała przy jej rozwoju również Matka Teodora, która pokazywała jej, jak najwięcej czerpać z obcowania z przyrodą i naturą. Ojciec z kolei opowiadał jej o północnych krainach z których pochodził i wlał w serce Astrid ciekawość oraz miłość do zimy i tamtejszego surowego klimatu. Młoda kobieta obiecała sobie, że kiedyś odwiedzi te wszystkie miejsca, ale na razie miała pewne obowiązki w Heldren.

Wystarczyło krótkie spojrzenie na nią, by domyślić się, że w jej żyłach płynie niebiańska krew. Była wysoką, zgrabną kobietą o odpowiednich kształtach a pierwsze w oczy rzucały się długie, zaplecione w warkocze srebrzyste włosy. Miała piękne, niebieskie oczy i niewielu wiedziało, że w odpowiednich warunkach zmieniają swój kolor na fioletowy. To, oprócz srebrnych włosów, była kolejna oznaka jej aasimarskiego dziedzictwa. Jej czerwone, pełne usta często składały się do szerokiego uśmiechu, gdyż Astrid była kobietą wesołą i optymistycznie nastawioną do życia.

Gdy w połowie lata przyszła ta dziwna, chłodna pogoda, wiedziała, że coś jest nie tak. Nigdy wcześniej nic takiego się nie zdarzyło, a pogłoski płynące z różnych stron o zimie w pobliskim lesie i dziwnych stworzeniach rodem z północy były aż nadto wyraźne, by brać je tylko za plotki. Nawet przyjaciel ojca twierdził, że widział wielką łasicę i wybrał się, by na nią zapolować. Astrid podejrzewała, że coś mogło mu się stać, skoro nie wracał od dwóch dni. Ojciec jednak nie mógł się tym zająć i ruszyć za nim, gdyż musiał jechać do Zimar, by sprzedać to, co udało mu się upolować i rozliczyć ze swoim klientem. Druidka została więc w obejściu sama, jedynie ze starym, psim przyjacielem Tove.

Jako osoba obcująca na co dzień z naturą sama miała zamiar wybrać się do Lasu Granicznego i zbadać te anomalie pogodowe, a dodatkowo na przyspieszenie tej decyzji wpłynęło pojawienie się w wiosce rannego ochroniarza jakiejś szlachcianki. Słowa Matki Teodory zawsze się sprawdzały i wyglądało na to, że w tej sytuacji również tak będzie. Druidkę zaciekawiło zwołane nagle przez Ionnię Teppen zebranie w "Srebrnym Gronostaju". Sprawa musiała być paląca i Astrid domyślała się, że jest związana z tymi wszystkimi ostatnimi wydarzeniami. Zostawiła więc Tove w domu i ruszyła do karczmy. Miała na sobie jedynie proste odzienie, które komuś, kto jej nie znał, zupełnie nie zdradzało, czym się na co dzień zajmuje.


Wyglądała jak typowa wieśniaczka i nie przeszkadzało jej to. Poza tym pozory myliły, bo choć może nie miała postury wojowniczki, to ojciec nauczył ją, jak obchodzić się z ostrzem i włócznią. Po Heldren jednak z bronią nie chodziła, bo i nie było po co. Każdy ją tutaj znał i lubił, zewsząd otaczały ją przyjazne twarze. Pewnym krokiem ruszyła poprzez chłodny wiatr, którym delektowała się, gdy owiewał jej oblicze i minąwszy kilka budynków dotarła do "Gronostaja".

Po wejściu do karczmy przywitała się ze wszystkimi zebranymi uniesioną ręką, dostrzegając też w tłumie kilka twarzy, których nie kojarzyła. Przeskakując wzrokiem po obliczach gości, zatrzymała się na moment na przystojnym młodzieńcu, którego znała od dziecka. Z delikatnym uśmiechem na ustach przecisnęła się między stolikami i podeszła do tego zajmowanego przez mężczyznę.
- Traivyr? - Wyszczerzyła się. - Słyszałam, że wróciłeś do Heldren, miło cię zobaczyć w dobrym zdrowiu. Na długo przyjechałeś?
Nie pytając nawet o pozwolenie, dosiadła się do niego, machając przy okazji na powitanie Kaley stojącej za barem.
- Astrid! - Zaklinacz wstał, co spotkało się z cichym piśnięciem siedzącej na jego ramieniu sowy. - Miło cię widzieć. - Poczekał, aż dziewczyna usiadła, po czym zrobił to samo. - Poznaj Śnieżkę. - Pogładził sowę po głowie. - Śnieżko, to jest Astrid. Nie tylko ładna, ale przede wszystkim mądra... - Uśmiechnął się do dziewczyny.
- Cześć, Śnieżko, piękna jesteś. - Astrid pogłaskała sowę po łebku. Uwielbiała każdy kontakt ze zwierzętami, czy to była mała mysz, czy wielki niedźwiedź, choć z tym drugim czasami bywało różnie. - A ty jak zwykle szarmancki i rzucający komplementami.
- Ja mówię prawdę i tylko prawdę - zapewnił z poważną miną. - Myślałem, że spędzę tu parę dni i wyruszę w świat szeroki, ale słyszę, że plotki się potwierdzają. Czego się napijesz?
- Aż tak bardzo ciągnie cię do wielkiego świata? Może jednak zostaniesz w wiosce na dłużej? - zapytała, uśmiechając się lekko.

- W dobrym towarzystwie zawsze można gdzieś się zaczepić na dłużej. - Uśmiechnął się lekko. - Ale sama wiesz, że mam we krwi wędrówki. Tak po ojcu, chociaż teraz może i tego po nim nie widać, jak i, przede wszystkim, po matce - odparł. - Oni pewnie zapomnieli, jak się włóczyli po świecie... Pewnie by woleli ujrzeć mnie z żoną u boku... A ciebie nigdy nie ciągnęło w świat? Na przykład w dalekie śniegi Północy? - Spojrzał na nią z zainteresowaniem.
- Oczywiście, że ciągnęło i obiecałam sobie, że kiedyś odwiedzę krainę z której pochodzi mój ojciec. Mam jednak obowiązki w Heldren, wiesz, że moja matka była szanowaną druidką. No i nie chciałabym zostawiać ojca, chociaż akurat on pewnie by chciał, żebym zobaczyła coś więcej, niż tylko okoliczne lasy, pola i miasta. - Uśmiechnęła się do niego.
- Obowiązki rodzinne... - Traivyr pokiwał głową, robiąc przy okazji minę doświadczonego mędrca. - Znam ten ból... - Uśmiechnął się. - Wiem, że ojciec ma pewne kłopoty, ale, na szczęście, mam rodzeństwo, które da sobie radę lepiej, niż ja. Uważam, że powinnaś porozmawiać z ojcem, zanim na stałe zapuścisz tu korzenie - dodał całkiem poważnie. - Im dłużej, tym będzie trudniej. Przemyśl to... Przez parę miesięcy twój ojciec da sobie radę sam, zapewniam. Pamiętam... - Uśmiechnął się, nie kończąc zdania.
Pamiętał aż za dobrze, z jakim animuszem ojciec Astrid pogonił za chłopakiem, który się podkradał do okienka dziewczyny. Ale niektórych rzeczy lepiej było nie mówić.
- Ale ja z nim rozmawiałam wielokrotnie na ten temat - odparła Astrid. - On niczego mi nie zabrania, twierdzi, że to moje życie i mogę zrobić z nim, co zechcę. Wie, że chcę się kiedyś wybrać do Kraju Królów Linnorm. Może w końcu się na to zdecyduję, kto wie - wzruszyła ramionami. - I fakt, ty masz trochę lepiej, bo rodzeństwo może przejąć tartak twojego ojca. Ja jestem jedynaczką. No ale zacząłeś o czymś mówić i nie dokończyłeś… - Popatrzyła na niego zaciekawiona.

- On cię powinien wypchnąć z domu, a nie czekać, aż sama dojdziesz do wniosku, że on jest na tyle duży, że da sobie radę bez twojej nad nim pieczy. - Traivyr był cały czas poważny. - To ty nie chcesz rozłożyć skrzydeł i wylecieć z gniazdka. Takie rzeczy robi się za młodu... Farakh i Ysbet, oni się już nie ruszą z Heldren, chyba że Ysbeth wyjdzie za mąż za "obcego". Im dłużej siedzisz w miejscu, tym trudniej się ruszyć - rzucił ludową mądrością. A twój ojciec ma więcej krzepy, niż większość mężczyzn w wiosce i okolicach.
- Jak mówiłam, ojciec mi niczego nie zabrania. I wiem, że poradziłby sobie, to twardy mężczyzna. Radził sobie, gdy zmarła moja matka, a ja miałam zaledwie cztery lata i musiał się mną zajmować a do tego pracować, żeby miał co sobie i mi do ust włożyć. W końcu zasmakuję życia poza "gniazdkiem", jak to nazwałeś. Zrobię to jednak w zgodzie ze sobą, a nie pod przymusem czy naciskami - rzuciła zupełnie spokojnym tonem, uśmiechając się kącikami ust. - Czyżbyś tak naciskał na mnie, bo marzy ci się wyruszenie w dalszą podróż ze mną przy boku? - Puściła mu oczko.
- Piękna, mądra i zaradna kobieta to skarb, każdy to wie. - Uśmiechnął się. - [i]Ale ty byś pewnie zaraz obróciła się na pięcie i wróciła do domu, machając mi na pożegnanie[/] - zażartował. - Złamałabyś mi wtedy serce... - dodał, robiąc smutną minę.
- Tak, mądra i zaradna kobieta to skarb, dlatego musisz sobie taką znaleźć - odparła wesoło. - A co do złamania serca… może warto spróbować. - Zaśmiała się pod nosem i zmieniła temat. - Jak ojciec się czuje? Słyszałam, że są jakieś problemy z wyrębem lasu i są związane z tymi ostatnimi wydarzeniami pogodowymi.
- Daleko bym takiej nie musiał szukać. - Obrzucił ją uważnym spojrzeniem, choć w oczach miał wesołe ogniki. - Ojciec jest, delikatnie mówiąc, wściekły, bo na wyrębie są kłopoty. - Spoważniał. - Słyszałem to i owo nawet w Zimar. Jakieś nietypowe zwierzęta i takie tam, ale myślałem, że to tylko takie opowieści. Dla stęsknionych wrażeń słuchaczy. No i, niestety, jest gorzej niż myślałem.

- Niestety, ale ta typowo jesienna pogoda jest czymś nietypowym o tej porze roku, a biorąc pod uwagę przepowiednię Matki Teodory i pojawienie się tego rannego najemnika… nie zwiastuje to dobrze - powiedziała poważnym tonem. - Mam złe przeczucia, czuję całą sobą, że nadchodzi mróz. W normalnych warunkach bym się cieszyła, w końcu to moja domena, ale teraz nie czuję, by było to coś dobrego. Te wszystkie zwierzęta w lasach i na polanach, plony, rośliny… Już teraz niektórzy wioskowi potracili część zbiorów. Chciałabym wierzyć, że to tylko jakiś ponury żart.
- O tej przepowiedni nie słyszałem. Co ma z tym wspólnego jakiś ranny? - spytał.
- Ponoć jego przybycie do wioski zapoczątkuje mroczne czasy. I pewnie związane jest to z tą dziwną pogodą - powiedziała. - Sam widzisz, że ludzie już się niepokoją, a ta przepowiednia tylko jeszcze bardziej ich wystraszyła. No ale zobaczymy, co powie nam Ionnia.
- Gdyby to była bajka, to za chwilę ktoś by ofiarował śmiałkowi worek złota i rękę królewny - zażartował, ale wnet spoważniał. - Zapewne Ionnia podsumuje wszystkie plotki i fakty i zaproponuje jakieś środki zaradcze - powiedział cicho.
- Pewnie tak właśnie będzie - powiedziała Astrid. - Ja w każdym razie zamierzam się wybrać do Lasu Granicznego i sprawdzić te anomalie. Muszę dowiedzieć się więcej na ten temat i może spróbować jakoś zaradzić. Nie chciałabym, żeby zwierzęta i sam las ucierpiał na tym wszystkim. Jeśli nie jesteś jakoś specjalnie zajęty pomaganiem ojcu przy prowadzeniu interesu, możesz wybrać się ze mną - zaproponowała, uśmiechając się lekko.

- Nie jestem pewien, czy ojciec uznałby moje działania za pomoc. - Traivyr uśmiechnął się. - A jeśli masz ochotę na mały spacer, to możesz na mnie liczyć. To dobry pomysł, zobaczyć, co się tam dzieje. Śnieżka też z przyjemnością rozprostuje skrzydła. Kiedy chciałabyś wyruszyć?
- Może jutro? Ale to też zależy od tego, co usłyszymy od Ionii. Zobaczymy - odparła. - A co do twojego wcześniejszego pytania, bo na nie nie odpowiedziałam, to napiłabym się ciepłego mleka. Dziękuję. - Uśmiechnęła się do niego.
- Ależ masz wysokie wymagania... - Uśmiechnął się. - Ale jak sobie życzysz...
Wstał i podszedł do Kaley.
Po chwili wrócił.
- Nie mają na składzie, ale Kaley obiecała, że zaraz coś załatwi - powiedział.
- Kochana kobieta, zawsze ze wszystkim chce pomóc - odrzekła Astrid z delikatnym uśmiechem. - No nic, trzeba poczekać na Ionnię i zobaczymy, co dalej. - Rozsiadła się wygodnie na krześle, rozglądając po sali.
Tainyr, popijając powoli wino, poszedł w jej ślady, chociaż dość często zerkał na swą rozmówczynię. Ona również łapała się na tym, że ich spojrzenia co chwilę się spotykają.
 
__________________
She herself is a haunted house.

Ostatnio edytowane przez Umbree : 09-06-2020 o 18:32.
Umbree jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-06-2020, 11:03   #4
 
Draugdin's Avatar
 
Reputacja: 23304 Draugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputację
Życie z piętnem bękarta na plecach nie należało do lekkich i najłatwiejszych. Jednak on nigdy się nie skarżył na swój los. Matka mu kiedyś powiedziała, że twarde życie kształtuje twarde charaktery i tego się trzymał. Z resztą matka nigdy nie okazała mu, że jest gorszy od innych. Jego plemię jednak nie było, aż tak wyrozumiałe. Mimo, że akt jego poczęcia był z dobrej woli obu stron, a nie był wynikiem gwałtu niewiele to zmieniało. Jego ludzki ojciec zniknął jeszcze przed jego urodzeniem, on zaś jako pór-ork dla swojego plemienia był bękartem i to w myśl zwyczajów tam panujących bękartem niegodnym noszenia nazwiska rodowego dopóki nie zmyje z siebie hańby pochodzenia. Mógł to zrobić jedynie dokonując czynów na tyle chwalebnych, aż rada plemienia stwierdzi, że były one godne by przywrócić mu nazwisko. Wiedział, że piętno bękarta pozostanie z nim do końca życia jednak miał zamiar zrobić wszystko aby odzyskać nazwisko rodowe. Do tego czasu znano go jedynie z imienia Draugdin. Po prostu Draugdin.

Był postawnym, dobrze zbudowanym, niemalże dwumetrowym przedstawicielem swojej rasy. Dlatego też przy swoich rozmiarach i ogromnej sile naturalnym wyborem broni w jego przypadku był potężny dwuręczny miecz, w którego władaniu nie miał sobie równych. Po biologicznym ojcu odziedziczył posturę i długie, mocne, kruczoczarne włosy. Przynajmniej tak mówiła mu matka. Niewiele jednak więcej mógł się od niej dowiedzieć. Matka nigdy za dużo o nim nie wspominała, a on sam nie pytał.

Przed swoimi osiemnastymi urodzinami pożegnawszy się z matką wyruszył na szlak w poszukiwaniu przygód, zarobku, chwały… Być może własnego biologicznego ojca. Nie był pewien, co właściwie chciałby w ten sposób osiągnąć? Jednego był pewien, że jeśli go kiedyś jednak spotka to chciałby mu po prostu spojrzeć prosto w oczy. Spojrzeć, zrozumieć, być może napluć prosto w twarz. Co prawda poszukiwanie ojca nie było celem nadrzędnym, jednak podróżując gdzie nogi i lepszy zarobek poniosą często pomimo wszystko podążał za wszelkimi pogłoskami o mężczyźnie z opowieści matki.

W swoich wędrówkach spotkał Ruzurn Krosrara, starego orka samotnika. Po wydarzeniach, które połączyły ze sobą ich losy tamten zaproponował Draugdinowi nieograniczoną czasowo gościnę w swojej samotni, a krótko potem został jego nauczycielem i wyszkolił go na kapłana bitewnego. Szczegóły tej historii były być może tyle ciekawe co i długie, takie idealnie nadające się do opowiadania gdzieś, kiedyś w karczmie przy dobrym piwie i trzaskającym kominku.
Draugdin nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad wyborem akurat tej klasy, jednak Ruzurn dostrzegł w nim predyspozycje fizyczne i duży potencjał, a co najważniejsze potrafił to wszystko dobrze ukierunkować i ukształtować. Na przestrzeni późniejszych lat pół-ork często wracał myślami do tamtych dni i zawsze jedynie upewniał się w przekonaniu, że dobrze iż los zetknął ich ze sobą. Miał dobrego nauczyciela i przyjaciela.

Pewnego dnia jednak zew szlaku po raz kolejny okazał się silniejszy. Tym bardziej, że po kilku latach po raz kolejny natknął się na informacje o mężczyźnie podobny do opisu ojca jaki znał. Mimo, że wiedział, iż pewnie i tak okaże się to niepotrzebna pogoń za duchami przeszłości, jednak pożegnał się z Ruzurn Krosrarem i ruszył w dalszą drogę.
Być może dodatkowym bodźcem do wyruszenia były słyszane już od dłuższego czasu tu i ówdzie plotki i przekazy o dziwnych zjawiskach pogodowych. W ciepłych, południowych rejonach Taldoru, gdzie przebywali było to zjawisko cokolwiek dziwne. Tym bardziej, że mieli praktycznie środek lata. Jego wrodzony instynkt zazwyczaj podpowiadał mu dobrze i wiedział, że gdzie niewyjaśnione i tajemnicze zjawiska, wydarzenia czy nawet chociażby plotki - tam zazwyczaj najczęściej nadarza się okazja na dobry zarobek.

W ten to sposób dotarł do niewielkiej wioski Heldren. Jako, że był strudzony podróżą więc swoje pierwsze kroki skierował do jedynej w tej okolicy karczmy o przyjemnej nazwie “Srebrny Gronostaj”. Co prawda zastanowił do fakt, że w herbie gospody zwierzak był biały. Wiedział z doświadczenia, że gronostaje zmieniają kolor sierści w zależności od pory roku, a białą barwę przybierają tylko w zimie. Było to cokolwiek dziwne w tym rejonie, gdyż południowe krainy Taldoru należały do obszarów o bardzo ciepłym klimacie, a zimy zazwyczaj były tu krótki i łagodne.

Siedząc przy jednym ze stolików pozornie pochłonięty dobrym posiłkiem i napitkiem wsłuchiwał się jednak uważnie w otoczenie. Karczmy i gospody były zawsze najlepszym źródłem informacji wszelakich.
Usłyszał już chyba wszystkie te same plotki i przekazy, które już dane mu było usłyszeć wcześniej po drodze tutaj. No może nowością była jedynie przepowiednia starej wioskowej wróżbitki. to było coś nowego, a prostemu ludowi niewiele było potrzeba żeby w takie rzeczy uwierzyć.

Pomyślał sobie, że prawdopodobnie te same przesłanki i zasłyszane wieści przywiodły do tej wioski innych wędrowców, gdyż na pierwszy rzut oka można było rozpoznać stałych mieszkańców i przybyszów z zewnątrz. Bystrym wzrokiem wyłonił z tłumu catfolka i mężczyznę z piórami zamiast włosów. Wiedział, że tego typu małe, zaściankowe wioski bazowały raczej na stałej zamkniętej społeczności i często nawet nie były zbyt tolerancyjne dla przedstawicieli innych ras czy “odmieńców” jak ich potocznie wieśniacy nazywali. Nie od dziś jednak wiadomo, że gdy trudne czasy trzeba się chwytać wszystkich możliwych rozwiązań. Nawet tych nietypowych i wcześniej niedopuszczalnych, jak chociażby zwrócenie się z prośbą o pomoc do orka czy innego “odmieńca”.
Być może dlatego, że czas nastał niepewny nie spotkał się z żadnymi jak dotąd nieprzyjemnościami w związku ze swoją rasą odkąd tu przybył.
W gospodzie z chwili na chwilę robiło się coraz większe poruszenie i napływali nowi ludzie. Być może było to związane z jak zdołał usłyszeć mającym się tu odbyć zwołanym, specjalnym zebraniem. Był tylko ciekaw czy miało ono dotyczyć wyłącznie mieszkańców… Kończąc posiłek był przekonany, że za chwilę się o tym przekona. Albo zostanie wyproszony z karczmy, albo poproszony o pozostanie. Z oboma możliwościami gotów był się pogodzić.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.
Draugdin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-06-2020, 13:27   #5
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 46202 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację
"Srebrny Gronostaj". Ciekawa nazwa na knajpę. Akial siedział od dłuższego czasu popijając lokalne specjały i zabawiając dzieci różnymi historiami. Zauważył pewne można by rzec zasady. Nie będąc miejscowym wywołuje się dwa typowe odczucia: pozorny brak zainteresowania charakteryzujący się ignorowaniem wprost i rzucaniem ukradkowych spojrzeń gdy się myśli, że ów obcy nie widzi, lub mniej lub bardziej jawna niechęć. Jeśli jednak jest się amurruns - "kotludem", "kotołakiem", czy "kotwiekiem", dochodzi trzeci stan - jeśli lubisz koty, od razu czujesz kocimiętkę. Akial spotkał się ze wszystkimi trzema zachowaniami na drodze w zasadzie równie często. Nie prowadził żadnych statystyk, jednak zdawał sobie sprawę, że są ludzie, którzy topią koty w studniach i tacy, co zostawiają im miseczkę mleka na ganku. Są też tacy, którzy nie zauważają cichych pospolitych dachowców i myszołapów.
Drugą prawdą było to, że dzieci miały gdzieś wszelkie podziały rasowe, czy uprzedzenia, przeto stanowiły doskonałe źródło informacji, a łase na opowieści z dalekich stron i okazjonalne smakołyki pojawiające się znikąd były szalenie urokliwe w okazywaniu uczuć.

A Akial chłonął opowieści, chłonął ten nowy świat. Tu wszystko było inne. Drzewa miały igły, i liście, które podobno zrzucały na zimę, czym doprowadzały sprzątające je dzieciaki do szaleństwa. Drzewa też różniły się między sobą, niektóre miały niepozorne małe listki, inne wielkie liście, z których mógłby zrobić sobie maskę. I w lesie był mech! Taki mięciutki, na którym można było poleżeć i posłuchać kołyszącego do snu szumu drzew. Ziemia pachniała inaczej, kwiaty... och, tyle kolorowych kwiatów. A ptaki... Chłopak był zafascynowany niemal każdym napotkanym po drodze głazem. A dziewczyny jakie ładne! Co prawda ubrane mniej skąpo, ale to dodawało tylko urody. Jasne, czasem blade wręcz cery, blond lub rude włosy tak dalekie od tego do czego przywykł. I stroje okrywające ciało, wzbudzające fantazję. Nawet Słońce świeciło inaczej, a nocne niebo nie pokazywało tych samych gwiazd. A przynajmniej nie w tych miejscach, w których by się ich spodziewał. Akial chłonął wszystko co ten nowy świat miał mu do zaoferowania, próbując nowych potraw i regionalnych napitków. I gier. Tutejsi ludzie mieli w sobie żyłkę hazardzisty, ale niestety nie potrafili grać. Niektórzy nawet nie potrafili przegrywać, o czym kilka razy się przekonał uciekając z łupem przed wieśniakami. Aha, odnośnie tych dziewczyn, to ich ojcowie też jakoś niechętnie patrzyli na absztyfikantów. To co pchało go na wschód to nie tylko wkurzeni tatusiowie, ale przede wszystkim zima. Tak, podobno tu pada śnieg! W lato! Akial słyszał tylko o tym fenomenie nigdy nie widząc go z bliska.

Do Heldren przybył przed południem prowadząc za sobą swojego wiernego, wygranego w kości osła "Kłapouchego". Niesamowite to było zwierze. Jeszcze dwa tygodnie temu szło na rzeź, a teraz grzecznie tuptało za "kotołakiem", jak go nazywała większość na tym kontynencie, nie skarżąc się na noszony bagaż. Kłapouchy nie był ani stary, ani młody, choć stan jego brunatno-szarej sierści mógł sugerować, że najlepszą część życia mógł mieć za sobą. Jedno ucho miał oklapnięte gdzieś tak od połowy wysokości, co nadawało mu wyraz zainteresowanego, jeśli spojrzeć na lewy profil, jednak prawe ucho całkowicie oklapnięte niemal zasłaniało oko. Osioł co jakiś czas potrząsał głową zrzucając je, jednak niewiele to dawało. Akialowi podobało się to, że zwierze ma charakter, dlatego umilał sobie zwiedzanie nowych miejsc rozmawiając z Kłapouchym na różne tematy, od filozoficznych, po te bardziej przyziemne.
Zostawił go w dobrych rękach w "stajni" znajdującej się nieopodal i resztę dnia spędził na zabawie w Gronostaju. Dziwił się bardzo, że nie stanowił lokalnej atrakcji już od wjazdu, bowiem do tego przywykł podróżując od miesiąca, jednak zawsze mógł dzieciaki i lokalne zwierzęta. Zanim zrobiło się tłoczno Akial wypił cały zapas mleka jakim dysponował Gronostaj, dwie solidne porcje kuropatw i odrobina miejscowych wypieków na deser. Od popołudnia, a zatem od kilku godzin delektował się różnymi rodzajami trunków rozsmakowując się w lokalnej kuchni. Wiedział już o zebraniu jakie zorganizowała sołtys tego wspaniałego zgrupowania kilkunastu chałup, niejaka Ionnia Teppen. Wiedział o pogłoskach, plotkach, a nawet o przepowiedni. Przywitał się skinieniem głowy z wybitnie nietutejszym półorkiem i dziwnym upierzonym chłopakiem. Zdążył dowiedzieć się kto jest kim, więc wymyślił z dzieciakami grę, w której zgadywał imię każdego wchodzącego do izby. Czasem specjalnie przeinaczał imię, lub celowo mylił osoby co wywoływało śmiech wśród dzieci, jednak im tłum dorosłych gęściał, tym tłum dzieciaków malał. Młodziki czuły intuicyjnie, że należy ulotnić się i podsłuchiwać starszych z ukrycia.

Akial przyglądał się tym igraszkom z uśmiechem. Zresztą jego wyraz twarzy zawsze był lekko uśmiechnięty przez naturalnie podniesione policzki i gęste futro w okolicach uszu. Był prawie całkowicie czarny z niewielkimi przebłyskami szarego na końcówkach futra i kawałkami rudego "krawata" na szyi w kształcie przypominającym płomień. Smukła i gibka sylwetka przypominała połączenie elfa z kotem, miała w sobie coś z drapieżności dzikich kotów i smukłości, pewnej nieznanej człowiekowi efemeryczności elfów. Nie był zbyt wysoki, choć siedząc trudno było to dostrzec. Miał na sobie krótkie białą tunikę wiązaną u góry i luźną krwiście czerwoną chustę kontrastującą z bielą koszuli i czernią futra. Nastroszone uszy pilnie wyłapywały strzępy toczących się rozmów, a olbrzymie, piękne i niesamowicie błękitne oczy śledziły każdego pojawiającego się przybysza. Jego uwagę zwróciła piękna niewiasta o jasnej cerze, pełnych czerwonych ustach i blond włosach wpadających w srebro. Prosty strój podkreślał tylko naturalne piękno, którego drogie kamienie i złoto mogło tylko zepsuć. Akial mimowolnie poprawił koszulę siadając w bardziej wyluzowanej pozie, choć dziewczyna zdawała się go nie dostrzegać. Jego? W tym miejscu? Niesamowite! Z pewnym niedowierzaniem pyknął kółko z fajki, którą ćmił od dłuższego czasu. Pokiwał głową w niedowierzaniu, jednak nie ruszył się z miejsca, widząc, że dziewczyna przysiadła się do kogoś. Nie widział z kim rozmawiała, bowiem mężczyzna siedział do niego prawie że tyłem, ale pozwalało mu to lepiej przyjrzeć się dziewczynie. Jeśli takie łanie skrywają się w tych wioskach, to czuł jeszcze większą chęć podróży. Póki co jednak musiał dowiedzieć się o co chodzi z tą przepowiednią. Zapowiadała się niesamowita historia, a on chciał ją poznać.
 

Ostatnio edytowane przez psionik : 09-06-2020 o 13:40.
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-06-2020, 20:24   #6
Dział DnD
 
shewa92's Avatar
 
Reputacja: 25706 shewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputacjęshewa92 ma wspaniałą reputację
Powrót do Heldren był łatwiejszy, niż mogłoby się wydawać. Wieść o śmierci matki była zaskakująca i zdecydowanie bardziej bolesna niż się Mihaelowi wydawało. W czasie jego nieobecności wymienili kilka listów, ale najczęściej dotyczyły spraw błahych. Chłopakowi wydawało się, że Marie nie widziała jak i o czym z nim rozmawiać, podobnie jak w czasach, gdy razem mieszkali. Nie miał jej tego za złe. Za bardzo się różnili, ale mimo wszystko dbała o niego na tyle ile potrafiła.

Zaraz po przybyciu udał się, by złożyć symboliczny wieniec na jej grobie i po dłuższej zadumie udał się do rodzinnego domu. Rovar, straszy o szesnaście lat brat, nie ukrywał, po co ściągnął go do wioski. Nikt nie miał wątpliwości, że Mihael nie był synem Toma i nie powinny mu przysługiwać żadne prawa do ziemi, ale też nikt tego oficjalnie nie zakwestionował. Trzeba było się jakoś dogadać, zwłaszcza że starszy spodziewał się właśnie pierwszego dziecka. Jego żona w dodatku nie pałała do Mihaela zbytnią sympatią, głównie przez to, że w przeszłości często padała ofiarą jego "drobnych psot". Młody mnich nie był w stanie jej za to winić. Z perspektywy czasu oceniał, że to co brał za niechęć z powodu swojej inności, często było po prostu zwykłą obojętnością. Nie dyskutując z domownikami, zabrał swoje rzeczy, obiecał szybkie zrzeczenie się ewentualnych praw do ziemi i udał się spowrotem do miasteczka. Przed odejściem wypytał jeszcze brata o siostrę. Nie dziwił się, że chciała opuścić to miejsce. Zawsze ciągnęło ją do świata, ale niepokoiło go, że nie nie wiadomo dokąd dokładnie się udała. Plotki zebrane wśród tutejszych też nie rzuciły zbyt wiele światła na sprawę. Wiedział tylko tyle, że kobieta, która przyjęła Kate na służbę była wyniosła, bogata i miała "złe oko", cokolwiek by to nie znaczyło. Zastanawiał się, właśnie czy nie powinien udać się śladem siostry na północ, chociaż szanse jej odnalezienia wydawały się mizerne, kiedy wpadł na Kaley. Dawna przyjaciółka matki natychmiast go rozpoznała i zaciągnęła do gospody, by wypytać o to, co się z nim działo przez minione lata. Widząc, że nie ma gdzie spać, zaproponowała "zwolniony z opłat" pokój na piętrze, na który z chęcią przystał.
Kolejne dni upłynęły na załatwianiu spraw majątkowych i szwędaniu się po okolicy. Spotkał kilka znanych twarzy, niektórzy nawet, ku jego zdziwieniu, zatrzymali się by wymienić uprzejmości i podzielić się plotkami, a tych było całkiem sporo. Początkowo opowieści o śniegu i dziwnych stworzeniach w granicznym lesie uznał za mocno przesadzone, ale i on zaczął zauważać, że rzeczywiście jest wyjątkowo chłodno jak na tę porę roku. Dokładając do tego przepowiednię Matki Teodory i pojawienie się rannego najemnika, zaczynał podejrzewać, że może faktycznie jest coś na rzeczy. Niepewności rozwiały się wraz z informacją o naradzie w "Srebrnym Gronostaju". Ionnia Teppen była odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku i jeśli ona traktowała sprawę poważnie to nie należało jej bagatelizować. Pozostało czekać na rozwój wydarzeń.
***
Zszedł z pięterka, zanim zaczęli się schodzić ludzie. Zależało mu, żeby zająć miejsce na uboczu i najmniej rzucać się w oczy. Mimo cieplejszego przyjęcia niż się spodziewał, nadal miał obawy co do niektórych osób. Głęboko liczył na to, że Bruno gdzieś wyjechał i nie zjawi się na spotkaniu. Przez ostatnie kilka dni nie natknął się na niego ani razu, ale szczęście nie mogło trwać w nieskończoność. Czas podobno leczy rany, ale gdyby nie ich ostatnie spotkanie to Mihael zapewne nie musiałby opuszczać Heldren, nie musiałby zostawiać domu i matki, ale przede wszystkim, nie musiałby rozstawać się z siostrą.


Mihael starał się nie poruszyć. Siedział w krzaku malin, rosnącym wzdłuż ogrodzenia domu kowala. Nie chciał, żeby ktokolwiek go zobaczył z przynajmniej dwóch powodów. Przede wszystkim miał stąd doskonały widok na śliczną Xanthi, bawiąca się w ogródku. Dziewczyna mimo, że dopiero dziesięcioletnia, robiła już w miasteczku niemałą sensację swoją urodą. Większość chłopaków z Heldren i okolicznych farm tylko marzyła o tym, by skraść córce Iskera chociaż jednego całusa. Mikhael nie należał do tego grona. Nie wierzył, że jest możliwy taki splot okoliczności, w którym byłoby to możliwe. Był dziwolągiem i większość dzieciaków w wiosce nie pozwalała mu o tym zapomnieć. To był drugi z powodów jego skradanie się i ukrywania przed jakimkolwiek wzrokiem. Za każdym razem, kiedy pojawiał się w miasteczku, Bruno i jego banda, dopadali go z kolejną serią złośliwości, a często na tym się nie kończyło. Chłopak nie chciał znowu wymyślać jakiś upadków z drzewa czy innych wymówek, usprawiedliwiając przed matką kolejne siniaki i zadrapania. Tym razem zamierzał nie dać się znaleźć. Prawie mu się to udało.

***

Słońce chyliło się już ku zachodowi, kiedy postanowił ruszyć na farmę. Wiedział, że jeśli się spręży to wróci do domu jeszcze przed kolacją. Mijał już ostatnie zabudowania, kiedy zza zakrętu wyszło kilku chłopaków. Na czele oczywiście jak zawsze szedł Bruno, nie wiedzieć czemu ściskając pod pachą dosyć nerwowego kurczaka.

-Tuś mi ptaszku! - wolał zadowolony prowodyr bandy - Chyba nie chciałeś wrócić do domu bez swojej narzeczonej co? - potrząsnął niesionym przez siebie zwierzakiem, jeszcze bardziej go denerwując - Myślę, że zasłużyła sobie na buziaka w ramach przeprosin, nie chłopaki?

Jak na sygnał, za Mihaelem pojawiło się dwóch kolejnych, odcinając mu drogę ucieczki. Nie było takiej potrzeby bo chloapk nigdy nie uciekał. Uniósł powoli pięści i szykował się na to co nastąpi. Wiedział, że nie miał szans, ale zamierzał maksymalnie utrudnić im zadanie.

***

Na kolację oczywiście nie zdążył. Podbite oko, ślady pod dziobie i pazurach na twarzy i ramionach utrudniały znalezienie jakiejś wiarygodnej wymówki. Uznał, że powie chociaż część prawdy i przygotowaną, odpowiednio okrojoną wersja wydarzeń wszedł do domu. Matkę znalazł w kuchni, plotkującą z Kaley, jedną z nielicznych osób, z jakimi Marie w ogóle utrzymywała kontakty.

-Przepraszam za spóźnienie mamo. Po drodze zaatakował mnie wściekły kurczak i nie chciał się odczepić. - Wiedział, że nie ma co liczyć na to, że jego wygląd przejdzie niezauważony. No i przecież to, co mówił było dość zbliżone do prawdy.

Marie spojrzała na niego krzywo. Obejrzała od góry do dołu i podkręciła z niedowierzaniem głową.

-Ten kurczak nie miał czasem na imię Bruno?- pytanie całkowicie zbiło go z tropu - Naprawdę myślałeś, że nigdy się nie dowiem, że chadasz do miasta i non stop wydajesz się w bójki z tym chłopakiem?! - Marie była bardziej wzburzona niż zwykle.

- Będziesz tak stał jak kołek, czy zawstydzisz mnie przed gościem jeszcze jakimś kłamstwem?! Na górę! Już! Bez kolacji! - wrzasnęła. Chłopak był już w połowie schodów, zanim skończyła mówić.

***

Matka niemal całą noc debatowała z Kaley. Współwłaścicielka gospody dowiedziała się niedawno, że Mihael nie ma lekko w wiosce i właśnie o tym przyszła porozmawiać. Chłopak i tak nie miał szans na ziemię, a i raczej marne widoki na jakąś żonę. Chyba trzeba było poszukać mu jakiegoś lepszego domu.




Siedział więc w cieniu, starając nie rzucać się w oczy. Nie było to najłatwiejsze. O ile posturą i wzrostem nie wyróżniał się w tłumie nawykłych do pracy wieśniaków, o tyle z włosami był już pewien problem. Właściwie to ich nie było, a na ich miejscu rosły czarne, dosyć długie pióra. Nie wyglądało to źle, ale wystarczyło by stanowić dobry powód do zaczepki i drwin. O dziwo teraz, zapewne przez niepokoje związane z pogodą, nikt nie zwracał na nie uwagi. Mihael bardzo chciał, żeby tak zostało. Skubnął nerwów końcówki lekko spiczastych uszu i uważnie przyglądał się przychodzącym swoimi zielonymi, dziwnie zwierzęcymi oczami. Nie dało się ukryć, że płynie w nim krew istot z niższych planów. W tłumie wyłowił sporo znanych twarzy, a także kotołaka i pólorka, wyglądających na zainteresowanych całą tą aferą.

"Dziś chyba nie jestem największym dziwakiem we wsi" - zażartował w myślach, po czym wrócił do obserwacji i oczekiwania na rozpoczęcie narady.
 

Ostatnio edytowane przez shewa92 : 10-06-2020 o 20:38.
shewa92 jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-06-2020, 08:39   #7
 
Ayoze's Avatar
 
Reputacja: 36774 Ayoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputacjęAyoze ma wspaniałą reputację
#2


"Srebrny Gronostaj" był dla mieszkańców Heldren bezpieczną przystanią. Miejscem pomagającym uczcić narodziny dziecka, odsapnąć po ciężkim dniu pracy w tartaku czy kłótni z małżonkiem. Od pokoleń miejscem zarządzała rodzina Garrimosów, dbająca nie tylko o lokal, ale też o każdego klienta z osobna - czy lokalnego, czy przejezdnego. To tutaj można było zjeść świetną jajecznicę na bekonie z rana, zapiekankę pasterską na obiad a wieczorem, po ciężkim dniu uraczyć się zimnym piwem lub winem. To tutaj również, w głównej sali gęsto zastawionej stolikami informacje wędrowały od ust do ust, a gospoda stanowiła niejaką tubę informacyjną dla wszystkich mieszkańców.

Siedząc w różnych częściach pomieszczenia widzieliście, jak ta z każdą minutą zapełnia się coraz bardziej, aż nie było gdzie usiąść i każdy kolejny gość musiał znaleźć sobie miejsce, by gdzieś postać lub przycupnąć. W pewnym momencie drzwi otworzyły się i do sali wszedł dobrze zbudowany, ale paskudny z twarzy młody mężczyzna w towarzystwie czterech kolegów. Mihael od razu rozpoznał w nim Brunona, ten na szczęście nie wypatrzył go w pęłnej sali. Niedługo później w karczmie pojawiła się trójka ludzi - wysoki, brodaty mężczyzna o hardym spojrzeniu, starowina wyglądająca na szamankę i dobrze ubrana kobieta o kasztanowych włosach. Cała trójka stanęła na podwyższeniu w kącie sali, które czasami służyło bardom zapraszanym przez Garrimosów. Kobieta w średnim wieku wyszła przed szereg i rozejrzała się po sali. Wszystkie rozmowy w sekundę umilkły.


- Dziękuję za tak liczne przybycie. Widzę na sali gości, którzy postanowili zatrzymać się w gospodzie, więc może najpierw się przedstawię - nazywam się Ionnia Teppen i jestem sołtysem Heldren. To jest Victor, przywódca lokalnej milicji i nasza Wiedząca, czyli Matka Teodora. - Przedstawiła swoich towarzyszy i przeszła do sedna. - Jak sami się domyślacie, sytuacja nie jest dobra. Pogarszająca się z każdą chwilą pogoda i co za tym idzie niewytłumaczalne wydarzenia, jakimi ostatnio większość z was była świadkiem, nie napawają optymizmem. Uprawy Starego Dansby'ego obumarły, syn drwala Hagherty'ego zachorował na dziwną chorobę, z której nawet nasza wspaniała Tessaria i Matka Teodora nie potrafią go wyleczyć. Wszystko przez to, że zobaczył w lesie wielkiego jelenia, który do niego przemówił...

Wtem niezmąconą ciszę oraz skupienie z jakim zebrani w gospodzie ludzie słuchali kobiety przerwał donośny, maniakalny śmiech. Wszyscy zwrócili się w stronę, z której dochodził i dostrzegli Bruno Laranzę - lokalnego chłystka i bumelanta niegrzeszącego rozumem. Śmiał się tak głośno i głupkowato przez kilka sekund, że nawet Victor, dowódca lokalnej straży chciał ruszyć w jego stronę, jednak sołtyska powstrzymała go dłonią.
- Wiem, że dla niektórych ta sytuacja może się wydawać zabawna, panie Laranza, ale zapewniam... - zaczęła ostrym tonem Ionnia.
- Ja przepraszam, pani sołtys... naprawdę nie wiem jak... przepraszam - próbował tłumaczyć się Bruno, gdy jego śmiech uciął się nagle. Mieszkańcy patrzyli na niego ze złością wypisaną na twarzach, a Bruno wyglądał, jakby chciał zapaść się pod ziemię, co sprawiło obserwującemu wszystko Mihaelowi nie lada satysfakcję.

Gdy tamten się uspokoił, Ionnia kontynuowała przemowę.
- Dryden Kepp widział podobno w lesie wielką, białą łasicę na którą wyruszył zapolować. Nie ma go od dwóch dni w wiosce i choć to doświadczony traper, jestem skłonna uwierzyć, że coś mu się stało. Do tego wszyscy chyba mówią o mężczyźnie z północy, który zawitał wczoraj do Heldren. To ochroniarz Lady Argentei Massalene, szlachcianki z Oppary, która wracała z Zimar do stolicy. Yuln, bo tak ma na imię ów mężczyzna, zdołał uciec, gdy stwory kojarzone tylko z północą zabrały szlachciankę do lasu. - Wśród mieszkańców podniósł się nagle szum rozmów, który Ionnia uciszyła gestem dłoni. - Jako osoba odpowiedzialna za naszą społeczność, po przedyskutowaniu wszystkich "za" i "przeciw" z Victorem i Matką Teodorą, doszłam do wniosku, że trzeba pomóc porwanej kobiecie i sprawdzić, z czym naprawdę wiąże się ta zła pogoda. Niestety, w razie, gdyby sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót, Victor i jego ludzie muszą pozostać na miejscu, by nas bronić. Dlatego zwracam się z prośbą do odważnych mężczyzn i kobiet z Heldren oraz naszych gości. Potrzebujemy kogoś, kto wyruszy do Lasu Granicznego, odnajdzie Lady Massalene i wróci do wioski z wieściami na temat pogody.

Na sali zapadła grobowa cisza. Na pewno nie takich informacji spodziewali się zebrani tu ludzie. Po chwili odezwał się poznaczony bliznami mężczyzna o surowym spojrzeniu, znany wśród mieszkańców stolarz Fergus.
- Z całym szacunkiem, Ionniu, ale skoro nawet ochroniarz z północy uciekł z miejsca, gdzie porywano jego pracodawczynię, to jak my, prości wieśniacy mielibyśmy ją uwolnić? Nie jesteśmy wojownikami.
W sali podniósł się szum rozmów. Kilka osób wykrzyczało słowa poparcia dla stwierdzenia stolarza.
- Yuln i jego ludzie nie byli przygotowani na pogodę, bo chyba nikt nie byłby gotowy na zimę w południowym Taldorze w środku lata - odparła Teppen. - Ma odmrożony nos i palce, co chyba jasno mówi, jaka aura panuje w Lesie Granicznym. Nikogo nie zmuszamy, by wyruszył na miejsce. Szukamy ochotników i mamy nadzieję, że ktoś jednak zechce pomóc porwanej kobiecie i przy okazji samej wiosce, bo musimy wiedzieć, na co się przygotować. Ktoś gotów podjąć to wyzwanie? - Rozejrzała się po sali.

 
Ayoze jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-06-2020, 10:15   #8
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 92182 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Tłok się robił coraz większy i w końcu Astrid i Traivyr musieli usiąść bliżej siebie. Przeciwko czemu Traivyr nic nie miał, a nawet wprost przeciwnie.
Mniej zadowolona była Śnieżka, której przeszkadzał nie tyle tłok, co coraz głośniejszy gwar.
- Prawie cała wieś się zbiegła - powiedział cicho do Astrid.

Na widok Brunona Traivyr omal nie parsknął śmiechem.
Wioskowy postrach dzieci i młodzieży był tchórzliwym gnojkiem, który brutalnością rekompensował sobie wielkość przyrodzenia, a silny był siłą swych przydupasów. A nawet z nimi nie zaczepiał tych, co mogli mu się w jakikolwiek sposób odpłacić za ewentualne krzywdy.
Ale to nie jego obecność rozbawiła Traivyra. To właśnie jego widział kiedyś podkradającego się pod okienko Astrid... i biorącego nogi za pas, gdy przyuważył go Torvald. Traivyr nigdy nie przypuszczał, że Bruno potrafi tak szybko biegać... Nie zamierzał jednak o tym mówić - ani wtedy, ani teraz.
Z drugiej strony - trudno się było Brunonowi dziwić. Oczywiście jeśli chodziło o zainteresowanie dziewczyną. Trzeba by być ślepym by nie zauważyć, że parę lat temu Astrid w interesujący sposób zaokrągliła się tu i ówdzie.

Gwar rozmów przycichł, gdy w gospodzie pojawiły się najważniejsze osoby we wsi. No i wnet wyszło na jaw, że część plotek była typowymi plotkami, ale znaczna część okazała się zimnymi faktami. BARDZO zimnymi.

- Nic a nic nie zmądrzał - szepnął do ucha dziewczyny, gdy Bruno ponownie błysnął wybitnym intelektem. - Aż mi go żal... No, prawie. - Uśmiechnął się lekko.

Wiele racji kryło się w słowach Fergusa, jeszcze więcej w słowach Ionnii.
Co prawda ratowanie księżniczek dobre było w bajkach, a z wyciągania dziewic z opałów Traivyr wyrósł jakiś czas temu, ale w gruncie rzeczy nie chodziło o jakąś szlachciankę, ale o los całej wioski, w tym i tartaku. Na dodatek pytanie Ionnii zbiegło się w zadziwiający sposób z tym, o czym rozmawiali z Astrid.
Spojrzał na dziewczynę, a gdy ta skinęła głową wstał.

- Pójdziemy - powiedział. - Astrid i ja możemy wyruszyć sprawdzić, co się dzieje w Lesie Granicznym.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-06-2020, 11:27   #9
 
Umbree's Avatar
 
Reputacja: 31006 Umbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputację
Rozmowa z Traivyrem układała się tak przyjemnie, że Astrid nie zorientowała się nawet, ile czasu zajęło Kaley na załatwieniu dla niej ciepłego mleka. Po prostu złapała się na tym, że uśmiechnięta właścicielka postawiła przed nią kubek pełen ciepłego, parującego płynu.
- Na zdrowie! - rzuciła.
- Dziękuję, jesteś najlepsza - odparła wesoło druidka i spróbowała mleka. Było idealnie podgrzane, gotowe do picia bez możliwości, by się poparzyć. - Fantastyczne jak zawsze.
- Cieszę się. Bawcie się dobrze, gołąbeczki, ja wracam za kontuar. Jakbyście coś jeszcze potrzebowali, wołajcie - powiedziała z uśmiechem i pognała do męża.

Sala dość szybko się zapełniała, a gdy pojawił się Bruno, Astrid skrzywiła się nieznacznie. O ile jako dziecko potrafiła dogadać się z prawie wszystkimi rówieśnikami i nawet nieco starszymi od siebie dziećmi, o tyle z Brunem nigdy nie umiała złapać wspólnego języka. Był zawsze krzykliwy, butny i uważał się za lepszego, ale tylko w towarzystwie swoich - podobnych jemu - kompanów. Przypomniała sobie nagle, jak kiedyś spotkała go na polanie nieopodal domu, gdy wracała z lasu i ten paskud próbował zerwać z niej sukienkę. Kopnęła go wtedy z całej siły między nogi i uciekła a o wszystkim opowiedziała ojcu.

Torvald od razu, niczym rozjuszona bestia pobiegł do domu jego rodziców i choć nigdy nie zdradził Astrid, w jaki sposób załatwił tę sprawę, dziewczynka mogła się domyślać. Od tamtej pory Bruno nie zamienił z nią ani słowa, a widząc ją idącą ścieżką, przechodził na drugą stronę i mijał, jakby nie istniała. Niestety, nie wszystkie dzieciaki miały takie szczęście jak ona. Na przykład Mihael, którego dopiero teraz zauważyła. Pomachała do niego, uśmiechając się serdecznie. Nawet nie wiedziała, kiedy przyjechał do Heldren.

Wsłuchiwała się z uwagą w słowa Ionni, gdy Bruno nie pierwszy raz błysnął swoim wybitnym intelektem. Astrid poczuła zażenowanie, słysząc, jak tamten śmieje się do rozpuku z poważnych spraw.
- On już nigdy nie zmądrzeje - odparła Traivyrowi. - Dozgonnie będzie sprawował funkcję wioskowego głupka. I chyba jakoś mu to nie wadzi.
Niestety, większość pogłosek odnośnie sytuacji w okolicy okazywała się prawdą a Ionnia wyszła z propozycją, która nie spodobała się mieszkańcom. Tak się składało, że Astrid i Traivyr i tak mieli wybrać się do Lasu Granicznego, więc przy okazji mogli rozejrzeć się za porwaną szlachcianką, która na pewno potrzebowała pomocy. O ile jeszcze żyła.

- Dokładnie, wybierzemy się tam - zawtórowała słowom przyjaciela. - Na początek jednak dobrze by było, gdybyśmy mogli porozmawiać z Yulnem i dowiedzieć się od niego kilku szczegółów. Mam nadzieję, że jest to możliwe?
Liczyła również, że postawą swoją i Traivyra zmobilizuje być może jeszcze kogoś, kto zechce im towarzyszyć w tej wyprawie, która - co by nie mówić - zapowiadała się tajemniczo i ekscytująco zarazem.
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-06-2020, 13:37   #10
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 46202 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację
Tłum gęstniał z każdą minutą zajmując wszystkie możliwe miejsca, podesty, parapety i schody, toteż Akial również niezbyt długo cieszył się pustym stolikiem. W zasadzie to nie cieszył go pusty stolik, Akial lubił towarzystwo, a szczególnie takie towarzystwo. Trudno stwierdzić, czy to jego zwierzęcy magnetyzm, czy może zbliżenie do natury, ale po jego lewej stronie dosiadł się przeuroczy niziołek o pucułowatej buzi i spękanych od roli rękach. Zamienili kilka uprzejmości gdy po drugiej stronie dosiadła się kasztanowłosa półelfka. Nieco wycofana przycupnęła na zydelku rzucając od czasu do czasu ukradkowe spojrzenie na niego. Tłum gęstniał jeszcze bardziej i wydawało się, że jak tak dalej pójdzie, to rozniesie knajpę. Akial również nie byłby sobą gdyby nie zagadał. Przeprosił swojego dotychczasowego rozmówcę i ścisnęli się przy stole tak, żeby obok niziołka ktoś się jeszcze zmieścił, samemu przysuwając się do cichej półelfki. Przedstawił się mrucząc jej do ucha. Uśmiechnęła się uroczo spod gęstych rzęs skrywających duże migdałowe oczy. Była nieśmiała i od razu wyczuł, że coś ją trapi i musiało to siedzieć głęboko. Akial postawił sobie za punkt honoru dowiedzieć co to jest. Póki co ich cicha rozmowa o wszystkim i o niczym zaowocowała wyraźnym rozluźnieniem Tessari, bo tak nazywała się dziewczyna, a nawet kilkoma szerszymi uśmiechami.

Pojawienie się Brunona wyraźnie usztywniło co poniektórych. Nie dziwił się, ten osobnik wyglądał na takiego, co w młodości przywiązywał kotom kamienie do ogonów i wrzucał do studni. Westchnął do swoich myśli po czym zapomniał o miejscowym oprychu zajmując się ponownie uroczą interlokutorką. Ich rozmowy nie przerwało nawet pojawienie się trójcy trzymającej tu władzę: Ionniny reprezentującej władzę oficjalną, Victora – władzę porządkową i Matkę Teodorę – władzę nad duszami mieszkańców. Akialowi przypominała Matkę Teresę z jego rodzinnych stron, co stanowiło doskonały przyczynek do pociągnięcia niezobowiązującej rozmowy przechodzącej miejscami we flirt.

Opowiedziana historia była w zasadzie potwierdzeniem tego, czego sam już się dowiedział zarówno w drodze tu, jak i w samej karczmie. Zamruczał przyjemnie siadając wygodniej. Lubił jak jego wnioski i obserwacje się potwierdzają. W doskonalszy nawet humor wprawił go obraz czerwonego ze wstydu miejscowego osiłko-głupka. Choć nie mu nie zawinił, pierwszy raz widział typa na oczy, to jednak było w nim coś, co spowodowało, że od razu nie przypadł mu do gustu. Czasem tak jest, że widzisz kogoś, nie musisz zamienić nawet zdania, czasem wystarczy spojrzenie, albo mowa ciała i już wiesz, że się nie dogadacie. Tak też było tym razem. Pozwolił sobie nawet na nieco głośniejsze mruczenie czym wywołał dodatkowy uśmiech siedzących obok.

Dalsza część historii zapowiadała się już jak w historiach, których nasłuchał się i sam opowiadał nieraz. Zanim Ionna skończyła już obstawiał, kto z okolicznych osób podejmie się sprawdzenia okolicy? Nawet chciał się założyć z Tessari, jednak dziewczyna nie miała ochoty ryzykować przegranej. Udało mu się za to dowiedzieć jakie specyfiki kobieta może zrobić, żeby uchronić się przed zimnem.

Obstawiał półorka – ten wyglądał na kogoś, kto potrzebował zarówno brzdęku w sakiewce, jak i adrenaliny w żyłach. Obstawiał może z jedną, może ze dwie osoby z wioski – rosłych i młodych mężczyzn chcących się sprawdzić. Siebie nie musiał obstawiać. Cieszył się z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem jednocześnie niecierpliwiąc się kiedy w końcu będzie mógł się zgłosić. Kiedy? Kiedy? Kiedy? Bezwiednie machnął długim, smukłym, czarnym ogonem po nogach stojących za nim i owinął go wokół nogi zydelka na którym spoczęły piękne pośladki półelfki.

Gdy została wspomniana, Akial nie mógł nie wykorzystać okazji i od razu zaczął podpytywać aptekarki o stan najemnika, obrażenia, samopoczucie i to o co go spotkało. Co opowiadał? Musiał przecież coś powiedzieć!
I wtedy zgłosił się siedzący do tej pory tyłem do niego jegomość, a wraz z nim piękność, do której przez moment wzdychał Akial. Ona? Serio? Super! Dziewczyna wstała potwierdzając swoją gotowość, co spowodowało szybsze bicie serca. Podniósł dłoń półelfki do ust. Była delikatna, smukła, choć skóra była wysuszona od stosowanych środków alchemicznych. Nie odejmowało to bynajmniej piękna. Akial lubił kobiety z pasją. Jego dłonie również smukłe, pokryte krótką i miłą w dotyku, czarną szatą były ciepłe i delikatne.

- Pani wybaczy, ale obowiązki wzywają. – uśmiechnął się szarmancko składając drobny pocałunek. - JA RÓWNIEŻ! – zawołał wstając niemal na stół. Miał może metr siedemdziesiąt, może nieco mniej. Krótkie czarne spodnie sięgały nieco za kolana, czy też może pięty, w zależności jak patrzeć na różnice anatomiczne pomiędzy nim a człowiekiem. Głos miał bardzo przyjemny, melodyjny, niski z przeciągłym, przechodzącym w koci mruk „r”. Postawione uszy i skupienie w błękitnych jak ocean oczach zdradzały zainteresowanie. Skupił na sobie wzrok wszystkich. Głupio będzie teraz powiedzieć, że chce się zobaczyć zimę na własne oczy. Będzie to brzmiało bardzo niepoważnie, a za takiego nie chciał uchodzić.
- Przybyłem z daleka, bowiem niepokojące wieści rozprzestrzeniają się szybko, a możliwe anomalie mogą być bardziej niebezpieczne niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać!

- Jestem Akial Mrrurkhpurr i służę swoimi umiejętnościami. –
ukłonił się przesadnie puszczając oczko Tessari.
- Spotkamy się jeszcze przed moim wyjazdem – szepnął uśmiechając się. Nie była to pytanie, ani prośba. To stwierdzenie faktu okraszone uśmiechem biło pewnością siebie, choć jak to z flirtem zawsze było dwuznaczne.
Zszedł ze stołu i zwinnie przecisnął się przez tłum w kierunku podestu. Rzucił okiem w kierunku Astrid, czy również ruszy do Ionny, tak jak czyniło się to w jego rejonie, czy tutejsze niepisane zwyczaje stanowią inaczej?
 

Ostatnio edytowane przez psionik : 11-06-2020 o 13:45.
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169