Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-10-2020, 11:39   #1
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
[PF 18+] Inwazja Żelaznych Kłów - Rozdział III

ROZDZIAŁ TRZECI

“ATAK NA LONGSHADOW”



XX dzień miesiąca Neth (XI), Fangwood, 112 dni po ucieczce z Phaendar, 40 dni po odbiciu Fortu Trevalay


Nad Fangwood wstawał dzień, witając starych i nowych mieszkańców Fortu Trevalay pięknym widokiem – słońce świeciło mocno na bezchmurnym niebie, iskrząc się na kilkucentymetrowej warstwie śniegu, pokrywającej dziedziniec, budynki oraz sięgające aż po horyzont korony drzew. Jesień była tego roku mocna i zaborcza, zaczęła się wcześnie i długo nie odpuszczała, nawet podczas przymrozków siekąc ostrym, lodowatym deszczem. Jednak w końcu ustąpiła miejsca spokojniejszej zimie, pozwalając, by śnieg pokrył świat puchową pierzyną zamiast topić się błyskawicznie.

Sprzyjającą pogodę od razu wykorzystała grupka dzieci, zamieniając dziedziniec fortu w istne pole bitwy na śnieżki. Ich beztroska i radość pozwalała zapomnieć na chwilę o tym, co działo się tu ledwie kilka tygodni wcześniej, i dawała nadzieję, że świat kiedyś wróci do normalności – bez hobgoblinów, krycia się w puszczach i walki o życie. Żelazne Kły może zajęły ich dom, ale póki żyli, mieli szansę na odbicie go. A z każdym mijającym dniem rośli w siłę, zyskując nowych sojuszników i dowiadując się coraz więcej o przeciwniku, który w tym czasie zajmował się innymi podbojami.

Ostatnie kilka tygodni upłynęły zarówno bohaterom, jak i ich sojusznikom na ciężkiej pracy. Emi i Rufus sprowadzili do fortu wszystkich phaendarczyków, którzy dotąd ukrywali się w jaskiniach. Ponowne spotkanie z przyjaciółmi i rodzinami było bardzo radosnym wydarzeniem, chociaż widać było, że poprzedni miesiąc nie był najłatwiejszy – na wielu twarzach pojawiły się nowe blizny, a dwóch z tych, którzy uciekli z Phaendar zaraz po ataku miało zostać w Fangwood już na zawsze. Ennius został zabity przez rozjuszonego sowoniedźwiedzia, który próbował zrobić sobie ucztę z trzymanego przez nich stadka kóz i owiec, zaś wiekowy Kylo osłabł z nadejściem chłodów i krótko po tym zmarł we śnie, według Rhyny ze starości. Mimo to morale wciąż było wysokie, szczególnie że w perspektywie było przeniesienie się z podziemnej kryjówki do robiącej wrażenie twierdzy.
Kiedy niedawni uciekinierzy z Phaendar dotarli już do fortu i rozgościli w nim, nie osiedli na laurach, zamiast tego z miejsca zabierając do pracy. Widać było, że czas spędzony w jaskiniach sprawił, że przeistoczyli się w dobrze zgraną grupę - każdy wiedział, co robić, i robił to dobrze. Część zajęła się przygotowaniami do zbliżającej się wielkimi krokami zimy, a inni z miejsca zgłosili się do Łowców, gotowa do patrolowania puszczy i walki.

Gdy pozostali zajmowali się ciężką pracą fizyczną, Laura i Jace zanurzyli się w równie męczącym magicznym rzemiośle – ledwie wychodzili z sali przeznaczonej na pracownię, nieustannie odprawiając rytuały, pozyskując esencję magiczną ze zdobytych przedmiotów i zmieniając ją wedle swojego uznania. Jeśli mieli mieć większe szanse w walce z Kłami, potrzebowali najlepszego ekwipunku, jaki mogliby stworzyć. W tym czasie Mikel i Rufus skupiali się na bardziej „przyziemnych” sprawach – pracowali w kuźni, szkolili Łowców i phaendarczyków w walce, dołączali do nich podczas zwiadów i imali się drobniejszych prac. Nie minęło wiele czasu, gdy zebrali wokół siebie grupkę kilkunastu mężczyzn i kobiet uważających się za ich „oddział”, a ich samych nazywających kapitanami. Jednak z całej drużyny to Hannskjald wydawał się być najbardziej zabieganym – czy ten krasnolud w ogóle sypiał? Każdego dnia znikał na kilka godzin, latając po okolicy, albo drążąc wraz z Sulimem korytarze wgłąb kamiennej kolumny, na której stał fort, tworząc w ten sposób dogodną przestrzeń mieszkalną dla dziesiątek osób. Nim zaczęły się pierwsze śniegi, zabudowania fortu Trevalay stały się jedynie wierzchołkiem góry lodowej, kryjącej cały kompleks mieszkalny. Leśny gigant-pacyfista Herge regularnie odwiedzał fort, przekazując informacje o nietypowych wydarzeniach w lesie, a także dzieląc się swoją wiedzą o zielarstwie. Cobb i jego Łowcy przeprowadzali regularne zwiady, kontaktując się ze swoimi towarzyszami w rozrzuconych po Fangwood kryjówkach, oraz z pomocą Mikela i Rufusa likwidowali niedobitki hobgoblinów z armii, która niedawno kontrolowała puszczę.

Nikt nie zapomniał także o pozostałych fortach Łowców. Te jednak były w znacznie gorszej formie niż Trevalay. Wszyscy zgodnie uznali, że praktycznie zrównany z ziemią Nunder nie był obecnie wart jakichkolwiek pracy, więc ludzie Cobba ograniczyli się jedynie do zamaskowania wejścia do krypty, by jeszcze kiedyś mogła się przydać. Fort Ristin zaś, jak się okazało, został już opuszczony przez feye, którym najwyraźniej skończyło się zgromadzone w jego magazynach jedzenie i alkohol, i znudzone zniknęły gdzieś w lesie. Większość twierdzy była w dobrym stanie, jednak jedna zniszczona wieża i wielka wyrwa w ścianie sprawiały, że tracił na wartości obronnej – Łowcy zdecydowali się zostawić w nim niewielki oddział do pilnowania, naprawy zostawiając na później.


Jednak najwyraźniej tylko wewnątrz puszczy świat powoli zapadał w zimowy sen – poza nią wydarzenia toczyły się swoim tempem. Kilka dni temu zwiadowcy zaczęli donosić o napotykanych w zachodniej części Fangwood uchodźcach z kolejnych Nirmathańskich wiosek. Większość z nich pochodziła ze znajdujących się na północnym brzegu Marideth wzgórz, zwanych Pustymi Wzgórzami ze względu na dziesiątki znajdujących się tam kopalń. Przerażeni, głodni i wyziębieni niemal na śmierć uciekinierzy mówili o tym, jak ich domy były atakowane nocami przez jakieś wojska albo dzikie, potworne bestie. Pierwszą taką relację można było zrzucić na zwykłe wypady, ale następne szybko sprawiły, że prawda stała się oczywista.
- Inwazja postępuje – powiedział Cobb, kiedy bohaterowie wraz z Łowcami zebrali się w sali narad - Wygląda na to, że kiedy my dochodziliśmy do siebie, hobgobliny nie próżnowały i po zajęciu równiny nesmiańskiej biorą się za tereny na północ od Marideth. Nie widzieliśmy za to żadnych nowych oddziałów w Fangwood – tylko niedobitki i patrole z pierwszej siły inwazyjnej. Dochodzę do wniosku, że atak bezpośrednio na nas i zajęcie fortów było jedynie dywersją, żebyśmy nie przeszkadzali w zajmowaniu Nirmathas – elf zamilkł na chwilę, przyglądając się rozłożonej na stole mapie Fangwood, na które zaznaczono miejsca, gdzie zwiadowcy napotykali uchodźców. W końcu stuknął palcem w jedno z nich - Pojedynczy uchodźcy z Pustych Wzgórz nie wiedzą zbyt wiele, a nie mam wystarczająco dużo ludzi, żeby rozesłać ich na szeroki zwiad. Dlatego mam dla was zada… prośbę. Dirana – kiwnął głową na jedną z Łowczyń, która tego dnia wróciła ze zwiadu na zachód - natrafiła parę dni temu na większą grupę uchodźców, będzie z tuzin osób. Nie wyglądali najlepiej, ale uparli się, że lepiej poradzą sobie sami i nikt nie będzie im mówił, co mają robić. Spróbujcie przemówić tym matołom do rozsądku i ściągnąć tutaj, może też dowiemy się więcej o sytuacji na wzgórzach –
 

Ostatnio edytowane przez Sindarin : 03-01-2021 o 15:24.
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-10-2020, 15:42   #2
 
TomBurgle's Avatar
 

Krasnolud faktycznie sypiał mało - ledwie po kilka godzin każdej nocy. Ale pomiędzy tajemniczymi ziołami które zażywał i śmierdzącymi smoczym bagnem miksturami które zaczęły pojawiać się znikąd druid nie wydawał się tracić sił, a wręcz przeciwnie. Starł się łapać za ogon wszystkie sroki.

Wiele z tych rzeczy mogło, ale nie musiało przynieść plonu w przyszłości - tak jak zestrojenie się z żyłami magicznej mocy które znalazł troll, wysłanie zwierzęcych posłańców do druidów i rodziny w Kraggodan oraz do koterii znajomych łowców. Największą niewiadomą było co wyniknie z wizyt w Crystalhurst i kolejnych osadach.

Druid robił też "małe, pilne rzeczy". Kopał wgłąb skalnego słupa razem z Suliem, otwierając to nowe i nowe pomieszczenia by pomieścić wszystkich uchodźców z ich zapasami. Tak jak wczesniej, błyszczał tu krasnoludzki dryg to pięknych i użytecznych detali - okien, otworów wentylacyjnych. Zabezpieczył i udrożnił studnię, zabezpieczył zielarnię, wzmocnił budynki i wieżę przeplatając ich ściany litą skałą, a mosty i bramę żywym drewnym.
Nadzorował zbieranie ziół, zapasów i magicznych materiałów. Spędził też kilka dni w magicznym warsztacie, pomagając z najtrudniejszymi zaklęciami.

Koniec końców, tym co - jak burczał z niestarannie skrywana dumą - wszyscy zapamiętają, były wspaniałe uczty które Hannskjald wydawał niemal każdego wieczoru kiedy był w forcie. Krasnolud wypraszał wszystkich na kilkanaście minut, a kiedy wracał...
...czego tam nie było! Przystawki z przepiórczych jaj w sosie chrzanowym podane na wielobarwnych liściach, gęste warzywne zupy z dyni w nieokorowanych miskach, wielkie kawały skwierczącej sarniny na pachnącym igliwiu i fantazyjne desery z gruszek wciąż wiszących na gałęziach. Wszystko uzupełnione półtuzinem soków i nektarów - w tym dość podejrzaną i zdecydowanie mocną marchewkówką.
Oprócz pyszności samych w sobie, potrawy były niewątpliwie magiczne. Głód nie wracał przez wiele godzin, czasem nawet cały dzień, pozwalając oszczędzić czas i gromadzić zapasy na zimę dla coraz większej grupy mieszkańców.



Wizyta w Crystalhurst

Ciepły wiatr który niósł ich na swoich podmuchach całą drogę zelżał i rok - a dokładniej Hans w jego postaci - łagodnie zakołysał olbrzymimi skrzydłami, łapiąc prądy powietrzne nad lasem.
Krasnolud bardzo uważał żeby nie wykonywać żadnych gwałtownych zwrotów, pamiętając że na jego grzbiecie siedzi Jace.
~ Crystalhurst jest gdzieś pomiędzy drzewami poniżej, zawsze mam problem z dokładnym trafieniem do celu ~ pomyślał. To całe myślenie miało wiele zalet - na przykład pęd powietrza nie wtłaczał słów z powrotem do gardła.

~ Damy radę. ~ odpowiedział psionik. ~ Jesteś pewien, że uda nam się tu sprzedać zdobyty ekwipunek? ~

~ Cały? Nie, nasze łupy byłyby zbyt wielkie nawet na Phaendar. Ale na pewno sprzedamy część, zasięgniemy języka co dzieje się dookoła, a przede wszystkim spróbujemy ich przekonać do wsparcia do naszej walki ~

Utrzymanie się bez żadnego siodła na grzbiecie wielkiego orła było prawdziwym wyzwaniem, ale na szczęście lot miał się ku końcowi. Oczom bohaterów ukazało się niewielkie jezioro z małą wysepką po środku, której większość zajmował drewniany budynek. Hannskjald wiedział, że to hala zebrań okolicznych druidów – stworzona poprzez nakłonienie drzew, by rosły wedle woli założycieli Crystalhurst. Spora osada rozciągała się na brzegach jeziora i już z powietrza krasnolud widział, że wygląda inaczej niż zwykle. Wśród stapiających się z drzewami domostw stały dziesiątki namiotów i ziemianek, wokół których kręciło się sporo osób, z pewnością nietutejszych.

~ Mają tu wielu uchodźców, więc z pewnością dowiemy się więcej o postępkach Kłów ~ pomyślał krasnolud, zniżając lot nad jeziorem i ostrożnie lądując na brzegu.

~ To potwierdza mapy i przypuszczenia, że to coś więcej niż tylko rajd. To inwazja. ~ zgodził się psionik.

Kilku uchodźców uciekło w panice już kiedy się zbliżali, a Jace nie zdążył nawet zeskoczyć z orlego grzbietu, gdy dobiegło do nich kilku strażników uzbrojonych w porządnie wykonane włócznie. Przewodziła im półorczyca w średnim wieku, o krótko przyciętych włosach i ubrana na druidzką modłę.
- Kim jesteście? Co was do nas sprowadza? - zapytała ostrożnie, ale bez wrogości w głosie.

~ To Darga, zna mnie, choć nie w tej formie ~ druid lekko wstrząsnął szyją, poganiając Jace’a do zsunięcia się z jego pleców.
- Przybywamy z Phaendar - odpowiedział psionik zsuwajac się najdelikatniej jak umiał z grzbietu roka. - Jestem Jace Beleren, a to mój przyjaciel Hannskjald - dodał wskazując na wracającego do swojej normalnej postaci druida. - Przybywamy z ostrzeżeniem, ale widzę, że złe wieści już do was dotarły.

- Darga - krasnolud otrząsnął się w wciąż ptasi sposób, stanął z powrotem na nogi i wyciągnął ramię w powitalnym geście - Mam nadzieję że dotarły tylko złe wieści -

Półorczyca uśmiechnęła się smutno, ściskając mocno dłoń krasnoluda
- Odwiedziłeś nas tej wiosny, prawda? Jesteście chyba pierwszą dobrą wiadomością od paru tygodni. Ktoś jeszcze przetrwał te najazdy. Tamran zostało zajęte, ale tym razem chyba tak zostanie na dłużej niż zawsze… - westchnęła i wskazała na ziemianki - Przyjęliśmy wszystkich, którzy zdołali uciec ze stolicy -

- A Jace i jego towarzysze tych, którzy wydostali się z Phaendar. A teraz są z nami także pozostali Łowcy - druid zwycięskim gestem wskazał na Jace’a - Tamran to miasto o charakterze wściekłego borsuka, nie wierzę że to będzie na stałe -

- To nie był zwykły atak, podobno wróg pojawił się znikąd. Ledwie zdążyli się wyrwać i tu dotrzeć. Ale masz rację, upór Nirmathańczyków jest mocniejszy od skał, chociaż teraz będą musieli nauczyć się ich cierpliwości. -

- Tamran padło? Bardzo niedobrze. - zmartwił się Jace. - To znacząco komplikuje nam plany. Mamy więcej informacji odnośnie tej inwazji, jak i plany wroga, ale nie jest to odpowiednie miejsce do rozmowy na ten temat. Przybywamy do was z poselstwem od uciekinierów i Mścicieli Phaendar, oraz łowców z Chernasardo. - Jace spojrzał na Dargę, a cała jego postawa mówiła “prowadź nas do przywódcy”.

Kobieta kiwnęła głową i uśmiechnęła się - Dobrze wiedzieć, że walka wciąż trwa. Wezwę Aspen i Ceronetha, spotkamy się w hali zebrań. Pamiętasz jeszcze, jak tam trafić, prawda Hannskjaldzie? -

Dotarcie do hali wymagało co prawda skorzystania z łódki, ale po kilkunastu minutach obaj bohaterowie byli już na wyspie stanowiącej centrum Crystalhurst, z podziwem oglądając dzieło sztuki i natury, jakim była hala zebrań. Cały budynek powstał bez uszkodzenia choćby jednej rośliny - druidzi musieli przez całe lata kierować i skłaniać drzewa, by rosły, tworząc szczelne ściany, a następnie dach. Wnętrze było przestronne, brakowało tu jakichkolwiek mebli, a obecni siedzieli na rozłożonych skórach. Kilkunastu druidów należących do najróżniejszych ras - był tu nawet centaur oraz kilku mniejszych fey - przyglądali się w milczeniu przybyłym, a paru z nich pozdrowiło Hannskjalda gestem czy skinieniem głowy. Przewodziła im piękna kobieta o trudnym do określenia wieku, o twarzy i dłoniach pokrytych niebieskimi tatuażami. Towarzyszył jej starszy elfi mężczyzna o surowych rysach.

- Witaj Hannskjaldzie - odezwała się kobieta - Dobrze widzieć, że jesteś zdrów, a twe zdolności się rozwijają - po tych słowach zwróciła się do Jace’a - Witaj i ty, przyjacielu Hannskjalda. Jestem Aspen Zora i przewodzę naszemu kręgowi. Jakie wieści przynosicie z zachodu? -

- Jestem Jace Beleren i przybywam w imieniu uciekinierów z Phaendar, Łowców z Chernasardo, oraz Mściceli Phaendar - skłonił się z należytym szacunkiem kobiecie. - Wysłaliśmy ptasich posłańców ostrzegających przed Żelaznymi Kłami, mam nadzieję, że dotarły całe i zdrowe. Widzieliśmy, że ta inwazja swoimi planami sięga daleko wgłąb puszczy, a także zajmuje coraz więcej ziem ludzi. Przychodzimy do was z informacjami zarówno o dalszych planach naszych wspólnych przeciwników, jak i o źródle zarazy pustoszącej Fangwood. - Jace zrobił przerwę w przemowie tak jak uczył go ojciec i dyskretnie obserwował reakcję. Dyplomacja polegała nie tylko na mówieniu, ale również na słuchaniu, toteż zamilkł na moment oczekując odpowiedzi.
Aspen uśmiechnęła się, a Jace odniósł wrażenie, że w hali zrobiło się nieco jaśniej.

- Dotarły, bez tego ostrzeżenia nie uratowalibyśmy tak wielu uciekinierów z Tamran. W tej kwestii jesteśmy waszymi dłużnikami. A teraz znowu wyciągacie do nas pomocną dłoń - w jej głosie słychać było wdzięczność
- Plaga jest zagrożeniem, ale nie tak bezpośrednim jak inwazja, jednak z chęcią usłyszymy, co wiecie -

- Zacznijmy od dobrych wieści. Odbiliśmy trzy forty Łowców w puszczy, a do tego smok Ibzairiak padł w ostatnim z nich. - krasnolud z ciekawością rozglądał się po świątyni - niby niezmiennej i powoli rosnęcej, a jednak zawsze zaskakującej jakąś małą zmianą - Czy Kły znają położenie Crystalhurst? -

Druidka pokręciła głową - Wątpię, w przeciwnym razie już by nas zaatakowali, no chyba że uznali nas za małe zagrożenie. Nasi zwiadowcy pilnują całej okolicy, a magia Fangwood nas wspiera -

- Mamy również mapy i plany kolejnych etapów inwazji. To czego jesteśmy świadkami, to dopiero pierwszy etap. Wiemy w jaki sposób następują ataki, choć nie mamy pojęcia w jaki sposób hobgobliny weszły w posiadanie takiej magii, ani jak się przed nią bronić. - Jace wyciągnął z torby papiery znalezione w pokoju dowódcy hobgoblinów pokazując wszystkim, że nie rzucają słów na wiatr.

W Phaendar na środku placu po prostu pojawiła się czarna, onyksowa
wieża, z której wybiegli wojownicy. Podobnie było z fortami Łowców, tak samo musiało być w Tamran z tego co słyszę. -
~ Chcesz opowiedzieć o zarazie? ~
w głowie krasnoluda zabrzmiało pytanie gdy Jace streszczał ostatnie wydarzenia.

~ Tak, jako zachętę do połączenia sił ~ Hans jak rzadko przejawił spryt tematach międzyludzkich

~ W porządku. ~
- Zwracamy się do was z prośbą o wysłanie informacji do wszystkich wolnych narodów, zarówno tych bezpośrednio zagrożonych atakami, jak i tych, które mogłby zorganizować armie będące w stanie odeprzeć kolejne fale najazdów. Potrzebujemy kogoś, kto będzie w stanie ostrzec, skoordynować i skomunikować wszystkie zainteresowane strony. Nas jest niewielu, a jeszcze mniej dysponuje możliwościami wysyłania informacji na duże odległości. Naszym priorytetem jest utrzymanie i umocnienie pozycji łowców w południowych Fangwood, zaopiekowanie się uchodźcami i wytrenowanie ich by mogli odeprzeć wroga i odbić Phaendar.
Krasnolud kilka razy otwierał usta jakby chciał coś dodać, ale w końcu uznał że musi poczekać na lepszy moment. Z niecierpliwością spojrzał na arcydruidkę, czekając na jej reakcję.

Druidzi przysłuchiwali się relacji, szepcząc między sobą i popatrując to na gości, to na swoją przywódczynię. Ta milczała przez chwilę, po czym wymieniła się dłuższy spojrzeniem z elfem i kiwnęła głową.

- Rozumiem… My również wysyłaliśmy zwierzęcych posłańców z ostrzeżeniami. Możemy to dalej robić, a także wysłać kogoś z wami, by was wspierał i zapewniał kontakt. Nasze możliwości są ograniczone ze względu na uchodźców, ale jesteśmy chętni do współpracy - Aspen ponownie uśmiechnęła się do gości.

- Myślałem czy pośród tych ścian nie uchowała się wiedza która pomoże zatrzymać tą teleportującą się fortecę...lub chociaż nie znacie jakiegoś czarodzieja który mógłby mieć taką wiedzę. -

- W twojej ojczyźnie jest wielu mędrców, Hannskjaldzie. Ale z pewnością będzie to wymagało potężnej magii, takiej, którą my nie dysponujemy - stwierdziła druidka - Ale zacząć powinno się chyba od zbadania takiej wieży z bliska -

- Tego póki co nie udało nam sie zrobić. - odpowiedział nieco urażony prośbą o pomoc potężniejszego maga Jace. Na szczęście potrafił ukryć własną dumę głęboko nie pozwalając jej wziąć górę. Tym bardziej, że prawdą było, że sami nie mieli pojęcia z czym się mierzą. - Wątpię by ktoś kto miał okazję zbadać tę wieże żył dość długo by o tym opowiedzieć.

- Uchodźcy - krasnolud znienacka wrócił do wcześniejszego tematu - Macie możliwość zapewnienia schronienia wszystkim? Czy powinniśmy szukać sposobu bezpiecznego przeprowadzenia ich do jednego z fortów? -

- Właściwie chciałam zapytać o to samo. Zaopiekowanie się uchodźcami nie będzie dla nas problemem - mamy wsparcie matki natury - Aspen uśmiechnęła się z dumą.

- Jace? Zdążylibyśmy jeszcze przed śniegiem, dojdą tutaj w dwa tygodnie. A my nie będziemy musieli się martwić że kiedy Kły spróbują wrócić będą narażeni na walki -

- Temat warty rozważenia. - Jace skłonił się druidce. - Kły nie mają pojęcia o utracie kontroli nad tą częścią Fangwood, ale jak się dowiedzą, nasze pozycje są im dobrze znane. Pozostawienie tam bezbronnych ludzi może stanowić zagrożenie. Rozważymy waszą propozycję na spokojnie przed podjęciem ostatecznej decyzji. - zasądził w końcu. Nie chciał podejmować decyzji za Aurbin. - Tymczasem musicie przygotować się na atak. Forty miały być sekretne, a jakoś padły pod zaplanowanym atakiem. Nie polegałbym na ukryciu jako bezpiecznym sposobie ochrony. Przywieźliśmy zdobyczną broń i pancerze na wymianę, jeśli będziecie potrzebować dozbroić uciekinierów. Wśród nas są osoby mogące pomóc w szkoleniu, choć pewnie macie tu też weteranów. - dodał przechodząc płynnie do kwestii handlowych.

- Uzbrojenie faktycznie może się przydać - zgodziła się Aspen - Nie mamy wiele do zaoferowania, ale może będziemy mogli czymś za to się odwdzięczyć -

- Jako że operujemy głównie na terenach leśnych, dzięki pomocy obecnego tu Hannskjalda, a także pozostającego wśród uciekinierów Sulima mamy pod dostatkiem darów lasu. Niestety, mamy problemy z uzupełnieniem wszelkiego rodzaju magicznych ksiąg, zwojów, czy zaklęć. Mamy kowali będących w stanie wykuć broń i zbroje, ale nie mamy możliwości ich umagiczniania i to są nasze główne bolączki, ale możemy to omówić później. Porozmawiajmy o pladze.

- Co chcielibyście wiedzieć? - kilku druidów zaszemrało do siebie, jakby ten temat ich trochę niepokoił.
- Niedaleko Ristin trafiliśmy na chore na Plagę pixie. Przez chwilę udało się je utrzymać żywe, choć nie miałem pojęcia jak je uleczyć. Ale dobre zamiary odpłaciły kilkoma informacjami - za chorobą stoi driada Arlantia, roznosząca skażoną grzybnię z Pierwszego Świata rękami swoich sług. Jace, opiszesz te grzyby? -

Jace podszedł do Aspen. - Proszę otworzyć umysł, podzielę się wspomnieniem pixie. - Wyciągnął otwartą dłoń w kierunku arcydruidki pozwalając je by ona zdecydowała, czy chce przyjąć zaklęcie. Ta pokręciła głową, wciąż się uśmiechając.

- Wybacz, ale za krótko się znamy, by dzielić myśli. Poza tym wszyscy powinni usłyszeć tą relację - gestem wskazała na pozostałych druidów - Tak myśleliśmy, że stoi za tym jakiś wypaczony fey. Niestety my także nie znamy jeszcze lekarstwa. -

- Język jest… ograniczony w porównaniu do myśli. - powiedział spokojnie Jace cofając rękę. - Niemniej postaram się opisać wszystko najdokładniej. - powiedział, po czym zwrócił się do całego gremium starając się opisać wspomnienie w najdrobniejszych szczegółach. Kiedy zaczął mówić, wszyscy obecni umilkli, chcąc wyłapać jak najwięcej z jego słów. Aspen patrzyła mu wciąż prosto w oczy, jakby próbowała wyczytać z nich więcej niż tylko mówił.

Gdy Jace skończył, cisza trwała jeszcze przez kilka sekund, po czym szum cichych dyskusji powrócił. Obecni komentowali między sobą jego opowieść, rzucali teoriami i podejrzeniami. Arcydruidka milczała chwilę dłużej, po czym westchnęła, jakby z ulgą.

- Dziękuję za tą relację. Z pewnością rozjaśniłeś niektóre z tajemnic. Plaga jest kierowana czyjąś ręką, co na szczęście burzy niektóre bardziej ponure teorie - uśmiechnęła się delikatnie - Wiemy też, jak bardzo śpieszy się naszemu wrogowi. Dekady to mniej, niż miałam nadzieję, ale więcej, niż się obawiałam. Czasem krótkie życie ma swoje zalety - lepiej wykorzystujemy dany nam czas -
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 21-10-2020 o 20:47.
TomBurgle jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-10-2020, 21:09   #3
 
psionik's Avatar
 
Można by pomyśleć, że zdobycie fortu powinno wywołać rozprężenie, spoczęcie na laurach, odpoczynek. Jednak dla Mścicieli z Phaendar było raptem krokiem w drodze ku powstrzymaniu inwazji. Niemal natychmiast wzięli się do pracy. Jace zaszył się w wieży wyciągając magię ze zdobytych przedmiotów, którą później przetapiał na magiczne przedmioty. Rzadko wychodził na zewnątrz, głównie po to by zjeść, rzadziej by zamienić kilka słów z Cobbem i innymi.
Sytuacja zmieniła się dopiero po przybyciu Phaendarczyków. Jace znalazł kilka wieczorów dla rodziny. Rodzeństwo zmężniało, zniknęły resztki beztroski. Uśmiechnięte twarze jakie zachował w pamięci zniknęły, a ich miejsce zajęły zawzięte, smutne spojrzenia, sińce i podkrążone oczy, zapadłe policzki i zawzięcie ściśnięte usta.
To wszystko przypomniało mu jakie są prawdziwe koszta inwazji. Namacalne, bo osobiste.

Kilka dni po przybyciu, Jace zabrał Sulima, Rufusa, Tezzereta oraz Hannskjalda i Cobba. Potrzebował ich do odprawienia rytuału. Łowcy byli osłabieni i potrzebowali każdej pomocy jaką mogli zdobyć. Niedźwiedź, który walczył w obronie fortu mógł im pomóc, o ile zdołają go do tego nakłonić.
Cobb patrzył zdziwiony, ale szybko przystał na pomysł i Jace objaśnił swój plan.

Następnego dnia od rana Jace obrysowywał cały dziedziniec, ściany budynków i mosty w magicznych runach. Kilka razy musiał poprawiać runy zniszczone przez zabawy dzieci, dwa razy musiał poprawić krzywe linie i umieścić wszędzie świece. Późnym popołudniem zebrali się na placu w miejscu gdzie ostatniej walki potężnego wojownika natury. Mając ze sobą jego czaszkę Jace rozpoczął inkantację. Nagle wokół rozbłysły ustawione na blankach, mostach, budynkach i dziedzińcu świece. Ich miarowe pykanie zlało się z rytmem magicznych słów wypowiadanych przez Belerena. Runy powoli zapalały się na terenie całego fortu. Psionik skinął głową i Cobb zaczął opowieść. Historia łowców z Chernasardo. Jeśli mieli nakłonić ducha do powrotu, musieli opowiedzieć historię. Musieli przekazać mu, by rozumiał, by potrafił odróżnić wroga.
Melodyjny głos elfa snuł opowieść o obrońcach puszczy, a Beleren podszedł do Rufusa. Jego zadaniem było skontaktować się z duchem. Położył mistyczny topór na czaszce koncentrując się na zwierzęciu. Powietrze powoli drgało od magicznej energii. Było gęste, przepełnione pradawną, pierwotną magią. Połączeniem siły natury z czymś... innym, nieuchwytnym.
Psotniczek usiadł obok półorka pomrukując cicho, podczas gdy Jace z Tezerretem zapalali pozostałe świece. Mijały kwadranse, a opowieść snuła się dalej. Czaszka powoli obracała się w powietrzu otoczona lekką zielonkawo-żółtą poświatą. Wokół niej, na centralnym placu siedzieli dwaj druidzi, Rufus i Psotniczek. Cała czwórka skupiona na przywołanym duchu rozpoczynała negocjacje. Historia dobiegała końca, Cobb przeszedł do ataku na fort gdy czaszka zaczęła wirować szybciej. Jace, który od kilkunastu minut dołączył do grupy podniósł ręce skandując kolejne magiczne formuły. Czaszka rozsypała się w proch, który zawirował i zniknął.
Przez chwilę nic się nie działo. Wiatr ucichł, a runy i świece zgasły. Cobb zamilkł przerażony. Gdzieś od strony lasu zawiał potężny wiatr rozwiewający magiczny płaszcz psionika. Świece buchnęły płomieniem, a wszystkie runy zaświeciły tak, że zrobiło się jasno niczym w dzień. Wszyscy musieli zasłonić oczy, dopóki wszystko nie przygasło tak samo nagle jak rozbłysło. Wokół rozległ się potężny niedźwiedzi ryk. Oczy Jace'a rozbłysły błękitem, a z jego ust popłynęła czysta magia. Powietrze przed nim gęstniało przybierając powoli kształt olbrzymiej, eterycznej kuli, z której uformowało się potężne cielsko Pszczołożuja. Tym razem cały fort usłyszał ryk triumfu. Wielki zielonkawo-niebieski duch niedźwiedzia górował nad mizerną postacią psionika. Nawet potężny Rufus wydawał się nic nieznaczący w porównaniu do masywnej sylwetki.


Duch ruszył do przodu przenikając przez ciało Jace'a biegnąc wzdłuż dziedzińca. Jego pazury nie zostawiały śladu na ziemi, a chwilę później wzniosły się nad nią. Zwierze okrążało fort jakby sprawdzało swoją nową domenę, zanim stanęło z powrotem przed Belerenem. Stając na dwóch łapach monstrualne ciało górowało nad magiem, który wraz z ostatnimi słowami rozłożył szeroko ręce. Bladoniebieska fala opuściła jego ciało uderzając w ducha sprawiając, że przez chwilę był jakby bardziej materialny, zanim zniknął całkowicie. Wyczerpany i blady jak kreda psionik padł na ziemię nieprzytomny.

Rytuał został zakończony. Jace wyglądał jak trup. Był trupio-blady z sinymi ustami. Podkrążone oczy zapadły się mocno eksponując kości policzkowe. Oddech miał płytki, ledwie wyczuwalny. Lecznicza magia druidów przywróciła mu przytomność, jednak nie pozbyła się upiornego wyglądu. Nadal był osłabiony.
- Mam nadzieję, że nie będziesz teraz tak wyglądać. Nie chcę byś mi dzieciaki straszył. - rzucił Tezzeret starając się rozładować atmosferę. - Udało się, czy nie? Bo w końcu duch zniknął.
- Udało - powiedział słabym głosem psionik. - Musiałem dać mu swoją siłę życiową, by umocnić jego więzy z fortem. - Podniósł się korzystając z pomocy brata.
- Na pewno jest ok?
- Tak. -
Jace nie oddałby swoich sił życiowych, gdyby nie miał planu awaryjnego. Dzięki codziennemu treningowi ciała i duszy, był w stanie doprowadzić swoje ciało i umysł do równowagi i odzyskać utracone siły.
Tego wieczora po raz pierwszy pojawił się na początku wyprawianej przez Hannskjalda uczy, zamiast zwyczajowo na końcu dojadając zimne resztki. Nie wyglądał trupio jak jeszcze pół godziny wcześniej. Wyglądał na wypoczętego i szczęśliwego.
Tego dnia, po raz pierwszy od dłuższego czasu został do końca ciesząc się prawdziwie z obecności wszystkich łowców i Phaendarczyków.
 

Ostatnio edytowane przez psionik : 21-10-2020 o 21:12.
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-10-2020, 08:48   #4
 
Obca's Avatar
 
Czas po wygranej ze smokiem zręcznie wymigałą się od sprzątania fortu. Zajęła się w tym czasie tworzeniem magicznych przedmiotów. Szło jej sprawnie, zwłaszcza kiedyHannskjald i Jacejej pomagali z czarami których sama nie umiała. Choć największą pomocą był jej chowaniec. Jej “Demon nocy” zawsze miał przygotowane dla niej komponenty, umiał ustabilizować przepływ magii kiedy było to potrzebne, no i odkładał gotowe rzeczy na miejsce.

Jedyne na co Laura nie była gotowa to spotkanie z rodzicami. Przerażała ją myśl jak zareagują rodzice. Nawet nie na jej zmianę formy tylko na informację że Laura była martwa. Nawet rozpatrzyła by ich nie okłamać i powiedzieć że jej aktualny stan to efekt uboczny zaklęcia, co było po części prawdą. Zrezygnowałą jednak z tego za dużo osób wiedziało co się stało więc prawdopodobność że ktoś wypapla była zbyt duża.
Zgodnie z przewidywaniami był to szok, i chyba jej rodzice postradali zmysły. Zamiast łez i oczywistych tyrad apropo dalszych podróży z Mikelem jej rodzice byli zachwyceni jej nową formą. Podobno dała im szansę znowu posiadania małej dziewczynki w domu. Zaplatania jej wstążek we włosach i proszenie o noszenie bardziej “dziecięcej” garderoby. Co było upokarzające dla wiedźmy samo w sobie w końcu nadal była młodą kobietą...tylko w mniejszym wydaniu.

Na naradzie siedziała siedziała na podwyższonym krześle i przysłuchiwała się wiadomością z okolicy.
- Spróbować możemy choć wszystkich nie da się uratować zwłaszcza jeśli sami nie będą tego chcieli. - Jej poważny głos nie pasował do rudej burzy włosów dziecięcej twarzyczki i ubiorze. Tak naprawdę mogła by wyruszyć w ciągu pięciu minut jeśli oznaczało to że mogłaby wrócić do jej poprzedniego stylu ubierania a nie tego który znosiła by zrobić przyjemność swoim rodzicom by fakt że ich córka była martwa przez jeden dzień nie straumatyzował ich.
 
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-10-2020, 23:41   #5
 
TomBurgle's Avatar
 
- Gdzie powinniśmy ich szukać? - grube paluchy krasnoluda zaczęły odmierzać dni podróży na mapie, próbując przewidzieć jak daleko grupa uchodźców mogła dotrzeć - Nawet jeżeli ich nie przekonamy do dołączenia, to może powiedzą nam coś więcej w zamian za zapasy - druid dopytał Diranę o ubiór, sanie i bydło które widziała wśród uciekinierów.

- Prześlemy wam sowę kiedy ich znajdziemy -
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -
TomBurgle jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-10-2020, 08:21   #6
 
psionik's Avatar
 
Jace, któremu praktycznie skończyły się magiczne przedmioty, które mógłby przerobić na coś bardziej przydatnego, większość dni spędził an studiowaniu ksiąg, które udało mu się pozyskać z Crystalhurst. Był zafascynowany opisami rytuałów i zaklęć, ale bardziej niż suche formuły interesowały go zapiski czarodziejów, ich spostrzeżenia, uwagi. Przez to prawie spóźnił się na spotkanie z Cobbem. Zaczynał rozumieć te wszystkie historie o magach i ich natrętnym wręcz braku czasu.
- Powinniśmy ich zabrać do obsadzenia fortów, ale jeśli się uprą to zadowolimy się strzępkami informacji jakie będą mieć. Może uda się nam poskładać to jakoś do kupy. -
Spojrzał na pozostałych. Chyba każdemu przydałoby się trochę ruchu. Poza Hannskjaldem, większość spędziła w forcie na tyle długo, że mogli zapomnieć, że na zewnątrz toczy się wojna.
 
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-10-2020, 09:28   #7
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
Dirana podeszła do mapy i pokazała miejsce, które przedtem wskazał Cobb. Wyglądało to na trzy dni drogi, dla zwykłego piechura przynajmniej, od fortu Trevalay [i]– Spotkałam ich tutaj, kilka godzin marszu na północny zachód od Nunder, stamtąd było nawet widać skraj lasu. –[i] stwierdziła tonem, jakby uważała to za coś głupiego – Ubrania mieli porządne, ale niewiele zapasów i żadnego bydła. Wyglądało to, że uciekli kilka dni wcześniej i nie mieli czasu na zabranie dobytku. Nie byli zbyt rozmowni, a ich przywódca, Jarth jakiśtam, to w ogóle niezły gbur – to stwierdzenie z ust doświadczonej i gruboskórnej traperki, która więcej życia spędziła w dziczy niż wśród ludzi, było zaskakujące – ale ma u nich posłuch. Stwierdził, że sobie „świetnie” radzą sami i niepotrzebna im niczyja łaska. Nie dogadałabym się z nimi, więc tylko wskazałam drogę do ruin fortu. Tam będzie im wygodniej i bezpieczniej, o ile Jarth ma tyle oleju w głowie, żeby posłuchać – łowczyni wyraźnie nie była co do tego pewna.

Cobb kiwnął głową na propozycję Jace’a.
- Każda para rąk się przyda, na szczęście miejsca i zapasów mamy dość. Nad obsadzeniem Ristin pomyślimy wiosną, na razie lepiej się nie rozpraszać. –
 
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-10-2020, 12:02   #8
 
Lord Melkor's Avatar
 
Rufus był pod wrażeniem efektu rytuału przywołania ducha opiekuńczego i dumny ze swojego udziału w nim. Stwierdził że musi poświęcić więcej czasu na komunikację z patronującymi mu duchami, w 1 kolejności oczywiście ze swoim dziadem Gru'targhiem.

- Dziękuje za pomoc w walce ze smokiem, mam nadzieję że byłeś zadowolony?
- Przeżyłeś, a tym niewielu może się pochwalić. Nieźle się przygotowaliście, jeszcze nie widziałem, żeby bydle padło tak szybko.

- No, prawda, to tez dzięki sprytowi moich towarzyszy, Emi, Jace`a i pozostałych, wróg jest potężny, ale my również wszyscy rośniemy w siłę. - stwierdził z dumą Rufus.
-I pomyśleć że kilka miesięcy temu byłem zwykłym uczniem kowala, a teraz zabijam trolle i smoki, chciałbym lepiej zrozumieć naturę mojej mocy, momentami czuję się nieco zagubiony…i też coraz bardziej to lubię. -dodał bardziej refleksyjnym tonem.
- Ha! - zaśmiał się duch - Nikt nie rodzi się bohaterem, do tego trzeba dojrzeć. I nie bądź znów taki skromny, chociaż szkoda, że to nie ty urąbałeś smokowi głowę.

Rufus zaśmiał się - No, akurat o Mikela nie będę zazdrosny….. ale to co urąbania głowy smokowi może jeszcze bedą okazję. Może te hobgobliny mają im więcej...czy Żelazne Kły istniały za twoich czasów?
- Nigdy o niczym takim nie słyszałem. Albo ich jeszcze wtedy nie było, albo siedzieli cicho
- To nie jest jakaś zwykła banda, oni są świetnie zorganizowani, mają całą armię i sojuszników. Sami musimy zebrać chyba więcej sojuszników żeby dać im odpór…. - Rufus zadumał, się, zastanawiając się czy jego dziadek ma jakieś pojęcie o strategii.
-Czyli ten smok był najgroźniejszym potworem, z którym walczyłeś? -spytał się po chwili.
- Silniejszego wroga nie pokonasz samą siłą, tylko przebiegłością. O którego smoka pytasz?
- A to walczyłeś z więcej niż jednym? - zdziwił Rufus.
Duch zaśmiał sìę - - A żebyś wiedział! Kilka gadzin upolowałem - największy byłby w stanie połknąć cię na raz, bez gryzienia! - stwierdził z dumą.

-No to widzę że długa droga mnie jeszcze czeka żeby ci dorównać…. i używałeś tego samego topora którym teraz i ja władam, tak?
- Chłopcze, to ja jestem twoim toporem! Znaczy… chyba sam tworzysz go z mojej esencji, czy jakoś tak… nie znam się na tych sprawach…--
- Czyli wcale nie miałeś takiej mocy jak ja? Myślałem, że możesz mi więcej o nich powiedzieć...czasami mam wrażenie, że kiedy używam topora nie jestem do końca sobą, czy to możliwe że myśli i emocje twoje i innych duchów mieszają się z moimi?
- Ha, ma to sens, bo i ja czuję twoją euforię z walki. Ach, przyjemne uczucie, prawie jakbym sam mógł znowu walczyć…- Rufus wyczuł odrobinę tęsknoty w głosie dziadka.
- No tak, jest to właściwie i dla mnie przyjemne, ale też wolałbym być panem moich uczuć… nie chciałbym zabijać dla samego zabijania. Ty miałeś jakąś sprawę dla której walczyłeś?
- Czy złoto i wino się liczą? - zaśmiał się Gru’targh - A mówiąc poważnie, to moja młodość nie była zbyt chwalebna. Dopiero później ktoś wbił mi do głowy, że chwały lepiej szukać pomagając tym, którzy sami sobie nie poradzą.

-Miło mi to słyszeć, choć oczywiście mi też wino i kobiety nie przeszkadzają. - zaśmiał się Rufus.

- A dokonałeś jakieś rzeczy z której jesteś szczególnie dumny? Pewnie któryś z tych smoków?
- Dobrze myślisz. Raddreonted - największy bydlak, jakiego zabiliśmy. Nie przypominam sobie jeszcze szczegółów, ale chyba zniszczył sam jakieś miasto, zanim go usiekliśmy - kiedyś ci opowiem.-

- No, to musiała być świetna walka, chętnie posłucham jak będziesz chciał opowiedzieć. Zaś ja i moi kompani walczymy z całą inwazją, to też przecież nie jest mała rzecz. Dziękuje za twoje wsparcie, masz jeszcze jakieś porady dla mnie?
- Kiedy już wygracie, zadbaj o to, żeby historycy dali ci jakiś porządny przydomek! stwierdził duch, a w jego głosie brzmiała duma. Wyglądało na to, że nie przyjmował do wiadomości innego scenariusza niż zwycięstwo.
- Na razie o tym nie myślę, ale wymyśliłem przydomek dla naszej grupy- Mściciele z Phaendar.
- Przydługie, ale całkiem dobre -

Rufus podziękował dziadkowi i poczuł jak traci poczucie jego obecności. Wyglądało na to, że Gru'targh niewiele wiedział o jego niedawno przebudzonej mocy i będzie musiał sam się o niej więcej dowiedzieć, natomiast poczuł się zainspirowany rozmową do dalszych chwalebnych czynów.....

************************************************** ***********\

Rufusowi podobało się, jaki posłuch wraz z Mikelem zdobyli wśród pozostałych uchodźców i mieli teraz własny "oddział" chcących dać odpór najeźdźcom, głównie młodzieży widzącej w nich bohaterów i smokobójców. Było tam nawet kilka niczego sobie dziewczyn.... Starał się ich jak najlepiej wyszkolić, choć sam nigdy nie odbył szkolenia wojskowego, z pomocą przyjaciela więc skupiał się bardziej na samej technice walki niż taktyce, próbując też podpatrzeć jak zorganizowani są Łowcy.

Jednak siedzenie w forcie zaczynało go powoli nudzić, więc z zainteresowaniem wysłuchał wieści Dirany.

-Wyruszmy jak najszybciej zanim będzie za późno. Może trzeba przycisnąć trochę tego całego Jartha, to pozostali okażą się bardziej rozsądni i skłoni do współpracy z nami. - skwitował.



 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 27-10-2020 o 12:06.
Lord Melkor jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-10-2020, 02:40   #9
 
shewa92's Avatar
 

Od spotkania z dawnym znajomym minęło już trochę czasu, a Mikel nadal nie był pewny, czemu w ogóle rozmawiali. Wyglądało to na zwyczajne pogaduszki, takie jak chociażby z Rufusem, ale wojownik wiedział, że chodziło o coś więcej. Od tamtej nocy czuł się dziwnie. Odnosił wrażenie, gdzieś tuż pod skórą, krążą mu dziesiątki mrówek, które za wszelką cenę pragną się wydostać. Nie bardzo wiedział, co począć z tym faktem, a nie chciał zajmować czasu siostrze, czy Jace'owi, którzy ledwie znajdowali czas na posiłki. Uznał, że jego problem może cywilów poczekać i rzucił się w wir obowiązków.

Czas dzieli głównie między patrole, pracę w kuźni i szkolenie nowej załogi fortu w walce, którym zajmowali się z Rufusem.. Najbardziej lubił ostatnią z aktywności, zwłaszcza, że mógł przetestować czy będzie w stanie walczyć równie skutecznie bez broni, korzystając tylko ze stalowych rękawic. Efekty byli bardziej niż zadowalające i Mikel poważnie zaczął się zastanawiać nad zmianą stylu walki. Bywały momenty, kiedy ostrze zawadzało, a wszelkiego rodzaju przerzuty i dźwignie w jakich zaczął się specjalizować, wykonywali się łatwiej z wolnymi rękami.
Doświadczenie bojowe i fakt, że chętnie dzielił się wiedzą w tym zakresie, miały jeszcze jedno przyjemne następstwo. Wokół niego i jego półorczego przyjaciela uformowała się grupa, określająca się jako ich oddział. Dla chłopaka było to nowe i bardzo przyjemne doświadczenie. Generalnie od odbicia fortu, podejście uchodźców do "Mścicieli" uległo pewnej zmianie. Grupa zyskała szacunek i posłuch, a Mikel był niemal pewny, że słyszał jak jeden z jego kolegów z dzieciństwa nazywa go Smokobójcą i chełpi się ich dawną znajomością. Wojownik miewał pewne problemy w odnalezieniu się w sytuacji. Większość życia trzymał się na uboczu i to Laura skupiała uwagę ludzi dookoła. Na szczęście zawsze mógł zaszyć się w kuźni i to tam, przy fizycznej pracy, tak naprawdę odpoczywał.
***
Większą część narady siedział cicho. Cześć informacji była im już znana, część nie, ale najważniejszy był fakt, że znów coś zaczynało się dziać. Żadne z nich nie próżnowało ostatnimi czasy, ale Mikel czuł się, jakby robił za mało. Żelazne Kły powinny sobie niedługo o nich przypomnieć, a zaproponowany na naradzie pomysł mógł być dobrym pierwszym krokiem na tej drodze.
-Czas w końcu rozprostować kości. Ja oczywiście jestem za i mogę ruszyć choćby zaraz. - powiedział i poklepał Rufusa po ramieniu.


 
shewa92 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-10-2020, 10:24   #10
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
Nie marnotrawiąc czasu, bohaterowie spakowali się i wyruszyli zaraz po zakończeniu narady z Łowcami. Opuszczenie murów fortu Trevalay po ponad miesiącu relatywnego spokoju było niczym przebudzenie się z miłego snu – z jednej strony szkoda było wracać do rzeczywistości, lecz z drugiej nie dało się nie czuć ekscytacji na myśl o powrocie na szlak, nawet jeśli tylko na parę dni. Emi najwyraźniej nie podzielała tego uczucia, decydując się na pozostanie z phaendarczykami i wspieranie ich na miejscu.

XXI dzień miesiąca Neth (XI), Fangwood, 113 dni po ucieczce z Phaendar, 41 dni po odbiciu fortu Trevalay

Dzięki czarom Jace’a i Hannskjalda drużyna błyskawicznie przemykała przez dzikie ostępy Fangwood na utkanych z magii rumakach, pokonując trasę między fortami w jeden dzień zamiast kilku. Druid zauważył, że wiele skrótów, które dostrzegał swoimi nadnaturalnymi zmysłami, była już dyskretnie pooznaczana symbolami Łowców – sporo mówiło to o ich znajomości puszczy.
Las zimą sprawiał wrażenie uśpionego – panowała w nim cisza, zakłócana jedynie tętentem końskich kopyt. Śnieg jakoś przedostawał się przez gęste korony drzew i pokrywał runo cienką, puchową warstwą, skrzącą się w rzadkich promieniach słońca, którym udawało się przebić z góry. Widok ten był naprawdę urokliwy i dawał poczucie spokoju – a może tak uspokajająca była świadomość, że głębokie Fangwood było teraz ich terenem, wolnym od hobgoblińskich najeźdźców? Czy tak czuli się Łowcy z Chernasardo w niedawnym czasie swojej świetności, gdzie jedynym ich problemem były okazyjne i mało skuteczne ataki Molthune? Dzika puszcza, tajemnicza i przerażająca dla obcych, dla nich stawała się powoli drugim domem, w którym czuli się pewnie niczym w samym Phaendar. Ciekawe, jak wielu uciekinierów zdecyduje się na powrót, jeśli uda im się odbić Nirmathas z rąk Żelaznych Kłów?


Ruiny fortu Nunder nie zmieniły się zbytnio, odkąd bohaterowie opuścili je kilka tygodni temu – Łowcy nie mieli zasobów na jego odbudowę, więc ograniczyli się jedynie do zapieczętowania i ukrycia wejścia do krypty, by nikt nie zakłócał spokoju tych, którzy w niej spoczywali (ku niezadowoleniu znudzonych wiecznością duchów). Teraz całość była przykryta kilkunastocentymetrową warstwą białego puchu, przez co ktoś nieuważny mógłby pomylić z daleka resztki murów z naturalnym fragmentem wzgórza. Z wnętrza dziedzińca unosiła się wąska smużka dymu, co potwierdzało przypuszczenia Dirany, że grupka upartych uciekinierów mogła posłuchać jej rady.
Gdy tylko drużyna zbliżyła się do bramy fortu, z wnętrza dało się usłyszeć ostrzegawczy krzyk, zapewne kogoś na straży obozu. Po wjechaniu do środka, oczom bohaterów ukazał się niezbyt przyjemny widok, budzący wspomnienia sprzed wielu tygodni. Prawie dwa tuziny uciekinierów, okutanych w byle jakie, ledwie chroniące przed zimnem stroje, kuliło się przy kilku ogniskach. Mieli ze sobą kilka tobołków z dobytkiem i zapasami, ale wyglądało na to, że bez pomocy byłoby im ciężko przetrwać zimę. Wszyscy skupili swoją uwagę na przybyszach – ich twarze były blade i zmęczone, a spojrzenia zniechęcone.
Kilku mocniej zbudowanych uciekinierów podeszło do bohaterów, dzierżąc w krzepkich dłoniach miecze i topory, parę wyglądających na hobgoblińską robotę. Przewodził im wysoki, szczupły mężczyzna o ciemnych włosach i śniadej karnacji – teraz jednak był chorobliwie blady, a jego oczy były podkrążone, jakby po kilku nieprzespanych nocach. Zmierzył bohaterów, z niezadowoleniem widząc, że ci są wypoczęci i dobrze odżywieni.
- Jestem Jarth - rzucił ochrypłym głosem - A wy przyjechaliście się z nas ponaśmiewać? Czy mamy zapłacić za korzystanie z tych ruin? – machnął ręką dookoła - Już mówiłem waszej kobiecie, że sami sobie radzimy i nie potrzebujemy nikogo, kto nam będzie mówił, co robić, gdzie spać, kiedy jeść, a kiedy srać – prychnął.
 
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:08.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168