Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-03-2021, 20:32   #1
 
abishai's Avatar
 
[spellsinger&path;18+] Wielka Draka w małej Slavii



New Heaven... Miało być nowym początkiem. Czymś lepszym od miast starego kontynentu. Stało się jednak czymś gorszym. Zbudowane na wschodnim wybrzeżu miasto, rozrastało się błyskawicznie pochłaniając dziesiątki uchodźców z ogarniętego wojną starego kontynentu. Tu, w Terrze Incognicie zwanej częściej po prostu Terrą, postawiono miasto z którego zaczęto kolonizować Dziki Zachód, ale Wschód wcale nie stał się ostoją nowej wspanialszej cywilizacji. Miasto ogarniał mrok korupcji, nierówność społeczna, wyzysk i inne choroby cywilizacji. Technologia się rozwijała bujnie, magia wtajemniczeń zwana sztuką arcanum też, ale... Im słabsza była wiara w bogów tym słabsza była moc kapłanów w ich imieniu czyniących cuda. Im silniejszy był rozwój technologii, tym słabsza była potęga natury druidów.

Zanikała moc u jednych i u drugich. Teraz jedynie niektórzy z nich dysponują ledwie ułamkiem dawnej potęgi.

Królował rozum, umierało serce.


Magia stała się sztuką dostępną tylko tym, którzy mieli dość rozumu by ją opanować i wystarczająco pieniędzy by studiować sztuki magiczne na uniwersytecie.
Bycie arkanistą stało się przywilejem dostępnym jedynie wybranym. I dlatego arkaniści stanowili elitę miasta pomiatając słabszymi. Rada miejskich magów stanowiła całkowitą władzę w New Heaven likwidując wszystkich, których potęga mogła zagrozić ich rządów i trzymając pod kontrolą uczniów uniwersyteckich.
Nieliczni, którzy z natury mieli potencjał magiczny mogący zagrozić arkanistom, byli wyszukiwani i zamykani do “resocjalizacji” w Devil’s Island, zakładzie psychiatrycznym dla utalentowanych magicznie.
Jeśli wracali, to całkowicie wyrugowani z mocy i jako psychiczne wraki.

Niemniej, magia przebijała się w postaci czarowników o niewielkim potencjalne mocy zwanych ulicznymi magikami. Ale ci akurat nie interesowali rady, byli szczurkami kryjącymi się w cieniu.

Byli zbyt słabi by im zagrozić.

New Heaven pod rządami arkanistów się rozwijało i rozrastało... głównie w górę. Nad starym miastem, na olbrzymich słupach zbudowano drugie miasto, przeznaczone dla elity.


Nowe świetliste miasto, nazwano Uptown, dolne zaś zostawiono biedocie i robotnikom. I ochrzczono Downtown.
W Downton szybko rozprzestrzeniła się przemoc i gangi. Ale rady miasta to niepokoiło tak bardzo, dopóki w Uptown był spokój, a wojny gangów nie przeszkadzały za bardzo w interesach bogatych właścicielach miasta.
Downtown pozostawiono samemu sobie nie przejmując się rozrastającemu w nim półświatkowi przestępczemu i anarchii, Straż miasta zamiast chronić i służyć pilnowała jedynie spokoju

Takoż i narodziły się familie mafijne rządzące miastem. Pierwsza z nich mafia Cycione, pod przewodnictwem rodu Cycione powstała z rodu gnomich rusznikarzy i wynalazców, zagarniając produkcję i sprzedaż broni, palnej oraz alkoholu dla siebie. Krasnoludy i półorki o korzeniach z Green Island za morzem stworzyły własną rodzinę która trzęsła dokami. Od decyzji krasnoludzkiego rodu O’Maleyów zależało, który statek zostanie wpierw załadowany, jakie towary zostaną oclone... a o których się zapomni. Owa rodzina przyjęła dość zabawne przezwisko “Związki Zawodowe Dokerów”.

Rejony miasta opanowane przez uchodźców z dalekiego wschodu nigdy nie podporządkowały rodziny rządzone z poza ich dzielnicy. Niemniej samo Azjatown, jest rządzone przez dziesiątki mały gangów zwanych Triadami, pod przywództwem słynnego rodu Yakuzaou. Tam częściej niż broni palnej i kuszy, używa się szurikenów i katan.

Uchodźcy z centrum Starej Terry mieszkający w małej Slavii zajmują się pędzeniem bimbru, szamanizem i walką szablami. Tu jednak kryje się magiczne serce Downtown, tu zbudowała sobie małe imperium gildia alchemiczna pędząca eliksiry po okazyjnych cenach. I tu ukrywają się czarownicy ścigani przez Czarną Gwardię, łowców magów na usługach arkanistów.

Wreszcie najnowszym i najgroźniejszym gangiem jest Czarna Ręka. Terrorystyczna grupa uważająca, że za wszelkie nieszczęścia w Downtown odpowiadają magowie, nie tylko arkaniści z Uptown, ale i czarownicy oraz alchemicy w Downtown. Idąc pod hasłem “Zabić wszelkich magów” popełniają morderstwa i zamachy terrorystyczne. Aby sfinansować swą działalność, produkują i sprzedają narkotyki oraz zioła odurzające.

Ale tam gdzie jest Niebo musi być i Piekło. A pod New Heaven istniało Old Hell i to dosłownie. Pod New Heaven rozciągały się jaskinie zarówno sztuczne jak i naturalne. New Heaven istniało bowiem na ruinach prastarej cywilizacji z którą osadnicy nie musieli konkurować, gdyż znikła przed ich przybyciem.
Pod ciągami kanalizacyjnymi, w podziemnym mieście zwanym Purgatory, żyły “ludzkie szczury”. Ci którzy uciekali przed prawem miasta i zemstą gangów gnieździli się w drugim poziomie podziemi tuż pod kanałami, tworząc zdegenerowaną, acz niebezpieczną społeczność rządzoną swoim prawami nie mniej okrutnymi od tych na powierzchni.
Tu jeszcze czasem docierało prawo z powierzchni, gdy Rada Miasta wysyłała jednostki policyjne wzmocnione Czarną Gwardią oraz arkanistami oraz by zrobić obławę na uciekinierów.
Ale rzadko... głównie odbywał się tu handel artefaktami z głębi tajemniczych tuneli i zakazanymi towarami powierzchni.
Pod pierwszym poziomem kanałów i drugim poziomem Purgatory, znajdowały się cztery inne... Ale o piątym i szóstym krążyły legendy. Bowiem przebicie się przez trzeci i czwarty poziom, opanowane przez gobliny i szczurołaki, było niezwykle ciężko.
Do piątego i szóstego mało kto docierał i jeszcze mniej osób wracało...


“Złoty Żmij” był karczmą w której to koncentrowało się nocne życie okolicy. Przybytek ten był całkiem spory prowadzony przez trójkę braci Dymitrowiczów: jednego półelfa i dwóch ludzi.
Największa i najważniejsza znajdowała się w obszernej piwnicy , kiedyś służącej za magazyn przemytników. Dymitrowicze urządzili ją zgrzebnie bardziej stawiając na muzykantów, jak i zaopatrzenie w trunki. I choć trunki były takie sobie, to muzykanci… okazali się strzałem w dziesiątkę.


W ich muzyce była magia, powiadali starsi...


I możliwe, że mieli rację. Było coś hipnotycznego w ich głosach i melodii. Coś hipnotycznego w rytmie, coś gorączkowego. Coś pierwotnego…
Nie wiadomo skąd ich Dymitrowicze wzielię, ale dzięki ich występom karczma zapełniała się co noc gośćmi. Niektórzy słuchali, inni tańczyli czasami aż do wyczerpania.


“Złoty Żmij” był też wodopojem trzech band z okolicy. Ludzi Skierki, chłopaków Skałymira Grogha oraz podwładnych Dimitriego… którego nazwiska nikt nie musiał znać. Wszyscy w okolicy wiedzieli kim on jest. Spotykanie się w karczmie dwóch band zbójeckich czasami wywoływało konflikty, ale z uwagi na miejsce kończyło się to pojedynkami na pięści, albo po prostu burdą. No cóż taki urok zbójeckich wodopojów.
Klaus nie martwił się jednak takim rozwojem sytuacji. Ostatnio ludzie Skierki rzadziej tu zaglądali, bo sama Skierka weszła w interesy z Triadami. A Skałymir i Dimitri pozbawieni byli swoich najlepszych fighterów. Snaga zbierał się do kupy po rekonwalescencji z ran, a Skałymir stracił dwóch swoich najtwardszych wojaków w nieudanym napadzie. Nie było więc prowodyrów, którzy mogliby wywołać taką bójkę.
A nawet gdyby byli… Puszkin też był twardy. Rudobrody krasnolud przybył tu jednak nie po to by się lać po pyskach, a po to by się napić… i być może zagrać w coś na pieniądze. Bo Michaił zawsze grał na pieniądze. W tej chwili siedział przy tym samym stoliku co Klaus i Jaromir Strielecki, młody złodziej i świeży nabytek gangu Dimitriego. Klaus nie miał serca poinformować chłopaczka o tym, że większość świeżych nabytków nie przeżywa roku w gangu. No cóż.. selekcja naturalna działa nie tylko wśród zwierząt. Cała trójka czekała na Gorana, który miał tu się zjawić za około godzinę. I na cud przy okazji… ostatnio krewniak Michaiła nie zdołał im załatwić dobrej fuchy. Nie trafił się też im żaden namiar na łatwą zdobycz. A uderzać w magazyny portowe na oślep, to ryzykowna strategia.

To nie Goran się jednak zjawił przy ich stoliku, a ktoś inny. Czarnobrody krasnolud z tatuażami na obliczu.


Z ciężkim rewolwerem za pazuchą i pałką ozdobioną stylizowaną krasnoludzką głową na rękojeści. Dwa masywne półorki miały podobne pałki i dodatkowo żółte kamizelki. Każdy w Downtown wiedział co to oznacza. Ta trójka była naganiaczami Związków Zawodowych Dokerów. Naganiacze służyli O’Maleyom do dyscyplinowania pracowników portowych, naganiania ludzi na demonstracje i usuwania niepokornych. Nie byli specjalnie subtelni, ale to była część ich uroku… Nie mieli być subtelni. Mieli pokazywać co się dzieje z tymi którzy chcą się wymknąć spod opiekuńczych skrzydeł Związków Zawodowych… a ten dokerów był oczkiem w głowie O’Maleyów. Owszem, kontrolowali oni parę innych związków i organizacji robotniczych, ale tylko ten dokerów otwarcie i całkowicie podporządkowując sobie wszystkich.

Czarnobrody krasnolud był więc kimś ważnym. Spojrzał po całej trójce, przy stoliku i zakomunikował.
- Mój szef, chce się za godzinkę widzieć z waszym szefem u niego w “biurze”. Sprawa jest poważna.-
Jaka sprawa? Dimitri i jego gang nie pojawiali się ostatnio w dokach. Nie było żadnego zatargu między nimi a O’Maleyami. Dziwne że Związek w ogóle wiedział o ich istnieniu.
Michaił skwitował sytuację wprost zwracając się do Klausa.
- Znajdź starego i powiadom go o sytuacji.

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 11-07-2021 o 14:41.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-03-2021, 15:42   #2
 
Icarius's Avatar
 
Klaus skinął głową. Sprawa wyglądała na poważną i bez dodatkowej wzmianki o tym z ust krasnoluda. To mogła być dla nich szansa lub wyrok..
- Jaromir przejdziesz się kawałek ze mną - zarządził Tripov i ruszył w stronę wyjścia. Nie było co mitrężyć czasu, godzina to wszak niewiele. Gdy opuścili karczmę powiedział do młodego złodzieja.
- Przejdziemy się kawałek razem, potem się zaczaisz i rzucisz okiem czy nie mam ogona. Gdybym miał daj mi jakiś znak gwizdem i spierdalaj z powrotem. Idziemy razem sto metrów potem mam cię nie widzieć i nie siedź mi na dupie. Tylko się zaczaj, jak nikt nie będzie mnie śledził wróć do karczmy. Jak będzie zresztą też. - Klaus w końcu mógł wydać komuś instrukcje, choćby był to najmłodszy członek gangu. Szybkim krokiem ruszył w stronę kryjówki szefa ich gangu. Był on jednocześnie wujem Klausa, stąd jako jeden z nielicznych ją znał. Szedł jednak dłuższą drogą, kluczył i sam nerwowo przystawał gdy pozwalała na to osłona zabudowy. Upewniał się, że nikt go nie śledzi.

Nie usłyszał gwizdu, więc pewnie nikt go nie śledził. Sam Klaus też nie dostrzegał nikogo w ciemnych mrokach uliczek dzielnicy. Zauważył co prawda Grigorija Rusłova… rosłego wojaka z szablą przy pasie i należącego do ludzi Grogha. Grigorij też go zauważył, skinął głową i ruszył w swoim kierunku. Nie zainteresowany tym gdzie się Klaus przemyka, więc minęli się w pośpiechu, każdy podążając ku swojemu celowi. Wkrótce Klaus stanął przed kryjówką Dimitirego. Starą przędzalnię wełny, o tej porze zamkniętą na cztery spusty. W niej była kryjówka wuja… tajny pokoik o którym nie wiedzieli ani pracownicy przędzalni, ani jej właściciel.

Klaus szybko wszedł do zaułka z boku przędzalni. Starego i rzadko używanego który łączył ulice za przędzalnią z ulicą przed. Nie była to jednak ruchliwa okolica a zaułek służył ludziom za śmietnisko. Nie tylko zresztą śmietnisko sądząc po zapachu. Miało to tę dobrą stronę, że rzadko ktoś tędy przechodził. Właściciel przędzalni był stary i nie dbał o najbliższą przestrzeń. Wystarczyło przesunąć stare skrzynie która zawsze leżała przy jednej ze ścian. Zawsze w tym samym miejscu i zawsze rozwalona. Raz na pół roku znikała, ale w cudowny sposób na następny dzień pokazywała się nowa łudząco podobna. Po odsłonięciu skrzyni pokazywała się krata, pozornie wyglądająca na solidną. Wystarczyło nią jednak delikatnie poruszyć a ustępowała. Była od wewnątrz jedynie dociśnięta cegłami. Którymi należało poluzowaną kratkę przycisnąć od wewnątrz z powrotem.Następnie Tripov wchodził do dawnej piwnicy. Była to opuszczona część piwnic pod przędzalnią. Równo na środku była bowiem ściana zachodnią cześć używał właściciel. Wschodnia oddzielona murem była opuszczona. Ponoć w opuszczonej części straszyło, ponoć zmarła tu żona właściciela gdy oboje byli jeszcze młodzi. Duch nie straszył jednak od razu, a w rzeczywistości była to bajka wymyślona przez jego wuja. Który podpuścił staruszka i sam w przebraniu podpowiedział mu metodę na uporanie się z bałaganem. Ot usłyszał historię o żonie i poświęcił chwilę na zbudowanie sobie kryjówki. Opuszczona część to było cztery pomieszczenia. Walały się w niej resztki typowe dla dawno nie używanej piwnicy. Popsute przetwory, resztki węgla i tym podobne.Ukryte i pozornie puste miejsce. Jedna ściana z boku była natomiast ruchoma. Po dotknięciu odpowiedniej kombinacji trzech cegieł wpuszczała cię do kryjówki. Uchylając klapę w podłodze. Ponoć Dimitri sporo za to zapłacił. Ponoć z kryjówki dało się wyjść do kanałów Old Hell. To były jednak słowa Dimitriego, Klaus nie był świadkiem użycia drugiego wyjścia. Główną drogę Tripov pokonywał już jednak nie raz a dziś uczynił to ponownie. Wchodząc do kryjówki wuja.


Dimitri już siedział w swoim gabinecie ćmiąc cygaro i rozkoszując się oparami z żarników. Palone kadzidła tworzyły wraz z cygarem słodkawą acz lekko mdlącą mgiełkę, której aromat starzec bardzo lubił. To było jego miejsce dumania i planowania. I relaksu… niewątpliwie niektóre składniki kadzideł może miały działania euforyczne… a na pewno łagodziły reumatyczne bóle, które czasem trapiły Dimitriego. Słysząc kroki Klausa staruszek położył dłoń na pistolecie… zrelaksował się na widok wchodzącego podopiecznego.
- Co cię tu sprowadza o tej porze? - zapytał przyjaźnie.
Widok wuja zawsze cieszył Klausa stąd uśmiechnął się na widok zrelaksowanego staruszka. Wchodząc pewnym krokiem do pomieszczenia.
- Dwie rzeczy wuju. Pilna sprawa w postaci wezwania do O’Maleyów. Naganiacze dokerów znaleźli nas w karczmie. Krasnolud i dwa pół-orki. Stwierdzili, że ich szef pilnie musi się widzieć z naszym w swoim biurze. Mam nadzieję, że coś z tego rozumiesz? - wyjaśnił powoli Klaus - Dał nam godzinę, sprężałem się minął kwadrans. Unikałem też ogonów. Druga sprawa to chciałem porozmawiać o ostatnich wydarzeniach. No ale to chyba nie w porę. - pytania Klausa musiały poczekać. - Takie wezwanie to szansa albo wyrok, mam się na coś szykować? - pytanie Klausa było o tyle na miejscu, że Dimitri mógł wiedzieć więcej.
- Gdyby chcieli mnie ubić… to by się nie zapowiadali.- zamyślił się Dimitri.- Pułapka… to nie w stylu tych krasnoludów. Są zbyt prostolinijni na to. No i nie mieliby żadnych by to czynić. Nie mamy zadry z O’Maley’ami. Szansa… żadna szansa, ale warto się dowiedzieć o co chodzi. - następnie zwrócił się do Klausa. - Sprawdź okolice gabinetu na Szczerej, pewnie tam się spodziewają mnie spotkać. Wiadomo, że tam urzędują. Jeśli szykują pułapkę, to już tam ustawili swoich ludzi.
- W karczmie jest Michaił i ten nowy Jaromir. Goran miał być za godzinę co się pokryje mniej więcej z czasem spotkania z dokerami. Nowemu każę na niego poczekać. Michaiła wezmę ze sobą na rozeznanie i obstawę jak będziesz wychodził lub w razie kłopotów. Po innych to raczej się nie wyrobimy, ani nie wiedziałbym gdzie ich szukać. - Wuj był dużo bystrzejszy od Klausa w łotrowskim rzemiośle. Więc wszelakie uwagi o kamuflażu i tym podobne zachował dla siebie.
- Nie weźmiesz Michaiła i nigdy nie próbuj wydawać mu poleceń. Najpierw jestem ja, potem Goran… - odparł Dimitri krótko i dobitnie. Spojrzał wprost na podopiecznego. - Idź na Szczerą i wykonaj moje polecenie. Żadnej własnej inicjatywy i na wszystkich bogów… żadnego szarogęszenia się w moim gangu. Bo skończysz z reputacją "przydupasa". Nie licz na fawory z mojej strony, bo to była psia przysługa. A teraz idź.
Klaus skinął głową i instynktownie się wyprostował. Był pełen respektu przed wujem który był mu jak ojciec. Nie chciał też nikomu wydawać rozkazów. Myślał jedynie by zadbać o bezpieczeństwo wuja. Prawdą jednak było, że na obecnej pozycji w gangu nie był od myślenia. Gdyby wuj chciał Michaiła powiedziałby o tym wprost.
- Gdybym natrafił na pułapkę lub jej znamiona mam cię ostrzec w konkretny sposób? Gdzieś wypatrywać? - Klaus co prawda potrafił realizować plany napadu w roli mu przypisanej. Nie znał jednak się na złodziejskim rzemiośle tak dobrze jak pozostali.
- Przybądź do mnie. Do spotkania mamy godzinę, a stąd do Szczerej jest ile… dwadzieścia? Piętnaście minut? Dla ciebie pewnie piętnaście minut, albo i mniej. Dotrzesz do mnie zanim do niej dojdę. Pójdę tą samą drogą co zawsze.- odparł Dimitri i uśmiechnął się kwaśno. - O’Maleye raczej nic nie przyszykowali. Nie uważają nas za… wystarczająco znaczących, by traktować jako konkurencję.
Klaus skinął głową. Nie zmitrężył już więcej czasu i ruszył w stronę Szczerej. Rozglądał się bacznie i starał się nie rzucać w oczy. Był w tym co prawda kiepski, ale wieczorowa pora mogła mu co nieco pomóc. Albo i zaszkodzić, bo ludzki wzrok to jednak nie krasnoludzkie widzenie w ciemnościach. Niemniej Szczerą znał jak własną kieszeń, w tym wszystkie miejsca nadające się na zasadzkę. Napastnika znalazł… jeno znajomego.


Stary i rosły mężczyzna z fajeczką ukrywał w kieszeni nieprzyjemną niespodziankę. Ale dla obcych… Klaus był swój. Gryzoń był miejscowym rabusiem i dość tajemniczą, był też wilkołakiem, ale w tej najgorszej z możliwych odmian. Nie kontrolował swojej przemiany w ogóle i nie zyskał zbyt wiele na nowej ścieżce życia. Poza przymusem zamykania się w klatce podczas każdej pełni.
- Cześć…- pozdrowił Klausa czekając na bardziej wartą jego uwagi ofiarę.
- Witam - odpowiedział z uśmiechem Klaus. - Widzę, że w robocie. - kierując rękę na kieszeń Gryzonia. - Będę tu dziś trochę łaził ale tak pół-prywatnie nie będziemy sobie przeszkadzać. - zapewnił rabusia żeby była pełna jasność. - Kręcił się tu ktoś podejrzany w ostatniej godzinie. - zapytał trochę od niechcenia. Liczył na kurtuazję zawodową Gryzonia.
- Nikt szczególnie podejrzany. - stwierdził po skinięciu głową Gryzoń i skomentował.- Żaden obcy nie łaził dziś po Szczerej. A co? Szykuje się jakaś akcja?
- Na razie nie. - odpowiedział szczerze Klaus - sprawdzam kwadrat pod innym kątem, że tak się wyrażę. Szukasz fuchy rozumiem? - losowy napad na przechodnia był w oczach Klausa wyrażam dużej potrzeby zdobycia środków. W takich akcjach był spory element losowości i wiele rzeczy mogło pójść nie tak. - Mogę o tobie wspomnieć jeśli tak, ale sam rozumiesz nic nie obiecuję.
- Fuchy? Ani trochę. Wolę skończyć wcześniej jeśli ma się zrobić gorąco. W każdym razie nie widziałem żadnych śladów kłopotów. - odparł Gryzoń wzruszając ramionami.
- Dzięki. W takim razie będzie tu dziś spokojnie. - skinął głową Gryzoniowi Tripov. - Powodzenia. - dorzucił żegnając się z łotrzykiem. Zamierzał wspomnieć o jego obecności Dimitriemu. Wuj zdecyduje co dalej. Następnie Klaus dokończył obchód i ruszył w drogę powrotną.

Dostrzegł zbliżającego się starca gdzieś w połowie drogi do gabinetu. Dimitri szedł sam, bez obstawy. Nie mógł sobie na nią pozwolić. Szef bandy który potrzebuje obstawy, zwykle szybko kończy karierę… albo odchodząc dobrowolnie z roboty, albo ginąć od sztyletu w plecy. Okazywanie słabości to był błąd jeśli przewodziło się zbójeckiej bandzie.
Klaus rozglądał się przez chwilę czy nikt Dimitriego nie śledzi. Następnie podszedł do staruszka i zdał krótki raport.
- Cicho i spokojnie. Tylko Gryzoń szuka ofiary ale on chyba nie stanowi problemu. - ocenę zostawił Wujowi. - Mam tu zaczekać? Czy mogę iść z tobą i nauczyć się czegoś poprzez obserwacje? O ile moja obecność nikogo nie urazi. - Klaus wykorzystał okazję by spróbować zobaczyć na własne oczy co się będzie działo. Nie chciał jednak by jego obecność wywołała komplikacje.
- Możesz pójść. Nie będzie to problemem.- przyznał z uśmiechem Dimitri ruszając w kierunku drzwi kamienicy, w której znajdował się jego oficjalny gabinet.
Klaus towarzyszył zatem wujowi. Pozostawał jednak czujny. Był bardzo zadowolony, że będzie towarzyszył Dimitriemu. No i był zwyczajnie ciekawy co krasnoludy mogą chcieć od takiego gangu jak ich.

Gdy dotarli na Szczerą, Goran już na nich czekał.


Uzbrojony i zaczytany, jak zwykle. Poprawił na nosie okulary widzenia w ciemności i dodał.
- Na razie nie przybyli. Puszkin jest już na górze.-
- To chodźmy tam.- zarządził Dimitri.
Krasnolud rzeczywiście tam na nich czekał. Przy okazji korzystając z zawartości karafki.
- Nie podoba mi się ta sprawa… nie znam tam tego czarnego.- rzekł w na wstępie, przy okazji siorbania z policzka.
- Nie możesz znać wszystkich z New Heaven. Jak się przedstawił?- zapytał Dimitri.
- Nijak. Unikał odpowiedzi niczym piskorz.- stwierdził Puszkin.
- Wkrótce się dowiemy. Jakiś powóz nadjeżdża.- dodał Goran podchodząc do okna i wyglądając przez kotarę, gdy wszyscy usłyszeli kopyta koni.
- Ilu?- zapytał Dimitri.
- Trzy półorki, dwa krasnoludy. Jeden czarny, drugi stary.- odparł Goran.
- Jeden z nich, to pewnie ten z karczmy.- ocenił Puszkin.
- Pięciu… za mało na napaść, ale dość by pokazać że wiedzą do kogo przybyli.- ocenił Dimitri i spojrzał na Klausa.- Żadnych czarów, zrozumiano? To nieuprzejme. A i z pewnością mają jakiegoś speca od neutralizacji magów.
- Oczywiście. Nie przeszło mi to nawet przez myśl. Skorzystanie z nich to rozwiązanie ostateczne tylko na wypadek walki. - Klaus zgodził się z wujem. Szykowała się jakaś grubsza sprawa skoro krasnoludy przybyły tak szybko. Wskazywało to na pośpiech i wagę sprawy.

Po kilku chwilach zjawili się u drzwi gabinetu, rozległo się pukanie w drzwi i Dimitri zaprosił ich do środka. Pierwszy wszedł do środka łysy krasnolud w podeszłym wieku i stroju zbyt bogatym jak na Downtown.



- Witam w moich skromnych progach. Jestem Dimitri.- zaczął wuj, gdy stary krasnolud usiadł już wygodnie. Jego “ludzie” stali tuż za nim.
- Tak. Miło poznać.- krasnolud jakoś nie zdecydował się przedstawić.- Jacob Marley zmarł niedawno. Wie pan o tym?- zaczął rozmowę krasnolud.

Dimitri skinął głową. Wiedział. Wszyscy wiedzieli… o Jacobie Marley’u, starym zdziwaczałym krasnoludzie mieszkającym w niedużej posiadłości na terenie Małej Slavii. Marley miał opinię odludka i czarownika, choć natury jego magii nikt dokładnie nie znał. Wiadomo było jednak, że kto wchodził do jego posiadłości bez wiedzy i pozwolenia Jacoba, to cóż… nie wracał w jednym kawałku. Zazwyczaj nie wracał w ogóle, ale czasami odnajdywano kawałeczki… na przykład odciętą głowę z wyrazem grozy na obliczu.
- Oczywiście “Marley” nie było jego prawdziwym nazwiskiem. Jak pan sobie zdaje sprawę praktykowanie magii wśród krasnoludów jest delikatną sprawą. A już praktykowanie takiej magii oznacza wyrzucenie z klanu. Niemniej Marley miał kochających rodziców, którzy zapewnią mu pogrzeb z odpowiednią oprawą w grobowej krypcie jutro po południu. - kontynuował starzec.
- To wszystko bardzo interesujące, ale co to ma wspólnego ze mną? Nie znałem tego “Marely’a”.- odparł Dimitri. A stary krasnolud pstryknął palcem.

Półork podszedł bliżej i położył niedużą skórzaną walizeczkę na biurku. Otworzył ją. Była pełna studolarówek. A stary krasnolud kontynuował.
- Cmentarz na którym go pochowają, leży w obszarze waszej… że tak powiem… jurysdykcji. A jego rodzinie zależy na spokoju ich krewnego. Dlatego chciałbym wynająć was do… pilnowania jego grobowca od czasu pochówku do świtu następnego dnia.

Klus był zaciekawiony. Nie dlatego, że to dobra kasa. Przecież wcale nie była łatwa, kłopoty gwarantowane murowane wręcz. W jego obecnej branży ryzyko było jednak częścią fachu. Zadanie było jednak inne niż dotychczasowe prace. Związane poniekąd ze zjawiskami nadprzyrodzonymi i magicznymi. Bo czego mogli się obawiać krasnoludowie? Jeśli nie tego typu kłopotów. Nie wynajęli ich raczej do odganiania hien cmentarnych. Obawy krasnoludów budził czarownik, może nawet i po śmierci. Tripov milczał bo i nie miał głosu na tym etapie rozmowy. Czekał na reakcję wuja i Gorana.
- Spodziewacie się kłopotów? Jakich?- zapytał Dimitri.
- Poważnych. Zmarły miał wielu wrogów, któryś z nich mógłby mieć ochotę zemścić się poprzez profanację jego miejsca pochówku.- odparł krasnolud enigmatycznie.
- A więcej szczegółów?- zapytał Dimitri.
- Więcej szczegółów nie znam.- odparł stary krasnolud.
- Coś mi tu śmierdzi.- stwierdził wprost wujaszek.
- Z pewnością.- odparł z rozbrajającą szczerością ewentualny pracodawca. - Gdy nie śmierdziało to bym nie oferował w imieniu rodziny aż tak wiele za jedną noc czuwania.
- To sporo kasy.- wtrącił Puszkin.
- Właśnie i może być wasza jeśli podejmiecie się zadania. Jeśli nie… są inne gangi w okolicy które mają dość jaj. Chłopcy Skałymira może?- zamyślił się krasnolud.
- Coś mi mówi, że już u nich byliście. - stwierdził Dimitri blefując. Jak się okazało, nieskutecznie.
- W zasadzie to nie. U niego sporo jest naszych rodaków, a rodzina wolałaby… nie rozgłaszać swoich powiązań ze zmarłym. Nikt nie wie z jakiego rodu pochodzi Marley i jego krewni woleliby żeby tak pozostało.- odparł łysy krasnolud. Spojrzał więc wprost w oczy Dimitriego. - Więc?
Wuj zamyślił się.
- Zgoda.
- Dobrze. Pół teraz, pół po robocie. - stwierdził łysy krasnolud, a półork zaczął wykładać paczuszki banknotów. Jedną po drugiej. Gdy połowa walizki była pusta. Łysy krasnolud wstał.
- Jeśli się spiszecie, druga połowa walizki zostanie dostarczona pojutrze po południu tutaj.- po czym ruszył do wyjścia otoczony swoimi podwładnymi. Zatrzymał się jeszcze przy drzwiach i rzucił przez ramię dodając.
- Aaaa… i radzę nie skąpić gotówki na przygotowania. Nigdy nie wiadomo, co może przyciągnąć do siebie grób czarownika.
- A nie boicie się o kolejne noce?- zapytał zaciekawiony Dimitri. Krasnolud uśmiechnął się sarkastycznie dodając.
- Nie chciałbym być w skórze głupca, który próbowałby się włamać do grobowca kolejnej nocy. Niee… szansa jest tylko jutro wieczorem.
Po tych słowach wyszedł.
Klaus przez chwilę milczał. Przyglądał się stosowi banknotów jednocześnie szacując ich wartość. Szybko jednak odezwał się przed resztą.
- Warto byłoby zebrać jakieś informacje o czarowniku. Może wypłynie coś co nam pomoże. - spojrzał odruchowo na Puszkina. Jako krasnolud miał największe szanse zasięgnąć języka. Choć Klaus nie powiedział tego wprost. - Ten grobowiec dobrze by było też zacząć obserwować od ręki. Skoro mu go mamy chronić to ten kto ma się do niego dobrać, też może chcieć rzucić okiem. - Klaus nie zapędzał się za daleko w swoich wnioskach. Dimitri i Goran zawsze pozwalali mu się swobodnie wypowiedzieć. Często nawet jako pierwszemu... Klaus może nie był urodzonym bandziorem ale miał głowę na karku. Więc kierownictwo gangu traktowało takie rozmowy jak naukę Klausa. Mogli go łatwo skorygować a czasami rzucił uwagę jako czarodziej która rzucała nowe światło na sprawę. Tym razem wymienił jego zdaniem rutynowe czynności. Czekał na wnioski i zdanie pozostałych członków grupy.
- Taaa… ciekaw jestem gdzie znajdziesz kogoś, kto zechce gadać o Marley’u.- sarknął krasnolud, a Goran dodał.- Popytam się… zobaczymy ile ochotników uda się zwerbować, jaka stawka?
- Sto dolarów.- stwierdził Dimitri przeliczając banknoty, których było tu cztery tysiące. -I drugie sto po robocie.
Wuj spojrzał na Klausa. - Grobowiec zostawiam tobie. Trzeba obejrzeć okolicę, rozejrzeć za dobrym miejscem na.. cóż… obóz. Miejscami na czujki. Snajperskim miejscem dla Tatiany. I nie… wiem.. sprawdzić magicznie. Tylko bez rozgłosu, bo nie możemy przeszkadzać podczas i przed pogrzebem.
- Oczywiście przebiorę się w coś stonowanego w żałobnych barwach i przejdę się na cmentarz. Mogę powierzyć Jaromirowi obserwacje grobowca czy ktoś tam się nie kręci podejrzany? Jest dyskretny? Dobrze by było mieć to miejsce do zmroku non stop na oku. Moje zadanie jest trochę szersze a nie chcę żeby coś nam umknęło.- rzekł w odpowiedzi młodzian.
- Ja… kto?- spytał Dimitri, a Goran wyjaśnił.- Nowy… niesprawdzony jeszcze.
- Wszystko jedno… załatw to z Jaromirem lub bez. - zadecydował szybko wuj.
Klaus odpowiedział mu skinieniem głowy.
-Gdzie go zostawiliście w karczmie? - Klaus wątpił by nowego ktoś zabrał do jakiejkolwiek siedziby grupy. Bez znaczenia mniej czy bardziej oficjalnej. Sam nie był pewien Jaromira ale potrzebował dodatkowej pary oczu. - O której i gdzie spotykamy się przed akcją? - zadał ostatnie pytania. Nie było to bowiem oczywiste z powodu dodatkowych rekrutów na akcji. Następnie Tripov chciał iść do domu, żeby się przebrać. Po drodze do mieszkania zahaczy o Jaromira.
- Pewnie podczas pogrzebu.- stwierdził Dimitri chowając pieniądze do sejfu ukrytego z obrazem. - No i wszyscy prześpijcie się. Czeka nas jutro długa i bezsenna noc.
Klaus zostawił planowanie szczegółów wujowi. Zresztą było zbyt wiele niewiadomych. By ułożyć coś sensownego co dostarczyłoby Dimitriemu rozrywki. Należało zrobić wywiad na cmentarzu, zebrać dodatkowe siły spoza gangu. Może dowiedzieć się czegoś o czarowniku i czekać. Nie wiadomo kto lub co przyjdzie do grobowca. Klaus zastanawiał się też nad ostatnimi słowami krasnoluda nim wyszedł. "Nie chciałbym być w skórze głupca, który próbowałby się włamać do grobowca kolejnej nocy. Niee… szansa jest tylko jutro wieczorem." Co znaczyły? Zabezpieczą grobowiec w jeden dzień tak dokładnie, że strach tam będzie wejść. Wątpił… Może chodziło o plugawą naturę czarownika, która da o sobie znać nawet po śmierci.
Członkowie gangu powoli zaczęli wychodzić, pierwszy Puszkin, potem Goran…
Raczej planowali udać się do swoich siedzib. Żaden nich nie wracał do karczmy.Dimitri również ruszył do wyjścia ponaglając Klausa do opuszczenia gabinetu.
- Jutro będzie ciężka noc, przygotuj się dobrze.
- Oczywiście wuju, będę gotowy. - Klaus uśmiechnął się serdecznie. - Wiadomo coś w sprawie Juliusa? Cosima odchodzi od zmysłów. - podzielił się bardziej rodzinnym problemem który należało jak najszybciej rozwiązać. - Odprowadzę wuja na wszelki wypadek. Pogadamy po drodze. - Klaus kochał Dimitriego. Niby powinien być przyzwyczajony, że na szefowie band zawsze żyją w poczuciu zagrożenia. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że Klaus starał się go otaczać jeszcze większą troska.
- Nie… w zasadzie to nie wiadomo. - Dimitri zamknął drzwi za nimi. - Przykro mi, ale niestety nie mam tylu informatorów co Cycione czy Triady. Ciężko będzie namierzyć jednego dzieciaka, który nie chce być znaleziony. Albo porwanego z powodu innego niż okup.
- Może wyznaczyć nagrodę za jego odnalezienie? Myślę, że 500 dolarów nie jednemu może przemówić do wyobraźni. Nie wiem ilu by ściemniało dla nagrody ale to akurat można wyeliminować. Nagroda za żywego chłopaka oddanego do rąk własnych. Drepczemy w miejscu a jak młodemu coś się stanie Cosima się załamie. - Klaus jednocześnie bacznie się rozglądał wychodzili już bowiem na ulice.
- Zobaczymy po tej misji. 500 dolarów to niemała sumka i dla nas. Po tej robocie, może… - wzruszył ramionami Dimitri. - 500 to sporo za informacje, ale za dostarczenie żywego chłopaka, to może być za mało. Trzy razy więcej raczej. Ale też… półtora tysiąca to dla nas sporo do wydania.
- Cosina się dorzuci, Madame Petrova pewnie też a i ja mam trochę zaskórników. Jak wuj nas wspomoże to się uzbiera. Wrócimy do tego w takim razie po robocie. - Klaus zgodził się z Wujem, żeby wrócić do tematu później. - Wie wuj kto na nas dybał w tych kanałach? Tam gdzie załatwili Snagę i mnie. - kontynuował luźna rozmowę odprowadzając staruszka.
- Nie. Niestety goblinów nie da się przesłuchać.- ocenił enigmatycznie Dimitri. Spojrzał na Klausa dodając.- A co do pieniędzy… się pomyśli.
Klaus przez resztę drogi trzymał się neutralnych tematów. Odprowadził wuja i skierował się do domu solidnie wyspać. Następnego dnia planował zgarnąć nowego i udać się na rozpoznanie cmentarza.

Poranek przyszedł szybko i był rześki. Idealny na pobudkę. Potem było szybkie śniadanie… na którym zawsze był ostatni. Sklep wszak należało otworzyć wcześniej. A następnie mógł się zabrać za realizację swoich planów.
Tripov założył ze swojej niebyt pogadaj garderoby ciemne ciuchy które nadawały się do noszenia w żałobie. Był na kilku pogrzebach więc miał odpowiednią koszulę, spodnie i płaszcz. Co prawda różne kultury miały różne tradycje pogrzebowe a on na krasnoludzkich się nie znał. Był jednak człowiekiem i zawsze trzymał się w takim przypadku ludzkich norm. Tak przebrany na cmentarzu nie powinien wzbudzać podejrzeń. Było to i tak dmuchanie na zimne. Cmentarz był otwartym miejscem i obecność tam niemal nigdy nie była podejrzana. Każdy mógł stracić kogoś bliskiego.

Klaus podziękował Cosimie za pyszne śniadanie i przywitał się z Petrovą w przelocie przed wyjściem. Podzielił się z nimi swoimi spostrzeżeniami.
- Nie mam jeszcze żadnych informacji o Juliusie. Przegadajcie dziś sprawę czy nie warto byłoby wyznaczyć nagrodę za jego odnalezienie. Podsunę też tę myśl wujowi Dimitriemu - co prawda już to zrobił ale nie wdawał się w szczegóły. - Jutro przy kolacji ustalimy co dalej. - przedstawił pomysł i dość szybko zebrał się do wyjścia. Po drodze chciał zajrzeć do karczmy i w okolice Szczerej by przechwycić Jaromira. Potem przyjdzie czas na rekonesans na cmentarzu.
Cosima skinęła głową w roztargnieniu… wyraźnie ta sprawa ją przybiła, ale cóż poradzić. Takie historie się zdarzały.

Dojście do Szczerej zajęło Klausowi chwilę, kolejną zgarnięcie Jaromira i Kosmy… drugiego chłopaka który dołączył do gangu Dimitriego. Kosma był o tyle doświadczony, że miał za sobą jedną akcję. Poza tym miał sporą pałkę i miecz i nieco krzepy. Krępy acz masywny chłopak o kędzierzawej czuprynie i niezbyt bujnym zaroście na twarzy miał więc okazję być mięśniami ekipy. I choć pojedynczo pewnie nie wzbudzali by podejrzeń, to ich trójka mogła budzić zdziwienie na cmentarzu.
Ale nie budziła, ci którzy przebywali na terenie nekropolii mieli własne problemy i własne zajęcia. To miejsce nie należało do szczególnie znaczących. Groby nie były warte okradania. Nikogo więc Klaus i jego dwaj pomagierzy nie obchodzili.
Klaus odnotowywał w myślach co powinien przekazać Wujowi. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy, to że teren cmentarza jest mały i zaniedbany. Wątpił by ktoś pilnował go w nocy ale nasunęło mu się na myśl, że trzeba to sprawdzić.
- Kosma nigdy tu nie byłem. Rzuć okiem czy przy cmentarzu są jakieś budynki zarządcy cmentarza czy coś. To małe i dość zapomniane miejsce, patrząc na dziury w murach i dość zaniedbany charakter cmentarza. Możliwe, że grabarz i inni przychodzą tu tylko na pogrzeby. To zapewniłoby by nam spokój wieczorem ze strony gapiów. Nic więcej nie rób z nikim nie gadaj rozejrzyj się jedynie… Upewnij się czy w koło może być jakaś niechciana widownia. - Klaus wydał polecenia pierwszemu rekrutowi. Następnie spojrzał na Jaromira. - Miejsca na czujki obejdź teren i wskaż gdzie byś ustawił. - gdy kompani się oddalili Klaus stanął dyskretnie z boku Grobowca jakiego mieli pilnować w nocy. Nie musiał im od razu zdradzać, że jest czarodziejem choć to pewnie nieuniknione w ich nocnym zadaniu. Tripov rzucił wykrycie magii i ostrożnie obszedł grobowiec dookoła. Szczególna uwagę poświecił próbom zajrzenia do środka przez kraty, dziury czy jakąkolwiek przestrzeń umożliwiającą potwierdzenie magicznych zabezpieczeń. Magia to nie tylko pułapki. Mogła być subtelna wiązać jakiś typ istot w środku lub chronić przed wejściem. Wywoływać bardzo wiele efektów które dawały o sobie znać w specyficznych okolicznościach.
Kosma i Jaromir ruszyli wykonać zadanie, pospiesznie ruszyli w różnych kierunkach. Kosma do wyjście z cmentarza, bo budka dozorcy cmentarza była zapewne przy bramie wejściowej. Jeśli oczywiście jakaś była.
Po kilku gestach Klaus zaczął widzieć aury i poczuł mdłości. Zakręciło mu się w głowie.
Widział aury, mroczne i oślizgłe… o nieokreślonej barwie. Grobowiec emanował magią, ale… Tripov nie mógł określić szkoły żadnej z aur. Bo to nie była magia jaką poznawał. To nie była klasyczna magia tajemna, to było coś innego… coś obcego.
Co? Z zewnątrz dojrzeć tego się nie dało. Grobowiec był solidnym prostopadłościanem ozdobionym w narożnikach krasnoludzkim płaskorzeźbami.
Klaus zaczął mieć poniekąd potwierdzenie swoich obaw. To mógł być grób czarownika lub więzienie a nawet dom. Wszystko zależało od tego jak szalona była jego rodzina. To prowadziło Klausa do kolejnego wniosku. Kto może próbować przerwać ten… rytuał? Bo chyba tak należało nazwać sytuację. Bynajmniej nie chodziło o rytuał pogrzebowy. Będzie musiał uprzedzić Dymitriego, że mogą tu wkroczyć jacyś pogromcy potworów. Może mniej lub bardziej oficjalnych organizacji. Trzeba zadbać o proste szczegóły jak zasłonięcie twarzy członków gangu i niedopuszczenie do wzięcia kogoś żywcem. Odpuszczenie roboty nie wchodziło w grę. Wzięli zaliczkę, straciliby reputacje. Ta robota mogła być dla nich dźwignią do zaufanego grona współpracowników O’Maleyów lub grobowcem ich poczynań. Wątpił by chciano ich wrobić, prędzej poświęcić. Byli niczym ich nowy narybek który właśnie mu towarzyszył, mięsem armatnim w rozgrywkach większych od siebie. Przekaże to wszystko Dimitriemu to on podejmował decyzje. Rzucił okiem pobieżnie na resztę cmentarza. Póki moc czaru się utrzymywała. Wątpił by gdzieś jeszcze była aura magiczna. Ostrożności jednak nigdy za wiele.
Wkrótce wykrył jeszcze słabe aury magii wywołań emanujące z kaplicy. Na miejscu okazało się że ich źródłem były kamienne dłonie trzymające kule “płonące” jasnym ogniem. Bardzo artystyczne użycie czaru Nieustannego ognia. Wkrótce wrócił Jaromir twierdząc że wykonał swoje zadanie.
- Poczekamy na Kosme i opowiecie obaj o swoich ustaleniach. Chce usłyszeć konkrety. - Klaus chciał wiedzieć dokładnie jakie przemyślenia mają nowi. Poniekąd oceniał ich przydatności choć nie była to jego rola.
Kosma wrócił informując, że jest budynek zarządcy przy bramie i nawet mała kostnica. Jaromir zaś powiedział, co wiedział. Wskazał miejsca gdzie według niego trzeba czujki ustawić.
- Tu, tu, tam i tam.- wskazał palcem.
- Dobra Jaromir przyczaj się tu. Udawaj żałobnika nad jakimś grobem i zobacz czy ktoś tu nie wpadnie na rekonesans podobny do naszego. Kosma ubezpieczaj go ale nie rzucaj się w oczy z tym mieczem i pałką. Idę do Starego zdać mu raport. Jak będziecie potrzebni wcześniej przyjdę po was, jeśli nie to czekacie tu do pogrzebu. - w kilku słowach Klus wydał komendy i ruszył do kryjówki Dimitriego. Nie zamierzał zabierać tam nowych a musiał coś z nimi zrobić. Gdyby go tam nie został wtedy Tripov ruszy na Szczerą. Niby mieli się spotkać na pogrzebie ale dodatkowe informacje o grobowcu mogły ułatwić planowanie Dimitriemu. Nowe zmienne, dodatkowe wątki to woda na młyn dla jego wuja. Klaus zresztą był pewien, że staruszek świadomie podejmował ryzyko związane z tym zleceniem. Czy się na nim sparzą pozostawało kwestią otwartą. Tripov po dotarciu do Wuja chciał rozrysować mu na kartce schemat cmentarza. To jemu przepadną decyzje. Czarodziej jako miejsce na "obóz" chciał wskazać niewielki murek w południowej części cmentarza zaraz na prawo od głównego wejścia. Będą zasłonięci od tej strony z dobrym widokiem na grobowiec, którego mają pilnować. Alternatywą było podobne miejsce po lewej stronie. Miejsce na snajpera to drzewo na środku cmentarza lub dach któregoś z grobowców. Wybór należał do Tatiany on jedynie wskaże punkty na improwizowanej mapie.
 

Ostatnio edytowane przez Icarius : 12-03-2021 o 16:03.
Icarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-03-2021, 21:33   #3
 
abishai's Avatar
 

Klaus miał wiele wątpliwości związanych z tym zleceniem, ale na odwrót było już za późno. Przyjęli zapłatę.
Dimitri załatwił piętnastu “ludzi” różnych ras. Większość z nich Klaus znał… z widzenia. Uzbrojeni byli raczej ubogo, jedynie niektórzy mieli pistolety z niewielkim zapasem kul. Dominowały zaś proste bronie obuchowe i nieco mieczy oraz szabli. Na wiele więcej jednak liczyć nie mogli, zwłaszcza w tak krótkim czasie. Ludzie zostali rozstawieni zgodnie z tym co obmyślił Jaromir,z małymi poprawkami Dimitriego, i… czekali.
Najpierw zjawiło się kilku kamieniarzy i innych rzemieślników. Ich zadaniem było otworzenie grobowca i przygotowanie go zgodnie ze wskazówkami. Tak powiedzieli Dimitriemu i mieli papiery na to. W większości krasnoludy, kamieniarze ci byli bardzo mrukliwi i niechętni rozmowom. Zabrali się od razu do pracy przy grobowcu ignorując zaczepki do rozmowy.
Mieli wszak dużo roboty, a mało czasu.


Pogrzeb zaczął się punktualnie.
Kondukt pogrzebowy poprzedzony był przez dwóch krasnoludzkich kobziarzy grających pogrzebową pieśń i barda śpiewającego rymy. Za nimi podążał kapłan jednego z ichnich nienazwanych już bóstw. Obecnie określanym jako Milczący Strażnik. Dopiero po nim niesiono szczelnie zamkniętą trumnę, a następnie dwaj ludzie nieźli labrys pogrzebowy i tarczę rodową. Tarcza była… pusta. Nie wyryto na nim żadnych run, nie umieszczono żadnego symbolu znaku. Tarcza była czysta. Tak być nie powinno chyba.
Także i żałobnicy choć dość liczni i niektórzy bogato ubrani stanowili dość dziwaczny widok. Przede wszystkim, nie było tu zbyt wielu krasnoludów. A przecież krasnoluda chowano.

A jednak samych pobratymców zmarłego było niewielu. I nie wyglądali na rodzinę zmarłego. Z drugiej jednak strony, może to miało sens? Wszak Jacob Marley był czarną owcą w rodzinie. I pewnie ta nie chciała przypominać innym o tym pokrewieństwie. Klaus nie dopatrzył się też wśród żałobników żadnego z krasnoludów, których widzieli wczoraj. Była za to zjawiskowa ciemnoskóra ludzka kobieta, której czarne długie włosy zostały ułożone w fantazyjny czarny “grzebień”. Co sprawiało, że wyróżniała na tle pozostałych uczestników pogrzebu.
I stała w otoczeniu ochroniarzy z pewnością opłacanych lepiej niż ludzie Dimitriego.
Żegnający zmarłego zbili się w małe grupki, najwyraźniej nie znając się za bardzo nawzajem. Lub odwrotnie… znali się aż za dobrze.

A sam pogrzeb miał trochę potrwać. Na razie kapłan wyciągnął przygotowany zawczasu tekst opisujący zmarłego. I Klaus musiał przyznać, że dawno nie słyszał tak naciąganej mowy. Dużo ogólników o “szlachetnym charakterze”, “odkryciach naukowych” i “znamienitych czynach” które oczywiście “wszystkim są znane”. Klausowi nie były. Kapłan zresztą też miał nietęgą minę wygłaszając te dyrdymały. Najwyraźniej stary Jacob Marley miał nieciekawy życiorys i nie dało się powiedzieć o nim niczego dobrego… cóż, dobrego wedle krasnoludzkich standardów. A te, zwłaszcza wśród rodów klanowych trwających przy tradycji i strach, były wysoko wyśrubowane.

Po tej męczarni jaką była mowa pogrzebowa, znów zagrały kobzy a bard zaintonował kolejną pieśń i przy waleniu labrysa o tarczę trumna została wniesiona do środka grobowca.
Po niej do grobu weszło jeszcze kilku ludzi. I przebywali tam dość długo.
Czas ten urozmaicała gra na kobzach i śpiew barda.

W końcu obsługa pogrzebu opuściła grobowiec, a po nich pojedynczo zaczęli wchodzić żałobnicy zapewne by pożegnać zmarłego i zostawić po sobie pamiątkę przy jego trumnie.
Trochę to trwało. Nawet długo… i było monotonne, zwłaszcza gdy przez cały czas wypadało się na to gapić.
W końcu… przyszedł czas na tradycyjne zamknięcie i zapieczętowanie grobowca. Kapłan wybił pieczęć osobiście. Kiedyś to miało znaczenie, ale teraz… kapłani byli tylko urzędnikami i opiekunami duchowymi. Ich słowa i gesty straciły swą moc, odkąd bogowie gdzieś znikli.



Nuda, nudaa, nuuudaaa, nuuuudaaaaa!
Ta cholerna misja była nudna. Klaus odmroził już sobie zadek od siedzenia na nagrobku. Było ciemno i zimno i nic się nie działo. Jak dotąd jedyną rozrywką był zabłąkany pijaczek, któremu cmentarz pomylił się z szaletem miejskim.
A poza tym nuda, zimno i ciemno i nic się nie dzieje. Odkąd minął pogrzeb Klaus i reszta tkwili na posterunkach godzina po godzinie. Robiło się coraz ciemniej i nikt się nie zjawiał. A przecież noc dopiero co zapadła.
W drużynie zaczęło panować rozprężenie i tylko wizja młotka Gorana nie dawała nikomu zasnąć. Bo obiecał nim rozwalić głowę każdemu, kogo przyłapie śpiącego.
Wszyscy zatracili czujność i Klausa to nie dziwiło. Jemu samemu kleiły się oczy. Póki co ryzykował jedynie że “dostanie wilka” od siedzenia na zimnym betonie.

To się jednak miało zmienić i to szybko.

Przeciwnik pojawił się przy odgłosie kostura stukającego o bruk uliczki. Postać osłonięta była płaszczem i ukrywała oblicze pod szerokim kapeluszem. W mroku nocy ciężko było stwierdzić kim jest… a nawet do jakiej rasy przynależy (choć wzrost wykluczał krasnoludy i niższe do kraśków rasy).

Nie zdeprymowała go ilość strażników przy grobie. Krzyknął tylko.
- Bierzcie ich moi słudzy.
I ci słudzy się zjawiali. Jeden po drugim wynurzając się z mroków nagrobków, pomiędzy którymi przemykali. Pokraczne humanoidalne sylwetki. Wychudzone, o poszarzałej skórze naciągniętej na kości.


Przekrwione oczy wpatrywały się w bandę Dimitriego jak w posiłek na wynos. Śmierdzące usta, długim jęzorem zębiska. Ghule… a nawet parę ghastów. Stwory powoli osaczały całą grupkę śmiertelnych ze wszystkich. Ich władca nie był zainteresowany negocjacjami.
Klaus się doczekał swojej akcji… może jedna nuda nie była taka zła?

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-03-2021, 22:08   #4
 
Icarius's Avatar
 
Liczni nieumarli pokazali się ze wszystkich stron. Potwory jakimi straszy się dzieci, nieumarli o jakich czasem można gdzieś przeczytać lub usłyszeć mroczną opowieść.

Było ich więcej niż obrońców, Klaus trzymał się instynktownie blisko Wuja. Stał za nim jak najdalej od walki w pierwszej linii. To nie była jego robota. Tripov uważał, że priorytetem będzie zabić nekromantę czy kim właściwie był ten dziwaczny i niewątpliwie potężny przybysz. Choć nie on był tu od dowodzenia. To Dimitri będzie wydawał komendy. Tripov chciał jak najbardziej pomóc, rozumiał naturę czarów i magii najbardziej zapewne spośród uczestników tej awantury. Co wcale nie wróżyło dobrze jego grupie... wciąż był początkujący w porównaniu czarodziejem w porównaniu z ich oponentem. Musiał działać szybko wymamrotał do Wuja:
- Najważniejszy jest czarodziej. - sam przygotowywał się do pokrzyżowania mu szyków. Może był wyraźnie słabszym czaromiotem, może to władca nieumarłych miał liczebną przewagę nad ich grupą. Nie zamierzał jednak tanio sprzedawać skóry. Spróbuje zapracować na uznanie w tej konfrontacji. Tripov zamierzał przywołać chmarę pająków w momencie gdy oponent rozpocznie inkantację. Plugawy mag nie przyszedł tu podziwiać widoków a Tripov od razu wiedział co musi robić... nie zmitrężył czasu. Dawało mu to szansę rozproszyć czar przeciwnika przez ból. Cierpienie było przeciwnikiem koncentracji a tego właśnie potrzebował każdy inkantujący zaklęcie - skupienia. Przy odrobinie szczęścia chmara pająków obejmie też jakiś nieumarłych którzy znajdują się przy czarodzieju. Reszta początkowych wydarzeń i tak była poza jego wpływem.

Walka się rozpoczęła… ghule rzuciły się niczym wściekłe psy na drużynę Dimitriego. Atakując pazurami i szponami. Ekipa nie była gotowa na walkę z nieumarłymi. Nie spodziewała się nich. Sam lider ghuli zmierzał pewnym krokiem ku krasnoludzkiemu grobowcu. I nikt na razie nie mógł go powstrzymać. Goran i Dimitri zajęci byli koordynacją obrony… zwłaszcza Goran przejął zadanie rozkazywania swoim ludziom, bo widział w ciemności. Puszkin osłaniał Gorana strzelając ze swojej krasnoludzkiej śrutówki w ghule. Jean Baptiste ochraniał samego Dimitriego od atakujących nieumarłych. A Ystana… gdzieś znikła. Siedząca w koronie drzewa Tatiana miała to samo podejście co Tripov i wybrała na cel przywódcę stworów. Pocisk za pociskiem posyłała w jego kierunku, a te rozpryskiwały się o jakąś magiczną barierę. Nic dziwnego że czarownik nie przejmując się toczącym dookoła chaosem, ni obrońcami spieszył ku grobowcowi nie racząc nawet zmarnować na nikogo czaru. Plan Klausa zawiódł pod tym względem. Zresztą sam młodzian zaczął mieć własne problemy. Bo z nie ghuli wyskoczył zza nagrobka obok i rzucił się do ataku. Jego pazury chybiły… tym razem.

Klaus przez chwilę myślał, czy nie zniknąć z pierwszej linii. Szybko doszedł jednak do wniosku, że czarodziej do grobowca będzie jeszcze chwilę szedł. W tym czasie Tripov skupił uwagę na nieumarłym oponencie. Skorzystał ze swojego daru by “przenieść się” w tył. Poza zasięgiem szponów będzie mógł wykonać zaklęcie bez obaw o jego rozproszenie w walce. Swoje ograniczone teleporty nazywał roboczo “skokami” były bardzo ograniczone, jeśli chodzi o odległości. Miały jednak mocno praktyczne zastosowania jeśli mądrze się z nich korzystało. Następnie Tripov przywołał do swych rąk pocisk z lodu i śniegu. Kula pomknęła w stronę najbliższego Ghula. Potwór trafiony warknął wściekle, ale nie powstrzymało go to przed atakami na młodzieńca stojącego, który blokował mu dostęp do Tripova. Dookoła młodego czarodzieja toczyły się walki. Gdzieniegdzie najemnicy staczali wyrównane pojedynki z ghulami… w innych miejscach te bestie rozszarpały już i pożywiały się świeżo zabitymi ludźmi.

Tatiana zignorowała czarownika uznając, że szkoda marnować bełtów i zaczęła posyłać pociski śmierci w kierunku innych ghuli. Goran i Michaił zatrzymani zostali przez dwa Ghule, krasnolud upadł nagle trafiony pazurami i ranny poważnie… ale strzeliwszy ze swojej śrutówki odrzucając ghula do tyłu. Tajemniczy władca nieumarłych szedł zaś spokojnie, zupełnie ignorując toczący się wokół chaos zmierzając ku celowi. Klaus zyskał chwilę wytchnienia. Widząc kłopoty Michaiła skierował kolejny mroźny pocisk w ghula którego trafił krasnolud. Taki ruch był ryzykiem, dawał jednak szanse na przetrwanie poważnie rannego krasnoluda. Pewnie też skazywał na śmierć młodzika za którym schronił się Klaus ale nie myślał o tym przesadnie. Liczył się trzon gangu a nie przypadkowi najemnicy. Tripov zmienił też pozycję na bliżej maszerującego nekromanty. Tak by mieć go w zasięgu przywołania roju fantomowych kłów. Gdyby po trasie blokował mu dostęp jakiś ghul zamierzał wykonać kolejny “skok”. Sprawy przybierały zły obrót. Cokolwiek planował przybysz, zapewne zawierało w sobie czar jaki wypowie bliżej grobowca. Upatrywał w tym swojej szansy lub zguby. Postanowił jednak spróbować pierwotnego planu i skierować na niego czar w odpowiedniej chwili.

Za sobą usłyszał krzyk bólu konającej osoby. To jednak nie miało znaczenia Klaus był bliżej czarownika i obecnie poza zasięgiem ghuli. Jego cel zbliżał się coraz bardziej do grobowca, ale na jego drodze stanął sam Goran. Mężczyzna zaatakował dwa razy, pierwszy cios był celny i z pewnością ranił czarownika, choć ten wykazał olbrzymią wytrzymałość. Drugi… chybił. Niewątpliwie rozwścieczył tym przeciwnika, którego kostur zapłonął ogniem. I który odpowiedział furią ciosów, trafiając raz przeciwnika. Do dwójki walczących z jednej strony podążały ghule, z drugiej Puszkin ładując śrutówkę.

Tymczasem jęk bólu dobiegł z okolicy grobowca. Jeden z ghuli, a może nawet ghast, ominął Jean Baptiste’a i dopadł Dimitriego raniąc go zdradziecko w plecy. Wuj i Jean Baptiste musieli sobie radzić. Liczył, że Dimitri który tyle lat przetrwał i tym razem wyjdzie z opresji. On sam chciał pomóc Goranowi w walce z czarownikiem. To było najważniejsze. Wciąż nie zużył ostatniego pocisku z lodu i śniegu. Wystrzelił go w czarownika toczącego bój z Goranem. Obawiał się efektów gdyby przebiwszy się przez Gorana tajemniczy nekromanta dopadł do grobowca. Odwagi “Wielebnemu” nie brakowało. Stąd i Tripov starał się mu pomóc z całych sił. Zabolało to czarownika, lecz nie odstraszyło. Za to przy następnym zamachu Gorana zamiast kostura użył.. dłoni i pazurami rozorał udo mężczyzny. Rana była płytka, lekko krwawiła… ale Goran zbladł bardzo na twarzy pocąc się przy tym obficie. A Puszkin zamiast atakować czarownika skupił się na ghulach ruszających ku walczącemu wojownikowi. Bo słudzy ruszyli na pomoc swojemu panu.
Dimitri był w kiepskiej sytuacji, ale jeszcze walczył. Jean Baptiste skoczył zaś ku starcowi na pomoc ryzykując swoje zdrowie i życie. Ranny dopadł ghula który atakował starca. A i sam Klaus czuł niemal dosłownie śmierdzący oddech ghula za plecami.

Klaus musiał wiać od czarownika, żeby zgubić Ghula. Nim jednak to zrobił przywołał Lemure z drugiej strony plugawego czaromiota. Tak by zapewnić flankowanie Goranowi. Tyle mógł zrobić… nim się oddalił wykonując skok. Widział, że Wielebnego trawiła trucizna. Był świadom, że Puszkin stawi zaraz czoła sporej grupie ghuli. Był wkurwiony zniknięciem Ystany na samym początku tego gówna. Był jednak sam, miał ograniczoną moc, a sytuacja zaczynała ich przerastać. Stwór uratował Gorana o tyle, że odciągnął uwagę czarownika od niego samego. Bo sam Goran upadł na ziemię bez ducha. Lemure zaś zginął od ciosów tajemniczego osobnika chwilę później. Padali następni. Dimitri już leżał na ziemi, a Jean Baptiste bronił jego ciała. Puszkin ostrzeliwał ghule próbujące dobrać się do Gorana. Niemniej druga strona też miała swoje straty… sporo Ghuli leżało już martwych, część było naszpikowanych bełtami Tatiany. Klaus przywołał rój fantomowych kłów i skierował go na ghuli widział rozpaczliwą sytuację jednak walczył do końca. Nie zamierzał uciekać zostawiając towarzyszy. Te rozszarpywane przez rój walczyły dalej, starając się wyrwać z obszaru zaklęcia, a na tropie Klausa był już nie zwykły ghul, a ghast. Bo Ghula ubiła kuszą Tatiana.

Wydawało się, że czarownik zaś dotrze do grobowca bezpieczny, gdy nagle ziemia dosłownie eksplodowała mu pod nogami odrzucając poważnie poranionego do tyłu. Po tej eksplozji, która na moment zatrzymała walczących słychać było złośliwy chichot gnomki. Ystana pod osłoną niewidzialności, przygotowała pułapkę na ścieżce i zdetonowała ją w odpowiednim momencie. Klaus wypowiedział zaklęcie niewidzialności by móc na chwile pozbyć się stwora który chciał go rozszarpać. Jednocześnie skierował rój wściekłych fantomicznych kłów wprost na czarownika. Uważał jednak by nie sięgnęły one Gorana, który leżał w pobliżu pozbawiony przytomności.

Zaatakowany przez pazury czarownik zawył wściekle, ale nie wydawały się być dla niego aż takim problemem. Co innego rękawica gnomki, z tej wystrzeliły zielone błyskawice trafiając go i raniąc dziwną energią. Nikt nie wiedział co to dokładnie było… nikt nie chciał wiedzieć. Ystana rzadko używała rękawicy… przedmiot nie był do końca bezpieczny. Ale technologia gnomów rzadko bywała bezpieczna. Nawet rękach samych gnomów. Energia poparzyła jego twarz i ciało. Zwinął się z bólu, odskoczył… rozłożył błoniaste skrzydła i wbił się w niebo. Bez swojego pana ghule poczęły się wycofywać. Parę jeszcze toczyło walkę pochłoniete jej ferworem, ale reszta wolała nie ginąć bez powodu. Kilka odciągało trupy, by zabrać jakąś przekąskę na drogę. Goran i Dimitri byli wyłączeni z walki. Ystana pospiesznie gmerała przy rękawicy, by ją wyłączyć.


Michaił zakuty w stal i z dymiącą śrutówką przejął dowodzenie nawołując niedobitki do kontrataku. Tatiana do niego dołączyła z nożami… bo skończyła jej się amunicja do kuszy.

Klaus najpierw krzyknął w stronę Ystany.
- Szef oberwał potrzebuje pomocy. - starał się zachować hierarchię nawet w takiej sytuacji. Nie Wuj, nie Dimitri tylko szef. - Upewnił się, że zajmie pozycję z dala od bezpośredniego towarzystwa ghuli i ghastów. Swoje widmowe szczęki ponownie skierował na najbliższych przeciwników którzy nie opuścili pola walki. Gnomka udała się tam i zabrała za leczenie z pewną satysfakcją… sadystyczną niemal. Ystana nie uznawała bowiem czegoś takiego jak znieczulenie pacjenta ale nic nie można było poradzić na to. Nie mieli innego medyka podorędziu. Ghule ginęły bądź uciekały. Albo ginęły uciekając. Niewiele z nich wymknęło się z tego pola bitwy. Niewielu nowych przeżyło. Jaromir nie zaliczał się do tych szczęściarzy.

Klaus znalazł jego martwe ciało, pomiędzy dwoma zabitymi Ghulami. Goran zdołał się otrząsnąć z trucizny… ale Dimitri, cóż… jego stare ciało, źle ją zniosło. A choć daleko mu było do zgonu, to jednak przytomności nie odzyskał. Goran kazał go zabrać stąd Tatianie, wraz z rannymi podwładnymi. Oni mieli go zanieść do kamienicy w której oficjalnie mieszkał. On sam musiał zostać… ktoś musiał pilnować grobu. Inaczej nie wypełniliby zadania. Jeszcze bowiem nie świtało.

Klaus podszedł do Gorana by chwilę z nim porozmawiać.
- Władowałem wszystko co miałem w czarodzieja i ożywieńców. Mogę zostać i strzelać, wskazał na pistolet u pasa. - Tripov czekał na polecenia bezpośrednio dla niego. Nie zamierzał też bez wyraźnego rozkazu opuszczać terenu ich działań. Może nie miał już czarów nie brakowało mu jednak determinacji.
- No dobrze… więc zostań. - odparł Goran.
 
Icarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-04-2021, 22:06   #5
 
abishai's Avatar
 

Słońce nigdy nie wyglądało tak pięknie.
Gdy wschodziło nad dachami oświetlając cmentarz, pełen zmęczonych osób i trupów. Walka z ghulami na szczęście była ostatnią. Nikt inny nie próbował dobrać się do grobowca.
Klaus był zmęczony i zużył wiele ze swoich czarów. Rozglądając się dookoła przekonał się, że kilka znajomych twarzy zobaczy po raz ostatni na ich pogrzebach. Niemniej on sam przeżył. Jego wuj też.
- Dobra… zbieramy się stąd.- odparł Goran wzdychając ciężko. - Sprawa załatwiona. Możecie się rozejść.
On sam miał jeszcze coś tu do załatwienia. Trzeba było się zająć zmarłymi i w tym celu pogadać z miejscowymi grabarzami.
Klaus jako niżej postawiony od Gorana nie musiał spełnić tego obowiązku. I był z tego powodu zadowolony. Nieprzespana noc przerwana pośrodku walką odbiła się negatywnie na jego kondycji. Teraz widząc blask słońca, mógł się tylko uśmiechnąć do siebie i udać na spoczynek do swojego domu.


Pobudka była dość szorstka i uczyniona przez Snagę. Półork bezceremonialnie potrząsnął młodzieńcem i nakazał zejść na dół. Tam już czekała na niego Julia Pietrowa, oślepła ze starości Alchemiczka obecnie ucząca siostrę Klausa sztuki alchemii.
- Juliusa widziano.- wyjaśniła drżącym głosem. - Mamy ślad, że widziano jak się kręcił w kwartale ulic Lipowej, Szemraczy, Ogniowej i Gromotłuka. W każdym razie tak mi przekazano…- uniosła dłoń dodając.- I niestety, nie możesz porozmawiać z moim informatorem. Dostarczył wieści i na nic nie możemy liczyć. Ma powody, by się nie pokazywać i nie ujawniać. Nie dawał też gwarancji na to, że to rzeczywiście był Julius. Z pewnością ktoś do niego bardzo podobny. Niemniej…- westchnęła ciężko.- To jedyny ślad jaki mamy. A Dimitri… Dimitri jeszcze nie odzyskał przytomności i szybko nie odzyska sił. Jad ghuli w tym wieku to nie przelewki.
Spojrzała ślepym wzrokiem na Klausa.
- Tylko ty więc pozostałeś.
Niemniej… ów kwartał, znany Dzielnicą Zabaw, był pełen zamtuzów i karczm i kasyn. Był to kwartał rozrywkowy. Kwartał pod pełną kontrolą gnomów z Cycione. Co Julius tam robił? Jeśli oczywiście rzeczywiście to był on.

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-05-2021, 18:47   #6
 
Icarius's Avatar
 
- Juliusa widziano.- wyjaśniła drżącym głosem. - Mamy ślad, że widziano jak się kręcił w kwartale ulic Lipowej, Szemraczy, Ogniowej i Gromotłuka. W każdym razie tak mi przekazano…- uniosła dłoń dodając.- I niestety, nie możesz porozmawiać z moim informatorem. Dostarczył wieści i na nic nie możemy liczyć. Ma powody, by się nie pokazywać i nie ujawniać. Nie dawał też gwarancji na to, że to rzeczywiście był Julius. Z pewnością ktoś do niego bardzo podobny. Niemniej…- westchnęła ciężko.- To jedyny ślad jaki mamy. A Dimitri… Dimitri jeszcze nie odzyskał przytomności i szybko nie odzyska sił. Jad ghuli w tym wieku to nie przelewki. Spojrzała ślepym wzrokiem na Klausa.
- Tylko ty więc pozostałeś.

Niemniej… ów kwartał, znany Dzielnicą Zabaw, był pełen zamtuzów i karczm i kasyn. Był to kwartał rozrywkowy. Kwartał pod pełną kontrolą gnomów z Cycione. Co Julius tam robił? Jeśli oczywiście rzeczywiście to był on. Klaus zamigał rękami do Snagi. W ten sposób uczyli się razem języka migowe. Szło im całkiem nieźle jak na pierwsze tygodnie wspólnej nauki.
- Czy mogę na ciebie liczyć? - ręce Klausa wykonywały kolejne gesty. To była nauka głównie dla pół-orka. Klaus bez trudu mógł mu to przecież po prostu powiedzieć. Problemem była odpowiedź barbarzyńcy. Co prawda wystarczyło skinąć głową lub zaprzeczyć. Przyjdzie jednak czas, że to Snaga będzie chciał zadać bardziej złożone pytanie… na taki moment się przygotowywali.
- Wezmę Snagę i spróbujemy go tam poszukać. Mam szkice każdego z was w swoim notatniku więc łatwiej mi będzie o niego pytać. Widziano go z kimś albo u kogoś? No i znamy może te powody czemu nasz informator się ukrywa? To związane ze sprawą? - Klaus rozpoczął rozmowę.
- Z nikim znanym… jakaś grupka młodzieży. Szczegółów nie znam, bo nikt im się nie przyglądał. Przemierzał ulice tego kwartału. - wyjaśniła staruszka, a Snaga skinął głową zgadzając się na prośbę Klausa.
- W porządku w takim razie się zbieramy. Chce po drodze zajrzeć do Dimitriego i reszty. - każde zdanie i słów jakie Klaus wypowiadał od razu migał by barbarzyńcy jak najwięcej się utrwalało. Wiedział też, że Pietrova załatwiła mu codzienne lekcje. Klaus natomiast był bystry miał wrodzony talent do języków więc wkuwał z książki jak miał chwile.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - Klaus zaczął poruszać tematy których unikali od tygodni. Chciał wiedzieć na ile Snaga ma żal o ostatnią wspólną akcję. Był pewien, że bardziej pewnie do Gorana który dowodził w polu niż Dimitriego który ich po prostu wysłał na żądanie. Nie mniej trzeba było w końcu szarpnąć tę strunę i zobaczyć jaki dźwięk wyda.
Półork wzruszył jedynie obojętnie ramionami i ruszył przodem do drzwi. Przy drzwiach poczekał na Klausa, by ten objął przewodnictwo w tej małej wyprawie.

Klaus skierował się zatem w pierwszej kolejności do Dimitriego. Upewnić się, że wujowi nic nie jest. Zobaczyć co z pozostałymi rannymi i wypytać czy nie będzie do czegoś potrzebny. Wczorajsze zadanie było okupione sporą ilością krwi. Udało się je jednak wypełnić, co było bardzo dobrym wynikiem jak na trud jaki ich tam spotkał. Prawdę mówiąc Klaus oceniał, że mimo wielu trupów mieli trochę szczęścia.

W gabinecie nie zastał Dimitriego, a Gorana właśnie. Przeliczał on gotówkę w towarzystwie Puszkina. Krasnolud zaś mówił.
- Popytałem krewniaków i jak się okazało nikt nie zna brodaczy o takich fizjonomiach. To nie byli klanowcy. Co więcej… pociągnąłem za niektóre sznurki i stawiam monety przeciw orzechom, że nie byli to chłopcy od O’Maley’ów. Związki zawodowe nie interesowały się śmiercią Marley’a.-
- Niemniej forsę dostaliśmy. Zapłacono nam więc nie mamy powodu już dociekać bardziej.- mruczał Goran przeliczając banknoty.
- Ta sprawa śmierdzi Goran. Podszywa…-przy tych słowach Goran uniósł palec i sam dodał. - Nie podszywali się. Nigdy nie powiedzieli że są od O’Maley’ów. Dali nam jedynie okazję do wysnucia błędnych wniosków. Cokolwiek to było to już za nami.
- Nie wydaje mi się Goran.- burknął krasnolud. A mężczyzna zwrócił się do niego ironicznie pytając. - To nie chcesz swojej działki?
I dopiero wtedy zobaczył Klausa i półorka.
- Cześć.- rzekł na powitanie, a krasnolud mrucząc pod nosem przekleństwa zabrał z biurka banknoty przeznaczone dla siebie. Klaus poprosił by Snaga poczekał na niego poza lokalem. O aktualnych zadaniach należy rozmawiać w aktualnym gronie, a status pół-orka w grupie był obecnie w zawieszeniu. Stąd czarodziej podszedł do chłopaków już sam.
- Witajcie Panowie - Klaus uśmiechnął się od wejścia i jednocześnie wtrącił się do rozmowy.
- Mijając, że może faktycznie ktoś mieć do nas jakieś ale… - czarodziej swobodnie dołączył do rozmowy - to robota była etycznie czysta. Ot przyjęliśmy na swoim terenie zlecenie. Skopaliśmy dupsko jakiemuś nieumarłemu i jego pomagierom. Ktoś chciał, żebyśmy odpuścili mógł dać znać. Nie dało się nie zauważyć naszej grupki na cmentarzu. A skoro tylko w jedną noc można było coś w tej krypcie kombinować to raczej zainteresowani powinni mieć na nią oko. Co z Szefem i resztą rannych? - Klaus zapytał też od razu o stan zdrowia tych którzy mieli mniej szczęścia.
- Paru ma szwy. Jeden zrezygnował. Co do Szefa… leży w szpitalu. Trupi jad to w jego wieku nie przelewki. Mogło mu serce stanąć. Nie wyjdzie przez następne… cztery, pięć dni?- policzył na palcach Goran. Po czym sięgnął po niewielką kupkę pieniędzy.
- Twoja dola.
- Najniższa stawka? - Klaus uniósł w górę powiekę w wyrazie zdziwienia.
- Szpital kosztuje, trumny też… przy tak dużych stratach, wszystkim przycięto wypłatę na równo. Za dużo wydatków było przy tej misji. - wzruszył ramionami Goran.
- Rozumiem - Tripov wziął pieniądze - Dziękuję. Szef w tym szpitalu przytomny? Chciałbym go odwiedzić. - Klaus pozostawił w oczywistym domyślę, że jeśli wuj jest przytomny z pewnością ucieszy się na widok bratanka widok.
- Leży w Szpitalu Fundacji rodziny Arctowsky’ch. Tym przy ulicy Klonowej. Czy jest przytomny? Tak. Aczkolwiek nie wiem czy cię dopuszczą. Ponoć musi dużo wypoczywać.- odparł Goran wzruszając.
- Spróbuję mimo wszystko. Rozumiem, że teraz kilka dni wolnego? - spytał o najbliższe plany.
- Jeśli pytasz o to czy mamy jakieś plany to… nie wiem. Póki co Michaiłowy krewniak nie podrzucił żadnego cynku co do potencjalnej fuchy.- wzruszył ramionami Goran.- Dam ci znać jak coś się znajdzie.
- A ty co myślisz o tej całej aferze na cmentarzu? Ktoś się do nas przyczepi za powstrzymanie jakiegoś nieumarłego świra? - Klaus chciał wybadać zdanie odnośnie ostatnich zajść zastępcy Dimitriego.
- Raczej ten świr nas. Jesteście młodzi… na krasnoludzkie standardy, więc nie wiecie co to było. A ja tak, gdy byłem jeszcze berbeciem to coś pojawiło się po raz pierwszy. To car ghuli. Może wrócić i się zemścić za porażkę. - zamiast Gorana odpowiedział ponuro Puszkin.- Dlatego dobrze by się było dowiedzieć, kto nas w to wrobił.
- Pewnie tak ale to już chyba głównie w twoich rękach. Łatwiej ci będzie namierzyć te krasnoludy niż nam. - Klaus stwierdził oczywistą prawdę - Może ktoś coś o nich wie, zwłaszcza ten który był w towarzystwie pół-orków. Byłby pewnie łatwiejszy choć na pewno nie łatwy do rozpoznania lub namierzenia? - Klaus lekko się zamyślił.
- Okazuje się że nie.- pokręcił głową Michaił i potarł brodę dłonią. - Ci którzy nie podążają drogą tradycji, nie zapisują rodowodów. Ciężko namierzyć ich potomków.
- Główkowanie zostawię w takim razie wam i Dimitriemu kiedy się lepiej poczuje. Może sytuacja jest chujowa, ale on zawsze lubił łamigłówki. Pozdrowię go od was do zobaczenia. - Klaus nie miał mocnej pozycji w gangu więc i nie pchał się na afisz. Ruszył w kierunku szpitala. Gdzie jako najbliższa żyjąca rodzina miał nadzieję dostać się do wuja.

Szpital Fundacji rodziny Arctowsky’ch był instytucją w połowie dobroczynną i zajmującą się także tymi, których nie stać było na leczenie. W połowie jedynie… w praktyce oznaczało to więc, że leczono co prawda wszystkich, ale za ludzkie warunki podczas rekonwalescencji, żywienie i leki należało dopłacić ekstra. Sam budynek nie wyróżniał się szczególnie, także pod względem zaawansowania technologicznego.

Miał jednak ochroniarzy i recepcję. Pielęgniarka w niej nakazała wpierw wypełnić formularz, a potem czekać. Po siedzeniu na tyłku przez pół godziny przyszedł wreszcie lekarz.
- Pan… Tripov, tak? Krewny? - zapytał zerkając w formularz.
- Tak siostrzeniec ale mój wuj nie ma bliższej rodziny niż ja. - Klaus odpowiedział do lekarza wstając z krzesła. - Co z nim? Mogę go zobaczyć? - powiedział z autentyczną troską. Kochał wuja na swój specyficzny sposób.
- Tak. Krótko i przez chwilę. Potrzebuje dużo odpoczynku i nie powinieneś go męczyć długą rozmową.- odparł lekarz zerkając w dokumentację jaką niósł ze sobą i dodał.- I oczywiście… broń zostawić należy w recepcji.
- Klaus uśmiechnął się i zostawił broń Snadze. On natomiast zaczekał w recepcji na przyjaciela. Tripov w tym czasie poszedł do wuja. Chciał upewnić się, że staruszek czuje się lepiej. Mógł też mieć jakieś rozkazy czy wiadomości dla reszty więc Klaus mógł zrobić za kuriera.

Dimitri leżał w osobnej sali szpitalnej mając do dyspozycji oprócz łóżka nieduży stolik. Był… śmiertelnie blady i wydawał się być nieprzytomny. Przynajmniej, gdy Klaus zerknął przez okienko w drzwiach.
Klaus mimo to wszedł. Nie chciał przerywać wujowi odpoczynku ale też koniecznie musiał z nich choć chwilę porozmawiać.
- Słyszałem, że złego licho nie bierze - powiedział by podnieść wuja na duchu i sprawdzić czy jest przytomny.
- Widać… nie jestem aż tak… zły.- stwierdził cicho Dimitri otwierając oczy.
- Cieszę się, że żyjesz. - usiadł obok Wuja i chwycił go za rękę. - Nie wiem ile wiesz ale straszydło odleciało, choć wiele nas to kosztowało. No i trochę nas wymanewrowali. - streścił sprawę w kilku zdaniach.
- Nic na to teraz nie poradzimy. Zapłacili wszystko przynajmniej?- spytał Dimitri.
- Goran nic nie mówił by było inaczej - Klaus być może kłamał bo 200 dolców udziału mogło być spowodowane wysokimi kosztami własnymi lub właśnie brakiem zapłaty drugiej połowy. Tripov jednak nie chciał martwić wuja w tym stanie.
- Nikt ważny nie zginął a jak dojdziesz do siebie to pomyślimy co dalej. Puszkin uważa, że to był jakiś król ghuli czy ktoś taki. Taki częściowo mityczny a częściowo realny przeciwnik. - uśmiechnął się kwaśno Klaus.
- No i te krasnale nie było od O’Maleyów tylko się podszywali. - czarodziej mimo wszystko całego zamartwiania się od Dimitriego zdradził mu trochę szczegółów.

Dimitri zamyślił się i zamknął oczy. - No cóż… Nic na to nie poradzimy. Zresztą O’Maleye czy nie… nic ponad zapłatę nie obiecywali.
- Potrzebujesz czegoś? - Klaus nie chciał męczyć wuja zbyt długo.
- Zdrowia, młodości…- uśmiechnął się Dimitri i pokręcił głową.- Nie. Mam tu dobrą opiekę. Pewnie pakiet premium.
-Goran zajmie się wszystkim do twojego powrotu. Jak będzie trzeba to mu pomogę. Dobra wiadomość jest taka, że Juliusa widziano na mieście. Idę go dziś szukać ze Snagą w kwadracie ulic Lipowej, Szemraczy, Ogniowej Gromotłuka - Klaus opowiedział wymieniając ulice z pamięci.
- To dystrykt Cycione… uważaj na siebie. Pełno tam oszustów.- odparł cicho Dimitri.
-Będę miał na uwadze. - odpowiedział Klaus i zaczął się zastanawiać w co Julius się wplątał.
- Zajrzę też jutro. - zapowiedział z uśmiechem. Wypoczywaj ścisnął jeszcze Wuja za rękę i ruszył szukać chłopaka.

Zaczęło padać, gdy dotarli tam ze Snagą. Ulice poszarzały, ludzie i nieludzie otulali się płaszczami, acz nie zmniejszyło to ruchu. Dzielnica pod kontrolą Cycione znacznie różniła się od zakątków Małej Slavii. Tu panował większy ruch, większy chaos i hałas, tu było wiele lokali rozrywkowych przeznaczonych nie tylko dla miejscowych. Tu było intensywne życie i klientela także z Uptown. Tu każdy budynek wabił ku swojej zawartości różnymi szyldami i reklamami… naganiaczami i naganiaczkami, choć ci akurat schowali się przed deszczem. Tu też można było zobaczyć pojazdy bez koni… w Małej Slavii widok to był rzadki.
- Zacznijmy od tych naganiaczy. Dużo osób widzą no i stoją pod dachami. - Cholerna pogoda utrudni całą sprawę a rysunek Juliusa nie może się zmoczyć. Klaus skierował się ku najbliższym naganiaczom. Miał zamiar pokazać rysunek Juliusa i popytać o niego. Nie zamierzał też kłamać na tym etapie. Jest jego wujem szuka go, bo może popadł w kłopoty albo brakuje mu grosza. Klaus nie planował sprowadzać chłopaka za uszy do domu. Chciał wiedzieć co u niego by móc uspokoić swoją siostrę i znaleźć wyjście korzystne dla wszystkich. No i mieć pewność, że smarkatego niepokroją za jakieś długi czy przewiny. Nie szło mu to za dobrze. Bądź co bądź naganiaczom nie płacono za odpowiadanie na pytania, a zachęcanie do wstąpienia do przybytków. Niewielu zresztą z nich zwracało uwagę na nieletnich, a ci którzy okazali więcej uprzejmości… cóż… radzili poszukać wśród gangów nieletnich. Nikt Juliusa nie zapamiętał.

Klaus zaczął krążyć przepytywanie z wizerunkiem w dłoni wśród młodocianych gangów wydawało się głupie. Nikt go nie zdradzi kolegi którego nie wiadomo kto szuka. Z drugiej strony... obcego dzieciaka inny dzieciak mógł zdradzić za parę dolców. Postanowił się przyczaić i przyglądać się grupkom w nadziei, że wcześniej czy później Julius ty wypłynie. Trzymali się z boku razem ze Snagom. Na uboczu nie afiszowali swojej obecności. Jedynie obserwowali. Niestety pogoda nie sprzyjała ich planom. Deszcz lał nieustannie wypłaszając wszelkich uliczników z ulic. Obaj nie dostrzegli żadnych dzieci, natomiast Klaus zauważył kogoś innego.

Ową egzotyczną ciemnoskórą kobietę z pogrzebu. Tym razem jej suknia była bardziej zielona i nieco pozbawiona materiału w strategicznych miejscach, acz pióropusz włosów pozostawał ten sam. Jak i zestaw czterech ochroniarzy pilnujących jej bezpieczeństwa.
Klaus przez chwilę zawiesił wzrok na kobiecie bo i było co podziwiać. Nie zamierzał jej jednak zaczepiać pierwszy. Znał ją ledwie z widzenia a czterech ochroniarzy zdecydowanie nie zachęcało do bliższego kontaktu. Uśmiechał się szczerze gdy na nią patrzył i pomyślał, że przynajmniej ktoś będzie się dobrze bawił. W przeciwieństwie do niego samego skazanego na deszcz i zapewne porażkę dzisiejszego dnia w poszukiwaniu Juliusa. Czarodziej sprawił sobie tę drobną przyjemność i obserwował kobietę przez dłuższy czas przystając pod jednym z daszków.
Ona zdawała się go nie zauważać. No i niby czemu miała? Na pogrzebie był wszak jednym z cieni stojących w tle. Klaus wątpił by był zapamiętany.
Teraz obserwował zaś jak kobieta wchodzi do dużego budynku z szyldem “Ogród Szkarłatnego Kwiatu” i masywnym półorkiem w roli wykidajły.
Klaus przez chwilę bił się z myślami. Był nikim dla takiej kobiety więc szanse jej poderwania oceniał raczej nisko. Bogaci ciągnęli do bogatych.
- Poczekamy czy się rozpogodzi, pewnie nie i będzie trzeba tu wrócić jutro. Ten deszcze pewnie zaraz wszystkich zmyje z ulic. Rzućmy okiem z ciekawości na ten “Kwiat”. Wskazał w stronę szyldu i kobiety. Nie do końca jasne było które z nich miał na myśli. Udawaj ochronę to i ja lepiej wypadę jakby trzeba było gębę otworzyć. - uśmiechnął się do przyjaciela i ruszył w stronę przybytku.

Półork spojrzał na zbliżających się mężczyzn i oparł dłoń na masywnym pistolecie o szerokiej lufie zwanym potocznie orkową armatą i słynącym z pozostawiania paskudnych ran. Teoretycznie jego posiadanie było nielegalne. Wikidajło naprężył muskuły i rzekł ponuro.
- Tylko dla członków.
- Rozumiem co to za miejsce? - odparł szczerze zainteresowany Klaus.
- Klub dla dam i dżentelmenów.- odparł półork broniący dostępu do środka.
- Wejście tylko dla stałych członków lub z zaproszeniem. Skoro nie wiesz co to za miejsce, to z pewnością nie masz zaproszenia
- Obowiązuje jakiś konkretny ubiór? - czarodziej podpytał pół-orka.
- Spływajcie stąd zanim wezwę straż.- usłyszał w odpowiedzi. Najwyraźniej wikidajło nie miał ochoty na dalsze odpowiadanie. Klaus jedynie wzruszył ramionami na rękację pół-orka. Wiedział jednak, że rozmowa właśnie się zakończyła. Pozostało mu przejść w deszczu po lokalach i mimo, że nie spodziewał się kompletnie znaleźć Juliusa, zwyczajnie się za nim rozglądać.

Zmoczony i zmęczony i bez sukcesu Klaus ze Snagą wracał do domu. Nie udało się odnaleźć Juliusa, nie udało się trafić nawet na jego ślad. Nie udało się… Niemniej mag zdawał sobie sprawę, że szansa trafienie na Juliusa była niewielka. Przecież nie było nawet pewności, że tam rzeczywiście był. No cóż… Kluas spróbował i nie udało się dziś. Może się uda jutro, może przy innej okazji. Teraz trzeba było jeszcze powiedzieć Julii o postępach w tej sprawie. Co samo w sobie było ciężkim zadaniem. Na szczęście pojawiła się okazja do odroczenia tego brzemienia. Przed warsztatem Julii stał znany Klausowi młodzik. Znany z widzenia. Był jednym z członków ich gangu, ale Tripov nie znał jego imienia.
- Goran wzywa do gabinetu.- rzekł na powitanie.
- Snaga odpocznij. Dobrze było cię mieć dziś koło siebie. Jak słyszysz robota czeka. - powiedział zmoczony Klaus i spojrzał na młodzika.
- Młodziak się ze mną przejdzie. Mniej ma w nogach niż my dzisiaj. - Tripov klepnął pół-orka po przyjacielsku w ramię i ruszył do Gorana.

Podróż do znanego im gabinetu trwała kilkanaście minut. Nie mieli wszak daleko. Na miejscu był tylko Goran i nikt więcej. Wskazał Klausowi krzesło przed sobą i przeszedł od razu do rzeczy.
- Skierce mag nawalił. I szuka zastępstwa. Gotowa jest ciebie wynająć na jeden wieczór. Będzie dziś o dziesiątej w Złotym Żmiju.
Klaus wysłuchał słów Gorana.
- Mówiła co to za robota? - zapytał lekko zaciekawiony. Skoro chciała wypożyczyć czarodzieja innej bandy mogła grzecznościowo powiedzieć do czego.
- Nie mówiła.- stwierdził krótko Goran.- Pewnie coś nielegalnego. Wytłumaczy ci sama na miejscu
- Jasne pójdę do Złotego Żmija. - Klaus pokiwał głową. - Dzięki za nagranie tematu. Byłem też w szpitalu. Dimitri czuje się w miarę. Byłem go odwiedzić, sił brak choć humor się go trzyma. Dobry znak. - zrelacjonował sprawę zwięźle. O sprawy gangu nie pytał nie chciał być wścibski a jeśli Goran będzie miał sprawę z pewnością się odezwie.
- To ona zgłosiła się do nas przez umyślnego.- odparł Goran pocierając podbródek.- Myślę że nic ekscytującego cię nie czeka. Ostatnio dali uwiązać się Triadom i robią za pośredników ich ziółek, więc odpuścili sobie bojowe akcje. Ale forsa z tego będzie.
- Mam ustalić z nią tylko swój udział czy i cześć dla bractwa? - Klaus dość specyficznie zawsze nazywał gang. Nie grupą nie gangiem właśnie ale bractwem. Miałeś wobec niego zobowiązania i dawało ci pewnie przywileje. Ot niegroźne dziwactwo czarodzieja.
- Już dała łapówkę na przymknięcie oka, gdybyś przyjął jej propozycję. Co od niej wydrzesz to twoje. Ale jak dorzucisz się do funduszu leczniczego staruszka, ja protestował nie będę.- odparł z łobuzerskim uśmiechem Goran.
- Nie wątpię - uśmiechnął się Klaus. Dorzucił już coś ekstra gdy jego dola została przycięta do 200 dolców. - Do spotkania zostały dwie godziny więc ja będę zbierał dupę w troki. Dam znać jak będzie po robocie - skinął głową i jeśli Goran nie miał nic do dodania poszedł do domu się przebrać. Przy okazji opowie Julii, że póki co jego bratanek pozostawał nieuchwytny. Nie zamierzał jednak odpuszczać i z czasem może się go uda znaleźć.

Na miejscu okazało się, że będzie miał okazję przekazać wieści Julii. Staruszka bowiem krzątała się w kuchni, znając rozkład pomieszczeń na pamięć i kierując wyostrzonym zmysłem węchu podczas sprawdzania zawartości słoików.
- Młodego będę tam szukał w miarę możliwości - odezwał się Klaus do Julii wiedząc, że ta i tak wcześniej go usłyszała.
- Dziś zaczęło padać i praktycznie wszystkich wywiało. Chodzenie po młodzikach pokazując portret Juliusa ma swoje dobre i złe strony. Jak pokaże go jego kumplom to do ostrzegą i może zapaść się po ziemię jak trafię jednak na przekupnych smarkaczy to ułatwiłoby szukanie - podzielił się początkowymi wątpliwościami czarodziej.
- Tak przy okazji byłaś kiedyś w “Ogrodzie Szkarłatnego kwiatu” wiesz co to za miejsce? - podpytał przy okazji o miejsce gdzie weszła czarnoskóra dziewczyna.
- Nie. Nie mam pojęcia.- odparła Julia po chwili namysłu.
- Poproszę Snagę by obudził mnie za godzinę złapię szybką drzemkę bo mogę mieć dziś w nocy robotę przebiorę się i lecę. Dimitri czuje się w miarę byłem u niego. - Klaus szybko wyłożył swoje sprawy. Następnie udał przespać się godzinę. W końcu potem miał spotkanie.
 
Icarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-05-2021, 19:30   #7
 
Icarius's Avatar
 
Wszyscy znali Skierkę z widzenia, także i Kluas… Ta wysoka na prawie dwa metry brunetka wraz ze swoją siostrą zebrała bandę dzieciaków i przekuła w gang w dość szybkim tempie. Nieobce jej były trudne decyzje, chyba największą z nich było sprzymierzenie się z Triadami. Dało to jej potężnego sojusznika i bogactwo, ale też… uwiązało na smyczy z Azjatown. Póki co Skierka utrzymywała niezależność, ale Dimitri nie wątpił że to tylko kwestia czasu, aż jej się noga podwinie. “Zbyt niecierpliwa była”- tak twierdził Dimitri. Ale za to punktualna. Gdy Klaus wchodził do Złotego Żmija już siedziała z boku i ćmiła fajkę wodną z magicznym hełmem pod pachą. Całkowicie rozluźniona, wszak Oleg “Kostucha” Orłow siedział niedaleko niej. Rudobrody mężczyzna nonszalancko opierał dłoń na mieczu[/url] rozglądając się dookoła spode łba. I sprawiał, że wszyscy odwracali oczy. Oleg był prawą ręką Skierki i jej ochroniarzem. Był też szermierzem… jednym z tych którzy toczyli honorowe i niehonorowe pojedynki na uliczka Małej Slavii. Był też najlepszy. Ponoć nikt kto stanął z nim do walki nie przeżył, ponoć nie dało się go zabić, ponoć przeżył więcej zasadzek na siebie niż miał palców u obu rąk, ponoć… “Kostucha” był legendą i to jedną z tych, którymi straszy się dzieci.

Klaus wszedł do karczmy nie do końca wiedząc czego się spodziewać. Wiedział, że będzie robota i na pewno nie legalna… Nie wiedział natomiast na ile Skierka w tym zadaniu będzie skłonna do ryzyka. Bo samej skłonności mógł się domyślić. Podchodząc do szefowej gangu skinął głową Kostuchowi i powitał potencjalną pracodawczynię.
- Witaj Skierko - przyłożył rękę do serca i skłonił głowę w geście szacunku.
- Jestem Klaus. Słyszałem od Gorana, że macie pewne trudności i związaną z tym propozycję. - uśmiechnął się. Skierka spojrzała na mężczyznę i stwierdziła ironicznie.
- To zależy… od tego czy będzie z ciebie jakiś pożytek. Mój mag jest w tej chwili niedysponowany. Potrzebne jest zastępstwo… kompetentne zastępstwo. Potrzebny jest mag, który… dysponuje odpowiednimi możliwościami. Po prawdzie nie wymagam niczego specjalnego i pewnie każdy z odrobiną wiedzy na temat magii i rzucania czarów się nada, ale wolę uniknąć niespodzianki. Ty zostałeś wybrany, bo cóż byłeś najbliżej i twoja banda miała ostatnio mały incydent. Nie myśl jednak że jesteś ostatnią deską ratunku i zwróciła się do Orłowa.
- Trzy miodowe piwa.

Mężczyzna wstał i ruszył do kontuaru.
- Nie pomyślałem tak. - zakomunikował Klaus i spojrzał pytająco czy może zająć miejsce przy stoliku. Delikatnie wodząc oczami za wolnym i odpowiednim miejscem. Tak by mieć widok na wejście i ścianę za plecami. Złota zasada której nauczył go Wuj. Klaus trzymał się jej zawsze nawet gdy uważał, że nic mu nie grozi. Wiedział, że nie jest jedynym czarodziejem w okolicy i bez słów Skierki. Natomiast tych którzy coś sobą reprezentują było znacznie mniej niż innych profesji.
- Jakimi to minimalnymi umiejętnościami powinienem zatem dysponować? - zapytał z uśmiechem.
- Prostymi. Wykrycie magii to minimum. Identyfikacja byłaby przydatna. I to wszystko…- wzruszyła ramionami.- Biegłość w magicznym rzemiośle też by była przydatna, ale z tego co wiem… takimi talentami nie dysponujesz.
- Znam ludzi od rzemiosła więc jeśli określimy potrzeby zrobią nam co trzeba. Identyfikacja i wykrycie magii to żaden problem. Potrzebujecie mnie rozumiem na akcji bezpośrednio, opowiedzcie coś o niej. Obiecuję dyskrecję ale chce wiedzieć na co się piszę. Ułatwi mi to też dobór zaklęć do zadania. - Klaus wyjaśnił, że nie kieruje nim tylko ostrożność ale konieczność dobrania środków do oczekiwanego celu.

- Nie ty jeden znasz. - stwierdziła kobieta wzruszając ramionami i wyjaśniła. - Robota jest prosta. Szykuje się transakcja. Sześć wojskowych skrzyń z amunicją. Magiczną amunicją. Trzeba potwierdzić, czy rzeczywiście będzie magiczna i to twoja rola podczas tej misji
Klaus pokiwał głową.
-Zadanie proste, acz okoliczności niosą pewne ryzyko - powiedział zgodnie z prawdą. Handel wojskową amunicją zawsze się do takich zaliczał. Choćby Skierka zapewniała, że jest inaczej zważywszy na jej protektorów. Gdyby zapewniała… bo jakoś nie wspominała o tej kwestii w ogóle.
- Przydałoby się wiedzieć co to za amunicja. Jaką ma aurę i jak silną…. Przyszykuje kilka zaklęć sprawdzimy losowe sztuki z różnych skrzyń dokładnie identyfikacją a całość obejrzę wykryciem magii. Nigdy nie da to gwarancji na wszystko ale zwiększy szansę. Kiedy i jaka jest stawka za mój udział ? - czarodziej tłumaczył pewne aspekty i zadawał rutynowe pytania.
Kobieta wydawała się mało zaangażowana w tyradę Klausa, tymczasem Kostucha przyszedł z trzema piwami. Postawił kufel przed każdym i przysiadł się.

- Pięćset za wykonanie roboty, a ta jest jutro wieczór.- stwierdziła krótko Skierka.
- Dziękuję - powiedział Klaus gdy wziął swój kufel. Pociągnął łyk i zadał kolejne pytanie.
- Te skrzynie.. Gdzie one będą w momencie gdy mam je sprawdzić? Macie je u siebie, to będzie podczas jakiejś wymiany… - wymieniał okoliczności w które raczej nie wierzył.
- Czy może dalej są w magazynie lub podobnym miejscu i chcecie potwierdzić cel zanim go zwędzicie? - czarodziej upił kolejny łyk piwa.

Czekając na wyjaśnienia i wymieniając najbardziej prawdopodobny dla siebie scenariusz.
- Oczywiście, że podczas wymiany. Gdyby miała je w swoim magazynie to nie byłbyś mi do niczego potrzebny. - odparła kobieta upijając piwo.- Reszty dowiesz się na miejscu.
- Gdzie mam stawić? - Klaus wiedział, że kolejne pytanie nie przyniosłyby odpowiedzi a jedynie irytację Skierki. Piwo zaczął popijać nieco szybciej i jedyne o co zapytał na koniec to miejsce spotkania.
- Ktoś po ciebie przyjdzie.- odparła kobieta krótko i upiła nieco piwa.
- Nie wiem ile będzie jutro czasu żeby pogadać. Więc powiem rzeczy najważniejsze, potrzebuje wiedzieć co te pociski robią lub jaką szkoła jest w nich zaklęta. To po to żeby móc je łatwiej rozpoznać a jeśli po teście powiem "Są dobre" znaczy fałszywe. Będziecie mieli jednak element zaskoczenia nad drugą stroną wymiany. Każde inne określenie tego, że są w porządku będzie prawdziwe. - przedstawił prosty pomysł dodatkowego zabezpieczenia.
- To są magiczne pociski z zapasów wojskowych, standardowe kule do karabinów i rewolwerów. Nie robią nic. Są tylko magiczne. - odparła Skierka i dodała ze śmiechem. - Takiej amunicji z efektami pewnie nigdy nie widziałaś na oczy. Co nie jest dziwne. Wzmocnioną efektami amunicję robi się na zamówienie.
- Rozumiem - pokiwał głową Klaus. - Prawda, nie widziałem. - uśmiechnął się. - Nie miałem potrzeby trochę inna branża. - wypił kolejne łykiem piwa.
- Dobre, miejmy nadzieję jutro pójdzie również dobrze. - Klaus miał nadzieję na brak komplikacji i szybki zarobek. Kolejny łyk piwa przerwała głośna eksplozja, która przeszła wstrząsem przez cały budynek. Coś wybuchło, nie dość że mocno, to dość blisko nich. Skierka i Kostucha zerwali się na nogi. Po prawdzie inni bywalcy w gospodzie też. Muzyka przestała grać.

Klaus również się zerwał. Spojrzał pytająco na rozmówców i zapytał:
- Mogło wybuchnąć coś potencjalnie waszego? - głos był ledwo słyszalny i nieśmiały na pewno ginął w gwarze zamieszania. Na tyle jednak słyszalny by trafić do dwójki adresatów.
- O czym ty… - tyle usłyszał w odpowiedzi, bo w przeciwieństwie do niego ani Skierka, ani jej ochroniarz nie pozostali na miejscach… tylko wybiegli z karczmy. Zresztą uczynili tak niemal wszyscy bywalcy karczmy. Przez okna przybytku można było dostrzec dym unoszący się nad budynkami, gdzieś w okolicy w której Klaus mieszkał.

Klaus ruszył za resztą do wyjścia. Spodziewał się eksplozji bliżej gdy zorientował się, że to blisko jego domu. Zrobiło mu się cieplej… szansa, że sprawa dotyczy sklepu była minimalna. Jednak niepokój to uczucie irracjonalne. Gdy go czujesz chcesz upewnić się, że wszystko jest w porządku.
- Widzimy się jutro. - krzyknął do Skierki i Kostucha gdy mijał ich przed karczmą.
- Ta eksplozja to w mojej okolicy. Idę sprawdzić… - idę było pewnym niedopowiedzeniem. Klaus na początku szedł. Szybko jednak zaczął biec. Chciał się upewnić co się stało, że nie oberwał nikt kogo znał. Był człowiekiem pełnym sprzeczności. Jednego dnia mógłby uratować sierotę z płonącego budynku innego zabić ją jako zbędnego świadka gdyby od tego zależało jego życie. Teraz po prostu biegł…

Tym razem zapowiadało się, że nie zrobi ani jednego ani drugiego. Na miejscu były już wozy strażackie i miejscowi stróże porządku odcinający ciekawskich od gaszonego pożaru przez brygadę strażaków wspomaganych przez jednego elementalistę lodu. Budynek poniekąd był znany Klausowi, w środku pracowało kilku kuśnierzy którzy wynajmowali mieszkania na poddaszu podejrzanym typkom. I to sprowadziło na nich tragedię. Budynek został wysadzony, profesjonalnie i bez litości. Malunek na murze obok był podpisem sprawcy. Czarna ręka. A więc zabito magów. Terroryści co prawda najchętniej polowali na nich w Uptown, ale od czasu do czasu atakowali i miejsca w Downtown.

Nie były to dobre wieści. Atak Czarnej ręki tak blisko domu mógł być zagrożeniem. Z drugiej strony zapewne przyciągnie to uwagę służb porządkowych i raczej nie pokażą się w okolicach miejsca zbrodni drugi raz by dalej siać spustoszenie. Klaus ruszył do domu by opowiedzieć siostrze o wuju i poszukiwaniach Juliusa. No i żeby zjeść coś ciepłego i się wyspać. Myślał też o Snadze, ale będzie musiał przegadać to z wujem. Chciał w jakiś sposób ulżyć mu w cierpieniu zarówno fizycznym jak i psychicznym. Nie wiedział jednak jak… Fizycznie być może jakiś gnomi wynalazek pomógłby mu ruszać lepiej uszkodzoną nogą. Psychicznie… nie wiedział. Może jakiś lekarz? Może ktoś inny kto się pozbierał po takich ranach i kontynuował fach. To brzmiało już trochę lepiej. Taki ktoś nie tylko mógł pomóc Snadzę przez rozmowę i inspirację ale i powiedzieć co akurat pomogło jemu. Niekoniecznie to samo pomoże pół-orkowi ale im człowiek więcej wie tym lepiej.
 
Icarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-05-2021, 19:07   #8
 
abishai's Avatar
 

Kolejny dzień, kolejny dzień pełen bezowocnych poszukiwań. Klaus wędrował po okolicy zaczepiając przechodniów i próbując się czegokolwiek dowiedzieć. Nie udało się mu dowiedzieć nic. Nawet nie zobaczył uliczników, a przecież był to dobry teren na kradzież kieszonkową. Wniosek był prosty… już wiedzieli o jego poszukiwaniach. I woleli go unikać. Jaki mógł być tego powód, Klaus nie wiedział. Prawda była taka, że New Heaven łatwo było zaginąć bez śladów, a powód zniknięcia mogłoby być wiele… a z nich niejeden był przerażający.
A miasto, tak jak zatrzymywani przez Klausa przechodnie, było obojętne na zagubione duszyczki. Niemniej co innego młodemu magowi pozostało, jeśli nie próbowanie. A nuż się uda, jeśli nie dziś to… jutro?


Wysłanniczka od Skierki była punktualnie. Klaus… nie znał tej dziewczyny. Szczupłej i niskiej o twarzy zakrytej goglami i kurtyną czarnych włosów, nieuzbrojonej. Nie była też gadatliwa. Rzekła, że Klaus ma się zbierać bo zaraz idą. I tyle. Ruszyli. Wkrótce dotarli do dużego powozu na którego zydlu siedziała Skierka, a za lejcami Oleg. Na pace było kilku uzbrojonych w pistolety i kordelasy oraz nabijane metalowymi guzami pałki. Byli to tragarze Skierki.
Miła i bardziej rozgadana banda niż przewodniczka Klausa, która siadła w kącie i jak twierdzili współtowarzysze podróży maga… “medytowała” - cokolwiek miało znaczyć to słowo.
Podróż była dość długa, tym bardziej że Skierka lawirował między ulicami. I co gorsza wyjeżdżali z małej Slavii na tereny Cycione co dodatkowo komplikowało sprawę.
Teoretycznie ta mafijna rodzina powinna zignorować Skierkę i jej małe machinacje. Bądź co bądź ta transakcja nie dotyczyła ich bezpośrednio. Cycione sprzedawali magiczną amunicję co prawda, ale nie hurtowo. I raczej nie wyprzedawali jej konkurencyjnym gangom. Owszem, mogliby zrobić nalot na miejsce transakcji… gdyby uznali, że opłaca im się zetrzeć Skierkę w proch. I o tym ryzyku ona wiedziała. I dlatego była ostrożna.


I nie tylko ona. Wejścia do magazynu pilnowało dwóch bardzo nerwowych najemników pod bronią. Gdy tylko Skierka podjechała bliżej już ją wyciągali. Nie było to przyjazne powitanie, ale kobieta najwyraźniej właśnie takiego się spodziewała. Zeskoczyła z zydla i podeszła do nich, zaczynając rozmowę. Ta nie przebiegała gładko… i sytuacja wydawała się na skraju wybuchu. Najwyraźniej Skierka się spóźniła lawirując tak między uliczkami.
Ona jednak nie wydawała się tym przejmować spokojnie tłumacząc sytuację i odgryzając się uwagami na temat ich przesadzonych wymagań.
Tymczasem u wrót magazynu do którego mieli wjechać, pojawiła się bladolica para ubrana na czarno i coś w nich było… nie tak. Trudno jednak było Klausowi stwierdzić co z tak dużej odległości.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-05-2021, 21:32   #9
 
Icarius's Avatar
 
Klaus zmrużył oczy gdy zobaczył dwójkę pod bramą. Skierował słowa do medytującej dziewczyny.
- Coś z nimi jest nie tak, nie wiem tylko co trochę za daleko. Rzuć okiem - Klaus liczył, że może dziewczyna widziała ich z bliska i wie kim są.
- Oczywiście że coś jest z nimi nie tak. Handlarze bronią są podejrzanymi typkami z definicji. I nie lubią wścibstwa.- odparła mniszka nie ruszając się z miejsca. - Więc uważaj ze swoją ciekawością.
- To nie to - pokręcił głową Klaus i dalej mrużył oczy. Nie roztrząsał tego póki co dalej. Przyjrzy im się jeszcze dokładniej jak będą bliżej. Póki co nie mógł więcej zrobić i swobodnie czekał na rozwój sytuacji.
- To nie wiem co to…- odparła mniszka wzruszając ramionami i rozejrzała się po dachach.- Jeśli jednak spodziewasz się pułapki, to cóż… nie szukaj na widoku. Ale póki co, niczego podejrzanego na dachach nie widzę.

Klaus skinął głową mniszce. Nie drążył już tematu i swobodnie czekał na rozwój sytuacji.

Kłótnia wkrótce się zakończyła i Skierka nakazała gestem ruszenie wozu dalej. Następnie sama ruszyła przodem w kierunku magazynu. Tajemnicza para cofnęła się wchodząc do środka przed Skierką. A gdy i oni wjechali do środka ich oczami ukazał się spory magazyn pełny starych skrzynek i beczek. Wypełniały one dwie trzecie objętości budynku i tworzyły coś jak mały labirynt cieni i wnęk. Tu było jeszcze kilku “miejscowych” pod bronią. I dwa duże czarne psy. I coś jeszcze ukrywającego się za rzędami skrzyń, poruszająco cicho w mroku. Coś co nawet u miejscowych wywoływało nerwowe rozglądanie… poza bladą parą oczywiście, którą to teraz broniły owe czarne psy. Ci zachowywali się spokojnie.

Skierka podeszła do nich i zaczęła rozmawiać z nimi cicho. Wyraźnie była poirytowana, ale owi “arystokraci” chyba się tego spodziewali. Odpowiadając jej uprzejmie. Trudno było nie zauważyć, że choć Skierka się uspokoiła, to ich odpowiedzi nie zadowoliły jej. Podeszła do skrzyń przygotowanych do wymiany i nakazała jednemu z miejscowych by otworzył jedną z nich, a potem kolejną. Skierka uniosła dłoń i pstryknęła palcami.
- Twoja kolej.- Orłow zerknął przez ramię na Klausa. Po czym sam zeskoczył i ruszył w kierunku swojej szefowej. Klaus również zeskoczył z wozu. Nie chciał by grupa której dziś pomagał była tu dłużej niż to konieczne. Podszedł do skrzyni po czym rzucił na siebie czar wykrycia magii. Przejrzał pociski w jednej skrzyni, starając się rzucić okiem na każdy by być pewnym ich magicznej natury. Nie poprzestał jednak na tym i wzmocnił badanie czarem identyfikacji. Losowo sprawdzając pociski w pierwszej ze skrzyń. Dokładnej inspekcji mógł się podjąć mniej więcej w przypadku piętnastu sztuk amunicji. Co dawało już pewną próbę, gdyby wszystko było w porządku chciał ponowić procedurę w przypadku kolejnej skrzyni. Rzucił też okiem na tajemniczą parę gdy przechodził od jednej skrzyni do drugiej. Chciał wiedzieć czy od nich samych lub ich przedmiotów nie bije jakaś magia. Pociski w skrzyniach były magiczne, tak jak się można było spodziewać. Gospodarze też. Z pewnością mieli przy sobie co najmniej kilka magicznych przedmiotów. Których to aury mieszały się ze sobą utrudniając pobieżne ich zlokalizowanie.

Orłow i Skierka, też z magicznym sprzętem przy i na sobie, czekali na jego werdykt.
- Magiczne każdy ze sprawdzanych. - Klaus wypowiedział ocenę.
- Fajnie. Sprawdź jeszcze tamte skrzynie, a ja otworzę resztę. - stwierdził Skierka ruszając po łom i zabierając się za otwieranie kolejnych skrzyń. A Klausowi pozostało sprawdzić kolejną partię. Klaus tak właśnie zrobił rozsądnie dzieląc móc tak by starczyło na wszystkie skrzynie.
- Proszę otwórz wszystkie które mam sprawdzić. Żeby nie tracić czasu. - po czym gorliwie wziął się za pracę.
Podczas gdy Klaus sprawdzał kolejne skrzynie przekonując się, że póki co ich zawartość była zgodna z zamówieniem, Skierka otwierała je aż… natrafiła na taką która wzbudziła jej gniew. Pochwyciła kilka fiolek z krwistoczerwoną zawartością i podeszła do dwójki bladolicych.
- Co to ma znaczyć?- zapytała wściekle.
- Ponoć sprzedajesz narkotyki… myślę że to też mogłabyś…- rzekł mężczyzna, ale Skierka weszła mu w słowo.- Sprzedaję rzadkie zioła i substancje z dalekiego wschodu. Nie prochy… to… to sobie sami sprzedawajcie.
- Odrzucasz całkiem zyskowny towar.- dodała kobieta podobnie jak jej towarzysz, niewzruszona wybuchem Skierki.
- To już moja sprawa. Nie kupię od was tego świństwa.- burknęła przywódczyni gangu.

Klaus był chciwy to była jedna z jego wad. Nie był jednak głupi by odzywać się teraz nieproszony i podpaść Skierce na gościnnych występach. Jeśli dobrze pójdzie odłączy się od grupy i dyskretnie o sprawie porozmawia z mroczna parą. Zresztą nie chciał brać na siebie dużych zobowiązań w ciemno. Dopuszczał jednak wybadanie tematu. Póki co jednak milczał. Choć wymownie przyglądał się zarówno skrzyni jak i tajemniczej parze.
- Ty… zbadaj resztę amunicji.- Skierka zwróciła się do do Klausa i wskazawszy palcem przebadane skrzynki.- Wy zaś pakujcie przebadane skrzynki na wóz. Zbieramy się stąd.
Następnie zwróciła się do mrocznej dwójki.
- Zabierzemy amunicję i zapłacimy za połowę. Bo skrzyń z nią jest tylko połowa. JAKIŚ PROBLEM z tym?
- Nie. Żaden problem. Mam nadzieję, że to nie zepsuje relacji… nasz współpracownik wielce sobie ceni interesy prowadzone z tobą i my też mamy nadzieję na kolejne transakcje.- odparł mężczyzna.
- Swoją drogą czego tu go nie ma?- zapytała Skierka podejrzliwie.
- Jakiejś infekcji dostał i gorączki. - odpowiedział kobieta, gdy podwładni zaczęli załadowywać wóz pod czujnym okiem Orłowa.
Klaus pomyślał, że gorączka mogła być z gatunku tych śmiertelnych. Był ciekawy czy Skierka była przywiązana do nieobecnego człowieka. Czarodziej nie drążył tematu ale wiedział, że przywódczyni gangu może różnie to przyjąć. Z drugiej strony liczyły się interesy a teraz mogli bezpiecznie się wycofać z połową towaru. Tripov dokładał starań przy sprawdzaniu amunicji i trzymał język za zębami. Póki co wymiana szła całkiem nieźle. Jeśli wszystko dobrze pójdzie odłączy się od grupy po zakończeniu roboty nie wracając z nimi wozem. Miał nadzieję, że Skierka nie będzie na to mocno naciskać. Rozmowa z dziwną parą niosła pewne ryzyko ale Klaus był gotów je ponieść.
Skierka wypłaciła bladej parze pieniądze i nakazała się reszcie pakować resztę amunicji na na wóz.
- Ruszamy stąd!- zadecydowała głośno i reszta posłuchała jej. Miejscowi nie planowali ich tu zatrzymać. Wyglądało na to, że wszystko pójdzie zgodnie z planem… Skierki planem. Klaus pomagał ale gdy ostatnie skrzynie ładowały się na wóz podszedł do Skierki i powiedział do niej cichym głosem.
- Szefowa ja tu na gościnnych występach. Swoje zrobiłem mogę się zwinąć i rozliczyć jutro? Mam jeszcze trochę roboty dziś, byłbym wdzięczny za możliwość urwania się na tym etapie. - Klaus był od sprawdzania amunicji. Robotę swoją wykonał więc powinien móc się zawinąć. Poprosił jednak o zgodę i zrobił to z pewną dozą szacunku. Nie było co Skierce podpadać.
- Jak chcesz… ale dalej radzisz sobie sam. Ja i moi ludzie się zwijamy stąd. - wzruszyła ramionami kobieta. - Więc sam odpowiadasz za swój zadek.
- Poradzę sobie. Dziękuję za robotę i polecam się na przyszłość. - Klaus poczekał aż ludzie Skierki się spakują i odjadą. Liczył, że rodzeństwo na tyle zaciekawi jego zostanie, że postanowią z nim porozmawiać. Gdy wóz odjechał rozejrzał się za nimi. Para pogrążona była w rozmowie, nieszczególnie zainteresowana zarówno odjeżdżającymi jak i Klausem. Do samego maga podeszli natomiast miejscowi ochroniarze, chcąc zapewne “wyprosić” z magazynu.

Klaus spojrzał na rodzeństwo i dość głośno powiedział w ich stronę:
- Skierka odmówiła. Znam kilka grup i jeśli poświęcicie mi chwilę, być może rozwiąże ten problem. - Klaus był sam i stał się łatwym celem. Nie zagrażał jednak nikomu a mógł się okazać przydatny.
- To znaczy? - spytał blady mężczyzna i oboje spojrzeli badawczo w jego kierunku. Ochrona na razie odpuściła sobie wyganianie czarodzieja z budynku.
- Im mniej osób was zna tym zapewne lepiej. Mogę pomóc w znalezieniu pośrednika na miejsce Skierki. - póki co Klaus nie deklarował czy będzie to on, banda wuja czy ktoś z zewnątrz bo za mało wiedzieć by cokolwiek deklarować. - Szukacie kogoś do dalszej odsprzedaży waszego towaru którym Skierka najwyraźniej się brzydzi. Wspomnieliście o zyskach, a pieniądze motywują wielu. Opowiedzcie o waszym produkcie i zyskach a postaram się znaleźć dyskretnie kogoś kto zajmie się dystrybucją waszego towaru. Nie obiecam nic w ciemno, bo i niewiele wiem o - wskazał głową na skrzynie - ale i nic nie ryzykujecie na tym etapie. Możecie zmarnować kilka chwil lub coś zyskać, ja zapewne też.
- Gunnar… daj mu trzy fiolki.- rzekła kobieta zwracając się do jednego z podwładnych, a mężczyzna rzekł.
- Wypowiedziałeś wiele słów mój drogi… ale nic z nich nie wynika. Przyjdź do “Nocnej Zmory” jak będziesz miał konkrety.-
- Najpierw chciałbym usłyszeć coś więcej o towarze i zyskach. Jeśli mam spróbować znaleźć na miejsce Skierki kogoś kto ma głowę na karku zapyta o konkrety. Nie zdobędę nikogo godnego uwagi jeśli wcześniej nie będę wiedział więcej. - Klaus powiedział oczywistą prawdę. Wyrwał się i ryzykował rozmową z mrocznym rodzeństwem. Jednak jeśli chce się coś sprzedawać trzeba wiedzieć jak najwięcej o produkcie i cenach.
- Dostajesz konkrety...trzy konkrety. Po co strzępić język, skoro sam możesz sprawdzić towar.- rzekł mężczyzna, gdy Gunnar wcisnął mu trzy fiolki z czerwoną cieczą w dłonie. - Każda jest warta pięćdziesiąt dolarów, ale żądamy za nie czterdziestu. Tak mili jesteśmy.*
- Chciałbym jednak wiedzieć więcej. Nie zażywam takich atrakcji ani żadnych innych. Mógłbym komuś wcisnąć tę zawartość i patrzeć na efekty mam jednak przed sobą sprzedawców. Skierka zareagowała gwałtownie zapewne nie bez powodu. Dobra umowa to taka gdzie każdy wie co zyskuje i co ryzykuje. - Klaus powiedział szczerą prawdę która nie była żadnym odkryciem - To niebezpieczny narkotyk, zapewne silnie uzależniający i ma kłopotliwe skutki uboczne inaczej Skierka by go wzięła na handel. Prosiłbym o więcej szczegółów lubię szczegóły ułatwiają pracę. Czego się tak brzydziła? - Klaus nie podejrzewał rodzeństwo o nadmierną wrażliwość. Otwarta rozmowa w brudnych interesach mogła natomiast zaoszczędzić obu stronom czasu i rozczarowań.
- Poza poczuciem siły i pewności siebie jakie wyzwala wraz z euforią Czerwona Mgiełka pozwala również widzieć w ciemności i wspinać się po ścianach jak pająk. Przez około godzinę po zażyciu. - stwierdził krótko mężczyzna. - Odraza u twojej szefowej jest dla nas niezrozumiała. Może to ten okres w miesiącu?- zakończył z drwiącym uśmieszkiem.*
Klaus kiwał głową zyskując wiedzę o pozytywnych skutkach produktu.
- Być może - Klaus uśmiechnął się do mężczyzny - Jest jednak znana z brawury i braku ostrożności a mimo to - rozejrzał się teatralnie na boki - ulotniła się bez towaru. To oznacza duże kłopoty, duże ryzyko i pewnie miażdżące skutki uboczne. Tyle wiem bez rozmowy, a mimo to zostałem. Opowiedzcie jakich kłopotów mogę się spodziewać? Ułatwi mi to rozmowy, wolę dowiedzieć się jak najwięcej teraz niż potem być przez kogoś zaskoczony. Lepiej dobiorę cele. - Klaus rozmawiał swobodnie obie strony nie znały się i chciał wybadać grunt pod nogami.
- Nie wiem o jakim to ryzyku mówisz.- odparł mężczyzna wykazując pewne oznaki irytacji.- Nie wiem nic o tobie i okolicy w której żyjesz i żadnych konkretach związanych z twoją częścią umowy. Zaczynam podejrzewać, że wbrew swoim słowom jesteś tylko pchełką bez znaczenia i wpływów. I że do nikogo ważnego dostępu nie masz. Dostałeś informacje i próbki… łaskawie pozwolę ci z nimi zrobić co zechcesz. Jeśli je stracisz, sprzedaż samemu lub zużyjesz na sobie to cóż… mogę sobie pozwolić na odrobinę rozdawnicstwa. Niemniej jeśli nie masz nic do dodania poza kolejnymi wynurzeniami to własnego głosu możesz posłuchać gadając do szklanicy w barze.
- Rozumiem dziękuję zatem za rozmowę i mam nadzieję do zobaczenia w “Nocnej Zmorze” - Klaus skinął głową nie chcąc narażać się na mniej przyjemną część rozmowy. Schował fiolki i ruszył w stronę wyjścia z magazynu. Chciał zabezpieczyć towar i solidnie się wyspać. Nikt go nie zatrzymywał, choć Klaus miał wrażenie, że jest obserwowany. Jednakże nikogo nie zauważył. Może więc mu się tylko wydawało? Może to tylko nerwy związane z całą tą sytuacją. Przejście ulicami do znanych sobie okolic przebiegło bez przeszkód. Co prawda raz czarodziej musiał lekko wydłużyć drogę mijając grupę pijanych pół-orków szukających zaczepki. Ogłaszali to krzykami pod adresem ludzi i nieludzi którzy mieli przyjemność być bliżej nich niż Klaus. Klaus dotarł w końcu w okolice kryjówki Wuja. Zszedł do znanej sobie piwnicy i tam odnalazł swoją skrytkę. Jedna z cegieł była poluzowana, za nią natomiast Klaus lata temu wyżłobił dziurę. Początkowo Klaus chował tam zapas wina. Dwie butelki z reguły swoją i Cosimy gdy byli nastolatkami lubili z siostrą poimprezować. Dorośli natomiast nie podzielali ich entuzjazmu. Stąd skrytka wtedy wydawała się szczytem geniuszu a nie straciła swojej roli mimo upływu lat. Zmieniła się tylko rodzaj kontrabandy, Klaus chował tu różne fanty pochodzące z kradzieży, o ile były wystarczająco małe. Cegła była za regałem ze zgniłymi od lat konfiturami. Stały tu od dziesięciu lat. Co dowodziło jak bardzo złą renomę musiało mieć miejsca za sprawą “ducha” autorstwa Dimitriego. Czerwona Mgiełka ukryta za czerwoną cegłą. Czarodziej następnie ruszył do domu. Miał zamiar się solidnie wyspać. Następnego dnia wstać koło południa, dobrze zjeść i ruszyć odebrać od Skierki wynagrodzenie.
 
Icarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-05-2021, 20:14   #10
 
abishai's Avatar
 

Siedzibą Skierki było Przedsiębiorstwo Transportowe “Wicherek”. Całkowicie legalny interes należący do Miły jej siostry. Miła, bardziej delikatna i uprzejma, zajmowała się papierkową robotą związaną z przedsiębiorstwem i zarządzaniem. Skierka zaś… korzystała z biur dla swojej wygody. Nie łączyły nielegalnego i legalnego interesu ze sobą. Była to nauczka z wpadki która kosztowała Miłę kilka miesięcy w więzieniu i kilka traum jakich w nim nabyła.
Obecnie Skierka i Miła działały oddzielnie, acz nadal z tego samego lokum. Budynek trzypiętrowy otoczony był murem i miał dużą bramę przez którą wjeżdżały i wyjeżdżały wozy. Oprócz oficjalnej ochrony miał jeszcze nieoficjalne czujki gangu Skierki.
Także i w okolicznych uliczkach przywódczyni gangu miała swoje oczy. Klaus miał więc małe szanse na dotarcie tam niezauważony. Nie miał zresztą powodów by się ukrywać, wszak szedł po zapłatę. A z tego co wiedział o Skierce, ta wywiązywała się ze swoich zobowiązań.

Okolica była spokojna i niemal sielankowa. Skierka dbała o to by panował porządek w jej ogródku. Wolne elektrony którym zamarzyła się kariera rozbójnika otrzymywały lekcję za pomocą obicia grzbietu. “ Trzymać się od terytorium Skierki, jeśli chcecie rozrabiać”. Prosta lekcja i łatwa do przeprowadzenia odkąd dzięki współpracy z Triadami Skierka zyskała na znaczeniu, potędze i bogactwie. Bowiem stać ją było na licznych podwładnych. Coś czego Dimitri mógł jej tylko zazdrościć. No cóż… Klaus tu czasem bywał. Trzy gangi które stołowały się w “Złotym Żmiju” nie konkurowały między sobą. Wystarczyło się więc grzecznie zachowywać na obcym terenie, by swobodnie sobie łazić. Grzecznie zachowywać i nie wtrącać nosa w interesy innego gangu.

Klaus więc wiedział czego się spodziewać, a jednak został zaskoczony. Bo coś się zmieniło.
Było więcej ludzi przy bramie do przedsiębiorstwa. Więcej obcych ludzi. Skośnookich rewolwerowców w skórzniach. Dołączyli oni do miejscowej ekipy i rozglądali się bacznie i podejrzliwie. W powietrzu czuć było jakąś nerwowość.
Klaus został więc powitany lufami obrzynów i podejrzliwością. Na szczęście obcy skośnoocy nie strzelili, a miejscowi podwładni Skierki rozpoznali maga. Jeden z nich podszedł do niego i spytał wprost.
- Z jakiego powodu pchasz się tutaj? Firma jest zamknięta dziś, przechodzi… eeee… jak to było? A tak. Remament.

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168