Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-09-2021, 21:52   #1
 
Rewik's Avatar
 
[D&D 5e] "Dolina Lodowego Wichru - Zakrzepłe Serca"

Prolog
Lata 1487-1489 Rachuby Dolin;
Daleko na północnej części Wybrzeża Mieczy znajdowała się spowita pod warstwami lodu i śniegu dolina, zwana Doliną Lodowego Wichru. Tkwiło tam, jakby uwięzione w bezkresie czasu, dziesięć osad noszących dumną nazwę Dziesięciu Miast.

Z miesiąca na miesiąc roku 1487 Rachuby Dolin, docierało z tej krainy coraz mniej podróżnych z nowymi wieściami. Nie przybywali też kupcy, oferujący rzadki odontolit lub wyroby z kości unikatowego dla regionu pstrąga. Karawany kupieckie, poławiacze wielorybów, marynarze i inni, którzy wybrali się późnym latem poza Grzbiet Świata do tej bezdusznej krainy, nie powrócili tej zimy, nie powrócili nawet latem roku następnego...

Doliny Lodowego Wichru nawiedziło skrajnie zimne powietrze. Wiatr z furią dął nad sąsiadującym Morzem Ruchomego Lodu, roztrzaskując statki i łajby niczego nie spodziewających się lub zdesperowanych do szaleństwa kapitanów. Słońce, które ongiś rozświetlało zbielałe tereny i zapewniało krztynę wytchnienia od surowych zim, nie wychylało się już zza górskiego łańcucha rozciągającego się na południu... jakby zapomniało o pogrążonych w mroku i mrozie mieszkańcach Dziesięciu Miast.

Tylko nikłe, szare promienie ukrytej za Grzbietem Świata słonecznej tarczy i tylko blado-niebieska łuna księżyca świeci zbyt krótko nad domostwami przerażonych jutrem mieszkańców Doliny Lodowego Wichru.

Dziesięć Miast zostało odcięte od świata. Obfite opady śniegu oraz lawiny odcięły znane piesze szlaki przez przełęcze południowego łańcucha górskiego. Dzisiaj, z nielicznymi, często nieszczęśliwymi wyjątkami, nikt nie pojawia się już w tym regionie, a tylko szaleńcy i samobójcy śmią zaryzykować powrotną podróż...

Lavena, Arlynn, Bran, Lotta, Sorcane
Rok 1489 Rachuby Dolin, Młot - dzień 11, dziewiąte dzwony;
-49 °F, wiatr, bez opadów;

Termalaine zostało wzniesione przez osadników z Calimshanu, lud z południa szczególnie ceniący sobie piękno. Miasteczko rozpościerało się od jeziora Maer Dualdon po rosnące na północy i wschodzie wysokie sosny. W zabudowaniach i w wielu innych miejscach, można dostrzec pozostałość po dziedzictwie tych założycieli z południowych ziem. Drewniane słupy domów, ogrodzenia i malowidła wewnątrz domostw zawierały rzeźbienia przedstawiające czarowników, tygrysy, czy dżiny oraz inne charakterystyczne zdobienia.

Jednakże osobliwy urok miasteczka szybko odchodził w zapomnienie, kiedy zziębniętych wędrowców zaczynały szargać mroźne szpony wiatru atakującego z północy i wgryzającego się głęboko pod ich grube ubrania. Miasteczko zbudowano bowiem w miejscu, gdzie wiatr nieustannie dął z północy w stronę nieco cieplejszego powietrza skupionego nad jeziorem. Wiatr praktycznie nigdy nie ustawał gnębić zarówno tych co pozostawali w mieście, jak i rybaków wypływających na jezioro.

Oprócz rybaków, szkutników oraz rzemieślników, Termalaine było domem dla górników, którzy pozyskują rzadkie kamienie z rozbudowanych formacji jaskiń usytuowanych przy niskich wzgórzach na północy. Zdarza się, że zabłąkają się tam potwory, zmuszając górników do porzucenia pracy. Tak było teraz, jedenastego dnia 1489 roku Rachuby Dolin.

Na zewnątrz przybytku zwanego Niebieskim Małżem, mimo czasu dziewiątych dzwonów wciąż było ciemno. Słońce nie ukazywało się w Termalaine na dłużej jak cztery dzwony, a nawet wtedy światło jedynie muskało masyw górski daleko na południu. W pozostały czas jedynym źródłem światła był księżyc, który za cztery dni osiągnie stadium nowiu.

Nieopodal tawerny, na drewnianej skrzynce stał opatulony w grube ubrania skulony z zimna chłopiec. Niewielu mieszkańców przebywało na zewnątrz, lecz ilekroć ktoś przechodził obok, chłopak wykrzykiwał te same wiadomości.
- Po ostatnich wydarzeniach kopalnia została zamknięta! Zarządca Masthew omawia sprawę kopalni w Niebieskiej Małży!

Chłopak zrobił krótką pauzę, podreptał chwilę w miejscu, po czym kontynuował.
- Szanowny Dzaan z Easthaven ogłasza, że poszukuje śmiałków, którzy podejmą się złapania dla niego duszy Chwinga! Znajdziecie go jeszcze przez pięć dni w mieście Targos, śpieszcie się nim wyruszy do Easthaven! Jest nagroda! Dwadzieścia pięć sztuk złota!

- Rybak Sam zatrudni dwóch, silnych górników do pomocy przy połowie kostnogłowych! Znajdziecie go wieczorami w Niebieskiej Małży!

Czasem ktoś zapytał go o interesującą go sprawę, a inni mijali go bez słowa.


W samym przybytku Niebieska Małża, zebrało się dzisiaj dużo mieszkańców, w większości górników, ale i kilku strażników. Był wśród zebranych także zarządca Termalaine - Oarus Masthew, półork o imponującej aparycji. Włosy miał długie, a szczękę kwadratową. Niewielka blizna przecinająca prawą brew zdobiła jego szarą twarz. Oczy ciemne z zauważalnym błyskiem inteligencji i ciętego humoru.

Przybytek był usytuowany przy nabrzeżu jeziora, w dzielnicy rybackiej i tak też był urządzony. Na ścianach wisiały rybackie sieci udekorowane wyrobami z kości pstrąga kostnogłowego, który mienił się na zielono w blasku ognia, przyjemnie trzeszczącego w palenisku na środku izby.

Wszyscy obecni w karczmie byli świadkiem burzliwej rozmowy wysokiego pół-orka z kapitanem straży. Wszyscy słyszeli, jak ten jawnie przy świadkach odmówił pomocy Oarusowi Masthew z oczyszczeniem kopalni, co bardzo rozwścieczyło zarządcę Termalaine. Po burzliwej wymianie zdań, strażnicy opuścili Niebieską Małż, zaś Oarus przysiadł do szynkwasu, gdzie po drugiej stronie stał karczmarz i najwyraźniej jego przyjaciel. Karczmarzem był bowiem również pół-ork. Znany szerzej Vernon Braig, jako jedyny zdołał uspokoić rozeźlonego Oarusa, kiedy zdawało się że dojdzie do rękoczynów.

Większość ludzi w karczmie żarliwie komentowało to zdarzenie. Lecz inni szybko przeszli do tematów, które bardziej ich zajmowały. Jedni Poszukiwali nowej pracy, inni narzekali na coraz zimniejsze dni. Ktoś opowiadał o problemach ze zdrowiem, a jeszcze ktoś opowiadał, że widział jak bogini Auril przelatywała na niebie ostatniej pełni księżyca.


Informacja: Jeżeli są tu tacy co czytają sesje, to informacyjnie zaznaczam, że z nie mojej inicjatywy, zostały usunięte niektóre posty, dlatego sesja może wydawać się miejscami niekompletna, a niektórzy gracze mogą sprawiać wrażenie, jakby rozmawiali sami ze sobą Poza tym bez sensu, lepiej zagrać!
 

Ostatnio edytowane przez Rewik : 16-07-2022 o 09:14.
Rewik jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-10-2021, 12:04   #2
 
Bellatrix's Avatar
 


Życie w Dolinie Lodowego Wichru było nieustanną walką i wiedział to każdy, kto się tutaj urodził i dorastał. A kto był przyjezdny, szybko przekonywał się o tym na własnej skórze, często bardzo brutalnie. To jednak był dom Arlynn i choć nie rozpieszczał, to wiedziała, że nigdzie indziej nie czułaby się tak dopasowana, jak tutaj. Ostatnimi czasy jednak zima coraz mocniej dawała się wszystkim we znaki, jakby Auril czymś się rozzłościła i chciała jeszcze bardziej uprzykrzyć życie mieszkańcom Doliny. Tropicielka słyszała na ten temat wiele różnych plotek i sama nie wiedziała, w której tkwi choćby ziarno prawdy. Coś jednak z tegoroczną zimą było ewidentnie nie tak i wiedzieli to nawet najmłodsi mieszkańcy Dekapolis.

Do Termalaine dotarła wraz z karawaną kupiecką niziołka Bigby’ego Tallfoota do której najęła się w Bryn Shander. Kupiec szukał kogoś, kto pomoże mu dostać się do miasteczka w możliwie najszybszym czasie i bez zbędnych perypetii po drodze. Arlynn znała Doliny jak własną kieszeń, dlatego zgłosiła się i po krótkiej rozmowie dostała tę pracę. Zwłaszcza, że na obijanie się nie mogła sobie pozwolić, bo miała swoje zobowiązania a swoją pracę uwielbiała - w cichych, zaśnieżonych lasach i na bezkresnych, zimowych polanach czuła się wolna i na miejscu. Bogowie musieli nad nimi czuwać, gdyż podróż minęła spokojnie, choć kilku członków karawany zachorowało i dorobiło się odmrożeń. Niemniej zadanie zostało wykonane i po odebraniu zapłaty od niziołka, Arlynn od razu ruszyła do “Niebieskiej Małży” walcząc po drodze z podmuchami silnego wiatru. Nim odeszła, dostrzegła jeszcze blondwłosą Lottę, która podróżowała z nimi z Bryn Shander oraz krasnoluda Brana pomagającego przy karawanie Tallfoota. Skinęła im obojgu głową, gdy ich spojrzenia się spotkały, po czym ruszyła w głąb miasteczka.

Paskudna aura sprawiała, że przykryte kołdrą białego puchu ulice miasteczka były niemal wyludnione; co jakiś czas mijała jedynie lokalnych spieszących się do swoich zadań i osłaniających przed dmącym wichrem. Termalaine miało to do siebie, że wiatr praktycznie tutaj nie ustawał i trzeba było nauczyć się z tym żyć. Nawet tutejsi rybacy mieli ciężej, niż gdziekolwiek indziej. Gdy dotarła pod karczmę, siłą rzeczy wysłuchała ogłoszeń wykrzykiwanych przez młodego, zziębniętego chłopca. Do Targos na razie się nie wybierała, silna też nie była i na połowie się nie znała a o sprawie kopalni i tak dowie się w środku. Kto wie, może będzie okazja znowu zarobić.

Otworzyła drzwi, wpuszczając zimny wiatr zawiewający śnieg do środka ciepłej izby. Zamknęła je szybko za sobą i wypatrzyła wolny stolik w kącie sali, gdzie się udała, przechodząc między siedzącymi gośćmi. Każdy, kto na nią spojrzał, ujrzał młodą, rudowłosą kobietę średniego wzrostu. Nie była zbyt urodziwa, zatem łatwo było jej się wtopić w tłum, gdyż niewielu mężczyzn zwracało na nią uwagę. Zrzuciła kaptur na barki a bystre, orzechowe oczy zlustrowały główną salę, gdy siadała przy stoliku. Na krześle obok siebie położyła wypchany plecak, solidnie wykonany długi łuk oraz dwa kołczany strzał. Nawet gdy zdjęła ciężki, zimowy płaszcz, pod stertą ubrań ciężko było dostrzec jakiekolwiek kobiece kształty. Przy pasie wisiały jej dwa krótkie miecze i dokładając do tego łuk można było się łatwo domyślić, czym Ruda się zajmuje.

Gdy przy jej stoliku pojawiła się służka, zamówiła rybę z chlebem i kubek grzanego mleka, przysłuchując się burzliwej rozmowie dwóch mężczyzn. Kością niezgodny była kopalnia, o której już wcześniej słyszała od chłopca na zewnątrz. Skoro nawet straż odmówiła pomocy z załatwieniem sprawy, to ta musiała być dość poważna. Niedługo później doniesiono jej posiłek i jedząc, kobieta rozglądała się po sali, siłą rzeczy przysłuchując jednocześnie niektórym rozmowom.

Po zjedzeniu wciąż miała ochotę na kolejny kubek ciepłego mleka, dlatego też podeszła do szynku, tam, gdzie właściciel rozmawiał z mężczyzną proszącym o pomoc przy oczyszczaniu kopalni.
- Jeszcze raz grzane mleko - powiedziała, podając gospodarzowi kubek i spojrzała na zarządcę miasteczka. - Słyszałam pańską rozmowę z kapitanem straży. O co chodzi z tą kopalnią? Z czego trzeba ją oczyścić?

 

Ostatnio edytowane przez Bellatrix : 05-10-2021 o 17:52.
Bellatrix jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-10-2021, 10:32   #3
 
Mi Raaz's Avatar
 
Podobno mało kto na świecie opuszczał przez całe swoje życie swój dom na dalej niż dwadzieścia mil. I choć jego rodzice dużo z nim podróżowali, to myślał, że gdy już raz zapuści korzenie to tak zostanie. Jednak życie jest przewrotne. Powiadają nawet: “Chcesz rozbawić bogów? Zaplanuj sobie życie.” Dlatego krasnolud już nic nie planował.

Znał się na wielu rzeczach jak na swój wiek. Wszak był młodym krasnoludem. Wisiało nad nim widmo siódmej dekady, ale mało kto z przedstawicieli jego rasy w tym wieku myślał o czymś innym niż bitka i miód. No było jeszcze piwo. W zasadzie o piwo było tu łatwiej niż o miód.

Dlaczego padło na Termalaine. Kopalnia różowego turmalinu leżąca nieopodal mogła być dla niego żyłą złota. Turmalin wykazywał ciekawe właściwości po ogrzaniu. Przyciągał inne metale. Nie był w tym najlepszy z tego co Bran kojarzył, a jednak z innych magnetytów mało który nadawał się na biżuterię. Krasnolud wędrując w karawanie rozmyślał o potencjalnych zastosowaniach materiału. Broń? Nie… ale gdyby ozdobić nim tarcze, to można byłoby przyciągać do niej strzały. Miał wiele pomysłów. Wiele eksperymentów w głowie. Na wielu rzeczach się znał… ale bitka nie należała do jednej z nich.

W knajpie było wiele znamienitych osobistości. Rudowłosa ochraniała karawanę którą podróżował. Raczej nie były gadatliwe. Cóż, w sumie nie za to im płacono, więc Bran się nie dziwił. Te lodowe pustkowia utwardzały ludzi. Podobnie jak krasnoludy.

Bran umiał jeszcze coś. Umiał patrzeć. W zasadzie gdyby go zapytać w czym się specjalizuje, to można byłoby powiedzieć, że w myśleniu i patrzeniu.

“Ale ty synuś z tego rodziny nie wyżywisz”

Z zamyślenia wyrwał go głos matki, który tak ciepło wspominał. Skrzywił się na myśl o tym w jakim miejscu swego życia się znalazł. Ale nie było powrotu. Musiał polegać na sobie. Ale czy to zwalniało go z obowiązków pomagania innym? Koplina i ryby były jedynymi źródłami utrzymania tego miejsca. Wymieniano je na szereg innych towarów normalnie niedostępnych na północy. Gdyby tak Bran otworzył tu zakład jubilerski? Tani surowiec blisko. I to surowiec niebanalny...

Bełty do kuszy! - myśli krasnoluda biegały od nostalgii za domem do coraz to nowych pomysłów. - Przecież magnetyzm zwiększyłby szanse trafienia w opancerzonych przeciwników Odpowiednio perforowana ruda mogłaby stać się idealną bronią przeciwpancerną.

Pożałował, że nie kupił kartek papieru. Nadszedł czas, żeby zacząć poważnie myśleć o samotnym życiu. I zacząć wreszcie zapisywać swoje pomysły.

Tymczasem w karczmie zapanowało poruszenie. Nabór do odbicia kopalni i jakaś tajemnica. Dlaczego straż nie chciała się tym zająć? Przecież powinni wiedzieć, że jeżeli górnicy nie będą wydobywać rudy, to kopalnia nie będzie zarabiać. A jeżeli nie będzie zarabiać, to i straż w końcu nie będzie dostawać pieniędzy za swoją służbę. “Nie gryzie się ręki, która cię karmi” - mawiał wuj Mundi -”Chyba, że masz ku temu poważny powód”

Bran wytarł do sucha talerz po zupie rybnej kawałkiem dziwnego rozdmuchanego pieczywa. Otrzepał okruchy z brody i spojrzał na szeroki wachlarz narzędzi przytwierdzony do przedramienia w specjalnej rękawicy. Lewą dłonią ustawił mechanizm prowizorycznego czasomierza. Ludzie mieli tendencję do niedoceniania drobnostek. Ilość oddechów, wypowiadanych słów, nagłe ruchy. Wszystko to mogło świadczyć o ukrytych motywach, trzeba było tylko patrzeć i wiedzieć na co. Patrzeć i myśleć.

Mający metr czterdzieści krasnolud zostawił torbę, tarczę i kuszę przy stoliku i zrobił kilka kroków do formalnego władcy miasta.

- Bran Frostbeard. Krasnoludzki rzemieślnik. - Przedstawił się gdy tylko półork zakończył odpowiadać na pytania najemniczki. Dodał za to pytanie: - To dlaczego straż nie chce się tym zająć?
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-10-2021, 20:41   #4
 
Rewik's Avatar
 
Zarządca Termalaine urwał w pół słowa, kiedy u jego boku pojawiło się kontrastująco drobne względem niego samego dziewczę.

- Trudno było nie usłyszeć, czyż tak? - niezadowolony Oarus Masthew spojrzał na Arlynn, po chwili jego wzrok zbłądził dalej i skupił się na zbliżającym się krasnoludzie Branie. - Nie jesteście stąd, co?

Szaroskóry półork zmarszczył czoło, próbując samemu odpowiedzieć na to pytanie, zaś stojący po drugiej stronie właściciel i kucharz w osobie drugiego półorka, zgarnął drewniany kubek, by go uzupełnić. Stale jednak przysłuchiwał się toczącej rozmowie.
- To świeży problem. Korytarze kopalni turmalinu są rozległe i czasami zalęga się tam stwór z podziemi. Zawsze nasza znajomość z kapitanem Bevrisem była szorstka, ale w takich sprawach nie odmawiał pomocy. Zwłaszcza w taki czas jak ten...

Vernon Braig przytaknął zarządcy, podał uzupełniony kubek mleka Arlynn i dopowiedział kilka słów, kiedy Oarus zrobił krótką przerwę w odpowiedzi.
- Zbliża się nów. Za cztery dni przyjdzie nam wszystkim złożyć ofiarę dla Auril. - mówił - Kopalnie dawały nam w zasadzie jedyne schronienie na tę noc. Są jeszcze podziemne komnaty w Eastside, lecz wszyscy się nie pomieszczą...

- Tak... - wznowił Oarus - Nie jest to dobry moment na niesubordynację... Chciałaś wiedzieć co się wydarzyło? Łuskowate wtargnęły do kopalni z powierzchni i przepędziły górników. Na szczęście bez strat, choć kilka dni wcześniej jeden z górników nie wrócił z kopani do Termalaine. Nie sądzę jednak by sprawy były ze sobą powiązane. Pewnie wpadł w środkowy szyb. - Oarus spojrzał raz jeszcze na krasnoluda, który stanął nieopodal przysłuchując się rozmowie. Jemu, jak i kilku innym osobom, które zebrały się by posłuchać. Bran zadał swoje pytanie o powodzie, dla którego straż nie chciała się go słuchać.

Bran: intuicja - tajny!

Twarz Oarusa, choć nie drgnęła ani trochę zdradzała że temat był dla Oarusa niekomfortowy. To jednakże było zrozumiałe. Jawna niefrasobliwość straży względem autorytetu zarządcy nie mogła zwiastować niczego dobrego.
- Nie wszystkim podoba się to, że półork zarządza ich miastem. - zarządca Termalaine skrzywił się. - Będę musiał znaleźć inne rozwiązanie. Jeśli macie jakiś pomysł, z chęcią go wysłucham.
 
Rewik jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-10-2021, 21:29   #5
 
Stalowy's Avatar
 
Dźwięki fletu niesione przez mroźne wichry wypełniły całą okolicę. Samotna postać stojąca przy ognisku obozującej karawany wznosiła instrument do ust wygrywając łagodną melodię i kołysząc się do jej taktu. Księżyc swoim światłem oblewał grajka który składał poprzez muzykę modły do swojej Pani. Trwało to dobre parę minut i część obozowiczów którzy obserwowali go powróciło do swoich zajęć.
Choć mróz dawał się we znaki tą noc można było uznać za całkiem łagodną. Było stosunkowo jasno, wicher odzierał z ciepła, ale nie wył potępieńczo i nie przedzierał się przez wały uformowane ze śniegu. Ktoś mógłby też zganić karawaniarza, że hałasuje, ale karawana przechodząc przez okolicę i tak zwróciła na siebie uwagę każdej istoty która tu zamieszkiwała.
Sam grajek choć wzrostem dorównywał półorkom to szczupłą sylwetką i płynnością ruchów dawał się rozpoznać jako elf. Tak jak reszta odziany był w grube wielowarstwowe odzienie na które narzuconą miał długą białą pelerynę z kapturem podbitą futrem wielkiego drapieżnego kota. Wełniany szalik który musiał zasłaniać jego twarz był teraz lekko poluzowany by elf mógł grać na instrumencie.
W końcu jego modły doszły końca i elf wygrał ostatnią nutę. Zgromadzeni przy ognisku nagrodzili go krótkimi brawami, na które odpowiedział delikatnym uśmiechem, po czym skłonił lekko głowę. I choć błękitne oczy miał jasne tak bardzo że kojarzyły się z lodowcem, to widać było w nich prawdziwą radość i życzliwość.
Dowódca karawany odchrząknął jednak i polecił rozejść się już do swoich zajęć - znaczy do pilnowania ognia, spania i wartowania. Elf bez słowa zebrał swoje rzeczy, aby udać się na swoją wartę.

***

Termalaine było jednym z największych miast w Dolinie Lodowego Wichru i Sorcane cieszył się że akurat tutaj go przywiało - w takich miejscach zawsze trafiało się “coś do zrobienia”. Przybył do Doliny już kilka lat wcześniej zanim pogoda nie oddzieliła jej od reszty świata. To że tu pozostał nie przeszkadzało mu. Rok, dwa czy dziesięć… dla elfa czas płynął całkiem inaczej niż dla innych śmiertelników. Ach. I oczywiście było coś jeszcze. Coś co objawiało się w trakcie medytacji gdy jego myśli krążyły swobodnie. Ostatnio uciekały w jednym konkretnym kierunku formując obrazy które przepełniały jego serce nadzieją.
Przechodząc obok chłopca krzyczącego różne ogłoszenia przystanął i zapytał się o szczegóły. Sypnął też mu trzema sztukami srebra, a niech ma coś chłopak od losu za sterczenie w miejscu.
Potem udał się do Niebieskiego Małża. Przed wejściem otrzepał buty i narty za śniegu, po czym wszedł i ulokował się pod jedną ze ścian, układając swój sprzęt obok. Długi łuk, miecz, narty, kijki, pojemny plecak… zrzucił też z siebie pelerynę, rozpiął wierzchnią warstwę ubrań. Bez kaptura dało się zobaczyć że ma krótko ostrzyżone czarne włosy i bladą skórę. Za kilka monet zamówił ciepły posiłek wraz z gorącym napitkiem.
Jadł i pił przyglądając się zachowaniu strażników i pyskówce jaka się publicznie odstawiła. Było to bardzo dziwne - wszak straż miejska właśnie była od tego typu spraw. No trudno. Kto inny będzie miał okazję zarobić.
Nim jednak skończył jeść już ktoś doskoczył do Zarządcy i zaczął się dopytywać o tą nieszczęsną kopalnię. Rudowłosa niewiasta - niechybnie tak jak on żyjąca z wędrowania po Dolinie jak i czarnobrody krasnolud o bystrym spojrzeniu. Sorcane nadstawił uszu przeżuwając i kończąc posiłek. Pytanie które sam chciał zadać już padło - zgłosi się jak talerz i kubek będą już puste.

Pierwsze odpowiedzi padły dość szybko. Sorcane podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do szynku.

- Skoro nie możecie liczyć na pomoc straży, potrzebna jest pomoc awanturników, czyż nie? - zagadał, i uprzejmie skłonił głowę - Jestem Sorcane i chętnie pomogę. Coś więcej wiadomo o sytuacji w kopalni? Ilu jest tych łuskowatych?
 
Stalowy jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-10-2021, 10:36   #6
 
Rewik's Avatar
 
Półork przytaknął Sorcane w geście powitania. Zauważył również milczącą kobietę, której strój świadczył o jej dość wysokim statusie. Jego ciężkie spojrzenie spoczęło jednakże z powrotem na bladym mężczyźnie.
- Od razu do rzeczy. Tak zawsze powinno być. Różnie górnicy mawiali. Niecały tuzin, ośmiu inni widzieli tylko pięć łuskowatych. Najlepiej ich spytać.

- Sześciu i jeden, który był skrzydlaty! - wtrącił się któryś z mężczyzn, najpewniej jeden z bezrobotnych górników. - stwór o gadzim pysku i ślepiach jak u smoka, ale mówił we wspólnym.

Górnik opowiedział jeszcze tym, którzy chcieli go słuchać całe zajście w kopalni, tymczasem niejako do Oarusa odezwała się Lavena Da'naei.

Zarządca Termalaine wysłuchał ją do końca, po zastanowieniu odpowiedział.
- Czterdzieści pięć sztuk złota. Tyle mogę wam zaoferować niezależnie ile osób wybierze się na wyprawę. To jak się podzielicie uzgadniacie między sobą. Wypłacę po tym jak osobiście sprawdzę kopalnie po waszym powrocie.
 
Rewik jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-10-2021, 11:51   #7
 
Stalowy's Avatar
 

Oczy Sorcane'a zmierzyły wszystkich zgromadzonych którzy chcieli się udać na oczyszczanie kopalni. Ciekawe.
Natomiast kwestia "wyższej zapłaty za usługę" niewiele go interesowała. Mogła jednak skaptować kogoś jeszcze albo zwiększyć motywację niektórych do podjęcia wyzwania. Tak się składało że tourmaline był dość popularnym kamieniem w niektórych kręgach z którymi Sorcane miał do czynienia i znał mniej więcej wartość tego minerału.

- Mam propozycję. - pogładził się Sorcane po szczęce w wielkim zamyśleniu, mówił trochę ciszej tak by nie słyszeli tego górnicy przy stoliku - Oprócz tych czterdziestu pięciu sztuk złota będziemy mogli wynieść tyle tourmaline'u ile znajdziemy. - posłał pozostałym awanturnikom delikatny uśmiech - Zrezygnuję ze swojej części złota do podziału, a zadowolę się tym co mamy szansę znaleźć, co wy na to? Może pan, panie Frostbeard też chciałby zaryzykować? Podzielilibyśmy się pół na pół?

Propozycja z pewnością była dla krasnoluda kusząca, bo jeżeli był rzemieślnikiem to znacznie lepiej znał wartość kryształów. Co więcej jako krasnolud Frostbeard miał większą szansę zlokalizować gdzie górnicy go składują lub wskazać miejsce gdzie akurat trafiono na złoże.
A jeżeli nic nie znajdą?
Cóż. Wtedy Sorcane'owi wystarczy poczucie spełnienia dobrego uczynku i miejsce do przeczekania gniewu bogini, która nawiedzała Dolinę.




 
Stalowy jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-10-2021, 02:09   #8
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Oberik dotarł do miasteczka wraz z niziołczą karawaną. Mimo, że Dziesięć Miast było wszystkim co w swoim życiu znał, to jednak słyszał historie o tym, że w cieplejszych miejscach, w miastach zamieszkiwało i po kilka dziesiątek tysięcy dusz. Wyobrażał je sobie bardziej jako mrowiska lub ule, niż schronienia dla ludzi. Jego rozmyślania przerwał chłopak, który najwyraźniej był tutejszym obwoływaczem. Dziwił się tylko, że komuś chciało się wyściubiać nos w taki mróz na tyle, że obwoływacz miał racje bytu.

Gdy wszedł do Niebieskim Małżu, stwierdził że musiało się tu zebrać z pół miasteczka. Po tym, jak udało mu się znaleźć miejsce do siedzenia i dostać miskę zupy rybnej, szacunki obniżył do co najwyżej ćwierci.
Oberik nie za bardzo mógł zrozumieć czemu straż miejska miałaby odmówić pomocy przy pozbyciu się koboldów. Od kopalni uzależniony był dobrobyt górników i miasteczka, które przecież opłacało żołd. Nie miał zamiaru ganiać za żadnymi duszami, w łowieniu kostnogłowych doskonale wiedział jak sobie radzi, czyli w ogóle, za to z łuskowatymi zdarzało mu się już mierzyć. Miał jakieś skromne oszczędności, ale ostatnio zimy były coraz bardziej uciążliwe, więc większe zapasy gotówki były mile widziane. Nawinął trochę za długie, brązowe włosy na palec rozważając za i przeciw.
- Do życi z tym. Mogę pomóc z łuskowatymi w kopalni. Kto wie jakiego koloru był tem ze skrzydłami? I co mówił, że słyszałżeś, że po wspólnemu gada. – Rozejrzał się po górnikach, którzy wcześniej wspominali o niechcianych gościach w kopalni.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-10-2021, 13:02   #9
 
Mi Raaz's Avatar
 
Bran skinął milcząco głową słysząc propozycję łowczego. “Tyle turmalinu ile mogliby wynieść”. Przez moment te słowa odbijały się echem w jego głowie. Przez chwilę zaczął dotykać swoimi grubymi palcami jednej dłoni palców drugiej jakby coś zliczał. Nie… nikt się na to nie zgodzi.

- Tak, jestem gotów odebrać wynagrodzenie w dziennym urobku. Nawet, gdybym miał w dzień po oczyszczeniu kopalni pracować z innymi górnikami. Inni bardziej potrzebują gotówki - wzrok Frostbearda powędrował na szlachciankę i jej pomalowane paznokcie. Do tego gładkie dłonie. Nie nawykły do trzymania broni ani żadnych narzędzi. Miał nadzieję, że nic się jej nie stanie w mrokach kopalni. I te buty….

Bujna czupryna Brana pokręciła się na jego potężnych ramionach. Miał typowo krasnoludzką budowę ciała. Udawało mu się upychać sto kilogramów ciała w niecałych stu czterdziestu centymetrach wzrostu. Wszystko to okryte łuskową zbroją i szatą z podbiciem z futra nadawało mu wygląd włochatej kuli.

Nie mówił już więcej. Za to słuchał. Wzmianki o potworach, o bogini. Potrzebował jak naj więcej informacji. Musiał teraz tylko sięgnąć po odpowiednią wiedzę z czasów swojej młodości. Z czym mieli się mierzyć? Cóż za skrzydlata bestia zajmowała jaskinie?

Gdy wszystkie ustalenia co do wyprawy zostały poczynione Bran zabrał sakiewkę i ruszył na zakupy. Trzeba było się uzbroić nie tylko w papier, ale też w kilof. Bełtów do kuszy miał dwadzieścia, więc nie sądził by było mu więcej potrzeba. Wszak potworów miało być nie więcej jak dziesięć.
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-10-2021, 08:54   #10
 
Sayane's Avatar
 
Podróż do Termalaine przebiegła zaskakująco bez przeszkód. Nie żeby tak blisko miast Lotta spodziewała się ataku, ale przezorny zawsze ubezpieczony. No i ostatni rok wyjątkowo obfitował w nieprzewidywalne wydarzenia. Rozważanie tego co było nie leżało jednak w charakterze Lotty, choć wyciąganie wniosków z przeszłości - a i owszem. Póki co odebrała zapłatę od pracodawcy i ruszyła przekazać kilka paczek i wiadomości, które zabrała w poprzednim mieście. Pogoda nie zachęcała do wypraw, lecz ludzie i tak łaknęli kontaktu z rodziną i przyjaciółmi w sąsiednich osadach. A jak kogo nie było stać na podróż to zadowalał się takimi jak ona, którzy mieli większą szansę przeżyć na trakcie.

Do karczmy weszła szybko, nie zawracając sobie głowy krzykaczem. Miała trochę gotówki i nie spieszyło się jej do nowej roboty. Nawet w tych ciężkich czasach Dolina dbała o tych, którzy umieli zadbać o siebie, toteż tylko jednym uchem słuchała rozmowy najemników z półorkiem, siorbiąc zawiesistą zupę rybną. Kto wie kiedy następnym razem zakosztuje pstrąga? Pełnia zimy nie była, łagodnie mówiąc, dobrym czasem na połowy. Nie była wcale, a teraz to…

Kolejne słowa zarządcy sprawiły, że Lotta zesztywniała. Ofiara dla Aurill; to już ten czas. Poczuła jak zupa staje jej w gardle i szybko odłożyła łyżkę, biorąc głęboki wdech. Uważniej przyjrzała się osobom otaczającym półorka. Z większością wędrowała z karawaną; widać już szukali kolejnej roboty. Długo razem nie podróżowali, ale taka znajomość to i tak więcej niż to na co człowiek mógł liczyć przy najemnej robocie. Na chciwą pannę nie zwróciła większej uwagi; nie chce to niech nie bierze, będzie więcej dla innych. Chwilę posłuchała dyskusji nad zapłatą w urobku, z pewnością bardziej opłacalnej w dłuższej perspektywie, ale czy rozsądnej? W ciężkich czasach ludzie chętniej wydzieli złote monety niż kamienie, które kiedyś będą wiele warte, ale kiedy? Gdy do Dolin znów dotrą obce karawany. Czy będzie to wiosną, czy za rok, a może dwa Aurill przestanie wreszcie kaprysić? Tego nie wiedział nikt. A zdaniem Lotty bogini miała ofiary głęboko w swym zimnym zadku. Dolina była wielka, Grzbiet Świata jeszcze większy… Takie Dziesięć Miast to musiał być dla bogini pryszcz. Dziesięć pryszczy. Lotta wzdrygnęła się czując ni stąd ni zowąd przenikliwe zimno. Takie rozważania nie wychodziły na dobre; złe oko sprowadzą, czy co… Wstała energicznie, omal nie wywracając ławy.
- Możecie i mnie liczyć do złota - zwróciła się do zarządcy i najmitów, po czym spojrzała na górników. - Który z was widział z bliska te stwory? Im lepszy opis tym łatwiej je nadziać na miecz.

 
Sayane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172