Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-01-2022, 23:31   #1
 
Tadeus's Avatar
 
[Pathfinder 1e] Za Isger!



Za Isger!

Kroniki Zielonych Płaszczy




Elidir, pałac namiestnika, sala audiencyjna.
Okryta atłasami obła postać Hedvenda Czwartego, namiestnika Isger zatrzęsła się w oburzeniu.
- Ja już nie wytrzymam! Rozumiesz, Vellis?! Ja tego nie zdzierżę! Bogowie mi na świadków, że następnym razem jak ta diabelska suka wezwie mnie do siebie i nakaże pocałowanie swojej sukni, napluję jej w twarz!!!
- Nie jestem pewien, czy rozważnym jest, wypowiadanie w tym miejscu tak...
- Nie przerywaj mi Vellis! Myślisz, że boję się podsłuchów, że nie wiem, że oni wszędzie powtykali te swoje... jak im tam... Ach, pal ich licho!!! - z impetem uderzył w stół, zrzucając z niego stosy zwojów.

Przywykły najwyraźniej do tego typu wybuchów doradca tylko wzruszył ramionami i pokiwał głową z lekką dezaprobatą.
- To koniec Vellis, koniec tego typu poddaństwa, musimy stworzyć własną tożsamość, własną przeklętą samorządność, własną narodową dumę! Namiestnik w przypływie patriotycznych emocji dumnie wypiął pierś, a w kąciku jego oka pojawiła się łza wzruszenia. Na doradcy najwyraźniej nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.
- W każdym razie... - zaczął ostrożnie Vellis, korzystając z chwilowej ciszy. - Omówiłem z mistrzami prawa te stare dokumenty, o których wspominaliście, ale nie jestem pewien, czy to nie byłby zbyt prowokujący gest, wszak mamy już nasze siły milicyj...
- Zinfiltrowane! Skażone! Vellis, czy ty tego nie dostrzegasz? Oni szkolą naszych najlepszych oficerów, piorą im mózgi, żaden z nich nie będzie lojalny gdy...
Machnął ręką, nie chcąc nawet rozwijać tej myśli.
- A zresztą, jak masz to pojąć, skoro sam zaznawałeś u nich nauk... Trzymam cheliańską żmiję na mym własnym łonie!
Jeśli doradca poczuł się urażony, to nie dał tego po sobie poznać. Westchnął tylko i rozłożył przed władcą zebrane prawne opinie.
- Czyli umowy z tymi diabelskimi kurwimi synami nam na to pozwalają... - mruknął do siebie namiestnik. - Podległe tylko naszym strukturom, zarządzane lokalnie, mające w sercu tylko ducha patriotycznego i dobro narodu... Moja zbrojna ręka, oczy i uszy, obrońcy, śledczy i rozjemcy, najznakomitsze umysły w służbie Isger!!!
Doradca boleśnie zmarszczył czoło.
- Panie, myślę, że skarbiec może tego... Mówiliście, że to miała być tylko milicja... Nie mamy środków by...
Było tego aż za dużo, nawet opanowany do tej pory doradca zaczął się pocić i jąkać.
- To nie myśl Vellis, od czego wysłano cię na te luksusowe uniwersytety, za co ja ci płacę? Znajdź złoto!
- Mamy nadal fundusz reprezentacyjny zasilany przez cheliańskie dotacje, ale jego przeznacze...
- Bla bla bla - władca zasłonił uszy, udając, że nie słucha. - Nie chcę wiedzieć o szczegółach tych twoich brudnych przekrętów, złoto ma się znaleźć i tyle!
Dumny ze swojego genialnego pomysłu i nadal skrajnie natchniony patriotycznym duchem władca dostojnie opuścił sale. Doradca jedynie jęknął żałośnie.

***

Trzy tygodnie później, Vellersbach, u podnóża Wyżyny Anger.
- Tedy słuchajta bacznie, co mi tu dla was spisano, cobym nie gadał po próżnicy!!! - ryknął wysoki barczysty wąsacz, którego poznali jako Hadena Wallnara, miejscowego sierżanta obywatelskiej milicji. To on okazał się ich lokalnym kontaktem i to właśnie od niego otrzymać mieli swoją pierwszą misję. Na spotkanie oddziału zdążyli wszyscy, cała czwórka, zrekrutowani w najróżniejszych okolicznościach i stronach Isger i wysłani w to jedno miejsce, by spotkać się o tej konkretnej godzinie i w tym konkretnym dniu.

Tymczasem, gdy rozbrzmiewały pierwsze nuty jego donośnego głosu, wielki gorejący dysk letniego słońca zbliżał się powoli do linii horyzontu, znacząc koniec któregoś z rzędu wyjątkowo parnego dnia. Mimo wszystko, na pogodę nie mogli narzekać, tu, na wyżynach, u podnóża majestatycznego łańcucha gór Menador ukrop był znacznie mniej odczuwalny niż na niżej położonych terenach, z których wcześniej wyruszyli. Przyczyniały się do tego też gwałtowne wiatry schodzące o tej porze po stromych, zalesionych wzgórzach Wyżyny Anger i wyzierających ponad nią surowych skalistych wierchów oddzielających Isger od wiecznie ogarniętego wojną Molthune.

- ... pomni wielkiego zaszczytu, z jakim wiąże się wstąpienie do Zielonych Płaszczy i natchnieni gorejącym duchem miłości do ojczyzny...!!! - wąsacz raźnie kontynuował przydługi, skrajnie pompatyczny wstęp, choć widać było, że miejscami nawet jemu ten bełkot ledwo przechodził przez usta. Jeśli zaś chodziło o Zielone Płaszcze, to faktycznie leżały ładnie złożone u jego boku. Bez większych problemów dało się też dostrzec na nich niewielki biały symbol przedstawiający... Cóż... trzeba było trochę wyobraźni, ale chyba bardzo nieforemny pień drzewa wyrastający ze stylizowanego pagórkowatego terenu.


Hjalmar bardic knowledge > history d20+2 vs 10= 5 porażka
Apolyon knowledge history d20+9 = 22 sukces


Apolyon zdawał sobie sprawę, że to faktycznie odniesienie do prawie zapomnianej formacji zbrojnej Zielonych Płaszczy, która istniała w krótkim okresie, gdy Isger nie było okupowane, między rządami Taldoru, a rządami Cheliax. Historycy nie odnotowali żadnych znacznych sukcesów tej organizacji, choć była ona jedną z niewielu naprawdę wolnych formacji w historii kraju, więc w pewnych kręgach narosło wokół niej trochę patriotycznych legend. Sam znak, niestety dość nieudolnie odwzorowany, to według części historyków symbol sięgającej nieba potęgi wyrosłej z tego otoczonego górami narodu, choć nie brakowało też takich uczonych mężów, którzy dopatrywali się w nim motywów fallicznych powiązanych z popularnym niegdyś na tych terenach kultem Dzikiego Erastila.

Wracając jednak do ich obecnego otoczenia... Uwagę od górskich widoków skutecznie odwracały rozjechane ciężkimi wozami brzydkie ulice Vellersbachu, miasteczka, które było punktem przeładunkowym dla towarów spływających ku reszcie kraju z licznych osad porozrzucanych po Wyżynie Anger. Część z tych dóbr przerabiana była na miejscu w półprodukty, toteż w piękne letnie niebo gdzieniegdzie strzelały pióropusze czarnego gryzącego dymu z hutniczych pieców, śpiew górskich ptaków skutecznie zagłuszał warkot tartaków, zaś krystaliczne górskie powietrze bezustannie zasmradzały zakłady garbujące skóry górskich stworzeń. Może i nie był to ośrodek przemysłu i handlu na miarę tych znanych z bardziej rozwiniętych państw Wewnętrznego Morza, a zasoby naturalne kraju po bezlitosnej eksploatacji prowadzonej przez okupanta nie prezentowały się wyjątkowo, ale dla uciśnionego, wycieńczonego w zeszłych latach wojną z zielonoskórymi kraju był to powód do lokalnej dumy.

Tymczasem wąsacz nadal rozwijał naprawdę iście imponujący zdobiony zwój i deklamował te głupoty, nie zbliżając się ani trochę do sedna sprawy. Aż nagle...
- I udowodnią swą przydatność i oddanie przeciwdziałając lokalnej cheliani... - mężczyzna podrapał się po głowie. - Cóż to za bzdury?! Istnieje w ogóle takie słowo?!
Wzruszył ramionami i kontynuował.
- ... przeciwdziałając che-lia-ni-za-cji isgerskiej młodzieży na Wyżynie Anger!!!
Przeczytał to jeszcze dwa razy.
- Niech mnie kleszcze oblezą, tu naprawdę tak stoi...
Popatrzył bez przekonania na nich, potem na zwój, potem znowu na nich.
- No. Ludziska! - klasnął w dłonie, nieudolnie maskując sztucznym entuzjazmem swoją niepewność. - Tedy mam nadzieję, żeście wszystko pojęli, tako jak wam wyłożono, macie dwa tygodnie na odwrócenie tej całej chelialibacji, i jak się spiszecie, to będę czekał na was z godnym żołdem, prosto z królewskiej kiesy!!!
Widząc spojrzenia, dodał.
- Pięćdziesiąt sztuk złota dla każdego!

Percepcja albo Sense Motive
Darvan d20+4 vs 15= 5 porażka
Hjalmar d20+4 vs 15= 12 porażka
Apolyon d20+6 vs 15= 16 sukces


Apolyonowi, który w czasie odczytu bacznie obserwował reakcje wąsacza, nie umknęło, że jego wzrok zachowywał się dość dziwnie. Jakby między linijkami, które odczytuje, były też jakieś informacje, które tylko przyjmował do własnej wiadomości, ale się nimi nie dzielił. Dodatkowo wyjątkowo uważnie baczył na to, by nikt nie zajrzał mu przez ramię albo nie ujrzał od boku, co było tam zapisane.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 08-02-2022 o 00:01.
Tadeus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-02-2022, 11:01   #2
 
Arvelus's Avatar
 


Wcześniej…

- Hej, hejhej… panowie… muszę was uprzedzić, że ja nie mam możliwości pokonania was, bez zabijania… jeśli postąpicie ten krok… - rzezimieszki w ciemnej alejce postąpiły ten krok w symbolicznym rzuceniu wyzwania - te dwa kroki - poprawił się szybko - to padną trupy. Osobiście mam nadzieję, że tylko po waszej stronie ale szczerze mówiąc, to patrząc po waszej ilości wcale niekoniecznie byłbym tego pewny. Chcę abyście rozumieli sytuację… tu nie będzie nikogo kto został zlany na kwaśne jabłko i leży ze złamanym nosem w wymiocinach które z siebie wypluł po dostaniu pałą w żołądek. Będą same trupy, albo wkrótce-trupy.

Nie skończyło się dobrze… trzy minuty krwawej walki później Apolyon mocno chwiejnym, jakby pijanym krokiem opuszczał alejkę. Był skrawiony, lewe oko piekło niemiłosiernie przez krew która je zalała, prawe żebra miał co najmniej zbite, może pęknięte, a kolano źle zniosło lagę w jego bok.
- Szlag… - zaklął widząc nadbiegającą straż. Obejrzał się w tył… wyglądało jak w kiepskiej rzeźni. Niby ktokolwiek ktoby spojrzał będzie widział, że to on był napadnięty, a nie odwrotnie… ale ten ktoś będzie musiał chcieć spojrzeć. A był obcy w mieście.

Nie opierał się straży. Nie miał na to sił.




Apolyon wysłuchał napompowanej przemowy z… dystansem i lekkim rozbawieniem. Był wysoki, silnie zbudowany i miał wokół siebie nienaturalną aurę… i te złote oczy i złote ozdobniki na twarzy.

Gdy usłyszał zadanie zmarszczył brwi.
- To jest niebanalna rzecz. Co będzie wyznacznikiem sukcesu? Powstrzymanie narastania nastrojów pro-Chelliańskich jest nietrywialne w pomiarze. Bez jaśniejszych wytycznych czy sugestii będziemy musieli też poświęcić czas na rozeznanie się w sytuacji polito-społecznej. Dopiero przybyliśmy Vellersbachu. Dopiero będziemy musieli się zorientować co oznacza “Chellianizacja młodzieży” w tym konkretnym przypadku, a przede weszytskim czym jest ona spowodowana.

 

Ostatnio edytowane przez Arvelus : 01-02-2022 o 11:08.
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-02-2022, 22:31   #3
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Młody, wysoki mężczyzna siedział na krześle, wygodnie rozparty. Ubranie, jakie miał na sobie, nosiło ślady długiej wędrówki, ale zawartość sakiewki sprawiła, że tak karczmarz, jak i kelnerka zdawali się tego nie zauważać. Wino z goździkami i cynamonem wyganiało z ciała zmęczenie, spowodowane długą podróżą.
Przegładził dłonią brązowe włosy, które najwyraźniej od dawna nie widziały nożyczek balwierza, a które po tej 'operacji' stale wyglądały, jakby czesał je wiatr.
Z tarasu, na którym siedział, miał świetny widok na ulicę. Szczupła blondynka przyciągnęła jego wzrok. Wcięcie w talii, zgrabne łydki, kształtny biust... Marzenie... Uśmiechnął się mimowolnie.
Dziewczyna pochwyciła jego wzrok. Jej oblicze się rozpromieniło.
- Tam jest! Tam! To on! - krzyknęła, wskazując na Darvana. - Łapcie go!
Paru idących w pewnej odległości za nią mężczyzn ruszyło biegiem w stronę karczmy.
Darvan był młody, ale nie głupi. Przynajmniej nie do tego stopnia, by czekać i wyjaśniać, że wcześniej nie widział jej na oczy, nie dybał na jej cnotę ani nie obiecywał małżeństwa.
Zostawiając puchar do połowy wypełniony winem, tudzież rachunek do uregulowania, rzucił się do wnętrza, by natychmiast je opuścić kuchennymi drzwiami.
Saringallow do wielkich miast nie należało, ale w dzień targowy łatwo było zmieszać się z tłumem a potem zniknąć w krętych uliczkach. Darvan jednak nie zamierzał zbytnio ryzykować. Korzystając z pierwszej okazji opuścił miasto.

* * *


Darvan z umiarkowanym zainteresowaniem wsłuchiwał się w przemowę wygłaszaną (czy raczej odczytywaną) przez Hadena Wallnara. Rozumiał z niej piąte przez dziesiąte, chociaż raczej wynikało to ze sposobu czytania, a nie z powodu zmęczenia po ciekawie spędzonej nocy,
Chelinizacja..., pomyślał. Ciekawe słowo. Ale jak ona się objawia? - zadumał się, tracąc kilka zdań z przemowy.
Do rzeczywistości przywróciła go kwota obiecanej nagrody... tudzież cały ocean wątpliwości tkwiący w słowach jednego z przyszłych Zielonych Płaszczy.
- Co racja, to racja - poparł przedmówcę. - Bo chyba nie chodzi o to, byśmy przyprowadzili paru odchelianizowanych młodzieńców...
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-02-2022, 01:38   #4
Aro
 
Aro's Avatar
 
Ulfeńskie stereotypy miały w sobie, jak to zazwyczaj ze stereotypami bywa, ziarno prawdy. Lud wywodzący się z odległych i mroźnych krain północy, który wsławił się łupieniem, żeglugą i barbarzyńską (wedle południowych standardów) kulturą, którego przedstawiciele odstawali od innych wzrostem, jasnym owłosieniem i dziwnym językiem; umiłowaniem alkoholu i krwawych starć; dla których sława i chwała była celem życiowym. Reputacja Ulfenów znacznie ich wyprzedzała i gdy langskipy tylko majaczyły na horyzoncie, wiadomym było że nadchodzą problemy.

I z jednej strony Hjalmar Hartvigsen potwierdzał powtarzane historie na temat Ulfenów - wysoki na dwa metry, atletycznej budowy, z długimi kudłami splecionymi na północną modłę w warkocze małe i duże, z klanowymi tatuażami stylizowanymi na krucze skrzydła na skroniach. Obrazu nieustraszonego północnego łupieżcy dopełniała skórzana zbroja, płaszcz podszyty i wykończony futrem oraz wielki dwuręczny miecz u pasa. Z drugiej jednak strony, obraz burzył chociażby melodyjny głos, przyjacielskie usposobienie czy kultura osobista.

Hjalmar Hartvigsen może i przybył do Isgeru wraz z Kruczą Kompanią jako młodzieniec, spędzając lata na najemniczej pracy, ale ostatnimi czasy dał się poznać Isgerczykom z zupełnie innej, nie-barbarzyńskiej strony. Formujące lata spędził na tułaczce po tej części świata jako wędrowny bard, chociaż sam siebie zwał skaldem oraz nieco rzadziej jako najmenik. Hjalmar reprezentował tą kulturową stronę Ulfenów, jako sztukmistrz, bajarz czy poeta, co nie raz i nie dwa skutkowało w skonfundowanych spojrzeniach czy cichych śmiechach.

Tylko jak i dlaczego ulfeński skald z dalekiej północy zainteresował się Zielonymi Płaszczami? Powodów można było doszukiwać się chociażby w Maximilienie Moulin, partnerem w fachu i drugą połówką dynamicznego duetu "Słowik i Lis", jak razem byli znani. Isgerański patriota zapewne wypełnił hjalmarową głowę propagandą i historiami o niepodległym Isgerze. Może też zwykły potencjał historii traktującej o walce o niepodległość poruszył ulfeńskie serce? A może zwykły brzęk monet? Może sława i chwała? Może...

Koniec końców, jakie powody by nie były, Hjalmar Hartvigsen, zwany również Słowikiem, wstąpił w służbę Namiestnikowi z oddaniem godnym niejednego patrioty.


***



Vellersbach przypominało mu nieco rodzinne strony. Podgórska mieścina z malowniczym widokiem na górski krajobraz była dosyć przyjemna, zwłaszcza że nizinny ukrop tutaj był lżejszy. Mimo że Hjalmar na południu spędzał już któryś rok z rzędu, to zdecydowanie preferował chłodniejsze klimaty, zwłaszcza gdy dodać doń świeże górskie powietrze. Ulfen chłonął więc atmosferę, z uwagą wysłuchując słów Hadena Wallnara, zerkając też z ciekawością na nowych towarzyszy. O ile dwójka, która zabrała głos, napawała optymizmem, tak trzeci w porównaniu wypadał blado.

Podobnie jak przydługa i pompatyczna przemowa sierżanta, z którego mówca była mierny. Może była to też kwestia materiału, ale Hjalmar powstrzymał się od komentarza na temat jakości poleceń, mimo że zgadzał się ze słowami Apolyona i Darvana. To, czy "chelianizacja" była słowem zostawił do oceny lingwistom.

- Pan powie coś więcej - odezwał się melodyjnym głosem ciężko akcentującym Wspólny. - "Przeciwdziałanie chelianizacji młodzieży" to dosyć obszerny zwrot, a my prości ludzie. Gdzie i jak mamy zacząć?
 
Aro jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-02-2022, 14:03   #5
 
Tadeus's Avatar
 
Sierżant uśmiechnął się z ulgą, widząc, iż zebrani najwyraźniej lepiej od niego zrozumieli, o co w tej całej sprawie chodzi.

Zmarszczył jednak czoło słysząc jedno z pytań Apolyona.
- Pomiary? Wyznaczniki sukcesu? - prychnął. - Nie jesteście najmitami, albo jakąś awanturniczą hołotą, której płaci się od łba orka, jesteście na służbie! - to ostatnie wypowiedział z nieskrywaną dumą.
- Dostaliście zadanie, które wykonacie najlepiej, jak potraficie, później złożycie sprawozdanie z waszego działania i wypłacony zostanie wam żołd.
Powiódł wzrokiem po całej czwórce.
- A jak potem się okaże żeście nałgali to tradycyjną modłą pewnikiem was powieszą, albo zdegradują, albo coś... - wzruszył ramionami, bo zapewne dokładny kodeks formacji nie był jeszcze nawet w przybliżeniu ustalony. - Jak to na służbie...

Towarzyszący im młody blondyn w starej pocerowanej przeszywanicy, wyglądał przez moment, jakby chciał coś powiedzieć, ale najwyraźniej albo zgubił wątek, albo ostatecznie zabrakło mu pewności. Nasłuchiwał tylko z uwagą, starając się nie bez trudu pojąć wszystko, co było wokół niego dyskutowane. Widać było, że nie przywykł do światłego towarzystwa i życie spędził raczej na jakiejś wsi.

- A jak macie te całe lianizacje odwrócić, to już wasza głowa! Wszak płacą wam lepiej niźli mi, tedy pewnie łby macie niekiepskie! -
Dało się wyłapać, że był trochę naburmuszony i nie do końca rozumiał, czemu stojąca przed nim grupka nowicjuszy ma niby zarabiać więcej od niego.
- Ja tam się szczylami tutejszymi zbytnio nie interesuje, ale rzeczą wiadomą jest, że w Vellersbach się raczej haruje niż mieszka. Mało tu dzieciarni, większość rodzin osiedlona jest na samej Wyżynie. Ale za to dużo się tu gada po ulicach i wyszynkach tedy pewnikiem warto tu pójść na wypytki.

Podrapał się za uchem.
- No, jeśli chcecie jeszcze pogaworzyć, to chyżo jeśli łaska, bo już po służbie jestem. A co do tych dwóch tygodni, nie frasujcie się przesadnie, ja tu ciągle na stanowisku jestem, dzień w tę, czy we w tę pewnikiem nie zrobi różnicy, jakbyście się mieli gdzieś zasiedzieć. Byle nie przesadnie!
 
Tadeus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-02-2022, 10:36   #6
Aro
 
Aro's Avatar
 
Początki od wieków były burzliwe, to była oczywista oczywistość, ale rzadko kiedy mówiono o tym, jak charakteryzował je również nader imponujący brak organizacji, czego właśnie byli świadkami. Może była to kwestia prowincjonalizmu, a może zwyczajnego marazmu organów rządzących w postaci sierżanta Wallnara. Cóż, jakby nie było, dostali polecenie służbowe i to w ich gestii leżało jego wykonanie, wbrew mętnym i niejasnym instrukcjom zleceniodawców. Ot, odwieczna dola pracowników niskiego szczebla, w niektórych kręgach zwanych PPP - "przynieś, podaj, pozamiataj".

W jednym jedynie sierżant Wallnar zabłysnął, gdy zasugerował udanie się na wypytki po okolicy. Jak w każdej ostoji cywilizacji, tak i w Vellersbach zapewne plotka goniła plotkę i plotką poganiała. Przynajmniej mieli jakiś punkt startu w imię chlubnej służby na rzecz przeciwdziałania chelianizacji przyszłości narodu. Hjalmar rąbnął dłońmi o kolana i podniósł się ze swojego siedziska.

- Tak jest, panie sierżancie - rzucił sucho w stronę oficera i odwrócił się ku nowym towarzyszom. - Rozprostujmy kości i przespacerujmy się do jakowejś tawerny. Popytamy, pogadamy, zobaczymy. Może zmoczymy gardła przy okazji.
 
Aro jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-02-2022, 22:26   #7
 
Arvelus's Avatar
 
Apolyonowi nie podobała się odpowiedź, ale może to jakiegoś rodzaju test był? Sprawdzenie czy potrafią myśleć pozasystemowo? Na pewno chodziło o więcej niż im mówiono, ale nie wierzył by było sens o to pytać.
- Zrobimy co się da - odpowiedział w końcu zdecydowanie, ale bardziej by ramionami wzruszył szczerze mówiąc. Kłamać nie zamierzał. Albo wyjdzie albo nie. Najwyżej podziękują im za współpracę i drogi się rozejdą.
 
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-02-2022, 13:55   #8
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Po co zadawać pytania i mówić o wątpliwościach, skoro otrzymane odpowiedzi były baaaaaardzo dalekie od doskonałości.
Zdanie Darvana o wojskowych było ogólnie kiepskie, sierżant - na pierwszy i drugi rzut oka - od ogólnego poziomu nie odstawał. Na plus. Nawet sugestia, by nowo powstała drużyna Zielonych Płaszczy zaczęła poszukiwania od odwiedzenia paru miejsc znanych ze sprzedaży alkoholu opinii zaklinacza o sierżancie nie poprawiła.

- Sierżancie, jakieś sugestie co do tego, jakie karczmy czy gospody odwiedzić? - zapytał. - Wszak my nietutejsi.
- No i może jeszcze jedno - dodał, nim sierżant udzielił odpowiedzi. - Gdzie warto zajrzeć, by w miarę tani i jednocześnie porządny nocleg?
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-02-2022, 20:13   #9
 
Tadeus's Avatar
 
Sierżant, słysząc pytanie, klasnął z zadowoleniem w wielkie jak bochny dłonie.
- Ha! Tośmy wreszcie dotarli do drogich mi tematów!
Wskazał gwarną, kopcącą kominami mieścinę.
- Vellersbach może wielkie nie jest, ale wyszynków ci u nas pod dostatkiem i każdy cosik dla siebie znajdzie, czy to pan, czy cham!
Odgiął jeden z wielkich paluchów.
- Pocznę od najgorszego, bo i najbliżej. Zajazd "Kontynentalny" - to drugie słowo wypowiedział z kwaśną miną. - Drogo, a towarzystwo sztywne, jakoby im kto kije... Sami rozumiecie. Do tego nietutejsze podejrzane jadło i trunki tak cienkie, że w innych karczmach by za wodę uchodziły. Ale dziwnym trafem coraz więcej luda tam wali. - wzruszył ramionami i odgiął drugi palec

- "Szczur" - parsknął. - A właściwie "Pod Świerkiem". - pokazał ręką obskurniejszą część miasta i ledwo widoczne w oddali wysokie iglaste drzewo. - Mamy tu taki plac, gdzie porozstawiano koślawe baraki pracownicze. I robole sobie z jednego z nich jadłodajnię zrobili. Ale z czasem i ludziska spoza zaczęli chodzić, bo piwa nie chrzczą i serwują świetne ostre kiełbasy. Sporo tam takich, co to ledwo od cyca matki odstawieni, a już przyjechać do miasta harować musieli. Więc już nie szczyle, ale im jeszcze morda włosem nie obrosła.

W końcu dotarł do palucha trzeciego.
- "U Gertrudy" - cmoknął. - Najlepsze nalewki na północ od stolicy, a wypieki takie, że palce lizać. Do tego dość czyste i tanie pokoje, choć rzadko mają wiele z nich wolnych. Tylko sama Gertruda to takie babsko, że... - nabrał powietrza i westchnął. - Brak słów, panowie, brak słów.

- No, opowiadać bym mógł jeszcze do świtu, ale to pewnikiem wam na rozruch wystarczy, byście zaznali trochę miejscowych uroków.
 
Tadeus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2022, 20:19   #10
 
Tadeus's Avatar
 
Po krótkiej naradzie postanowili pożegnać się z sierżantem i zacząć poszukiwania od wspomnianego Zajazdu Kontynentalnego.

Haden nie kłamał. Przybytek naprawdę był popularny. Mieścił się w przestronnej dwupiętrowej kamienicy. Wokół samego, wyjątkowo przyzwoicie prezentującego się jak na te strony budynku znajdowało się też obszerne podwórko, wozownia i drobne pomieszczenia gospodarcze. Wokół zajazdu ustawiono liczne stoły i ławy, które w te ciepłe dni, o tej popularnej wieczornej porze oblegane były gwarnie przez gości. Co więcej, nawet poza terenem, już za ogrodzeniem pełno było małych grupek głównie młodszych miejscowych, którzy wyglądali tak, jakby po prostu chcieli tam "pobywać" nie mając jednak pieniędzy na oferowane w środku produkty.

Na szczęście w samym wnętrzu udało im się znaleźć wolny stół. Było czysto i porządnie. Meble były niepoobijane, ściany świeżo odmalowane, zadbano też o symboliczne dekoracje w stylu wręcz niepokojąco symetrycznie umieszczonych kwiatów, czy licznych estetycznie-nijakich rycin na ścianach.

Hjalmar bardic knowledge (geography) d20+2 vs 10= 14 sukces


Skald znał te sławne widoki. Wszystkie, czy mowa była o majestatycznych górach, stromych klifach, czy dzikich zatokach... Wszystkie znajdowały się na terenie Cheliax, bądź okupowanych przez to państwo ziem. Wyjątek stanowił wizerunek charakterystycznej wyspy o kształcie łzy znajdującej się na rozwidleniu rzeki, które, jak kojarzył, odnosiło się do magicznej wyspy z cheliańskiej opery "Lorelei" i często pojawiało się na obrazach wielu artystów z regionu.

Jeśli chodziło o resztę gości to stanowili dość barwną mieszankę średnich sfer Isger. Było tam trochę dyskutujących głośno o interesach kupców, ze dwóch mężczyzn, którzy wyglądali na jakichś inżynierów albo kierowników w jednej z miejscowych manufaktur, co dało się poznać po miernicy i kartuszach zmian zalegającym im na stole. W kącie siedziała też jakaś zamożniejsza rodzina z dwójką dzieci, sądząc po ubraniu i nietutejszym akcencie, prawdopodobnie obcokrajowców, oraz, kawałek dalej, piątka niziołków ostro tnących w kości.

Gdy oni rozglądali się po wnętrzu, czwarty z nich, który po drodze krótko i nieśmiało przedstawił im się jako Yann wyraźnie starał się ukryć, jak bardzo niekomfortowo czuł się w tym miejscu. Spuszczał wzrok, miast tego koncentrując się na tajemniczym białym symbolu wyszytym na płaszczu, który on, podobnie jak pozostała trójka dostali od sierżanta. Z perspektywy pozostałej trójki same płaszcze nie były niczym wyjątkowym, ale przy jego wytartych chłopskich gaciach i wielokrotnie cerowanej, starej przeszywanicy, odziedziczonej zapewne po rodzinie, jawiły się jako rzemieślnicze dzieło sztuki.

Obsługa, w postaci młodej bladej kobiety zjawiła się tam nadspodziewanie szybko przy tak dużej ilości gości. Wstępne pytania o ceny również były miłym zaskoczeniem. To prawda, były wyższe niż w byle spelunie, ale poza tym prezentowały średni isgerski poziom. Taki sam, jakiego można by spodziewać się w większości przyzwoitszych tawern gdzieś przy traktach. Yann jednak nie wyglądał na uspokojonego. Uśmiechnął się w wymuszony sposób.
- Panowie zamawiają, ja niegłodny, niedawnom jadł całkiem...
 
Tadeus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172