Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-07-2022, 10:58   #1
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
[PF1e][SoP] Gniew Burzy

Gniew Burzy
Rozdział I: W Strugach Deszczu


Suchy ląd, nareszcie!
Ostrze Kaavy wypłynęło blisko tydzień temu z Portu Wolność na południe, tuż poza obecne granice Sargavy. Żegluga wzdłuż wybrzeża zwykle należała do wygodniejszych i szybszych sposobów transportu, ale tym razem tak nie było. W głębi Zatoki Desperacji od dłuższego czasu utrzymywały się ciemne chmury burzowe, co jakiś czas zbliżając się do lądu, przynosząc ze sobą sztormy i potężne wiatry. Kapitan Ostrza , siwy półork o ciemnej karnacji, był doświadczonym wilkiem morskim o latach doświadczenia, lecz nawet on szybko doszedł do wniosku, że najwyraźniej Gozreh wystawiało go na jakąś próbę, bo od lat nie musiał zmagać się z tak nieprzychylną pogodą. Mimo tego i kilku groźniejszych incydentów w rodzaju uszkodzenia wyposażenia czy wypadnięcia jednego z goblińskich majtków za burtę, podróż upłynęła bez poważnych strat, co nie znaczy, że była komfortowa. Wielu nieprzyzwyczajonych do morskich wojaży pasażerów albo kryło się większość czasu w swoich kajutach, albo co i rusz biegało „podzielić się obiadem z rybami”, jak to ze śmiechem kwitowali marynarze. Szczególnie przodował w tym pan Menius, któremu te kilka dni męki pozwoliło zauważalnie stracić na wciąż jednak pokaźnej wadze. Na szczęście te męki dobiegały już końca - w oddali widać już było skromne zabudowania Pridon’s Hearth, usytuowanego w spokojnej delcie rzeki Korir.


Z daleka kolonia nie robiła imponującego wrażenia - ot, niewielkie miasteczko zbudowane na samym skraju dżungli, zajmujące fragment bagnistego wybrzeża i kilka pobliskich wysepek, połączonych prostymi mostami. Z bliska zaś… nie było dużej różnicy. Drewniane zabudowania, część postawiona na kamiennych fundamentach, a część na wbitych w bagna i wodę drewnianych palach, były rozmieszczone dość luźno, korzystając z wolnej przestrzeni. W większości przypadków były to proste piętrowe domy, zapewne ze sklepami czy zakładami rzemieślniczymi na parterze, tylko na jednej z wysp widać było kilka dużych magazynów, położonych tuż obok przystani. Jedynymi w pełni kamiennymi zabudowaniami był mur okalający tą część kolonii znajdującą się na stałym lądzie, stojąca tuż obok niego świątynia Abadara z ozdobioną charakterystycznym kluczem wieżą, a także postawiona na pobliskim klifie, górująca nad całą okolicą piękna willa, zapewne należąca do tutejszego zarządcy.


Pogoda wciąż była kapryśna - niebo pokrywały chmury, z rzadka tylko pozwalając przebić się promieniom słońca, za to cały czas grożąc kolejną już ulewą. Wiała lekka morska bryza, co jakiś czas mocnymi podmuchami przypominając, że w każdym momencie może przerodzić się w pełnoprawny sztorm. Z tego też powodu kapitan Borsk zarządził, że Ostrze zakotwiczy na otwartej wodzie, niedaleko stojącego tam już Kobaltowego Oka, a pasażerowie będą musieli pokonać ostatnie kilkaset metrów w szalupach. Protesty panów Blackwella i Meniusa na nic się nie zdały, i parę minut później obaj siedzieli wraz z asystentami tego pierwszego w jednej z dwóch łódek wiosłowych, napędzanych przez utyskujących na dodatkową robotę marynarzy. Drugą zajmowała pani Tullia, Umuzu i kilku rzemieślników, zaś na pokładzie na drugi kurs oczekiwali odpowiadający na ogłoszenie władz kolonii najemnicy oraz obwieszeni ciężkim ekwipażem tragarze i robotnicy. Póki co morze u ujścia rzeki było spokojne, więc ledwie kilka chwil później sześciu mężczyzn z różnych stron Golarionu rozsiadało się w chybotliwej szalupie, spoglądając w stronę nadchodzącej przygody. Ta jak na razie nie zapowiadała się wielce ekscytująco, ale większość porywających opowieści nie zaczynała się od trzęsienia ziemi, czyż nie?
Któż wiedział, co czekało ich na burzliwej delcie Koriru?
 
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-07-2022, 12:20   #2
 
Zaalaos's Avatar
 
Nowe, nieobciążone butem cywilizacji miejsca zawsze przyciągały najdziwaczniejsze zbierany ludzi. Od bogatych inwestorów i zdesperowanych biedaków liczących na powiększenie swoich fortun, przez naukowców szukających odpowiedzi na męczące ich pytania, po kapłanów wszelakich bóstw, liczących na nawrócenie miejscowych. Nie inaczej było i teraz.

Wśród tej zbieraniny nieznacznie wybijał się dość młody mężczyzna. Bynajmniej nie z powodu niezwykłego krasmóstwa, czy charyzmatycznej osobowości. Nie. Był najzwyczajniej w świecie najbrzydszą osobą na pokładzie. Twarz nosiła znamiona jakiejś choroby, choć tydzień podróży i morskie powietrze musiały dobrze mu zrobić. Gdy wsiadał na pokład cała jego czaszka wyglądała niemal jak zaczynające powoli gnić mięso, a dziś w dniu zejścia ze statku była tylko nieco zaczerwieniona i wyglądała bardziej jakby została poparzona. Całość wieńczyło pojedyncze pasmo ciemnych włosów, zaczesane do tyłu i ciemne oczy, błyszczące żywą inteligencją.

Ubierał się w proste, lecz nienagannie czyste ubrania zakrywające wszystko oprócz twarzy, wliczając w to dłonie. Przez klatkę piersiową miał przeciągnięty bandolier z którego wystawały chirurgiczne narzędzia i alchemiczne wyroby.

Uwagę przykuł też swoją gotowością do niesienia pomocy. Dość szybko po statku rozeszła się wieść że na pokładzie jest lekarz z specjalizacją z zakresu chirurgii i alchemii stosowanej, gdy w ciągu kilku minut złożył złamanie u jednego z majtków który niezbyt szczęśliwie spadł z olinowania. Wieść mówiła też że nazywa się Jin Dhis i wyruszył w poszukiwaniu przygód i wiedzy.

Większość wolnego czasu spędzał albo pomagając z drobnymi dolegliwościami pasażerów i załogi, albo męcząc Howarda Blackwella o szczegóły jego pracy i stosowane metody, albo unikając półelfiej kapłanki. Ta na szczęście rzadko wychodziła na pokład, tak więc ich drogi nie stykały się zbyt często.

***

Alchemik wsiadając do szalupy podał dłoń jednemu z podróżników i serdecznie ją uścisnął, widocznie musieli się wcześniej znać. Być może nawet od lat. Teraz siedząc razem z pięcioma innymi śmiałkami uniósł rękę i uśmiechnął się krzywo.

- Jin Dhis, lekarz, alchemik, alumnus szkoły oficerskiej. Poza Edwardem zdaję się że nie miałem przyjemności nikogo z państwa poznać. - powiedział wskazując dłonią mężczyznę z którym wcześniej się witał - Co państwa sprowadza do tego zapomnianego przez bogów miejsca?
 

Ostatnio edytowane przez Zaalaos : 04-07-2022 o 13:32. Powód: Literówki, błędy logiczne
Zaalaos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-07-2022, 11:18   #3
 
EdwardDragon's Avatar
 
Pomimo niezbyt przychylnej pogody od czasu do czasu szwendał się dość specyficzny człowiek w szpiczastym kapeluszu. Zdecydowanie wyglądający na czarodzieja jegomość rozglądał się po niebie jakby z nadzieją czegoś w nim wypatrywał.. można by zgadywać co mogłoby to być gdyby dość jasną wskazówką nie było jego zagadywanie pozostałych osobistości na statku o ich zdanie na temat smoków.

Sam czarodziej poza swoim kapeluszem nosił podręczną torbę zawieszoną o ramie na dość wygodnej, choć nieco znoszonej czarnej szacie. Jedyną częścią ubioru nie mającą innego odcienia czerni była biała koszula i dość wyróżniający się srebrny sygnet prezentujący sylwetkę ryczącego smoka na lazurytowym tle.

Podczas rejsu Edward głównie albo siedział korzystając z szansy na wypoczynek, albo spacerował po pokładzie wypatrując na horyzoncie czegoś ciekawego. Od czasu do czasu jednak zagadywał po kolei większość członków załogi zadając każdemu z nich jedno proste pytanie.. "Co sądzisz o smokach?" Po paru dniach tak jak jego nastawienie do większości członków załogi praktycznie się nie zmieniło to po rozmowie z Anabelle, za każdym z nielicznych razy gdy opuszczała swoją kajutę jej obecność przyciągała uwagę maga bardziej niż niebo.. Po dość długiej konwersacji z Gallio zaczął także co jakiś czas inicjować z nim kolejne nieco krótsze rozmowy. Jednak mimo zadawania tego pytania niemal każdemu pewna niewielka grupa osób jeszcze go nie otrzymała..

***

Po chwili podążania wzrokiem za odpływającymi szalupami.. konkretnie tą w której płynęła Pani Tullia, wsiadając do szalupy mag ze szczerym uśmiechem na twarzy uścisnął dłoń Jin'a. Zaraz po tym jak ten się przedstawił, sam przytaknął na jego słowa i uchylił kapelusz kierując spojrzenie na pozostałą czwórkę.

- Edward Dragonson, witam. Zwyczajny czarodziej z Magnimarskiej akademii.. trochę daleko ale czego się nie robi dla przygody i możliwości pozyskania nowej wiedzy i nowych doświadczeń? No i dołączając się do zapytania przedmówcy ciekawi mnie również co myślicie o smokach?

Po zadaniu kolejny już raz tego pytania mag uśmiechnął się jeszcze bardziej przekonany że to ostatnie osoby które jeszcze go na tym pokładzie nie usłyszały.
 

Ostatnio edytowane przez EdwardDragon : 05-07-2022 o 11:45.
EdwardDragon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-07-2022, 20:25   #4
Aro
 
Aro's Avatar
 
Parne lasy równikowe garundzkiego kontynentu nie dorastały do pięt pięknu kyonińskich puszczy skąpanych w mistycyzmie, magii i mgle. Ziemie dalekiego południa oferowały niewiele, ostając się nawet postępującej cywilizacji, w wielu miejscach pielęgnując tradycje plemienne (w których można było gdzieniegdzie odnaleźć jako-taką wartość) czy czysty anarchizm (w którym wartości nie było co szukać). O ile nieujarzmione ziemie Garundu przyciągały rzesze oportunistów przeróżnego sortu, tak w przypadku Finnseacha Salastira powód jego podróży tak daleko od ojczyzny zamykał się tylko i wyłącznie w ciekawości w najczystszej postaci. Garund nie oferował dla elfa nic wartościowego poza bogatą historią i pozostałościami po innych, wielkich cywilizacjach.

Nic więc dziwnego, że Finnseach podczas tej południowej ekspedycji udoskonalił specyficzny język ciała, epatujący chłodem i pozornie wiecznym niezadowoleniem, z wyrazem twarzy jakby wyciosanym z marmuru, oscylującym od obojętności po grymasy. I gdyby nie jej lewa strona naznaczona bliznami po oparzeniach, rzeczona twarz mogłaby być doskonałym przykładem elfiego piękna, a tak... A tak Finnseach był doskonałym przykładem inszych elfich cech, na których zbudowane były powtarzane wszędzie stereotypy.

Na “Ostrzu Kaavy” Finnseach nie dał się poznać jako przyjazna osoba. Prawdę mówiąc, wcale nie dał się poznać innym pasażerom okrętu, w dużej mierze trzymając się samego siebie i lustrując tylko otoczenie tym wiecznie kalkulującym spojrzeniem intensywnie niebieskich oczu lub notując zawzięcie w eleganckim dzienniku ze skórzanymi okładkami. Salastir był powiem, wedle jego własnych słów, uczonym z Kyoninu, co poświadczyć mogła doza szacunku, jaką okazywał prospektorowi Blackwellowi (którego słowotoków wysłuchiwał ze szczerą ciekawością) czy pannie Tullii (u której cenił oddanie Wiecznej Róży). Wizerunek badacza mógł zostać jednak poddany w wątpienie z racji bagażu elfa, w skład którego wchodził nie tylko gladius i łuk kompozytowy, ale też i tradycyjna elfia rohatyna.

Chociaż fakt przybijania do brzegu w szalupie mało podobał się Finnseachowi, tak wizję rychłego stanięcia na twardym gruncie witał z zadowoleniem, lekko tylko tłamszonym przez pogodę i nadciągającą ulewę. Na całe szczęście aura nie była tak niekomfortowa jak ta, którą zostawił za sobą na Kajdanach, więc humor prędko zaczął dopisywać. Słowa towarzyszy z szalupy wysłuchał jednym tylko uchem, przeciągając spojrzeniem po każdym z nich i wygładzając materiał eleganckiego, białego płaszcza.

- Finnseach Salastir - oznajmił zdawkowo. - Uczony z Kyoninu, w tych stronach w ramach badań.

Czarodzieja, na wzmiankę o Magnimarze i smokach, obdarzył nieco bardziej uważnym spojrzeniem.

- Szlachetne istoty - odparł na pytanie, przechodząc w Smoczy, ze sobie tylko znanych powodów. - Nawet chromatyczne smoki oferują wiele wartościowych lekcji.
 
Aro jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-07-2022, 14:17   #5
 
Arvelus's Avatar
 


Zod był dziwną osobistością na okręcie. Nie “wyjątkową”. Po prostu “dziwną”. Pierwszym co rzucało się w oczy (i nie dało się w żaden sposób ukryć) było, że nie pokazywał swojej twarzy. Chodził w masce, jadał sam, głos miał nieprzyjemny, ale nie odmawiał towarzystwa i okazjonalnie nawet zostawał na obiedzie tylko po to aby wziąć udział w jakiejś rozmowie nawet mimo tego, że oznaczało to późniejsze jedzenie zimnego obiadu.

Drugą oczywistością jego wyglądu był rozmiar. Był wielki i zawsze brał podwójne porcje. I w swojej kajucie trzymał topór jaki większość normalnych ludzi wręczyła by ogrowi. Był wręcz niepoważnie wielki i ciężki.


- Zod. Po prostu. - Przedstawił się innym w tratwie.

- Ah… wiele, wiele różnych czynników - odpowiedział Jinowi - Może zwykłe i banalne szukanie swojego miejsca?

- Smoki? Nie wiem… - zamyślił się moment, a w jego głosie pobrzmiała niepewność - Nie zdarzyło mi się spotkać. A co ty Edwardzie myślisz o smokach? - zapytał spodziewając się znacznie ciekawszej odpowiedzi niż on sam mógłby udzielić.

 
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-07-2022, 11:31   #6
 
EdwardDragon's Avatar
 
Edward zadowolony dźwiękiem smoczego języka w którym przemówił Finnseach nie chcąc zostać mu dłużnym także odpowiedział mu w smoczym dialekcie z wyczuwalną ekscytacją.

- Tak, ciężko byłoby mi się nie zgodzić.. Elfi badacz w tych okolicach, czyżby istniała szansa że obu nas sprowadziło tu choć częściowo to samo zagadnienie?

Po tej wypowiedzi nie chcąc być nieuprzejmym wrócił do wspólnego języka by odpowiedzieć na pytanie Zod'a nie tracąc przy tym ekscytacji w głosie.

- Ja? Dużo o nich słyszałem i czytałem, jednak osobiście nie miałem jeszcze okazji żadnego spotkać. Chciałbym ten stan rzeczy kiedyś w końcu zmienić i liczę że ta podróż nieco mnie do tego przybliży.. zwłaszcza ze doszły mnie słuchy o tym że niedaleko stad istnieje szansa by jakieś spotkać.. a same te ziemie maja także dość interesującą historię w tej kwestii.. ekhm ale może wstrzymam na razie z tematem.. w końcu mamy tu jeszcze dwóch pasażerów którzy się nie przedstawili?
 

Ostatnio edytowane przez EdwardDragon : 08-07-2022 o 11:44.
EdwardDragon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-07-2022, 22:19   #7
 
psionik's Avatar
 
Jednym ze śmiałków, który dołączył do wyprawy był milczący półork - Amos Wyatt. Potężnie zbudowany, niemal dwumetrowy mężczyzna o zielonej, pokrytej licznymi tatuażami skórze był dość ekscentryczny, ale nie aż tak bardzo jak reszta śmiałków. Długie, grube i gęste czarne włosy sklejone morską bryzą swobodnie opadały na kark odsłaniając szpiczaste, zielone uszy przekute licznymi złotymi kolczykami. W przeciwieństwie do swoich orczych pobratymców, Wyatt musiał mieć w sobie większą domieszkę krwi ludzkiej, bowiem miał dość szczupłą szczękę kończącą się wysuniętym podbródkiem, a pełne ciemnozielone usta nie były wypchnięte przez kły i siekacze. Błękitne, głęboko osadzone i zimne oczy uważnie lustrowały rozmówców.

Rejs upływał w ciągłych i nieregularnych zmianach pogody i pór dnia. W słoneczne dni półorka można było znaleźć na pokładzie, gdzie rozparty o burtę leniwie obserwował horyzont. W wietrzne, pochmurne i deszczowe dni, pomagał załodze, szczególnie gdy jeden z majtków spadł z olinowania. Wieczorami Amos przebywał w kambuzie popijając rum i inne alkohole jakie trafiły w jego ręce. Czasem grał w karty z członkami załogi, ale niezbyt często, bowiem zwykle wygrywał. Prawdopodobnie oszukiwał, ale nikt go na tym nie przyłapał. Po prostu sprawiał wrażenie kogoś, kto mógłby oszukiwać w karty. Miał na sobie dość krzykliwą czerwoną chustę zawiązaną niechlujnie wokół szyi, lub na głowie w upalne dni, białą lnianą koszulę i czerwony skórzany kubrak. Przy zdobionym pasie zwisała szabla i poręczny topór zakończony czymś w rodzaju haka. Na udzie przyczepiony miał krótki miecz, a pod cholewą długich butów sztylet. Całą posturą i sposobem bycia sprawiał wrażenie typa spod ciemnej gwiazdy, którego nikt nie chciałby spotkać samemu w ciemnym zaułku. Nikt oprócz czarnego kota. Jakimś cudem futrzak upatrzył sobie Amosa pierwszego dnia i nie odstępował na krok. Był to jedyny członek załogi, który regularnie wywoływał uśmiech na zielonej twarzy najemnika. Teraz zaś, gdy schodzili na szalupę, sierściuch znalazł wygodne miejsce w jednej z kieszeni sporego plecaka jaki Wyatt zarzucił sobie na ramię.

- Amos - przywitał się ściskając mocno (ale nie przesadnie mocno) wyciągniętą dłoń, po czym zajął miejsce całkowicie ignorując zarówno powód swojej bytności na pokładzie, jak i pytanie o smoki. Zrzucił plecak u swoich stóp. Coś pokręciło się i poruszyło w plecaku i po chwili z klapy wysunęła się głowa sierściucha. Ziewnął szeroko rozglądając się leniwie, następnie wskoczył Amosowi na kolana podstawiając głowę pod potężną dłoń, która instynktownie zaczęła go głaskać. Ciche mruczenie zostało całkowicie zagłuszone przez falę i miarowe wiosłowanie majtków. Amos wyciągnął fajkę, zapalił i delektował się ostatnimi chwilami morskiej bryzy na twarzy. Wokół rozszedł się miły dla nosa zapach tytoniu.
 

Ostatnio edytowane przez psionik : 11-07-2022 o 06:11.
psionik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-07-2022, 03:05   #8
Kowal-Rebeliant
 
shewa92's Avatar
 
Ostatnim członkiem wyprawy był średniego wzrostu mężczyzna o długich, lekko falujących, kasztanowych włosach. On również nieco wyróżniał się wśród typowych przedstawicieli swojej rasy. Edro Lostav był stuprocentowym człowiekiem, ale ubierał się i zachowywał jak elf. Gdyby nie brak typowej elfiej smukłości, rzadki u spiczatouchych zarost na twarzy i okrągło zakończone uszy, mógłby uchodzić za pobratymca Finsseacha. Nie dało się jednak ukryć, że był członkiem najliczniejszego ludu golarionu.

Edro spędził większość rejsu nie wysciubiając nosa ze swojej kajuty, skąd często dobiegały hałasy wskazujące na pracę z metalem i elfie piosenki, którymi mężczyzna umilał sobie pracę. Na pokład wychodził sporadycznie, najczęściej po to, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i odpocząć chwilę od pracy. Nie starał się też nawiązywać zbytnio kontaktów. W zasadzie nie był zbyt dobry w nawiazywniu nowych relacji i cenił sobie ciszę i spokój. Nie był jednak gburem. Odpowiadał na pozdrowienia i sam nawet w bezbłędnym elfim przywitał się z Finnseachem. Nie inicjował jednak dalszych rozmów i wracał do kajuty, tak szybko, jak tylko mógł.



***
Na łódkę wsiadł ostatni. Nie miał w zwyczaju się spieszyć, a widział, że miejsca dla niego nie zabraknie. Ubrany był w zwyczajowy podróżny elfi strój, pod którym pobrzękiwała momentami koszulka kolcza. Porządne buty i ciemny płaszcz niczym szczególnym się nie wyróżniały, ale broń, która nosił mogła wzbudzać zainteresowanie. U pasa wisial buzdygan, na plecach kolczan pełen stral i łuk, a między nimi sprytnie umocowana pochwa na długie, elfie zakrzywione ostrze. Każda sztuka oręża, a także puklerz na lewym ramieniu, była raczej niestandardowa. Widać było wyraźne "przeróbki" i "usprawnienia" zamontowane przez ich właściciela, mające maksymalnie dopasować broń do stylu walki osoby ją dzierżącej. Najprawdopodobniej właśnie nad tym człowiek pracował w czasie podróży.

- Shardae - wybrał neutralne elfie powitanie - Edro Lostaw. Żaden specjalny powód nie sprawdził mnie w te strony. Każde miejsce inne od tych poznanych, jest równie warte zobaczenia. - uśmiechnął się - Co zaś się tyczy smoków... Fascynujący jest fakt, że mimo iż większość żywych istot zmierzając ku starości, traci siły i fizyczną potęgę to smoków ta zasada wydaje się nie dotyczyć.
 
__________________
Potrzebujesz pomocy z kartą do Pathfindera lub DnD?
Zajrzyj do nas!

Ostatnio edytowane przez shewa92 : 11-07-2022 o 03:18.
shewa92 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-07-2022, 13:33   #9
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
Szalupa kolebała się na wietrze i falach, gdy wolnym tempem zbliżali się do nabrzeża Pridon’s Hearth. Z bliska mogli dostrzec znacznie więcej szczegółów kolonii. Między budynkami było dość miejsca, by w przyszłości mogły znaleźć się tam kolejne zabudowania - widać było nawet wbite bagna pale i zalążki fundamentów. Dawało to wyraźny znak, że tutejszy gubernator ma nadzieje na szybkich rozwój tych terenów, chociaż ciężko było póki co stwierdzić, czy nie są one płonne. Pośród zabudowań dało się dostrzec nielicznych mieszkańców - według tego, co Jin i Zod pamiętali o tutejszym regionie, osadę zamieszkiwało niecałe pół tysiąca dusz. Jak na niewielką społeczność, stanowili dość eklektyczną mieszankę ras i narodowości z całego Avistanu i Garundu, chociaż oczywiście przeważali ludzie pochodzący z Sargavy i Cheliaxu, wszak to do nich należała cała kolonia. Mimo tego było tu dość głośno za sprawą dziesiątek kolorowych ptaków, i dziwniejszych stworów, rozsiadających się na dachach domów i gałęziach drzew. Im bliżej suchego lądu, tym lepiej było też widać dżunglę, odcinającą się ścianą zieleni zaledwie paręnaście metrów od murów miejskich.


Podpływając już do solidnego, porządnie utrzymanego doku, bohaterowie mogli już wyczuć właściwy dla portów w całych Golarionie zapach ryb i smoły, tutaj póki co delikatny, zapewnie nie zdążył jeszcze weżreć się w drewno. Ze swojego miejsca dobrze widzieli Gallio Menniusa, który jako jedyny z ważniejszych pasażerów wciąż pozostawał na nabrzeżu, dyrygując rozładunkiem swoich pakunków i wydając polecenia robotnikom. Ci uwijali się sprawnie, nie zwracając uwagi na cumującą właśnie łódź z kolejnymi gośćmi, ani na mocno zbudowanego mężczyznę z butelką w dłoni, idącego chwiejnym krokiem w stronę przedsiębiorcy. Pchnął go w ramię, zwracając na siebie uwagę, po czym obaj zaczęli się kłócić, z każdym słowem głośniej. Gdy bohaterowie wysiadali ze swojej szalupy, ich krzyki były już wyraźnie słyszalne.
- Wypierdalaj stąd, brudna pijawo! - wrzasnął nieznajomy, ewidentnie pijany, i mocnym sierpowym zwalił otyłego kupca na deski. Gallio wydawał się bardziej zaszokowany niż poturbowany, ale to mogło się szybko zmienić. Pijak bowiem zatoczył się, a następnie wprawnym ruchem uderzył butelką o słup cumowniczy, rozbryzgując dookoła rum i kawałki szkła. W dłoni został mu groźnie wyglądający „tulipan”.
- A jak sam nie spierdolisz - warknął głośno - Sam załatwie, cobyś zniknął! -
Kilka osób krzyknęło z zaskoczenia czy przestrachu, ale nikt nie próbował powstrzymać brutala. Wyglądało na to, że okoliczna plantacja papai może szybko stać się bezpańska…
 
Sindarin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-07-2022, 16:04   #10
 
Zaalaos's Avatar
 
Jin chłonął nowy ląd z oczami pełnymi ciekawości i głodu. Był przygotowany teoretycznie, zapoznał się z miejscową fauną i florą, ale żadna książka nie mogła go przygotować na widok tutejszej rzeczywistości. Jednocześnie surowa, jak i pełna koloru. Pełna dźwięków, choć równie dobrze mogła panować całkowita cisza.

Z rozmyślań wyrwało go coś przyziemnego. Pijak grożący innym. Cóż. Alkohol wszędzie działał tak samo. Przez krótką chwilę obserwował rozwój sytuacji i ewidentny brak gotowości postronnych do działania. Zmrużył oczy i podniósł się, wprawiając łódkę w delikatne kolebanie. Jego ręce sięgnęły ku bandolierowi i wyciągnęły pojemnik rozmiaru butelki, tyle że wykonany z dziwnego, gąbczastego materiału.

Alchemik odwiódł ramię, zmrużył oczy i pewnym rzutem posłał swój pakunek w kierunku pijaka. Opakowanie rozprysło się na jego plecach, uwalniając zielono-żółtą substancję, która w ułamku sekundy rozrosła się i napęczniała, oplatając ściśle pechowego człowieka jak i rozlewając się po ziemi. Po kolejnej sekundzie substancja nagle stwardniała i zmieniła swój kolor na głęboki brąz.

Mężczyzna zaczął bezskutecznie szarpać się, próbując wyrwać z maziowych więzów.
- E, co to kurwa jest?! - krzyknął zaskoczony - Puście mnie!
- Spokojnie, proszę się nie szarpać, za jakąś minutę powinno się samo rozpuścić. - odparł alchemik - Może ktoś z państwa w tym czasie pana rozbroi? - powiedział głośno do ludzi na nabrzeżu i usiadł spokojnie na swoim miejscu.
Odparła mu litania bluzgów wyraźnie wkurzonego pijaka.
 
Zaalaos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:04.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172