Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyzują się różne swiaty i plany istnienia. Stań sie jednym z podróżników przemierzającym scieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-06-2007, 14:47   #131
 
Markus's Avatar
 
Reputacja: 2 Markus wkrótce będzie znany
$: 115 967
Upadły stał na niewielkim wzniesieniu otulony swoimi czarnymi skrzydłami. Jego błękitne oczy uważnie wpatrywały się w jednego z drowów, a usta poruszały się delikatnie, gdy mag wypowiadał kolejne wypełnione mocą słowa. Dłonie, ukryte pod osłoną skrzydeł, mocniej zacisnęły się na komponentach. Jeszcze tylko dwa słowa, a drow zamieni się w śmierdzące, zwęglone szczątki. Jeszcze tylko chwila, a ognista kula przypali tych przeklętych mrocznych...

Gdzieś pomiędzy centaurami mignęła sylwetka jednego z towarzyszy Astarotha. To Aneval rzucił się na dwójkę drowów. Zaskoczony mag, który już czuł jak płomień ogarnia jego dłoń, rozpostarł skrzydła i wycelował rękę w niebo. Ognista kula pomknęła ponad pole walki i tam malowniczo eksplodowała. Małe języczki ognia powoli opadały na ziemie, odbijając się w oczach Upadłego i zgasły nikomu nie czyniąc krzywdy.

Odgłosy walki zagłuszyły cały ciąg najwymyślniejszych przekleństw jakie tylko Astarothowi nasunęły się na myśl. W tym momencie Upadły żałował, że nie cisnął zaklęcia we wcześniej upatrzony cel. Może to byłoby dobrą nauką dla towarzyszy maga, żeby wpierw pozwalać wyręczać się innym, w tym przypadku centaurom, a dopiero później osobiście rzucać się w wir walki. Tak, może w końcu zrozumieliby, że nie warto ryzykować własnego życia, gdy nie jest to konieczne.

Zirytowany Astaroth ponownie okrył się swoimi czarnymi skrzydłami i z uwagą obserwował rozwój wydarzeń czekając na odpowiedni moment by rzucić czar. Na nieszczęście maga, jego towarzysze już całkiem oddali się walce, siekaniu, przebijaniu i wszystkim innym, niezbyt przyjemnym czynnością związanym z mordowaniem przeciwnika.

Dopiero nagły rozbłysk światła przykuł uwagę Upadłego. To Coeln rozpoczął walkę z balorem, jednak jego pierwszy cios tylko rozwścieczył demona. Upadły wzdrygnął się, gdy ognisty bicz uderzył w jego towarzysza. Cios był potężny... dość potężny by przełamać magiczną osłonę maga. Okazało się jednak, że jeszcze teraz Coelnowi sprzyjało szczęście, choć pewnie moc artefaktu też miała tu swój udział. Astaroth był pewien, że na potwornym pysku balora przez chwilę odmalował się wyraz zdziwienia, gdy cios demona nie zabił przeciwnika. Niestety zdziwienie nie trwało zbyt długo i potwór wzniósł miecz do ostatecznego ciosu.

- Extuli caligam!

Szczęk ścierającego się oręża i krzyki walczących całkowicie zagłuszyły zaklęcie maga, jednak nie miało to teraz większego znaczenia. Upadły stał z jedną dłonią wyciągniętą w kierunku pola walki. Spomiędzy palców maga wysypywały się kolejne ziarenka piasku i ulatywały gdzieś porywane przez wiatr. Nagły podmuch wezwany przez Upadłego poderwał pył i piasek z pod nóg demona. Małe, lecz liczne drobinki, wzbiły się w powietrze wirując targane gwałtownymi podmuchami. Nieprzenikniona chmura kurzu ogarnęła fragment pola walki, na którym starcie toczyli Coeln i balor. Pysk demona, wystający ponad opary, obracał się w jedną i w drugą stronę, starając się odnaleźć przeciwnika, który zniknął mu z oczu. Astaroth miał tylko nadzieje, że Coeln zdoła wykorzystać tą tymczasową zasłonę i zaskoczyć balora.

Upadły, którego zaklęcia ofensywne należały do grupy mogącej zaszkodzić również jego sojusznikom, nie mógł już bardziej przyczynić się do zwycięstwa w walce z demonem, ale miał jeszcze możliwość uprzykrzyć się drowom. Pięciu Astarothów ruszyło w kierunku jednego z wrogich magów. Dopiero teraz Upadły dostrzegł, że przeciwnicy przestali recytować zaklęcie, a jeden z nich zataczał się, trzymając za szpiczaste uszy. Były niebianin wyciągnął zza pasa cienką, srebrną różdżkę z którą nigdy się nie rozstawał. Nie mógł przegapić takiej okazji... po prostu nie mógł. Otulony swoimi czarnymi skrzydłami, Upadły spokojnym krokiem zmierzał w kierunku przeciwnika wciąż mocno stojącego na ziemi, a przez myśl maga już przelatywały słowa zaklęcia, które miał zamiar wykorzystać.
 
__________________
”Rzeczy niemożliwe wykonuje od zaraz.
Cuda zajmują mi trochę czasu.”


Dreamfall by G_o_l_d and Markus

Ostatnio edytowane przez Markus : 11-03-2007 o 09:56.
Markus jest offline  
Reklama
Stary 10-10-2007, 20:36   #132
 
Aegon's Avatar
 
Reputacja: 3 Aegon jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 269
Coeln

Coeln przysłuchiwał się rozmowom wokół na temat miecza, dostania się do sanktuarium miecza i walki z Balorem. Elf wiedział, że szanse nie są duże, chyba że pomoże miecz. Wiedział również, że jeśli to jeden z tych mieczy, o których myślał..., to może tego nie przeżyć. A co do dostania się na górę – elfia magia nie pozwoliłaby nikomu splugawić choćby okolicy tego miejsca, więc nie martwił się o przeciwników. Miecz był największym problemem do zwalczenia, jednak to był jego obowiązek i musiał go wypełnić… za wszelką cenę. Z tego powodu, kiedy doszli na miejsce, wypowiedział do towarzyszy te słowa:

- Skoro nikt nie chce to pozwólcie, że ja to zrobię. Jestem wojownikiem, poza tym moje umiejętności i pochodzenie pozwolą mi łatwiej zdobyć miecz niż wam wszystkim. To mój obowiązek wobec lasu i Harfy.

Wiedział, że to mogą być ostatnie słowa jego życia, a jednocześnie musiał to zrobić i to go bolało najmocniej. Później te wspomnienia wydawały się chwilą. Był już na górze, w atmosferze magii i mocy, trzymał piękny artefaktyczny Miecz, a fala energii przechodziła przez jego ciało. Świat materialny wydał się taki nikły wobec tej mocy… Wtedy pojawiła się elfka. Jej słowa uspokoiły Coelna, chociaż druga część spowodowała trochę niepokoju. Mimo to słowa te pozwoliły mu mentalnie przygotować się do boju. Elf zrewidował swoje umiejętności, aby wiedzieć, co mu się najbardziej przyda w tej walce. Niedługo potem był już na polu bitwy.

Wioska centaurów stanowiła teraz jeden wielki zamęt. Coeln widział, jak centaury są tratowane przez Balora i wiedział, że to jest jego zadanie. Inaczej wszyscy zginą i nie będzie żadnej nadziei… dla całego Faerunu. Nie miał już na sobie iluzji – nie była tutaj potrzebna. W czasie podchodzenia do demona chroniła go magia miecza. Elf zmierzył potwora wzrokiem, a w jego oczach rozbłysnęły iskier wiecznego ognia. Przypomniał sobie słowa zasłyszane kiedyś w akademii magii:

-Pamiętaj! Jeśli kiedykolwiek będziesz musiał walczyć z potężnym demonem i nie będziesz miał drogi ucieczki, musisz go zabić, ponieważ inaczej wróci i będzie się chciał zemścić. Jeśli go zabijesz, wygnasz go z planu materialnego na sto lat – takie są prawa Otchłani.

Coeln patrzył, jak dookoła giną centaury, a Balor sieje pożogę. Nie mógł tego dłużej znieść. Ujawnił się przed demonem rozpalając dzięki magii miecza jasne światło i obnażając Obrońcę Lasu. Widać było, że centaury nie zamierzają rezygnować, ale elf krzyknął:

-Zostawcie go mnie!

Widać było, że centaury nieco się odsunęły i zaczęły atakować drowy. Wtedy też potwór zaatakował po raz pierwszy, chcąc natychmiast zniszczyć dzierżyciela tak potężnej broni. Elfowi udało się szczęśliwie obronić dzięki mocy klingi, eliksirowi i własnym umiejętnościom. Wtedy też wyprowadził skuteczny cios w podbrzusze demona. Demon zawył i rzucił się do ataku, jednak w tym samym momencie rozpętała się wichura piaskowa, która uniemożliwiła dobre widzenie obu walczącym. W tym czasie Coeln skorzystał ze swoich zdolności i przywołał moce niebiańskich sfer. Czuł, jak jego i klingę przepełnia moc niszczenia zła. Moc, która zapewne była zdolna zniszczyć demona. Chwilę przed tym, jak piaskowy wicher się rozwiał, Coeln zaczął wyprowadzać cios mający ugodzić demona prosto w serce… Powietrze przepełnił krzyk:

-Ấ firầ ửlundo! – Giń potworze!
 
__________________
Gdzie pojawiła się pierwsza żywa komórka, tam i ja byłem.
Gdzie ostatnie życie czołgać się będzie pod stygnącymi gwiazdami, tam i ja będę.
Aegon jest offline  
Stary 10-15-2007, 10:52   #133
 
g_o_l_d's Avatar
 
Reputacja: 2 g_o_l_d wkrótce będzie znany
$: 44 657

W wirze walki, strugi potu i krwi mieszały się z próchnem spopielonych drzew i liści. Kolejne martwe ciała centaurów, padały z głuchym dźwiękiem na dywan z liści i traw. Walka była zacięta. W powietrzu brzmiały krzyki i brzęki ścierającego się ze sobą oręża. Do nozdrzy uderzał nieprzyjemny odór siarki. Kłęby czarnego dymu przesłoniły błękit nieba. W zamęcie bitwy, tuż przed hebanowymi licami magów, zaczęła piętrzyć się dziwna postać. Jej ciało niczym góra, wyłoniło się z okrytej zakrwawionymi liśćmi ziemi i wzleciawszy przemówiło głosem mosiężnym, niczym kamień trący o kamień. Jej tunika w kolorze dębowej kory łopotała złowróżbnie na eterycznym wietrze. Biały blask rozdzierał czarne od dymu powietrze i otulał zniszczone leśne kępy, niczym promyki letniego słońca. Czerwone źrenice przybyszów zwęziły się. Kończyny zaczęły drżeć, a twarze, które zdobiła jeszcze przed chwilą bezwzględność, zastygły wykrzywione grymasem niepojętego lęku.

- Nędzny pomiocie pajęczej bogini, przypieczętowaliście swój los stawiając stopę na świętej ziemi. My starożytne duchy Myth Drannor przybyłyśmy, aby pomścić nasz dom. Nędzne wywłoki! Wasze czyny wołają o pomstę, która nie zaspokoi wasza śmierć! Gotujcie się na wieczny ból i cierpienie! Zastygniecie w odmętach ziemi! Przez wasze członki przebijać się będzie robactwo i kiełki roślin! Korzenie drzew będą wysysać z was soki, by móc na nowo wypuścić pąki! Po wieki będziecie karmić ten las swoimi członkami, czując każdy wschodzący kwiat przebijający się przez wasze wciąż żywe ciała! Wasze życie stanie się pasmem niewyobrażalnego bólu w jakim od wieków rodzin nas nasza matka! Taka jest nasza wola! Niech zatem się wypełni!


Wtem postać uniosła tryumfalnie ręce do góry. Z nikąd ciasnym kołem otoczyło magów cztery upiorne istoty. Otaczała ich morowa łuna. Osaczone drowy pomimo, że strach mącił im myśli, nie chciały oddać skóry za darmo. Postanowiły się bronić. Wznosząc dłonie ku chwale swej pani wypowiadali inkantacje zaklęć. Strugi ognia polały się na zakapturzone postacie . Pot skroplił się na ciemnych skroniach mrocznych elfów, gdy spostrzegli, że istoty zwężają krąg, za nic mając sobie ofensywne zaklęcia hebanowych magów. Ich kolejne wysiłki spełzały na nim czym. Serca łomotał coraz głośniej. Drętwiały kończyny. Myśli stały się bezwładne i chaotyczne. Upiorne istoty wyraźnie łaknęły uczuć jakie targały teraz zdesperowanymi magami, wręcz karmiły się ich strachem jak wyrachowani zabójcy. Mękom tym nie było końca.

Wtem czas sylwetka, która wyłoniła się z ziemi rozwiała się niepostrzeżenie. Jedynie wiatr targał teraz zawieszoną między gałęziami brązową tuniką. Gdzieś pomiędzy gałęziami tego samego drzewa lał się znajomy blask. To jakaś mała świecąca kulka, dobrawszy się do zimowej spiżarki wiewiórki, heroicznie, ale i z bezpiecznej odległości, bombardowała szyszkami płonące cielsko balora, od czasu do czasu podjadając orzechy.
 
__________________
Nie wierzę w cuda, ja na nie liczę...

Dreamfall by Markus & g_o_l_d
g_o_l_d jest offline  
Stary 10-15-2007, 15:35   #134
 
Qumi's Avatar
 
Reputacja: 2 Qumi wkrótce będzie znany
$: 40 515
Oraes nie był do końca zadowolony z efektów swojego zaklęcia. Nie podziałało jak powinno, ale z drugiej strony spełniło swoje zadanie. Ciemne chmury, który zaczęły rozlewać się po niebie niczym skażona zepsuciem woda w górskim potoku, powoli znikały, a wraz z nimi przewaga drowów. Teraz oślepione jasnym blaskiem złotego słońca nie będą w stanie tak sprawnie władać orężem i magią jak wcześniej. Była to nadzieja i szansa na wygraną w tym starciu. Lecz główny i największym problem- Balor- nadal był tak samo groźny.

"Dakkar zastanawiał się nad magicznym atakiem w demona, lecz naturalna odporność na czary posiadana przez plugawą bestię mogłaby sprawić, że tylko zmarnował swój czar, z drugiej strony mroczne elfy też posiadały wrodzoną odporność na magię. Ciężki wybór... gdyby tylko mógł się zbliżyć do magów na wzgórzu... mógłby trochę uprzykrzyć im rzucanie zaklęć... jednak to za daleko, podczas gdy zagrożenie ze strony Balora to priorytet. Gdyby zginął ten demon, reszta wyznawców Lolth mogłaby stracić wolę do walki lub przynajmniej ich morale by spadły...

Elfi mag postanowił skoncentrować się na demonie, zauważył, że Astaroth przygotowuje jakiś atak w ich kierunku, a mimo że nie lubił go i uważał za pewnego rodzaju snoba, to wiedział, że posiada on spore pokłady magicznej mocy i wiedzy, które może wykorzystać w zabójczy sposób. Co prawda chciał on użyć jakiejś różdżki, co raczej świadczyło o tym, że jego zdolności są nie wystarczające i sam nie zbyt potrafi zadbać o siebie, jednak postanowił dać mu tę szansę i rzucić zaklęcie na Balora.

Elf skupił i uporządkował umysł, ręce wymierzył w kierunku Balora, jakby był gotowy do ciosu mieczem i w pewnym sensie tak było. Zaklęcia wojennych magów miały za zadanie głównie być użyteczne w walce, dlatego też nauczyli się oni używać ich jak broni, zadając większe obrażenia swym wrogom. Zwali to "Ostrzem wojennego maga", ta umiejętność potrafiła zrobić ze zwykłego magicznego pocisku zaklęcie o dużo większej silne jak na zaklęcie tego kręgu. Potrafili oni siłą swego umysłu sprawić, że zaklęcie będzie silniejsze, tak jak wojownicy siłą swoich mięśni sprawiali, że broń w ich rękach stawała sie tak zabójcza.

Oczy Oraesa zabłysły delikatnym światłem, a wokół jego rąk zaczęła formować się pierwotna esencja magii, którą zaczął kształtować za pomocą swój i gestów.

-Illefi Alura Silva- wyszeptał a wokół jego rąk pojawiło się siedem kul dźwięku, które natychmiast popędziły w kierunku Balora.
 
Qumi jest offline  
Stary 10-15-2007, 19:36   #135
 
Mettalium's Avatar
 
Reputacja: 2 Mettalium jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 942
Odgłosy rzezi nie ustępowały, choć Neela od pola walki oddzielała już gruba warstwa zieleni. Stwierdziwszy, iż w tym miejscu jest raczej bezpieczny, elf postanowił przeczekać najgorsze w ukryciu, a gdy intensywność szczęków oręży i okrzyków bólu oraz agonii się zmniejszy dołączyć do zwyciężającej armii obrońców lasu lub ulotnić się cicho i pośpiesznie niezauważony przez triumfujące drowy.

Leśny elf nie zdążył jednak nawet usadowić się wygodnie w swojej krzaczastej kryjówce, a jego szpiczaste uszy już wykryły kogoś, kto zbliżał się w jego kierunku. Czyżby naprawdę miał nadejść jakiś atak z tyłu? Nie, wtedy hałas nieudolnego przedzierania się przez zarośla powinien nadchodzić w, a nie z kierunku polany. A może to jakiś drow zobaczył zapobiegliwego łowcę udającego się na posterunek i poszedł się z nim rozprawić? Neel wyciągnął cicho strzałę z kołczanu, naciągnął ją na cięciwę łuku i oczekiwał nieuniknionego.

Biała grzywa, czarne czoło, krótki miecz wzniesiony niby by przeciąć zawadzającą gałąź, a tak naprawdę przygotowany do zadania śmiertelnego ciosu. Łowca puścił końcówkę strzały i jedynie dzięki dużej porcji szczęścia oraz jego świetnemu refleksowi udało mu się nie trafić w wyznaczony cel.

- Dintalath?!
- Co do… -
wykrzyczał kapłan dodając kilka przekleństw na koniec i patrząc się ze strachem zmieszanym z zdziwieniem na strzałę wbitą w pień tuż koło jego głowy?
- A ty co dezerterujesz? Wracaj tam i nawracaj swoich kuzynów na prawdziwą wiarę poprzez ścinanie im głowy.
- Ja dezer… a zresztą… właśnie miałem wracać tylko potrzebuję ciebie byś mi coś pokazał, a mianowicie gdzie tu jest jakieś mrowisko lub domek tym podobnego robactwa?

Neel patrzył przez chwilę tępo na drow zastanawiając się, czy rozmówca żartuje, czy też mówi poważnie. Ponieważ mroczny cierpliwe oczekiwał na odpowiedź, leśny elf postanowił mu jej udzielić.
- Och, całkiem niedaleko, jakieś dwa dni drogi w dowolnym kierunku, nie licząc tego, w którym porusza się ten wielgachny demon.
- Co?
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale od dwóch dni nawet Astaroth przestał marudzić na temat męczących owadów, co oznacza, że żadnych owadów tutaj nie ma. I póki nie zadźgasz takiego wielkiego płonącego stworka z sześćdziesiątej szóstej warstwy otchłani, żadnego zwierzaka tutaj nie uświadczysz.
- Dobra, nieważne... a ty co tutaj robisz? Przecież reszta drużyny tam walczy?
- Co oznacza, że skoro już ktoś to robi to ja nie muszę..
- To jest argument... aczkolwiek ciekawy jestem jak zareagowaliby na niego pozostali, gdyby go usłyszeli?
- Pewnie w ogóle, sądzisz, że ktoś ci uwierzy?
- To jest argument... -
Stwierdził drow, dając ostatecznie za wygraną i jednocześnie spokój leśnemu elfowi. Dintalath odwrócił się i pobiegł z powrotem by przyłączyć się do rzezi.

Gdy drow już odszedł, a Neel przestał zawracać sobie głowę jego niedorzecznymi pomysłami, elf postanowił jednak dołączyć do walczących towarzyszy, myślami w każdym razie. Pomóc mu miały w tym wrażenia wizualne, jakie dawał widok pola bitwy z czubka drzewa. Jednocześnie będąc trochę w głębi lasu uda mu się uniknąć zabłąkanych pocisków i nieprzyjaznych spojrzeń nieprzyjaźnie nastawionych nieprzyjacielskich drowów.
 
__________________
Minister zdrowia ostrzega: brak umiejętności czytania ze zrozumieniem powoduje raka i choroby serca.
Mettalium jest offline  
Stary 10-16-2007, 14:44   #136
 
Michalius's Avatar
 
Reputacja: 2 Michalius jest na bardzo dobrej drodze
$: 8 472
Każdy Gith w swej wędrówce ma na celu Poznanie. Poznanie wieloświata, Poznanie innych, Poznanie siebie. Podstawą do poznania wszystkiego było rozwinięcie siebie. Wyostrzenie zmysłów, być może wielowątkowość myśli. Arstimis był jednym z mnichów Zerth, jednym z tych którzy samodoskonalenie się wywyższyli do formy sztuki. Wiedział mniej lub bardziej szczegółowo co się dzieje - pojawienie się jeszcze jednej sylwetki w pobliżu magów, zamieszanie niedaleko balora, ktoś znikający w zaroślach... Nie okazał jednak tego po sobie. Były to informacje drugorzędne konfrontując je z mieczami Drowów raz po raz przelatujących kilka centymetrów od ciała Githa
-"Stal jest potężniejsza od ciała. Kto powiedział jednak że mam atakować stal?"
Widząc że drowy zaczynają się wycofywać Arstimis postanowił przełamać ich morale. Cały czas unikając kolejnych ataków przygotowuje swój umysł do uderzenia - ogłuszającego ciosu, po którym jeden z przeciwników choć na chwilę straciłby zdolność do uniknięcia śmiercionośnych centaurzych ciosów.
 
__________________
1224705 - GG pomimo wad przyspiesza komunikacje międzyludzką. Mówcie mi PW Hater...
"When nine hundred years old you reach, look as good, you will not."
Morituri Nolumus Mori
Michalius jest offline  
Stary 10-16-2007, 19:15   #137
 
Hammen's Avatar
 
Reputacja: 2 Hammen jest na bardzo dobrej drodze
$: 14 796
Avenal wirował w śmiertelnym tańcu starając się cały czas, aby żaden z przeciwników nie zbliżył się do niego na odległośc grożącą śmiertelnym pchnięciem. W myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak, elf wyprowadzał kolejne cięcia, starając się nimi zaskoczyc swoich przeciwników. Co pewien czas musiał powstrzymac pęd ostrza, aby nie trafic centaura, który napatoczył mu się pod miecz. Uroki bitwy…

Bronie cięły ze świstem powietrze, spotykając się co pewien czas i wyrzucając przed siebie tysiące małych iskierek. Aneval czuł jak jego miecz z sekundy na sekundę staje się coraz zimniejszy, jak gdyby narastało zniecierpliwienie ostrza w związku z przedłużającym się starciem. Ale czego innego można się było spodziewac? Naprzeciw elfa stali doskonale wyszkoleni wojownicy, których jedyną misją jest wykonywac rozkazy przełożonych albo zginąc. Prawdziwe maszyny do zabijania. Celront wiedział o tym. Dlatego też kolejne sekundy walki wywoływały w nim narastające fale strachu, lęku który towarzyszył mu od najmłodszych lat. Zawsze bał się popełnic chocby najmniejszy błąd. Wiedział, że każdy z tych drowów tylko na to czeka. Nie po raz pierwszy elf walczył o swoje życie, ale po raz pierwszy wizja utraty tego najcenniejszego z skarbów była tak przerażająco realna.
 
__________________
"The eagle's eye is hiding something tragic
but in this night the red wine rules in me"

Ostatnio edytowane przez Hammen : 10-16-2007 o 19:17.
Hammen jest offline  
Stary 10-31-2007, 22:05   #138
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 5 merill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetny
$: 102 286

Maleńkie ziarenka pisaku poderwały się z ziemi dokładnie pod nóg demona. Drobinki unosiły się coraz wyżej i wyżej, wzmagane siłą magii Astarotha tworzyły nieprzenikniony tuman pyłu wokół walczących postaci. Wir otulił szczelną zasłoną dzielnego wojownika, który w tym momencie zaatakował. Coeln widział jak jego oręż rozjarzył się mocą magii, miecz słał ku niemu mentalny przekaz: ”Teraz!”. Elfi wojownik z determinacja zaatakował niezwyciężonego dotąd potwora. Chroniony potężną magiczną aurą klingi, był niewrażliwy na efekt czaru Upadłego. Balor wręcz przeciwnie, miotał się i rzucał chaotycznie na wszystkie strony, rozdając na prawo i lewo smagnięcia ognistym biczem. Półniebianin wiedział, że to jego jedyna szansa. Jasne jak śnieg skrzydła rozpostarły się w szaleńczym tańcu śmierci. Miecz wbił się aż po rękojeść w czarna pierś potwora, dzięki impetowi jaki elf uzyskał w locie oręż zadziałał szczególnie niszczycielsko. Demon zachwiał się, jakby zdziwiony, ze śmiertelnik może mu zadać tak poważną ranę. Kiedy zobaczył jednak rękojeść sterczącą mu z piersi zawył szaleńczo… i była to ostatnia rzecz jaką zrobił przed odesłaniem do Otchłani. Czarna wypalona ziemia w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą miotał się balor, była jedynym śladem który po nim pozostał.

Centaury widząc upadek swego otchłannego sprzymierzeńca wydały ze swoich gardeł ogłuszający okrzyk bojowy. Yrivian zebrał rozproszone wcześniej przez miażdżące ataki balora oddziały i uformował je w dwie kolumny, najeżone grotami długich lanc i włóczni. Szwadron pędził wprost na Coelna, który już rozkładał skrzydła by wbić się w powietrze, kiedy pędząca kawaleria rozdzieliła się na dwa kliny atakujące pozostałe jeszcze przy życiu drowy. Dla Avenala i Aristimisa, którzy już resztkami sił odpierali ataki zabójczo szybkich drowich wojowników. Na ciele Cleronta widać było już kilka draśnięć z których powoli sączyły się krople krwi, a czoło wojownika obficie zroszone było potem. Odsiecz nadciągała w jak najbardziej odpowiednim momencie. Ilithiri, którzy dopiero teraz poczuli prawdziwy opór, stali się z myśliwego zwierzyną. Nawet śmierć ich głównego sprzymierzeńca nie zachwiała ich morale. Ginęli w ciszy i skupieniu gotowi zabrać ze sobą jak najwięcej wrogów. Jeden z nich padł pod ciosem miecza Avenala, Gith ogłuszył dwóch innych – który w mgnieniu oka zostali zadźgani przez półkonie. Pardonu nie dawano…

Grad orzeszków i megalomańskich szyderstw sypał się z korony potężnej pinni wprost na dwie postacie o hebanowej skórze, otoczone przez krąg czterech widmowych postaci. Magowie zachwiali się przez zderzenie się z tak wielką falą negatywnej energii, lecz trwało to tylko chwilkę. Ich zdyscyplinowane umysły, przez kilkadziesiąt lat trenowane w Pomroku w wymagających magicznych akademiach, stanęły na wysokości zadania. Skupienie i zawziętość znów zagościły na ich twarzach, lecz upiory nadal nie zrywały otoczenia. Nagle jednak ich postacie zaczęły się zamazywać, jak gdyby przestraszyły się czegoś mroczniejszego niż one same. Upadły powolnym, dostojnym krokiem szedł kierunku drowich czarodziejów, w wyciągniętej ku nim ręce dzierżył różdżkę. Podmroczni już wznosili ręce by wykonać magiczne gesty a usta otwarły się by rzucić zaklęcia… nie zdążyli. Lśniąca jasnością błyskawica wypaliła ich ciała w ułamek sekundy. Kilka uderzeń serca później, zostały z nich tylko dymiące ciała…

Centaury wznosiły zwycięskie okrzyki, uniesione w górę włócznie podkreślały zwycięstwo. Wszyscy staliście zmęczenie przebytą walką, wasze oddechy były ciężkie, a we krwi krążyła jeszcze adrenalina. To była trudna walka… jedna z wielu przed wami, doskonale zdawaliście sobie z tego sprawę.

Yrivian wraz z centaurzymi zaklinaczami i magami zniknął we wnętrzu chaty, której tak zaciekle wszyscy bronili. Po kwadransie wyszedł z niej podtrzymując słaniającego się na nogach ludzkiego starca, o długiej i siwej brodzie – Wielkiego Druida Cormanthoru. Przystanął z nim na wzgórku na środku wioski i wyczekująco spojrzał na was.


Gideon ocknął się na podłodze kamiennej celi. Głowa bolała go od silnego uderzenia, które dostał w tył głowy, a którego efektem był potężny guz w okolicach potylicy i przecięta skóra na czaszce. Odziany był w jakieś łachmany, jego świetną zbroję najwyraźniej ktoś mu zabrał. Kopa brudnej i wilgotnej słomy miała mu zapewne służyć za posłanie, a obleśna drewniana misa za naczynie do picia stęchłej wody stojącej w wiaderku w kącie loszku. Cela była mała, a przez malutkie okienko przy sklepieniu sączyły się nikłe promienie światła. Paladyn nie wiedział jak się tam znalazł, nie mógł sobie przypomnieć kilku ostatnich dni, ostatnie wspomnienie jakie zapadło jego pamięci, to pobyt w miasteczku Shadowdale, który był ostatnim przystankiem przez wejściem w knieje Cormanthoru. „Gdzie jestem i kto mnie więzi?” – te pytania wibrowały mu w umyśle.

Nagle w rogu komnaty, będącej jego więzieniem, dostrzegł ruch. Słoma zachrzęściła, odziana w podobne łachmany postać właśnie się obudziła. Rozglądając się rozbieganym wzrokiem po pomieszczeniu. Finnegan Amantur dotknął delikatną dłonią podstawy czaszki, tam właśnie znajdowało się obolałe źródło wibrującego w mózgu bólu, który przyprawiał o zawroty głowy. To miejsce to chyba nie ten sam przytulny zagajnik, w którym postanowił przenocować – nie spodziewał się takiej koszmarnej pobudki. Oczy przystojnego mężczyzny jakim niewątpliwie był patrzyły z nieufnością na współlokatora, który także – sadząc po minie – nie bardzo wiedział gdzie są…

 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
W sobotę odpisuję do: Rivera,RR,Deusa,Fontanny i Światów. Wszystkich MG i graczy przepraszam, ale w związku z nową pracą nie dam rady inaczej. Proszę o wyrozumiałość.
merill jest offline  
Stary 11-02-2007, 16:19   #139
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 4 abishai wkrótce będzie znanyabishai wkrótce będzie znany
$: 225 538
Finnegan potarł obolałą głowę i spojrzał na swego towarzysza w niedoli. Usta wygięły się w grymasie odrazy. Dopiero po chwili półelf rzekł.- Nie mów mi, że wyglądam na taką samą kupkę nieszczęścia, jak ty przyjacielu. To byłaby obraza mojego dobrego gustu.
A spojrzawszy na swój strój dodał.- Sądząc po tym koszmarnym odzieniu wyglądam podobnie...W takim razie ci heretycy, którzy zdecydowali się mnie tu uwięzić nie mogą liczyć na me współczucie.
Finnegan wstał i po krótkiej cichej modlitwie do swej bogini poświęcił przygotowaną odporność na zaleczenie ran. Dłoń półelfa rozbłysła słabym światełkiem, po czym przyłożył dłoń pozwalając by kapłańska magia zaleczyła ranę na głowie.
- Jak ja się ludziom pokażę w tych łachmanach?- rzekł na głos Finnegan, poczym zwrócił spojrzenie na siedzącego wraz z nim osobnika.- Przepraszam, że o tobie zapomniałem, potrzebujesz leczenia?
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.

Ostatnio edytowane przez abishai : 11-02-2007 o 17:35.
abishai jest offline  
Stary 11-02-2007, 21:33   #140
 
Astaroth's Avatar
 
Reputacja: 2 Astaroth jest na bardzo dobrej drodze
$: 32 280
Ból płynący z podstawy czaszki przywrócił Gideonowi świadomość. Rycerz złapał się ręką za potylicę i pomasował obolałe miejsce. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Otoczenie zdecydowanie nie przypominało przytulnej gospody w Shadowdale. Gideon zwykł zatrzymywać się tam w drodze z Wybrzeża Mieczy do Opactwa Św. Morgana w pobliżu Elventree. Gdzie był teraz i jak długo się tu znajdował? Nie miał pojęcia a odpowiedzi nie chciały napłynąć do jego głowy. Zupełnie jakby ktoś wyciął cząstkę jego życiorysu. Doświadczył już tego w swoim życiu, ale wtedy były to inne okoliczności. Spojrzał po sobie przelotnym wzrokiem. Przedstawiał iście godny pożałowania widok. Podarte i brudne łachmany to bezapelacyjnie nie to w czym zwykł chodzić. Jego świetna zbroja – "Aura Aasimara" - zniknęła. Jak się po chwili okazało, nie tylko zbroja. Ktoś pozbawił go całego ekwipunku. Ale kto? Zwykli rabusie, czy może ktoś z kim miał stare porachunki?

Paladyn zmarszczył czoło i przymknął lekko oczy. Cały wysiłek skupił na odtworzeniu swojej ostatniej trasy. Wiodła z Doliny Lodowego Wichru do wybrzeży Morza Księżycowego.

Wyruszył z Bryn Shander eskortując niewielką karawanę kupiecką. Celem ich podróży był Luskan, gdzie poczciwi rybacy zamierzali zawitać na miejscowy jarmark. No właśnie – Luskan. Gideon nie będzie mile wspominał ostatniej wizyty w tym miejscu. "Zepsute miasto" – tak je określał. Los sprawił, że trafił na odbywający się tam Więzienny Karnawał. Był to okryty złą sławą spektakl z udziałem więźniów i tak zwanego "wymiaru sprawiedliwości" pod przewodnictwem sadystycznego sędziego Iharkhelda. Na oczach tłumu torturowano i zabijano w najwymyślniejszy sposób tych, którzy nie chcieli przyznać się do popełnionych zbrodni. Oficjalnie miało to odstraszać potencjalnych złoczyńców, ale prawdziwym powodem było dostarczenie rozrywki żądnym krwi wieśniakom. Wina bądź jej brak nie miały żadnego znaczenia. Nieustannie podjudzany tłum chciał krwawego przedstawienia, a sędzia Iharkheld im go dostarczał. Pracował w ten sposób na swoją popularność w mieście. Im okrutniejsza tortura, tym większa radość gapiów. Widok rozrywanego przez konie nieszczęśnika przelał czarę goryczy. Gideon ośmielił się zaprotestować. Stanął w obronie torturowanych więźniów, nazywając barbarzyństwo po imieniu. Rozjuszona gawiedź wystąpiła przeciw niemu, plując i rzucając czym popadnie. Musiał uchodzić z miasta wśród wyzwisk i przekleństw. Wzburzony, postanowił, że jego noga więcej tam nie postanie. Zdecydował poszukać duchowego ukojenia u matki – członkini Wyznawców Św. Morgana, których siedziba znajdowała się w okolicach Elventree. Droga wiodła przez Shadowdale, gdzie zatrzymał się po wielodniowej podróży na odpoczynek. Dalej nic nie pamiętał.

Jego rozmyślania przerwało poruszenie w rogu komnaty. Był tak rozkojarzony zaistniałą sytuacją, że dopiero teraz spostrzegł, iż nie jest sam. Nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować jego współlokator przemówił:

"- Nie mów mi, że wyglądam na taką samą kupkę nieszczęścia, jak ty przyjacielu. To byłaby obraza mojego dobrego gustu." – po czym zerknął na swój strój i dodał – "Sądząc po tym koszmarnym odzieniu wyglądam podobnie...W takim razie ci heretycy, którzy zdecydowali się mnie tu uwięzić nie mogą liczyć na me współczucie."

Gideon spojrzał na współwięźnia swoimi matowymi, przypominającymi dwa ciemne punkty, oczami. Nie wyczuwał od niego złej energii, toteż uśmiechnął się lekko i powiedział:
- Nie szata zdobi człowieka, przyjacielu. – jego głos był cichy, jakby dobiegający z oddali, ale jednocześnie dostojny – Ci, którzy nas uwięzili, najwyraźniej o tym zapomnieli. Ważniejsze jest co nosimy w sercu.
Półelf był już jednak pochłonięty modlitwą do swojego boga. Paladyn postanowił uszanować jego skupienie i nie przerywać. Gdy kapłan skończył, sam zwrócił się do rycerza:

"- Jak ja się ludziom pokażę w tych łachmanach? Przepraszam, że o tobie zapomniałem, potrzebujesz leczenia?"

Gideon pokręcił przecząco głową:
- Dziękuję za twoją troskę nieznajomy, ale nie będzie to potrzebne. Wybacz, powinienem się przedstawić. – podszedł do towarzysza - Jestem Gideon – kapłan i paladyn Ilmatera z zakonu Świętych Rycerzy Męczenników. – skłonił lekko głowę – W każdej chwili mogę skorzystać z magii leczącej. Jednak my - w służbie Płaczącego Boga – nauczyliśmy się z pokorą znosić ból i cierpienie. Przyjęty w słusznej sprawie, uszlachetnia duszę i hartuje siłę woli. – to powiedziawszy, zamilkł na moment po czym podjął ponownie – Czy pamiętasz może jak się tu znalazłeś, przyjacielu? Albo wiesz przypadkiem gdzie jesteśmy? Cokolwiek? Ja, obawiam się, zapadłem na chwilową amnezję.
Na jego twarzy nie było nawet śladu zdenerwowania. Emanujący z jego bladego oblicza stoicki spokój zdawał się promieniować na otoczenie. Zupełnie jakby paladyn nie obawiał się o swój los. Albo jakby był wręcz pewien, że porywacze nie są w stanie czymkolwiek go przerazić. Stał spokojnie, czekając na odpowiedź.
 
Astaroth jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Legenda o Sigmarze merill WIEŚCI 0 02-23-2008 14:51
[D&D:FR] BG 3: Nowa legenda...[komentarze] merill Komentarze do sesji RPG - DnD 162 11-26-2007 04:49
[D&D:FR] BG 3: Nowa legenda... merill Archiwum rekrutacji 86 10-05-2007 19:21
[D&D:FR] BG 3 - "Nowa Legenda" merill Toplista sesji 4 08-31-2007 19:47
Legenda o Synu rasgan Opowiadania 2 08-21-2007 12:32


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 12:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96