![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyzują się różne swiaty i plany istnienia. Stań sie jednym z podróżników przemierzającym scieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości... |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #241 |
![]() | - Proszę, odnajdźcie mojego braciszka, proszę... - słowa dziewczyny krążyły mu po głowie, bo w końcu jak mogli o nim zapomnieć?... Faktem jest, że w tym ferworze walki mogli o czymś zapomnieć, ale by zapomnieć o zaginionym dziecku?... Zabolała go ta myśl, choć za nic nie przebijała bólu i myśli o zemście po utracie przyjaciela. Tego nigdy nie wybaczy czy też zapomni. Droga do klasztoru przeminęła mu szybko, bo w końcu człowiek zatopiony w myślach traci również i poczucie czasu. Po dotarciu na miejsce rozejrzał się dookoła i ponownie odczuł brak Wherkensa, gdyż wyczucie smrodu umarłych nie było już możliwe bez czujnego nosa wilka. Zapewne i to właśnie było powodem tego, że wpadli w tak banalnie zastawioną zasadzkę. Zapomniany chłopiec bardzo szybko, jak można by pomyśleć, odegrał się za te "sklerozę". Nieumarłe dziecko miało niezłą "parę" w łapie, zbyt dużą jak na takiego malucha. Wilk z pewnością wyczułby jego aurę zanim ten się zbliżył, lecz brak jego postaci doprowadził do porządnego strzału lądującego na twarzy zatroskanego Elhana. Blajndo nie zdążył się nawet tym zdziwić kiedy pierwsze bełty śmignęły koło nich. Na jego nieszczęście jeden trafił w jego "kito", nieznacznie go raniąc: - Fhhh, kurrr*a mać. - zaklął siarczyście łapiąc się za bolącą nogę. Nie wyglądało na to by wszedł głęboko, lecz ciepło jakie zaczęło bić z cieknącej rany mogło oznaczać tylko jedno... - Trucizna? Paraliż? - krótkie pytajniki pojawiły mu się w głowie. - Skur*ałe potwory! - ponownie zaklął, będąc już wyraźnie wściekłym. Nie zauważył nawet lecącej w ich kierunku, a następnie wracającej do właścicielki, kuli ognistej. Dopiero jej eksplozja pobudziła jego uwagę, lecz na uniknięcie spadających z nieba kawałów lodu było już zapóźno. Oberwał prosto w środeczek głowy. Uderzenie spowodowało pochylenie w przód, tak, że prawie się "wyłożył". Wszystko działo się dla niego zbyt szybko, a coraz większy brak czucia dodatkowo powodował, że jakiekolwiek uniki były w tej chwili praktycznie niemożliwe. - Kuuuurrr... Tchórze! Tylko tu podejdźcie! - wyzywał niepotrzebnie bestie, które i tak już się do nich zbliżały. Po wyrażeniu swej wściekłości wyrwał bełt tkwiący w jego udzie, po czym łapnął za buteleczkę z napojem leczniczym, przechylił ją pospiesznie i w moment po tym w jego rękach spowrotem znajdowały się oba ostrza. Zakręcił nimi dłoniach, tak jakby chciał rozruszać nadgarstki, do tego zakręcił głową nastawiając sobie kręgi, tak jak to czasem zwykł robić szykując się do walki. Trucizna go teraz nie obchodziła, mógł pocierpieć, górę dla niego zajmowały teraz zbliżające się cele do wyładowania świeżo zebranej złości.
__________________ <PEACE> Ostatnio edytowane przez ŚLePoX : 10-09-2008 o 22:44. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #242 |
![]() | Milo był lekko podniecony faktem odwiedzin starego klasztoru. Przecież powinno tam być tyyyyyle skarbów do znalezienia... Przygotował swój ekwipunek, sprawdził czy kusza jest dobrze przygotowana. Poprawił miecze w pochwach aby nie było problemu z ich wyjmowaniem. Jednak zmienił ich położenie. Dłuższe ostrze po prawej stronie co by lewą ręką doby, a sztylet po lewej aby prawą nim władać. Nie na darmo uczył się posługiwać obiema rękami w równym stopniu. Widział wiele walk gdzie mańkuci i oburęczni szybko kończyli walki zaskakując wroga atakiem z lewej ręki. Poprawił czapeczkę na głowie, dopiął pelerynkę, i poprawił obuwie. Jeszcze nigdy mnie nie zawiedliście moje kochane artefakciki. Nie zawiedźcie mnie teraz. Dodatkowo przywłaszczył sobie jeden kołek, jeden flakonik ze święconą wodą oraz jedną miksturkę leczenia średnich ran. Byle byś nie była potrzebna... Aner zaczęła się wymigiwać od spenetrowania ruin ale niziołek nie dał jej przegapić takiej frajdy. Zresztą nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Była przegłosowana. Zresztą kto mógłby się oprzeć temu wzrokowi?... Poszedł do stajni i osiodłał Wazora. - No kochany fiesku. Chyba ruszamy... ~~~ Podróż była znośna. Milo jechał już w gorszą pogodę, ale i ta miała wiele do życzenia. W końcu dojechali do klasztoru. Z daleka wyglądał mrocznie, strasznie i gotycko. Lecz nie był w cale taki duży... Tak przynajmniej wydawało się niziołkowi dopóki nie podjechali bliżej. W tedy okazał im się prawdziwy wygląd klasztoru. Dziura na szczerbie pleśń popycha. Milo lekko wytrącony z równowagi spojrzał w górę. - Wysoko. Ale żadna wysokość... nie jest mi straszna... No ofrócz naszej Wysokości Faladynki Rosy. - próbował zażartować i rozluźnić nieco sytuację - dałbym radę jakby trzeba było tam wejść. - może i się nieco chwalił ale miał do tego całkowite prawo. Wchodził już na większe ściany. Ha i to bez trzymanki. - No dobra wchodzimy. Gdy inni schodzili z koni by te im nie przeszkadzały, Milo pozostał na swym psie. - Ha razem jesteśmy nie pokonani! Co nie Wazor? Damy radę! - powiedział czule do lekko spiętego psa i pogłaskał go po łebku. Dopiero teraz zauważył wzrok i minę Blajndo. Trochę mu się głupio zrobiło. Zaczął nawet bać się o swego towarzysza. Wjechali. Na placu stał mały, pokrwawiony Sergor... No to tego się nie spodziewałem! - Wazor co ci jest? Rozluźnij się chłofie! No co ty? - jego pies stał się lekko nerwowy. Podkulił ogon, potem jednak go wyprostował. Co było nie tak. Już wiedział co. Sergor zamachnął się pięścią i z niesamowitą siłą przyfasolił Elhanowi. Grad strzał pomknął w stronę poszukiwaczy. Gdyby nie wyćwiczone ruchy i wrodzona zręczność to jeden bełt utkwiłby w jego ciele. Jednak wszyscy poszukiwacze nie mieli tyle szczęścia. Na dachu pojawiła się Yalcyn. Roześmiała się paskudnie. Zaczęła inkantować czary jednak żaden nie zrobił krzywdy łotrzykowi. Zarówno dzięki jego refleksowi jak i jego wybrance serca, która skontrczarowała kulę ognistą. Lecz nie udało jej się powstrzymać drugiego czaru. Lodowe kule zaczęły bić im po karkach. Niziołek był poza zasięgiem rażenia ale Aner już nie! Jak śmiesz podnosić swoje krzywe paluchy na nią?! Umrzyj! Spiął wierzchowca i pomknął w jej stronę. Nie wiedzieć czemu przed nim pojawiła się czarna ścieżka prowadząca do samej wampirzycy. Czyżby moja złość stworzyła tą drogę? -Milo zajmij się wiedźmą, nie pozwól jej rzucić kolejnych czarów! – usłyszał ciche słowa Luny No dobra, to nie moja złość... Ale to i tak cię nie uratuje! Pomknął po "gwiezdnej drodze do nieba" koloru czarnego w wersji dachowej. Wyciągnął swe ostrza. Inwerso dla zwykłego przeciwnika. Chmmm... to może być ciekawe! Użył swej czapki aby wyglądać o 10 cm wyższy, ale takiej samej budowy i wyglądu, oraz aby sztylet wyglądał jak miecz, a miecz jak sztylet. Może to zmyli ją przez jakiś czas. Pędził na psie dalej. Chciał ją zniszczyć. Zabić i rozdeptać. A jego humor podzielił się także Wazorkowi. **** Szarża na Yalcyn. Na psie. Milo będzie walczył z wierzchowca (St 10 - jeździectwo, prawdopodobnie). Główna ręka to lewa (a w niej k. miecz wyglądający jak sztylet). Pies chyba też może atakować?
__________________ Atakują klony, będą nas miliony! Czemu to przeklęte zaklęcie nie działa?! |
| | |
| | #243 |
![]() | - Proszę, odnajdźcie mojego braciszka, proszę... - takimi słowami pożegnała grupkę awanturników, córka niedawno zmarłego właściciela karczmy "Pod Smoczym Łbem". Dziewczynie było na imię Zora. Jeden z owych awanturników podszedł do dziewczyny, lekko uścisnął ją za rękę i pocałował w policzek. Nie odezwał się jednak ani słowem, po czym odwrócił się w stronę wyjściowych drzwi i pognał za towarzyszami. Mężczyźnie było na imię Siabo. Zdawało mu się, że bardzo kocha Zorę. Czy się jeszcze spotkają? Czy ich miłość przetrwa? *** Gmach klasztoru był całkiem ładny. Czarodziej przez całą podróż do tego miejsca milczał, gdyż chciał być jak najlepiej skoncentrowany. Bał się. Bał się i to jak jasna cholera, jednak wiedział, że nie może się wycofać. Nie ugnie się, nie podwinie kiecki i nie ucieknie. Jest Harfiarzem, czarodziejem, który zawsze uznawał się za dobrego, zawsze starał się pomagać tym, którzy nie zasłużyli na cierpienie. Tak jak wszyscy Grający. Jednak teraz, gdy mag patrzał na mury, gdzie najpewniej czają się jego nowi wrogowie, czuł strach. Pot spływał mu po plecach. Zawsze uznawał wampiry za groźnych przeciwników, jednak dopiero w Rath przyszło mu się z nimi zmierzyć w pełnym wymiarze. Jednak to nie samego wampiryzmu tak się bał. Bał się, a może raczej obawiał się Yalcyn. Nie dosyć, iż nieśmiertelna przez wampiryczną klątwę, to jeszcze znała się na Sztuce. I była w niej dobra, a nawet bardzo dobra. Była lepsza niż Siabo. Dlatego właśnie on miał nadzieję, że Mystra nad nim czuwa, tak samo jak nad resztą drużyny, zwłaszcza tą czarującą. Laumee Harr zszedł powoli z konia i rozejrzał się po placu. Kiedyś ten klasztor musiał być naprawdę piękny. Duża budowla, którą być może odwiedzali nawet pielgrzymi. Ciekawe, co się tu stało. Jaka tragedia przytrafiła się zakonnikom? Z tego, co się domyślał i z co poniekąd słyszał, to doszło tu chyba do jakiejś masakry. Czemu jednak nikt nie przybyłby odbić tego miejsca? Przecież tutejsi mnisi musieli mieć przecież jakichś zwierzchników. Czy nikt nie dziwił się, że nagle przestali się odzywać? Żadne plotki nie doszły do innych świątyń? Dziwne.. - zastanawiał się. Rozmyślania przerwał mu jednak dźwięk dochodzący z pobliskich krzaków. Jakiś płacz czy może chlipanie. Po chwili z pomiędzy gałęzi wyszedł mały chłopiec, którego nie widzieli od dnia śmierci Mivala. Tym dzieckiem był Sergor, brat Zory. Radość, jaką poczuł Siabo z widoku Sergora była tak ogromna, że zapomniał na chwilę o poczuciu bezpieczeństwa. Zachował się jak zwykły, nieopierzony uczeń czarodzieja. Dopiero po chwili szok minął i iluzjonista zaczął myśleć. Coś tu było nie tak. Odsunął się, więc na chwilę. I dokładnie w tej chwili zdarzyło się to, czego Siabo obawiał się od kilku chwil. Sergor pokazał swoją prawdziwą twarz i uderzył Elhana. Cios był bardzo mocny. W uśmiechu dziecka można było dostrzec kły. Wampirze kły. I co ja powiem Zorze? - przemknęło mu przez głowę. Nie zgłębił jednak tego tematu, gdyż wydarzenia potoczyły się za szybko. Najpierw grad strzał a później kula ognista. Ta jednak zamiast trafić w podróżników, trafiła ponownie w tą, która ją wyczarowała, czyli Yalcyn. Tą, która pożarła palec Siabo, oraz przede wszystkim ta, która zabiła Johana i Harkha. Czarodziej dość łatwo zorientował się, kto "odbił" zaklęcie w stronę wampirzycy. "Z kulą ognistą sobie poradzę, ale tylko jedną - pokazała pierścień na palcu. Na złotej sferze widniał średnich rozmiarów klejnot. Klejnot, jak się wydawało, z płynnego ognia. - W każdym bądź razie lepsze to, niż nic." - przypomniał sobie, jak Aner rozmawiała z nim i innymi w karczmie. Jednak ognista kula nie była jedynym zaklęciem w repertuarze Yalcyn. Już po chwili na drużynę spadł magiczny grad. Jakby tego było do zabawy dołączyły cztery inne wampiry. Jednak drużyna nie zostawała dłużna. Elhan zaatakował Sergora, Yon strzelał z kuszy, podczas gdy Blajndo szykował się walki. Aner zaatakowała magicznie Yalcyn, a Luna stworzyła magiczny most wprost do wampirzycy, co postanowił wykorzystać Milo, gnając na swoim wierzchowcu prosto do czarodziejki. Siabo także postanowił działać. Szybko wymówił potrzebną formułę i wykonał odpowiednie gesty. Po chwili świat zwolnił, przynajmniej z perspektywy maga. Spojrzał na swoją wampirze przeciwniczkę, do której powoli zbliżał się Milo. Czarodziej wykonał parę gestów i wykrzyczał inkantację. Kula ognia, tym razem nie przemieniona w dźwięk, pomknęła obok niziołka, trafiając prosto w umarlaka, w taki sposób, by nie zaszkodzić sepleniącemu łotrzykowi. *** Przyspieszenie i kula ognista w Yalcyn. KP +4 tak dla przypomnienia.
__________________ "wszystko to marność i pogoń za wiatrem" gg:4546332 |
| | |
| | #244 |
![]() | Opuszczony klasztor Po mniej lub bardziej udanych atakach nieumarłych, grupa awanturników szybko pozbierała się z wpadnięcia w pułapkę, i przystąpiła do kontrofensywy, doprowadzając do rozbrzmienia odgłosów małej bitwy w ruinach opuszczonego klasztoru. Siedmioro poszukiwaczy przygód przeciw sześciu wampirom, szanse były więc dosyć wyrównane, szkoda jednak, że nie było tam Mary lub "wyjątkowo upierdliwej" Rosy, one z racji swoich fachów potrafiły o wiele skuteczniej walczyć z tego rodzaju tałatajstwem. Nie było jednak chyba aż tak źle... . Jako pierwszy przystąpił do działania Yon, najpierw strzelając z kuszy do nabiegającego do niego wampira. Zranił nieumarłego w nogę, po czym odrzucił broń dystansową, i dobył swojego rapiera, akurat na czas, by odeprzeć atak mieczem. Wampir zadał oburącz niezwykle silny cios, Łotrzyk jednak zbił go w bok nie odnosząc żadnych szkód. Yon wiedział, że przeciwnik jest wyjątkowo silny i odporny na zabójcze w skutkach sztuczki w stylu "rapier w wątrobę", wiedział jednak również, że jest od niego zwinniejszy, co stanowiło chyba jedyną formę obrony przed dziką furią truposza. Nie pozostawało więc nic innego, jak pozostawać ciągle w ruchu, wykonywać uniki, systematycznie zadawać ciosy, i co najważniejsze, nie dać się samemu trafić. Milo ruszył na swoim psie wierzchowym prosto w stronę stojącej na dachu Yalcyn. Wściekły Niziołek, doprowadzony niemal do furii atakami na jego wybrankę serca, nie miał tak naprawdę pojęcia, jak dostać się do wrednej wampirzycy, mimo tego pędził jendak przed siebie, wpadając na Wazorze na teren zarośniętego ogrodu, z którego przed chwilą wyszedł Sergor-wampir. Mały mężczyzna używając iluzji swojej czapki dodał sobie kilka centymetrów, oraz "pozamieniał" miejscami oręż w obu swych rękach, i teraz trzymany przez niego sztylet wyglądał na miecz, a miecz na sztylet. Iluzja ta miała za zadanie skołować przeklętą przywódczynię nieumarłych, niestety Milo nie wiedział, że wampiry potrafiły takie rzeczy przejrzeć na wskroś... . W tym czasie drużynowy Mag Siabo rzucił na siebie czar "Przyspieszenie", doprowadzając do niezwykle szybkich ruchów swojego ciała, dzięki czemu był w stanie utkać jeszcze jedno zaklęcie, którym była "Kula ognista" posłana prosto w Yalcyn. Po raz kolejny więc nieumarła kobieta zniknęła zakryta eksplozją oraz płomieniami, tym razem potraktowana wrogą magią. Wyglądała już naprawdę źle, cała popalona od swojego poprzedniego zaklęcia, które ku jej ogromnemu zaskoczeniu zawróciło i trafiła nim samą siebie, obie "Kule ogniste" wyrządziły jej jednak połowiczne rany, jakby na złość awanturnikom ruda była naprawdę szybką osóbką, i zdążyła za każdym razem odskoczyć nieco w bok. Niech więc to szlag... . Elhan rzucił się zaś na Sergora-wampira. Dobrze wiedział, że dla chłopaka nie ma już raczej ratunku, stał się bowiem jednym z nich, i będzie zabijał i pożywiał się niewinnymi, nie było więc chyba innej możliwości. Wziął mocny zamach swym mieczem rtęciowym celując w głowę swojego niejako... niedoszłego, "przyszywanego" syna?. Ot, durna myśl, a jednak pojawiła się w chaosie walki. Sergor widząc opadający na niego miecz w akcie desperacji starał się jakoś zasłonić ręką, co nie mogło się skończyć inaczej, niż utratą kończyny. Cios miał jednak naprawdę mocny impet, i miecz po odcięciu lewej ręki chłopaka był jeszcze wystarczająco mocno rozpędzony, by poderżnąć samym czubkiem ostrza gardło. Sergor wrzasnął więc najpierw strasznie zraniony, a po chwili bulgocząc krwią padł martwy na piach, z zarówno odciętą ręką, jak i wiszącą ledwie na resztkach szyi głową. No cóż, tak chyba było najlepiej. Dosyć wściekła Aner wymówiła szybko inkantację, po czym posłała prosto w stojąca na dachu budynku wampirzycę "Kwasową strzałę Melfa", raniąc Yalcyn po prawej ręce. Wampirzyca syczała z bólu, i kopciło się z niej co nie miara, wciąż jednak tam stała, i wciąż zagrażała całej grupie swoją magią. Niziołcza kobietka nie miała zbyt wielu czarów przydatnych by kogoś zaatakować, coś "bolesnego" się jednak zawsze znajdzie. Swój rozwój w "Sztuce" ukierunkowała w nieco innym kierunku, chcąc kiedyś stać się jednością z żywiołem powietrza, nie oznaczało to jednak, że była bezbronna, oj nie. Ale była za to łatwym celem... . Dopadł ją wampir. Ostrze opadło na plecy Zaklinaczki, zostawiając wielką, ukośną ranę. Trysnęła krew, pojawił się ogromny ból, oraz wredny rechot napastnika. Szuja zaatakował ją od tyłu, kompletnie z niczym się nie licząc, gdzie tu jednak w walce na śmierć i życie z wampirami sentymenty na honorowe zagrania. Z coraz bardziej drętwiejącą nogą, i paraliżem rozchodzącym się na resztę ciała, Blajndo wypił szybko jeden ze swoich leczniczych eliksirów, przez co poczuł się chociaż odrobinę lepiej. Odrzucił małą buteleczkę i pochwycił ponownie w dłoń miecz akurat w momencie, gdy zaatakował go wręcz jeden z wampirów. Niestety, skupiony na użyciu mikstury Półelf nie zachował należytej uwagi, co właśnie boleśnie przypłacił nową raną. Zanim zdążył odpowiednio ustawić do gardy miecz i sztylet, wampirzy mężczyzna z wrednym śmiechem na gębie zadał mu cięcie od boku raniące lewą rękę w okolicach łokcia. Do tego wszystkiego zaś, rozeszła się po ciele Półelfa kolejna fala gorąca, doprowadzając nawet do chwilowego zachwiania. Trucizna dała ponownie o sobie znać, znowu nieco go osłabiając. Ruchy stały się jeszcze wolniejsze niż przed chwilą, a oręż trzymany w dosyć otępiałych dłoniach nie zapowiadał niczego dobrego, oby więc ta parszywa trucizna nie narobiła jeszcze większych szkód. Luna widząc poczynania Milo postanowiła rzucić bardzo pomocny czar, umożliwiający dotarcie Niziołkowi do wampirzycy. Powołała do istnienia "Mroczną drogę", która wyrosła tuż pod pędzącym na psie wierzchowym mężczyźnie, unosząc się z ziemi, i równocześnie zabierając go ze sobą. Tym oto sposobem Niziołek znalazł się na dziwnej, stworzonej z czerni ścieżce, która prowadziła z ziemi prosto na dach, i okazało się to niezwykle pomocne, ponieważ właśnie tylko i wyłącznie dzięki temu mógł on zaatakować Yalcyn. Wpadł więc gnając na Wazorze na złorzeczącą pod nosem wampirzycę z niezwykłym impetem, szarżując z ostrzami skierowanymi przed siebie. Widok był naprawdę niezwykły, nie wspominając o całym zderzeniu. Pies zanurkował bowiem nagle tuż przed wampirzycą, skacząc między jej nogami, w efekcie czego Milo trzasnął prosto w jej tors. Głośny łomot, huk, wrzask, psi pisk, i po chwili Yalcyn wraz z Niziołkiem i Wazorem znaleźli się w szalonej szarpaninie, kotłowaninie, i zapasach. Milo stracił gdzieś swój sztylet, a po paru sekundach okazało się, że tkwił on w prawej piersi wampirzycy, walczył więc z nią krótkim mieczykiem, pies gryzł ją po nogach, a ona sama próbowała udusić małego, dzielnego mężczyznę gołymi rękami, nie zwracając najmniejszej uwagi na małe, wbite ostrze prosto w swoim sercu. "Kronikarka" po chwili również miała spore problemy, ponieważ do niej także doskoczył uzbrojony w miecz wampir, tnąc bez litości kobietę spoglądającą przez drobną chwilę w zupełnie innym kierunku. W ostatniej chwili Luna na szczęście spojrzała w prawy bok, co uratowało jej skórę, wrzeszczący nieumarły bowiem zamiast rozpłatać jej ciosem tors, jedynie "drasnął" odskakującą w tył kobietę. Na jej ciele pojawiła się duża, krwawiąca szrama, biegnącą od lewej piersi ukośnie w dół, w stronę brzucha. Bolało jak szlag, krwawiło jak szlag, gdyby jednak nie odskok w tył już by nic nie bolało, po wypadnięciu wnętrzności... . Yalcyn szarpiąca się z Milo została uderzona rękojeścią krótkiego mieczyka w zęby, nie wywarło to jednak żadnego efektu, poza jeszcze większą wściekłością wampirzycy. W końcu złapała prawidłowo broń Niziołka, wyrwała mu ją, po czym odrzuciła w bok, i miecz przejechał metr po dachówkach, po czym spadł gdzieś w dół, znikając w krzakach zapuszczonego ogrodu przed głównym budynkiem. Milo miał więc nie lada kłopoty, nie dorównując Yalcyn siłą fizyczną, a teraz będąc i niejako całkowicie bezbronnym. Jej kły były tuż tuż jego szyi, a on kopał, tłukł ją pięściami, wrzeszczał, a Wazor nieudanie gryzł po nogach, wszystko to nie przynosiło jednak żadnych efektów. Plan Letargu - Czekaj głupia - Osyluth nie odpuszczał i szedł za nią dalej przemawiając - Nie idźźź tam, do miassssta nie wejdzieszszsz a pod nim czekając jeszszcze cię śśśświńsssskie Tanar'ri dopadną i do Otchchłani zaciągną... . Mocna jesteśśś wyczuwam to, dobijmy targu a zostanieszsz wynagrodzona, może będzieszsz Kytonem, może Barbazu?. Zastanów sssię... . Diabeł nie odpuszczał. - Bszszydki? - Obruszył się słysząc słowa Liah, i machnął kilka razy swym ogonem zakończonym sporym szpikulcem, przed twarzą Półelfki, po czym spojrzał jej swymi ślepiami prosto w oczy - To moższsze Erynia, będzieszsz pięęknaa... będzieszsz... . Wtedy też poczuła kolejne szarpnięcie w swym ciele. Po chwili kolejne, i znowu, i tym razem już zabolało. Nagle poczuła, jakby jakaś ogromna siła starała się pociągnąć ją w tył, zupełnie jakby ktoś wsadził łapę w jej wnętrzności, i w ten sposób nią szarpnął. Wszystko Liah na chwilę zawirowało przed oczami, a Osyluth wyraźnie był tego świadomy. - Zaczszszyna sssssię - Syknął, a kobieta odniosła wrażenie, że Diabeł wie o wiele więcej niż jej mówi - Zaczszszyna twój konieccc, a tak byśśść nie musi, decyduj!. Czy to już?. Czy Diabeł mówił prawdę, może jej zapewnić nowe wcielenie, może zostać Erynią?. Atrakcyjna piekielnica posiadająca ludzkie ciało, małe rogi, błoniaste skrzydła i ogon, do tego mały zestaw przeklętych mocy, i wizja powrotu na Faerun, by gnębić i omamiać naiwniaków?. Czy ten Kelemvor, czy jak mu było, właśnie ją w jakiś sposób miał ściągał w ścianę, by skończyła tam wśród szaleństwa, póki jej dusza nie ulegnie zniszczeniu?. Mimo, że w tym miejscu, i w tym "wcieleniu" nie powinien, przeszedł ją dreszcz. ![]() *** Po własnym eliksirze Blajndo 47pw, zaatakował go wampir i 39pw, trucizna zaś po raz kolejny zadziałała i Zr11(+0) Milo w zwarciu z Yalcyn, Wazor też, gryzie ją po nogach. Aner 18pw Luna 26pw Sergor martwy, a wszystkie wampiry już wykonały swój ruch w nowej(tej) rundzie Inicjatywa: 18+wampiry 17-Yon 16-Milo 12-Siabo 12-Elhan 12-Aner 11-Luna 10-Blajndo(tak niska z powodu trucizny)
__________________ Przez bliżej nieokreślony czas mogą nastąpić problemy natury psychiczno-depresyjno-maniakalnej spowodowane ciężką sytuacją osobistą, co wiąże się z nieregularnością postowania :P Po pierwszej rozprawie...nie jest dobrze... |
| | |
| | #245 |
![]() | Trafiony... Yon nawet nie miał czasu, by się ucieszyć... Bełt, który ugodził wampira w nogę, prawie wcale nie spowolnił potwora. Yon z ledwością chwycił za rapier... Ostrza zderzyły się ze szczękiem. Yon nie miał najmniejszego zamiaru parować silnego ciosu wroga. Wystarczyła zwykła, acz precyzyjna oktawa, by klinga przeciwnika, ześlizgnąwszy się po ostrzu rapiera, minęła ciało Yona w bezpiecznej odległości. Tak prawdę mówiąc nie bardzo rozumiał, czemu wampiry porzuciły kusze. Ze spokojem mogły prowadzić ostrzał i zmusić drużynę do rozproszenia. A tak to członkowie drużyny mogli się wzajemnie wspomagać... - Atakujcie trzech na jednego - krzyknął, starając się zasugerować odpowiednią taktykę. Trzy osoby mogłyby w miarę szybko rozprawić się z jednym wampirem, a potem pomóc komuś innemu. Rzecz jasna, że ci ostatni mieliby więcej problemów z ocaleniem własnej skóry, ale to już było tak zwane ryzyko zawodowe... Za jego plecami rozlegały się odgłosy walki oraz okrzyki rannych i atakujących, ale nie miał nawet czasu, by się obejrzeć. Miał na karku jednego truposza i nie bardzo wierzył w to, że uda mu się go bez problemu pokonać. Niedawno walczył już z takim. Przeklinając w duchu fakt, że nie zabrał ze sobą jakiegoś poręcznego źródła ognia zadał cios, a potem drugi... Unik, parada, riposta, unik... Mogł liczyć tylko na swoją zręczność. |
| | |
| | #246 |
![]() | Atak po ataku. Jednak wamiprzyca nie robiła sobie nic z jego cięć. Wbił jej nawet sztylet w serce, a ta nic. Jak tak można? Zbulwersowany niziołek szamotał się z Yalcyn. Jednak ta, mimo iż biegła w sztuce miała dużo krzepy. Zbyt dużo jak na niziołka! Wazor szarpał ją za nogę ale ta traktowała go jak powietrze. Ostre kły psa nie mogły przebić się przez skórę czarodziejki. Szarpanina zdawało się łotrzykowi trwała bez końca. Lecz koniec nadszedł. A szala zwycięstwa przechyliła się ku ciemności. Nekromantka wytrąciła miecz z ręki Mila. Poleciał gdzieś w dół i tyle go było widać Nie!! Tylko nie mój trolobujca! - Ty zdziro!! - krzyknął jej w twarz, plując w nią jednocześnie. Chciał jej na charkać prosto do gardła! Chciał tak odwrócić jej uwagę od wyciąganego kołka prawą ręką. Chciał tak odwrócić jej wzrok od lewej dłoni sięgającej ku sztyletowi tkwiącemu w jej piersi. Chciał zarobić parę sekund. Chciał... przeżyć! Tak to się dla niego najbardziej liczyło. Aby przeżyć i zakończyć żywota tej suki. Za wszystkie grzechy wyrządzone niziołkom.
__________________ Atakują klony, będą nas miliony! Czemu to przeklęte zaklęcie nie działa?! |
| | |
| | #247 |
![]() | Kolejna rana... Chłopak ledwo co zdążył wypić jedną miksturę, a już by musiał łyknąć następną... Co za pech! Krzywy wyraz twarzy, wyraźnie prezentujący złość, pogorszył się znacznie bardziej kiedy cięcie plugawej istoty trafiło go w rękę. Blajndo długo nie okazywał cierpienia, już nawet miał zamiar w końcu wyprowadzić uderzenie lecz trucizna tocząca się wciąż w jego żyłach przypomniała znów o sobie, co zakończyło się, na jego szczęście, tylko zachwianiem. - Kurrr....! - po raz enty przekleństwa krążące mu po myślach, były coraz bliższe ukazania się na ustach, co akurat u niego bywało w podobnych sytuacjach zupełnie naturalne. Można by pomyśleć, że zachowywał się... no, conajmniej barbarzyńsko. Pomimo dość sporej przewagi nieumarłego nad pół-elfem, Blajndo nie dawał za wygraną, co więcej, grzejąca go trucizna wymieszała się z gotującą się w nim krwią, dzięki czemu stanął twardo na ziemi, aż wreszcie wykonał swój ruch. Przed czym też, jak miał w zwyczaju, wstawił krótki epitet: - No chodź, skur#iała pijawo! - po czym ostrza poraz kolejny zabłysnęły w jego dłoniach, a niecałą sekundę później kierowały się już, wraz z całą masą ciała rozwścieczonego Tropiciela, w kierunku głowy znienawidzonego krwiopijcy. *** Atak obydwoma ostrzami, cel - okolice głowy/szyji (stara się ją przebić/odciąć :P).
__________________ <PEACE> Ostatnio edytowane przez ŚLePoX : 10-16-2008 o 19:08. |
| | |
| | #248 |
![]() | Wypuściła kwasową strzałę z grymasem obrzydzenia. Już chciała się uśmiechnąć, jednakże cios w plecy jej na to nie pozwolił. - Co za cham! Elhan, zajmiesz się tym kretynem? Ja pomogę Milo - zawołała, gdy dostrzegła walkę na dachu. Nie czekając na odpowiedź elfa odsunęła się, robiąc dla niego miejsce, po czym zaczęła inkantować kolejne zaklęcie. Po raz kolejny skupiła się na unikaniu ciosów wampira. Starała się jednak nie tracić z oczu Yalcyn, by móc w nią wymierzyć kolejny efekt Sztuki. *** Krok w bok, by zrobić miejsce Elhanowi (ciągle stoi przy wampirze, by nie prowokować okazyjnych za odsunięcie się), po czym defensywne czarowanie: Magiczny pocisk w Yalcyn.
__________________ Całkowita rezygnacja z PBF na czas nieokreślony... |
| | |
| | #249 |
![]() | Ostrze elfa przebiło się przez obronę Sergora bez trudu, niemal odcinając małemu wampirowi głowę. Ciało upadło z głuchym odgłosem na bruk. To już był koniec... Elhan spojrzał na ciało chłopca z lekkim żalem. Żałował, że to zrobił, ale z drugiej strony nie było żadnego lekarstwa na wampiryzm. Śmierć była jedynym rozwiązaniem dla Sergora. Zacisnął mocniej dłoń na swoim mieczu i spojrzał w stronę Aner, która właśnie odskoczyła od atakującego wampira, wołając elfa na pomoc. Pomknął w stronę umarlaka wciskając się między Zaklinaczkę, a jej napastnika. Korzystając ze swojego pędu ciął od lewej strony na wysokości żeber przeciwnika. *** Wciśnięcie się w lukę, którą stworzyła Aner odsuwając się od wampira i atak na umarlaka, który zaatakował Aner.
__________________ One, Two: Freddy's coming for you. Three, Four: Better lock your doors. Five, Six: Grab a crucifix. Seven, Eight: Gonna stay up late. Nine, Ten: Never sleep again |
| | |
| | #250 |
![]() | Mag działał jak w transie. W ogóle się nie zastanawiał, tylko rzucał zaklęcia jak opętany. Tak przynajmniej mogliby ocenić zachowanie czarodzieja postronni obserwatorzy bitwy. Jednak nie dość, że nikogo takiego nie było w pobliżu, to do tego ów czarodziej wcale nie rzucał zaklęć bez rozmysłu. Wręcz przeciwnie, Siabo Laumee Harr nim splótł jakiekolwiek zaklęcie, najpierw szybko analizował co w danym momencie najlepiej uczynić. Starał się jak mógł, żeby jego decyzje były jak najlepsze, ale wiadomo, jak to czasem bywało. Iluzjonista miał jednak nadzieję, że tym razem jego decyzja jest jak najsłuszniejsza. Postanowił bowiem, iż najpierw pomoże wybić wampiry, które walczyły teraz z grupą awanturników na miecze, a dopiero później zająć się Yalcyn. Rozejrzał się. Elhan już ruszył by pomóc Aner w walce z wampirem, więc Siabo postanowił pomóc Lunie. Kątem oka dostrzegł, że w pobliżu kronikarki, walczy także Yon. Chciał więc pomóc im obojgu. Sięgnął szybko do swojej sakwy na tajemne komponenty i po raz kolejny zaczął krzyczeć słowa zaklęcia o nie małej mocy. Tym razem jednak nie wykonywał żadnych gestów, co zawdzięczał odpowiedniemu przygotowaniu. Mag jak zwykle postarał się o to, by magiczny ogień trafił tylko w przeciwników, nie robiąc krzywdy przyjaciołom. Następnie nie patrząc na efekty swego czaru zaczął splatać kolejne zaklęcie. Po chwili 4 magiczne pociski poszybowały w stronę wampira, który walczył z Luną. *** Unieruchomiona ognista kula w wampiry walczące z Luną i Yonem, następnie magiczny pocisk w wampira walczącego z Luną.
__________________ "wszystko to marność i pogoń za wiatrem" gg:4546332 |
| | |
| Reklama |
| |