Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyzują się różne swiaty i plany istnienia. Stań sie jednym z podróżników przemierzającym scieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-29-2008, 21:20   #61
 
Sinthael's Avatar
 
Reputacja: 1 Sinthael jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 035
Elhan poznał, że tygrys jest już przy nim po wielkim cieniu, który padł na jego oczy. Wywijał mieczem młyńce nie pozwalające wsadzić łapy w zasięg śmiercionośnej broni elfa. Mimo wszystko tygrys naparł całym ciałem na Elhana, przy okazji trafiając jedną łapą na wirujący miecz. Teraz długi miecz stawał się nieporęczny. Zbyt mało było miejsca między ścianą, a tygrysem, przez co miecz ocierał się głowicą o ścianę. Elf zasłonił się po części tarczą próbując odepchnąć zwierza od siebie. Bezskutecznie. Pięćset kilo wciąż napierało na Elhana przy okazji wywijając łapami na wszystkie strony. Jedna z nich trafiła w przedramię wojownika przecinając wzdłuż skórzaną bransoletę oraz skórę. Elhan głośno wciągnął powietrze i zacisnął zęby, aby zignorować ból. Teraz naparł jeszcze mocniej na tarczę wystawiając się na cios i gwałtownie cofnął do ściany, jednocześnie wyciągając miecz z zamiarem wbicia go w ciało tygrysa. Ryzykowny manewr, lecz skuteczny. Chociaż kto wie jak na to zareaguje magicznie przyzwane stworzenie. Miał nadzieję, że zjawi się jakaś pomoc i jego przypuszczenia sprawdziły się, gdy Wherkens podbiegał do niego i tygrysa.

Zwierzęcy przyjaciel Blajndo z pewnością odwróci uwagę tygrysa i elf będzie miał trochę czasu na zadanie śmiertelnego ciosu. Elhan wychował się wśród leśnych elfów i niemal każdy łowca z rodzinnej wioski elfa posiadał zwierzęcego towarzysza. Nie raz takie stworzenie ratowało swojego pana od śmierci czy innych opresji. Z czasem Elhan zaczął doceniać przydatność zwierzęcych towarzyszy, toteż ucieszył się na widok cienia o psim kształcie podlatującego do tygrysa.
 
Sinthael jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 06-30-2008, 09:58   #62
 
Thanthien Deadwhite's Avatar
 
Reputacja: 2 Thanthien Deadwhite wkrótce będzie znany
$: 35 719
Sytuacja nie wyglądała dobrze. Chaos, który szalał w pokoju burmistrza, był nie do opisania. Szaded został rozszarpany dosłownie w parę sekund, kobold uwięziony pod stołem skrzeczał przeraźliwie, Johan miał jakieś zwidy, przez co Mara nie mogła działać. Do obrony nadawał się tylko Blajndo i półślepy elf Elhan.

Te tygrysy! Mają czerwone ślepia! Są też większe i brutalniejsze, niż te o których czytałem. A to dowodzi, iż mają jakieś powiązania z niższymi sferami. A to z koleji oznacza, że nasz wróg jest silniejszy i śmielszy, niż się na to zapowiadało, a także, że sporo wie. - przemknęło czarodziejowi przez głowę. Jego tygrysi przeciwnik stał zaledwie otumaniony. Kręcił łbem próbując dojść do siebie po tym jak migające i świecące kolory zaatakowały jego oczy. Iluzjonista był jednak pewien, że zwierz, za chwilę dojdzie do siebie.Efekt do przewidzenia - pomysłał Siabo gdy spojrzał na swą prawicę, która była brudna od kolorowych proszków, składników do zaklęcia, które rzucił. Wiedział, że owy czar nie powstrzyma nawet zwykłego tygrysa. Zrobił to tylko dlatego, że było to pierwsze co przyszło mu na myśl. Nie miał czasu na ustalanie taktyki, bowiem, tygrys już szykował się do skoku, więc Laumme Harr musiał coś zrobić. I to szybko! Inaczej skończyłby jak Szaded. A wcale nie miał takiego zamiaru. Całe szczęście, że zwierzak dostał zaklęciem prosto w pysk. To go zatrzymało. Nia na długo co prawda, ale na tyle, żeby Siabo mógł wymyśleć coś lepszego.

Rozejrzał się szybko. Zobaczył wilka, który wpadł do pokoju i usłyszał głos półelfa:
- Wherkens, cholera! Bierz gnoja! - wilk z niesamowitą prędkością naskoczył na tygrysa, który atakował elfiego wojownika.
Dobrze, mają sznasę go zatrzymać na chwilę. Ale na jak długo? Wystarczy, że tygrys raz rąbnie łapą i albo Elhan, albo Wherkens padnie bez życia. No chyba, że tego tygrysa zaatakuje też Blajndo. A jeśli tak się stanie, to będzie oznaczało, że drugi zwierz będzie miał solowy pojedynek...ze mną!? O szlag! Chyba mnie przeceniają! Dobra. Spkojnie. Mystra doda mi sił. - po raz trzeci czarodziej spojrzał na czarciego tygrysa - Bez wątpienia został tu przysłany przez jakiegoś zdolnego maga, z jekiejś demonicznej sfery. To, że jest to bezwątpienia czarci pomiot, nie daje mi żadnej przewagi. Ale fakt, że został tu przyzwany przez magię, daję mi pewne szanse. Myśl o rozwiązaniu, nie zaś o problemie.

Siabo Laumme Harr widział, już co należy zrobić. Było to trochę ryzykowne, dla samego czarodzieja, ale jeśli się uda to może zakończyć walkę, a nawet jak Siabo nie osiągnie pełnego sukcesu, to może pozbędzie się choć jednego czarta?
- Mystro daj mi MOC - wyszeptał, krótką modlitwę i przystąpił do zadania. Jednym ruchem ręki otworzył tubę, która wisiała mu przy lewej nodze na wysokości pasa. Było w nim sporo zwojów, a jednak Laumme Harr szybko znalazł ten na, którym mu zależało. Połowiczne rozwiązania są dla słabeuszy, - pomyślał - dlatego, oślepienie jednego stwora nic mi nie da. Czarodziej kolejnym płynnym ruchem wyciągnął pergamin. Ucieczka nie ocali, chodzenie po ścianach też nic nie da, - kolejny ruch prawą ręką - ale zakończenie magii, owszem! - pomyśłał szybko odczytując zwój.
Słowa na, których można byłoby sobie połamać język, zapisane smoczym dialektem, zabrzmiały w ustach Siabo pewnie i mocno. Skomplikowane gesty lewą ręką zostały wykonane szybko i precyzyjnie. Z całego ciała spalatającego zaklęcie Siabo, dała się wyczuć energia. Wszystkie włoski na rękach czarodzieja na moment staneły dęba. Po chwili magiczna moc uderzyła dokładnie pomiędzy dwa tygrysy i zaczęła chłonąć magię z otoczenia.

Czarodziej miał nadzieję, że dzięki temu zaklęciu, zakończy trwający czar przyzwania i odeśle stwory do miejsca skąd zostały przyzwane, a zarazem zakończy walkę. Do diabła z nimi! - pomyślał z przekąsem.



***

Obszarowe rozproszenia magii, rzucone tak by objąć oba stwory.
 
__________________
"wszystko to marność i pogoń za wiatrem"
gg:4546332
Thanthien Deadwhite jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-01-2008, 08:57   #63
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 196 009
Słowa kapłanki twierdzącej, że jest paladynką, były prawdziwym zaskoczeniem.
Yon z trudem opanował wzruszenie ramion. Nie potrafił zrozumieć, jak ktoś może być tak... głupi...
Zakuty łeb - przemknęło mu przez głowę.
Po tygodniu wspólnej podróży wiedział aż za dobrze, że kapłanka jest pełna różnych wad, ale żeby do niej należała krańcowa głupota? Tego się po niej nie spodziewał.

Oczywiście rozumiał znaczenie dobrego kłamstwa... Sam nie raz się nim posługiwał, ale nigdy nie w taki beznadziejny sposób.
W dodatku kapłanka zachowywała się tak, jakby już parę razy informowała go o tym poronionym pomyśle. A to znaczyło, że Rosa albo nie pamięta, co i kiedy komu mówi, albo też miewa urojenia. Jedno i drugie było niebezpieczne... Zarówno dla niej, jak i dla towarzyszących jej osób.

Spojrzał na swoją towarzyszkę, a jego wzrok, wyraźnie pozbawiony szacunku, mówił równie wyraźnie:
- Taka z ciebie paladynka, jak z koziej dupy trąba.
Mimo wszystkich niepochlebnych myśli nie zaprzeczył jej słowom. Skoro Rosa miała zamiar rozgrywać jakieś swoje gierki to w zasadzie nie powinien stawać jej na drodze.
A może jednak nie...?
Bez wątpienia kłamstwa rozsiewane przez kapłankę mogły obrócić się przeciwko niej i w efekcie doprowadzić do klęski całej jej misji. Czy zatem powinien ją powstrzymać?

Odłożył na później te rozważania postanawiając porozmawiać z Rosą przy najbliższej okazji i, jeśli się da, nakłaść nieco rozumu do głowy kapłanki.
A przy okazji dowiedzieć się, jak praworządny jakby nie było Torm zapatruje się na tak ewidentne kłamstwa.

Przeniósł wzrok na kapłana, ale głowę miał ciągle zaprzątniętą myślami o swej towarzyszce.
Może jednak wcześniej powinien był zareagować na jej dziwne zachowania.
Kazania na temat moralności można było zrozumieć, ale miny i spojrzenia świadczące o tym, że Rosa sądziła najwidoczniej, iż tylko dzięki niej wszystko dokoła jeszcze nie trafiło do kieszeni Yona...
Na to powinien wcześniej zwrócić uwagę...
Podobnie jak na zaczerwienione z niewyspania oczy... Ciekawe, co też kapłanka robiła, zamiast spać, jak przystało na porządnego człowieka... Czyżby poświęcała noce na modły?
A może... oddawała się bardziej ludzkim rozrywkom?
To by było ciekawsze, choć zdecydowanie nie pasowało do "pancernej" kapłanki.
Pewnie sypia w tej zbroi...
Ta wizja była zdecydowanie zabawna, ale tłumaczyłaby niewyspanie, jako że sypianie w zbroi nie było najmądrzejszym pomysłem...
Chyba... Chyba, że kapłanka spędzała całe noce czatując pod drzwiami Yona...
Pokręcił lekko głową.
Zdecydowanie coś z Rosą było nie tak...
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-01-2008, 16:22   #64
 
Buka's Avatar
 
Reputacja: 2 Buka wkrótce będzie znanyBuka wkrótce będzie znany
$: 42 187
Ratusz


Wśród ryków tygrysów i wrzasków awanturników, walka w sali ratusza trwała w najlepsze. Dwaj strażnicy wewnątrz sali odstąpili od dziwnie zatrzaśniętych drzwi i pobiegli osłaniać burmistrza, a ich dwaj towarzysze na korytarzu wpadli na genialny pomysł, by wywalić wspólnie drzwi z bara. Jak pomyśleli, tak zrobili, i w końcu im się udało, chociaż obaj przy tym wyłożyli się na podłodze. Wtedy też, właściwie to po nich, przebiegł jakiś wilk... .

Blajndo złorzecząc jeszcze chwilę pod nosem z powodu nieudanego przed momentem rzutu sztyletem, skoczył tym razem na chwilowo zamroczonego od magii Siabo futrzaka ze swoim płonącym mieczem w dłoni. Tygrys obecnie nie stanowił dużego problemu, chyba jedynie ślepy dziad nie byłby w stanie go trafić. Elf wykonał więc mocne pchnięcie, wbijając swoje ostrze od góry w zad zwierzęcego przeciwnika. Tygrys zaryczał wyjątkowo głośno, aż Półelfowi zadzwoniło w uszach, jucha trysnęła fontanną, a ciałem zwierzaka zaczęło rzucać na boki. Cios nie był co prawda śmiertelny, niewiele jednak pozostało jeszcze życia w oszołomionej istocie. Następnie Blajndo odskoczył krok w tył od rozwścieczonego tygrysa, gdy ten odwrócił się w jego stronę i machnął niecelnie łapą, przy okazji będąc już całkowicie pewnym, że zwierz już ledwo dycha.

Siabo Laumme Harr po raz kolejny skorzystał ze "Sztuki", tym razem uwalniając naprawdę sporą dawkę energii, tłamszącą chwilowo sam Splot i jego efekty, "chwilowo" w tym konkretnym przypadku wystarczyłoby jednak całkowicie. Powietrze wokół Maga zafalowało, a następnie jakaś niewidzialna energia uwolniła się ze zwoju użytego przez Siabo rozchodząc się wokół niego falą i doprowadzając do wyraźnego drżenia powietrza. Ciało tygrysa zranionego przez Blajndo również dziwnie zafalowało, niczym powietrze w wyjątkowo upalny dzień, po czym... puf, tygrys zniknął!. Laumme uśmiechnął się triumfalnie pod nosem, szybko jednak ten uśmiech zniknął, drugiemu z atakujących futrzaków nic się nie stało. Mag nie wiedział dokładnie co mogło do tego doprowadzić, odległość, potęga zaklęcia przyzywania, czy może jakieś Czarcie zdolności tygrysa?.

Zwierz atakujący Elhana już czuł w pysku smak mięsa, był pewny swego, pewny zwycięstwa i uczty jaka już za chwilę miała nastąpić. Napierając swoim ciałem na Elfa, przewyższając go nieco wzrostem, machał dziko pazurami stojąc na tylnych łapach. Elfiemu wojowi zdawało się, że świat wokół niego furkotał, choć tak naprawdę były to strzępy jego rękawów. Zgrzyty pazurów po tarczy doprowadzały do dreszczy, ryk bliskiej paszczy niemal rozsadzał bębenki, a Elhan czuł, że za chwilę może być po nim. Tym razem jeden z pazurów rozbebeszył prawą dłoń. Niejako dzięki wyćwiczeniu w szermierce, a także przez dopływ adrenaliny w chwili największej potrzeby, zebrał w końcu w sobie wszystkie siły po czym naparł tarczą w przód, jednocześnie zadając pchnięcie od boku. Trafił!. W całym tym zamieszaniu, przygniatany, smagany łapami, trafił tygrysa w bok!.

Wtedy też niespodziewanie na pomoc przybył wilk Blajndo, biorąc za cel tygrysi ogon. Czarci zwierz po pchnięciu mieczem i rwaniu zębiskami ogona odstąpił od Elhana, lądując na czterech łapach i zwracając się w stronę Wherkensa. Wśród własnego ryku smagnął wilka łapą, a biedny zwierzęcy towarzysz siłą ciosu przejechał metr w bok po podłodze, po czym zaczął piszczeć z krwawiącym bokiem. Blajdno trafił szlag.
Na pomoc Elhanowi przybyła w końcu i Mara Bersk, która z bojowym wrzaskiem potraktowała swoim mieczem tygrysi pysk. Krew wraz z kawałkami futra trysnęła wyjątkowo obficie, a leżący opodal na podłodze Johan na ten widok zaczął... rechotać!. Jedyny już tygrys z obficie krwawiącym bokiem i pyskiem pozbawionym oka i kawałka górnej szczęki ledwie zipał, wciąż jednak jeszcze żył.

Wtedy też coś świsnęło i eksplodowało, zalewając wszystko i wszystkich ogniem.

"Kula ognista".

Ktoś lub coś trzasnęło z zewnątrz "Kulą ognistą" przez otwarte okno do sali.

"Kulą ognistą"!!.

Siła eksplozji zerwała wszystkich bez wyjątku z nóg. Ciało płonęło okropnym bólem, każdy centymetr zdawał się palić żywym ogniem, i mimo, że nikt z was nigdy nie był w Piekle, z całą pewnością musiało tam właśnie tak być. Nic tylko gorąco, płomienie i palona skóra. Wszystko jednak skończyło się równie szybko co pojawiło. Pierwszy z podłogi podniósł się Johan.

- Dobra ku*wa, to nie było śmieszne - Warknął gasząc swoją tlącą się brodę i wyglądając przez feralne okno - No pokaż się ty pier*olony su*insynu!! - Chyba jednak nikogo nie widział na dachach po drugiej stronie ulicy, skoro zaczął się tak wydzierać.
Drugi z tygrysów gdzieś zniknął, najprawdopodobniej zabity wybuchem, a jego ciało powróciło na Plan, z którego został przyzwany, a dwaj strażnicy natomiast i burmistrz Lance klnąc i kopcąc się na całym ciele zwijali się z bólu, było z nimi naprawdę fatalnie. Mara Bersk, podobnie jak wy przeżyła ten atak nieco lepiej, choć nie bez szwanku. Miała paskudnie poparzony prawy policzek, nie przejmując się jednak swoimi ranami skoczyła do strażników i burmistrza, przykładając po kolei do ciała każdego z nich swoją dłoń, szybko lecząc magicznie. Każdego z was coś bolało, piekło, swędziało. Poparzenia, tlące się ubiory czy włosy, nie było zbyt dobrze.

- Jak ktoś nie jest za bardzo przypieczony to może panienki ruszycie dupę i mi pomożecie?! - Skrzeczał pod stołem Harkh.

Nie na niego zwrócił jednak uwagę Blajndo. Wzrok Półelfa spoczął na swoim wilczym towarzyszu. Leżał on na boku na podłodze, z tlącym się futrem i nie ruszał się.

Nie ruszał!.

Wherkens nie oddychał.

N-i-e o-d-d-y-c-h-a-ł.

Półelf ze łzami w oczach ruszył chwiejnym krokiem do leżącego wilka.

...

Rannego burmistrza i dwóch strażników szybko zabrano do świątyni, wraz z nimi opuściła was i Mara Bersk, w zdezelowanej sali zostaliście więc sami, jeśli nie liczyć przybyłego na pomoc pięcioosobowego oddziału straży miejskiej, który po prostu stał obok was, gapiąc się na zniszczenia w sali i wasze okopcone twarze oraz przypalone ciała. No cóż, niezbyt grzecznie zostawiono was samych sobie, na dodatek pod okiem straży?.


Świątynia Helma.


- Eeeee.... - Zajęczał Aremi na słowa Paladynko-Kapłanki, po czym miarowo zaczął mu rozrastać się na gębie uśmiech, odrobina po odrobince, w końcu szczerzył zęby pełną gębą w kierunku dwójki nowo przybyłych osób w przybytku Helma - Witam was, witam, niech błogosławiony będzie dzień w którym przybywacie!. Cieszę się z całego serca, nawet nie wiecie jak się cieszę!.

Skoczył do Rosy i Yona, po czym zaczął energicznie ściskać im prawice, bynajmniej nie udając radości, jak wcześniej zaproponowała mu nieco wrednie jasnowłosa.

- Proszę wejdźcie, siadajcie, podać napitek?. Wreszcie ktoś przybył, niech błogosławiony będzie Helm i Torm, niech błogosławiony będzie dzisiejszy dzień! - Aremi gadał jak najęty, w tym czasie zaś kompletnie zmieszana Luna szybko się ubrała, po czym stała z boku, nie bardzo wiedząc co począć z zaistniałą sytuacją. Kapłan Helma zaś kompletnie ją ignorował, zupełnie jakby przed chwilą nic się tu nie stało, a ona była... powietrzem?.

- Dziękuję ci pani za odwiedziny, możesz już odejść - Odezwał się w końcu do "Kronikarki", a tą trafił przysłowiowy szlag. Niespodziewanie dla wszystkich wybuchnęła płaczem, rzucając się Rosie na szyję. Szlochając zaczęła mamrotać o sytuacji, której nowo przybyła dwójka była niejako świadkami.

- On się na mnie rzucił!. Chciał mnie wykorzystać!. Zmusić mnie do... do... - Chlipała.

- To wcale nie tak! - Krzyknął Aremi.

- Niepotrzebnie sama zgodziłam się na tę grę słów, ale nie miałam pojęcia dokąd to zaprowadzi, Aremi mimo swojego zachowania powinien dostać szansę, szczególnie że do niczego jeszcze nie doszło, a jest jedynym kapłanem w mieście i jest bardzo potrzebny, a osąd jego zachowania może wydać tylko kler Helma, jako iż jest on jego członkiem - Luna wypowiedziała naprawdę zaskakujące słowa.

- Co ty kobieto... - Oburzył się Aremi, nie dokończył jednak, ponieważ do świątyni wpadł ktoś jeszcze, wydzierając się od progu.

- Rannych mamy, rannych! - Krzyknął czarnowłosy strażnik wbiegając do świątyni. Coś stało się w ratuszu, wywiązała się jakaś walka i nastąpiła dziwna eksplozja. Dwóch zbrojnych i burmistrz szybko dostarczeni do przybytku Helma byli nadal ciężko ranni, oprócz tego przyniesiono klnącego na czym świat stoi urzędnika w dziwnej czapce, z nienaturalnie wykręconą w prawo stopą. Dostarczyła ich jasnowłosa Paladynka wraz z kilkoma strażnikami, sama również była ranna, zdawała się jednak nie przejmować swoim paskudnie poparzonym policzkiem.

- Ratuj ich! - Ponagliła Aremiego Mara Bersk, nie bardzo wiedząc kim są goście Kapłana i co wyprawiało się obecnie w świątyni. Kobieta z brzydkimi bąblami na połowie twarzy utraciła sporo ze swej urody, nie można było tego jednak porównywać do strasznie poparzonych ciał trzech mężczyzn.

- Póki... póki nie wydobrzeję, rządzi Mara... zawiadomcie Barona Chernina... - Wybełkotał poparzony burmistrz Lance.

Po kilku szybkich wyjaśnieniach Rosa i Yon dowiedzieli się, że ranni awanturnicy nadal znajdują się w ratuszu wraz z pięcioosobowym oddziałem straży, bronili ponoć zacięcie burmistrza i sami nie byli w lepszym stanie co on. Nie pozostało im nic innego, jak wspomóc poszkodowanych magią leczniczą, pomoc Yona również by się przydała, chociażby przy przenoszeniu mężczyzn do łóżek małego hospicjum i tym podobnym, leżącym w jego możliwościach czynnościom.
W tym czasie też, korzystając z małego zamieszania Luna ulotniła się z przybytku Helma, "wypożyczając" sobie kilka ksiąg na parę godzin. Postanowiła sprawdzić co u niedawno poznanego towarzystwa, równocześnie również nie chciała przeszkadzać w udzielaniu pomocy rannym, w końcu jej zdolności w leczeniu na niewiele by się tu zdały. Wyjścia kobiety z paroma księgami pod pachą nie zauważył więc praktycznie nikt... .

...

- Siadajcie, siadajcie - Aremi zaprosił gestem dłoni Rosę i Yona, gdy już w końcu udzielono każdemu potrzebującemu pomocy, a następnie zaczął opowiadać o zaistniałej w mieście sytuacji. W ciągu niecałego kwadransa jasnowłosa i jej towarzysz dowiedzieli się więc praktycznie o wszystkim:

Tajemniczy potwór zabija mieszczan nocami, część ciał rozrywana, kilka bez jakichkolwiek śladów, zwierzęta to coś wyczuwają, oprócz zwykłych ludzi czy nawet dzieci zabito odddział straży miejskiej a nawet zwierzchniczkę Aremiego, Kapłankę zarządzającą wcześniej świątynią. Dzień wcześniej w mieście pojawiła się grupa awanturników, którzy jako pierwsi przeżyli nocny atak stwora, w chwili obecnej byli u burmistrza, który najprawdopodobniej chciał im zlecić zadanie pokonania tajemniczej bestii. Mieścina Rath przeżywało więc ciężkie chwile, a Baron Chernin z sąsiadującego miastu zamku również nie wiedział co czynić... .




***

Elhan od tygrysa -8pw, od "Kuli ognistej" -15, ma teraz 28pw. Znowu widzi tyci lepiej.

Siabo 15pw!.

Blajndo 34pw.

"Przypaleni" mogą zostać w ratuszu, pójść do świątyni Helma i domagać się leczenia za opłatą, lub po prostu iść do karczmy, wolny wybór.

Burmistrz i dwaj strażnicy przeżyli.
 
Buka jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2008, 00:07   #65
 
Kud*aty's Avatar
 
Reputacja: 1 Kud*aty jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 873
Johan Blavith

Johan szedł blisko kobolda torując mu drogę między przechodniami. Radosne twarze ludzi, ich uśmiechy kierowane w kierunku całej kompanii wzbudzały w wojowniku strach. Strach, że zawiedzie, i to nie pierwszy raz. Tak na nas liczą – myślał – co będzie, jeśli nie damy rady? Zadręczając się czarnymi myślami doszedł do ratusza. Tam jeden mężczyzna zaprowadził drużynę do pomieszczenia, w którym urzędował burmistrz.

Ten przedstawił się jako Lance. W pokoju znajdowała się również Mara. Burmistrz wyglądał całkiem sympatycznie. W oczy rzucały się jego uszy świadcząc, iż w żyłach tego mężczyzny płynie elfia krew. Zaraz po wymienieniu grzeczności wskazał grupie krzesła i zaproponował wino. Johan usiadł i zaraz w jego dłoni pojawił się kielich z krwawo-czerwonym trunkiem. Siabo szybko zadał trafne i zarazem ważne pytania. Brodacz słuchał odpowiedzi z nieukrywaną ciekawością, co jakiś czas zerkając w stronę Mary. Może lepiej by było gdybym jej nie spotkał – „odpłynął na chwilę” – już o tym wszystkim zapominałem, oswajałem się z tym. Ona rozdrapuje we mnie stare rany – myślał dalej – niemniej jednak oddałbym za nią życie, mimo że jest dla mnie zupełnie obcą osobą…

Z dalszych rozmyślań wyrwał go jakiś błysk. Blavith początkowo nie wiedział, co się dzieje. Nagle w pomieszczeniu pojawiły się dwa słupy dymu, z którego kolejno wyskoczyły dwa olbrzymie tygrysy. Jeden rzucił się na jednego z elfów, drugi skoczył na stół. Mężczyzna poczuł, że coś właśnie przemyka obok jego nogi. Był to Harkh. Kobold jak zwykle w stresowych sytuacjach wolał razić wroga z ukrycia lub po prostu poczekać aż przeminie najgorszy moment. Tak też było i teraz, lecz stworek nie przewidział wszystkiego. Stół, pod który właśnie się wgramolił nie wytrzymał ciężaru jednego z tygrysów i złamał się i uwięził małego cwaniaka. Każdy zaczynał zajmować pozycje. Najemnik dalej stał w jednym miejscu. Przez głowę przebiegały mu myśli:

Stwierdziłem, że jestem gotowy by oddać za nią życie. Czyż to nie jest próba? Czyż Tyr nie daje mi szansy by dowieść tego, iż nie rzucam słów na wiatr? Może daje mi szansę by się odkupić, wrócić w jego względy? Nie zawiodę go!

Johan ruszył w stronę kapłanki Helma, która ruszała właśnie w wir walki. Szybko złapał ją za rękę. Miała takie delikatne dłonie. I ten zapach. Zapach świeżych kwiatów, zapach Kate. Parzyła na niego, uśmiechała się. Zaczęła otaczać ich ciemność. Johan chcąc ją pocieszyć powiedział szybko: Obronię Cię! – lecz ona wcale się nie martwiła. Dalej się uśmiechała. Dystans między nimi zaczął się zwiększać. W końcu puścił jej dłoń. Chciał ją gonić, lecz nie mógł ruszyć się z miejsca. Ciemność zaczęła ogarniać ciało kobiety. Stopy, potem nogi i korpus. Widział jeszcze przez chwilę jej śliczną buźkę, na której cały czas widniał ten sam uśmiech. Po chwili zniknęła całkiem…

Otworzył oczy. Leżał na podłodze. Czół ból tuż nad prawym okiem. Szybko rozejrzał się po pomieszczeniu. Kobieta, która przed chwilą wydawała mu się jego nieżyjącą żoną była już przy jednej z bestii, Siabo wykonywał jakieś złożone gesty czytając coś z jakiegoś pergaminu. Elan i Blajndo walczyli mężnie z tygrysem. Po chwili można było poczuć magię kumulującą się w magu. Gdy czarodziej skończył odczytywać zwój jeden z tygrysów zniknął. Sukces był jednak połowiczny, gdyż zostawał jeszcze jeden drapieżny kot. Ten po chwili otrzymał potężny cios od Mary. Na ten widok mężczyznę opanował jakiś nagły atak nerwowego śmiechu. Śmiał się ze swojej głupoty, ze strachu o to, co się z nim dzieje… Po chwili nastąpił kolejny nieoczekiwany zwrot akcji. Przez okno wleciała ogromna kula ognia. Wleciała tylko po to by za chwilę wybuchnąć. Wszyscy legli na podłodze, gdyż siła wybuchu była naprawdę duża. Na szczęście tygrys ucierpiał ta tyle mocno, że znikł. Już wcześniej leżący Johan nie ucierpiał tak bardzo jak na przykład burmistrz, lecz czół bardzo niemiłe, sprawiające ból pieczenie na dłoniach i twarzy – miejscach, które były najbardziej odsłonięte. Szybko wstał i zagasił ostatecznie iskry w swojej lekko nadpalonej brodzie zmierzając w stronę otwartego okna mrucząc pod nosem: Dobra ku*wa, to nie było śmieszne… Zaraz potem krzyknął wyraźnie zdenerwowany:

- No pokaż się ty pier*olony su*insynu! – rozglądał się uważnie po dachach szukając źródła tej magicznej kuli. Niestety nikt się nie wyróżniał. Blavith dalej stojąc w oknie plecami do towarzyszy rzekł zaraz po tym jak zostali sami:

- Przepraszam. Mam mały problem, z którym muszę się jak najszybciej uporać. Przepraszam – powtórzył poczym odwrócił się i ruszył ze spuszczoną głową w kierunku drzwi. Zatrzymał się jednak w połowie drogi gdyż dostrzegł Blajndo stojącego nad swym wiernym towarzyszem. Podszedł do niego i położył na jego ramieniu swoją dłoń.

- Przykro mi powiedział krótko – poczym dodał na tyle cicho by usłyszał go tylko półelf – wybacz. Następnie mężczyzna wygrzebał spod połamanego stołu kobolda i wyszedł z pomieszczenia. Stanął zaraz za drzwiami czekając na resztę. Nie przejmował się bólem. Wygłupił się, zrobił z siebie idiotę, miał wpływ na śmierć ulubieńca Blajndo. Gdyby wojownik normalnie walczył pies nigdy by nie zginął. To wszystko było gorsze od bólu fizycznego…

Ruszył za większością drużyny obwiniając się o wszystko…
 
Kud*aty jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2008, 00:12   #66
 
ŚLePoX's Avatar
 
Reputacja: 1 ŚLePoX jest na bardzo dobrej drodze
$: 13 807
Wbijając swój miecz w zadzie bestii, Blajndo poczuł niesamowity przypływ adrenaliny, szeroki, wręcz wściekły i zarazem zadowolony uśmiech rozświetlił jego twarz, można by, na upartego, zobaczyć całe jego uzębienie. Gdy krew wytrysnęła, chłopak wiedział, że tygrys długo nie pożyje. Ledwo co odskoczył na bok, w ostatniej chwili unikając odwetu monstra, stwór zniknął. Zwyczajnie zniknął!

- Hm?! - zamruczał głośno, wyrażając przez to swe zdziwienie.
Nie zdążył nic rzec, gdyż podnosząc głowę z już pustego miejsca, zobaczył wyraz twarzy Siabo. Instynkt podpowiedział mu, że to dzięki jego magii bestia zniknęła.

- Ale czemu tylko ona? - nie szukając odpowiedzi postąpił dwa małe kroki w kierunku drugiej, gdy jego zwierzęcy przyjaciel został uderzony łapą.
Widząc "kudłacza", posuwającego się po ziemii od uderzenia, prawdziwa złość, po raz pierwszy, zawitała na jego chaotycznym dotychczas wyrazie twarzy. Wyglądał tak jak gdyby ktoś mu zrobił największą krzywdę świata, takiej złości nie ukazywała jego mina nawet, gdy sam bywał ciężko raniony. Ewidentnie nie potrafił scierpieć chwil, gdy krzywda działa się jego przyjacielowi.

- Aaaa! - krzyknął szykując swój magiczny sztylet do rzutu w pokaleczonego, przez elfa i paladynkę, tygrysa, gdy eksplodowała ognista kula.
Eksplozja zmiotła go na bok, przypalając przy tym całą jego lewą rękę, którą w ostatniej chwili zdążył zasłonić twarz. Cierpiał niemiłosiernie, gdy próbował się przy jej pomocy podnieść. Odłożył sztylet na bok i pomagając sobie swą, lekko przypieczoną prawą dłonią, podniósł się i ugasił przypalający się kawałek spodni.

Słysząc pisk w uszach, jak to po każdej eksplozji, pierwsze "normalne" dźwięki, które chłopak usłyszał, to marudzenie kurdupla spod biurka. Nie zdążył się jednak nawet dobrze przyjrzeć sytuacji, gdy zobaczył Wherkensa skulonego jeszcze bardziej niż po uderzeniu bestii, mocno przypalonego i co gorsza nie poruszającego się już w ogóle.

Przełknął ciężko ślinę i ruszył w jego stronę. Powieki miał zmrużone, wyglądało to tak jakby cierpiał z bólu, lecz nie rany cielesne go powodowały. Powodował to strach przed tym czego nigdy wcześniej nie poczuł, strach, który narastał z zanikającej wewnętrznej więzi, którą zawsze odczuwał mocno, będąc blisko przyjaciela. Oczy coraz bardziej zapełniały mu się łzami, gdy zbliżał się do swego czworonoga. Przykucnął przy nim, dotknął jego głowy, następnie usiłował znaleźć puls. Jego wyraz twarzy ukazał ogromne przerażenie, a zarazem ogromny żal i smutek. Pochylił nad nim głowę i zwyczajnie zapłakał. Łzy płynąc mu po policzkach, spadały na ciało jego towarzysza. Nie bacząc w ogóle na to co działo się w około, siedział i po prostu płakał nad ciałem zwierzęcia jak dziecko. Nie zauważył, że ranny burmistrz jest wynoszony z pomieszczenia, że paladynka zwyczajnie odeszła za nimi, że jeden z towarzyszy jest martwy, i że inni towarzysze również cierpią, oraz, że kilku innych strażników wpadło do miejsca rozróby, otaczając przy tym ich wszystkich, jak gdyby byli winni.

Minęło kilka chwil, gdy chłopakowi otworzyły się oczy o wiele szerzej:
- Świątynia! - uświadomił sobie, że jest jeszcze szansa.
Podniósł swego przyjaciela z niewielkim wysiłkiem, nie myśląc nawet o ciężko oparzonej ręce. Wydawało się, że w tej chwili nie czuł nawet i bólu, nie przeszkadzały mu już rany, przez które przed chwilą tak cierpiał. Jego największym cierpieniem był teraz ból wewnętrzny, który zarazem dodawał mu takiej siły, że zewnętrzne obrażenia nie grały już roli. Stojąc tak, z Wherkensem na rękach, rzekł:

- Świątynia, muszę udać się do światyni! Niech nikt mnie nie próbuje zatrzymywać! Go trzeba uratować! - rzucił stanowczo i wystarczająco donośnie, nie zwracając przy tym uwagi na nic, tak jakby patrzał w powietrze. Nie interesowało go zbytnio to, że strażnicy gapili się to na niego, to na jego rannych, mniej lub bardziej, towarzyszy, czy to też na pomieszczenie, z którego zostały zgliszcza.
Wyszedł przez drzwi, przeciskając się przez zszokowaną straż, nie przejmując się praktycznie tym, że niektórzy z jego towarzyszy byli okropnie poranieni. Wiedział, że przeżyją i to mu wystarczało. Chciał tylko jak najprędzej próbować uratować swego kudłatego przyjaciela. Był zarazem tak zły jak i smutny i to w nim się kotłowało. Żadna blokada na drodze dla niego nie istniała. W głowie widział wszystkie dni spędzone ze swym towarzyszem i przypominał sobie każdą z nim chwilę. Wiedział, że za wszelką cenę musi go uratować.

Nie przeszedł nawet trzech metrów na korytarzu, gdy poczuł, że jego towarzysz się poruszył. Zrobił wielkie oczy, nie było jasne czy to zdziwienie, szok czy niedowierzanie. Wherkens żył!

- On żyje! - zawołał w stronę biura, po czym szybko i najdelikatniej jak tylko potrafił położył swego przyjaciela na ziemi i zaczął grzebać w swej torbie. W moment znalazł napój leczenia średnich ran i nie czekając ani chwili dłużej wlał całą butelkę w paszczę zwierzaka. Wherkens odżył, jego rany zaczęły się goić w niewiarygodnym tempie i już po chwili mógł znowu się poruszać o własnych siłach. Zadowolony chłopak uściskał kudłacza, po czym idąc w kierunku drzwi sam już chciał wypić jeden leczniczy trunek, lecz powstrzymał się myślą:

- Nie ma ich już zbyt dużo, mogą się jeszcze przydać w krytyczniejszej sytuacji... - podrapał się wciąż sprawną ręką po głowie, czuł, że powininen coś zrobić ale sytuacja sprzed chwili wystraszyła go na tyle, że z czterech ostatnich butelek wziął tylko jedną i stanął u progu drzwi:

- Chodźcie panowie, trza nam się udać do świątyni, trza Was dobrze opatrzyć, bo ja tą moją prawą ręką niewiele zdziałam. - lekko się uśmiechnął, jego wcześniejszy smutek zniknął z chwilą odżycia zwierzaka, następnie podszedł do najbardziej okaleczonego Siabo i pomagając mu się pozbierać otworzył przygotowaną butelkę leczniczego środku - Trzymaj, ja sobie tam dojdę, a Ty się tym podlecz. - po czym na siłę wlał mu w usta zawartość butelki.
 
__________________
<PEACE>

Ostatnio edytowane przez ŚLePoX : 07-02-2008 o 10:59.
ŚLePoX jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2008, 12:03   #67
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 196 009
Yon z pewnym zaskoczeniem wpatrywał się w kapłana, na twarzy którego wyraz zaskoczenia i złość przemieniły się w pełen radości uśmiech.
Albo zatem kapłan faktycznie ucieszył się z ich przybycia, z czego należało wnioskować, że sytuacja w mieście jest bardzo niedobra, albo też kapłan był bardzo dobrym aktorem.
W pierwszym przypadku nie wróżyło to nic dobrego osobom, które naumyślnie lub kaprys któregoś z bogów znalazły się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie... W tym drugim... Różnie może być...
Wsłuchał się uważnie w skierowane pod ich adresem słowa, starając się wyczuć pobudki kapłana...
Miał wrażenie, że kapłan mówi szczerze...

Uścisnął wyciągniętą w jego stronę dłoń, a potem spojrzał na kobietę, która nie tak dawno, wraz z kapłanem, oddawała się igraszkom na biurku. Niewiasta owa, przed momentem przywdziawszy szatę, stała z bardzo niewyraźną miną. Widać było, że nie bardzo wie, co powiedzieć.
Słowa kapłana, gwałtownie odprawiającego niedoszłą pocieszycielkę, przeważyły szalę i dziewczyna z płaczem rzuciła się Rosie na szyję.
Co prawda Yon, będąc na jej miejscu, wybrałby sobie inne ramię, ale cóż... Najwyraźniej dziewczyna nie znała kapłanki równie dobrze jak on. Poza tym, jak wynikało ze słów płaczącej, była ona albo głupia, albo wyjątkowo mało inteligentna. Nawet przy całkowitym braku doświadczenia dziewczyna powinna wiedzieć, że rozbieranie się przy mężczyźnie stanowi oczywista zachętę...
Yon stłumił uśmiech. W sytuacji Aremiego też nie miałby wątpliwości...

Niestety nader ciekawie zapowiadająca się dyskusja została przerwana przez wbiegającego do świątyni strażnika. Poważnie poranieni ludzie mieli pierwszeństwo.

Yon z zaciekawieniem przyglądał się obrażeniom. Nie wyglądało na to, by burmistrz i strażnicy zostali poparzeni podczas smażenia kiełbasek przy ognisku.
- Kula ognia - pomyślał niechętnie. - Ciekawe, kto ich tak potraktował I czemu...
Bez wątpienia wolałby zaciszny chłód mrocznej celi od gorącej kąpieli żarze magicznego ognia, ale w tym momencie raczej nie miał wyboru.

Jego umiejętności nie na wiele mogły przydać się rannym. Nawet przy przenoszeniu ich do świątynnego hospicjum nie na wiele mógł się przydać. Ludzi do noszenia było dosyć, a zaklęcia leczące Rosy i Aremiego powinny wystarczyć dla wszystkich.

Na moment wszedł do hospicjum, ale obserwowanie kapłanów używających magii do wyleczenia rannych nie było zajęciem ciekawym.
Skierował się w stronę gabinetu Aremiego. Zatrzymał sie gdy uświadomił sobie, że "pocieszycielka" Aremiego, nieznana mu z imienia kobieta, gdzieś zniknęła.
- Jeśli cokolwiek tu zginęło - pomyślał z przekąsem - to znów będzie na mnie...
W tej sytuacji wolał się trzymać z dala od gabinetu. Oparł się wygodnie o ścianę czekając, aż Rosa i Aremi skończą swoje czary-mary i wyjdą z hospicjum.
Przez moment zastanawiał się, co z resztą rannych, najemnikami, o których wspomniano przed chwilą, ale szybko doszedł do wniosku, że nie może być z nimi aż tak źle. W końcu paladynka, Mara bodajże, nie zostawiłaby ciężko rannych na pastwę losu, tym bardziej, że walczyli w obronie burmistrza.

Rosa i Aremi skończyli wreszcie swoją pracę i wrócili do gabinetu.
Siedząc na wygodnym krześle, popijając świeżo wyciśnięty sok i przegryzając pyszne ciasteczka przyniesione ze świątynnej kuchni Yon wsłuchiwał się w słowa burmistrza, zapoznając się przy okazji z sytuacją panującą w mieście.
A sytuacja nie należała do najlepszych... Potwór, który zdołał się rozprawić z oddziałem straży... To był pewien problem. Do jego rozwiązania idealnie nadawała się zakuta w stal kapłanka, ale z pewnością nie zwykły złodziej...

- Czy ktoś już rozmawiał z tymi awanturnikami? - spytał, gdy Aremi wreszcie zamilkł. - Wiadomo, jak ten potwór wygląda? I jakim cudem udało im się przeżyć?

Ta jedna informacja była pocieszająca. Skoro komuś udało się przeżyć spotkanie z bestią, to może jeszcze komuś uda się powtórzyć ten numer...
Ciekaw był również, czy tamci szczęśliwcy tak dobrze walczyli, czy też tak szybko uciekali... I czy ponieśli jakieś straty...
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2008, 14:11   #68
 
Thanthien Deadwhite's Avatar
 
Reputacja: 2 Thanthien Deadwhite wkrótce będzie znany
$: 35 719
Splatając magię Siabo miał nadzieję, że uda mu się "wypędzić" do diabła (czyli tam, gdzie ich miejsce) oba czarcie tygrysy. Sukces był tylko połowiczny, gdyż udało się odesłać tylko jednego z nich, ale zawsze lepszy taki, niż żaden. Zniknął ten, który był bliżej czarodzieja, co wprawiło w drobne osłupienie Blajndo. Siabo lekko się uśmiechnął. Dzięki, Mystro, choć za to! - przeszło mu przez myśl, po czym już skierował swoją uwagę na drugiego stwora. Jednak wiedział, że tam za bardzo nie ma w czym pomagać, gdyż Mara, Elhan i Wherkens wspólnymi siłami zaatakowali stwora. Jednak ten nie poddawał się łatwo. Walka była zaciekła i już po chwili było widać jej rezultaty. Tygrys ledwo żył, Elhan był ranny, ale najgorzej dostało się zwierzęcemu towarzyszowi półelfa.

- Aaaa! - krzyknął Blajndo, szykując swój magiczny sztylet do rzutu w pokaleczonego przez elfa i paladynkę tygrysa. Siabo wyczuł szanse także dla siebie, gdyż przez chwilę widział zwierza jak na dłoni. Nikt już mu nie przeszkadzał. Siabo zaczął składać ręce do niezawodnego w takich wypadkach zaklęcia, gdy nagle wyczuł, że coś jest nie tak. Spojrzał w okno i zamarł. Przez ułamek sekundy zobaczył, jak coś błysnęło.

Ognista Kula. O w mordę!!

Zrozumienie przyszło za późno, żeby coś zrobić. Ognista kula z rykiem wdarła się do pomieszczenia i zalała wszystko falą ognia. Siabo, zasłaniając twarz prawą ręką, odruchowo padł na ziemię, żeby uniknąć głównego uderzenia, ale i tak wiedział, że to na nic. Nie miał takich umiejętności, a do tego zareagował o wiele za późno...

Okropny ból. Magia ognia była straszna. Czarodziej po raz kolejny się o tym przekonał, z tym, że teraz na własnej skórze. Poczuł uderzenie straszliwego, niszczącego gorąca jeszcze nim padł na ziemię. Poczuł, jak ogień przypieka go jak na rożnie. A to był dopiero początek. Upadek na podłogę wywołał kolejną falę bólu. Wszechogarniający ból w każdym miejscu na ciele był nie do zniesienia. Płomienie atakowały każdy fragment ciała. Gorąco większe niż to, którego używają kowale do naginania stali, topiło skórę, paliło włosy i ubrania. Ból w rękach. Ból w nogach. Ból w klatce piersiowej, na twarzy. I to bez końca. Ból, który się nasilał, miast słabnąć. Siabo krzyczał. Wiedział, że jest dość odporny, ale ile można. Przecież to trwa bez końca! - pomyślał rozpaczliwie czarodziej i w tym momencie magiczny ogień zniknął. "Myśl! Skoro ciągle czujesz ogień to znak, że się palisz!" - usłyszał w myślach głos swego mistrza i nauczyciela - "Wróg nie śpi! Działaj!

Siabo przewrócił się na plecy i zaczął "strzepywać" z siebie ogień. Po chwili zdusił najmniejszy nawet płomyk. Podniósł się możliwie jak najszybciej i zobaczył, że Johan podchodzi do okna. Chciał krzyknąć, żeby tego nie robił, ale nie mógł wydusić słowa. Czuł w ustach i płucach ogień. Na szczęście atak nie został ponowiony. Dzięki Ci Mystro, bo inaczej było by po mnie.
Mimo to Laumme Harr cały czas był czujny. Próbował nasłuchiwać złowrogiej inkantacji, lecz nic takiego jego uszy nie zarejestrowały. Siabo rozejrzał się. Mara leczyła rannych, Johan zwiesił głowę, kobold był chyba nieprzytomny, Elhan słaniał się na nogach, a Blajndo brał na ręce swojego wilczego towarzysza. Burmistrz był żywy, lecz ciężko ranny. Siabo nie dał rady jeszcze zorientować się, co się stało i jak się mają jego towarzysze. Cały czas czuł ból w przedramionach, który nie pozwalał mu się dojść do siebie. Spojrzał na swoje karwasze i zrozumiał. Metalowe ochraniacze nagrzały się i teraz parzyły. Taki lekki ból i nie mogę się skoncentrować?! Przestań się nad sobą użalać! Przeżyłeś już większy ból niż ten! - skarcił sam siebie. W końcu się otrząsnął. I dopiero teraz doszła do niego cała prawda. Szaded nie żył, a Wherkens się nie ruszał. Do tego wszyscy byli ciężko ranni. Tak niewiele potrzeba było, żeby nas pokonać. Może i nie zginęliśmy wszyscy, ale nie było nam do tego daleko. Ten atak miał pewnie na celu nas wystraszyć. A prawda jest taka, że prawie go nie przeżyliśmy. Ten wróg jest mocniejszy i inteligentniejszy niż się to nam na początku wydawało. Wiedział, że tu będziemy! Przyszykował nam sporą niespodziankę! A my wpadliśmy w jego pułapkę jak banda naiwnych dzieci!! Ten ktoś zabił już wystarczająco wiele istnień!! Dość tego!! - gorzkie myśli przepływały przez umysł czarodzieja, gdy ten obserwował przez okno ruch na ulicy. Niczego niezwykłego nie dostrzegł, więc odwrócił się do towarzyszy. Koniec wakacji. Muszą zacząć myśleć jak na Szpiega przystało.

Najpierw podszedł do półelfa. Ten klęczał koło swojego wilka i płakał. Czarodziej położył mu ręke na ramieniu i powiedział:
- Wybacz mi, że nie dałem rady szybciej pomóc. Bądź dzielny. Musimy być silni, aby się zemścić. - Jego słowa, mimo iż twarde, miały łagodny ton.
Następnie spojrzał na Elhana, który był dość blisko.
- Świetna walka, aż strach pomyśleć, co byś zrobił z tym tygrysem jakbyś dobrze widział - powiedział cicho, ale głosem, który miał podnieść na duchu.
Odwrócił się Johana - Nie przepraszaj, bo nie masz o co. Każdy ma demony, z którymi musi się uporać. Najłatwiej jest z przyjaciółmi - zakończył uśmiechając się lekko. Obejrzał się jeszcze na ciało Szadeda. Czarodziej nigdy go nie polubił, ale mimo to było go mu żal. – Ej, wy dwaj, weźcie jego ciało - skierował swe słowa do strażników.

Czarodziej postawił wszystko na jedną kartę. Jeśli mają przeżyć muszą sobie nawzajem zaufać. Wiedział o tym. Zdołał poznać już swych towarzyszy i miał nadzieję, że oni go nie zdradzą. Kto wie, może nawet się przyłączą do jego "przyjaciół"?


- Świątynia, muszę udać się do świątyni! Niech nikt mnie nie próbuje zatrzymywać! Go trzeba uratować! - powiedział nagle Blajndo i ruszył w kierunku drzwi.
- Ależ nikt Cię nie powstrzymuje! Pójdziemy z Tobą! I oni także, jako nasza ochrona - wskazał na piątkę zbrojnych.
- Johan idziesz przodem, Elhan pomóż Blajndo nieść Wherkens'a, a wasza piątka zamyka pochód! Na co się tak gapicie?! Ten ktoś, to tak nas pokiereszował, może tu jeszcze być! Musimy być ostrożniejsi, jeśli mamy się go pozbyć, prawda? Dobra, ruszamy! Zaraz was dogonię, ale nie oglądajcie się za siebie - zaczął rzucać rozkazami czarodziej. Z ciągłego gaduły i marzyciela przemienił się teraz w zimnego profesjonalistę. Wiedział, że są celem ataku, a więc trzeba było się przed nimi odpowiednio zabezpieczyć. Pochód już miał ruszyć, gdy nagle półelf się zatrzymał.
- On żyje! – krzyknął, po czym zaimplikował wilkowi miksturę leczenia. Woń goździków dotarła do nozdrzy iluzjonisty. Wilk najpierw zaczął merdać ogonem, by już po chwili lizać swego pana po twarzy, o mało co go nie przewracjąc. Dusza Laumme zaśpiewała i na twarzy pojawił się uśmiech. Dzięki Ci o Matko Wszelkiej Magii za to, że tym razem ocaliłaś tego wilka - podziękował swej patronce Siabo, zamykając oczy.
Gdy je otworzył, zobaczył uśmiechniętego od ucha do ucha Blajndo, który szedł w kierunku czarodzieja z flaszką mikstury leczącej.
- Trzymaj, ja sobie tam dojdę, a Ty się tym podlecz - po czym na siłę wlał mu w usta zawartość butelki. Czarodziej próbował coś powiedzieć, odciągnąć rękę łowcy, ale to nic nie dało. Już po chwili czuł w swym przełyku kojący smak mikstury, która leniwie rozchodziła mu się po ciele. Czuł jak oparzenia przestają być tak dokuczliwe, miał nawet wrażenie, że karwasze już nie są gorące. Poczuł miłe otumanienie i zapach goździków. Dwa efekty, które zawsze odczuwał, gdy pił owe eliksiry. Gdy już wszystko przełknął spojrzał na Blajndo i rzekł:
- Nie trzeba było - prawa ręka ostrożnie powędrowała mu za plecy. - Nie mam teraz wyjścia i muszę - powiedział groźnie robiąc efektowną pauzę - dać Ci to, mój przyjacielu - podał mu własną butelkę z eliksirem leczenia i uśmiechnął się serdecznie.

Czując nowy przypływ sił, Siabo zrobił dwa kroki do tyłu i uśmiechnął się do towarzyszy.
- No to teraz czas na odrobinę magii – powiedział, po czym zaczął cicho wymawiać słowa, gestykulując przy tym szybko. Tym razem słów było mniej niż gestów, toteż przez sekundę może dwie, czarodziej tylko machał w powietrzu rękoma. Po chwili uwolnił magię. Nic się jednak nie stało, a czarodziej się uśmiechnął. Wiedział, że spodziewali się jakiegoś ciekawego efektu. Postanowił dać im satysfakcje. Skupił się. Przywołał obraz niebieskiego nieba i zobaczył w myślach ptaka.
Po chwili poczuł łaskotanie na rękach i torsie, a także nieprzyjemny ból w nogach. Poczuł, że kości, stawy i organy stają się mniejsze, poczuł jak wyostrza mu się wzrok i słuch, poczuł, że ubranie wtapia się w skórę, zauważył też zdziwienie na twarzach strażników. Przemiana dobiegła końca.

Ładny i zdrowy jastrząb, o oczach z błyskiem niesamowitej wręcz inteligencji, sfrunął na ramię Johana.
 
__________________
"wszystko to marność i pogoń za wiatrem"
gg:4546332

Ostatnio edytowane przez Thanthien Deadwhite : 07-03-2008 o 12:56. Powód: Mara :p
Thanthien Deadwhite jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2008, 18:33   #69
 
Kaworu's Avatar
 
Reputacja: 2 Kaworu wkrótce będzie znanyKaworu wkrótce będzie znany
$: 45 450
Paladynka trochę się uspokoiła. Mimo dość nieciekawego pierwszego wrażenia kapłan naprawdę się cieszył z jej przybycia. Z nieukrywaną radością uścisnęła rękę mężczyzny, posyłając mu pogodny, iście niewieści uśmiech.

I wtedy atmosfera zepsuła się jak po przysłowiowej kapuście. Dziewczyna, która do tej pory stała z boku i milczała, zaczęła płakać i rzuciła się Rosie na szyję. Blondwłosa nie wiedziała co robić. Kiedy jednak dziewczę przemówiło, zaczęła się trząść z wściekłości. Z największym wysiłkiem opanowała nerwy i przytuliła do siebie kobietę.

- Już już, spokojnie, spokojnie. Nie bój się słonko, jestem przy tobie. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Możesz być pewna. Tak, popłacz sobie, nikt cię za nic nie wini- może nie było to najlepsze pocieszenie w historii multiwersum, ale paladynka naprawdę chciała jakoś pomóc dziewczynie. Ściskając ją w uścisku, bujała się lekko, jakby miała zamiar ukołysać kronikarkę do snu i szeptała jej do ucha uspokajające słowa. Żałowała, że ma na sobie twardą zbroję- ofiara z pewnością nie czuła się przez to lepiej.

-To wcale nie tak!- krzyknął Aremi. Burbonówna posłała mu spojrzenie pełne gniewu i złości, zapowiadające klerykowi rychłą śmierć, jeśli nie zamknie się w tej chwili. Na jego szczeście płacząca dziewoja znów zabrała głos. W tym samym momencie służka Torma spojrzała na Yona tak, jakby chciała go zamienić w kamień. Sytuacja była napięta. Wystarczyło jedno słowo któregoś z mężczyzn, by kapłanka nauczyła ich szacunku dla dam, lejąc po mordzie z każdym słowem. Oni nie mieli litości dla tej biednej istoty- ona nie miałaby litości dla nich. Na szczęście, głos zabierała tylko dziewczyna.

Rosę spiorunowało. Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć. Zgwałcił ją. To nic, że do niczego nie doszło. Gdyby nie nagłe przybycie Burbonówny, to dziewoja byłaby zgwałcona. Ale ona mu wybaczała. Wybaczała temu zapchlonemu kundlowi, niewyżytemu zboczeńcowi, który nawet nie miał czasu, by przemyśleć swoje zachowanie. Który chciał jej przerwać. Nie był lepszy od bydła, zwykłego zwierzęcia. Byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby zawisł, zapłacił życiem za swój grzech. Ale ona mu darowała! I to pomimo tego, że wszystko wydarzyło się chwilę temu!

Przez głowę Rosy przebiegła jedna, jedyna myśl: Silna jest

I w chwili, gdy do komnaty wbiegli ludzie, gdy zrobił się niebywały ścisk i tłok, Paladynka przemówiła do biednego dziecka, które szukało w niej wsparcia. Szepnęła jej do ucha trzy kojące słowa, najmilszym i najbardziej troskliwym głosem, jaki może wydać niewieście gardło
- Zrobię jak zechcesz.

Oczywiście, przyrodzone poczucie sprawiedliwości nie pozwalało jej tak uczynić. Poczucie to było silnie sprężone z gniewem złotowłosej, co objawiało się szaloną walką o sprawiedliwość, zupełnie, jakby była lwicą. Gdy tylko widziała niesprawiedliwość, musiała zareagować. Najczęściej brutalnie, impulsywnie, gniewnie. Taki już był jej temperament. Ale kłamiąc, mogła uspokoić bidulkę. Tylko to się teraz liczyło

Rosa schyliła się tak, by jej głowa była na poziomie oczu płaczącej i kładąc jej rękę na ramieniu, przesłała swoją miłość i spokój w jednym, ciepłym spojrzeniu jej niebieskich oczu. Niestety, z wielkim bólem musiała się oddalić i pomóc rannym. Gdy tylko z mocą swego bóstwa pomogła poszkodowanym, wróciła. Niestety, kronikarki już nie było.

Aremi wytłumaczył im sytuację miasta. Z wielkim trudem i wciąż pulsującą krwią w żyłach Rosa wysłuchała jego słów. Zapanowanie nad sobą wymagało od niej naprawdę wielkiej samokontroli. Kiedy Helmita skończył, paladynka wstała. Jej drżąca ręka miała mu do przekazania komunikat od niej.
Plask!

Dopiero po chwili Aremi zorientował się, dlaczego jego głowa obkręciła się o dziewięćdziesiąt stopni i czemu jego zaczerwieniony policzek pali go żywym ogniem. Ręka Rosy wróciła na swoje miejsce przy pasie, ściśnięta teraz w pięść. Było jasne, że nie żartuje.
- Jeszcze raz! Jeśli jeszcze raz zobaczę, jak gnębisz tą dziewczynę, to zabiję cię, zabije, słyszysz?! Gołymi rekami jaja ci wykręcę, choćbym miała przy tym zginąć. Nie obchodzi mnie, jaką tu funkcję pełnisz i kto za tobą stoi. Od dzisiaj nie jesteś jedyną osoba, która potrafi leczyć. Nie ważne, co powiedziało to biedactwo. Obowiązuję cię zarówno prawo kościelne, jak i świeckie. Wiesz, jaka jest kara za gwałt, prawda? Wiesz, co by się stało, gdybyśmy nie przybyli? Proszę, jesteś taki silny? No choć, spróbuj się ze mną! Przeleć mnie, jeśli dasz radę! Pokaż, że masz jaja i powiedz, co chciałeś zrobić tej dziewczynie?! Co? Nie słyszę, dalej, słucham!
Burbonówna była roztrzęsiona. Gwałt był najgorszą z zbrodni, czynem niewybaczalnym. Rosa wymierzyła palcem groźnie w oko kapłana, jednocześnie popychając go na ścianę.
- Twój kościoł nie jest ważny. Pamiętaj, wiemy, co się stało. Masz dać z siebie wszystko, masz chronić tych ludzi, choćby za cenę własnego życia. Masz odkupić swoje grzechy, rozumiesz? Jeśli nie poświęcisz się dla tych ludzi, dla ludzi, którzy zaufali ci bezgranicznie, choć taki bęcwał jak ty nie zasługuje nawet na złamany grosz, to wszystko powiem. Nie musze ujawniać imienia dziewczyny. Ona kiedyś stąd wyjedzie, a ty tu zostaniesz. Gdziekolwiek pójdziesz, pójdę z tobą. Wszyscy się dowiedzą. Nie będziesz miał życia zbereźniku. Już ja tego dopilnuję.- powiedziała, sycząc. Po chwili i paru głębokich oddechach uspokoiła się na tyle, żeby odsunąć się od Aremiego.
- Masz jedną, jedyną szansę. Ze względu na dziewczynę i jej wybaczenie, które od niej otrzymałeś, masz drugą szansę. Jeśli jutro, po złożeniu modłów u swego bóstwa otrzymasz jego łaskę, prawda nie opuści tych ścian. Wątpię jednak, by Helm chciał mieć styczność z takim brudnym zbrodniarzem.
Po tych słowach paladynka wycofała się. Musiała wspomóc bohaterów w ratuszu. Gdy wychodziła, powiedziała ze smutkiem, nie zaszczycając kapłana nawet spojrzeniem:
- „Nigdy nie zawiedź pokładanego w tobie zaufania. Bądź lojalnym, nieskalanym i oddanym strażnikiem i obrońcą”
Dogmat Helma. Aremi przysięgał, że będzie bronił ludzi, że będzie ich podporą, wsparciem. Zawiódł. Swoje bóstwo, biedne dziewczę, ludność miasta, Rosę. Zawiódł tyle osób. Wszyscy mu ufali. Ale on nadużył tego zaufania.

Burbonówna puściła się biegiem za pierwszym rogiem. Nie chciała, żeby widział jej łzy. I tak by nie zrozumiał…
 
__________________
GG 9394515
Szlaban w tym tygodniu
Kaworu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-02-2008, 20:00   #70
 
Qumi's Avatar
 
Reputacja: 3 Qumi wkrótce będzie znanyQumi wkrótce będzie znany
$: 54 125
Luna była wstrząśnięta całą tą sytuacją, ale zdawała sobie sprawę, że Aremi będzie im potrzebny teraz, będą się zdarzały kolejne ofiary, a jej własna magia niewiele pomoże, nie znała się aż tak bardzo na leczeniu. Słowa, które padły z jej ust wprowadziły wszystkich w osłupienie, spodziewała się chociaż krzty sympatii czy podziękowania Aremiego, ale widać nadal obstawał przy swoim, jak się wytłumaczy sprawa z bestiom zajmie się ona nim odpowiednio. Ubrała więc swoją brudną szatę na siebie z lekkim niesmakiem, bo mimo wielu podróży lubiła schludność i czystość. Dopiero jednak w gospodzie miała rzeczy na zmianę… mogła jednak skorzystać z oferty kapłana, aby otrzymać ubranie po jego mistrzyni… swoją drogą… ciekawe co łączyło jego i byłą kapłankę Helma, skoro Aremi okazał się takim mężczyzną… jeśli nie miłość to tylko nienawiść…

Jej uwagę jednak skupiła po chwili paladynka, która ocaliła Lunę. Nazywała się Rosa, ładne imię, nie była pewna etymologii, lecz wydawało jej się, że może być Cormyrskiego pochodzenia, oczywiście imię, nie sama kobieta. Rosa była dla niej czuła i wyrozumiała, pocieszała ją i karciła Aremiego, wręcz groziła mu. Nieco to poprawiło humor Lunie, ale wieści, które nadeszły zaraz po chwili nie pozostawiły jej w tym stanie na długo. Ludzie i nieludzie, których właśnie poznała i postanowiła wraz z nimi rozwikłać zagadkę bestii, zostali zaatakowani przez jakieś zwierzęta czy inne potwory! Korzystając z zamieszania zabrała te parę ksiąg, które były jej potrzebne, Aremi teraz na pewno nie pozwoliłby jej ich tknąć, i pobiegła do gospody, do swojego pokoju.

Miała najpierw zamiar wziąć gorącą kąpiel i poczytać księgi, ale w takiej sytuacji musiała pobiec z pomocą towarzyszą! Zanim to jednak zrobiła przebrała ubranie, poprawiła włosy, znowu ułożone w kok i dopiero wtedy pobiegła do walczących. Mimo wszystko posiadała parę przydatnych zdolności, między innymi parę zaklęć leczących. Podczas biegu przypomniała sobie pierwszy raz kiedy wybrała się poza dom, aby zbadać ten niesłychany i niebezpieczny świat, pełny tylu tajemnic i miejsc, w których jeszcze nie była. Widywała tam wiele zwierząt, wiele niebezpiecznych zwierząt, ale jeśli zostawiała je w spokoju, one jej nie tykały. Co więc skłoniło zwierzęta do wejścia w miasto pełne ludzi i zaatakowanie bez powodu akurat burmistrza! Tu się działo coś więcej niż tylko ataki jakiegoś potwora, ktoś inny stał za tą sytuacją, ktoś kto posiadał odpowiednią moc lub zaplecze aby wynająć kogoś z taką mocą, aby przywołać i kontrolować te stwory….
 
__________________
The brighter light shines upon you, the darker becomes your heart.
Cienie Przeszłości - Materiały do gry
Mam remont w domu, więc nieco rzadziej będę na forum :/
Qumi jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 06:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111