Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-08-2018, 22:48   #11
 
Avdima's Avatar
 
Reputacja: 11236 Avdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputację
Edmund potrafił wyłuskać grupę takich indywiduum, ale nie był pewny, czy są kompetentni i poddał ich testowi? Czy może sprawdzał swoich ochroniarzy? Jeżeli wierzyć przysłowiu, prawda leżała pośrodku i test był dla obu grup.

Sher Nazar postanowił zdać się głównie na swój węch. Jeżeli nie zauważył nikogo zaraz po wejściu, musiało być coś na rzeczy. Na wszelki wypadek zachował czujność, gdyby test jednocześnie miał się okazać zasadzką - treningową czy nie, khajit nie miał zamiaru dać się zaskoczyć. Warknął jedno słowo - „drzwi” - by reszta grupy również miała się na baczności i nie została nagle zaskoczona od pleców. Obawy były niesłuszne, jak się później okazało.

Niemal w tej samej chwili, gdy Zevran skomentował obecność ninja, Sher Nazar zauważył ukrywającego się nad drzwiami wojownika. Ironicznie, to właśnie on został pierwszy zauważony i do tego przez dwie osoby - khajit miał styczność z tymi wyśmienitymi infiltratorami i musiało być to ujmą na jego honorze, co zresztą sam wojownik potwierdził, odkładając monety na biurko.

Zabawa w chowanego zaczęła się dłużyć, a Sher Nazar miał problem z namierzeniem zapachu, który poczuł już drugi raz. Tracił cierpliwość, co dało się łatwo zauważyć po jego zamaszystym ruchu ogona, chociaż na twarzy zachowywał niewzruszoną minę. Wreszcie wpadł na pomysł, że zamiast polegać dalej na swoim nosie - który nie tyle go zawodzi, co nie współgra z chęciami khajita - możne wywabić resztę pozorowanym atakiem. Sher Nazar nie był wybitnym aktorem, ale w tej scenie na szczęście zdolności aktorskich nie było mu trzeba.

- Dosyć mam tych gierek, głupcze! - powiedział gniewnie do zleceniodawcy, po czym zaryczał i rzucił się na niego, szczerząc kły i obnażając pazury.

Plan po części się udał. Z sąsiedniego pokoju wybiegł zakuty w zbroję rycerz i złapał w pasie khajita, który nie starał się siłować. Nie było sensu ciągnąć gry pozorów, jeszcze komuś stałaby się krzywda i w tej sytuacji to Sher Nazar był na przegranej pozycji.



- Miałem nadzieję, że wyskoczy ich więcej... - wciąż niezadowolony, skomentował Sher Nazar.

- Że jak? - zdziwił się rycerz.

- Dałeś się nabrać - wyjaśnił czarodziejka, którą wcześniej odkrył Tanyr - Ja też zaczęłam szykować nie to zaklęcie - dodała wycierając twarz z resztek popiołu.

Rycerz całkiem odpuścił uścisk i zmarkotniał zdając sobie sprawę, że poległ w tej próbie. Ktoś jednak wciąż pozostał niezauważony. Czy była to kwestia szczęścia czy może umiejętności, być może za chwilę będzie się dane im dowiedzieć.
 
Avdima jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-08-2018, 09:18   #12
 
Morfik's Avatar
 
Reputacja: 6295 Morfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputację
Ciągłe testy, zagadki, ich przygoda ledwo się zaczęła, a już mieli przestój i to tylko dlatego, że stary Edmund chciał ich przetestować. Dla Delamrosa było to bardzo męczące, taki wysiłek umysłowy już na samym początku.

Gdy zamknęły się za nimi drzwi, Delamros wycofał się w ich stronę i oparł się o nie. Z lekkim uśmieszkiem obserwował jak jego towarzysze próbują rozwiązać zagadkę Edmunda. Aż sam się zdziwił, że jeszcze nie zaczął ziewać. Jego towarzysze poruszali się po pokoju jak dzieci we mgle.
Delamros zaczął głośno klaskać w dłonie.
- Należą się brawa, za tak… oryginalną ochronę… – powiedział z wyraźnym sarkazmem w głosie. W odpowiedzi, Edmund tylko delikatnie uśmiechnął się w jego stronę.

Od niechcenia zaczął rozglądać się po pokoju. Na podłodze leżał dywan, który nie pozwalał na jakiekolwiek tropienie śladów. Za oknem znajdował się ogród. Edmund stał za wielkim biurkiem. Uwagę Chorstera przykuło jednak to, co znajdowało się na nim. Oprócz niedbale rozłożonych dokumentów, stała tam również, niepasująca do całej reszty, drewniana podstawka, a na niej kilka srebrnych monet.

Delamros podszedł bliżej biurka i zaczął przyglądać się monetom.
- Zrobili zakłady, o to, kto nie zostanie wykryty – powiedział Edmund. Chorster udawał, że go nie słyszy. Po chwili jego uwagę przykuły dokumenty leżące obok. Okazało się, że jest to mapa, dwa listy z pieczęcią EH oraz pięć dużych kopert, najwyższa z napisem „Kaelon”.
- Cóż to za dokumenty? – Delamros zwrócił się do Edmunda.
- Wasze akta – odpowiedział krótko Hantrel z tajemniczym uśmiechem.
Chorster wziął do ręki duże koperty i zaczął je przeglądać. Rzeczywiście, każda koperta była podpisana jednym z imion jego towarzyszy oraz jego samym. Coś mu jednak nie pasowało.
- Chyba nie wszystkich akta posiadasz? – zwrócił się do Edmunda.
- Wszystkich, zapewniam – odpowiedział kupiec i uśmiechnął się delikatnie.
- Galdan, a gdzie twoje akta? – zwraca się do swojego towarzysza.
Mężczyzna przez ułamek sekundy miał minę jakby przyłapano go na kradzieży i choć szybko się zreflektował, to Delamros uchwycił jego winę.
- Nie wiem, to nie moje, spytaj szefa - wykręcał się całkiem dobrze, wskazując na koniec Pana Hantrela.
Delamros westchnął głośno i rzucił koperty z powrotem na biurko.
- Może skończymy już tą całą maskaradę? Nudzić mnie to wszystko zaczyna…- patrzy na Edmunda znużonym wzrokiem.
- Istotnie, czas przejść do rzeczy - odpowiedział Hantrel.
 

Ostatnio edytowane przez Morfik : 24-09-2018 o 18:01.
Morfik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-08-2018, 19:07   #13
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 7048 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
W pewnym, przypuszczalnie najbardziej odpowiednim momencie, inicjatywę przejął Edmund Hantrel.
- Dobrze. Starczy już tego - powiedział i zabawa w chowanego oficjalnie dobiegła końca. Miał na tyle autorytetu, zwłaszcza w swoim własnym gabinecie, że nikt nie śmiał mu przerywać.
- Gamrod Galdan, dołączcie do Kazuttiego - polecił, a wojownik i rycerz skłonili głowami i ruszyli w stronę stojącego pod ścianą ninja.
- Ty Tayro możesz zostać - zwrócił się do siedzącej za nim kobiety, - a pozostałych panów zapraszam na środek - gestem ręki wskazał przestrzeń przed jego biurkiem. Większość drużyny już tam była, jedynie Zevran musiał wyminąć biurko, a Tanyr przywołać Novio.
Edmund jednak nie tracił więcej czasu i kontynuował przemowę, nie czekając aż wszyscy znajdą się na wskazanych miejscach.
- Wszyscy dobrze się spisali, każdy na swój sposób - powiedział do wszystkich i nawet jeśli w myślach kogoś wyszczególniał lub pomijał, to nic na ten temat nie powiedział.
- Wygrywa David. Zabierz te wasze drobne - mówił, odnosząc się do drewnianej miseczki, w której ochroniarze ułożyli pulę. - Ode mnie wygrywasz znacznie więcej. Przedłużenie kontraktu na ochroniarza. O rok - zakończył.

Zaraz potem wyjaśniło się do kogo tak w ogóle mówił. Wszyscy wiedzieli, że pozostał jeszcze jeden niewykryty ochroniarz, ale chyba nikt nie przypuszczał, że ten stał sobie spokojnie cały czas na widoku. Każdy go widział, nikt nie podejrzewał.
- Dziękuję panie Hantrel - odezwał się głos... dochodząc z rogu pokoju, gdzie stał posąg.


“Posąg” uśmiechnął się i skłonił nisko - głównie swojemu pracodawcy, ale także i zgromadzonej w gabinecie drużynie. To był Golem! Kamienny, a precyzyjnie mówiąc to Marmurowy Golem.
Zstąpił z podestu i ruszył w stronę biurka. Poruszał się z gracją i znacznie lżej niż można się po nim było spodziewać, nawet nie tupał. Zabrał swoją drobną wygraną i wrócił w kąt pokoju.


- Teraz konkrety. Waszym zadaniem jest dostarczyć do Trzimizi w Amaraziliji tę oto przesyłkę - kontynuował Hantrel, wyciągając z biurka metalową szkatułę, którą postawił ją na blacie biurka.


Szkatułka miała około piętnaście na piętnaście na trzydzieści centymetrów. Zrobiona z metalu, ale z tego co było widać nie ze srebra.
- Dostarczycie ją mojemu wieloletniemu współpracownikowi, który nazywa się Doned Razor. Starszy, siwy, ostatnio wzrok mu dokuczał. Tutaj jest dokładny adres - wziął do ręki jedną z dwóch zapieczętowanych i zaadresowanych kopert. - Oddacie mu też ten list. On się wszystkim zajmie, a potem dostarczycie szkatułkę z powrotem do mnie - powiedział uważnie omiatając wszystkich wzrokiem.
- Waszym transportem przez morze, zajmie się Amis Cabrera. Spotkacie się z nim w Walencji i oddacie mu ten list - Edmund wziął drugi list, również zapieczętowany i zaadresowany.
- Dziesięć sztuk złota dla każdego z was, ale musicie tu być z powrotem, ze szkatułką, w przeciągu dziewięciu dni - oznajmił, podkreślając wagę jaką stanowił limit czasowy.
Dziesięć sztuk złota za takie zlecenie było bardziej niż uczciwą ofertą. Kupiec jednak płacił za to pięćdziesiąt sztuk złota, czyli zdecydowanie przepłacał, co tylko świadczyło o wadze zadania.

Przez chwilę zdawało się, że skończył, więc:
- Ale Księżna zostanie chyba parę dni? - spytała czarodziejka.
Hantrel odwrócił się do niej szybko. Najwidoczniej karcąc ją spojrzeniem, gdyż kobieta natychmiast zamilkła i z miną winowajcy skierowała swój wzrok w podłogę.
Edmund odwrócił się z powrotem do drużyny.
- Tak, pewien margines błędu istnieje. Ale chcę aby za dziesięć dni wszystko było gotowe. Wasz kontrakt przewiduje więc dziewięć - powiedział Edmund, - jeśli nie ma pytań, to podpiszcie tutaj - wskazał pióro w fiolce kałamarzu i miejsce na dole dokumentu.

- Ja mam pytania, dwa - Delamros wyszedł przed szereg, z zamiarem podpisania kontraktu. - Skąd tak wysoka zapłata? I czy na statku znajdzie się miejsce na jakiś towar? - spytał, ale z podpisaniem nie czekał na odpowiedzi.
- Płacę dużo, bo mi na tym zależy. Jak wszystko się uda, to zdobędę znacznie bardziej opłacający się kontrakt... Widzę, że kolega też jest kupcem, więc powinien to zrozumieć. A miejsce na towar z pewnością się znajdzie, ale to trzeba załatwić z Amisem Cabrerą, kapitanem statku - odpowiedział Edmund i wręczył Delamrosowi jego kopię kontraktu.
Ta która czekała na podpisy pozostałych członków drużyny, miała zostać u Hantrela.
Delamros skłonił się zleceniodawcy i wrócił do towarzyszy. Był zadowolony, że nie tylko dowiedział się tego czego chciał, ale i że robota wyglądała na bardzo opłacalną.
 

Ostatnio edytowane przez Mekow : 23-08-2018 o 20:22.
Mekow jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-08-2018, 22:16   #14
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 42038 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Zlecenie wyglądało na ciekawe, acz obarczone pewnym ryzykiem. O ile długość trwania podróży lądem można było w mniejszym czy większym stopniu przewidzieć, o tyle rejs mógł - z różnych powodów - ulec pewnemu opóźnieniu. A wtedy można się będzie pożegnać z nagrodą.
Do Walencji były, przy obecnej pogodzie, dwie-trzy godziny, ale Tanyr (podobnie jak - zapewne - i inni) wiedział, że okręty wychodzą w morze o określonych porach dnia (i - rzadziej - nocy).
A to znaczyło, że im wcześniej wyruszą, tym lepiej.

- Gdzie dokładnie spotkamy pana Cabrerę? - spytał. - Bieganie po całym mieście i rozpytywanie o niego raczej nie sprzyjałoby zachowaniu tajemnicy.
- Istotnie - odpowiedział Edmund. - Z pewnością będzie w porcie, najlepiej spytać w kapitanacie portu. List adresowałem na nazwę statku.

Tanyr nie tracąc już czasu na rozmowę podpisał kontrakt i wziął obie koperty. Sprawdził adresy, po czym zabrał też i skrzynkę.

- Komu w drogę, temu czas - powiedział. - Do zobaczenia za dziewieć dni. - Skinął głową Edmundowi. - Miło było poznać. - Kolejny ukłony poświęcił Tayrze i pozostałym ochroniarzom, a potem ruszył w stronę wyjścia.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-08-2018, 03:16   #15
 
Avdima's Avatar
 
Reputacja: 11236 Avdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputację
Pod latarnią najciemniej, jak mawiali. Sher Nazar miał przeczucie, że coś może być na rzeczy z posągiem, ale przez złapany nieopodal zapach, postanowił go zignorować, a niedługo potem zabawa się skończyła, więc nawet nie było czasu obmacać golema. Był również fakt, że bardzo szybko o posągu zapomniał, ale nie musiał się nim chwalić na głos.

- O lepszego ochroniarza musi być trudno, chyba, że dużo się podróżuje - na swój sposób pochwalił dobór Edmunda oraz umiejętności golema, jeżeli można było do takich zaliczyć stanie w bezruchu - wybacz panie, że nazwałem cię głupcem - wykrzesał odrobinę ogłady.

Nie miał wątpliwości, że chce podjąć się kontraktu. Płacili hojnie i chyba lepszego miejsca na wyprawę nie mógł sobie wyobrazić. Może przy okazji odwiedzi rodzinę. Khajit złożył koślawy podpis i w zasadzie był gotowy do drogi, musiał tylko odebrać rzeczy od strażnika przy bramie.


* * *


W trakcie spaceru po ekwipunek, oznajmił reszcie swoją domniemaną rolę w grupie.

- Jestem łowcą i zwiadowcą, do tego urodziłem się w Amaraziliji. Pewnie dlatego Edmund wybrał mnie do tej pracy.

Nie zapytał o resztę. Pytanie nasuwało się samoistnie, tak przynajmniej uważał khajit. Jeżeli zechcą, pochwalą się swoimi umiejętnościami, a jeżeli nie, to trudno.
 
Avdima jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-08-2018, 21:59   #16
 
Aronix's Avatar
 
Reputacja: 1248 Aronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumny
Zevran przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ożywiony marmurowy posąg, teraz wydawało się to oczywiste, że to może być żywa istota, ale jak to zwykle bywa najprostsze rozwiązania niekoniecznie są najbardziej widoczne. Z zamyślenia Piwnego Rycerza wyrwał głos Edmunda. Zadanie, które kupiec chciał im zlecić okazało się proste i niezwykle opłacalne, “Jak zwykle…” cisnęło się Zevranowi na usta jednak powstrzymał się od kometrza.

- Czterech doświadczonych najemników do przetransportowania niewielkiej przesyłki… - zapytał natomiast podchodząc do biurka i przesuwając dłonią po szkatułce - ...czy mamy spodziewać się jakichś szczególnych utrudnień podczas transportu? - zapytał przenosząc wzrok na swojego zleceniodawcę.
- Nie liczy się rozmiar, a ważność przesyłki - powiedział Hantrel, - Odpowiadając jednak na pytanie... nie wiem. Znacznie bardziej spodziewam się zamachu na moją osobę, gdyż o tej przesyłce wie tylko parę osób i większość z nich jest teraz w tym pokoju.

Tradycyjna sytuacja, z początku wszystko wydaje się jasne oraz klarowne i nikt nie zakłada, że coś pójdzie nie tak. Zev nie pamiętał prawdę mówiąc zlecenia, które od początku do końca przebiegałoby tak jak przewidywał z początku on, czy jego zleceniodawcy. W najlepszym przypadku kończyło się na nadłożeniu drogi, czy przymusowym postoju, a w najgorszych kończyło się na mniej lub bardziej poważnych obrażeniach. Jednak ryzyko jest nieodłącznym elementem tego fachu, zatem Zev nawet nie odpowiedział na słowa kupca tylko skinął głową i podpisał dokument. Listy i szkatułkę zabrał już wcześniej jego towarzysz, więc Piwnemu Rycerzowi nie pozostało nic innego, jak zabrać swoją kopię kontraktu i odebrać oręż od strażników przy bramie.

***

Ich celem była Amarazilija , Zev słyszał o niej, jednak nigdy nie miał okazji jej odwiedzić, a zatem był to kolejny plus tego zlecenia. W drodze po oręż członek ich grupy, Khajit oznajmił, iż stamtąd pochodzi i zapewne między innymi dlatego został wybrany do tej misji.
-Dobrze będzie mieć tubylca po swojej stronie.- skwitował Piwny Rycerz - Ja trafiłem tutaj z polecenia swojego znajomego. Zajmuję się załatwianiem tego typu zleceń.- dodał nieco przyspieszając kroku.
 
Aronix jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28-08-2018, 12:34   #17
 
CHurmak's Avatar
 
Reputacja: 3352 CHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputację
Elf, mimo swojego wieku i doświadczenia, poczuł się zaskoczony i zbity z tropu. Widocznie nie docenił kupieckiego magnata. Arogancją z reguły się nie wykazywał, więc był to dowód jego ignorancji. Dotyczyła ona możliwości Hantrela, posiadającego tyle finansów, by zapewnić sobie ochronę ze strony golema-ochroniarza. Podobnie jak pozostali towarzysze, podszedł do stołu i gotów był podpisać kontrakt - choć nigdy nie umiał się do tego przyzwyczaić. Słowo śnieżnego elfa, zwłaszcza słowo Surjena, było najlepszą gwarancją - żaden nie podpisywał umów na papierze. Coś takiego było w dalekich, północnych krainach bezwartościowe, jeśli nie wręcz uwłaczające. Rzecz jasna, ostatnie kilka dekad elf spędził wykonując rozmaite zlecenia, nierzadko wymagające podpisania umowy. Nigdy nie miał w takich sytuacjach wątpliwości, ale też nigdy nie opuściło go poczucie, że jest mu na swój sposób nieswojo.
Zadanie polegało na podróży do kraju, w którym elf nigdy nie był. Poznawanie świata zawsze niosło za sobą pożyteczne doświadczenia, ale w tym wypadku wiązało się z problemami, do których należało odnieść się.
-Gospodarzu, prosiłbym o możliwość zadać pytanie. - teraz był na to jedyny moment. -Czy nasza grupa jest zdaniem Gospodarza odpowiednio przystosowana do wykonania zadania? Nie idzie tu o umiejętności, w przypadku towarzyszy nie budzących wątpliwości ani zastrzeżeń, ale o dyskrecję w wykonywaniu zadania. Tu muszę odnieść wątpliwości do siebie samego. Zdaje się że Khajit nie zwróci na siebie tam zbytniej uwagi, zaś ludzie są wszędzie i też możliwe jest uzasadnienie ich obecności. Czy obecność Śnieżnego Elfa nie zwróci niepotrzebnej uwagi?
Tu nie chodziło wszakże o fałszywą czy szczerą skromność - gdy powierza się tego typu zadanie, być może lepiej nie wysyłać kogoś, kto wyróżnia się z otoczenia. To dotyczy Khajita w krainie Śnieżnych Elfów, tak jak i śnieżnego elfa w Amaraliziji. Trzeba znać swoje możliwości i nie ryzykować powodzeniem zadania. Jeżeli jednak Edmund Hantrel nie widziałby problemu, Kaelon był pewien, że uda mu się w jakiś sposób odnaleźć w egzotycznym otoczeniu. Możliwości było całkiem sporo, doświadczenia nie brakowało - wszakże dopiero w momencie gdy zapadła jasność, elf był gotów podpisać dokumenty i podjąć się zadania.
 
CHurmak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-08-2018, 19:47   #18
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 7048 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
- Panie Kaelon, gdyby rasa miała takie znaczenie, to by pana tu nie było - powiedział w odpowiedzi Edmund i jednocześnie przypomniał śnieżnemu elfowi, że przyjął go do tego zlecenia już dużo wcześniej, wybierając spośród innych, a teraz tylko dopełniali formalności.

Przed wyruszeniem Tynar nie omieszkał sprawdzić adresów i adresatów, na otrzymanych kopertach. Postarał się nawet, aby je dobrze zapamiętać.

Amis Cabrera
Maria Osete, port w Walencji



Doned Razor
Trzimizi, Amaraziliji
Loch, Droga Południowa nr.4, nr.36



* * *

Po opuszczeniu biura, drużyna udała się najpierw do strażników po odbiór broni. Galden im towarzyszył, jako że wcześniej pod przykrywką zostawił u nich swój miecz.
- Ale byłem blisko zwycięstwa - zagadał jeszcze w głównym holu. - Bo znajomość drogi mnie przecież nie zdradziła. Ani to jego “poznaję” - kiwnięciem głowy wskazał większego strażnika. - Gdyby nie brak akt, to bym wygrał - tłumaczył się, czy może marudził?... ale właściwie miał rację, gdyż nikt z drużyny nie zwracał uwagi na wymienione przez niego detale. A szczegóły te okazały się jednak mieć znaczenie.
Strażnicy kiwnęli tylko głowami i nie odezwali się ani słowem, gdy mężczyźni odbierali swoją broń. Wszystko było na miejscu.
- Na dziś konie są dla was. Zostawcie je w Walencji, w stajni Fonza. Henry się nimi zajmie i będą tam czekać na wasz powrót - do poprzedniego gadania, Galdan dodał jednak coś istotnego. Teraz wiedzieli co zrobić z końmi i nie musieli doszukiwać się tych informacji w kontrakcie.
Po odebraniu broni drużyna ruszyła do stajenki, gdzie bez trudu dosiedli właśnie wspomnianych koni. Ten na którym jechał Galden, nadal tam pozostał - mężczyzna wrócił się do biura po odebraniu swego miecza.


* * *

Ruszyli w drogę do miasta portowego. Tynar trzymał szkatułkę przed sobą i nawet mu ona nie przeszkadzała podczas jazdy. Po drodze mieli co prawda okazję porozmawiać i poznać się trochę, aczkolwiek poprzestali na zamienieniu między sobą kilku słów. Jazda konna średnio sprzyjała rozmowom, a co ważniejsze wszyscy byli zajęci swoją pracą i głównie rozglądali się uważnie, wypatrując ewentualnej zasadzki. Czasu dla siebie i tak będą mieć potem w nadmiarze, jak już będą płynąć statkiem.
Tymczasem ich podróż nie owocowała w żadne przygody - droga była raczej uczęszczana, a wokół dominowały łąki i pola, z raczej okazyjnie występującymi w tle wioskami i zagajnikami. Co ważniejsze, droga ozdobiona odpowiednimi znakami, dzięki czemu w niecałe trzy godziny, jeszcze przed wieczorem dotarli do Walencji.

W samym mieście najpierw odwiedzili Stajnie Fonza, aby zostawić konie. Bardzo łatwo było ją znaleźć, gdyż znajdowała się ona nieomal przy bramie do miasta i odznaczał ją odpowiedni szyld. Prowadzący stajnię mężczyzna, był przystojny i wyluzowany. Spokojny, ale konkretny. Mimo braku listu do niego, wiedział w czym tkwi sprawa z pobytem koni Hantrela w jego stajni, więc to chyba nie był pierwszy taki przypadek.
Tynar też dogadał się z nim bez problemu, gwarantując Strafferowi dobrą opiekę na czas nieobecności czarodzieja.

Zaraz potem, nie tracąc czasu drużyna udała się do portu, na spotkanie z Cabrerą. Znając nazwę statku i imię kapitana wystarczyły dwa pytania do odpowiednich osób w kapitanacie portu.
- Dok numer czternaście. W tamtą stronę - krótko i beznamiętnie odpowiedział zapytany urzędnik portu.

Drużyna ruszyła więc wzdłuż portu. A ten wyglądał jak każdy inny. Statki i marynarze. Tu coś wyładowywali, tam ładowali. A jeden miał chyba jakiś remont. Oczywiście nie brakowało też straży. Co ciekawe wokół straży, nieomal w jej szeregach, dawało się zauważyć niedźwiedzie. Prawdziwe, niczym nie skrępowane, po prostu tam były... Jednego takiego niedźwiedzia minęli z dość bliska. Był naprawdę duży i silny, z pewnością groźny, ale im nic nie zrobił i nawet na nich nie zareagował. W oddali dawało się zauważyć ich więcej.

Z zamyślenia wyrwało minięcie doku trzynastego. Co oznaczało, że kolejny statek jest tym którego szukali. A prezentował się on niczego sobie.


“Maria Osete” był to raczej duży statek, długi na ponad pięćdziesiąt metrów i szeroki na jakieś piętnaście. Okręt miał dwa maszty główne, oraz jeden mniejszy, a do tego jeden... taki ukośny na przedzie - z pewnością miał swoją nazwę, ale drużyna nie składała się z żeglarzy i jakoś specjalnie ich to nie interesowało. Dla nich ważne było, aby szybko dotarli do celu.

Trwał jakiś załadunek, więc do wypłynięcia było jeszcze chyba trochę czasu... Nie wiedzieli, ale widać było od kogo mogą się tego dokładnie dowiedzieć.
Pośród ubranych w czarne spodnie i białą koszulę ludzi, jeden mężczyzna wyróżniał się swym brązowym skórzanym odzieniem i wyglądało na to że nadzorował załadunek.
- Pan Amis Cabrera?! - spytał głośno Zevran, uznając że tak będzie najprościej.
Mężczyzna zareagował! Odwrócił się dość żwawo w ich stronę.


Cabrera był mężczyzną o starannie przyciętych wąsach i krótkiej brodzie, raczej wysoki, ubrany w brązową skórę. Z niewielką skórzaną torbą zawieszoną na ramieniu.
- Tak, to ja. A panowie? - odpowiedział, przyglądając się ekipie.


* * *

Po zwyczajowym przywitaniu się i wzajemnym przedstawieniu się, mogli oddać mu list od Hantrela, a potem przejść do konkretów całej wyprawy i omówić szczegóły. Dla Delamrosa ważna była jedna konkretna sprawa.
- Pan Hantrel obiecał też gratis miejsce w ładowni - Delamros nagiął nieco prawdę na swoją korzyść, jak przystało na dobrego kupca. - Ale bez konkretnych wymiarów. Ufam, że trochę się znajdzie? - zagadał.
- W tamtą stronę, owszem. Mamy miejsca, tak na dwie krowy w zagrodach - odparł Cabrera.
- Wspaniale - odparł zadowolony Delamros - to ja wracam za mniej niż godzinę - zwrócił się do reszty drużyny i czym prędzej popędził dokonać ostatnich zakupów przed wypłynięciem.
 
Mekow jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-09-2018, 13:35   #19
 
CHurmak's Avatar
 
Reputacja: 3352 CHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputacjęCHurmak ma wspaniałą reputację
Mekow, Aronix, Avdima, Kerm, CHurmak

Obdarzeni zaufaniem wielkiego kupca zleceniobiorcy po kolei ujawnili Amisowi Cabrerze swoją tożsamość.

- Tanyr - przedstawił się właściciel tego imienia. - Proszono nas, by to panu oddać. - Podał Cabrerze otrzymane od Edmunda pismo.
- Mam nadzieję, że jest tam o darmowym wyżywieniu - dodał Sher Nazar, wskazując paluchem na list.
Amis spojrzał na zaadresowaną do niego kopertę, po czym otworzył ją ostrożnie.
- Przypuszczalnie - mężczyzna odpowiedział khajiitowi i zaczął czytać. Długo mu to jednak nie zajęło.
- Wszystko się zgadza. Pięciu pasażerów i pies, szybki rejs do Trzimizi i z powrotem. Hantrel uprzedzał mnie w zeszłym tygodniu. “Pasażer” oznacza także wyżywienie - rzekł, kiwnąwszy Sherowi głową.

- To mój statek, Maria Osete - powiedział Cabrera, gestem ręki prezentując swój okręt.
- Skończymy załadunek i poczekamy chwilę aż się zacznie odpływ. Mamy jakieś trzy godziny do wypłynięcia - wyjaśnił rozkład.

- Panowie chcą się od razu zaokrętować? - spytał.
- Jeśli o mnie chodzi, to z chęcią bym się jeszcze rozejrzał na lądzie, ale myślę, że nie zajmie mi to więcej niż godzinę, tak więc zgłoszę się gdy wszystko pozałatwiam. - odpowiedział Piwny Rycerz spoglądając na miasto.
- Ach! I nazywam się Zevran, miło poznać. - dodał szybko wracając wzrokiem na Amisa.
- Nie wiesz może czy ktoś w okolicy para się handlem ziołami lub czymś zbliżonym?

- Naturalnie. Tą aleją - zaczął Amis, wskazując jedną z głównych ulic odchodzących z portu. - I trzecia uliczka na lewo. Prosto i za skrzyżowaniem, dom z zielonym szyldem - powiedział, gestukulując dłonią omawiany kierunek.
Zevran spojrzał w kierunku wskazanym przez Amisa, a następnie wrócił wzrokiem na niego.
- Dzięki, zatem do zobaczenia wkrótce. - powiedział, po czym skinął głową kapitanowi oraz swoim towarzyszom i oddalił się we wskazanym wcześniej kierunku.
Khajit zaś nie miał planów i zaokrętowanie się brzmiało dobrze. Może będzie pierwszy i obejmie najlepsze miejsce.
- Jeśli oferujecie strawę, ja nie mam nic więcej do szukania w mieście. Prowadź. Sher Nazar tak w ogóle - wskazał na siebie kciukiem.
- Ten pies jest ze mną - powiedział Tanyr. - Zwie się Novio. Od razu zajmiemy nasze miejsca.
Kaelon również wolał pozostać na statku. Musiał mentalnie przygotować się na pierwszą podróż przez szerokie wody - jak dotąd pływał co najwyżej na barkach rzecznych.
- Wyrazy uszanowania, kapitanie. Cała nasza grupa będzie zaszczycona, mogąc korzystać z udzielonego nam miejsca w środkach transportu. Miejmy nadzieję że nie stanie się taka konieczność, ale jeśli zajdzie potrzeba, włączę się do wysiłków załogi podczas podróży.
Nie chciał obarczać towarzyszy wiążącą deklaracją, ale ufał, że w razie ataku piratów, morskich bestii albo innej katastrofy, wszyscy solidarnie stawią czoła zagrożeniu.


- Zapraszam zatem na pokład - powiedział z uśmiechem Cabrera, po czym odwrócił się do swoich marynarzy.
- Rotus! Ci panowie są naszymi pasażerami, zaprowadź ich do kajuty - polecił zdecydowanym głosem.
Jeden z ludzi odwrócił się do zgromadzonej na nabrzeżu drużyny.


Rotus, był to młody i szczupły facet, nawet dość wysoki ale z kolekcją czerwonych pryszczy na twarzy.
- Tak kapitanie - odpowiedział od razu. - Zapraszam panów za mną - zwrócił się uprzejmie do drużyny i ruszył w stronę trapu stanowiącego przejście między statkiem a portem.
Życzliwość i gościnność marynarzy nie była tym, czego spodziewał się Sher Nazar. Słyszał raczej, że to twarde chłopy, a żeby twardą mieć dupę, trzeba najpierw ją sobie obić. Nie wnikał, poszedł za młodym.
Tanyr, z towarzyszącym mu Novio, ruszył za marynarzem, uprzejmość składając na konto hojności zleceniodawcy.
Elf ukłonił się nieostentacyjnie i również podążył w kierunku, w którym prowadził ich Rotus, starając się obserwować otoczenie.

Mężczyźni weszli na pokład i od razu dało się odczuć lekkie chybotanie podłoża. Może co prawda było spokojne, ale dawało się odczuć, że nie stali już na stabilnym lądzie. Statek był faktycznie duży, zwłaszcza dla tych którzy pierwszy raz takim podróżowali.
Mężczyźni widzieli szalupy okrętowe po środku pokładu, które mieli nadzieję, nie będą do niczego potrzebne. Oczywiście musiały jakieś być i na wszelki wypadek warto było wiedzieć gdzie są.
Marynarze zajęci byli ładowaniem jakichś drewnianych skrzyni pod pokład, co odbywało się to przy pomocy sporej ilości lin i bloczków, a sam towar opuszczany był do ładowni poprzez duże kwadratowe otwory w pokładzie.
- Tędy proszę - powiedział prowadzący ich młodzieniec i skręcili w lewo, na tył statku.
Na tyłach znajdował się mostek, na który wchodziło się po jednym z dwóch zestawów schodów, znajdujących się po bokach. Mostek ten był na piętrze, zaś do parteru prowadziły drzwi po środku. Do tych drzwi prowadził ich marynarz.
- Mają panowie szczęście - powiedział, otwierając drzwi. - W jednej kajucie z taką cizią - zagadał z uśmiechem.

Kaelon również się uśmiechnął, choć elf, w dodatku z zimnych krain, nie nazwałby żadnej kobiety "cizią". To ludzka rzecz - życie krótkie, młodość ledwie połową tego krótkiego życia. Nie ma sensu ukrywać swoich wrażeń i emocji, jakkolwiek przelotne by nie były. Inna rzecz, że w obecności osoby postronnej nie był w stanie podzielić się przemyśleniami na temat właściwego charakteru misji. Może to i dobrze?
 
CHurmak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-09-2018, 21:48   #20
 
Aronix's Avatar
 
Reputacja: 1248 Aronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumnyAronix ma z czego być dumny
Zevran ruszył w wyznaczonym przez kapitana kierunku. Główna aleja była zatłoczona, mimo zbliżającego się wieczoru, wszelkiego rodzaju sklepy, kramy i inne przybytki jeszcze funkcjonowały pełną parą. Luźniej zrobiło się dopiero kiedy odbił w boczną uliczkę, na której miał się znajdować zielarz. Faktycznie, po kilku chwilach, za skrzyżowaniem Piwny Rycerz dostrzegł charakterystyczny szyld:


Nie namyślając się długo Zev nacisnął klamkę i wszedł do środka. Od razu czuć było, że trafił we właściwe miejsce. Mocna woń wszelkiego rodzaju ziół od razu go uderzyła, zgrywając się z dźwiękiem dzwoneczka, który zabrzmiał uderzony przez otwierające się drzwi. Pomieszczenie nie było wielkie, raczej prostokątne, na wszystkich ścianach stały wysokie regały, na których znajdowały dziesiątki pojemników, najprawdopodobniej z ziołami. Z sufitu natomiast zwisały kępy zasuszonych ziół i kwiatów. Naprzeciwko wejścia znajdowała się lada, a za nią wejście do drugiego pomieszczenia, z którego to wyszła pulchna kobieta, na oko mająca jakieś 30 lat.



- Witam! Mam nadzieję, że jeszcze nie zamykacie. - przywitał się z uśmiechem Piwny Rycerz podchodząc do lady.
- Witam w Ziołowniku, zrzeszeni Zielarze z Biskupina - kobieta przywitała się raczej standardową formułką, oglądając jednak klienta uważnie, od stóp po czubek głowy.
- Mamy otwarte jeszcze długo. Czym mogę paniczowi służyć? - zagadała z uśmiechem, w którym było coś figlarnego.
Zevran podczas drogi do zielarza, zrobił krótki przegląd swoich skromnych zielnych zapasów i szybko doszedł do tego, czego konkretnie potrzebuje przed wyprawą.
- Rozglądam się za sproszkowanym korzeniem żywokostu, korzeniem żeń-szenia, oraz za czarnym bzem. Znajdą się takowe na stanie? - zapytał uprzejmie podchodząc do lady i wpatrując się z wyczekiwaniem w kobietę. Wymawiając nazwy poszczególnych ziół w głowie słyszał głos Vienny, na samo wspomnienie o młodej sanitariuszce na jego twarzy pojawił się szerszy uśmiech. Kobieta słuchała uważnie i zastanowiła się przez krótką chwilę.
- Zależy ile pan potrzebuje. Sproszkowanego żywokostu mam obecnie tylko sto kilo. Żeń szenia mogę dać trzysta, a suszonego bzu raczej do woli. Chyba, że chodzi panu o świeży - powiedziała kobieta. Po wymienionych przez nią ilościach widać było, że przywykła raczej do handlu hurtowego, lub oceniając wygląd Zevrana tego się po nim spodziewała.
-Och to świetnie! - odpowiedział dziarsko Piwny Rycerz - Zwłaszcza, że potrzebuję tych dobrodziejstw natury tylko na własny użytek, więc gdyby szanowna Pani mogła mi dać po 40 gram żywokostu, korzeni żeń-szenia i czarnego bzu, oczywiście suszonego, to byłbym więcej niż zadowolony
- Po czterdzieści gramów? - powtórzyła kobieta z ulgą. Obawiała się, że towaru jej braknie, a tymczasem klienta interesowało kupno detaliczne.
- Już podaję. A może coś jeszcze? Mam wyciąg z koliszusy, afrodyzjak dla pań - zagadała jak na dobrą sprzedawczynię przystało, szykując to co już zostało zamówione.
-Podziękuję, póki co jeszcze sobie radzę bez takiej pomocy.- odpowiedział Zev puszczając sklepikarce oko, po czym rzucił jeszcze okiem po półkach sklepowych. - Więcej mi nic nie trzeba. Ile się należy?- zapytał sięgając ręką po swój mieszek.
- To będzie... dwie srebrne i sześć miedzianych - powiedziała sprzedawczyni. Zioła te były zapasem na raczej dłużej, więc cena nie była zbyt wygórowana. Z tego co się Zevran orientował, było nawet taniej niż zwykle - zapewne po cenach hurtowych.

Już po chwili miał mały słoiczek proszku, zioła w delikatnym woreczku i dwa korzonki luzem, związane sznurkiem. Wszystko gotowe do zabrania. Zevran wyciągnął z mieszka wskazaną przez sklepikarkę kwotę i położył ją na ladzie obok zakupionych przez siebie produktów. Następnie poszperał jeszcze w mieszku i dorzucił dodatkowo cztery miedziane monety.
- To za fatygę i za wskazanie karczmy w pobliżu, w której serwują naprawdę porządne piwo.- powiedział do kobiety spoglądając na nią porozumiewawczo, po czym chwycił za zioła i schował w kieszeni doczepionej do pasa.
- Wskazanie karczmy... Ależ oczywiście - odpowiedziała zielarka z uśmiechem.
- W lewo do skrzyżowania, potem w prawo w stronę morza i po lewej będzie taki szyld z kufelkiem - powiedziała uprzejmie, gestykulując przy tym odrobinę. Karczma ta znajdowała się więc po drodze na statek, choć innej niż ta którą tu przyszedł. Piwny Rycerz podziękował zielarce uprzejmie, po czym opuścił sklep i ruszył szybkim krokiem w wyznaczonym przez nią kierunku. Ludzi po drodze spotkał zdecydowanie mniej, niż poprzednio, więc już po kilku chwilach mógł pchnąć ciężkie drewniane drzwi i wejść do karczmy.

Przywitał go od razu radosny gwar połączony zapachem smażonego mięsiwa i ryb. Karczma składała się z jednej dużej izby. W rogu, naprzeciwko wejścia znajdowała się lada, a za nią przejście do następnego pomieszczenia, prawdopodobnie kuchni, czy też składziku. Po całej izbie porozstawiane były solidne dębowe stoły i dostawione do nich ławy, te z lewej były większe, przeznaczone dla większej ilości biesiadników, po prawej natomiast były gęściej poustawiane mniejsze stoły. Siłą rzeczy, Zev wybrał lewą stronę i ulokował się tuż przy oknie wychodzącym na ulicę. Ledwo zdążył wyciągnąć z kieszeni zakupione przez siebie zioła, gdy od razu podeszła do niego młoda dziewczyna. Była to drobna blondynka, na pewno jeszcze przed dwudziestką.

- Witamy w naszym przybytku, czego szanowny pan sobie życzy?-zapytała uśmiechając się szczerze, jednak dało się wyraźnie odczuć drżenie w jej głosie, sugerujące że młoda dziewczyna się denerwuje.
- Cóż...zacznijmy może od tych przyjemniejszych rzeczy…- odpowiedział Piwny Rycerz podnosząc na nią wzrok – Jakie piwo tu serwujecie?- zapytał zerkając w stronę lady.
-Ciemne i jasne.- odpowiedziała odruchowo wyuczonym tekstem dziewczyna
- Świetnie, a to ciemne to jakie? Stout, a może porter?- dopytał Zev, choć patrząc na dziewczynę nie spodziewał się konkretnej odpowiedzi. Nie pomylił się zbytnio, gdyż na to pytanie blondynka zdecydowanie nie była przygotowana. Otworzyła jeszcze szerzej oczy, jak gdyby Zev nagle zamienił się w jakąś nocna marę.
- Nie wiem… wujcio...to znaczy karczmarz… mówił tylko że mamy ciemne i jasne…- odpowiedziała dukając, patrząc na Zevrana tak, jak by za chwilę się miała rozpłakać. Piwny Rycerz odetchnął tylko mocniej
- Pierwszy raz w pracy?- zapytał spokojnym tonem, a dziewczyna energicznie pokiwała głową na potwierdzenie
– Dobrze, zatem przynieś mi tutaj proszę do stolika dwie dość głębokie misy, naczynie z wrzątkiem, tak aby go starczyło na te dwie misy i dwie puste butelki, a ja przejdę się do wujcia i zapytam o piwo, dobrze?- zapytał uśmiechając się do niej. Dziewczyna od razu się rozpromieniła, pokiwała głową na znak, że zrozumiała i szybkim krokiem odeszła przynieść zamówione rzeczy.

Zevran wstał i podszedł do lady, za którą stał karczmarz.
- Witam szanownego pana! Coś się stało? Coś nie tak z obsługą?- zagadnął mężczyzna od razu, wodząc wzrokiem za swoją siostrzenicą.
- Nie nie, wręcz przeciwnie! Niezwykle miłą tu macie obsługę – zaprzeczył od razu Piwny Rycerz. - Chciałem tylko zapytać o to ciemne piwo, które serwujecie. Co to właściwie jest, stout, porter, czy może jeszcze coś innego?- zapytał Zevran przyglądając się mężczyźnie uważnie.
- Naturalnie, że jest to porter!- odpowiedział od razu karczmarz mocno gestykulując rękoma. - To regionalny specjał, jednak u nas jest w wersji mocniejszej, aby pokrzepić nawet najtwardszych żeglarzy, którzy zaglądają do mojej karczmy!
- Cudownie, zatem poproszę ten wasz specjał do stolika. Z chęcią sprawdzę, czy nie rzucacie słów na wiatr Karczmarzu!- powiedział, po czym wrócił do swojego stolika.

Nie minęło wiele czasu, a przed Piwnym Rycerzem pojawiły się dwie misy, średniej wielkości kociołek jeszcze lekko wrzącej wody, dwie puste butelki i oczywiście, to co najistotniejsze, czyli ciemne, praktycznie nieprzejrzyste piwo. Piwny Rycerz nie namyślając się wiele upił duży łyk i od razu poczuł, że Karczmarz nie bez powodu wypowiadał się o swoim piwie z taką dumą. Piwo było mocne, wręcz gęste w odczuciu, czuć było bardzo wyraźnie nuty czekolady i suszonej śliwki. Był to z pewnością jeden z lepszych porterów, jakie Zevran miał przyjemność pić, a wypił ich w życiu już sporo. Pocieszony tym faktem zabrał się zatem do przygotowania naparów z żeń-szenia oraz czarnego bzu. Roboty z tym wiele nie było, ot wystarczyło po prostu zalać zioła ostrożnie wrzątkiem i odczekać około pół godziny, a następnie przelać całość do butelek i tyle. W czasie, gdy zioła się zaparzały Zevran raczył się trunkiem i napawał karczemną atmosferą. Z uwagi na wieczorową porę, większość miejsc była zajęta, głównie przez marynarzy i rybaków. W izbie panował gwar charakterystyczny dla tego typu miejsc, który zawsze pozytywnie oddziaływał na Piwnego Rycerza, przez co czas płynął mu zdecydowanie szybciej. Gdy akurat dopijał ostatni łyk swojego porteru uznał, że zioła już się odpowiednio zaparzyły. Wciągnął zatem z kieszeni niewielki lejek podarowany mu swego czasu przez Viennę i ostrożnie przelał oba napary do dwóch osobnych butelek, uważając, aby nie rozlać ich zbyt wiele. Gdy się ze wszystkim uporał podeszła do niego ponownie młoda blondynka.

- Czy coś jeszcze szanownemu panu podać?- zapytała z niemniej uroczym uśmiechem niż ten, którym uraczyła go za pierwszym razem i zdecydowanie pewniejszym głosem. Widać pochwała Zevrana doszła do jej uszu.
- Cóż, dłużej zabawić niestety już tutaj nie zdołam, obowiązki wzywają. Ale nie ukrywam, że z chęcią zakupiłbym jedną butelkę tego waszego piwa, jest naprawdę świetne… i może jedną butelkę czegoś mocniejszego, macie coś dobrego na stanie?
- Oczywiście! Polecam przepalankę naszego wyrobu. Mocna i o karmelowym smaku, nasza specjalność.- odpowiedziała dziewczyna poszerzając jeszcze bardziej swój uśmiech.
-Świetnie! Zatem butelkę piwa i butelkę przepalanki zabieram ze sobą i proszę podliczyć całość.- odpowiedział Piwny Rycerz opierając się wygodnie na krześle. W odpowiedzi kelnerka dygnęła lekko i odeszła zrealizować zamówienie.

Cała ta zabawa kosztowała Zevrana trzy srebrne monety. Nie było to mało, jednak patrząc na zarobek jaki go czekał, nie przejmował się tym aż tak bardzo. Udało mu się jeszcze dostać na koszt firmy większą torbę, aby pomieścić prawie wszystkie butelki. Zabrakło miejsca na jedną, więc Zevran wsunął flaszkę przepalanki za pasek i ruszył w stronę statku. Gdy wyszedł na nadbrzeże zatrzymał się na chwilę spoglądając na słońce chylące się już nad horyzontem. Zevran przystanął na chwilę. Nigdy nie uważał się za sentymentalnego człowieka, ale do zachodów słońca zawsze miał słabość i zawsze przypominały mu one rodzinne tereny, gdzie można było obserwować zachody na tle rozległych winnic. Wtedy nawet i wino mu bardziej podchodziło. Pozwolił sobie, na chwilowy wybieg myślami do starych czasów, po czym otrząsnął się lekko i wszedł na statek. Przedstawił się marynarzom, a Ci do razu poprowadzili go pod pokład do reszty jego towarzyszy.
 
Aronix jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166