Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-05-2020, 10:38   #81
 
Dedallot's Avatar
 
Reputacja: 6697 Dedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputację
Westchnął i wrócił do masażu.

– Jasne… poczekam… a tak swoją drogą, masz naprawdę ładne stopy… choć w sumie cała jesteś ładna… – Powiedział posyłając ci uśmiech.

- Dziękuję... - poczułam się zmieszana tymi komplementami. - Dobrze że tu jesteś ze mną... Inaczej czułabym się tu naprawdę zagubiona.

– A co ja mam powiedzieć? – Rzucił. – Ostatnie sześćdziesiąt lat spędziłem na stepie. Nigdy nie byłem w żadnym budynku… kobiety nie dotykałem też już bardzo długo. Dla mnie dużo rzeczy też jest nowych.

- Ale myślę że w przeciwieństwie do butów to na przykład łóżka ci się spodobają - zażartowałam sobie. - Rozumiem że to dlatego czekałeś przed moimi drzwiami? - zapytałam już poważniejszym tonem.

– Głównie dlatego, że chciałem wiedzieć jak poszła ci rozmowa z cesarzem… może i jestem imitacją mężczyzny dla innych elfów, no ale wciąż jednak coś tam męskiego w sobie mam i martwię się o los kobiety, która jest mi bliska. A poza tym jesteś tu jedyną osobą, którą znam, a siedzenie samemu w komnacie nie należy do najciekawszych zajęć. Może gdybym dobrał się do tutejszej biblioteki nie miałabyś mnie na głowie – Zaśmiał się puszczając ci oko.

- Będziemy w tej twierdzy jeszcze jutrzejszy dzień. Planuję go spędzić na pomocy kapłanom w ich pracy, a jeśli będzie ciebie to nudzić to mogę dowiedzieć się czy pozwolą ci zajrzeć do tutejszych księgozbiorów... - zasugerowałam.

– No ja cię samej z tym nie zostawię. W takiej sytuacji chcę ci pomóc. – Powiedział.

- Będzie mi miło - ucieszyłam się. - Ale nie czuj się do tego przymuszony.

– Nie czuję się. Zwyczajnie chcę pomóc skoro mogę. – Stwierdził.

- A właśnie... Póki jeszcze nie wołają na wieczerzę to chcę ustalić jedną rzecz - spoważniałam. - Nie zamierzam wspominać tutaj, że zyskałam zdolności od istot ze snu. Na razie też zamierzam ukrywać się ze swoimi... umiejętnościami. I chciałabym, żebyś ty też trzymał to w tajemnicy.

– Oczywiście. Mówienie o tym mogłoby być… no nie wiem… uznane za szaleństwo? – Stwierdził.

- Dokładnie tak - pokiwałam głową. - Również nie będziemy wchodzić przy innych w szczegóły tego co działo się w obozowisku dzikich elfów, dobrze?

– A jak wyjaśnimy twój powrót, jak ktoś zapyta? – Rzucił chwytając twoją drugą stopę i wznawiając masaż. – Może ustalmy jakąś wspólną wersję… bo w to, że zabiłaś doświadczonego wojownika o własnych siłach, ciężko uwierzyć, ale… da się to zrobić… choć chyba o tym jak to zrobiłaś lepiej nie mówić.

- Wszyscy którzy wiedzą że zostałam porwana byli też odpowiedzialni za moje bezpieczeństwo w podróży, więc nie pytają o to co się działo, bo i bez tego czują się winni, że to się w ogóle wydarzyło - wzruszyłam ramionami. - Nie zostaje w zakonie, więc nawet nie mam obowiązku się z tego spowiadać. Chociaż ta wspólna wersja mogłaby się przydać…

– Ale tutejszy wódz może zapytać i co wtedy? – Stwierdził rozumnie. Masaż był rozkoszny, co kolidowało z dość niewygodnym tematem rozmowy.

- Mogę mu na przykład odpowiedzieć, że wolę zapomnieć o tym co się tam działo? - zaproponowałam odpowiedź.

– To po pierwsze rozbudza niezdrową ciekawość, a po drugie, skieruje uwagę wszystkich na mnie i to mnie będą pytać. Tego nie chcemy – Powiedział powoli masując kolejno każdy palec twojej stopy.

- Fakt nie wzięłam tego pod uwagę... - pokiwałam głową. - Mogłabym powiedzieć, że przeciwnik nie był tak silny na jakiego się malował. Że do przetrwania i pokonania Arkhama wystarczyły mi umiejętności wyuczone w zakonie. Bo z tą elfką co chciała mnie wywlec nagą z namiotu to wystarczyło.

– To ma sens… ale gdy zapytają, czy albo dlaczego ten elf chciał z tobą walczyć, będzie trzeba kłamać… z tego co pamiętam w myśl zasad twojego zakonu, nie możesz wyzwać kogoś do walki jako pierwsza, a jedynie walczyć z kimś kto dopuścił się zbrodni… on na twoich oczach nie zrobił nic złego… więc jak to wyjaśnimy, dlaczego z nim walczyłaś? – Zapytał.

- Czyli musimy iść w zaparte, że to on zaatakował mnie pierwszy - westchnęłam.

– Albo w ogóle przemilczeć, tą walkę i skupić się na tym jak przyjęto cię do plemienia… – Stwierdził. – Zrobić z twojej samoobrony główny wątek historii. A tak nurtuje mnie jedna kwestia… widok sześciu niewolnic przydzielonych do ciebie samej… sprawił, że coś mi się przypomniało. Czytałem kiedyś jedną z Balleńskich książek… “Hrabina Kallas” – wymienił nieznany ci, z oczywistych powodów, tytuł. – Mowa tam była o pewnej szlachetnie urodzonej kobiecie, nadwornych intrygach, pojedynkach rycerskich i jej romansie. Po tym jak hrabina zawarła ślub z Lordem Kallasem, niemal na początku powieści, była wzmianka, i tu cytat: “Uradowana hrabina, teraz z woli boskiej i królewskiej nosząca nazwisko Kallas wraz z nowo poślubionym mężem, poszła uczcić najszczęśliwszy dzień swego życia. I tak młodzi w towarzystwie kilku ulubionych niewolnic szlachcianki rozkoszowali się pierwszą nocą wspólnego życia”... U nas wielożeństwo było dopuszczalne i nikt nie widział problemów w uprawianiu miłości ze współmałżonkami innych członków plemienia, jeśli była na to zgoda. Do tego bez względu na płeć każdy lubił mieć jakiś “ogrzewacz do łóżka” na zimne wieczory… Nawet małżeństwa… Jak to jest u ludzi? Wiem, że wy nie uznajecie wielożeństwa, ale z książki wynikało, że inny stosunek macie do “zapraszania” niewolników do wspólnych igraszek. – Widać było, że przy tej wypowiedzi był skrępowany. To co mówił Falris było faktem, jeśli chodzi o prawa cesarstwa. Wielożeństwo było niedopuszczalne, a zdrada małżeńska uchodziła za grzech… jednak inaczej było z seksem z niewolnikami, tej kwestii nie poruszała żadna ze świętych ksiąg siedmiu kościołów, ani prawo świeckie, jako że, niewolnicy według najstarszych praw byli uznawani za przedmioty. Była to zatem kwestia pozostawiona całkowicie sumieniu każdego obywatela Ballen. Jedyne prawo zakazujące uprawiania miłości z kimkolwiek dotyczyło kapłanów i mnichów, gdyż na służbie mieli być oni oddzieleni od cielesnych pragnień.

Uniosłam brwi w zdumieniu wysłuchując jego słów. Otworzyłam usta z zamiarem zaprzeczania wszystkiemu, ale zauważyłam w tym okazję do pożartowania sobie.
- I z taką wiedzą mimo wszystko chciałbyś zostać moim mężem? - zapytałam go wysilając się na poważny ton.

– Mimo wszystko jestem dzikim elfem, zważywszy na moją kulturę, byłoby to obłudą osądzać twoją. Jeśli zechcesz w łóżku niewolnika albo niewolnicę nie będę w żadnym wypadku się temu sprzeciwiał, bo przecież jeśli zostanę twoim mężem, wiem, że to co w tobie jest najważniejsze i najpiękniejsze… twoje serce, będzie należeć tylko do mnie, tak jak moje serce już należy tylko do ciebie. – Powiedział, całkiem poważnie.

Temat był dziwaczny, ale jego odpowiedź sprawiła, że zrobiło mi się ciepło na sercu jak jeszcze nigdy.
- Spokojnie - uniosłam dłonie w geście kapitulacji, by już się nie przejmował. - Nie wiem jakie są zwyczaje na dworach, ani co to była za książka, którą czytałeś...Nie wykluczone, że tak robią co niektórzy... Ale ja po pierwsze nie uznaję ani zwierząt ani niewolników za przedmioty - zaczęłam. - A po drugie wyznaję zasadę, że łoże dzielić mogą wyłącznie małżonkowie.

– Już chyba wiem, czemu się w tobie zakochałem… – Uśmiechnął się. – Może i walczysz jak bestia… ale serce i duszę masz na pewno prawe i czyste, a do tego myślisz inaczej niż większość. Jesteś inna niż wszyscy i to właśnie ta inność czyni cię wyjątkową i tak wspaniałą. – Zaraz po tych słowach zrobił złośliwy uśmiech. – A nie będzie cię zżerać ciekawość, żeby zobaczyć jak to robią inni szlachcice? W końcu wspomniałaś, że masz tytuł… Czy Lady Marion nie będzie chciała posmakować rozkoszy godnych ludzi jej stanu?

- W żadnym razie - fuknęłam na granicy oburzenia tymi insynuacjami. - Nie obchodzi mnie to co robią inni.

– I nigdy się nie zmieniaj. – Powiedział z uśmiechem. – A tak z ciekawości… gdybym hipotetycznie został twoim mężem… czego byś oczekiwała ode mnie?

- Nie wiem... - zagiął mnie. - Wierności, szczerości... Akceptowania mnie takiej jaka jestem... - wzruszyłam ramionami, bo nie miałam pojęcia w tym temacie.

– Na to możesz liczyć, ale chcę wzajemności… zwłaszcza jeśli chodzi o szczerość… a zatem jeśli coś ci przyjdzie jeszcze do głowy, mów śmiało.

- Oczywiście - pokiwałam głową.

– A skoro o wzajemności mowa – Uśmiechnął się i uniósł swoją nogę i położył ją na oparciu twojego fotela.

- Ale to dopiero po ślubie - zaśmiałam się rozbawiona i poklepałam go po nodze. Wstałam i poszłam do szafy zobaczyć czy może jednak przeoczyłam coś i znajdę inne buty.

– Hej… ja chciałem tylko masażu… – Rzucił po tym jak zabrałaś swoją stopę z jego rąk. Przegrzebanie szaf niczego niestety nie dało. Gdy jednak podeszłaś do kolejnej, dało się słyszeć pukanie do drzwi.

- Proszę - rzuciłam przez ramię w kierunku drzwi i zabrałam się za kolejną szafę.

Do pomieszczenia weszła rosła kobieta w skórzanym fartuchu. Niosła ze sobą worek, a przy pasie miała narzędzia. Była niemal łysa, a jej głowę pokrywały blizny. Jedna z blizn rozcinała jej policzek i przechodziła przez usta aż na podbródek. Była człowiekiem, ale mięśnie miała godne orka.

– Pono, komu tu trza szewca! – Rzuciła od wejścia, kładąc worek na ziemi.
 
__________________
Czy widział ktoś Ikara? Ostatnio kręcił się przy tamtych nietestowanych jetpackach...
Dedallot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-05-2020, 13:20   #82
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 103852 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
- Nie sądziłam, że tak szybko się uda - ucieszyłam się i od razu zostawiłam to co robiłam. Podeszłam po parę butów która tak mnie dręczyła. - Niemiłosiernie mnie obcierają - powiedziałam i pokazałam jej tą parę. - Chyba będę potrzebować nową parę.

– Siadnij się – Powiedziała i zaczęła oglądać twoje buty. – Dobre obówki… miętko wykładane – Oceniła, a potem wyciągnęła miarę. – Poka, mnie te twoje szkity. – Podeszła do ciebie.

Usiadłam i podniosłam stopę.
- O tu mnie obcierają - powiedziałam wskazując palcem.

– To pirsze obówki w twojem życiu? – Rzuciła oglądając twoje nogi. – Kamachy dla wojka ciem zabijo, trza by czego inszego… – Mruknęła i zaczęła mierzyć. – Paluchy masz szeroko, że widoczno łodraza, że nigdy w obówka nie wciskłe… najlepsiej jakby obówki noska nie mieły… Hymm, hymmm… sandałaki, jak u motojców by się szybsiej nadały… ale by ciem rzemienie ciełły… Nie za spóźno, na najpierwsiejsze obówki?

Ledwo rozumiałam słowa tej kobiety.
- Żadnych sandałów. Mają być pełne kryte buty, z cholewką za kostkę - pokazałam na nodze długość, żeby pokazać jak wysokie mają być.

-Byndzie trudno… ale ja żem lubieje trudno – Uśmiechnęła się. – Na jutro cosik dla ciem nasklecam. – Powiedziała. – Ze pare albo trojgo zrobie, co byś popróbowała. U nas dużo długouch, co to obówków nie nosiły, a teraz do munduru trza im czego, to mam kilka, cobyś na dzisiek miała co na szkity wzuć. – Powiedziała i wyjęła z worka parę dziwnych butów, a raczej, kawałki materiału z otworami na palce i piętę, zawiązywane od góry dwoma sznurkami, które następnie można by opleść powyżej kostki. – To dla długouch ze zawiadu obówki… nie gnioto szkity, nie przeszkadzajo po drzewach hasać i nie obcierajo. Albo to. – Pokazała dość masywnie wyglądające buty, a raczej coś co je imitowało, bowiem nie miało noska, odsłaniając palce, zaś od spodu miało tylko pas skóry, który osłaniał środek stopy, przód i piętę pozostawiając wolne. – To łorki noszo w armi, Mocna, góra, co jak co spadnie, to nie pokrzywdza, ale spody wolne, co by ziemie czuć i nie skrobać.

– Poważnie… – Powiedział Falris, który podszedł do was i zaczął oglądać wytwory szewczyni.

– A jakże, długouch siem podobać? – Zapytała kobieta z uśmiechem.

Miałam nadzieję, że kobieta mówi coś w stylu " tak zrobię dla ciebie buty jakie chcesz, ale zajmie mi to chwilę, więc na razie wez jedne z tych dwóch różnych, żebyś nie musiała biegać boso".
- Przygotuj więc mi buty jak najszybciej możesz. A na teraz wezmę te - wskazałam na pierwsze pokazane.

– Pokazać jak siem zakłada? – Rzuciła. – A ty długouch tyż chcieć?

– Może nawet przymierzył bym… ale niech najpierw Lady Marion spróbuje.

- Tak, chętnie zobaczę jak się to nosi... - odparłam.

Kobieta przyklękła i nałożyła ci “but”, od środka pokryty był wyjątkowo miękką skórą, na zewnątrz zaś znacznie wytrzymalszą. Kobieta zaciągnęła sznurki, tak, że materiał opasał twoją stopę. Materiał przylegał do skóry na tyle ściśle, że nie przemieszczał się, więc nie ocierał, a jednocześnie na tyle by nie gnieść stopy. Twoje palce swobodnie przeszły przez otwory i mogłaś nimi poruszać. Kobieta następnie sznurki wystające poza materiał lekko oplotła wokół twojej kostki i związała. Wyglądało to jak obuwie godne jakiegoś akrobaty, ale było stosunkowo wygodne, zwłaszcza, że nie ocierało newralgicznych miejsc i nie zaciskało palców.

– Wygodno? – Rzuciła kobieta.

– No właśnie… jak to się nosi? – Dociekał Falris.

Przyglądałam się odzianym w to stopom bez przekonania. Może i wygodne, ale według moich przyzwyczajeń zupełnie nieprzydatne.
- Jednak nie - pokręciłam głową niezadowolona z tej alternatywy butów.

– To wtedyk te drugi? – Zapytała kobieta pokazując drugą parę pseudobutów. – To zieloniaki noszo. – Rzuciła. – A i tak tylko do zjutra, wtedyk to ja ci nowe obówki dla ciem przyniese.

Pokręciłam głową.
- Przemęczę się z tym co mam - stwierdziłam.

– To ci siem szkity łobetro do jutera i żaden obówek ci wygodny nie bedzie. Lepiej przenoś dzisiak cosik inszego, a jutero dostaniesz porzondno obówek na swoje szkity. – Powiedziała kręcąc głową.

– A masz może jeszcze jedną parę tych o… – Wskazał na to co akurat miałaś na nodze.

– A no mom, ale tylko kobitkowe – Rzuciła wyjmując z worka podbną parę ale większą.

Miałam już się niezgodzić, stwierdzić, że wiele chodzić już tego dnia nie będę, ale przypomniałam sobie, że przecież miałam w planach po uczcie przejść się i chociażby zobaczyć co u Druidki. Na pewno bym sobie obtarła stopy, co nie było dobrym pomysłem, bo przecież w jeden dzień tego nie zaleczę i podróż stałaby się katorgą.
- No niech będzie... - mruknęłam z niezadowoleniem, decydując się ostatecznie na to co miałam już na nogach.

Falris przywdział drugą parę i spróbował zrobić kilka kroków.

– Nie tak źle… dziwnie… ale nie tak źle… Spróbuję dziś w tym pochodzić, żeby dotrzymać ci towarzystwa – Uśmiechnął się do ciebie.

– No to nadobna, że wam siem spodoba. Nazjutrz przyniese ci sporządne obówki. – Powiedziała rosła kobieta, spakowała swój worek i wyszła.

- Nie powiedziałam, że mi się podobają - westchnęłam, gdy pani szewc zostawiła nas samych. - Dzięki, że próbujesz mnie pocieszyć - rzuciłam do Falrisa.

– Jutro dostaniesz parę butów specjalnie dla ciebie – Rzucił. – Więc się nie zadręczaj, że dziś będziesz wyglądać jak… “dzikuska” – podkreślił ostatnie słowo.

- Ale jak widzisz rozsądek mam większy od dumy i rozwiązania praktyczne przekładam nad to co mi się podoba - zaśmiałam się. - Ah, kiedy będą prosić na tą ucztę... Cesarz mówił, że lada chwila, a wychodzi na to że spokojnie mogła jeszcze odwiedzić Druidkę... No i jestem już głodna.

– Może o nas zapomnieli? – Rzucił znowu siadając w fotelu, potem uniósł nogę i zaczął oglądać skórzany ochraniacz.

- Chyba nie szczególnie bym się tym przejęła... - odparłam w zamyśleniu. - Najchętniej bym sobie poszła zrobić to co chciałam, ale nie wypada nie stawić się na wieczerzy kiedy zaproszenie idzie od samego Cesarza…

– Z tego co wiem, zapraszał nie cesarz a tutejszy wódź. – Uśmiechnął się. – Skoro to coś noszą tutaj zwiadowcy leśnych elfów… czy raczej elfek… to ciekawe jak się ubierają… z tego co czytałem o moich “kuzynach” ich typowy ubiór to brak ubioru… to dopiero dzikusy… – Zaśmiał się. – Swoją drogą… męczy mnie jedna rzecz… pasują na mnie buty noszone zwykle przez kobietę… ubranie też dostałem kobiece, a Amelia stwierdziła, że nawet się nie napracowała przy przeróbkach… zwłaszcza, że zajęło jej to jakieś pół godziny… – Wstał i stanął prosto.. – Czy ja mam kobiecą figurę?

- Pocieszy cię jak powiem, że masz na pewno bardziej zadbane włosy niż zdecydowana większość kobiet? - odpowiedziałam na to, dusząc w sobie rozbawienie.

– A to akurat zasługa wiedzy o roślinach i mądrych książek… też mógłbym ci zrobić środek do pielęgnacji włosów – Powiedział przeczesując swoje długie lśniące włosy palcami.

Nagle znów rozległo się pukanie.

- Chętnie, przyda mi się zadbać o wygląd, żeby odzwierciedlał mój status - odparłam ze śmiechem. - Proszę - krzyknęłam do drzwi.

Drzwi otworzyły się, a w nich stała orcza ochmistrzyni.

– Wódz zaprasza na wieczerzę. – Powiedziała i cofnęła się za drzwi.

Ruszyłam w jej kierunku.
- Czy mój przyjaciel może mi towarzyszyć w niej? - zapytałam kobietę, dla pewności, że nie będzie to źle widziane.

– Pan Falris również został zaproszony, jednak jako, że nie było go w jego komnacie to bardzo fortunnie, że był u Pani. – Odpowiedziała.

Gdy ruszyliście za zarządczynią, zauważyłaś, że Amelia wraz z resztą niewolnic stoii na baczność pod ścianą obok wejścia do twojej komnaty, na twój widok dziewczyny lekko skłoniły głowy. Niziołka cały czas naśladowała pozostałe dziewczyny.

- Wejdźcie do środka i odpocznijcie - powiedziałam do niewolnic gdy je mijałam.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram jako: Irya, Alice, Marion, Venora, Wiktoria i Rin!
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-05-2020, 22:25   #83
 
Dedallot's Avatar
 
Reputacja: 6697 Dedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputację
Młode kobiety posłusznie wykonały polecenie.

Ochmistrzyni poprowadziła was do głównego korytarza, który był znacznie szerszy od pozostałych, zaś on za dużymi drzwiami kończył się wielką salą biesiadną.

Na samym środku sali na rożnach piekły się dzikie wieprze, doglądane przez orczych kucharzy, a wokół rozstawione były drewniane ławy tworzące półokrąg. Przy stole w samym środku półkola siedział potężnie zbudowany ork, który jak łatwo można było się domyśleć, był wodzem. Jego szyję zdobił naszyjnik zrobiony z zębów dzikich zwierząt na przemian ze złotymi koralikami. Na głowie miał coś w rodzaju korony zrobionej ze złota, kłów i rogów.

Po jego prawej stronie, przy stole siedział cesarz, tym razem ubrany iście po królewsku, w marynarkę przeszywaną złotem, miał na sobie szczerozłoty naszyjnik z godłem cesarstwa, ozdobiony klejnotami, jednak nie miał żadnej korony. Po lewej stronie siedziała żona wodza… jej córka miała rację, rzeczywiście jej ubiór przywodził na myśl raczej arystokratkę z Ballen, niż żonę orczego włodarza… oczywiście z różnicą, jaką stanowił wielki, sięgający pępka dekolt, po obu stronach zdobiony misterną koronką, dekolt, który ukształtowano tak by odsłaniał jej piersi i większość brzucha. Ona w przeciwieństwie do swojego męża i cesarza patrzyła na wszystkich z chłodem i wystudiowanym wręcz dostojeństwem… wódz i cesarz natomiast dyskutowali o czymś co chwila wybuchając śmiechem. Dalej siedziała księżniczka, którą spotkałaś, w sukni podobnej do tej, noszonej przez jej matkę… jej mina natomiast wskazywała, że dziewczyna czuje się jakby była na największych torturach, co chwila wierciła się poprawiając rękawy sukni, do których najwyraźniej nie była przywykła i teraz niemiłosiernie ją uwierały. Przy innych stołach zasiedli różni goście, zarówno orkowie jak i oficerowie cesarstwa… a raczej Panie oficer. Zauważyłaś również Morrisanę, która zajęła miejsce przy najbardziej oddalonym od centrum stole, po lewej stronie… Garren natomiast siedział dokładnie na drugim końcu całego półkola, opierając głowę na ręku. Sporo miejsc pozostało jeszcze wolnych.

- Tutejsza etykieta gdzie nakazuje nam zająć miejsca? - zapytałam ochmistrzynię, rozglądając się za miejscem dla siebie i Flarisa.

– Tutejsza etykieta nie wyznacza gościom wodza miejsc, za wyjątkiem najwyżej uprzywilejowanych, takich jak cesarz. – Odpowiedziała, ale nim zdążyłaś zapytać ją o coś więcej, kobieta ruszyła w kierunku jednej z posługaczek, która potknęła się, upuszczając tacę.

- Dobrze więc... - nie zamierzałam długo tak stać jak kołek i szybko podjęłam decyzję, kierując swoje kroki w stronę Garrena. Wybrałam tak, bo chciałam, żeby Falris poznał go zanim, zostawię go na jego pastwę.

– Witaj! – Zawołał ork na twój widok. Wyraźnie poprawiłaś mu sobą humor. – Miałem nadzieję, choć chwilę z tobą pomówić… ale Erik i Gugorrak nie dawali mi dziś spokoju – Rzucił. – Zechciejcie zasiąść obok mnie, i zechciej mi powiedzieć córko niepewnej drogi, kim jest twój towarzysz.

- Też się cieszę, że ciebie widzę - odparłam do orka uśmiechając się przyjaźnie, gdy dosiedliśmy się do stołu. - To Falris, razem ze mną opuścił klan dzikich elfów - po tych słowach spojrzałam na elfa. - Falrisie to jest Garren Wilczy Kieł - przedstawiłam ich sobie.

– Brat wszystkiej krwi… – Powiedział elf siadając z wrażenia. – Czytałem… słyszałem… – Zapowietrzył się.

- Co sądzisz o wyprawie Cesarza? - zapytałam orka, przejmując inicjatywę w rozmowei, żeby dać Falrisowi czas na oswojenie się w tym towarzystwie.

– Opowiedział ci jaki jest jej cel? – Uśmiechnął się. – Uważam, że oni pasują do siebie… jeśli chodzi o polityczne skutki… nie znam się na tym, jeśli o to pytasz.

- Tak, mówił mi dokąd zmierzają - pokiwałam głową w odpowiedzi. - Chce żebym ją poznała.

– Dobrze… choć jej sposób bycia na pierwszy rzut oka może wydać ci się skrajnie niewłaściwy. Możesz nawet uznać ją za osobę złą i pozbawioną zasad. – Stwierdził. – Ale doradzam, byś była gotowa wysłuchać racji obu stron.

- Spokojnie, Cesarz opowiedział mi o niej więc wiem czego mam się spodziewać - zapewniłam go.

– A powiedział ci, że jej posiadłość otacza pajęczy las? Że ma garnizon Drowich jeźdźców zmor… kobiet oczywiście… i grupę niewolnic, z których każda ma plecy pocięte batem, jak po najstraszliwszych torturach? – Zapytał poważniejąc.

- Przecież nie mogę się i tak wtrącać w to jak kto traktuje swoich niewolników - pokręciłam głową. - I podejrzewam, że ma zmory, pająki i inne drowie okropności, którymi straszy się dzieci.

– Jak mówiłem… aby mieć wgląd w rzeczywistą sytuację… trzeba poznać obie strony. Ja nigdy tego nie widziałem, ale Morrisana czasem odwiedzała dawną przyjaciółkę. Uwierz mi… niemal każda z obecnych tam niewolnic jest wdzięczna swojej pani, nawet mimo, że ta nie toleruje błędów i każe za nie bardzo surowo. Czy masz pomysł dlaczego, córko niepewnej drogi?

- Bo niewolnicy tak mają. Jedyne z czego się mogą cieszyć to, że przeżyli kolejny dzień - westchnęłam.

– A jeśli ona dała im coś czego nikt im nigdy nie dał… – Zapytał uśmiechając się tajemniczo.

- To nie jest takie trudne w przypadku niewolników - wzruszyłam ramionami. A że wiedziałam że ich pani była dawniej niewolnikiem to może traktowała ich lepiej ze względu na to co sama przeszła. Tego nie mogłam jednak powiedzieć, bo było to wielka tajemnicą. W tym momencie bardziej mnie zastanowiło czemu w ogóle Cesarz mi tak bardzo zaufał i o tym powiedział, niż los niewolników drowiej lady.

– Jak się okazuje… nie zawsze jest to takie proste. – Uśmiechnął się. – Może zrozumiesz to, gdy ją poznasz.

- Zobaczymy - odparłam na to. - A czemu Morrisana siedzi tak daleko? - zapytałam zmieniając temat.

– To już chyba pytanie, które sama powinnaś sobie zadać – Zaśmiał się głośno. – Bo jest tak za twoją sprawą. Choć jakże mógłbym, mieć to za złe, skoro ceną za trwałe szczęście, jest chwilowa zgryzota? Morrisana obiecała, że gdy tylko opuści zakon, przyjmie moje oświadczyny, lecz do tego dnia, by nie kusić ciała, będziemy pozostawać w odległości.

- Jak dla mnie to przesadza z tą ostrożnością... Ale skoro tak bardzo nie potrafi się opanować to tylko świadczy o mojej racji - odpowiedziałam na to. - Cieszę się że poszła po rozum do głowy - dodałam ucieszona że ork jest zadowolony.

– A jak poznałaś swojego milczącego przyjaciela? – Zapytał wskazując na Falrisa, który najwyraźniej podłamał się swoim występem.]

Spojrzałam na elfa i lekko poklepałam go po ramieniu. W sumie jego małomówność była mi teraz na rękę.
- Potrzebowałam środków do odkażenia skaleczeń i na złagodzenie efektu działania trucizny, którą mnie uśpiono by mnie porwać... - wymyśliłam naprędce, bo przecież nie mogłam powiedzieć prawdy. - Więc gdy wspomniał, że zawsze chciał opuścić klan i poznać świat to mu w podzięce za pomoc zaproponowałam, żeby wyruszył ze mną.

– Czyżbyś lękała się powiedzieć mi prawdę? – Pochylił się. – Nie brzmi to nazbyt spójnie… Jeśli dzikie elfy cię pojmały, nie przydzieliłyby ci medyka… jad, którego używają nie jest groźny dla życia i po kilku godzinach wietrzeje bez śladu… a jeśli chodzi o skaleczenia… nie czuję od ciebie zapachu twojej świeżej krwi… czuję natomiast zapach świeżej krwi elfów.

Szczerze zaskoczył mnie swoimi spostrzeżeniami, bo niestety nie wzięłam pod uwagę, że ma tak dobry węch.
- Zdecydowanie nie poczułeś na sobie działania tego jadu, bo mnie po tym straszliwie bolała głowa - mruknęłam. - Masz rację, niewolnikowi czy przyszłemu posiłkowi, bo tak kończą jeńcy, nie daliby medyka, ale okazało się, że walcząc w samoobronie o swoje życie, zaimponowałam wodzowi i mnie naznaczył członkiem klanu - nawet nie mijałam się w swojej wypowiedzi z prawdą.

– Znam wodza krwawego znamienia… to w jego stylu – Powiedział i nie kontynuował tematu.

– Znasz naszego wodza? – Zapytał wreszcie Falris.

– Znam większość wodzów na stepie. – Uśmiechnął się Garren.

– Ja tylko słyszałem opowieści o tobie… połowa z nich wydawała się wręcz nieprawdopodobna.

– Zapewniam cię, że większość jak nie połowa, jest nieprawdopodobna i nieprawdziwa – Powiedział.

– To i tak zaszczyt spotkać kogoś takiego.

Ucieszyło mnie zarówno to, że Garren nie drążył tematu, jak i to, że Falris zaczynał oswajać się w jego towarzystwie.
- To która z ballad bardów o tobie, twoim zdaniem najbardziej nie odpowiada prawdzie? - zapytałam Garrena.

– O tym, że w moich żyłach płynie smocza krew… – Rzucił ze śmiechem.

- Haha, faktycznie tego barda poniosła fantazja - zgodziłam się z nim.

– Też zawsze miałem jakieś wątpliwości co do tej plotki… a jak jest z twoim mieczem? – Zapytał Falris. – To też wymysły?

– Nie. Miecz naprawdę wykonano ze smoczej kości, choć wcale nie zabiłem żadnego smoka aby ją zdobyć. Podczas przemierzania tuneli królestwa dzieci pajęczej matki, znaleźliśmy szkielet jednej z tych bestii. Broń jest lżejsza niż stalowa, a tnie nawet lepiej.

- To prawdziwe szczęście mieliście znaleźć te kości - zainteresowałam się. Widziałam jego broń ale nie przyszło mi wtedy do głowy pytać jak została wykonana. - A spotkanie rzemieślnika który przerobił je na broń to tym bardziej.

– Pierwsze było zrządzeniem losu, drugie tylko tego skutkiem. Eric sam znalazł kowala, a raczej gdy ogłosił wśród gildii kowalskich z całego imperium, że mamy kość smoka, kowale sami zlecieli się jak pszczoły do pasieki. Wybrano potem pięciu najlepszych, którzy razem mieli znaleźć najlepszą metodę obróbki… no i potem Eric wręczył ten miecz mi.

- No tak, zapomniałam że w drużynie mieliście Cesarza - od razu przestało to być dla mnie takie dziwne jak wcześniej.

– Eric powiedział mi, że chciałby żebyśmy z Morrisaną udali się na powrót do wolnych ziem. Chce, żebyście z Morrisaną razem towarzyszyły mu u Aithane. – Powiedział. – To trochę koliduje z pierwotnym planem, ale jak moglibyśmy mu odmówić.

- Przykro mi, że to popsuło wasze plany. Miło mi jednak będzie móc spędzić z wami jeszcze chwilę czasu - odpowiedziałam, zastanawiając się czy Cesarz powiedział mu prawdę.

– Nie popsuło, a tylko oddaliło ich realizację. A co do spędzenia czasu, czyż po wszystkim razem z nami nie udasz się na południe? Z tego co wiem, rozdzielimy się dopiero po przebyciu stepu, a tam my udamy się w głąb cesarstwa do zakonu boga umarłych, zaś ty dalej na południe. Czyż nie? Spędzimy zatem jeszcze jakiś miesiąc.

- Faktycznie - pokiwałam głową. - Cesarz mówił wam, że posyła mnie bym spotkała się z moim bratem i przyniosła wieści o tym jak on sobie radzi?

– Wspomniał. Twój brat ma na imię Jonathan i miał spotkać się z panem południowego królestwa, aby pojednać jego kraj z cesarstwem, tak?

- Tak - skinęłam głową. - Mam nadzieję, że choć nie ma od niego wieści to jednak wszystko z nim w porządku - martwiłam się tym, choć starałam przynajmniej wmówić że nie ma ku temu powodów.

– A jaki jest twój brat? – Zapytał mężczyzna.

- Nie wiem, nie widziałam go całe lata - wzruszyłam ramionami.

– A jaki był? – Zapytał.
 
__________________
Czy widział ktoś Ikara? Ostatnio kręcił się przy tamtych nietestowanych jetpackach...
Dedallot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-05-2020, 10:42   #84
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 103852 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
- Pamiętam, że jak jego instruktor fechtunku nie chciał mnie uczyć, bo byłam za mała, to czasem w przerwach od nauki, a wydaje mi się, że miał mnóstwo nauczycieli od różnych rzeczy, sam z chęcią mnie uczył i nawet nakazał służbie zrobić mi mały zabawkowy mieczyk - zamyśliłam się, bo wspomnienia były mało wyraźne po takim czasie. - W dniu kiedy wyprawiono mnie do zakonu dał mi na pamiątkę medalion - wyciągnęłam wspomniany spod tuniki, pokazując oszlifowany fioletowy szlachetny kamień.

– Miałem okazję poznać twego ojca i drugiego z braci, ale niestety nie Jonathana. – Powiedział Garren.

- I jak oceniasz Hamiltona? - zapytałam, z premedytacją pomijając wspomnienie o moim rodzicu.

– Człowiek o wielkim sercu i odwadze, lojalny wobec Erica. Podobny do ciebie, jeśli chodzi o gotowość do stawania po stronie tego co słuszne, jak wtedy w tej wiosce. Poznałem nawet jego narzeczoną.

- Ogromnie dużo mnie ominęło - westchnęłam zbolała tym faktem.

– Przykro mi. – Powiedział.

Zauważyłaś, że większość miejsc została już zajęta. Dostrzegłaś nawet gadatliwą Panią oficer, którą spotkałaś gdy tylko tu przybyliście. Wciąż nigdzie jednak nie było widać Baraii.

- Wiadomo kiedy zaczną podawać do stołu? - zapytałam cicho Garrena, bo już mnie ssało w żołądku, bo o ile siły po śnie mi wróciły to głód się tylko wzmagał i wypite wcześniej wino przestawało go zagłuszać.

– Z tego co wiem, gdy pojawią się wszyscy zaproszeni… a zostało już niewiele wolnych miejsc. – Powiedział Garren.

- Kapłanka Baraia się zjawi? - zaciekawiłam się. - Bo w związku z tym co się stało... Ja bym chyba nie była w stanie wyjść z komnaty jakiś czas.

Gdy to mówiłaś, kapłanka weszła do pomieszczenia, zlustrowała wzrokiem salę i wybrała jedno z niewielu już pozostałych miejsc… zaraz obok was.

Kobieta przechodząc obok ciebie posłała ci zmęczone spojrzenie i usiadła tuż obok Falrisa, który z jakiegoś powodu instynktownie poczuł wobec niej respekt, widać było to po jego gwałtownej reakcji.

Dzika elfka, w białej szacie spojrzała na niego obojętnie.

No i wywołałam wilka z lasu. Zaskoczyło mnie, że akurat przy nas zasiadła. Wychyliłam się zza elfa spoglądając na nią.
- Bardzo nam miło, kapłanko Baraio, że będziesz nam towarzyszysz w uczcie - powiedziałam, poczuwając się by z grzeczności ją powitać.

– Ta uczta to kpina… – Rzuciła. – Połowa z naszych ludzi walczy o życie w lazaretach, do tego straciliśmy najlepsze wojowniczki w bezsensowny sposób… a my ucztujemy… marnujemy czas. – Rzuciła.

I właśnie dlatego, gdybym sama była rozgoryczona, to zostałabym sama ze sobą w komnacie. Pożałowałam, że się odezwałam.
- Przez wzgląd na pamięć poległych i fakt, że wróg został pokonany, nie można mówić, że było to bezsensowne - odparłam nie mogąc się zgodzić z jej zdaniem.

– Skoro tak mówisz… – Rzuciła. – Gdyby cesarz od razu zabił obcinacza głów… moglibyśmy uniknąć choć kilku niepotrzebnych śmierci… – Mruknęła.

- Możliwe - pokiwałam głową. - Równie możliwe jak to że wtedy śmierć poniósłby Cesarz - dodałam z powagą.

– Nie zginąłby, jest zbyt… sprytny, a ona… – Zamknęła oczy i przygryzła wargę. – ...ona dałaby mu się pokonać, tak jak dała się pokonać mi… – Zacisnęła mocniej pięści.

- Może właśnie nie było takiej opcji, może tylko tobie na to mogła pozwolić... - zasugerowałam.

– Może… – westchnęła. – Już raz zginęła przeze mnie, najbliższa mi przyjaciółka… może bogowie skazali mnie na los tej, która kończy żywoty, tych na których mi zależy. – Powiedziała z mieszaniną rezygnacji i ironii.

- Garrenie, może nalejesz wina kapłance? - zasugerowałam uważając, że tylko tyle można dla niej teraz zrobić.

– Sama umiem nalać sobie wina. – Powiedziała i chwyciła stojącą na stole butelkę, by potem wychylić ją duszkiem. Gdy skończyła, powiedziała. – Ale trafiłaś w sedno… tego mi było trzeba. Nie powinnam była ruszać się z zakonu… Powinnam była odmówić, gdy chciano dać mi święcenia. Teraz zapewne w spokoju siedziałabym w klasztornym szpitalu i niosła pomoc chorym… zamiast ponownie nurzać się w krwi przyjaciół.

Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Byłoby łatwiej, ale czy byś usiedziała w jednym miejscu, wiecznie w tych samych ścianach całe swoje życie... - odparłam.

– Zanim trafiłam do zakonu, miałam okazję podróżować, walczyć… poznać trochę świata. Kiedyś ja i moja “towarzyszka” wdałyśmy się w walkę ze zwiadem mrocznych elfów… z tego drugiego królestwa, tego, które nie zawarło paktu z cesarzem. Przez moją głupotę… moja… ukochana… przyjaciółka, moja Wase, zginęła. Właśnie w klasztorze znalazłam schronienie i spokój ducha… tam znalazłam swoje miejsce. Tam powinnam była zostać. – Stwierdziła. Garren i Falris nie wtrącali się do rozmowy.

- Gdybyś potrafiła zostać, to byś została - zawyrokowałam.

– Pewnie masz rację – Wzruszyła ramionami.

Wyglądało tak jakbym trochę ją uspokoiła, choć nie miałam żadnej pewności czy moje słowa jej pomogły. Może to tylko wino tak na nią podziałało. Ciekawiło mnie czemu akurat do nas się dosiadła, ale o to pytać nie wypadało.
- Już wkrótce sala się zapełni - stwierdziłam tylko oczywistą oczywistość.

W ciągu kilkunastu minut sala się dopełniła i wódź powstał by zacząć ucztę.

– Pragnę powitać tu wszystkich dostojnych gości! Mamy zaszczyt gościć u nas wielkiego władcę i wojownika, Cesarza Erica z rodu Leadenrock, oraz wielu innych znamienitych wojowników. Witam was wszystkich dostojni goście i życzę smacznego – Powiedział a potem zasiadł, zaś służba zaczęła wydawać posiłki.

- Nareszcie - mruknęłam pod nosem, ciesząc się, że zaraz się najem.

Uczta trwała w najlepsze, a ty wreszcie mogłaś się najeść.

– W życiu nie pomyślałbym, że na uczcie może być tyle jedzenia… – Powiedział Falris. – Swoją drogą… mam lekkiego stracha.

- Spokojnie nie podadzą do jedzenia żadnego elfa, niziołka czy człowieka - odparłam chcąc go uspokoić, ale w sumie to tylko sama lekko zwątpiłam... Ważne że widziała, że pieczeń którą jadłam, przyszła prosto z rożna który rozstawiony był na widoku więc miałam pewność, że była to dzika świnia a nie nic z wymienionego przeze mnie.

– Nie tego się obawiam. – Zaśmiał się. – Chodzi o to, że chcę spróbować wina… a nigdy w życiu nie piłem alkoholu. Tylko czytałem jakie efekty może wywołać. Boję się, że będzie dziwnie…

- Nigdy? - uniosłam brew w zaskoczeniu. - To lepiej nie bierz przykładu z kapłanki... - zerknęłam w kierunku Barai. - Na początek nie więcej jak kielich, dobrze?

– Jasne… – Powiedział i nalał sobie. – Tobie też nalać? – Zapytał.

- Tak, poproszę - skinęłam głową. - Niewolnice nie proponowały ci wina w komnacie? - zdziwiłam się.

– Proponowały… ale odmówiłem… wolałem próbować tego w bardziej… bezpiecznym towarzystwie. – Wyjaśnił nalewając ci trunku. – Proponowały mi sporo różnych rzeczy za które podziękowałem.

- A co one biednie miałyby ci zrobić? - popatrzyłam na niego rozbawiona.

– Jakże zabawne… – Powiedział sarkastycznie i wychylił kielich wina, by zaraz skrzywić się niemiłosiernie. – Ale to mocne…

- Nie musiałeś pić wszystkiego na raz - pokręciłam głową i sama raptem upiłam jeden mały łyk.

– Mów mi takie rzeczy szybciej, proszę – Rzucił słabowicie. – I ludzie mają z tego przyjemność?

- Nie tylko ludzie - zaznaczyłam. - Picie wina i piwa czy innych trunków alkoholowych na terenach gęsto zaludnionych jest bezpieczniejsze, bo alkohol zabija zarazki, które w dużym skupisku łatwiej się rozprzestrzeniają.

– Jedzenie ziół o kwaśnym smaku też pozytywnie wpływa na zdrowie i odporność – Zwrócił uwagę. – Do tego regularne mycie się.

- Tak, ale jak masz duże zaludnienie to zarazą rozprzestrzenia się najłatwiej przez wodę pitną i żywność. Mój mentor mawiał że kapłani leczący chorych nie powinni odmawiać sobie trunków z alkoholem. Wspominał też że każdy organizm inaczej na niego reaguje i co co jednego upija to drugiemu niewiele zrobi. Podobno najmocniejsze głowy mają krasnoludy - powiedziałam i wróciłam do jedzenia.

– Jasne… – Powiedział i nalał sobie jeszcze wina, wziął dwa łyki. A potem padł czołem na blat i zaczął chrapać. Oczywiście zawartość kielicha wylał na blat.

- To było szybkie... - szturchnęłam go palcem w bok, z nadzieją że sobie żartuje.

Niestety zmęczenie po całonocnym biegu, lekko tylko podreperowane, krótką drzemką na barkach orka i pierwsza w życiu dawka wina, były wystarczającym środkiem nasennym i teraz elf spał jak zabity, a ze względu na niezbyt wygodną pozycję ciała chrapał jak niedźwiedź.

Pokręciłam głową bezradnie i spojrzałam na Garrena.
- Pomógłbyś mi go dostarczyć do jego komnaty? - poprosiłam.

– Oczywiście – Odparł ork wstając, potem chwycił Falrisa w pół i zarzucił go sobie na ramię. – Poprowadzisz?

– Pójdę z wami… też chyba się położę – Powiedziała Baraia i wstała.

- W takim razie chodźmy - skinęłam im głową i ruszyłam przodem. Sama miałam zamiar jeszcze wrócić na salę biesiadną, ale na razie trzeba było zająć się pijanym elfem. Co prawda nie wiedziałam dokładnie gdzie miał swój pokój ale zakładałam że mieści się gdzieś niedaleko mojego i też zamierzałam przy pierwszej okazji podpytać niewolników.

Gdy wychodziliście, zauważyłaś, że na środek sali wyszły akurat Evi i Gali. Bardki właśnie zaczynały swój występ.

Przed drzwiami do sali biesiadnej spotkaliście ochmistrzynię.

- Proszę nas zaprowadzić do jego komnaty - powiedziałam do orczycy.

– Oczywiście – Powiedziała i ruszyła przed siebie. – Czy wezwać medyka?

– Ja jestem medykiem – Rzuciła Baraia – I diagnozuję, upojenie alkoholowe, zalecam na to sen do rana. – Powiedziała kapłanka idąc za wami.

Zaśmiałam się rozbawiona tą sytuacją.
- Wystarczy żeby niewonice miały dzban z wodą gdyby go suszyło i ceber na wypadek gdyby chciał zwrócić wino - dodałam swoje zalecenia. - Kto by pomyślał, że elfy mają tak słabe głowy.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram jako: Irya, Alice, Marion, Venora, Wiktoria i Rin!
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-06-2020, 19:40   #85
 
Dedallot's Avatar
 
Reputacja: 6697 Dedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputacjęDedallot ma wspaniałą reputację
– Oczywiście – Powiedziała orczyca i zaprowadziła was do komnaty, którą przydzielono Falrisowi. Gdy otworzyłaś drzwi ujrzałaś jak piątka wyjątkowo ślicznych elfich niewolnic ustawia się w rządku. Garren wszedł do pomieszczenia i bezceremonialnie zwalił chrapiącego Falrisa na łoże. Ten zaraz objął ramionami poduszkę obszytą delikatną wełną i wybełkotał coś, co na szczęście słyszałaś tylko ty oraz Garren.

– Marion… twoje włosy są jak najdelikatniejsze runo… to dla mnie zaszczyt, że mogę ich dotknąć…

Ork spojrzał na ciebie i się uśmiechnął.

Niewolnice zaraz podeszły do łóżka aby “ogrzać” tego, któremu je przydzielono.

Zaczerwieniłam się, ale przynajmniej zrobiłam minę jakbym nie wiedziała o co chodzi.
- Przynieście koc, dzban wody... Może dwa. I przygotujcie wiadro gdyby go naszły mdłości - nakazałam niewolnicom. - Przykrycie go ciepłym kocem i pod żadnym pozorem nie przeszkadzajcie w spaniu - dodałam władczym tonem, studząc ich zapędy. - Zrozumiano? - dodałam na koniec.

Dziewczęta zaraz zajęły się wykonywaniem poleceń, a ty z Garrenem wyszliście z komnaty. Baraia tam na was czekała.

– Wybacz mi… siostro… czy możemy chwilę pomówić na osobności? – Zapytała.

Zmarszczyłam brwi nie wiedząc czego się po niej spodziewać.
- Dobrze - zgodziłam się i spojrzałam na orka. - Później wrócę na wieczerzę, więc trzymaj dla mnie miejsce przy stole - poprosiłam Garrena.

– Dobrze – Powiedział wojownik i poszedł z ochmistrzynią na dół.

Kapłanka poprowadziła cię do swojej komnaty. W tej komnacie nie było żadnej służby. Kobieta usiadła na łożu i wyjęła kolejną flaszkę wina zza pazuchy.

– Siadaj… pogadamy – Powiedziała odkorkowując butelkę. W kącie pomieszczenia zobaczyłaś pozłacany, szeroki, dwuręczny miecz z grawerunkiem w kształcie znaku Toriela.

Po tym jak rozejrzałam się po jej komnacie, starając się to robić w jak najmniej nachalny sposób, skupiłam swoją uwagę na kapłance. Usiadłam na fotelu, naprzeciw niej.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam.

– Masz… napij się – Podała ci butelkę.

- Niech będzie... - Wzięłam od niej wino z lekkim wahaniem. Powąchałam zawartość i wypiłam symboliczny łyk, po czym oddałam jej butelkę.

Kobieta porządnie zaciągnęła z butelki, wytarła usta i znów ci podała.

– Zwinęłam ze stołu… z uczty. – Powiedziała z uśmiechem. – O czym chcę porozmawiać… sama nie wiem… jesteś tutaj jedyną osobą z mojego zakonu, może dlatego chce mi się z tobą gadać… choć mam wrażenie, że obie jesteśmy trochę na bakier ze swoją religią.

- Są jeszcze nasi bracia zakonni, z mojego macierzystego zakonu - odparłam wymijająco.

– Ten okularnik i jego banda… – Rzuciła. – No tak… wszyscy patrzą na mnie jak na żywe wcielenie Toriela… bo niby wybitna… najmłodsza kapłanka, która otrzymała święcenia za zasługi… ty za to patrzysz na mnie jak… na zwykłą kobietę z problemami. Już wiesz, że przez własną głupotę, straciłam najlepszą przyjaciółkę i schronienie znalazłam w zakonie… ta cała moja wybitność… to nic innego jak skutek tamtego wydarzenia… – spojrzała na ciebie. – Napijesz się? Nie dałam ci tego do potrzymania…

Ponaglona ponownie udałam, że upiłam łyk i oddałam jej butelkę.
- Dariel bardzo się stara i bierze na poważnie swoją posługę - dałam jej do zrozumienia, że szanuję jego osobę. - Ale rozumiem co masz na myśli. Z tym, że ja podjęłam decyzję o odejściu z zakonu.

– Twoja decyzja… ja żałuję, że z niego wyszłam… uczyłam się jak szalona, żeby nigdy nie popełnić tego samego błędu co z Wase… żeby nigdy przez mój brak wiedzy nie zginął nikt mi bliski. Jako dzieciak uczyłam się na szamankę w plemieniu… ale plemię napadli orkowie… tak… widok rozrywanych na strzępy i zjadanych żywcem, potrafi zapaść w pamięć… przeżyło niewielu… ja, jak się później dowiedziałam, moja siostra… taaa… fartowna suka… W każdym razie, jakoś tak nigdy nie ciągnęło mnie do nauki, więc wiedziałam tyle o ile… i jak Wase dostała zatrutym bełtem, to nie wiedziałam co robić… cholera… wyjąć bełt i patrzeć jak się wykrwawia, czy zostawić i patrzeć jak trucizna ją zabija… oczywiście, gdybym nie urżnęła łba kuszniczce, pwenie wyciągnęłabym od niej jakiego antidotum potrzeba… teraz wiem, że wtedy miałam wszystko, żeby ją uratować… mogłam to zrobić w kilka chwil… ale wtedy przez swoją ignorancję dałam jej umrzeć… – Znów się napiła. – Do dziś śnią mi się jej martwe oczy… do dziś… Królestwo zostało zastąpione przez cesarstwo… świat się zmienił… a ja wciąż widzę jej martwe oczy wpatrujące się we mnie…

- Nie mam pojęcia co musisz czuć po stracie przyjaciółki i po tym co w życiu przeszłaś, ale na pewno nie możesz się obwiniać za to, że lata temu nie wiedziałaś tego co wiesz teraz - odparłam na jej wyznania.

– Mogłam wiedzieć… szamanka mnie uczyła… tylko ja wolałam biegać z włócznią za moją starszą siostrą... – Mruknęła. – ...to była moja wina… A teraz… hołubiona przez wszystkich… a gdy ten… szaleniec wziął mnie ze sobą, żeby ukrócić nielegalne walki na arenie… i jedna niewolnica z mojej rasy zabiła człowieka, który groził cesarzowi… nie umiałam jej zabić… nie umiałam zrobić tego, czego wymagało ode mnie prawo Toriela… A ten… wariat… ten… człowiek… najpierw pokłonił się przed nią i podziękował za ocalenie życia, a później sam ją ściął… Ja nie umiałam zachować się jak trzeba… znowu. Stałam tam jak kołek i patrzyłam jak on sam brał na siebie cały ciężar...

- Mam nadzieję że mówiąc "ten wariat" nie odnosisz się do Cesarza, bo obraza jego wysokości jest karalna... - powiedziałam poważnym tonem, ale zaraz się uśmiechnęłam na znak, że tylko żartuję. - To normalne, że przydarzają się rzeczy, które cię przerastają. Ale przecież nie jest tak, że cały czas jesteś sparaliżowana i nie wiesz co robić, jak pełnić posługę? - zapytałam ją.

– Ta… jak wtedy gdy musiałam zabić przyjaciółkę… która przez idiotyczne tradycje zabiła inne moje przyjaciółki, żeby ratować potwora, który ją skrzywdził? – Zapytała z żalem.

- Też nie rozumie jej zachowania i uważam takie tłumaczenie za bezsensowne - podzieliłam jej rozgoryczenie tym jak zareagowała Yoriko.

– A jednak z jakiegoś powodu nie umiem być wściekła na nią… nie umiem nawet jej obwinić… ja znów się zawahałam… ja… powiedziałam, żeby uciekała. – Złapała się za twarz. – Ona zabiła cztery osoby… przyjaciółki bliskie nam obu… a ja byłam gotowa prosić aby uciekała… i wiesz dlaczego tego nie zrobiła… Ona zawsze mówiła tym ich wierszem… Kolejna rzecz, która na zawsze zostanie mi w głowie…
“Skrzyżowane ostrza i nieuchwytny wiatr,
Śmierć, czy zhańbiona przyjaciółka…
Śmierć znośniejsza”
Ona nie chciała uciec bo wtedy ja nie mogłabym już być kapłanką… gdyby kapłan Toriela wypuścił mordercę sam musiałby ponieść śmierć… tak jak cesarz, tak i ona… wzięli mój ciężar na siebie. Naprawdę wciąż uważasz, że nadaję się na kapłankę… na wychwalaną pod niebiosa bohaterkę… która zgładziła zdrajczynię i zadała ostateczny cios Odashiemu, Obcinaczowi głów… naprawdę zasługuję na to wszystko? – Zawołała a potem cisnęła butelką o ścianę. Szkło pękło z brzękiem, a ona ukryła twarz w dłoniach. – Gdybym to chociaż ja go zabiła...

Patrzyłam na nią nie wiedząc jak się zachować. Uderzyło mnie to, jak nieznajomi łatwo się przede mną otwierają. Słabo było z moją spostrzegawczością, skoro dopiero teraz rzuciło mi się to w oczy. Na pewno taka cecha była świetnym atrybutem dla kapłana Toriela. Szkoda tylko, że przestałam wierzyć w bogów i sens istnienia kapłaństwa.
- Ktoś inny na twoim miejscu mógłby, nawet pomimo jej słów, nie podołać temu co zrobiłaś. Yoriko zabiła inne swoje przyjaciółki, ale na szczęście przed tobą potrafiła się powstrzymać od walki. Z tego co o niej wiem, gdyby walczyła na poważnie to nikt nie miałby z nią szans - powiedziałam na pocieszenie jej. - Rozgoryczenie i uczucia jakimi darzyłaś ją przysłaniają ci widzenie, że Odashie nie żyje i to jest ważne. Zginął uciekając przed tobą, więc nie ma już znaczenia śmierć zadało mu twoje ostrze, czy pale na które się nabił. Yoriko też przestała cierpieć.

– Powiedz to moim snom, w których będą mnie prześladować… Yoriko może nie walczyła z całych swoich sił… ale ze mnie nie kpiła… tylko szczęście i trening pozwoliły mi przeżyć ten pojedynek… bo, że chronił mnie Toriel nie wierzę. Być może i z nimi walczyła tak jak ze mną… ale zabrakło im szczęścia… może umiejętności, a może zwyczajnie się zawahały chwilę dłużej niż ja… A może to moja kara, że to zawsze ja muszę nieść na sobie brzemię krwi bliskich mi osób… – Westchnęła. – Cholera… czasem żałuję, że elfy żyją tak długo… i będę musiała się z tym męczyć jeszcze tyle czasu. A do tego wszystkiego jeszcze spotkanie z moją siostrą… – Dodała ze zgryzotą.

- A co z nią? - zapytałam.

– Robiliśmy zwiad… podczas postoju w nocy, zaatakowali nas tutejsi… zabili pięć osób z naszego oddziału… oczywiście zaraz potem ich spacyfikowaliśmy… Przy życiu została czwórka. Pani generał… która najwyraźniej ma jakąś przykrą przeszłość związaną z plemionami stepu… to taka jednooka krasnoludka, pewnie widziałaś ją na uczcie. Kazała nabić ich na pale… zresztą… sporo tutejszych plemion stosuje ten rodzaj egzekucji… a żadne z nich nie chciało okazać żadnej formy skruchy, więc nie miałam jak uratować ich przed tym losem… a najbardziej wojownicza z czwórki była… moja siostra… której nie widziałam już od lat… koniec końców… zauważyłam, że jest w ciąży… w ten sposób udało mi się ją uratować przed śmiercią… w zamian za to ona nazwała mnie zdrajczynią Seres i plemienia… i powiedziała, że nie uważa mnie już za swoją siostrę… Zastanawiam się co jeszcze zmiażdży we mnie ta wyprawa… – Zaśmiała się ponuro.

- Chyba gorzej by było gdybyś nie była w stanie jej uchronić przed śmiercią? - zasugerowałam. - To już jej wina że nie potrafiła docenić tego miłosierdzia.

– Mało wiesz o naszej rasie… Dla nas to hańba, gdy wróg się nad tobą lituje… – Rzuciła z ironią. – głupia suka… a najgorsze było to, że jak dotarliśmy do jej obecnego plemienia… oni nawet nie chcieli z nami walczyć… udało się dogadać… a ta głupia pizda z powodu własnej dumy doprowadziła do tego, że jej bracia… moi bracia... musieli zdychać w męczarniach, nabici na pale…

- Trochę już wiem że macie nie po kolei w głowach - mruknęłam.

– Aleś powiedziała… – Zaśmiała się. – Dałabym ci się napić… ale niestety rozchrzaniłam butelkę o ścianę… Wszyscy mają niepokolei w głowach… i elfy, i orkowie, i ludzie… każda nacja ma jakieś kretyńskie zwyczaje i przekonania… w moim dawnym plemieniu nawet obrzezywano kobiety… a wiesz skąd wziął się tak idiotyczny pomysł? Od samozwańczych kaznodziejów, którzy przybyli na step z królestwa Ballen… Wszyscy jesteśmy szaleni… mniej lub bardziej… – Zaśmiała się.

- Wezwę niewolnice, żeby posprzątały szkło z podłogi, bo jeszcze zaczniesz się tu kręcić po pijaku i potniesz sobie stopy - skwintowałam z przyjaznym uśmiechem i ostrożnie wstałam z fotela, żeby na nic nie nadepnąć.

– Ja w przeciwieństwie do ciebie noszę prawdziwe buty – Rzuciła. – Sama posprzątam. – Powiedziała i wstała, a potem się zachwiała.

- Siedź w miejscu - rozkazałam jej. - Ja przynajmniej jestem trzeźwa i w pełni sił - dodałam idąc ostrożnie w kierunku drzwi. - Służba, do mnie - powiedziałam, gdy wychyliłam się na korytarz.

– Nie ma… wszystkie odesłałam na początku… – Rzuciła kładąc się. – Nie zostawiłam sobie żadnej do pomocy… czemu wciąż polegamy na pracy innych… dlaczego niektórzy rodzą się niewolnikami… to przecież niesprawiedliwe… To wszystko przez tego wariata… – Zaczęła wyrzucać z siebie informacje. Na nią alkohol i zmęczenie podziałały inaczej niż na Falrisa… z tym, że ona słabej głowy nie miała, bo na twoich oczach opróżniła sama niemal dwie butelki wina.

- Zaraz ten problem załatwię - odpowiedziałam. - Siedź na tym łóżku i masz się nie ruszać do mojego powrotu - nakazałam i zamknęłam za sobą drzwi. Ruszyłam do komnaty Falrisa. Jemu aż pięć nie było potrzebnych.

Gdy weszłaś do komnaty ujrzałaś jak wszystkie pięć dziewczyn siedzi wokół łoża Falrisa i coś komentuje. Udało ci się nawet usłyszeć słowa: “Wygląda jak małe dziecko… albo szczeniaczek”, gdy jednak usłyszały otwieranie się drzwi natychmiast wszystkie stanęły na baczność… wtedy też odsłoniły elfa, który leżał zawinięty w koc, i ssał własny kciuk. Przez to, że zwinął się w kłębek, rzeczywiście wyglądał jak jakieś małe, bezbronne zwierzątko. Do tego gdy spał, naprawdę jego i tak łagodna twarz, łagodniała bardziej, nadając mu wygląd tak roztkliwiający, że chyba nie byłoby na świecie kobiety, której ten widok by nie poruszył.
 
__________________
Czy widział ktoś Ikara? Ostatnio kręcił się przy tamtych nietestowanych jetpackach...
Dedallot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-06-2020, 22:45   #86
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 103852 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Podeszłam do łóżka i przekrzywiłam głowę przyglądając się mu. Aż zapomniałam po co tu przyszłam. Opamiętałam się i potrząsnęłam głową, po czym spojrzałam na dwie niewolnice, piersze z brzegu.
- Wy dwie, natychmiast idźcie do kapłanki Barai i posprzątajcie w jej komnacie - rozkazałam.

– Tak Pani – Powiedziała jedna.

– Ale… gdzie jest jej komnata? – Zaraz zapytała druga. Kolejna za to szturchnęła tamtą w bok, jako, że ta nie zastosowała odpowiedniej formy wypowiedzi. – Przepraszam, Pani, gdzie, znajduje się komnata Pani Barai? – Poprawiła się. Czyżby przebywanie z Falrisem, przez tak, krótki czas sprawiło, że dziewczęta, zapomniały o swoim miejscu w hierarchii? Zdążyłaś zauważyć, że nawet Amelia, swobodniej czuła się przy Falrisie, niż przy tobie… a przecież to ty ją ocaliłaś.

Pokręciłam głową że nie wie, ale zaraz sobie uświadomiłam, że przecież nie musi tego wiedzieć.
- Zaprowadzę was - spojrzałam na jeszcze jedną. Opieka nad nieprzytomnym elfem nie była ciężka, więc dwie niewolnice mu spokojnie wystarczą, z kapłanką już może tak łatwo nie być. - Ty też idziesz z nami - wskazałam palcem. Wyszłam przodem z komnaty i zaprowadziłam je go kapłanki.

- Trzeba tu posprzątać i przynieść kapłance wody - wydzieliłam co jest do zrobienia, gdy stanęłam w progu pokoju Barai. - Uważajcie na szkło - ostrzegłam je.

– Tak Pani – Powiedziały chórem i zajęły się pracą.

– Widzieć inne elfy… jako niewolników… – Powiedziała Baraia, która teraz siedziała oparta plecami o ramę łóżka. – W czym ja jestem od nich lepsza… jako kapłanka… to ja powinnam służyć innym… – Rzuciła smutno.

Przewróciłam oczami.
- Jakbyś w klanie nie miała nigdy niewolników - prychnęłam. - Oficjalnie ogłaszam, że w użalaniu się nad sobą przebijasz mnie - rzuciłam do kapłanki. - Chcesz więcej wina? - zapytałam ją i spojrzałam na jedną z niewolnic. - Przynieś więcej wina - poleciłam jej nim Baraja miała okazję mi odpowiedzieć.

– Mój klan zjadał innych żywcem! Nie znaczy to, że teraz też mam tak robić! – Zawołała. – Chyba, że kręcą cię takie rzeczy… chodzisz jak dziki elf… może tak bardzo podoba ci się nasza “kultura” – Warknęła.

- Jakbyś się zachowywała jak twoi pobratymcy to byś nie była kapłanką Toriela - odparłam, niewzruszona jej słowami. - A jakby mi się podobała wasza barbarzyńska kultura to bym siedziała w namiocie i zajadała się mięsem z niziołka - prychnęłam.

– Fakt… – Powiedziała. – Ale przez tego wariata, zaczęłam mieć wstręt do niewolnictwa…

- To wyrażaj ten wstręt przez godne traktowanie niewolników i gardzeniem tymi którzy tak nie robią - stwierdziłam. - Wy trzy - popatrzyłam po niewolnicach. - Macie tu z nią zostać do ranka, jak zacznie was wyganiać to przyjdźcie po mnie i ją uspokoję - zaśmiałam się na koniec i spojrzałam na Baraię. - Niestety nie zostanę z tobą dłużej bo obiecałam Cesarzowi, że będę uczestniczyć w wieczerzy. Tobie zalecam natomiast wypicie tyle wina ile zdołasz. To Ci pomoże.

– Dla mnie już dość picia… ale się chętnie prześpię… – Powiedziała. – A wy… też odpocznijcie. Nie będę was wyganiać, bo mamusia przyjdzie i da mi w skórę… – Spojrzała na ciebie z wyrzutem.

- Dokładnie tak zrobię - pokiwałam głową z udawaną poważną miną.

Po wyjściu z pomieszczenia dotarło do ciebie, że właśnie “skarciłaś” wyższą od siebie stopniem osobę w twoim zakonie… czy jednak miało to teraz jakiekolwiek znaczenie? Tak czy inaczej, z jakiegoś powodu wiele osób chętnie ci się uzewnętrzniało. Co takiego, było w tobie, co sprawiało, że obcy ludzie i nieludzie… chcieli mówić ci swoje najskrytsze sekrety? A może było to, to samo, co sprawiło, że twój ojciec mógł wywrzeć tak ogromny wpływ na cesarza i co za tym idzie na cały kraj?

- Tego się nie dowiem, prawda? - powiedziałam do siebie samej idąc przez korytarz. Zatrzymałam się przed drzwiami komnaty Falrisa i zajrzałam do niego. Wiedziałam, że nie było to konieczne ale i tak chciałam sprawdzić jak się ma. Weszłam do środka i podeszłam do łóżka. Usiadłam na skraju i poprawiłam koc którym był przykryty. Nie wiedziałam czemu wzbudzał we mnie troskę i chęć zaopiekowania się nim. Miałam nadzieję, że to nie przez to co zrobił mi Dedal, bo wtedy oznaczałoby, że cokolwiek czułam do Falrisa, mogło nie być moimi uczuciami.

Nagle elf otworzył oczy. Spojrzał na ciebie półprzytomnie i powiedział.

– Jakie ja mam piękne sny po tym winie… – Powiedziawszy to uśmiechnął się.

- Wy elfy zdecydowanie nie umiecie pić - skomentowałam rozbawiona jego stanem. - Śpij - dodałam i odruchowo pogłaskałam go po głowie.

– Jak… nie umiemy… bierzesz i pijesz… – Odpowiedział niezbyt przytomnie.

- Niby takie proste a zobacz jak się sponiewierałeś - zaśmiałam się i poklepałam go po ramieniu. - Dobrych snów - dodałam i wstałam. Miałam wieczerzę w której musiałam uczestniczyć.

– Ale potem wrócisz… – Powiedział kokosząc się w posłaniu. – ...bo ja… ciebie… kocham. – Dodał w napędzanym odwagą w płynie przypływie szczerości.

Nawet jedna ze stojących na baczność niewolnic zachichotała, ale zaraz inna wbiła jej łokieć pod żebro.

- Trzy razy starszy ode mnie a zachowuje się jak dziecko - zaśmiałam się i wyszłam. Na korytarzu wpierw się rozejrzałam przypominając sobie jak stąd szło się do głównej sali i dopiero wtedy ruszyłam tam gdzie teraz powinnam była być.

Gdy wróciłaś do sali biesiadnej, Evi i Gali kończyły swój występ… znów robiły sztuczkę z nożami i jabłkami. Gdy zasiadłaś na miejscu, nóż własnie trafiał w przedostatnie jabłko i niziołka zmieniała pozycję aby wgryźć się w ostatnie i “niby” zostać trafioną nożem.

Ostrze poszybowało w powietrzu, a nie ma dziewczyna runęła na ziemię.
Nawet cesarz wstał z miejsca. A żona tutejszego wodza zasłoniła usta w przerażeniu. Księżniczka natomiast stanęła na równe nogi i oparła się o stół.

Ostentacyjnie przewróciłam oczami, niemo okazując co sama myślę o występie i podeszłam do stołu, wracając na swoje poprzednie miejsce.
- Położyłam elfy spać. Do rana nie powinny dokazywać - powiedziałam do Garrena jakbym wspominała o parze krnąbrnych małych dzieci.

Garren tylko się zaśmiał, jego sztuczka nie poruszyła, chyba zdołał ją przejrzeć. Po chwili Gali ku jeszcze większemu zaskoczeniu wszystkich wstała i pokazała jabłko z wbitym w nie sztyletem.

Ja natomiast powróciłam do jedzenia. Pieczona dzika świnia była bardzo dobrze doprawiona... W sumie to najlepsze danie jakie do tej pory jadłam.

Występ się zakończył i został uczczony salwą braw. Zaraz jednaki ujrzałaś jak bardka wraz ze swoją towarzyszką zmierza w twoją stronę… uświadomiłaś sobie nagle, że bez Falrisa i Barai obok ciebie były dwa wolne miejsca.

Ale jakoś tak nie przeszkadzało mi to. Może dlatego, że przyzwyczaiłam się do nich gdy razem jechałyśmy przez step z nieprzytomnym goblinem.

– No proszę, a już myślałam, że uciekasz z mojego występu. – Powiedziała siadając obok ciebie. Gali jak to miała w zwyczaju stanęła obok zamiast siadać. – Jak samopoczucie? Razem z Gali martwiłyśmy się jak zostałaś porwana… chciałam lecieć cię szukać, ale Druidka wybiła mi to z głowy… zamiast tego kazała lecieć do cesarza i organizować porządną pomoc… omal nie padłam jak usłyszałam, że chcą wysłać jedną smarkulę… jak widać myliłam się.

- Dobrze że się posłuchałaś Druidki i się nie pchałaś do dzikusów. Cesarz wiedział co robi posyłając tą drowkę - odpowiedziałam ale przemilczałam, że nie potrzebowałam tej pomocy. - Ja natomiast wyszłam na chwilę z wieczerzy, żeby zająć się elfami, które nie wiedzą, że wino trzeba pić z umiarem - zaśmiałam się.

– Uwierz mi na słowo… jedna z najlepszych zabaw w jakich brałam udział była efektem połączenia wina i elfów… choć ponoć… gdzieś tak w połowie biesiady, ponoć zaproponowałam współżycie kaktusowi… a najgorsze jest to, że za cholerę nie wiem, skąd myśmy wytrzasnęli kaktusa… – Powiedziała.

- Fuj - skomentowałam to krótko i dosadnie, krzywiąc się na twarzy.

– Spokojnie, spokojnie… obyło się bez żadnych ekscesów, bo jak mi opowiadano, potem chodziłam zapłakana i żaliłam się wszystkim, że ów kaktus mnie chciał. – Zaśmiała się. – Może to wszystko było spowodowane faktem, że oprócz wina i elfów… były tam jeszcze jakieś zioła…

- Taaak, jest kilka, które mącą w głowie... - popatrzyłam na nią z politowaniem. - Tu też zamierzasz się tak bawić? W razie czego zaczynam dochodzić do wprawy w opiece nad pijakami - zaśmiałam się.

– Jak wiesz… ja unikam alkoholu… tamto wydarzenie jest jednym z powodów. – Powiedziała nalewając sobie i Gali po kubku wody. – Ziół, których właściwości nie znam… również.

- Zdrowie - uniosłam w jej kierunku nieznacznie kielich w którym miałam wino i napiłam się mały łyk.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram jako: Irya, Alice, Marion, Venora, Wiktoria i Rin!
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:12.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169