Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-06-2020, 07:09   #1
 
Fenrir__'s Avatar
 
Reputacja: 10576 Fenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputacjęFenrir__ ma wspaniałą reputację
[Savage World] Upadek Asturii

Realia i główni bohaterowie neutralni - LINK

==============================

Mamy rok 24 nowej ery panowania Sułtana Czerwonego Słońca. Znajdujemy się na ostatnim postoju przed dotarciem do Asturii. Dostałem polecenie od mojego Pana by udokumentować upadek Asturii na cześć i chwałę wezyra Aliba Hal Vourata będącego karzącą ręką samego Sułtana. Podążamy na czele niezliczonej armii orków, goblinów, ludzi i czarnych elfów na podbój wiecznego miasta, które upadnie pod potęgą Sułtana jak i cały świat….Jest nas wielu i zgnieciemy ich jak robaki Goto. Ich twarda skorupa murów pęknie i wysysamy z nich słodkie sok…. Głowy ich mężczyzn ozdobią pale przy drodze prowadzącej do miasta ich kobiety będą płakać u naszych stóp gdy będziemy pożerać ich dzieci. Wpierw upadną wrota pustynie, później całły świat!
Maliv lut Halib - Kroniki upadku Asturiii

Khalim wspiął się na wydmę. Jego wierzchowiec był koniem medyjskim czystej krwi. Siwe umaszczenie charakterystyczne uszy z piórkami, duże nozdrza wąski nieco wydłużony łeb, długa grzywa i ogon o długim włosiu sięgającym niemal piasku. Topaz zarżał cicho i szarpnął łbem gdy dotarli na szczyt. Z jego nozdrzy buchała para. Noc była zimna, a on pogonił konia oddalając się od orszaku. Khalim poklepał po karku swojego wierzchowca spoglądając w dół. Przed nim rozpościerała się Asturia.

Już z daleka widać było łunę bijącą od tego miasta. Nazywanego bramą pustyni, znał to miasto i wiedział, że ono żyło od świtu do świtu. To miasto nigdy nie spało tym bardziej teraz, gdy na równinie przed nim rozpościerała się szeroka fala okupującej miasto armii. Na niebie wysoko nad nimi czerwienił się zachodzący pomału księżyc zbliżający się do pełni.

Usłyszał obok niego charakterystyczne pojękiwania Kutry. Te podobne do wielbłądów wielkie stwory drażniły Khalima. Były rzadkością na tych ziemiach. Sprowadzili je dopiero Orkowie po podboju Medii. Nie musiał czekać długo, gdy zza załomu szczytu wydmy wyłoniła się olbrzymia postać jeźdźca dosiadającego jeszcze bardziej olbrzymiego wierzchowca. Długa owłosiona gęstym i twardym włosiem szyja kutry kończyła się paskudnie wyglądającym olbrzymim łbem o płaskim pysku pełnym zębów. Gęsta, różowawa, spieniona ślina kapała z chrap bestii. Na łbie miała założony stalowy ochraniacz opadający nitowanymi płytami aż na gruby kark.Oczy bestii zasłonięte były metalowymi ażurowymi płytami. Przez które bestia niewiele widziała.
Khalim niewiele wiedział o Kutrach, ale jednego szybko się domyślił. Były to bestie uparte, silne i złośliwe. Do ich hodowli i ujeżdżania trzeba było twardej ręki i grubego zakończonego zębatą końcówką bicza. Po takiej tresurze te potwory były równie niebezpieczni jak dosiadający ich jeźdźcy. A ten który siedział w wysadzanym klejnotami siodle należał do jednych z najgroźniejszych ludzi jakich znał Khalim.

Wezyr Vourat był potężnym ogrem. Na głowie miał pełnym zdobiony hełm, z którego zwisała długa czerwono złota kita świadcząca o jego pozycji. Jego potężne stalowe naramienniki ozdobione były złotymi kolcami sterczącymi w każdą stronę. Goła pierś i ramiona odsłaniały zwały mięśni. Opasany był szerokim pasem plecionym z drobnej kolczugi i spiętej szeroką i wysoką stalową płytą z złotymi inskrypcjami. Wokół nóg układała się ciężka kolcza Bafatri - ciężka kolczuga opadająca z przodu i z tyłu z rozcięciami po bokach. Wystawały spod niej nogi w strzemionach obute w pancerne nagolennice również najeżone pozłacanymi kolcami. U sidła w specjalnym uchwycie spoczywała włucznia. Dla ogra była za pewne krótką włócznia o szerokim ząbkowanym ostrzu długości niemal metra i 2 metrowym drzewcu. Po drugiej stronie siodła Khalim widział długą rękojeść potężnego dwuręcznego falchiona o szerokim na dłoń ostrzu i niemal dwa razy szerszym piórze. Vourat był właśnie znany z tego ostrza. Zwanego zrywaczem głów… Ściął nim własnoręcznie już ponad 100 przeciwników.

Vourat nie odezwał się. Zatrzymał się koło maga, górował nad nim. Medyjski wierzchowiec zarżał niepokojąco i odsunął się od bestii. Khalid sam się delikatnie odsunął. Zapach kutry był charakterystyczny i przypominał Magowi coś na kształt połączenia kwaśnego mleka z moczem.

Ciszę przewało powarkiwanie kolejnego potwora który wdrapał się na wydmę. Olbrzymia kula długiego szorskiego futra wdrapała się na wydmę. Stwór był wielkości jego konia, ale przeszło dwa razy szerszy. Nie miał praktycznie szyi, ale z boków wielkiego świńskiego pyska wystawały dwa długie na metr kły delikatnie zaokrąglone. W najgrubszym miejscu miały grubość jego uda. Gdzieś w połowie kłów założono na nie złote obejmy ozdobione kamieniami szlachetnymi. Na wierzchu besti siedział kolejny milczący ogr. Nie posiadał hełmu, jego łysa czaszka przecięta była paskudną blizną biegnącą poszarpanym wgłębieniem niemal przez całą czaszkę i kończącą się tuż nad prawym okiem.

Khalim czytał o Myrmidronach. Były to zwierzęta ze skalistej równiny na dalekim zachodzie. Skąd pochodziły trolle. Wielki dzik charczał a jego potężne racice wzbijały tumany piachu. Khalim wcześniej tego nie zauważył ale jego wierzchowcowi brakowało paru zębów. Oboje byli weteranami niejednej bitwy.

Wtedy dopiero Vourat się odezwał. Głos miał chrapliwy a pełen hełm niewiele pomagał. Język orków pełen spółgłosek Khalimowi zawsze sprawiał trudności w rozumieniu, szczególnie gdy używały go Ogry, które miały tendencje do strasznego seplenienia i przeciągania głosek nosowych. Dopiero gdy się wsłuchał zrozumiał o czym mówi wezyr.

- Atakują idioci… Musieli nas zobaczyć. To szczyt głupoty i desperacji w wykonaniu Hesusa Gutaara. - Wezyr splunął w bok. Khalim obejrzał się za siebie. Zza wydmy z boku wyłaniały się pierwsze oddziały ich armii. Maszerujący w ponurym milczeniu nieśmiertelni. Duma Medyjskiej myśli wojskowej. Elitarne oddziały ludzi pozbawionych imion wiecznie noszących maski demonów na twarzach. Szkoleni od dziecka i gotowi umierać na rozkaz. Zza nimi maszerowała zwarta formacja goblinich pikinierów. Mniej karni i zdyscyplinowani ale nieprzebrany las włóczni mówił sam za siebie. Khalimowi przypomniała się lekcja której udzielił mu kiedyś Berzhad…


***

Stali w kamiennym laboratorium Berzhada w podziemiach pałacu wezyra. Było tutaj przyjemnie chłodno. Ściany ozbadiały przecudnie tkane gobeliny ze scnami z różnych baśni podań i mitów. Podłogi zaścielały cudownie tkane dywany. Berzhad siedział w swoim olbrzymim fotelu, a młody Khalim przysiadł na krawędzi olbrzymiej pufy. Stary mag mówił

- Zapamiętaj sobie mój uczniu jedną ważną zasadę, która powinna ci towarzyszyć przez całe życie. Nie liczy się ilość ale jakość. Jedna celna strzała wymierzona w wrogiego władce szybciej zakończy wojnę niż tysiąc strzał wypuszczonych na oślep przeciwko jego armii… - Khalim potakująco skinął głową. Myśl jego nauczyciela była trafna - Ale!... - jego mentor nagle podniósł głos i palec do góry - Z drugiej strony ilość jest jakością sama w sobie…
- To znaczy? - zapytał nie do końca rozumiejąc uczeń
- Jeśli w tego samego władcę poślemy tysiąc strzał najlepszy medyk nie będzie go w stanie uratować. - Berzhad uśmiechnął się ze swojego dowcipu… zupełnie jakby coś sobie przypomniał….
***

- Noc to czas umarłych… - z zamyślenia wyrwał go aksamitny cichy i wibrujący głos… Odwócił się i zobaczył. Jiri otoczoną czarnym płaszczem siedzącą na czarnym koniu. Jej włosy spięte czarną kościaną spinką opadały białymi kaskadami na ramiona. - Czuje zapach śmierci dodała zaciągając się chłodnym nocnym powietrzem.

Khalim spojrzał w dół i zobaczył jak z potężnych białych murów Asturii unosi się zielona mgła, która kłębiąc się blisko ziemi pchana podmuchem od morza kierowała się stronę szarżujących orków.

- Oddech ozyrysa
- szepnął cicho Khalim..

- Co tam mamroczesz człowieku - warknął Vourat

- Oddech Ozyrysa - dodał jaśniej Khalim - To swego rodzaju trujące powietrze. Magia boga śmierci… kto będzie nim oddychał umrze… Chyba że …

- Chyba że co!? - wciął się poirytowany wezyr

- Chyba że już jest się martwym i się nie oddycha - Mag wskazał palcem na jedną z niewielkich bram która się otworzyła i z twierdzy wyłoniła się grupa białych postaci, która szybko zniknęła w zielonkawych oparach. - Wieczny zastęp… Lub jak to nazywają medyiczycy Mumie.

Khalim przełknął ślinę, próbując skupić się, nabrać pewności siebie i klarowności myśli. Oto w końcu nadeszła długa oczekiwana chwila, kiedy mógł dokonać pomsty na Asturii za upokorzenie i wygnanie, które przed laty spotkało jego rodzinę. Powinien być radosny… jednak cały czas nie mógł przyzwyczaić się do nowych sojuszników - te drapieżne spojrzenia krwawych elfów, jakby mieli ochotę skosztować jego ciała, brutalna arogancja ogrów i dzikość ich stworzeń, którym nie ufał - nawet ich wierzchowce go nie lubiły. Jeszcze kilka lat temu Sułtanat był przecież największym wrogiem Medii. Ale teraz nie był czas wątpliwości….czyż nie był potężnym magiem, najbardziej uzdolnionym z uczniów Barzhada? Musiał dopilnować by wszyscy inni to ujrzeli…..

- Asturyjczycy sięgają po swoją najpotężniejszą magię, to objaw desperacji - stwierdził buńczucznie.
- Skoro nadciąga ku nam chmura trującego powietrza proponuje wystawić na 1 szereg gobliny, ich najmniej będzie szkoda. W międzyczasie wraz z pozostałymi magami spróbuje rozproszyć Oddech Ozyrysa.

Vourat pokręcił głową i powiedział.

- Hesus Gutaar poniesie tutaj klęskę. Desperacja jest nie po stronie Asturii ale po stronie Gutaara. On w przeciwieństwie do ciebie człowieku - dodał z niesmakiem - doskonale sobie zdaje sprawę, że nie przyjechaliśmy tutaj go wesprzeć ale by go zamienić. Poza tym, nie mamy zapasów by utrzymać tak dużą armię na pustyni. Więc poczekamy tutaj i odpoczniemy. Obserwując rozwój wypadków. Chyba, że kontyngent z Medii chce dołączyć do upadku Gutaara? - nie czekajac na odpowiedź podniósł rękę i zawołał - JABO!


- Słucham Panie? - rozległo się z boku, Khalim nie dał po sobie znać. Ale ponownie alchemik podszedł tak że go nie zauważył. Stał teraz obok swojego Wezyra z głową pochyloną w uniżonej pozie. Jego szerokie obszerne szaty spływały falami na piach. Głowę miał odsłoniętą. Jego paskudny pysk ozdobiony był kościanym diademem przypominającym smoka obejmującego jego nie kształtną czaszkę.
- Przygotuj Kalivu, Poleci do Sułtana, trzeba go poinformować o porażce Gutaara.


Khalim przeniósł czujne spojrzenie pomiędzy Wezyrem a Alchemikiem, kolejną obmierzłą kreaturą której obecności wcale sobie nie życzył. Nie mógł pozwolić sobie na nawet chwilę rozluźnienia pomiędzy jego nominalnymi sojusznikami, każdy tutaj czekał na potknięcie drugiego. Nie został też wysłany przez jego Mistrza by doprowadzić do rzezi medyjskiego kontyngentu, czas na wykazanie się i pomstę na asturyjskich kapłanach jeszcze nadejdzie….. lepiej by ginęło mięso armatnie Sułtana niż medyjscy żołnierze.

Skłonił się przed Wezyrem.

-Kim jestem aby kwestionować twoją mądrość, mój Wezyrze? Skoro rzekłeś że Gutaar poniesie klęskę zanim jeszcze bitwa się rozstrzygnęła, pozostaje mi jedynie przyjąć to jako pewnik. Zgadzam się że powinniśmy odpocząć i potem może uderzyć na osłabionych bojem Asturyjczyków, zgodnie z twoim planem. W takim razie jeśli pozwolisz, oddalę się do moich ludzi i użyję mojej sztuki, by dowiedzieć się więcej o siłach przeciwnika. - Wzruszył ramionami, mając nadzieję, że Vourat nie odbierze jego słów zanadto ironicznie….*

Khalim zawrócił konia kierując się w stronę zbliżającego się Zahara. Wojownik medyjski ewidentnie nie trawił czarnokrwistych i wolał się trzymać od nich z daleka. Gdy zobaczył zbliżającego się maga ściągnął lejce swojego wierzchowca zatrzymując się w pół drogi.

Do uszu Khalima dotarły zaledwie fragmentaryczne słowa jakie Vourat dyktował ogromnego sępowi, który wylądował koło niego. Khalim znał te ptaki, to kolejne twory olczych alchemików. Te potwory nie tylko potrafiły rozszarpać człowieka w pełnej zbroi a do tego lecieć bez przystanku całymi dniami to jeszcze bez pomyłki potrafiły słowo w słowo odtworzyć powierzoną im wiadomość. Tyle, że śmierdziały tak jak truchło, którym uwielbiały się żywić. Khalim wolał się trzymać od tych potworów w pewnym dystansie. Sens słów ogrzego wodza był jednak jasny. Gutaar okazał się niegodny zaufania sprzeniewierzył powierzoną mu siłę.

- Atakujemy? - zapytał sucho Zahar. Khalim pokręcił głową. Zahar potratkował to jako dobrą wiadomość i zwróciwszy konia ruszył razem z Khalimem w kierunku oddziałom Medii.

Khalim patrzył ponuro na koniec bitwy. Wstawał świt. Gutaar podjął jeszcze 2 szalone szarże. Obie kończyły się tak samo. Totalną klęską. Zielona mgła wysysała życie z nawet najpotężniejszych wojowników. A potężne mumie walczyły zaciekle dobijając osłabionych wrogów.

Ostatnia szarża dobiegała końca. Gdy świt wstał już na widnokręgu. A pierwsze podmuchy mocniejszej bryzy z nadmorza niemal natychmiast rozwiały zielonkawą mgłę. Mumie się wycofały dopuszczając wroga pod mury, gdzie fala strzał zatrzymała go. A strumienie gorącej oliwą powstrzymały tych najtwardszych, którzy zapędzili się pod mury. Strumienie tryskały z dziwnych dysz, które wysunęły się z szczelin w murze.

To wiatr jest głównym wrogiem mgły. Rozpuszczanie jej za dnia nie daje takich efektów, przez bryzę, znad morza. Za dnia wystawiają łuczników. Mają machiny tych niskich stworów. Nazywają ich Gnomami. Ich alchemia jest techniczna w przeciwieństwie do Orczej alchemii, która jest bardziej organiczna. Czyli pogłoski się potwierdziły i Asturia ściągnęła najemników i inżynierów, którzy umocnili jeszcze bardziej to miasto.

Świt ukazywał coraz więcej szczegółów. Orki przegrały z kretesem. Wszędzie było pełno ich zwłok, A obandażowanych nieumarłych z Asturii niemal nie było widać w zwale trupów. Czyli to nie była desperacka obrona. Oni doskonale wykorzystali posiadane zasoby. Szturm przez mgłę nie miał najmniejszych szans. Połączenie mgły i potężnych mumii wystarczyłby żeby powstrzymać nawet jeszcze liczniejszą armię.

Za dnia otwarty teren wokół budowli gwarantował doskonałe pole ostrzału. Mimo odcięcia drogi lądowej od strony morza mogły cały czas docierać transporty, zapasami i nowymi najemnikami.

Orki nie miały jednak wystarczającej floty by odciąć to miasto. Szczególnie gdy wejście do portu bronione było potężnymi balistami i trebuszami. Te machiny pamiętał jeszcze z dzieciństwa.

Olbrzymie orcze gallery musiały trzymać się z daleka od wejścia do portu i nie miały szans dogonić szybkich krasnoludzkich żaglowców. Które przemykały niemal pod ich nosem.

Oblężenie, to potrwa więc nie do czasu aż skończą się im zapasy, a dopóki będą mieli złoto, a bogactwo Asturii jest nie do opisania. To oblężenie potrwać może naprawdę długo.

Całonocne rozważania maga przerwał jednak orczy wojownik, przez którego Wezyr wzywał go by towarzyszył mu gdy będzie wjeżdżał do obozu wroga.

Khalim wiedział, że lepiej wezyra nie denerwować, więc dość szybko zebrał się i pognał konia by dogonić prowadzącą grupę dowódców. Byli tam wszyscy, począwszy od wezyra przez tą elfią wiedźmę, przez przeklętego naczelnego alchemika po jakiegoś gobliniego przydupasa z bardzo długim prostym wąsem. Który jechał w rydwanie ciągniętym przez dwa jaszczury.

Obozowisko Guttara było w kiepskim stanie. Wszędzie było pełno rannych. Gobliny bez nadzoru szwędały się bez celu wyjadając resztki zapasów. Większość obozowiska była opustoszała. Nad ich mieszkańcami krążyły obecnie ptaki. Część namiotów się zapadła. Wszędzie widać było ślady po szybkich przygotowaniach do walki.

Wyjechali na długi plac przy którym stał olbrzymi czerwony namiot dowodzenia. Wielki niczym pałac. Przed nim na podwyższeniu na drewnianym tronie siedział Gutaar. Olbrzymi ork wzrostem dorównujący niektórym ogrom. Był jednym z najstarszych orków jakie Khalim widział. Jego twarz była pomarszczona zmarszczkami. Kończyła się długą brodą przetykaną siwiejącymi włosami.Głowę golił na łyso pokazując szlak blizn niczym mapę z polami bitew, w których uczestniczył. Po jego bokach stało dwóch orczych wojowników w bojowych pancerzach. opierających się na dwuręcznych falchionach.

Wezyr bez słowa zeskoczył ze swojego wierzchowca i ruszył w kierunku wodza. Który siedział rozwalony na tronie. Górując nad towarzystwem

- Widzę, że sułtan wreszcie wysłuchał mojej sugestii i przysłał uczciwe odwody. Dziękuję, że doprowadziłeś zapasy mojej armii na miejsce. Nie wiem tylko po co przyprowadziłeś całą tą hałastrę ze sobą! - powiedział buńczucznie Gutar w kierunku zbliżającego się wezyra. Za którym podążył jego ochroniarz.

Khalim zdziwiony patrzył jak Vourat wspina się na podest i zatrzymuje się z pochyloną głową w lekkim ukłonie dalej bez słowa.

- Zapomniałeś ogrzy pomiocie języka w gębie… - dodał pewny siebie ork ale przynajmniej wiesz gdzie jest twoje miejsce. Ork pochylił się nieco do przodu siedząc na tronie i już unosił rękę by coś pokazać.

Gdy stoicka figura wezyra nagle niemal się rozmyła. Szerokim ruchem dobył swojej broni postawił długi krok do przodu i szerokim cięciem ściął głowę orczemu wojownikowi pióropuszem krwi ochlapując stojącego najbliżej wartownika.

Nim ktoś zdążył się zorientować. Cichy wyrywał ostrze z trzewi jednego z ochroniarzy a drugi zachlapany krwią swojego dowódcy zdążył tylko podnieść broń i cofnąć się do tyłu.
- W mojej armii nie ma miejsca dla tchórzy… Warknął Vourat i skoczył na cofającego się orka. Pierwszym potężnym cięciem zbił jego broń, niemal wytrącając mu ją z ręki. Postawił krok do przodu zataczając łuk rozpędzonym ostrzem ciął na odlew trafiając w ramię oddzielając je od korpusu końcem szerokiego pióra rozorał płytę pancerza wgryzając się w ciało. Siła cięcia była tak duża że posłała ciało ochroniarza prosto w tłum ocalałych wojowników, który zebrał się za podwyższeniem roztrącając ich na boki.

U stóp wezyra natychmiast pojawił się Jobo, trzymając nad sobą głowę orczego wodza. Czarna krew spływała strugami po wyciągniętych rękach alchemika, który uginał się w służalczej pozie.

Wezyr uśmiechnął się szeroko ciesząc sie z tak wiernego sługi i złapał za długą brodę byłego już dowódcy uniósł ją do góry i powiedział.

- To czeka każdego, kto sprzeciwia się woli sułtana! Trwoni jego zasoby i przelewa bezsensownie szlachetną czarną krew!. Od teraz ja Wezyr Vourat dowodzę tutaj a ci tam - wskazał na Khalime i resztę sztabu - to moi doradcy ich też macie słuchać jak psy swoich panów. A teraz robić porządek w tym obozie. Chcę znać status zapasów, ilosć rannych i zabitych! - Ciżba się rozproszyła. Zaś wezyr zszedł po schodach do swojej świty.

- Macie dwie godziny. Jeszcze przed południem chce was widzieć na odprawie w namiocie. Każdy ma mi przedstawić plan zdobycia tej twierdzy.

Khalim odprowadził intensywnym spojrzeniem wycofującego się Wezyra. Nikt nie będzie płakał nad tym aroganckim orczym watażką...Vourat natomiast wydawał się godny zaufania Sułtana, wiedział jak zrobić spektakl i umocnić swoją pozycję, zdecydowanie należało mieć na niego baczenie.

Podążył w stronę swojego namiotu, pogrążony w myślach. Klęska która poniósł Guttar mogła być mniej winą jego niekompetencji, a bardziej potęgi którą zgromadziła Asturia do obrony. Ale nawet ta siła nie wystarczy….w końcu nadejdzie czas by ci zadufani w sobie kapłani zapłacili za krzywdę jego rodziny….
 

Ostatnio edytowane przez Fenrir__ : 29-06-2020 o 11:44.
Fenrir__ jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-06-2020, 18:39   #2
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 36761 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Czternastoletni Khalim kulił się w namiocie ledwo wystarczającym dla kryjących się w niej osób - kobiety z dwójką dzieci oraz dwóch wiernych sług rodziny, jedynych którzy dochowali wierności po aresztowaniu głowy rodu - Khamsira, potężnego kapłana Ozyrysa. Boki namiotu kołysały się na wszystkie strony, w kilku miejscach wdarł się już piasek.
-Mamo boję się, ten piasek mnie skaleczył w rękę. Czy naprawdę musieliśmy uciekać z Asturii, co nas teraz czeka? -Zajęczała Amira, ośmioletnia siostra Khalima (jej późniejsze losy nie potoczyły się wcale źle - ostatecznie wyszła za zamożnego medyjskiego kupca).
- Nie bój się, ta burza piaskowa zaraz się skończy. Musieliśmy uciekać, bo nie wiemy czy wrogowie twojego ojca nas nie skrzywdzą, moi krewniacy w Medii na pewno nam pomogą jak tak dotrzemy….- odparła zmęczonym i zrezygnowanym głosem przytulająca dziewczynę kobieta (była to jego matka, która niestety źle zniosła trudy podróży i zmarła wkrótce po tym jak przekroczyli pustynię).

- No, ci dranie przed niczym się nie cofną, zazdrościli ojcu bo był od nich mądrzejszy i odważniejszy. A karą za herezję może również śmierć również dla rodziny skazanego, dlatego musimy uciekać - syknął kulący się w drugim kącie chłopiec, bardziej wściekły niż wystraszony.

- Uspokój, się straszysz swoją siostrę! - skarciła go matka.

- No to co, niech zna prawdę! Powinniśmy zebrać siły i pomścić ojca! Wziąłem kilka jego ksiąg, nauczę się z nich i stanę się jeszcze potężniejszy niż on był! Zemszczę się! - Khalim buńczucznie zacisnął pięść.



Minęło piętnaście lat i oto przyszedł czas by uczynił zadość złożonej wtedy obietnicy. Nie sądził nigdy, że przyjdzie tutaj u boku takich właśnie sojuszników, ale tej szansy nie mógł zmarnować. Miał zamiar przygotować się do narady u Wezyra, dobrze byłoby by medyjscy dowódcy wnieśli coś do planów. Zahar miał swoje słabości ale był kompetentnym dowódcą…. on powinien raczej zająć się zneutralizowaniem magii kapłanów, o której miał pewne pojęcie. Barzhad wysłał z kontyngentem dwójkę spośród swoich najlepszych uczniów i kilku mniej liczących się adeptów. Jhameelia była prawie tak zdolna jak on, przez jakiś czas byli kochankami, niestety ta kobieta nie była w stanie zadowolić się na dłużej jednym mężczyzną (i jeszcze była na tyle bezczelna by twierdzić że to on zdradził ją pierwszy….). Miał nadzieję dla jej własnego dobra, że nie będzie próbować wbijać mu sztyletu w plecy…. niegdyś przecież trzymali sojusz przeciwko pozostałym uczniom Barzhada, który cenił pośród swojego kręgu rywalizację. Nie miał wątpliwości, że cześć z tych którzy nie wyruszyli na tę misję cieszyłaby się z jego porażki.

Potrzebował więcej informacji - udał się do swojego namiotu, gdzie starannie narysował czarną kredą mistyczny krąg, zamknął namiot, by jak najmniej światła słoneczego wchodziło do środka, a następnie rozpalił wokół kręgu zdobione onyksem i jadeitem świece. Skupił swoją wolę, recytując formuły i próbując nawiązać kontakt ze swoim sprzymierzeńcem Merzathem, demonem zwanym Władcą Cieni.


Płomień świecy zamigotał zachwiał się. Na moment zdawało się, że płomień zgasł gdy nagle rozpalił się czarnym płomieniem, który zaczął pochłaniać wszystko dookoła. Talizman na piersi Khalima zaczął się nagrzewać. Mag czuł przepływ mocy. Czarne płomienie zdawały się wysysać resztki światła z wnętrza namiotu. Mag czuł jak całe ciepło nagrzanego namiotu gdzieś znika coś go chłonęło. Ciemność była wręcz namacalna. Wtedy tuż przed jego twarzą pojawiła się wielka uśmiechnięta paszcza pełna czarnych ociekających czarną krwią zębów i te wielkie czarne oczy. Khalima zawsze dziwiło jak wiele odcieni czerni można zobaczyć w świetle czarnych płomieni….
- Czego chcesz marny człowieku? Czego chcesz od Władcy Cieni
-Witaj, potężny Merzathie. Chyba dobrze nie poznałeś mnie w tym świetle, to nie żaden “marny człowiek” tylko ja Khalim, twój lojalny sojusznik, który czerpie moc z twojej dziedziny - czyż nie dostałeś już ode mnie wielu dusz w przeszłości, tych z których wyssałem życie? Właśnie stoję pod bramą wrogiej nam Asturii...jeśli ona padnie, na pewno nie omieszkam dostarczyć ci wielu ofiar…. - Khalim skrzyżował ręce na piersi i skłonił się lekko. Przemawiał do demona z szacunkiem, był jednak daleki od wiernopoddańczej postawy.

Wypowiedzenie imienia demona było dla niego jak smagnięcie biczem i pokazanie mu gdzie jego miejsce. Imię poczwary było niczym smycz, którą można pociągnąć.
Khalim doskonale znał tą istotę i znał doskonale nauki Berzhada. Żaden demon nigdy nie przyzna sie do służalczej roli wobec człowieka. To dla niego największe upokorzenie. Nawet jeśli zmuszony do czegoś i tak będzie udawał, że robi to z własnej woli.Demon słysząc o ofiarach oblizał się długim czarnym jęzorem i odpowiedział.
- Wiem kim jesteś człowieku! Ale twoja pewność upadku twierdzy jest nieuzasadniona. Tej twierdzy nie zdobędziecie atakując mury. Policz jak wielu czarnokrwistych leży u bram. A ilu przybyło nowych...Te mury napełnione są starą magią. Starszą niż pamięta jakikolwiek człowiek. tak potężną, że nikt nie zdaje sobie sprawy z potęgi jaką trzymają te mury. Ale obiecane ofiary i tak mi podarujesz człowieku…
-Ofiary nie biorą się z niczego, dostaniesz je bo zwyciężę. Mój triumf będzie też twoim. Co wiesz o magii chroniącej mury, czy ma ona jakieś źródło w które moglibyśmy uderzyć?- Czarownik pewnym głosem zadał pytanie. Oczy demonów sięgały daleko, szczególnie takiego który władał domeną cieni.
- Nie zdobędziecie murów. - zaśmiał się demon - Ale próbujcie. Moc tego miasta bierze się z piramid i starych rytuałów. To pakty, które przełamały granice, życia i śmierci. Pod murami płynie odnoga samego styksu. Oddech Ozyrysa to wzmocnione opary rzeki śmierci. Obrońcy są gotowi na każdy rodzaj magii jaki przeciwko nim wyślesz. Z tej strony murów nie da się ich sforsować…
-Z tej strony powiadasz...a wiesz może o jakimś tajnym przejściu albo innym sposobie które pozwoliłoby nam dostać się za mury?
- Mury są nie do przejścia. Nie lubię się powtarzać… Jeśli bramy są zamknięte i płynie pod nimi Styks żaden żywy go nie przekroczy! Męczy mnie ignorancja śmiertelników. Zauważ kto przekraczał zamknięte bramy twierdzy… Przemyśl to ignorancie! - Demon szarpnął się zniecierpliwiony w więzach. Khalim przesunął wzrok na świece, które kończyły się już wypalać. Zostało mu już niewiele czasu. Musi odesłać demona zanim wypalą się świece inaczej poczwara wyrwie się z okowów…


Mag zamyślił się nad słowami demona. Wiedział, że ta istota uwielbia mówić zagadkami. Najchętniej odpowiada na pytania tak by na nie nie odpowiedzieć. Mimo to, jego krąg był idealny demon nie mógł kłamać. Merzath się niecierpliwił. Ale wtedy do niego dotarło. Mumie już nie żyją. Żaden żywy wojownik nie opuścił murów miasta! Ale skoro demon mówił, że bramy nie zostały otwarte, to znaczy, że te niewielkie bramy prowadzą nie do miasta, ale skoro nie do miasta to gdzie… Myśli napływały jedna po drugiej… Słyszał o labiryntach, które ciągnęły się pod murami… W tych labiryntach oddech ozyrysa się na pewno nie rozwieje… Nikt żywy nie przejdzie przez mury o ile ktoś nie otworzy bram… Słowa demona stały się jasne. Już miał coś powiedzieć ale jeszcze jedna rzecz przyszła mu do głowy. “Mury są nie do przejścia” Ale mury nie ciągną się dookoła. Od strony morza jest przecież port!.

Khalim w zamyśleniu studiował słowa demona, po czym wyszczerzył się triumfalnie, kiedy zrozumiał ich znaczenie.

-Rozumiem już demonie, choć starasz się mówić zagadkami. Żywi nie przejdą bez otwarcia bram….myślę że w tej sytuacji powinniśmy uderzyć od portu...czy przygotowano tam dla najeźdźców jakieś szczególnie wredne niespodzianki, szczególnie magicznej natury? - Skupił wolę, by utrzymać jeszcze przez chwilę moc zaklęcia przywołującego.

- Między wieżami portu skryty jest magiczny łańcuch człowieku. Nie do zerwania przez taki ochłap mięsa jak ty. - powiedział z jasną pogardą. Widać było, żę wraz z wypalaniem świec jego pogarda rośnie - Zdobycie tego miasta siłą wymaga potężnej magii i starej magiii oraz tysięcy ofiar. Wasza moc jest za słaba, a czarnokrwistych jest zbyt mało… - Demon szarpnął się w okowach. - Wsssssyszcy ZGINIECIE! - Demon skoczył do przodu. Khalim widział jego paszczę tuż przed swoimi oczami.


Poczuł na skórze chłód jego oddechu. Demony cieni nie pachniały. Jedynie co można było od nich wyczuć to chółd... Treningi Berzhada nie poszły w rutynę. Nawet jeden mięsień nie drgnął na twarzy maga. Jego wyraz twarzy nie zmienił się mimo bliskości bestii. Krąg działał i poczwara nie przejdzie. Mag musiał ufać swoim mocom. Wypowiedział słowo mocy. Słowo które było nie słyszalne, w obecnym świecie. Złapał je w dłoń i wykonał gest kierujący mocą. Demon cofnął się momentalnie. Kolejne słowo i gest. Świece zgasły a pomieszczenie wypełniło się przytłumionym światłem wczesnego popołudnia. Demon zniknął.

Khalim spojrzał na świeczki. Były niemal całe wypalone. Demon walczył dzisiaj zaciekle. Chyba bliskość ofiar armii Guttara dodała mu sił. Albo to stara magia murów Asturii… Ale to nic z czym by sobie nie poradził.

Czarnoksiężnik odetchnął głęboko, wyczerpany starciem z potężnym demonem. To głupie stworzenie nie rozumiało, jak cennego sojusznika w nim miało...ale taka była właśnie natura demonów. Było blisko, ale ryzyko się opłacało… zdobył cenne informacje, najwyraźniej zamiast szturmować mury powinni skupić wysiłki na porcie.. Niestety w kontyngencie medyjskim nie było floty, w tym zakresie musieli więc polegać na siłach Sułtanatu.

Zamyślony, starannie wymazał krąg przywołań (lepiej żeby taki obiekt nie pozostawał tutaj zbyt długo bez jego nadzoru, mógł przyciągnąć uwagę innych istot spoza materialnej płaszczyzny) i opuścił swój namiot. Przed naradą u Wezyra dobrze byłoby rozmówić się z Zaharem i pozostałymi dowódcami kontyngentu medyjskiego, tak aby prezentowali oni wspólny front, wyruszył więc ich poszukać.

Khalim znalazł swoich ludzi w centrum obszaru, który został oddany oddziałom medyjskim. Khalim szybko zebrał sztab.

W dusznym namiocie dość szybko pojawili się wszyscy, na których zdaniu zależało czarnoksiężnikowi.

W centrum namiotu stał Zahar w bogatym medyjskim stroju szlachcica z nachmurzoną miną osoby oddziągniętej od ważnych obowiązków.

Tuż obok niego odziana w zwiewną cieniutką szatę ciemnoskóra Jhameelia. Z błyskiem w oczach wpatrywała się w Khalima, znała go na tyle, że widziała po nim, że wpadł na jakiś intrygujący pomysł.

W najgłębszym cieniu ustawiony zawsze tak by patrzeć na wejście do namiotu stał Baruf. Zza jego pleców wystawał kołczan a ręce wspierały się na napiętym łuku.

- Czekamy jeszcze na kogoś? - Zaczął zniecierpliwiony Zahar

-Chyba nie…- Khalim powiódł wzrokiem po zgromadzonych, włącznie z Jhameelią, której wygląd i kwiecisty zapach perfum wskazywał że powinna wybrać się raczej na bal w pałacu niż krwawą bitwę….ale pozory mylą, ci którzy ją lekceważyli nie wychodzili na tym dobrze. Następnie pewnie rozsiadł się na ozdobnym fotelu dowódcy ustawionym w centrum namiotu, nie zważając na to że nominalnym dowódcą kontyngentu był Zahir.

-Za chwilę czeka nas narada u Wezyra, Sułtanat to oczywiście nasi jakże drodzy sojusznicy ale myślę że powinniśmy trzymać wspólny front co do planów bitewnych i naszej roli w nich. Macie jakieś przemyślenia? Wszyscy widzieliśmy klęskę którą poniósł wczoraj Gutar…

- Ten atak nocą to była głupota. - Odparł Zahir - Te orcze syny więcej szkody robią niż dobrego. Głodem ich nie weźmiemy, bo miasto dostaje cały czas zapasy od morza. Mury są wysokie i doskonale bronione. Za dnia wystawiamy się na ataki łuczników na całym podejściu. Nocą dym zabija. Brakuje nam maszyn oblężniczych. Ogólnie jeśli o mój głos chodzi to równie dobrze możemy podciąć sobie żyły i nakarmić pustynię krwią tu gdzie stoimy. Atak na to miasto to samobójstwo. Nawet taką siłą jak nasza. Stos trupów musiałby sięgnąć szczytu murów by po nich się wspiąć. A i samo miasto posiada wewnętrzne fortyfikacje. Ja bym czekał na dogodną sytuację i doradzał wezyrowi uszczelnić blokadę portu.

- Nie denerwuj się kochany Zahirze - szepnęła Jhameelia z głosem tak przesiąkniętym intymnością, że Zahira aż wzdrygnęło obeszła go delikatnie muskając po potężnie zbudowanych ramionach. - Mamy po naszej stronie alchemików i potężnych magów. Powinniśmy sobie poradzić.. Czyż nie mówię prawdy o potężny Khalimie? -Jhameelia obróciła się z gracją i oparła się dłonią na piersi Zahira. - A wtedy Ty mój potężny wojowniku poprowadzisz naszych ludzi do zwycięstwa…

Khalim był pod wrażeniem Zahira, skoro zdołał się opanować pod urokiem czarownicy. Oj była to niebezpieczna kobieta….

Khalim powstrzymał uczucie zazdrości na widok swojej dawnej kochanki przymilającej się do Zahara. Ona wykorzystywała swój urok jako broń, ale te stare sztuczki nie powinny przecież mieć na niego wpływu.

-Zaiste, nie mogą zaprzeczyć, obrona Asturyjczyków jest mocna, ale wierzę że nasze siły ją przemogą. Blokada portu jest jedną z opcji, ale szybkie zwycięstwo na pewno okryłoby nas dużo większą chwałą….z informacji które zdobyłem wynika, że mury są zbyt mocne by szybki szturm mógł się powieść, a tunele pod nimi oznaczają śmierć dla żywych. Najlepszą opcją wydaje się być uderzenie od strony fortu, którego broni magiczny łańcuch - jeśli poradzimy sobie z nim droga do zwycięstwa będzie otwarta…

- Na morzu są trzy potężne galery orków. Razem z ich machinami plującymi ogniem. To zbyt mało by choć próbować przedrzeć się do portu z siłami wystarczającymi do szturmu. Łańcuch zapewne leży na dnie. poza wszelkim zasięgiem. Jak go podciągną to zablokują całkowicie możliwość wpłynięcia do portu. Nawet jak usuniecie magiczne wzmocnienia. Trzeba go będzie zerwać. Trzeba mieć do tego okute potężne okręty. Te orcze szalupy połamią się w drzazgi. Taki szturm trzeba by przygotować wcześniej. Tym co mamy przez port nie przejdziemy. Orki nie umieją w większości pływać by szturmować wpław. - zawyrokował Zahir.

- A jak liczna grupa ludzi mogłaby według ciebie przepłynąć wpław niezauważona? - Zapytał nagle Baruf wyłaniając się ze swojego konta.

Khalim spojrzał na kapitana zwiadowców z błyskiem w oku:
-Ciekawy pomysł, śmiały ale podoba mi się. Jakby grupa dywersantów przedarła się, mogłaby spróbować otworzyć bramy od środka albo zneutralizować obronę portu. Taką niewielką grupę mógłbym wspomóc swoją magią…co o tym sądzisz Zahirze?

Zahir pokiwał przecząco głową:
- Żaden czarnokrwisty nie przejdzie niezauważony. Nie mówiąc już o czarnych elfach. Bo są tak charakterystyczni, że też nie da się ich z niczym pomylić. Musielibyśmy tam wysłać kogoś od nas. Grupa musiała być jak najmniejsza. Zbyt małą siła by przejąc bramę. Musielibyśmy wysłać naszych najlepszych ludzi a szanse i tak są niewielkie. Nasi mówią ze specyficznym akcentem, mamy tradycyjny styl bycia. Rodowici Asturyjczycy od razu się poznają.

- Kochany... - Jhamellia pogładziła go po policzku - Wiem z pewnych źródeł że do Asturii ściągają kontyngenty najemników z całego kontynentu. Więc nie przesadzaj. Jest tam mnóstwo obcokrajowców. Więc nie przesadzaj, że tak trudno będzie się tam ukryć. A w zwiazku z tym, że nie brakuje tam ludzi gotowych za pieniądze zrobić wszystko być może uda się ich zrekrutować wewnątrz.

Jhamelia po raz kolejny udowadniała, że lepiej ją mieć jako sojusznika a nie wroga. Khalim przypomniał sobie w tym momencie słowa swojego demona…

“ Jeśli bramy są zamknięte i płynie pod nimi styks, żaden żywy nie przekroczy murów “

“Moc tego miasta bierze się z piramid i starych rytuałów.”

Zagadki demona zaczynały się mu klarować w głowie.

Wystarczy więc dostać się do piramid i przełamać stare zaklęcia by zamknąć odnogę Styksu. Lub otworzyć wrota. By miasto upadło. Kapitan zwiadowców był geniuszem. Tego miasta z zewnątrz się nie zdobędzie trzeba je zniszczyć od środka.

Khalim wstał z fotela i zaczął krążyć po namiocie, czując jak krew w jego żyłach szybciej płynie.

-Tak, zwycięstwo należeć będzie należeć do śmiałych i odważnych! Proponuje że ja, Jhameelia i mała grupa naszych najlepszych zwiadowców przedrzemy się do miasta i otworzymy od środka drogę dla naszych armii. Moja magia cienia pomoże uczynić naszą grupę niepostrzeżoną, a ty potrafisz przekonać słabsze umysły do prawie wszystkiego…- mrugnął zawadiacko do półelfiej czarodziejki.

-W takim razie zaproponujmy ten plan Wezyrowi, myślę że nie będzie oponować….a jeśli się nam powiedzie, chwała triumfu będzie należeć do nas!

Jhamellia cofnęła się od Zahira jakby ze strachem w oczach i zaczęła.

- Nie jestem pewna czy to dobrze ryzykować… - Khalim nie wiedział, czy ona żartuje, czy rzeczywiście się przestraszyła jego pomysłu. Jednak gdy Zahir się poderwał. Czarownik miał już pewność, że to była tylko gra.

- Wybacz magu. Ale nie pozwolę na takie ryzyko dla całego kontyngentu. Możesz iść sam jak chcesz ryzykować swoim życiem. Jestem przeciwny jednak by wszyscy kluczowi magowie ryzykowali życiem dla takiej mrzonki. Nam nie zależy aż tak bardzo na zdobyciu Asturii. Mamy raczej pomagać czarnokrwistym

Khalim nieco inaczej zapamiętał słowa Berzhada…Ale mogły one wtedy paść po to by go bardziej zmotywować. Mag przesunął spojrzenie na czarownicę.

Ta skryła się za plecami Zahira i zdawała się uśmiechać. Jej intryga była prosta i skuteczna. Od początku czekała suka by wystawił się na taką sytuację jak teraz. Wiedział doskonale, że jeśli odwróci teraz szalę i wyśle tylko ją wyjdzie na tchórza. Może się uprzeć i pociągnąć ją za sobą. W obu przypadkach zrobi sobie wtedy wroga w Zahirze a to niebezpieczny człowiek. Khalim przesunął spojrzenie na magiczny miecz wiszący u pasa dowódcy. Dlatego Jhamellia owinęła go sobie wokół palca. Jhamellia jest mściwa i złośliwa bez wahania go zdradzi po drugiej stronie murów jeśli uzna, że będzie miała na tym zysk. To samo może zrobić tutaj. Zostawiając ją i Zahira zostawia ten kram bez opieki….Z drugiej strony wsparcie jeszcze jakiegoś maga by się przydało.

Khalim spiorunował przebiegłą wiedźmę spojrzeniem. Był głupcem sądząc, że on bezinteresownie udziela mu rad. Na pewno teraz się nie cofnie i nie wyśle jej samej by realizowała jego przecież pomysł i zyskała chwałę dla siebie….z drugiej strony czy chciał na niebezpieczną misję wziąć ze sobą kogoś kto może wbić mu sztylet w plecy?

Wziął głęboki oddech i na jego twarzy pojawił się nonszalancki uśmiech:

- Oczywiście, moja droga, jeśli się obawiasz, możesz tutaj zostać i wspierać Zahira. Ja sam poprowadzę grupę, wezmę Barufa. Myślę,, że Wezyrowi spodoba się nasz śmiały plan, może też przydzieli nam jeszcze kogoś do pomocy, może nawet któregoś z twoich krewniaków, krwawych elfów? - Khalim wiedział, że pół--elfka nie lubiła rozmawiać o swoim pochodzeniu.

- W takim razie proponuje udać się na naradę do naszych czarnorwistych sojuszników, chyba że macie jeszcze coś do dodania?

***
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 29-06-2020 o 19:03.
Lord Melkor jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169