Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-01-2021, 20:36   #1
 
Fiath's Avatar
 
Scavengers

EDIT: 18+. Pojawiła się nagość i odniesiania do prostytucji. Jeden gracz jest też bardziej edgy niż scenariusz przewidywał. Readers advised.

MG - Boomy (Fiath), czarny
Trosco - Deadpool, niebieski
Salaman Gkero - Pefrix, zielony
Avitus - Rezakiri, pomarańczowy

Dom Gernona
28.1.20
Środek łagodnej zimy: Lepsza pogoda
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje.

Dom zajmowany przez bandę Gernona był jednym z pierwszych wybudowanych na terenie obecnej Bramy Akwarii. Pierwotnie służąca za karczmę, ta obszerna drewniana budowla posiadała ogromną jadalnię z barem, za którym skrywała się kuchnia, z kolei na drugim piętrze znajdowało się osiem pokoi do wynajmu. Chcąc poszerzyć swoje dochody w mieście, Bugsby odsprzedał karczmę miastu i zbudował kolejną, większą. Miasto z kolei nie znalazło zastosowania dla starej budowli, aż popadła ona w ruinę i została przekazana Gernonowi, ponieważ był jedynym, który jakkolwiek interesował się tym miejscem.

O ile jednak Gernon zapragnął tutaj zamieszkać, nigdy nie przeszło mu przez myśl wyremontowanie starej karczmy. On i jego banda w miarę dobrze dbali o porządek. Podłogi były zamiatane i nawet myte raz w tygodniu, więc przynajmniej nie panował tu smród, nie licząc osobliwego zapachu mokrych desek, który jednak niektórym kojarzył się ze spokojem nadmorskiej mieściny.

Niedbałość Gernona zaowocowała zanikiem kuchni i drugiego piętra, gdy to drugie spadło
na to pierwsze, wgniatając z hukiem niegdysiejsze pokoje w starą spiżarnię. Przetrwało tylko jedno miejsce noclegowe, znajdujące się w pobliżu prawego krańca pomieszczenia. Wciśnięte w drewniane truchło kuchni mieszkanie było skierowane pod kątem ostrym w górę - jego wejście stanowiło najwyższym punkt pomieszczenia. Ten pokój właśnie służył za legowisko Gernona: niemal dwumetrowego jaszczura z młodą twarzą i rzadko spotykanym błyskiem w oku.

Pośród wyróżniających się twarzy Akwarii, Gernon słynął ze swojej enigmatyczności. Czarnozębny zawsze był otwarcie zadowolony ze swoich przekrętów, ogłaszając je wszem wobec z wyprzedzeniem, choć nie przyznając się otwarcie do łamania praw. Koliber z gildii handlowej zwyczajnie myślał, że wszystko, co robi i zdobywa, po prostu mu się należy.
Do tej pory nikt nie podał argumentów przeciw temu poglądowi, z którymi Koliber raczyłby
się zgodzić. Gernon z kolei… Gernon po prostu był. Gapił się swoimi ślepiami przed siebie, widząc przyszłość tak odległą, że nikt nie mógł rozgryźć, co mu chodzi po głowie.

Gdy wpierw założył swoją bandę, co miało miejsce dobre sześć lat temu, napadali razem na przejezdnych handlarzy, wyręczając ich z konieczności prowadzenia interesów osobiście. Nie mogąc sobie poradzić z rozbrykaną bandą, Gildia handlowa zwyczajnie zatrudniła ich osobiście. Dostając ofertę sprzątania ulic i budowania domów, większość grup rabusiów dobrze
by się uśmiała, Gernon jednak przyjął to zlecenie z zadowoleniem, posyłając swoją gromadę do uczciwszej, lecz znacznie mniej lukratywnej pracy.
Z czasem plan ten ewoluował i Gernon uzyskał swojego rodzaju kontrolę nad rynkiem pracy w Akwarii. Jeżeli chciał, aby jego ludzie przejęli jakąś funkcję w mieście, prędzej czy później udawało mu się wymusić ją od Gildii handlowej, terroryzując klasę średnią. Zwolnienie przez Gernona dotykało średnio dwa procenty robotników Akwarii.

Z biegiem czasu, miejscowe szychy przestały patrzeć na Gernona jak na nieokiełznanego debila, a zamiast tego dostrzegać go jako niedocenionego cwaniaka, który planuje coś niezwykłego i prawdopodobnie sprowadzi na nich wszystkich ruinę, jak to przystało na zimnokrwistą bestię. Gernon był kimś, kogo zarówno Gildia Handlowa jak i Konsorcjum chcieli powstrzymać, nie wiedzieli jednak przed czym i kiedy, ponieważ większość jego ruchów wyglądała jak podchwytliwe zmyłki.

Salaman Gkero, samemu będąc przedstawicielem orientalnej rasy Genki, na ten moment odnosił inne wrażenie. Pracując od roku u Gernona doświadczył bardzo charakterystycznych jak na jaszczuroludzia zachowań u swojego szefa. Karczma Gernona mogła być zaniedbana, jednak liczne dziury w dachu i ścianach oraz szczeliny między rozchodzącymi
się deskami wpuszczały do środka dużo światła, które pozwalało
mu myśleć. Sam jednak pokój Gernona, w którym ten najpewniej tworzył większość swoich planów, był kompletnie ciemny. Kąt, pod którym znajdowało się mieszkanie wewnątrz karczmy, wpuszczał do wnętrza światło raz dziennie, zwykle przez dość krótki okres czasu. W efekcie Gernon zawsze zamulał. Nawet teraz, stojąc przed wejściem do swojego pomieszczenia
i patrząc na zgromadzonych z góry, budził wrażenie śpiącego z otwartymi oczami.

A przynajmniej takie wrażenie wzbudzał w Gkero. Stojący z nim robot Trosco i faun Avitus widzieli olbrzymiego przedstawiciela zimnokrwistej rasy, który miarowo analizował ich postury. Inni, obecni w pomieszczeniu podwładni Gernona również wiercili w nich spojrzeniem
z zachłannością, która doprowadzała barańskiego barmana w niefortunne podniecenie. Niefortunne, ponieważ czuł, że jeżeli ocena wystawiona przez szefa tego zgromadzenia będzie negatywna, mogą stąd nie wyjść, a na pewno nie w jednym kawałku.

Zarówno Trosco jak i Avitus przyszli tutaj, ponieważ ich kieszenie powoli pustoszały. W mieście, w którym byle pokój kosztuje pięćdziesiąt kolibrów, posiadanie mniej niż czterystu monet
na spędzenie przed końcem tygodnia było wyjątkowo problematycznym położeniem.
Dla barmana, do wypłaty było jeszcze dość długo, nie wspominając o jego długu, a Trosco
w ogóle nie miał pracy, bo nikt nie ufał rzeczom, które wychodzą z bunkra szalonej goblinki.
Tak więc gdy Gernon poprosił Gkero o przyprowadzenie odrobiny ciepłej krwi do pomocy, powstał niewielki łańcuszek, którego kulminacją było to niefortunne zgromadzenie.

Oko Trosco mimowolnie analizowało poruszające się po pomieszczeniu kreatury. Miał nieodparte wrażenie, że jego zboczony towarzysz wydawał się porównywalny do skradającego się po podłodze karalucha, który panicznie przebierał nóżkami, od kiedy zorientował
się, że otaczają go drapieżnicy, aż wreszcie pod gromem głośnego GERO został złapany przez akwariański jęzor i powędrował do czyjegoś gardła.

To ten strzał różowego bicza przez pół pomieszczenia wybudził Gernona z transu, choć lider zgromadzenia nie dał tego po sobie poznać. Delikatnym ruchem oczu spojrzał to w lewo,
to w prawo, szukając opinii swoich kompanów na ich twarzach, aż wreszcie przemówił:
- Tego, no...jak Salaman mówi żeście spoko, to spoko. - wydał wreszcie wyrok
od niechcenia, jego głos młody i melodyczny. - To jest tak, Zbigniew znalazł nową jaskinię skarbów koło Akwarii. Podobną do bunkra Knot, ale dziurka jest w klifie. - heh, dziurka. - Chcieliśmy, żeby nas wynajął do jej zbadania, ale się nie zgodził, to sami się zatrudnimy. Chcę, żebyście tam weszli i zneutralizowali straż. My załatwimy transport dóbr, dostaniecie pierwszy wybór skarbu. ...Spoko, nie? - zaproponował.
Avitus nerwowo rozejrzał się po całym pomieszczeniu, analizując członków bandy Gernona
i wypatrując potencjalnego zagrożenia z ich strony.

W oku Trosco przekręciły się dwa kółka ustawiające ostrość na Gernonie.
- C-c-co wiadomo o tej straży? - przemówił swoim charakterystycznie nienaturalnym głosem.

To przykuło uwagę Avitusa - jeśli już trzeba się ładować w niebezpieczeństwo, to dobrze by było poznać wszystkie możliwe informacje które mogą okazać się przydatne. Aczkolwiek nie ma co samemu wyrywać się z pytaniami, skoro Trosco już podjął ten temat. - pomyślał Avi.
Gkero pokiwał głową Gernonowi. Był dumny, przyprowadził dwóch nowych i mógł wybrać skarb. Brzmiało to dobrze.
- Przeprowadziliśmy wstępny zwiad. - zapewnił Gernon odpowiadając Trosco. - Kino, gdybyś mo… - przerwał w pół słowa. Chciał spojrzeć na jednego ze swoich łobuziaków,
po drodze jednak zauważył nietypowe zachowanie Avitusa.

Cytat:
Test spostrzegawczości(mądrość): 10(Avitus)

Satyr rozglądał się po pomieszczeniu, analizując je i jego lokatorów. Zauważył tu osiem osób,
co prawdopodobnie stanowiło tylko część najemnej bandy. Avitus spostrzegł też, że miejsce jest praktycznie puste w kwestii przedmiotów użytkowych. Poza kilkoma butelkami za barem
nie było tu widać żadnej funkcjonalnej spiżarni. Jeżeli Gernon nie ma gdzieś drugiego mieszkania, możliwe, że gromadzi monety jak smok, krasnolud, albo inna cebula, panicznie unikając ich wydawania.

Cytat:
Test cwaniactwa: 1(Avitus)

Swoją analizę przestrzenną Avitus przeprowadził w bardzo skryty sposób, a przynajmniej
tak mu się wydawało, gdy ukradkiem i niepostrzegalnie analizował swoje otoczenie. Wszyscy inni widzieli, jak satyr w zwolnionym tempie odwraca głowę w stronę kolejnej to osoby na sali,
po czym nagłym ruchem doprowadza twarz do pionu patrząc z powrotem na Gernona, jak gdyby dostał skurczu. Niezależnie od jego intencji, budził wrażenie bardzo zestresowanego
i bardzo nieumiejętnego tajniaka.

- Salaman...Ty mu ufasz? - spytał Gernon, oczekując jakiegoś wyjaśnienia.
Gkero był kłusownikiem, łowcą. Umiał rozpoznać chore lub zranione zwierzę, a na takie wygląda Avitus. Sprawiał dla Gkero wrażenie, jakby miał tiki. Gkero z kolei umiał wybaczyć takie wady genetyczne, póki nie przeszkadzały w zadaniu. Po dłuższej chwili milczenia i dogłębnej kontemplacji oczami pełnymi niezachwianej pewności siebie spojrzał na Gernona. Widać było, że zbiera się na monolog, ale z ust jego padło krótkie - Tak. .
Robot spoglądał na satyra to na Gernona.
- Spójrz na jego fizjononomię, po prostu czuje się jak karaluch p-p-po-pośród drapieżników. Wykazuje to jego podniesione ciśnienie, poszerzone źrenice, niemożność komunikacji wokalnej. - Tłumaczył po kolei golem.

Avitus zerknął z lekką irytacją na Trosco, po czym skierował swój wzrok z powrotem na Gernona, uśmiechając się niewinnie.
Gernon zwężył oczy wpatrując się w Avitusa. - Hmm... możliwe, no nic, sam go sobie dobrałeś do pomocy, miej go na oku.

Cytat:
Reputacja Avitusa u bandy Gernona -1

- Wracając. Kin? - poprosił wysoki jaszczurolud, a z kąta sali wyskoczyła młoda akwarianka. Wyróżniała się w tłumie dzięki charakterystycznemu kształtu macek na głowie, przypominających rekina czy orkę. Emanując energią, zaczęła wylewać z siebie sprawozdanie:
- To tego, czatowałam w oceanie przed wejściem do tej groty. Baaardzo łatwo ją przegapić, gdyby nie to, że z przodu zawsze stoją dwie osoby ze straży miejskiej. Widziałam krasnoluda i elfa, stali tam cały dzień, a nocą zamieniła ich para minotaurów. Nikt nie wchodził ani nie wychodził ze środka.
- Sprawdzałaś wnętrze? - dopytał Gernon.
- Nie, nie chciałam ryzykować. Mimo tego sądzę, że mogę tam wpłynąć niezauważona, może nawet wprowadzić kogoś ze sobą.
- Ssss. - zatańczył językiem Gernon. - Spoko, nie? Powinna być łatwa robota. Gildia spodziewa się, że będę chciał się odegrać, więc mają moich chłopców na oku. Potrzebuję kogoś, kto to ogarnie, gdy moi robią alibi. Kin i Gkero wam pomogą. Jak będziecie już w środku, Kin wróci się na brzeg do Nyxa i zaprowadzą do was łódź rybacką. Tam ładujecie sprzęt. - wyjaśnił swój plan.
Avitus poprostu przytaknął głową, nie chcąc wzbudzać kolejnych podejrzeń.
Trosco stronił od bezsensownej przemocy, ale coś do garnka trzeba włożyć. Zadanie nie brzmiało na trudne, więc robot nie spodziewał się wielu komplikacji.
- Jeśli musicie sie przygotować t-tot-to jest teraz najlepsza pora, ja przeglądnę swój sprzęt w-w-w tym czasie. Ciekawy fakt : Im szybciej wyruszymy tym szybciej skończymy. - Zakomunikował golem.

- Chcę mieć to zrobione dzisiaj. Co zrobicie ze strażnikami, zostawiam wam. Byle nie przeszkadzali w operacji i nie zauważyli nikogo z mojej bandy. - polecił Gernon. - Gkero, trzymaj ich na oku. Gdyby ktoś dostał zimnych stópek i chciał się poskarżyć Zbigniewowi, zajmij się nimi. Powodzenia, ja idę się przespać.

Gdy tylko szef zgromadzenia udał się do swojego pochyłego mieszkania, zgromadzenie zaczęło się rozchodzić. Wszyscy członkowie bandy mieli przydzielone swoje zadania, każdy musiał coś robić, aby organizacja wyglądała niewinnie. Reszta została w rękach specjalnej piątki. Kątem oka Gkero zobaczył jak Nyx opuszcza już salę, uśmiechając się pod nosem. Prawdopodobnie cały dzień będzie zajmował się tą całą łodzią rybacką. Kin z kolei usiadła na pozostałościach blatu barowego. - Będę tu na was czekać. Dajcie mi znać, gdy chcecie się udać na plażę.
Gkero sprawdził sprzęt, który ma przy sobie. Upewnił się, że kołczan pełen jest bełtów i niczego mu nie brakuje po czym wyczekująco spojrzał na Avitusa i Trosco.
Z racji tego że Gernon zniknął w swoim leżu, a większość zbirów opuściła już pomieszczenie, Avitus nabrał trochę odwagi. - Nie ma chyba co zwlekać, powinniśmy jak najszybciej wyruszyć. Nad tym jak uporamy się ze strażnikami możemy pomyśleć po drodze. No chyba że macie już jakieś pomysły? - Avi spojrzał pytająco na Trosco i Gkero, drapiąc się po głowie, po czym dodał - Mam tylko nadzieję że strażnicy zdążyli się już zmienić. Wolałbym uniknąć zadzierania z minotaurami, jeśli jest taka możliwość
- Nonsens. Mi-Mi-Minotaury nie są apexem tego obszaru. Nie wpłynie to na powodzenie misji. - Stwierdził Trosco przeglądając swój rewolwer. - Gotowy.
- W sensie, chcecie iść od razu? Może i nie głupie, będziemy mieli światło słoneczne w grocie przy odrobinie szczęścia. - mimo wszystko był środek dnia. Kin podrapała się po policzku. - Możemy zatrzymać się kawałek od groty, jak chcecie popatrzeć na strażników, jeśli pójdziemy plażą. Możemy też spróbować wpłynąć do groty i wyjść za nimi, acz Nyx nie będzie mógł podpłynąć, póki tam stoją. - wyjaśniła akwarianka.
- Myślę że powinniśmy wyruszyć niedługo, jednak wstrzymać się z konfrontacją ze strażnikami póki nie zacznie się ściemniać. - rzekł Avitus, gładząc się po swoim lewym różku - Pomysł Kin z zatrzymaniem się niedaleko groty bardzo mi się podoba. Poobserwujmy strażników z daleka, może uda nam się znaleźć jakiś sposób żeby łatwo się ich pozbyć. Jak nic się nam nie uda wymyślić, to chociaż poczekamy aż będą czymś zajęci żeby wtedy uderzyć. - Avi zmarszczył brwi - Chociaż z tego co mówiła Kin, strażnicy zmieniają się na noc. O której dokładnie godzinie? Wieczorem, czy kiedy zapadnie już zmrok? - zwrócił się do Kin -Moglibyśmy ich zaatakować kiedy będą już zmęczeni długą wartą. Aczkolwiek trzeba by to dobrze zgrać czasowo, żeby nowi wartownicy nie przybyli kiedy już będziemy łupić grotę. Drugą opcją jest zaś poczekanie aż wartownicy się zmienią i zaatakować kiedy pierwsza para już się zawinie, a zanim druga rozpocznie na dobre swoją wartę. - Avi wymieniał swoje pomysły jeden po drugim, strzyżąc przy tym swoimi kozimi uszkami z ekscytacją.
- Nie umiem czytać godziny ze słońca czy coś. Było ciemno w każdym razie. - odparła przepraszająco Kin. - Jak siądziemy na plaży, to strażnicy będą musieli nas minąć podczas zmiany wart. Chyba że schowamy się pod wodą.
- Ah, nic nie szkodzi, coś wykombinujemy - odparł Avi, uśmiechając się lekko do Kin - Jednak chowanie się pod wodą zdecydowanie odpada. - dodał, delikatnie pukając palcem w metalową obudowę Trosco - Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, sądzę że poczekanie aż pierwsza para strażników skończy wartę jest naszą najlepszą opcją. Tym bardziej że nie mamy pojęcia ile czasu spędzimy w grocie. - skwitował satyr.
Gkero energicznie pokiwał głową. Tak, to miało sens, obserwacja. Łowca wiedział, że najpierw trzeba poznać zachowania celu, aby aktywnie działać. Dzięki reakcjom, czy drobnym rzeczom można zastawić pułapkę lub wykorzystać słabość.To było rozsądne, Gkero cenił takie planowanie, dlatego powiedział - Tak, to rozsądne. - po czym zamilkł dumny z siebie, że pomógł.
Trosco przechylił głowę na bok miał potrzebę o czymś wspomnieć.
- O i-i-ile to możliwe chciałbym unikać wody. - Przemówił Trosco. - Wpłynie ona negatywnie na moje możliwości. W-w-w-wpłynie: Żart słowny - Oddziaływanie bezpośrednie na moje zdolności fizyczne, a także woda jest w ciekłym stanie skupienia dlatego “pływa”. Amusing on two levels. - Skończył tłumaczyć Trosco, przeglądając komory bębenka w swoim rewolwerze.

- Ale jak to wpłynie? - po chwili krępującej ciszy zapytał Gkero. Robot używał wielu słów. Skomplikowanych słów. Gkero nauczył się, że podejrzane typy używają takich słów, aby zwodzić. Ale Trosco był robotem, więc czy mógł być podejrzanym typem?
- Ah! Nie martw się, to nie twoja wina, że się taki urodziłeś. - skomentowała Kin z uśmiechem na twarzy i troską w głosie. - Tatko zawsze mówił, żeby być wyrozumiałym do gorszych ras. To jak nie chcecie się rozdzielać, przesiedzimy na plaży. - zgodziła się.
- Nietrafne. Z-o-o-o-stałem zbudowany. Tylko żywe organizmy mogą się urodzić. - Poprawił
Kin.

- Roboty się rodzą?- Gkero wyraźnie się ożywił, w jego głosie zabrzmiało zaskoczenie i nutka przerażenia. Nie widział bowiem wykluwającego się robota.
- Dostosowywanie wypowiedzi d-d-do rozmówcy… Pending… Adjusting Volume…
ROBOTY.SIĘ.NIE.RODZĄ. Czy wypowiedź była zrozumiana-a-a? Czy mam kontynuować konfigurację?
- Trosco zwrócił swój receptor wzrokowy na Gkero.

- Co kontynuować? - Łowca miał coraz większy mętlik w głowie i odwracał głowę to w stronę robota to w Kin.
-[i] Dostosowywanie wypowiedzi….[i/] - Kontynuował regułkę w tle Trosco.
Avitus z rozbawieniem obserwował wymianę słowną swoich towarzyszy.
- Huh…? Przecież buduje się budowle, czy coś. - robotyka była dla Kin nowością.
- Czyli robota się roboci. - dopowiedział Gkero z zadumą. Nowy dzień, nowa wiedza. Postanowił zapisać to w kajeciku. Przycupnął, odłożył broń, wyciągnął notes i zapisał.
- Hmmmm…. - dziewczyna zaczęła machać nogami w zamyśleniu. - No, jeżeli my się rodzimy, bo mamy rodziców, to roboty mogłyby się robocić, jak robią je inne roboty. - zgodziła się.
- Nie znaleziono poziomu porozumienia. W-w-weryfikuje pozostałe opcje… - Trosco zatrzeszczał. - Po wstępnej obserwacji stwierdzam że marnujemy tutaj czas. Z drugiej strony takie jałowe dywagacje pomagają zmierzyć się z nadchodzącą śmiercią lub trwałym kalectwem. Zawsze istnieje procent szans na trwałe obrażenia. Żeby nie zepsuć powstałego nastroju, zaniecham podania konkretnych p-p-procent szans na uszczerbek przy zdrowiu. -
- Wybaczcie że przerwę tą jakże istotną dyskusję - wtrącił satyr z lekkim zniecierpliwieniem -ale warto by było zdecydować co robimy zanim zacznie się ściemniać. Czekamy tutaj, gdzieś niedaleko groty czy idziemy na miasto powęszyć? A co do Trosco, to będzie jeszcze czas obgadać w jaki sposób "płodzi" swojed dzieci. - dodał, podśmiechując się pod nosem.
Gkero zastanawiał się z czym rymuje się słowo “płodzić”. Wyszło, że “głodzić”, ale i “pierdolić”. Robot się roboci, a gdy się płodzi, to pierdoli? Coś mu tutaj nie grało. Za mało poetyckie było. Gdy zdał sobie z tego sprawę, spojrzał wprost w oczy Avitusa i powiedział - Grota. .
- Znaleziono wspólny język. - Zakomunikował Trosco patrząc po zebranych. - Czy język: “Przemoc” jest akceptowalną formą komunikacji? - Robot z doświadczenia wiedział, że większość ras rozumiała ten język najbardziej, więc chciał go użyć by wytłumaczyć reszcie obecnych w jakim błędzie są twierdząc że roboty się rodzą.
- Pending… - Dodał cokolwiek to znaczyło.

- Dobra, to chodźmy na plażę.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar

Ostatnio edytowane przez Fiath : 07-03-2021 o 23:25.
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-01-2021, 20:50   #2
 
Fiath's Avatar
 
***
Cytat:
Przeznaczenie: 1d20 = 15
Nużąca podróż.
***

Brama Akwarii była miastem, w którym stare, drewniane budowle rywalizowały z nowszymi, kamiennymi domami rodzinnymi. Avitus, który dorastał w Nowej Fantazji, był szczególnie wyczulony na ten unikalny charakter Bramy. Wchodząc do nowego świata fantazjanie byli pod presją odbudowania nowej cywilizacji w nieznanym świecie, który mógł być równie groźny, co ich poprzedni. Z tego powodu zbudowana wokół portalu Nowa Fantazja składała się z dzielnicy drewnianych domów społecznych, zamieszkiwanych przez wiele rodzin. Zamiast tego, praca była włożona głównie w umocnienia obronne, wysokie i grube kamienne mury, które miały zapewnić bestiom i fae szansę na przetrwanie.
W odróżnieniu od tego Brama Akwarii powstała gdy już było wiadomo, że świat ten jest dość bezpieczny. Pobudką od utworzenia miasta handlowego nie było przetrwanie, lecz zysk. Zaraz po powstaniu kilku drewnianych chat i ogromnej palisady zaczęto sprowadzać kamień do konstrukcji prosty i nudnych, ale wytrzymałych domów, które wydawały się szczytem luksusu w obecnych czasach.

Cytat:
Pasywny test spostrzegawczości (Mądrość), kość lidera (Avitus): d20 = 18
Wprowadzenie:: W razie testów drużynowych, zespół polega na najwyższej dostępnej statystyce. Wyjątkiem jest sytuacja, w której właściciel jest niezgodny z zamiarami drużyny.
Niektóre testy mają miejsce pasywnie, bez deklaracji graczy.

Chodząc kamiennymi ulicami bramy, między ciasno ułożonymi kamienicami, można było odnieść wrażenie, że gildia handlowa odzyskała już to, co zostało fantazjanom odebranie. Głuchy dźwięk wiatru przechodzącego między szczelinami w cegłach i krzywe bądź rozpadające się ościeżnice zdradzały jednak naturę tej iluzji. Miasto było zbudowane na fundamentalnym kłamstwie, ślepej wierze, że wczoraj wróci pojutrze. Głosząc swoje naiwne przekonanie o przyszłości miasta bez autorytarnych władz, gdzie wszystko będzie dla wszystkich, od wszystkich, Zbigniew buduje miejsce, które tylko wygląda jak jego sny, zamiast je realizować. Być może było to najlepsze, co mógł uzyskać w świecie pozbawionym magi.
Rezultatem było bankrutujące miasto handlowe dedykowane wymianie drogą morską, która nie zostanie ustanowiona przez najbliższe kilka dekad. Kontynent był niezbadaną krainą tajemnic, ocean wydawał się jeszcze groźniejszy, a jedyne prawdziwe miasto inne od Bramy znajdowało się w środku kontynentu, bliżej gór niż nadmorskiej plaży. Nie ma jednak tego złego, czego nie dałoby się opchnąć masom.

Cytat:
Test motywacji (cynicyzm) Avitus (1d4) -2 (empatia) = -1
Wprowadzenie: Zależnie od testu, niektóre umiejętności mogą oferować ujemny modyfikator.

Na dłuższą metę, może jednak lepiej było oddać się temu kłamstwu? Zignorować szczeliny między cegłami kamiennych ścian i docenić przepiękny całokształt, czerpać przyjemność z życia w miejscu, które ukazuje odległą przyszłość, nawet jeżeli może rozpaść się, za nim ta nadejdzie. Póki co problemy tego miejsce nie dotyczyły zwykłych osób jak Avitus czy jego obecni towarzysze. Walka na tym tonącym okręcie odbywała się między Gildią Handlową a Konsorcjum, jeżeli uda im się stąd wynieść ochłapy jakiegoś sukcesu, to dobrze. Jeżeli nie, to trudno. Oni jakoś sobie poradzą, co by się nie działo.

***

Idąc wzdłuż murów miasta, drużyna z łatwością uniknęła kontaktów z tłumami. Możliwe, że nawet nikt ich nie zauważył. Kin zatrzymała grupę za dość sporym kamieniem, zza którego był widok na grotę. Obecnie stał przed nią brodaty krasnolud, oparty o masywną siekierę, oraz chudy elf, który opierając się o ścianę, co jakiś czas odbijał drobne kamienie od hełmu swojego partnera, prosząc się o awanturę.
- Jakby ktoś pytał, wypoczywanie na plaży jest legalne, czy coś. - stwierdziła Kin, siadając w piasku, w którym zaczęła budować zamek. Prawdopodobnie jako przykrywkę.
Prawdopodobnie.
Avitus przysiadł obok Kin i zaczął pomagać jej w budowie zamku, jednocześnie obserwując strażników, szukając słabości w ich rynsztunku i posturze.
Cytat:
Avitus: test spostrzegawczości (Mądrość) (1d20) + 5 (skrytobójstwo) = 20
Avitus posiada przewagę +2 do ataków przeciw gwardzistom.

Jako typowi członkowie straży miejskiej, gwardziści nosili na sobie tylko kolczugi chroniące tors. Krasnolud miał też na głowie przepisowy szyszak, Elf jednak zostawił swój na kamieniu obok. Elf wydawał się niekompetentnym wojownikiem. Najpewniej nie zdołałby zareagować na nagły atak. Krasnolud był dużo poważniejszy i być może nawet zaprawiony w boju. Mimo tego, słabości tej pary wydawały się wyjątkowo oczywiste dla wprawionego oka satyra.
- Jak tak patrzę na tych strażników, to nie wiem czy jest sens czekać na zmianę warty. - zwrócił się do swoich towarzyszy Avitus, nie przerywając pracy nad piaskową wieżą zamkową - Elf nie stanowi żadnego zagrożenia, a z krasnoludem powinniśmy sobie łatwo poradzić biorąc pod uwagę naszą przewagę liczebną. Jeśli zaś chcecie zdobyć dodatkowe punkty za styl, to moglibyśmy wysłać kogoś aby się do nich zakradł i rzucił kamieniem w hełm krasnoluda. Ten z pewnością pomyśli że to elf, co prawdopodobnie wywoła kłótnię, dając nam jeszcze większą przewagę w walce - Avi wyjaśnił swój plan, kończąc budowę wieży. Następnie zabrał się za mury miejskie, wyczekując odpowiedzi swoich kompanów.
- Jeśli nie ma zapłaty za ich zabicie to nie chcę ich zabijać. Życie jest cenne. - rzekł Gkero, będąc przekonanym, że zabrzmiało to filozoficznie oraz romantycznie. Nie zdawał sobie sprawy z dualizmu tego twierdzenia, a w zasadzie pewnej sprzeczności. Gdyby jednak łowca jakimś cudem zrozumiał, co powiedział, prawdopodobnie byłby skonfudowany do końca dnia. Lepiej zatem, aby nikt mu tego nie tłumaczył.
- Pytaniem j-j-jest jak cenne jest dla nich samych. Avitus, twoje struny głosowe produkują wiele słów na minutę. Może powiesz im aby udali się do domu? Pójdę z tobą. - Trosco cały czas analizował odległość z jakiej oddałby celny, śmiertelny strzał. Dla niego to bez większej różnicy.
Gkero w tym czasie ustawił się tak, aby mieć okolicę na widoku i w razie czego móc wystrzelić bełt w jednego z przeciwników. Dla niego plan już został ustalony, teraz trzeba było go po prostu zrealizować. Planował strzelić przeciwnikowi w kolano, aby uziemić go, ale nie zabić. Na to ostatnie zawsze przyjdzie pora.
Avitus westchnął głęboko, zdając sobie sprawę że z obecnego planu raczej nici. - Tylko proszę wstrzymaj się z przemocą dopóki nie dam tobie znaku. - zwrócił się do swojego robociego wspólnika - Mam już kolejny pomysł więc pozwól że to ja się rozmówię ze strażnikami - dodał, uśmiechając się pod nosem.
- Od początku mówiłem byś… - Trosco się zaciął. - Akceptowalne p-p-prowadź - odezwał się ponownie lecz zatrzymał się w pół kroku i zapytał Satyra.
- Co rozumiesz przez przemoc? M-m-am celować w witalne punkty, czy zniszczyć ważne miejsca w ciele by zredukować ich zdolności motoryczne? -

- Raczej wolałbym uniknąć zabijania ich w miarę możliwości. Myślę że elf szybko przystanie na nasze warunki, gorzej z krasnoludem - prawdopodobnie trzeba będzie go skasować. W każdym razie jakby czegoś próbowali, to staraj się ich ogłuszyć, a zabijaj dopiero kiedy wydam taką komendę. - wyjaśnił Trosco Avi.
Słysząc kroki kompanów za jej plecami, Kin podniosła głowę znad swojego zamku i spytała Gkero. - Po co oni poszli?
- Pertraktować. - rzekł Gkero nie spuszczając wzroku z wejścia do jaskini.
- W sensie gadać, czy coś? - dopytała.
- Mmm… - przytaknął łowca. Zmierzył Kin wzrokiem i postarał się oszacować dziewczynę.

Cytat:
Test poznawczy empatii Gkero: 1d8(mądrość) + 0 (empatia) = 6
Przyglądając się Kin, Gkero widział w niej osobę zadowoloną z życia i pełną energii niezbędnej do jego eksploracji. Jednocześnie jednak odczuwał, że jej perspektywa na świat jest odmienna od jego własnej, jak i od perspektywy zwykłej osoby. Ciężko mu było doprecyzować te różnice, wiedział jednak, że Kin dorastała w jakimś mylnym przeznaczeniu albo to on i reszta świata nie zdają sobie sprawy z jej charakteru.


***

Cytat:
Test pasywny aura robota: 1d20(ciało) + 2 (pancerz naturalny) = 12.

Dwójka strażników nie zareagowała specjalnie na ubrudzonego w piasku satyra i robota. Krasnolud dalej opierał się o topór, wpatrując się zawzięcie w ocean. Elf z kolei ziewnął, wciąż oparty o ścianę. - Przepraszam panowie, prosiłbym nie kręcić się w okolicy. Jaskinia jest zamknięta na czas pracy urzędu miejskiego. - wydusił z siebie między ziewami. Krasnolud czerwieniał od wpatrywania się w ocean. Para gapiów wydawała się rozpraszać go jeszcze bardziej. Elf spojrzał na to z zażenowaniem. - Nie przejmujcie się nim. Górska rasa. Pierdolca dostaje, jak widzi ocean.
- Mówię ci kurwa, jakieś zło w nim coś knuje. - wymamrotał pod nosem naburmuszony.
- Witajcie panowie. Trochę się nam spieszy, więc przejdę od razu do rzeczy. - zaczął satyr, szeroko się uśmiechając - Czarnozęby wysłał nas, żebyśmy zdobyli dla niego to, co jest w tej jaskini. Polecił nam jednak w miarę możliwości nie zabijać strażników, abyście mogli opowiedzieć wszystkim o jego najnowszym wyczynie, więc wybór należy do was - możecie albo nas wpuścić, albo zrobi się niemiło. - Avitus popukał Trosco po jego pancerzu, prezentując za pomocą dźwięku jego wytrzymałość - Ach, byłbym zapomniał - nasz ukryty niedaleko snajper ma wasze głowy na celowniku, więc dobrze przemyślcie swoją decyzję.
Trosco intensywnie wpatrywał się w krasnoluda, jakby nawet nie uznając obecności elfa. Tak samo jego jedyne oko zaczęło świecić na czerwono. Stał jednak w niemal idealnym bezruchu, jego głowa jedynie delikatnie się poruszała na każdy ruch krasnala.

Cytat:
Kłamstwo Avitusa 1d20(cwaniactwo) = 17
Groza Trosco 1d20(ciało) + 1 (potworność) = 8

- Widzisz baranie, dlatego się nosi hełm. - Marudził do elfa krasnolud - mnie teraz snajper by w dupę pocałował, a ty byś miał drugą parę uszu, tylko w normalnym rozmiarze. - mimo wypowiedzenia swojego długiego wywodu i grozy, jaką wydawał od siebie stojący obok Trosco, krasnolud nie odrywał wzroku od morza, wyraźnie dużo bardziej przerażony nim, niż wszystkim, co do teraz usłyszał.
Elf, pocąc się, nawet nie słyszał tego, co krasnolud do niego mówił. Bardzo powoli założył na głowę hełm, cofając się plażą o trzy kroki, po czym szybko skoczył o jeden w przód, złapał krasnoluda za brodę i zaczął ciągnąć go ze sobą. - To my...ten...tego...z Grzmotomiłą….czy komu tam będzie się chwalić… - starał się wybrząkać z siebie tylko to, co para mogła chcieć usłyszeć. Krasnolud ciągnął się za nim jak kamień, jego ciało przechylone po przekątnej. - Normalnie to bym siepał, no ale oceanu nie zasiepię, to i zgodzę się stąd wyjść po dobroci. - marudził pod nosem.
Trosco nawet na moment nie odwrócił wzroku od krasnoluda, jego głowa odwróciła się jak u sowy cały czas utrzymując kontakt wzrokowy.
- Powinszować. - Rzucił jedynie do Avitusa.

- Wzywaj nasz transport! - krzyknął Avitus w stronę Kin, kiedy strażnicy zniknęli już z pola widzenia - To co, gotowy na wspólną penetrację groty? - Avi zwrócił się do Trosco, podśmiechując się pod nosem.

- Mieliśmy w-w-wynieść znajdujący się tam sprzęt. - zauważył Trosco.
- W sumie to nie mamy pewności co tam znajdziemy, więc warto byłoby się najpierw trochę rozejrzeć po samej jaskini - odpowiedział Avi i skierował się ostrożnym krokiem w stronę groty, jednocześnie dając Trosco znak ręką aby szedł za nim.
Trosco dobył swojego rewolweru, po czym z jego ramienia wysunęła się latarka która buchnęła snopem światła. Kolor oka Trosco ponownie był żółty. Z bronią skierowaną ku górze zaczął iść za satyrem.

***

- Słyszę, że na nas czas. - zauważyła Kin, odstępując od swojego zamku z piasku. Jej małe królestwo składało się z wielkich budowli o zaokrąglonych dachach i niewielkiej liczbie okien symbolizowanych przez wgłębienia wciśnięte w ściany. Między budowlami płynęły wykopane palcem kanały wody. Mur obejmował całość zamczyska, nie licząc jednej dziury prowadzącej z korytarzy pod mur i na zewnątrz. Najbardziej w kolekcji wyróżniały się budowle Avitusa, będące wystarczająco krzywe i niestabilne, aby nietypowe konstrukcje Kin jakimś cudem wydawały się naturalne.
- Płynę po Nyxa, a wy się rozejrzyjcie i wepchnijcie jakieś ciekawsze rzeczy do wora, to się od razu zabierzemy, jak łódka przybędzie. Od razu wybierzcie, co sobie chcecie zostawić. - poprosiła i z rozbiegiem wskoczyła do wody. Gdy chlust wyrzucony powietrze przez rozpędzoną intruzję dziewczyny opadł już z powrotem na taflę, łącząc się z nią w rozległą całość, nie było już ani śladu po Kin.
Gkero nie zwlekając, zebrał swoje graty i potruchtał do jaskini nie oglądając się za siebie. Uznał, że w takiej sytuacji lepiej rozlokować się bliżej swoich, aby w razie czego mieć plecy zasłonięte.

***

Do wnętrza ukrytej w skalnej ścianie jaskini prowadziły dwie drogi: wąska ścieżka z pokrytego piaskiem kamienia, oraz nieco szersza rzeka, która wypływała z wnętrza ziemi, aby trafić w czeluście morza.
Wędrując tą trasą przez kilka minut, drużyna otrzymywała coraz mniej pomocy od światła słonecznego. Gdy doszli już na sam koniec, do okrągławego i niezbyt obszernego pomieszczenia, znajdowali się w półcieniu.
Miejsce to wydawało się poniekąd miniaturową wersją bunkra goblinki Knot. Trosco rozpoznał podłużną, gładką, białą kolumnę z czerwonymi cyframi jako nieodzowny znak architektury poprzedników. Podobne wrażenie budziła szafa z metalową ramą i drewnianymi półkami, czy stojąca pod szafą szara skrzynia, wysoka i szeroka jak szczupły elf. Obok niej znajdował się drewniany stół z pudełkami, na których znajdowały się pokrętła i guziki, oraz metalowy przyrząd, który dla satyra przypominał co najwyżej masturbator.
Tym, co przykuło najwięcej uwagi zebranych, dryfowało jednak na wodzie. Podłużna, większa od łódki rybackiej, ale mniejsza od okrętu, z wybrzuszonym dnem i wysoką, oszkloną kajutą, oraz pozbawiona żagli: łódź poprzedników.
Trosco zbliżył się do skrzynki która spoczywała na stole, starając się określić co to jest i czy jest w stanie to uruchomić. Przyciski na niej wskazywały na to że do czegoś musiało służyć.
- Dajcie mi m-m-m-oment. - Zakomunikował robot bacznie obserwując przedmiot.

Stare guziki wciskały się z głośnym tyknięciem. Początkowo nic się nie dało, w pewnym momencie zaczął jednak dochodzić szum zza pudełka. Zaglądając tam, Trosco zobaczył nauszniki połączone do jednego z kabli opuszczających pudełko.
Rewolwer schował się w przegubie golema, po czym sięgnął po nauszniki i przyłożył je do receptora dźwięku.
Ze słuchawki wydostawał się głośny szum.
Trosco zaczął delikatnie poruszać pokrętłem na boki starając się cokolwiek zdziałać.
Szum w słuchawce był nieprzerwany, jednak kręcąc pokrętłem Trosco zaczął w pewnym momencie słyszeć zakłócony głos, mówiący:
- five, five… four, seven, four, colon, five, five… four, seven, four, colon, five, five…

W tym czasie Avitus kontemplował, dlaczego poprzednicy budowali z metalu skrzynie rozmiarów szafy. Niestety, metalowa skrzynia była zamknięta. Ciągnięcie za odstający od drzwiczek uchwyt niewiele dawało. Do tego satyr nie widział dziurki od klucza, którą mógłby spróbować przełamać. Zamiast tego, na konstrukcji znajdował się stary panel z dziwnymi guzikami, podpisany znaczkiem zostawionym jakąś farbą albo czymś podobnym.

- p-p-pięć, pięć... cztery, siedem, cztery… dwukropek. Zapętla się. - Oznajmił Trosco słuchając dźwięków z radia. Nigdzie nawet nie widział panelu cyfrowego. Było to bardzo dziwne dla golema, ale zaczął w swoim systemie czuć coś… dziwnego. Kiedyś pytał Knot o to odczucie, nazwała to ekscytacją.
Po tym jak zdał sobie sprawę, że nic nie wskóra z metalową skrzynią, Avi wrócił do Trosco. Wysłuchał tego co miał do powiedzenia robot i zaczął zastanawiać się nad kodem. - Mam chyba pomysł jak to rozwiązać - zwrócił się do Trosco, po czym wrócił do szafy aby spróbować ją otworzyć. Zaczął od wyklikania kodu BE BE AD AE AF AE, z zamiarem wypróbowania wszystkich dziesięciu kombinacji, zmieniając trzecią liczbę.
Gkero popatrzył na panel i spróbował odczytać litery.
Drzwi do skrzyni pozostały jednak niewzruszone.
Avitus rozejrzał się po jaskinii, szukając czegokolwiek co mógł wcześniej przeoczyć, a co mogłoby rzucić trochę więcej światła na odkryte właśnie przez nich przedmioty.

Cytat:
Percepcja (archeologia) Avitus: 1d20 + 0 = 10.
Avitus nie miał zielonego pojęcia co jeszcze powinno znajdować się w tej grocie. Właściwie nie interesował się nawet badaniem ludzkich pozostałości. Nic nie stało jednak na przeszkodzie dalszemu rozglądaniu się po pomieszczeniu. Oko satyra padło na szafę z półkami, którą drużyna zobaczyła przy wejściu. Przeglądając ją, nie było tu wiele: dwa papierowe pudełka z małymi, metalowymi częściami, jakieś dziurawe rękawiczki oraz większe pudło, w którym znajdowała się miarka i niewielkie metalowe dłuto z wciętą końcówką.
Trosco odsunął się od radia i stanowczym krokiem zbliżył się do skrzyni z rozmaitymi wzorami.
Najszybszą opcją wydawało mu się użyć siły. Złapał więc za drzwi i chciał je oderwać.

Gkero powiedział niepytany przez nikogo - Sprawdź zawiasy - Łowca nauczył się, że pułapki najlepiej rozbrajać na zawiasach. Często mechanizm nie przewidywał, że zajęcie się nimi rozwiązuje problem.

Cytat:
Test ciała (siła) Trosco: 1d20 + 0 = 10.
Trosco szarpnął drzwiami starając się usilnie otworzyć drzwi skrzyni. Zawiasy zaryczały a uchwyt odkształcił się, drzwi jednak oparły się atakowi robota i pozostały zamknięte.
- Uwaga na r-r-rykoszet. - Robot dobył swojego rewolweru i zbliżył się do zawiasów. Wystawił jedną dłoń tak by osłonić się przed ewentualnymi odłamkami, a drugą wystrzelił z broni.


Cytat:
Test precyzji (celność) Trosco: 1d20 + 0 = 2.
Przeznaczenie: 1d20 = 8.
Trosco źle ustawił pierwszą dłoń, zasłaniając swój cel. Traf chciał, że kula odbiła się spomiędzy ramy skrzyni w miejscu za którym powinien być zawias, wylatując w sufit a następnie odbijając się w stronę tafli wody, zostawiając niewielką rysę na łodzi przed zniknięciem w głębinie.
- Spudłowałeś - zauważył Gkero. Był zaskoczony, że udało się robotowi spudłować z takiej odległości. Z drugiej strony, może miał zeza. Roboty mogą mieć zeza? Z tą myślą Gkero został.
- Co ty wyprawiasz, zaraz wszystko zniszczysz! To jest jakaś zagadka, trzeba użyć intelektu, a nie bezmyślnej siły! - zaczął wykrzykiwać Avitus machając rękami, widocznie zbulwersowany niekompetencją swoich towarzyszy - Trosco, ja ciebię proszę, wstrzymaj się z używaniem rewolweru, dopóki nie zdecuję że to nasza jedyna opcja - satyr odczekał parę chwil, aby mieć pewność że robot nie będzie już strzelał, po czym szybkim krokiem podszedł do dziwnej łodzi z zamiarem przyjrzenia się jej bliżej. - Jak ci się nudzi to mógłbyś się przyjrzeć tym metalowym częściom które są w pudełkach na szafie. Może uda ci się tam znaleźć coś ciekawego. - rzucił w stronę Trosco.
To musiał być jakiś glitch w systemie Trosco. Innego wyjaśnienia nie było na ten niecelny strzał.
- Dlaczego-o-o-o twierdzisz że musimy rozwiązać zagadkę? - Robot kompletnie nie rozumiał podejścia satyra.

- Te wszystkie elementy muszą się jakoś ze sobą łączyć - mamy dziwną łódź, przyciski z symbolami, zamkniętą metalową szafę, przedmiot dyktujący cyfry i masę metalowych części. Chyba nie sądzisz że te przedmioty nie są ze sobą w ogóle powiązane i znalazły się tutaj przez przypadek? - zwrócił się ponownie do Trosco, próbując wyjaśnić mu swój tok myślenia.

- Dokładnie tak u-u-u-uważam. - Odparł golem.
Avi zrobił klasycznego facepalma. - Ehh, no dobra, ale niezależnie od tego jak to sobie chcesz tłumaczyć, możesz chyba zerknąć na te części w pudełkach, prawda? - zapytał się satyr z rezygnacją.
Robot odwrócił się w stronę pudełek. - Masz czas a-a-aż nie skończe ich sprawdzać. Potem używam najskuteczniejszej metody - Poinformował Trosco Gkero był w bandzie na tyle długo, że wiedział o relacji szef-sługa. Nauczył się, że są osoby wydające rozkazy i ich słuchajace. To jak u zwierzyny, gdzie samiec alfa rządzi stadem i wyeliminowanie go zazwyczaj sprawia, że wataha głupieje. Pewną nowością było jednak dla niego to, że satyr wydaje rozkazy robotowi. Nie wiedział o ich zażyłości, nie spodziewał się, że coś ich łączy. Niemniej Avitus ewidentnie wydawał polecenia, których Trosco słuchał. Trzeszczał przy tym i stękał, ale ich słuchał. Łowca postanowił to zapamiętać - jak robot zgłupieje, a zgłupieć w końcu musi, wszak został zrobocony, a nie urodzony, a do tego miał zeza, to będzie musiał opanować go przez satyra. Tak rozmyślając, Gkero wskoczył do łodzi i zaczął się po niej rozglądać, szukając wejścia pod pokład.kierując się w tamtą stronę.
Gkero był w bandzie na tyle długo, że wiedział o relacji szef-sługa. Nauczył się, że są osoby wydające rozkazy i ich słuchajace. To jak u zwierzyny, gdzie samiec alfa rządzi stadem i wyeliminowanie go zazwyczaj sprawia, że wataha głupieje. Pewną nowością było jednak dla niego to, że satyr wydaje rozkazy robotowi. Nie wiedział o ich zażyłości, nie spodziewał się, że coś ich łączy. Niemniej Avitus ewidentnie wydawał polecenia, których Trosco słuchał. Trzeszczał przy tym i stękał, ale ich słuchał. Łowca postanowił to zapamiętać - jak robot zgłupieje, a zgłupieć w końcu musi, wszak został zrobocony, a nie urodzony, a do tego miał zeza, to będzie musiał opanować go przez satyra. Tak rozmyślając, Gkero wskoczył do łodzi i zaczął się po niej rozglądać, szukając wejścia pod pokład.
Trosco rozejrzał się po szafce, znajdując na niej dokładnie te same przyrządy, co Avitus.
Robot przechylił głowe to na lewo to na prawo, tak jak przypuszczał przeszukanie skrzyń nic nie dało.
- Koniec czasu. U-u-używam najskuteczniejszej metody. - Zakomunikował robot po czym ponownie dobrał rewolweru jednak jego ręka jakby zareagowała szybciej niż jego głowa i automatyczcznie wycelowała w jeden z zawiasów.

Tym razem Trosco użył potężniejszej amunicji, wyrywając zawias razem z małym fragmentem szafy. Po tym wystrzale robot mógł bez trudu wyjąć drzwi wraz z zamkiem i odstawić je na bok.
Skrzynia okazała się metalową szafą, wewnątrz której wisiał niebieski kombinezon oraz buty ze śliskiego materiału. Przyglądając się ubraniu, Trosco zobaczył na nim napis w języku pradawnych, którego nie mógł odczytać, oraz niewielki klucz schowany w kieszeni na piersi kombinezonu.

Łódź miała szeroką rufę, na której mogłoby przesiadywać nawet sześć osób. Prowadziła ona do przeszklonej kabiny kapitańskiej, na której końcu znajdował się panel goszczący kilka guzików, wajch, wskaźników, oraz koło sterowne. Odwracając się za siebie od steru kapitańskiego, Avitus i Gkero zauważyli, że na prawo od wejścia do żaglówki znajduje się drabina w dół. Schodząc nią, para dostała się pod pokład. Niski, przystosowany bardziej do siedzenia niż stania, mieścił on niewielką kuchnię, której przyrządy - nie licząc garnków i patelni - wydawały się parze abstrakcyjne, przynajmniej na pierwsze spojrzenie. Od kuchni odstawał stół, zajmujący środek pokładu, a po jego prawej stronie była kanapa. Idąc wzdłuż kanapy i wchodząc za kuchnię, można było dostać się pod dziób. Na tej szerszej, wyłożonej zakurzonymi poduszkami przestrzeni, mogłyby spać cztery osoby.
Gkero postanowił upewnić się, czy pod poduszkami niczego nie ma, jak i czy w zakamarkach dziobu czegoś nie można znaleźć.

[quote]Trosco test spotrzegawczości: 1d4 (mądrość) = 3
Avitus test spostrzegawczości 1d20(mądrość) + 2 (nasłuchiwanie) = 22[quote]

W tym czasie Trosco usłyszał za sobą ruch wody. Kilka osób miało zamiar wyjść za jego plecami. Znajdujący się na łodzi Avitus również to usłyszał, był również w stanie dokładniej wyobrazić sobie ten dźwięk. Pięć osób, albo trzy i jeden grubas. Prawdopodobnie akwarianie. Szykowali się do wynurzenia na kilka kroków od łodzi.
Robot bez wahania wziął kluczyk i schował go do małej szufladki którą miał przy pasie. Miał już zbadać strój lecz gdy tylko usłyszał jakiś ruch za sobą od razu wycelował tam rewolwerem.


Z wody wyszła czwórka akwarian: niski ryboludź z szerokim uśmiechem, drugi bardziej umięśniony z głupotą wypisaną w oczach, trzeci tłusty i obciążały osobnik przypominający z twarzy ośmiornicę, oraz Karl. Burmistrz miasta był znany głównie z okazjonalnie wywieszanych plakatów. Nie pojawiał się na lądzie prawie w ogóle, co doprowadziło do narodzin plotek, jakoby stary awkarian był zbyt schorowany, aby zajmować się miastem osobiście i dlatego zostawił je w rękach gildii handlowej. Rzeczywistość musiała być jednak inna.
Przyglądając się mu, Trosco widział kreaturę zbudowaną ponad logiczne maksima swojej rasy. Łuk tworzący się przez dystans pomiędzy jego ramionami wraz z konturem podłużnych, kamiennych pectus musculi tworzyły obraz niebiańskiej bramy ustawionej na szczycie kolumny, jaką był szereg przypominających cegły mięśni brzucha. Woda spływała między mięśniami jego ramion jak gdyby w pośpiechu, chcąc uciec przed gigantem, którego groza wydawała się oczywista nawet dla samej matki natury. Zagrożenie to emanowało nie tylko od postury akwariana, ale również jego obycia. Szeroki uśmiech ostrych zębów przypominał paszczę rekina, romboidalne oczy wyrażały nieobliczalność, a tatuaż na plecach wychwalał dokonane podboje mórz i oceanów fantazji.

Cytat:
Trosco: Odporność przed grozą (ciało) = sukces automatyczny

Pierwsze spotkanie z kimś takim jak Karl wywoływało przerażenie w większości osób. Trosco żył po to, aby odnaleźć osobników takich jak on. Skategoryzować ich, skatalogować, a w razie potrzeby - wyeliminować. Pod lśniącą, wielowarstwową pokrywą pancerza Trosco szalała energia elektryczna, wiatraki wchodziły na rekordowo wysokie obroty, starając się ochłodzić ekscytację i napór pracy, płynący z obliczeń i analiz niezbędnych dla Trosco, aby doszukać się słabości w stojącym przed nim ciele akwariana. Stare siłowniki pneumatyczne schowane między pajęczynami kabli pracowały, jak gdyby nigdy nie osiadła na nich rdza. Trosco był stworzony, aby nie mieć sobie równych. Intencje nie zawsze iszczą się w rzeczywistości, ale ich odczytanie z dzieła sztuki potrafi być niezwykle proste.

Cytat:
Trosco: aura grozy 1d20(ciało) + 2 (nat. pancerz) = 9
Mimo tego Karl wydawał się nieprzejęty postawą robota. W najgorszym wypadku spotkał równego sobie, a było to za mało, aby zwrócić jego uwagę.
- No, no...co tu Zbysio przed nami ukrywa. - jego oczy skakały po pomieszczeniu. - Jakiś burdel poprzedników.
Słysząc kroki istot wychodzących z wody, Avitus od razu przerwał przeszukiwanie łodzi. Dyskretnie wyjrzał spod pokładu zauważając grupę akwarian, jednak jego wzrok momentalnie zatrzymał się na postaci burmistrza. Niespotykana muskulatura i uroda były dla niego niemałym zaskoczeniem - w końcu kojarzył Karla tylko z plakatów, a te nawet w połowie nie oddawały jego rzeczywistego wyglądu. Minęło dobrych parę sekund zanim satyr zdołał oderwać wzrok od akwarianina i zdać sobie sprawę z sytuacji. - Ej… tego… Gkero, chyba mamy problem - wyszeptał do swojego towarzysza, próbując zebrać myśli.
- No mamy, tutaj nic nie ma - wymruczał Gkero z dezaprobatą.
Avitus wymownie wskazał palcem w stronę burmistrza i jego zbirów.
Gkero milczy i czeka aż towarzysz powie coś więcej.
- Przyszedł burmistrz miasta z pomocnikami, chcą nam pewnie ukraść skarb. - wyjaśnił Avi, coraz bardziej poirytowany. - Z tą żabą jeszcze ciężej się dogadać niż z robotem... - bąknął pod nosem.
- No to trzeba było od razu rzeczowo. - żachnął się Gkero, wspinając po drabinie i moszcząc się obok satyra. Rozejrzał się dookoła, aby znaleźć dogodną pozycję do strzelania w potencjalnego wroga.
Trosco się dziwnie telepał. Miejscami w jego ciele gdzieniegdzie buchała para.
- N-n-niebywałe. - Zaczął robot, by zaraz z jego jedynego oka wystrzelił niebieski promień który pokrywał Karla w cienkiej linii od stóp po czubek głowy. Reszta jego obstawy dla golema nie miałą żadnego znaczenia.
- Postura nie zgodna z charakterystyką r-r-rasy. Czyżby mutacja? Chcę wiedzieć więcej CHCĘ WIEDZIEĆ WIĘCEJ. Posiadasz potomstwo? Przejęli po tobie właściwości f-f-f-fizyczne? Każdy akwarian jakiego dotąd spotkałem był kruchy, rozpadał się w rękach. Ale nie ty! Ty! Jesteś... Apexem swojej rasy?! Chcę wiedzieć więcej powiedz mi więcej. - Trosco brzmiał już jak jakiś psychorobot, spacerował to w lewo to w prawo między akwarianami a szafą z dziwnym strojem.

Karl rozwarł swoje ramiona szeroko i krzyknął: - CZY PRZODOWNICY TO NIE BYŁY NAJBARDZIEJ LENIWE KURWY?! - jego głos rozwarł się echem po grocie. - Łodzie, żeby pływały za nich po oceanach, roboty, żeby żyły za nich na lądzie...
- Dokładnie to, co powiedziałeś, szefie. - podlizywał się najmniejszy z akwarian za plecami Karla.


W tym samym czasie, nie dając się rozproszyć nieobliczalnością niezapowiedzianego gościa, Gkero i Avitus rozpracowali jak rozsunąć na bok okna w kokpicie. Grupa Karla była zbyt skupiona na swoim szefie i podekscytowanym robocie, by ich zauważyć. Jaszczurolud miał stąd darmowy strzał z kuszy.

Przyglądając się zgromadzonym, Gkero zdążył zobaczyć, jak Karl bierze dwa kroki w stronę łodzi, podnosząc swoją włócznię, aby ją wbić w kadłub. Powstrzymał się jednak i nieco spokojniejszym głosem odezwał do robota. - Twoi twórcy, oni też takie zboczone pytania zadawali? - zainteresował się wreszcie akwarian. Miarowym krokiem zaczął zbliżać się do Trosco. - Ja dyskutuję tylko z prawdziwym mężczyznami puszko. - poinformował, z premedytacją podstawiając się pod broń robota. - Więc najpierw udowodnij mi, jakim jesteś mężczyzną. Spytam tylko raz:
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-01-2021, 09:27   #3
 
Fiath's Avatar
 
- Naturalnie te z większymi biodrami. Mogą urodzić w-w-więcej, zdrowszych istot dla mnie do skatalogowania. - Trosco ani na moment nie odrywał od niego wzroku. Był równie podekscytowany co wcześniej. - Jesteś gotów rozmawiać. Wspaniały okaz… - Trzeszczał nadal Trosco.
- Huh, czyli jednak się roboci. - mruknął Gkero pod nosem.
- A więc tym są dla ciebie kobiety? Rzeczami do produkcji?! - Karl odsunął się od lufy. - PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA SZANUJE KOBIETY! - wrzasnął. - Chłopcy, chcę tę świątynię przodowników rozjebaną w drobny mak. Kolejna rasa gorsza od naszej. - na to polecenie akwarianie zaczęli szykować się do rozwałki.
- Jestem wdzięczny twojej r-r-odzicielce. Szkoda że jesteś chory i trzeba cię uśpić. - Przemówił robot celując w tors Karla pociągnął za spust.
Widząc zachowanie Trosco oraz słysząc wystrzelony przez niego pocisk, Gkero nacisnąć przycisk spustu kuszy, celując bełtem w okolice serca najbliższego pomocnika. Nie spodziewał się, że burmistrz przeżyje śmiertelny pocisk rewolweru robota, dlatego zaczął eliminować jego pomagierów. Łowca wiedział, że w tej sytuacji nie ma miejsca na świadków i trzeba pozbyć się wszelakich dowodów. Jaszczur w lesie nie raz przekonał się, że często miłosierdzie okazuje się poprzez szybką śmierć, więc nie zamierzał nikogo okaleczać, tylko wprowadzić ich wszystkich w wieczny sen.
Nie widząc lepszego wyjścia z obecnej sytuacji, Avitus uznał że w tej chwili jest najlepszy moment do ataku. Wyskoczył z łodzi z rogami do przodu i sztyletem w ręce z zamiarem pomocy Trosco w zneutralizowaniu burmistrza.

Cytat:
Trosco strzał 19+3(gun-fu) = 22
Avitus atak sztyletem: 3+12 = 15
Trosco wypalił pocisk prosto w odsłoniętą klatkę burmistrza. Kula weszła do środka bez większego trudu, wychodząc przez jego plecy. Karl zakiwał się w miejscu, ale w końcu zacisnął zęby i utrzymał się na nogach. Gdy tylko jego uśmiech wrócił na miejsce, nagle w bok jego ciała grzmotnął rogaty łeb Avitusa, który zaszarżował na prezydenta, odpychając go na szafkę z narzędziami i wbijając mu sztylet w ramię. -[i]Co Kurwa….TSSSS[.i] - zasyczał Karl gdy walnął łokciem w stalową ramę szafy.

Cytat:
Avitus unik 1d4(ciało) + 5(skrytobójstwo) = 9
- OY! - wrzasnął mięśniak zza pleców Avitusa i spróbował go złapać, ale kozioł zdążył mu odskoczyć.

Cytat:
Gkero strzał 1d20(precyzja) +2(celowanie) = 7
Mniej-więcej w tym samym czasie strzała opuściła kuszę Gkero trafiając karła-lizodupa w nogę, przez co ten zaczął skakać w miejscu na drugiej, skrzecząc pod nosem. Widzący to otyły akwarian zdenerwował się. - O ty kurwa! - i wziął szeroki zamach trójzębem, wbijając go w bok łodzi, po czym zmęczył się i zaczął zipać oparty o swój oręż.

Cytat:
Przeznaczenie 1d20 = 20
Wprowadzenie: w wielu scenach mogą mieć miejsce dodatkowe, losowe wydarzenia, zależne tylko od waszego (nie)szczęścia.

W środku tych wrzasków i pisków, z wody obok łodzi wyłoniły się oczka Kin. Dziewczyna zlustrowała ostrożnie sytuację i przemówiła onieśmielona. - Umm….Tato?
Zipiąc, Karl zebrał się nieco w sobie, wypluł sporą ilość krwi na ramię stojącego teraz przed nim dryblasa-obrońcę, po czym odparł. - ...Tak..haa...złota rybko?
- ...My się tu bawiliśmy w archeologów.
- ...Aha… - Patrząc w sufit, Karl musiał szybko coś przemyśleć. - ...To chodźcie chłopaki, wrócimy jutro. - zaproponował, odpychając dryblasa na bok i ustawiając się plecami do Trosco i Avitusa, tak, aby mówić skierowanym do swoich podwładnych.
Trosco schował rewolwer widząc, że sytuacja się uspokoiła. Jednak jego całą uwagę skupiła teraz Kin.
- Karl jest twoim O-o-ojcem? - Robot zeskanował dziewczynę, po czym kontynuował.
- Kuriozalne… jest m-m-mało podobieństw. Natura bywa dla mnie niezrozumiała czasami. - Dziwnym było ale od robota dobył się odgłos czegoś w rodzaju westchnienia. Zaraz po tym Trosco zapakował kostium do swojej torby i skierował się w stronę łodzi.
- Avitus, więc jesteś zdolny do ataku. T-t-t-rafnym stwierdzeniem byłby “szok”. - Oparł swoją wielką łapę na jego głowie. - Brawo. Tak trzyma-a-aj. -

- Przy twoich umiejętnościach to i tak nic - jeden strzał i burmistrz już ledwo zipał. - Avitus uśmiechnął się szeroko do Trosco, jednocześnie starając się nie ugiąć pod ciężarem jego ręki. Następnie spojrzał w stronę Kin i Karla, po czym szepnął do Trosco - Trochę niefortunnie się to wszystko ułożyło, no ale cóż, burmistrz nie dał nam wyboru. W każdym razie dobrze że obyło się bez ofiar śmiertelnych, a my jesteśmy cali. - Avitus spojrzał w stronę łodzi, próbując oszacować jak duże uszkodzenia zadał jej ten ułomny akwarianin.
Gkero wyszedł z łodzi z załadowaną kuszą, mierząc cały czas w wylot jaskini i kątem oka obserwując Kin. W pewnym momencie po prostu do niej pomachał i podszedł do towarzystwa, zagajając - Co teraz?
Kin wyszła z wody, kręcąc głową na boki, aby zrzucić z niej wodę. - Nyx zaraz tu będzie. Jest coś ciekawego? Co chcecie wziąć? - spytała. Zostawieni w spokoju, Karl i jego banda opuścili jaskinię.

Cytat:
Avitus: test wiedzy 1d20(mądrość) = 16
Patrząc na wychodzącego z groty Karla Avitus mimowolnie zauważył całość tatuażu na jego plecach. Dla niepozornych mógł on przedstawiać scenę walki wodnego smoka z grupą jakichś bestii. Avitus był jednak wyjątkowo oczytany. Szczegóły tatuażu zaczęły kojarzyć mu się z plotkami o demonach. Gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, co ogląda, tatuaż zaczął falować i świecić się. Magiczny tusz przesłał w jego myśli obraz bitwy, jaką przedstawiał. Była to bitwa z demonami.

Cytat:
Avitus: test motywacji 1d4 = 3
Wszystkie zmysły satyra wyłączyły się na krótką chwilę, gdy jego ciało i umysł starały się odrzucić szok tego, co zobaczyły. Gdy Avitus doszedł do siebie, nie był już pewien, co zobaczył, wiedział tylko, że nie chce tego więcej widzieć.

Cytat:
Avitus stres: 4-3 = 1
Gkero wrócił się do jaskini, aby spojrzeć na jacht. Teraz gdy nie był zaaferowany wszystkimi wydarzeniami, przypomniał sobie o swoim celu. Szukał czegoś, co mogło przypominać pięcioramienną gwiazdę, mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy. Kątem oka rzucił również na Kin, zastanawiając się, czy to ona mogłaby być wybranką jego serca. Oczywiście pod warunkiem, że łowca znalazłby tutaj swój przedmiot. W trakcie swoich poszukiwań Gkero daleko wybiegał myślami, co doprowadziło go do wniosku, że Kin byłaby dla niego idealną partnerką. Argument był prosty - z żadną inną samica nie zamienił tylu słów co z nią w odstępie tak krótkiego czasu. Jeśli to nie było przeznaczenie, to łowca nie wiedział, co nim miałoby być. Gdyby tylko znalazła się tutaj ta gwiazda…

Cytat:
Gkero percepcja (1d20) = 3
Przyglądając się akwariance i otaczającej ich grocie, Gkero nie dostrzegł niczego, co przypominałoby mu pięcioramienną, tęczową gwiazdę. Co prawda w jednym stalaktycie na suficie znajdowało się pięć, charakterystycznych pęknięć, były one jednak równie szarobure co reszta pomieszczenia.

Cytat:
Gkero motywacja (1d8) = 6
Sytuacja ta była na swój sposób tragiczna. Nie dało się przewidzieć, czy przyjdzie mu spotkać drugą kobietę, której poświęci tyle swojego czasu oraz taką, która odpowie na tę uwagę ze szczerością. Łowca miał jednak przed sobą jeszcze długie życie, więc nie było powodu rozpaczać. Los ma wciąż dla niego wiele niespodzianek, a jeżeli Kin jest mu pisana, być może nie jest to jeszcze moment, w którym miłość ma wypłynąć na wierzch.

Po otrząśnięciu się, Avitus szybko zdał sobie sprawę że trzeba jak najszybciej uruchomić łódź i się stąd zawijać. - Chodź Trosco, pomożesz mi wykombinować jak uruchomić to ustrojstwo - zwrócił się do robota.
Gkero widocznie zasmucony swoimi przemyśleniami zwrócił się do Avitusa - Po co Wam to? - zapytał satyra. Miał pewne wątpliwości co do ruszania aż tak dużego artefaktu pierwszych.
Trosco bez słowa podążył w stronę łodzi, kierując się w stronę gdzie powinno znajdować się coś w rodzaju mostka. Statki takie rzeczy mają to robot założył że te mniejsze też coś takiego posiadają albo chociaż coś na podobieństwo tego miejsca.
- Będziemy mieć m-m-m-ożliwość podróży morskiej z tym sprzętem. - Zakomunikował golem.

Avitus podrapał się po bródce. - W sumie to nie myślałem jeszcze co możemy zrobić z tą łodzią. Aczkolwiek, pewne jest to, że jest dużo warta i to jak dla mnie wystarczający powód, aby ją sobie przywłaszczyć. - odpowiedział jaszczurowi, po czym ruszył za Trosco.
- Ale to nie ma wioseł. - Gkero poszedł za nimi. Nie mógł się nadziwić jak ta łódź działała. Czym była napędzana? Co służyło za jej paliwo? Gkero spodziewał się zobaczyć kołowrotek w którym umieszczano kogoś i ten ktoś musiał biec, dzięki czemu statek mógł płynąć.

Kin weszła na łódź za resztą drużyny. Poruszanie się po niej było dla niej niewygodne z uwagi na materiał, którym wylepiona była podłoga. Woda łatwo po nim ściekała, a jednocześnie nie był on śliski.
- Może to nie jest jednak łódź, tylko jakiś domek, czy coś? - zaproponowała. Logicznym wnioskiem było, że wszystkie konstrukcje o wybrzuszonym kształcie unoszące się na wodzie służą do lokomocji. Nie znaczyło to jednak, że pradawni nie byli dziwakami.
Na krańcu mostka Trosco znalazł niewielkie koło, prawdopodobnie sterowne. Znajdowała się przy nim dziurka od klucza, jakieś dźwignie, guziki, oraz dużo szkiełek ze strzałkami wskazującymi jakieś symbole. Jeżeli były to zegarki, to najwidoczniej już nie działały.

Cytat:
Gkero test inwencji: 1d8 (mądrość) = 8
Rozglądający się za napędem Gkero nie znalazł żadnego kołowrotka. Było tutaj jednak wiele lin, niektóre nawet były już przywiązane do balustrad na zewnętrznej części okrętu. Być może ktoś miał przywiązać się do łodzi i pchać ją, efektywnie pozwalając całej załodze płynąć?
Jako wychowany w lesie i rzadko odwiedzający portowe miasto jaszczur z gatunku rodzimego pustynią, Gkero miał przeczucie, że rozgryzł zagadkę. Pchanie łodzi umożliwiałoby poprzednikom transport dobytku oraz osób na jej pokładzie bez wymuszania pracy wszystkich na raz, a robienie tego z zewnątrz zostawiało więcej wolnego miejsca, niż jak gdyby korzystali z wioseł. Ba, jeżeli poprzednicy byli tak zbudowani jak Karl, który dopiero co do nich skakał, to popychanie łódki nie stanowiłoby dla nich problemu. Gkero orientował się też, że podobno roboty chorują od kontaktu z wodą, a roboty to przecież dzieło poprzedników, którzy musieliby je przed tą wodą uchronić.
Prawdopodobnie napływ myśli zalewających jego głowę był bezsensowny, ale Salaman tego nie wiedział. Wiedział tylko, że ma powód do dumy.

Cytat:
Gkero stres -1
Robot przejrzał wszystkie wskaźniki, jedyne na co wpadł to wsadzić wcześniej znaleziony klucz do stacyjki i go przekręcić.
Światełka przy guzikach zapaliły się na biało.
Avitus poklepał Trosco po ramieniu, zadowolony z tego że udało mu się uruchomić jakiś mechanizm. Następnie podszedł bliżej i zaczął się przyglądać guzikom i symbolom, próbując ustalić do czego mogą służyć. Szybko jednak zdał sobie sprawę że wszystkie przyciski są opisane językiem pierwszych, których nie jest w stanie odczytać. W takim razie zostawała tylko metoda prób i błędów. Na tle masy podobnych do siebie guzików, dźwignia zdecydowanie się wyróżniała. Satyr spróbował ją przekręcić jako pierwszą.
W tym samym czasie Gkero obchodził statek, przypatrując się linom i potencjale napędu pchalnego. Doszedł do wniosku, że to strasznie nieergonomiczny pomysł. Jak bowiem by pchali? Większy sens miałyby długie tyczki, dzięki którym przywiązana osoba mogłaby kłaść większy nacisk. Z tego powodu Gkero wszedł do środka, szukając pomieszczenia do składowania takich tyczek.
Gdy Avitus spróbował przekręcić dźwignię, zorientował się, że można nią tylko pchać w przód, lub ciągnąć w tył. W tym czasie Gkero zaczął szperać pod pokładem. Zauważył, że pod rufą statku znajduje się ciasna przestrzeń - zbyt ciasna, aby ktoś mógł pod nią wygodnie przebywać, a co najwyżej upchnąć nogi, gdyby chciał spać na przylegających do ścian kanapach. To tutaj znajdował się długi drewniany kij, na oko trzymetrowy, zakończony tępym metalowym haczykiem.
Trosco podejrzewał że gdzieś blisko kierownicy musi być zapłon. Więc te przyciski zaczął kolejno, powoli wciskać.
Avitus popchnął dźwignię do przodu.

Gdy Trosco wcisnął jeden z guzików, grupa usłyszała lekkie burczenie. Rytmiczny dźwięk zaczął dochodzić z tyłu, a gdy Avitus popchnął dźwignię, łódź zaczęła płynąć do przodu.
Gkero pobiegł z naładowaną kuszą do miejsca z którego słyszał hałas. Był gotów wystrzelić w każdej chwili. Spodziewał się, że to jakieś mroczne zwierzę obudziło się w łodzi i postanowiło zapolować. Salaman nie zwrócił przy tym uwagi, że pojazd zaczął się poruszać.
- Avitus nie dotykaj nic i idź zobaczyć co wyprawia G-g-g-gkero - Zarządził robot cofając dźwignię do pozycji wyjściowej. Knot by na pewno miała wiele pomysłów jak ulepszyć łódkę, ale przekaże reszcie tą decyzję dopiero jak będą gotowi stąd wyruszyć.
Myśląc o Knot, Trosco zdał sobie też sprawę, że pod bunkrem dziewczyny znajduje się podobna grota, tylko pusta. Dzięki odpowiednim znajomościom drużyna nie będzie musiała bać się o przechowanie skarbu.
Śledząc dźwięk Gkero znalazł metalowe drzwi pod pokładem. Uchylając je, zobaczył w środku liczne rury. Jedne były masywne, sztywne, inne mniejsze, cienkie jak palec i giętkie. To tutaj odbywał się jakiś zastraszająco głośny proces. Jaszczur odniósł wrażenie, że znalazł się we wnętrzu przerośniętego robota i ogląda jego bijące serce.

Tymczasem Avitus i Trosco zobaczyli, jak faun z krzywym uśmiechem na twarzy wprowadza niewielką łódź do groty, odbijając się od dna dużym kijem. - I Co?! Żyją wszyscy? Strażnicy najpierw biją najgroźniejszych, więc pewnie Gkero nic nie jest, eh?
- Dawaj! - krzyknęła do niego Kin, wychylając się z łodzi. - Mamy dla siebie jakieś gadające pudełko!
Avitus rzucił ostatnie spojrzenie w stronę Trosco i stwierdził że nic się nie stanie jak go na chwilę zostawi samego. Robot może i był czasami trochę nieogarnięty, ale na ogół postępował logicznie, więc nie powinien zrobić w tej sytuacji czegoś głupiego. Co innego Gkero - tego to trzeba jak najszybciej znaleźć, zanim coś nieumyślnie zepsuje. Avi szybkim krokiem zszedł pod pokład, rozglądając się za jaszczurem.
Czyżby to było serce łodzi? Jeśli łódź pierwszych jest niczym Trosco? Gkero nie wiedział, czy traktować robota, jak żyjące stworzenie, niemniej bez powodu nie chciał go zabijać. Byłoby to marnotrawstwo oraz zwykłe morderstwo. To samo było z łodzią. Póki ta go nie zaatakuje, łowca nie przebije jej serca celnym bełtem. Gkero zrozumiał również, że może teraz mieć łódź, jako zakładnika, w końcu dostał się do jej serca. Dlatego odezwał się - Nie próbuj żadnych sztuczek maszyno. Nie skrzywdzisz nas to my nie skrzywdzimy Ciebie. - rzekła jaszczurka poważnym głosem.

Maszyna nie odpowiedziała jaszczurowi wprost, jednak hałas jej serca lekko ucichł na krótko po jego wypowiedzi. Chwilę później, z dołu zeszedł Avitus.
Avitus rozejrzał się po pomieszczeniu, jednak nie dostrzegł niczego godnego uwagi. - Znalazłeś tu coś ciekawego, Gkero? Zresztą mniejsza z tym, ja wracam do Trosco. Chcesz coś jeszcze tutaj zrobić czy możemy wypływać z groty? - zapytał Gkero, powoli odwracając się do wyjścia z pod pokładu.
Gkero odwrócił głowę do Serca Łodzi, mrużąc oczy wyszeptał w jej kierunku - Będę miał na Ciebie baczenie - po czym odwrócił się i ruszył za satyrem.
Trosco w tym czasie zdążył “wyczuć” łódkę, jak reaguje na przyspieszenia i skręcanie.
- Płyniemy do bunkra K-k-k-knot. Tam jest miejsce, gdzie możemy przechować łódź. Nie przyjmuję odmowy. - Zakomunikował robot.

- Eh, to ja was zostawiam i idę do swojej roboty. - postanowiła Kin, wyskakując ze statku przodowników.
- To ze mną nikt się nawet nie przywita?! - zdziwił się Nyx, widząc, jak łódź odpływa.

***

Trosco nie miał doświadczenia w pilotowaniu maszyn pradawnych, przynajmniej nie w tym momencie - może kiedyś, w otchłaniach pamięci, do których stracił dostęp, coś wiedział - obecnie musiał jednak polegać na swoich przeczuciach.
Łódź była w stanie osiągnąć zawrotne prędkości, które przewyższały możliwości przestarzałych okrętów fantazjan. Dodatkowo statek nie wykorzystywał ani żagli, ani wioseł. Było to coś, co nowi obywatele Ziemi byli w stanie osiągnąć tylko za pomocą magii, do której obecnie mieli bardzo ograniczony dostęp.

Płynąc we trzech, zebrani mogli też przyjrzeć się Bramie Akwarii od zewnątrz. Był to pierwszy raz gdy brnęli przez wodę na statku, tym bardziej przez sam ocean. Stąd, Brama wyglądała dumnie. Nawet ci, którzy byli świadomi jej sztuczności, nie mogli odmówić piękna makiety obrazującej potencjalną, złotą przyszłość, zarówno dla handlu jako takiego, jak i rozwoju samego społeczeństwa fantazjan na Ziemi. Być może wymagałoby to pewnego bohaterstwa, dozy inicjatywy i dedykacji, jednak nawet teraz wszyscy trzej czuli, jakby mogli zrobić wszystko. Nawet przyczynić się do rozkwitu tej niespełnionej jeszcze obietnicy świetlanej przyszłości.

Cytat:
Trosco, Avitus, Gkero -10 stresu.
Trosco, Avitus, Gkero +250exp (odzyskanie łodzi bez wywołania znacznych uszkodzeń).
Trosco +50exp (otwarcie szafy).
Trosco +25exp (“uruchomienie” łodzi).
Gkero +10exp (odnalezienie bosaka).
Avitus +10ex (przekonanie gwardzistów)
***

Grupa dotarła do groty Knot już po zmroku. Po drodze zdołali lekko zabłądzić, nie mogąc znaleźć niewielkiej szpary, która prowadziła w głąb przestoju pod bunkrem Knot. Szczęśliwie udało im się nie obić łodzi - głównie dlatego, że nie mieli okazji nic spartaczyć na otwartej wodzie.

W odróżnieniu od poprzedniej jaskini ta grota była wyłożona kamiennymi płytami. Znajdowały się tu też metalowe drzwi z podobnym panelem co szafka, którą przestrzelił Trosco. W tym wypadku zawiasy zostały zniszczone od drugiej strony przez samą Knot.
Drzwi te prowadziły do serii schodów, a te do największego pomieszczenia w bunkrze, o którym wiedział Trosco: zawalonej śmieciami nory Knot. Trio nie miało specjalnego wyboru. Jeżeli chcieli zostawić tu łódź i zobaczyć ją ponownie gdy do niej wrócą, goblinka musiała wiedzieć, że statek należy do nich. Szczęśliwie, mieli z nią dobre relacje, więc mogli spodziewać się wymiany zdań, która sprowadzi się do jednej samogłoski i jednej spółgłoski.

Goblinka była kontrowersyjną postacią w Bramie. Bardzo niewielu przedstawicieli jej gatunku pchało się do głównych miast fantazjan. Głównie dlatego, że ich królowa stworzyła już własną osadę, poza tym, mało kto chciał spędzać czas z goblinami. Rasa była niesławna przez posiadanie wielu niezrównoważonych przedstawicieli, których obsesje na przeróżne tematy prowadziły równie często do rewolucji w życiu i technologii, co do katastrof gwiezdnych rozmiarów. Tak było w przypadku dalekiego przodka Knot, który zniszczył jeden z trzech księżyców fantazji, używając ogromnej sterty magicznych zwojów, aby dosięgnąć jego powierzchni zaklęciem. Nie znając jednak ani elfiego alfabetu, ani podstaw teorii magicznej, stary Nott pomylił zwój teleportacji ze zwojem implozji, który poszybował na księżyc popychany przez mniejsze zaklęcia pod nim.

Ci, którzy byli w stanie połączyć Knott z legendarnymi członkami jej rodziny, wpadali w panikę za każdym razem, gdy właz od jej bunkra otwierał się od wewnątrz. Ci, którzy jej rodziny jednak nie znali, widzieli tylko młodą, zieloną postać, o wzroście około półtora metra i czarnych, niedomytych włosach roztrzepanych na szerokiej głowie zdobionej szerokim uśmiechem.
Tak też było dzisiaj, gdy - ubrana w skórzane buty, skarpetki dla minotaurów, i znalezione spodnie poprzedników - Knot radośnie prowadziła swoje badania nad artefaktami, które ciągle odnajdowała w zakątkach bunkru.
- HEJ, TROSCO! - krzyknęła, widząc jednego ze swoich robotów. - W SAMĄ PORĘ! ZOBACZYMY, CO W TYM JEST! - uśmiechnęła się, szykując swój obrotowy śrubokręt do penetracji czarnej kuli zakończonej knotem.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-02-2021, 17:57   #4
 
Fiath's Avatar
 
- KNOT NIE! - Wrzasnął robot o dziwo tym razem jego głos się nie zaciął.
Jedyne oko Trosco zapłonęło czerwienią gdy puścił się sprintem w stronę goblinki. Miał zamiar pochwycić ją za nadgarstki do góry jak niesforne dziecko by nie spenetrowała czegoś co niemal napewno było bombą.

Gkero widząc zamieszanie, wycelował kuszę w obiekt w dłoniach goblinki. Cóż to za poczwara mogła czaić się w czeluściach tego przedmiotu, skoro przeraziła robota? Łowca nie zamierzał sprawdzać i gotował się do czystego strzału. Nie chciał bowiem trafić Knot, dlatego zwlekał tak długo, aż miał pewność, że jej nie trafi.
Widząc że zaraz wydarzy się coś niebezpiecznego, Avitus wskoczył za najbliższą rzecz, która byłaby w stanie zapewnić mu ochronę.
Cytat:
Trosco test ciała: 1d20 +2 (skupienie w walce) = 3
Trosco test reputacji (Knot): 1d12 = 11
Avitus test cwaniactwa: 1d20 = 18
Gkero test precyzji: 1d20+ 2(celowanie) = 6
Trosco o mało nie przewrócił się o zalegające na podłodze śmieci i znaleziska goblinki, gdy panicznie i nieopatrznie zerwał się biegiem. Szczęśliwie, Knot znała go na tyle dobrze, aby poświęcić jego wypowiedzi ułamek sekundy. - CZEGO NIE?! - spytała, dając robotowi dość czasu, aby podbiegł i uniósł jej ręce w górę.
To był moment dla Gkero.
Faun, ukryty za jedną ze stert śmieci, zauważył błysk w oku jaszczura, który miał przed sobą prosty, idealny cel: kula była unieruchomiona w górze dzięki asyście Trosco. Bełt opuścił kuszę z nagłym trzaskiem cięciwy. Zaraz, potem gdy bełt przebił się przez zardzewiałą powłokę bomby, rozległ się dużo głośniejszy dźwięk eksplozji.

Oczy i usta Knot poszerzały się w radości, gdy widziała, jak rozerwane wybuchem odłamki bomby rozlatują się we wszystkie strony, penetrując powietrze i wbijając się w otaczające sterty śmieci, wliczając w to samą goblinką, Trosco, oraz Gkero.

Cytat:
Trosco test ciała: 1d20 +2 (Nat. pancerz) = 12
Gkero test ciała: 1d6 = 3
Najgorzej ucierpiała Knot. Odlatujące jak żyletki odłamki starej bomby odcięły jej kilka palców i przebiły dłoń w wielu miejscach. Utrzymując jej ręce w górze, Trosco w rezultacie trzymał bombę na wysokości swojej twarzy, przez co kilka fragmentów wbiło mu się w metalowy odpowiednik policzka, a co gorsza jeden z odłamków przeleciał przez jego mechaniczne oko, zostawiając głęboką rysę idącą przez środek soczewki. Część odłamków poleciała również w tył. Bomba odwdzięczyła się Salamanowi za bełt, wbijając mu spory kawałek metalu w klatkę piersiową. Oddychanie natychmiast zaczęło wydawać się trudniejsze. Gkero miał jednak przeczucie, że przeżyje.

Cytat:
Wprowadzenie : Niektóre ataki mają szansę zadać ranę, jeżeli postać nie zda wyzwania odpowiedniej statystyki, zwykle ciała. Rany wprowadzają karę do statystyk gracza i wymagają kilku dni bądź profesjonalnej opieki medycznej, aby się ich wyzbyć.

Trosco: półślepy. -1 do wszystkich testów związanych ze wzrokiem. Stres +1
Gkero: Uszkodzone płuco. Postać nie może biegać. Stres +1
Oczywiście, to nie było wszystko. Odłamki są głównym zagrożeniem tworzonym przez materiały wybuchowe, nawet w przedawnionej i podrdzewiałej bombie, która wybuchła dużo słabiej, niż powinna. Poza tym, w pomieszczeniach takich jak przepełniona gratami komnata bunkra wojnnego, dźwięk nie ma gdzie się rozejść. To ogromny HUK wybuchu zatrząsł całym pomieszczeniem, przebijając się jednakowo przez ciała wszystkich zebranych i stresując nawet tych, którym udało się uniknąć ran.

Cytat:
Trosco, Gkero, Avitus, Knot +2 Stresu
Szczęśliwie, dźwięk ten również okazał się sygnałem dla ich wybawcy. Jedne z drzwi prowadzących do pomieszczenia odskoczyły, a zza nich wyszła przygarbiona i wychudzona sylwetka robota. - Beep-Boop. Zidentyfikowano dźwięk nieplanowanej eksplozji. Oczekiwania: ciało bądź ciała martwych debili. Skanowanie.. - maszyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej głowa stanowiła duży kwadrat z wypukłym szkłem w miejscu twarzy. Na tym szkle zawsze znajdował się pasek, który powoli zapełniał się mniej-więcej do połowy, po czym na kilka minut zastępował go niebieski ekran z literami w nieznanym alfabecie. Chwilę później znów pojawiał się pasek. Trosco zawsze odnosił wrażenie, że to niezdrowy stan rzeczy, choć nie był pewny dlaczego. Mimo tego Beep-boop wydawał się funkcjonować bez problemów. - Analiza zakończona. Zidentyfikowano ciała trzech rannych debili. Oczekiwania spełnione w 75 procentach. - dokończył wreszcie robot. - Oferuję opiekę medyczną.
- YOOOO BEEEP DAWAJ MNIE RĘKĘ ZSZYĆ! - wrzasnęła do niego wciąż rozbawiona Knot, jednocześnie wijąc się na ziemi z bólu.
Avitus wyjrzał zza sterty śmieci i rozejrzał się po pomieszczeniu, wypatrując kolejnych niebezpiecznych przedmiotów. Zadowolony z tego że nic mu się nie stało, schował się z powrotem, czekając aż cała sytuacja się uspokoi.
Trosco złapał się za twarz i zachwiał do tyłu.
- Sustained damage. R-r-r-running diagnosis… Sight receptors damaged, recalibrating… recalibration impossible mechanical damage detected. - Potrząsnął głową gdy chociaż częściowo odzyskał wzrok. - Knot! - Dopadł do goblinki i od razu ją uniósł na rękach. Przeniósł ją na wielki stół nieopodal, z którego brutalnym machnięciem zrzucił jakiś złom którego nie zmiótł podmuch bomby. Delikatnie przeczesał jej kosmyki włosów na boki i przemówił.
- Proszę cię nie baw się b-b-b-bombami więcej. - Zaraz po tym odsunął się od niej, i jego głowa zwróciła się w stronę Gkero.
- TY. - Warknął niemal, stąpając ciężko w jego stronę. Gdy był już przed nim jego oko mrugało nieregularnie czerwonym światłem.
- Jeżeli j-j-j-jeszcze raz wycelujesz w Knot to zrobię z ciebie kalekę. Czy moja wypowiedź była zrozumiała? Dobrze to przemyśl jest tylko jedna poprawna odpowiedź… dla ciebie. - Trosco uniósł rękę gotów do chwytu.

Strapiona jaszczurka była zszokowana tym, co się wydarzyło. Jeszcze bardziej zaskoczyła ją eksplozja czarnego jajka w dłoniach Knot, a już totalnie mózg Gkero odmówił współpracy, gdy zobaczył szarżującego robota. Jaszczurka wydukała tylko - Nie celowałem w Knot. Celowałem w czarne jajko i trafiłem. - nie dało się usłyszeć dumy w głosie Gkero, mimo, że ten ją odczuwał. Na wierzch bowiem wyszło oszołomienie z zaistniałej sytuacji. Nie zmieniało to jednak faktu, że łowca popisał się celnością i ocalił im wszystkim życie. Co by bowiem było, gdyby jajko eksplodowało przed twarzą Knot lub pośrodku nich?!
- EJ! - wciąż śmiejąc się, Knot krzyknęła do Trosco. - SKĄD MAM WIEDZIEĆ CO JEST BOMBĄ?! TE POPRZEDNIE BYŁY PODŁUŻNE! - zauważyła, przypominając Trosco o tym, jak kiedyś znalazła dynamit.
Beep-boop tylko wzruszył ramionami i podszedł do stołu z goblinką, po czym zaczął usuwać odłamki z jej dłoni. - Wysyłanie prośby o wsparcie. Trosco: proszę, pozbieraj palce z podłogi. - poprosił robot.

Avitus rozglądał się w tym czasie po pomieszczeniu. Większość rzeczy, które się tu znajdowały, prawdopodobnie były bezużyteczne same w sobie, ale mogły mieć wiele zastosowań w konkretnych sytuacjach. Trzeba było tylko dowiedzieć się, do czego służą i jak je wykorzystać. Prawdopodobnie Knot również była tego świadoma, albo po prostu zbyt leniwa, żeby posprzątać. Jedyną rzeczą, którą Avitus w pełni zidentyfikował rozglądając się, było małe pudełko, w którym znajdowały się jeszcze dwie bomby, tego samego typu co poprzednia.
W tym samym momencie Gkero ładował bełt do kuszy. Starał się nigdy nie zostawiać broni niezaładowanej, a do tego czerwone oko Trosco niebezpiecznie błyskało. Łowca zastanawiał się, czy może robot nie dostał wścieklizny? W dziczy zwierzęta często wpadały w szał i toczyły pianę z ust. Jeśli zatem robot może się robocić, to pewnie może się również… robościć.
Trosco już zaczął stawiać kroki w stronę jaszczura, lecz słowa Beep-Boop go zatrzymały. Koniec końców Knot była ważniejsza niż przetrącenie kręgosłupa Gkero.
- Już i-i-idę. - Robot jedynie wskazał dwoma palcami na swoją twarz, po czym na Gkero.
Posłusznie pozbierał palce goblinki upewniając się, że liczba ich się zgadza i zaniósł je do stołu przy którym stał Beep-Boop.

Gkero machinalnie powtórzył gest robota, niczego nie rozumiejąc. Spojrzał z niemym pytaniem w oczach na Avitusa, licząc, że satyr wyjaśni mu, co to miało znaczyć.
- Trosco chciał powiedzieć, że jeszcze jeden głupi ruch z twojej strony i zgniecie ci czaszkę. - odpowiedział satyr wzruszając ramionami - Ale nie martw się - mojego intelektu starczy na całą naszą trójkę, więc jak będziesz się mnie słuchał, zamiast samemu podejmować decyzje to wszystko będzie dobrze. - Avi zmarszczył brwi, przyglądając się Gkero - Chyba coś ci się wbiło z przodu. - Następnie wychynął głowę zza sterty śmieci i krzyknął w stronę Trosco, wskazując palcem w stronę pudełka - Ej Trosco uważaj, w tamtym pudełku są jeszcze dwie bomby! A ty nawet się nie waż strzelać w żadne jajka. - dodał w stronę jaszczura, jednocześnie zasłaniając swoje lewą ręką.
Gkero nie do końca rozumiał, o co chodziło satyrowi. Wiedział, że Trosco był o coś zły. Widział również, że Avitus niczym tchórz chował się, zamiast działać. Rozumiał też, że słabsze osobniki w stadzie zawsze kryją się za silnymi lub szukają schronienia. U zwierząt jednak te słabsze znały swoje miejsce, a nie mieliły jęzorem, dlatego panoszenie się satyra było dla jaszczurki kuriozalne. Przydał się jednak na coś - dzięki niemu Gkero nie strzelił do jajek, bo faktycznie to planował. Najwidoczniej wszyscy mają jakieś zastosowanie - taka myśl przeszła przez głowę jaszczurki. Salaman uznał jednak, że nie będzie wygłaszał swoich przemyśleń na głos, a zamiast tego je zapisze. W ten sposób mu nie uciekną, a na pewno nadarzy się okazja, aby podzielić się swoimi spostrzeżeniami z resztą. Dlatego przykucnął i zaczął sporządzać notatki z zajścia, starając się nadać im poetycki ton i kończyć każde zdanie rymem. Tak w końcu powstają wiersze, prawda?
- JAK WSZYSCY TU W KOLEKCJE DO LEKARZA, TO ZOSTAŃCIE NA NOC!! - zaproponowała Knot, o mało nie wyrywając ręki od Beep-Boop’a, który robił, co mógł, aby przyszyć palce prosto. - MAM GDZIEŚ PIWO W BUNKRZE. - obiecała.
Gkero tknęła nagła myśl. Uświadomił sobie, że jest… zwierzęciem. A dokładniej jaszczurką. Widział już jaszczurki na tej planecie. Nie przypominały jego, ale były jaszczurkami - zwierzętami. Nie potrafił zidentyfikować, czy to jego przodek, czy może jego młodszy brat? Ale rodzina jak w mordę strzelił. Widział również kozę niebezpiecznie podobną do Avitusa, więc nie ulegało wątpliwości, że byli zwierzętami. Ale skoro byli zwierzętami, to dlaczego zwierzęce zachowania, które Gkero tak dobrze znał, nie pasowały do nikogo z Bram Akwarii, czy w ogóle Nowej Ziemi? Coś tu nie pasowało Gkero, ale szybko stracił zainteresowanie tym wątkiem, gdy nagle uświadomił sobie, że zna takie słowo, jak “aglet”, które rymuje się z “pasztet”. Gkero zjadłby teraz pasztet. Nieświadomie powiedział na głos - Aglet to skuwka zakańczająca linę i rymuje się z pasztet. - po czym zamknął notes i skupił swoją uwagę na tym, co się działo dookoła.
Trosco rozejrzał się po tym bałaganie.
- Poszukam. Beep-boop zajmij się najpierw tymi z m-m-m-mięsa. - Polecił Trosco, gdy zaczął się kręcić po bunkrze. Słowa Gkero zignorował, czując, że jaszczur musiał zwariować od obrażeń, co się często zdarzało przy tych licho zbudowanych.

Avitus zaczął się zastanawiać co Gkero chciał przez to przekazać, ale szybko tego zaniechał, nie mogąc znaleźć żadnego logicznego wyjaśnienia dla słów jaszczura. - Myślę że zostanie tu na noc jest świetnym pomysłem. Odpoczniemy i pomyślimy nad kolejnym ruchem. - oznajmił satyr, po czym dodał - Tylko z góry mówię że ja śpię na łodzi. Nie chcę, żeby coś koło mnie wybuchło w nocy -
- JAKIEJ ŁODZI? - zdziwiła się goblinka z ekscytacją w głosie.
W tym samym czasie Trosco udał się do mniejszego pomieszczenia, który służył Knot za skład beczek. Bez trudu wyszukał w nim jedną wypełnioną pienistą cieczą.
Robot wziął beczkę na bark i zaniósł ją do głównego pomieszczenia. Podszedł do jednego z wielu blatów, ustawił na nim beczkę. Pogmerał ręką w stercie śmieci, z której wyciągnął metalową puszkę bez wieczka. Podstawił ją pod mały kranik beczki i go odkręcił, a złocisty i bardzo pienisty trunek zaczął się do niej wlewać. Gdy puszka się zapełniła zaniósł ją Knot, zaraz po tym zaczął grzebać za kolejnym naczyniem. Znalazł coś szklanego z dziubkiem u krańca, co też napełnił. Trosco przeszedł na drugi koniec pomieszczenia odgradzając ręką i nogami śmieci które odsłoniły stary podarty fotel. Robot na nim usiadł i pociągnął za dźwignię przy nim. Spod jego nóg wysunęło się oparcie na którym teraz spoczywały stopy robota, a gdy się już rozsiadł wydał z siebie coś na kształt głębokiego westchnienia. Paszcza robota się otworzyła, ukazując zazębiające się ostrza które zapewne służyły za młynek gdy Trosco spożywał jedzenie. Wyciągnięty na całej długości zaczął powoli popijać piwo, a jego jedyne oko pulsowało delikatnie niebieskim światłem.
- Łódź obejrzysz j-j-jak cię Beep-Boop poskłada. Ani mi się waż wstawać. - Przemówił robot.

Gkero zbliżył się do baniaka z piwem, zanurzył w nim palec po czym go oblizał i zapytał - Co to jest?- jaszczurka ewidentnie nie wiedziała z czym ma do czynienia. Jakoś tak się bowiem złożyło, że nie dane jej było pić piwa.
Avitus ostrożnym krokiem podszedł do fotela, patrząc cały czas pod nogi, aby nie nadepnąć na coś niebezpiecznego. Przycupnął na prawym podłokietniku fotela, co jakiś czas rzucając nerwowe spojrzenie w kierunku bomb. Następnie wyciągnął flaszkę ze swojego plecaka i wziął parę łyków.


Cytat:
Test Trosco na wzrok: 1d20(ciało) = 19
Wprowadzenie: Posiadanie ran może doprowadzić do testów, które w innym wypadku byłyby pominięte.
- DOBRA ALE JAKIEJ KURWA ŁODZI?! - Knot była nieokiełznanie podekscytowana. Był to jeden z tych goblinów, którzy w towarzystwie są wiecznie pijani, bo każde ‘wymówione’ zdanie doprowadzało do suchoty w gardle.
Jak wszyscy oprócz Gkero byli w stanie ocenić, napojem z beczki było piwo. Trosco szczęśliwie nie pomylił go ze stojącą obok beczką mydła.
- Dużej - odpowiedział Gkero tak, jakby to ucinało temat, zamykało wszystkie wątki i sprawiało, że nikt już żadnych więcej pytań mieć nie będzie. A przynajmniej nie powinien. Równocześnie wziął najbliższy, niepotłuczony słoik, wyczyścił go i nalał sobie do niego złocistego płynu.Nikt mu nie powiedział co w nim się znajduje, ale coś tak chmielowego nie mogło działać szkodliwie na organizm, prawda? Jaszczurka była jednak zaskoczona ilością piany, której było znacznie więcej, niż samego trunku. Smakowała jednak wyśmienicie, więc nie narzekał.
- Zbigniew posiadał jakiś p-p-p-prywatny składzik. Podobny bunkier do naszego. Zabraliśmy stamtąd łódź i to co mam w torbie. - Oznajmił robot, po czym zwrócił się do Gkero. - L-l-lej po ściance, nie będzie się pienić. -
Gkero spojrzał zaskoczony to na robota to na słoik, potem znów na robota i znów na słoik. Powtórzył gest, którym uraczył go wcześniej Trosco, a którego nie zrozumiała jaszczurka, ale patrząc na beczkę z piwem. Następnie nalał sobie trunku według instrukcji i wypił jednym haustem. Potem czknął. Głośno.

Gkero zakładał, że ma rumieńce na twarzy, a przynajmniej tak czuł. Raczej mógłby czuć, gdyby znał to uczucie, ale jego mózg wydedukował, że jaszczurka jest zarumieniona. W zasadzie czy widział ktoś kiedykolwiek zarumienioną jaszczurkę? Tak po prawdzie, czy ktokolwiek widział jaszczurkę pijącą piwo? W sumie… czy ktokolwiek widział Gkero? Chwila, to ja jestem Gkero!

Ta dzika autostrada pijanych myśli nie powstrzymała Gkero, aby wybąkał kulturalnie - Dziękuję - jaszczurka nie była jednak pewna, czy słowa wydobyły się jej z ust, czy ze szczeliny pomiędzy pośladkami. Dlatego w myślach podsumował to wydarzenie, jako “wybąkanie”.

- JAK ŻÓŁTE W SŁOIKU TO NIE PIJ! - niemożliwym było odróżnić krzyki Knot od jej wypowiedzi. - A, PIWO LEJESZ. TO PIJ. - zeszła niezgrabnie ze stołu, gdy Beep-boop wreszcie odstąpił. Jej palce nie były w stanie się zgiąć, robot nie miał mocy nadzwyczajnych. Na szczęście, fantazjanie mieli jeszcze choć trochę magii. Dziewczyna wskoczyła w jakieś kartony, rozrzucając je na bok i tłocząc kolorowe fiolki, aż znalazła czerwoną miksturę i wylała ją na dłoń. Place zrosły się w miejscach, gdzie były przyszyte. - DOBRA. - Knot wróciła do dyskusji, wstając znowu na nogi. - ALE JAK TO DUŻA. DUŻE SĄ KRASNALA. - Knot nie była głupia… no dobrze, była, ale przynajmniej kojarzyła jak funkcjonuje Brama Akwarii. - LEPIEJ, ŻEBY NIE WIEDZIAŁ. ILE TO MA WIOSEŁ NIBY?
- Aż tak duża jak Czarnozębego to nie jest. - wtrącił Avitus - Chociaż nie można zaprzeczyć że jest dość spora. No i nie potrzebuje wioseł, sama pływa! - satyr wziął kolejny łyk z butelki po czym dodał, bardziej do siebie niż do swoich towarzyszy - Ciekawe jak szybko gildia wyśle po nas swoich ludzi... -
- Jeżeli posiadają chociaż o-o-o-o-ochłapy instynktu samozachowawczego już nigdy tu nie przyjdą. Jeden akwizytor bardzo się naprzykrzał Knot, to dopiero język jaki zrozumiał był przemocą. - Robot pociągnął łyk piwa, po czym znów się odezwał.
- Gdy mu łamałem ręce wołał s-s-s-swoją rodzicielkę z jakiegoś powodu. Kuriozalne, wiele rozumnych istot tak robiło. - Wlał resztę piwa do siebie po czym wstał i zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. - Knot gdzie jest smar? -

Gkero doznał olśnienia i przebłysku geniuszu na skutek działania alkoholu w organizmie. Jaszczurka uświadomiła sobie, że Trosco nie potrzebuje pić piwa. Właściwie, picie przez nią piwa nie miało sensu. Musiał być w tym jakichś większy cel i wtem Gkero rozejrzał się po pomieszczeniu, spojrzał na Knot i wszystko zrozumiał. Trosco w rzeczywistości był mobilną maszyną alchemiczną, służącą do destylowania substancji. Jeśli zatem piwo przeleci przez wszystkie trybiki w ciele robota, ciecz która się z niego wydostanie powinna być mocniejsza. Bardziej skondensowana.
Jaszczurka nie była jednak na tyle pijana, aby samemu podejść do Trosco, podstawić kubek w okolice, gdzie powinien znajdować się jego “zawór lub kurek”. Niemniej, taki plan w głowie Gkero był, ale na ten moment ograniczył się on do obserwowania sytuacji. Był bowiem przekonany, że prędzej czy później Knot zabierze robota na stronę, aby ten spuścił nieco z siebie życiodajnego trunku. Wtedy Gkero wyskoczy ze swoim słoikiem i naleje sobie czystej ambrozji wprost ze źródła.

- SZUKAJ NA PODŁODZE. - odpowiedziała Knot, dolewając sobie piwa. Zanurzyła usta w trunku, po czym go wypluła, uświadamiając sobie - JAKI AKWIZYTOR, COŚ TY ODJEBAŁ TROSCO. - wbrew pozorom gobliny nie były krwiożerczą rasą. Większość krzywdy i szkody wyrządzały innym przypadkiem, zwykle z bezmyślności. Szczęśliwie, przez ten fakt gildia musiała uznać, że nie może pociągnąć Knot do odpowiedzialności za działania jej eksperymentu.
- Naprawdę p-p-p-próbowałem rozmawiać. - Zaznaczył robot, gmerając przez sterty śmieci. Powoli zaczął sobie uświadamiać, że przydałoby się tutaj posprzątać.
Zauważając, że gdyby miała mieć z tego powodu konsekwencje, te już dawno miałyby miejsce, Knot wzruszyła ramionami i wdrapała się na stertę poduszek pod jedną ze ścian. - OBEJRZĘ WASZ STATEK JUTRO. - obiecała ze swojego leża, nie do końca rozumiejąc skrótowe tłumaczenia zgromadzonych.
- Beep-boop. Przyjmę następną osobę. - zakomunikował Beep-boop spod ściany.
- Karl nam się naprzykrzał, więc Trosco przedziurawił go kulą. Ten argument szybko go przekonał że lepiej dać nam spokój. - Avitus zwrócił się do Knot, podśmiechując się pod nosem - W każdym razie mi już wystarczy na dzisiaj wrażeń, wracam na łódź i idę spać. Jutro pomyślimy co dalej. - satyr wstał z fotela i skierował się w stronę miejsca gdzie była zadokowana łódź, ostrożnie stawiając każdy swój krok.
- BURMISTRZ? ON NIE JEST ABY NIEPEŁNOSPRAWNYM EMERYTEM? - zdziwiła się Knot.

***

- AAA, TO MA SENS - Następnego ranka wszyscy zebrali się na dole, aby pokazać Knot łódź. Goblinka była pod wrażeniem ich znaleziska. - ŁÓDŹ POPRZEDNIKÓW, DWA JEBANE SŁOWA. - Coś ją chyba kąsało, że nie zgadła po wczorajszych opisach, co drużyna miała na myśli. - TYLKO, NO… - kucnęła tuż przed nią i zaczęła przyglądać się wodzie…

W środku nocy, Avitus nie zobaczył niczego nadzwyczajnego. Sama łódź też wydawała się w porządku. Nie było żadnych hałasów czy nietypowych zapachów. Teraz jednak, w świetle słońca, ekipa widziała dużą czarną plamę na wodzie, wydobywającą się gdzieś z okrętu.
- JAK SIĘ ZESZCZAŁ, TO COŚ JEST USZKODZONE. - stwierdziła Knot, choć było to raczej oczywiste dla wszystkich zgromadzonych. - PEWNIE MOŻECIE NIM TROCHĘ POPŁYWAĆ, ALE JAKBY MIAŁ SIĘ ZESRAĆ DO KOŃCA, TO LEPIEJ BYĆ BLISKO LĄDU. - ostrzegła. - MOGĘ POPATRZEĆ ALE TO NIE MOJA BROSZKA. ZNAM ZA TO KRASNOLUDA, KTÓRY UWIELBIAŁ TE ŁÓDKI. - ujawniła Knot, wskakując na pokład. - PROBLEM, BO MIESZKA NA GÓRZE SKARBÓW. ALBO PO NIEGO IDZIECIE, ALBO WYSYŁAMY LIST. - zasugerowała.
- Niezgodność. List m-m-można łatwo zignorować, więc nie jest opcją. Jakie są twoje relacje z nim? - Odezwał się robot, kierując pytanie do goblinki.

Gkero pokiwał energicznie głową, przytakując robotowi.
Knot wzruszyła ramionami. - MIELIŚMY SIĘ SPOKO, ALE NA GÓRZE SKARBÓW NIE BYŁAM OD DAWNA.
- Fraza "spoko" jest mało opisowa Knot, reewaulacja składni… pending… Knot, ile procent pewności m-m-masz że nam pomoże naprawić łódź? - zapytał Trosco.
- Może najpierw ogarnijmy skąd wydobywa się to czarne. - Avi wychylił się za burtę, próbując znaleźć źródło czarnej plamy - Jak zakleimy tę dziurę tu i teraz, to oszczędzimy sobie mnóstwo zachodu. - dodał.
Gkero w tym czasie zaczął rozglądać się za czymś metalowym lub drewnianym, co można byłoby przybić do łodzi, aby ta nie przeciekała.
Knot wzruszyła ramionami. - ŻYJE TO POMOŻE. TE MASZYNY TO JEGO PASJA! - energicznie obiecała, po czym zwróciła się do Avitusa - CZYM CHCESZ KLEIĆ POD WODĄ? - spytała, zdziwiona. Przyglądając się wodzie, Faun miał trudności dojrzeć jakichkolwiek szczegółów za czarną mazią, odnosił jednak wrażenie, że jej źródło musi być na samych tyłach łodzi.

Cytat:
Test Gkero na znalezienie narzędzia: 1d10(Mądrość) = 9
Pod ścianami groty, tu i ówdzie znajdowały się pozostawione, przypadkowe przedmioty. Pośród nich Gkero dojrzał zwiniętą linę, jakąś zmechanizowaną wędkę z haczykiem i bardzo cieniutką linką, oraz podrdzewiałą włócznię, podobną do tej, której używał Karl.
Gkero złapał za włócznię i podał Avitusowi, mówiąc - Trzymaj, przyda się. - po czym postanowił znaleźć drewniane deski lub cokolwiek drewnianego. Nawet patyk.
- Góra skarbów… Spora odległość, m-m-musielibyśmy wynająć jakiś transport. - Zaproponował Trosco.
Avitus obrócił w rękach podrdzewiałą włócznię, po czym wrzucił ją do łodzi. - Wynająć transport? Przecież naszym celem jest naprawienie łodzi, więc chcąc nie chcąc musimy nią popłynąć. - zauważył.
- Chcesz popłynąć uszkodzoną ł-ł-łodzią na górę skarbów? Łodzie nie poruszają się po lądzie. - Trosco przechylił trochę głowę. - Masz jakieś uszkodzenia m-m-m-mózgu? -
- A jakby dokręcić koła? - rzucił pozornie w eter Gkero. Słowa te były skierowane do Knot, ale jaszczurka zajęta szukaniem desek nie położyła odpowiednio nacisku na wypowiadane słowa. Ba, nawet sobie nie zdawała, że tego nie zrobiła. Dlaczego? Zajęta była wyobrażaniem sobie łodzi z kołami, która poruszałaby się siłą odpychania się tyczkami od podłoża. Nazwałby ją… łodziochodem.
- Nie znacie mapy Nowej Ziemii, czy udajecie idiotów? - spytał satyr z wyraźną irytacją w głosie - Góra Skarbów leży nad jeziorem, można do niej bez problemów dopłynąć rzeką. -
Trosco podszedł do satyra i przemówił. - Jak mówiła Knot, ta plama oznacza że coś jest uszkodzone, więc możemy t-t-tylko zgadywać kiedy się kompletnie wyłączy. Może inaczej. Przestrzelę twoją tętnice udową, jak myślisz po ilu krokach się wykrwawisz i znikną w tobie wszelkie funkcje życiowe? -
- Ale to go przecież zabije. Na śmierć. - Gkero słysząc słowa robota porzucił swe poszukiwania i wycelował kuszę po czym wodził nią od robota do satyra. Musiał być ostrożny. Pozwolił sobie na brak czujności i już ktoś za jego plecami mówi o zabijaniu. A od słów do czynów tylko jeden krok. Sentencja ta tak bardzo spodobała się jaszczurce, że ta nie wiedziała, czy by jej nie zapisać. Gkero toczył ze sobą wewnętrzny konflikt w efekcie czego przestał celować w towarzyszy i skierował kuszę w dół.
Avitus zrobił krok do tyłu, lecz jego ego nie pozwalało mu się teraz zamknąć, tym bardziej że robot nie miał racji. - Po co ta bezsensowna agresja? Przecież Knot sama powiedziała że możemy nią trochę popływać, tylko musimy na wszelki wypadek trzymać się blisko lądu. Z resztą jakie mamy alternatywy? Wybrać się do Góry i zabrać krasnoluda ze sobą do Bramy? To byłaby strata czasu, już lepiej wysłać list. -
- Zapamiętuje… nie używać porównań w r-r-rozmowie z “Avitus”. Mylnie zrozumiane jako agresja. - Rzucił do siebie Trosco, po czym spojrzał na Knot.
- C-c-co proponujesz? -

Goblinka roześmiałą się czekając, aż przedziwna kłótnia ustanie. Zapytana, rozsiadła się na łodzi i zastanowiła. - JEŻELI WYŚLECIE LIST, NIE WIADOMO KIEDY DOJDZIE ALE TO BEZPIECZNE ZAGRANIE, ZWŁASZCZA, JEŻELI ŁÓDŹ NIE JEST WAM WYBITNIE DO NICZEGO POTRZEBNA. - stwierdziła. - JAK ZABIERZECIE ŁÓDŹ DO NIEGO, TO RACZEJ JĄ NAPRAWI, ALE NIE MA GWARANCJI ŻE CAŁĄ DROGĘ PRZEPŁYNIECIE. BĄDŹCIE GOTOWI JĄ NIEŚĆ KAWAŁEK. - wzruszyła ramionami. - PÓJŚĆ PO NIEGO I WRÓCIĆ TO NIE NAJGORSZE ZAGRANIE. U MNIE NIKT WAM ŁODZI NIE ZACHĘDORZY, A JEST TU SPORO CZĘŚCI DO ZABAWY. - zapewniła. - JAK CHODZI O DOSTANIE SIĘ DO GÓRY, MOŻECIE PO PROSTU PÓJŚĆ, JAK STAĆ WAS NA PROWIANT. JAK NIE, MOŻECIE DOŁĄCZYĆ DO JAKIEŚ KARAWANY JAKO OCHRONIARZE. JAK ŻADNA NIE IDZIE DO GÓRY, TO ZAPISZCIE SIĘ NA PODRÓŻ DO KRASNOLUDÓW I WYJEBCIE SIĘ NA PRACODAWCÓW W POŁOWIE DROGI. - zaproponowała. - TYLKO WTEDY DRUGI RAZ OCHRONIARZAMI NIE BĘDZIECIE. - zapewniła.
Rozglądając się, w tym czasie Gkero znalazł zepsutą drewnianą ławkę w kącie groty. Wyglądała, jakby ktoś chciał ją stąd zabrać, zepsuł i wyrzucił.
- Byłabyś w stanie oszacować jak długo łódka jeszcze wytrzyma? - Avitus spytał się Knot. - Bo jeśli nie mamy pojęcia czy będą to dwa tygodnie czy jeden dzień, to wolałbym nie ryzykować i poprostu wysłać list. -
- M-M - pokręciła przecząco głową Knot. - JAKBYM WIEDZIAŁA TAKIE RZECZY, TO SAMA BYM JĄ NAPRAWIŁA. PIERWSZA TAKA ŁÓDŹ NA KTÓRĄ MAM WSTĘP.
-[i] Mam napisać list? [i]- zapytał Gkero. Lubił konkrety. One niekoniecznie lubiły jego. Niemniej jaszczurka była w stanie żyć z tą platoniczną miłością, samemu szukając konkretów. List brzmiał dla niego jak każdy inny pomysł, ale był przynajmniej działaniem. A lepiej działać, niż nie działać. Chociaż brak działania też był rodzajem działania. Gkero rozważał przez chwilę tę myśl, po czym uznał, że jednak drewniana ławka jest ciekawsza. Postanowił spróbować ją podnieść.
- Jak dla mnie list to jedyna sensowna opcja. Pozostałe są zbyt czasochłonne i ryzykowne. - oznajmił Avitus.

-SPOKO, TO JASZCZÓR ZOSTAJE. - przytaknęła Knot. - CO Z WAMI? JAKIEŚ PLANY NA DZISIAJ?
- Ja zamierzam się rozejrzeć po mieście. Wstąpię do Mokrego Ogona i Klubu Dżentelmeńskiego i spróbuję się dowiedzieć czy gildia czegoś nie planuje. - mówiąc to, Avitus zaciągnął sobie na głowę brązowy kaptur z dwoma dziurami na rogi i mową ciała dał do zrozumienia, że najchętniej zaraz by już wychodził.
- Ja bym zapolował, jak napiszę list - rzekł Gkero. Już chwilę nie polował, a nie chciał wyjść z wprawy. Do tego chciałby nauczyć się zachowania cieniostwora w końcu kiedyś trzeba będzie się z nim rozprawić. Czym szybciej, tym lepiej, więc przykucnął na ławce i zaczął pisać list. Słowa jakoś same spływały na papier i jaszczurka odruchowo ubierała wszystko w rymy:

Łódź spierdolona, ma zostać naprawiona.
Problem z nią mamy, pieniędzy nie posiadamy.
Wynagrodzimy ci pracę, ale nie licz na płacę.
Niemniej ładnie prosimy, od Knot przychodzimy!

Gkero wiedział, że stworzył małe dzieło sztuki i odczuwał dumę. Robił się w tym coraz lepszy!

- Dobrze… Pójdę z tobą. M-m-m-oże uda mi się coś nowego dopisać do archiwum. - Trosco brzmiał na podekscytowanego, w oczekiwaniu na Gkero przeglądał swój rewolwer. Był gotów gdy tylko jaszczur skończy.

-[i] Napisałem. Co dalej? [i]- zapytał Gkero. Tak po prawdzie to nie wysyłał nigdy listu, więc nie wiedział co trzeba zrobić jeszcze.
- DAJ MNIE TO, PODPISZĘ I WYŚLĘ. - obiecała Knot, nie patrząc nawet na list. - JAKBYŚCIE COŚ CHCIELI, WIECIE GDZIE MNIE ZNALEŹĆ.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-03-2021, 00:07   #5
 
Fiath's Avatar
 
29.1.20
Środek łagodnej zimy: śnieżny dzień
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje.

Trosco i Gkero udali się przez miasto w stronę bramy głównej, kierując się w stronę lasów. Po drodze zobaczyli na ulicy olbrzymią sylwetkę. Była to Grzmotomiła, kapitan straży gwardii miejskiej w Bramie Akwarii. Gdy dwójka się do niej zbliżyła, kobieta nieporadnie przybijała listy gończe do kamiennego ogrodzenia domu jakiegoś nieszczęśnika. Między jej przerośniętymi naramiennikami a dyndającymi wymionami, wydawała się mieć trudności we wbijaniu gwoździ. Mimo tego wydawała się mieć oczy dookoła głowy. Szybko zwróciła uwagę na robota i jaszczura, ignorując tego pierwszego i przyglądając się dogłębnie Gkero.
Cytat:
Test opanowania Gkero (cwaniactwo) 1d6+3 = 5.
- Nie wyglądasz mi na fauna. - zaśmiała się, wracając do pracy. - Dużo niebezpieczeństw na ulicach w ostatnim czasie, ale nie martwcie się, gwardia zadba o wasze bezpieczeństwo. Wstrzymujcie się tylko od chodzenia po mieście późną nocą.

Przyglądając się ogłoszeniom, para szybko zauważyła skąd wzięło się zainteresowanie Grzmotomiłej.
POSZUKIWANI
ŻYWI LUB MARTWI
PRZEBRZYDŁY ROBOT I POTWORNY SATYR
Za kradzież dóbr miejskich, bezczeszczenie historii pradawnych i podszywanie się pod pracowników Czarnozębnego.
500 Kolibrów od głowy.


Na szczęście rysunki były mocno przesadzone, najpewniej za sprawą bojaźliwości elfa, którego Avitus i Trosco zastraszyli ostatniej nocy. Dwójka musiała jednak mieć się na baczności.
Dla szukających wrażeń, a przynajmniej zarobku, wisiały też trzy inne ogłoszenia:


ZAGINĄŁ KOT
Wabi się Musk. Wygląda trochę jak pies.
100 Kolibrów dla znalazcy. Ostatnio widziany w okolicach lasu.
- Drwal Kazik.


ZAGINĄŁ
Książe CASPER NIEODPOWIEDZIALNY
Ostatnio widziany w okolicach Padołu.
1000 żetonów za sprowadzenie żywego do Nowej Fantazji.
- Rada królewska.




POSZUKIWANA
ŻYWA LUB MARTWA
KALINA POTWORNA
1000 żetonów za głowę.
2500 żetonów za żywą.
- Gildia magów Nowej Fantazji.

Trzy ogłoszenia wydawały się być porozrzucane po mieście losowo. Zwykle na wysokości dwóch metrów, tak jak Grzmotomile było wygodniej, choć przez to wiele osób nie zwracało na nie uwagi.
Gkero wskazał na plakat z Muskiem i rzekł do Trosco - Patrz, ktoś zgubił psa. .
Trosco spoglądał na wszystkie plakaty, skanując je wiązką lasera, by je zapisać obrazowo w pamięci.
- On tylko w-w-wygląda jak pies. Tu jest napisane że to kot. - wskazał palcem na plakat, po czym znów się odezwał.
- Interesuje mnie ta istota o imieniu Kalina Potworna, chce ją dodać do b-b-bestiariusza. Polecam niezwłocznie udać się do gildii. - zakończył wypowiedź, nawet nie wspominając o plakacie z robotem i faunem. Bo raz, nie było podobieństwa, a dwa Gkero by coś mógł głupiego wypalić.

- Kalina Potworna…?- mruknął Gkero pod nosem, rozglądając się po plakatach. Nikogo takiego nie widział, ale co on się będzie z robotem sprzeczał. Najwidoczniej nie opanował sztuki czytania, a jaszczurka była ostatnią osobą, aby szydzić z niepełnosprawności innych istot. Zwłaszcza mechanicznych. Przytaknął zatem Trosco, przy czym o minutę za długo zawiesił oko na plakacie robota i satyra…
...dochodząc do wniosku, że nie zna tej pary. Satyrów w mieście nie brakowało,a ten wyglądał iście diabolicznie. Gkero był przekonany, że nie chciałby spotkać się z nim sam na sam w ciasnej alejce. A do tego ten robot. Mógłby robić jako strach na wróble - działałby tak skutecznie, że nawet Wielki Axolot nie zbliżyłby się do farmy.

- Oj radzę się nie porywać na takie rzeczy. - odezwała się Grzmotomiła słysząc Trosco. - Można przeżyć za żeton dziennie, a oni oferują nagrodę, za którą własne miasto mógłbyś założyć. Kimkolwiek jest ta kobieta, musi być naprawdę niebezpieczna.
- Tym bardziej chcę ją z-z-z-zobaczyć. - Robot brzmiał na podescytowanego. Zdarzały się nierzadko jednostki ucywilizowane, które były znacznie groźniejsze od fauny fantazji. To je czyniło wspaniałymi okazami do skatalogowania.
- Możemy wziąć po jednym egzemplarzu o-o-ogłoszeń? - Zapytał Golem.
- Pewnie! - zgodziła się Grzmotomiła, odwracając się do Trosco. Wyciągnęła do niego rękę z kolekcją ogłoszeń, po sztuce każdego. Mając w ręku ogłoszenie o Trosco i twarz robota w zasięgu dłoni, zmróżyła oczy, przyglądajć się mu uważnie.

Cytat:
Trosco test opanowania (cwaniactwo) 1d4 = 2
Trosco Stres +1
- Poleca gogle - poklepał się po okularach Gkero, uśmiechając się do Grzmotomiłej. Jaszczurka wiedziała, że trzeba dbać o wzrok, zwłaszcza w tym zawodzie. Nie umknęło jego uwadze, że minotaurka mrużyła oczy, a to zawsze początek objawów problemów z oczami. Być może szkodził jej nadmiar bieli, a jej gałki były wrażliwe. Jakby miała odpowiednie gogle to problemu by nie było!
Jedyne oko Trosco świeciło niebieskim światłem, gdy zaciekawiony wpatrywał się w Grzmotomiłą.
- Czy coś nie t-t-tak? Zgaduje, że widzisz podobieństwo w mojej aparycji do tego z plakatu. Zrozumiałe, jest mało takich jak ja… ale… czy nie jest to trochę uprzedzone do mojej rasy? - Robot przechylił głowę na bok. - Nie jestem przebrzydłym r-r-robotem. - Dodał, wyglądało na to, że robot kłamał równie naturalnie, co strzelał.

Gkero popatrzył na Trosco, na plakat na Grzmotomiłą, znowu na Trosco, plakat i Grzmotomiłą, powtarzając tę czynność parokrotnie, trawiąc tym samym to, co usłyszał. Jak można było pomylić tego robota z tym z rysunku? Dziwił się takiemu pomówieniu, więc zdjął gogle i podał je przedstawicielce służb porządkowych, mrucząc pod nosem do siebie, ale tak, że zarówno robot, jak i minotaurzyca usłyszeli - Oskarżenie o rasizm to nie przelewki - słychać było napięcie w głosie jaszczurki.


Cytat:
Trosco test kłamstwa (cwaniactwo) z przewagą 2d4 = 1, 4 = 4
- Nie mamy ustaw o rasizmie. Burmistrz zanegował. - Grzmotomiła odpowiedziała Gkero, oddając ulotki robotowi. - Masz jednak rację, pewnie wszystkie roboty mają po jednym oku, tak jak reszta ras ma po dwa. - prawdopodobnie Trosco był pierwszym robotem, jakiego widziała. Z tego co ten wiedział, oprócz niego przebywał tu tylko Beep-Boop, który nie opuszczał bunkra Knot.
Do Trosco zaczęło docierać, że to kwestia czasu, zanim go z tym zajściem powiążą. Już kiedyś miał epizody, w których używał niepotrzebnej (ale bardzo skutecznej) ilości przemocy.
- Gkero, chcesz od czegoś zacząć? Możesz w-w-w-wybrać kolejność, ale musimy poszukać Kaliny potwornej. Moje procesy zaczynają się grzać, gdy o niej myślę. - Dało się słyszeć ekscytacje w głosie robota.

Gkero był już pewny, że roboty uprawiają seks, w końcu się “robocą”. Nie wiedział jednak, czy mogą z nie-robotami. Po ostatnich rozmowach był niezwykle ciekaw, jak to jest “robocić się”, dlatego jaszczurka uznała, że trzeba zacząć od Kaliny. Skoro Trosco tak się grzał do tego, to głupio byłoby zmarnować okazję, aby zobaczyć go w akcji - Kalina nie może czekać! - niespodziewanie zakrzyknął Gkero z promienistym uśmiechem. Nie mógł się bowiem doczekać na cimcirimci w wykonaniu robota!


***

Para udała się do jedynej w Bramie placówce Gildii Magów. Była to wysoka wieża odgrywająca rolę ambasady dla interesów całej Nowej Fantazji. Niewiele się tu jednak działo, biorąc pod uwagę, że poza handlem dwa miasta nie uprawiały żadnych stosunków, a sam handel był w całości oparty na warunkach Gildii Handlowej.
Wciąż było wcześnie, więc wewnątrz dalej nie było żadnych gości. Pojawiali się tu co prawda handlarze z okazjonalnym interesem czy pytaniem na temat sytuacji w bramie, nie miało to jednak miejsca często. Z tego powodu, siedzący za stołem recepcjonista był równie zdziwiony co zafascynowany wizytą dwóch, nietypowych gości.

- Witam, witam. Proszę. W czym mogę pomóc w naszym bezpiecznym i nieprowadzącym groźnych eksperymentów przybytku? - spytał elf noszący nietypowe, ogromne okulary.

Cytat:
Trosco i Gkero, test cwaniactwa (1d6) = 6
Zdanie to zadudniło w głowach robota i jaszczuroludzia, brzmiąc dla nich nietypowo i niebezpiecznie.
- Hazardous environment, exercising caution. Dzień dobry, my w sprawie l-l-l-listu gończego odnośnie Kaliny Potwornej. Chciałbym uzyskać informacje, wpierw ogólne - takie jak lokacja, powód, rasa, dieta, czy jest cywilizowana. Następnie chciałbym się dowiedzieć czy ktoś już ją spotkał i może mi opowiedzieć o jej tendencjach bitewnych. Po nagrodzie wnioskuje, że jest bardzo wspaniałym okazem, który muszę skatalogować. Muszę. - Trosco nawet nie spauzował swojego słowotoku. - I jeszcze chciałbym, byś mi powiedział, czego się mogę tutaj spodziewać. Twoje natychmiastowe wspomnienie o "nic niebezpiecznego" jest wskazówką, że jest dokładnie odwrotnie. - Trosco w idealnym bezruchu wpatrywał się w elfa świecącym na żółto okiem.
- Stojąc w recepcji naszego przybytku, nic Panu nie grozi. - zapewnił elf, niewzruszony pytaniem. - Ah! Pewnie chodziło panu o to, jak groźna jest Kalina. Na pewno nie tak jak Pan. Proszę ją dorwać i zatrzymać. To czarodziejka, która sądzi, że w nowym świecie nie ma miejsca na stare prawa. Prawdopodobnie porwała księcia. Jeżeli ten dalej żyje, możecie wypełnić dwa listy gończe na raz! - elf wyrzucił ręce zza stołu, rozsypując w powietrzu podarte, kolorowe papierki. - Oh, przepraszam. Mam to robić dopiero, jak ktoś odbierze u nas jedną z nagród. Czuję, że pana towarzysz sam jest magicznie uzdolniony, jak koń! Konie są bardzo magiczne, proszę pana. W każdym razie, na pewno sobie poradzicie. Ostatnio widziano ją w okolicy Padołu.
- Ihaha? - Gkero zaimitował rżenie konia bez przekonania. Dużo słów na sekundę zarówno ze strony robota, jak i elfa sprawiły, że jaszczurka lekko się zagubiła. Kalina stoi w niebezpiecznym przybytku, który trzeba skatalogować, bo książe sobie tego życzy? To zadanie brzmiało dziwnie.
Robot zerknął na Gkero, potem na elfa.
- Dobrze że porwała księcia, oszczędzi to sporo czasu. Nie powiedziałeś mi j-j-jej rasy. Dlaczego? - Robot nie ustępował.
- Ah! Przepraszam, jest elfką. - poprawił się recepcjonista.
Oko Trosco przybrało niebieski kolor.
- To… bardzo rozczarowujące. Elf z magią to nadal elf… elf… - Robot spuścił głowę.
Miał głęboką nadzieję, że to jakaś potwora, strzyga, banshee, albo może mityczny wampir. Elfy są kruche, ale była jeszcze nadzieja.
- A potrafi przywoływać jakieś p-p-potwory? -

Elf poprawił okulary i pochylił się przez blat, po czym zaczął szeptać do Trosco. - Każą nam zmyślać, bo nikt z mózgiem nie zgodziłby się na nią polować. Widzę jednak, że roboty nie mają mózgów, a przynajmniej ty masz jakiś fetysz na niebezpieczeństwo… - wyjaśnił się elf. - ...Ona nawet nie nazywa się Kalina, bo nie możemy dać ludziom się poznać. To ex-bohaterka, teraz mroczna czarnoksiężniczka. Ze świecą szukać tak potężnych magów. Nie obiecuję, że wyjdziesz z tego żywy. - ostrzegł elf.
-[i] Ale on nie jest żywy [i] - zwrócił uwagę Gkero, słysząc nieudolny szept elfa.
- Gkero jestem tak samo żywy jak ty… Choć nie, myślę z-z-znacznie sprawniej od ciebie. Zastanawiam się czy ty żyjesz w ogóle. - Zwrócił się do jaszczura robot. - Czy ktoś się z nią widział? Wie do czego jest zdolna? Będę musiał się przygotować. Skoro to elf, uszkodzenie ośrodka nerwowego powinno ją zneutralizować. Z drugiej strony nie wiem za dużo o magii, a ona bardzo często przeczy prawom fizyki. - Robot myślał na głos. - Ale to wszystko tylko dodaje powodów by ją skatalogować! Takie monstra nigdy nie dają się złapać żywe. No i ktoś się na pewno ucieszy gdy zobaczy swoje młode z powrotem. - Oko Trosco ponownie świeciło na żółto. - Gkero idziesz ze mną? -
- A umiesz tak? - rzekł Gkero, wyciągając nóż obiadowy i dźgając się nim lekko koniuszek palca, tak, aby spłynęła kropla krwi. Jaszczurka pokazała ją Trosco z dumą mówiąc - Twoja kolej. Pokaż jakiś żywy to pójdę! - po czym podał nóż robotowi, rękojeścią w jego stronę.
Trosco nie miał żadnych protokołów na samookaleczanie się. Utwierdziło go to w przekonaniu że Gkero jest… Gkero. Nie było żadnych określeń w bazie danych robota na tę istotę.
- W takim razie poszukaj kota. Jak nie w-w-wrócę w ciągu tygodnia, przeproś ode mnie Knot, że nie mogłem być z nią dłużej. - Stwierdził robot, po czym znów odezwał się do elfa.
- Czy żyje ktoś, kto na własnej skórze odczuł j-j-jej magię? -

Gkero posmutniał. Stanął w kącie i zaczął delikatnie kopać ścianę. Był bowiem przekonany, że Trosco pokaże mu jak krwawi. Jaszczurka nie przewidziała takiego obrotu spraw. Chciał zobaczyć robocenie się, a teraz wyszło na to, że nie zobaczy. Nie chciał jednak wyjść na gołosłownego, więc intensywnie myślał, jakby tu obrócić sytuację na swoją korzyść. Przez myśl przeszło mu, czy aby nie dźgnąć robota lekko, ale to byłoby bardzo niekulturalne i ten mógłby to odebrać za atak. Dlatego spojrzał na niego oczami jak paciorki i wyszeptał - Proooszę? Knot też chciałaby wiedzieć - spróbował uderzyć w te stronę.

Póki co, mężczyzna w recepcji ignorował Gkero - Jestem w tej dziurze od piętnastu lat. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. - odparł przepraszającym głosem. - Wiem tylko, że jej specjalność to telekineza.
Robot kiwnął głową. - Dobrze rozumiem, zanim pójdę niech pan mi powie jak się ona naprawde nazywa. O-o-o-ostatnia rzecz i sobie idziemy. - Obiecał Trosco.
Ignorowany Gkero dał za wygraną. Bycie łowcą nauczyło jaszczurkę, że trzeba wiedzieć, kiedy sobie odpuścić i wycofać się, wykonując strategiczny odwrót. W ten sposób można ponownie wrócić ze zdwojonymi siłami. Gkero zatem wyszedł przed drzwi na zewnątrz i postanowił czekać na Trosco. Dalej planował bez słowa podążać za nim. Był bowiem przekonany, że w ten sposób jego duma na tym nie straci. W końcu PRZYPADKIEM będzie podążał za robotem w tym samym kierunku! I w chwili trwogi pomoże mu, jak dobry przyjaciel, a wtedy Gkero będzie mógł oczekiwać, że Trosco dobrowolnie dźgnie się w palec LUB NAWET LEPIEJ pozwoli mu patrzeć na robocenie się. Tak, to był dobry plan.
- Eh...emm...Niszczyciel Odbytów, Pani Twojej Mordy, Alice Corax, Twoja Stara, Najzajebistsza Zajebistość… - elf grzebał w jakichś dokumentach - Nie jestem do końca w stanie panu odpowiedzieć. Ta konkretna elfka ma tendencję do zmieniania swojego imienia i tytułu zależnie od poczucia humoru. Gdyby rozmawiał pan z kimś z Fantazji, wiele z tych imion mogłoby dla nich coś znaczyć. - wyjaśnił.
- Telekineza… to zmienia wszystko. Dziekuję d-d-dowidzenia. - przemówił robot, po czym opuścił pomieszczenie. Na zewnątrz skierował się do najbliższej ławki, na której usiadł. W kompletnym milczeniu patrzył w ziemię. Wyglądało, jakby się nad czymś zastanawiał… albo zawiesił - ciężko było stwierdzić.
Gkero przycupnął na końcu ławki i UDAJĄC wielkie zainteresowanie, zaczął przeglądać ilość bełtów do kuszy. Sprawiał wrażenie wielce zaaferowanego policzeniem ich ilości, niemniej co chwile strzelał oczami w kierunku robota. Gdyby ten po dłuższej chwili dalej pozostał w tej samej pozycji, to jaszczurka planowała go czymś przykryć. W taką pogodę warto było mieć nakrycie głowy.
Trosco odezwał się w końcu spoglądając na jaszczura. - Wiesz co to jest t-t-telekineza?
- Pytasz o anomalną perturbację, zwaną inaczej psychokinezą lub interakcją świadomości i materii? Nazwa telekineza to archaizm, który nie jest używany w fachowych pojęciach parapsychologicznych. – zauważył Gkero, recytując tak długie zdanie bez zająknięcia, czy nawet mrugnięcia, po chwili dodając – Nie, nie wiem. - po czym ze smutkiem spuścił głowę. Niewiedza nie była niczym złym, ale głupio tak się do niej przyznawać, kiedy chciało się pomóc.
Robot wyraźnie westchnął. Nie żeby miał taką potrzebę, tylko ustawił swoje podzespoły wokalne tak, by wydać z siebie głośne westchnięcie. Takie żeby Gkero zrozumiał jak mocno robot westchnął.
- Telekineza jest to szkoła m-m-m-magii polegająca na kontrolowaniu obiektów w obu osiach zdalnie, bez potrzeby kontaktu fizycznego z obiektem. Nowincjusz podniesie jedynie kamień który może utrzymać w garści. Arcymistrz tej szkoły wyjmie z ciebie cały szkielet, organy, mięśnie, ścięgna i rozciągnie dookoła miasta i na końcu zawiąże w kokardkę. I wszystko to zrobi jedząc kanapkę. - Robot spojrzał w dal. - Dlatego rozmyśliłem się z tego z-z-z-zadania. Miałem kontakt z bestiami które potrafiły używać magii. Ale to zawsze było coś co widziałem i mogłem zareagować. Z telekinezą to inna sprawa… kompletnie. Postanowiłem poszukać tego kota. Licha bestia ledwie godna wspomnienia. Ale jak to mówił jeden poszukiwacz przygód: “AAAARGH BOGOWIE MOJE NOGIII!!!” - Trosco zerknął na Gkero, po czym dodał. - Zły zapis, ten jest w-w-właściwy: “Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma” - Skinął sobie głową znajdując odpowiedni wpis. - Chodźmy wpierw poszukać Avitusa, na pewno znajdą się jednostki które będą miały n-n-n-nadzieję że byle jaki satyr się nada. - Z tymi słowami Trosco się podniósł.

Gkero pokiwał głową, nie rozumiejąc jakiego kota mają szukać, ale nie wyjawił swoich obaw na głos. Może ta cała telekineza namieszała mu w głowie? Zapytał jednak - Nie boisz się, że Was pomylą? -
- I tak jestem na celowniku, I-I-Ile robotów widziałeś poza mną? - rzucił przez ramię Trosco, kierując się w stronę miasta. Robot zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale też zdawał sobie sprawę że potrzeba trochę więcej niż parę bandziorów czarnozębnego.
Gkero zastanowiło to pytanie. Faktycznie, nie widział zbyt wielu. Właściwie to widział jednego u Knot. No i Trosco. Tak poza tym to nie widział żadnego. Wniosek z tego był prosty, więc jaszczurka nie wychylała się, aby nie wyjść na idiotę. W końcu mówienie rzeczy oczywistych, kiedy wszyscy o tym wiedzą, to szczyt debilizmu. Jak np najpierw lanie mleka, a potem wsypywanie owsianki. Zachował zatem dla siebie oczywistą oczywistość, że brat bliźniak Trosco był w mieście. Gkero zamierzał chronić towarzysza, więc cicho, ale czujnie powędrował za nim.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-03-2021, 00:16   #6
 
Fiath's Avatar
 
Avitus

W tym samym czasie satyr postanowił udać się do swoich miejsc pracy. Klub dżentelmenów był dużo bliżej. Co prawda Avitus nie mógł liczyć na to, że bracia wpuszczą go do środka gdy jest im dłużny, ale zawsze mógł porozmawiać z nimi samymi. Minotaurzy bracia odbywali swoje warty jak zazwyczaj, ramię w ramię blokując drzwi i odstraszając większość klientów, którym nie chciało się przekomarzać z najbardziej zawziętą rasą Fantazji, nawet jeżeli faktycznie mieli uprawnienia do wstępu.
- Avii! - zamuczał Bruzu. - Słyyyszaeś? Buuuugsby bierze wszystkich faunów na dywanik.
- Idę o zakład, że to twoje satyrze dupsko coś przeskrobało. - zaśmiał się Gruzu.
-[i] Ojejku, stało się coś niedobrego? [i]- zapytał Avi, udając zdziwienie.
- Czytać nie umisz? - zaśmiał się Gruzu. - Ktoś okradł miasto i zwalił winę na Czarnozębnego. Krasnolud sypie teraz pieniądzem, żeby rozwiązać sprawę. Bugsby chce mieć pewność, że to nie jego problem.
- Huh, w takim razie jak najszybciej się do niego udam. Niekulturalnie byłoby kazać swojemu pracodawcy czekać. - zapewnił satyr, wykonując krok w stronę wejścia do klubu.
Gruzu wzruszył ramionami i zszedł na bok. - Jest w biurze. Nie przyzwyczajaj się.
Klub Dżentelmenów był mniejszym przybytkiem od baru w porcie. To czego brakowało mu w szerokości, nadrabiał wysokością, mając dwa piętra: na parterze był bar, na pierwszym piętrze prywatne pokoje dla grup do pięciu osób, a na samej górze biura i pokoje dla pracowników. Przebywający tutaj goście zachowywali się z dużą klasą, nie było tańców czy ryków, a tylko ciche i spokojne rozmowy przy piwie i cygarze, z towarzystwem pięknych kobiet i mężczyzn pracujących w zakładzie. Ciężkim było do określenia, czy goście preferowali bawić się w ten sposób, czy udawali swoją wyniosłość, aby się popisać sobie nawzajem. Dla Bugsbiego nie miało to znaczenia. Jego klub świetnie się spisywał.

Avitus wszedł do baru i skierował się w stronę schodów na drugie piętro. Starał się nie zwracać na siebie uwagi, zgrabnie wymijając rozmawiających gości i krzątających się pracowników. Przechodząc przez parter rozejrzał się po klubie wypatrując znajomych twarzy, jak i niecodziennych gości.
Była bardzo wczesna godzina, więc klub był w zasadzie pusty. Poza pracownikami krzątało się tu kilka nieznanych Avitusowi osób, które pewnie wpadły tu na śniadanie tylko dlatego, że mieli najbliżej. Dopiero wchodząc na drugie piętro, faun zetknął się z osobą dla niego, niestety, rozpoznawalną:
- Nya! - Ciężko było, żeby pracując jako barman Avitus miał kogoś w rodzaju rywala. Cwany satyr dorabiał jednak też na boku, podrywając klientelę jako gigolo i teoretycznie podbierając w ten sposób dochód z klubów Bugsbiego. Moe z kolei był bardzo ekskluzywnym pracownikiem klubu. Większość czasu również spędzał jako barman, bo gości mogących opłacić jego usługi było bardzo niewielu. Tym samym, siedząc za barem Avitus często słuchał adoracji klientów względem kotowatego, oraz tego, jaki to on najlepszy. Były to adoracje, które dla kozła nie były w pełni zrozumiałe.
Magiczne rasy fantazji jak fauni, gobliny czy elfy dostały się na Nową Ziemię, uciekając przez ogromny portal. Nie była to jednak jedyna deska ratunku przed demoniczną inwazją, na którą wpadli mieszkańcy tamtej krainy. Znajdujące się na dalekim wschodzie imperium Weebasabi miało swój własny plan, w skład którego wchodziło podobno wiele, wiele macek. Wyjątkowo jednak niektórzy mieszkańcy tej odległej krainy znajdowali się na zachodnich ziemiach Fantazji w ostatnich latach apokalipsy i również przekroczyli portal. Na Nowej Ziemi robiło to z nich mniejszość pośród mniejszości, ostatnich reprezentantów kultur tak odległych, a teraz również tak rzadkich, że wydawali się nie rozumieć świata wokół nich.
- Owo, zobacza twój wzwodzik. Czemuś satyrki ni niosio spodniów gdy minotaureczki istniejo? Każdusi zobaczał większejsze. - uśmiechnął się prowokacyjnie. - Uwu, ni przekątuj mordeczki, mało osobistego, młodziaku. - chłopak, jak zwykle, wydawał się przepełniony energią, kiwając się na boki i efektywnie uniemożliwiając przejście na korytarz bez przepychania się z nim. - Ni no ni złość się, owo. Nya iie będzie w twoich włoskach długo. Zobaczyłeś listy gonieczne, oWo? Jak zbiore superaśną nagrodeczkę, to się stąd przenyosę, uwu~``.
Satyr parsknął pod nosem. - TY chcesz się zabierać za listy gończe? Nie rozśmieszaj mnie, z twoją posturą i inteligencją nie dałbyś sobie rady nawet z tym zagubionym kotem. - wysyczał Avi, nasycając jadem każde pojedyncze słowo. W tej właśnie chwili wpadł mu do głowy ciekawy pomysł. Można by jakoś przekonać Trosco do dodania Weebasabi do jego bestiariusza. W końcu jest to naprawdę rzadki gatunek, a ten konkretny osobnik jest najprawdopodobniej trochę upośledzony, więc jest potencjalnym zagrożeniem dla mieszkańców Bramy, nie wspominając już o masie chorób wenerycznych, które z pewnością przenosi. Avitus pozwolił sobie ponieść się fantazji, wyobrażając sobie potężną pięść Trosco, wgniatającą do środka twarz Moe. Niestety, kocie piski szybko przeniosły go z powrotem do rzeczywistości. - Daj mi spokój, nie mam teraz czasu na pierdoły, muszę porozmawiać z Bugsbym. - Mówiąc to, zrobił krok do przodu, próbując wyminąć tą skaczącą kocią pokrakę, żeby dostać się na trzecie piętro.
Moe płynnie przestąpił krok w bok, uśmiechając się zawadiacko. - Tuptaj, tuptaj. Ale...może wiedziusiałbyś o kich robocikach w bramce? - spytał.
- Skąd miałbym wiedzieć coś o robotach? Nie widuje się ich raczej w klubach Bugsby’ego. Z resztą to nie radzę ci się bawić w szukanie robotów, ten przebrzydły zabiłby cię pewnie jednym uderzeniem. -
- Czyli nic nie podradzisz? Hmmm...lepiej dla ciebie, żeby nie wiedział. - Moe przyglądał się Avitusowi, jak ten wspinał się na samą górę, do biura Bugsbiego.


Zając Bugsby był właścicielem obydwu restauracji we względnie niedużej Bramie Akwarii. Większość osób uważała, że jest on niesłychanie miłą i pomocą osobą. Większość jednak u niego nie pracowała.
Model biznesowy zająca składał się z zatrudniania osób do zabawiania jego gości, oferując darmowe mieszkanie, wyżywienie i jeszcze wypłatę! Niestety, rzeczy te były darmowe tylko w trakcie pracy u Bugsbiego. Chcąc zmienić zawód, pracownik musiał spłacić swoje zadłużenie, po stawce wytyczonej przez Bugsbiego, która znacznie przewyższała miesięczne dochody, jakie oferował pracownikom. Kontrakt z nim był na całe życie, chyba że ktoś planował wymknąć się z Bramy i już do niej nie wrócić.
Avitus, szczęśliwie, był tylko barmanem w przybytkach Bugsbiego. Co za tym szło, operował na zwykłej umowie o pracę i był traktowany bardziej jak dodatek do placówki, niż stały element jej załogi.
- Avitus! Chyżo tu dotarłeś! - Bugsby pochwalił satyra, wstając na moment od biurka pełnego dokumentów. Nie licząc wiszących z okien donic, w których rosły marchewki, biuro Bugsbiego było bardzo tradycyjnie wystrojone. Był dywan, były szafy z dokumentami, były okazjonalne obrazy, oraz oczywiście krzesło dla gościa. To ostatnie nie było zbyt często używane, bo sam Bugsby nie mógł wysiedzieć na miejscu, mając kompanów w pokoju, więc krążył w lewo i prawo za swoją stroną biurka. - Rozgość się! Widziałeś już pewnie plakaty. Potrzebuję wiedzieć, co robiłeś ostatniej nocy.
- Ostatniej nocy? Ostatniej nocy wpadłem odwiedzić Knot w jej bunkrze. Chciała mi pokazać jakąś swoją nową zabawkę, ale ta się troszkę zepsuła, więc przerzuciliśmy się na browary. W sumie to trochę popiliśmy i skończyło się na tym, że zasnąłem u niej na jakimś starym fotelu, więc nie dotarłem na noc do domu. - wyliczył satyr, bez zająknięcia.

Bugbsy oparł się o biurko i spojrzał Avitusowi w oczy. - A więc ostatnią noc spędziłeś w jedynym miejscu w mieście, gdzie znajdują się roboty. Masz jakieś alibi? Nie wiem, nie było ich, widziałeś, o której wrócili? - zając dawał satyrowi szansę, było jednak słychać w jego głosie, że już raczej spodziewa się, że to Avitus jest poszukiwanym faunem.
- Podejrzewasz, że to Beep-Boop za tym stoi? Nie wygląda mi na kogoś od brudnej roboty. - Avitus zaśmiał się pod nosem z własnego żartu, po czym zmarszczył brwi i podrapał się po bródce, jak gdyby nad czymś mocno rozmyślał - Chociaż jak tak teraz myślę, to Beep-Boop nie był u Knot od samego początku, przyszedł dopiero pod koniec imprezy -
- Niezła próba zmiany tematu, ale mam mocno wywalone, który robot za tym stoi. - Bugsby zatrzymał tok myślowy Avitusa. - Chcę wiedzieć, czy któryś z moich faunów przysporzy mi problemów, albo stanie się niedostępny. Więc powiedz mi, czy mam szukać nowego barmana? Hm? Jesteś przynajmniej świadkiem, a najpewniej podejrzanym.
- Ja i problemy? Nic z tych rzeczy! Zależy mi na tej pracy, a zadzieranie z gildią handlową byłoby nierozsądne i niebezpieczne, a ja niebezpieczeństw unikam jak ognia. Tak więc szefuńcio się nie musi martwić, cała ta sytuacja to co najwyżej niefortunny zbieg okoliczności. - zapewniał satyr z pewnością siebie w głosie.


Cytat:
Avitus, test cwaniactwa (1d20), bonus z reputacji (1d6) = 6+2 = 8
Bugsby odwrócił się od Avitusa, aby nie dać odczytać emocji ze swojej twarzy. Podszedł do okna i wyjął z donicy marchewkę, po czym zaczął oczyszczać ją z ziemi haftowaną chusteczką.
- Na dłuższą metę to i tak nieistotne. Czarnozębny tańcuje, bo musi. W najbliższym czasie dorwie jakiegoś satyra, nieważne jakiego, zrzuci na niego odpowiedzialność za incydent i poprosi Knot o jakieś formalne przeprosiny. - Bugsby przeanalizował sytuację dość dokładnie. - Do tego czasu pilnuj dupska. Nikt cię nie tknie, gdy jesteś wewnątrz jednego z moich klubów, poza nimi jesteś tylko satyrem, a właśnie zaczął się sezon polowań na kozy. - zając wgryzł się w marchew. - Nie sprzedam cię, ale jesteś mi dłużny Avitus, pamiętaj o tym.
- Tak jest szefie, dziękuję za wyrozumiałość! - satyr ukłonił się nisko.
- Możesz iść. Nie narób mi problemów.-
Avitus kiwnął głową i odwrócił się w stronę drzwi, rzucając w stronę Bugsby'ego ostatnie spojrzenie w celu wykrycia jakichś ukrytych intencji. Następnie zgrabnym krokiem wyszedł z biura swojego szefa i skierował się schodami w dół w stronę wyjścia. Czym szybciej opuści to miejsce, tym lepiej, tutaj każdy wydaje się patrzeć mu na dłonie.
Po wyjściu z klubu, Avi zarzucił z powrotem na głowę swój kaptur i skierował się w stronę Mokrego Ogona, starając się przy tym nie rzucać w oczy i wybierać najmniej uczęszczane uliczki.


Większość podróży Avitusa przeszła bez większych poruszeń. Dla mieszkańców dzień się powoli zaczynał, było jednak wciąż dość wcześnie.
Gdy Avitus znalazł się nieco bliżej Ogona, doszło do jego uszu wołanie elegancko ubranej, szczodrze obdarzonej goblinki:
- Mógłby mi ktoś pomóc dostawę załadować?! Rzucę paczkę racji podróżnych za pomoc! - obiecała, stojąc przy wyjściu z zaułka. W głębi za nią stała sterta niewielkich drewnianych skrzyń i jedna duża beczka.
Avitus rozejrzał się na prawo i lewo, lecz nie wypatrzył żadnego zagrożenia. Zdecydował się pomóc goblince, jako że nie wyglądała podejrzanie, a do tego sprawiała wrażenie ważnej lub bogatej osoby. Jej uroda też była zdecydowanym plusem. Satyr podszedł do kobiety i ukłonił się. - Dzień dobry, myślę że byłbym w stanie pomóc z załadunkiem. - Oznajmił, uśmiechając się czarująco.
- Ekstra! To chodź! - goblinka skierowała w głąb zaułku, do swoich skrzyń.
- Swoją drogą co to za ładunek? Coś dla Gildii Handlowej? - zapytał satyr, podążając za goblinką.
- Yuup… - przytaknęła goblinka, opierając się o skrzynie. Zerkając za siebie, Avitus zauważył goblina po drugiej stronie ulicy, który zaczął bardzo szybkim krokiem zmierzać w ich stronę. Trzymał w ręku kij, który starał się trzymać za sobą, aby nie rzucił się satyrowi w oczy. - Ktoś jeszcze biegnie! Będzie nam jeszcze łatwiej… - uśmiechnęła się kobieta.
Avitus szybko zdał sobie sprawę z sytuacji i wyciągnął swój sztylet kierując go w stronę goblinki - O ty suko… - wycedził przez zęby i splunął jej pod nogi. Następnie rzucił się do ucieczki, kierując się w stronę jej poplecznika, z zamiarem teleportacji za jego plecy chwilę przed zderzeniem.
Goblinka natychmiast wyjęła swój własny nóż, który wyskoczył z jej rękawa. Zamachnęła się za uciekającym satyrem, jednak spudłowała. Avitus zaszarżował prosto na goblina z kijem, który od razu zaczął szykować się do ataku, biorąc zamach baseballisty. Gdy tylko machnął, Avitusa przed nim nie było. Cwany satyr teleportował się za plecy bandziora magią. Jego koleżanka natychmiast krzyknęła. - PSTRYKNĄŁ ZA CIEBIE, GOŃ! - a młody bandzior zakręcił się na pięcie i zaczął biec za satyrem.
Avitus wybiegł z zaułku i skierował się w stronę Mokrego Ogona. Zerknął do tyłu na zbliżającego się do niego bandziora po czym odbił się kopytem od chodnika i pomknął do przodu zostawiając go daleko w tyle.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-04-2021, 15:04   #7
 
Fiath's Avatar
 
29.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia
Środek łagodnej zimy: śnieżny dzień
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje.

Nie minęło długo nim Avitus znalazł się w Mokrym Ogonie. Zwykle w tym okresie portowa tawerna pęka w szwach, jednak w tym roku zima była bardzo lekka, tak więc i łodzie dalej wypływały, a handlarze regularnie operowali swoimi magazynami w porcie. W efekcie teraz, gdy dzień już rozpoczął się na dobre, większość bywalców zbierała się do roboty po porannym piwie i małpce.
Siedzący za blatem krasnoludzki barman Grumfel skinął satyrowi głową, gdy ten do niego dołączył. Nie był gadatliwą osobą, więc wrócił do medytowania na kuflem, z którego wytarł już wszystkie niedoskonałości dawno, dawno temu.
Do Avitusa odezwał się z kolei siedzący za blatem satyr o gołej głowie i bujnej brodzie. - Heeej, myśmy się wczoraj prawie poznali. Nazywam się Nyx. - przedstawił się. Miał już zaczerwieniony nos od picia, brzmiał jednak dość trzeźwo. - Powiem ci, uważaj na siebie w tej okolicy. Wszyscy wiedzą, że w Ogonie jakiś satyr pracuje. Za dużo ludzi tu przyłazi. - ostrzegł - To co, polejesz mi na koszt firmy po przyjacielsku? - zapytał, szczerząc niemal pełną kolekcję zębów.
Avitus rzucił Nyxowi ostre spojrzenie, sygnalizujące że lepiej by było gdyby ten się przymknął. Następnie rozejrzał się dookoła siebie i po upewnieniu się że nikt na niego nie patrzy, nalał mu kufel piwa.

***

Po kilku godzinach za ladą Avitus zobaczył, jak drzwi tawerny otwierają się, wpuszczając do środka Trosco oraz Gkero. Dwójka wydawała się go szukać. Nyx również się uśmiechnął na ich widok. - Jaaszszszczuur, ho no, postaw koledze drugie śniadanie. Albo nie, kolega nie może tyle od ciebie wymagać, to niekoleżeńskie. Wystarczy piwo. - uśmiechnął się żartobliwie.
Gkero zamyślił się, analizując to, co usłyszał, po czym doszedł do jedynego, słusznego wniosku - nie rozumiał co było koleżeńskiego w wydawaniu pieniędzy na kogoś, kto nie był jego samicą, bez konkretnego powodu. Dlatego zapytał - Dlaczego to byłoby koleżeńskie?
Trosco od razu zbliżył się do lady baru.
- Avitus. Jedno ciemne p-p-p-poproszę. - Robot był widocznie spragniony, więc nie czekając na odpowiedź usiadł na taborecie przed barem. Chciał o coś zapytać ale widząc krasnoluda zaniechał.

Avitus zaczął nalewać piwo dla Trosco, jednak uwagę skupioną miał na wejściu do baru, wypatrując czy Trosco i Gkero nie przyprowadzili ze sobą ogona. Zaczynało się tu robić za dużo ludzi. To że Nyx kłapał jęzorem na prawo i lewo było wystarczającym problemem, a teraz jeszcze cała czwórka zamieszana w kradzież znajdowała się w jednym miejscu. Avi podał robotowi kufel i gdy złapał z nim kontakt wzrokowy, to wskazał oczami na siedzącego niedaleko Nyxa i pokręcił lekko głową.
Trosco spojrzał na Nyx’a. Oczywistym było że go kojarzył, ale nie do końca zrozumiał gest Avitusa. Metalowa szczęka robota rozchyliła się gdy wlał do siebie dobre parę łyków na raz.
- Postanowiliśmy z Gkero poszukać k-k-kota z ogłoszenia. Pomyślałem czy nie chciałbyś do nas dołączyć. - Trosco obrócił głową dookoła dokładnie rozglądając się po klienteli. Mogły tu być jakieś rzezimieszki spragnione kolibrów, a Trosco trochę przypominął Trosco z plakatu.

- Psa. Na ogłoszeniu był pies. - poprawił Gkero machinalnie.
W tawernie było prawie pusto. Mało kto miał czas pić o tej porze.
- To byłoby przyjacielskie, bo by mi pomogło. - Nyx odpowiedział Gkero. - Przyjaciele są od pomagania sobie, w końcu czymś muszą się różnić od znajomych.
- Aaah, już rozumiem. To jak mi pomożesz? - Gkero rzucił kolibra na stół, wskazując na Nyxa i piwo po czym klapnął na stołek żabim skokiem.
Avitus przewrócił oczami i zaczął ponownie napełniać kufel Nyxa. Następnie zwrócił się do Trosco znudzonym głosem - Gdzie tego psa ostatnio widziano? - czekając na odpowiedź robota rozejrzał się jeszcze raz po barze dokładnie przyglądając się wszystkim klientom. Po incydencie z goblinami wolał zachować wzmożoną czujność.
Nyx pociągnął długiego łyka po czym odparł: - Dobrze ci pomogę. Tylko powiedz w czym i jak. - obiecał przyjaciel z pracy.
Gkero pokiwał głową po czym oparł ją o blat i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Nie wiedział w sumie dlaczego do poszukiwania psa potrzebują satyra, ale kto wie? Może ma on nosa do tych zwierząt? Z drugiej strony czemu barman miałby móc im w tym pomóc. Czyżby znał lokalizację psów w okolicy? A jeśli tak, to dlaczego? Może stanowiły one główny składnik tutejszej kuchni. Zaniepokojony Gkero poprosił Avitusa o menu.
Avitus uniósł lekko brwi, ale podał Gkero proste karczemne menu.
Trosco położył na ladzie plakat ze wspomnianym kotem, który z jakiegoś powodu przypomina według opisu psa.
- Okolice l-l-lasu. Powinno być proste. - robot popił piwa.

- No oby. Parę kolibrów zawsze dobrze złapać, ale jak zrobi się niebezpiecznie to z góry mówię że ja się wycofuję. - odparł Satyr.
Gkero wodząc palcem po menu, mruczał do siebie - Pijane krewetki, barani mózg, jagnięce penisy, zupa z krwi wieprzowej, pies po pekińsku - W tym punkcie palec jaszczurki zatrzymał się. Gkero spojrzał podejrzliwie na Avitusa, po czym oddał mu menu.
Trosco też z ciekawości spoglądał na menu. Może było coś wartego uwagi.
Karczemne menu nie powalało liczbą dań, były to głównie ryby - między innymi smażony dorsz, kanapka z karasiem, wędzona makrela - no i oczywiście alkohol. Jego wykonanie było jeszcze gorsze. Z odręcznego pisma trudno się było rozczytać, do tego dwie pozycje na karcie zostały wykreślone, a jedna dopisana między dwoma innymi. Wszystkie potrawy były jednak dość tanie, co były zapewne najważniejszym kryterium dla ludzi odwiedzających Mokry Ogon. Na samym końcu karty znalazły się jednak dwa zdecydowanie droższe dania. Była to pieczeń z barana i barani penis.
Robot nie czuł się specjalnie głodny więc po prostu w spokoju dopił piwo.

29.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia
Środek łagodnej zimy: śnieżny dzień
W lesie panuje cisza, jest chłodno, kroki zostawiają ślady w śniegu.

Spragniona przygód i zarobków drużyna udała się wprost do lasu. Planem przygodowej trójki, było chodzić między drzewami, aż natrafią na pierwszy ślad zaginionego zwierzęcia, po czym iść za nim wykorzystując do tego zdolności Gkero oraz bystrość Avitusa. Biorąc pod uwagę przyjemną mimo mrozów pogodę, plan ten mógł działać. Przy odrobinie szczęścia mogli natrafić na ślady w śniegu, które zaprowadziłyby ich prosto w stronę kota nazywanego psem.

Otaczający Bramę Akwarii las był umiarkowanie przeciętnym środowiskiem liściastym. Avitus, będąc bardzo oczytanym satyrem, zasłyszał się o tym, jak to fauna i flora tej planety nie zawsze idzie z rytmem klimatu, w którym dane stworzenia bądź rośliny występują. Zjawisko to nie było jeszcze wyjaśnione, fantazjanie znajdowali się tu jednak od niedawna, więc obecność tego typu sekretów nie była niczym niespodziewanym. Mimo tego znajdujący się między pasmami rzeki las nie przejawiał zbyt częstych wybryków. Okazjonalnie pojawiały się okazy drzewa chrzanowego rosnące bliżej oceanu albo napotykało się fantastyczne bestie jak cieniostwór, z którym miał na pieńku Gkero. Najczęściej jednak spotykanymi gatunkami drzew były olsza czarna, jesion wyniosły i klon zwyczajny.

Spośród zwierząt pojawiały się sarny, dziki, oraz czasem rysie. Te ostatnie polowały nocą, a był dopiero środek dnia. Oznaczało to, że drużyna nie musiała się specjalnie obawiać o swoją podróż, a przynajmniej tak im się wydawało.
Idąc za Gkero, który śledził różne kotowate ślady, Avitus i Trosco prędko stracili poczucie, gdzie się znajdowali. Chyba byli tylko kawałek od miasta. Chyba. Z zamysłu wyrwały ich lekkie drgnięcia ziemi. Kołyszące się na wietrze liście drzew zaczęły trząść się panicznie, a obłożony na konarach śnieg zaczął spadać na ziemię ze złowrogim łupnięciem. Spoglądając w stronę z której nasilały się drgania i dźwięki pękających konarów, ciężko było cokolwiek zauważyć. Ściana lasu, która skrywała sprawcę tego zamieszania, była wyjątkowo ciemna i niewidoczna. Tak by się przynajmniej zdawało, aż do momentu, gdy ciemność osobiście wyszła zza drzew, wyłaniając ogromną, czarną maciorę. Przerośnięta dziczyca szła w towarzystwie dwóch normalnych rozmiarów dzików, choć być może w porównaniu z nią były to zaledwie dzieci. Wydawała się poddenerwowana albo jak podpowiadał Gkero instynkt łowcy - głodna.
Avitusowi zatrzęsły się jego kozie nóżki, i to z pewnością nie z powodu zimna. Spojrzał na wielkie dziki, na swoich kompanów i miał już brać nogi za pas, ale wpadł mu do głowy jeden pomysł. - Czekajcie chwilę, rzucę im coś do jedzenia. - zwrócił się do Trosco i Gkero, po czym zaczął pośpiesznie wygrzebywać z plecaka swoje racje żywieniowe.
Gkero zmrużył swoje gadzie oczy i spojrzał na przerośniętą bestię. Przypomniał sobie, że maciory tutejszych dzików nie przestają rosnąć. Ta jest nadzwyczaj duża i z pewnością wygłodniała. Dla bezpieczeństwa wszystkich lepiej byłoby ją usunąć, bowiem stanowi zagrożenie dla Bramy Akwarii. Jaszczurka rzekła towarzyszom - To nic nie da. Trzeba się jej pozbyć. Stanowi poważne zagrożenie. - po czym wyjął kuszę.
- What a fine s-s-s-s-specimen. - Z przegubu Trosco wyskoczył rewolwer wprost w jego dłoń. Zaraz po tym świecące czerwienią oko robota zeskanowało bestie, po czym wymierzył jej prosto między ślepia. - Używajcie drzew jako o-o-osłony. - Trosco sam skorzystał ze swojej rady, odsuwał się powoli za jedno z drzew. Jeśli maciora postanowi szarżować na któregokolwiek z nich Trosco wystrzeli swoja najsilnięjszą amuniją prosto w głowę dzika.
Avitus od razu posłuchał sugestii Trosco i teleportował się za najdalsze drzewo w zasięgu 2 metrów. Następnie zaczął przemykać się między drzewami w celu zajścia dzików od tyłu lub od boku.
Gkero widząc zachowanie towarzyszy odsunął się jak najdalej od nich powolnym ruchem, przyklęknął, a następnie wycelował w oko maciory, spuszczając cięciwę, gdy tylko będzie pewny strzału.
Trosco wystrzelił naładowany energią strzał. Pistolet huknął, jego dźwięk nie spłoszył jednak zwierząt, ponieważ wszelki ptaki i gryzonie uciekły już na widok maciory. Pocisk przeszył powietrze ze świstem, wbijając się w czoło ponad dwumetrowej dzieczycy, ta jednak nie drgnęła, głośno wypuszczając z siebie powietrze. Krwawiąca plama zdradzała efektywność strzału, zwierze jednak zacisnęło zęby, albo zwyczajnie było zbyt zawzięte, aby zdać sobie sprawę z obrażeń, jakie właśnie otrzymało.

Cytat:
Test ciała Maciory 1d20+3 = 21
Mimo tego Gkero wykorzystał zamęt stworzony przez Trosco, aby wypuścić swój bełt. Zagwarantowany pocisk wbił się w okolicach karku maciory, wypuszczając drobną strużkę krwi.

Cytat:
Miejsce trafienia Gkero 1d20(precyzja) +1(luneta) +2(celowanie) = 7
Test ciała Maciory 1d20+3 = 8
Już gdy bełt leciał, Maciora szykowała się do biegu. Trafienie jaszczura sprawiło, że wstrzymała się na moment, dając drużynie więcej czasu na reakcje, ostatecznie jednak rozpoczęła swoją szarżę, pochylając swoje rogi w stronę Trosco, który bezczelnie stał przed nią z wycelowaną bronią.
Zgarniając śnieg sprzed siebie jak Rappapara, maciora nabiła robota na swój nos, wgniatając mu część pancerza jednym ze swoich kłów. Mimo tego robot nie dał się zaniepokoić, dalej ściskając swoją broń. Nie miał jednak pewności, czy dziczyca staranuje nim okoliczne drzewa, czy niedługo zatrzyma się, wyrzucając go w powietrze.

Cytat:
Trosco test uniku (ciało + GunFu + rozproszona maciora) 1d20+4 = 7
Trosco test odporności (ciało + nat. pancerz) 1d20+3 = 5
Trosco test motywacji (motywacja + opanowanie w boju) 1d4+2 = 4
Trosco Rozbite Żebra - testy wymagające dobrej kondycji mają karę -1
Trosco stres +1
Tymczasem Gkero siedział skryty za kilkoma gałęziami. Jego kryjówka może nie była idealna, ale wystarczyła, aby maciora nie próbowała zagarnąć go razem z Trosco. Jej przebiegnięcie na tyle blisko Gkero byłoby stresujące, jaszczur zachował jednak opanowanie. Za sobą miał olbrzymią dziczycę porywającą jego towarzysza, przed sobą miał dwa normalne, około półmetrowe dziki, które wydawały się równie przestraszone maciory co on sam. Dwójka zwierząt wąchała powietrze, nerwowo rozglądając się w śniegu za czymś do podgryzienia. W tym czasie Avitus przekradł się za nie.

Cytat:
Gkero test ukrycia (cwaniactwo + ukrywanie się) 1d6+1 = 6
Gkero test motywacji (motywacja + opanowanie) = 9
Po podkradnięciu się do dzika na zaledwie metr, Avitus wykonał wślizg w jego stronę. Znalazłszy się już przy samym zwierzęciu, zaatakował je od dołu, celując sztyletem w podbrzusze.
Naturalna byłaby panika w sytuacji robota, ale nie ma ona żadnego zastosowania więc Trosco nie jest do niej po prostu zdolny. Zdolny jest do kreatywnych sposobów eliminacji. Robot będzie chciał się obrócić na maciorze, łapiąc się jej grubej sierści. Gdy już usiądzie na niej, rozciągnie lasso, złapie je jak skakankę i zarzuci linę za łeb dzika. Następnie bardzo mocno zacznie ciągnąć do góry, trzymając za oba końce liny i nie przestanie, dopóki nie odetnie dostawy tlenu do mózgu zwierzęcia.
Gkero widząc sytuację, wyciągnął dwie racje i rzucił w stronę dzików, następnie udając się dalej tropem maciory, aby wesprzeć Trosco w działaniach bojowych. Jaszczurka cały czas kluczyła między drzewami, aby zwierze jej nie widziało. Gkero planował trafić maciorę w oko lub uszkodzić nogę. Wątpił bowiem, czy bełt przebije jej skórę, aby trafić w serce.
Obracając się przed siebie na nosie Maciory, Trosco zobaczyły drzewa, przez które szarżowała dziczyca. Zwierze zgrabnie mijało co grubsze okazy drzew, jednak taranowało prosto przez młodsze jesiony. Uderzenia w nie mogły być tylko irytujące dla przerośniętej Maciory, za każdym impetem rozbijał się jednak o nie również Trosco, który próbował się też wspiąć i usadowić na karku zwierzęcia. Jego pancerz rozbrzmiewał pustym echem z każdym rozbitym drzewem, zmieniając wspinaczkę w test wytrzymałości.

Cytat:
Trosco test zwinność/wytrzymałość (ciało + nat.pancerz) = 1d20+2 = 4
Trosco stres +2
Gkero, który poświęcił nieco czasu na wyrzucenie swoich racji, miał problem z dogonieniem zwierzęcia. Maciora nie rozglądała się za siebie, więc mógł biec ile sił w nogach, ciężko jednak było tak się ustawić, aby strzelić w czuły punkt jak oczy maciory. Zamiast tego jaszczur postanowił wystrzelić w jej nogi, aby nie marnować czasu. Strzała przeszyła powietrze wbijając się prosto w tylną kończynę zwierzęcia. Maciora dalej biegła przed siebie, choć przez ranę zaczęła stopniowo zwalniać, dając Trosco chwilę, aby pochwycił swoją linę przez jej kark, co było trudnym zadaniem. Robot jakoś sobie poradził, ale jego ustawienie nie było idealne, kołysząca się Maciora uniemożliwiała złapanie jej pod stabilnym kątem. Nie mając czasu martwić się o detale, robot zacisnął linę z całej siły. Maciora momentalnie zatrzymała się i wierzgnęła w górę, chcąc zrzucić z siebie robota. Trosco zacisnął się nogami na karku i został na miejscu, wżynając linę w kark dziczycy.

Cytat:
Strzał Gkero (precyzja + celowanie + luneta) = 1d20+2 = 10
Wytrzymałość Maciory 1d20+3 = 14
Trosco utrzymanie liny (precyzja + koncentracja w boju) = 1d20+2 = 9
Trosco siła duszenia 6
W tym czasie Avitus został ze świniakami, którym pośpiesznie Gkero rzucił swoje racje, nim zerwał się do biegu za Maciorą. Widząc swoją okazję, Avitus wślizgnął się pod jednego z nich, z łatwością rozcinając jego podbrzusze. Gdy bestia zaczęła się rzucać i wierzgać w miejscu, satyra już pod nią nie było - zgrabnie przekoziołkował przez zaspy. Widząc to zamieszanie, drugi dzik pośpiesznie wpakował sobie do mordy tyle z leżącej na ziemi racji, ile mógł zmieścić jednym kłapnięciem, po czym zerwał się do panicznej ucieczki przez las, nie oglądając się za siebie. Satyr został sam na sam z zaskoczonym, rannym dzikiem, który zaczął biegać w niewielkim kole, kwicząc i wierzgając się na wszystkie strony. Ciężko było ocenić, do czego posunie się zwierze, gdy wreszcie się opamięta.

Cytat:
Avitus skradanie za dziki (cwaniactwo + skrytobójstwo) 1d20+5 = 18
Avitus atak z zaskoczenia (cwaniactwo + walka mieczem) = 1d20+4 = 14
Odporność dzika 1d10+1 = 7
Unik Avitusa (cwaniactwo + skrytobójstwo) = 1d20+5 = 19
Avitus zwinnie wrócił do pozycji stojącej i po złapaniu równowagi rozejrzał się dookoła. Mniejszy dzik był mocno zraniony, jednak Trosco zdawał się nie radzić z przerośniętą maciorą - przydałoby się mu pomóc. - Celujcie w podbrzusze, to jej słaby punkt! - krzyknął do swoich towarzyszy, po czym zaszarżował w stronę wielkiego zwierzęcia z zamiarem zrobienia kolejnego wślizgu i wbicia jej sztyletu w miejsce niechronione grubą skórą.
Gkero planował strzelać w nogę, aby permanentnie uszkodzić kończynę i uziemić lub spowolnić maciorę. Słysząc jednak satyra, jaszczurka ustawiła się tak, aby trafić w brzuch wierzgającego, przerośniętego dzika.
Gdy Avitus zerwał się do biegu, instynktownie poczuł się zagrożony. Szybki rzut okiem na otoczenie jednak niczego mu nie wyjawił, być może zbędnie obawiał się dzika, którego zostawił za sobą? Nie miał czas się rozpraszać, jego towarzysze walczyli w pocie czoła z olbrzymią Maciorą. Trosco podskakiwał na jej grzbiecie jak kowboj, gdy ta wierzgała się i podskakiwała,
aby zrzucić z siebie natręta i odzyskać wydolność oddechową. Gkero wykorzystał ten moment na strzał prosto w sutkowane brzuszysko zwierzęcia, bełt z jego kuszy wparował w skórę Maciory i zniknął w odmętach jej ciała, zastąpiony stróżką krwi. W tym momencie i satyr dorwał się do dziczycy, przeprowadzają podłużne, bolesne cięcie przez szerokość podbrzusza.
Nie miał jednak czasu na strzelenie fajnej pozy, ponieważ zwierze bez wytchnienia miażdżyło wszystko pod swoimi stopami. Kozioł z ledwością wyskoczył spod Maciory, tylko po to, aby zobaczyć, jak Trosco staje na zwierzęciu na baczność, wyginając się do tyłu i zaciskając linę
z niesamowitą siłą. Zarówno Avitus, jak i Gkero byli gotowi na nieprzyjemny widok rozciętej szyi
i złamanego karku zwierzęcia, coś jednak zalśniło w oczach Maciory. Dziczyca wypuściła tumany mgły z nozdrzy, zapierając się mięśniami szyi z całej siły. Gkero nie wiedział,
czy rodzina Salamanów miała kontakt z demonami, ani nie widział żadnych ich obrazów.
Twarz wykształcona przez fałdy mięśni szyjnych zdesperowanej Maciory przywodziły jednak
na myśl wyobrażenie prawdziwego ogra. Wyczyn Trosco nie był w stanie wykończyć bestii, która w ostatnim akcie desperacji rzuciła się na plecy. Było to jednak za mało, aby powstrzymać zawziętego robota, który już wiedział, że wygrał. Mocno krwawiąc i nie będąc w stanie oddychać, Maciora wyzionie ducha w przeciągu następnej minuty. Ona też o tym wiedziała. Obrała więc jeden cel:
Nie zdechnie z pustym żołądkiem.
Jej szczęki zaczęły kłapać obłędnie, popychając całe, przewrócone na bok ciało, ciągnąc
ją jak rekina przez śnieżne zaspy, z paszczą skierowana na Salamana i Avitusa!

Cytat:
Avitus test spostrzegawczości (umysł) 1d20 = 11
Avitus atak z zaskoczenia (cwaniactwo + skrytobójstwo) 1d20+5 = 14
Gkero strzał z kuszy (Precyzja + celowanie + luneta) 1d20+2+1 = 12
Trosco duszenie świniaka (ciało + koncentracja w boju) = 1d20+2 = 21
Wytrzymałość Maciory 1d20+3 = 23
Wytrzymałość Trosco (ciało + naturalny pancerz) = 1d20+2 = 11
Motywacja Trosco z przewagą (motywacja) 1d4 vs 1d4 = 3 vs 4 = 4
Avitus skupił wzrok na maciorze i przygotował się do zrobienia odskoku, gdy tylko ta się do niego zbliży.
Widząc co próbuje zrobić maciora, Trosco jeszcze mocniej starał się zacisnąć linę. Nie chciał pozwolić dzikiej świni zjeść Gkero i Avitusa.
- ODSUŃCIE SIĘ! - Ryknął robot a jego głos się nawet nie zawiesił. Mimo braku wyrazu twarzy, Trosco naprawdę wydawał się dawać z siebie wszystko. Jego jedyne oko świeciło złowieszczo czerwienią, a jego szczęką zaciskała się tak mocno że zaczęła krzesać drobne opiłki metalu.

Gkero w głowie miał wiele heroicznych planów. W jednym z nich używał liny, niczym lassa, łapał satyra pod pachę i w akompaniamencie muzyki przelatywał nad paszczą bestii. W innej rzeczywistości rzuciłby się do środka, chcąc rozerwać ją od wewnątrz. Jaszczurka była bliska wcielenia jednej z opcji, gdy usłyszała głos robota. Wtedy zdecydowała się skoczyć w stronę przeciwną od Avitusa, aby rozproszyć maciorę. Gkero postanowił wyczekać ze skokiem do ostatniej chwili, aby bestia miała jak najmniej czasu na reakcję.

Chłopacy skupili się na nadchodzącym zagrożeniu, uginając nogi i szykując mięśnie do skoku. Nie było mowy o tym, aby coś ich zaskoczyło lub rozproszyło, wiedzieli, co i kiedy mają zrobić. Osiągnęli stan skupienia bliski nirwanie, gdy kontakt ich mózgu z nerwami osiągnął bezsprzeczne porozumienie w zadaniu i planie działania ich ciał. Jak tylko paszcza Maciory pojawiła się tuż przed nimi, wyskoczyli na boki. Avitus odleciał w lewo, czubki jego rogów ocierały się o spody gałęzi, gdy pokonał cztery zaspy, aby niezgrabnie wylądować zadem na twardym lodzie. Tymczasem Gkero odbił się kilka centymetrów w górę, pacnął czołem w śnieg, uwalniając w niebiosa zasłonę dymną, po czym zaczął bezwiednie spadać po śniegu. Jaszczur toczył się z góry, miarowo nabierając prędkości. W swoim locie raz na ćwierć sekundy miał widok na zbliżającą się paszczę Maciory, która ruszyła jego tropem, kłapiąc zębami coraz bliżej żabiej mordki, aż wreszcie stało się nieuniknione. Gkero wtoczył się w drzewo, tracąc cały swój pęd i utykając w miejscu. Jaszczur zamknął oczy, czekając, aż zostanie pożartym. Nic się jednak nie działo. Gdy wreszcie postanowił się odwrócić, przeraził się rozwartej przed nim paszczy maciory, dającej mu wgląd na jej wnętrza. Zmęczony Trosco właśnie schodził z jej martwego truchła.

Cytat:
Avitus unik (ciało + odskok) = 1d4+5 = 9
Gkero odskok (ciało + opanowanie) 1d6+1 = 4
Gkero +3 stresu
Avitus +1 stresu
Gkeru, Avitus +300 exp
Trosco +350 exp
Avitus wstał z ziemi i energicznie się otrzepał, cały czas nerwowo rozglądając się dookoła. - Szlak by to! Wiedziałem, wiedziałem, ja wiedziałem, że to się tak skończy. Jebać tego psa, wracajmy do Bramy, zanim kolejne cholerstwo nas zaatakuje. -
- System diagnosis… - Zaczął robot trzymając się za dziure w torsie.
- Insufficient oxygen level… overclocking respiratory systems… pending… Error,Lung damaged. Respiratory organs working at 67%. - Trosco padł na blaszane dupsko i oparł się o ścierwo świni.
- Możesz śmiało w-w-wracać Avitus. Jeżeli znasz drogę. Gkero, obróbmy tego dzika i podziel się ze mną informacjami na jego temat. Chcę go dodać do bestiariusza wraz z tobą. -

Gkero pokiwał głową i zaczął wykrajać odpowiednie elementy maciory. Planował zrobić z niej prowiant, a przy okazji zabrać skórę na sprzedać. W naturze nic bowiem nie może się zmarnować. Podczas wykonywania tych czynności miarowym głosem opowiadał Trosco co wiedział o stworzeniu. Było to prawdopodobnie najdłuższy monolog wypowiedziany przez jaszczurkę.
Avitus kopnął parę razy śnieg, żeby zasygnalizować jak bardzo zirytowany jest aktualną sytuacją, jednak szybko dał sobie z tym spokój, widząc zerową reakcję drużyny. Nawet przez myśl mu nie przeszło samotny powrót do Bramy. Nie pamiętał drogi, a zostanie z drużyną było jednak bezpieczniejszą opcją w razie kolejnego ataku. Tak więc zdecydował się dla pewności obejść parę razy najbliższą okolicę. Po upewnieniu się, że jest tu jak na razie w miarę bezpiecznie, znalazł najbardziej osłonięte krzakami miejsce i rozbił tam swój mały namiocik. Przycupnął w nim i zaczął budować coś z szyszek i patyków dla zabicia czasu i zajęcia własnych rąk. Co jakiś przerywał to zajęcie, żeby ponasłuchiwać i wziąć gryza ze swojej racji żywieniowej.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-05-2021, 20:07   #8
 
Fiath's Avatar
 
29.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia
Środek łagodnej zimy: śnieżny dzień
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje.

Zgromadzeni zajęli się swoimi sprawami. Gkero rozcinał skórę bez większych problemów, choć z uwagi na rozmiar dziczycy trochę to jednak zajęło. Łowca musiał też pozwolić skórze ociec z krwi, zanim mógł ją zapakować. W tym czasie drużyna przygotowała nieco racji z mięsa prosiaka. Niestety jedyne co mogli zrobić, to upiec mięso na wolnym ogniu. Z uwagi na rigor mortis mięso było twarde i niesmaczne, ale przynajmniej jadalne. Co ładniejsze kawałki mięsa owinęli surowe w papier, aby zabrać ze sobą. Jeżeli wrócą do domów, mogą je porządnie oprawić albo po prostu odsprzedać rzeźnikowi.

Gdy drużyna skończyła swój odpoczynek była już noc. Widoczność w gęstym lesie zmalała niemal do zera, ale przynajmniej do tej pory chłopacy czuli się bezpieczni. Okoliczne zwierzęta musiały unikać tego skrawka lasu po hałasie, jaki wywołała maciora. Mając do dyspozycji niebo pełne gwiazd, Gkero, Trosco i Avitus byli w stanie oszacować, w którym kierunku jest Nowa Brama. Może nie wiedzieli, gdzie konkretnie są w lesie, ale za to przynajmniej mieli świadomość, jak go opuścić.

Cytat:
Gkero, Avitus, Trosco + 3 zjadliwe racje
Gkero +4 surowe mięsa maciory
Trosco +3 surowe mięsa maciory
Avitus +2 surowe mięsa maciory

Trosco -1 przeciętna racja, -2 stresu
Gkero -1 przeciętna racja, -3 stresu
Avitus -1 zjadliwa racja

Avitus +1 Staminy
Gkero, Trosco +2 Staminy
Avitus wlazł z powrotem do swojego namiociku, po czym zwrócił się do kompanów - Nocujemy tutaj? Jakoś nie widzi mi się wracanie do Bramy po ciemku. - dodał z uśmieszkiem.
Gkero uznał, że to dobry pomysł, więc zaproponował, że pierwszy stanie na czatach. Wiedział, że szukanie pieska po ciemku nie ma sensu.
Robot także przytaknął i postanowił że warta blisko świtu będzie jego. Jeżeli będzie miał trochę czasu, postara się odseparować głowę maciory od reszty ciała. Takie trofeum nie mogło pozostać na zgnicie, a jak przejdzie się z nim przez środek miasta, może zyska odrobinę szacunku?


***

Większa część nocy przepływała spokojnie. Salaman wygrzewał się przy ognisku, szukając na niebie pięcioramiennych, tęczowych gwiazd. Jakieś dwie, trzy godziny po tym, jak jego partnerzy poszli spać, jaszczur usłyszał szum w krzakach i skierował w ich stronę swoją kuszę. Gkero był pewien, że usłyszał coś żywego, nie był w stanie jednak nic zobaczyć. Nagle zza krzaków wyskoczyła biała fretka, która zaczęła piszczeć i turlać się w śniegu.

Cytat:
Gkero, spostrzegawczość + czujność = 1d10+2 = 11
Gkero spojrzał na nią, próbując zidentyfikować gatunek. Szukał w pamięci informacji,czy była to fretka polująca w stadzie i służyła za rodzaj wabika. Równocześnie zastanawiał się, czy ma przed sobą zwierzę płochliwe, którego zachowanie działałoby jako drogowskaz w lesie - ucieczka-zagrożenie, zabawa-bezpieczeństwo, płochliwość-dzikość, ufność-oswojenie.
Namyślając się, Gkero w końcu doszedł do wniosku, że zwyczajnie nie spotkał się z tego typu stworzeniem osobiście. Okazjonalnie przejezdni handlarze mieli ze sobą fretki na sprzedaż, które sprzedawali na sztuki. Nie żyły one jednak w tym lesie, no, chyba że ta komuś uciekła, albo została porzucona. Co za tym szło, Salaman nie miał pojęcia, jakie zachowanie jest dla nich typowe. Ten konkretny okaz zaczął się zbliżać i przymilać do łowcy, regularnie wywracając się na plecy i pokazując swój brzuch.

Cytat:
Gkero wiedza o lokalnej faunie, mądrość (1d10) + tropienie (2) = 9
Gkero wziął kawałek mięsa z dzika i rzucił nim jak najdalej, bez zmieniania swojej pozycji. Frapowała go fretka, ale nie chciał poświęcać jej niepotrzebnej uwagi. O zabawie nie było mowy, był na służbie, dzicz jest niebezpieczna, więc musiał zachować czujność. Nie chciał jednak, aby zwierzę rzuciło się na niego, gdy jaszczurka je zignoruje i straci gardę. A co, jeśli to czarodziej zamieniony we fretkę? Lub wielki pająk, który używał fretki, jako swojego towarzysza?! Albo czarodziej zamieniony we fretkę, który jest na usługach wielkiego pająka, który w ten sposób chce się dostać do Gkero?!?!?! Ta ostatnia opcja była zbyt przerażająca i prawdopodobna, dlatego łowca miał się na baczności.

Gkero był pewien siebie. Miał swoje zadanie i chciał się mu powierzyć. Fretka obejrzała się za wyrzuconym kawałkiem dzika, potem spojrzała na Gkero. Jej oczęta urosły, gdy wykrzywiła mordkę ze smutkiem. Łowca poczuł, że coś go łączy z tym zwierzęciem. Łączyły ich więzi samotności, które spoczywają na barkach wyróżniających się stworzeń jak oni, stworzeń, które bacznie szukają swojej gwiazdy, zostawiając za sobą tylko ślady w śniegu. Gkero nie mógł odmówić towarzystwa osobie cierpiącej tak, jak jego końska dusza. Nim Salaman się obejrzał, siedział na pieńku, wpatrując się z nowym towarzyszem w gwiazdy, wyszukując swojej jedynej. Przez moment Gkero nawet zdawało się, że coś znalazł, a jego nowy kompan zapiszczał, gdy razem spostrzegli pięcioramienną, tęczową formację. Niestety, chwilę później rozeszła się ona na trzy, niezwiązane ze sobą światełka.

Gdy Gkero tak wzdychał, ktoś złapał go od tyłu, wpychając mu butelkę w usta. Jaszczur zaczął się trząść, pluć i próbować krzyczeć, jednak wpadający mu do gardła trunek uniemożliwiał wydawanie dźwięków. Po kilku sekundach głęboko spał.

29.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia
Środek łagodnej zimy: śnieżny dzień
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje
Jakiś czas później, gdy wschodził świt, Trosco podniósł się na swoją zmianę. Miał wrażenie, że zaspał, bo Gkero nie zgłosił się na zmianę warty. Pamiętał, że słyszał jakiś szmer w nocy, ale za żadną cholerę nie chciało mu się podnieść. Teraz gdy już wstał, pierwszą rzeczą odbiegającą od jego przewidywań był brak satyra. Z namiotu wychodził za to długi ślad czegoś ciągniętego po śniegu. Tymczasem Gkero spał, wywrócony na kłodzie. Przy nim znajdowała się szklana, okrągła buteleczka z resztkami fioletowej cieczy.

Cytat:
Gkero motywacja z advantage(dedykacja) (2d6 = 1, 3) + czujność (3) = 6
vs uroda fretki (1d10) = 7

Gkero szukanie gwiazdy (1d20) = 3

Gkero czujność z disadvantage(fretka), mądrość (2d10 = 9, 8) + czujność (2) = 10
vs ??? cwaniactwo (1d12+3) = 11

Test ciała Gkero (1d4) vs ??? (1d6) = 4 vs 4 = 4 vs 6

Trosco, test czujności, mądrość lub motywacja (1d4) = 3
vs ??? cwaniactwo (1d12+3) = 12

To było bardzo uwłaczające tak pozwolić sie porobić przez jakiś rzezimieszków. Oko Trosco błysnęło czerwienią, gdy połączył fakty, co się stało i dlaczego Gkero go nie obudził. Nie miał czasu ani wiedzy sprawdzać co to za ciecz. Złapał łowce za kark i przerzucił go sobie przez plecy, po czym prędko podążył za śladem. Po drodze będzie od czasu do czasu klepał Gkero po policzku by się przebudził.
Po piętnastu minutach biegu, Gkero obudził się na plecach robota. Jaszczur czuł się lekko skacowany, ale za to bardzo wyluzowany.
Gkero pogłaskał fretkę po głowie. Zdziwiony był, że fretka jest metalowa, ale nie skomentował tego faktu. Po chwili odczuł, że fretka go dźwiga, co już zaczęło budzić jego wątpliwości. Czyżby jednak był to CZAROWNIK ZAMIENIONY WE FRETKĘ?! Wyluzowana jaszczurka zaczęła się szamotać w uścisku już-nie-fretki.
- Gkero! W s-s-s-skrócie czymś cię uśpiono, porwali Avitusa, podążam najwyraźniejszym śladem. Zaraz mogą być potrzebne twoje umiejętności. Chodzi o Tropienie. - Trosco wiedział, że musi doprecyzować, o czym do niego mówi. - Jak się poczujesz lepiej, to powiedz. - Dodał robot, nie przerywając biegu, cały czas bacznie analizując widoczne mu ślady.
Gkero czuł się wyluzowany, więc czuł się dobrze. Nie mógł zatem czuć się lepiej, w efekcie zatem nie mógł powiedzieć, kiedy poczuje się lepiej. Bo czy byłby lepszy stan od tego, który odczuwał teraz? Skoncentrował zatem wzrok na tym, co widział, czyli na drodze. Skoro nie musiał biec i był niesiony, to mógł w pełni skupić się na wypatrywaniu śladów. Gdy coś byłoby z nimi nie w porządku, znikałyby, byłyby niewyraźne lub fałszywy trop to zamierzał poinformować o tym robota. Kazano mu bowiem tropić, więc tropił, jak na tropiącego tropiciela przystało!
Patrząc przez ramię biegnącego robota, będąc podrzucanym z każdym jego krokiem, Gkero miał przed sobą bardzo dynamiczne wyzwanie tropicielskie. Szczęśliwie, ślad był ogromny, szerokości ciągniętego po ziemi satyra, więc trudno było, aby jaszczur sobie z nim nie poradził. Problem nastał, gdy dwójka zawitała głęboko w gęstwinie leśnej. Szlak uciął się przed kolekcją gęstych krzaków, zmuszając Trosco do zatrzymania się, nie będąc w stanie samemu określić ot tak, przez które krzaczory przedarł się porywacz.
Gkero dopadł do ziemi i zaczął przeczesywać podłoże w poszukiwaniu śladów. Sprawdzał które krzaki zostały ułamane, upewniał się czy ktoś nie przysypał czegoś śniegiem i czy przypadkiem nie zdecydowano się na niesienia satyra, zamiast ciągnięcie go przez gęstwinę. Tak zrobiłby Gkero, ale porywacze mogli mieć inny plan.
Trosco także starał się znaleźć jakiekolwiek ślady, robiąc co może by pomóc Gkero.

Cytat:
Gkero, test mądrości (1d10) + tropienie (2) = 11
Patrząc u podnóża krzewów, Gkero był w stanie zlokalizować wyłamania w miejscu, gdzie ktoś na siłę przeciągnął przez nie satyra. Obecność wielu rozrzuconych śladów za krzewami, jak i mocno wgniecionych zasp, zaczęła formować w myślach Gkero wyobrażenie ich celu: musiał być to osobnik o ograniczonej sile fizycznej, który szamotał się przy krzewach i odniósł porażkę w próbach niesienia swojej ofiary na plecach. Przynajmniej na razie odzyskali trop, więc mogą podążać dalej.
Gkero kusiło, aby ponownie zostać niesionym przez swojego wierzchowca, który jednak nie był czarodziejem-fretką, a okazał się Trosco. Uznał jednak, że ze względu na tropienie, lepiej będzie aż zacznie poruszać się samemu. Nie czekając na reakcję robota, ruszył znalezionymi śladami dalej.
Brak słów oznaczał, że jego… kuriozalny umysł musiał wskakiwać na wyższe obroty. Robot nie chciał mu przeszkadzać zbytnio, więc w miarę ostrożnie po prostu za nim podążył.


Para dążyła przed siebie kolejne kilkanaście minut. Im dalej odbiegali od krzaków, tym wyraźniejszy stawał się ślad. Prowadził ich między gęstwiną drzew, idąc w dół zbocza. Kształt terenu sprawiał, że Gkero spodziewał się niedługo natrafić na wydeptany szlak, nie był jednak pewien jak głęboko zaszli wczoraj w las, więc nie mógł być do końca pewny. Łowcy byli zmuszeni zatrzymać się, gdy do ich uszu zaczął dochodzić dźwięk cichej piosenki wygrywanej na lutni. Ktoś wesoło obozował niedaleko stąd. Zaczynały też się pojawiać ślady różnych stóp w okolicy, wskazujące, że ktoś niedawno zbierał chrust na opał. Część z nich podeptała również pasmo, które powinno być śladem ciągniętego Avitusa. Ponieważ porywacz prawdopodobnie ciągnął kozła za sobą, do tej pory Trosco i Salaman nie widzieli żadnych odcisków — kozioł prawdopodobnie zacierał je swoim tyłkiem. Łowcy stanęli teraz przed decyzją: sprawdzić, czy biesiada ma związek z ich porywaczem, czy dążyć dalej prawdopodobnym śladem porwanego satyra.
Gkero nie zastanawiał się, tylko tropił dalej i mechanicznie, niemal bez udziału własnej woli, szedł dalej śladem. Łowcy nie może nic rozpraszać i kiedy w oczach miał cel, trzymał się go.
Trosco podążał za Gkero w odpowiedniej odległości, by mu nie przeszkadzać. Nie skradał się, bo było to dla niego niemożliwe, za to idąc spokojnie, bardziej przyglądał się biesiadnikom.
Idąc powoli za Gkero, Trosco wypatrzył między drzewami zgromadzenie siedzące między dwoma wozami. Prawdopodobnie byli to kupcy. Z tej odległości, ciężko było mu powiedzieć coś więcej.

Tropienie Avitusa powoli zaczynało rodzić owoce. Powoli, bo kolejnym zawirowaniem w poszukiwaniach było kompletne urwanie się śladu. Trop przypominający ciągnięcie łopaty w śniegu, zmienił się w losowe rysy na zaspach. Szczęśliwie, na białej powierzchni lasu zaczęły pojawiać się nowe tropy: garści wyrwanych włosów. Gkero nie potrzebował długo, aby wywnioskować, że jest to satyrza sierść. Avitus zostawiał im ślady, więc dogonienie go było teraz tylko kwestią czasu.
Trosco podążał za Gkero w odpowiedniej odległości, by mu nie przeszkadzać.

Gkero poruszał się po śladach wyrwanych włosów, aż wreszcie jego oczom ukazał się w oddali ruchomy punkt. Wiedział, że to będzie jego cel. Starając się być bezwdzięcznym i niewidocznym, jaszczur przemykał od krzaka do krzaka, aż wreszcie, siedząc za kamieniem, miał dobry widok na swoją zgubę. Związany w kokon Avitus był ciągnięty na związanej ze sobą stercie gałęzi, prowadzonej przez niewysokiego, kotowatego osobnika. Gkero nie znał tej rasy, nie było ich wielu na Nowej Ziemi. Orientował się tylko, że widzą w ciemności. Był to fakt, którego jego ojciec od czasu do czasu żartobliwie im zazdrościł. Na głowie kota spoczywał podłużny szczur o białej sierści, którego Gkero poznał z poprzedniej nocy. Ich grupa zbliżała się do wyjścia z lasu. Trosco czekał na sygnał w oddali.

Cytat:
Gkero skradanie (cwaniactwo + ukrywanie) = 1d6+1 = 6
Moe spostrzegawczość (mądrość) = 1d4+3 = 5
??? spostrzegawczość (mądrość) = 1d6 = 4
Gkero zakradł się tak blisko porywacza, jak tylko mógł. Jego towarzysz czekał na skraju gęstwiny, aby nie wydać swojej obecności. Dopiero gdy Trosco odczuł, że minęło dość czasu, aby Gkero zbliżył się do celu tak blisko, jak chciał, ruszył biegiem. Łopotanie i skrzypienie płyt robota zaczęło nieść się głośno po lesie. Moe odskoczył od swojego niewolnika, wyjmując broń i rozglądając się za zagrożeniem. Widząc nadciągającego Trosco, krzyknął tylko - POGGERS, DO ATAKU! - a jego fretka ruszyła biegiem.

 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-05-2021, 13:13   #9
 
Fiath's Avatar
 
Gkero tylko na to czekał. Wypuścił bełt kuszy prosto w kota. Nie celował jednak w głowę, a w tors przeciwnika. Nie chciał bowiem zabić go na śmierć, a jedynie unieruchomić. Kot mógł bowiem wiedzieć coś o poszukiwanym przez nich psie. Koty to naturalni wrogowie psów, więc z pewnością ten jegomość ma informacje o ich obiekcie poszukiwań. To było bowiem logiczne, że taki osobnik będzie miał wszelkie dane wywiadowcze o swoim nemezis. Nie mogło być inaczej. Pozostawała jeszcze sprawa fretki, która była czarodziejem!
Widząc szarżującego Trosco, Avitus od razu zabrał się za rozplątywanie lin. Uwolnienie się było w tej chwili priorytetem, potem można było zacząć myśleć nad tym, jak pomóc swoim towarzyszom. Mimo swojej aktualnej sytuacji satyr uśmiechnął się pod nosem - zaraz stanie się to, przed czym ostrzegał Moe. A jako że kociak nie chciał słuchać, to zaraz spotka go marny koniec.
Strzała wyleciała z krzaków zbyt nagle i celnie, aby Moe miał czas zareagować. Ugodziła go prosto w pierś. Kotoczłek szarpnął się niepotrzebnie, doprowadzając ranę do krwawienia. Moe zdołał spostrzec, skąd nadleciał bełt i szybkim ruchem wyrzucił ukryty sztylet w stronę Gkero, który nie zdążył zareagować, obrywając w ramię. Tymczasem Avitus walczył nad oplątującymi go linami, splot był jednak bardzo trudny do rozwikłania, będąc nim związanym.
Gkero był zaskoczony szybkością reakcji kota oraz jego celnością. Do tej pory w głównej mierze polował na zwierzęta i nie przypominał sobie, aby jakiekolwiek z nich reagowało w tak doskonały sposób. Jaszczurka uśmiechnęła się pod nosem - to oznaczało polowanie! Gkero umiał jednak zachować spokojny umysł i skoncentrował się na ratowaniu towarzysza. W końcu jego śmierć oznaczałaby koniec misji, a Gkero zawsze będzie miał okazję wrócić po kota. Po Avitusa nie, bowiem kto umarł, ten nie żyje.
Dlatego właśnie Gkero przeładował kuszę, a następnie zmarkował strzał w kota, udając, że pudłuje. W rzeczywistości wystrzelił bełt niedaleko satyra, aby ten mógł rozplątać sznury, tnąc je o grot pocisku. Następne jaszczurka skoczyła między drzewa, kryjąc się przed kotem.


Cytat:
Gkero trafienie, przewaga (precyzja + celność) = 1d20 + 2 = 17
Moe wykrycie (mądrość + czujność) = 1d4 + 3 = 4
Gkero, ukrywanie się (cwaniactwo + ukrywanie się) = 1d6 + 1 = 1 + 1 = 2
Avitus rozplątanie liny (cwaniactwo) = 1d20 vs 15 = 9, porażka.
Moe celność (precyzja) = 1d8 = 4
Gkero unik (ciało) = 1d6 = 1

Moe +damage +bleed
Gkero +1 stres.
Strzała Trosco wylądowała zaraz przy Avitusie, który chwycił ją i zaczął bełtem rozcinać wiążące go liny. Bezzwłocznie, jaszczur odwrócił się za siebie, aby wbiec w gęstwinę. Jego stopa zachaczyła o wystający konar, posyłając go prosto na ziemię, dwadzieścia centymetrów od miejsca, w którym stał. Moe był jednak zbyt rozkojarzony wypuszczoną wcześniej strzałą, aby to zauważyć. Gdy spojrzał w stronę Gkero, zobaczył tylko krzewy i stwierdził, że już za późno, aby udać się w pogoń. Wobec tego ruszył pędem w stronę Trosco, który właśnie złapał w ręce białą fretkę kotowatego. “Złapał”, było tu umownym stwierdzeniem, ponieważ Poggers bardzo chętnie wskoczył w ręce robota. Gryzoń zaczął ocierać się o palce maszyny, spoglądając w nią ogromnymi, błyszczącymi oczkami. Trosco omal nie zapomniał o tym, że jest w środku bitwy. Momentalnie otrząsł się jednak, zdając sobie sprawę, że to nie był czas na pieszczoty.

Cytat:
Gkero strzał DC5 (precyzja + celowanie) = 1d20+2 = 14, sukces.
Gkero ukrycie się (cwaniactwo + ukrywanie) = 1d6 + 1 = 2.
Moe spostrzegawczość (Mądrość) = 1d4 = 1.
Poggers charm (cwaniactwo) = 1d8 = 3.
Trosco motywacja do działania = 1d4 = 4.
Gkero widząc, że przeciwnik go zignorował, wygrzebał się z zarośli i wyskoczył na ścieżkę. Następnie oddał strzał w kotoczłeka, po czym znowu dał nura do krzaków. Nie chciał bowiem dać się podziurawić nożom, a do tego chciał mieć widok na Trosco mocującego się z fretką-czarodziejem.
W procesorze robota wyświetlił się komunikat:
“ WARNING! WARNING! Attempt at psychological attack detected!” Gdy to zobaczył jego oko zapłonęło czerwienia. - Lethal tactics engaged. Current objective: Leave no survivors. -
Trosco natychmiastowo zacisnął pięść usiłując zmiażdżyć zwierzę tym samym z wyciągniętą bronią kierował się w stronę Moe, ale już odrobinę wolniej.

Avitus otrząsnął się z lin którymi jeszcze przed chwilą był skrępowany. Trzymając w prawej ręce strzałę z kuszy Gkero, zaczął podkradać się do stojącego kilka metrów od niego Moe, z zamiarem wbicia mu w plecy ostrego grota.
Wyczuwając zamysł Trosco, Poggers natychmiast zaczął się wyrywać z paniką wypisaną na twarzy. Nie minęła sekunda, nim fretka była głęboko w lesie, biegnąc przed siebie z taką determinacją, że nigdy już jej nie zobaczą.
Moe był gotów na to, że kolejna strzała powędruje w jego kierunku. Nie był jednak gotów na dwie. Avitus bez problemu wbił strzałę w plecy kotoczłeka, który czując ból, odskoczył przed siebie, wpadając pod najbliższe drzewo. Pomimo swoich braków w inteligencji, Moe nie był na tyle durny, aby liczyć na wygraną przeciwko trzem innym osobom, zwłaszcza w momencie, gdy niegdyś lojalny Poggers go opuścił.
- Uwu… Spokojej Avisiu. Ni musim siem tak agreasywnie zachowywyć, owo. Dogadamy siem, nie? Kciałeś spółpracować. - uśmiechnął się do satyra.
- Fakt, wspominałem o tym. - Avitus zaśmiał się lekko pod nosem. - Szkoda tylko, że rozważasz moją propozycję dopiero teraz. Swoją drogą, stało się dokładnie to, co mówiłem, że się stanie. Całkiem zabawne, nieprawdaż? - uśmiech satyra poszerzył się wraz ze skończonym zdaniem.
Gkero zbliżył się do obu osób, zachowując dystans od Moe i mając go cały czas na muszce. To nie jego sprawa, więc się nie wtrącał, ale nie chciał, aby kotownik znów zaatakował. Frapowało jaszczurkę jedynie to, gdzie znikła fretka-czarodziej.
- Hahahahaha! Owo! Dobrze zabawnie, prawduśkę mówisz! - natychmiast zaczął się podlizywać kotowaty. - Ni tak, że mnie zabibacie nie? Bugsby byłby zuy!
Trosco wyszedł zza drzewa, od razu celując Moe prosto w głowę.
- I-i-istnieje jakiś istotny powód dla którego mamy go puścić? Rozpowie o nas w mieście. I wtedy będziemy dopiero mieć problemy. - Zakomunikował robot zbliżając się coraz bardziej do kotoczłeka.

Avitus dał Trosco znak ręką, aby ten chwilę się wstrzymał - Tego właśnie próbuję się dowiedzieć. - odpowiedział spokojnie robotowi, po czym zwrócił się z powrotem do Moe, - Co jesteś mi w stanie zaoferować w zamian za puszczenie cię teraz wolno? -
Gkero wydał z siebie swoje pierwsze w życiu - uwu uwu - mówiąc to był całkowicie poważny. Zakładał, że to groźba, a chciał brzmieć groźnie.

- Co kcesz! Oprócz piniędzy, bo te sum Bugbiego. Znam dużo ludków w mieście! Mogem dać wam rabatki, uwu! - zaproponował. - Pomóc z problemikami! Tyko to zostanie między nami, nie? - Avitus był świadom, że za opuszczenie miasta w chwili, gdy Moe jest dłużnikiem Bugsbiego, czekałyby kota znaczne konsekwencje.
- Masz jakiś pomysł jak rozwiązać nasz problemik związany z listami gończymi? - zapytał Avitus unosząc lewą brew.
Moe panicznie rozglądał się w lewo i prawo, próbując znaleźć odpowiedź. Jego wzrok spoczoł na Trosco. - M...Mogem powiedzieć, żem to ja to zrobił, owo! Żem przebrau siem za robocika z wiadereczkiem na głowie owo! - zaproponował.
Satyr pokręcił głową - Wątpię że to by przeszło. Z resztą jakbyś się przyznał, to Czarnozęby mógłby cię skasować, a tego byśmy nie chcieli. A znasz kogoś w mieście, kto byłby w stanie nam pomóc? -
Gkero zapytał, robiąc groźną minę - Gdzie. Jest. Pies.? - po chwili uzupełniając wypowiedź o - UwU . Jaszczurka nie zwróciła uwagi, że Avitus mówił w tym samym momencie. Nie zignorowała go, po prostu nie zauważyła.
Moe odsunął się panicznie od Gkero, nie będąc pewien, komu powinien odpowiadać. Skierował się jednak do Avitusa. - Czarnozębuś kce tyko kozioła ofiarnygo! Mni by nie zbił, bo Bugsby by się złolił, owo! - obiecał - Momemy też wzioć kogoś, kto by siem za wami wstawił wrazie czego, uwu? - zasugerował. - Zbysiek! Lub, lub - Moe lekko podskakiwał, próbując wykrzesać ostatnie iskry intelektu ze swojej głowy. - Gidia magów! Owo, z nimi siem dogadujem! - obiecał.
Avitus ponownie się uśmiechnął. - W takim razie mam pomysł. Przekonaj Gildię Magów, aby powiedzieli władzom miasta że to Kalina Potworna stoi za tym atakiem. Że użyła swojej magii by namieszać w głowie strażnikom i zrzucić winę na kogoś innego . W końcu jest potężną czarodziejką, więc chyba nie byłby to dla niej problem, prawda? -
Moe nie spędził nawet dwóch sekund, zastanawiając się nad tym zadaniem. - Tak. Jasne. Zrobię to, owo! - obiecał, rytmicznie przytakując głową. Jego intencja wydawała się szczera. Czas pokaże, czy mu się to powiedzie.
-Pies. Gdzie jest? - powtórzył pytanie Gkero.

- Opowiesz w mieście że “Trosco” z-a-a-abił i tutaj użyj słów “KURWNĄ MACIORĘ” bez problemu. I TYLKO dzięki mi przeżyłeś. Ja jestem Trosco. - Robot delikatnie pochylił się nad Moe. - I te dwa ostatnie z-z-zdania są prawdziwe. - dodał po czym się wyprostował i położył delikatnie dłoń na kuszy Gkero by ją opuścił. - Nawet głupia p-p-lotka powinna mi dać trochę spokoju. W tym czasiem powinniśmy rozważyć powrót. - Oznajmił robot.
Avitus zerknął na Trosco, po czym z powrotem na Moe. - To co, chyba jesteśmy dogadani? - zapytał, wyciągając w stronę kotowatego rękę, aby pomóc mu wstać.
-A zaginiony pies? - zapytał Gkero zdezorientowany obrotem spraw. Po chwili znowu dodał - uwu - i po chwili znów -uwu uwu - Jaszczurka nie wiedziała, czemu nikt się tematem nie interesuje.
Kotoczłowiek uścisnął rękę, podnosząc się - Tio...tio mogem iść, owo? - spytał Moe, łukiem obchodząc zgromadzenie, tak, aby schować się przed Gkero za plecami Trosco.
-Wydaje mi się że tak. - Avitus zerknął na swoich towarzyszy - Tylko zadbaj o to żebyśmy tego nie pożałowali. -
- Beep Boop musi obejrzeć Gkero chyba dostał za m-m-m-mocno w głowę. Wskazywałyby na to niezrozumiałe słowa które powtarza. Wcześniej tak nie robił. - Robot się zaciekawił lecz po chwili dodał. - W miarę możliwości wróćmy gdzie leżała maciora, chce jej głowę potem wrócimy do miasta sprzedać mięso i dowiedzieć się więcej o zaginionym kocie.- Spojrzał tutaj na Gkero. - Który według opisu trochę wygląda jak pies. -
Gkero pokiwał energicznie głową. W końcu jakieś konkrety! Zmarnowali tyle czasu na zmutowanego kota, zgubili fretkę-czarodzieja, ale nie stracili celu z oczu. Gkero czasami myślał, że tylko on ma w tej ekipie głowę na karku. Musi myśleć za wszystkich i wszystkiego dopilnowywać. Jak lider. Ta myśl rozpaliła ogień w oczach jaszczurki.
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-06-2021, 13:25   #10
 
Fiath's Avatar
 
30.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia
Środek łagodnej zimy: ciepły dzień
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje

Avitus, Trosco i Gkero wrócili do swojego obozu z wczorajszej nocy. Odpoczęli chwilę, następnie złożyli namioty, zabrali swoje rzeczy i jedzenie, po czym Trosco i Avitus postanowili wrócić do miasta. Chcieli zabrać ze sobą Gkero, jaszczurka miała jednak misję. Misję łowiecką. Misji łowieckiej się nie przerywa. Wobec tego wzruszyli ramionami i rozeszli się.

Gkero teraz wiedział, gdzie się znajduje w odniesieniu do miasta, obozu drwali, oraz pobliskiej wsi. Dzięki temu mógł skierować się mniej-więcej w tą część lasu, w którą udawali się drwale. W dalszym ciągu polegał znacznie bardziej na szczęściu niż zdolnościach tropicielskich, w końcu nie wiedział nawet, gdzie kot zaginął w pierwszej kolejności, poza tym, że było to gdzieś w lesie. Możliwe jednak, że szczęście się do niego uśmiechnęło.

Łowca znalazł ślady i to nie jednej istoty. Po pierwsze, natknął się na sporych rozmiarów ślady przypominające kota. Po drugie, zobaczył stertę mniejszych śladów sugerujące, że grupa zwierząt o małych łapkach bawiła się razem. Trzecią grupą śladów były cięcia na drzewach. Wszystkie ze znaków prowadziły w innym kierunku.
Gkero miał nie lada problem do rozgryzienia. Musiał bowiem zdecydować, czy ruszy śladami wielkiego kota, czy małych kotów. Z jednej strony uznał, że być może duży kot porwał poszukiwanego psa lub ten bawił się z małymi kotami. Jaszczurka uznała, że jeśli opcja druga była prawdziwa to psu nic nie grozi i łowca zdąży go znaleźć. Dlatego najpierw ruszył tropem wielkiego kota. Jeśli bowiem psu groziło niebezpieczeństwo to musiał go uratować!

Idąc po śladach przez leśną gęstwinę, Gkero doszedł do niewielkiego, zamarzniętego jeziora. Za nim, między skałami znajdowało się wejście do jaskini, z której wnętrza wystawały dwa duże, błyszczące punkty. Przyglądając się swojemu otoczeniu Gkero stwierdził, że lód wygląda na niezłomny. Mógłby po nim nawet skakać. W otoczeniu nie wydawało się znajdować nic wartego uwagi, a sama jaskinia wygląda na naturalną.



Gkero był doświadczonym łowcą, ale popełniał błędy. Często uświadamiał sobie o nich w trakcie wykonywania takich czynności, jak np. wejście na środek zamarzniętego jeziora na odsłoniętym terenie. Jaszczurka zwyczajnie uznała, że w ten sposób będzie jej łatwiej zbliżyć się do jaskini. Mózg Gkero wydedukował bowiem, że śnieg skrzypi pod stopami, a lód nie. Lepiej zatem skradać się po lodzie! I tak skradając się po nietypowej powierzchni, zaczął zbliżać się do wejścia jaskini, skupiając się na błyszczących punktach.

Widząc skradającą się po lodzie istotę, cień postanowił wynurzyć się z jaskini. Zrobił to bardzo powoli, krok po kroku wyłaniając swoje ciało.
Oczom Gkero pokazała się podłużna, kocia twarz o lśniących oczach, okryta czarnym płaszczem nocy, który falował jak ogniste płomienie. Był to Cieniostwór, na którego grzbiecie, z nieposłusznymi oczyma i wystawionym radośnie językiem, spoczywał pies o kocim ogonie.


Gkero przyszedł ocalić psa. I zobaczył psa na grzbiecie cieniostwora. Cienostwora, który zabił mu rodziców. Z pewnością zatem zabije i psa. Jaszczurka nie była pewna, czy pokona istotę, ale chodziło o samo ocalenie mniejszego zwierzęcia. Nie musi zatem zatem wygrać, aby zwyciężyć. Po prostu nie może przegrać, a to duża różnica - łowcy zawsze powinni o tym pamiętać.
Gkero powoli przykucnął i wyciągnął jedną rację z plecaka, cały czas obserwując przeciwnika. Nie wykonywał żadnych, gwałtownych ruchów i czekał na reakcję istoty.

Cieniostwór gwałtownie wypuścił powietrze z nozdrzy. Następnie spojrzał za siebie i dotknął lekko zwierzę na swoich plecach. Psot ześlizgnął się po ciele bestii, aż upadł z łomotem na plecach. Chwilę poruszał nogami w powietrzu, aż wreszcie Cieniostwór go obrócił lekkim kopnięciem. Małe stworzenie wykonało kilka kroków w stronę Gkero, po czym spojrzało za siebie. Zezujące oczy psota niemal zeszły się razem, patrząc na inspirujący połysk w oczach Cieniostwora. Małemu stworzeniu brakowało wiary w siebie, wierzyło ono jednak w Cieniostwora, który wierzył w nie. Odwracając twarz — oraz częściowo wzrok — w stronę Gkero, psot podniósł się, rozstawiając nogi w lekkim rozkroku i jeżąc sierść. Wyglądało na to, że tym razem przeciwnikiem Gkero będzie właśnie ta mała bestia.
- Mrauf. - Zaszczemiałczył psot.
Gkero rozłożył rzeczy dookoła siebie. Załadowaną kuszę postawił na ziemi w zasięgu swojej ręki, ale nie tak, aby zwierzęta odczuły to - nie miał broni w dłoniach, nie groził nią nikomu. Była jedynie w pobliżu, gotowa do użycia. Wyciągnął również skórę maciory, którą położył przed sobą, a na drugim boku położył jedzenie. Tak rozstawiony przykucnął w słowiańskim przykucu i spojrzał w oczy cieniostwora, starając się wyczytać intencje bestii.
Jeśli nie zamierzała go zaatakować, Gkero skierowałby wzrok na psota, a następnie wyciągnąłby rękę przed siebie, a palce dłoni zginąłby do środka, zapraszając swojego “przeciwnika” do tańca. Równocześnie gwizdając, jak do psa, którego chciałby przywołać do siebie.

Psot napuszył się, podniósł zad w górę, po czym wskoczył na lodowe jezioro z warknięciem - MRAUF! - które zabrzmiało bardzo uroczo. Gdy tylko wylądował na lodzie, zaczął szarżować na Gkero żądny krwi i chwały!

Cytat:
Psot intymidacja (ciało) = 1d4-1 = 0
Gkero czekał w swojej pozycji. Skoncentrowany niczym koncentrat pomidorowy, skupiony niczym szakal na stepie. Zgrał się z zimną taflą jeziora, zsynchronizował zmysły z ośnieżonym lasem. Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że zasnął, ale on po prostu czekał. Czekał aż psot skoczy.
Wtedy Gkero planował płynnym ruchem poderwać skórę maciory i złapać w nią, niczym w siatkę, małego psota. Oczami wyobraźni widział zwierzaka, niczym pstrąga wyskakującego z wody, a siebie, jako małego Gkero, który z rodzicami łowił ryby wiele lat temu. Obecność cieniostwora pobudzała tęskne nuty w łowcy, a ten wykorzystał je, jako paliwo do swoich działań. Był zdeterminowany, aby uratować istotę.

Waleczny psot biegł na łowcę ile sił w łapkach, aż te poślizgnęły się na zamarzniętej tafli jeziora. Zwierzę mimowolnie przyjęło pozycję spłaszczonej rozgwiazdy i zaczęło kręcić się w stronę Gkero z zawrotną prędkością, z każdą sekundą przybierając na sile.

Cytat:
Psot bieganie po lodzie (ciało) = 1d4-1 = 0
Widząc rozwój wydarzeń, Gkero stanął w lekkim rozkroku i ustawił skórę maciory tak, aby psot wpadł w nią. Spodziewał się, że siła impetu może zwalić go z nóg, ale był gotów zaryzykować. Kiedy zwierzę znajdzie się w jego improwizowanej siatce, zamierzał przytulić je do siebie - spodziewał się szamotania i szarpania lub ewentualnej walki. Gkero wierzył, że psot przez skórę się nie przebije, a do tego ta odpowiednio wszystko zamortyzuje oraz ograniczy jego zdolność ruchu.
Kot nabierał tempa, jednocześnie próbując wstać wszystkimi czterema łapkami na raz. Ostatecznie zawocowało to jego wybiciem się w przestworza, gdzie wyleciał w stronę twarzy przykucniętego łowcy, jak futrzasty shuriken. Gkero był gotów go złapać, okazał się jednak zbyt słabym, aby znieść impet uderzenia. Głowa łowcy wygięła się w tył, a za nią reszta ciała, posyłając jaszczura tragicznie ku lodowatemu podłożu, które szczęśliwie wytrzymało trzaśnięcie jaszczurki z psotem na twarzy. Para poleciała jeszcze nieco do tyłu, ślizgając się na lodzie, szybko jednak stanęli w miejscu. Leżący na twarzy Gkero psot, którego oczy odbijały się teraz w każdym kierunku, zwycięsko uniósł jedną łapkę w górę.

Cytat:
Gkero łapanie psota-pocisku (siła), DC4: 1d6 = 2, fail
Gkero +1 Stresu
Psot +1 Stresu
Gkero w tym czasie wystrzelił ręką niczym jadowita kobra z ukrycia. Skierował ją na kark psota, próbując złapać niesfornego szczeniaka i podnieść go do góry. Z nauk wiedział, że w ten sposób obezwładnia się małe zwierzaki. Nie mogły bowiem sięgnąć do niczego, a do tego ich instynkt działał mimowolnie - w ten sposób matki trzymały w pyskach swoje dzieci za kark. Gkero liczył, że w tym przypadku zadziała to podobnie, a poza tym chciał mieć psota jak najdalej od swojej twarzy.
Nie widząc zwierzęcia i będąc rozkojarzonym od łupnięcia głową w lód, Gkero przypadkiem złapał psota za przednią łapę, a nie kark. Mimo tego nie spotkał się ze sprzeciwem i z łatwością się podniósł. Zwierzę zwisało z dumą wypisaną na twarzy, jak bokser którego rękę podnosi się, aby obwieścić wygraną. Stojący w oddali cieniostwór prychnął nosem i powolnym krokiem wrócił do swojej jamy.

Cytat:
Gkero paraliżujący chwyt karku (precyzja) DC6: 1d20 = 1
Gkero był zaskoczony. Zaskoczyła go reakcja psota tak samo, jak reakcja cieniostwora. Przeniósł uchwyt z dłoni na kark zwierzęcia, ale czule-opiekuńczo. Następnie przytulił je do swego ciała i dał pod pysk kawałek racji. Jaszczurka obserwowała zachowanie zwierzęcia. Jeśli te wyrywałoby się i szamotało, planował umieścić je w prowizorycznej siatce. W innym wypadku planował odciąć linę z hakiem tak, aby przerobić ją na równie prowizoryczną obrożę ze smyczą. Nawet gdyby psot zachowywałby się potulnie, Gkero nie mógł pozwolić sobie, aby zwierzak uciekł.

Psot zachował się potulnie. Zawzięcie machał ogonem, gdy jadł racje, niemal odrywając swój tył od ziemi. Przyjął też prowizoryczną obrożę bez protestu, po czym wyrwał się do przodu, chcąc prowadzić Gkero jak na samca alfa przystało. Nie wiedział jednak, gdzie ma iść, więc kręcił się w miejscu, okazjonalnie zerkając na łowcę, szukając jakiegoś sygnału.
Gkero niby przypadkiem wskazywał mu palcem kierunek w którym mieli się udać. Prowadził ich ku Bramom, a raczej pozwolił, by psot ich prowadził.


30.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia

Gkero skierował się z psotem do bramy, gdzie zapytał strażników, dokąd właściwie ma zwierzę odprowadzić. Ci zerwali dla niego jeden z plakatów, sugerując, żeby poszukał Kazika w obozie drwali.
Tam łowca trafił bez problemów, ponieważ mieszkał na jego obrzeżach. Pytając się sąsiadów, w końcu dostał kierunek do chaty wysuniętej najbardziej w głąb lasu, gdzie krasnolud Kazik miał się znajdować.
Gkero zastał drwala odpoczywającego przy kamieniu. Miał on bujną siwą brodę, duże i silne dłonie, oraz wyraźną nadwagę. Nosił na sobie jednoczęściowy strój bobra.
- MRAUF! MRAUF! MRAUF! - Psot zaczął skakać z boku na bok na widok drwala.
Uśmiechając się, Kazik zapytał Gkero - Czy to mój Musk?
Gkero przytaknął i rzekł -To Twój pies, więc gdzie moja nagroda? - mówiąc to, uśmiechnął się, ale jeszcze nie przekazał smyczy psota drwalowi.
- Już, już. - drwal odrzucił siekierę na bok i sięgnął do sakwy. Wyjął z niej kilka większych monet i wyciągnął dłoń do Gkero. Znajdowało się na niej sto pięćdziesiąt kolibrów. - Skoro nawet nie potrzebowałeś mojej pomocy, to zasługujesz na co nieco ekstra. - stwierdził drwal.
Gdy krasnolud się zbliżył, Musk obniżył się, jednocześnie podnosząc do góry zad, po czym skoczył na jego stopę, nieudolnie atakując ją puszystymi łapkami.
- Humm...zmężniał. - zadziwił się drwal. - Byłem druidem na starej Fantazji. Za mało tu magii, aby porozumieć się z naturą, więc przynajmniej przygarnąłem tego małego, bo był spłoszony i nieśmiały. Chciałem pomóc mu odkryć bestię w sobie. Widać ostatecznie nie potrzebował mojej pomocy… - mężczyzna zaczynał ględzić pod nosem, szybko zapominając o łowcy.
Gkero rzekł całkiem poważnie -Znalazł bestię w lesie, która pomogła mu znaleźć bestię w sobie - po czym wziął monety i pogłaskał psota na pożegnanie. Zanim jednak odszedł, przystanął na chwilę i zapytał, jakby wbrew sobie - W czymś jeszcze Ci pomóc?
Gdy Gkero pochylił się po monety, psot wspiął się na niego, uciskając łapkami plecy łowcy. Był jednak zbyt mały i słaby aby wymusić reakcję na ciele Gkero, przez co spadł, gdy ten się wyprostował.
- Nie, na ten moment nic nie potrzebuję. - stwierdził krasnolud, głaszcząc się po brodzie. - Powiedz mi jednak, gdzie mieszka ta cała bestia. - poprosił.
Gkero pokazał kierunek i powiedział, że znajduje się tam jeziorko z pieczarą, w której znalazł cieniostwora. Dodał, że bestia go nie zaatakowała i ewidentnie troszczyła się o psota, ale łowca by się do niej nie zbliżał. Była groźna. Jeśli drwal nie miał nic więcej do dodania, to Gkero planował wrócić do miasta i poszukać towarzyszy.


Tymczasem

Trosco i Avitus postanowili wejść do miasta razem. Co prawda przechodzenie przed strażnikami bramy mogło wyglądać podejrzliwie, jeżeli jednak coś się stanie — przynajmniej mogą sobie pomóc.
Sprzyjało im jednak szczęście. Przy bramie znajdowała się jedna strażniczka: dobrze zbudowana, ale zgarbiona i niedbała faunica, rozmawiająca z bardzo sfrustrowaną wielkanocną:


- No weźźź! Jesteś jedyną osobą w straży jaką znam! - ubłagiwała wielkanocna kobieta
- Nie musisz nikogo znać, żeby złożyć skargę w strażnicy.
- Oni nas nękają od dobrego tygodnia!
- Spoza miasta, spoza obszaru, za który mi płacą. - faunica nie miała ochoty na udzielanie pomocy. - Zresztą, ich nawet kobiety nie kręcą. Jestem całkiem pewna, że lecą tylko na ryby. Próbują cię wnerwić dla żartu i się im dajesz.
- No weź, nastrasz ich albo skop trochę tyłki to ci zapłacę.
Trosco gdy usłyszał w jednym zdaniu słowa "skopać tyłki" i "zapłacę" od razu się zainteresował. Niosąc na barku łeb maciory przemówił do wielkanocnej
-Mogłabyś opowiedzieć mi trochę więcej o swoim problemie? Jestem w s-s-s-stanie tobie pomóc.-

Avitus zgrabnie wskoczył przed Trosco i ukłonił się wielkanocnej. - Witam piękną panią, ja i mój kompan z przyjemnością pomożemy z zaistniałym problemem, najlepiej jak tylko możemy. -

- To nasza kultura, Sill. Chcesz atakować naszą kulturę? Trochę tolerancji. - zaczęła droczyć się z nią koleżanka.
- O! Teraz się odzywasz! Jesteś tylko leniwym trollem! - satyrzyca wzruszyła ramionami. Króliczousza dziewczyna opanowała się i zawróciła do Trosco. - Banda akwarian drażni mnie z oceanu! Wrzucają mi śmieci przez okno i drą mordy całą noc! - poskarżyła się. - Zróbcie coś, żeby się odwalili, to dam wam dwa kolibry od głowy, którą przepędzicie. Skoro ocean jest tak bardzo poza prawem, możecie to zrobić, jakkolwiek się wam podoba. - łypnęła znów wzrokiem na swoją koleżankę, która jeszcze raz wzruszyła ramionami.
- tsk tsk - wtrącił Avitus - 2 kolibry od głowy to troszkę mało. No chyba, że praca będzie wyjątkowo łatwa i krótka.
- Ile może dwóm rosłym facetom zabrać przepędzenie kilku gówniarzy? - spytała wielkanocna.
- To zależy czy chcesz by problem zniknął permanentnie czy n-n-n-nie. - Trosco spoglądał na Sill świecącym na niebiesko okiem, zdając sobie sprawę co przed chwilą powiedział.
- Wybacz miałem n-n-na myśli czy mam… - Trosco spojrzał na strażniczkę.
- P-p-p-omożemy ci, ale najpierw chciałbym zabrać ten łeb do garbarza. Trochę się zmęczyliśmy by to zabić, a chcę to uwiecznić. - Robot uniósł głowę będąc dumnym z tego faktu.
- Jeśli zechcesz nam towarzyszyć możesz mi powiedzieć trochę więcej o twoim problemie. - Robot wskazał ręką na wejście do miasta.

- Wyluzuj żołnierzu, to poza miastem. - strażniczka uspokoiła Trosco.
Sill z kolei była skonfundowana. - Po co mielibyście ich przepędzać na jedną noc? Żeby mi zaraz znów hałasowali? Macie ich porządnie nastraszyć. Ile chcecie?
- Swoją drogą… - odezwała się kozica, patrząc na Avitusa. - Ty jesteś tym kozłem, co wyruchał czarnozębnego jak swoją dziwkę? - spytała.
- Czemu pytasz? - zapytał Avitus.
- Bo mi się wydaje, że jesteś. - stwierdziła kozica, opuszczając włócznię na ziemię i prostując się lekko. - masz w końcu tak straszliwego robota, że zabił największą maciorę jaką w życiu widziałam. Spójrz na ten łeb. - uśmiechnęła się. - Co, ziomeczki? Chyba jesteście tą straszliwą parą, której kilku rybich gnoi nie grozi?
Avitus uśmiechnął się szeroko i poklepał robota po ramieniu. - Widzę, że nasza sława nas wyprzedza. - zaśmiał się kozioł - W sumie to, co tu wiele mówić, chyba już najwyższa pora, żeby ktoś Czarnozębnemu utarł nosa. -
- Byle nie p-p-próbował niczego. Już dość mieliśmy problemów… Cóż Avitus miał. - Trosco spoglądał na satyra. - Może na razie nie oddalaj s-s-się zbytnio ode mnie. -

Kozica przerzuciła ramię przez szyję swojej koleżanki:
- To może zrobimy małą wymianę? Pomóżcie jej za darmo, to ja stwierdzę, że was nie widziałam.
- Nie próbowałabyś mnie sz-sz-sz-sz ASDFADG annnnnnnnnnnnn. Tażować? - Oko Trosco od razu zapłonęło czerwienią, nie podobało mu się ani trochę co tutaj próbowała ugrać satyrka.
- Byłem gotów to zrobić za bezcen… A-A-Ale zmieniłem zdanie. -

- Spokojnie, nie ma powodu do nerwów. - Avitus podniósł ręce, próbując załagodzić sytuację. - Może pójdźmy na kompromis i zostańmy przy pierwszej propozycji, dwa kolibry za głowę. Twoja koleżanka się nie wykosztuje, a my dostaniemy parę monet za fatygę. - zaproponował.
- Aaaah, niech wam będzie, ale zróbcie to porządnie. Jak jutro usłyszę, że Sill dalej ma problemy, to listy gończe będą miały dużo więcej szczegółów. - obiecała satyrzyca.
Oko robota ponownie świeciło na niebiesko.
- Brzmi r-r-rozsądnie. - Przytaknął robot - Chodźmy zatem. -

Avitus ukłonił się strażniczce, po czym zwrócił się do Sill - Idziesz z nami? - zapytał.
Mimo sukcesu swojej koleżanki Wielkanocna dziewczyna była wyraźnie przestraszona całym zajściem. - To dopiero nocą. - wyjaśniła. - przyjdźcie po zmroku, dom na prawym krańcu doku. Łatwo znajdziecie. - poprosiła.
Avitus przytaknął głową. - W takim razie widzimy się wieczorem. -

***

Następnie para postanowiła udać się do rzeźnika, a później grabarza, aby wykorzystać łup ze świni. Przed sklepem rzeźnika, Trosco i Avitus natknęli się na Kin w towarzystwie Nyxa.
- Oh, hej. Dalej jesteście w mieście. - zdziwiła się akwarianka.
- Hej, miło was widzieć. Właśnie wracamy z polowania i zamierzamy sprzedać łup z bestii którą udało nam się uśmiercić. - przywitał się Avitus i dumnie wskazał na łeb maciory na ramieniu Trosco.
- Udało wam się ustalić czym b-b-b-było to gadające pudełko? - Zapytał Trosco widząc satyra i akwariankę. Pamiętał, że to właśnie ten przedmiot sobie przywłaszczyli.

Kin wzruszyła ramionami. - Gernon zamknął się z nim w pokoju. Zdążyłam zapomnieć, że je wziął.
- Był z niego baaardzo zadowolony. - obiecał Nyx. - Jak będziecie szukać roboty, jestem pewien, że chętnie wam coś da… Byleby nikt was nie widział przy naszej chałupie, gdy są wszędzie listy gończe.
- Jak nie macie gdzie się schować, możecie w sumie wpaść do mnie. - zaproponowała Kin. - Gwardziści nie wchodzą na tereny Akwarian, bo są poza lądem. - wyjaśniła.
- Macie coś poza łbem? Pomagam Kin w zakupach. - wyjaśnił. - Akwarianie nie jedzą niczego z wody, więc łazimy po rzeźnikach.
- To w sumie świetnie się składa. - uśmiechnął się Avitus. - Mamy świeżutkie mięso z maciory, a jako że jesteście naszymi przyjaciółmi, to możemy wam odpalić parę porcji za darmo. - tu puścił oczko w stronę Kin. - A jak już uporamy się z resztą łupów, to z chęcią do ciebie wpadniemy, przyda nam się trochę poukrywać. No i przy okazji mogłabyś opowiedzieć nam o robocie którą ma do zaoferowania Gernon. - dodał.
- Co chcesz zdziałać A-a-avitus darowiznami? Zauważyłem też gest “puszczenia oczka”. - Robot spojrzał to na Kin to na Avitusa. - To by było w sumie bardzo interesujące. Tak-tak-tak. - Robot był słyszalnie podekscytowany. Był niesamowicie ciekaw, jakby wyglądała hybryda satyrów i akwarian, o ile jest to możliwe.
- Kin, dostaliśmy zadanie które obejmuje grupę akwarian chuliganów niepokojących pewną wielkanocną. Prosiła nas b-b-byśmy ich przekonali by dali jej spokój. Może prędzej wysłuchają kogoś z ich rasy? - Trosco zaproponował takie rozwiązanie, gdyż Kin mogłaby krzywo patrzeć na to, jak ich robot zmagluje, bo nie oczekiwał, że go po prostu posłuchają i pójdą, a przemoc jest na tyle uniwersalnym językiem, że rozumie go każda żywa istota.

- Zdecydowanie. - odpowiedziała Trosco dziewczyna, patrząc na robota, a wyciągając ręce do Avitusa. - Mogę się gdzieś tam z wami przejść. Dzisiaj mam wolne u Gernona.
- Ja się tylko obijam na swojej zmianie. Jak mi zabierzecie Kin, to muszę wracać do zamiatania. - zaśmiał się Nyx.
Avitus wyciągnął z plecaka dwie porcje dziczego mięsa i wręczył je Kin.
- Pojawiają się podobno wieczorem więc i t-t-tak musimy poczekać do tego czasu. A teraz proszę mi wybaczyć. - Trosco udał się prosto do garbarza, zostawiając trójkę na moment.
Kin przytuliła jedzenie z uśmiechem. - Dzięki! Nawet fauni się do czegoś przydają! - uradowała się.
- Wspominałeś, że jakbyśmy szukali roboty to Gernon mógłby nam coś zaoferować. - Avitus zwrócił się do Nyxa. - Jesteś w stanie powiedzieć coś więcej, czy po szczegóły musimy udać się do niego? -
- Coś ustalał z goblinką. - wzruszyła ramionami Kin. - Chyba szuka więcej ludzkich pozostałości.
- W sumie chyba tą od Trosco? - zastanowił się Nyx. - Jeżeli dzisiaj macie co robić, to wpadnijcie do niego jutro.
Avitus przytaknął głową. - Dzięki, tak najprawdopodobniej zrobimy. -
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168