Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-03-2021, 00:56   #1
 
Nanatar's Avatar
 
[Kryształy Czasu] - Gnojówka

Ostragar 18 Shnyk-ran Chłopskie Krocze

Kiedy mroczne bóstwa chaosu uważniej patrzą na Orchię, dzień się nieustannie skraca, noc zaś wydłuża, nawet takie polis jak Ostragar przycicha. Oczywiście dla kogoś z prowincji wieczorne ulice stolicy mogłyby i tak wydawać się tłumne i pełne najprzeróżniejszych istot wielu rozumnych ras, wyczuwało się jednak jakieś napięcie, bandyci stawali się bardziej zuchwali, strażnicy brutalni i podejrzliwi, sprzedawcy i dziwki natarczywi, a uliczni nauczyciele głosili swe prawy i kłamstwa z nadzwyczajnym zapałem. Tym większym owej jesieni, bo nadzwyczajne zjawiska klimatyczne i pogodowe wiązano z bezpośrednią ingerencją bóstw. Prawda, że było cieplej niż zazwyczaj, duszno i deszczowo, ulice zamieniały się w strumienie, którymi płynęły wszystkie odpadki z dzielnic szlacheckich i mieszczańskich, te zaś wyławiali biedacy Chłopskiego Krocza, dla których niektóre ze znalezisk były prawdziwym bogactwem. Gangi żebraków ustawiały rybackie sieci w poprzek ulic łapiąc na równi śmieci i nieuważnych przechodniów. Dla zamieszkujących niskie dzielnice było wiadomym, że lepiej nie poruszać się po mieście samemu. Utrapieniem były też nagłe i niespodziewane przymrozki, w ciągu nocy temperatura potrafiła spaść tak dalece, że ulice zmieniały się w lodowe ślizgawki.
Nad wszystkim górował Pałac, fundamenty kolosa skryte we mgle, zaś ponad nią wyrastały ledwie widoczne blanki Boskiego Pałacu, zdającego się powietrznym zamkiem. W cieniu pałacu toczyło się zupełnie inne życie niż za jego murami, jednak każdy drobny czyn, każda modlitwa mogły mieć wpływ na życie i śmierć zarówno w jedną, jak i w druga stronę.

Ślepak jak miał w zwyczaju, lub może mając nadzieję na wieści o zabranych do wysokich wież dziewczętach, skierował swe kroki do Kufla Bajarza. Znanej ze znakomitych wieczornych posiadówek i potańcówek karczmie. Klientela jak zwykle dopisywała, choć nieco mniej dokazywała. Wieczór był parny, ale deszcz odpuścił. W gąszczu pomruków, nieśmiało przebijały się pojedyncze śmiechy, na półorka nikt nie zwrócił uwagi, ten bez trudu przepchnął się do długiej lady i bez słowa położył na nim srebrny krążek czekając na swą kolej. Wiedział kiedy karczmarz sam we własnej osobie zajął się jego zamówieniem, rozpoznał po intensywnym piżmowym zapachu potu, który trudno by pomylić z innym człowiekiem, choć dużo łatwiej z borsukiem, lub wilkiem. W istocie właściciel lokalu imieniem Nanatar, był ponoć kiedyś wilkiem morskim. Milcarr był kilka razy świadkiem, kiedy razem z jego druhem Eszarem opowiadali sobie morskie przygody i chwalili się tatuażami.

Przed Ślepakiem wylądował opasły dzban wina, lepszego niż zazwyczaj, co półork rozpoznał po zapachu.
- Co to? – spytał zdawkowo
- To ja się pytam „co to”? Masz ostatnio dziwnych przyjaciół Milcarrze. Wolałbym żeby mnie nie mieszano w takie sprawki, mam tu swoje kontrabandy i nie miłe mi intrygi Uruków schodzące pod mój skromny dach.
- Nanatarze, wiesz, że ja i moi druhowie jesteśmy ci przyjaciółmi.
- Wiem, i ja jestem wam przychylny. Smacznego.

Dopiero, kiedy Ślepak podniósł dzban spostrzegł, że przyklejony od spodu jest papier. Papier gruby i drogi. Wziął do ręki, kiedy rozpoznał pod opuszkami pieczęć, zdrętwiał. Upił trzy duże łyki opróżniając dzban do polowy, choć z reguły sączył go długo. Odstawił z impetem.
- Cóż za drwina- myślał – wiedzą przecie, że nie przeczytam.

- Nanatarze! – zawołał karczmarza, nie wiedząc, czy ten obdarzy go jeszcze uwagą – Wiesz ty, gdzie się dzisiaj podziewa ten huncwot Eszar?
Długo musiał czekać na odpowiedź, zamiast niej między kwaśny zapach izby wcisnęły się fiolki i rozmaryn.. i coś ciężkiego podobnego do piżma Nanatara, w mig rozpoznał figlarkę Ferye, wzorem atakującej kobry pochwycił w uścisk dłoni jej ramię. Nawykła do brutalności dziewczyna stanęła w miejscu, a rozpoznając żebraka nie wyrywała się, choć była w tym tyle biegła co gibka. Spuściła tylko na piękną twarz o ostrych półorczych rysach chmurę irytacji, której ślepiec nie mógł dostrzec, ale którą wyczuł w napięciu mięśni.
- Eszar?! – powtórzył krótko.
- Panicz El Eszar zapewne jest na Placu Rzeźniczym, gdzie gotuje przedstawienie, myślałam, że jego przyjaciele też tam będą, żeby mu pomóc. Dramat i śmiech są nam potrzebne w tych ciężkich czasach, a twój kompan daje to tym, którzy najbardziej tego potrzebują. Podobno nawet płacił astrologom, żeby wybrać na przedstawienie dzień bez deszczu, skąd wy macie na to kasę? – zwolnił uścisk.

Milcarr przypomniał sobie, że faktycznie obiecywał koledze pomoc w przygotowaniach do jak to nazywał bard Performens. Choć żebrak wciąż myślał, że to teatr. Tymczasem zapomniał o obietnicy, bo nie mógł opędzić się obaw o dziewczęta, które jak mniemał stały się zakładniczkami haniebnego układu. Pośpiesznie wstał, a znając dobrze drogę skierował się ku Placu Rzeźniczemu.

- Będziesz to kończył? – zapytał ktoś, kogo Ślepak zignorował.

Z pośród wszystkich, godnych zaufania piśmiennych i takich, którzy wybaczyliby mu wciąganie w parszywe Uruckie knucie wytypował barda. Uczony w czytaniu i spostrzegawczy trefniś był na tyle bystry i lojalny, a do tego szalony, że można mu było powierzyć sekret pisma. Prawdą było, że Eszar stał się bardziej tajemniczy i towarzyszył mu nieodzowny mroczny urok, a Milcarr nie wiedział co czynił półelf podczas, kiedy on zgłębiał tajniki iluzji, ale wszyscy Surelianie po pamiętnej walce o smocze serce bardzo się zmienili. Dojrzali.

Znajomy wybijający się nad inne tembr głosu rozpoznał z daleka, nie musiał się ubiegać o atencję, bo omawiający coś z aktorką bard sam zauważył żebraka i odprawiwszy dziewczynę klapsem skierował się ku przyjacielowi, bezceremonialnie przytulając jakże mniej korzystnie odzianego Ślepaka.

Półelf przeczytał pismo, a na jego twarzy malował się szelmowski uśmiech.

- Wciąż mnie zadziwiasz przyjacielu. Dobrze zorganizuję co potrzebne. Teraz muszę zając się robotą, ale przed północą możemy spotkać się w kaplicy. I wiesz właśnie miałem ci przekazać. Do Mistrza przybył ork, Kurghan, pamiętasz ten, cośmy go ongiś uratowali i wysłali do wioski Rholfa. Jak ona się nazywa, chyba Wypas. Czy to nie dziwne, że ta sama wiocha pojawia się w twoim piśmie? Ktoś tu ma dobrego astrologa i to nie jestem ja. A teraz się zabaw.

Bard opuścił Milcarra, ale pomny obietnicy zatrzymał się przy Iskrze, tak zwie się osoby, które przyciągają tłumy, ściągają publiczność, lub ją rozgrzewają. Różne są ich metody działania i rożne specjalizacje. Półelf podarował dziewczynie flakonik i szepnął do uszka kilka zdań. Poszła. Czarująca i zniewalająca, uboga i nieśmiała, uwodziła obiecując tajemnicę.

Tam gdzie pojawiał się aromat jej zaklętego nektaru, serca topniały, głowy chyliły się ku marzeniom, a lędźwie ku namiętności. Wkrótce nieśmiało w ukryciu podążało za nią kilka osób, kryjąc się w zaułkach, lub w cieniu wyższych pięter ciągle nabudowanych kamienic, jedne na drugich, szerzej, podpieranych od dołu rusztowaniami. Przeszła w pobliżu stajni w której El Rafael Sotto znudzony i syty czyścił swą kościstą mulicę i jego dotknął czar i zapach tak inny od tego, czego doświadczał przez ostatnie tygodnie. Obietnica tajemnicy uwodziła półelfa, pchając ku nieznanemu. Iskra przeszła w pobliżu sklepu z ziołami, w którym na krótko znalazł zajęcie skupiony elf. Kończył właśnie katalogowanie rachunków aptekarza, kiedy przez okno na piętrze choć ledwo uchylone doleciał go powab spacerowiczki. W mig poznał sztuczkę, ale tym bardziej go to zaintrygowało, kto w Chłopskim Kroczu posługuje się równie subtelnymi metodami uwodzenia i w jakim celu. Wychylił się z okna, a nagle ośmielony przechodzień zakrzyknął głucho przez mgłę. – Grajo na rzeźniczym! – Elf pospiesznie acz precyzyjnie zakończył pracę i wyszedł na ulicę.

Maja, bo tak miała na imię Iskra, przeszła nawet przez zaułek, który upodobał sobie artysta o psim pysku, przy samym nabrzeżu, gdzie śmierdzi rybą i rybitwy srają najgęściej. Bhurrek walił w bębny z zdawało się opętańczym zapałem, wrażliwa Iskra musiała dać sygnał poza zmysłami, podniecić się rytmem bębnów i nagłym zrywom gnolla do rogu, którego ryk bezceremonialnie wdzierał się w zduszony szum jesiennego Ostragaru. Inaczej niż głosicielowi prawd i kłamstw, który wykorzystywał stanowisko Bhurreka, bo ten na dźwięk rogu kulił się i skamlał o szaleństwie bogów.

Straciła Arianna łono,
Pożarte przez ogień Sharami,
Za podszeptem Aranty
Kobiety to zło,

Bogowie przez nie wariują i zsyłają mrozy.
Wypalona Sharami nie da nam ciepła na wiosnę
Arianna wyda lodowe dzieci…..


Krzyczał wariat, ale prędko zjawiła się Bojówka Ogniowa. Fanatycy Sharami, której ze względu na etos przypisywano większość ostatnich szaleństw pogody, wyszli naprzeciw i prędko się sfundamentalizowali. Grupa kobiet zbrojnych w pałki i noże, a opancerzona w kolczugi brutalnie obiła głosiciela, kradnąc gnollowi zapach suczy w rui, którym obdarzyła go dziewczyna w czerwieni. Na domiar nieszczęścia uważne psie uszy słyszały już dobiegające dziesiątki strażników miejskich, a kogo o rozbój oskarżą wiadomo. Zwinął pospiesznie swój kram Bhurrek , zagarniając bębny i pały do nich i torbę, i jedną, i drugą. Węsząc swej obiecanej suczy biegł z wywieszonym ozorem za Iskrą. Nie był już sam, bo podążało na nią kilkanaście osób, rytmicznie wybijając rytm i skandując. Kilka razy rzucał się ku jej pośladkom, które to zdawały się być wrotami raju, ale zawsze ktoś przeszkodził, dwa razy ona sama, tak skupiony na wyimaginowanej cieczce, że dopiero falujący tłum, dopiero głośna muzyka, szczególnie muzyka wyrwały go z imperatywu.


Na Palcu Rzeźniczym zgromadziło się nad wyraz wiele osób, sztuka i oprawa porywała zmysły, nie szczędzono magii dla niepewnych zarobków, bo cała zaplata dla artystów lądowała w plecionych z tataraku kapeluszach. Nad wszystkim wszak wisiało posłannictwo, wyroki boskie i nieubłagany los.

Każdy w wyważonym tenorze barda znajdował coś dla siebie.

Na raz, nad muzykę teatralnej trupy wzbił się skowyt, zdawało się dysharmoniczny, ale kiedy bard podjął nutę i zawtórował na lutni, wszystko się wyrównało, skowyt stał się muzyką, częścią przedstawienia, jak i następujący po nim dźwięk rogu i bębny. Wszystko to lider na scenie łapał w lot i ku temu akompaniował. Wreszcie zaprosił paskuda na scenę. Po raz kolejny udowodnił jak uniwersalnym językiem jest sztuka.

Eszar zszedł za kulisy i znów posłał Iskrę, ale już zogniskowaną. Ta szepnęła do kilku uszu słodkie zaproszenie.

- Zaraz przed Rybackim Kościejem – Rybacki Kościej to rosnąca góra odpadów na nabrzeżu, nieopodal starego browaru. Nikt tego nie sprzątał, a śmieci rosły. Góra śmieci stawała się karykaturą samej siebie, resztki łodzi i ich masztów, dziesiątki sieci, haczyków, dziurawych podbieraków, rozbite amfory, a nawet spróchniałe meble. W tym miejscu Eszar rozpoczynał karierę i z nim był związany. Półelf spojrzał przybyłym głęboko w oczy i przemówił.

- Kto nie umie dotrzymać tajemnicy niech odejdzie! – Odwrócił się i coś szeptał, by zaraz wrócić do pozostałych – A ci którzy pozostali, proszę ze mną do kaplicy. Dostąpicie zaszczytu lizania tajemnicy, może kiedyś pojmiecie zamiary potęg. – Głos miał miękki, a zarazem władczy.

Skierowali się ku podwórzu starego browaru, nieużytku, których wiele było w Chłopskim Kroczu.

Co zamierzają oczarowani przez iskrę bohaterowie? Czy podążą za bardem jak na to liczę, czy też postąpią inaczej?
Proszę, tutaj można wkleić retrospekcję z nagłówkiem "trochę wcześniej", żebyśmy poznali wasze postacie, oraz dopisać własne wrażenia z dziwnego wieczoru.

Oczywiście już gotuję ciąg dalszy, a bohaterowie sposobią się do podjęcia misji.

 

Ostatnio edytowane przez Nanatar : 14-03-2021 o 12:13.
Nanatar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-03-2021, 12:06   #2
 
8art's Avatar
 
Chłopskie Krocze; lata wcześniej

W Kuflu Bajarza nie było dużo ludu. Kilku zbrojnych półorków sączyło leniwie pieniste nawet się nie odzywając, para kupców półgłosem dopinało szczegóły nudnej handlowej transakcji. W rogu przy dość suto zastawionym stole grupka niziołków śmiała się cicho. Jedynie trójka nietypowych stałych rezydentów, która zacięcie rżnęła w kości zachowywała się głośno.

- Kurwie syny ja bym was zajebał, gdybym szable miał tylko! - warczał gnoll, któremu wyraźnie nie szły kości. Przekleństwa i bezsilność wywoływały tylko głośny rechot malauka i centaura, którzy tylko podjudzali jeszcze coraz bardziej zrozpaczonego gnolla:

- Pójdziesz z torbami kpie!

- Do sandałów cię zgolimy w rzyć chędożony cielebuniu!

- Rzyci i zadów to będziecie nadstawiać za miedziaka w Alejce Murw żeby mnie spłacić.... Jak się tylko odkuje chwosty sucze! - odgrażał się gnoll.

- Tylko nie chwosty kozi wypierdku, bo jak ci odwale z kopyta... - postraszył poczerwieniały na twarzy centaur, nerwowo machając ogonem i tupiąc kopytem w podłogę.

Żywa dyskusja zamieniłaby się pewnie gorącą kłótnię ocierającą się o rękoczyny, gdyby nie jeden z półorków, który niespodziewanie zdecydował się dołączyć do gry. W jednej chwili nastała cisza, i teraz już kwartet, zaczął przygotowywać się do kolejnej gry. Półork pierwszy raz musiał być w Kuflu, bo wpadł pułapkę, jak gówno w wychodek. Miejscowi dobrze wiedzieli, że malownicza trójca, choć kłóciła się między sobą gorzej niż hobbici, to zgodnie współpracowała grając z obcymi i nie raz nieszczęśnik tnący w kości z malaukiem, centaurem i wychodził biedniejszy nie tylko o trzos, ale i całą garderobę. Fryghia - karczemna służaca musiała tymczasem trafić jedengo ze swoich stałych klientów, bo z kantorku na piętrze dochodziły co chwila odgłosy odmierzanych pasów, po którym dochodził przytłumiony męski wizg bólu. Wszak wiadomo było, że posługaczka oprócz roznoszenia jadła i napitku dorabiała sobie praniem co poniektórych klientów na ich specjalne życzenie i oczywiście za suty trzosik.

Milcarr siedział w karczmie popijając popłuczyny jakie czasem trójka szulerów oferowała żebrakowi przez wzgląd, iż ślepiec zwykł przestrzegać malowniczą trójcę przed co bardziej dociekliwymi patrolami straży miejskiej. Dziś jednak wyraźnie słychać było mniej patroli, jakby wręcz zmówili się, aby nie kręcić się po okolicy. Z jednej strony Ślepak cieszył się z tego, ale z drugiej, było to dość podejrzane i mogło oznaczać ciszę przed burzą, tym bardziej, że nawet wtyka kultystów w straży - Eco nie zdradził się z niczym.

Żebrak skupił się na drewnianym kuflu i dopił do końca cienkie piwo. Do karczmy wszedł tymczasem kolejny klient i ślepiec sądzać po charakterystycznym odgłosie stawianych kroków poszedłby w zakład iż był to kolejny mieszaniec ludzi i orków. Upewnił się w podejrzeniach słysząc gardłowy orklash, gdy klient zamówił napitek i usiadł w najbardziej oddalonym stoliku. Coś było w głosie półorka takiego, że Milcarr się zląkł. Choć nie było tembrze agresji, czy wyniosłości, to coś jednak intuicja żebraka podpowiadała, że nie chciałby skrzyżować żelaza z nieznajomym. Szybko jednak stracił zainteresowanie, bowiem szulerzy rozkręcali się nowo, na razie pozwalając nowemu współgraczowi wygrać pare srebników i w ten sposób ostatecznie wciągając go we własne sidła.

Nie minęły dwa sureliańskie pacierze, gdy kolejna postać przekroczyła próg Kufla Bajarza. Fakt, że w tym momencie ustały chichoty niziołków, przekleństwa szulerów, a nawet negocjacje kupców, zaalarmował ślepca. Co prawda słyszał cięższy krok, sugerujący postać orka, ale nie zwrócił na to większej uwagi dopóty postać nie znalazła się w środku wzbudzając poruszenie klientów. Teraz skupił swoją uwagę na przybyszu. Obcy miał szeroki nos, co słychać było przy każdym oddechu, o biodro musiała obijać się pokrywana skórą pochwa z sieczną bronią - Milcarr obstawiał ostrze szabli. Nie był opancerzony w metalową zbroję, co ślepiec słyszał jeszcze zanim ork wszedł do Kufla, ale z pewnością miał na sobie jakiś typ dziwnej zbroji i zabójca nie potrafił po jej odgłosie rozpoznać jakiej. Zaciekawienie zrobiło swoje i żebrak sięgnął po święconą wodę od Graamitów, którą dyskretnie przetarł oczy. Gdy wrócił mu wzrok, Milcarr omal nie krzyknął ze zdziwnienia:

Uruk-Hai! - faktycznie, orki książęce w dodatku samojeden w najgorszej dzielnicy Ostrogaru mogły uchodzić za nielichą sensację. W dodatku odzian był w smoczą skórę i dlatego ślepiec nie potrafił rozpoznać dżwięku, kiedy się w niej poruszał. Teraz nie był zdziwony nagłą ciszą jaka zapadła w karczmie. O ile szulerzy zachowali pozorny spokój, to dwóch podpitych półorków, chyba zwietrzyło w urukhai łatwy łup. Zabójca wpierw dosłyszał powoli wysuwane z pochew, a potem dostrzegł jak drapieżnie wstają od swojej ławy. Cmoknął tylko dziwiąc się naiwności pobratymców. Wszak widać było iż przybysz nawykły był do robienia żelazem. Ciche cmoknięcie i ruch półorków nie umknął uwadze przybysza, który tylko syknął stronę:

- Precz parchy! - ton z jakim to wypowiedział spowodował, że nie tylko z półorków zeszło nagle powietrze. Grupka hobbitów zaczęła żwawo zbierać się ku wyjściu, kupcy poczęli szybciej dopijać podane wino, szulerzy też drgnęli na dźwięk słów uruka, a nawet Milcarr poczuł się nie swojo, choć zachował spokój. Dwójka, która chciała zaczepić orka niemal uciekła z karczmy bez słowa. Hobbici szybko rzucili trochę srebra na stół i ulotnili się w ślad za innymi. Nawet szulerzy przesiedli się w najdalszy stolik i chyba po raz pierwszy grali niemal w zupełnym skupieniu jakby im ozorów gębach zabrakło do wzajemnych inwektyw. Nieznajomy wpierw władczo skinął na karczmarza, który w mig porzucił wycieranie szynkwasu na któym skupił się nagle po wejściu Uruka, po czym podszedł do stolika zajmowanego przez półorka, który zjawił się tu nieco wcześniej i obaj niczym bracia uścisnęli sobie prawice. Zaintrygowany Ślepak dyskretnie skupił uwagę na obu przysłuchując się cichej rozmowie jaką zaczęli w gardłowym orklashu:

- Haaar Deliad me hrud! kshakee gut druh me krash, me bringhh thy Ostrogar kosh khne dupherele...
(witaj Deliadzie mój druhu! Dzicz wolisz druchu wiem, ale sciagnałem cię do Ostogaru, bo sprawa jest poważna...)

- Haar tan Barth me hrud. Ghadhay...
(Witaj tanie Barth mój druhu. Mówże...)

- Drag-Haart... - dosłyszał tylko ślepiec i nie omal połknął swój język przerażony.

Smocze Serce - słowa Uruka dudniły w głowie żebraka, niczym echo. Zszokowany próbował skupić się na tym aby wyglądać jak gdyby nigdy nic, ale musiał się z czymś zdradzić. Nawet nie dostrzegł, kiedy półork wskazał palcem ślepca. Nie zauważył też kiedy szlachcic zdążył podejść i końcówka nahajki dotknęła znacząco podbródka Milcarra:

- Nie jesteś taki ślepy na jakiego wyglądasz... - groźnie syknął Uruk świdrującym wzrokiem przenikając zabójcę. Milcarr pomyślał sięgnąć po ukryty sztylet, ale nahaj smagnął go po twarzy boleśnie nim jeszcze zdążył ruszyć dłonią, a obcy syknął złowieszczo: - nawet o tym nie myśl parchu!

Cała karczma straciła nagle zainteresowanie sceną z udziałem ślepca i orka. Karczmarz tak zaciekle wycierał szynkwas, że nawet sam Katan we własnej osobie nie odciągnął by go od tego, a klientela chyłkiem wymknęła się z Kufla. Uruk z dziecinną swobodą przywlókł żebraka do stolika, a Deliad tylko skinął na karczmarza, który czym prędzej znikł na zapleczu.

- I co z nim zrobimy? - zapytał cicho Uruk swojego kompana.

Przerażony Ślepak próbował coś nieskładnie powiedzieć ale uciszył o go syknięcie orka:

- Shysh hauhau! (z orklashu: milcz psie!) Dłoń szlachcica zacisnęła się brutalnie na żuchwie żebraka. Uruk przyglądał się jej wraz ze swym towarzyszem badawczo, po czym oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Puścił Milcarra pozwalając mu opaść na taboret.

-No i proszę... Co my tu mamy - Oczy rycerza w smoczej skórze zwęziły się do dwóch złowrogich szpar. Tego Ślepak widzieć nie mógł. Nie dlatego jakoby święcona woda od Graamitów przestała działać, ale dlatego, że nie ważył się nawet podnieść wzroku i spojrzeć na uruka. Gdyby tylko mógł, to pewnie wypatrzyłby dziurę we własnych łapciach. Był już nieźle wystraszony gdy usłyszał o Smoczym Sercu, ale teraz będąc na łasce uruka był już przerażony. Wiedział, że jego życie wisi na włosku. Na włosku bardzo cienkiej łaski wyniosłego orka i nic chyba zapewne nie przyjdzie mu z pomocą. Karczma już była dawno pusta i nie spodziewał się, aby szulerzy, lub jakimś cudem będący w pobliżu kultyści mogli mu pomóc.

- Nie dość, żeś Tfamicką klątwą obłożon podły mieszańcu, to jeszcze część mocy Draag Haart na ciebie spłynęła. Mawiają nie mógł przyjść Katan do góry, to góra przyszła do Katana. - Uruk uśmiechnął się brzydko i podniósł nahajką podbródek półorka spoglądając mu w oczy złowrogo: - Kazałbym z ciebie pasy drzeć, albo twą nic nie znaczącą jaźń zakuł w Pancerzu Dusz. Katan byłby wielce ukontentowany ofiarą czując twą juchę wyrywaną z ciała bizunami.

Słodki Surelionie! El Milcarr był gotów teraz sam sobie serce z piersi wyrwać byleby umrzeć od razu. Dwie rodziny szczezną bez jego opieki: jego własna i wdowy po Borlonie, których przyjął jak swoich. Łaska Sureliona zaprawdę była jednak wielka, bo drugi półork odezwał się przerywając urukowi:

- Poniechaj go mój tan Barthcie. Szkoda byłoby zaprzepaścić taką okazję.

- Kurthfa-muthra! Jak zwykle nie dasz się rozerwać Deliadzie.

- Jestem głosem równowagi przyjacielu. Bez niej utopiłbyś świat w krwawych jatkach. Poniechaj go, więcej żyw niż martwy będzie. Wszak dotknięty Smoczym Sercem jest, a wiesz po co się tu spotkaliśmy. Uruk jeszcze przez chwilę wpatrywał się w Milcarra, po czym spokojnie acz stanowczo przemówił do Ostrogarczka:

- Posłuchaj mnie zatem dokładnie. Na służbę idziesz do moich. Za każdym razem, gdy takowy znak zostanie ci okazany - uruk wyciągnął spod skórzanego pancerza swój medalion: - będziesz jego posiadacza słuchał jak matki i ojca. A jeśli nie usłuchasz, to twoja śmierć będzie najmniejszym z twoich zmartwień. Jak cię zwą, gadaj szybko!

- El Milcarr - odpowiedział szybko, aby tylko w niczym nie urazić rozmówców. Uruk wyciągnął dłoń do drugiego przybysza i tamten podał mu szklaną fiolkę pokrytą tajemniczymi znakami. Katanita przeciął bezceremonialnie dłoń żebraka i kilka kropel krwi spłynęło do fiolki.

- Obheecaj-thsatshai hau-hau! (z ork.: A teraz przysięgaj psie!) Chwilę później było po wszystkim. I choć czuł w sercu, że obaj nie są do niego wrogo nastawieni, a wyczuwał, że półork jest nim jakoś zaintrygowany, to wiedział, że jego los jest urukowi obojętny, to nadal był zdjęty zgrozą. To na co musiał przysiąc przejęło go do reszty. Deliad rzucił do wciąż przerażonego Ostrogarczyka:

- Świetnie El Milcarr. A teraz wynoś się stąd zapomnij że z nami gadałeś, ale pamiętaj do czegoś się zoobowiązał! Żebrak nie czekając na dalsze instrukcje wybiegł na zewnątrz.

Długo jeszcze nie mogąc przestać myśleć o tym co go spotkało, bez celu błąkał się po ulicach, by wreszcie przed zmrokiem wrócić do domostwa. Skromnej izby zamieszkiwanej przez niego, żonę, wdowę po Borlonie i dzieci. Już wchodząc po skrzypiących schodach słyszał wyraźnie, że obie kobiety są nad wyraz szczęśliwe, krzątając się przy palenisku. Zresztą z domu zalatywał zapach odświętnego pieczystego, a nie codziennej, cienkiej zupy z agawy zaprawionej kawałkiem ryby. Obskoczyły go już w progu zalewając potokiem pytań:

- Wiesz co się stało? Wiesz jakie szczęście nas spotkało? - Nah. - Byli tu dziś astrologowie z Wielkiej Kongregacji Asteriusza! Powiedzieli że nasze córki, to jest nasza i Marthhy po Borlonie mają talent! Zabrali je do szkoły w Złotej Dzielnicy na nauki! Czeka je wspaniała przyszłość! Wyrwą się z Chłopskiego Krocza! Zostawili podpisane pergaminy!

- Readhith! (tu w znaczeniu: czytaj kobieto!) Pergamin, sposób w jaki był napisany, rzeczywiście wydawał się prawdziwy. Ślepak niemal słyszał ciężar obijających się o siebie wielkich pięczęci. I rzeczywiście potwierdzał zabranie dwóch dziewczyn na nauki i zapewnienie im godziwej przyszłości. Kiedy jednak półorczyca przeczytała podpisy Milcarra zmroziło tak iż nieomal nie stracił równowagi. Jednym z sygnotariuszy był niejaki Tan Barth Vader, a to oznaczało, że dziewczęta nie tylko poszły na nauki. Zostały zamknięte w złotej klatce jako zakładniczki losu Micarra. Przyszłość Ślepaka została przypięczętowana lakowymi znakami Wielkiej Kongregacji Asteriusza i kogokolwiek reprezntowali napotkani przez niego dziś uruk i półork. Nie dał po sobie poznać jak bardzo był wstrząśnięty. Pozwolił cieszyć się kobietom. Złość i bezsiłę zostawił sobie...
 
8art jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-03-2021, 19:59   #3
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
18 shnyk-ranu, Chłopskie Krocze

Zarzucający na grzbiet obwiązane rzemieniem instrumenty gnoll warczał i chłostał gniewnie ogonem błotnistą ziemię. Liczył tego dnia na całkiem niezły zarobek, ponieważ łowiący o brzasku rybacy skończyli chwilę wcześniej oporządzać swe ryby i oddawszy większość z nich w ręce krzykliwych handlarzy wracali do cuchnących domostw Chłopskiego Krocza niosąc garście zwierząt odłożonych na bok na własną strawę. Bhurrek wiedział z doświadczenia, że to właśnie oni najczęściej rzucali mu błyszczącą łuskami srebrzystą zapłatę - ani chybi oddając w ten sposób hołd Tfamowi, choć gnoll już dawno stracił nadzieję, że którykolwiek z tych szaleńców zrozumie szczegóły wygrywanej na bębnach opowieści.

Tym razem jednak Wielki Wyjca nie spojrzał na swego wyznawcę przychylnym ślepiem. Ledwie gromada rybaków pojawiła się na obrzeżach placyku, który gnoll obrał w swe władanie, wpadła nań zgraja ludzkich samic w metalowych zbrojach i karmazynowych płaszczach. Ofiarą tego stada był jakiś szaleniec wykrzykujący przesłanie własnego boga ze szczytu dębowej beczki. Sam Bhurrek ignorował jego krzyki z podziwu godną cierpliwością nie chcąc gryźć irytującego wrzaskuna po łydkach na ślepiach przechodniów. Takich głosicieli Słowa jak ten obłąkaniec było w Ostrogarze bez liku i każdy z nich plótł trzy po trzy we wszystkich językach świata mieszając innym głupcom w głowach.

Lecz stado ogarniętych religijnym ferworem samic wyznających Sharami mogło nie poprzestać na poturbowaniu wrzaskliwego ludzia z beczki. Gnoll wiedział, że mógł się szybko stać kolejną ofiarą zbrojnych w noże i pałki sharamitek. Dusząc w pysku klątwę zżerających wnętrzności robaków Bhurrek podniósł się na tylne łapy i obciążony całym dobytkiem czmychnął czym prędzej w stronę Placu Rzeźniczego.

Tam złe nie wiadomo o co duchy przodków wpuściły go w następną pułapkę. Występujący na chybotliwej scenie ludź w pstrokatym stroju wypatrzył w hałaśliwej tłuszczy przepychającego się przez nią gnolla i jął wyzywać go z wysokości swego miejsca do artystycznego pojedynku. Bhurrkowi ani w głowie było porównywanie swego kunsztu z brzdąkaniem człowieczego artysty, lecz uwięziony w tłumie, nie zdążył dać na czas łapy. Rozochocona ciżba słała mu kuksańce dla zachęty, a kiedy ktoś nadepnął w tym tłoku na ogon gnolla, ten nie wytrzymał i jął tłuc najbliższych prześladowców bębnami wyjąc przy tym niczym oszalały. Koniec końców udało mu się czmychnąć za scenę przy wtórze wykrzykiwanych słów aplauzu ze strony szalonego barda.

Trochę już zziajany i zmęczony tymi tarapatami, Bhurrek wcisnął się między jakieś sterty śmieci i zaczął drapać jedną z tylnych łap po swoich bokach w próbie uwolnienia się od zgrai wyjątkowo złośliwych pcheł. Nawet tego nie dokończył, bo cuchnąca jakimś okropnym pachnidłem młoda kobieta podeszła do niego bez cieniu przestrachu niosąc zaproszenie do podążenia za tropem hałaśliwego barda ze sceny. Rozzłoszczony gnoll walczył przez chwilę z chęcią ugryzienia jej w kształtną wąską dłoń, ale zaprzestał tych przyjemnych fantazji wiedząc, że nie zniósłby w pysku wstrętnego zapachu różanego pudru i wonnych korzeni.

Człowieczy artysta chciał, aby Bhurrek się gdzieś z nim udał. Rozważając tę propozycję futrzasty barbarzyńca uniósł pysk ku niebu, przymknął na chwilę swe żółte ślepia. Nie miał żadnego pomysłu na resztę dnia, jak długo zatem istniała przynajmniej niewielka szansa, że hałaśliwy samiec zechce go nakarmić, gnoll nie widział powodu, aby mu odmówić swego towarzystwa. Wyobrażenie uczty innej niźli ogryzanie rybich szkieletów z miejsca wywołała w Bhurrku animalistyczne podniecenie, które zaowocowało obrzmiałością jego męskości.

A kiedy oddaliwszy się w głąb Chłopskiego Krocza gołoskóry piewca obiecał grupce pozornie przypadkowo dobranych towarzyszy lizanie czegoś tam, podniecenie gnolla jeszcze przybrało na mocy. Barbarzyńca z trudem radził sobie z mową szaleńców zamieszkujących kamienne mrowisko Ostrogaru, słowo “lizanie” rozpoznał jednak bez kłopotu.
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-03-2021, 05:37   #4
 
Jaśmin's Avatar
 
Rafael (dla wspólników Rafa) z lubością przełknął ostatnią łyżkę zupy i ostatni okruszek białego chleba z masłem. Chleba znacznie lepszego niż spożywanego przez biednych i uczciwych mieszkańców najbiedniejszej dzielnicy Ostrogaru. Robaczywy chleb nie dał się porównać z pieczywem zjadanym przez synów zacnej Gildii Złodziejskiej.
Zakończywszy interesy z Rahvinem, Sotto pożegnał elfiego maga i bez pośpiechu udał się do stajni by zadbać o swój czterokopytny środek transportu napędzany owsem. Był w trakcie dogadzania swej mulicy wątpliwą pieszczotą drucianej szczotki gdy wrażliwe ucho mężczyzny wychwyciło Głos. Kobiecy i eteryczny. Rafa natychmiast przypomniał sobie, że od miesiąca nie miał kobiecego towarzystwa. I, choć Sotto nie był wrażliwy na sztukę to kobiecy zapach przebił z latwością zapach dominujący w stajni, siana i końskich placków.
Jego stary przyjaciel diabeł zaszeptał mu do ucha.
W interesie Rafaela żywi pozostawali ci, którzy słuchali takich podszeptów. Złego diabli nie biorą. Poklepawszy mulicę po zadzie odłożył szczotkę, poprawił sztylet na pasie i opuścił stajnię kierując się za głosem i zapachem.
Po drodze półelf profilaktycznie zażył liść mięty. Żując zioło przystąpił do poprawiania odzienia by w chwili spotkania zrobić na damie jak najlepsze wrażenie.
Rafael Sotto był mężczyzną wzrostu najwyżej średniego i szczupłym (czy też raczej chudym) niczym astmatyczny nastolatek. Spokojne szare oczy nie zdradzały rogatej duszy, a reszta charakterystycznych cech twarzy rozmywała się w przeciętności, nie pozwalając na zapamiętanie jego rysów nawet uważnym obserwatorom. Odziany w wygodne ciżmy z wężowej skóry, proste bure nogawice i takąż bluzę z kapturem odrzuconym teraz na plecy mundurowej kurtki cesarskiego legionisty, bez epoletów. Do tego czapka w kształcie naleśnika. Jedyną widoczną bronią był krótki stalowy sztylet w pochwie na pasku.
Wędrując przez uliczki slamsów, otulony mgłą z cuchnących hałd odpadków pod ścianami budynków, Sotto prawie nie mógł oddychać. Tym dziwniejsze, że uwodzicielski zapaszek nie znikał.
Rybacki Kościej.
Lizać...serio...? Lizać potęgę?
- Uwielbiam - zapewnił Rafa.
Szykowała się sprawa gęstsza nawet niż to co mógł mu zaoferować Wally Szubrawiec. Zwłaszcza, że Raf, choć nie znał cuchnącego rybą i moczem gnolla rozpoznał ślepca. Brat morderca, jak mu było - Milcar?
- Cześć, Ślepak. Hej, Eszar.

Zakładam, że Millcarr jest na miejscu...

 
__________________
Zajrzyj do mego profilu, na stronę internetową i baw się dobrze czytając opowiadania moje i innych.
Zdrajca, obciąć mu jajca! Tchórz, wsadzić mu nóż! Kiep, pałą przez łeb!
Hejt? Kijem przez grzbiet.
Jaśmin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-03-2021, 09:38   #5
 
8art's Avatar
 
18 shnyk-ranu, Chłopskie Krocze

Żebrak łatwego zarobku nie mógł dziś mieć, bo tłuszcza bardziej na spoglądaniu na swe zadki była skupiona niźli pomocy bliźniemu. A sierściuch jaki śmierdział nawet bardziej niż żebrak psuł interes, nie tylko wonieniem swym ale i irytujacym zachowaniem. Stwora owego nie znał, ale domyślił się po dochodzącym co i rusz drapaniu i warczeniu, a przede wszystkim zapachu wilgotnej sierści, że siedzący obok stwór był rzadko spotykanym poza miesiącem światecznym gnollem.

Miał tedy czas Milcarr co by o treści listu podumać, a także jakie będą się tu wkrótce sceny działy. Nie było dla Ślepaka przypadkiem, że pismo od wrażych mocodawców zbiiegło się z przybyciem orczego posłańca z zapomnianej przez bogów wioski za jeziorem. Ale co też stało dokładnie w liście Eszar mu jeszcze nie zdradził, poza owym dziwnym zbiegiem okoliczności. Z rozmyślań wyrwał go charakterystyczny krok zbliżającego się Rafy.

- Witaj Sotto. Pewniem że ja. Twoje ciżm człapanie wyłapałpym nawet na Placu Karczemnym w dorocznym marszu półelfów. - powitał półork znów skupił nieco więcej uwagi na tłumie.

Cokolwiek wymyślił dziś bard, napawało Milcarra lekką obawą. Eszar lubił prowokować, ale dzisiejszy jak to zwał perrfhormans zakrawał pod grubszą awanturę z arrianitami. Tłumek co i rusz rozbrzmiewał ekstatycznymi jękami, dało się posłyszeć tu i ówdzie jak ktoś gorączkowo drapie się po kroczu i nie było to z pewnością drapanie po mend łonowych gryzieniu. Z pobliskiego zaułka dochodziło miarowe klaskanie i ciche pojękiwanie jak z Alei Murw. Nawet sąsiad gnoll od czasu do czasu lizał się po jajkach, czego szczęściem Milcarr oglądać nie musiał.

Eszara poniosło dziś z owym performansem jak kupca z cenami na Placu Karczemnym. Chuć lubieżna jaka była tłumu udziałem udzielała się nawet półorkowi, choć okiełznał on swoje żądze, to obiecał sobie w myślach, że babom dziś w domu nie popuści. Dumał sobie Ślepak, że kwestią czasu jest tylko, kiedy orgiastyczne ekscesy dojdą do uszu kapłanów Arianny uzurpujących sobie prawa do rytuałów płodności i zacznie się heca. Bo ariannici do równie pokojowych należeli, co też do tych, co łatwo obrażali się na wszystko i praw swych zaraz po trybunałach dochodzili, a to za wiary obrazę, a to za kompetencji religijnych przekorczenie.

- Cos ty tu dziś Eszarze nawojował? Będą z tego kłopoty bratku. - Obwieścił bardowi.
Jaka jest treść listu?

 
8art jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-03-2021, 11:55   #6
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
18 shnyk-ranu, Chłopskie Krocze

Wybrańcy krzykliwego barda rozprawiali ze sobą o sprawach, których Bhurrek nie rozumiał i którymi się po prawdzie wcale nie interesował. Ciekawość wyczesującego futro gnolla wzbudziło znienacka coś innego.

Wyczulony nadludzko nos barbarzyńcy wychwycił w pobliżu zaskakująco znajomą woń, tak nieoczekiwaną i swojską zarazem, że zdumiony jej obecnością gnoll omal tęsknie nie zapiszczał z wrażenia.

W kamiennej przestrzeni gniazda Ostrogaru pojawiła się znienacka charakterystyczna i jakże doskonale znana jego węchowi nuta tfamickiej aury. Bhurrek od wielu księżyców nie czuł tego niezwykłego zapachu, na który nie zwracały uwagi prymitywne zmysły powonienia mieszkających w mieście stworzeń. Dyskretnie strzygąc wielkimi uszami, gnoll zaprzestał dalszego czochrania i jął po cichu węszyć próbując dojść do tego, kto w jego bliskości został namaszczony dotykiem Wielkiego Wyjcy.

Prócz narastającej ekscytacji Brurrek poczuł ukłucie rozczarowania, gdy jego nos zaczął wskazywać na ludzia w znoszonym odzieniu zwanego przez innych Ślepakiem. Nic w wyglądzie tego stwora nie wskazywało na to, aby był on wyznawcą Tfama Bezimiennego, ale zmysł powonienia Bhurrka nie mógł go przecież mylić!

Żądny rozwiązania tej niezwykłej zagadki, gnoll postanowił zaczekać do obiecanej przez barda ceremonii lizania, aby w dogodnej chwili zacząć lizać właśnie owego Ślepaka i tym samym utwierdzić się w przeświadczeniu, że był on jakimś niezrozumiałym zbiegiem okoliczności faworytem Wielkiego Wyjcy!
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-03-2021, 22:44   #7
 
Nanatar's Avatar
 
Ostragar 18 Shnyk-ran Chłopskie Krocze

Czy bard był zaiste skupiony tak wyjątkowo na swej osobie i pewny swej charyzmy, czy to grał wciąż przedstawienie, wciągając w nie zebraną grupę, zdawał się pewny i każdego ze zgrai czymś przykuł. Prowadził ich ku furcie w niskim murze okalającym budynki browaru. Wydobytym w czarodziejski zdawało się sposób kluczem otworzył rygle i weszli na podwórzec będącym kiedyś miejsce załadunku towarów. Wciąż stały tam wielkie beczki i ceramiczne amfory w których mogłoby się skryć trzech wojów, większość potrzaskana, z torowiska przecinającego plac pozostały tylko równo ułożone podkłady, spiżowe szyny zniknęły. Wielkie wrota dla karawan zabito deskami jak w obronie przed napadem trolli, leżał od nimi mały wykolejony wagonik sprawiający wrażenie spóźnialskiego, który nie wyjechał na czas.

Jednych przykuła wzmianka o tajemnicy, tym bardziej, że sceptyczny umysł Elfa ukształtowany wiekowym doświadczeniem kazał temu przeczyć, więc warto było ryzykować choćby po to, żeby udowodnić innym, że się mylą. Inni choć ryzyko nosili w na ramieniu co dzień, nie obawiali się sekretnego miejsca, Rafael wiele o nim słyszał, choć ponoć nie powinien, ale nigdy go jeszcze nie zaproszono, a wszędobylski półelf ciekawy był każdej w mieście organizacji, która może przynieść znajomości i profity. Rozpoznawszy Ślepaka raźno się przywitał, co nie uszło uwadze trefnisia, sycącego swe ego odpowiednim wyborem intuicji. Ostatni podążał dotychczas ludź o psim pysku, któż mógł wiedzieć jakie argumenty do niego trafiły, prawdą było, że miejski bard studiował języki i tak potrafił dobrać słowa, zupełnie przypadkowej przemowy, by były w nich klucze do każdego serca, lub czułych lędźwi.

Tymczasem przewodnik leniwie prawił swoje banały - Może i ktoś z was ma swoją tajemnicę, która go uwiera, trzeba ją rozwiązać, albo po prostu przekazać, miejsce do którego zmierzamy jest do tego odpowiednie. Wierzę, że tym którzy utracili cel, zostanie on objawiony, a ci którzy go znają, wejdą na ścieżkę poznania.

Podeszli do kolejnej furty, prowadzącej do wnętrza zabudowań, tymczasem czymś znów ośmielony Gnoll jął obwąchiwać ślepego żebraka, fukał przy tym i warczał na zmianę. Tej atencji nie zazdrościł przyjacielowi bard, ale znów, tym razem wyraźniej szelmowski uśmiech, udekorował jego skrytą w półcieniu twarz. Na przytyk Milcarra zdjął z twarzy uśmiech i odparł - Nie maja monopolu na nasze żądze, fantazje i pragnienia. Jeśli obudzą się z pretensjami rano pójdzie na nich. W nocy będzie przymrozek, nie powinni wyjść. - zamyślił się - Ale masz racje druhu, kto ich tam wie, fanatyków.
- Zastukał i weszli.

Izba w środku była półkolistą rotundą. Niewiele był we wnętrzu mebli, kilka sienników, mały stolik, zydle do siedzenia i jedno porządne krzesło. Drzwi do przeciwnej stronie ciężkie, spiżowe, z solidnymi zasuwami w zaskakująco dobrym stanie. Jedne małe drzwi na prawo od nich i jedne na prawej ścianie. W lewej ścianie płonęło nieśmiałe palenisko w dziurze po kominie. Pomieszczenie musiało być kiedyś szatnią i dystrybutornią browaru.

Człowiek, który ich wpuścił był starszy, choć żwawy. Przy palenisku siedział siedział zgarbiony ork, prócz tego pod ścianą jakiś patykowaty siedział w klęczki i nie zwracał żadnej uwagi na przybyłych.

- Rozgoście się panowie! - zapraszał wyjmując zza gustownej kurtki spore salami, którym zapachniało orgiastycznie. Podał je kompanowi Milcarra, zwanego Rafy i skierował ku zgarbionej ptaszynie przy ogniu. Odwrócił się z orkiem do przybyłych i podjął.

- Panowie - raz jeszcze upewnił się, żeby nie popełnić gafy - Towarzysze, ten oto ork przybył tu z wioski Wypas, by prosić o pomoc. Mówi, że przysłał go do nas wójt Gromba, zaniepokojony chorobą stad, które ma pod opieką. Krowy, woły, cielaki, małe cielaczki, które to powinny dorosnąć i stać się paszą naszego polis, chorują! Wyłowiłem was z tłumu ze względu na wasze talenty i proszę was byście pomogli w tej wyprawie..... - urwał.

Dopiero po chwili wszyscy przybyli spostrzegli dlaczego, w drzwiach po prawej stronie pojawił się szczupły, za to wyjątkowo majestatyczny mężczyzna, towarzyszył mu barczysty krasnolud. Bard zmieszał się, umilkł i ukłonił.

- Czujesz sie tu jak u siebie w domu Eszar?
- Tak Mistrzu.
- Ale to nie tylko twój dom, ale i całej kongregacji, zapominasz się uczniu. - mówił spokojnie. - Urządzasz sobie dziuple dla prywatnych knowań! Widzę nowe twarze, a pierwszą zasadą jest nie mówić o stowarzyszeniu, drugą zasadą jest...
- Ale to droga do nikąd - bezczelnie wpadł bard - powinno być nas więcej, powinniśmy głosić nauki szerzej - nie ustępował - pomogłem sprowadzić tu tych śmiałków w dobrej sprawie.
- Ty pomogłeś? Byłeś tylko głupcze narzędziem losu, igraszką bogów, jesteś przewidywalny i stajesz się próżny.
- Choć bym miał być tylko narzędziem wolę działać niż trwać i wyczekiwać.
- Nie umiesz się modlić Lelevitar. - tym razem to człowiek skrywający jedną dłoń pod ubraniem uśmiechnął się szelmowsko - Uważaj, ciemną stronę w tobie wyczuwam. - bard zbladł, widać było że przegrał ta potyczkę.

W zapadłej ciszy na przód wysunął się krasnolud. - Witaj Milcarr, druhu, to twoje znajomki zaraz przyniese gorzałki. Siadajcie chłopy zagrzmiał. - zakrzątnął się wyciągając z drugiego pomieszczenia do pomocy jakiegoś młodego półorka.

- Skoro już zacząłeś Eszar, to przedstaw nas sobie. - Nakazał mężczyzna
- Nasz Mistrz i Nauczyciel. Surellion, a to nasi goście, których wybrałem by pomogli Milcarrowi w wyprawie do Wypasu. Jesteśmy tylko pionkami bogów, to mi dzisiaj rzekłeś Panie. Proszę przedstawcie się. - zachęcił, choć w niektórych wypadkach było trudno.

To znowu możliwość, żeby się trochę porozpychać fabularnie.
Z grubsza sprawa jakiej mielibyście się podjąć jest wam już trochę znana. Chodzi o chorobę krów na olbrzymiej farmie. Jest to bezpośrednie zaopatrzenie stolicy w mięso Opasów. Osada znajduje się na tej samej wyspie co Ostragar, na zachód od miasta, na północ od traktu. Trakt kończy się portem pod wygasłym wulkanem, zwanym Płaską Górą. Do portu jest około dnia drogi, do wioski Wypas, powinno udać dostać się w niecały dzień podróży, chyba, że ktoś jeździ szybko konno, to wtedy dużo szybciej. najwięcej czasu może zając wyjazd z miasta, ale to na wyrost.

Bard, chcecie czy nie jest czarujący. - Zaliczył charyzmę



Bard przeczytał Ślepakowi list wcześniej czy później i sugerował powiedzenie o tym Surellionowi, ale sugerując, że jest gotów dotrzymać tajemnicy, przed Mistrzem.

Rok temu mi coś zginęło i teraz Astrolodzy odnaleźli zgubę. Tu przydasz mi się ty i twoja banda. Pojedziesz do wioski Wypas, a wiem, że tak będzie, bo potwierdziły to wróżby i przepowiednie. Przyniesiesz mi to. Nie wiem jak może wyglądać, szyfrator był nielojalny, przy okazji ufam twojej lojalności. Promienieją. Szukaj magii, w tym się szkoliłeś, wiesz jaka jest stawka. No i gwiazdy to potwierdziły, jak i wnętrzności szyfratora. Spiesz się, bo ktoś podąży tam szybko. Ta wioska należy do Tana Aegodona Stalowego. Do roboty, wiesz co zrobić z papierem.

 
Nanatar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-03-2021, 12:10   #8
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
18 shnyk-ranu, Chłopskie Krocze

Zgromadzeni w sztucznej pieczarze obcy wdali się w ożywioną dyskusję. Czując się nieco zagubionym w bezliku trudnych słów gnoll przysiadł na zadzie, oparł o podłogę troki z bębnami i rogiem. Jego zmrużone żółte ślepia otaksowały przywódcę tego legowiska, wysokiego męża z ukrytą pod odzieniem jedną ręką. Solidnie już wygłodniały barbarzyńca pewien był początkowo, że ów Surelion chowa pod odzieniem jakąś pokrytą mięsem kość, którą zamierza rzucić gościom na powitanie – dlatego na jego widok gnoll przywarł na chwilę do podłogi napinając mięśnie tylnych łap.

Niedoczekanie! Miejscowy basior ani myślał wyciągać przysmaku spod szat. Gnoll uznał, że jest widać skąpiradłem takim samym jak reszta szaleńców gnieżdżących się w Ostrogarze i pogodzony z tym faktem jął przyglądać się stojącym najbliżej kompanom tego cudacznego zbiegowiska.

Ślepego obdartusa obwąchał już wcześniej, choć wciąż nie rozwikłał zagadki jego błogosławieństwa; stracił też szybko zainteresowanie cuchnącym nieapetycznie pachnidłami bardem. Ludź w żołnierskim odzieniu samym swym wyglądem nakazywał Bhurrkowi mieć się na baczności, bo doświadczenia z katańskimi żołnierzami na gościńcach sprawiały, że kudłaty barbarzyńca nie żywił wobec żołdaków ciepłych uczuć.

Ale w grupie zaproszonych do legowiska Sureliona gości był również elf, a Bhurrek najzwyczajniej w świecie uwielbiał elfy. Jego upodobanie do nich było tak entuzjastyczne i gębokie, że budziło czasami wielką konsternację członków plemienia, zwłaszcza szamana Rhekksa. Żaden z pozostałych Węszymordów nie pojmował jak można było tak dalece upodobać sobie kogoś, kogo tylko jeden raz się jadło!

Ignorując nasilające się skurcze pustego żołądka, wpatrzony w elfa z żarłoczną fascynacją Bhurrek niemal przeoczył chwilę, w której jeden z krzykaczy zażądał od gości, aby ci się przedstawili. Żądanie to natchnęło gnolla nadzieją, że może teraz w końcu dostanie coś do jedzenia.

- Jam sem Bhurrek – zawarczał odsłaniając w wyrazie dumy dziąsła i tkwiące w nich masywne kły – Zez Wynszymordów od lasa na górach! Posłany od Rhekksa wew misnej Wielgnego Wyja. Tuka na Wyja nauczywa. Kade towe lizanio, cto un śmierdel obiecnował? Mnogo lizania?
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-03-2021, 09:22   #9
 
8art's Avatar
 
18 shnyk-ranu, Chłopskie Krocze

Ślepak znał siedzibę kultystów jak własną kieszeń, już dużo wcześniej zoorientował się dokąd prowadził ich bard. Nie sposób było nie dosłyszeć tego jak ćiżmy grały po charakterystycznym kiepsko położonym bruku w okolicy podwórca, nie wspominając nawet głosów miejscowych przekupców. Zabójca spokojnie zasiadł na zydlu, który odnalazł z łatwością kogoś nie będącego obarczonego jego klątwą. Wtedy wszedł mistrz i Milcarr wiedział, że będzie musiał z nim zamienić słowo, oto bowiem sprawa z jaką mieli ruszyć poza dobrze znane mury Ostrogaru, nie była tylko sferą zainteresowania paru orków z kontynentu, ale także i kogoś o wiele potężniejszego. I żebrak jako lojalny kultysta nie miał zamiaru tego skrywać, choć gdyby Mistrz zażyczył sobie zguby uruka, to ślepak ze strachu chyba by tego nie zrobił i oddał to uzurpującemu sobie doń prawa Vadera. Tak czy owak, spokojnie czekał momentu, gdy będzie mógł pomówić z Surelionem na osobności. Nie ufał nowym twarzom na tyle by zdradzić przed nimi cokolwiek. A nuż któryś też był szpiegiem? A gdyby doszły jakiekolwiek złe podszepty uszom uruka, marny byłby los zakładników, a on sam pewnie też na mękach by skończył.

Wysłuchał na poły wypowiedzianych, na poły wyszczekanych słów Burkha i prawie złapał się za głowę. Gnollowa znajomość wspólnego była gorsza niźli u zdziczałych goblińskich kupców Archipelagu Wschodniego nawiedzających miasto w miesiącu świątecznym. Na wszelki wypadek spytał w orczemu na wypadek gdyby obcy okazał się wyjątkowym lingiwstą:

Bhurrek, hau-hau orklash? (z ork. Bhurrku, gadasz ty po orczemu?
 
8art jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-03-2021, 10:20   #10
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
Legowisko skąpego ludzia Shurrelona

Obyczaje panujące w Ostrogarze niezmiennie Bhurrka zadziwiały, bo chociaż to gospodarz winien był skwitować uprzejmie prezentację tak zacnego gościa, głos zabrał w jego zastępstwie ślepy obdartus o intrygującym zapachu.

- Bhurrek, hau-hau orklash? – zapytał przyjemnie pachnący tfamickim znamieniem ludź, który zwany był Ślepakiem. Gnoll nie miał pojęcia, co ten bezwłosy stwór chciał mu właściwie przekazać, ale poczuł się mile zaskoczony szczeknięciem rozmówcy. Choć barbarzyńca niezmiernie dumny był ze swej doskonałej znajomości Wspólnej Mowy – czego oczywiście dziko zazdrościły mu pozostałe Węszymordy - inne języki człekokształtnych stworzeń wciąż pozostawały dla niego przysparzającą bólu łba tajemnicą. Tym bardziej zdumiał go fakt, że któryś z tych szaleńców próbował przemawiać do niego za pomocą szczekania, choćby i tak nieudolnie nawiązującego do odgłosów wydawanych przez zwyczajne psy, a nie w melodyjnym i złożonym w treści szczeku gnolli.

To musiało być oznaką głębokiego szacunku, którego gnoll od dawna już nie doświadczył względem swej osoby. Wciąż nie mając pojęcia, czego ów Ślepak od niego chciał Bhurrek pokiwał łbem w sposób, który podpatrzył u ludziów, gdy ci zwykli coś potwierdzać.

Szczekający gołoskóry, za którym unosiła się niewidzialna dla innych woń Wielkiego Wyjcy. Gnoll aż zadrżał z ekscytacji na myśl o zagadce, którą zesłał mu Tfam.

- Hau-hau – odszczeknął po chwili namysłu chcąc dać Ślepakowi jasno do zrozumienia, że chętnie się nim bliżej zajmie w dogodnej chwili.
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:46.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168