Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-08-2021, 16:57   #1
 
JPCannon's Avatar
 
[Savage Worlds - Fantasy] Chcę być kimś

Odprawa się zakończyła. Każdy ruszył w kierunku w którym znajdował się cel jego zadań. Wiedzieliście, że w Waszym wypadku znajduje się on dość daleko. Jakby tego mało zdążyliście się już trochę poznać i byliście świadomi, że poza lubującym prawo Sir Ladynem, żadne z Was nie czuło się zbyt pewnie w siodle. Było by miło gdyby OPM chociaż zadbało o Wasz transport, niestety wyglądało na to, że póki co miło nie będzie.

Mimo początkowego niesmaku, przynajmniej pogoda zapowiadała się na nad wyraz przyjemną do podróży. Mimo jesiennej pory, dzień zapowiadał się na naprawdę ciepły. Gdy wyszliście z siedziby Organizacji oślepił Was blask słońca znajdującego się wysoko nad Waszymi głowami. Nozdża wypełnił zapach pyłu, unoszącego się z wyschniętych, miastowych uliczek. Wychodząc z cichych sal, pewnym dyskomfortem był gwar miastowego życia, który uderzał ze wszystkich stron.

Gdy uprzednio zaślepiony wzrok, znów wrócił swą ostrość, dane Wam było ujrzeć piękno miasta. Domy kryte dachówką piętrzyły się na różnych wysokościach. Teren był pagórkowaty, więc nawet z pod miejskich murów dało się ujrzeć niekiedy najdalsze zakątki miejscowości.

Znaliście już swoje zadanie i miejsce do którego musieliście się udać. Właściwie to podano Wam tylko kierunek i nazwę wsi. Zdawaliście sobie sprawę, że tak nieprecyzyjne informacje z pewnością nadłożą Wam drogi. Teoretycznie mogliście udać się do miejskiego kartografa by zaczerpnąć wiedzy, jednakże mogło to zająć sporo czasu i co gorsza co nieco kosztować. Mimo iż słońce było w zenicie, zdawaliście sobie sprawę, że dni robią się coraz krótsze i zbyt długie zwlekanie opóźni wymarsz. Mimo iż miasto było dość bezpiecznym miejscem do życia, jego podmiejskie rejony a co gorsza wiejskie, już nie koniecznie do takich należały. Nikt zdrowy na umyśle, nie polecał wyruszania w drogę nocą.

Z drugiej strony solidny wypoczynek w karczmie i sowity posiłek zawsze brzmiały dobrze. Może rozsądniej było ruszyć następnego dnia. Niestety zdawaliście sobie też sprawę, że OPM z chęcią oszczędzi na Waszej zapłacie jeśli uzna, że zamiast wywiązywać się z obowiązków, smacznie chrapiecie w pieleszach. Możliwości rysowało się wiele, od Was zależało po którą sięgnięcie.



https://www.youtube.com/watch?v=EdMgeTCcDJw
 
__________________
"Miłość której najbardziej potrzebujesz to Twoja własna do siebie samego"
JPCannon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-08-2021, 08:50   #2
 
Fenrir__'s Avatar
 
Tristan nieśpiesznie opuścił budynek i wsłuchał się w rytm miasta. Jego wyczulone zmysły łapały gwar rozmów, odgłosy przemieszczających się ludzi hurgot wozów, nieustanne nawoływania i pokrzykiwania. Zwiadowca odrzucił kaptur swojego zielonego płaszcza do tyłu i wystawił nieogoloną twarz na promienie słońca. Zaciągnął się odruchowo powietrzem i niemal się zakrztusił od stęchłych zapachów miasta… Odzwyczaił się od tego wszystkiego… Zresztą od dłuższego czasu wolał bezdroża. Coraz bardziej żałował, że dał się namówić temu przeklętemu krasnoludowi… Przetarł twarz dłonią i spojrzał po swoich kompanach swoimi ciemnymi bystrymi oczami.

Sam był mężczyzną na oko ponad 30-letnim, choć niezadbana fizjonomia na pewno go postarzała, cerę miał ciut ciemniejszą niż okoliczni mieszkańcy, co ewidentnie świadczyło, że większość czasu spędza na świeżym powietrzu. Włosy miał czarne, nieco zbyt długie i znajdujące się w totalnym nieładzie ewidentnie obcinał się sam przy pomocy noża. Nos miał spory, ale kształtny, a twarz dość symetryczną i gdyby o siebie zadbał, mógłby uchodzić nawet za przystojnego. Posturę miał neutralną, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Ubrany w strój podróżny: solidne wysokie buty, spodnie w kolorze brudnego brązu i podobną koszulę, na którą założony miał skórzany kubrak zapinany na duże drewniane guziki. Całości dopełniał sięgający niemal ziemi zielony płaszcz z głębokim kapturem oraz solidne skórzane karwasze na obu przedramionach, z czego lewy był od środka ewidentnie wytarty. Przy pasie po lewej stronie miał zawieszony długi sztylet, jeszcze jeden wystawał z cholewy buta. Kolejny miał zawieszony na plecach pod płaszczem. Narzucił na plecy kołczan wypełniony strzałami oraz krótki łuk. Przez drugie ramię przerzucił skromy worek ze swoim dobytkiem, uśmiechnął się do swoich towarzyszy i powiedział:

- Na nas już pora Panowie. - głos miał neutralny z delikatnym śpiewnym akcentem, który wskazywał bardziej na dziwną manierę niż na obce pochodzenie. - Wolałbym opuścić to miasto jak najprędzej. Mamy jesień... - zaczął, ale domyślając, się że niewiele ten skrót myślowy mówi jego towarzyszom dodał. - Lepiej nie kusić losu, w każdej chwili mogą przyjść deszcze i droga może nam zająć dużo więcej niż 4 dni. Proponuję ruszyć traktem, po pierwsze będzie bezpieczniej niż na bezdrożach. Skoro miasto ma tak rozbudowane służby strażnicze, to raczej trakty powinny być dość regularnie patrolowane. Po drugie, po drodze wypytamy kupców lub druciarzy. - Widząc miny kompanów dodał. - Musi to być spora, albo ważna wieś skoro Miasto zainteresowało się morderstwem, więc albo leży przy trakcie, albo jeśli jest oddalona, to i tak kupcy do niej zaglądają...

Tristan pewny siebie jeszcze raz poprawił ekwipunek i ruszył w kierunku właściwej bramy. Poruszał się naturalnie, szedł równym spokojnym krokiem człowieka nawykłego do długotrwałych wędrówek.
 
Fenrir__ jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-08-2021, 12:24   #3
 
Mike's Avatar
 
Sir Ladyn jak łatwo było się przekonać był paladynem Zakonu Kolczastej Róży. Na co wskazywał herb Zakonu na tarczy. No prawie paladynem, na to wskazywał brak kolczastej zbroi płytowej. Nosił skurzaną kurtę, spodnie i czapę. Był jeszcze tylko giermkiem. Co i nie dziwne, bo ledwie osiągnął pełnoletność, a wiadomo iż w Zakonie giermkowąło się czasem parę lat. Jeśli nie miało się rzecz jasna bogatej rodziny czy szczęście. Sir Ladyn nie miał bogatej rodziny, ot taką nie za biedną.

Był chudawy i nosił zakładał okulary gdy przychodziło do czytania ksiąg albo pergaminów. Jednak jego chudość nie wynikała z braku siły. Po prostu nie folgował sobie przy stole, a i ćwiczył co dzień rano z mieczem. Twierdził iż jest słabego zdrowia, jak wszyscy w jego rodzie, i musi dbać o siebie.

Gdy pobyło się z nim dłużej, dało się zauważyć, że podejrzliwość z jaką traktował innych nie znikała przy bliższym poznaniu. Zapytany o to szczerze odpowiadał, iż zło drzemie w każdym i nawet znajomości czy przyjaźń nie zwalniają go z czujności. Wszak lepiej zadziałać gdy zło dopiero się budzi i nie zżarło jeszcze duszy człowieka niż mieć sprawę ze zdeprawowanym do szpiku kości osobnikiem.

Kolejną nader ważną cechą Sir Ladyna była praworządność. Ale nie w sposób jak można by się spodziewać u paladyna. On owo prawo znał, a ono znało jego. Zdarzało się nawet raz czy dwa jak czeladnik jurysty cichcem konsultował się z nim w prawniczej sprawie. Chodziły plotki, że miał najgrubszy kontrakt w OPM. Jursyta płakał jak go sporządzał, ponoć lód musieli nosić by mu nadwyrężony pisaniem nadgarstek schłodzić.

*

- Nie ma co mitrężyć czasu - przytaknął Sir Ladyn. - Po drodze wstąpimy na moją kwaterę, uregulować muszę rachunek.
Zamyślił się na chwile i rzekł:
- W miejskim archiwum z pewnością coś można by wygrzebać o tej wsi, ale to by zajęło kilka godzin. Może faktycznie szybciej zdobędziemy informacje pytając po drodze.
 
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-08-2021, 18:51   #4
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Seavel był elfem. Wysoki i szczupły - z wyglądu był typowym przedstawicielem tej rasy i można było śmiało rzec, iż na pozór uosabiał wszystko, co nie-elfy sądziły o elfach.
Seavel był nie tylko elfem, był też magiem. niezbyt co prawda doświadczonym, ale na tyle sprawnym, iż radził sobie w wielu sytuacjach, tam zaś, gdzie magii nie starczało, stosował w praktyce powiedzenie "tęga pała cuda zdziała". Kostur bowiem, jakim się podpierał, nie był magiczny, a dębowy i w dłoniach Seavela potrafił nabić solidnego guza.
W przeciwieństwie do wielu magów Seavel nie odziewał się w powłóczyste, sięgające niemal ziemi, szaty, lecz nosił praktyczną zbroję, zrobioną z grubej skóry aligatora. Zbroja nie była może zbyt efektowna, ale za to nad wyraz praktyczna.

Podobnie jak większość elfów, Seavel nie przepadał za miastem, które - jego przynajmniej zdaniem - miało zdecydowanie więcej wad niż zalet.
No ale cały świat wiedział, iż elfy nie przepadają za wielkimi zbiorowiskami domów, że z technicznymi nowinkami są na bakier, i że najlepiej czują się wśród natury - lasów i dolin - niż wśród tak zwanej cywilizacji.

Podczas (nie da się niezbyt długiego czasu) wspólnej znajomości Seavel dał się poznać swoim kompanom jako osoba przyjazna dla otoczenia, uprzejma dla świata (ze szczególnym uwzględnieniem płci pięknej), nie unikającym przygód, acz nie rzucającym się na oślep w każde przedsięwzięcie. Był też ciekawy świata, chociaż niektórzy może nazwaliby go ciekawskim...

* * *

Wycieczka na wieś zdała się magowi czymś znacznie lepszym, niż snucie się po ulicach miasta i wypatrywanie drobnych przestępców (groźni mieli ciekawsze zajęcia, niż łażenie ulicami i pakowanie się w ręce przedstawicieli OPM), toteż polecenie wielkiego szefa przyjął może nie z wielką radością, ale z dużą dozą zmieszanej z przyjemnością ulgi.
Poza tym - trup to trup i odnalezienie sprawcy zabójstwa mogło poprawić ich (niskie na razie) notowania w oczach szefa OPM.

- W takim razie ruszajmy, jak tylko zapłacisz te rachunki. - Spojrzał na Sir Ladyna. - Po drodze z pewnością trafimy na jakieś źródło informacji i będzie to szybsze, niż przeszukiwanie archiwum. Nie wiem tylko, czy jakaś gospoda się trafi. Nocleg pod gołym niebem to nic wielkiego, ale musimy pomyśleć o zabraniu jakichś zapasów jedzenia.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-08-2021, 08:43   #5
 
Fenrir__'s Avatar
 
Zwiadowca obrócił się i spojrzał na swoich towarzyszy. Sam nie wierzył, z jaką czeredą związał go los…

***

To było 3 dni temu, wysłali ich na patrol ulicami miasta… O tym akurat nie mówili przy rekrutacji do OPM. Szli jedną z równoległych ulic, nie brakowało tu straganów, przekupniów i kupujących.
Seavel natychmiast zwrócił uwagę na stragan z kryształami, choć jego zainteresowanie nie dotyczyło tyle samych kryształów co raczej sprzedającej jej elfki. Dziewczyna miała głębokie fioletowe oczy i równie głęboki dekolt. Nim Tristan się obejrzał, jego drugi kompan doczepił się bogom ducha winnego woźnicy, co to niby poruszał się po niewłaściwej stronie drogi, a konie były dopięte do wozu nie zgodnie z obowiązującą nowelizacją przepisów o ruchu towarowym. Tristan pokręcił tylko głową, dopiero zaczęli patrol, a już go szlak trafiał… Ruszył dalej, wolał się nie wdawać w takie dyskusje. Woźnica był leciwy raczej nie pobije szkolonego na paladyna Sir Ladyna, tym bardziej Elfowi nie groziło nic poza odrzuceniem jego zalotów.

Tristan nie uszedł jednak paru kroków gdy zobaczył stragan z wyrobami skórzanymi, obwieszony rzemykami, pasami, sakwami i całą stertą innych towarów. Przed straganem stał brzuchaty kupiec. Miał na sobie czerwoną tunikę zaś rękawy i kołnierz haftowane złotem w motywy kwiatowe. Jasne spodnie obwiązane od kolan w dół rzemieniem też nie wyglądały na tanie. Biorąc do ręki skórzany fartuch ze straganu, przesunął odruchowo sakiewkę zawieszoną na pasie nieco do tyłu. Na to czekał tylko rudy młokos. Był makabrycznie wychudzony, ale nie wyglądał na wygłodzonego. Szybko znalazł się przy kliencie, w jego ręce błysnęło jakieś ostrze, musiało być cholernie ostre, bo rzemień, którym przywiązana była sakiewka momentalnie ustąpił i worek z monetami wpadł prosto do nadstawionej drugiej ręki, Tristan już miał krzyknąć, gdy patykowaty chłopak przesunął ukradzioną sakiewkę za plecami, a drugi niby to przechodzący obok chłopak zwinął ją i wsadził sobie za pazuchę kurty. Nie trwało to dłużej niż 2 oddechy. Tristan ruszył biegiem od razu wołając z całych sił

- ZŁŁOOODZIEJJJJ!!!

Patykowaty chłopak natychmiast uniósł ręce do góry, a krótkie ostrze upuścił i zakrył butem. Ten, któremu przekazał sakiewkę szedł dalej, nie zważając na okrzyki, które niczym echo powtarzał tłum. Ladyn zareagował błyskawicznie, dobywając miecza ruszył w kierunku patykowatego, elfi Mag nawet nie zauwżył, że coś się dzieje, urocza ekspedientka pochylała się nad swoim stoiskiem, prezentując co ciekawsze kryształy i inne walory...

Tristan, obrał na cel tego, który miał sakiewkę, ten natychmiast zorientował się i ruszył do ucieczki. Wypadli na boczną ulicę. Tristan doganiał młodego chłopaka. Złodziej miał góra 16 lat. Tristan zwrócił uwagę na rozerwane ucho, zapewne po zerwanym kolczyku i tatuaż wychodzący młodemu na kark. Wypadli na poprzeczną drogę, Chłopak uskoczył przed powozem i zwiadowca niemal go dopadł. Ten jednak złapał jakiegoś przechodnia i rzucił nim w stronę pogoni. Tristan złapał niewinnego przechodnia, zanim ten upadł na ziemie, ale stracił cenny czas. Wiedział, że młody zna lepiej miasto i jak tylko go zgubi z oczu będzie koniec. Sięgnął więc do pasa po nóż i w biegu zamachnął się. Celował w plecy przeciwnika, ale trafił tuż koło jego głowy w ramę straganu. Gruba sprzedawczyni handlująca glinianymi naczyniami zawyła w przerażeniu, a złodziej skręcił w pierwszy zaułek. Tam dopadł go Tristan.

Śmierdziało tu niemożebnie. Chłopak zdyszany stał, po środku niewielkiego placyku, z 3 stron były ściany pobliskich budynków, a od jedynego wyjścia odgradzał go zwiadowca.

Młody sięgnął za pazuchę i dobył nóż. Tristan przełknął ślinę. To było głupie… Co on tu robił… Od zatrzymywania takich chłystków powinien być ten giermek, a nie on…. Podniósł więc ręce w obronnym geście, gotów nawet puścić młodego wolno. Młody jednak nie zrozumiał albo był zbyt przerażony, podrzucił sztylet, złapał za czubek ostrza i rzucił… Zainspirowany chyba wyczynem Tristana, ale był równie celny co sam zwiadowca, nóż koziołkując minął głowę zwiadowcy o dobry metr. Pozbawiony broni złodziej rzucił się do przodu, ale drogę zastawił mu zwiadowca. Wpadli na siebie i runęli na bruk. Całe szczęście, że złodziej był na spodzie, bo bruk był twardy a upadek bolesny. Szczęście się jednak odwróciło, chłystek wiedział jak się bić w przeciwieństwie do Tristana, który po chwili sam leżał plecami na kamieniach, a młody szczyl okładał go bez opamiętania.

Nagle coś złapało za kołnierz złodzieja. Z niemałym uczuciem ulgi Tristan stwierdził, że to jego towarzysz giermek, który najprawdopodobniej rozprawił się już z woźnicą. Chłopak wyrwał mu się i stanął dwa kroki dalej gotowy do walki. Zwiadowca z trudem dźwignął się na nogi. Z nosa kapała mu krew, rozcięty policzek piekł. Tristanowi zrobiło się ciut lżej gdy zobaczył, że złodziej też krwawi z nosa i wargi.

- Co ty sobie wyobrażasz! - zaczął paladyn, tyle, że ku zdumieniu Tristana zwrócił się do niego a nie do złodzieja. - Niesłuszne oskarżenia są karalne! Zgodnie z kodeksem postępowania przeciwko wewnętrznego OPM. To niedopuszczalne! Tamten oskarżony przez ciebie chłopczyna nie miał przy sobie skradzionej sakiewki, nie miałeś przeciwko niemu dowodów! Tak nie powinni zachowywać się funkcjonariusze!

- No właśnie! - wciął się chłopak z rozbitą wargą, ale Ladyn zgromił go wzrokiem i już miał kontynuować tyradę gdy wciął się Tristan.

- Bo sakiewkę ma ten tutaj! - wskazał na złodzieja.

- Nieprawda! - zaprotestował chłopak. Tristan widział, jak dłoń chłopaka ląduje na wybrzuszeniu pod kurtą.

- Nawet jeśli to nie prawda, to mamy tu coś poważniejszego, atak na funkcjonariusza na służbie! - kontynuował niezrażony Ladyn

- Jest w zmowie z chudzielcem, tamten odciął sakiewkę i od razu przekazał ją temu tu szubrawcowi. - Tristan otarł rozkwaszony nos rękawem. - Ma sakiewkę ukryta pod kurtą.

- Jeśli to prawda, dochodzi, współudział w kradzieży oraz paserstwo. - Paladyn odwrócił się w kierunku chłopaka, autorytet niemal kapał z twarzy młodego prawie już rycerza.

- No ale Panie władzo... - zaczął chłopak, cofając się nieco, ale nagle wpadł na pomysł, bo zatrzymał się i wypalił. - To moja sakiewka!... A... A ten o obdartus chciał pewnie ją sobie przywłaszczyć! - wskazał na Tristana

Zwiadowca już zacisnął ręce w pięści gotów spróbować z młodym jeszcze raz sił, ale powstrzymała go ręka Paladyna. Tristan przymknął oczy, nabrał powietrza, teraz był strażnikiem, nie mógł prać bandziorów, od tak dla zasady… No chyba, że ten święty prawie rycerz nie patrzy… - dodał w myślach, na głos zaś powiedział:

- Jak tak to powiedz jakie inicjały są wyhaftowane na sakiewce. - zapytał Tristan, również wpadając na świetny pomysł.

Paladyn spojrzał na Tristana z zaskoczeniem, ten zaś uśmiechał się zadowolony z siebie, widząc zmieszanie malujące się na twarzy złodzieja…

Jakim cudem w tym zamieszaniu ten oberwaniec mógł dostrzec inicjały na sakiewce… - Zaskoczony wraz twarzy Paladyna mówił wszystko…

Złodziej wiedział, że to jego koniec, a chwilowa nieuwaga obu strażników była jego jedyną szansą. Rzucił się do przodu i minął ich, nim ci zdążyli zareagować. Czuł już powiew wolności gdy nagle zza ściany z potężnym impetem wyłonił się dębowy kij i zdzielił uciekającego złodzieja prosto w czoło. Rozpędzony młokos zawisł na moment w powietrzu, po czym runął z głośnym tąpnięciem na bruk. Zza załomu wyłonił się ich towarzysz mag. Uśmiechnięty od ucha do ucha.

- Mam nadzieję, że niczego nie przegapiłem. - dodał tym swoim miękkim, zadowolonym z siebie elfim głosem.

Paladyn podszedł do nieprzytomnego młokosa i wyjął mu zza pazuchy sakiewkę, była wykonana z delikatnej skóry i u góry obszyta złotą nicią, absolutnie nie pasowała do chłystka.

- Niema na niej żadnych inicjałów. - Powiedział paladyn oskarżycielsko patrząc na zwiadowcę, ten jednak tylko rozłożył ręce w bezradnym geście… Ale uśmiechał się szeroko.

***


Tristan aż uśmiechnął się na samo wspomnienie. Ludzie, których miał za plecami byli w porządku. Mieli swoje wady, ale i tak były to najbardziej godne zaufania istoty, jakie spotkał od paru lat…

- Ja jestem już przygotowany do drogi… Jeśli musicie zrobić zapasy, to lepiej kupić coś już za bramami miasta tam coś można od kupców wytargować, nie zapłacili jeszcze podatków na bramie, będą więc szczęśliwi, że chociaż części towaru się pozbędą wcześniej. - dodał i w odpowiedzi na kolejną sugestię towarzyszy powiedział. - Mamy ruszyć traktem, gospody po drodze będą, i to całkiem sporo. To duże Miasto i na traktach gospód nie będzie brakowało. Szkoda, że glejty nie finansują nam przejazdu. - Westchnął. - Mnie raczej będą czekały noclegi na świeżym powietrzu.
 

Ostatnio edytowane przez Fenrir__ : 13-08-2021 o 07:19.
Fenrir__ jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-08-2021, 16:32   #6
 
JPCannon's Avatar
 
Miasto potrafiło budzić wiele wspomnień. Co druga uliczka zdawała się być kopią innej. Sieć zakrętów, ścian domostw i ludzi kszątających się wokół. Ciężko było co raz nie znaleźć miejsca, które nie kojarzyłoby się z wcześniejszymi przeżyciami. Może to był jeden z powodów, dla których mało kto lubił zapuszczać się poza mury? Sentyment? Wspomnienia? Kto wie, może i tak było, chociaż pogłoski o przeróżnych stworach i banitach czyhających na podróżnych, tajemnych katakumbach, w których podobno do życia budzą się zmarli czy ogromnych bestiach przemierzających lasy i górskie ostępy, też mogły mieć w tym swój udział. Zresztą kto by naprawdę wierzył w te wszystkie plotki. Każdy lubi czasem usłyszeć jakąś historię z dreszczykiem, nie znaczy to zaraz, że musi być w niej zawarta prawda.

Mieszkańcy gadają, sprzedają, kłócą się. Norma każdego dnia. Gdy szliście między domami, wykładaną kamiennym brukiem ścieżką, najróżniejsze osobistości przecinały Wam drogę. To jakiś niziołczy kupiec oferował Wam najświeższe jabłka w okolicy, to poburkujący barczysty jegomość trącił Was ramieniem kwitując to, marudnym, alkoholicznym warkotem pod nosem. Miasto tętniło życiem chociaż nie zawsze takim jakiego ktoś by sobie życzył.

Mimo iż nie posiadaliście innych insygniów władzy niż powierzone Wam glejty, dość łatwo można było rozpoznać w Was członków OPM. Swojego czasu Wielki Lord Genweek II, władca miasta i jego okolic, stwierdził, że prostym ludziom nie potrzebne są miecze, topory, włócznie czy inne niebezpieczne przedmioty. Prawo do ich noszenia pozostawił armii, swojej przybocznej straży i członkom OPMu. Nadal prosty lud miewał pomniejszą broń, jednakże posiadanie większego oręża osób spoza tych trzech grup, w mieście było zabronione. Wyjątek stanowiły osoby wykonujące zawód który owy oręż traktował jak narzędzie pracy. Kowale mogli nosić ciężkie młoty, łowcy łuki i kusze a drwale topory. Mimo wszystko trudno było uznać, że tworzyliście drużynę pracowników kuźni czy lokalnej drewutni. Fakt, że należeliście do OPMu sprawiał, iż ludzie wokół Was zachowywali pewną dozę niechęci i podejrzliwości. O ile handlarze lgnęli do Was jak pszczoły do miodu, licząc na późniejsze ulgi i przymykanie oczu, o tyle zwykli mieszańcy starali się stale obserwować Wasze poczynania z nieufną uwagą. Robili to skrycie, jednakże stale mogliście czuć ich spojrzenia, podążające Waszym krokiem.

Karczma w której Sir Ladyn pozostawał na nocleg, znajdowała się o kilkanaście ulic od siedziby OPM. Odległość nie była duża, jednakże droga potrafiła się dłużyć gdy musieliście przebijać się przez lokalne targowisko. Tu nigdy nie brakowało ludzi. Głośne okrzyki na temat wszelakiego jadła, sprzętów gospodarczych czy zwierząt rolnych zagłuszały zwyczajne rozmowy przechodniów. Kolejki ciągnące się od straganów co raz krzyżowały Wam drogę a mijanie ich przypominało przedzieranie się przez labirynt. Ci którzy czuli niedobór zapasów, na pewno mogli na chwilę przystanąć by je uzupełnić przed wyruszeniem poza miasto.

Wyrywając się z targowiska, droga była już dużo prostsza. Minęliście kilka domostw i Waszym oczom ukazał się przybytek “Syreni śpiew”. Nazwa karczmy nie brała się z niczego. Swój cowieczorny występ dawała tu pewna elfka imieniem Serafin. Jej przepiękne lico, skrywane w długich blond włosach zapierało dech, jednakże było to niczym przy jej śpiewie. Melodyjne dźwięki które z siebie wydawała, zdawały się niemalże hipnotyczne (niektórzy bardzo silnie w to wierzyli). Karczmarz Bornedor, niewielkiej nawet jak na krasnoluda postury, mimo rasowych niesnasek, postanowił wykorzystać skarb który mu się trafił. Im więcej ludzie plotkowali o syrenim śpiewie Serafin, tym więcej ciekawskich przybywało do jego przybytku. Stąd na szyldzie zawieszonym nad wejściem, wciąż widać było fragmenty dawnej nazwy, zdrapanej sztyletem. Kilka liter “B”, “D”, “R” sugerował banał w stylu “Karczma u Bordenora”. Długość ostrych rys również na to wskazywała.

Akurat było popołudnie więc w środku nie było zbyt wielu osób. Za barem stał wesoły niziołek którego imienia żaden z Was jeszcze nie słyszał. Zastanawiające było to, że szynkwas był dość wysoki, spokojnie pod ludzką miarę. Z drugiej strony ani Bornedor ani inni, podobni mu rozmiarem pracownicy, nigdy nie mieli problemów z obsługą gości “na ich poziomie”.
 
__________________
"Miłość której najbardziej potrzebujesz to Twoja własna do siebie samego"

Ostatnio edytowane przez JPCannon : 16-08-2021 o 09:52.
JPCannon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-08-2021, 10:22   #7
 
Fenrir__'s Avatar
 
Nim jeszcze weszli do środka karczmy. Tristan przystanął i powiedział:

- Ja tutaj zostaje... - mruknął zwiadowca, sięgając do woreczka przy psie i wyłuskując z niego swoją rzeźbioną, dość wysłużoną fajkę. Wsadził ją do ust i grzebiąc w woreczku dalej mówił niewyraźnie. - Znowu by nie pasowało temu Niziołkowi, że palę... A sam mi ten tytoń przecież sprzedał.... Załatwcie to szybko, szkoda całego dnia! Najlepiej jeśli opuścilibyśmy miasto przed zmrokiem.

Odnalazł woreczek ze swoim zielskiem i nabijał fajkę. Jego towarzysze zgodnie z nabytym doświadczeniem odsunęli się na solidną odległość. Zwiadowca skrzesał kilka iskier i wysuszone ziele zajęło się momentalnie. Tristan zaciągnął się kilka razy, by tytoń się rozżarzył. Wokół niego uniósł się gęsty żółtawy obłok. Przechodzący obok ludzie odwracali się, krzywiąc się na charakterystyczny, drażniący zapach, po czym przyśpieszali kroku. Tristan widząc to uśmiechnął się szeroko i dmuchnął za czmychającymi przechodniami małą chmurkę obrzydliwego oparu.

Czas jakby zwolnił... Tristan zaciągnął się i zatrzymał dym w płucach, dym rozwiał się, a on mógł przyjrzeć się ulicy... Nie było jednak na co patrzyć. Wydmuchnął więc jedno kółko, po czym dmuchnął drugi raz, wdmuchując do jednego kółka drugie. Zadowolony z efektu rozparł się jeszcze wygodniej, zrzucając z pleców pakunki i siadając na krawędzi beczki na deszczówkę.
 
Fenrir__ jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-08-2021, 21:31   #8
 
Mike's Avatar
 
Sir Ladyn ruszył prosto do szynkwasu.
- Witaj kumie, jest Bornedor? Służba prowadzi mnie poza miasto, nie wiem ile mi się zejdzie więc zwalniam pokój i chcę się rozliczyć. Spakuję się i będę leciał, więc racz dać znać szefowi, bo czas mnie goni. - Mówiąc to ruszył ku schodom na górę.
Jego pokój nie wyróżniał się zapewne spośród innych. No może był czystszy, bo Ladyn potrafił być marudny w temacie współlokatorów, wszelkiego rozmiaru. Baa, nawet dowodził, iż każdy współlokator winien płacić równą część zapłaty. Berenedor by nie wikłać się w prawnicze dysputy, pogonił swojego pomagiera by ten należycie zajął się lokatorami.
Sir Ladyn wszedł do pokoju i w mig pozbierał drobiazgi do plecaka. Nie miał tego wiele. Dopiął sprzączki zarzucił plecak na ramię i rozejrzał się po pokoju czy niczego nie zostawił.
Właśnie wychodził, gdy w drzwiach spotkał Bornedora.
- To pan nas opuszcza?
- Taka służba, kumie, taka służba. Ale chętnie się tu zatrzymam ponownie. To ile się należy?

Krasnolud machnął ręką i zaśmiał się.
- Toś wy panie lepiej ode mnie wiecie, wszak wszystko w kajecie spisaliście.
- Co racja to racja
- przyznał Sir ladyn. Przewrócił w wyjętym za pazuchy notesie kilka kartek. - Rozliczyliśmy się w zeszłym tygodniu, jak było umówione. Czyli wychodzi, że do płacić mam tyle… - szybko pisał na kartce Ladyn, podsunął kajet pod nos krasnoluda - Zgadza się?
- Co się na nie zgadzać. Jak wrócicie panie to zapraszam. Odkąd tu zamieszkaliście jakoś mniej burd i goście kulturniejsi przychodzą.
- Cieszę się, że mój drobny wkład w kulturę spożycia alkoholu przełożył się na twój zysk. Od którego mam nadzieję odprowadzasz należne podatki.
- A jakże by inaczej
- odparł krasnolud. Wiedział, że sir Ladyn może sprawdzić, więc płacił. I tak był do przodu, odkąd zastosował myk z odliczaniem amortyzacji beczek, podpowiedziany przez sir Ladyna.

Parę chwil później wyszedł z karczmy i skrzywił si, gdy owionął go cuchnący dym. Jak wrócą, będzie musiał wpaść do magistratu z petycją odnośnie obrotu sianem potocznie zwanym tytoniem. Toż, to nie dość, że straty dla miasta to do tego można by to podciągnąć pod nękanie, a nawet trucicielstwo.. .trzeba by to tylko zgrabnie podeprzeć paragrafami.
- Tristan, kumie. Chyba mam pomysł jak pomóc ci z twoim nałogiem… - powiedział z przyjaznym uśmiechem.
 
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-08-2021, 08:40   #9
 
Fenrir__'s Avatar
 
Ruszyli w kierunku bramy niespiesznie.

- Ladyn - zaczął bezceremonialnie Tristan, a fajka w jego ustach przesunęła się do lewego kącika - Już ci tłumaczyłem. Nie jestem uzależniony - Mówił spokojnie. - Palę z sentymentu i dlatego bo lubię, a nie dlatego, że muszę. To nie nałóg, co najwyżej... - zamyślił się na moment, aż znalazł odpowiednie słowo... - Używka! - Karcący wzrok paladyna nie pozostawiał złudzeń co do tłumaczeń zwiadowcy. Tristan więc dodał - W każdej chwili mogę przestać...
- To udowodnij to i przestań! Rzuć to cholerstwo, a wszyscy będziemy zdrowsi. - Wciął się paladyn.
- Wiesz... mogę przestać w każdej chwili... ale.... - zawiesił głos, fajka powędrowała w drugi kącik ust. -... Ale nie chcę! - Dodał z niekrytą satysfakcją i wypuścił gęsty, żółtawy, dymny gejzer.
 
Fenrir__ jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-08-2021, 10:17   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
"Syreni Śpiew" był znany Seavelowi od jakiegoś czasu, i to nie dlatego, że tam miał swą kwaterę Sir Ladyn. No i nie tylko dlatego, że występowała tu jego krajanka, Serafin. Fakt, pięknie śpiewała, ale mag melomanem nie był, zaś syreni śpiew elfki nie był na tyle piękny, by warto było biegać przez pół miasta by go posłuchać.
Owszem, poflirtował z Serafin parę razy, przy winie, wspominali rodzinne strony (dwoje elfów, z tego samego zakątka świata, w obcym mieście), ale to wszystko. Najważniejsze było to, że wspomniane wino było bardzo dobre, na dodatek w cenie, którą kieszeń Seavela mogła śmiało znieść.
Tym razem jednak o winie można było zapomnieć - Seavel nie wierzył, by Sir Ladyn przychylnym okiem spojrzał na picie wina podczas służby. A wysłuchiwać długich tyrad na temat prawa, obowiązków i odpowiedniego postępowania w czasie pracy... Nie, tego by Seavel nie chciał. Można było stracić radość życia na długie godziny... i gra nie była warta świeczki.

- Dziwisz się? - Z lekkim uśmiechem spojrzał na Tristana. - Ostatnio niemal połowa gości uciekła z karczmy, bo myśleli, że to pożar, a na dodatek część z nich nie zapłaciła rachunków. Nie mówiąc już o tym, że "Syrenka" straciła głos na parę dni. Do teraz krasnolud krzywo na mnie patrzy, jakby to była moja wina, żeś zapalił tam to świństwo.

Gdy znalazł się w środku Seavel od razu podszedł do baru.
- To co zawsze? - spytał niziołek, sięgając po butelkę.
- Tym razem nie... - odparł mag. - Tylko odrobina piwa, nim Sir Ladyn załatwi swoje sprawy.

Zapłacił i popijając piwo czekał, aż kompan ureguluje rachunki.

- Seavel...? Piwo...? - Miękki, urzekający, pełen niedowierzania głos rozległ się tuż za jego plecami.
- Tak wyszło... - odpowiedział z udawanym smutkiem, równocześnie odwracając się w stronę najsławniejszej elfki w okolicy. - Służba nie drużba... Witaj, Serafin. - Uśmiechnął się do śpiewaczki.
Ta otworzyła oczy w udawanym podziwie.
- Szukacie jakiegoś mordercy? U nas? - rozejrzała się dokoła, jakby poszukując zbrodniarza.
Pożartowali jeszcze chwilę, a potem pojawił się Sir Ladin, który pełnym potępienia wzrokiem zmierzył Seavala, Serafin i piwo... i trzeba było wychodzić.
Mag dopił piwo, pożegnał śpiewaczkę i niziołka, a potem wyszedł, by kompani nie musieli zbyt długo czekać.
Trafił akurat na ciąg dalszy sprzeczki na temat uzależnienia od tytoniu (jeśli świństwo, jakie palił Tristan, miało z tytoniem cokolwiek wspólnego).
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168