Oficjalny blog lastinn
Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
LinkBack Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-28-2009, 20:58   #31
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 6 Krakov jest jak klejnot wśród skałKrakov jest jak klejnot wśród skałKrakov jest jak klejnot wśród skał
$: 70 157
Kroki dobiegające z miniętego niedawno korytarza sprawiły, że Narthiel stracił na chwilę zainteresowanie dziewczyną. Dziwne, był przekonany, że obejrzał dokładnie wszystkie zakamarki i nic podejrzanego nie znalazł. Nie sądził również by któreś z jego dzielnych towarzyszy zdecydowało się go wesprzeć. Tak czy inaczej, nie zamierzał dać się podejść. Jeśli ktoś tu będzie zaskoczony to tylko ten, kto spróbuje "niepostrzeżenie" zbliżyć się do jego pleców.

Na czajenie się przy drzwiach było już chyba zbyt późno, z resztą to nie było potrzebne. W razie potrzeby drow mógł doskoczyć do nich w mgnieniu oka, by powitać odpowiednio nieproszonego gościa. Wpatrując się w uchylone wrota namacał tylko dłonią leżącą na ziemi klingę. Czekał.

Wkrótce do pomieszczenia wsunęło się blade, zielonkawe światło, a zaraz za nim zjawił się Anzelm. Jego widok trochę go uspokoił, bardziej jednak zdziwił. A więc jednak? Elfowi przyszło do głowy, że nie chodzi bynajmniej o to by iść mu z pomocą. Kapłan był po prostu zbyt ambitny by czekać tam na górze. Kto wie, może obaj zeszli tu z podobnych pobudek...

- Nie podchodź zbyt blisko z tą latarnią. - powiedział patrząc znów na Liliel. Jego głos był spokojny, ale zdecydowany. Nie musiał chyba tłumaczyć, że w tej chwili wolałby mieć wokół siebie jak najmniej światła.

Dziewczyna nadal zachowywała się jak pomylona z tą tylko różnicą, że przestała śpiewać a zaczęła jęczeć i mamrotać coś o nieludzkości wojownika. Anzelm zdążył się już zorientować w sytuacji, jednak wątpliwym było by jego gadka na coś się zdała, skoro nawet policzek nie pomógł. Odwoływanie się do zmysłów to strata czasu. Co z tego, że zajrzy umrzykowi w oczy? Robactwo pełza po jej nogach i nie robi to na niej najmniejszego wrażenia...

Miał już tego wszystkiego powyżej elfich uszu. Nie mógł słuchać tych bzdur, wdychać tego smrodu, a przede wszystkim nie mógł na to patrzeć. Na te rozkładające się zwłoki, z których wyciekał jakiś płyn obficie wsiąkając w szarą sukienkę dziewczyny. Na te szczątki, które dawno powinny być pogrzebane lub przynajmniej zostawione w spokoju w tym miejscu, z dala od żywych. Na te larwy, napęczniałe od pokarmu, jakiego od paru dni dostarczał im Adam. Dość.

- Dość...

Wstał i szarpnął za resztki odzienia trupa, ściągając go z kolan dziewczyny na podłogę. Trup upadł z niemiłym dźwiękiem, obficie obsypany oślizgłymi larwami. Nathielowi wydawało się, że tylko te resztki szaty spajają zwłoki w jako taką całość, dzięki czemu wszystko trzyma się kupy. Smród, choć zdawało się, że to nie możliwe, stał się jeszcze trudniejszy do zniesienia. Drow miał ochotę odwrócić się i odejść. Byle dalej, byle tylko odetchnąć świeżym powietrzem. Teraz jednak musiał dokończyć co zaczął. Nie dając dziewczynie czasu na wyciągnięcie rąk po "Adama", nie zważając na jej lament i to, co byłoby wrzaskiem gdyby miała siły wrzeszczeć, złapał ją za ramiona i podniósł do góry.

- Opanuj się Liliel - warknął potrząsając jej wychudzonym ciałem niczym szmacianą lalką.

Może nie do końca wyglądało to tak, jakby próbował ją ocucić i przywieść na powrót do zmysłów. Nathiel wyglądał teraz raczej, jakby chciał strząsnąć z niej cały ten brud, całe to robactwo pełzające po jej nogach i sukience. Może z resztą tak było w rzeczywistości. A jeśli przy okazji uda mu się "strzepnąć" z niej to otępienie - tym lepiej i dla niej i dla nich.
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 07-07-2009, 16:34   #32
The Sentinel
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 19 Sayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumny
$: 340 692
Post


Imil, podziemia strażnicy.

Nathiel, poderwałeś dziewczynę do góry czując, że zaraz udusisz się od smrodu bijącego z poruszonych zwłok i jej własnego ubrania. Kobieta jest niesamowicie wiotka i lekka; pomimo jej stanu widzisz jednak, że gdyby ją umyć i uczesać trzymałbyś w ramionach nie szmacianą lalkę a bardzo atrakcyjną kobietę. Zaskakuje Cię ta myśl, bo od ostatniego snu nie myślałeś o płci przeciwnej w kategoriach innych niż złość na Phaere. Ludzkie kobiety tym bardziej nigdy Cię nie pociągały. Choć ta wygląda… może dzięki swej nienaturalnej bladości, ale nawet trochę... drowio..? Postanawiasz skupić się na chwili obecnej, jednak przychodzi Ci to z trudem. Kilkakrotne szarpnięcia powodują co prawda, że Liliel staje wreszcie o własnych siłach, wciąż jednak chwieje się i opiera o Ciebie. Wydaje się, że z chwilą przyjęcia postawy pionowej zapomniała o ''Adamie'' i zapadła się jeszcze bardziej w sobie. Jej błędny, zimny wzrok przesuwa się po Twoim ciele, a spomiędzy spierzchniętych warg wydobywa - znowu – przeciągłe, nieskładne zawodzenie. Skupiony na kobiecie nie zauważasz, że Twoim działaniom towarzyszył cichy metaliczny brzęk.

Soundtrack: Arakan (Part 1)



Anzelm, nieprzyjemny, mokry dźwięk ciała uderzającego o ziemię i rozpełzające się wokół larwy sprawiły, że odruchowo odskoczyłeś od zirytowanego Nathiela i rozpocząłeś metodyczne przeszukiwanie komnaty. Drow planował najwyraźniej – podobnie jak Ty - siłą wywlec pomyloną dziewoję na górę. Zastanowiło Cię jednak zachowanie, dotychczas opanowanego, mężczyzny, który wcześniej nie przejmował się zbytnio ani obcymi, ani własną drużyną. Co takiego było w tej kobiecie, że drow zdecydował się jej... pomóc? Chyba pomóc, bo plan wyciągnięcia informacji od kogoś w takim stanie wydawał się w chwili obecnej mało realny. Obrzydzeniem napawał Cię stan fizyczny i umysłowy kobiety, którą drow trzymał za ramiona - tym bardziej, że ta znów rozpoczęła swoje śpiewy.

Ruszyłeś na obchód komnaty, śledzony przez spokojnie lewitujące wokół Ciebie kule. Mimo zielonkawego blasku, który wytrwale towarzyszył Ci w podziemnych eksploracjach, omal nie potknąłeś się o leżące na ziemi ciała, które przesunęły się z głośnym chrzęstem. Nie śmierdziały jednak – a przynajmniej nie tak bardzo jak ‘’Adam’’. Przy bliższych oględzinach okazało się, że trupy są stare i – co dziwne w tak wilgotnej piwnicy – głównie zmumifikowane. A przynajmniej tak byś je określił w tym wątłym świetle. Wysuszone, częściowo nadgryzione przez szczury twarze trupów patrzą na Ciebie pustymi oczodołami, Ich ubranie zetlało i zgniło, na niektórych ciałach zostały jednak mniej lub bardziej skorodowane fragmenty rynsztunku. Możesz rozróżnić jeszcze symbole – niektóre prawdopodobnie rangaardzkich wojowników, inne podobne do widzianych w Miee’sitil, kilka innych o rozmiarach sugerujących potwory lub jakieś wyrośnięte stworzenia. Większość rozsypuje Ci się pod nogami, lecz ludzki napierśnik i tei’nerska koszula kolcza, choć zaśniedziałe, być może nadają się do noszenia. W blasku laski widać również broń i inne części zbroi, gdzieniegdzie coś barwnie połyskuje...

Ostrożnie stawiasz kroki między trupami. Wygląda, że były on kiedyś ułożone w stos, jednak teraz wyglądają na rozwleczone po całej podłodze. Ironiczne, a równocześnie niesłychanie właściwe wydaje Ci się, że płomień zesłany przez władcę umarłych oświetla jego dzieło. Masz poczucie jakby ten martwy blask sprowadził Cię do domeny umarłych i dał Ci przedsmak zagłady jaką sprowadzisz na swoich wrogów - tych, którzy zabrali Ci Maureen… Twoje serce przeszywa ból, gdy uświadamiasz sobie, że w domenie Nerulla nie spotkasz delikatnej łowczyni. Nigdy nie spytałeś jakich bogów wyznawała, nie jesteś nawet pewien, czy pochodziliście z jednego świata. Jesteś jednak przekonany, że dla takich jak ona bogowie wyznaczyli inne miejsce – pełne spokoju, słońca i zieleni. Jedynie Ty będziesz stąpał po trupach – tak za życia, jak i po śmierci.

Zamyślony robisz kolejny krok do przodu, a Twoja stopa trafia w klatkę piersiową jednego z ciał, która zapada się z chrzęstem, wzbijając niewielki obłok kurzu. Z dreszczem obrzydzenia cofasz stopę, widząc równocześnie, że wyczarowane przez Phaere kule zbijają się w stado, kierując się w stronę drzwi i omijając szerokim łukiem drowa, który najwyraźniej nie może sobie poradzić ze śpiewającą coraz głośniej Liliel. Jej monotonne wycie działa Ci na nerwy. Maureen zginęła w środku obozu, otoczona przez przyjaciół… no, towarzyszy podróży… a ta tutaj, sama, w ciemnej piwnicy, z rozkładającym się trupem na kolanach – przeżyła. Wściekły i rozczarowany ruszasz w ich stronę z zamiarem przynajmniej czasowego uciszenia kobiety, gdy kątem oka, na granicy światłocienia zauważasz jakiś ruch. Odwracasz się w samą porę, by zobaczyć jak gdzieś spod sufitu spada duży, humanoidalny kształt, z trzaskiem lądując na podłodze w miejscu, gdzie niedawno stałeś. W chmurze pyłu i fragmentów ciał widzisz beczkowate, porośnięte łuską ciało wielkości sporego orka i długie, masywne kończyny zakończone szablastymi pazurami. Ze zniekształconej, owalnej paszczy pełnej krzywych zębów wydobywa się nerwowy warkot, gdy stwór przesuwa swój zabiedzony korpus bokiem wzdłuż ściany, podpierając się przednimi łapami i najwyraźniej oceniając sytuację. Liliel śpiewa jak w transie, kurczowo wczepiona w Nathiela, a Ty, próbując oświetlać przeciwnika równocześnie samemu pozostając w cieniu, rozpaczliwie zastanawiasz się, co dalej.

Nathiel, czujesz się dziwnie trzymając w ramionach tak wiotką i bezbronną istotę. Masz wrażenie, że stoi przed Tobą niewinne dziecko i dojrzała kobieta w jednej osobie. Jeszcze przed chwilą miałeś ochotę wywlec ją stąd za włosy, a teraz zachodzisz w głowę jak wynieść ją po wąskich schodach nie czyniąc jej krzywdy. Denerwuje Cię hałas czyniony przez Anzelma i przesuwające się po sali mdłe światło, przez które nie możesz porządnie przyjrzeć się kobiecie. Zaczynasz żałować swoich brutalnych słów i czynów – gdy Liliel zaczyna śpiewać masz wrażenie, że jeszcze głębiej pogrążyła się w szaleństwie.

Huk spadającego ciała sprawia, że drgasz zaskoczony. Czujesz, jak palce Liliel mocno wbijają Ci się w ramiona. Jesteś zdumiony skąd u tak słabej wychudzonej istoty tyle siły? Próbujesz odepchnąć ją od siebie, lecz dziewczyna wygląda, jakby była w transie – odrzuciwszy głowę w tył wydaje z siebie to wysokie, przeciągłe dźwięki, to znów nieskładne słowa w różnych językach, trzymając Twoje ręce w żelaznym uścisku i blokując Ci ruchy. Macie wrażenie, że niektóre słowa są Wam znajome, jednak priorytetem w tej chwili jest czające się w kącie monstrum, które najwyraźniej nie robi na Liliel wrażenia. Niepewny czy powinieneś siłować się z dziewczyną, bezradnie obserwujesz jak kapłan i potwór, którego beczkowate cielsko widzisz w migającym ciągle świetle laski Anzelma, badają się nawzajem.
 
__________________
Szanuj Mistrza swego - możesz mieć gorszego!
Prowadzenie sesji na forum w pytaniach i odpowiedziach
Life is hard, even in heroic fantasy!

Ostatnio edytowane przez Sayane : 07-07-2009 o 20:47. Powód: styl
Sayane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-08-2009, 19:22   #33
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 9 Glyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnieGlyph jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 105 915
Anzlem

Niespodziewany huk natychmiast zwrócił uwagę kapłana. Obrócił się wyciągając laskę i światło w tamtą stronę. Zamarł na widok przeciwnika.
Wcześniej przeszukał całe pomieszczenie, lecz nie przewidział ataku z góry. Trupy nie zwykły lewitować, ale bestia nie powstała z żadnego ze złożonych tu martwych. Ciało potwora w żadnym aspekcie nie wykazywało oznak trupiej zgnilizny. Bystre, otoczone łuską oczy wpatrywały się w intruzów, a z pyska kapała ślina. Wygłodzony organizm zaczynał przygotowanie do uczty, którą o przegapił o włos.

Liliel wciąż zawodziła, wypowiadane przez nią słowa wydawały się bluźniercze, z najciemniejszego serca otchłani. Skąd mogła znać piekielny język? Nic dobrego nie przychodziło z takich słów, nawet jeśli kapłan nie potrafił ich zrozumieć. Próbował ją właśnie uciszyć, podszedł zawracając z dotychczasowej ścieżki o krok od padnięcia pod uściskiem szponiastych łap. Szczęście, pomylona dziewczyna w jakiś sposób uratowała mu życie. Fakt ten mocniej wywoływał upokorzenie niż wdzięczność.
Jednocześnie czy jej plugawe zaklęcie nie mogło zbudzić tej bestii do życia? Życie często bywa złudne. Zamiast jednego przeciwnika, z tyłu mógł mieć kolejnego. Dziewczynę pilnował Nathiel, zaś bestia była wolna i gotowa do ataku. Podstawowa różnica na której należało się skupić.
-Ucisz ją jakoś!-krzyknął do wojownika.

Potrząsnął kijem w stronę potwora. Każde zwierzę podświadomie boi się ognia. Nie za blisko jednak, by nie wydał się chłód od niego bijący.
Z drugiej strony stworzenie nie przypominało działa natury. Od skoku tak samo mógł powstrzymywać je płomień, jak oczekiwanie na lepszą pozycje do ataku.

-Z otchłani Baator ogień piekielny...-zaintonował cicho modlitwę, gdy nagle urwał w pół słowa. W pierwszej myśli mocą boską chciał otworzyć bramy otchłani i szybko spopielić problem. Oprzytomniał jednak. Znajdowali się w zamkniętym pomieszczeniu, jęzor płomienia również ich mógł dosięgnąć. Gdyby nawet jakoś im się udało, ogień zepsułby powietrze. Udusiłaby się bestia, podusiliby się i oni. Szybko usiłował wymyślić sposób działania. Światło mogło zaciekawić napastnika, ale ani ono, ani kij nie powstrzymają długo ostrych pazurów.

-Z ostatnim oddechem,
Ciało Śmierci się należy.


Intonował powoli cofając się w stronę drzwi. Przystanął przy najświeższym z spoczywających tu ciał.

-Na znak twój Panie
Ziemia go nie wstrzyma.
Powstanie!


Próbował zyskać na czasie. Wypowiadając ostatnie słowa przyłożył światło do piersi Adama, by tchnąc w niego ożywiającą siłę. W gruncie rzeczy zrobił to czego pragnęła dziewczyna. Niejako przywrócił mu życie, lecz kneblując przy tym wolę.
Kapłan zdawał sobie sprawę, że może wywołać tym jeszcze bardziej histeryczną reakcję dziewczyny, lecz miał nadzieję, że drow trzyma ją mocno, lub zniknie za drzwiami gdy zombie powstanie. Potrzebowali sojusznika, tarczy, która nie przestraszy się pazurów i kłów bestii.

Porażka mogła kosztować wiele, a tak było łatwiej, gdy ciało było świeże, a duch nie odszedł zbyt daleko. Gdy pamięć o zmarłym, żal, ból i rozpacz nie przeminęły jeszcze z czasem.
 
Glyph jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-16-2009, 12:48   #34
The Sentinel
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 19 Sayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumny
$: 340 692
Post Kedros. Piętnasty dzień podróży. Noc.

Imil, podziemia strażnicy.

Anzelm, odsunąłeś laskę od napęczniałego ciała, w napięciu czekając na efekt zaklęcia i równocześnie wycofując się tyłem w stronę drzwi. Przez chwilę - ku Twojemu rozczarowaniu - nie działo się nic. Dopiero po ciągnącej się w nieskończoność minucie usłyszałeś ciche szuranie i to, co pozostało z Adama zaczęło powoli podnosić się do pozycji pionowej, przy wtórze mokrych, mlaszczących odgłosów. Podziałało! Czujesz, jak rozpiera Cię duma i podniecenie. Podziałało! Po raz kolejny tego wieczoru Twój bóg udowodnił, że nie pozbawił Cię swej mocy. Masz ochotę krzyczeć ze szczęścia, lecz smród bijący od Twojego nowego sojusznika skutecznie Cię przed tym powstrzymuje. Poza tym - rozsądek przede wszystkim. Powoli przesuwasz się w stronę wyjścia, oddalając się od przeciwnika stopniowo pogrążającego się w mroku. Na razie potwór nie wydaje się chętny do ataku. Przekrzywiwszy łeb na psią modłę wydaje z siebie zaciekawione wgrrr? wgrrr? w miarę, jak zombie chwiejnym krokiem zbliża się do niego.

Nathiel, z trudem schylasz się po miecz, po czym zaczynasz ciągnąć - a raczej wlec - wczepioną w Ciebie Liliel w stronę drzwi, byle dalej od zagrożenia, byle dalej od potwora na którego drodze na razie stoi Anzelm. Wiesz, że w zamkniętej przestrzeni zarówno Ty, jak i kapłan, macie ograniczone pole manewru - a zwłaszcza współpracy; jednak Twój zmysł taktyczny zagłusza tłukąca się po czaszce mantra: Chronić! Chronić! Śpiew kobiety, który wydaje Ci się teraz mieszaniną różnych nieznanych Ci języków, urywa się w chwili, gdy Anzelm zaczyna intonować swoją modlitwę. Wykręcając głowę do tyłu Liliel wpatruje się z dziecinnym zachwytem w poczynania mężczyzny, rozluźniając nieco chwyt. Patrzycie oboje na budzące się powoli do nie-życia ciało, które stanowić ma Waszą tymczasową tarczę. Jesteś zdumiony - do tej pory kapłan nie wydawał się władać mocą większą niż machanie kijem. Pamiętasz co prawda modlitwę intonowaną przez niego nad jeziorem, lecz wiele się wtedy działo i wspomnienie to jest bardzo mgliste. Teraz jednak powoli zaczynasz sobie zdawać sprawę, że Twój towarzysz podróży nie jest taki słaby i bezradny jak by się mogło wydawać.

Nie masz czasu zastanawiać się nad tym dłużej, gdyż zmartwychwstanie Adama wywołało u Liliel reakcję diametralnie różną od tej, której obaj się spodziewaliście. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie w stronę kapłana (w ostatniej chwili udaje Ci się złapać ją za ubranie), wyciągnęła przed siebie rękę, oskarżycielsko wycelowała palcem w Anzelma, po czym głośno i dobitnie powiedziała: Zepsułeś zabaweczkę!

Phaere, czas spędzony samotnie w ciemności niesłychanie Ci się dłuży. Co prawda noc nie była dla Ciebie tak na prawdę ciemna, jednak uzyskana na powierzchni świadomość "ciemności" oraz jej implikacji sprawiają, że przez chwilę prawie Ci brakuje Twoich bezużytecznych towarzyszy. Spędzasz ten czas czytając księgę i jednym uchem nasłuchując odgłosów dochodzących z dołu. Powoli przerzucasz sztywne karty, w skupieniu czytając znajdujące się na nich zaklęcia. Rogi księgi są brudne, wiele z nich wygięło się od wilgoci. Karta z "Kulą ognistą" jest czarna od sadzy (choć litery żarzą się magicznym blaskiem), jednak masz przeczucie, że tego akurat zaklęcia nie będziesz musiała już nigdy uczyć się na pamięć - wyryło się w niej aż nazbyt dobrze. Przerzucasz kolejną stronę, z irytacją słuchając dochodzących z piwnicy jęków i śpiewów - cokolwiek tam się znajdowało było najwyraźniej oporne na próby uciszenia. Po jakimś czasie jednak z dołu dobiega Cię głośny huk, jakby coś ciężkiego spadło z wysokości, a po chwili do sali wlatują magiczne oczy. Zostały jedynie dwa - widać reszta rozbiła się po drodze lub została zniszczona. Tobie jednak wystarczyło by jedno; wyciągasz przed siebie dłoń, a mlecznobiała kulka osiada na niej, by po kilku sekundach rozpłynąć się z cichym pyknięciem, pozostawiając po sobie wiedzę z ostatnich kilkunastu minut spędzonych w podziemiach.

Chowasz księgę i zdecydowanym krokiem ruszasz po schodach w dół. Nie musisz szukać drogi - widzisz ją wyraźnie, wiesz również dokąd podążać na dole. Wystarczy jedynie ostrożnie stawiać stopy na śliskich stopniach - jednak takich rzeczy nie zapomina się, nawet po dekadach spędzonych na powierzchni. W Podmroku przecież wszystko było śliskie i wilgotne. Przez głowę przebiega Ci ironiczna myśl, że w końcu znalazłaś miejsce, gdzie czujesz się prawie jak w domu. Jednak w tym ''domu'' już ktoś mieszka... Pokonując kolejne stopnie zastanawiasz się nad tym, co ''zobaczyłaś'' dzięki oczom. Ludzka dziewczyna i trup... Mężczyźni szarpiący nią, próbujący najwyraźniej docucić... Duży kształt spadający z wysoka... W pierwszym odruchu kojarzył Ci się ze zniekształconym orkiem lub jakimś pomniejszym demonem, lecz głupie oczy zwiały zbyt szybko, byś mogła dokładnie go ocenić. I co tu robił żywy człowiek? Czyżby potwór trzymał ją na przynętę? Nie było by to nic niezwykłego na szlaku, jednak tu żywe istoty ponoć się nie zapuszczały... Przypomniały Ci się obrazy widziane podczas teleportacji. Pomimo, że mężczyźni najwyraźniej w to nie wierzyli, Ty optowałaś jednak za przeniesieniem się w czasie. Może te stworzenia były niedobitkami wojny o Imil? Jeśli tak, kto wie, ile ich jeszcze się tu czai... Czy nawet we trójkę macie jakiekolwiek szanse?

Zbiegłaś cicho z ostatnich stopni i podążyłaś prosto, tłumiąc wątpliwości. Od początku byłaś przeciwna schodzeniu na dół pewna, że należy zostawić siedzące tu paskudztwo samemu sobie. Głupi mężczyźni postawili na swoim i teraz będziesz musiała wyciągać ich z tarapatów by uratować i własną skórę. Powtarzasz sobie aż do znudzenia, że nie robisz tego dla nich - lepiej działać w trójkę i pokonać potwora, niż pozwolić im walczyć w osłabionym składzie. Jeśli zostaną pokonani Ty sama będziesz miała o wiele mniejsze szanse na przeżycie. W końcu już raz Wam się udało, a teraz przeciwnik jest tylko jeden... Robisz to tylko by zwiększyć swoje szanse na przetrwanie, nie z dobroci serca... Ostrożnie wchodzisz do sali na wprost, zderzając się niemal z cofającym się z dziewczyną Nathielem, który odwraca się zaskoczony. Kawałek przed nim widzisz Anzelma - jego migające, zielonkawe światło sprawia, że przez chwilę masz kłopoty ze zogniskowaniem wzroku.

Nathiel, nieoczekiwane pojawienie się kogoś za Tobą sprawia, że zaskoczony odruchowo puszczasz dziewczynę wykonując półobrót i szykując się do starcia. Korzystając z okazji Liliel wymyka Ci się i zaczyna wirować po sali śpiewając:

Zepsułeś zabawkę!
Zepsułeś zabawkę!
Teraz się rozpadnie,
bo będzie mieć czkawkę!

Dziewczyna wiruje po całej sali śmiejąc się radośnie, roztrącając bosymi stopami leżące na podłodze ciała. Jej sylwetka rozmywa Wam się w oczach, raz pojawiając się w świetle, raz niknąc w cieniu. Potwór zamiast zaatakować Adama (który doszedłszy do ściany porusza się w miejscu) kiwa łbem w takt piosenki powarkując cicho, a Wy stoicie niepewni co zrobić i co się właściwie dzieje. Abstrakcja sięga zenitu, gdy Liliel zatrzymuje się gwałtownie obok kapłana, chwyta go za rękę i wskazując na potwora radosnym głosem pyta: Wyprowadzimy pieska na spacer?! - a potwór nie wydaje się być przeciwny...


Miee'sitil. Dom Seleny.

Fosth'ko, z wdzięcznością przyjęłaś propozycję tei'ner by udać się na spoczynek. Pomimo, że ten dzień nie obfitował w wysiłek fizyczny tak, jak poprzednie, nie pamiętasz kiedy ostatni raz byłaś tak bardzo zmęczona. Ciężar odpowiedzialności, który martwa kobieta zrzuciła na Twoje barki wydaje Ci się zbyt wielki. Zresztą sama nie wiesz do końca co masz robić: Ratować towarzyszy? Tei'ner? Wyspę? Czy może po prostu samą siebie? I w zasadzie to co masz zrobić? Czy samo bycie pośrednikiem wystarczy? Mimo, że rozmawiałyście długo nie rozumiesz wiele z tego, co do tej pory się wydarzyło - nie jesteś nawet pewna, czy Selena sama rozumie to w pełni. Póki co postanawiasz porządnie się wyspać - nie wymyślisz nic mądrego niemal zasypiając na stojąco. Pozostawiasz śpiącego kruka w kuchni i kładziesz się na kanapie w salonie, próbując ignorować rozrzucone wokół zabawki. Tiloup wtula się w Ciebie przez sen i zaczyna mruczeć, a Ty czujesz, że również odpływasz w niebyt.


Seleno, zostawiwszy śpiąca czarodziejkę na kanapie ruszyłaś na górę... po czym zatrzymałaś się wpół drogi. Nie było właściwie powodu, dla którego miałabyś iść spać do łóżka; nie wiedziałaś nawet, czy sen w ogóle jest Ci jeszcze potrzebny. Czułaś się jednak bardzo zmęczona, a nie chciałaś przebywać dłużej w towarzystwie Fosth'ki. Mimo, że czułaś do kobiety nić sympatii, wydarzenia ostatnich godzin, a zwłaszcza tajemnicze zniknięcie jej towarzyszy postawiło tę wątłą relację pod znakiem zapytania. Mimo, że zignorowałaś żarty gadającego kruka, wątpliwości wciąż tliły się w zakamarkach Twojego umysłu. A jeśli to podstęp? Jeśli zostawili ją specjalnie? Skoro wydają się tacy źli jak mogli tolerować w swoim otoczeniu kogoś prawego? A jeśli... Potrząsasz głową, przeganiając ponure myśli. Nic Ci z nich nie przyjdzie - kimkolwiek by nie była tajemnicza przybysz z innego świata póki co byłaś na nią skazana. Przynajmniej dopóki nie skontaktujesz się ze swoimi sojusznikami. Z ulgą przypomniałaś sobie dobrotliwą twarz Sylvana, zadziorną Lilu, wiecznie zaciekawione, pociągłe oblicze Latiena... Po chwili jednak znów poczułaś skurcz bólu, gdy niepokorny umysł zaczął pokazywać Ci twarze przyjaciół, którzy zapewne dawno już zginęli. Według opowieści Fosth'ki wiele czasu minęło od chwili, gdy skoczyłaś między wymiary. Zbyt wiele. Nie zdawałaś sobie sprawy, że czas w Mieście Drzwi biegnie inaczej, nie wiedziałaś, że gdy wrócisz będzie już za późno...

NIE! Nie możesz tak myśleć!
- skarciłaś samą siebie. Nie wiedziałaś co na prawdę stało się z Twoim plemieniem i z całej duszy chciałaś wierzyć, że nie jest za późno, że oni są tu gdzieś na wyspie - uwięzieni, lecz żywi.

Powoli powlokłaś się na górę i rzuciłaś na wasze... swoje łóżko. Wygodne posłanie nie uniosło się jak zazwyczaj obejmując Cię swoim miękkim ciepłem, lecz leżało nieruchomo, jakby Cię wcale na nim nie było. Bo tak na prawdę już Cię nie było... Odwróciłaś się na plecy i wbiłaś wzrok w sufit. Czy powinnaś się teraz zachowywać jak duch? Przechodzić przez ściany? Latać? Czy nie oddali Cię to jeszcze bardziej od świata żywych? I co z błogosławieństwem Matki? Nie mogłaś już walczyć mieczem, to oczywiste, a co ze zdolnościami, które nie wymagały wysiłku fizycznego? A co, gdyby...

Pogrążona w rozmyślaniach zapadasz w sen. Może nie posiadasz już fizycznej powłoki, jednak Twój umysł wciąż działa na starych zasadach i uważa, że nadal potrzebny Ci jest nocny odpoczynek.
 
__________________
Szanuj Mistrza swego - możesz mieć gorszego!
Prowadzenie sesji na forum w pytaniach i odpowiedziach
Life is hard, even in heroic fantasy!

Ostatnio edytowane przez Sayane : 07-26-2009 o 20:40. Powód: poprawki, dodatki...
Sayane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-19-2009, 16:02   #35
 
Lyssea's Avatar
 
Reputacja: 7 Lyssea ma w sobie cośLyssea ma w sobie cośLyssea ma w sobie coś
$: 30 718
Phaere

Drowka oniemiała na widok potwora zachowującego się jak pupilek kobiety. Po chwili doszło do niej, że dokąd kobieta będzie myślała, że nowi przybysze są jej przyjaciółmi, dotąd będą bezpieczni. Co prawda Phaere nie miała pojęcia jakim cudem stworzenie takich rozmiarów i z takim wyglądem może być uległe jakiejś ludzkiej wariatce. Ten świat zwariował. Jednak na daną chwilę trzeba było grać w grę jaką prowadziła ta kobieta.

- Podejdź do Anzelma i powiedz, że z chęcią wyprowadzimy jej zwierzaka na spacer, nim Anzelm zrobi jakieś głupstwo. - poradziła szeptem Nathielowi, gdyż na daną chwilę sama nie mogła tego zrobić, ponieważ dziewczyna najwyraźniej nie zauważyła jej obecności i mogłaby wystraszyć się obcej osoby. Phaere wiedziała, że wypuszczenie gdzieś samych mężczyzn niczym dobrym nie skutkuje i miała nadzieję, że chociaż teraz zachowają się zgodnie rozsądkiem.

Drowka zaczęła się zastanawiać czy stwór jest rzeczywiście tak głupi czy może kobieta zastosowała jakiś wyszukany rodzaj zauroczenia. Tak czy inaczej Phaere miała nadzieję, że tym razem obejdzie się bez niepotrzebnej bójki i dowie się czegoś więcej na temat wydarzeń jakie zmieniły to miejsce w piekło.

Gdzieś zboku zauważyła jakiegoś chodzącego trupa, o którym oczy nie wspomniały, więc musiała się pojawić po opuszczeniu przez nie piwnicy. Cóż, nieumarły najwyraźniej starał się przejść przez ścianę, może wydawało mu się, że jest duchem. Tak czy inaczej drowka postanowiła przygotować sobie czar, którym mu odpowie jeśli postanowi jednak ich zaatakować.
 
__________________
Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia.
Lyssea jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-19-2009, 19:02   #36
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 6 Krakov jest jak klejnot wśród skałKrakov jest jak klejnot wśród skałKrakov jest jak klejnot wśród skał
$: 70 157
"Zepsułeś zabaweczkę..."

Te słowa, tak dziwne i, zdawało się, niepasujące do sytuacji wytrąciły go z równowagi. Niewiele brakowało a wypuścił by z rąk zarówno miecz jak i szatę dziewczyny. Być może był nieostrożny i na początku źle ocenił cała tę sytuację. Nie był jednak na tyle głupi by nie zauważyć, że te słowa i sposób w jaki je wypowiadała znacząco różniły się od poprzednich. Może dwa krótkie słowa to za mało by wyciągać takie wnioski, ale.. już nie zdawała się taką bezbronną, obłąkaną panieneczką. Nie potrzebowała ich pomocy, za to im przydało by się jakieś wsparcie i ktoś kto by ich ochronił. Przed nią.

Nie był do końca przekonany co o tym wszystkim myśleć. Nie zamierzał jednak pozwolić by Liliel, która z taką werwą rzuciła się w stronę Anzelma zrobiła choćby jeden krok w jego kierunku. Kto wie, czy nie była groźniejsza od tego stworzenia, które przed nim stało.

Chciał już złapać dziewczynę za rękę obawiając się, że jej szata, a raczej to co z niej zostało, nie wytrzyma długo i po prostu rozerwie się na strzępy. Zdał sobie jednak nagle sprawę, z czyjejś obecności tuż tuż za jego plecami. Wiedziony odruchem wypuścił z rąk suknię i obrócił się wyciągając przed siebie miecz, gotów do podjęcia obrony. Na szczęście, okazało się, że tym, kto odważył się zajść go od tyłu, była Phaere. Gdyby drow miał czas by się nad tym chwilę zastanowić, mógłby dojść do wniosku, że w tej przedziwnej sytuacji niemal ucieszył się na jej widok. Teraz jednak jego umysł był zaprzątnięty czymś zupełnie innym.

Odwrócił się natychmiast słysząc jak Liliel znów zaczyna śpiewać. Tym razem był to jednak zupełnie inny śpiew, a może jakiegoś rodzaju zaklęcie? Nie wiedział. Chyba niczego nie mógł być już pewien, jeśli chodzi o tę dziewczynę. Idiotyczne słowa dziwnej, szybkiej melodyjki, paskudny śmiech i obłąkańczy taniec zakończony pochwyceniem kapłana za rękę.

"Wyprowadzimy pieska na spacer?"

"PIESKA?" - pomyślał wojownik patrząc na stojące przed Anzelmem stworzenie. Powinien oczywiście brać poprawkę, że Liliel daleko do normalności, jednak tego określenia nie mógł jakoś zignorować. Umarlaka, który ponoć był kiedyś jej narzeczony nazywała zabaweczką, a to paskudne bydle, czymkolwiek by nie było, nazywała pieskiem. Może rzeczywiście była chora psychicznie, a może... Może była kimś o wiele bardziej niebezpieczniejszym od wioskowej wariatki.

- Podejdź do Anzelma i powiedz, że z chęcią wyprowadzimy jej zwierzaka na spacer, nim Anzelm zrobi jakieś głupstwo.

Spojrzał na czarodziejkę nie rozumiejąc czego od niego chce, ani tego, czy jej rada ma na celu w jakikolwiek sposób mu pomóc czy też jeszcze bardziej ogłupić. Uwaga o "wyprowadzaniu na spacer" w jej ustach brzmiała równie beznadziejnie. Może jednak była w tym jakaś metoda? Zamiast próbować to pojąć wziąć udział w tym szaleństwie? W ostateczności może warto tego spróbować, tak czy inaczej i tak należało się do nich zbliżyć i spróbować wyciągnąć z tego kapłana. Może i wart był więcej niż się początkowo wydawało, jednak w bezpośrednim starciu z "pieskiem" nie będzie miał wielkich szans i żaden bóg tego raczej nie zmieni.

- Oczywiście, że wyprowadzimy. Bardzo chętnie. - powiedział zbliżając się do Anzelma, Liliel i jej pupila. Wypowiadając te słowa czuł się bardziej niż nieswojo. Zdawały się być czymś więcej niż idiotyzmem. Były magicznym zaklęciem, które sprawiło, że nieodwracalnie stał się częścią tego szaleństwa.

Czekając na reakcję dziewczyny spoglądał na próbującego przestawić ścianę Adama, o którym dopiero teraz sobie przypomniał. Zaklęcie nie podziałało do końca jak trzeba, albo też Liliel pokrzyżowała kapłanowi szyki. Tak czy owak z ich śmierdzącego towarzysze nie będą chyba mieli wielkiego pożytku. Co w takim razie powinien zrobić? Na razie postanowił podejść jak najbliżej nie wykonując gwałtownych ruchów. W razie konieczności będzie mógł pomóc kapłanowi uwolnić się z uścisku dziewczyny i zaatakować. Pytanie brzmi: na kogo powinien rzucić się najpierw?
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-19-2009, 22:34   #37
The Sentinel
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 19 Sayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumny
$: 340 692
Post Imil, zrujnowana strażnica. Noc.

Imil. Zrujnowana strażnica.
Noc.


Nathiel
, ostrożnie zbliżasz się do Liliel, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów. Wydaje się to jednak zbędne, bo w reakcji na Twoje słowa dziewczyna rozjaśnia się jak słońce i skupia na Tobie całą swoją uwagę.

- Wyprowadzimy?? Wyprowadzimy!! ~ Wy ~ pro ~ wa ~ dziiii ~ myyy ~ - Liliel uśmiecha się do Ciebie serdecznie, a Ty stwierdzasz, że w sumie nie był to najgorszy pomysł. Potwór, który spiął się na widok Twojego ruchu, rozluźnił się wyraźnie widząc jak kobieta impulsywnie łapie Cię za rękę.

Kapłan z kolei wydaje się nieco oszołomiony nieoczekiwanym rozwojem wypadków. Tak, tak, wyprowadzimy - powtarza za Wami odruchowo, jednak po chwili odzyskuje rezon.
- Liliel, kochanie,
- zwraca się do podskakującej dziewczyny tonem, jakim zwykle mówi się do trzyletniego dziecka - czy są tu gdzieś jeszcze inne... pieski? Albo kotki? Albo cokolwiek innego? Liliel przestaje na chwilę podrygiwać i patrzy na Anzelma jakby ten postradał rozum.

- Oczywiście, że nie! Jesteśmy tu tylko ja, Xerrtixellsen i... to - z niechęcią wskazuje głową na drepczącego w miejscu Adama. Nagłe ożywienie zwłok wyraźnie nie przypadło jej do gustu. - Idziemy? - dziewczyna gwałtownie zmienia temat ciągnąc Cię, Nathiel, w stronę wyjścia, a potwór potulnie człapie za nią. Odchodząc słyszysz jeszcze dyskretny szept kapłana: Ja tu jeszcze chwilę zostanę. Chciałbym sprawdzić kilka rzeczy.

Ruszacie w stronę wyjścia mijając stojącą przy drzwiach drowkę, która stara się wyglądać najbardziej przyjaźnie i bezbronnie jak tylko potrafi. Musisz przyznać, że całkiem nieźle jej to wychodzi - ostatecznie przeżycie w społeczności drowek zależało w dużej mierze od ich aktorskich zdolności. Mimo to Liliel nie wydaje się zachwycona obecnością drugiej... no cóż, jakby nie było - kobiety. Z zadartym wysoko noskiem wymaszerowuje przez spróchniałe drzwi, dumnie stawiając swe bose stopy. Jej brudna i podarta sukienka stanowi żałosny kontrast z porządnym ubraniem Phaere; mimo to wydaje Ci się jakoś, że Liliel wygląda jakby bardziej... kobieco... Ponownie zaskakują Cię własne myśli i chwilę zajmuje Ci skupienie się na tym, co powinieneś teraz robić.

W wąskich drzwiach udaje Ci się w końcu wyślizgnąć dziewczynie i ustawić wraz z drowką na końcu tego dziwnego pochodu. Bez świecącej zielono laski oboje widzicie w ciemnościach dużo lepiej, możecie więc z bliska obejrzeć (i niestety również powąchać) przerośniętego ''pieska''. Nie ma już wątpliwości, że ponad dwumetrowe bydle jest jakimś rodzajem demona, choć najwyraźniej jednym z tych pomniejszych. Chyba nawet nie umie mówić, a przynajmniej nic nie wskazuje na to, by posiadało jakiś rodzaj wyższej inteligencji. Grzecznie człapie po schodach podpierając się przednimi łapami, podczas gdy jego długie pazury krzeszą skry o kamienne stopnie. Mimo, że jest wyraźnie zabiedzone z trudem mieści swoje beczkowate cielsko w wąskim korytarzu. Oboje z Phaere jesteście przygotowani do odparcia ewentualnego ataku - ten jednak nie następuje i bezpiecznie docieracie na górę.

Księżyc stoi już wysoko na niebie, oświetlając dolinę swym bladym światłem. W jego blasku widzicie, jak idąca przed Wami para radośnie wybiega na zewnątrz. O ile oczywiście można stwierdzić radość po demonie. Uniósłszy swój zniekształcony pysk do góry Xerr... cośtam powarkuje cicho, węsząc czujnie i lustrując otoczenie. Szybko jednak traci zainteresowanie światem zewnętrznym i układa się przy wyjściu opierając się plecami o mur, wpatrując czujnym wzrokiem w dziewczynę. Ta przez chwilę biega wokół, kręcąc się wesoło i rozglądając się na boki, wkrótce jednak jej entuzjazm wyraźnie opada. A gdy wchodząc do wieży wbija w Was swój rozczarowany wzrok i otwiera pytająco usta, macie wrażenie, że koło szaleństwa znów zaczyna się obracać.

- Gdzie są wszyscy?

* * *

Anzelm, zostałeś sam w komnacie oświetlanej jedynie zimny światłem Twej laski. Mimo zapewnień Liliel o braku innych ''maskotek'' jesteś nadzwyczaj ostrożny, gotów do natychmiastowej walki lub ucieczki. Wygląda jednak na to, że zostałeś na prawdę sam, jeśli nie liczyć szurającego w kącie Adama. W pierwszym odruchu chcesz odesłać jego duszę w zaświaty, powstrzymujesz się jednak. To, że w tej chwili nie ma zagrożenia nie znaczy, że nie pojawi się ono za chwilę. Ożywiony trup może się jeszcze przydać.

Powoli, krok za krokiem penetrujesz salę, szukając czegoś co może się przydać, lub przynajmniej rzucić światło na to, co tutaj się stało. O ile to drugie wydaje się problematyczne, o tyle pierwsze zostaje uwieńczone sukcesem. Już wcześniej zauważyłeś napierśnik i koszulę kolczą w całkiem niezłym stanie. Nawet przez chwilę nie dopuszczasz do siebie myśli o haniebności plądrowania ciał zmarłych. Ostatecznie oni tego już nie potrzebują - wy za to bardzo. W oczy rzuca Ci się jeszcze niezły długi miecz i - co dziwne - trochę biżuterii. Znalezienie pierścieni w tym... bałaganie powinno graniczyć z cudem, a mimo to znajdujesz aż dwa (oraz wyglądający na ceremonialny wisior). Pokrywa je kurz i stara, zaschnięta krew, lecz prócz tego nie widać na nich żadnych śladów zniszczenia. Przecierasz je ostrożnie, po czym chowasz do kieszeni. Reszta leżących wokół rzeczy nie nadaje się chyba do użytku; zresztą i tak nie udźwigniesz więcej. Jeśli drowy mają ochotę znaleźć coś dla siebie, niech same po to przyjdą.

Wychodzisz już, gdy z kupy gruzu, na której siedziała Liliel dobiega Cię jasny błysk. Gdy podchodzisz bliżej widzisz, że do jednego z głazów przyczepiono cienki, długi, srebrny łańcuch zakończony niewielkim kajdanem. Ponieważ i tak nie masz możliwości wyrwania go z głazu (ani zapotrzebowania na srebro) zostawiasz znalezisko i pobrzękując kolczugą wychodzisz na górę - w sam raz, by zobaczyć skonfundowane miny drowów.

Znaleziska:
 
__________________
Szanuj Mistrza swego - możesz mieć gorszego!
Prowadzenie sesji na forum w pytaniach i odpowiedziach
Life is hard, even in heroic fantasy!

Ostatnio edytowane przez Sayane : 07-20-2009 o 06:14.
Sayane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-20-2009, 19:49   #38
The Sentinel
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 19 Sayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumnySayane ma z czego być dumny
$: 340 692
Post Miee'sitil. Dom Seleny. Noc

Miee'sitil.
Dom Seleny. Noc.

Seleno, zapadasz w dziwny, nieznany Ci stan odrętwienia. Wiesz, że nie jest to sen - raczej stan bliższy medytacji - jednak, podobnie jak ze snu, nie możesz się z niego wyrwać. Przed oczami wirują Ci strzępki wspomnień minionych godzin, dni, miesięcy... Obrazy, emocje, uczucia... Wędrujesz po krętych ścieżkach własnego umysłu otoczona przez ferię barw i doznań. Czujesz jednak, że zapadasz się coraz głębiej, a wszystko, co do tej pory przeżyłaś zasnuwa gęsta, mleczna mgła.

Idziesz ostrożnie przez szeroki korytarz. Miękki dywan skutecznie tłumi kroki Twoje i Twoich towarzyszy. Kiedyś musiał być bardzo piękny - po stopniu skomplikowania wzorów możesz poznać dzieło hamadriadzkich tkaczek - teraz jest jednak brudny i nadpalony; w wielu miejscach widać ciemne plamy krwi. Nad Tobą wznoszą się bogato rzeźbione kolumny podpierające owalne sklepienie, na którym kamienne smoki odprawiają swój taniec gotowy. Czujni mijacie rzędy drzwi wiodące do komnat mieszkalnych, lecz wszystkie są puste - gdzieniegdzie rozbite drzwi kołyszą się jeszcze na zawiasach, poruszane wiatrem wpadającym przez puste okienne futryny.

Z zewnątrz dobiegła Was seria wybuchów, a wiatr przyniósł ze sobą swąd palonego mięsa. Nie potraficie rozpoznać, czy ta kanonada to dzieło Waszych wojsk, gorąco tego jednak pragniecie. Tam na dole żołnierze umierają dziesiątkami, dając Wam czas na wypełnienie misji, od której zależą losy Zhuath no'ma. W ich śmierci nie ma nic bohaterskiego czy podniosłego. Śmierć nigdy nie jest powodem do chwały. Przyszli tu spełnić swój obowiązek - każdy z nadzieją, że będzie jednym z tych, którzy powrócą do domu żywi. Ciężar ich poświęcenia kładzie się i na Waszych barkach - im szybciej wykonacie swoje zadanie, tym szybciej wojna się skończy... tym więcej znanych i nieznanych Wam osób przeżyje...

Potrząsnąłeś głową starając skupić się na czekającej Was misji i ignorować płynące z doliny odgłosy. Wbiłeś wzrok w plecy idącego przed Tobą Kevlara - masywne barki ponad dwumetrowego Zuitha zasłaniają Ci niemal cały korytarz. Kevlar nie jest z pewnością największym ze znanych Ci augeńczyków, bezsprzecznie jest jednak jednym z ich najznamienitszych wojowników. Jego kuzyn, Versung przewodzi drugiej drużynie idącej zachodnim korytarzem. Jeśli dobrze pójdzie weźmiecie thana w dwa ognie. Jeśli nie - przynajmniej jedna grupa powinna go dopaść.

Obok Ciebie, przyodziany w mistrzowsko wykonaną sharalińską kolczugę, idzie Mios, najwyższy kapłan rangaardzkiej świątyni. Pomimo młodego wieku nikt nie podważał jego zdolności, choć wielu w Radzie po cichu kręciło nosem na powierzanie tak ważnego zadania "słabemu człowiekowi". W drugiej grupie jego miejsce zajmowała Herfa, wiekowa kapłanka z Astriaty. Jednak oprócz niezaprzeczalnego talentu do leczenia i dużych pokładów wiedzy Matka pobłogosławiła (a raczej przeklęła) Miosa jeszcze jednym darem - widział przyszłość. Co prawda były to krótkie wizje - minuta, może dwie w przód - jednak w walce niejednokrotnie ratowały życie.

Za sobą słyszysz cichy szelest, gdy pióra i ogon Dileny suną po dywanie. Obok niej drobnymi kroczkami biegnie Tiles. Nadal nie możesz pozbyć się uczucia, że drewniana skóra to za mało by powstrzymać dobrze naostrzony miecz, lecz ponury hamadriad uważa, że wie lepiej. Nie przyjął żadnego z puklerzy czy kolczug ofiarowanych drużynie przez najlepszych kowali Zhuath no'ma; za broń służyła mu tylko krótka włócznia i moc. Jednak wbrew Twoim przeczuciom Tiles radził sobie świetnie - mijaliście korytarz za korytarzem, piętro za piętrem, pokonując kolejne demony i straszliwie zdeformowanych umarłych, a on jako jedynie nie miał na sobie nawet draśnięcia. Dzięki swym niewielkim rozmiarom zręcznie przemykał pomiędzy walczącymi, wyprowadzając szybkie ukradkowe ataki. Szczególnie dobrze współpracowało mu się z Dileną i Kevlarem, których wielkie rozmiary skutecznie ukrywały go przed wzrokiem przeciwników.

Mijacie kolejne pomieszczenia północnego skrzydła zamku. Według planów, które oglądaliście przed wymarszem, powinniście się spotkać z grupą Versunga przed wejściem do znajdującej się w wysokiej baszcie środkowej części budynku. W sumie droga od głównego wejścia była całkiem prosta - wystarczyło iść na wschód, czasem tylko wchodząc lub schodząc po schodach. Zamek był projektu człowieka, a ten najwyraźniej nie gustował w skomplikowanych budowlach. Than z pewnością też nie zaprzątał sobie głowy przebudową swojej nowej siedziby, nie boicie się więc, że możecie zabłądzić, czy trafić w ślepy zaułek. Jeszcze kilka zakrętów i powinniście się znaleźć w wewnętrznym ogrodzie stanowiącym równocześnie przedsionek wieży. A tam... niech Matka nam dopomoże...

Słyszysz, że idący po twojej lewej Mios nabiera głośno tchu. Jego twarz jest szara jak popiół, w wywróconych oczach widać tylko białka. Odruchowo łapiesz jego osuwające się na ziemie ciało, zakrywając dłonią otwierające się do krzyku usta. Z pomocą towarzyszy wciągasz go szybko do najbliższej komnaty. Widzieliście już kapłana w takim stanie. W napięciu wpatrujecie się w jego szeroko rozwarte oczy, wsłuchując się w spazmatyczny oddech. Wszystko trwa nie więcej jak minutę, dla Was jednak ciągnie się ona w nieskończoność - każde wypowiedziane przez kapłana słowo może brzmieć jak wyrok...

Urielu... - chrapliwy głos Miosa przerywa ciszę. Masz wrażenie, że jego przerażony wzrok przebija Cię na wylot. - Urielu, oni...

Huk, od którego zadrżały ściany a wy upadliście na podłogę wstrząsnął budynkiem. Fragmenty czegoś, co nie mogło być, lecz jednak było cegłą i kamieniem, uderzyły w mury zamku. Przez okno wpadł tuman gryzącego kurzu i dymu. Z zewnątrz słychać odgłosy walącego się budynku... niezbyt odległego budynku... Nie musicie pytać Milosa o to, co się stało - południowe skrzydło zawaliło się, a Versung, Herfa i inni zostali pogrzebani pod jego gruzami. Nie patrząc na siebie zrywacie się z klęczek. Kevlar zarzuca sobie bezwładne jeszcze ciało kapłana na ramię i wszyscy puszczacie się biegiem w stronę wewnętrznego ogrodu. Jeśli macie pecha - to piętro zaraz również wyleci w powietrze. Jeśli szczęście - zdołacie odciąć thanowi drogę do wieży.
 
__________________
Szanuj Mistrza swego - możesz mieć gorszego!
Prowadzenie sesji na forum w pytaniach i odpowiedziach
Life is hard, even in heroic fantasy!

Ostatnio edytowane przez Sayane : 07-26-2009 o 20:25.
Sayane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-21-2009, 22:57   #39
 
Lyssea's Avatar
 
Reputacja: 7 Lyssea ma w sobie cośLyssea ma w sobie cośLyssea ma w sobie coś
$: 30 718
Phaere

Radosne pokrzykiwania Liliel budziły niemalże litość w Phaere. Jak to możliwe, że kobieta może upaść aż tak nisko. Najwyraźniej nic nie jest w stanie zmienić złego wpływu ciemnych i wilgotnych pomieszczeń pod ziemią na kondycję psycho-fizyczną ludzi. Nawet wojna trwająca na powierzchni.

Wyszła cicho za kobietą wyprowadzającą swojego 'pieska' i Nathielem, zostawiając tym samym Anzelma samego. W końcu dziewczyna twierdziła, że nikogo poza nią i demonem nie ma, lecz czy można wierzyć wariatce?...
Widząc dumę z jaką Liliel wychodziła z Piwnicy, Phaere prychnęła cicho kręcąc głową, gdyż zdawało się, że cuchnąca trupem dziewczyna uważa się za godną konkurowania z drowką. Niech tylko uważa, żeby nie zachaczyć nosem o sufit.

Po chwili Phaere mogła wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem nieprzesiąkniętym smrodem zgnilizny, stęchlizny i wszystkiego co wydawało jakikolwiek zapach w podziemiach. Cóż, powietrze było niemalże idealne gdyby nie smród zalatujący od 'pupila' dziewczyny, ale trudno zdecydowana większość demonów śmierdziała trzeba było to zaakceptować jeśli nie można było zmienić. Poza tym miała nadzieję, że dziewczyna z potworem nie będą im towarzyszyć zbyt długo. Kiedy nie będą już potrzebni najlepiej będzie się ich pozbyć.

Zachowanie ich nowych 'przyjaciół' wnioskowało, że lepiej nie pokazywać się z nimi wśród cywilizowanych ludzi czy tam innych ras.
Na szczęście Liliel nie wymagała od drowów równej ekscytacji i zaangażowania w spacer, więc czarodziejka znalazła chwilę na zdobycie jakiś sensownych informacji od Nathiela:
- Powiedziała ci coś wartego uwagi kiedy mnie nie było ?- zapytała cicho drowa.

Kiedy sytuacja zaczęła wydawać się opanowana oczywiście musiał wyniknąć nowy problem. Jak to możliwe, że kobieta siedząca wśród trupów nie zauważyła, że niemalże nad jej głową toczy się bitwa. Zapewne teraz pomyśli, że to wina nowo przybyłych, gdyż ostatnio kiedy ich nie bylo wszystko było w porządku.
Ten świat zwariował.
- Prawdę mówiąc myśleliśmy, że ty nam to wyjaśnisz.- powiedziała niepewnie drowka. Naprawdę nie miała teraz ochoty na awanturę z dorosłą kobietą zachowującą się jak niezbyt rozgarnięte dziecko i w pelni oddanym jej demonem.
 
__________________
Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia.
Lyssea jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-25-2009, 10:51   #40
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 6 Krakov jest jak klejnot wśród skałKrakov jest jak klejnot wśród skałKrakov jest jak klejnot wśród skał
$: 70 157
Nathiel pozwolił dziewczynie niemal wyciągnąć się z komnaty za rękę, nie stawiając zbytniego oporu. Nie bardzo wiedział co powinien teraz zrobić, jeśli w ogóle powinien podejmować jakieś działania. Poza tym wszystko wskazywało na to, że lepiej podporządkować się, przynajmniej na razie, biegowi wydarzeń niż próbować mu przeciwdziałać. Zdaje się, że koło szaleństwa było niebezpieczne głównie wtedy gdy próbowało się je rozerwać od środka. Pozostawało więc wejść do środka i czekać dokąd może ich to zaprowadzić.

Jednocześnie nie przestawał szukać odpowiedzi. Kim tak naprawdę była Liliel? Pierwszym co przyszło mu do głowy i jeszcze nie tak dawno było trudno do podważenia była myśl, że to jakaś nieszczęsna, oszalała z bólu ofiara wydarzeń, które rozegrały się tam na górze. Stopniowo jednak okazywało się, ze nie wszystko jest tutaj tym, na co wygląda. Może nawet wszystko należy rozumieć na opak? Mimo całego szaleństwa, którego był świadkiem obserwował dziewczynę podejrzliwym okiem. Wcześniej próbował pomóc jej odzyskać zmysły, jednak teraz zastanawiał się czy miało to jakikolwiek sens? Może tylko udawała zidiociałą, a jeśli tak to w jakim celu? I kim, jeśli nie wariatką, była Liliel?

W końcu udało mu się uwolnić z jej uścisku. Zdawał sobie sprawę, że musi postępować z nią bardzo ostrożnie by nie wypaść z koła, jednak bycie prowadzonym za rękę, szczególnie przez kobietę, krępowało go bardziej niż był w stanie to znieść. Poza tym dziewczyna była już tak pochłonięta "wyprowadzaniem pieska", że jego osoba przestała dla niej istnieć, przynajmniej na jakiś czas.

Nie przestając się jej przyglądać przystanął na chwilą pozwalając by poszła przodem razem ze swoją maskotką. W jej wyglądzie i sposobie jej poruszania było coś fascynującego. Miała "to coś" co mają piękne kobiety i to nie wszystkie. Wcześniej nieco go to rozpraszało, jednak teraz odsuwał od siebie podobne myśli z całych sił. Nie ważne jak wyglądała, ani jak pozytywne i niegroźne sprawiała wrażenie. Była... kimś innym, może nawet czymś. Nie wolno mu było o tym zapomnieć.

- Powiedziała ci coś wartego uwagi kiedy mnie nie było? - spytała go Phaere zbliżając się nieco.

- Sensownego? Nic. - odrzekł równie cicho dotrzymując jej kroku. - Przez cały czas zachowuje się jak pomylona, ale... zaczynam myśleć, że wcale nie jest tak szalona na jaką wygląda. I o wiele bardziej niebezpieczna.

Ton jego głosu zaskoczył nawet samego drowa. Samo brzmienie słów było ostrzeżeniem i nakazem zachowania najwyższej ostrożności. Jeśli oczywiście mroczne elfy mogły być bardziej czujne niż zwykle. Być może wiedźma uzna to za oznakę strachu, jednak w dużej mierze było to coś innego, daleko bardziej groźnego. Wojownik nie wiedział z kim ma do czynienia i czego się może spodziewać.

Jego nozdrza niemal przyzwyczaiły się już do wilgotnego odoru śmierci i wszędobylskiego rozkładu, mimo to z niekłamaną radością odetchnął czystym powietrzem. Nie zbliżając się zbytnio obserwował Liliel i Xerrtixa czy jak mu tam było. Gdy zaś dziewczyna się w końcu odezwała postanowił nie otwierać ust, o ile nie będzie to naprawdę konieczne. Nie chodziło tu w końcu o walkę na pięści i ostrza, lecz na słowa. Jeśli chodzi zaś o utarczki słowne i grę pozorów, z Phaere trudno było konkurować.

"No, chyba, że jest się niespełna rozumu." - pomyślał drow.
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz



Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wł.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Pani Kryształu Sayane Komentarze do sesji RPG - Fantasy 746 03-19-2010 08:58
[Rekrutacja] Pani Kryształu Sayane Archiwum rekrutacji 26 09-11-2009 11:58
[sesja] Pani Kryształu II Sayane Archiwum sesji Innych 562 05-05-2009 14:07
[inne] Pani Kryształu Sayane Toplista sesji 2 08-31-2007 21:07
[sesja] Pani Kryształu I Sayane Archiwum sesji Innych 677 09-21-2006 21:12


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 05:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2010, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron|polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120