lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Sesje RPG - Fantasy (http://lastinn.info/sesje-rpg-fantasy/)
-   -   A Może By Tak...?? (http://lastinn.info/sesje-rpg-fantasy/9866-a-moze-by-tak.html)

Almena 16-03-2011 20:30

A Może By Tak...??
 
Na równinie...
Kiti;
Jeziorko było piękne, woda bardzo czysta, ale też bardzo zimna. Skoczyłaś ze skał, po głośnym chlupnięciu wynurzając się, krążąc w wodzie zgrabnym pieskiem.

Próbowałaś zlokalizować źródło dziewczęcego głosu. Szybko odkryłaś skąd dochodzi – ze szczeliny w skałach. Wyglądała na naturalnie wyrzeźbiony przez wodę otwór. Podpłynęłaś bliżej, odkrywając jaskinię zalaną wodą z jeziorka.

Dziewczęcy głos ucichł, po tym, jak skoczyłaś do wody z głośnym pluskiem, ale jesteś pewna, że dochodził z tego kierunku, doprawiony echem spomiędzy skał. Podziemne jeziorko było na tyle płytkie, że znalazłaś miejsca w których mogłaś stanąć i wyjść na suchy ląd. Jaskinia przechodziła w długi, dość wąski tunel – dalej było jednak zbyt ciemno, a tunel był zbyt kręty, abyś mogła zobaczyć co jest głębiej.

Ursuson;
No to hop. Wieśniacy na wozie z kapustą patrzyli na ciebie jak na zjawę [próbując przez moment ignorować cie na zasadzie „wypił se koleś, niech se odpocznie i jedziem dalej...”]



Do tego biały wilk, który towarzyszył wam nie wiedzieć dlaczego i do tego był jakiś magiczny i świecący i niwiadomocyjeszcy właśnie rzucił się z urwiska by zażyć kąpieli. W pierwszej chwili zdawało się im, że chcesz wyciągnąć to zwierzę z powrotem do góry, potem dotarło do nich że zainteresował cię damski głosik i zgrywasz rycerza, co do panny z jeziora skacze. Popatrzyli na ciebie z minami „ale mamy kapuchę do zawiezienia”...
- No ale jak, jak to?! – zdziwił się elokwentnie Jantek, kiedy obwiązałeś go liną a drugi koniec przywiązałeś do głazu.
- A co wy robita?! – oburzył się starszy wieśniak.
No ale hop to hop, a tak się składa, że wojownik ma więcej krzepy w łapkach niż wieśniak w nogach. Dlatego też klepnięcie w plecy ugięło pod Jantkiem nóżki i chłopaczek z wrzaskiem niedowierzania poleciał w dół.
- Łożesz toś go zobił!!! – przeraził się starszy, zeskakując z wozu, pędząc do skał, by zerknąć na dół.
Był oburzony twoim czynem, ale ulżyło mu, kiedy zobaczył młodego w dole, pluskającego w jeziorku.
- Po ki czorta żeś go pchnął?! – oburzył się, zatroskany. – Jak my go tyra wyciągniem?!
Chłopaczek w dole pływał, uwiązany wciąż na asekuracyjnej linie, niczym robaczek na wędce na krakena... Pluskał, chlapał, klął i wołał do was; eeeej! Ej!!! Cóż, przynajmniej wiesz, że jeziorko jest bezpiecznie głębokie na skok z wysoka...

W lesie...
Dirith;
Sprawa jest dziwna. Facet siedzi na drzewie. Mówi, że stracił pamięć. Hm-hm.
- Tak więc jak nie masz nic złota ani cennego przy sobie, to więcej czasu marnować nie zamierzam, ani tym bardziej czekać aż wróci ci pamięć.. chyba, że masz, to może mogę powiedzieć jak mógłbyś z tego drzewa zleźć, lub nawet pomóc w jeszcze inny sposób. Więc jak będzie? – spytałeś
- Z-złoto...?! – mężczyzna przerażony tym, że jego jedyna szansa na ratunek zamierza sobie odejść, zaczął w panice przetrząsać kieszenie.
Wyglądało na to, że coś znalazł, ale ponieważ cały się trząsł, mały przedmiot wyjęty z kieszeni wypadł mu z rąk i spadł w trawę pod drzewem. Był to chyba jakiś medalik czy metalowe kulka...?
- ŁAAA!!! – mężczyzna widząc że zgubi przedmiot próbował go schwycić, ale rzecz jasna nie udało się.
W wyniku próby stracił za to i tak wątpliwą od dawna równowagę na konarze drzewa i zaczął wymachiwać rękoma... Hmmm o-o-ooo iiiii... leciii!
Tajemniczy drzewołaz z wrzaskiem runął w dół, po drodze kosząc swoim ciałem mniejsze gałęzie i kępy liści, aż z jękiem zawisł, przewieszony na gałęzi mniejszego drzew rosnącego poniżej. Hm. A byłaby fajna plama...
Poobijany mężczyzna próbował pewniej usytuować się na konarze na którym wylądował, gdy nagle konar złamał się i.... Nie, zaraz, nie złamał się, tylko się... zgiął...? I całe... drzewo... [odruchowo cofnąłeś się o krok] To drzewo....!
- ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAA!!! – mężczyzna trzymający się kurczowo konaru drzewa wydał z siebie nieludzki wrzask przerażenia.
Bowiem drzewo, na którym wylądował zaczęło się poruszać!... Zwyczajnie poruszać konarami, pniem i korzeniami! [cofnąłeś się jeszcze o krok] Co do...?! Wielki dąb ni stąd ni zowąd obudził się i ma ochotę iść na spacer czy jak?! [elficka klątwa?!]

To-Durne-Drzewo-Mnie-Atakuje-Pomocy!
http://www.maciejkrupa.pl/wp-content...009/08/las.jpg
Huh...? Chyba już ranek... Las budzi się do życia... [ziew] Półprzytomny, powoli budziłeś się z drzemki. Obudziło cię szturchnięcie w ramię... errrr konar. Coś cię łaskotało, hmmm chyba masz gościa...? Przeciągnąłeś się, wybudzając się powoli... Czyjś krzyk...?
- Todurnedrzewomnieatakujepomocyyyyyyyyy!!!!!!!
Pierwszym, co zobaczyłeś po przebudzeniu, było mniej więcej to:
http://us.123rf.com/400wm/400/400/du...y-cz-owiek.jpg
Na twojej gałęzi, kurczowo niej uczepiony by nie spaść, dyndał jakiś mężczyzna. Z ubioru sądząc mieszczanin. No dobra... co rozwrzeszczany mieszczanin robi na tej wysokości, na twojej gałęzi...?
Wyczułeś też obecność drugiej istoty. Tę nietrudno było zauważyć na tle zieleni lasu. Ciemna, obsydianowa skóra i srebrne włosy aż nadto się wyróżniały... Drow. Po środku lasu, stojąc nieopodal i gapiąc się na ciebie, stał mroczny elf. Po stroju sadząc – zabójca. Po minie sądząc – pasterzem lasu i miłośnikiem chodzących drzew to on nie był.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAAAAaaaaaob ożeonienapomoccotojestAaaaaaaaaaaaaaa – przypomniał o sobie wrzaskiem rozpaczy mężczyzna na twoim konarze...

W ciemności...
Szrama, Ano, Almartelur;
Co się...? Ból głowy, ból poobijanego ciała, niewygodny, twardy i zimny kamień... Powoli wracała wam świadomość. Skojarzyliście miarowo wszystko; statek, rejs, napaść piratów i... I co dalej...?
Po pierwsze byłeś związany, nie da się ukryć. Leżałeś na wilgotnych skałach, z rękoma związanymi z tyłu i nogami związany nad kostkami, sznurem. Po drugie nie byłeś tu sam, to już coś! Inni aczkolwiek również byli związani i niezbyt zorientowani w sytuacji zdaje się... Po trzecie byliście najpewniej w jakiejś jaskini. Było bardzo ciemno, zimno, wilgotno, skały... Jedynym źródłem marnego światła była pochodnia.

Pochodnia leżała na ziemi... Zaraz, dlaczego pochodnia leży na ziemi...? Jakby ktoś ją porzucił...?
Po czwarte, byliście tu... sami? Żadnych strażników, właściciela pochodni...?
A Może By tak... WIAĆ?!?!
Po chwili głębszych oględzin odkrywasz, że nie masz przy sobie broni. Twoja broń najwyraźniej udała się z kimś na spacer!...

Zekhinta 17-03-2011 09:15

Przebudzenie nie było zbyt miłe.
Szrama nie lubiła takiej pobudki, gdy była skołowana, nie wiedziała gdzie jest a głowa bola... zaraz, zaraz, że go głowa boli, to może powiedzieć człowiek inteligentny Szrama co najwyżej mogła stwierdzić, że ją łeb napierdala. No, nie tylko łeb z resztą. Tak bardzo obolała nie była już dawno. Nie lubiła takich pobudek, bo chociaż znaczyły, że wieczór (albo i dwa) wcześniej ładnie zabalowała to wolała jednak sam fakt imprezowania niż pobudki po nim. Zastanawiała się, jak mocna była ta impreza i czy urządzili ją ‘braciszkowie’ jak lubili się nazywać czy tez któraś ze znajomych z burdelu.
Powoli jednak nadeszło olśnienie.
Żadna impreza, statek! Piraci!
Szrama powoli otworzyła oczy. Znajdowała się w jakiejś jaskini wraz z innymi związanymi osobami. Chyba płynęła razem z nimi, ale ręki sobie uciąć nie dała. Próbowała ogarnąć sytuację, ale nie mogła. Tak, płynęła statkiem. Tak, statek zaatakowali piraci. Tak, leżała związana w jakiejś jaskini z innymi więźniami i nikt ich nie pilnował. Poruszyła się delikatnie sycząc cicho przez zęby, gdy zabolało któreś z potłuczonych miejsc. Tak, nie miała broni. No nie mogła tego zrozumieć. Skoro już ktoś ich porwał – bo na to wszystko wskazywało, związał – to oczywiste, zabrał broń – ciekawe, skąd to wiesz geniuszu! i tu najprawdopodobniej więził, to czemu do wszystkich diabłów nikt ich nie pilnował? Trochę to bez sensu.
No chyba, że uważano ich za takie niemoty, że nawet pilnować ich nie trzeba. Mało pochlebna myśl.
Rozejrzała się dokładniej po jaskini, podnosząc głowę. Blask leżącej na ziemi pochodni nie wiele wyłaniał z ciemności.
Szrama odetchnęła głęboko po czym powoli, systematycznie, zaczęła wyswabadzać ręce z więzów. Bawiła się w to już kilka razy. Spokojnie, bez nerw trzeba poruszać rękami aż pęta się poluzują i będę można wyciągnąć z nich dłoń.
- E, wy tam! – szepnęła do leżących nie opodal nie przerywając ani na chwilę prób uwolnienia się. – Żyjecie? – Zdawała sobie sprawę, że jej gęba do najładniejszych nie należy i pewnie towarzysze niedoli nie będą szczęśliwi widząc ją. Ale Szrama lubiła swoją wytatuowaną twarz, dziwaczną fryzurę bo odwracały uwagę od jej mikrego wzrostu i mało bujnej sylwetki.
http://fc01.deviantart.net/fs70/i/20...ic-d389naz.jpg

one_worm 17-03-2011 14:27

Drzewo patrzyło, ogarniając problem człowieka na konarze oraz ciemnego, przypalanego efla.
- Oh hai, there :3 -Zaczęło przyjaźnie To-Durne-Drzewo-Mnie-Atakuje-Pomoc!. Pierwsze co zrobił to zestawił oszołomionego mężczyznę na ziemię, obok elfa w srebrnych włosach:
-Widzę, że tutaj też nie lubisz, jak się przypala Ciebie - Powiedział w stronę elfa w srebrnych włosach- Ja też nie lubię ognia. Jednak, wypadałoby się najpierw przywitać- Ziewnął delikatnie, zasłaniając gałęzią coś, co można by uznać, za otwór gębowy
-Jestem To-Durne-Drzewo-Mnie-Atakuje-Pomocy!. Lubię herbatę. Mam herbatę!- Zakrzyknął dumnie drzewiec i ściągnął jakiś koszyk z cynowym imbrykiem, kilkoma kubkami. Energicznie nalał wody z manierki, większość rozchlapując dookoła, z powodu zbyt dużych rozmiarów "dłoni"[no wai!]. Po tej czynności nasypał suchych, posiekanych liście i zaczął z zawziętością wyższej sprawy mieszać w zimnej wodzie. Po chwili w jednym kubku pływały żołędzie, w drugim liście, a w trzecim i to i to.
-Śmiało, dobra herbatka, na prawdę! Pomaga na gardło i na zaparcia!- rzekł drzewiec i sam wziął jeden z kubków i pociągnął łyka dystyngowanie odciągając mały palec... gałąź... tak czy inaczej upił łyk, solidny, siorbiąc przy tym niemiłosiernie.
-A zastanawiało was, dlaczego, wszyscy siorbią herbatę? Bo ja nie rozumiem ale zawsze tak robią. Tak samo jak ci ludzie z siekierami. Co jak mnie chcą uderzyć to krzyczą właśnie moje imię i biegnąc, chcą schować się z impetem w inne drzewo. Zawsze wtedy im leci czerwona żywica z twarzy. Dziwni są, zastanawia mnie, gdzie oni mieszkają? Ja zawsze chciałem mieć kilka drzewek, chodzić z nimi na spacery i... i łąkę! - Nagle drzewiec zerwał się i z panika zaczął "strzelać" żołędziami w wiewiórkę, trafił ją raz, a podczas spadania, kolejny i kolejny i kolejny. Na koniec kopnął ją, gdy ta była przy ziemi. Wiewiórka poleciała daaaaaleeeeeeeeko piszcząc coś, czego nikt poza kopniętymi przez życie... znaczy drzewo wiewiórkami, zrozumieć nie mógł. Drzewiec zaś z przerażeniem wyszeptał tylko:
- Po...po.... potwór, prawdziwy! - i ponownie pociągnął łyka herbaty siorbiąc przy tym niemiłosiernie.

anO 17-03-2011 16:20

Ano ocknął się, ale szybko tego pożałował. Przeszywający ból głowy oraz obolałe ciało dało mu jasno do zrozumienia, że lepiej byłoby dla niego gdyby dalej spał sobie w najlepsze. Sznur niemiłosiernie wrzynał mu się w kostki oraz nadgarstki, uniemożliwiając praktycznie jakąkolwiek możliwość ruchu. Próbował zebrać myśli i przypomnieć sobie, co robił ostatniego wieczoru. Zagadka nie była trudna. Po chwili przypomniał sobie, kto jest winien temu, że leży związany na jakiejś wilgotnej skale, bóg wie gdzie.
"Przeklęci piraci niech ich morze pochłonie - zaklął sobie w duszy - Ale tak naprawdę to sam sobie jestem winien, zachciało mi się odwiedzin starego druha. Mogłem siedzieć teraz w przytulnej karczmie i ogrywać krasnoludy w kości przy zimnym piwie."
Jego utyskiwania nad swoim losem przerwał kobiecy głos. Z trudem przekręcił się na drugi bok rozglądając się dookoła, próbując zorientować się, kto do niego mówi. Niestety w ciemnościach poza palącą się pochodnią nie wiele dostrzegł. Jednak po chwili, gdy jego wzrok przyzwyczaił się do panujących ciemności zobaczył...
- O matko - przestraszył się w pierwszej chwili widząc wytatuowaną twarz swojej towarzyszki niedoli. - Tak, chyba tak, przynajmniej ze mną, nie wiem jak on - Ano popatrzył jak przypuszczał na kolejnego uczestnika nieszczęsnego rejsu. Nie wiedział, z kim ma jeszcze do czynienia i czy ta znajomość w czymś mu pomorze, ale ucieszył się, że nie tylko on miał ta wątpliwą przyjemność zostać schwytanym przez piratów. – Musimy, czym prędzej wydostać się stąd nim zjawią się tu jacyś strażnicy – stwierdził odkrywczo Ano. Nie zaprzątał sobie głowy, dlaczego nikt ich nie pilnuje, chciał czym prędzej wynieść z tej jaskini.
Żałował, że nie ma przy sobie swojego miecza, dzięki któremu mógłby spróbować przeciąć krępujące go liny. Z braku laku zdał się na rozwiązanie siłowe. Które z góry było skazane na porażkę. Więzy było solidnie zawiązane, a na dodatek Ano nigdy nie był osiłkiem, a raczej chuderlawym średniego wzrostu mężczyzną. Wpadł jednak na pomysł jak wydawało mu się genialny. Przeturlał się w kierunku pochodni chcąc przepalić sznur i przy okazji samemu się nie poparzyć.

Kejsi2 17-03-2011 18:54

Woda była zimna, ale od czego jest futro? Biała wilczyca przez moment pływała w kółko, czekając aż dziewczęcy głos znów się odezwie. Głos dochodził ze szczeliny w skałach z których przed chwilą skoczyła. Była trochę zaniepokojona, początkowo sądziła że tutejsze dziewczę, pastereczka owiec na przykład, spadła ze skał i leży tu gdzieś przy brzegu, ranna. Jako kleryk pospieszyła z pomocą. Odkryła jednak ze rannego w okolicy nie ma, a jest prawdopodobnie w jaskini. Podpłynęła do szczeliny skalnej, zachwycając się pięknem jeziora i tego miejsca. Coraz bardziej jednak cała sytuacja niepokoiła ją i zastanawiała się gdzie jest ta dziewczyna wzywająca przed momentem pomocy i co jej się stało. Zastanawiała się dłuższą chwilę czy wpływać do zalanej wodą groty. Była wilkiem, zwierzęciem stadnym, lubiła działać w grupie, gdzie czuła się bezpieczna. Jako kleryk też trzymała się raczej z tyłu, już przekonała się, że jej mizerna siła kleryka może co najwyżej rozśmieszyć wroga. Jej stada, Watahy, nie było jednak w pobliżu. Została sama i czuła się bardzo nieswojo. Usłyszała krzyk, plusk i zobaczyła że jednak ktoś do niej dołączył. Ale nie był to Ursuson, był to jeden z wieśniaków.
„No, przynajmniej będzie teraz mniej śmierdział...” – pomyślała z ulgą. – Bo pomoc z niego raczej żadna....”
Wieśniak chlapał i pluskał, drąc się wściekle do Ursusona i drugiego, ci zostali u góry na skałach. Kiti była w kropce. Nie było stada, ktoś potrzebował pomocy, a wątpiła aby Ursuson w swojej zbroi dobrze pływał. Popatrzyła na skały i wpłynęła do groty.

Grota była piękna, ale bardzo ciemna. Znów, zabrakło jej u boku Watahy, kogoś kto dodałby jej otuchy. Czujnie i bardzo powoli wyszła z wody na skały. Otrzepała się, jej białe futro zrobiło się puszystym kłębkiem.

http://fc08.deviantart.net/fs44/f/20...llustraTou.jpg

Spojrzała w mrok, węszyła i nasłuchiwała. Co chwilę oglądała się za siebie, z nadzieją że ktoś ze stada jednak nadejdzie ze wsparciem. Chociażby ten Hana... Habara... Hana barbera...
Bardzo powoli i czujnie weszła kawałek w głąb jaskini, czujna na wszelkie podejrzane zapachy i dźwięki. Po chwili zobaczyła coś dziwnego w miejscu gdzie światło jako tako docierało. Coś było na ścianie groty, z prawej. Pachniało jak gnijący kompost, było niewielkim kłębkiem splątanych niteczek, pajęczynek, korzonków. Wygląda jakby wyrastało z litej skały. Ma jakieś 40 cm szerokości.

http://www.flog.pl/media/foto/2313223_korzonki-.jpg

Kiti zatrzymała się w bezpiecznej odległości i obserwowała. Nigdy nie widziała czegoś takiego, a śmierdziało kompostem więc nie chciała się z tym zaznajamiać. Znów poczuła się cienko bez reszty stada i obejrzała się, czy ktoś nadchodzi. Jeśli ktokolwiek się zjawi, Kiti powita go merdaniem ogona a potem wskaże łapą dziwne coś na ścianie i postara się zwrócić uwagę towarzysza na to coś, gdyby podszedł do tego i nie zauważył ostrzegawczo oprze się bokiem o jego nogi i odepchnie go do tyłu, znowu mu to pokaże. Nie wiadomo co to jest... Pewnie drow by wiedział...
I tu znowu nasunęło się pytanie; gdzie jest nem...Dirith!?

Bartosh 18-03-2011 10:20

Wino zaszumiało w głowie, i Ursuson źle obliczył siłę, zachęcająco klepiąc chłopa po plecach. Ten, chociaż nie ułomek, runął jak długi, i po chwili słychać było plusk.
Jantek pluł wodą, rozglądając się niepewnie wokoło. W trakcie skoku zgubił gdzieś czapkę.

Starszy wioski doskoczył do podpitego wojownika, uskarżając się głośno i pretensjonalnie.

- Zawrzyjcie gębę ociec, przecież młodemu nic nie jest. Skąd miałem wiedzieć że przeleci jak procowy kamień. Jeśli wszystkie u was takie chuchra to aż dziw że wam nikt sioła z dymem nie puścił!

Ursuson doskoczył do krzepkiego starca, który umilkł zaskoczony i nieco przestraszony. Kątem oka zauważył, że pozostali wieśniacy obserwują całą sytuację, niepewni, co mają ze sobą zrobić.

Wojownikowi zabłysły złe iskierki w oczach. Czuł że traci nad sobą panowanie, i ostatkiem siły woli przebił się przez alkoholową mgiełkę zmuszając się do spokoju.

- Trzymajcie linę i pomóżcie, zamiast gardłować – dodał już spokojniej.

Sam popluł w dłonie, chwycił sznur i zaczął wciągać uwieszonego na jej końcu chłopa.

- Młody, informuj, jak widzisz coś ciekawego. I jak możesz to pomóż! – Krzyknął w przestrzeń.

Nastawił uszu, czekając na raporty niedoszłego topielca i wioskowego kaskadera

MatrixTheGreat 18-03-2011 17:44

„Zimno. Mokro. Zasnąłem w rynsztoku czy co?”. Almartelur podniósł się i od razu znów opadł z głośnym - Au! - Nad nim bowiem znalazł się kawałek skały. Odruchowo chciał chwycić się za głowę, lecz nie mógł ruszyć rękami, które okazały się związane. Jego długie, blond włosy leżały bezładnie na ziemi promieniście rozchodząc się od głowy. Twarz o wyrazistych rysach twarzy wykrzywiła się w grymasie, przez co wyglądał naprawdę szpetnie. Nie miał nawet siły kląć na to wszystko. Powoli próbował sobie przypomnieć, co się właściwie stało.
„Flaga z czaszką, dym, huk, odgłos roztrzaskanej burty statku, walnięcie głową o deski pokładu i pustka”. Tyle zdołał zapamiętać z pechowego rejsu, ale wystarczyło, żeby poskładać to do kupy. Podniósł się jeszcze raz tym razem uważając by znów nie „zaorać” głową o skałę. Mrok jaskini rozjaśniała jedynie pochodnia leżąca na ziemi. Było to co najmniej dziwne. Mało kto porzucał ot tak sobie pochodnię, na dodatek palącą się. Gdy oczy przywykły do ciemności rozejrzał się wokoło. Nie miał przy sobie łuku ani kołczanu. „W sumie co za porywacz zostawiłby ofierze broń?”. Miał przynajmniej swój błękitny płaszcz. „Uf…”. Miał on wartość sentymentalną dla elfa, praktycznie nigdzie się bez niego nie ruszał. I było jeszcze coś. Nie było tam żadnego strażnika, a jednak nie był sam.
Było jeszcze paru towarzyszy niedoli, na których przy natłoku myśli nie zwrócił uwagi. Zdał sobie sprawę z ich obecności gdy odezwał się kobiecy głos, następnie kolejny, tym razem męski.
- …przynajmniej ze mną, nie wiem jak on.
Almartelur usiadł i przekrzywiając głowę to na jedną, to na drugą stronę tak, że mu w karku „strzelały” zastygłe kości, dodał:
- To się okaże jak rozprostuję kości…
Pozostałych było chyba tylko dwóch, ale nie miał pewności. Zastanawiał się co by można było zrobić, gdy znów odezwał się męski głos:
- Musimy, czym prędzej wydostać się stąd nim zjawią się tu jacyś strażnicy
Elf zaśmiał się cicho - No co ty nie powiesz? Chociaż szczerze to wątpię, żeby mieli zamiar się zjawić. O ile w ogóle są jacyś strażnicy. Bo wnioskując po niesamowitym bólu mojego łba, leżymy tu dość długo, żeby się nami zainteresowali.
Znów się położył, podciągnął nogi do klatki piersiowej i przełożył ręce do przodu.
„To teraz wystarczy już tylko pozbyć się więzów” spojrzał w stronę pochodni „Hm, a może by tak…?”. Lecz w tym momencie jeden ze współwięźniów przeturlał się do niej, prawdopodobnie w tym samym celu, jaki przyszedł do głowy elfowi.
- Hej! To był mój pomysł! - rzekł żartobliwie, przewracając się na brzuch i czołgając w tamtą stronę, by spróbować przepalić sznur. „Znając życie poparzę sobie całe dłonie albo zajmie mi się rękaw”.

eTo 19-03-2011 06:20

Kiedy mieszczanin kończył się przeszukiwać i miał w dłoniach jakiś przedmiot, Dirith domyślał się, że jednak będzie musiał mu pomóc. Jednak kiedy owy przedmiot zaczął zmierzać ku ziemi uśmiechnął się lekko i obserwował jego lot aby wiedzieć gdzie dokładnie wyląduje. Dodatkowo z rozbawieniem obserwował ostatnie próby złapania przez człowieka równowagi, po czym z uśmiechem obserwował jego technikę schodzenia z drzewa. Co prawda gdyby nie gałęzie znajdujące się na jego drodze nie różniłaby się od zwykłego spadania, jednak właśnie to było w całej tej sytuacji najzabawniejsze i cieszyło mrocznego elfa niezmiernie. A powodów do radości było kilka. Pierwszy z nich to ten, że dostał zapłatę z góry i to dosłownie. Co prawda nie wiedział jeszcze co dostał, ale może na jedną noc w jakiejś karczmie wystarczy, a większe środki na dłuższy pobyt zarobi się w inny sposób (pomijając oczywiście konieczność jak najszybszego wytropienia Silverstinga).
Drugi to fakt, że zarobił i się nie zarobił, choć trochę żałował, że człowiek złapał się jednak jakiejś gałęzi. A nóż miał przy sobie więcej, co mógłby wziąć z ciała, ale mniejsza już o to, czas jakby nie było nagli.
Kolejnym powodem było to, że cała akcja nie trwała długo, więc drow nie musiał marnować więcej czasu na szukanie pomocy dla niego w mieście (nie żeby w ogóle zamierzał jej tam jakoś specjalnie szukać) i teraz tylko wystarczyło pouczyć człowieka, że dobrze mu szło i niech nie przerywa, odnaleźć przedmiot który w gruncie rzeczy należał się elfowi, rzucić jeszcze okiem na człowieka na zginającej się zupełnie nienaturalnie gałęzi..
~ Ej, co jest? ~ pomyślał szybko kiedy zobaczył to dziwne zjawisko wiedząc, że drzewa z reguły nie wyginają tak gałęzi, a nawet jeśli to kończy się to trzaskiem. Tak więc lekko zmrużył oczy i zachowując odpowiedni dystans uważnie przyglądał się dalszemu rozwojowi sytuacji.
Tuz potem drzewo dosłownie ożyło i jak gdyby nigdy nic przywitało się radośnie, podczas gdy Dirith analizował czy i jakie mogą z nim być kłopoty. No dobra, może i zamierzał ściąć jedno drzewo, żeby zwlec człowieka na ziemię, ale tym razem elfy z tymi swoimi klątwami trochę przesadziły, przecież nawet jeszcze nie miał w ręku odpowiednich narzędzi do wycinki drzew.
Nie mniej jednak mroczny elf ze skupioną miną obserwował dalej jak koło niego ląduje przerażony człowiek, a zaraz potem usłyszał między innymi imię, może trochę dziwne ale w sumie imię, ożywionego drzewa oraz zaproszenie na herbatkę ponoć dobrą między innymi na zaparcia.. w efekcie czego mimowolnie uniósł do góry jedną brew oraz z trudem powstrzymał się aby nie spojrzeć po sobie szukając odpowiedzi na pytanie "czy on wygląda na takiego który ma zaparcia?" .. No dobra, może i będąc średniego wzrostu drowem mającym niemalże kruczo-czarną cerę poprzecinaną białymi pasami tatuażu który zdawał się pokrywać nie tylko jego dłonie, twarz oraz głowę, ale i resztę ciała, czarno-białe włosy, a nawet brwi, które zdawały się być tego samego koloru co znajdujący się pod nimi tatuaż lub skóra, lustrując dziwne zjawisko z pokerową twarzą o ostrych rysach twarzy nadających mu nieco agresywny wyraz w połączeniu z białymi tęczówkami skupionych czarnych oczu mógł wydawać się na mało przyjaznego z tych lub owych powodów. Sytuacji nie poprawiała pewnie lekka skórzana zbroja z pozoru wyglądająca na płytową mogąca być zaobserwowana pod także czarnym jak zbroja skórzanym płaszczem z kapturem. Ale bez przesady, to że mroczny elf szwenda się z tych czy innych powodów po lesie nie znaczy od razu, że ma zaparcia!
Tak czy inaczej kiedy Ent rozprawił się z wiewiórką, coś zrobić trzeba było. A że Dirith nie był z tych co w niedzielę spędzają na herbatce i ciasteczkach w klubie herbat ziołowych, pewien był, że jednak z zaproszenia nie skorzysta.
Opóścił jednak brew po czym z miną pod tytułem "świetnie" oraz takim samym podsumowaniem w myślach spojrzał jeszcze raz na przerażonego człowieka stojącego obok, a następnie ponownie na Drzewca.
- Widzę, że masz więcej szczęścia niż rozumu.. - stwierdził drow do osłupiałego człowieka stojącego obok, po czym ruszył w stronę gdzie upadła jakaś kulka czy inny przedmiot, który miał być płatnością za pomoc. Wiedząc mniej więcej gdzie upadł, szybko znalazł owy przedmiot leżący na jakimś mchu czy powierzchniowy elf wie czym.
http://www.besalel.pl/images/quasi-a...%20925%202.jpg

- .....?!?!?!...?-????... !!!! - to mniej więcej obrazuje minę mieszczanina, który w osłupieniu gapił się na poruszające się drzewo z kubkami herbaty.
Drow natomiast nadal nie widząc zbytniego zagrożenia dla swojej skóry podniósł tylko medalion i zwrócił się tym razem do Enta.
- Dzięki za zaproszenie, ale z moimi zaparciami radze sobie całkiem dobrze a teraz nie mam za bardzo czasu na pogawędki czy picie herbaty. Za dużo mam do załatwienia nie cierpiących zwłoki spraw w pobliskim mieście, może innym razem. - stwierdził spokojnie odwracając się w stronę pobliskiego siedliska ludzkiego. Celowo zignorował praktycznie sparaliżowanego ze strachu człowieka domyślając się, że zwracanie się do niego byłoby po prostu stratą czasu, którego chciał stracić jak najmniej
- Tak wiec na mnie już czas, więc nie zamierzam przeszkadzać w leczeniu gardeł czy też zaparć. - rzucił przez ramię ruszając spokojnym krokiem w kierunku swojego celu. - Powodzenia w walce z.. heh - zaśmiał się lekko. - potworami.

Aves 19-03-2011 23:08

Od wielu dni żeglował po morzu, od ciągłego bujania łajby robiło mu się niedobrze. Teraz Bard Zwany Bratkiem lub chędożonym chwastem, hultajem i innymi bardziej lub mniej wulgarnymi epitetami. Mężczyzna opanował mdłości postanowił zagrać parę swoich piosenek. Raz dla poprawy swojego humoru, Dwa dla zabicia czasu, a trzy może usłyszy go jakaś piękna syrena i zabierze w swój miękki raj ?. Mężczyzna odgonił myśli o przytuleniu się do piersi Morskiej panny. Zamknął oczy i zaśpiewał.

Piwa Piwa dajcie
Piwa zimnego i z pianką pienistą,
dla karczmarza i ciebie wódę czystą
Dla tej niewiasty co udaje czystą
Klucz do pokoju oraz do zabawy
He Ha ! tak ogórka w słoju

Tak więc piwa dajcie Dajcie Piwa
Niech ta Karczma w piwsku pływa
Niech ludzie się weselą
Pitaci i banici po mordach leją
Jakże życie jest wesołe
Kiedy piwo jest na stole...


Hmm coś zdecydowanie było nie w porządku. Owszem zdarzało się bardowi zatracić w pięknie muzyki, lub opowiadanej historii, często również zdarzało sie bardowi szczególnie po paru głębszych iż nie pamiętał wieczoru i budził sie z bólem głowy. Jedyne szczepki wspomnień jakie przebijały się pod czaszką. Piracka bandera później łup i pobudka w jakiejś jaskini. Bravdar usłyszał jakieś szmery.
- Haloo jest tu kto ? - Zapytał. Kiedy otworzył oczy poczuł ukłucie światła pochodni. Wiedział iż nie jest sam. Chciał poruszyć dłońmi, ale były związane.
- HEJ ! Gdzie jest moja lutnia ? Uwolnijcie mnie Nie wiecie z kim zadzieracie -Bratek zaczynał się szarpać, chciał się uwolnić. Ot szczęście barda.

W końcu zaprzestał szamotaniny.
- Gdzie my jesteśmy ? Co się stało.- Zapytał mrużąc oczy.

one_worm 20-03-2011 16:16

-Ale...jak to bez herbaty? Jak to idziesz?- rzekł drzewiec - To się nie godzi!-dodał z wyrzutem!

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=HWqKPWO5T4o&feature=player_embedded[/MEDIA]

-Złożę Tobie teraz propozycje nie do odrzucenia...- powiedział grubym, jakby nie swoim głosem...
-E, podejdź bliżej i posłuchaj bardzo uważnie to co mam Tobie do powiedzenia... Zaoferowałem Tobie herbatę, a ty obraziłeś mnie i całą moją rodzinę - wskazał na las machnięciem ręki- Swoją odmową, oferując w zamian to... to... to odejście... Ponieważ jednak, jesteśmy cywilizowanymi istotami, dam Tobie szansę... na... podjęcie próby poprawy... kapisz?- rzekł układając "rękę" w taki sposób, ze "kciuk" dotykał ostatniego palca "dłoni".
-AAAAATODURNEDRZEWOCZĘSTUJEMNIEHERBATĄ!- zawrzeszczał człowiek.
Drzewiec siedział trzymając kubek dla Drowa w drugiej...errrrm... nazwijmy to ręce i czekał na jego reakcję. Wiedział, że się nie odmawia. Nie jemu. Nie wspólnej herbaty
-Bo my jesteśmy...-powiedział z wolna drzewiec nadal grubym, nie swoim głosem- Jak rodzina... jedna, wielka rodzina- dodał i patrzył się na niego.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:32.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166