![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #161 |
![]() | Piotr runął pędem na drugiego z obszarpańców ocalałych po strzale Kapicy. Widząc krwawą masakrę wywołaną garłaczem aż pokręcił głową w uznaniu. Kątem oka dostrzegł jeszcze fontannę krwi po pchnięciu pana Jana, kiedy już tylko kilka metrów dzieliło go od przeciwnika. Z zimna krwią przymierzył na ile się dało z galopującego konia i wypalił. Strzał okazał się nad wyraz celny, prosto w czaszkę... tyle że końską. Wierzchowiec siłą rozpędu jeszcze przebiegł z dwa kroki kiedy nogi się pod nim ugięły i padł. Jeździec w ostatniej chwili zeskoczył, przeturlał się po trawie po czym poderwał się na nogi i w wielkich susach począł uciekać ku drzewom. Van Hager tylko zaklął szpetnie pod nosem i zakrzyknął - Stój!- Widząc że inaczej niż siłą nic nie wskóra, zbliżył się na odległość do ciosu i ciął biegnącego w lewy bark chcąc go zmusić do zatrzymania. Ubijanie uciekającego wroga nie leżało jakoś w naturze pana Piotra. Pęd konia poniósł go jeszcze kilka metrów za upadającego w trawę zajezdnika zanim począł zawracać aby sprawdzić czy leżący w powiększającej się kałuży krwi żyje czy nie.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| Reklama |
| |
| | #162 |
![]() | Jak pomyślał, tak uczynił. Belzebub spięty wodzami uderzył w bok wrażego wierzchowca, lichego podjezdka i obalił na go wraz z jezdzcem na ziemię. Gramolącemu się spod konia chudego szlachcica, któremu w zamieszaniu spadł kołpak zajechał pan Samuel i gruchnął kolbą krócicy miedzy oczami. Uderzony chwycił sie rękami za głowę zakrzyczał " Jezus Maryja" i zwalił jak podcięte drzewo na ziemię. Pan Dobrot okręcił się na koniu, dobył szabli i przyjrzał polu bitwy. Pan Jan z panem Piotrem i Osipem dzielnie sobie poczynali, mając już tylko dwóch przeciwników przed sobą, resztę pokiereszowała salwa siekańców. Im pomocy nie trzeba było. Ścisnął konia kolanami i doskoczył do "Rysiego kołpaka" z którym ścierał się pan Sosnowski. Podniósł się w strzemionach chcąc jednym strasznym ciosem z zamachu skończyć sprawę.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 07-28-2008 o 14:53. |
| | |
| | #163 |
![]() | Zajezdnik ścigany przez pana Piotra w ostatniej chwili obrócił się doń i dlatego ten, miast w bark, trafił go u nasady szyi. Trafiony zacharczał tylko z przeciętej gardzieli i zwalił się na ziemię. "Rysi kołpak" cudem chyba uniknął straszliwego cięcia pana Samuela. Pan Sosnowski z drugiej strony napierać począł młócąc prosto, jak w bitwie. Ostatni z kompanionów "Rysiego kołpaka", widząc, iż po prawdzie to on już niemalże sam ostał, szable odrzucił, konia obrócił i spiąwszy go ostrogami począł uciekać. Ruszył za nim pan Kupiński dochodząc po jakich kilkunastu metrach i zwalając z konia cięciem w kark. "Rysi kołpak" brał cięcia na zastawę ale pot już mu na twarz wystąpił i znać było, że dwóch zaprawionych przeciwników to dla niego nazbyt wiele. Aleć wraz odpowiedź taką panu Sosnowskiemu zaserwował, że go w lewą rękę ciął. Pan Sosnowski krzyknął i skulił się na chwilę i tylko furii natarcia pana Samuela zawdzięczał, że "Rysi kołpak" sprawy nie mógł dokończyć. Pan Kupiński jako trzeci począł szablą zastawę "Rysiego kołpaka" macać. - Wasze rzuć szablę! Do wieży trafisz, masz moje słowo! - pan Kupiński próbował mediacji. "Rysi kołpak" ni to śmiejąc się, ni to charcząc, taką odpowiedź mu dał, że ten musiał na zad konia się położyć by uniknąć cięcia, które ani chybi przez pierś by mu przeszło. Koń pana Kupińskiego kwiknął gdy szabla zajezdnika jedno ucho mu przycięła i odskoczył. Zdawać by się mogło, że "Rysi kołpak" nieczułym jest na żelazo bo mimo kilku krwawiących ran prosto na koniu się trzymał. Na twarz jego wyszedł grymas niby zwierzęcy i, mimo, że lec winien już dawno pod szablami trzech obrońców Rzeczpospolitej, to wydawać by się mogło, że to nie on się broni, jeno trzej go atakujący. Wraz "Rysi kołpak", samą końcówką pióra, przejechał panu Samuelowi po prawym ramieniu tak, że ten krzyknął jakby go żelazem palili i puścił szablę z odrętwiałej ręki. I znowuż nie dane było zajezdnikowi sprawy dokończyć, a to za sprawą pozostałych szermierzy. Jeno pan Samuel spojrzenia z nim skrzyżował. Serce mu na moment stanęło bo zdało mu się, że nie w oczy a w czeluście jakie spojrzał. Ale pewnie jeno tak mu się zdało. Ostatnio edytowane przez johnkelly : 07-29-2008 o 08:32. |
| | |
| | #164 |
![]() | Pan Jan sięgnął za pas i wyjął lewą ręką pistolet i podjechał w miejsce wycofującego się pana Samuela. Podjeżdżając krzyknął - Widzę, żeś Waść kozak, to po szlachecku załatwmy, na ubitej ziemi jeden na jednego! - Rysi kołpak nie zareagował ni słowem na to tylko dalej się siekł z Woźnym i Cześnikiem. Skoro milczał Pan Jan strzelił mu w pierś z dwóch kroków, a ten tylko się zachwiał. Pan Jan zdumiał się wielce, mruknął - Kiej czort - i chciał szablą uderzać - poświęcona była więc nawet i na diabła dobra. Jednak zachwianie się starczyło panu Sosnowskiemu i Kupińskiemu by zajezdnika rozsiekać. Skoro przeciwników już nie stało, pan Jan z konia zeskoczył, arkan i rzemienie wziął i zaczął sprawdzać który z zajezdników jeszcze dycha. Okazało się, że jeno ten co w twarz z garłacza dostał żyje jeszcze, ale przytomny nie jest. Nawet przygnieciony przez konia dziwnym trafem zdusił się. Na wszelki wypadek rannego związał i policzył trupy. Gdy doszło do niego, że wszyscy pozostali ubici, wzdrygnął się i przeżegnał - w nie jednej utarczce brał udział, ale zwykle rannych było znacznie więcej niż zabitych. Po chwili coś mu nie spasowało, przeliczył raz jeszcze i krzyknął: - Jeden zbieżał! Przed Cześnikiem jeno dwa ciała leżały, a przeca trzech z przodu nadjechało. |
| | |
| | #165 |
![]() | Piotr podjeżdzając do powalonego przez siebie zajezdnika, już z daleka widział iż trup pewny. Wzruszył tylko ramionami, myśląc sobie po kiego się obracał? Ruszył jednak zaraz szybko ku walczącym, dostrzegając iż tam jakiś szermierz się nie lada trafił. Chciał wyzwać go na pojedynek ale pędząc ku nim usłyszał głos pana Jana uprzedzający jego zamysł a zaraz potem strzał i tylko ujrzał jak "rysi kołpak" spada z konia pod ciosami szlachciców. Chwile potem patrząc na pana Jana przeliczającego trupy usłyszał: - Jeden zbieżał! Piotrowi brwi w zdumieniu poszły w górę : - Że jak? Który? Począł się rozglądać na boki :- Jakim cudem? No przecież nie wyparował ot tak!- pstryknął palcami.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| | #166 |
![]() | Pan Samuel sapał chwile potem otarł pot z czoła. - Charakternik to był, mówię Waszmościom, charakternik. Żelazo sie go nie imało, a jakem mu w ślepia zajrzał - wzdrygnął się i splunął. - Nic to jeśli trupem leży, ale coś mi się widzi że pan starościć niezłą kompaniję najął - Gorzej że teraz ja nie do szabli za bardzo ni łuku - dodał macając ramię. - Diabli nadali - mruknął dobywając z juków szarpie i płótno.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #167 |
![]() | - Charakternik, nie charakternik, ale wota nam zanieść do kościoła Brochowskiego, żeśmy położyli tylu samemu jeno lekkie rany odnosząc. Pojadę do wsi wóz sprowadzić i chłopów by obwiedzenie głów uczynić w Warszawie. - pan Jeremi ruszył by spełnić swe zamiary. Porwany rękaw ledwie mu skrywał krwawiącą ranę. - Waszmościowie! My szukajmy zbiega! Boć to doniesie starościcowi co tu się stało! - pan Kupiński ruszył szybko w bok wyjeżdząjąc na łąkę. Przepatrując widział tylko Osipa prowadzącego zbiegłe dwa konie. Po przeciwnej stronie drogi, za porastającymi pobocze krzewami i drzewami, jeno pole niewydarzonego zboża ledwie kolan sięgającego. I też żadnych śladów wskazujących by ktokolwiek tamtędy, czy konno, czy pieszo, uchodził. - No nijak wyrozumieć co się z nim stało. - rzucił pan Kupiński. |
| | |
| | #168 |
![]() | Pan Jan popatrzył po poboczu drogi, śladu nie znalazł, kilka krzów szablą rozgarnął, popatrzył po okolicy. - Nie może być by kto się w takim zbożu bez śladu ukrył. Jak nie diabeł to w krzach jednak być musi - rzekł głośno i metodycznie zaczął szablą miejsce w miejsce kuć co gęściejsze krzewy. Nagrodą był odgłos przerażonego sapnięcia spod krzaku róży. - A tuś mi bratku! Wyłaź ino grzecznie! Teraz gdy wiedział gdzie patrzeć zobaczył zajezdnika - nie uwierzyłby, że dorosły człek może tak mało miejsca zajmować, toż liszka by się tam nie zmieściła. Gdy mimo wezwań kłębek nie drgnął, sięgnął i za kołnierz wyciągnął go z wgłębienia. - Panie Woźny! Mam tu coś dla Waszeci! Gdy Pan Kupiński podjechał dodał - Zajmijcie się nim Panie Bracie, ja Samuela opatrzę. Rana Samuela okazała się niegroźna, acz bolesna wielce. A dla koszuli wręcz zabójcza. Pan Jan oberwał więc cały rękaw i na bandaż zużył. - Będzie trza się lewą bić Panie Samuelu. Tej ręki byłoby dobrze ze trzy dni nie używać. Pożyczę Wam Panie Bracie jeden pistolet. Zawsze dwa strzały to nie jeden, a szabli lepiej nie tykać, chyba, że obiema rękami równie dobrze walczycie. A jeśli nie to radziłbym nadal prawej w konieczności użyć, boleć będzie, ale opatrunek - popatrzył się krytycznie na swoją robotę - powinien pomóc. Jak co to przed walką jeszcze mocniej obwiązać. - Jeszcze Cześnika jak wróci opatrzę, a teraz "przyjaciółmi" trzeba się zająć. - To mówiąc siadł na środku drogi, wyjął narzędzia i zaczął pistolety czyścić. Gdy był zadowolony z ich stanu, naładował proch, natłuszczoną przebitkę, wreszcie popychaczem wcisnął z pewnym trudem kulę, podsypał panewkę. Jeden z pistoletów wręczył panu Samuelowi, drugi wcisnął za pas. Z kolei zajął się garłaczem, odbył ponownie podobny obrządek, po czem miast pocisku wyjął długi na palec zwitek papieru. Niesłychanie ostrożnie zaczął go wciskać w lufę. Widząc zdziwione spojrzenie Samuela zaczął wyjaśniać. - Pewien rusznikarz w Smoleńsku, Ormiaszka zresztą, pokazał mi czego do garłaczy używają strażnicy sułtańscy - memeluki ich chyba zwał - i nawet sprzedał, oj drogo, drogo, formę do takich pocisków. Wydarł za nią więcej niż sam garłacz był wart, pociski długo się robi, ale jak dziś widać było opłaciło się. W tym zwitku jest 50 półtarczek z ołowiu. Póki są w papierze można jak kulę ładować, a strzał papier rozrywa. A że mocno w lufie siedzi, tędy i można więcej prochu w garłacz władować, ale jakby papier przy ładowaniu pękł, to wyrzucić całą pracę trzeba. Ostatnio edytowane przez Gwena : 07-29-2008 o 15:26. |
| | |
| | #169 |
![]() | - Dziękuję Waszmości. Lat dobrych kilka się wojowało, ale tak jeszcze nie było bym zdrowy był, a w boju udziału nie brał. Tfu ! Mówię waszmościom ze trzeba trupa obejrzeć czy znamion jakowyś na ciele diabelskich nie ma. Jakże to ? Trzech nas było i zmóc go nie mogliśmy, przecież nie ułomki jesteśmy. Charakternik i tyle. - A tego bratiaszka - zbliżył się do jeńca - trzeba by do nieba wysłać. Jeno na prażonych podeszwach - niedawny napastnik zbladł, bo głos pana Samuela świadczył, że nie żartuje. - Mosci Wozny za rozbój na gościńcu chyba stryk się należy ? Tedy jak ten człek nic ciekawego do powiedzenia nie ma obwieśmy go i nie mieszkajac ruszajmy dalej.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| | |
| | #170 |
![]() | -Szermierz faktycznie to nie lada, który konno trzem daje rade. Taka umiejętność to już nie w kij dmuchał. Gdybym na własne oczy nie widział to bym nie uwierzył. Le diable ne dort jamais.- rzekł Piotr cichym głosem.- W królestwie Hiszpanii to takich palą na stosie, ku uciesze tłuszczy i przerażeniu innych.- dodał, krzywiąc się nieznacznie. - Znowu kogoś wieszać? Ot tak samowolnie? Nie są od tego aby kaci panie Dobrot? Mi się to powoli w głowie nie mieści... gdzie się nie ruszę to ktoś sznur w pętle wiąże. Jeszcze wczoraj bogu ducha winny mój sługa prawie zawisł nie wiadomo za co. Ja sobie katowską robotą rąk brudzić nie będę. Panie Kupiński co waszmość z tym obszarpańcem radzi zrobić? Przed sąd?
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |
| | |
| Reklama |
| |