Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Horror Horror, strach, groza, przerażenie. Lovecraft, KULT, De profundis, Nienazwane armie i inne niezliczone systemy oparte na strachu. To wszystko tu, dla wszystkich, bez wyjątków. I niech gwiazdy będą w porządku!

« Agenci Spectrum 2 | - »

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-05-2019, 21:34   #111
 
Gryf's Avatar
 
Reputacja: 6604 Gryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputację
Bardzo powoli, ale Tito w końcu mentalnie powrócił do rzeczywistości. Jeśli tak można nazwać zakład zegarmistrzowski na pograniczu wszechświatów i towarzystwo pająkowatego potwora ledwie z przyzwoitości starającego się ukryć pod ludzką maską, zegarmistrza w wolnej chwili montującego w swojej międzywymiarowej piwnicy mechaniczne golemy z dziecięcych kawałków ciała.

- Jakiejże to dodatkowej ceny zażądasz za naszą współpracę? Mówże, bo usycham z niecierpliwości.- Brzęczyk w głowie Tito zaczynał znów wibrować, ostrzegając przed nieznanym zagrożeniem.

Czas gierek się skończył. Tito wyciągnął niezapalonego papierosa z kącika ust, schował do paczki, paczkę schował do kieszeni. Przysunął sobie krzesło i usiadł naprzeciwko istoty, nachylił się w jej stronę. Mówił spokojnie, powoli i dobitnie. Mówił długo.

- O cenie będzie za chwilę. Zwlekałeś z udzieleniem mi informacji tak długo, że sytuacja zdążyła ewoluować. Ale po kolei, jeśli mamy współpracować, oto warunki mojej współpracy:

Po pierwsze, przejrzystość. Mówisz mi o wszystkim co dotyczy projektu. I mówisz mi o wszystkim co dotyczy mnie. Na dobry początek, dla oczyszczenia atmosfery chciałbym się dowiedzieć co próbowałeś zrobić tuż przed przybyciem węża. I co NAPRAWDĘ przedstawia i do czego służy schemat w twojej drugiej pracowni.

Po drugie. Ja wybiorę dawcę serca. Rozumiem kryterium "zabawności". Ludzie są materiałem. ale część tego materiału jest dla mnie nienaruszalna. Po świecie chodzi dość materiału-wrogów i.. po prostu materiału-materiału, by było w czym wybierać.

Po trzecie. Cena. Pytanie z którym tu przyszedłem nieco straciło na aktualności, ale nadal chcę znać odpowiedź. Wskazałem ci defekt twojego konstruktu, drogę, dzięki której go naprawisz. Jeżeli ta współpraca ma trwać dalej, chcę usłyszeć wszystko co wiesz na temat El Sombre i jego wizyty tutaj. Wiedza za wiedzę.
Moja cena dodatkowa - za wykonanie twojego zadania - chcę śmierci pewnego człowieka. Ma na nazwisko Uccoz i strzeże go banda nieprzebudzonych. Chcę go zabić, a od ciebie oczekuję każdego wsparcia jakie jesteś w stanie udzielić, by udało się to załatwić szybko, sprawnie i nie dając się zabić, co leży również w interesie naszego przedsięwzięcia.

Myślę, że negocjowaliśmy dość długo. Czas targów się kończy. Oto moja cena. Wiedza za wiedzę. Przysługa za przysługę. Co odpowiesz, Zegarmistrzu?

Tito sam nie zauważył, kiedy udzielił mu się dziwaczny styl mówienia Oszusta. Wypowiadając ostatnie słowa wstał i wyciągnął rękę w stronę dziwnej istoty. Potwora, który w jakiś pokrętny sposób wydawał mu się bliższy niż wszyscy dotychczas poznani mieszkańcy tej popieprzonej krainy czarów, w której przyszło mu teraz żyć.
 
__________________
Show must go on!

Ostatnio edytowane przez Gryf : 08-05-2019 o 22:01.
Gryf jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-05-2019, 08:57   #112
 
Gortar's Avatar
 
Reputacja: 4684 Gortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputacjęGortar ma wspaniałą reputację
Jebana rasa - pomyślał Alvarez - co tu się stało…. Dziwna wizja, która pojawiła się przed jego oczami wabiła go jak i odpychała jednocześnie. Piramida spływająca czerwienią i dająca nadzieję na… no właśnie na co. Na co nadzieję mogła dać mu ta budowla? Czuł że ciągnie go tam bardzo. Stara, chyba indiańska budowla. Ale czy ten cały wąż nie był właśnie jakimś, starym indiańskim bóstwem? Chyba jakoś tak mówił Xavi… Czy nie starczyło powiedzieć tej gadzinie “spierdalaj” żeby finalnie dała mu spokój?
To na pewno sprawka tego dymnego stwora - pomyślał. Nie dam mu się wciągnąć w te gierki.
Rozejrzał się wokół próbując znaleźć coś innego w tej wizji. Wokół była tylko dżungla. Pełna dzikich zwierząt ale jakaś wyblakła, jakby odbicie, czy cień.

A jeśli to nie wąż? Albo coś co pomoże namieszać wśród tych sukinsynów? Czy mógł zaprzepaścić okazję by się o tym przekonać? W końcu to tylko wizja… świadomy sen. Zwrócił się znów twarzą w kierunku piramidy. Spostrzegł ponownie wstęgę dymu w kolorze krwi. Na myśl o krwi poczuł ukłucie głodu. Takie delikatne szarpanie w trzewiach, które, jeśli nie zostanie zaspokojone, będzie mocno narastać. Zrobił krok w stronę budowli, potem kolejny i nie wiedząc kiedy, stanął u jej podnóża.

Budowla nie była wysoka, ale do niskich nie należała. Juan czuł się przy niej jednak dziwnie mały. Niewiele znaczący. Drobinka u stóp czegoś mrocznego, głodnego i krwiożerczego.
Popatrzył w górę, w stronę źródła szkarłatu, który widział.
- Raz się żyje - zażartował wampir i począł wspinać się po schodach na górę piramidy.
 
__________________
---------------
[Horror 18+] Sicarios

https://www.youtube.com/watch?v=LDcQesJMEx4
Gortar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-05-2019, 11:25   #113
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16894 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Jedno, co trzeba było przyznać Angelo to to, że umiał odnaleźć się w każdej sytuacji i naprawdę trudno było go wybić z pozy przystojniaka-chojraka. Tak było i teraz, choć wszystko w nim krzyczało “uciekaj”, gdy spoglądał na Pacho Surandoz de Corey’a. Z tym gościem naprawdę nie należało zadzierać. Byli jednak potencjalnymi sprzymierzeńcami, czyż nie? Grunt, to nie zjebać sprawy.
- Chętnie się napiję, zaschło mi trochę. A nie chciałem, żebyś na mnie czekał więcej, niż to konieczne, amigo.
- Tequila, whiskey, coś innego?
To było niczym obmacywanie panienki pod stołem. Twardziele pili tequilę. Światowcy - whiskey. Białą wódkę z Europy - klasa wyższa i snoby. Sake - żółtki. Kolorowe drinki - pedzie. Brandy i koniaki - prawnicy i eleganciki w zamszowych butach. Piwo - gangi motocyklistów, najlepiej jednak zmieszane z inną wódą. A spirytus i mocny bimber - ruska mafia. Oczywiście prawdziwi twardziele, prawdziwi sicario, walili też kokę. Trudny wybór.
- Tequilę - oparł pewnie Angelo. Nie było co się wychylać. Przynajmniej na razie.
Na znak szefa jeden z ochroniarzy przyniósł alkohol. Pacho sam nalał sobie i gościowi sporą porcję żółtawego trunku. Roca Patron Reposado Artesanal.
- Mój ulubiony. Chociaż lubię też Tequila Reserva. Wiesz, Angelo - mogę ci mówić po imieniu - wiesz, że kiedyś chlałem tylko tanie sikacze. Najgorsze z najgorszych. Ale potem pojawiła się okazja. I złapałem diabła za rogi. Słyszałem,od naszego wspólnego znajomego, że i ty teraz próbujesz złapać diabła. Pytanie, za co go łapiesz? Za rogi? Za ogon? Czy za kutasa? Hę?
Martinez uśmiechnął się półgębkiem. Uśmiechał się tym bardziej, im mocniej się denerwował. Dlaczego za kutasa? Czyżby Pacho wiedział? Nie... nie powinien panikować. Nawet jeśli go podejrzewają, nie powinien okazywać niepokoju, by nie potwierdzać tych podejrzeń.
- Raczej za cipę, bo zamierzam zrobić z niego swoją dziwkę. A ty podobno możesz mi w tym pomóc, przyjacielu... - uniósł szklankę w geście pozdrowienia.
Zetas zaśmiał się. Takim szorstkim, ale nie udawanym śmiechem. Chyba żart o diable - dziwce nieco go rozluźnił. Spojrzał na Angela ponownie. W ciemnobrązowych oczach zbira migotało coś, co można było od biedy uznać za przychylność. Czy raczej jej pierwszą iskierkę.
- Tja, amigo - El Navarro wypił solidny łyk ze swojej szklaneczki i uśmiechnął się wrednie. - Z tego co wiem Serpenties Valenties mają teraz kosę z Uccoz. Czyli, jakby nie patrzył, z Sinaloą. A my tutaj, jak się domyślasz, mamy zamiar zrobić małe przemeblowanie. Potrzebujemy zaufanych ludzi w mieście. Żołnierzy, a potem szefów i patronów. Kogoś, kto zajmie się produkcją, dystrybucją i przerzutem białego złota. Uccoz już się skończyli. Jak złapano El Chapo i deportowano do Stanów, Sinaloa też się skończyła. Meksyk potrzebuje zmiany. Nie kilku karteli, lecz jednego, ogromnego. A ty, amigo, i twoi kumple, mogą być na początku tej drogi. Pozbyć się Uccoz i zająć ich miejsce. Macie kontakty. Twój brat też je miał.
Uniósł szklaneczkę w toaście za zmarłego.
- Szykujemy się, by dokończyć sprawę z Uccoz. I ty i Węże mogą nam w tym pomóc. Odpłacić się temu skurwysynowi, za to, jak was potraktował, po tym wszystkim, co dla niego próbowaliście zrobić.
Angelo miał ochotę splunąć, ale powstrzymał się, nie wiedząc jak zareaguje na to gospodarz. Podłoga sprawiała wrażenie pastowanej.
- Do tego mnie nie musisz przekonywać. Te skurwiele... to oni doprowadzili do śmierci Psa. Zdradzili nas! - wywarczał z pasją, po chwili jednak pohamował się - Problem w tym, że jesteśmy w rozsypce, to co... to co nas dorwało. Niektórzy chcą temu służyć. Inni po prostu są zagubieni. Dwóch chłopaków mam w areszcie, w szpitalu. Mógłbym ich odbić... z małą pomocą. Poza tym... jeśli dasz mi dowód, że działamy po tej samej stronie, jestem w stanie uruchomić kontakty. Także te po bracholu. Brzmi chyba dobrze, co?
- Jasne. Słyszałem, że SV to twarde chłopaki. Znacie się na rzeczy i macie twarde cojones. My będziemy potrzebowali dobrych sicario. Takich, co mają broń i potrafią jej używać. Trwa teraz zamykanie pewnej operacji. Ważnej. I kilku twardzieli może się przydać. Powiedzmy, ja wyciągam twoich ludzi z paki. Jako gest dobrej woli. A wy potem pomożecie mi w przejęciu miasta. Dam ci telefon do mojego zaufanego człowieka. Emilio. Zadzwonisz do niego do jutra, do południa. Chcę, byście to obgadali, jako SV. Jeśli do południa nie będzie info, uznaję że nie jesteście zainteresowani. Oczywiście, nasza obecność tutaj, ma pozostać tylko pomiędzy nami. Jeśli Uccoz się dowiedzą, jeśli ktoś z Sinaloi, i będziemy mieli z tego jakieś kłopoty, wy też będziecie je mieli. To chyba uczciwe, amigo?
Dogadywali się. Wyraźnie. Pacho wyglądał na faceta, który wiedział, jak robić interesy w kartelach. Kiedy trzeba - honorowy i otwarty. Kiedy trzeba - bezwzględny. Zetas znani byli z tego, że nie pierdolą się w tańcu. W końcu urośli z byłych komandosów i z ochrony kartelu z Zatoki, sami stali się jednym z najpotężniejszym graczy na kokainowym rynku Meksyku, czy wręcz całej Ameryki Południowej i Środkowej.
Angelo wychylił resztę trunku jednym haustem, po czym nie krzywiąc się, po prostu skinął głową, patrząc mężczyźnie głęboko w oczy.
- Zgoda, ale chcę jeszcze czegoś. Pomożecie nam się dowiedzieć kto wykończył Psa i w miarę możliwości, wykończyć. Osobiście chcę gnojkowi zgasić światło.
Pacho zaśmiał się okrutnie, ze zrozumieniem.
- Stoi! - wyciągnął dłoń w stronę Angela.
Ten uścisnął pewnie jego grabę, po czym pożegnał się. Szedł napięty, nasłuchując za plecami odgłosu odbezpieczanej broni aż do samochodu. Dopiero siadając za kierownicą odetchnął głośno. Zapalił szluga. Nim jednak odpalił silnik, wysłał SMS-a do wszystkich Węży:
Cytat:
Znalazłem sposób na wyciągnięcie chłopaków z kicia. Jest opcja odkuć się za Psa i wyjść na prostą. Kto czuje się prawdziwym Sicario, zbiórka u mnie jutro z samego rana. Jak kto chce, może przekimać. Niedługo powinienem dotrzeć na chatę. Jebany-Anioł-Stróż
Martinez wypalił fajkę, co pozwoliło mu się nieco uspokoić. Wreszcie ruszył. Zamierzał zahaczyć jeszcze o monopolowy nim dotrze do swojego mieszkania. Procenty wszak zawsze zjednywały wężowych braci.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-05-2019, 11:53   #114
 
GreK's Avatar
 
Reputacja: 15537 GreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputację
- Sprawdzić? Chcesz ją z powrotem?

Głos antykwariusza dochodził do nich dziwnie przytłumiony, jakby z zupełnie innego miejsca.

- Hej. Panowie! Dobrze się czujecie?

Oreja znowu poczuł się jakby mu ktoś mieszał w mózgu. Jak wtedy gdy znalazł się w jakiejś pierdolonej azteckiej świątyni u stóp jebanego ołtarza.

- Co? - bąknął nieprzytomnie. - Tak… nie… muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Źle się poczułem. Jose, sprawdź czy wszystko ok, poczekamy na zewnątrz. - Położył rękę na ramieniu chłopaka. - Xavi, odprowadzisz mnie?
- Tak - wykrztusił Javier i ruszyli razem do wyjścia. - Ktoś znowu miesza nam w głowach. Albo jemu. Nie wiem.
- A może… - Perez przystanął, rozważając tezę, która właśnie przyszła mu do głowy. - Gdy byłem w magazynie Narwańców, przeniosło mnie do innego miejsca… nie, to nie było inne miejsce, lecz czas. Może to co widzimy to projekcja przyszłości? Tego co się wydarzy za chwilę? Może El Sombre w ten sposób nam gmera w głowach, pokazując przeszłość lub przyszłość? - Przed oczami zobaczył ponownie swego umierającego brata. - Przyszłość, która może się nie zdarzyć, która jest jedną z wielu alternatyw. A to by znaczyło, że moneta ciągle jest w sejfie i może morderca tylko czeka aż Jose go otworzy, lub mordercami będziemy my.

Wymierzył sobie trzy szybkie policzki jakby próbował się ocucić z nieprzyjemnego snu.
Jose tymczasem rozglądał się, wdeptując w kałużę krwi i roznosząc ślady po całym pomieszczeniu.

- Myśl, kurwa, myśl! - Alvaro warknął do siebie.
- Nic, kurwa, tu nie wymyślę! - Xavi odebrał jego słowa jako skierowane do siebie. - Chodź. - Pociągnął Ucho dalej ku wyjściu, żeby antykwariusz ich nie słyszał. - Jaki morderca w ogóle, co ty gadasz?
Sicario powlókł się za nim.
- Morderca… - powtórzył bełkotliwie, - ten, który wykradnie monetę, gdy Jose otworzy sejf a później... ten, który zabije antykwariusza. Oczywiście pod warunkiem, że ta krew, którą widzimy jest projekcją przyszłości. Zaraz się przekonamy.

Zatrzymał się już na chodniku i ryknął do wnętrza sklepiku.
- Jose! Wszystko gra amigo?!
- Si, amigos! Nic nie zajebali. Może zwarcie na linii. Albo inne gówno. Rano wezwę serwis.
- Powiedz mu, że chcesz monetę - szepnął Xavi.
- Kurwa - Alvaro zaklął cicho, najwyraźniej zawiedziony, że jego teoria się nie sprawdza, po czym wrzasnął znowu w głąb sklepu. - Możesz przynieść monetę?!
- Na ulicę. Kurde, amigos. Chodźcie tutaj, a nie drę się, jak jakiś Mongoł.
- Jasne, kurwa - skomentował do chłopaka by rzucić głośno. - Nie pierdol, tylko chodź!

Rozejrzał się dookoła. Gdzie byli ochroniarze? Przecież musieli słyszeć te wrzaski.
Zaparkowali dyskretnie kawałek dalej i obserwowali wejście.

Jose wyszedł chwilę później niosąc w dłoni jakieś zawiniątko. Widać, że nie jest zadowolony, ale nic nie mówił.
- Trzymaj, amigo - podał Oreji kawałek płótna. - Zobacz, czy wszystko ok. Zapakowałem ją w tę bawełnianą szmatkę, aby nie narażać jej na uszkodzenia. To cenna rzecz, jak wiesz.

Alvaro odruchowo wziął wepchnięte w dłoń zawiniątko, pod palcami czuł mały, twardy. okrągły przedmiot. Jak moneta.

- Wszystko w porządku amigo?
- Tak. Coś musiało siąść w instalacji.
- Chcesz ją zatrzymać?
- Ochronę? Instalację? Monetę? O czym gadamy?
- Monetę - Perez wyciągnął zawiniątko na otwartej dłoni. - Dałem ci ją i powiedziałem, że możesz zrobić z nią co chcesz - przypomniał.
- Spoko. A ja powiedziałem, że chętnie się podzielę zyskiem. Tym bardziej, że już mam kupca. Dogadanego na jutro, pojutrze. Tylko certyfikat autentyczności zdobędę i voila, fant leci do nabywcy.
Javier tylko spojrzał na Oreję zdziwiony.
- Wiesz, że nie zależy mi na forsie - złowił spojrzenie chłopaka, ale… - zobaczmy sobie ją w jakimś przyjemniejszym miejscu. Co powiesz na tequilę? Jest tu czynny jakiś bar o tej porze?
- Tak, to niezły pomysł - podchwycił Orozco. - Ale wiesz co?… - zwrócił się do antykwariusza. - Jeśli ktoś próbował się włamać to możemy go namierzyć. Na pewno skuteczniej niż tamci goście - wskazał na samochód ochrony. - Masz w środku komputer z zapisem monitoringu?
- Jasne. Chcesz zerknąć?
Czy Jose była aż tak naiwny, czy po prostu ufał Oreji na tyle, że wierzył w ich długofalową współpracę?
- Mam stacjonarny pod biurkiem i laptop na zapleczu. Dane zbieram na ten stacjonarny. Jest odcięty od sieci. W sensie, służy mi tylko jako maszyna do pisania i fakturowania. Wolę pracować na przenośnym Hernanie.
- Idźcie sami - wsunął odruchowo zawiniątko w kieszeń. - Ja się przejdę.

To powiedziawszy Oreja przeciął pustą prawie uliczkę, minął wóz ochroniarzy, odpowiadając na skinienie głowy i zniknął za rogiem budynku. Stamtąd miał oko na sklepik, sam będąc niezauważonym. Teraz dopiero, nie widząc nikogo w pobliżu sięgnął do kieszeni po owinięte w bawełnianą szmatkę… no właśnie - co? Nie spodziewał się ujrzeć monety. Po chwili wahania westchnął i odwinął szmatkę.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Sicarios. Horror. Storytelling. Meksykańskie kartele narkotykowe
GreK jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-05-2019, 21:29   #115
 
Bounty's Avatar
 
Reputacja: 9085 Bounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputację
Jose spojrzał na Javiera.
Ten pokazał mu gestem, by szedł przodem i wszedł za nim do środka.
Xavi od razu wdepnął w kałużę szkarłatu. Krew spływająca z sufitu spływała mu na głowę i twarz.
- Hernan jest tam - Jose wskazał ręką stojące w rogu biurko. To samo, za którym trzymał sejf.
“To wszystko złudzenie” - powtarzał sobie w myślach Xavi, ale i tak się wzdrygnął. Usiadł za biurkiem (wszystko we krwi), kliknął włącznik komputera i poczekał aż antykwariusz się zaloguje i włączy zapis monitoringu.
Sprzęt był stary. Naprawdę wolny. Na jego obudowie wzrok przyciągała naklejka Hernanda Mendozy, średniej klasy aktora. W końcu, po dwóch dłuuugich minutach. Javier mógł skorzystać z komputera.
- Skąd się znacie z seniorem Alvarao? - zapytał zaciekawiony antykwariusz.
- Z pracy. Gdzie pan trzyma zapis monitoringu? - Orozco uciął ten temat wodząc kursorem myszki po pulpicie Windowsa XP z najbardziej znanym zdjęciem świata. Łagodne wzgórze, idealnie zielona łąka, błękitne niebo i białe baranki chmurek. Podobno na żywo wcale nie wygląda tak ładnie. Złudzenie, jak ta krew kapiąca z sufitu na klawiaturę.
- Taki folder o nazwie Monit. W moich dokumentach.
Komputer faktycznie mulił. Był powolny, źle skonfigurowany i przede wszystkim dość przestarzały.
Javierowi to nie przeszkadzało. Tylko o tyle, że musiał dłużej przebywać w tym upiornym pomieszczeniu, ale do tego powoli się przyzwyczajał. Otworzył folder a następnie ostatni zapis monitoringu czyli ten zanim odłączył kamery.
 
Bounty jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-05-2019, 11:07   #116
 
Armiel's Avatar
 
Reputacja: 20681 Armiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputację
Hernan Juan Selcado

Pierwszy łyk był niczym najlepszy szot tequili, jaki wlał w swoje gardło. Palący i przyjemny, niósł w sobie doznania na pograniczu ekstazy. Tego, co wyczyniały kubeczki smakowe i mózg Hernana nie dało się opisać. Przeżycie było silne. Silniejsze nawet, niż jego dokonania nad martwą kobietą.

Nim się obejrzał, chłeptał z miski, niczym ćpun na głodzie, nie zważając na konsekwencję. I żałował tylko jednego. Że krew jest chłodna. Że nie tryska prosto z otwartej rany.

A potem, w jednej chwili, rozkosz minęła i zaczął się ból. Najpierw Hernan poczuł się tak, jakby ktoś kopnął go w bebechy. Z całej siły, czubem okutego buta. Wydał z siebie ochrypły jęk, znów nie panując nad tym, co się z nim dzieje. Złapał za brzuch, kiedy ból zaczął rozlewać się po żyłach na całe ciało, tak jakby chciał go zatrzymać w miejscu. Nie dało się jednak. Równie dobrze mógł próbować zatrzymać rzekę palcami.

Ból rozlał się na całe ciało, zapalił mięśnie, wbił się w czaszkę ostrymi szponami, szarpiąc mózg i wnętrzności próbował złamać Hernana. Ale nie złamał.

Minął po chwili, zmieniając się nagle w spokój. I w siłę.

Kiedy Hernan podniósł się z podłogi, na której nawet nie wiedział, że się znalazł, czuł się silniejszy, szybszy i … odmieniony. Pomyślał o krwi, i poczuł że … jego kły stają się dłuższe, ostrzejsze, a reszta zębów wyciąga się, zmienia w ostre, śpiczaste, rekinie kły. Spojrzał w lustro, które znalazł na szafie w przedpokoju. Widział swoje odbicie. Nic się nie zmienił, może poza tym, że cały ubabrany był juchą tej martwej dziwki. Sama misa, którą zebrał, leżała na podłodze w kuchni. Większość jej zawartości rozlała się szkarłatem po kafelkach.

Poczuł euforię. Silne samozadowolenie, które dodało mu pewności siebie i siły. To było przyjemne uczucie.

Dzwonek do drzwi wyrwał go z ekstazy. Rozbudzone zmysły wyczuły dwóch ludzi przy drzwiach. Pewnych siebie i uzbrojonych.

- Policja. Sąsiedzi słyszeli jakieś krzyki. Czy wszystko w porządku?

Cholerna dobra dzielnica. I czyżby wrzeszczał aż tak głośno? Nie miało to znaczenia. Pod drzwiami mieszkania do którego się włamał i w którym zamordował dwie osoby, stało dwóch pajaców i coś musiał z tym zrobić.

W tym momencie otrzymał SMSa od Angelo.

Tito Alvarez

Oszust milczał przez długą chwilę nie spuszczając wzroku ze starego sicario.

Tito nie miał pojęcia jakie myśli kłębią się teraz w jego głowie. Czy właśnie postanowił go zabić? Czy wręcz przeciwnie, rozpocząć współpracę.

Postawił wszystko na jedną kartę ale faktycznie potrzebne od Oszusta informacje nie były teraz już tak cenne nim pojawił się tutaj Wąż. A może właśnie o to mu chodziło? Wężowi. O to, aby zdyskredytować starego konstruktora.

- Nie. – Oszust w końcu pokręcił głową odrzucając propozycję Tito.

Czyżby uraził dumę stwora? A może po prostu nie podobało mu się to, jak zdominował ten projekt.

- Twoje warunki są nieakceptowalne. Jednakże jeżeliż zmienisz zdanie, moja propozycja będzie otwarta jeszcze przez dobę i wygaśnie jutro o północy. Chcesz wiele za niewiele. Teraz, kiedyż już wiem, że wada konstruktu tkwi w organicznej przyczynie i wiem, że wielu jest takich na świecie, którzy się na ludzkich mechanizmach biologicznych znają dużo lepiej, poszukamże innego wykonawcy. Mniej zaborczego w swoichże żądaniach. I cena za twoje umiejętności, przebudzony, nie jestże dopuszczalna. Wszyscy wiedzą, że ja nie działam w ten sposób. Nie ingeruje, nimże ktoś nie zagrozi mu osobiście. Wtedy, rychło jednak wróg przekonuje się że mógł wybrać sobie inny sposób na samodestrukcję. Ten Uccoz nie obchodzi mnie. Nie zbaijamże, nie niszczę, jeśli nie ma to znaczenia. Lub nie robię tego, aby się chronić. Siebie i moje dzieci. Pojąłżeś.

Tito skinął głową. Źle ocenił dziadygę. Trudno. W sumie wiedział już znacznie więcej o tym, kogo szukali.

Telefon zabrzęczał w kieszeni SMS-em od Angelo.

- Ale zrobiłżeś na mnie dobre wrażenie. Profesjonalne. Dlatego chętnie wrócę do rozmowy i współpracy, jeśliże zejdziesz w swoichże roszczeniach. Jestem Zegarmistrzem i informatorem, nie zabójcą i sicario. Mogę zgodzić się na twoje, warunki jakieże przedstawiłeś odnośnie tegoż, co nazwałeś projektem. Lecz nie będę w stanie zapłacić ci takiejże ceny, jakiej żądasz. Mogę jednakżesz dać ci namiar na kogoś, kto to zrobi, spłacając w ten sposób swój dług u mnie. I nie mogę zgodzić się na pierwszy z twoich postulatów dotyczących naszej ewentualnej współpracy.

Więc jednak to NIE nie było ostatecznym nie. Pocieszające.

Juan Maria Alvarez

Piramida była wysoka i kiedy wspinał się na nią po krwawym dywanie, szybko zorientował się, że rozmiarami przewyższa każdy znany mu budynek na świecie. Była trochę jak we śnie. Im dłużej się wspinał, tym wyższa się wydawała, a jej szczyt był jakby nieosiągalny.

Lecz Juan był uparty i w końcu, po chyba tysięcznym stopniu, szczyt znów zaczął się przybliżać. I w końcu Juan znalazł się tuż przy swoim celu i ujrzał, że nie jest tutaj sam.

Na szczycie piramidy, nad ołtarzem z którego wylewała się nieprzerwanie krwawa rzeka, stał Indianin. Maj, Aztek lub Inkas – Juan nie był ekspertem w dziedzinie historii i nie potrafił poznać po szatach i znakach malowanych na ciele z jakiego ludu pochodzi szaman, bo mężczyzna był kapłanem. Bez wątpienia.

Czarne, niczym kawałki obsydianu oczy nieznajomego odwróciły się w stronę Juana. Dłoń, w której Indianin trzymał ociekający krwią ofiarny nóż, wyciągnęła się w stronę gościa. Krew skapywały z kamiennej klingi na ołtarz z którego wypływała krwawa rzeka.

- Spójrz.

Szaman powiedział to z taką mocą, że Juan musiał się odwrócić.

Wokół piramidy nie było już dżungli. Tylko puste, zalane krwią pola, które zmieniły się w krwiste błoto. A na tych polach zalegały tysiące, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy a może nawet miliony trupów. Mimo odległości Juan widział ich pozbawione krwi i serc ciała, otworzone klatki piersiowe ziejące na świat ciemnym, rozdartym , krwawym wnętrzem. Ciała kobiet, mężczyzn, starców i dzieci, leżące nie jak na pobojowisku lecz jak… jak odpadki wyrzucone do śmieci. Resztki z boskiego stołu.

- Tak było kiedyś. Tak będzie niedługo. Znów.

Indianin spojrzał na Juana. Opuścił sztylet kierując go w stronę sicario.

- Masz. Weź. Będzie twój. Wbij go w serce, kiedy uznasz, że nie ma odwrotu.
I nie pozwól by serce diabła znów zaczęło bić.

Nawet nie wiedział, kiedy zacisnął dłoń na podanej broni.

Zmarli na dole poruszyli się, jakby gwałtowny wiatr poruszył trupami. Z ust zamordowanych wydobyło się jękliwe łkanie.

- Ich lament. Słyszysz go prawda?

Nim zdążył odpowiedzieć obudził się gwałtownie jeszcze przez chwilę słysząc ten upiorny lament. Pierwsze co zobaczył to sztylet tkwiący w jego ręce.
Prymitywny, wykonany z kości, drewna i ostrzu z krzemienia. Ten sam sztylet, który szaman ze snu wcisnął mu w dłonie.

SMS-a od Angelo nawet nie zauważył, ale zobaczył go wchodzącego do mieszkania. Ich spojrzenia spotkały się.

Angelo Gabriel Martinez

Spotkanie z porucznikiem Los Zetas przebiegło naprawdę w porządku.

Opuszczając willę Angelo sam dziwił się sobie, że nawet polubił tego sicario. Jego wyczucie i obycie. Jego prostolinijność podpartą odpowiednią dawką męskości. Jego dobór alkoholu i spokój, jakim emanowała jego aura. To był dobry szef. Skuteczny. Taki, jakim do pewnego czasu był Pies.

Na razie Angelo mu ufał. Oczywiście nie głupio, ślepo czy bezkrytycznie, ale od czegoś musiał zacząć. A jeśli akcja Los Zetas się uda i przejmą Sinaloę, wydrą ją z łap kartelu stworzonego przez El Chapo Guzzmana, to faktycznie to była szansa dla nowych, takich jak SV. Pytanie tylko, jak na to wpływała sprawa z Mistrzem i całym tym podziemnym gównem.

Do domu dotarł bez problemu, zahaczając o monopolowy i upewniając się że nie ma żadnego ogona. Nadal wyczuwał wiszącą w mieście napiętą atmosferę. Ciemne i mroczne siły czaiły się w zaułkach i bramach, obserwując i tocząc swoją niewidoczną wojnę. Napięcie było niemal namacalne. Miasto kipiało, niczym potrawa na kociołku. I trzeba było mieszać, bo się przypalił. To lubił – mieszanie. A umawiając swoich ludzi przeciwko Uccozom i Sinaloi obracał chochlą w kotle naprawdę solidnie.

Zatrzymał samochód pod domem, wyjął zakupy i ruszył na górę. Otwierając drzwi wyczuł, że ktoś już jest na miejscu. Zapach alkoholu, i chyba krwi unoszący się w powietrzu zdradzał obecność któregoś z Węży.

Był to Juan. Siedział na kanapie, niczym ktoś obudzony z ciężkiego, pijackiego snu. W takim na pół przytomnym widzie. W rękach Węża zauważył dziwny, chyba kamienny nóż.

Ich spojrzenia spotkały się.

Alvarez Perez „Oreja”

To nie była złota moneta. Faktycznie. To było … metalowe coś. Płaskie, niczym medal. Wykonane z różnych kawałków metali – przedstawiał węża.

Moneta zniknęła zastąpiona tym czymś. Tylko dlaczego? Kto to zrobił? Jak to zrobił? Czemu zostawił ten bibelot?

Ucho nie lubił pytań. To znaczy lubił je wtedy, gdy mógł zdobyć odpowiedzi.
Informacja była czymś niezwykle ważnym i cennym. A tutaj, jakiś kutas, wyprzedzał go zawsze o cholerny krok. I to nawet wtedy, kiedy nie popełniał błędów. To było irytujące. Jakby ktoś czytał mu w myślach lub potrafił przewidzieć przyszłość i działał tak, aby pokrzyżować mu plany lub popchnąć tam, gdzie miał się znaleźć. Jakby był pionkiem poruszanym po planszy przez nieznane siły. I wkurwiało go to. Tak zwyczajnie.

Szedł ulicą, mijając patrol ochrony i myślał.

SMS od Angelo przyszedł, kiedy był w połowie drogi do knajpki, w której miał się potem spotkać z Jose i Xavim.

To, że jest obserwowany wyczuł po chwili. Czyjaś obecność. Ukradkowa i … niepokojąca. Szedł teraz szeroką aleją, która pełna była barów dla turystów.
Większość nadal było czynnych, mimo późnej pory, a i ludzi na ulicach było sporo – w tym też gringo, trzymający się w grupkach po kilkunastu, dyskretnie pilnowani przez opłaconych ludzi z kartelu. Mazaltan nie cieszył się dobrą sławą, ale łatwość dostępu to tanich i ładnych dziwek, narkotyków i tequili przyciągała amerykanów jak gówno muchy.

Wybrana przez Ucho knajpka nie była z tych popularnych i turyści raczej nie szukali w niej atrakcji. Tutaj pili „lokalsi” – co prawda nie typki spod ciemnej gwiazdy, jak on, lecz normalni ludzie – jednak dla gringos jeden Meksykanim nie bardzo różnił się od drugiego i turyści woleli nie ryzykować konfrontacji.
Nadal jeszcze nie przycichła sprawa zabicia amerykańskiego pisarza i jego przyjaciela, którzy weszli do knajpy rybnej prowadzonej przez ludzi z kartelu El Golfo, tuż przed zamknięciem. Tamtejsi wzięli notatki robione przez pisarza za działanie DEA i zadźgali obu mężczyzn hakami do homarów i kolcami do lodów, a ciała podrzucili pod amerykańską ambasadę dając wyraźny sygnał, że nie boją się obcych sił. To była pomyłka. Pół roku później niemal wszyscy powiązani z tamtymi narwańcami byli martwi lub odsiadywali długie wyroki w USA. Z gringos nie było żartów.

I wtedy go zobaczył.

El Manivela stojący w cieniu pomiędzy dwoma uliczkami. Narwaniec.
Uśmiechał się a w blasku latarni ulicznej uśmiech ten wyglądał naprawdę wrednie. Potem pomachał ręką w stronę Ucha. A ten poczuł, że o ile wcześniej przywódca gangu starała się ograniczać ukrywając swoją tożsamość, teraz – jeśli pójdzie w ten zaułek, zniknie z oczu ludzi – takiego ukrywania nie będzie. Światło, które wylewało się z niego było krwistoczerwone, agresywne i silne a nowo przebudzony instynkt podpowiadał Oreji, że w bezpośredniej konfrontacji siłowej Ucho stoi na z góry straconej pozycji. Że rozwścieczony Narwaniec najpewniej rozszarpie go na strzępy i – jak na razie – jedyną rzeczą, która go od tego powstrzymuje – jest obecność ludzi.

Javier „Xavi” Orozco

Kiedy on pracował nad archaicznym komputerem, jago właściciel oglądał antykwariat szukając śladów wtargnięcia zupełnie nie zauważając faktu, że chodzi po wnętrzu rzeźni. Xavi starał się nie patrzeć na człowieka i krew.

Zajął się swoją pracą.

Na nagraniu nie było niczego. Niczego, poza dziwnymi szumami, trwającymi kilka sekund na chwilę przed tym, jak pojawili się oni. Podobne szumy zobaczył na nagraniu w momencie, w którym w lokalu pojawił się Ucho.
Pojawił zupełnie tak, jakby przeniknął przez ścianę lub teleportował się z zewnątrz do antykwariatu. W jednej chwili na nagraniu go nie było, trochę szumu i zakłóceń i hyc – już jest. Tylko, że w przypadku pojawienia się Ucha szum trwał dosłownie trzy sekundy, a to wcześniejsze zakłócenie niemal pół minuty. Dużo dłużej. I było silniejsze. Chociaż przy obu niczego nie dało się odczytać nawet używając najlepszych programów czyszczących i zaawansowanych technologii. Tego Javier był pewien.

SMS od Angela dotarł do niego w chwili, gdy podjął decyzję, co zrobi z nagraniami.

- I co? Wszystko w porządku?

Jose zainteresował się Javierem, kiedy ten kończył swoją pracę.

- Idziemy spotkać się z Uchem?

Już chciał się zgodzić, ale … Cofnął raz jeszcze nagranie do momentu, w którym były te długie zakłócenia. I wtedy to zobaczył. Piksele białego szumu układały się w niewyraźną, trudno do zobaczenia … postać. Postać z czymś, co mogło być skrzydłami lub czymś, co skrzydła niezwykle przypominało. Nie był to obraz w tego słowa czystym znaczeniu, lecz bardziej jakiś taki … powidok, który układał się pod powiekami, niczym obraz podsyłany przez wyobraźnię.

I im dłużej patrzył, tym bardziej czuł, rozumiał czy pojmowała jakąś swoją nowo nabytą intuicją, że zna tego, kto pozostawił ten ślad odbity w szumie nierzeczywistości. To musiał być facet, z którym spotkał się Ucho. Właściciel szybkiego samochodu. Bacab. Czas szumów idealnie wpasował się w lukę czasową pomiędzy momentem, w którym ich porzucił na ulicy, a możliwością dotarcia do antykwariatu. Zapewne, gdyby sprawdził systemy ochrony wizualnej okolicznych lokali i ulic zobaczyłby ten wypasiony samochód parkujący niedaleko i jego właściciela przemieszczającego się tak, aby przypadkiem nie znaleźć się w polu nagrywania systemów antykwariatu.

To było przeczucie opierające się niemal na przekonaniu.
 
Armiel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-05-2019, 10:29   #117
 
Gryf's Avatar
 
Reputacja: 6604 Gryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputację
- Ale zrobiłżeś na mnie dobre wrażenie. Profesjonalne. Dlatego chętnie wrócę do rozmowy i współpracy, jeśliże zejdziesz w swoichże roszczeniach. Jestem Zegarmistrzem i informatorem, nie zabójcą i sicario. Mogę zgodzić się na twoje, warunki jakieże przedstawiłeś odnośnie tegoż, co nazwałeś projektem. Lecz nie będę w stanie zapłacić ci takiejże ceny, jakiej żądasz. Mogę jednakżesz dać ci namiar na kogoś, kto to zrobi, spłacając w ten sposób swój dług u mnie. I nie mogę zgodzić się na pierwszy z twoich postulatów dotyczących naszej ewentualnej współpracy.

Tito zmarszczył brwi, przez chwilę dekodując w głowie co właściwie powiedział stwór. Stwarzanie pozorów człowieka i używanie hiszpańskiego było dla Oszusta najwyraźniej zasobem wyczerpywalnym, który chwilowo pilnie potrzebował regeneracji. Pomału skinął głową.
- W porządku, zachowaj swój sekret, ale to się nie może powtórzyć. - Powiedział powoli i dobitnie, tonem człowieka, który naprawdę wierzy, że ma coś do gadania. - Wrócę gdy ogarnę swoje bieżące pożary. O jakim namiarze mówisz?

- Ktoś, kto zabija, dla innych. I jest w tym niezwykle dobry. Zabija nie tylko śmiertelnych.

Gangster położył rękę na klamce drzwi wyjściowych.
- Przydałby się. - stwierdził z rozbrajającą szczerością. Miał wrażenie że ta rozmowa trwa miesiąc, jak nie lepiej. W każdym razie czuł się zmęczony, a wszystkie jego karty od dawna były na stole. Może to właśnie była celowa strategia Oszusta. - Tam gdzie idę. Wiesz, ZANIM spotkamy się po 24 godzinach. - doprecyzował, chyba zupełnie niepotrzebnie.

- Nazywa się de Morte, Śmiercią. Ale ludzie znająż go pod imieniem Alfredo de Burrto. Znajdziesz go w jadłodajni dla ubogich przy Slavatore Plaza. To profesjonalista, jakich niewielu w tym mieście. Widziałże rzeczy które wielu innych przyprawiłyby o rychłe unicestwienie.

- Dzięki. Znajdę go. Do zobaczenia.

*

Ile naprawdę trwało to spotkanie? Cięzko powiedzieć. Wieczność, ale wydawało sie, że nadal trwa ten sam wieczór. Gdy Tito opuszczał zakład Oszusta czuł się... no właśnie jak? Starszy? Nie.. to nie to słowo. Zmieniony? bardziej zniszczony życiem?
Po części z powodu rzeczy które zobaczył, ale także decyzji które podjął, ścieżek, które wybrał - póki co w zasadzie tylko we własnym sercu, ale wiedział, że są ostateczne.

Czuł się przemieniony bardziej niż wtedy gdy umarł i ożył jako wampir.

Co innego zostać wrzuconym w Króliczą Norę, a zupełnie co innego zaraz potem budować sojusz niezależne z Królową Kier, Szalonym Kapelusznikiem i Kolesiem Który Buduje Golemy z Dzieci.


*

Tito opuścił zakład zegarmistrza i ruszył w stronę samochodu. Gdy już usiadł z namaszczeniem wyciągnął i założył okulary, następnie wyjął telefon i odczytał wiadomość. Uśmiechnął się. Młody nadal miał priorytety na swoim miejscu. Tito odpisywał długo, starannie celując w kolejne małe literki palcem wskazującym, kilka razy poprawiając błędy autokorekty.

Cytat:
"Mam namiary ostatniego Uccoza, będę niedługo."
Miał zamiar jak najszybciej dotrzeć do Angelo. Czas wydawał się w nadchodzących wydarzeniach kluczowy. Schował okulary i telefon do swoich futerałów, włożył je kolejno do samochodowego schowka i kieszonki na piersi, po czym odpalił silnik, włączył kierunkowskaz i z przepisową prędkością włączył się do ruchu.
 
__________________
Show must go on!

Ostatnio edytowane przez Gryf : 25-05-2019 o 10:31.
Gryf jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-05-2019, 18:29   #118
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16894 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
W jednej chwili Juan miał przed sobą indianina, a moment później siedział na kanapie u Angelo i widział go wchodzącego do mieszkania. W ręce Juana spoczywał prymitywny nóż, ten sam, który widział w swojej wizji. Alvarez rozejrzał się po otoczeniu i jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Angelo.

- Hola - zagadnął - chyba się zdrzemnąłem. Gdzie byłeś?

Martinez chwilę przyglądał się ostrzu w dłoni compadre, jakby oceniał szansę jego użycia przez Juana. Potem westchnął i bez słowa odstawił siatki pod ścianę. Z jednej z nich wyciągnął dwie butelki whisky - nic z wysokiej półki, ale do skucia się całkiem przyzwoite.

- Robiłem rozeznanie kto zabił Psa, załatwiałem sojusze. Jak pisałem, chłopaki powinny wyjść z kicia do jutra, do południa... - odpowiedział, siadając, a właściwie rzucając się na drugi bok kanapy. Wyciągnął jedną butelkę w kierunku Juana.

- To był pojebany dzień... A co u ciebie? Jak wszedłem nie wyglądałeś... no wiesz.
- Puta - zaklął Juan - amigo, co oni z nami zrobili… alko straciło swój smak - mimo tego wyciągnął rękę po butelkę od Angelo. - gracias.
Pociągnął spory łyk i znów uderzył go brak smaku, jakby pił jebaną wodę.
- Spanie też jest ciężkie… próbowałem się zdrzemnąć i miałem jakieś popierdolone wizje. Ocknąłem się jak wszedłeś.
Wziął do ręki w telefon i faktycznie zobaczył smsa od Angelo.
- O faktycznie pisałeś… O jakich sojuszach mówiłeś? No i co z chłopakami… wiesz, oni uniknęli całej tej popapranej akcji z Xolotlem.
Angelo pociągnął łyk z butelki i odchylił głowę na kanapę.
- Taa, dupy i procenty nie smakują jak kiedyś. Za to miałem dziś ochotę oderwać dziwce głowę i wypić jej krew jak w jakimś pierdolonym horrorze. To co ten gnój nam zrobił... nie będę za to dziękował. A na pewno nie tak, jakby chciał. Dlatego gadałem z innymi... stronami. Znalazłem kogoś, kto pomoże się nam odegrać za Psa... ale to opowiem jak inni przyjdą. A teraz, puta, ploteczki - uśmiechnął się krzywo ze swojego żartu - Czaisz, że El Manivela jest w-dupę-jebanym-wilkołakiem? Czaisz to?! Spotkałem go. Szuka Ucha. Mówi, że Oreja wkopał chłopaków z ulicy i może być cwelem federales…
- Pierdolisz? Ten też nie jest normalny.... a myślałem że jesteśmy wyjątkowi - zarechotał - Gadałeś z nim? I żyjesz? No i co z tym Uchem? To przez tych jebanych Narwańców wpakowaliśmy się w to gówno… to oni zadarli z Uccozami i dlatego teraz wódka nam nie smakuje… nie El Manivela to nie jest ktoś komu powierzyłbym choć sekundę swego życia.
Martinez przechylił butelkę, by upić solidny łyk. Niestety, to była prawda - alkohol nie działał już tak jak kiedyś.
- To jest nas dwóch. Niemniej to, co mówił o Uchu... chcę to sprawdzić. Dla świętego spokoju chociażby. No i wiesz... ktoś wystawił Psa. Jeśli to ktoś z naszych... - Angelo pozwolił, żeby groźba zawisła w powietrzu.

- Wystawił albo i nie… Pies z tymi swoimi pierdolonymi tajemnicami sam spieprzył sprawę. Nikt nie wiedział co kombinuje i z kim. Nadal tego nie wiemy…
-Któryś z chłopaków pisał kiedy przyjdzie? - zapytał zmieniając temat.

Angelo wyciągnął telefon. Wampir czy nie, wciąż uzależniony był od największego boga - współczesnej technologii.

 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 27-05-2019 o 18:30. Powód: Post pisany przy współpracy z Gortarem
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-05-2019, 06:44   #119
 
GreK's Avatar
 
Reputacja: 15537 GreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputację
Nawet się nie zdenerwował widząc amulet z wężem zamiast monety. Wiedział, że jej tam nie będzie, że ktoś ich ubiegł, że wydymali ich jak jebane cioty. Bez mydła.

Zawinął świecidełko ponownie w bawełnianą szmatkę i wsunął z powrotem w kieszeń.

SMS od Angelo przyszedł, kiedy był w połowie drogi do knajpki, w której miał się potem spotkać z Jose i Xavim. Prychnął. Tego jeszcze brakowało, żeby jebany pedał Piękna Buźka zaczął przywodzić Serpientes Valientes. Po jego, kurwa, trupie! Oreja był pamiętliwy a sytuacja w gniazdku, gdzie zostawił go samego na schodach, z jebanym gangerem za plecami, urosła w jego głowie do wielkości pierdolonej zdrady. A Pies, w dupę ruchany, sam sobie zapracował na to, co go spotkało. Inna sprawa, że chłopaki z SV poszli do pierdla za niewinność, ale tutaj na wyczucie Pereza nie potrzebowali żadnych sojuszników, żeby ich wyciągnąć. Po tym jak weszli bez problemu do antykwariatu był przekonany, że poradziłby sobie z ich wyciągnięciem tylko z El Nino, a jeśli każdy z sicario dysponował jakąś mocą to powinni to zrobić z palcem w dupie. Z palcem w dupie Angelo.

***W knajpie***
Alvaro wstał. Odsunął krzesło i spokojnie podszedł do szklanej witryny. Spojrzał przez nią na wykrzywioną twarz El Manivela. Zmusił się do uśmiechu, który z daleka, taką miał nadzieję, wyglądał na szyderczy. A później powoli podniósł rękę i wystawił środkowy palec w międzynarodowym geście pozdrowienia. Choć serce tłukło mu się w klatce, wiedział że zdenerwowany przeciwnik, to przeciwnik, który popełnia błędy. Zwiększał swoje szanse.
Szajbus również się wyszczerzył. Jego oczy błysnęły złociście, niczym u psa lub kojota. Gestem dłoni również pokazał ponadnarodowy gest podrzynania gardła kciukiem i wskazał palcem na szybę za którą stał Ucho.
Przynajmniej wszystko sobie wyjaśnili. Odkleił się od szyby i usiadł na swoim poprzednim miejscu. Zaczął od wysłania SMSa do Javiera, z nazwą knajpy w której siedzi Następnie po chwili zastanowienia wykręcił numer do Grubego Alfredo.

- Dzwoniłeś - stwierdził po prostu gdy ktoś odebrał telefon.
- Dzwoniłem - ochrypły głos Szajbusa zmroził krew w żyłach Ucha. - Ale już znalazłem co chciałem znaleźć.
Jak rażony prądem Perez odwrócił się nagle. El Manivela stał ciągle po drugiej stronie ulicy i z telefonem przy uchu szczerzył się do niego. Zimny pot spłynął po plecach węża. Opuścił rękę z telefonem i pod stołem wcisnął opcję nagrywania. Potem wstał i wyszedł na ulicę.

- Skurwysynu, co zrobiłeś z Grubym? - warknął do telefonu wpatrując się nienawistnie w postać po drugiej stronie ulicy.

- Szukałem ciebie. A spaślak niemal sam wszedł mi w łapki. Skurwiel, trzeba mu przyznać, długo się trzymał. A kwiczał przy tym, jak świnka. Kwi, kwi, kwi. Dał mi trochę zabawy, skurwielu. Muszę przyznać.

Głos Szajbusa zmienił się. Był bardziej warkotliwy, zwierzęcy, dziki, nabuzowany gniewem, jakby wspomnienie tego, co się działo budziło w nim bestię.

- Pojebało cię Manivela. A później jaki masz plan? Zajebać wszystkie węże?
- Nie podpowiadaj! Wpierdoliłeś moich ludzi. A teraz twoi za to zapłacą.
- Po tym jak chciałeś odgryźć mi głowę? Jesteś pewien, że to byłem ja?
- Najpierw strzeliłeś mi w kolano, cwelu. Gdybym był tylko człowiekiem, byłbym kaleką, z którego śmiano by się na ulicy. To gorsze niż śmierć. Ale nie jestem i odpłacę ci, przyjemniaczku. Zmienię twoje istnienie i istnienie twojego gangu, rodziny w krwawe piekło. Nikt nie powie, że można zadzierać z Szajbusem.
- Co?! - Alvaro wrzasnął do słuchawki, tak że El Manivela na pewno usłyszał go nie tylko w telefonie ale i przez ulicę. - Popierdoliło cię! Broniłem się jebańcu! Dlaczego miałbym cię atakować pierwszy?
Telefon zawibrował i przez rozmowę przebił się dźwięk przychodzącej w tle wiadomości. Rzut oka na ekran: “Xavi: zaraz będziemy.”
Oreja przerwał rozmowę i nagrywanie. Wstukał SMSa do Javiera. "Uważajcie na siebie. Obserwuje mnie El Manivela. Jest niebezpieczny"
 
__________________
Aktualnie gram w:
Sicarios. Horror. Storytelling. Meksykańskie kartele narkotykowe
GreK jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-06-2019, 08:33   #120
 
waydack's Avatar
 
Reputacja: 16673 waydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputację
Hernan patrzył na wyświetlacz telefonu a potem przeniósł wzrok na drzwi, za którymi stali gliniarze. Jak na żywego trupa czuł się nadspodziewanie dobrze, właściwie nigdy nie czuł się lepiej. To była prawdziwa moc, o której kiedyś mógł tylko pomarzyć. Z taką siłą, taką szybkością nie istniały już żadne granice...O ile wcześniej zastanawiał się jak zakończyć swój żywot, teraz ani myślał gryźć glebę. Odkręcił kran, przemył twarz i ręce pozbywając się śladów krwi a potem spokojnie podszedł do drzwi wejściowych i uchylił je lekko. Uśmiechnął się do policjantów.
- O co chodzi panie władzo? - zapytał.
Policjantów było dwóch. Jeden z przodu - grubszy i masywniejszy, i drugi z tyłu, - z wąsem, niski i chudy. Istny Szybki Lopez. Otaczały ich czerwonawe światła, dość intensywne, wylewające się z nich falą pochłanianą przez mroki nocy.
- Mieliśmy skargi na hałasy - powiedział wyższy przyglądając się Hernanowi z podejrzliwością.
- Przepraszam, oglądałem telewizor i przysnąłem. Wszystko jest w porządku. Wejdą panowie? - przemieniony w potwora sicario nie przestawał się uśmiechać i uchylił drzwi nieco szerzej.
Policjant rzucił tylko okiem. Spojrzał na Hernana i już chciał odejść, gdy ten drugi się wtrącił.
- Możemy zobaczyć jakiś pana dokument?
- Z tym będzie problem - odpowiedział Salcedo drapiąc się po głowie- [i]Dwa dni temu skradziono mi portfel, nie zdążyłem jeszcze wyrobić nowego prawka. Ale moja żona śpi na górze, mogę przynieść jej dokumenty, jeśli panowie sobie tego życzą.
 
waydack jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

« Agenci Spectrum 2 | - »


Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:01.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166