![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #31 |
![]() | Pół-elf Bast i człowiek tropiciel Buri-buri-ghan ukryli się - nie bez trudu - w pewnej odległości od jaszczuroludów... w tym momencie dostrzegli następnych, których wcześniej nie widzieli! Kryli się w krzakach w pewnej odległości od tych klikunastu, których najpierw zauważyliście. Tamci mają specjalne oszczepy do rzucania - ale za późno było już na ostrzeżenie reszty! Co robić, co robić?... O nie! Widzicie, że sami również chyba wpadliście w pułapkę, choć gady o tym jeszcze nie wiedzą. Tych jaszczuroludów są dziesiątki! Następni otaczają was, również skryci, tak jak i tamci, i kryją swoich współplemieńców. Nie widzą was, a wy ich widzicie tylko dlatego, że się poruszają wraz z tamtą grupką. Nie macie watpliwości, że poruszenie się oznacza pewną śmierć. Wojownicy natomiast, niczego nieświadomi, powoli zbliżali się, pewni swego. Aż tu nagle głośny syk z lewej strony! Pojawił się inny jaszczurolud - samotny, chyba z innego plemienia, z włócznią w zielonej, gadziej dłoni. Rzucił się na Tavrusa, sycząc rozwidlonym, długim językiem, a czerwone ślepia płonęły nienawiścią... A obok niego chwilę później pojawił się następny, z początku również chciał zaatakować krasnoluda, spodziewając się, że mniejsza zdobycz jest łatwiejsza, ale gdy tym się zajął jego współplemieniec, zaatakował Legana. Jaszczuroludy są silnymi przeciwnikami, a jednocześnie zwinne i przyzwyczajone do trudnej walki w lesie., i wkórtce odczuliście to na własnej skórze. W końcu nie tak całkiem dawno zajęliście się czymś poważniejszym, i wasz brak doświadczenia dał o sobie znać... Zacięta była to potyczka i nie raz oberwaliście włócznią. Krasnolud był bardzo zawzięty i atakował bez opamiętania, aż wreszcie powalił swojego wroga. Potem skoczył do kompana, pomóc mu, gdy ten również już kończył powoli walkę... Wściekły jaszczurolud, widząc, że z dwoma wrogami nie ma szans, w akcie zemsty wypchnął swoją włócznię, raniąc Tarvena. Ponieważ trafił w miejscie słabo chronione, krasnolud jęknął z bólu i świat mu zawirował przed oczyma... stracił przytomność. Legan to wykorzystał, dobijając gada, jednak sam również ledwo stoi na nogach, i przypuszczalnie następnej takiej ciężkiej walki by nie przeżył. Powracam do akcji dwóch pozostałych członków drużyny. Jak się okazało, nie przypadkowo tylu tych jaszczuroludów tutaj... kiedy was wszyscy ominęli, natknęli się (nieprzypadkowo zapewne) na podobnych sobie, wrogich gadów z innego plemienia. I rozgorzała między nimi zacięta, krwawa walka... zaczęli się obrzucać oszczepami i włóczniami, walka przeniosła się na bardziej bagnisty teren. Ale nie toczy się tylko na otwartym terenie - część z nich walczy z ukrycia, każda ze stron robi też podchody i próbuje z zaskoczenia otoczyć przeciwnika. Walka trwa, a jaszczuroludów coraz więcej tutaj się pojawia! Ze 100 ich jest spokojnie! Wszędzie słychać bitewne, ale nieludzkie okrzyki i syki! Jaszczuroludy to prawdziwie mordrercza, dzika rasa. Nic dziwnego, że Gormijczycy ich unikają. Oceniwszy sytauację, wydaje się, że to dobry moment na ucieczkę dla Basta i Buri-Buri... no chyba, że któryś tak się dobrze ukrył w pobliżu was, że go nie dostrzegliście... Co dalej? |
| |
| Reklama |
| |
| | #32 |
![]() | Podchodzę w miarę bezgłośnie do krasnoluda. Zaciągam go w najbliższą kępę krzaków (bez głupich skojarzeń - nie jest w moim typie)oddalając sie od zwłok jaszczuro-ludów. Jak najciszej zbieram trochę liści i chrustu, zwłaszcza duże liście. Zakrywam nimi krasnoluda, a później siebie, tak aby nie być widocznym. Poczym staram sie uciszyć krasnoluda. Przyłóż rękę do rany, i staraj sie nie odzywać. Za chwilę postaram sie Cie opatrzyć tylko niech jaszczury się oddalą. Poczym upewniam sie że jesteśmy zakryci liśćmi w całości i staram sie nie poruszać i w miarę wyrównać oddech. |
| |
| | #34 |
![]() | Kiedy walka przeniosła się jeszcze dalej, a wokół niebezpieczeństwa nie było widać, Bast zwietrzył szansę do wymknięcia się z nieciekawej sytuacji i uciekł, a Buri-Buri podążył za kompanem. Wkrótce razem się spotkaliście... no cóż, wojacy wyraźnie przeszli ciężką bójkę. Są cali brudni, pokryci zaschniętą krwią. Krasnolud, chociaż okazuje twardość typową dla swego dzielnego ludu, również musiał pożądnie dostać. -Walka i was nie ominęła. - nagły głos wyrwał was z zamyślenia i z zaskoczeniem się rozejrzeliście. Przed wami stanął barhar (humanoid z wyglądu przypominający dzikiego kota - jest zwinny i silny jak pantera czy gepard) , wynurzając się z gęstwiny. Pewnie się zagubiliście? Znam dobrze tutejsze tereny - mogę wam pomóc, jeśli chcecie - a widzę, że pewnie wam się przyda... W milczeniu zastanawialiście się nad słowami przybysza, jednak zanim zdążyliście cokolwiek odpowiedzieć, ten dodał: -Rzecz jasna, w zamian oczekuję pewnej przysługi. Jest jedno miejsce tutaj w lesie... na żadnej mapie go nie znajdziecie, ale jest. Ja znam do niego drogę - i nikt więcej. Możecie sporo zyskać, ale nie chciałbym tam iść sam. Potrzebuję takiej drużyny, jak wasza. Starł resztki krwi z jednego ze swoich dwóch toporów. Ach, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Xoinl, pochodzę z... daleka. Wojaczką zajmuję się od dawna, i uważam, że w tym zawodzie przeżywają tylko najsprytniejsi. To niebezpieczne okolice i myślę, że wzajemnie możemy sobie pomóc. Choć, patrząc na wasz stan, przypuszczam, że wpierw chcielibyście dotrzeć do jakiejś osady, tam zregenerować siły, wyleczyć rany. W razie czego, znam drogę. Wydobył z siebie dziki, obcy wam dźwięk, podobny do mruknięcia tygrysa. Nie zrozumieliście tego. |
| |
| | #36 |
![]() | Tavrus Krasnolud przysiadł wygodnie pod drzewem. Ano, nie mylicie się, mości Xoinl.Przydałoby się znaleźć jakąś osade w której bedzie jakaś karczma, wszak nic tak nie leczy ran jak pieczyste i kufel dobrego piwa. - przygląda się uważnie przybyszowi - A odnośnie tego miejsca które jest tylko wam znane, nie moglibyście nam zdradzić cóż to za miejsce i dlaczegóż tak silny wojak jak wy potrzebujecie pomocy aby się tam dostać. |
| |
| | #37 |
![]() | Zgadzam sie w zupełności z Krasnoludem, zanim Ci pomożemy chcieli byśmy sie dowiedzieć czegoś więcej o tym dziwnym miejscu. A zanim jeszcze wyruszymy, przydał by sie nam odpoczynek w mieście. Więc doprowadź nas do najbliższej osady, wypoczniemy trochę i będziemy gotowi do dalszej przygody. I wtedy damy Ci odpowiedz czy sie do Ciebie przyłączymy Przypominając sobie również o dziwnym zajściu, które miało miejsce tego samego dnia o poranku pytam dziwną istotę: Przy okazji słyszałeś może coś o pewnej kobiecie o ciemnych włosach, nie widzieliśmy jej twarzy ponieważ zakrywał ją kaptur, nosiła dziwny prawdopodobnie drogocenny miecz i posiadającej niezwykle skoczne nogi. Wiesz może kim ona jest... lub czy może ją spotkałeś? |
| |
| | #38 |
![]() | Nie znam żadnej kobiety o skocznych nogach. A co to za miejsce...? Cóż by tu powiedzieć... mogę wam tylko zdradzić to, co sam wiem. Bo mimo, że znam drogę, jeszcze tam nie byłem. Silnym wojownikiem może i jestem, ale sam się tam nie dostanę. Żeby otworzyć przejście, potrzebni są conajmniej 4 mężczyźni, inaczej nici ze skarbu. Chodźmy zatem do miasta. Podróż trwała kilka godzin, wpierw przez bezdroża, później zeszliście na trakt. Kiedy słońce było już nisko nad horyzontem, a niebo zaczęło powoli okrywać się szkarłatem, stanęliście przed otoczoną palisadą, drewnianą osadą, jakich dużo w Gormii. Bramy do miasteczka stały zamknięte, a z wieżyczki powyżej wyjrzał strażnik. Kim jesteście? - zapytał strażnik. Ja i moi przyjaciele jesteśmy biednymi wędrowcami, szukamy strawy i schronienia - odpowiedział barhar. Po tym, jak strażnik dał kompanom sygnał, bramy się otwarły. Widzę, że spotkała was walka w lesie. Udajcie się do naszego Pana. To nie propozycja, ale polecenie - jednak dobrze na tym wyjdziecie, on może wam pomóc wyzdrowieć, zresztą poszukuje ludzi chętnych do zarobku. Wzruszyliście ramionami, a 2 strażnicy przeprowadzili was przez miasteczko. Prawie wszystkie budynki były zbudowane z drewna, niewielu już tu się kręciło Gormijczyków o tej porze. Wkrótce stanęliście przed dużą wieżą, najwyższym budynkiem w osadzie. Drzwi otworzył jakiś jasnowłosy młodzieniec. Witam gości! - powiedział od razu Wejdźcie do środka, najecie się i napijecie czegoś. Nie jesteśmy nazbyt bogaci, ale chętnie dzielimy się tym, co mamy. W ten sposób odwdzięczamy się Mellayasie za jej pomoc i dobre zbiory. Zaprowadził was do salki, gdzie kazał służącemu przygotować nocleg, strawę i kąpiel. Po tym, jak zjedliście i wypoczęliście, ponownie powrócił. Tymczasem Xointl wyszedł ze słowami "nie czekajcie na mnie, nie jadam takich rzeczy, poszukam czegoś dobrego w oberży". Z lekarzem niestety zobaczycie się dopiero jutro, zajmuje się naszymi dwoma wojami, mocno zranionymi przez przeklętego Czarnego Elfa... Cóż, mamy tutaj problem w osadzie, i doprawdy nie wiem, jak sobie z nim poradzić. - zamyślił się młody władca - W okolicy grasuje Elf Aquade - mówią, że to jakiś demoniczny elf, ale ludzie zawsze dużo gadają. Niemniej trzeba przyznać, że jest silny, i zabija moich ludzi jeden po drugim! Jest tak bezczelny, że wkrada się nawet do miasteczka i morduje straż i mieszkańców. Tylko jeden starzec go widział z daleka, ale jest głuchy i trudno się z nim dogadać. Gdybyście byli skłonni pomóc, możecie nieźle napełnić wasze sakiewki. Oczywiście, decyzja należy do was - przemyślćie to, a jutro wieczorem dajcie mi odpowiedź. Mam nadzieję mimo wszystko, że pomożecie... Po tych słowach młodzieniec wyszedł, a wy zostaliście sami w sporych rozmiarów salce. Możecie iść od razu spać, ale możecie też rozejrzeć się po mieście, zajrzeć do karczmy... |
| |
| | #39 |
![]() | Tayrus Po wyjściu władcy wstał i skierował się w strone drzwi w których przed chwilą zniknoł władca. Tuż przed drzwiami zatrzymał się i powiedział do towarzyszy: Jestem cały czas obolały po tej przytaninie z tymi jaszczurkami ale sądze że garniec dobrego piwa lub miodu dobrze mi zrobi, a przy okazji posłucham co ludzi mówią o tym "Demonicznym Elfie" w oberży, tak na wszelki wypadek gdybysmy przyjeli zlecenie władcy. Może uda mi się również spotkać naszego "znajomego" barhara. Wyszedł z budynku i pytając nielicznych o tej porze przechodniów dotarł do karczmy. |
| |
| | #40 |
![]() | Reszta też idzie z Tavrusem? Czy ktoś zostaje?
__________________ Aphalon 2 edycja! - na serwisie moorhold.net |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Aphalon | MistrzGry | Archiwum sesji Innych | 14 | 04-08-2006 11:28 |
| [Aphalon] | MistrzGry | Archiwum rekrutacji | 6 | 02-15-2006 19:37 |