![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #161 |
![]() | Caroline Dziewczyna spojrzała na de Medici z ironią "Oh jakie to przykre. Wielki Pan, a tak się shańbił przepraszając poetke z niższej półki. Żałosny, ale cóż poradzić." - przeszło Caroline przez myśl, zaś gdy ten ucałował jej dłoń poczuła jak jad na jej skórze zżera jej piekno i wypala dziure. Miała ochote jak najszybciej wytrzeć dłoń w suknie jednak postanowiła nie ośmieszać i siebie i de Medici. "Kompletny brak kultury." Gdy Monique odchodziła, poetka poczuła jak coś w niej drgnęło. "Przecież to mogłam być ja..."- pomyślała krótko po czym spokojnie krzyknęła - Monique! - gdy ta się odwróciła dodała - Dziękuje...i do zobaczenia - rzekła odwrócona w jej kierunku po czym obdarowała ją serdecznym uśmiechem. "Jakbym miała spisać historie tego pogrzebu, ona chyba byłaby tu najcieplejszą z osób..." Odwróciła się spowrotem do towarzyszy i słuchała w milczeniu.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| Reklama |
| |
| | #162 |
![]() | Vincenzo : Czekał. Vincenzo po prostu czekał. Przerwał na chwilę swoją mowę i spokojnie zaczął poprawiać koronki od mankietu koszuli, które nieco zbyt wsunęły się w rękaw. Dopiero co przeprosił Caroline i musiał ponosić tego konsekwencje. A konsekwencjami było chociażby, to że w obecności uduchowionej poetki tak trywialna czynność jak odprawienie służącej urastała do rangi pożegnania ukochanej przyjaciółki na wieczność. Irytujące ? Owszem. Głupie ? Jak najbardziej. Zwłaszcza, że nie mieli za dużo czasu i Medyceusz z jakimś masochistycznym zacięciem milczał, czekając aż ten cyrk się skończy. Gdy wreszcie został ponownie zaszczycony uwagą poetki kontynuował : - Pamiętasz zatem Sogniore Lorenzo jak wspomniałeś że powinniśmy porozmawiać ze służacym Leonarda ? Niejakim Carnotto ? Otóż udało mi się ustalić, że ów sługa mieszka przy Rue de la Concorde 11. – stwierdził dyplomata nie wspominając skąd ma tę wiadomość. - Co więcej obawiam się, że musimy z nim porozmawiać natychmiast, gdyż jutro z pewnych względów nie będzie to możliwe. Zatem proponuję byśmy bez zbędnej zwłoki udali się do niego moim powozem. Zakończył swoją przemowę wyciągając dłoń w stronę Anqelique i ofiarowując jej tym samym swoje towarzystwo. W duszy mając nadzieję, iż przytoczone fakty wpłyną nieco pozytywnie na opinię dziewczyny o nim. Opinię na której, ku własnemu zdumieniu, zależało mu. |
| |
| | #163 |
![]() | Lorenzo Słuchając Vinzenzo kiwał tylko potakująco głową. Jednocześnie jednak ważył w myślach każde słowo młodego dyplomaty. Gdy ten skończył podszedł do Monique - Moja droga, messer Vincenzo ma nam do powiedzenia o sprawach zbyt pokrętnych dla tak młodej i niewinnej istoty jak Ty... Wróć teraz do swych obowiązków, nie chcesz chyba, by złe języki spostrzegły zbyt długą Twą nieobecność, a wiesz ile zawistna plotka może zaszkodzić młodej dziewczynie. Ja zaś obiecuję, że dokończymy jeszcze naszą rozmowę i opowiem ci o Florencji, najpiękniejszym mieście stworzonym przez Pana na tej ziemi. Gdy dziewczyna oddaliła się popatrzył chłodno na Medyceusza. Czas chyba na zagranie w otwarte karty. No i jego uwadze, nie uszła zmiana stosunku Florentyjczyka do Angelique . To mogło okazać się w przyszłości przydatne. Na razie jednak trzeba wyjaśnić parę spraw. - Messer Vincenzo zanim udamy się w tę niespodziewaną podróż racz odpowiedzieć mi na jedno pytanie... Mówisz teraz jako papieski poseł, czy przyjaciel tego, w którego domu gościsz, a którego tak ponoć podziwiasz ? Rzecz to ważka i chyba warta tego by poświęcić jej chwilę przed tą nocną eskapadą. Chłodny ton jego głosu świadczył, iż nie zamierza nigdzie się ruszać zanim nie usłyszy odpowiedzi. By złagodzić nieco oschłość wypowiedzi dorzucił. - Zapewne i panna Angelique jest ciekawa odpowiedzi. Mówiąc to patrzył prosto w oczy Medyceuszowi.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| |
| | #164 |
![]() | Przez chwilę poczuła smutek. Wyraz zawodu i żalu na twarzy młodziutkiej służki, który starała się przed nimi zamaskować, był dla niej mocno widoczny. Każdy człowiek jest ważny, bez względu gdzie się urodził. Nauczyła się tego... Uśmiechnęła się do niej, gdy dziewczyna odchodziła. Podała dłoń Medyceuszowi świadoma tego jak to może być odebrane przez obserwatorów. Kolejny konwenans... Z powagą spojrzała na Lorenza. Mówił i pytał szczerze, chodź miała wrażenie, że za jego słowami coś się kryje...
__________________ Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A nie jeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Na bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszytko wie. |
| |
| | #165 |
![]() | - Signore Lorenzo pozwól, że odpowiem pytaniem na Twoje pytanie. Czy pójdziesz ze mną jako przyjaciel Leonarda, czy jako kapitan wojsk króla Francji ? Medyceusz patrzył w oczy rozmówcy nie spuszczając ani na chwilę wzroku. - Czy nie uważasz, że stawianie alternatywy : Jesteś przyjacielem Leonarda, albo służysz królowi jest co najmniej nieuprzejme ? Jak by Ci się podobało gdybym, to ja uzurpował sobie prawo do orzekania kto jest, a kto nie jest przyjacielem Leonarda. Gdybym uważał się za jedynego sprawiedliwego. Vincenzo odczekał chwilę, jednak nie po to by usłyszeć odpowiedzi. - Chcę rozwikłać sprawę śmierci Leonarda. Z Twoją lub bez Twojej pomocy. Powiedział po czym odwrócił się by poprowadzić Angelique do powozu. |
| |
| | #166 |
![]() | Lorenzo Zastanowił się chwilę nad odpowiedział, bo pytanie było ważne a odpowiedz musiała rozważna, ale zatrzymał odchodzącego. - Signore Medici, w bezwzględnej służbie króla Franciszka jestem w sprawach wojny i wojsk mi powierzonych. Tu ma bezwzględne pierwszeństwo posłuszeństwo wobec moich zwierzchników. Ale na razie panuje pokój, a tu jestem jako gość na smutnej ceremonii i reprezentuję tylko siebie i działam jako messer Lorenzo przyjaciel zmarłego. Jeśli jednak o czym pewnie wiedziałbyś pierwszy zostały podjęte już jakieś kroki wojenne, nie mogę pozwolić, by moje działania mogły uznane za działania przeciwko Franciszkowi I, a za takie uznano by współdziałanie z papieskim posłem. Jako dyplomata rozumiesz zapewne te subtelności jak również delikatność sytuacji i Twoją i moją. Natomiast jako najstarszy z obecnych tu przyjaciel Mistrza, mam nie tylko prawo, lecz i obowiązek zadać pytanie dotyczące motywów działania większości tu obecnych. Zatem młody Panie,powtórzę pytanie : czy tę wiadomość przekazujesz jako poseł papieża, czy działasz tak jak ja jako osoba prywatna ? Pytanie zawisło w komnacie i zdało się, że wszyscy obecni tu czekają na odpowiedz Medyceusza.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| |
| | #167 |
![]() | Medyceusz zatrzymał się i wysłuchał słów żołnierza. Wypowiedź była ciekawa, bo zdradzała faktyczne intencje pytającego. Vincenzo westchnął i zadumał się, po czym odpowiedział : - Kapitanie. Podobnie jak ty byłem przyjacielem Leonarda i tą wiadomość przekazuję jego przyjaciołom. Gdyby tak nie było zapewniam Cię, iż unikałbym Twego towarzystwa, jak i pozostałych naszych uroczych towarzyszek. A wymieniony adres sprawdziłbym sam. Cieszy mnie, że zdajesz sobie sprawę z pewnej niezręczności naszej sytuacji. Wiedz zatem, że niezależnie od czystości Twoich i moich intencji nikt w nie nie uwierzy. Nikt nie uwierzy, że nie działam jako papieski poseł, tak samo jak Twoi przełożeni nie uwierzą, że idąc ze mną chodziło Ci tylko o wyjaśnienie okoliczności śmierci przyjaciela. Vincenzo pokiwał smutnie głową : - Sporo ryzykujesz Signore i chyba nawet sam nie wiesz ile, bo moje zapewnienia że działam z prywatnych pobudek, nawet jeśli są szczere, to nic nie znaczą dla Twoich przełożonych. Cenię sobie Twą szlachetność i bezpośredniość, ale jeśli zrezygnujesz z mego towarzystwa, to zrozumiem. Medyceusz ciągle stał czekając na odpowiedź najemnika. Musiał przyznać, że ujęła go bezpośredniość Lorenza, tak samo jak i jego naiwność. |
| |
| | #168 |
![]() | Lorenzo - Signore de Medici racz pamietać o jednym. To FRANCJA, a nie Państwo Kościelne i to ja tu dysponuję realną siłą. Chwilę sapał rozłoszczony, szybko sie jednak opanował. - Skoro zatem sprawa messer Carnotto jest pilna, nie mamy na co czekać. Ruszajmy natychmiast, skreślę jedynie kilka słów. Podszedł do stołu i nakreślił na karcie parę zdań. Posypał pismo piaskiem złożył i starannie zapieczętował nie tylko sygnetem, odcisnął również kapitański pierścień. - Jeśli nic nas już nie zatrzymuje ruszajmy, list oddam po drodze. Podniósł wzrok i poatrzył na Angelique - Czy Ty Pani będziesz nam towarzyszyć ? Pora pózna, ale teraz nikt na naszą nieobecność nie zwróci uwagi. Czy zatem nasze Panie będą nam towarzyszyć ?
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| |
| | #169 |
![]() | Angelique Skłoniła lekko głową signorowi Lorenzo, po czym dodała cichym głosem. -Tak, będę wam towarzyszyć. Razem, być może uda nam się wyjaśnić... na chwile przerwała, nie wiedząc jakimi słowy określić te dziwne zajścia to czego wszyscy byliśmy świadkami...
__________________ Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A nie jeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Na bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszytko wie. |
| |
| | #170 |
![]() | Amboise z godziny na godzinę zatapiało się coraz głębiej w mroku. Był to zarówno mrok nocy, jak i mrok ludzkich duszy. Bo czy ktoś wątpił w to, że pogrzeb Leonarda dla wielu gości był tylko pretekstem? Kto wie, ile zwłok znajdzie służba o poranku, a już z pewnością nikt nie zliczy zawartych tu paktów i składanych przysięg- tych naprawdę ważnych, tych składanych w chwili uniesienia, a także tych, o których wspominamy pod wpływem zdradzieckiego alkoholu. Bohaterowie tego dramatu jednak postanowili wyłamać się z tego przedstawienia. Angelique, Caroline, Lorenzo i Vincenzo powolnym krokiem udali się w kierunku karety należącej do tego ostatniego, z jego wiernym sługą Giovannim na stanowisku swoistego "woźnicy". I chociaż trudno było podejrzewać tą grupkę o przyjaźń i wzajemne zaufanie, to kto wie, jaką dalszą historię napisze dla nich przebiegły los... A ten, jak wiadomo, bywał bardzo okrutny. *** I mimo, że Giovanni był "nikczemnikiem idealnym", to tym razem Vincenzo marzył, by udusić tego tępego sługusa. Zabłądzić w tak małym miasteczku!? Wyjechali co najwyżej godzinę po północy, a teraz pierwsze promienie słońca oświetlały ich twarze... Mniej wytrzymałe kobiety powoli przysypiały, nawet Lorenzo pogrążył się w jakimś stanie zawieszonym między zamyśleniem a półsnem... W końcu wóz się zatrzymał. Nikt nie miał sił, by krzyczeć z radości, nikt nie chciał popiskiwać. Byli zmęczeni, wczorajszy alkohol także dawał o sobie powoli znać. Chwilę zajęły im ciche i skrywane ziewnięcia, a dopiero później zerknęli, gdzie są... Rue de la Concorde 11, "Dom wśród niebios", głosiła tabliczka nad sporymi, niezbyt nowymi drzwiami. Nazwanie domem wśród niebios kiepsko utrzymanej kamienicy sprzed blisko stu lat było typowe dla tutejszych- przesadyzm i szukanie metafor do każdego słowa, typowe. Sama ulica zaś była najzwyczajniej w świecie kawałkiem dobrze wybrukowanej ziemi, ot- dzielnica dla osób wybitnie średnich. Trzeba wejść. Ale jak? Niektórzy mawiali, że słudze Leonarda odbiło, że ma coś poważnego z głową- czy nie rzuci się na nich z bronią? Może w ogóle go tu nie ma? Jak w ogóle mają trafić do jego drzwi? Kolejne problemy i pytania... Głowę Medyceusza zaprzątał jeszcze jeden problem, czy raczej pytanie. "Kiedy oni przyjdą?", czyli "Ile mamy czasu?"...
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Dziesiąta Muza | Kutak | Archiwum sesji Innych | 178 | 02-09-2008 15:58 |
| Jakia muza tu i tam? | Gromnir | Sondy | 1 | 06-08-2007 15:22 |
| Eiga - czyli X muza z Japonii | Nightcrawler | Tokyo Underground | 0 | 04-10-2007 08:56 |
| Dziesiąta Muza... | Kutak | Archiwum rekrutacji | 28 | 05-07-2006 11:55 |