Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-02-2018, 17:12   #1
 
Ranghar's Avatar
 
Reputacja: 16507 Ranghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputację
Mystia(2): Wątpliwe sojusze

Obóz wojsk sojuszniczych rozbity na polanie leśnej, kilka kilometrów pod stolicą królestwa.

Esmeralda

W jednym z większych namiotów trwała od kilku godzin narada z udziałem przedstawicieli gildii i księżniczką. Lysander Gormanter przywódca Czerwonych Lisów , Sagila Maakrina córka Rafaela i jego zastępczyni w dowodzeniu Złotym Lwami, Awadan Illen profesor uniwersytecki magii i aktualny przedstawiciel Zielonych Pand, Gaviel Zorpor przedstawiciel dyplomatyczny i jeden z trzech przywódców Błękitnych Jastrzębi i ona, młoda księżniczka Esmeralda z rodu Białej Niedźwiedzicy.
Większość z nich była skupiona na mapie przedstawiającej trasę od ich obozu do stolicy prowadzącą przez gęsty las. Las od ostatnich dni żył własnym życiem blokując przemarsz większej ilości wojska. Stare ścieżki, dobrze znane myśliwym i zwiadowcą zmieniały kierunek lub po prostu zanikały. Na mapie były zaznaczone punkty, gdzie poprzednie próby przemarszu zakończyły się porażką przez różne pułapki i wilcze doły. Największe straty poniósł oddział kawalerii, który do samego końca nie mógł policzyć się z przegraną, z zasadzkami goblińskich komandosów. Od tygodnia także nie było żadnych wieści od Kadle Kruda królewskiego stratega, który przeniósł się wraz z drużyną zwiadowczą do stolicy za pomocą magii Sargieva Alojzyka.

Do namiotu wszedł nagle żołnierz.
- Lysandrze przybył orzeł z wiadomością – Zameldował speszony tyloma ważnymi osobistościami.
- Dołącz ją do raportów na moim stole – odpowiedział przywódca sojuszniczych wojsk wciąż pochylony nad mapą.
- Tak bym zrobił, ale to twój orzeł Alkazar… - Mężczyzna przerwał wypowiedź widząc nagłe zainteresowania dowódcy, który wystrzelił jak strzała z namiotu. Żołnierz pobiegł zanim odwijając część wyjściową namiotu. Reszta również ruszyła powoli na zewnątrz, gdzie Lysander podchodził do namiotu naprzeciwko, gdzie siedział cień potężnego niegdyś orła. Ptak był strasznie wychudzony na skraju śmierci głodowej i zaniku mięśni.

Przywódca gildii wyciągnął rękę w górę, na którą powoli zszedł ptak. Sięgnął do obrączki z wiadomością i podszedł do zebranych rozwijając malutki zwój.
- Całe miasto zalane morzem wrogich oddziałów. Zieloni to tylko początek kłopotów, coś znacznie gorszego musi nimi kierować. Wykonaliśmy ostatnie pchnięcie. Zdobyliśmy most zwodzony w dzielnicy Bram. Jeśli macie coś zrobić to teraz, ta doba może być naszą ostatnią. Przepowiednia się spełniła, jest wśród nas nowa Walkiria Wsechstwórcy. Sagilo, moja córko przepraszam, jest mi tak bardzo przykro. Jeśli to jakoś pomoże to masz pozwolenie uderzyć Lysandra, konsekwencje biorę na siebie. – Rafael Maakrin – Mężczyzna skończył czytać wiadomość i spojrzał na zebranych. Zamiast tego zobaczył zbliżającą się okutą w ciężką zbroje dłoń kobiety, która uderzyła go w twarz. Z ust i nosa trysnęła krew barwiąc trawę. Długie blond włosy zafalowały gniewnie. Rude źrenice oczu by pełne łez, które zaczynały ciec po jej twarzy.
- Załużem na to – powiedział bezbarwnym tonem mężczyzna pocierając policzek.
Kobieta wymierzyła drugi cios, który załapał przed swoją twarzą.
- Ten zachowaj dla niego, on też zasłużył na to – pociągnął kobietę do siebie przytulając ją do piersi i pozwalając zakryć i osuszyć łzy przed resztą zgromadzonych.
- Nienawidzę was obu! – rzuciła z cichym oskarżeniem.
- Wiem, przepraszam – rzucił jej do ucha odsuwając ją na bok, aby mieć wolną drugą rękę. Wykonał sekretne gesty ręką przed dziobem orła i wypowiedział szeptem kilka słów.
- Daje ci prawo mowy, a więc mów. – Dodał głośniej na koniec.
- Intruzi, dużo, dużo, jeść nas, bez wody i jedzenia, długo, jeść nas, bez wody i jedzenia, odgłosy, walka, opiekun z jedzeniem i wodą, mieć najwięcej sił, dostać wiadomość od płonące oczy. Płonące oczy dobra, świetlista jak dzień. Poczuć wiatr, widzieć zielony ocean, walka, dym, krew, las, ty, uderzony, ranny, słaby wojownik. – Orzeł ucichł i pochylił głowę, mężczyzna pogłaskał go.
–Odpoczywaj, dobrze się spisałeś.

Kilka chwil później wszyscy wrócili do namiotu, naradzając się na nowo. Córka Rafaela osuszyła łzy i unikała patrzenia na Lysandra, który ścierał krew z twarzy.
- Dobra, czas działać jeśli chcemy mieć dom, do którego można powrócić. Nowy plan, posiłki od druidów na czoło czterech kolumn. Każda gildia rusza innym szlakiem prowadzona przez druidyczną magię, tym którym się uda pędzą do mostu i wspierają obrońców w dzielnicy Bram.
- To absurd –rzucił profesor.
- Takim planem skazujesz część z nas na śmierć! Nie wszyscy przedrą się przez las i ukryte w nim hordy wroga. Jedynie idąc dużą grupą mamy szanse na… - Zaczął sprzeciwiać się dyplomata.
- Na co mamy szansę? Stracić resztę kawalerii, utknąć wozami i zablokować mobilność wojsk, czy zaalarmować wielkim klekotem każdego przeciwnika w lesie. Szczególnie z tym wielkim czymś. Słuchajcie nie ma przy nas Kadle, który ułożył by wielki plan. Pewnie wszystkimi sposobami zabezpiecza dla nas most – mężczyzna usiadł i pogłaskał rozbitą wargę.
- Sami widzicie, że nie ma czasu do zmarnowania, to gra o wszystko – mężczyzna naciskał na zgodę rady. Wyciągnął miecz i zwiesił w powietrzu nad mapą.
- W mieście zostało dwóch pozostałych przywódców jastrzębi, to parszywe gnojki bez których świat byłby lepszy, ale nawet oni nie zasługują na taką śmierć – Gaviel, lord dyplomata wyciągnął bogato zdobioną szable i przyłożył do miecza Lysandra.
- Uniwersytet Magii i Wiary nie zostanie skażony przez zielonych troglodytów – Złota laska z wijącym się po niej złotym wężem dołączyła do wyciągniętych broni.
- Ludzkie życie to nie gra. Niech Wszechstwórca ma w swojej opiece wszystkie dusze, nawet te które dziś do niego wyślę! – Blondynka wyciągnęła przed siebie pustą rękę. - Gniewie Serafa – wypowiedziała dwa słowa wypełnione gniewem, a wokół jej ręki zatańczyły pióra, które uniosły jej blond loki. Pióra upadając ukazały świetlisty miecz, który dotknął pozostałych broni. Oczy kobiety zapłonęły ognistymi płomieniami.

Wzrok zgromadzonych padł na młodą kobietę siedzącą na dużym ozdobnym krześle. Przez większość spotkania milczała podpierając policzek i marszcząc oczy. Każdy mógłby stwierdzić, że młoda księżniczka była znudzona całą naradą i marzyła o bardziej dworskich rozrywkach. Jednak uczennica Kadle, najbieglejszego królewskiego stratega analizowała każdą znaną jej wojskową strategię. Dziesiątki formacji i szyków, setki różnych umiejętności zwerbowanych wojowników i musiała przyznać Lysandrowi rację, nie miała więcej czasu na dumanie, gdy jej królestwo od tygodni już wymierało.
- Wasza Wysokość raczy wydać pozwolenie? – Gaviel wydobył umysł Esmeraldy z głębokich rozważań. Spędzili ostatnio dużo czasu na misjach dyplomatycznych w krainach elfów, więc zdążył się przyzwyczaić do nawyku rozbudzania.

Wszyscy

Obóz był całkiem słusznych rozmiarów, na wietrze trzepotały sztandary wielu różnych gildii. Sporą rzadkością we współczesnych czasach było zobaczyć przy sobie tylu członków rywalizujących ze sobą gildii w jednym miejscu. Co dziwniejsze po rywalizacji też nie było większych śladów, co wszyscy zgodnym głosem przypisywali obecności księżniczki w obozie. Jako ostatni członek królewskiego rodu wzbudzała we wszystkich poczucie opieki i jedności. Jednak nie były one wzbudzane z żalu po domniemanej śmierci króla, a po uporze i sile godnej niedźwiedzicy z królewskiego herbu. Jak na aktualnego władcę królestwa przystało poderwała w ciągu kilku dni całe królestwo do boju, wezwała wszystkie przysługi od najstarszych starożytnych paktów i traktatów.

Druga partia posiłków i żołnierzy dotarła wczoraj do obozu. Jak tak dalej pójdzie to w ciągu następnych tygodni będzie można spróbować odzyskać miasto. Wraz ze zwykłymi żołnierzami dotarli również druidzi, alchemicy, rzemieślnicy i bardziej tajemnicze osobowości. Największą radość wzbudziły wozy z prowiantem i uzbrojeniem, które jednak były zarezerwowane dla mieszkańców miasta.
Żołnierze przy ogniskach opowiadali swoje historie, bardziej doświadczeni druidzi krzątali się po obozie uzdrawiając rannych. Alchemicy również rozdawali różne napoje uświeżające ból i wstydliwe dolegliwości.

Było południe kiedy zagrały trąbki. Kapitanowie drużyn zaczęli się drzeć na żołnierzy.
- Zwijać się! Pakujemy obóz! Za godzinę ruszamy na zamek!
Z różnych plotek i rozkazów było można wywnioskować, że każda z czterech gildii formowała osobną karawanę otoczoną żołnierzami w większości ze swoich członków. Powstał też piąty mniejszy szyk zrzeszający się pod królewskim herbem białej niedźwiedzicy, zabierający ze sobą niezrzeszonych najemników i większa część z przybyłych posiłków.

Jednak najbardziej fascynującym widokiem w obozie była obecność olbrzyma ubranego w zbroje i trzymającego ogromny miecz, przypominający klucz.

 

Ostatnio edytowane przez Ranghar : 02-07-2018 o 23:30.
Ranghar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-02-2018, 01:01   #2
 
Zaalaos's Avatar
 
Reputacja: 12453 Zaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputację
Obóz alchemików był położony najdalej od pozostałych taborów i to z bardzo dobrego powodu. Co i rusz przydarzały się tam mniejsze, bądź większe eksplozje, a niejeden niebezpieczny reagent spoczywał w wiadrach w których normalni ludzie trzymaliby choćby wodę. Dla kogoś nieobeznajomionego z arkanami tej sztuki było to ni mniej, ni więcej, tylko zabójcze pole minowe, gdzie na nieostrożnego czekać mogła śmierć. Bolesna śmierć.
Cóż, nie żeby robiło to komukolwiek większą różnicę. Las bywał równie zabójczy, a wielu ludzi, w tym alchemików, zginęło w trakcie podchodów zielonoskórej zarazy, dlatego też ci ludzie nauki zadbali o stosowne zabezpieczenia, choćby w postaci płyciutkiej fosy, wypełnionej ciosanymi osikowymi kołeczkami. Każdy szanujący się wojak splunąłby na widok takich zasieków i przeszedł przez nie raźnym krokiem. To jest spróbowałby oczywiście, bowiem fosę momentalnie można było wypełnić alchemicznym ogniem, którego to zapasy członkowie gildii tworzyli nieprzerwanie. Wielu z nich, w szczególności starszych i doświadczonych, obruszało się na to zadanie, jako niegodne ich kunsztu i umiejętności, ale w czasach wojny trzeba było zepchnąć swoje naukowe aspiracje, na rzecz wysiłku zbrojnego.
Nie inaczej było z młodym Bartholomeusem, wciąż alchemicznym czeladnikiem, a nie pełnoprawnym członkiem gildii.

***

Nad drobniutkim ogniskiem stała prosta, lecz solidna aparatura. Mosiężny alembik miał czerwone od żaru dno, a ze środka dobiegał niepokojący dźwięk. Jego końcówka wpadała do butelki, którą trzymał wspomniany chwilę temu mężczyzna, a między brzegami szklanego naczynia, a alchemicznym przyrządem była jakaś dziwna, czarnawa substancja, odcinająca dopływ powietrza do środka. To chyba była smoła.
- Raz, dwa, t-t-trzy… - alchemista odliczał na głos, wyraźnie mierząc czas, bowiem to właśnie ona, ta czwarta współrzędna rzeczywistości miała kluczowe znaczenie w jego fachu. W końcu, gdy uznał że uzyskał satysfakcjonującą ilość specyfiku szybkim, zdecydowanym ruchem szarpnął za butelkę, drugą dłonią wpychając smołę do jej szyjki.
Z końcówki alembika wypłynęło jeszcze kilka kropel jakiejś substancji, która spektakularnie buchnęła ogniem. Bartholomeus zestawił alembik ze swojego polowego palnika. Udało mu się niczego, a w szczególności siebie, nie podpalić.
Podrzucił trzymaną butelkę w dłoni i złapał ją pewnie. Alchemiczny ogień. Wiodąca prym substancja gdy trzeba było coś podpalić. Równie zabójcza, co użyteczna. Słyszał że prawdziwi wirtuozi alchemii używają go w swoich palnikach, aby w perfekcyjnie kontrolowany sposób regulować temperaturę. Cóż, może kiedyś będzie miał szanse by go w takim celu wykorzystać. Jak będzie miał czas, środki i spokój.
Mężczyzna odetchnął głęboko i położył butelkę na stosie. Jego tygodniowa robota, z odrobiną dumy zauważył że wytworzył więcej alchemicznego ognia niż wymagały panujące w stanie wojennym przepisy gildii. Teraz pozostawało go jeszcze znieść do składu.

***

W obecnych warunkach składem był dość duży namiot, otoczony kilkoma krytymi wozami. Każdy z nich był pełen starannie oznaczonych skrzyń. We wnętrzu namiotu stało biurko, otoczone skrzyniami podobnymi do tych na wozach i wyraźnie w trakcie wypełniania. Jeden rzut oka starczył Bartholomeusowi na rozpoznanie zawartości. Alchemiczny ogień. W środku namiotu była jeszcze jedna rzecz. Krzesełko, na którym zasiadał mężczyzna którego ciężko było nazwać starym. Jak już to wiekowym. Na swoim nosie miał okulary i skrobał coś w rozpostartej przed nim księdze. Jako oświetlenie służyła mu samotna świeczka.
- Dzień dobry M-m-mistrzu. - wydukał alchemik podchodząc do biurka. Ostrożnie zdjął plecak i zaczął wyjmować z niego zawartość.
- Dzień dobry Barth. Co tam u taty? - zagaił starzec. Zadawał to samo pytanie każdego dnia, od momentu gdy młodzianin dołączył do wyprawy i każdego dnia zapominał odpowiedzi. Jeśli chodziło o sprawy związane z jego fachem starzec miał umysł ostry niczym żyletka, jeśli chodziło o inne… Cóż, nie było najlepiej.
- D-dobrze Mistrzu, przynoszę, ogień al-al-al... - chłopak wyraźnie się zaciął
- Alchemików. - podpowiedział uprzejmie Mistrz - Dobry Wszechstwórco, kiedy wstąpiłeś do gildii? Jak to przegapiłem? - spytał. Po raz kolejny. Tego tygodnia. Na jego twarzy błąkał się leniwy uśmiech.
- Dalej t-t-terminuję. U taty. - odparł młodzieniec, mając uczucie strasznego deja-vu. Nawet chyba zająkał się identycznie. - P-piętnaście butelek po pół l-litra. - powiedział i podszedł do biurka. Starzec wpisał odbiór ognia, a młodzieniec podpisał się pod nim. Bartholomeus Mandragora. Przynajmniej pisząc się nie zacinał.
Westchnął delikatnie i odsunął się od stołu. Jego obowiązki zostały na dzisiaj spełnione.
- Do z-zobaczenia Mistrzu. - rzucił i obrócił się na pięcie.
- Czekaj chłopcze. To ważne. - powiedział starzec nieco zmienionym głosem, totalnie zaskakując alchemika. - Jutro, Biała Niedźwiedzica, jesteś wpisany. To ważne.
- Mistrzu?
- To ważne. -
powiedział z mocą starzec i nagle zwiotczał. Po dwóch sekundach podskoczył w krześle. - O Barth, chyba zaspałem. Co tam u taty?

***

Spotkanie z wiekowym mistrzem było niepokojące, bo odbiegało od schematu do którego mężczyzna zdążył się już przyzwyczaić. Te słowa… Brzmiały zupełnie jakby starzec na króciutki moment odzyskał trzeźwość umysłu. Biała Niedźwiedzica… To naturalnie musiała być księżniczka. Czyżby plotki o nadchodzącej wyprawie były prawdziwe? Z jednej strony cieszył się że wreszcie będą w ruchu, ale z drugiej… W czasie postoju mógł znaleźć sobie wygodne miejsce, na tyle daleko od ludzi by czuł się komfortowo i na tyle blisko by był bezpiecznie. W czasie przemarszu szanse na jedno i drugie było równe zeru. Westchnął delikatnie. Słyszał że grupka pod herbem księżniczki będzie mniejsza, ale też bardziej elitarna. Jeśli słowa starego alchemika były prawdziwe to kopnął go nie lada zaszczyt. Bartholomeus zacisnął pięść, wiedział co zrobi. Byle prędzej ruszył do swojego odosobnionego ogniska. Musiał się spakować.

Z zamyślenia wyrwało go zderzenie. Młodzieniec poleciał na ziemię razem z nieznajomą mu kobietą, a jego dłoń powędrowała tam gdzie nie powinna. Z niemal kocią gracją zerwał się na nogi i wyciągnął w stronę kobiety dłoń.
- Przepraszam z-zagapiłem się. - rzucił, łapiąc z nią kontakt wzrokowy i uśmiechając się uprzejmie.

W zawirowaniu z jego głowy zsunął się kaptur, odsłaniając twarz. Cóż, było na co popatrzeć. Piękna, szeroka szczęka, przypisywana herosom i bohaterom, nos wyciosany niby z marmuru, zgrabnie sterczący z twarzy. Włosy spływające w dwóch kruczo czarnych kaskadach po bokach twarzy, sięgających tuż za uszy. Szlachetne łuki brwiowe i położone pod nimi oczy… Oczy jak u węża. Fosforyzująco zielone, odbijające światło obozowych pochodni. Pionowe źrenice i całkowity brak jakiejkolwiek kryjącej się za nimi emocji. Oczy drapieżnika. Skóra blada, niemal jak gips. Czarne żyły znaczące lico, niczym dopływy jakiejś, obrzydliwej, toksycznej rzeki. I blizny. Cała prawa część twarzy była nimi pokryta, deformując skórę tak dalece że nawet mimika tej strony była ciut inna niż po lewej. Takiego paskudztwa ciężko byłoby szukać w cyrku.
- D-demon, na Wszechtwórcę zostaw mnie! - krzyknęła kobieta gdy pierwsze zaskoczenie minęło. W przerażeniu zaczęła się cofać w tył, uciekając od wyciągniętej dłoni. Dopiero po chwili przypomniała sobie że ma nogi, zerwała się i pobiegła w noc.
Barth westchnął delikatnie. Nie próbował nawet za kobietą biec, przepraszać, czy próbować się wytłumaczyć. Tylko pogorszyłby sytuację.

***

Następnego dnia z samego rana był już na nogach. Przywdział lekką, skórzaną zbroję, u jego pasa był prosty, żołnierski miecz i proca. Przez pierś przebiegał bandolier, wypełniony alchemicznymi reagentami i butelką alchemicznego ognia. Oprócz tego w przepastnych kieszeniach swego płaszcza trzymał inne, mniej reaktywne przedmioty. Jak choćby butelkę rumu, czy dymne patyczki. Zarzucił sobie na ramię plecak, wypełniony całym jego dobytkiem, głęboko naciągnął kaptur na twarz i ruszył do centralnego obozowiska, by dołączyć do oddziału Księżniczki.
 
Zaalaos jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-02-2018, 14:21   #3
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Reputacja: 17148 Plomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputację
Czarnowłosy mężczyzna siedział oparty o koło wozu. Miał na sobie niefarbowaną, lnianą tunikę i podobne spodnie. Jego brązowe oczy, raz jak nigdy były skoncentrowane w miarę jednym miejscu. Przebiegały po mieczu i pancerzu giganta. Biorąc pod uwagę jego wielkość, nie widział problemu ze znalezieniem kowala, który by wykuł te potworności. Bardziej zainteresowany był bardziej przyziemnymi rzeczami, jak chociażby to, gdzie znaleźli odpowiednio wielkie palenisko, jak mocno prężył metal w ostrzu, czy była to stal, czy żelazo. Zamyślony przeżuwał suszoną wołowinę, której już od jakiegoś czasu miał serdecznie dość. Mógł założyć, że do grzania mogli wykorzystać wulkan, albo smoczy ogień, o ile komuś udało się schwytać i wytresować smoka, do zionięcia powolnym płomieniem. Klinga mogła być odlewana z surówki. Co prawda byłaby wtedy bardziej krucha, ale nie był pewien, czy przy aż takiej grubości ostrza, miało to jakiekolwiek znaczenie. Zaplutł palce w brodę i myślał.

- Kłos, słyszysz mnie?! Ruszaj dupsko, szykuj wóz, za godzinę wyjazd. - Sierżant Aberil miał dość donośny głos. Udało mu się przekrzyczeć miarowe walenie młota, dochodzące z wozu Raileyna. - Godzina?! Jak Milton przyprowadzi mi Milana i Kwiatuszkami, to się jeszcze wrócę z tą porcją pajączków. - Rzucił w odpowiedzi i wrócił do kucia. Nie zostało mu dużo, a zawsze szybko mu szło przy robocie. Potem zostało tylko zaprząc wałachy i podjechać na miejsce zbiórki. Od czasu, kiedy przydzielili go do jednostki, przynajmniej z tym nie było problemu. W tej kwestii wojskowi było jakoś bardziej zorganizowani. Zgadywał, że to kwestia praktyki i motywacji. Spokojnie skończył pracę, gorące węgle schował do żelaznej skrzyneczki, zanim wygasił palenisko i poszedł się umyć. Reszta już była rutyną.

Godzinę później, stawił się gdzie trzeba. Na sobie miał lekki pancerz, obok na koźle leżała kuszą, zaś na uchwycie z boku, tarcza. Za nim na wozie leżał plecak, z najpotrzebniejszymi rzeczami, który można było zawsze łatwo schwycić, gdyby trzeba było opuścić wóz. Prawie nie wyobrażał sobie sytuacji, w której byłoby to potrzebne, ale aż za dobrze wiedział, że na wojnie wszystko się może zdarzyć. Zwłaszcza, że proporce do których zwykle był przydzielony, stały tuż obok proporców księżniczki.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-02-2018, 16:25   #4
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Randar Żelazny Liść dotarł do obozu z pozostałymi druidami. Dołączył do nich niedawno, wróciwszy ze swojej wyprawy. Teraz pełen animuszu chciał walczyć o miasto.

Krasnolud był postury, rzec można, bardziej atletycznej, niż większość jego pobratymców. Twarz w większości była skrytą za kapturem oraz bujnymi wąsami i brodą, które były splecione w warkocze.

Ubrany był w zielonkawy strój nawiązujący swym kolorem do zieleni lasu. Pod lekkim płaszczem skrywał się prosty drewniany pancerz. A sam krasnolud podpierał się się solidnym drągiem.

Trzymał się raczej na uboczu, za jedynego towarzysza mając przez większość czasu swojego najlepszego "przyjaciela" - młodego dziczka.

***

Gdy usłyszał, że czas na wymarsz się zbliża, krew w nim wezbrała. Był gotowy, pełen sił, zapału i ambicji. Chciał przelać część plugawej krwi, należącej do zielonoskórej zarazy. Wieprz najwidoczniej czuł to samo. Nerwowo przebierał nogami i pochrząkiwał. Widać było, że i on przeczuwał zbliżającą się wielkimi krokami jatkę.

Przeczuwając, że szyk zrzeszający się pod herbem białej niedźwiedzicy, może się okazać przewodnim, zrobił wszystko, by dołączyć się właśnie do niego.

Byli gotowi… Brakowało tylko rozkazu do wymarszu...
 
AJT jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-02-2018, 18:48   #5
 
Vesca's Avatar
 
Reputacja: 10687 Vesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputacjęVesca ma wspaniałą reputację
Był już poranek, a ona czuła się zmęczona. Nie było to jednorazowe wrażenie, ten stan pogłębiał się z każdą kolejną dobą, którą spędzali na przygotowaniach. Tak jak w pierwszych dniach miała pełno energii, tak teraz miała jej coraz mniej. Brakowało jej działania.
Esmeralda wiedziała jednak, że planowanie i strategia były naprawdę istotnymi częściami kampanii. Choćby niefortunna porażka konnicy wskazywała na to, że nie można było tej sprawy brać lekką ręką.
Nawet doskonałe przygotowanie, jakie otrzymała od Kadle Kruda nie mogło jej odpowiednio zahartować na to co działo się przez ostatni czas. Odkąd tylko wróciła w pośpiechu z Zakarii wraz z niewielkim oddziałem gwardii królewskiej, która towarzyszyła jej w podróży politycznej, nie przespała spokojnie ani jednej nocy. I choć wysypiała się, to sny jej były na tyle niespokojne, by budziła się wielokrotnie po zmroku, nieprzyzwyczajona do takiego niepokoju.
Może i była córką króla, ale nigdy nie przypuszczała, że los postawi ją w takiej sytuacji.

Narada rozpoczęła się gdzieś około godziny dziesiątej i trwała od tego czasu. Wszyscy doradcy zebrani w namiocie dyskutowali zawzięcie, czasem przekrzykując się wzajemnie, lub zgadzając, co jednak nie odwracało jej uwagi od własnego toku myślenia. Esme nie miała w zwyczaju zabierać głosu zbyt często, uważnie jednak wychwytywała tematy, które poruszali pozostali.
Czarnowłosa lekko stukała palcami odzianymi w ciemną rękawiczkę, o podłokietnik fotela na którym siedziała. Przy jej boku, zaczepiona na pasie o poręcz spoczywała szabla. Młoda dziewczyna wodziła wzrokiem po mapie i figurach, które na niej porozstawiano. Ilekroć przesuwała wzrokiem po terenie, tyle razy żadna z obmyślonych strategii nie wydawała jej się dość bezpieczną. Utrata sił mogła mieć znaczący wpływ na przebieg walki, gdy dostaną się już do miasta…
Za każdym jednak razem, gdy księżniczka wybiegała w tym kierunku myślą, karciła się za dzielenie skóry na niedźwiedziu. Najpierw bowiem musieli przedrzeć się przez las… Las w którym nigdy się nie zgubiła i w młodszych latach obawiała co najwyżej lochy z warchlakami, teraz stanowił niebezpieczną pułapkę. Ogromną pomocą będą posiłki, które dotarły do obozu wczorajszego dnia. Dzięki nim, powinni zdołać przedrzeć się do granic murów. Pozostawało tylko pytanie: Co dalej?

Kiedy już przypuszczała, że odpowiedź nie nadejdzie i pozostanie im planowanie strategii w biegu, Wszechstwórca uśmiechnął się do nich. Do namiotu wszedł żołnierz z wieściami dla Lysandera. Na początek wszyscy zawiesili na nim oczu, niezbyt przejęci wieścią o orle. Kiedy jednak padło hasło jaki był to orzeł, wszyscy, włącznie z Esmeraldą opuścili namiot narad strategicznych i udali się do tego, w którym odpoczywało teraz stworzenie.
Esme nie przeszkodziła Sagilii w rozładowaniu frustracji i złości. Skoro Lysander zasłużył, to powinien sobie poradzić.
Alkazar przyniósł wieści, które rzucały nieco swiatła na sytuację w mieście. Esme jednak zamiast się ucieszyć, pogrążyła się ponownie w myślach.
Ponownie w namiocie narad, zasiadła na swym fotelu i skoncentrowała się na mapie. Przebiegła wzrokiem po dzielnicy Bram, gdzie zawzięcie bronił się bastion zamkniętych za granicami muru ludzi, może i teraz wytrzymywali, ale jak długo to potrwa?
Wtem Lysander wysnuł nowy plan. W pierwszej chwili, księżniczka była nieco zaskoczona, że tak odważnie chciał zadziałać. Jednak… Jednak miał rację. Doradcy w końcu przystali na ten plan i ich spojrzenia spoczęły na niej. Esmeralda zerknęła na Gaviela, który zwrócił jej uwagę na siebie. A następnie opuściła dłoń, ktorą do tej pory podpierala głowę
- Potrzebujemy sił, by przetrwać to starcie. Takie posunięcie, to naprawdę ogromne ryzyko - przemówiła stanowczym tonem czarnowłosa dziewczyna, co jakby nieco ostudziło zapędy zebranych w namiocie osób
- Jednakże… - znów zaczęła i wszyscy nieco zesztywnieli
- Jednakże lepiej jest nieco stracić, by zyskać wiele, niż siedzieć w miejscu i porzucić wezwanie o pomoc od naszych braci i sióstr. Dość już czekaliśmy. Oby bogowie mieli nas w opiece - to mówiąc wstała, a po namiocie rozszedł się metaliczny dźwięk wyciąganej z pochwy, ozdobnej szabli, którą księżniczka przyłożyła do złączonych nad stołem broni
- Rozesłać wieść. Wyruszymy godzinę po południu, według pomysłu Lysandera - oznajmiła i popatrzyła po doradcach królewskich, którzy wyraźnie już zgodnie zaakceptowali ten plan.

***

Przygotowania do wymarszu kolumn trwały w najlepsze. Każdy z orszaków miał sobie liczyć około tysiąca istot. Środkową kolumnę stanowili najemnicy, wsparcie, które przybyło poprzedniego dnia, jednak największe zainteresowanie wzbudzał odpoczywający w swej niesamowitej zbroi olbrzym, który również stanowił część przybyłych poprzedniego dnia posiłków. W kolumnie przemieszczać się miały także wozy z bronią, żywnością, oraz opancerzeniem. specjaliści wszelkiego rodzaju przemieszczali swe wozy, ustawiając się w szyku. Na swym miejscu w orszaku zajął już także oddział gwardii królewskiej, który towarzyszył księżniczce podczas wyprawy i tym razem również miał nie odstępować jej na krok. Sztandary z Białą Niedźwiedzicą, przechadzającą się między trzema drzewami na ciemnozielonym tle łopotały rytmicznie na wietrze, do rytmu z uderzeniami kopyt wyczuwających zbliżające się wydarzenia koni, tworzyły niesamowitą muzykę. Pył wzbijał się i opadał, gdy kolejne grupy, czy pojedyncze jednostki przegrupowywały się na swe miejsca, zaczynając tworzyć odpowiedni szyk. Brakowało jednak jednej osoby.

Namiot do narad, oraz jej ‘prywatna kwatera’, jak żartobliwie nazywała zajmowany przez siebie, następny płócienny domek, zostały zwinięte i już zabrane do szyku. Wzdłuż kolumny zbierającej się na środku, kompletnie z boku, powoli szła, równym stępem, śnieżnobiała klacz. Zapewne nie zwracałaby na siebie uwagi, gdyby na jej grzbiecie zasiadał ktoś inny, ale widok młodej, bo zaledwie dwudziestojedno letniej, odzianej w ozdobny lekki pancerz, dziewczyny wyraźnie wzbudzał zainteresowanie.
Cichy szmer rozniósł się wśród tych, którzy pierwsi ją zauważyli
‘Księżniczka’, ‘Wasza Wysokość’... Jak przedziwne echo, rozniosło się i popłynęło falą dalej, wyprzedzając jej spokojne przemieszczanie się w stronę punktu, gdzie zatrzymała się gwardia.
Czarne włosy dziewczyny, zebrane były rzemykiem na wysokości jej karku. Jej zielone, zawsze zamyślone, szczere oczy wpatrzone były gdzieś daleko, poza linię kolumny. co jakiś jednak czas, przesuwała wzrokiem po mijanych osobach. Nie wyglądała jak wojownik. Nikt by zapewne nie przypuszczał, że poza kampaniami politycznymi nadawała się do tego, na co właśnie się porywała, jednak ci którzy ją znali, wiedzieli lepiej, iż myślenie, że się nie nadaje, to ogromny błąd. Esmeralda dotarła do swych przybocznych i poprawiła się w siodle. Pozostało już niewiele czasu. Po raz trzeci już rozbrzmiały rogi. Czas się zbliżał. Esme podniosła wzrok w górę i oceniła położenie słońca. Oby Wszechstwórca miał nad nimi pieczę, albowiem porywali się by ratować dom i pozostałych tam braci. Zaraz spuściła głowę i pogładziła białą klacz po szyi
- Obyś mnie dziś nie zawiodła, tak jak i ja postaram się nie zawieść ciebie - odezwała się cicho. Czy mówiła to do swego wierzchowca, czy do kogoś, kogo tak naprawdę nie było tu obecnego, to wiedziała tylko ona.
 
__________________
If I had a tail
I'd own the night
If I had a tail
I'd swat the flies...
Vesca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-02-2018, 22:50   #6
 
Avdima's Avatar
 
Reputacja: 11237 Avdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputację
Nikt, kto nazywał się Cień, nie mógł rzucać się w oczy. Dlatego też ten elf o licu jak sama śmierć, bladym i mocno przylegającym do kości, obozował niedaleko innych elfów, przybyłych zapewne z Zakarii. Nie wadził nikomu, tak więc i nikt nie obrał sobie za cel wadzenie jemu, ani nie kwestionowano jego obecności po pierwszym dniu, gdy krótko i stanowczo powiedział, że jak inni, przybył na wezwanie Białej Niedźwiedzicy.

Zapuścił się kilkukrotnie na krawędź lasu, samotnie czy w grupie, nigdy jednak nie przekraczał granicy, za którą przeciwnik czekał gotowy, by popełniono chociaż jeden, pozornie niewinny błąd, jak postawienie stopy o jeden krok za daleko. Gdy inni obserwowali okolice, on mierzył się mentalnie z tym, co czekało w głębi, wpatrując się w zieloną dzicz godzinami.
Sporadycznie, szczególnie późnymi porami, przechadzał się po obozie, beznamiętnie obserwując innych. Mijał większość w niezręcznej ciszy, gdy przypadkowo zeszły się spojrzenia, wyraźnie niezainteresowany bliższym poznaniem.

Widząc, jak zbierali się Zakarijczycy, wiedział, że nastała pora wymarszu. Stawił się na apel księżniczki jak inni, przyjmując miejsce w szeregu awanturników. Nie wyróżniał się nadto, odziany w skórznię i z powszechnie spotykanym ekwipunkiem bojowym, co najwyżej nieco bardziej zmyślnym, jak na elfią, rzemieślniczą modę przystało. Stronił od eksponowania, jakich bogów wyznaje, dlatego też nie było śladu symboliki religijnej na jego ubraniu, tak samo zresztą, jak symbolu klanowego, do którego mógł należeć. Wszystko, czym się identyfikował, było jego zimnym licem oraz pojedynczym słowem, które być może aż nadto opisywało jego usposobienie - Cień.
 
Avdima jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-02-2018, 15:48   #7
 
Taive's Avatar
 
Reputacja: 3679 Taive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputacjęTaive ma wspaniałą reputację
Łunę od palonej chaty widać było już ze znacznej odległości, tak samo jak ze znacznej odległości czuć było jej swąd. Smród palonego mięsa czuć było jeszcze dalej. Z kłębów dymu wyłoniła się kobieca postać ubrana w ciemnoszarą szatę, której kaptur zasłaniał bladą twarz. Skrawki jej szaty dogasały już, zostawiając za sobą drobne iskry, kiedy kobieta pospiesznie oddalała się od płonącego budynku. Nie trudno było zauważyć, że to nie jej ciało spalało się tworząc ten nieprzyjemny odór - wręcz przeciwnie, pospieszny chód wskazywał na to, że poza przypalonymi fragmentamij ubrania nic się jej nie stało. Gdyby przyjrzeć się bliżej tej postaci, można było zauważyć pas, jakim przewiązana jest szata i całą masę skórzanych mieszków, czy pęków ziół, albo kości, które były na niej zawieszone. Postać nie miała ze sobą innych bagaży. No, może poza zawiniątkiem, które niosła w rękach przytulone do piersi niemal jak niemowle. Choć na niemowlę było ono zdecydowanie zbyt kanciaste. I w ten sposób, tuląc zawiniątko do siebie sylwetka zniknęła w lesie, a jej cichy szloch został całkowicie przytłumiony przez odgłos walącego się stropu chaty.

***


Odetchnęła dopiero, kiedy dotarła do pobliskiej jaskini. Usiadła opierając się o jej ścianę i powoli wyrównywała oddech, ocierając mokre od łez policzki. Jedynym co uratowała była zawartość zawiniątka - księga owinięta materiałem. Młoda dziewczyna położyła księgę na kolanach i odkryła poły materiału, dokładnie oglądając jej okładkę. Pozłacane okucia wyglądały solidnie i mistycznie, a pióro wpojone w jej grzbiet było przepełnione magią. Dziewczyna zbliżyła jedynie dłonie do księgi, jakby chciała ją otworzyć i szybko cofnęła je. Przyjrzała się bliżej własnym dłoniom i szybko zacisnęła je, jednocześnie zaciskając też oczy i wargi, które złączyły się w cienką linię. Siedziała tak, napinając mięśnie przez kilka chwil, a przez jej myśli przewijały się obrazy tego, co stało się wcześniej. Płomienie pożerające jej nauczycielkę, żarłocznie zjadające wszystko dookoła, ale nie parzące jej samej, potworny smród i dym, przed którym ochroniła usta i nos rękawem obszernej szaty. Ogień momentalnie pochłonął niemal wszystko co znała, nie było sensu ratować ziół, amuletów, ani ksiąg. W ostatnim momencie przypomniała sobie o tej jednej, którą to jej mentorka tak skrzętnie skrywała. Na szczęście nie dość szczelnie. Dziewczyna pospiesznie odnalazła ukrytą pod podłogą, zawiniętą w materiał księgę i po ułamku sekundy który potrzebowała na zastanowienie chwyciła ją i wybiegła z chaty, która niedługo później runęła zjedzona przez pożar. Z potoku nieprzyjemnych wspomnień wyrwano ją nagle. Jej przyjaciółka, niewielka sowa usiadła na jej przedramieniu i przekrzywiła głowę spoglądając na swoją właścicielkę. Zwierzę bez przeszkód
wyczuło troski trapiące jego właścicielkę i w sposób, w jaki tylko zwierzę potrafi patrzyło na nią swoim mądrym, pełnym empatii wzrokiem przynosząc drobne ukojenie. Sówka zahuczała cicho, domagając się pieszczot. Dziewczyna jeszcze raz spojrzała na swoją dłoń i niepewnie przysunęła ją do sowy, znów wahając się, jak wcześniej z książką. Sowa jednak nie wahała się ani chwili, przesunęła się bokiem na ręce dziewczyny i wtuliła głowę w jej dłoń, ku niewysłowionej uldze młodej wiedźmy nie zamieniając się przy tym w żywą pochodnię. Młoda wiedźma odetchnęła spokojniej, przestawiła ptaka na swoje ramię i po chwili wahania odważyła się dotknąć księgi. Księgi, a nie materiału, który ją zakrywał.

Potężna wizja uderzyła w dziewczynę, odbierając jej oddech na kilka chwil. Nie była to też do końca wizja, nie można powiedzieć, żeby Sidhe w tym momencie cokolwiek widziała swoimi oczami. To było bardziej coś przypominającego psychiczny zapach, smak czegoś nienamacalnego. Zniszczenie, szary, paskudny rozkład, pożerający istotę od środka, zaczynając od serca, a potem rozprzestrzeniający się na całe ciało. Komórki tego ciała jednoczyły się, żeby przeciwdziałać zarazie, tworząc niewielkie jaśniejące punkty na ciele, by ostatecznie spłynąć wszystkie do jednego miejsca. Razem miały szansę zwalczyć zarazę. Wiedźma opadła na ziemię, wyczerpana z sił. Dopiero po kilku godzinach umysł dziewczyny rozjaśnił się na tyle, żeby w jakikolwiek sposób uporządkować to, co widziała. Ciało, które było w niebezpieczeństwie… To nie było jej ciało, tego była pewna. To było coś większego od niej. W całej wizji ona sama czuła się… Hm. Komórką tego ciała. Jedną z tych, które jednoczyły się, aby pokonać chorobę. Zrozumienie tej wizji przyszło jeszcze później. Płomienie, które nagle wytrysnęły z jej palców w trakcie walki co prawda pomogły dziewczynie ujść z życiem, jednak spaliły też cały jej dobytek i młodej wiedźmie nie pozostało nic innego, jak udać się do pobliskiej wsi, żeby uzupełnić poważne braki. Od pożywienia, przez rękawiczki, żeby nic niepożądanego już więcej nie spłonęło, aż po torbę na większe rzeczy. Grupa ludzkich najemników przechodziła przez wieś, przynosząc ze sobą niepokojące wieści o tym, co działo się w stolicy. Umysł Sidhe rozjaśnił się, a jej wizja nabrała znaczenia. Ciało, które widziała w swojej wizji było ciałem królestwa, a ona w tej wizji była komórką, która jak i inne musiała stawić się pod wodzą księżniczki, żeby pomóc stawić czoła nieznanemu wrogowi.

Na miejsce dotarła wraz z ostatnimi grupami ściągających na miejsce zbiórki najemników, dzień przed ogłoszeniem wymarszu. O ile wśród niewielkiej grupy ludzi, gnanej do stolicy rządzą zdobycia sławy, bogactwa i poważania wśród płci pięknej czuła się tylko nieswojo, to na miejscu, w gronie setek absolutnie obcych sobie osób czuła się całkowicie zagubiona. W ciągu ostatnich kilku dni jej mentorka stała się jej wrogiem, jej życie spłonęło w wyniku całkiem nagle odkrytej zdolności, a ona właśnie podążała wraz z setkami a może i tysiącami zupełnie nieznanych jej osób na ratunek miastu, w którym nigdy nie zamierzała być, gnana niewytłumaczalną wizją, której nawet nie potrafiła opisać, mimo wszystko czując w głębi siebie, że postępuje słusznie.
 
Taive jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-02-2018, 16:06   #8
 
Ranghar's Avatar
 
Reputacja: 16507 Ranghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputację

Oddział prowadzony przez księżniczkę wyruszył w las. Bez trąbek, bez krzyków po prostu fala ludzi i wozów potoczyła się przed siebie. Na przodzie szli druidzi, myśliwymi, łowcy, zwiadowcy i leśne elfy. Tworzyli małe grupy badające drogę, sprawdzające ślady i tropy. Następnie mała grupka gwardzistów otaczała królewską klacz, którą dosiadała księżniczka. W pewnym odstępie za nią toczyły się wozy rzemieślników oraz wozy z prowiantem i uzbrojeniem pilnowane przez najemników. Tyły zabezpieczała elfia armia oraz gdzieś w dalekim dystansie majacząc olbrzym.

Mało przyjemna mgła spowijała las. Klekotanie wozów i okazjonalnie rżenie koni wypełniały nerwową ciszę. Ścieżka powoli stawała się co raz bardziej zarośnięta, drzewa gęstniały, a wszelkie ptactwo zamilkło. Rzadka mgła rozlewała się coraz mocniej, do tego stanu, że ciężko było dotrzeć zwiadowców na przodzie i żołnierzy za wozami.

W pewnym momencie gdzieś na przodzie rozbrzmiały dziwne zwierzęce dźwięki. Kolejne rozbrzmiały im w odpowiedzi. Drużyna zwiadowcza skryta we mgle zaczęła krzyczeć. Jeden drugiemu zaczął rześko dodawać sobie animuszu, ale wkrótce w ich głosach było słyszeć narastającą panikę.

Gdzieś na tyłach dało się słyszeć podobne odgłosy i krzyki elfich żołnierzy szykujących się do walki.

Śnieżynka zaniepokojona stanęła w miejscu i zaczęła wierzgać. Gwardziści zbili się w ciaśniejszą grupę przy księżniczce. Gęsta mgła wlała się z krzaków po obu stronach ścieżki. Z obu stron zaczęły dobiegać dziwne zwierzęce dźwięki, jakby zwierzęta parodiowały ludzki śmiech

Nagle liście krzaków po prawej drgnęły i przez moment błysnęła z mgły siwa sylwetka, która złapała woźnicę i zniknęła z nim w krzakach po prawej. Zaskoczony mężczyzna zdążył krzyknąć ze strachu, a później znowu z bólu wleczony gdzieś w głąb z lasu.
Kolejna, tym razem brunatna sylwetka mignęła z mgły porywając młodego chłopaka powożącego zaprzęgiem z bronią. Jego krzyki po chwili zniknęły w głębi lasu.

Żołnierze przy wozach zaczęli krzyczeć i zbijać się w ciasne grupki. Z krzaków wystrzeliły pociski trafiając kilku żołnierzy i cywili na różnych wozach. Jedni spadali z wozów rozbitymi głowami od kamieni, drudzy padali od strzał. Z żadnej strony nie było widać przeciwników, w sumie mało było cokolwiek widać przez tą cholerną mgłę.

Mapa



Czerwoni to gwardziści, biali to najemni żołnierze, cieliści to cywile, brązowe to wozy.
 
Ranghar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-02-2018, 16:23   #9
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Reputacja: 17148 Plomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputację
- Szlag by to. - Warknął pod nosem Raileyn i podnosząc kuszę w jedną rękę. Starał się jak najbardziej skulić za tarczą wiszącą po lewej, jednocześnie ściskając lejce. Oparł kuszę o przedramię i wypalił w skrytą przez mgłę ścianę lasu. Chciał czuć, że może cokolwiek zrobić, a nie jedynie być celem. Nie obchodziło go czy trafił jakiegoś wroga. Teraz ważne było przeładowanie i nie stracenie kontroli nad końmi. To mogłoby doprowadzić do jeszcze większej katastrofy.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-02-2018, 16:55   #10
 
Zaalaos's Avatar
 
Reputacja: 12453 Zaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputacjęZaalaos ma wspaniałą reputację
Alchemik westchnął cicho i odpiął od pasa procę. Miał nadzieję że jego okutana płaszczem sylwetka nie przyciągnie nadmiernej uwagi, a w szczególności świszczących dookoła pocisków. Rzucił się między wozy, równocześnie rozkręcając procę. Powinni ustawić jakiś mur z tarcz i ruszyć we mgłę, ale sam takiego przedmiotu nie posiadał i wątpił też by ktokolwiek za nim ruszył. Postanowił więc czekać na rozwój sytuacji, swymi wężowymi oczami wypatrując we mgle celu w który mógłby posłać kamień.

Ruch: Góra x1, prawo i góra x1, prawo i dół x1
 

Ostatnio edytowane przez Zaalaos : 19-02-2018 o 20:41.
Zaalaos jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168