Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-05-2019, 08:29   #11
 
Aiko's Avatar
 

Kolasa jaką miały podróżować była sprowadzona z księstw włoskich. Trochę poobijana od częstych podróży, ale nadal robiła wrażenie. Była też zamknięta dachem i skrywała prywatność Basi zasłonkami. W środku było wygodnie i przytulnie. I szlachcianka była tam wraz z towarzystwem obu niewiast. Stoickiej Cosette i wiercącej się na siedzisku Agaty. Basia zajęła miejsce obok swojej dwórki i zaczekała aż kolasa ruszy.
- Pokaż nam z czym miałaś problemy, podczas czytania. - Uśmiechnęła się do Agaty.
Rudowłosa ciężko westchnęła ciężko i podsunęła Basi księgę wskazując palcem na tekst.
“Już ty kołac jako chcesz botem podkowanym,
Już sie więc tam przypatruj ścianam malowanym,
Biegaj za nastołkami a polewki chwataj…”
Tymczasem Cosette zerkała na zewnątrz kolasy przypatrując się mijanym krakowskim kamienicom, gdy opuszczały miasto.
Magnatka nachyliła się, opierając się piersią o ramię dwórki i sama przyjrzała się tekstowi.
- I czego nie rozumiesz? - Spytała szepcząc tuż przy uchu Agaty.
- Wszystkiego… język sobie można połamać odczytując te litery. Podobnie jak pisma matki.- mruknęła cicho Agata nachylając się, by szeptać do ucha Basi.
- No to zacznijmy pomału. - Magnatka wskazała na pierwszą literę pierwszego słowa.
- Musimy?- westchnęła smętnie Agata wtulając się w Basię, by przyjrzeć się literom i… przypadkowo dłonią obejmując udo Basi, przez ciężka suknię.
- A czy mamy coś innego do roboty? - Magnatka zerknęła z zaciekawieniem na dwórkę. Czyżby ta naprawdę chciała ją zdobyć? To czemu była tak skrępowana podczas zabaw pod stołem?
- Nie wiem.- Agata wydawała się nieświadoma podtekstów sytuacji.- Czyżby życie magnatki było tak nudne? Wpatrywanie się w literki zapisane na pergaminie?
- Są dużo ciekawsze lektury i przyznam, że mnie akurat te samotne chwile odprężają. - Basia uśmiechnęła się i także ułożyła dłoń na udzie dwórki. - Chcę byś chociaż spróbowała. Dobrze?
- Dobrze.- stwierdziła krótko Agata, acz bez entuzjazmu.
Basia pogładziła udo dziewczyny na zachętę.
- Wobec tego po kolei. Pierwsza litera? - Usta magnatki zbliżyły się bardziej do ucha dwórki. Kusiło by ją dręczyć… jednak.. czy naprawdę miała w sobie dość śmiałości? Zerknęła w kierunku ochmistrzyni. Zajętej podziwianiem widokami mijanej okolicy.
- Jii?- zapytała Agata skupiona na znaku.
- Yhym. - Basia w nagrodę delikatnie pocałowała szyję dwórki. - Kontynuuj.
- Łaskoczesz.- mruknęła Agata nie uciekając przed pieszczotą.
Magnatka pocałowała szyję dziewczyny mocniej. Może… może jednak była śmiała… Czemu nie mogła się powstrzymać?
- Co robisz?- westchnęła Agata czując tą pieszczotę i tym razem jej dłoń mocno zacisnęła się na udzie Basi.- Ostrzegam… bo odpowiem tym samym.
- Och.. naprawdę? - Basia odchyliła się i wyeksponowała szyję. Była ciekawa na ile Agacie wystarczy tej odwagi.
- Nie jestem jakąś chłopką, która się speszy tylko dlatego że jakiś szlachcic capnie ją za zadek.- burknęła Agata. Zerknęła na “zamyśloną” Cosette i wykorzystała sytuację, by… chwycić Basię za biust i docisnąć do ściany kolaski. I tak unieruchomioną, pocałowała pieszcząc szyję wargami. Potem puściła Basię i wyprostowała się mrucząc dumnie.- No… wiedz waćpani, że nie dam się zagonić w kozi róg.
Cóż.. trzeba było przyznać Agacie że potrafiła zagrać magnatce na ambicji. I choć brakło Basi doświadczenia, teraz naprawdę kusiło ją by zetrzeć uśmieszek z twarzy własnej dwórki.
- To miała być nagroda… ale skoro tak do tego podchodzisz… - Basia pochwyciła włosy dziewczyny jedną ręką i docisnęła jej usta do swoich. Drugą dłonią pochwyciła jedną z piersi Agaty i przez materiał sukni zaczęła ją pieścić.
Ta napaść zupełnie zaskoczyła Agatę i dziewczyna poddała się pocałunkowi i pieszczocie. Pozwalała się Basi dotykać i pieścić, odruchowo prężąc pod palcami jasnowłosej magnatki.
Uległość nie trwała jednak zbyt długo. Ambicja rudowłosej i rogaty charakter sprawiły, że odpowiedziała namiętnie na pocałunek i pochwyciwszy pierś magnatki, ściskać ją poczęła i pieścić.
Basia zsunęła więc rękę i sięgnęła nią w dół, podwijając suknię dwórki. Odsunęła się nieco pozwalając sobie i jej złapać oddech i uśmiechnęła się.
- Kontynuujemy? - Wyszeptała wodząc ręką po udzie dziewczyny.
- Co właściwie kontynuujemy?- rudowłosa jednakże zsunęła suknię w dół ukrywając nogi.- To nie miejsce na podwijanie szat.
Spojrzała zawstydzona i speszona sytuacją na magnatkę i w zamyśleniu muskała palcami swoje usta. Basia nachyliła się do ucha dziewczyny i sięgnęła znów dłonią głębiej, pod suknię cofającej się do kąta kolaski rudowłosej.
- Mi to miejsce nie przeszkadza. - Wyszeptała z uśmiechem. Czy powinna kontynuować? Nie wstydziła się Cosette. Wierzyła że ochmistrzyni musi być rozbawiona zerkając na nie. Na jej nieudolność, na Agaty niedomyślność. - Jak myślisz… co chciałabym zrobić? - Wyszeptała, delikatnie napierając na kwiat kochanki palcami.
- Nie wiem… ale nie podoba mi się to.- sapnęła zawstydzona Agata chwytając za rękę Basi i odsuwając od swojego intymnego zakątka.- Waćpani za dużo i za szybko sobie pozwalasz. Nawet jeśli moje czyny były śmiałe, to przecie na twój strój napaści nie czyniłam.
- Myślę, że pochwycenie mej piersi było całkiem śmiałą napaścią na mój strój. - Basia odsunęła się nieco, pozostawiła jednak dłoń na udzie dziewczyny. Czy była lekko zła, że Agata tak zareagowała? Chyba tak… może rozczarowana, że śmiałość dziewczyny kończyła się w tym miejscu. A może chodziło o to ciepło między udami, które nie zostanie zaspokojone. MImo wszystko starała się uśmiechać. Cokolwiek się wydarzy od tej pory… Agata jest jej dwórką. - Nie groź mi, że odpowiesz tym samym, jeśli nawet nie wiesz co może się kryć za moimi czynami.
- No i nie wiem. Ale waćpani…- zamyśliła się i oblizała wargami zamyślona i przyglądająca się ustom Basi. Nachyliła nagle, przycisnęła usta całując wargi magnatki zachłannie całując z wyraźną namiętnością. I rozkoszując się nimi.
-... niech się strzeże. Bo teraz nie czas i nie miejsce. I… ja też potrafię sięgnąć palcami pod suknię, tylko nie teraz.- wyszeptała nerwowo zerkając na Cosette i usiadła na miejscu.
- I wtedy nie uciekniesz mi tak jak przy obiedzie? - Magnatka usiadła obok nie odsuwając się nazbyt od dziewczyny.
- Więc waćpani, miętę ku mnie czujesz?- zamruczała nie bez pewnej dumy rudowłosa. - Acz przecie obie niewiastami jesteśmy. Co prawda słyszałam plotki służek, gdym przy matce przebywała, ale… co innego słyszeć, co innego samej będąc źródłem takiego zainteresowania.
Basia zaśmiała się cicho zasłaniając dłonią usta. Co miała począć z taką dziewczyną? Przez chwilę przyglądała się Basi, myśląc co ma robić. Nie potrafiła grać tak jak Cosette. Nie była tak wyrachowana.
- Gdybyś mi się spodobała… nie urzekła… nie wzięłabym cię, nieważne co by mi twoja matka zaproponowała. - Oparła się wygodnie w karocy. Cóż.. pozwoli sobie na szczerość. Czym jej to zaszkodzi. - Kuszą mnie twe włosy, twe ciało. Cieszy igranie z temperamentem, ale jeśli liczysz iż poczułam do ciebie coś więcej… to zdradzę ci, że będziesz musiała się dużo bardziej postarać.
Agata wydęła usteczka jak mała dziewczynka przyglądając się Basi. Zmrużyła oczka dodając.
-Żeby się waćpani nie zdziwiła. Igrasz waszmości z ogniem.
Uśmiechnęła się bezczelnie dodając cicho.- To było przyjemne. I pocałunki i pieszczoty. Ale najbardziej dociśnięcie waćpani do ściany, całowanie i drżące ciało waćpani.
- Och w ten sposób moja ciało z pewnościa zdobędziesz. - Basia uśmiechnęła się do Agaty bezczelnie. - Pytanie czy cię to satysfakcjonuje. Niestety by zdobyć więcej. - Magnatka wskazała na porzucony tomik poezji. - Będziesz musiała się bardziej postarać.
- Nie wiem. Słyszałam opowieści o bezeceństwa jakie się na dworach królewskich i magnackich zdarzają, ale…- Agata wzruszyła ramionami.-... sama ich nie doświadczyłam. Twój dotyk i pieszczoty były mi miłe. Ale nie śniłaś mi się tej nocy… i bardziej ciekawość we mnie budzisz waćpani.
- Patrząc na to jak uciekasz.. nie powiedziałabym, że jest w tobie jakaś ciekawość. - Basia odwróciła wzrok od dwórki i skupiła go na ochmistrzyni. I pomyśleć, że ona sama tak łatwo dała się uwieść Cosette. Jeden pocałunek.. jedna książka. Uśmiechnęła się nieco smutno. Nisko ceniła swe ciało.
- Bo waćpani wybiera pole potyczki przeciw mnie.- wyszeptała zaczerwieniona Agata i wydęła w gniewie policzki. - Ale następnym razem ja zaatakuję.
- Och z pewnością… przy przy wszystkich moich pokojówkach, łaziebnych i służkach. - Magnatka jedynie zerknęła na rudą dziewczynę.
- W nocy żadnej jednak przy tobie nie ma. Ochmistrzyni wydała im wyraźne polecenia.- Agata nie zdawała sobie sprawy, że wtedy Cosette ogrzewa łóżko Basi.- A i na polowaniach można się oddalić.
- Moja droga, nie wiem czemu po tym wszystkim założyłaś, że sypiam sama. - Magnatka skupiła w końcu wzrok na dziewczynie uśmiechając się. - A na polowania wypuszczę cię, jeśli będziesz mi posłuszna, pamiętasz?
Agata nagle zbladła i zaczerwieniła się. By w końcu wyszeptać.- Kto?
- A czemu miałabym zdradzić ci ten sekret? - W oczach Basi pojawiło się zaciekawienie. - Agato… będe miała czas tylko dla ciebie i to będą nasze wspólne nauki. Jeśli będę widzieć postępy, będę je kontynuować. Jeśli nie… cóż… będziesz mnie widywać zapewne przy posiłkach. Podjęłam się pewnego zobowiązania i zamierzam dotrzymać danego słowa.
- Wątpię by o takie nauki chodziło mojej matce.- odparła Agata z bezczelnym uśmiechem. I nachyliła się by szepnąć jej do ucha.- Strzeż się waćpani, bo nie wiesz, kiedy skorzystam z okazji do nauk.
- Wtedy gdy wyznaczę na to godzinę. - Teraz to Basia wzruszyła ramionami. - I przyznam… że niezbyt interesuje mnie o jakie nauki chodziło twojej matce, ja wiem kogo chcę mieć u swojego boku.
- Kogo?- zapytała zaciekawiona Agata wpatrując się w lica Basi.
Zanim jednak szlachcianka miała okazję odpowiedzieć, Cosette odezwała się znienacka.- Pan Michał zarządził krótki postój na posiłek i rozprostowanie kości. Czoło naszej wyprawy już się zatrzymało, wkrótce i karoca… stanie.
Zatrzymała się pod koniec jej wypowiedzi.
- Czy zarządzić przyniesienie coś wam?- zapytała uprzejmie.
- Rozprostujemy nogi. - Basia uniosła się. Teraz po tej rozmowie musiała przyjąć nową strategię. Nie dawanie Agacie okazji. Najwyraźniej rywalizacja, działała na tą istotę lepiej niż ciepłe słowa.
- Dobrze.- odparła Francuzka otwierając drzwiczki.- Spytam się ile jeszcze drogi nam zostało do przebycia. Wolałabym abyśmy dotarli do gospody przed zmrokiem.
- Oczywiście. - Basia zeszła po schodkach za ochmistrzynią i rozejrzała się po okolicy. teraz nawet nieco żałowała, że nie przyglądała się drodze.
Obecnie znaleźli się pośród pól i opuścili las. Przed nimi była jakaś wioska, ale wyglądała zbyt biednie by znajdująca się tam gospoda była godna magnackiej obecności.
Cosette wysiadła tuż za Basią i mruknęła cicho.
- Więc… jak ci się teraz widzi Agatka?
- Pewnie jako nawiedzoną kobietę. - Magnatka westchnęła ciężko. - Chyba zamiast ciepłych słówek i pieszczot będę musiała jej zaordynować rygor i bat.
- Och… czyżby nie okazała się delikatną i nieśmiałą dziewuszką jak ty?- wymruczała cicho Cosette.- Może to i lepiej. Takie są trudne do zdobycia. I wymagają czasu i cierpliwości.
- Nawet nie spodziewałam się by taka była. Widać od początku w niej ten ogień. - Basia uniosła głowę i spojrzała na niebo. - To ja jestem za słaba.
- Czasami słabość jest siłą.- odparła czule Cosette i zerknęła za siebie, na wyskakującą z powozu rudowłosą.- Pomyśl co się stanie, gdy ten jej ogień cię ogarnie… gdy rzuci się na ciebie z pieszczotami i pocałunkami. Tylko moja obecność hamowała jej temperament i ciekawość.
- I chciałabym by jeszcze przez chwilę go pohamowała. Chcę jej pokazać, że nie dostanie nic o co się odpowiednio nie postara. - W głosie Basi pojawiła się determinacja.
- No proszę… chyba biedaczka nacisnęła ci na odcisk.- zamruczała zmysłowo Cosette i spojrzała przed siebie dodając.- Straciła czy zyskała na uroku?
- Zyskała. - Odpowiedziała Basia cicho, ale i bez chwili zawahania. - Kusi by doprowadzić ją do momentu, gdy wybuchnie.
- To akurat trudne nie będzie. Temperamenta jest i niecierpliwa.- zaśmiała się Francuzka.
- Myślisz, że na tyle by wybuchnąć nawet przy tobie? - Basia także uśmiechnęła się. - Chodźmy, spytajmy o tą drogę, trochę ruchu dobrze mi zrobi i… muszę ochłonąć.
- Nie. Za niewinna jeszcze na to.- odparła Cosette i spojrzała na Basię.- Ale twoje pocałunki i pieszczoty spodobały jej się chyba.
- Twierdzi, że są jej miłe. - Magnatka westchnęła ciężko. - Nigdy nie spodziewałam się, że w ogóle pozwolę sobie na taką grę.
- Szczerze powiedziawszy ja też nie.- odparła Francuzka.- Nie tak śmiałą i nie tak szybko. Czyżbyś rywalizowała z Agatką, by nie wyjść przy niej na… mniej doświadczoną i bardziej uległą?
- Ta dziewczyna… uderza w jakąś niepokojącą mnie strunę. - Ruszyła w kierunku Michała. - Zbyt wiele nowych rzeczy i doświadczeń na raz. Jednak… chcę się nad tym zastanowić. Proszę… pomóż mi ją utrzymać na dystans.
- Jeśli tego sobie życzysz? Wynajdę jej zajęcia.- odparła Cosette ruszając wraz z Basią, ku brodatemu szlachcicowi.
- Przez jakiś czas tak. - Wyszeptała jeszcze Basia po czym uśmiechnęła się do Michała.
- Witam waszmoście… cóż was do mnie sprowadza? Tuszę że podróż przyjemnie upływa?- zapytał szarmancko mężczyzna.
- Bardzo. Czy dotrzemy przed zmrokiem do karczmy, która obraliśmy na nocleg? - Basia stanęła tuż przed szlachcicem i rozejrzała się szukając wzrokiem Agaty i o dziwo… Evana.
Agata przylgnęła do konia jednego z sług przy okazji flirtując z jego właścicielem, chichocząc figlarnie. Ot, żywy był z niej ogieniek. Nie mogła usiedzieć na miejscu i nieśmiałości w niej nie było. Evan zaś pilnował porządku wśród swoich ludzi, którzy pospiesznie raczyli się zabranym z kamienicy prowiantem.
- Będziemy tam w trzy pacierze, a ja… zjawię się przy kolacji jeśli waćpani to nie przeszkadza.- odparł Michał.- A jeśli zmiana zdania nastąpi, to nie później niż przy kolacyi właśnie.
- Bardzo mnie ucieszy wspólna wieczerza. - Basia poczuła delikatny rumieniec. No tak.. w tym zakresie miała mniej doświadczenia od Agaty i pewnie większości towarzyszących jej służących. - Zmiana zdania.. na pewno nie nastąpi.
- Kazałam przygotować mocne wino na ten posiłek. Dla kurażu.- wtrąciła Cosette.
- Dziękuję. - Magnatka ze szczerą wdzięcznością spojrzała na ochmistrzynię. Nie była pewna czy napije się owego wina. Czy na pewno chciała dodawać sobie otuchy. Jak by nie patrzeć to była jej decyzja.
- W czymś jeszcze mogę pomóc?- zapytał szlachcic uprzejmie.
- Nie, dziękuję. - Basia ruszyła dalej nie chcąc przeszkadzać mężczyźnie w jego obowiązkach i zapewne posiłku, one mogły się posilić choćby w karocy, jeźdźcom było dużo trudniej. Po cichu zwróciła się do ochmistrzyni. - Czy zadbałabyś o nasz posiłek? Wrócę do kolasy.
- Oczywiście.- odparła Cosette i szepnęła do ucha Basi.- Na co waćpani ma apetyt?
Basia zaśmiała się i uśmiechnęła do Francuzki. - Na ciebie. Pogawędka z Agatą pozbawiła mnie jakichkolwiek innych apetytów.
- Szkoda. Znam służki, które z admiracją spozierają na ciebie.- odparła cicho i żartobliwie Cosette.
- Jeśli któraś z nich chciałaby mi rozmasować stopy zmęczone podróżą, to z przyjemnością skorzystam. - Basia zaśmiała się. Potrzebowała odpoczynku, tego była pewna. Przy Cosette czuła się swobodnie.
- Dobrze… podeślę ją.- odparła Cosette z uśmiechem.
Magnatka pokręciła głową z niedowierzaniem i ruszyła w kierunku karocy. Masaż… czy rzeczywiście była służąca, która chciałaby się tym zająć? Przynajmniej teraz była już pewna, że może swobodnie kontynuować lekturę przy Agacie i przez resztę drogi planowała oddać się lekturze.


Znalazła się znów w kolasie i mogła chwilę ochłonąć. Sytuacja z Agatką i jej temperamentem, była kolejnym zamieszaniem w jej już i tak skomplikowanym życiu. A przecież jeszcze w zasadzie nie była panią na zamku. Ba, męża jeszcze nie pochowała. Otwarła księgę, by poczytać ową lekturę, choć pomysł to nie był najlepszy zwazywszy na jej zawartość.
Tymczasem drzwiczki i się otworzyły i do środka kolasy wparowała rudowłosa służka. Chyba jedna z tych które asystowały jej przy kąpieli. A może jakaś inna? Cosette dbała, by te opiekujące się jej garderobą były młode i ładne.
-Emm… jaśnie pani ochmistrzyni wspomniała, że mam pomóc. Stopy rozmasować.- wymruczała cicho.
- Ach.. tak… - Basia odłożyła książkę. Oto w jej życiu pojawiał się kolejny rudzielec. - Dziękuję, że przyszłaś. - Uniosła nieco suknię odsłaniają obute w trzewiki stopy. - Czy mogłabyś mi pomóc?
- Tak.- mruknęła klękając i zdejmując trzewik z prawej stopy, by rozmasowywać ją długimi palcami powoli i starannie. W oczy rzucała się jej piękna suknia. Cóż… u bogaczy, nawet sługi mogą przyćmiewać bogactwem stroju. Musiała chyba fortunę odziedziczyć.
Basia oparła się wygodnie. Musiała przyznać, że było to bardzo przyjemne.
- Jak ci na imię? - Spytała przyglądając się dziewczynie.
- Ewka… pani.- mruknęła służka przykładając się do swojego zadania.
- Ścierpła mi jeszcze łydka. Czy mogłabyś? - Magnatka była ciekawa czy rzeczywiście była to jedna z dziewczyn, spoglądających na nią z “admiracją”. Skąd w ogóle Cosette wiedziała takie rzeczy?
- Tak… -palce zwinnie przesunęły się wyżej pieszcząc zachłannie i śmielej zgrabną nogę Basi.
Magnatka zamruczała z zadowolenia i przymknęła nieco oczy. - Yhym.. tak jest wspaniale.
- Cieszy mnie to wielce.- odparła dziewczyna niemal z czułością masując łydkę Basi. Cóż… nie tylko urodą mogły się poszczycić podwładne Cosette, ale i kompetencjami.
- Zajmij się też drugą. - Wyszeptała Basia, a gdy Ewa sięgnęła do jej drugiej stopy, pierwszą oparła delikatnie na ramieniu służącej. - Czy.. czy tak będzie dobrze?
- Tak będzie dobrze.- odparła Ewa ocierając się policzkiem o łydkę i łaskocząc skórę waroczykiem, gdy palce dziewczyny szybko uwolniły Basię od drugiego trzewika i zaczęły masować stopę.
- Masz śliczne włosy. - Basia uśmiechnęła i przesunęła nogę, ocierając się o policzek służącej.
- Dziękuję.- zamruczała cicho Ewa wędrując palcami wyżej, po stopie na łydkę i rozmasowując ją delikatnie.
Magnatka przymknęła oczy i poddała się nietypowym pieszczotom. Na dziś na pewno starczyło jej dręczenia dziewcząt. Jak widać po tym co miało miejsce z Agatą… najwyraźniej nie nadawała się do tego.
Było przyjemnie i błogo. Pozwalało to jej odpocząć i wyciszyć, choć… poczuła pieszczotę ust na swojej łydce. Przelotny pocałunek przez drogą pończoszkę.
- Gotowe pani. Ruszamy już.- szepnęła Ewa pospiesznie nakładając trzewiki na stopy Basi.
- Dziękuję Ewo. - Basia uśmiechnęła się ciepło do służącej. - Z przyjemnością powtórzyłabym te pieszczoty.
- Kiedy tylko panienka sobie życzy. Jestem na panienki rozkazy.- wyrzekła to wszystko na jednym oddechu rumieniąc się przy tym lekko.
- Będę pamiętać. - Magnatka usiadła już normalnie na siedzisku i sięgnęła po przerwaną lekturę, dając znak, że chciałaby zająć się czymś innym.
Ewa jeszcze dygnęła nim wyszła z karocy. A po chwili zjawiły się, roześmiana i ożywiona Agata oraz jak zwykle elegancka i subtelna Cosette. Dalsza podróż mijała spokojnie, choć lektura w której pogrążyła się Basia temu spokojowi nie sprzyjała. Wydarzenia i opisy z książki nadal były bezwstydnie pikantne i bardzo obrazowe. I łatwo sobie Basia mogła wyobrazić Cosette chwytającą ją tak w ramiona i zwiedzającą języczkiem jej ciało… nie mogła tylko się zdecydować czy miałaby to czynć w towarzystwie Agaty czy może Ewy… czy jakiejś innej białogłowy? Na szczęście gospoda którą przygotowano na jej przybycie była blisko, a zapadający zmrok maskował nieco rumieniec na licu szlachcianki.
Basia miała też w tym swój ukryty cel… było jej mokro… była podniecona. Miała nadzieję, że to nieco ułatwi jej wspólny wieczór z Michałem. Do tego mogła całkowicie skupić się na lekturze nie zważając na Agacie, a z jakiegoś powodu bardzo jej zależało na tym by pokazać dziewczynie iż zamierza ją trzymać na dystans. Trudno było powiedzieć na ile się to udało. Bowiem obecność Cosette, trzymała Agatę w ryzach. Rudowłosa dwórka co prawda wierciła się niecierpliwie zapewne woląc wierzchowca od kolaski, ale ogólnie była… grzeczna.
Karczmarz wyszedł z gospody osobiście powitać jaśnie panią i zapewniając, że przygotowana dla niej komnata jest wygodna i znajduje się z dala od komnat przeznaczonych dla jej służby.
- Nikt waćpani spokoju zagłuszał nie będzie. Gwarantuję.- rzekł kłaniając się w pas.
- Dziękuję. To była męcząca podróż i z przyjemnością odpocznę w swoim pokoju. - Basia rozejrzała się patrząc jak jej ludzie przygotowują się do noclegu. Czy Cosette miała pokój obok niej? Gdzie był pokój Agaty? Westchnęła ciężko i ruszyła w kierunku karczmy.
W towarzystwie karczmarza, który podążał wraz z nią wypytując ją o przebieg podróży, o kaprysy i życzenia. Pokazywał gdzie ma iść odpowiadając na wszystkie pytania. Pokój który miał być dla niej przygotowany okazał się być trzema pokojami wynajętymi dla niej specjalnie. Dając jej tym więcej miejsca i swobody. Izdebkę obok przeznaczono dla Cosette, a tę dla Agaty nieco dalej. Co więcej… ze swoich komnat Basia miała swobodny dostęp do ogrodu za karczmą, którego obrzeża pan Michał obstawił najemnikami dla bezpieczeństwa magnatki.
Basia skorzystała z tej możliwości i zachodzącego słońca i wyszła na zewnątrz by rozejrzeć się po ogrodzie. Wiedziała, że minie jeszcze chwila nim wniesione zostaną jej rzeczy i podana kolacja. Ogród nieco przypominał jej rodzinny dom…. ciekawe co z nim się teraz działo? Przez ślub i to co wydarzyło się chwilę po nim nie było nawet czasu by spytać… co się z nim teraz dzieje. Niby nadal był w jej rękach, zgodnie z umową zawartą z nieboszczykiem Żmigrodzkim, ale… co to właściwie znaczyło? Kto zawiadował dworkiem pod jej nieobecność? W końcu... tam się urodziła, tam zmarła jej matka. W zamyśleniu wędrowała pomiędzy grządkami, zapominając po co poświęciłą godziny podróży na lekturę.
Podczas tej wędrówki mrok zaczął zapadać. I pojawiła się Cosette, która z pewną niezgrabnością kroczyła pomiędzy grządkami kierując się ku Basi.
Magnatka uśmiechnęła się do Francuzki i niespiesznie ruszyła w jej stronę.
- Czy już wszystko rozpakowane? - Spytała gdy znalazły się na odległość głosu od siebie.
- Tak. Wszystko przygotowane.- odparła Cosette poprawiając swoją suknię. Jakoś nie czuła się pewnie w warzywnym ogródku, zbyt plebejskim na jej gusta.
- Dziękuję. Proszę dopilnuj by Agata nie zbliżała się do jeźdźców. Ostatnią rzeczą jakiej mi w tym momencie brakuje to jej dziecko z jednym ze sług. - Basia delikatnie ujęła Cosette pod ramię i ruszyła w kierunku karczmy, bardziej prowadząc kochankę niż się o nią opierając.
- Dobrze. Tak uczynię.- odparła spokojnie Cosette prowadząc Basię. - Dopilnuję by była kąskiem tylko dla ciebie.
Magnatka zaśmiała się cicho.
- Nie przesadzajmy. Jednak jak już kogoś uwodzi niech to chociaż będzie ktoś zamożny. Naprawdę… nie życzę jej źle. - Korzystając z ciemności ucałowała ochmistrzynię w policzek. - Mam nieco tremy.
- Za pierwszym razem może trochę boleć, ale pan Michał młodzikiem nie jest. Niewiasty już brał w posiadanie, a i temperament jego wiek przytępił. Dobry to start. Jeszcze się rozmiłujesz w męskim towarzystwie i mnie na bok odstawisz. Choćby dla tej służki co ci stopy masowała.- droczyła się teatralnym tonem Cosette.
- Och masz nadzieję, że zwolnię twe wieczory byś mogła się zająć panem miłym twemu sercu. - Basia spróbowała odpowiedzieć na żart. Skupić się na czymś innym niż to co ją za chwilę czekało.
- Może kiedyś pozwolę mu zaszczycić twoją alkowę, byśmy wspólnie skosztowały jego berła… lecz pewnie wtedy doświadczy tego z zawiązanym oczami.- wymruczała Cosette knując z lubieżnym uśmieszkiem, gdy weszły do sypialni Basi. Tam już stał stół z delikatną potrawką z zająca i karafką pełną czerwonego wina.
- Ach Cosette… gdzie mi do twojej namiętności. - Magnatka pokręciła z niedowierzaniem głową i puściwszy ochmistrzynię, podeszła do stolika. - Jest wszystko, tylko kochanka brak. - Dodała wyraźnie stremowana.
- Przyjdzie wkrótce. Usiądź i odpocznij.- ochmistrzyn zabrała za zaciąganie kotar w oknach. Po tym wszystkim podeszła do drzwi i rzekła.- Przyjdę rano… jakieś kaprysy mam spełnić o świcie?
Magnatka pokręciła tylko przecząco głową. Miast jednak siąść przy stoliku, którego widok ją tremował, przysiadła na łóżku i sięgnęła po szczotkę.
- To wszystko, dziękuję. - Powiedziała, zabierając się za rozplatanie włosów.


Minęło kilka nerwowych ruchów szczotką, nim Michał się zjawił. Szlachcic przyszedł bez szabli przy pasie i od progu skłonił się nisko.
- Chylę czoło przed waćpanny urodą.- rzekł na powitanie.
Basia uniosła się z łóżka i dygnęła przed mężczyzną. Nie wiedziała jak takie spotkanie miało wyglądać i liczyła na doświadczenia szlachcica. Jej pozostawało jedynie… starać się utrzymać ciekawość przed strachem.
- Cieszę się widząc cię w mych pokojach.
-Wiem, że dla waćpanny to może być trudne.- Michał podszedł do stołu i nalał wina do kielichów. Jeden z nich podał dziewczynie. - Tym bardziej, że nie jestem miłym oku młodzikiem. Dlatego też proponuję wygasić wszelkie świece i ukryć się pod kołderką. Położę się za waćpanną i zajmę wszystkim… co najwyżej prosząc waćpannę o pomoc.
Basia upiła nieco wina… czy.. czy tak to powinno wyglądać? Wiedziała, że nie. Michał nie był miły jej sercu. Jednak…. traktowanie go tak przedmiotowo.
- Skoro… skoro tak radzisz. - Magnatka oddała mu kielich. Czułą jak jej gardło zacisnęło się. Nie przełknęłaby w tej chwili nic. - Czy może zostawimy jedną świecę.. łatwiej będzie trafić do łoża?
- Waćpanna winna się rozebrać, ja winienem się rozebrać. A już ciało me nie robi takiego wrażenia jak w młodości.- podrapał się po czuprynie. - Głupio mi o to pytać, ale widzę że waćpanna przestraszona. Co ta lubieżna Francuzka robiła, by waćpanna się rozluźniła?
Basia zaśmiała się nerwowo.
- Całowała mnie. - Uśmiechnęła się niepewnie i ostrożnie sięgnęła do stroju Michała. - Widziałeś pewnie nie raz ciało mojego małżonka… ja… ja jakoś sobie poradzę. Chcę cię widzieć choć odrobinę.
- Jeśli waćpannie na tym zależy.- Michał oparł dłonie na jej ramionach i pocałował ją. Było to inne uczucie. Usta smakowały winem, skórę lekko drapała broda mężczyzny. A ciało pod strojem wydawało się twarde, choć oddech wyraźnie przyspieszył.
Basia nie przerywając pocałunku, zaczęła rozpinać troczki kontusza szlachcica. Pamiętała chwilę gdy przyjechał do niej by obwieścić wolę swego Pana, gdy zobaczyła portret Józefa. Jakże żałowała, że to nie z Michałem przyjdzie się jej żenić.
Dłonie mężczyzny osunęły się z jej ramion na pośladki, zacisnął mocno palce na jej pupie. Ścisnął je i docisnął ciało całując namiętnie jej usta i nie przerywając pieszczot.
Magnatka sięgnęła do jego pasa. Pamiętała, że ojciec nosił podobny… pijany, nawet nie był w stanie go zawiązać. Czuła jak strach nieco się wycofuje. Jak kolejne znajome elementy pozwalają ciekawości wyjść na przód. Niepewnie sięgnęła językiem do ust Michała, tak jak nieraz robiły to z Cosette. Szlachcic mocniej przylgnął ustami pozwalając językom na taniec. Basia poczuła jak jej suknia jest podciągana… jak pas, którym szata szlachcica był obwiązana, opada na ziemię.
Chciała go zobaczyć. Mężczyznę, który pozbawi ją wianka. Odchyliła się nieco w jego ramionach, starając się uśmiechnąć mimo nerwów.
- Rozbierzesz mnie? - Wyszeptała, rozpalonym nagle głosem.
- Ja… za bardzo się z tymi wszystkim hafkami, guzami i koronkami nie do końca radzę.- wyjaśnił rozbawionym tonem Michał.- Właściwie to pewnie rozerwałbym co nieco na tobie Barbaro.
Basia mimo tej całej sytuacji, zaśmiała się cicho. Poczuła nieco ulgi. Jednak było w tym momencie w czym była bardziej doświadczona. - Wobec tego pozwól. - Cofnęła się nieco i zaczęła rozwiązywać tasiemki trzymające suknię, spoglądając z zaciekawieniem na Michała.
Widziała jak spojrzenie pożądliwie podążało za jej palcami. Niewątpliwie mężczyzna nie czuł się specjalnie przymuszany do tej nocy. Raczej starał się, by była ona w miarę przyjemna dla niej. Jego wzrok nie odrywał się od jej ciała. Widziała, że im więcej odsłaniała tym bardziej pożądliwy był jego wzrok. Pragnął ją posiąść.
Basia pozwoliła sukni opaść, pozostając jedynie w lekko przejrzystej koszuli i bieliźnie. Nie miała odwagi by zdjąć więcej.
- Cosette.. chyba się nie obrazi jak to rozerwiesz. - Wyszeptała, czując nagle niesamowite podniecenie. Naprawdę… jej ciało naprawde budziło męskie pożądanie.
- Dobrze…- szlachcic podszedł do dziewczyny, chwycił za tkaninę dłońmi i szarpnął gwałtownie. Materiał nie wytrzymał rozrywając się na piersiach. Odsłoniwszy tak jej biust szlachcic zsunął z niej resztki jej koszuli odsłaniając jej ciało. Pochwycił za piersi ścisnął je drapieżnie ugniatając te dwie krągłości pod palcami.
Magnatka jęknęła cicho i chwyciła się ramion mężczyzny. A podobno Michałowi brakowało temperamentu? Czy.. czy sam akt będzie także tak gwałtowny? Nie chcąc dopuścić strachu do głosu, pochwyciła twarz Michała i docisnęła jego usta do swoich.
Michał całował ją namiętnie, równie namiętnie ściskając pochwycone skarby szlachcianki.
- Winnaś się już na łożu położyć.- rzekł po pocałunku.
- Dobrze. - Basia ostrożnie wyszła ze swojej sukni i ruszyła nago ku łóżku, cały czas zerkając na mężczyznę.
- Postaram się być delikatny Barbaro. - mężczyzna zabrał się za rozbieranie. Kontusz opadł na ziemię, buty zostały ściągnięte, potem koszula. Kiedyś Michał musiał być bardzo przystojny, bo nadal widać było ślady owej muskulatury i gęste włosie na torsie. Jak i lekki brzuszek.
- Połóż się waćpanna na boku.- zaproponował zabierając się za zdjęcie spodni.
Czy naprawde tego chciała? Czy powinna? Basia przysiadła na łóżku i drżącymi dłońmi odgarnęła włosy. Będzie bolało… wszystkie kobiety to mówiły. Ale była pewna, że powinna… jeśli chciała cieszyć się swoim życiem później.. musiała poświęcić przynajmniej tyle. Ostrożnie ułożyła się na boku spoglądając na mężczyznę, a już szczególnie na jego krocze.
Będzie bolało… gdy Michał odsłonił ten obszar, Basia mogła stwierdzić że tam się nie zestarzał. Czy to powinno być takie długie i takie duże?
Twarda szabla pana Michała świadczyła, że nie wszędzie sflaczał.
Ruszył ku niej i ku jej łożu. Basia chwyciła się kurczowo pościeli. To.. to tylko jeden raz. Cosette mówiła, że potem jest przyjemnie… Z całych sił starała się nie uciec.
Mężczyzna wdrapał się na łóżko i wsunął tuż za nią, tuląc się do jej pleców. Zaczął całować jej szyję i pochwyciwszy nogę Basi za udo począł ją unosić, by odsłonić ukryty między udami skarb kochanki. Magnatka przymknęła oczy starając się skupić na jego dotyku, pocałunkach, jego cieple. Jej dłonie kurczowo ściskały pościel.
Poczuła jak organ miłości kochanka ociera się o jej kwiat. Było to doświadczenie inne niż palce czy język. Na razie szlachcianka nie czuła bólu, ale też męskość nie zanurzyła się w jej ciele. Na razie Michał chyba ją oswajał z tym doznaniem, całując po szyi i uchu.
Gorące ciało ocierające się o jej rozpaloną kobiecość, wyrywało z jej ust coraz głośniejsze jęki. Szybko zasłoniła usta, nie chcąc by ktoś na korytarzu ją usłyszał... choć Cosette na pewno dopilnowała by mieli chwilę z Michałem tylko dla siebie.
- Zaczynamy. - szepnął cicho Michał i Basia poczuła, tą ingerencję w swoje ciało. Ten gorący sztych wypełniający jej intymny obszar twardą i ciepłą obecnością. Coraz głębiej i mocniej. Czuła jak jej ciało stawia opór temu intruzowi.
Magnatka z trudem zdławiła bolesny okrzyk swoimi dłońmi. Jej ciało chciało uciec, ale mężczyzna trzymał ją pewnie. Taki wielki! Jak on mógł być taki duży! To.. to się nie zmieści! Czuła łzy spływające po policzkach, starała się jednak nie wyrywać.
Michał trzymał udo dziewczyny mocno, ustami pieszcząc i kąsając szyję pochwyconej magnatki. Teraz za późno było na ucieczkę. Raz po raz napierał na kobiecość szlachcianki, by czuła go mocniej i głębiej. Ruchy bioder były powolne i leniwe, a oddech mężczyzny ciężki i głośny.
Basia puściła usta, bo miała problemy ze złapaniem oddechu. Jej ciało zaciskało się na wypełniającej ją goręcej obecności, jednak każdy ruch wywoływał ból, dopiero co przerwanego dziewictwa.
- Jeszcze troszeczkę Basiu, jeszcze troszeczkę.- dyszał jej do ucha napierając mocniej biodrami na ciało kochanki. Ruch twardego intruza w jej ciele lekko przyspieszył, acz Basia miała wrażenie, że Michał hamuje się i stara się pozbawienie jej dziewictwa uczynić jak najmniej bolesnym.
Blondynka wiła się w jego ramionach, łapiąc oddech niczym ryba wyrzucona na ląd. Czuła płynące po policzkach łzy, ale i.. coś jeszcze. Gdzieś za tym bólem czaiło się to o czym opowiadała Cosette, coś co wyrywało z ust tylu kobiet rozkoszne jęki. Czuła to, jednak nie mogła się na tym skupić. Szlachcic niewątpliwie czuł przyjemność płynącą z tego aktu miłosnego, jego usta pieściły jej szyję w zapamiętaniu, jego biodra napierały. Aż w końcu… poczuła jak kochanek drży i coś bardzo lepkiego w sobie. Michał dotarł na szczyt.
- To… koniec. Jeśli waćpanna życzy sobie popieścić swoje ciało, to ja postaram się z tym pomóc.- wyszeptał.
- T.. tak.. dotknij mnie… - Basia zaskomlała w jego ramionach, starając się zapanować nad łzami. Męskość Michała opuściła obolały teraz intymny obszar szlachcianki. Obrócił jej ciało na plecy i skupił się na jej biuście. Całował piersi dziewczyny, ugniatał, ocierał je o siebie. Obejmował wargami ich szczyty ssąc je lubieżnie. Nie była pierwszą w jego ramionach, choć pewnie Cosette mogłaby go nauczyć paru nowych sztuczek.
Basia jednak skupiła się na tych niewprawnych pieszczotach, starając się zapomnieć o bólu pomiędzy udami. Szlachcic nieco łaskotał jej skórę brodę, gdy skupiał się w swojej zabawie pieszcząc jej biust. Między udami ję piekło nieco i było mokro. Trudno było ocenić jak przyjemnie mogłoby być, gdyby nie bolało.
Basia pomrukiwała z zadowolenia czując na swoim ciele ciepłe wargi. Ta broda… o dziwo wydawała się nawet przyjemna. Czuła że coraz łatwiej złapać jej przyspieszony i rozpalony oddech.
- Jesteś bardzo śliczną i kuszącą niewiastą Barbaro.- wyszeptał mężczyzna i nie przerywając całowania jej biustu, pochwyciwszy jej dłoń nakierował palce na swoją męskość. Ów organ drżał pod jej palcami i… co ciekawsze, zdawał się unosić i rosnąć pod jej nieprawnym dotykiem.
- Och… - Basia była szczerze zaskoczona. Już? Jej palce z zaciekawieniem zaczęły wodzić po czymś, co niedawno gościło w jej ciele.
- Bardzo… kuszącą.- szeptał mężczyzna całując ją szyję i ściskając dłonią pierś. Dotyk Basi wyraźnie wprawiał jego ciało w drżenie.
- Ni… nie brak ci wigoru, Michale… - Magnatka z zaciekawieniem obserwowała jak ciało mężczyzny tężeje w jej dłoniach. Palcami badała każdą żyłkę, zgrubienie. - Co… co mogę zrobić?
- Nie chciałbym znów zmuszać cię do… jeszcze obolała jesteś. Cosette objęłaby ustami i ssać poczęła, ale tobie wystarczy jak wymasujesz paluszkami.- dyszał pod wpływem dotyku dziewczyny i prężył się pod palcami. I patrząc jej w oczy uśmiechnął się.- Waćpanna jest młoda, piękna i pachnąca…. dawnom miał okazję posmakować tak znamienity kąsek.
Basia zarumieniła się mocniej. D.. do ust… Cosette wzięłaby to… do ust? Magnatka zacisnęła delikatnie dłoń w piąstkę więżąc męskość Michała w uścisku. Czy… czy zmieściłby się… był tak… tak długi. Powoli przesuwała ręką od podstawy do końcówki, badając swoje szanse.
- Jest… taki duży… - Wyszeptała niedowierzając.
- Prawda to… nie mam się czego wstydzić.- dyszał rozpalony jej dotykiem mężczyzna. Oddychając ciężko pocałował dziewczynę namiętnie.- A twoje palce… czułe.
Bo i twardniał ów oręż, który dziewictwa Basię pozbawił.
- Nie… nie zmieściłby się… - Wyszeptała, nieco przyspieszając ruchy. Czy tak ją brał? Jak on się w niej zmieścił?
- Zdziwiłabyś się.- zaśmiałby się szlachcic, ale ruchy palców szlachcianki zdusił ten śmiech w zarodku zmieniając w cichy jęk i drżenie. Bo to coś pod palcami drżało, duże twarde i… mokre od śladów podboju. Bo przecież to gościło w jej ciele.
Basia widząc jego reakcję jeszcze zwiększyła tempo ruchów swej dłoni. Czy… czy to tak drżał nim..? Nim w niej doszedł? Odpowiedź była lepka i ciepła. Bo magnatka poczuła jak mężczyna brudzi palce jej dłoni, gdy ta pieszcząc go doprowadziła go do szczytu.
Michał opadł na plecy oddychając ciężko i rozkoszując się przyjemnością, którą mu sprawiła.
- Jak się waćpanna czuje? Teraz już niewiastą jesteś, nie dziewczęciem.- szepnął.
Basia przyjrzała się w słabym świetle swej dłoni, ubrudzonej nasieniem Michała.
- Obolała. - Wyszeptała, ale chwilę później uśmiechnęła się do swojego kochanka. - Dziękuję… że byłeś delikatny.
- Obiecałem, więc byłem.- odparł szlachcic wpatrując się w sufit i zamyślił się.- Chyba powinienem cię teraz opuścić. Pewnikiem chcesz wypocząć.
Magnatka przyglądała mu się przez chwilę, po czym ułożyła na pościeli tuż obok, wtulając głowę w nieco zapadniętą pierś Michała.
- Czy mógłbyś… gdy usnę? - Wyszeptała cicho, zamykając oczy.
- Oczywiście… jeśli waćpanna sobie tego życzy.- odparł uprzejmie szlachcic.
Basia przytaknęła ruchem głowy i wsłuchując się w rytm serca Michała spróbowała usnąć.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-05-2019, 08:31   #12
 
Aiko's Avatar
 

Pobudka przyszła za wcześnie i odezwała się siarczystym bólem pośladka, po tym jak został on uderzony dłonią ochmistrzyni.
- Aić… Cosette! - Basia prawie się poderwała, ale na łóżku zatrzymał ją ból pomiędzy udami.
- Długo spałaś. Czyżby twój kochanek cię wymęczył?- zapytała Francuzka bez grama współczucia dla jej sytuacji.- I jak było?
- B..bolało, ale… było miło. - Magnatka uniosła się na przedramieniu i przetarła dłonią zmęczoną twarz. - Pocałunkiem też można obudzić, wiesz?
- Ale zadek wystawiłaś… chcesz żebym pupę całowała? Robisz się wielce wyuzdaną osóbką.- odparła z ironicznym uśmiechem Cosette. - Przygotowałam ci kąpiel z rumiankem, złagodzi podrażnienia.
- Uniosłam ją pewnie bo piekło… - Magnatka przyjrzała się ochmistrzyni w gustownej sukni, po czym westchnęła ciężko. - Dziękuję. - Wyciągnęła obie dłonie do Cosette. - Czy… pomożesz mi wstać?
- Tak.- Cosette podała Basi dłoń i spytała zaciekawiona.- Po tylu doświadczenia ze mną, czy mężczyzna okazał się przyjemną odmianą? Czy straciłam swój urok?
- W trakcie… pomyślałam, że mógłby się nieco od ciebie nauczyć. - Basia stanęła na chybotliwych nogach.- Ale… trzeba przyznać, że… to jest inne. Miłe…
- Wybacz, ale nie zamierzam go uczyć jak zadowolić kobietę. Za stary kozioł z niego na nauki.- zaśmiała się Cosette prowadząc nagą Basię do komnaty obok, w której stała balia za parującą wodą.- Poza tym… wie co robić ze swoim rogiem. Resztę dadzą mi młodsi i żywotniejsi kochankowie.
- Zaskoczył mnie… nie.. spodziewałam się, że będzie… tak duży. - Basia powoli weszła do bali.
- Taaak… jest duży… stary kozioł potrafi się wykazać.- wymruczała lubieżnie Cosette i dodała z uśmiechem. gdy szlachcianka zanurzała się gorącej i pachnącej rumiankiem wodzie.- Przekonasz się z czasem, że to zaleta.
- Wspominał… że ty byś go wzięła do ust. - Basia przymknęła oczy ciesząc się ulgą jaką przyniosły zioła. W tej chwili dziękowała losowi za doświadczenie Cosette.
- To prawda. Dzięki L. poznałam wiele zabaw, których to dobrze wychowana dama znać nie powinna. Pieszczota ust sprawia wiele przyjemności kochankowi, a i… niektóre kobiety się w niej rozsmakowały. - wyjaśniła uprzejmie ochmistrzyni przysiadając na brzegu balii.
- Ciężko mi uwierzyć, że on mógłby się zmieścić… - Basia podkuliła nogi pod wodą przymykając oczy. - To… było miłe patrzeć jak reaguje na dotyk moich palców.
- Nie cały. -odparła ze śmiechem Cosette i dodała.- Choć Francine pewnie pochłonęłaby całego, ale… nie wystarczy tylko bawić się jego częścią.
- Lubisz to robić? - Basia uchyliła powieki by przyjrzeć się Cosette. - Czy… czy to przyjemne?
- Lubię jak się wiją, gdy trzymam ich męskość w ustach. Lubię jej miękkość na języku, pulsowanie.- wymruczała lubieżnie Cosette i wzruszyła ramionami dodając.- Nie. To nie jest samo w sobie przyjemne. To trzeba samemu ocenić czy się lubi.
Cosette spojrzała wprost w oczy Basi.- A ty… chciałabyś pochwywić Michała za jego “róg”?
Magnatka zarumieniła się mocno.
- Ja… byłam ciekawa… czy podołałabym. - Wyszeptała cicho. - Nie wiem czy jego… ale wczoraj… byłam naprawdę ciekawa.
- Nie wątpię, że nadarzy się okazja, jak jakiś młodzian wpadnie ci w oko.- odparła z ciepłym uśmiechem Cosette i westchnęła.- Teraz tylko żałobę przeczekać musisz, zanim oficjalni kandydaci na męża zaczną pukać do twoich drzwi.
- Dobrze… chyba… muszę się wygoić, a i wiele rzeczy powinnam przemyśleć. - Basia westchnęła ciężko i ponownie przymknęła oczy.
- Mam może Ewkę zawołać, by ci stopy wymasowała?- zapytała Cosette głaszcząc jasnowłosą po głowie.
- O której wyruszamy? - Basia przytuliła głowę do dłoni Francuzki.
- W południe. Z rana posłałam umyślnego do kolejnej karczmy.- wyjaśniła Cosette głaszcząc pukle magnatki.
- Wobec tego poślij po Ewę, chętnie przy niej odpocznę. - Basia uśmiechnęła się. - A tobie… jak minęła noc?
- Przyjemnie.- odparła Cosette bawiąc się puklami włosów Basi. - Ja przywykłam do intensywnych nocy. Nie wszyscy oni są delikatny, jak pan Michał… o ile dopełnił swojej obietnicy.
- Dopełnił. Był czuły i delikatny tylko… straciłam jedną z koszul. - Magnatka rozejrzała się po pokoju szukając resztek ubrania, nim przypomniała sobie że sypialnia jej była za drzwiami.
- Podobało ci się to?- zamruczała doświadczona kobieta.- Przyznaj się. Pragniesz takich właśnie kochanków i kochanek. Pragniesz by Agata uczyniła podobnie.
- To było podniecające. - Basia przyznała rację Cosette. - To jak nie mógł nad sobą chwilami zapanować… Ale Agata… naprawdę nie wiem co z nią czynić.
- Zostanie z nami. A co potem będzie, czas pokaże. - oceniła ochmistrzyni.- Nie jest to złe dziewczę, jeno czupurne i temperamentne.
- Wiem… dlatego źle jej nie życzę i chcę by znalazła swe miejsce w tym wszystkim. - Basia podniosła się stając w bali. Czuła, że jej nogi są teraz dużo pewniejsze.
- Oto akurat się nie martw. Ma silny charakter, po matce. - uśmiechnęła się kwaśno Cosette i nachyliła się, by cmoknąć prawy pośladek Basieńki.
- Ale zabawiając się ze sługami raczej utrzymania sobie nie zapewni. - Basia zamruczała czując wargi kochanki.
- Jest ładna. Znajdzie sobie bogatego gacha… choć mam wrażenie, że nie tego pragnie. Najchętniej byłaby… jak to zwą na stepach zaporoskich?...kresową wilczycą.- odparła Cosette i przesunęła językiem pomiędzy pośladkami Basi, by potem dodać.- To mam pójść po Ewkę?
- Och… chętnie bym jej pozwoliła być samo.. Cosette. - Basia jęknęła i oparła się dłońmi o balię. - A… czy ty masz dla mnie czas?
- Dopiero co miałaś gorącą noc i równie gorącą kąpiel.- odparła ze śmiechem ochmistrzyni i znów musnęła językiem miedzy pośladkami.- Och… czyżbyś… no proszę. Kto by pomyślał.
- C… co pomyślał? - Basia obejrzała się na ochmistrzynię.
- Jest wiele zabaw, którymi tacy mężczyźni jak mój L. się rozkoszują, a nie są one…- mruknęła naciskając palcem na punkcik miedzy pośladkami, delikatnie wciskając go.-... powszechnie lubiane przez niewiasty. Nie każda czerpie przyjemność z takich podbojów. A te które delektują się, muszą wpierw przywyknąć co jest samo w sobie bolesne. Ja sama nie do końca polubiłam takie zabawy, ale ty… - czubek palca lekko się zagłębił między pośladkami Basi. nie tam gdzie powinien. -... chyba należysz do tych co potrafią docenić taki podbój swojego ciała.
Basia jęknęła cicho czując dziwną obecność. Poczuła jak jej ciało przeszywają dreszcze i jak zaciska się ono na intruzie.
- Cosette.. to… to dziwne. - Wymruczała, bojąc się ruszyć.
- Ale ty to lubisz. - wymruczała Cosette lekko napierając palcem i tylko odrobinę szturmując ten obszar jej ciała. Nachyliła się by pocałować pośladek Basi. - I to bardzo. Jesteś wyrafinową osóbką… tak jak mój L.
- Ja nie wiem… to… tam jest ciasno. - Ciało Basi drżało coraz mocniej. Jej dłonie zacisnęły się na bali.
- Są mężczyźni. We Francji głównie, którzy z tego właśnie powodu cenią to miejsce na szturmy. - wymruczała Cosette ostrożnie poruszając palcem i nie zagłębiając się w ów obszar ciała Basi.- Dlatego że ciasto… u niewiast zamiłowanie do tego miejsca jest rzadsze.
Pocałowała delikatnie pośladek jasnowłosej.- Mam przestać?
- Nie wiem… - Myśli Basi odpływały. Magnatka stanęła w lekkim rozkroku by sobie ulżyć. Co Cosette robiła? Czemu tam?
- Czyli jednak powinnam przestać.- droczyła się lekko naciskając palcem, ale nie przerywała tej wielce nieprzyzwoitej pieszczoty.
Magnatka pojękiwała cicho. Nie wiedziała co ma robić. Jej ciało walczyło z intruzem jednak i tak czuła "te" dreszcze. Po pieszczotach z Cosette i Michałem wiedziała, że są one jej miłe, tylko czemu też teraz? Zaskomlała, gdy palec ochmistrzyni zanurzył się nieco głębiej. Cosette nie sięgała za daleko leniwie poruszając palcem i spoglądając na wypięte pośladki magnatki.
- Co za rozkoszny widok. - wymruczała zmysłowo.
- Wy.. wystarczy.. - Basia czuła jak nogi zaczynają odmawiać jej posłuszeństwa.
- Tak moja pani.- wymruczała Cosette uwalniając pupę kochanki od tych oszałamiających doznań.
Basia prawie się wywróciła. Ciężko opadła z powrotem do wody rozchlapując ją nieco i oparła głowę o krawędź bali.
- Masz bardzo wrażliwe ciało Basiu.- stwierdziła Cosette głaszcząc dziewczynę po głowie.
- Chyba aż nazbyt. - Magnatka zawstydzona zakryła twarz. - Wszystko można ze mną zrobić.
- No tak. L. by z pewnością spróbował z tobą wiele bezeceństw. - zachichotała cicho Cosette. - Ale to ty masz bogactwo. To ty jesteś wielką panią. To twoje kaprysy są spełniane.
-Pomożesz mi wyjść? - Basia pominęła temat dawnego opiekuna Cosette. - Chyba… powinnam coś zjeść.
- Oczywiście.- odparła kobieta podając magnatce ramię do oparcia i pomagając się wydostać z balii. Razem z nią Basia ruszyła do sypialni, gdzie kolacja została zastąpiona świeżym posiłkiem, acz wino pozostało to samo. Jako i bałagan w sypialni… i rozerwana koszula przy łóżku.
- Chyba… sama tu posprzątam. - Wyszeptała siadając ostrożnie przy stoliku.
- A czemuż to?- zapytała Cosette wyszukując w skrzyni z ubraniami koszulę dla swojej pani.
- Bo masz ważniejsze obowiązki na głowie niż mój bałagan po nocy z Michałem a… nie wiem kogo innego miałabym poprosić. - Pomału zabrała się za jedzenie, czasem zerkając na ochmistrzynię.
- Nie pleć głupot.- odparła Cosette zdzierając prześcieradło z łóżka, a potem kładąc na nim koszulę. - Tylko to wystarczy mi usunąć. Resztą zajmie się służba, zresztą dbanie o ciebie to mój obowiązek.
- Dobrze. - Basia nalała wina do kielicha. - Czy miałabyś ochotę? - Uniosła go w stronę ochmistrzyni.
- Z pewnością.- odparła Cosette podchodząc z koszulą do magnatki. - Ale wpierw nałóż to na siebie, chyba że chcesz bym nabrała ochoty zniewolić ciebie i zmusić do służenia mej własnej rozkoszy.
Blondynka zarumieniła się.
- Jak to zniewolić? - Podniosła się z krzesła odstawiając kielich i sięgnęła po podaną koszulę. Już po chwili jej ciało zasłonił cienki materiał.
- Nie troskaj się tym. - mruknęła wymijająco Cosette. Sięgnęła po swój kielich i upiła wina. - Waćpani ma jakieś życzenia na poranek?
- Czy masz może jakąś lekturę, która nie będzie wywoływać na mej twarzy wypieków? - Basia usiadła do posiłku, znów uważając na swoją pupę. - Pewnie zjem, poczytam… może Ewa zrobiłaby mi masaż? Odpowiada mi jej cichość.
- Oui… znajdzie się coś takiego. Podeślę ci Ewę do towarzystwa wraz z księgą. - zgodziła się Cosette.
- Dziękuję. - Basia zabrała się za jedzenie. Teraz gdy nerwy związane z pierwszym razem zniknęły czuła potworny głód.


Po posiłku miała wreszcie czas na ubranie się i odpoczynek w samotności. Chwilę na przemyślenie tego co się stało. I co ma się stać. Przesunęła sobie w tym celu jeden z foteli bliżej drzwi wychodzących na ogród i uchyliła je. Pewnie Cosette nalegałaby, aby o coś takiego poprosić służbę, ale toż tyle lat przestawiała sama meble… Wszystko musiała robić sama. Nie wolno jej było polować tak jak Agacie, ale mieli nieco zwierząt. Umiała je karmić, przyrządzić… nie było służby, która miałaby się tym zająć. A teraz… Teraz miała się skupić jedynie na przyjemnościach?
Służka Ewa przyszła z księgą tuloną do piersi i zastała Basię właśnie podczas tych rozmyślań.
Basia oderwała wzrok od ogrodu i uśmiechnęła się do dziewczyny.
- Wspaniale, że jesteś. - Wyciągnęła dłoń po przyniesioną księgę.
Ewa dygnęła nerwowo i podała księgę opuszczając wzrok w zawstydzeniu. Była taka inna niż Agata… niby dwa rudzielce, a jednocześnie dwa zupełnie odmienne światy.
- Twój masaż bardzo mi wczoraj pomógł. - Basia zerknęła na tytuł książki jaką wybrała dla niej Cosette. - Z przyjemnością dziś także oddam się w twe ręce.
Ewa od razu usiadła na podłodze, by sięgnąć pod suknię magnatki dłońmi i pochwycić jej stopę. Księga zaś była traktatem filozoficznym zapisanym po łacinie, mimo że jej autor pochodził chyba z księstw Rzeszy Niemieckiej. A przynajmniej to sugerowało nazwisko autora. Basia była coraz ciekawsza biblioteczki należącej do Cosette. Niespiesznie zaczęła wertować strony, pozwalając Ewie czynić cuda ze swymi nogami.
Łacina była językiem zdecydowanie mniej melodyjnym niż francuskim, a rozprawa filozoficzna była dość nużąca. Autor miał chyba jakieś zatargi z luteranami, bo wytykał błędy ich założycielowi. Nie było to jednak nawet w połowie tak ciekawe, jak palce służki wodzące po stopie Basi. Magnatka była niemal pewna, że Cosette specjalnie wybrała taką lekturę. Starając się patrzeć na księgę, ukradkiem zerkała na służącą i jej poczynania.
Ta wydawała się w pełni pochłonięta swoim zadaniem. Nie odrywała spojrzenia od pieszczonej stopy, wodząc po niej palcami i masując dłońmi z podziwu godną gorliwością. Basia uniosła masowaną nogę i tak jak w karocy ułożyła ją na ramieniu Ewy. Tym razem jednak podciągnęła nieco suknię.
Ewa przygryzła wargę przyglądając się odsłoniętej bardziej łydce swojej pani i z uśmiechem zabrała się za masowanie jej dłońmi oraz palcami. Basia zamruczała z zadowolenia i odchyliła się nieco na fotelu. To było… naprawdę przyjemne. Delikatnie ocierała się stopą o policzek służącej. I przy okazji czuła muśnięcie warg i języka na stopie. Trzeba przyznać, że Ewa przykładała się do masażu, jakby i ona czerpała z tego obowiązku przyjemność. Magnatka jęknęła cicho czując na skórze delikatne wargi. Była tak wrażliwa… Nawet nie rozumiała dlaczego. Toż… nie wyróżniała się niczym jako dziecko. Nie reagowała tak kąpiąc się z zakonnicami… pomagając im. A jednak od pierwszego razu z Cosette, coś jakby się w niej obudziło i sama nie była pewna czy się z tego cieszy czy nie.
Ochmistrzyni pewnie wykorzystałaby sytuację, ale nie Ewa… ona skupiła się na pieszczocie palcami łydki Basi i muskaniu policzkiem i językiem jej kostki.
- Czy.. czy umiesz także rozmasować udo? - Wyszeptała rozpalonym głosem Basia, unosząc jeszcze trochę swą suknię.
- Wszystko co panienka sobie życzy. - odparła nieśmiało Ewa czule wodząc palcami po odsłoniętym udzie. - Ma panienka bardzo zgrabne nóżki.
- A ty masz bardzo zgrabne i zwinne palce. Oraz… - Basia zawahała się na chwilę. - Bardzo przyjemne w dotyku wargi.
- Cieszy mnie, że sprawiają przyjemność panience. - wydusiła z siebie Ewa nie zaprzestając masażu.
- Bardzo dużą… - Magnatka przymknęła oczy. Suknię podwinęła tak, że ledwo co zasłaniała jej kobiecość i oddała się w ręce służącej.
Ta sumiennie skupiła się na swoim zadaniu, masując i pieszcząc całą nogę jasnowłosej szlachcianki. A choć palce dziewczyny co rusz zbliżały się do łona Basi, to jednak służka nie ośmieliła przekroczyć się poleceń swojej pani.
- Czy chciałabyś je wycałować? - Basia czuła już gorąc wypełniający jej ciało. Te delikatne pieszczoty były niczym tortura, jednak… bardzo przyjemna. Na tyle na ile było to możliwe.
- Jeśli panienka sobie tego życzy. - Ewa jednak nie czekała na odpowiedź, już wodząc ustami i całując żarliwie łydkę szlachcianki.
Basia zaczęła pomrukiwać kręcąc się nieco na fotelu. Gdy Ewa pieściła jedną nogę, magnatka przesunęła drugą po szyi, obojczyku służącej, aż oparła ją delikatnie na piersi Ewy.
Czuła pod stopą tą miękką poduszeczkę unoszącą się w szybkim oddechu, gdy usta Ewy wędrowały po łydce magnatki coraz wyżej i wyżej. Natomiast stopa Basi przez chwilę ugniatała pierś służącej, by zacząć wędrować w dół, po brzuchu… aż oparła się delikatnie pomiędzy udami Ewy.
Służka jęknęła cichutko, gdy stopa Basi odparła się o jej podbrzusze. Ale nie oderwało to jej od obowiązku i jej usta dotarły wyżej pieszcząc udo Basi. Szlachcianka nie mogła stopą sięgnąć głębiej. Przyciśnięta do ziemi suknia Ewy, była skuteczną zaporą przed dalszymi jej zakusami.
Basia przez dłuższą chwilę poddawała się pieszczotom jedynie opierając stopę o podołek służącej. Jej pocałunki wywoływały w magnatce to znajome, przyjemne drżenie i nie chciała tego psuć dziwnymi propozycjami. W końcu jednak…
- Czy chciałabyś bym cię dotknęła? - Wyszeptała rozpalonym głosem spoglądając na dziewczynę.
- Co panienka rzecze… ja niegodna. - odparła speszonym głosem Ewa.
- Gdybyś była niegodna bym ci tego nie proponowała. - Basia uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny.
- Jeśli panienka sobie życzy, to ja… cokolwiek panienka zechce. - wyszeptała cichutko i przesunęła językiem po udzie Basi. - Gdzie panienka chce mnie dotykać?
- A gdzie sprawi ci to przyjemność? - Magnatka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Wszędzie. - wyszeptała w odpowiedzi służka.
- Chodź do mnie. - Basia poklepała swoje uda. - Usiądź tyłem do mnie.
Ewa wyraźnie się zawahała. Wstała i przez chwilę patrzyła na Basię. A potem na okna. I najpierw zaciągnęła kotary, a potem dopiero wykonała polecenie swojej pani, siadając zgrabną małą pupą na jej udach.
Basia pocałowała szyję dziewczyny i sięgnęła dłońmi do wiązania jej sukienki.
- Jeśli nie będzie to ci miłe, to powiedz. - Wyszeptała rozsznurowując gorset i luzując wierzchni ubiór Ewy. Powoli sięgnęła jedną dłonią to odsłoniętej w ten sposób piersi.
- Ja mogłam rozwiązać… - to był jedyny protest jaki wyrwał się z ust Ewy, bo ta pozwalała szlachciance odsłaniać swoje pokryte piegami i niewinne ciało, ze zgrabnym acz małym biustem.
Magnatka pochwyciła te niewielkie krągłości i zaczęła je ugniatać, całując szyję Ewy. To dziewczę było tak delikatne, że naprawdę nie chciała jej sprawić przykrości.
Służka poddała się dotykowi szlachcianki ze zmysłowym pomrukiem i prężąc się leniwie.
Przymknęła oczy i całkowicie zatonęła w rozkoszy sprawianej jej przez jej panią. Te odgłosy były uzeleżniające. Tak jak i ruchy dziewczyny w jej ramionach. Kusiło by dostać więcej… Czy to czuła Cosette pieszcząc ją? Basia powoli puściła jedną pierś i sięgnęła do sukienki pomału ją podwijając. Co zrobi, gdy plotki się rozniosą? Czy w ogóle powinna się tym przejmować? Sięgnęła palcami do bielizny służącej i naparła nimi na jej kwiat.
Ewka pisnęła przestraszona czując palce Basi, ale po chwili rozchyliła swoje uda by ułatwić magnatce działania. I była… ona bardzo pobudzona, co szlachcianka czuła palcami sięgając głębiej. Blondynka zaczęła pieścić ją niespiesznie, delikatnie. Nie wiedziała jakie doświadczenia ma Ewa. Czy reaguje tak bo jest na kolanach swojej Pani, czy też dlatego, że w ogóle nie ma takich doświadczeń. Teraz Basi zależało jedynie na tym by sprawić dziewczynie nieco przyjemności i nacieszyć uszy jej głosem.
Miękka delikatna i drżąca pod jej dotykiem. Taka była służka ocierająca się o Basię, gdy jej palce doprowadzały ją do szczytu. Doszła nagle prężąc się nagle i krzyknęła cicho. Magnatka objęła ją delikatnie dając dojść do siebie i opierając podbródek o ramię dziewczyny.
- Domniemam, że było ci miło. - Wyszeptała wprost w ucho Ewy.
- Bardzo miło.- szeptała zawstydzona służka. Tymczasem drzwi się otworzyły i weszła Cosette “przyłapując” obie w dość niedwuznacznej sytuacji.
Magnatka poprawiła suknię Ewy i wypuściła ją ze swoich objęć. Czuła delikatny rumieniec na twarzy, wiedziała jednak że z uwagi na obecność służącej musi zachować pewność siebie.
- Czyżbyśmy ruszali? - Spytała, starając się utrzymać spokojny głos.
- Nie. Jeszcze nie. Za to coś innego przyszło do nas.- ochmistrzyni podała Basi otwarty list, podczas gdy służka zsunęła się z jej kolan i zaczęła nerwowo wiązać sznurowania swojej sukni. - Zaproszenie.
- Och… - Basia rozłożyła ostrożnie papier by zobaczyć o jakie dokładnie zaproszenie chodzi. Zapisane na bogato w epitety (choć z błędami), zaproszenie powstało stworzone piórem nestora rodu Kosteckich Hieronima. I on to upraszał o odwiedzenie jego posiadłości i zostanie gościem honorowym na uczcie.
- Dowiedzieli się, żeśmy karczmę chcieli zająć na noc, a że leży na ich ziemiach… to posłali umyślnego, byśmy miast w karczmie zatrzymali się w ich dworku. Michał radzi wymówić się żałobą, ja… uważam, że nie ma co się chować przed szlachtą. A co ty radzisz pani?
Otworzyli jej korespondencję i rozważali dalsze kroki postępowania. Do zgody nie doszli, więc zwrócili się do niej. Mimo wszystko nadal byli “nadopiekuńczy”, choć Basia wiedziała że jej dobro i dobro rodu mieli na sercu.
- Czemu Michał obawia się takich odwiedzin? - Basia miała świadomość, czemu ona powinna się ich obawiać. Nie miała zbyt wiele doświadczenia w obchodzeniu się ze szlachtą. Do tego to jak wyglądało ostatnimi czasy jej życie… Zerknęła na Ewę.
Ta się cofnęła pod ścianę już całkiem ubrana i cichutko jak myszka stojąc, czekała na polecenia jaśnie państwa.
- Nie wie, co kryje się pod tym lukrem jakim Hieronim obsypał zaproszenie. No i waćpani jeszcze młoda i niedoświadczona. Łatwo o wpadkę.- stwierdziła Francuzka spokojnie.
- Według mnie pod tym lukrem może się kryć jedynie albo kolejna dwórka, albo potencjalny małżonek, albo chęć zaciągnięcia długu… Bo chyba.. nic nam nie zagraża, prawda? - Basia spojrzała niepewnie na ochmistrzynię.
- Są jeszcze Stadniccy. - rzekła ochmistrzyni.- Wywodzący swój ród ze Żmigrodu. Wedle tego co pan Michał mówił, istniało kilka Żmigrodów w przeszłości. Zamek Żmigrodzkich jest jednym z nich, a Stadniccy mieli kiedyś osadę o tej nazwie w swoich włościach. Niemniej wykorzystują ową zbieżność, by domagać się zwrotu tego co do nich ponoć należało. Procesy przegrywali jednak raz za razem. Mogą chcieć cię porwać waćpani i choćby… do ślubu zmusić.
- Lecz czy mielibyśmy się ich spodziewać u Kosteckich? - Magnatka zawahała się. Nie spieszyło się jej do ślubu, szczególnie jeśli ktoś ją do niego zamierza zmuszać. Tylko… czy nie mogli porwać jej i w drodze?
- Nie. Nie sądzę. Niemniej Kosteccy chcą cię zapraszać na ucztę nie zważając na fakt, iż nadal w żałobie po śmierci jesteś.- wyjaśniła Cosette. - Którą powinni uszanować.
- Czy wobec tego możemy im odpowiedzieć, że w związku z żałobą z przykrością odmawiam ale zaszczytem dla mnie będzie ugościć ich gdy tylko dopełnię obowiązków, wobec męża? - Basia oddała ochmistrzyni list.
- Jeśli waćpani tego sobie życzy?- zapytała Cosette uprzejmie.
- Chcę pochować Józefa. - Magnatka uśmiechnęła się do Francuzki. - Naprawdę… mam wobec niego dług wdzięczności.
- Dobrze. Przyniosę pergamin i pióro.- rzekła uprzejmie Cosette. - Wypadałoby odpisać osobiście.
- Z przyjemnością to zrobię. Powiedz mi tylko… czemu tobie zależało by się tam pojawić? - Basia nie odrywała wzroku od swojej kochanki.
- Nie nabierzesz pewności siebie kryjąc się przed wyzwaniami pod kontuszem pana Michała. Kosteccy mogą mieć jakieś małe interesy ukryte pod tym zaproszeniem, ale ich drobnoszlacheckie intrygi są niczym w porównaniu z tym co cię czeka waćpani. A pan Michał ni ja… nie osłonimy cię przed każdym z kłopotów.- odparła wprost Cosette.
- Nie chcę się przed nimi kryć… ale chcę też wypełnić obowiązek wobec męża. Na tyle dobrze na ile jestem w stanie. - Basia przytaknęła zgadzając się z Cosette.
- Oui…- zgodziła się Francuska i dygnęła. Po czym zerknęła na służącą.
- Ona miała ciebie waćpani masować. Nie na odwrót. Nie spisywała się, że musiałaś jej pokazać co ma robić?- zapytała ironicznie drocząc się z jasnowłosą.
- Myślę, że z przyjemnością odwdzięczy mi się za mój masaż. - Basia spróbowała ukryć rumieniec za uśmiechem.
- Tak. Z pewnością to zrobi.- odparła z uśmiechem Cosette i skłoniła się szlachciance.- A teraz waćpani pozwoli, że pójdę po pióro i pergamin. Umyślny Kostecckich czeka.
- Oczywiście. Przyprowadź go może tutaj, Ewa pomoże mi się wyszykować. Wręczę mu odpowiedź osobiście. - Basia uśmiechnęła się do stojącej pod ścianą służącej.
- Dobrze moja pani.- odparła Cosette i opuściła komnatę.
Magnatka odetchnęła i oparła się wygodnie w fotelu. Chciała wyjrzeć przez okno, ale półmrok przypomniał, że służąca je zasłoniła.
- Pomóż mi z trzewikami i włosami. - Zwróciła się do Ewy, poprawiając podciągniętą suknię. - I odsłoń prosze okna. Do masażu wrócimy później, jeśli rzeczywiście chciałabyś mi się odwdzięczyć.
- Zrobię wszystko co panienka sobie zażyczy.- odparła z żarliwością w głosie Ewka zabierając się za odsłanianie okien.
- Wolałabym by sprawiało ci to także przyjemność. - Basia uśmiechnęła się obserwując dziewczynę.
-Dyć sprawia panienko.- odparła zawstydzona Ewa kucając, by założyć trzewiki na stopy Basi. Pochyliła się by ustami przesunąć po stopie i łydce szlachcianki.
- Wobec tego cieszę się. Bo miły jest dotyk twoich warg. - Magnatka spokojnie zaczekała aż służąca założy jej obuwie i upnie długie włosy.
Cosette zjawiła się wraz pergaminem, inkaustem i piórami. Oraz nożykiem do ich strugania. W razie gdyby któreś z przygotowanych się złamało. Postawiła wszystko na stoliku i rzekła.
- Posłaniec czeka za drzwiami. Jak skończysz to go zawołam.- podała też Basi szlachecki sygnet. - To klejnot twojego męża. Użyj go do zapieczętowania listu. Użyjemy wosku ze świecy, bo laku nie mam pod ręką.
- Dziękuję. - Basia usiadła przy stoliku i przyjęła pierścień. Przez chwilę przyglądała mu się. Pamiętała go z dłoni męża. Ułożyła go obok siebie na stole i zabrała się za pisanie.

“Zaproszenie waśćmość Pana uczyniło mi wiele radości. Lżej mi na sercu widząc, że w tak trudnym dla mnie czasu spotkać się z tak wielką życzliwością i ciepłym słowem. Z przykrością muszę jednak odmówić. Małżonek mój Józef Żmigrodzki zbyt niedawno zmarł i choć serce me cieszy się twym listem to nadal pogrążone jest w żałobie i chcę w ciszy upamiętnić śmierć męża. Pozostaje mi wierzyć iż tak szlachetny mąż wybaczy udręczonej wdowie i przyjmie w ramach przeprosin zaproszenie do siedziby rodu Żmigrodzkich.
Pogrążona w żałobie
Barbara Żmigrodzka”

Basia jeszcze raz przeczytała list i przysypała go piaskiem by wchłonął nadmiar tuszu. Dała znak Cosette by i ona się z nim zapoznała.
- Dobrze.- ochmistrzyni mruknęła cicho do ucha Basi i cmoknęła ją w nie.- Czy życzysz sobie, byśmy z Ewką utuliły dziś do snu tę pogrążoną w żałobie wdowę?
- Na pewno pocieszy to jej zranione serce. - Magnatka uśmiechnęła się do swej ochmistrzyni.
- Czyżbyś nabrała apetytu?- zamruczała Cosette ustami pieszcząc płatek uszny szlachcianki.- Na więcej?
- Cosette… naprawdę chciałam wręczyć osobiście ten list. - Basia starała się jakoś wymigać od odpowiedzi. Czy naprawde właśnie zgodziła się przyjąć dwie kobiety w swej alkowie? Czemu nawet nie czuła by mogło jej to przeszkadzać, a jedynie tą.. ciekawość?
- Oui…- ochmistrzyni odsunęła się od magnatki i ruszyła do drzwi. A potem otworzyła je wpuszczając posłańca w szarej sukmanie. Ten do nóg dziedziczce upadł i dziękował za przyjęcie.
- Niestety muszę cię prosić byś zaniósł swemu Panu odpowiedź odmowną. Proszę przekaż mu jednak, że jego list bardzo mnie ucieszył. - Basia wręczyła posłańcowi zapieczętowany list. - Mam nadzieję, że przyjmie moje przeprosiny i zaproszenie.
- Nie śmiem wyroków takich wypowiadać.- odparł chłopina przyjmując list, wstał i cofał się do drzwi bijąc przy tym pokłony.
- Bezpiecznej drogi. - Basia odprowadziła mężczyznę wzrokiem.
- My też wyruszymy. Południe już blisko.- stwierdziła krótko Cosette.
Basia przytaknęła ruchem głowy i podniosła się z fotela.
- Udało ci się wymyślić jakieś obowiązki dla naszej dwórki? - Spokojnie poczekała aż jedna z kobiet poda jej podróżny płaszcz.
- Tak. Wybiera konie na wasze wspólne przejażdżki. - odparła uprzejmie Cosette, podczas gdy Ewa ruszyła by nałożyć na ramiona jasnowłosej płaszcz.
- Wspólne przejażdżki powiadasz… - Basia westchnęła ciężko. - Chodźmy.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-06-2019, 12:11   #13
 
abishai's Avatar
 

Podróż kolaską przez przyjemna na swój sposób. Agata znów wierciła się na miejscu i często wyglądała przez okno, przez co Basia mogła przyglądać się wszystkim jej atutom, choć zawsze okrytymi tkaninami. Energia jaka wydawała się wypełniać ciało dwórki była porażająca w swojej ilości. Agatka wydawała się klaczą spętaną wędzidłem i próbującą się z niego zerwać. Wyobraźnia i lektura podsuwały Basi namiętnie wizje, bo i pocałunek jaki połączył ich usta był ognisty… bardziej ognisty niż ten z Cosette. Ochmistrzyni była namiętna ale i wyrafinowana, a dwórka była dzika.
A sama Basia, jaka była? Owszem, z początku była niewinnym dziewczęciem kuszonym przez Francuzkę do wuzdanej rozpusty. Ale Ewka jej nie kusiła. To sama szlachcianka zbałamuciła młodą służkę i skorzystała z jej wdzięków. Co się właściwie wtedy stało?
Czyżby tak bardzo się zmieniła w ciągu tych kilku dni? Możliwe że tak.
W końcu w ciągu kilku dni zmieniła się z ubogiej szlachcianki w bogatą wdowę.

Podróż się dłużyła, bo orszak był duży. A i przewiezienie trumny wymagało powolnego tempa. Bowiem drogi w Rzeczypospolitej były pełne kolein i wozy kołysały się jak okręty na pełnym morzu. Pewnie łatwiej i szybciej by było przesiąść się z kolaski na grzbiet koński i ruszyć galopem przez pola i lasy. Tak jak to się Agacie marzyło.
Niemniej młodej tak się zachowywać nie wypadało. Jeszcze nie.
Widoki z kolaski się zmieniały. Coraz bardziej było widać, że okolica staje się dziksza i bardziej prowincjonalna. Basieńce to nie przeszkadzało. Pacholęciem będąc spędzała w takiej okolicy beztroskie dni. Teraz jednak była inna. Suknia którą nosiła, była warta więcej niż cała jej garderoba przed ożenkiem. A ona sama… zerkała na Cosette, która w zamyśleniu bawiła się kolią na swojej szyi.


Karczma do której dojeżdżali nie była tak duża i tak wygodna jak poprzednia w której Basia odpoczywała. Była bardziej ciasna, bardziej zaściankowa, bardziej chłopska.
Szlachcianka otrzymała ciasną izdebkę na piętrze, acz pewnie najlepszą w tym przybytku. Także i potrawy jej obiecane w tym przybytku nie miały być tak wyrafinowane jak ostatnio, ale Basia nie miała powodów by grymasić.
Karczma była też mniejsza, toteż Cosette dwoiła się i troiła, by zorganizować nocleg i poczęstunek dla całego orszaku magnatki. Nie miała czasu dla Basi, więc szlachcianka przechadzała się wraz dwórką Agatą między wozami zabijając czas. I właśnie wtedy dostrzegła, jak pan Michał rozmawia z kochankiem Francuzki i kilkoma szlachcicami oraz… dwójką sług o obliczach… zbójów.
Rośli i zarośnięci na twarzy, długie brody i kudły do ramion. Starszy miał nawet kołtuna na głowie. I na nich to skupiły się spojrzenia szlachty jak i samego pana Michała. Stary mężczyzna wodził po swojej brodzie w zamyśleniu wysłuchując, jak starszy ze zbójów dukał coś uniżonym tonem głosu. I nie był zadowolony z tego co słyszał.
Coś pana Michała niepokoiło, ale … jak zwykle Basia nie była wtajemniczona w te sprawy.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2019, 08:05   #14
 
Aiko's Avatar
 
Nie wiedziała co się z nią dzieje. Dlaczego spojrzenie wyszukuje charakterystyczne kobiece zaokrąglenia? Czemu tak kusi ją by dotknąć.. posmakować? Widząc rozmawiającego Michała musiała się bardzo starać by nie spoglądać na jego krocze. Na szczęście lub niestety, kontusz maskował ten obszar męskiego ciała doskonale.

Była ciekawa o czym rozmawiają mężczyźni ale uznała, że niestosownym byłoby w tej chwili podejść bliżej. Spokojnym krokiem ruszyła między wozami by wyłapać ich rozmowę.
- … z dwie dłonie panie.- mruczał chrapliwie starszy z zarośniętych “zbójów”. - Największe warchoły jakie siedzą w okolicy.
Magnatka zatrzymała się niby podziwiając jednego z koni i nasłuchując.
- Gdzie ich zebrał?- zapytał pan Michał.
- Ni wiem panie… nie usłyszałem… a tropić konnych na piechotę, ciężko.- odpowiadał zbój.
Pierwsze co przyszło Basi do głowy to ryzyko, o którym opowiedziała jej Cosette. Ryzyko że Stadniccy będą chcieli ją porwać. Stojąc nadal w miejscu zerknęła na Agatę.
A ta przytuliła się do Basieńki od tyłu, by lepiej przysłuchiwać się rozmowie. Dociskała swoje ciało do niej z ekscytacją na twarzy. Ją ta wizja zbójów na drodze nie przerażała.
- Ile sług?- zapytał pan Michał.
- Będzie z tuzin. Tylem widział. Hajducy… o swe prawa z nimi chce cię upominać.- wyjaśnił zbój.
- Jakie tam prawa. Dziewkę porwać chce i siłą do łoża zaciągnąć, a potem przed ołtarz. Albo na odwrót. Lepiej małżeństwem wszystko zagarnąć, nić kruczkami prawnymi jeden zamek.- burknął Michał.
- Przecze szone jusz ma.- odezwał się Evan.
- Protestancko poślubioną. Jak wiarę zmieni, to ślub nieważny będzie.- sarknął gniewnie Michał.- Paryż wart jest mszy.
- Co?- spytał najemnik.
- Nieważne.- mruknął Michał.
- Chodźmy. - Basia mruknęła cicho i spróbowała się oswobodzić z ramion Agaty.
- Już?- Agata była ciekawa co panowie szlachta mówią. Niemniej uwolniła Barbarę ze swoim objęć i podążając za magnatką szeptała.- Może powinnyśmy szabel dla nas zażądać, albo łuków, albo pistoletów.
- To na mnie polują… - Basia zamyśliła się i rozejrzała za jakąś służącą.
- Dyć nie trza się gwałtownika bać, ino im nos utrzeć… albo obciąć.- odparła bojowo Agata, gdy Basia dostrzegła jakąś młodą służkę zanoszącą skrzynię z jej strojami do karczmy.
Magnatka podeszła do niej.
- Gdy to zaniesiesz udaj się do Pana Michała i Lanoire i poproś ich do mojego pokoju. - Starała się zwrócić do dziewczyny tonem nie znoszącym sprzeciwu, takim jaki często słyszała u Francuzki. Dopiero gdy służka odeszła zwróciła się do Agaty. - Nie wątpię że posiadasz talenta, które umożliwią ci walkę, ja jednak nie, a zależy mi głównie na tym by ani tobi, ani nikomu w mym orszaku nie stała się krzywda.
- Tak pani.- odparła pospiesznie służka, a Agata westchnęła ciężko, acz kiwnęła głową posłusznie.
- Chcesz mi towarzyszyć czy udasz się znów oglądać konie i stajennych? - Basia zerknęła na swą dwórkę. Chciała się zaszyć w ciszy swojego pokoju.
- A w czym mam ci towarzyszyć waćpani?- zapytała z zaciekawioną miną Agata.
- Ja udaję się do swego pokoju odpocząć po podróży, zapewne zjeść nieco i zaczekać na Michała i Lanoire. - Basia zerknęła na karczmę z powątpiewaniem. Tym razem nie będzie miała zapewne ogrodu do spacerów.
- Nie jestem aż tak głodna.- stwierdziła Agata w zamyśleniu.- Niemniej jeśli waćpani zależy na moim towarzystwie przy posiłku?
- Chciałabym byś w spokoju nauczyła się zasad zachowania przy stole. - Basia wzruszyła ramionami i ruszyła w kierunku karczmy. Czy jej zależało? Miała Ewę, Lanoire… pewnie nawet Michał skorzystałby z okazji, by spędzić z nią jeszcze jedną noc. Dzika Agata mogła robić to na co miała ochotę.
- Dobrze. Niech tak będzie.- mruknęła Agata podążając za szlachcianką z miną skazańca podążającego na szafot. Nauka manier niespecjalnie ją kusiła, ale była tutaj po to by stać się wielką damą.
Magnatka poprosiła służbę w karczmie by wskazano jej pokój i przyniesiono posiłek dla dwóch osób.
Izdebka była mała, acz postarano się by wygodna była. Łoże miało świeży siennik. Do topornie zbitego stolika dostawione lepsze krzesła. Niewiele światła wpadało, przez stare świetliki, oszklone zapewne niedawno. Była to bardziej chłopska izba niż szlachecka komnata.
- Ciasno tu…- mruknęła Agata gdy usiadły, a ich stopy i łydki ocierały się o siebie. Nie miały zresztą innej możliwości. Malutki stolik ledwie oddzielał dwie niewiasty od siebie.
- Ale sucho i jest tu jedzenie. - Basia z całych sił starała się by i tym razem nie wykorzystać sytuacji, choć nogi dziewczyny kusiły. - Niebawem będziemy w zamku.
- Ponoć duży i na szczycie góry zbudowany. Widoki z niego muszą być piękne. Ale dojście do niego… dobrze że kolaską jedziemy.- odparła z figlarnym uśmiechem dwórka nieświadoma myśli swojej pani. A może i świadoma?
- Cóż… miało to być miejsce, w którym ród się krył.. niewskazane by było, by był łatwo dostępny. - Basia oparła się łokciami o stół i zaplotła palce dłoni by oprzeć na nich podbródek. Miała nadzieję, że niebawem ktoś przyniesie posiłek… a przede wszystkim wino do niego.
- I pewnie też ciasny będzie.- zażartowała Agata ocierając się kostką o łydkę Basi. Tym razem na pewno z premedytacją! No cóż… dziewczyna pamiętała nauki jakie jej magnatka udzieliła ostatnio. Zanim jednak szlachcianka zdołała odpowiedzieć jakoś na tę napaść, zjawiła się służka z posiłkiem i winem do niego. Posiłek był miejscowy, więc nic wyrafinowanego. Ale wino już doskonałe, bo przywiezione tutaj z Krakowa.
- Myśli waćpani, że będzie tam na co polować?- zapytała Agata, odpuszczając sobie figle na łydce Basi, bo posiłek i wino przyciągnęły jej uwagę.
- Jak nie przy samym zamku to w jednym z dworków. - Basia westchnęła ciężko i nałożyła sobie nieco jedzenia, starając się ignorować dotyk drugiej kobiety. - W moich rodzinnych stronach wiele było zwierzyny.
- U tatki też jest jej sporo. Całe dnie spędzałam na łowach.- odparła Agata na szczęście zbyt zajęta jedzeniem, by prowokować jasnowłosą swoimi figlami.
- Wyprostuj się… nieś jedzenie na sztućcu do ust, a nie zanurzaj twarz w talerzu. - Basia skorygowała postawę dziewczyny i sama zabrała się za jedzenie. - Nie chcę ci bronić udziału w polowaniach, ale chciałabym byś zachowywała się podczas ich stosownie.
- A jakież to jest te stosowne zachowanie na polowaniach? - zapytała Agata niechętnie prostując sylwetkę i naśladując Basię.
- By jechać w odpowiednim dla swego statusu miejscu, by zaczekać nim wyżsi rangą oddadzą pierwsi strzał. - Magnatka upiła nieco wina, dziękując teraz Cosette za to iż zapewniła im zapasy. - Siedzieć w siodle jak dama i zwracać się do pozostałych członków polowania z odpowiednią kurtuazją.
- I to jest… wedle waćpanny zabawa na polowaniu? - zapytała z ironicznym uśmiechem Agata i dodała z entuzjazmem.- Ja bym waćpani pokazała jak się bawić… na polowaniu.
Jej stopa przypadkowo musnęła łydkę Basi po całej długości.
- Nie zabawa lecz udział w polowaniu. - Magnatka cofnęła nogę, ukrywając ją w połach sukni. - Widziałam bardziej plebejskie łowy, jednak to nie tego mam cię uczyć.
- Są więc jakieś zabawy… dla bogaczy, czy wszystko to sztywna postawa i sztuczne uśmiechy jak u matki?- zapytała Agata sama upijając nieco wina.
- Sarmaci bawią się chętniej i huczniej niżeli chłopi. Ważnym pytaniem jest kim ty chcesz być podczas tych zabaw. - Basia oderwała wzrok od jedzenia spoglądając na swoją dwórkę. - Dziewką, taką jak inne służącą.. łatwą do zdobycia i posiądnięcia, czy damą, o której względy trzeba zabiegać. Niestety by osiągnąć to drugie potrzebna jest i sztywna postawa i sztuczne uśmiechy.
- Och… o takich zabawach mówimy?- upiła nieco wina Agata i nachyliła się ku Basi z łobuzerskim uśmiechem.- To zależy jak gładki na liczku będzie ów kawaler, nieprawdaż? Są tacy na widok których kiecka sama się podwija.
- Miałaś nieco do czynienia ze swą matką. Całe życie dworskie sprowadzić można do gry kto kogo uwiedzie i jakie będzie miał z tego korzyści. - Basia westchnęła ciężko. - A to że kawaler jest gładki… obawiam się, że nie jest naistotniejszą z jego cech.
- Jak brzydki to niech się stara. Czy to upominkami, czy w inny sposób. Nie jestem głupią gąską.- odparła dumnie Agata.- Matka nie miała czasu trzymać mnie krótko przy sobie, więc widziałam to i owo.
- Nie jesteś, ale swoim sposobem wypowiedzi i zachowaniem pokazujesz jakbyś była. - Basia skupiła się ponownie na posiłku. Musiała przyznać, że podobała się i pewność siebie Agaty i nawet ten jej nieco dziecinny sposób zachowywania się. Jednak dwórka nie musiała o tym wiedzieć.
- No dobrze… mogę… nieco się naginać pod twój przykład w towarzystwie. Ale… czy ciebie nie kusi… swoboda? Gdy nie ma nikogo wokół? Pognać boso po rosie w letni poranek, zanurzyć się nago w jeziorze? - zapytała z uśmiechem Agata popijając wino.- Zedrzeć z siebie ten gorset?
Magnatka zaśmiała się.
- Biegałam już boso i zanurzałam się nago w jeziorze. - Uśmiechnęła się do dziewczyny ciepło. - Boso gdy zabrakło pieniędzy na buty, a nago gdy trzeba było pranie zrobić. Uwierz mi wolę gorset i balię pełną ciepłej wody.
- Oj myślę, że przekonałabym cię jeszcze do zimnej wody w jeziorze.- wymruczała Agata wypijając nieco wina.- Nie jesteś znów tak bardzo starsza ode mnie. Po kąpieli byśmy się przytuliły i byś się szybciej ogrzała.
- Odniosła wrażenie, że nie miłe jest ci tulenie się do mnie. - Basia parsknęła. - Wierzę jednak że masz atrybuty, by takie zabawy zaoferować dowolnemu mężczyźnie.
-Nie całowałabym cię w powozie… - odparła wystawiając język Agata.- Gdyby nie było to miłe, a co do tulenia… takiego…- zaczerwieniła się wpatrując w stół.-... to… akurat z młodzikiem się już tuliłem. Z niewiastą. Nie.
- Twoja matka wie? Wiesz jak istotnym jest by to przy zamążpójściu… - Basia westchnęła. - Nieistotne.
- Nie… Ona nie wie.- odparła cicho Agata zawstydzona.- Nic to jednak. Tak biedaka zbałamucę w noc poślubną, że nie zauważy. Wystarczy się na takiego rzucić i całować i pieścić aż do utraty tchu.
Odparła zerkając na dekolt sukni Basi.- Z niewiastą chyba podobnie, co?
- Jak wiesz już kobiety nie posiadają pewnych atrybutów.. więc podobnie ale nie do końca. - Basia spróbowała uśmiechem zakryć własną niepewność. Bo jak było z innymi mężczyznami? Jak było z innymi kobietami. Nie była Cosette z jej bagażem doświadczeń.
- Wiem jak przyjemność sobie sprawić.- Agata wstała od stolika i podeszła do drzwi. Sprawdziła czy nikogo nie ma korytarzu.- Więc to tylko pewnie… trzeba na innym ciele poczynić to samo. A i waćpani była gorliwa w kolasce do spróbowania. Tu jesteśmy same.
- Owszem, lecz niebawem powinni się pojawić Lanoire i Pan Michał. - Basia nie ruszyła się od stolika, choć kusiło ją potwornie sprawdzić jak to by było znaleźć się w ramionach Agaty.
- No… tak… -speszyła się Agata słysząc jej słowa. Podeszła do siedzącej kobiety od tyłu, kucnęła. Bezczelnie chwyciła ją za biust ściskając mocno krągłości ukryte pod gorsetem.
- Lubiłam jak mnie tak obłapiał. Przyjemne to dla waćpani?- zapytała ściskając mocniej i muskając ustami szyję magnatki.
- Tak. Choć wolę gdy nie ociera mnie materiał sukni. - Basia z trudem panowała nad głosem. Oparła dłonie o stół poddając się dotykowi dwórki.
- Wyswobodzę je…- mruczała Agata całując szyję jasnowłosej.- Acz nie teraz. Jestem też ciekawa czy są tak miękkie i miłe w dotyku jak moje.
- Jeśli zasłużysz. - Magnatka odchyliła głowę do tyłu opierając ją o ramię dwórki.
- Jeśli zasłużę?- zamruczała Agata i pocałowała kącik ust Basi. - Zobaczymy czy…-
Nie dokończyła. Oboje usłyszały coraz głośniejsze kroki. Kto się zbliżał do izdebki Basi i Agata pospiesznie puściła kochankę wstając i nerwowo poprawiając suknię.
Magnatka odetchnęła. Czuła rumieniec zaczynający palić jej policzki. Jak długo była w stanie grać? Kiedy nie miałaby już sił się opierać? Powoli poprawiła gorset nie podnosząc się od stołu.
Tymczasem do jej izdebki weszli oboje. I pan Michał i ochmistrzyni. Stary szlachcic pokłonił się młodej wdowie i rzekł.
- Wzywałaś nas pani.
Magnatka podniosła się z krzesła i zwróciła do swojej dwórki.
- Zostaw nas Agato. - Zaczekała aż dziewczyna opuści pokój i dopiero wtedy odezwała się do Michała i Cosette. - Czyi hajducy zbierają się w lasach?
Cosette była wyraźnie zdziwiona słowami Basi i spojrzała zaskoczona na pana Michała. Stary szlachcic zaś zasępił się wpatrując w twarz jasnowłosej dziewczyny. - Nikogo ważnego waćpani.
- Jeśli dobrze usłyszałam. Mężczyzny, który planuje porwać i siłą zmusić jedną z obecnych w orszaku kobiet do zamążpójścia. - Magnatka westchnęła i opadła ciężko na krzesło. - Czemu mam obawę, że chodzi o Stadnickiego i moją osobę?
- Waćpani nic nie grozi.- odparł stanowczo pan Michał.- Żmigrodzcy to za wysokie progi dla Stadnickich. Nieważne ile gołoty zaciągnie pod swoje sztandary. Szaraczki z szabliskami na rapciach jego to za mało, by poradzić sobie z ludźmi oddanymi po twoje rozkazy.
Choć właściwie powinien rzec, iż pod jego rozkazami byli.
- Nie chcę by ktokolwiek niepotrzebnie przeze mnie ginął. - Basia posmutniała i zacisnęła dłonie w pięści tak, że pobielały jej knykcie.
- To da się waćpani porwać, do małżeństwa przymusić i dać się zamknąć w jakimś dworku niczym pustelniczkę?- zapytał retorycznie pan Michał.
- Wolałabym nie jednak… może mogłabym się przemknąć konno? - Basia spojrzała niepewnie na swoją ochmistrzynię i opiekuna.
- Nie dość że naraziłabyś na niepotrzebne niebezpieczeństwo, to jeszcze nikogo byś nie uchroniła, bo Stadnicki i tak by zaatakował nasz orszak licząc, że ty w przebywasz w nim.- podsumował jej plan stary szlachcic.
Basia westchnęła ciężko i przytaknęła.
- Czy ci ludzie powiedzieli ilu zebrał? Kto to w ogóle był?
- Zembrowski Maciej. Infamis skazany za morderstwo szlachcica. Szabla do wynajęcia, dla każdego kto ma pieniądze i nie ma skrupułów. Nawet potomki Diabła wiedzą że nie mogą na dziedziczkę Żmigrodzką ruszyć z otwartą przyłbicą, toteż… tego gada opłacili.- wyjaśnił Michał.- Dużo luda zebrał, ale nie dość by nas pokonać.
- Zdaję się na twą ocenę. Agata… podobno szablą i pistoletem włada. - Basia zawahała się. - Może by było bezpieczniej by była uzbrojona.
- Może… gdyby chłopi z widłami byli, ale przeciw szlachcicom lepiej nie wypuszczać z kolasy uzbrojoną w szabelkę. Acz pistolety możemy jej dać.- ocenił po namyśle Michał wodząc dłonią po brodzie.
- Mam nadzieję, że żadnej z nas nie przyjdzie opuścić kolasy. - Basia przyglądała się uważnie Michałowi. Chwile wędrowała wzrokiem po jego ustach. - Proszę.. nie ukrywaj takich rzeczy przede mną.
- Nie ma co kłopotać twojej ślicznej główki takimi detalami. Zbóje na traktach to nie nowina. Zawsze na takich trafić możemy.- odparł szlachcic z uśmiechem.
- Jednak większość z nich jedynie nas obrabuje… chyba że potraktujemy mnie jak przedmiot, który także można ukraść, wtedy rzeczywiście nie ma co mnie kłopotać. - basia zirytowała się lekko. Chciała wiedzieć o takich rzeczach. Chciała móc sama zadbać o swe bezpieczeństwo i chyba w jej głowie rodził się plan jak to zrealizować. Muszą tylko dotrzeć do zamku.
- Nie. Wszyscy ci głupcy zginą jeśli spróbują choć tknąć waćpani.- odparł spokojnie pan Michał.
- Chcę jednak wiedzieć gdy jest takie ryzyko, dobrze? - Basia skupiła swoje spojrzenie na oczach mężczyzny.
- Zgodnie z życzeniem waćpani.- odparł uprzejmie szlachcic kłaniając się dziewczynie. Przez co jego oczy umknęły spojrzeniu Basi.- Czy to wszystko, czego pragniesz?
- Tak. Dziękuję, że znaleźliście dla mnie czas. - Magnatka opuściła głowę.
Szlachcic ponownie się skłonił i opuścił komnatę. Cosette jednak została i przyglądała się Basi w milczeniu.
- Co cię martwi?- spytała wprost.
- Stadnicki. To że nie mam żadnego wpływu na swoje bezpieczeństwo. - Magnatka podniosła wzrok i spróbowała się uśmiechnąć.
- Taki jest los niewiasty w tych ciężkich czasach.- westchnęła ironicznie Cosette.- Musi polegać na silnych mężczyznach dookoła siebie. Albo na swojej urodzie. -
Spojrzała za siebie dodając.- Jestem pewna, że Michał wciąż myśli o spędzonej z tobą nocy.
- Ja też o niej myślę. - Basia westchnęła. - To coś zupełnie innego znaleźć się w męskich ramionach.
- Z pewnością. Nie odszedł jeszcze daleko, więc…- zażartowała Cosette splatając swoje ramiona razem. Po czym dodała poważniej.- Jesteś teraz magnatką Basiu. Wokół ciebie zawsze będą ludzie którzy gotowi będą zginąć w twojej obroni, jak i ludzie chcący zdobyć twój majątek. Takie jest brzemię bogactwa.
- Ale czy nie uważasz, że jeśli będę uprzedzona, będę mogła choćby zachowywać się ostrożniej? Szczególnie w takiej sytuacji? - Basia sięgnęła po kielich z winem i upiła odrobinę. Nie mam doświadczenia to wszystko jest dla mnie tak nowe… nie łudzę się jednak, że nagle stałam się wojownikiem i zacznę walczyć w swej obronie.
-Bandyci na drodze nie są żadnym zagrożeniem dla ciebie. To węży na dworach magnackich i dworze królewskim powinnaś się wystrzegać. Nie szablą winnaś nauczyć się walczyć, a językiem.- stwierdziła Cosette i wzruszając ramionami dodała.- A z Agatką… czyżbyś przegrywała? Niełatwa to klacz do okiełznania, nieprawdaż?
- Ma jednak odrobinę rozsądku i się do niego odwołuję oraz… chyba chce mi zaufać. - Magnatka dopiła zawartość kielicha. - Naprawde Cosette nie chcę walczyć z rabusiami, ale nie wierzę, że niemożliwym jest dla mnie zachowywać się ostrożniej lub… opłacić wieśniaków, by nie ruszyli z przeciwnikiem.
- Za bardzo się tym przejmujesz i zupełnie niepotrzebnie.- stwierdziła Francuzka czule.
- Jedyne co mi zagrażało do tej pory to śmierć z głodu lub zamarznięcia. - Basia westchnęła. - Nie jestem nawykła do tego, że ktoś może chcieć mnie zaatakować.
- Ale już chyba nawykłaś do tego, że ktoś chce cię zdobyć. Agata nie jest nieśmiałym dziewczątkiem.- odparła ochmistrzyni podchodząc do siedzącej szlachcianki.
- Mniej śmiałym niż ty. No i dużo mniej doświadczonym. - Wzrok magnatki przesunął się po ciele ochmistrzyni.
- Doprawdy?- zapytała kobieta siadając na stoliku.- Byłaś zarumieniona gdy wchodziliśmy, a i Agatka też. Czyżbyśmy w czymś przeszkodzili?
- Agata sprawdzała czy spodoba mi się w sposób w jaki mężczyźni obłapiali jej piersi. - Basia oparła głowę o kolana Cosette. - Było przyjemne. - Dodała dużo ciszej.
- Z pewnością to powtórzy, gdy będzie miała okazję.- odparła jej kochanka głaszcząc dłonią jasne pukle.- Chwyci za nie mocno… ściskać będzie… całować.
Magnatka poczuła jak zaczyna się jej robi przyjemnie ciepło.
- Ja… nie wiem czy.. się oprę. - Westchnęła ciężko chowając głowę w połach sukni Cosette.
- Och… doprawdy? Czemu mnie to nie dziwi?- zachichotała Cosette nadal głaszcząc włosy Basi. - Mam wezwać Ewkę, by cię wymasowała?
Szlachcianka chciała spytać ochmistrzynię czy ona nie chciałaby tego zrobić, ale ugryzła się w język. Gdyby Cosette miała na nią ochotę po prostu wykonałaby krok, a ona… cóż chyba przyjdzie się jej pogodzić z faktem, że jest tylko jedną z kochanków.
- Tak. - Wyszeptała. - Niech ktoś przygotuje kąpiel.
- Dobrze moja pani. I… nie mogę się doczekać wieczoru.- wymruczała Cosette przypominając o ich planach na noc.
- Ja również. - Basia cofnęła się uwalniając ochmistrzynię i uśmiechnęła się do kobiety. - Dzięki tobie nie mam czasu się martwić.
- Oui…- Cosette wstała i poprawiła suknię.- W zamku będę miała więcej czasu na spełnianie twoich kaprysów. Lub ty… moich.
Odparła uśmiechając się lubieżnie i zerkając na Basię. Następnie ruszyła do wyjścia z jej małej komnatki.
Basia odprowadziła ją wzrokiem, starając się dojrzeć pod połami sukni kołyszące się biodra ochmistrzyni. Cosette naprawde potrawiła sprawić, że troski uciekały gdzieś w kąt.

Minęło kilka chwil, nim dwie miejscowe chłopki wtargały do izdebki balię i zaczęły wypełniać ją gorącą wodą. Wkrótce też zjawiła się Ewa z włosami znów splecionymi w dwa warkoczyki. Zarumieniona na widok Basi dygnęła pospiesznie i zaczęła rozkładać ręczniki oraz mydło na stoliku.
- Pomóc mi. - Basia obróciła się na krześle tyłem do służącej by ułatwić jej rozplecienie własnych włosów. Ewka zabrała się za rozplatanie włosów Basi, podczas gdy chłopki wypełniały jej balię. Słyszała za sobą ich chichot i ciche rozmowy. Oj wpadł im Evan w oko i szeptały o tym, co by mu dały odsłonić na sianie w stajni. Tymczasem palce Ewy pieszczotliwie zajęły się puklami Basieńki.
Rozumiała dziewczyny i jej Evan wpadł w oko, choć myślenie o nim w sposób bardziej… romantyczny… byłoby dziwne po tym jak zobaczyła go z Cosette. Sama odchyliła nieco głowę do tyłu i uśmiechnęła się do Ewy. Ta odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem i czerwonym rumieńcem na policzkach. Jej palce zsunęły się z włosów na szyję Basi pieszcząc ją dotykiem. Magnatka przymknęła oczy i rozchyliła delikatnie usta czując na sobie dłonie służącej. Nasłuchiwała czy chłopki już skończyły.
Jeszcze chwilę plotkowały, po czym wyszły i zamknęły za sobą drzwi. Basia została sam na sam ze swoją rudowłosą służką, zajmującą się pieszczotą jej szyi i muskającą palcami usta.
Basia ucałowała jeden z palców Ewy i odezwała się cicho.
- Rozbierz mnie. - Otworzyła oczy by przyjrzeć się służącej.
- Tak pani.- odparła czerwona na twarzy służka i drżącymi palcami sięgnęła do wiązań sukni pospiesznie je rozplątując. Jej oddech wyraźnie przyspieszał, gdy luzowała tasiemki sukni Basi.
- Będzie ci wygodniej masować mnie będąc ze mną w balii czy stojąc obok? - Basia wzięła głębszy wdech gdy Ewa uwolniła jej piersi z okowów gorsetu.
- Gdy waćpani na łożu leży.- wydukała Ewa, której palce wodziły delikatnie i czule po krągłościach Basi. Szlachcianka jednak… łatwo sobie mogła wyobrazić inne palce, namiętnie ściskające jej biust. Dłonie Agaty… albo męskie dłonie.
- Wobec tego pomóż mi się wymyć i z przyjemnością oddam się w twe ręce na łożu. - Basia uśmiechnęła się do służki. Czuła jak jej ciało zadrżało na samą myśl o tym, że ktoś mógłby je brutalnie docisnąć do ściany. Musiała zwalczyć u siebie ten odruch, bo toż czy za siłą może kryć się coś ponad namiętność ? Bo była niemal pewna, że nie tylko na namiętności jej w życiu zależy.
- Zrobię co panienka sobie zażyczy. -szepnęła żarliwie Ewa pomagając jasnowłose zsunąć z siebie resztę garderoby. Jej palce z uwielbieniem wodziły po skórze jej pleców, ud i pupy.
- Wobec tego wymyj mnie dokładnie. - Magnatka powoli ruszyła w stronę balii chcąc się w niej zanurzyć.
Gdy tam weszła, dłonie Ewki zanurzyły się w balii namydlając jej ramiona i od razu schodząc na piersi, by silnymi ruchami je myć i pieścić. Cofnęły się jednak szybko na ramiona, gdy do izdebki wtargnęła Agata i rzekła pospiesznie. - Cosette kazała ci powiedzieć, że miejscowy szlachcic zajechał wraz z synem przed karczmę.
- Po kąpieli z przyjemnością się z nim spotkam. - Basia jedynie zerknęła na Agatę. Było jej dobrze w balii pod opieką Ewy. - Czy mogłabyś na przyszłość zapukać?
- Czy powinnam? Nie jest tak, żem nie widziała niewiasty w balii.- odparła z łobuzerskim uśmiechem Agata spojrzeniem wodząc bezczelnie po nagim ciele magnatki prężącej się pod dotykiem Ewy.
- Nie wątpię, jednak mogłabym spędzać czas inaczej niż w kąpieli, a korytarzem mógłby przechodzić ktoś kto nie chciałabym by oglądał mnie nago. - Basia odgarnęła włosy eksponując przed Agatą swoje ciało w pełnej okazałości. - Przekaż Cosette, że niebawem się pojawię.
- Dobrze.- odparła z uśmiechem dwórka wodząc wzrokiem po całym ciele szlachcianki. Dygnęła odruchowo i wyszła z izdebki.
Basia uśmiechnęła się do Ewy.
- Kontynuujemy? - Wyszeptała i pochyliła się całując czoło służącej.
- Tak pani.- mruknęła wstydliwie służka i zabrała się za dalsze mycie ciała, skupiając się na biuście, a potem schodząc na brzuch Basi. Magnatka nie powstrzymywała cichych jęków wyrywających się przy każdym dotyku z jej ust. Wpatrywała się w Ewę rozpalonym wzrokiem szybko łapiąc oddech przez delikatnie rozwarte usta.
Służka palcami zeszła między uda Basi i tam ten masaż zrobił się intymny. Ewka z oddaniem pieściła palcami kwiat kobiecości swojej pani, a potem nieśmiało zaczęła całować jej szyi. Oddech służki był gorący, a pocałunki delikatne.
Basia musiała oprzeć się o ramiona Ewy nie chcąc upaść w bali. Powoli ujęła w dłonie twarz służącej i pocałowała ją namiętnie. Jej rudowłosa kochanka drżała pod pocałunkiem, nieśmiało muskając języczkiem wargi Basi, a palcami sięgając w głąb kwiatu jasnowłosej i poruszając nimi leniwie. Magnatka z całych sił starała się nie przywrzeć ciałem do Ewy nie chcąc zmoczyć jej sukni. Docisnęła mocniej usta służącej do swoich dochodząc w jej ramionach.
Ewka jeszcze przez chwilę pieściła delikatnym zakątek jej pani, a potem zabrała się obmywanie jej zgrabnych nóg. Skupiona na swoim zadaniu, jedynie rumieńcem i pospiesznym oddechem pokazując buzujące w niej emocje i pragnienia.
- Obawiam się, że masaż znów będzie musiał poczekać skoro mam gości. - Wyszeptała Basia przyglądając się rudej dziewczynie.
- Ja tylko spełniam polecenia.- odparła cichutko i nieśmiało służka nie mając śmiałości by spojrzeć szlachciance prosto w twarz.
- A co byś zrobiła, gdybym poprosiła byś zrobiła to na co masz ochotę? - Basia wyszła z bali pozwalając Ewie się wytrzeć.
- Nie śmiem… odpowiedzieć na to pytanie.- wydusiła z siebie służka wkładając w wycieranie ciała Basi dużo energii.
- Nie musisz. Na pewno kiedyś cię o to poproszę i wtedy się przekonam, czyż nie? - Magnatka ponownie pocałowała służącą, teraz jednak tylko na chwilę.
- Tak pani.- pisnęła cichutko zawstydzona służka.
- Pomóż mi założyć tą czarną suknię obszytą perłami. - Basia wskazała na jedna z przyniesionych skrzyń do której jak zapamiętała odłożono naszykowane przez Cosette stroje żałobne.
- Tak… już się za to biorę.- pochylona Ewka zabrała się za przeszukiwanie skrzyni, by wyjąć ów strój.
Magnatka przyglądała się dziewczynie i jej wypiętej pupie.
- Jak dotarłaś na zamek?
- Mieszkałam w Krakowie. Byłam córką krawca… ale nie był on członkiem gildii. I… został za to ukarany, a ja… znalazłam się na ulicy. I tam pani Lanoire mnie znalazła i przygarnęła i… zajęła się mną.- wydukała cicho Ewka.
- A gdzie nauczyłaś się masować? - Basia podeszła nago do stolika i nalała sobie nieco wina.
- Pani Lanoire mnie nauczyła.- wymruczała wstydliwie Ewka już wyjąwszy suknię ze skrzyni. Zabrała się teraz za szukanie bielizny i innych części garderoby odpowiednich do niej.
- Bardzo się cieszę, że cię przygarnęła. Będę jej musiała podziękować. - Magnatka upiła nieco wina. Lanoire okazywała się być na swój nietypowy sposób bardzo dobrą osobą.
- Nie trzeba chyba. Jestem tylko służką.- odparła Ewka, by delikatne giezło założyć na jej ciało.
- Ale za to bardzo mi miłą. - Basia uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Dzię.. dź… dziękuję za te słowa.- szepnęła rudowłosa wstydliwie ubierając swoją panią.
- Upnij włosy w siateczkę, dobrze? - Magnatka przymknęła oczy odpoczywając.
- Postaram się pani.- mruknęła cicho służka zabierając się za to zadanie. Jej palce pieszczotliwie wodziły po głowie szlachcianki.
Basia uśmiechnęła się. Będzie musiała poprosić Cosette by uczyniła Ewę jej garderobianą. Najwyżej dziewczyne się doszkoli. W końcu Ewka skończyła ubierać Basię i mruknęła cicho.
- Gotowe.- uśmiechnęła się promiennie przyglądając się swojemu dziełu.
- Wspaniale. - Magnatka obróciła się do służki i ucałowała ją jeszcze raz w usta. - Niech ktoś posprząta po kąpieli, dobrze?
- Tak pani. - rzekła Ewka dygając.
Basia opuściła komnatę i ruszyła na poszukiwanie Cosette i ich gości.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2019, 08:08   #15
 
Aiko's Avatar
 

Szlachcic ów miejscowy, był masywny, podgolony na łbie i miał sumiaste wąsiska. Swoje bogactwo i status podkreślał barwą kontusza. Karmazyn. Opierał dłoń na bogatej w kamienie karabeli rozmawiając z panem Michałem. Oczy Basi jednak skupiły się na szczupłym młodziku.


Szlachcic ten zerkał bowiem na Basię w zaciekawieniu i śmiało. Tym bardziej, że choć suknia była żałobna, to skrojona wedle francuskiej i włoskiej mody. Głównie francuskiej… Młodzian o kilka lat nawet młodszy od Basi, ale czuł się niewątpliwie dorosłym.
Magnatka podeszła spokojnym krokiem do Michała pozwalając by ten ją przedstawił nowo przybyłym.
- Rączki całuję.- rzekł starszy chwytając za dłonie Basi i całując. - I chcę wyrazy współczucia złożyć na waćpani ręce.
Te które całował. Hieronim Kostecki następnie przedstawił swojego huncwota.
- Jan Kostecki, mój młodszy synalek. Ladaco, ale obrotny z szablą i mistrz łuku.-
Jan skłonił się zdejmując czapkę i pochyliwszy się zerknął w dekolt Basi. Niewychowana bestyjka z niego była.
Magnatka mimo wszelkich prób opanowania się poczuła na policzkach delikatny rumieniec.
- Bardzo… cieszy mnie Panów wizyta. - Basia powoli wysunęła dłoń z rąk szlachcica. - Wasze kondolencje bardzo podnoszą mnie na duchu.
- Chcielibyśmy utulić ból waćpani wywołany tak wczesnym wdowieństwem.- odparł Hieronim.- Jak rozumiem waćpani nie ma żadnych bliskich krewnych, którzy mogliby wesprzeć ją ramieniem w tej chwili smutku?
Młodzian korzystając z tego, że cała uwaga pana Michała skupiała się na Hieronimie ( i Basi teoretycznie też), taksował postać magnatki swoim spojrzeniem. Nie ukrywał że starsza od niego niewiasta wpadła mu w oko.
- To prawda… gdyby nie wsparcie Pana Gierałtowicza i Pani Lanoire, zapewne nie podołałabym temu ciężarowi. - magnatka z całych sił starała się patrzeć na starszego szlachcica, choć wzrok jego syna coraz mocniej ją rozpalał.
-Jeśli moglibyśmy jakoś pomóc w tej smutnej chwili, to ród Kosteckich jest gotów wesprzeć waćpanią w potrzebie.- zadeklarował pompatycznie Hieronim, wywołując kwaśny uśmiech Michała.
- A dokładniej zaproponować pomoc w mojej osobie.- wtrącił żarliwie młodzik wpatrując się w twarz i dekolt Basi.
- Nie śmiałabym tak wykorzystywać życzliwości Panów, szczególnie teraz gdy czeka nas długa droga i pogrzeb. - Magnatka spróbowała wytrzymać wzrok Jana.
- Posiłek w karczemnej sali już gotów. Jeśli waszmościowie zechcieliby się tam udać.- nadchodząca ochmistrzyni uratowała sytuację.
Basia spojrzała na ochmistrzynię z ulgą. Cosette uprzedzała ją że mężczyźni zabiegać będą o jej rękę, nie spodziewała się jednak, że w ten sposób.

Przygotowana uczta była skromna.. bo i przybytek w którym się posilali nie był szczególnie bogaty. Niemniej wino było przednie, bo z zapasów nieboszczyka-małżonka. Hieronim oczywiście to wino zauważył i zachwalał. I mimo mało wyrafinowanego posiłku jadł łapczywie. Jego syn mniej. Takoż i pan Michał oraz Cosette.
Basia jako że niedawno się posilała jadła niewiele, bardziej dla towarzystwa niż z głodu. Proste jadło kojarzyło się jej nieco z domem i nie przeszkadzało.
- Z daleka przybyliście? - Spytała by przerwać ciszę.
- Nie waćpani. Ta karczma jest na naszych ziemiach zbudowana.- odparł uprzejmie Hieronim.- I karczmarz musi mi płacić z tego powodu.
- Rozumiem i cieszę się, że nie narażaliście się na trudy długiej podróży. - Basia upiła nieco wina i zerknęła na Jana.
- Moglibyśmy waćpani lepiej ugościć w moich progach.- mruknął nestor rodu, podczas gdy młodzian nie odrywał oczu od Basi wodząc spojrzeniem po jej smukłej sylwetce.
- Wierzę w to całym sercem, lecz wędruje ze mną smutek i nie chciałam sprowadzać go w Wasze progi. - Basia oderwała wzrok od młodzika nim na jej twarz ponownie wypłynął rumieniec.
- To musiała być straszna tragedia, utracić męża tak szybko i nagle.- odparł współczująco Hieronim, acz jego syn na moment uśmiechnął się ironicznie. Pewnie już dotarły do nich wieści o okolicznościach zgonu małżonka Basi.
Magnatka jedynie przytaknęła ruchem głowy. Jej palce delikatnie zacisnęła się na kielichu. Jakie by nie były wyobrażenia ludu o tamtej nocy dla niej… gdyby nie pocałunek Cosette, byłaby najgorsza i najbardziej przerażająca noc w życiu.
- Śmierć jest częścią życia. Widać Pan uznał, że czas zabrać go do siebie.- odparł pobożnie Hieronim patrząc w górę, a Cosette i Michał spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
- Nie śmiem oceniać wyroków boskich acz żal mi że nie dane mi było przebywać z mężem dłużej. - Basia zerknęła niepewnie na Cosette. Francuzka była skupiona na posiłku i z precyzją konsumowała każdy kęs wydając się nieobecna myślami.
Basia postanowiła przyjąć podobną strategię i powróciła do przerwanego posiłku.
Posiłek wrócił do milczącej konsumpcji, choć kolejne kielichy, którymi Hieronim się raczył nabawiły jego twarz rumieńców i rozwiązały język… I zaczął opowiadać o swoim synu, najstarszym i żonatym, oraz dwóch córkach na wydaniu. I oczywiście Jana zachwalał.
Magnatka przysłuchiwała się temu nawet z zainteresowaniem. Ciekawiło ją życie okolicznej szlachty i kłopoty, które mogą z tego wyniknąć. Jeszcze bardziej interesował ją jednak chłopak, który oglądał ją sobie z taką bezczelnością.
Urwis… acz śmiały wojak. Gorąca głowa, zawsze pierwszy do bijatyki i pijatyki i do niewiast… acz nie do żeniaczki. Tak go zachwalał ojciec.
- No… ale przecie, jak trafi mi się starsza od niego niewiasta. O urodzie i doświadczeniu, to taka mogłaby utemperować nieco niecierpliwość młodzika.- stwierdził dobrodusznie lekko już pijany Hieronim.
Basia powstrzymała westchnienie. Ona nie była w stanie utemperować Agaty, z Janem pewnie byłoby podobnie o ile nie gorzej.
- Pytanie czy do służek nie będzie biegał mając starszą żonę. - Spróbowała nieco zażartować.
- To prawda. Niestety huncwot z niego.- zaśmiał się Hieronim i zerknął na Basię.- Ale przy odpowiedniej małżonce, mógłby nie mieć powodu, prawda?
Basia zarumieniła się nieco.
- Jest… jest to możliwe. - Odparła niepewnie jeszcze raz zerkając na Jana.
Jan przyglądał się dziewczynie popijając wino. Jego drapieżny wzrok nie odrywał się od jej dekoltu.
- No właśnie. To mówię mojej duszce. Wyszaleje się przy takiej i uspokoi. Przestanie wsty… eee… uspokoi.- Hieronim zamilkł.
Basia ciekawa była jaki wstyd przysporzył swej rodzinie Jan. Ugryzła się jednak w język i jedynie przytaknęła szlachcicowi. Owa wpadka nieco przystopowała pragnienie Hieronima i jego język. A i posiłek powoli się kończył. Hieronim wstał od stołu i lekko się chwiejąc od nadmiaru wypitego trunku skierował do Basi, by rączki magnatce ucałować na pożegnanie. Huncwot syn go podtrzymywał dla utrzymania równowagi, gdy podchodził on do szlachcianki.
Magnatka podniosła się i stanęła pomiędzy Michałem a Cosette. Niepewnie wyciągnęła dłonie w stronę szlachcica.
Hieronim wycałował i nieco obślinił dłonie kierując się zapewne pijacką wylewnością. Po tym pożegnaniu i zapewnieniu o przyjaźni i obietnicach pomocy...wreszcie stary szlachcic z pomocą syna wsiadł na konia. I obaj ruszyli z powrotem domu. Basia odetchnęła gdy tylko mężczyźni opuścili karczmę i spojrzała na Cosette.
- Potrzebuję misy z wodą.
- Tak pani. I jak się widział waćpani kawaler Kostecki? - zapytała ironicznie ochmistrzyni.
- Dostrzegam pewne podobieństwo do towarzyszącej mi dwórki. - Basia westchnęła i ruszyła do swojego pokoju.
- To bardziej młodzian co wieśniaczki bałamuci. - odparła z uśmiechem Cosette podążając za nią. - Na dworze przekonałby się że samo bezczelne przekonanie na temat swojej urody to za mało by łamać niewieście serca.
- Czy jednak to powód by przyjąć go na dwór i tego uczyć? - Basia pokręciła głową. - Jeden huncwot na dworze mi wystarczy.
- Tego nie sugeruję. - odparła z uśmiechem Cosette i dodała ironicznie. - Przysłać naszego huncwota z misą?
- Bardzo ci zależy na mojej przegranej, co? - Basia zaśmiała się. - Przyślij.
- Nie. Po prostu…- Francuzka naparła ciałem na szlachciankę dociskając ją do ściany i pochwyciła za piersi dłońmi. Na korytarzu karczmy! Gdzie mogły zostać przyłapane!- Po prostu uważam, że uroczo się rumienisz i trochę bawi mnie twoja zakłopotana minka.
Basia poczuła jak rumieniec rozlewa się jej po policzkach.
- Cosette… jesteśmy na korytarzu. - Wymruczała rozpalonym głosem.
- A ty się rumienisz.- mruknęła ochmistrzyni nie przerywając pieszczoty dłońmi. Niemniej po chwili się odsunęła dodając.- A twoja dwórka raczej z misą nie przyjdzie. To mimo wszystko zadanie dla służby.
- Gdybyś jej powiedziała, że będzie mnie miała sam na sam… przyszłaby. - Basia odetchnęła.
- Nie sądzę. Może udawać odważniejszą. I może jej temperament czyni ją bardziej śmiałą. Ale… jest równie niewinna co ty. - hodparła z uśmiechem Cosette. - I mniej doświadczona od ciebie moja pani. A teraz wybacz… muszę się zająć przygotowaniami. Także do naszego wieczoru.
- Do zobaczenia wieczorem. - Basia oderwała się od ściany i chciała poprawić suknię, jednak przypomniała sobie o pocałunkach jakimi obdarzono jej dłonie. - Przyślij proszę służącą z misą wody.
- Tak pani. - odparła Cosette. A Basi pozostało pójść do izdebki i ochłonąć. Wkrótce zjawiła się tam jakaś służka z misą pełną wody. Ładna, jak one wszystkie, ale Ewką nie była. Czy jednak była "uczennicą" Cosette? Trudno to było stwierdzić.
Magnatka obmyła dokładnie ręce i wytarła je przyniesionym ręcznikiem. Odprawiła służącą i usiadła wygodnie na fotelu biorąc tą nudniejszą lekturę. Niestety jej głowa cały czas uciekała do kolejnego dnia, podróży i zagrożeń, które mogą ich spotkać. A do tego… musiała przyznać, że była ciekawa jakim człowiekiem jest Stadnicki.
Ta cisza i monotonia pozwoliła uspokoić ciało, pobudzone po napaści Cosette. Niemniej sama księga była trudna do przebycia. Basia opornie składała literę po literze w wyrazy. Aż w końcu coś przerwało to nudę. Agata wkroczyła do izdebki.
- Cosette kazała przekazać, że ktoś zakradł się w pobliże karczmy i podgląda służki piorące szaty przy sadzawce na jej tyłach. Miejscowy huncwot. Ja nie wiem co to ma znaczyć. - stwierdziła po wejściu.
- Myślę, że wystarczy mi kontaktów z huncwotami na dzień dzisiejszy. - Basia zamknęła książkę i spojrzała na Agatę. Była ciekawa czy owym podglądaczem jest Jan, którego widziała niedawno.
- Ochmistrzyni kazała mi cię spytać, co ma z nim zrobić. - odparła dwórka nie wnikając w detale tej sytuacji.
Basia spojrzała na nią zaskoczona.
- Skąd… - Ugryzła się w język. W sumie mogła się przekonać co do swych podejrzeń. - Niech go złapią i przyprowadzą do mnie. Osobiście zrobię mu reprymendę.
- A mogę popatrzeć? - spytała Agata z nieco złowieszczym uśmiechem, a potem ruszyła do wyjścia.
- Nie będzie tu nic do oglądania. - Basia pokręciła z niedowierzaniem głową i poczekała aż za dwórką zamkną się drzwi nim westchnęła ciężko.
Minęło kilka chwil nim Basia posłyszała głośne krzyki i szarpaninę na korytarzu. Gdy siedziała w swojej izdebce, drzwi do niej się otworzyły i Jan wkroczył, a potem popchnięty upadł na kolana przed magnatką. Ręce miał skrępowane na plecach, a eskortowany był przez dwóch najemników Evana, którzy za nic mieli jego szlacheckie prawa. Ba… zabrali mu nawet szablę.
- Zostawcie nas i zaczekajcie pod drzwiami, dobrze? - Basia usiadła wygodnie na krześle, obserwując spętanego szlachcica.
Mężczyźni spojrzeli po sobie i kiwnęli głowami. Rośli i duzi najemnicy, przy nich biedny Jan wydawał się chucherkiem. A choć starał się desperacko udawać gniew, to jednak odetchnął z ulgą gdy wyszli.
- To bezprawna napaść !- rzekł gniewnie nadal klęcząc przed Basią. Rzekł, gdy już zostali sami.
- Myślę, że podglądanie moich służek, szczególnie po tym jak twój ojciec zaproponował mi twoją rękę, jest wystarczającym powodem do tego typu “napaści” - Basia uśmiechnęła się do chłopaka przyglądając mu się teraz uważniej niż podczas pobytu przy stole.
- A może to nie służki miałem nadzieję ujrzeć? - odparł młodzik bezczelnie wpatrując się w twarz Basi. Powstał powoli z kolan. - Tak. Mój ojczulek proponował ci moją pomoc, acz ja nie jestem szaraczek by na służbę iść. Kosteccy mają swoją dumę.
Młody. Młodszy od niej. Wąs ledwo mu się sypnął na twarz. I pełen tej młodzieńczej arogancji wynikającej z ambicji i apetytu na życie.
Basia roześmiała się.
- I podejrzewałeś, że kąpać się będę nad strumieniem czy też prać? - Nie podniosła się z krzesła, uważnie obserwując chłopaka.
- W taki gorący dzień. Kąpiel kusi nieprawdaż? - stwierdził dumnie młodzik zerkając wprost na dekolt jej sukni.- Zwłaszcza, że tutejszy przybytek wygód nie oferuje.
- Na twoje nieszczęście, balie tu mają. Musiałbyś więc zostać moją łaziebną by zobaczyć więcej. - Magnatka z całych sił starała się powstrzymać rumieniec przypominając sobie fragmenty z książki, która niedawno czytała.
- Waćpani by się przekonała, że łaziebnymi Kosteccy nie są. Ale za to… czymś innym. - szlachcic szarpnął rękoma, ale ludzie Basi znali się na swojej robocie. Więzy były solidne.
- Na razie widzę, że są podglądaczami i ludźmi mówiącymi więcej niż robiącymi. - Basia wzruszyła ramionami.
To go oburzyło. Basia weszła mu na ambicję. Toteż… siadł okrakiem na jej kolanach i przycisnął usta do jej twarzy celując w usta. Trafił. Ich wargi się zetknęły. Pocałunek, choć mało wyrafinowany, był gorący.
Magnatka z całych sił starała się nie odpowiadać na pocałunek, powtarzając sobie ten idiotyczny traktat filozoficzny. Musiała jednak przyznać, że podobała się jej namiętność chłopaka.
- Mylisz mnie z jakąś chłopką Janie, a z tego co podkreślasz jesteś szlachcicem a nie chłopem. - Powiedziała, gdy mężczyzna oderwał się od jej ust.
- Chciałaś waćpani czynów to teraz nie marudź. - burknął chłopak całując teraz policzki i dociskając tors do jej biust. Nie był zbyt ciężki, ale gdy tak napierał na jej ciało, czuła niewyraźnie co prawda jego rosnące rozochocenie.
- Nie uważam cię za głupca Janie, wiec nie pokazuj mi, że takowym jesteś. Nie o takie czyny mi chodziło. - Basia oparła dłonie na torsie chłopaka i delikatnie odepchnęła go od siebie. - Udowodnij żeś mężczyzna, wtedy może zwrócę na ciebie uwagę.
- A jak niby miałbym teraz? Ze związanymi rękami? - nie był może głupcem. Ale z pewnością nie był jeszcze mężczyzną. Był młodym kogucikiem i raczej nie miał okazji do flirtu z kimś znaczniejszym niż uległa chłopka.
Magnatka roześmiała się ponownie.
- Zejdź ze mnie Janie i choć przez chwilę zachowuj się jak na szlachcica przystało. - Uśmiechnęła się do chłopaka ciepło. - Pokaż mi żeś szlachcic. Że szablą władasz umiesz, że w myślisz nie tylko zawartością swych spodni lecz też głową, a wtedy może zwrócę na ciebie uwagę. Jeśli w ogóle tego pragniesz… wierzę, że wśród chłopek cieszysz się nie lada powodzeniem.
Nie otrzymała odpowiedzi, ale widać było że jej słowa nie odpowiadały Janowi. Za niecierpliwy był, za gwałtowny, zbyt wiele pragnął i zbyt szybko.
- Odeślę cię tym razem bez chłosty, ale jest to ostatni raz. Nie życze sobie takiego zachowania. - Basia poprawiła swoją suknię i włosy.
Znowu nie otrzymała odpowiedzi. Ale młodzian przynajmniej zlazł z jej kolan.
- Mości panowie - Magnatka zaczekała aż mężczyźni wejdą znów do pomieszczenia. - Rozwiążcie naszego młodego szlachcica i odeślijcie go do domu.
Najemnicy skinęli głowami i wyprowadzili szlachcica z izdebki pozostawiając Basię sam na sam z jej myślami.
Magnatka podniosła się i po chwili opadała na łóżko. Powstrzymanie się kosztowało ją zbyt dużo. Czuła wilgoć zbierającą się już na bieliźnie i drżenie ciała. Kusiło ją by siebie dotknąć, ale czy to by nie oznaczało, że Jan wygrał? Najważniejsze, że się powstrzymała. Poluzowała gorset sukni i obróciła się na plecy uspokajając oddech.
I wtedy do komnaty wkroczyła Agata z ekscytacją w głosie pytając. - No i ? Zmyłaś głowę temu młodzikowi? Miał kwaśną minę, gdy go wyprowadzali.
Zauważyła poluzowany gorset, acz nie skomentowała tego uśmiechając się tylko.
- Tak… odprawiłam go i upomniałam, że następnym razem zostanie wychłostany acz… - Basia zerknęła niepewnie na uśmiech swojej dwórki. - Nie było łatwo. Chyba muszę nieco odpocząć.
- Czego nie było łatwo? Był związany i bezbronny. - oceniła Agata sięgając do sukni i bardziej rozchylając gorset Basi. - Pomogę ci się rozebrać.
- Agato.. nie planowałam się rozbierać. - Magnatka oparła dłoń na wiązaniu gorsetu. - A nie było łatwo bo nie miał zakneblowanych ust i bardzo chciał z nich zrobić użytek, a ja jednak starałam się potraktować go jak szlachcica.
- Nie rozumiem. - stwierdziła szczerze dwórka.
- Na szczęście chyba nie ma takiej potrzeby. - Basia odetchnęła i spojrzała na sufit. Gdyby Agata wiedziała jak bardzo teraz Magnatka chciała poczuć jej pocałunki… dotyk.
- To po co rozwiązałaś gorset? - spytała wprost Agata zerkając na biust Basi, a potem rozchylając suknię by odsłonić piersi magnatki pod delikatną tkaniną.
- Bo mimo wszystko zrobiło mi się ciepło… chciałam złapać pełniejszy oddech. - Blondynka opuściła wzrok ponownie na Agatę, ciekawa jej reakcji na własny biust.
- Acha… - mruknęła zamyślona dwórka przygryzając wargę i wpatrując się w biust Basi. W końcu ścisnęła go dłońmi zaczynając ugniatać i masować. - Masz rację. Bez sukni przyjemniej.
Basia zamruczała od tego dotyku nie mogąc się już dłużej powstrzymać. Pochwyciła dłońmi pościel, poddając się swojej dwórce. Tej spodobała się zabawa, bo ściskała i miętosiła basine krągłości z coraz większą siłą i entuzjazmem, nie mając w sobie nic z subtelności delikatności kochanek magnatki.
- To jak waćpani planujesz odpoczywać? Planowałaś? - poprawiła się Agata.
- Planowałam drzemkę i jakąś lekturę. - Basia uśmiechnęła się do swojej dwórki. - A ty jakie masz wobec mnie plany?
- Te które ty planowałaś poczynić na mnie w powozie, więc zadzieraj kieckę. Bo ręce mam zajęte, jak widzisz.- odparła Agata mocniej ściskając biust magnatki.
- Moja droga… okrutnie odrzuciłaś moje względy, wybacz ale nie “zadrę dla ciebie kiecki” - Basia zaśmiała się cicho. - I tak na za dużo ci pozwalam.
- Bo ty napadłaś na mnie w obecności ochmistrzyni!- oburzyła się Agata ściskając przez to nieco boleśnie biust szlachcianki. - Ciekawam czy byś ty mi pozwoliła odsłonic twój zadek obecności kuchennej?
Magnatka jęknęła głośniej.
- A nie przeszkadzałoby ci towarzystwo kuchennej? - Spytała układając swoje dłonie na rękach Agaty.
- To nie ja bym świeciła przed nią gołym tyłkiem. Ale pewnie powinna byś wtedy dostać parę uderzeń na pośladki w ramach kary za swą bezwstydność. - odparła oburzona Agata ocierając piersi Basi o siebie. - Ech… te wyuzdane arystokratki. Nasłuchałam się o was na dworze.
- I było tam coś ciekawego, bo ja przyznam do niedawna żyłam całkiem spokojnie. - Basia objęła swoją dwórkę w pasie i docisnęła do swojego ciała. - Po za tym.. mówisz o wyuzdaniu, a ja swój wianek dla męża zachowałam.
- I warto było? - zapytała Agata, a potem władczo całować zaczęła usta Basi, dociskając namiętnie wargi do jej ust.
- Warto… - Wyszeptała tuż przed pocałunkiem. I choć mówiła o mężu, Basia myślała o nocy spędzonej z Michałem, o jego wielkim… Oddała pocałunek dociskając kochankę do siebie.
Agata poddała się sytuacji i pocałunkowi. Bo niewiele uczynić mogła tulona do Basi.
Magnatka powoli zsunęła dłonie i pochwyciła pośladki dwórki przez materiał sukni. Niespiesznie przerwała pocałunek.
- Wobec tego.. jak tam twoje plany? - Spytała uśmiechając się do swojej.. nowej kochanki?
- Za dużo tkanin między nami. Powinnam poczekać aż zaczniesz zażywać kąpieli. Wielce je lubisz. - stwierdziła Agata muskając czubkiem języka wargi Basi pozwalając macać jej swój zadek.
- Możesz mnie też rozebrać, będę grzeczniejsza niż ty. - Magnatka pocałowała czubek języka swojej dwórki.
- Mogę. - stwierdziła Agata wysuwając się z objęć Basi i wstając z łóżka. Podeszła do drzwi i sprawdziła czy na korytarzu nikogo nie ma. Zamknęła je na skobel. - Mogę też podwinąć twoją suknię przy jakiejś chłopce i … ciekawa jestem, kiedy ona ucieknie wtedy z piskiem.
- Myślę, że mimo wszystko oparłabym się takim zabiegom… jednak jestem tutaj Panią. - Basia wstała z łóżka, pozwalając się sukni osunąć, na podłogę.
- Skoro waćpani tak twierdzi? - mruknęła Agata podchodząc do szlachcianki. Objęła dłonią jej kark i pocałowała zachłannie usta podciągając drugą dłonią giezło. Była dzika i nieustępliwa w swoim dążeniu do celu. A tym obecnie był intymny kwiatuszek Basi.
Magnatka zadrżała w objęciach kochanki. Ostrożnie sięgnęła do sukni swojej dwórki i zaczęła rozsznurowywać jej gorset.
- Waćpani jest jak piec kowalski. - mruknęła Agata śmiało i głęboko zanurzając palce w intymnym zakątku Basi. Zerkając na jej palce rozsznurowujące wiązania, rzekła krótko. - Później.
Magnatka jęknęła głośniej i spięła się, czując nową obecność w swym ciele.
- Na piersi… mogę popatrzeć, czyż nie? - Basia rozchyliła suknię dwórki odkrywając osłonięte koszulą piersi rudowłosej.
- I dotknąć. - mruknęła nieco wstydliwie, bo biust akurat nie był jej atutem. - Ale później… ech, trudniej wyczuć, gdy to nie własne ciało dotykam.
Czuć było, że to jej pierwszy raz… palcami ruszała mocno i niecierpliwie. Zupełnie bez wyczucia. Była przez to dominująca… ciało Basi była dla jej zabawy.
Magnatka oparła się czołem o ramię kochanki, jednak wbrew jej słowom ujęła ukryte pod koszulą piersi Agaty.
- Wolniej i… delikatniej… - Wymruczała. - Zaraz wyczujesz… - Jęknęła głośniej, gdy dwórka naparła na wrażliwsze miejsce.
Agata zwolniła ruchy i kierowała się poleceniami Basi, acz nie potrafiła być delikatna. Jej ruchy dłoni były mocne i niecierpliwe. Ale przynajmniej zaczęły trafiać we właściwy punkcik.
Magnatka drżała coraz mocniej w objęciach kochanki, coraz mocniej pieszcząc jej niewielkie piersi. A Agata z coraz większą wprawą pieściła jasnowłosą szlachciankę, choć… nadal bardziej brutalnie, niż Cosette czy Ewa. Była zdecydowanie mniej biegła w sztuce miłości, ale zdecydowanie bardziej gorącokrwista niż pozostałe kochanki Basi.
Szlachcianka doszła wpijając usta w ramie swojej dwórki. Pochwyciła mocno niewielkie piersi by się nie zachwiać.
- Czyżby teraz… twoja kolej, by mi się odwdzięczyć?- zapytała lubieżnie Agata.
- Nie przypominam.sobie takich ustaleń. - Basia uśmiechnęła się do kochanki.
Zaskoczona tym Agata spochmurniała na obliczu. Właściwie nie wiedziała jak ma zareagować w takiej sytuacji. Magnatka sięgnęła do jej sukni i powróciła do rozwiązywania gorsetu.
- Na co masz ochotę?
Agata pomogła magnatce pozbawić się stroju i naga legła plecami na łożu.
- Na to samo… co ci uczyniła.- odparła bezwstydnie ujawniając wszystkie sekrety swojego ciała.
Basia przesunęła dłonią pomiędzy niewielkimi piersiami Agaty, po jej brzuchu i oparła dłoń na kwiecie dwórki.
Dziewczyna oddychać zaczęła ciężko poddając się dotykowi Basi i nie bardzo wiedząc co sama ma zrobić w takiej sytuacji. Niewątpliwie była bardzo pobudzona. Jak Basia za pierwszym razem poznając nauki Cosette.
- Dotknij swoich piersi. - Szepnęła magnatka zanurzając palce w ciepłym ciele kochanki.
- Dobrze…- jęknęła dwórka chwytając drapieżnie za swój biust i drżąc od doznań.
Basia niespiesznie odnalazła wrażliwy punkcik kochanki i zaczęła go delikatnie drażnić obserwując Agatę. Ta wiła się niecierpliwie drżąc i sapiąc w podnieceniu. Najwyraźniej pragnęła dużo, mocno i szybko.
Magnatkę jednak cieszyło drażnienie się z kochanką. Ta myśl zaniepokoiła ją i sprawiła, że postanowiła dać kochance to czego pragnie. Palce wbiły się mocno w kobiecość dziewczyny zagłuszając wyrzuty sumienia. Jak mogła w ogóle myśleć tak? Chcieć kogoś dręczyć? Zła na siebie postanowiła to jak najszybciej skończyć.
I szybko osiągnęła sukces. Agata była wrażliwa na dotyk, jej kwiatuszek zdawał się zaciskać na intruzach, gdy dwórka dotarła do szczytu z głośnym jękiem, a jej ciało wygięło się w łuk. Basia pozwoliła się uspokoić dziewczynie, wiedziała jednak, że powinna ją wyprosić nim do głowy przyjdą jej kolejne głupie pomysły.
Na szczęście w tym akurat się mimowolnie zgadzały, bo Agata zaczęła się pospiesznie ubierać po złapaniu oddechu. I uśmiechając się głupkowato do Basi. Także ona musiała sobie zdawać sprawę, że deczko przesadziły w tych “naukach”.
- Przejdę się po okolicy.- mruknęła na koniec zawiązując tasiemki swojej sukni.
- Ale nie oddalaj się, dobrze? - Basia uśmiechnęła się do niej ciepło, delikatnie zaciskając w pięść dłoń, której palce jeszcze przed chwilą gościły w jej dwórce.
- Nie. Nie będę.- wymruczała dwórka i opuściła izdebkę magnatki nieco chwiejnym krokiem.
Basia opadła na łóżko gdy tylko za Agatą zamknęły się drzwi i przyjrzała się swoim mokrym palcom. Czy naprawdę miała ochotę znęcać się nad tą dziewczyną? Skąd w ogóle taki pomysł. Odetchnęła i spróbowała się zdrzemnąć.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2019, 08:10   #16
 
Aiko's Avatar
 

Sen przyszedł jak złodziej pozwalając szlachciance odpocząć od myśli które kłębiły się w jej głowie jak stado czarnych ptaków. Sen przerwany stukaniem do drzwi.
- Kto tam? - Basia pochwyciła w dłonie rozchłestaną po zabawach koszulę, osłaniając swoje krągłości. Czuła, że zmarzła zasypiając bez przykrycia.
- Cosette. Wieczerzę będziesz jadłaś pani?- zapytała ochmistrzyni.
- T..tak… czy wejdziesz? - Magnatka usiadła na łóżku i spojrzała na porzuconą na podłodze suknię.
- Oczywiście.- Cosette otworzyła drzwi i weszła do środka. Jej spojrzenie przesunęło się po jej ciele, jak i po samym pomieszczeniu.- Nie będzie to nic wymyślnego.
- Rozumiem, ale… chyba wypadałoby mi się ubrać. - Basia uśmiechnęła się nieco się rumieniąc pod wzrokiem swojej kochanki. - Czy mogę liczyć na twą pomoc?
- Oczywiście.- odparła z uśmiechem Francuzka i podeszła, by pomóc szlachciance się ubrać.- Dużo wrażeń przyniósł ten dzień?
- Bardzo… dużo obaw… - Basia podniosła się by poddać się zabiegom ochmistrzyni. - Cosette.. czy.. czy zdarzyło ci się podczas… podczas pieszczot, chcieć kogoś dręczyć? - Magnatka zerknęła niepewnie na drugą kobietę, tak naprawdę znając jej odpowiedź.
- Jest pewna przyjemność z droczeniem się z oczekiwaniami kochanka lub kochanki, lecz bacz… kogo chcesz tak potraktować. Twoja dwórka nie jest odpowiednim wyborem na takie zabawy.- odparła z przekąsem Cosette.
- Tak… Agata zapewne wolałaby być tą osobą, która się “droczy”. - Magnatka zarumieniła się i pochyliła głowę, podczas gdy Cosette wiązała jej gorset.
- Która przejmuje inicjatywę. - zgodziła się z nią ochmistrzyni i zmieniła temat pytając. - Czy mamy cię cię odwiedzić tej nocy? Czy może masz dość wrażeń na dziś?
- Ja… chętnie się nauczę czegoś nowego. - Basia odezwała się cicho, ciesząc się że Cosette zabrała się za wiązanie jej włosów.
- O tak… widzę że waćpani wyjątkowo chętna do nauki. Ale to pewnie zostawimy na zamek. Tam jest więcej możliwości, niż w tej ciasnej izbie. - oceniła Cosette.
Magnatka zastanawiała się do czegoś to potrzebne jest więcej miejsca, ale pozostawiła to osądowi ochmistrzyni. Obejrzała się na Cosette i uśmiechnęła do niej niepewnie.
- Mam wrażenie… że gdy raz się tego posmakuje to cały świat się wokół tego kręci.
- To zależy już od temperamentu. Każdy ma w sobie cztery humory. Jeden z nich odpowiada za namiętność. Jeśli jest go dużo to i apetyt spory. Więcej ci nie jednak nie powiem. Nie jestem tak oczytana jak L. - wyjaśniła Cosette.
- Chętnie bym go poznała… może by mi wyjaśnił co się ze mną dzieje. - Basia westchnęła i już odruchowo wygładziła poły sukni.
- Zachłysnęłaś odkrytą przed siebie przyjemnością. Z czasem… spowszednieje. - oceniła ochmistrzyni.
- A… kiedy to powszednieje? - Magnatka przyjrzała się Cosette. Czy dla ochmistrzyni to już mógł być ten chleb powszedni?
- To zależy… od tego kogo spytasz.- odparła wymijająco ochmistrzyni.
- Kiedy to tobie spowszedniało? - Basia nie odpuszczała wytrwale spoglądając na Cosette.
- Hmmm…- zamyśliła się Cosette odpowiadając wymijająco.- Może nie tyle spowszechniało, co… apetyt nie jest już taki jak kiedyś.
Basia przytaknęła ruchem głowy zastanawiając się jaki ona ma apetyt. Czy gdyby Agata jej nie dotknęła, zaczęłaby? Czy gdyby Cosette jej wtedy nie pocałowała w ogóle by wykazała inicjatywę? Raczej nie. Westchnęła ciężko.
- Gdzie odbędzie się wieczerza? - Zmieniła temat starając się nie dać po sobie poznać swych zmartwień i wątpliwości.
- To… zależy od twoich kaprysów.- odparła ochmistrzyni.- Gdzie przynieść potrawy?
- Chętnie bym zjadła w towarzystwie. - Basia uśmiechnęła. - Może z Michałem, Evanem, Agatą… czy jest jeszcze ktoś kto mógłby nam towarzyszyć?
- Z nimi wszystkimi? -zapytała Cosette.
Basia przytaknęła. Stanowczo potrzebowała atmosfery innej niż ta intymna w jej pokoju.
- W takim razie każę przygotować salę główną. Zajmie mi to trochę czasu, ale przez służkę dam znać kiedy wieczerza będzie gotowa.- stwierdziła uprzejmie ochmistrzyni i wstała by wyjść z izdebki.
- Dziękuję. - Magnatka podeszła do stołu i podniosła książkę, której lekturę przerwał jej Jan.
Przekartkowała kilka stron, nim Ewka po zapukaniu weszła do środka i dygnęła mówiąc cicho.
-Wieczerza gotowa.
- Wspaniale. - Basia po raz kolejny oderwała się od lektury i ruszyła za służącą.
Czekali na nią. Ochmistrzyni, Agata, Evan i pan Michał. Skłonili się przed nią w milczeniu, gdy schodziła po schodach, a służka za nią.
Basia zeszła na dół i dygnęła przed towarzyszami.
- To saszczyt jeszcz w tak snamiehnitym towaszystfie.- rzekł Evan na powitanie.
- Cieszy mnie, że mimo licznych obowiązków znaleźliście chwile by mi potowarzyszyć. - Magnatka wskazała na stół, zapraszając gestem by zasiedli.
Co też wszyscy uczynili od razu. Wniesiono proste potrawy i znakomite wino. Cosette milczała przy stole posilając się z nienagannymi manierami. Podobnie jak jego kochanek, pomijając niezgrabne posługiwanie się widelczykiem. On również milczał. Dwórka zaś dziobała łyżką posiłek niezbyt nim zainteresowana, ani czymkolwiek na tej wierzerzy. Więc ciężar rozmowy spoczął na Michale wypytującym uprzejmie o wrażenia z podróży i widoki które Basię zachwycały. Zapewne mając na myśli uroki krajobrazu.
Magnatka odpowiadała uprzejmie zerkając od czasu do czasu po pozostałych. Jakoś tak się złożyło, że wszyscy byli jej kochankami… no tak. Nie Evan. Odpowiadając Michałowi z zainteresowaniem obserwowała jak wojak radzi sobie przy stole.
Widać było po nim brak obycia, a przez to skupienie na kolejnych podsuwanych daniach. Co Francuzka kwitowała jedynie pobłażliwym uśmieszkiem, gdy czasem jej spojrzenie przesuwało się po jej kochanku.
Basia także się uśmiechnęła. Na swój sposób było to urocze.
- Mam nadzieję, że niebawem dane mi będzie zasiąść w siodle. - Odpowiedziała Michałowi, zerkając na chwilę na Agatę.
- Jeśli waćpani ma suknie odpowiednie do takich przejażdżek.- zaczął szlachcic, ale ochmistrzyni przerwała, te rozmyślania krótkim.- Nie ma.
- Nie będzie jednak problemem by takowe zamówić, czyż nie? - Basia zerknęła na Cosette.
- Oczywiście. Albo uszyć w zamku.- zgodziła się Cosette.
- Albo którąś moją pożyczyć. Mamy podobne sylwetki, tylko…- zaczęła Agata, ale po chwili zaczerwieniła się zerkając w dół. Wszak nie powinna wiedzieć, że biust ma mniejszy od magnatki.
- Myślę że na pewno będzie czas by mi coś uszyć, wszak czeka mnie kilka innych obowiązków. - Basia upiła wina. - Ale dziękuję Agato.
Dwórka uśmiechnęła się tylko udając zadowolenie, że mogła być użyteczna.
Takie posiłki były nieco dziwne. Wszyscy milczeli. Nie wypadało śmiać się? Żartować?
- Ile jeszcze zajmie nam droga? - Spytała Michała.
- Jeszcze dwa dni waćpani. W tym jeden niestety w szczerym polu.- wyjaśnił uprzejmie stary szlachcic.
- Rozumiem… - Basia westchnęła i powróciła do przerwanego posiłku.
Po tej wypowiedzi, znów zrobiło się cicho. Michał wiele nie mówił, Evan słabo mówił w polskim języku, a ochmistrzyni milczała zerkając dyskretnie na resztę. Na biedną Basię więc przypadało ciągnąć ewentualne rozmowy. Magnatka postanowiła jednak zjeść w spokoju z zaciekawieniem przyglądając się towarzystwu, z którym przyjdzie jej spędzić jeszcze dwa dni podróży. Podczas tej wieczerzy było spokojnie. Michał i Evan zachowywali się szarmancko i uprzejmie. Cosette była jak zwykle dystyngowana, a Agata spokojne. Basia zaś miała świadomość, że każdą z tych osób widziała nagą. Na tą myśl zarumieniła się i opuściła wzrok. Nie robiła tego jedynie z Evanem… ale on był kochankiem Cosette. W sumie… Michał też najwyraźniej musiał nim być.
Agata pierwsza skończyła posiłek i oderwała się od stołu, a Evan jako że skończył tuż po niej zaoferował się odprowadzić ją do komnaty. Na co ona zgodziła się od razu. Basia na spokojnie skończyła jeść i sięgnęła po uzupełniony kielich z winem. Nie spieszyła się. Nie miała dokąd. A tak mogła sobie pozwolić nawet na fantazjowanie czy Evan jedynie odprowadzi Agatę.
Gdy znikli Michał wreszcie się odezwał mówiąc cicho o drodze jaka ich czeka.
- Na kolejny postój przygotowałem namioty. Obawiam się, że właśnie wtedy zostaniemy zaatakowani, więc waćpani winna trzymać się środka obozu i dostanie dwóch strażników, którzy będą pilnować bezpieczeństwa waćpani.-
- Jaka jest szansa, że to wystarczy? - Basia spojrzała na starszego szlachcica z obawą. - Czy wybrałeś już kogoś?
- Żeby uchronić przed porwaniem… duża. A wybrać… tak, już wybrałem.- odparł Michał spokojnie.
- Wierzę, że to przemyślałeś, ale nie byłoby bezpieczniej jechać non stop, jedynie z krótkimi postojami? - Basia upiła nieco wina by dodać sobie otuchy. Naprawdę nie chciała by doszło do jakichś starć.
- W nocy droga przez las zdradliwa. Zwłaszcza dla obciążonych. Jeden głębszy wyrkot i… możemy utknąć pośrodku puszczy.- wyjaśnił szlachcic.
- Rozumiem.. więc kogo wybrałeś? - Magnatka szczerze obawiała się o swoich ludzi i nie ukrywała tego. Toż ci, którzy będą obok niej.. będą najbardziej narażeni, prawda?
- Władysława Wisłockiego i Skowrona. Obaj to dobre rębajły. Jeden szlachcic zagrodowy, a drugi Kozak.- wyjaśnił Michał.
- Wiem, że wolałabyś mieć Evana za strażnika, acz… on musi dowodzić swoimi ludźmi.- odparła żartobliwie Cosette.
Magnatka pokryła się rumieńcem.
- To nie tak… po prostu się o nich obawiam. - Po chwili dodała nieco ciszej. - Wiem, że Evan jest potrzebny gdzie indziej… tak jak ty i Michał.
- Życie wojaka polega na wojaczce. Śmierć od miecza w czyjejś obronie to powód do chwały… nie do żałowania.- odparł Michał.
- Oczywiście większą chwałę przysparza nie zginięcie w walce i obronienie tego, kogo się chroniło.- dodała ironicznie Francuzka.
- Na pewno zrobią wszystko co w ich mocy. - Basia obiecała sobie, że następnego dnia rozejrzy się za ludźmi, którzy będą jej strzec. Chciała ich zapamiętać.
- Oczywiście.- zapewnił pan Michał i dodał. - To nie są byle szlachetki. To ludzie sprawdzeni w boju. Waćpani może być pewna ich umiejętności.
- Skoro ty ich wybrałeś, nie mam żadnych wątpliwości. - Magnatka wzięła głębszy oddech i uśmiechnęła się do szlachcica i ochmistrzyni. - Pozwolicie, że oddalę się do mojego pokoju.
- Oczywiście. Czy chcesz pani, bym cię…- zapytał Michał również wstając.
Basia przytaknęła i ujęła podane ramię.
Michał skinął głową i oboje ruszyliście po schodach. Stary szlachcic zachowywał się grzecznie i szarmancko i w żaden sposób nie próbował wykorzystać waszej wspólnej nocy na swoją korzyść. Magnatka czuła się z tym nieco dziwnie. Niby wiedziała, że Michał zachowuje się też w podobny sposób wobec Cosette, a byli… bywali razem. Była ciekawa czy kiedyś do tego wszystkiego przywyknie. W nerwowym odruchu, delikatnie zacisnęła dłoń na ramieniu szlachcica.
- Coś się stało?- zapytał ostrożnie zapewnie interpretując ten uścisk jako przejaw lęku.
- Ja… - Basia zawahała się. Czuła palące jej poliki rumieniec. - byłam ciekawa czy tamta noc była ci miła.
- Waćpani. Jak noc z śliczną młodą dziewczyną mogłaby być mi niemiła? Raczej ja winienem zadać tobie takie pytanie. A właściwie nie winienem nawet pytać, bo nie wypada.- odparł rubasznie Michał.
Magnatka zaśmiała się nerwowo.
- Wybacz.. jakoś nie mogę przywyknąć do tej gry dla ludu.. że niby nic nie miało miejsca. - Uśmiechnęła się do mężczyzny. - Mi też było bardzo miło.
- Cieszy mnie to.- odparł uprzejmie Michał.- Nie śmiał bym jednak wykorzystać owej nocy, do wymuszania czegoś więcej. Bądź co bądź waćpani winna sama decydować, kto będzie następnym… ale to dopiero po uporządkowaniu spraw z przejęciem majątku.
Magnatka przytaknęła.
- Dziękuję, że wraz z Cosette się mną opiekujecie. - Zatrzymała się przed drzwiami do swojego pokoju. - I choć rzeczywiście chciałabym podjąć decyzję kto będzie bym kolejnym mężem to… - Głos Basi z każdym słowem stawał się coraz cichszy. - To miłym by było ponownie gościć cię w mej alkowie.
- To… wielce niewłaściwa i wielce kusząca propozycja. Stawiasz mnie przed wielkim dylematem.- odparł zaskoczony mężczyzna wodząc wzrokiem po Basi i po jej dekolcie. Otworzył jej drzwi i szepnął do ucha przy ich otwieraniu. - To zaciągnij mnie do swojej komnaty, jeśli masz taki kaprys Barbaro.
Magnatka poczuła jak gorący dreszcz przebiegł po jej ciele. Wspomnienie poprzedniej nocy było nadal zbyt żywe. Chwyciła pas szlachcica i pociągnęła go w kierunku ciemnego pokoju.
Tym razem było inaczej. Drzwi się zamknęły, a pupa Basi poczuła twarde dłonie ugniatające ją przez materiał sukni. Brodata twarz zachłannie całowała jej usta. Tym razem nie było żadnych podchodów ze strony starszego od niej szlachcica. Basia pochwyciła twarz Michała, starając się nadążyć z odpowiadaniem na jego pocałunki. Czuła jak jej ciało rozgrzewa się, jak odruchowo stara się usiąść na pieszczących ją dłoniach.
Michał był całkiem postawny, więc była kruszynką w jego ramionach i czuła jak chropowate dłonie próbują zadrzeć jej suknię do góry. Jej kochanek coraz bardziej tracił umiar w tych pocałunkach i napierał na nią powoli popychając Basię w kierunku wąskiego łoża.
Magnatka poddała się mu, sięgając dłonią do wiązania własnego gorsetu i uwalniając po drodze swoje piersi.
I wtedy jego usta zeszły na szyję i dekolt szlachcianki. Broda nieco łaskotała skórę, acz przyciśnięta do mężczyzny dziewczyna, czuła jak coś ociera się o nią. I nie była to rękojeść jego szabli… choć “oręż” to był z pewnością imponujący. Basia jęknęła cicho. Jej biodra wyszły kochankowi naprzeciw, choć dzieliło ich nadal wiele warstw ubrań.
Niecierpliwe dłonie mężczyzny odepchnęły Basię, rzucając ją na łóżko w pomiętej sukni, wiszącej na ciele na wysokości bioder. Pan Michał się rozdziewał przed nią.Pospiesznie i nerwowo… jakby się spieszył. Mrok rozświetlany słabym światłem księżyca, czynił jego postać mocarną sylwetką zacierając szczegóły… poza kształtami.
Szlachcianka zsunęła z siebie suknię, nieco obawiając się, że mężczyzna może ją uszkodzić. Nie spodziewała się po Michale takiej porywczości.
Nagi szlachcic klęknął wdrapując się na łoże. Zaczął od pocałunku w usta, a potem w szyję i pieszczot wargami jej piersi. Palcami sięgnął między jej uda poruszając leniwie i szukając gniazdka miłości. Magnatka uniosła nieco koszulę odsłaniając swój wilgotny kwiat. Czuła jak z pożądania, coraz trudniej złapać jej oddech.
- Michale… - Wypowiedziała imię kochanka licząc, że wraz z tym wpadnie do jej ust nieco powietrza.
- Tak?-zapytał sięgając się szorstkimi palcami do jej kobiecości i zanurzając je w niej. Nie był delikatny, ani subtelny w tym dotyku. Niec brutalnie sprawdził jej gotowość do przyjęcia swojej obecności. Całkiem zadarł materiał i klęknął powoli rozchylając jej uda, by ją posiąść.
- Pragnę cię. - Wyszeptała z trudem, starając się przygotować na zbliżający się szturm.
- Ja ciebie… też…- odpowiedział szeptem szlachcic, a Basia poczuła… tę obecność. Jak jej kwiatuszek był wypełniany kochankiem. Jego twardą namiętnością. Było to odrobinę bolesne, bo pan Michał miał się czym pochwalić, a szlachcianka dopiero niedawno straciła dziewictwo. Niemniej kochanek Basi wiedział o tym i mimo namiętności jaką okazał, to teraz starał się delikatnie poruszać biodrami. Magnatka zakryła usta dłońmi, starając się zagłuszyć jęk rozkoszy. Czuła jak jej ciało zacisnęło się na kochanku. Po bólu pozostał jedynie delikatny dyskomfort.
Dyszący kochanek dociskał jej ciało do łoża, a ruchy bioder napierały twardą obecnością w jej intymnym zakątku. Czuła Michała doskonale, jego wielkość, siłę, nieustępliwość. Szlachcic tym razem nie hamował swoich pragnień, a choć starał ruszać się powoli, to tym razem… dążył do zaspokojenia swojej żądzy. Całował przy tym jej szyję i piersi, wodził po skórze językiem i łaskotał ją bujną brodą. Basia czuła że każdy kolejny ruch Michała jest coraz przyjemniejszy. Zaraz po każdym ze szturmów przybywała fala rozkoszy, która potęgowała dreszcze w jej ciele. Czuła że jest coraz bliżej… że zaraz dojdzie tak jak dzięki Cosette, dzięki Ewie… Agacie.
- Jeszcze. - Szepnęła. - Jeszcze trochę.
Jej kochankowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Michał napierał mocniej biodrami, dociskając Basię do łoża. Czuła go mocniej, wyraźniej intensywniej i… głębiej. Blondynka doszła, starając się zadusić okrzyk rozkoszy własnymi dłońmi. Poczuła jak jej ciało wygina się w łuk zupełnie bez jej kontroli. Jak głowa uderza o poduszkę, gdy przeszył ją rozkoszny impuls. To było… tak intensywne. Tak inne. Miała problemy ze skupieniem wzroku i złapaniem oddechu. Pan Michał jeszcze nie dotarł na szczyt. Czuła więc jego silne ruchy w swoim nagle drżącym i lekko bezwładnym ciele. A potem.. wilgoć… w sobie.
Pan Michał wypełnił ją swoją chucią. I być może… zapłodnił. Basia jęknęła nieco zaskoczona. Jednak ciepło które czuła w sobie było.. tak przyjemne. Miała problemy z zebraniem myśli, była w stanie jedynie drżeć pod mężczyzną.
Michał położył się obok niej, dysząc ciężko. Przez chwilę leżał w milczeniu, ale potem Basia poczuła jego ciężką dłoń na swojej piersi. A chwilę później i usta kochanka dołączyły do pieszczot tej części jej ciała. Wytresowana przez Cosette magnatka zamruczała od tego dotyku. Czy… czy było możliwe że Michał zostanie ojcem jej dziecka? W sumie mogła się tego spodziewać i po pierwszej wspólnej z nim nocy. Niepewnie sięgnęła dłonią do twarzy kochanka i zanurzyła palce w bujnej brodzie, bawiąc się je pasmami. Ku swojemu zaskoczeniu o tyle bardziej lubiła dotyk szlachcica niż choćby nazbyt pewnego siebie Jana.
Szlachcic dość długo pieścił krągłości jej biustu, mając w tym mniejszą wprawę i finezję niż Cosette. Jego dłonie, chropowate i o sękatych palcach też przynosiły inne doznania. Jednak coś powoli zaczęło rozpraszać samą Basię… ożywienie u szlachcica, poniżej pasa. Czyżby… jego oręż się unosił? I co to oznaczało dla niej?
- Czyżbyś.. miał na mnie jeszcze ochotę? - Wyszeptała rozpalonym głosem prężąc się pod kochankiem.
- Waćpani kusisz urodą.- paluchy mężczyzny sięgnęły między jej uda, zanurzając się w intymnym zakątku i poruszając tam leniwie.
Basia jęknęła cicho. Niedawno osiągnęła szczyt. Czy możliwe byłoby zaraz pragnęła go jeszcze raz? Cosette się to udawało, a teraz palce Michała. Ich szorstkość była niepokojąco podniecająca.
- A jednak… gdybym.. gdybym nie ja… nie przyszedłbyś do mnie. - Magnatka ku własnemu zaskoczeniu wyszła kochankowi biodrami naprzeciw. Czuła jak jego palce zaczynają coraz łatwiej poruszać się w jej wnętrzu. - Prawda?
- Nie jestem młodzikiem waćpani. Nie mam też ni bogactwa, ni władzy. Nie mam czym kusić młodych białogłów.- mruczał Michał całując Basi szyję.
- Pozwolę sobie… - Magnatka jęknęła gdy palce mężczyzny zanurzyły się głębiej. Czuła jak po udach spływa jej ciepła, lepka ciecz. - się nie zgodzić.
- Młodaś jeszcze.- odparł Michał ponownie legając na niej. Znów poczuła coś innego niż zwinne palce wypełniające jej kwiatuszek. Coś ciepłego, twardego… przeszywającego jej ciało leniwie, gdy Michał całował usta jasnowłosej kochanki.
Basia przez chwilę starała się złapać oddech, gdy to ponownie wypełniła ją znajoma obezwładniająca obecność.
- Yhym… i ległam w łożu ze starcem… i to po dwakroć. - Mimowolnie uśmiechnęła się. Jakby dziwna nie była ta sytuacja, czuła się w tym momencie… bezpieczna.
- Czas pokaże waćpani. Czas pokaże.- zaśmiał się chrapliwie szlachcic mocniej napierając biodrami, przez co doznania robiły się coraz bardziej intensywne. Magnatka pochwyciła twarz kochanka i wpiła się wargami w jego usta chcąc uciszysz własne jęki. Niepewna co ma czynić z nogami owinęła się wokół bioder mężczyzny ułatwiając mu poruszanie się.
Mocniej, szybciej i silniej… czuła jak Michał coraz mniej ma skrupułów i czuła mocniejsze i silniejsze ruchy kochanka. Jakby stała się jego zdobyczą, którą delektował się z coraz większą śmiałością. Jej drobne ciało musiało zmierzyć się z potencjałem kochanka i jego narastającym pożądaniem. Barbara kurczowo trzymała twarz mężczyzny nie chcąc krzyczeć przy kolejnych szturmach. Czuła jak biodra Michał coraz mocniej obijają się od jej ciało. Miała niemal wrażenie, że z każdym kolejnym szturmem przebije jej wnętrze dobijając się niemal do gardła. Nie wierzyła, że w tej gonitwie nadal jest w stanie czuć przyjemność, czuć że jej ciało rozpala się i woła o spełnienie.
Czuła też że i Michałowi brak sił, że pragnienie uwolnienia swojej żądzy wprawia go w drżenie. Może dlatego tak bezlitośnie dociskał jej ciało, każdym ruchem sprawiając że wiła się pod nim jak dzika kotka. Basia docisnęła go do siebie nogami, choć wiedziała, że to nie powstrzyma mężczyzny. Bo i jakie miała szanse z kimś kto trudni się wojaczką? Nie mogąc już oddychać i całować jednocześnie, wtuliła twarz w ramię Michała delikatnie zaciskając zęby na jego skórze.
Michał doszedł z głośnym jękiem i Basia znów poczuła jego żądzę w sobie. Po tym wystrzale mężczyzna osunął się na bok dysząc ciężko.
- To było… przyjemne.- szepnął.
Basia obróciła się na bok i wtuliła w mężczyznę. Jej ciało nadal drżało z rozkoszy i z trudem powstrzymywała pomruki gdy po jej udach spływała ciepła cieczy.
- Intensywne. - Wyszeptała ocierając policzek o owłosioną pierś szlachcica.
- Tak.- zgodził się z nią Michał tuląc Basię do siebie, która zdała sobie sprawę, że Cosette może tu wkroczyć… wraz z Ewką. Dlaczego jeszcze nie wkroczyła?
Magnatka z całych sił starała się uspokoić oddech. W męskich objęciach czuła, że mogłaby lada chwilą usnąć. Michał nieświadom jej dylematów tulił ją do siebie sam zasypiając. Basia pocałowała go delikatnie w usta.
- Niebawem powinna przyjść Ewa by pomóc mi w kąpieli. - Wyszeptała jeszcze raz ocierając twarzą o brodę mężczyzny.
- Wybacz pani. Nie wiedziałem. -odparł nerwowo szlachcic. Wstał i zaczął się po ciemku ubierać.
- Uwierz, że wolałabym byś został. - Magnatka usiadła na łóżku, starając się w ciemnościach dojrzeć sylwetkę kochanka.
- Uwierz mi waćpani. Też bym chciał.- widziała tylko jego szerokie plecy. Ich zarys. Niewątpliwie lata nadwyrężyły jego urodę, acz noc maskowała większość z tych rys.
Basia podniosła się i podeszła do mężczyzny. Stojąc za nim nago objęła go. - Ale to… chyba nie ostatnia nasza noc, prawda?
- To zależy od kaprysów waćpani. - szlachcic sięgnął za siebie i zacisnął dłoń na pośladku kochanki. Mocno i zaborczo.
Basia zadrżała.
- Proszę… chociaż gdy jesteśmy we dwoje mów mi po imieniu.
- Dobrze… Barbaro. - pieszcząc zachłannie pochwycony pośladek Michał nie był w stanie się poruszyć. Był jak słup soli obejmowany przez dziewczynę.
Basia drżała coraz mocniej. Jej biodra zaczęły ocierać się o pośladki szlachcica. - Powinnam cię puścić, prawda?
- Nie wiem. To twoja decyzja… Barbaro.- mocniej ścisnął jej pośladek, władczo i nieco boleśnie. Oddychał chrapliwie i głośno.
- Nagle mogę podejmować decyzje? - Magnatka zaśmiała się i puściła szlachcica, ale tylko po to by stanąć przed nim.
- Oczywiście że możesz… to ty zdecydowałaś o tej nocy, jak i poprzedniej…- przypomniał jej szlachcic. - Ostatecznie to ty postanowiłaś, że to mi przypadnie zerwanie twojego wianka.
- Wobec tego chcę byś mnie pocałował. - Wyszeptała, przywierając do mężczyzny swym nagim ciałem.
Michał to właśnie uczynił całując szlachciankę, zaborczo dociskając jej ciało do swojego. Zacisnął mocno dłoń na jej pośladkach, choć przecie nie próbowała uciekać od niego.
Basia objęła go wokół szyi ramionami. Czuła znów ten przyjemny gorąc w swoim ciele. Wiedziała jednak, że musi go wypuścić. Cosette mogła odwlekać przybycie, ale ani Basia nie miała na to ochoty, ani pewnie ochmistrzyni nie czuła się z tym właściwie.
- Następnym razem cię nie wypuszczę. - Wyszeptała, przerywając pocałunek.
- Dobrze pani.- odparł szlachcic wypuszczając dziewczynę ze swoich ramion.
Magnatka zmusiła się by się odsunąć mimo żaru który targał jej ciałem. Była młoda… jeszcze jej to zpowszednieje… czemu tak trudno było teraz w to uwierzyć?
- Uważaj na siebie jutro. - Powiedziała szeptem.
- Niech się waćpani nie martwi o mnie.- odparł na pożegnanie Michał i pocałował jej usta na pożegnanie zostawiając Basię samą.
Basia westchnęła i wróciła do jeszcze ciepłego łóżka. Założyła koszulę i ułożyła się zastanawiając czy Cosette i Ewa się pojawią. Czas mijał, a ochmistrzyni i służka nie przychodziły. Co się stało? Jaki był tego powód?
Magnatka nałożyła na siebie płaszcz i niepewnie wyjrzała z pokoju.
Na korytarzu było cicho. Było już i ciemno. I pusto. Magnatka podeszła do pokoju przydzielonego ochmistrzyni nasłuchując. Niestety drzwi nie pozwoliły podsłuchać za wiele. Były ciężkie i grube. W każdym razie, cokolwiek Cosette robiła, nie była w tym głośna.
Magnatka chciała zapukać ale zawahała się. Skoro ona niespodziewanie spędziła wieczór z Michałem to Cosette miała prawo do własnej rozrywki. Na palcach przeszła się korytarzem nasłuchując w kierunku schodów i planując niebawem wrócić do swojego pokoju.
Dotarła bezpiecznie do komnaty i do swojego łóżka. Pustego i nieco zimnego już. Zdjęła płaszcz odkładając go na krześle i ułożyła się nakrywając się niemal pod brodę pierzyną. Musiała przyznać że po ostatnich nocach z Cosette i Michałem było jej nieco smutno leżeć samotnie w łożu. Szybko przytuliła mocniej kołdrę, starając się odpędzić ponure myśli i spróbowała zasnąć.


Dość długo nie mogła zasnąć, a gdy już utonęła w snach to te nie przynosiły ulgi. Rano obudziło ją wejście Cosette, gdy będąc między jawą a snem… była też między panem Michałem a ochmistrzynią. Budząc się nie pamiętała co w trójke robili, ale na pewno było gorąco… skoro byli bez odzienia. Niemniej wchodząca do izdebki Cosette była ubrana i uśmiechając się promiennie spytała.
- Jak się spało?
- Samotnie. - Odpowiedziała półprzytomnie i przeciągnęła się. Mimo tego stwierdzenia uśmiechnęła się jednak do ochmistrzyni. - Czy poprosisz by naszykowane mi kąpiel? Pod namiotami pewnie będzie ciężko porządnie mi się wymyć.
- Samotnie? Czyż nie gościłaś wczoraj?- zapytała zaskoczona ochmistrzyni.
- Był tu na jakiś czas Michał, ale jako że miałaś mnie odwiedzić, wyprosiłam go. - Magnatka usiadła na łóżku i spojrzała na swoją wygniecioną koszulę i opadające na piersi, splątane pasma włosów. Czekało ją piekło z rozczesywaniem ich.
- Och. A ja postanowiłam ci nie przeszkadzać, skoro pana Michała do łóżka zaciągnęłaś. - stwierdziła z uśmiechem zakłopotania Cosette.- Mogłaś potem mnie odwiedzić, jeśli nie chciałaś zasnąć samotnie.
- Byłam pod twoimi drzwiami, ale… pomyślałam że może kto inny już umila ci noc. - Magnatka zaczęła palcami rozdzielać blond pasma, starając się delikatnie rozplątać najgorsze supły. - Nie martw się tym, to nie była moja pierwsza i pewnie nie ostatnia samotna noc. Nic mi od tego nie będzie.
- Wątpię by jeszcze często zdarzały ci się takie noce. - odparła Francuzka siadając obok Basi i zabierając się za pomaganie przy tej czynności.
- Wczoraj gdy byłam z Michałem, pomyślałam że toż mogę mieć z nim dziecko. - Basia uśmiechnęła się czując dotyk ochmistrzyni. - Pewnie najrozsądniej by było pojąć go za męża i tak zarządza z tobą moim majątkiem. Uniknęłabym konkurów Stadnickich czy innych kogucików.
-To prawda.- zgodziła się z nią Cosette i wzruszyła ramionami.- Poczynisz jak uznasz za stosowne. Tylko…-
Basia spojrzała na ochmistrzynię niepewnym wzrokiem.
- Tylko?
- Pan Michał wolałby pewnie żonę mu oddaną i cnotliwą. I tylko z nim oddającą się sztuce miłości.- wyjaśniła Cosette.
- Jaki mężczyzna by takiej nie wolał? - Basia westchnęła. Nie była pewna czy byłaby w stanie zrezygnować z towarzystwa Cosette czy Ewy. Na szczęście jednak najpierw musiała pochować męża, odczekać żałobę. Miała czas do namysłu.
- Hmm… o słabej woli. Wytresowany jak domowy piesek lub… opętany twoją osobą i czczący cię niczym boginkę. Lub… taki jak L., lubiący patrzeć.- wyjaśniła z łobuzerskim uśmiechem ochmistrzyni.
- Obawiam się, że to ja tu jestem tą o słabej woli z predyspozycjami do bycia tresowaną. - Basia skrzywiła się gdy przy rozplątywaniu, niechcący wyrwała jakiś włos. - Wątpię też bym trafiła na jakiegoś wyznawcę lub sobowtóra twego patrona. Bo i ile szczęścia może mnie w życiu spotkać? - Uśmiechnęła się ciepło do Cosette. - Wychodząc za mąż, spotykając ciebie.. Michała… Ewę czy nawet Agatę.. już wyczerpałam chyba swoją pulę. Czy wzięłabyś szczotkę?
- Cóż… dopóki jesteś wielką panią. Samotną wdową, kochankowie muszą się twoim kaprysom przypochlebić.- odparła z uśmiechem Cosette i zamyśliła się.- Tacy jak mój L.? Są też i w tym kraju.
- Jestem w stanie w to uwierzyć, ale jakoś wątpię by nasze drogi się skrzyżowały. - Basia zamyśliła się i po chwili roześmiała. - Wybacz. Chyba samotny sen tak na mnie działa.
- Wybaczam.- odparła Cosette sięgając po szczotkę i biorąc się za rozczesywanie pukli dziewczyny. Powoli i bez pośpiechu, mruknęła przy tym żartobliwie. - Uczynić cię moją małą służką? Tak jak Ewę? Pokusa to wielka waćpani.
Basia zadarła głowę spoglądając na ochmistrzynię.
- A nie sądzisz, że już mnie taką uczyniłaś, skoro boję się zapukać do twej komnaty? - W jej głosie nie było śladu żartobliwości, a nawet nieco smutku. Nie była wielką panią i wszelkie próby i stania się takową jak na razie spełzły na niczym.
- Po prostu nieśmiała jesteś. I niepewna swojej urody. Niepotrzebnie.- Cosette zaczęła całować odsłoniętą szyję Basi.
- Widziałaś kim byłam nim Józef pojął mnie za żonę. - Wyszeptała przymykając oczy i poddając się pocałunkom.
- Dziewicą. Jak każda z nas.- wymruczała Cosette kąsając kark Basi.
- Kobietą, którą spisano na straty… oddano do zakonu… - Magnatka zamruczała z rozkoszy. - Nikogo nie obchodziła moja uroda.
- Doprawdy?- dłonie ochmistrzyni chwyciły za piersi Basi ściskając delikatnie i ocierają jedna o drugą. Wodziła językiem po szyi jasnowłosej.- A ilu młodzieńców miało okazję cię podziwiać?
- Za młodu? Wielu. Zubożała szlachta, do której należał mój ojciec, śmiejąca się gdy robiłam sama pranie w rzece. - Basia przesunęła dłonią po odsłoniętej części piersi ochmistrzyni, ciesząc się ich ciepłem. - Przy długach Jasińskich… moja uroda była niczym.
- Ale teraz… nie ma żadnych długów.- szepnęła jej do ucha kochanka mocniej ściskając piersi szlachcianki.- Teraz są drogie stroje, klejnoty, pachnidła.
Basia jęknęła głośniej. Co miała rzec? Że na razie czuła się niczym lalka, ubierana w te stroje i klejnoty? Psuć tą chwilę? Opadła na łóżko, a jej dopiero co rozczesane włosy rozsypały się po pościeli.
Cosette pochyliła się i zaczęła całować usta leżącej dziewczyny. Delikatnie i czule… rozkoszowała się smakiem tego pocałunku. Basia niespiesznie odpowiadała na te pocałunki od czasu do czasu chwytając swymi ustami, wargi kochanki i delikatnie pieszcząc przez materiał sukni jej piersi.
- Musimy ci jakiegoś kogucika ściągnąć do sypialni, co byś mogła się w pełni nim nacieszyć i pewności nabrać. - mruknęła cicho Cosette muskając ustami czubek nosa kochanki.
- Nie obawiasz się, że i mu się poddam jak tobie czy Agacie? - Wyszeptała Basia drżąc na całym ciele.
- Nie. Nie w tym przypadku. Myślisz, że tylko ciebie zdołałabym zdominować?- zamruczała lubieżnie Cosette wodząc czubkiem języka po wargach Basi. Magnatka pochwyciła głowę ochmistrzyni i docisnęła jej usta do swoich pogłębiając pocałunek. Kobieta spolegliwie poddała się jej pocałunkowi. A potem uśmiechnęła ironicznie.
- Nie jesteś waćpani tak uległa jak twierdzisz. No i… czy zdołasz jeszcze wrócić do roli cnotliwej żony. A co do poczęcia potomka przez pana Michała. Nie będzie to potomek jego, a pogrobowiec twojego męża nieboszczyka. Wszak jedna noc do tego wystarczy.
- T.. to prawda. - Odpowiedziała szeptem Basia spoglądając na Cosette. Nie była w stanie zrezygnować z tego. Czuła to całym sercem. Z tej bliskości z Francuzką, z Ewą. Nie chciała rezygnować z tej swobody. - Proszę… pomóż mi nabrać więcej pewności. Zrobię co powiesz.
Ochmistrzyni przyglądała się pożądliwie Basi, wodząc palcem po jej wargach.
- Potem… na zamku. Teraz waćpani, co sobie życzysz na śniadanie? - zapytała po dłuższej chwili milczenia.
- Coś lekkiego… owoce.. zimne mięso. - Uśmiechnęła się nieco lubieżnie. - Twój języczek?
- A gdzie mam zaaplikować to ostatnie? - zapytała Cosette niezrażona kaprysem swojej pani.
Basia spłoszyła się i zarumieniła. - Na mym kwiecie? - Szepnęła niepewnie.
- To go odsłoń przede mną. Wstań i odsłoń swój kwiatuszek. - wymruczała ochmistrzyni siadając na łożu.
Magnatka przez chwilę patrzyła na nią zaskoczona, w końcu jednak wstała z pościeli i stanęła przed Cosette. Miała unieść koszulę? Jak będzie to wyglądać? Czy tak zachowuje się śmiała kobieta. Lekko drżącymi palcami, rozpięła okrycie do końca i pozwoliła mu opaść na ziemię. Zupełnie naga stanęła przed ochmistrzynią.
- No i teraz… zażądaj bym się zajęła twoim skarbem.- Cosette nachyliła się, jej oddech ogrzewał łono nagiej szlachcianki. Ale nie dotykała jej ciała.
- Cosette… - Basia zarumieniła się niemal na całej twarzy. Tak miały wyglądać jej nauki? - zajmij się… mym… skarbem. - ostatnie słowo ledwo z siebie wydusiła.
- To nie brzmiało jakbyś żądała. - odparła Francuzka drocząc się i dmuchając na jej kobiecość delikatnie.
Magnatka spojrzała przerażona na Cosette. Jak niby… jak niby miała to zrobić? Spojrzała na starannie ułożone włosy ochmistrzyni, na jej lubieżny uśmiech. Kiedyś… były w odwrotnej sytuacji czyż nie? Pochwyciła czarne pukle i docisnęła twarz kochanki do swego łona.
- Zrób to. - Powiedziała najpewniej jak tylko była w stanie.
- Już lepiej.- oceniła ochmistrzyni i nagrodziła uczennicę powolnymi lubieżnymi muśnięciami języka na jej kobiecości. Starannie muskającymi jej wrażliwy punkt.
- M… mocniej. - Basia jęknęła i docisnęła mocniej twarz kobiety do swego ciała.
- Zachłanna się robisz waćpani.- wymruczała Cosette wtulając twarz w łono Basi i sięgając językiem głębiej. Jej lubieżnym mlaśnięciom towarzyszyły palce wodzące po pośladkach nagiej arystokratki.
Magnatka drżała od pieszczot ochmistrzyni pojękując coraz głośniej.
- Ciii.. bo jeszcze kogoś pobudzisz. Nie chciałabyś chyba, by Michał zobaczył cię w tak bezwstydnej sytuacji. A może właśnie tego byś chciała?- Cosette nie mogła sobie odmówić droczenia się z jasnowłosą kochanką, jak i dość mocnego uderzenia swoją dłonią w jej pupę.
Basia zasłoniła usta wolną dłonią. Powstrzymała się od odpowiedzi bojąc się, że nie zapanuje nad swoim głosem. Tymczasem jej ochmistrzyni testowała jej opanowanie leniwie smakując pożądanie, wzbierające w jej kobiecości. Smakując każdą kropelkę i wodząc po krągłościach jej pupy. Francuzka niewątpliwie była wyjątkowo finezyjną i doświadczoną kochanką.
Magnatka nie potrzebowała wiele by dojść w objęciach starszej kochanki.
- To jak smakowały przystawi, moja pani?- zamruczała lubieżnie Cosette.
-Jak zwykle… wyborne. - Basia z trudem wydusiła z siebie kilka słów puszczając włosy ochmistrzyni.- -Wybacz.
- Z pewnością później przymuszę cię do spełniania moich kaprysów. A ja… mam bardziej wyrafinowane zachcianki.- odparła ochmistrzyni wstając i poprawiając nieco rozsypaną fryzurę. - Śniadanie podać tu, czy w sali jadalnej?
- Tu… chyba ciężko będzie mi się uspokoić. - Basia westchnęła ciężko i naga usiadła obok ochmistrzyni.
- Jak sobie życzysz.- odparła Francuzka z łobuzerskim uśmieszkiem i z gracją ruszyła do drzwi.- Pewnie ruszymy dalej, jak tylko będziesz gotowa.
- Wobec tego przyślij kogoś by pomógł mi się ubrać i zapanować nad tym. - Wskazała na swoje długie włosy, które znów były w nieładzie.
- Obawiam się, że Ewka to nie będzie.- zażartowała lubieżnie Cosette zerkając przez ramię na Basię.
- Nie… choć. - Basia zawahała się. - Myślisz, że mogłaby zostać moją garderobianą? Lubię jej towarzystwo.
- Tak. Aczkolwiek przypuszczam, że dużo czasu zaczęłabyś spędzać na przebierankach.- zażartowała ochmistrzyni wychodząc. I w drzwiach dodała.- W zamku.
- Dobrze. - Basia przytaknęła i nadal siedzą nago, ponownie sięgnęła po szczotkę do włosów by czekając na służącą, choćby nad nimi zapanować.
Wkrótce zjawiła się kolejna służka. Młode dziewczę dygnęło nerwowo przed Basia i przedstawiło się.
- Jagna jestem.
- Weź proszę tą suknię z czarną koronką i dobierz do niej bieliznę. - Basia uśmiechnęła się do dziewczyny nie przerywając rozczesywania włosów.
- Tak pani.- odparła nieśmiało dziewczyna zajmując włosami dobrodziejki. A potem zabrali się za ubieranie szlachcianki. Tuż po założeniu sukni, do komnaty weszła Ewa z posiłkiem dla Basi.
Magnatka uśmiechnęła się ciepło do swojej ulubienicy i zajęła miejsce przy stole. Planowała zjeść szybko by nie opóźniać nazbyt wymarszu, swoją osobą.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2019, 08:12   #17
 
Aiko's Avatar
 

Wyruszyli dość szybko z początku. Pan Michał wyraźnie nie chciał dać okolicznym szlachcicom okazji do ich zatrzymania tu na dłużej. Basia znów utknęła ze swoją dwórką i ochmistrzynią w kołyszącej się karacie. Francuzka siedziała zamyślona, a Agata kręciła się na siedzisku nie mogąc wytrzymać na miejscu. Słońce grzało mocno, kolaska kołysała się na koleinach. Nic się nie działo. Jedynie okolica się zmieniała.
Przez długi czas jedynym towarzystwem Basi była nuda. Ochmistrzyni zachowała się cnotliwie, a i Agata była grzeczna w jej obecności. Toteż żar słońca i nuda, sprawiły że szlachcianka osunęła się na dwórkę i położywszy głowę na kolanach przymknęła oczy. Sen nadszedł dość szybko. I utulił ją.
- Wkrótce dojedziemy na miejsce postoju.- taka wypowiedź ochmistrzyni wraz z potrząśnięciem wyrwał jasnowłosą z jej sennego błogostanu.
Basia spojrzała z dołu na swoją dwórkę i uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - Po chwili namysłu dodała. - Masz bardzo wygodne kolana.
- Skoro tak waćpani twierdzi?- odparła Agata.
- Rozbijemy obóz w polu i obiad zostanie przyrządzony na wolnym ogniu. Niestety nie ma w okolicy karczmy mogącej nas przyjąć. Warto też rozprostować nogi, bo będziemy podróżowały aż do późnego wieczora.- dodała Cosette, gdy kolaska powoli zwalniała.
Magnatka podniosła się i poprawiła włosy.
- W okolicy zamku są jakieś karczmy? - Spytała ochmistrzynię, starając się zapanować nad blond kosmykami.
- W okolicy zamku są dwie wioski i w obu są karczmy…. ale chłopskie. Szlachta się w nich nie stołuje… chyba że szaraczki lub zagrodowa.- wyjaśniła uprzejmie ochmistrzyni.
- W tej chwili chyba wolałabym karczmę dla szaraczków niż nocowanie w szczerym polu. - Basia westchnęła i wyprostowała się na ławie, czekając aż kolaska się zatrzyma.
- Ja też.- odparła z uśmiechem Francuzka i dodała, gdy już się zatrzymali.- Niestety nie dotrzemy do żadne wioski na noc, więc przyjdzie nam spocząć w szczerym polu.
I wysiadła.
Basia przytaknęła jedynie ruchem głowy i ruszyła za ochmistrzynią.
Tymczasowe obozowisko rozbili na polanie wśród małych drzewek, obok głównej drogi. Pan Michał rozstawił ludzi i kazał rozpalić ognisko pośrodku niej. Słudzy i służki kręciły się wokół gara, do którego wrzucanego co tam było w zapasach, by przygotować mięsną gęstą polewkę, zarówno dla jaśnie państwa jak i dla służby. Na bardziej wyrafinowany posiłek Basia musiała poczekać do powrotu na zamek.
Magnatka ruszyła na spacer starając się dostrzec mężczyzn, którzy będą jej strzec tej nocy. Wiedziała, że nie powinna się o nich martwić jednak… jakoś nie potrafiła tego powstrzymać.
Był z tym jednak problem, gdyż… nie znała ich twarzy. Jedynie imiona, które nie mówiły jej zbyt wiele. Którzy to wojacy z jej dość licznej świty, mieli pilnować jej bezpieczeństwa? Basia rozejrzała się szukając Evana, wierzyła że mężczyzna na pewno będzie w stanie jej pomóc.
Ów wojak rozstawiał właśnie swoich ludzi pokrzykując na nich w rodzimym języku. Agata i ochmistrzyni też zajęte były swoimi sprawami. Starsza kobieta zarządzaniem obozowiskiem, a sama Agata… przeszkadzaniem ładnym chłopcom swoimi żarcikami.
Basia podeszła do dowódcy wojaków, czekając aż ten wyda wszelkie polecenia i zwróci na nią uwagę. Nie chciała przeszkadzać mu w wypełnianiu obowiązków, choć zapewne miała do tego większe prawo niż jej dwórka.
Musiała długo czekać i cierpliwie, nim Evan odwrócił się w jej kierunku i zobaczywszy ją skłonił się głęboko.- Waszpani cosz kłopocze?
- Odrobinę. - Uśmiechnęła się do mężczyzny. - Czy mogłabym zająć ci chwilę?
- Oczywiszcze.- odparł najemnik uprzejmie.
- Chciałabym byś mi wskazał Władysława Wisłockiego i Skowrona… byłam ciekawa ludzi, którzy będą mnie strzec. - Basia mówiąc podeszła do Evana stając tuż obok.
- Acha…- Evan rozejrzał się dookoła i wskazał na starego kozaka o szarych obwisłych wąsach zdobiących pobrużdżoną bliznami twarz. - On to jeszt… Szkowron.
Jadł właśnie polewkę siedząc na końskim siodle i popijając trunkiem z bukłaka.
Basia przytaknęła starając się zapamiętać mężczyznę. Nie zrażała się wyglądem wojaków. Wierzyła, że Michał zadba o jej bezpieczeństwo.
- Wiszlocki zasz…- zamyślił się Evan.- Nie wiem kto zacz.
- Och… rozumiem. - Magnatka zasmuciła się nieco spoglądając na zbieraninę wojaków. - Dziękuję ci. Odpocznij nieco.
- Nie na szłuszbie waczpani.- zaśmiał się najemnik.
- Podczas postoju też jesteś na służbie? - Basia uśmiechnęła się. - No tak musicie nas strzec by nikt nas nie napadł podczas posiłku.
- Podczasz posztojów szczególnie.- odparł z uśmiechem Evan.
- I nie powinieneś też w tym czasie rozmawiać lub spacerować? - Magnatka zerknęła z zaciekawieniem na wojaka.
- To akurat mogem.- zgodził się z nią mężczyzna zerkając zainteresowaniem na szlachciankę.
- Wobec tego potowarzyszysz mi przy spacerze? Chętnie się nieco nauczę o wojaczce. - Basia uśmiechnęła się ciepło do mężczyzny.
- Bedzie to zaszczyt dla mnie.- odparł Evan uprzejmie.
Magnatka ujęła mężczyznę pod ramię i ruszyła przez obóz rozglądając się po nim z zaciekawieniem.- Jak długo zajmujesz się wojaczką? - Zapytała zerkając na Evana. - Kiedy przybyłeś do Polski?
- Bedzie jusz z osiem zim. A zajmuje od... -zamyślił się mężczyna. -... od zawsze. Nasze rodzinne ziemie som jałowhe, wienc… najmujemy siem do rósznych wojsk i wojen.
- A jak długo służyłeś u mego małżonka? - Basia przyglądała się Evanowi zastanawiając się ile ten może mieć lat.
- Tszy lata.- wyjaśnił mężczyzna drapiąc się po policzku.
- I jak do niego trafiłeś? - Rzuciła kolejne pytanie po czym roześmiała się. - WYbacz.. tak cię wypytuję. Też możesz mnie o coś spytać jeśli chcesz.
- Nie szmiałbym.- zaśmiał się Evan i zamyślił.- Roswiązano regiment królefski i… ktosz mnie musial polecić waczpani meszowi, bo pana Michala przyszłał by mnie zwerbował.
Basia przytaknęła się i zamyśliła się na chwilę. Była ciekawa skąd Józef wiedział o Evanie. Musiał go pewnie zauważyć podczas jakiejś wizyty u króla.. może potyczkowali się razem. Ciekawe czy Michał będzie jej w stanie odpowiedzieć na te pytania.
- Skoro walczysz od kiedy pamiętasz, to zapewne władasz swobodnie każdą bronią.
- Nie… to niechmoszliwe. Lepiej wybranego orensza się tszymać, niszli…- zamarł na moment nasłuchując. A potem rozluźnił się dodając.-... kaszdego próbowacz.
Gdy Evan zamarł i Basia zatrzymała się nasłuchując.
- I… - Zaczęła niepewnie, nie wiedząc czy już może mówić i ciekawa co też usłyszał wojak. - jaką broń wybrałeś sobie?
- Rapier… nie tak mocny jak oresz z rodzinnych stron, ale…- Evan znów nasłuchiwać począł, a i Basia też coś posłyszała. Odległy tętent koni. Jeźdźcy.
Puściła ramię mężczyzny nie chcąc mu przeszkadzać i sama spoglądała w kierunku z którego dochodziły odgłosy.
- Ktosz siem zblisza. - rzekł krótko i wrzasnął głośno. - Do broni!
I w samą porę. Bo przez las wprost na obozowisko magnatki pędziło kilkunastu szlachciców, kozaków i Lipków na lekkich konikach gnając na złamanie karku.
Basia zaczęła się wycofywać by skryć się pomiędzy powozami i rozglądając się po obozie. Nie do końca wiedziała co ma czynić.
I nie było czasu na wyjaśnienia. Jeźdźcy wpadli do obozu ignorując strzelców i tnąc szablami każdego kto stanął im na drodze. Celem ich była Basia właśnie, bo napastnicy pędzili wprost na nią.
Magnatka rzuciła się biegiem pomiędzy konie, mając nadzieje, że skryje się między zwierzętami. Nerwowo rozglądała się wokół szukając kogoś kto mógłby jej pomóc.
Wszędzie dookoła panował chaos. Kobiety rozpierzchły się jak stado przepiórek, bo jeźdźcy próbowali je pochwycić. Paru spadło z koni wraz hukiem pistoletów, kilku pochwyciło służki. Dwóch galopowało wprost na uciekającą Basię, a za nimi biegł pan Michał, Evan i kilku jego wojaków.
Przerażona rozglądała się za jakimkolwiek schronieniem, biegnąc z uniesioną suknią. Czuła że konie są tuż tuż.
Nagle uniosła się w powietrzu pochwycona silnym ramieniem. Potem był huk pistoletu i Basia upadła na ziemię, a na nią opadło dogorywające ciało jej niedoszłego porywacza.
Przerażona próbowała je z siebie zrzucić miotając się na ziemi. Czuła jak pod powiekami zbierają się łzy. Niech to wszystko się skończy!
Ktoś zepchnął z niej zwłoki, ktoś przytulił mocno do siebie. Michał podążył z Basią na ramionach, by schować przerażoną szlachciankę pod kolaską. Magnatka wtuliła się w niego, rozglądając się nerwowo wokół.
Dookoła toczyły się zacięte pojedynki. Jeźdźcy widząc, że obrońcy nie dadzą im ujść ze złapanymi dziewczętami walczyli dzielnie, ale… albo odrzucali schwytaną dziewoję i czmychali korzystając z zamieszania, albo gineli próbując wyrwać się z okrążenia. Evan dowodził oddziałami jak wojskiem. Napastnicy byli jeno zgrają bandytów… bez dyscypliny i bez planu.
Wielu dość szybko porzuciło więc zdobyczne łupy, by ujść życiem z tej pułapki. Basia dała się odnieść do kolaski i posłusznie w niej skryła, szepcząc Michałowi ciche "Dziękuję". Czuła się potwornie bezużyteczna i z rozpaczą patrzyła jak ludzie giną w jej obronie. Gdyby tylko mogła zrobić…. Cokolwiek.
Dookoła niej słychać było okrzyki bólu, krew lała się z ran, szable cięły powietrze jak błyskawice. Wojenny chaos toczył się niczym burza wokół magnatki, a ona była niczym liść na tej nawałnicy. W końcu… odgłosy walki ustały. I jedynie jęki rannych i rżenie koni towarzyszyło uciekającym napastnikom, którzy wyrwali się z okrążenia Evana unosząc z tej napaści życie jeno i urażoną dumę. Basia odetchnęła i rozejrzała się po ziemi ich niedawnego obozu.
Służba już zabrała się za opatrywanie rannych i wynoszenie trupów na skraj obozowiska. Parę dziewcząt płakało, ale bardziej z powodu ulgi. Dobrze wiedziały jaki los czekał pochwycone niewiasty. Evan dobił jednego bandytę, co by się nie męczył i nakazywał przeszukiwanie zwłok w celu zebrania kosztowności, które… zapewne miały pójść na ich pogrzebania. A przynajmniej tak wypadało wierzyć.
Magnatka wyszła ze swojego schronienia i zaczęła się rozglądać za Agatą i Cosette, wędrując wśród służby i wojaków. Potrafiła co nieco opatrywać, wracający z pijackich bijatyk ojciec, dobrze ją wyćwiczył, a zakonnice douczyły nieco, lecz wątpiła by ktokolwiek jej tu na to teraz pozwolił.
Cosette i Agata nie wyglądały na szczególnie przerażone. Francuzka oczywiście zachowywała stoicki spokój, a Agata… czupurna dwórka wydawała się być podekscytowana sytuacją. Ochmistrzyni zarządzała sytuacją, tak jak to czyniła zawsze… to że teraz trawa była gdzieniegdzie od krwi nie zmieniła natury chaosu na którym musiała zapanować.
Basia odetchnęła z ulgą i rozejrzała się za kimś komu mogłaby pomóc. Potrzebowała się na czymś skupić by zapanować nad drżącymi dłońmi, nad rozpaczą, która zdawała się ściskać jej serce.
Cosette jednak, zgodnie z jej przewidywaniami, podesłała Basi Ewkę z bukłakiem wina i przykazem, by zamknęła się w kolasce.
- Ja.. ja chcę pomóc. - Wyszeptała cicho magnatka stojąc tuż obok ochmistrzyni i zerkając, na wydobywającą z jednego z powozów wino, Ewę.
- I pomożesz… nie przeszkadzając innym.- odparła krótko Cosette.
- Umiem opatrywać… robiłam to często. - Mruknęła cicho spoglądając na pobojowisko.
- Nie wątpię. - odparła ochmistrzyni.- Ale opatrywania nie ma tyle, co… wynoszenia zwłok. A poza tym waćpani rozstrzęsiona jest. I dlatego winna wypocząć.
Basia westchnęła ciężko i obróciła się na pięcie. Nieco zła ruszyła w kierunku kolaski. Wiedziała, że Cosette ma rację, ale wiedziała też że nie odpoczynku w tej chwili potrzebuje lecz działania.
Ewa podążyła za nią z bukłakiem pełnym wina i cynowym kubkiem. Gdy szlachcianka weszła do kolaski, służka podążyła za nią. Usiadła i nalała wina do niego. By następnie podać go Basi.
- Nerwy ukoi.- zasugerowała.
Magnatka zrezygnowana przyjęła kubek. Umoczyła nieco usta, ale tylko tyle. Smutnie spoglądała na zewnątrz, gdzie trwały prace by uprzątnąć obóz.
- Waćpani… nie powinna się martwić… chyba nie udało im się porwać nikogo.- próbowała ją pocieszyć Ewka.
Basia westchnęła i obejrzała się na służkę uśmiechnęła się do niej nieznacznie.
- Masz rację ale… - Spojrzała na swój kubek. - ...chciałabym pomóc. - Szepnęła cicho.
- Nie wypadałoby by waćpani zabrała się za sprzątanie obozowiska, a opatrywanie… - odparła z uśmiechem służka.- Nie było aż tak wielu usieczonych, by i waćpani pomoc była konieczna. Już pewnie opatrzono wszystkich.
- Dlatego zgodziłam się tu siedzieć. - Basia upiła nieco wina. - Oni… naprawde chcą mnie porwać.
- Tak. -zgodziła się z nię służka. -Ale im się nie uda.
Magnatka poddała się. Tego dnia już raz uniosły ją obce męskie ręce. Czuła to przerażenie… tą bezsilność. Nie chciała tego czuć nigdy więcej.
- Czy rozmasujesz mi kark i ramiona? Chyba odrobinę się poobijałam. - Basia odstawiła niemal pełny kubek z winem na bok.
- Oczywiście. Zgodnie z twoim życzeniem.- palce Ewki zaczęły masować kark magnatki jak tylko szlachcianka nastawiła szyję pod dłonie siedząc obok niej służki. Która była niezwykle zdolna, jeśli chodzi przynoszenie ulgi ciało szlachcianki.
Basia odchyliła głowę do tyłu eksponując przed Ewą swój głęboki dekolt i uśmiechając się do dziewczyny. Ewa przykładała się do swojego zadania masując kark swojej pani, acz jej palce ześlizgywały się na dekolt jasnowłosej i muskając jej biust.
- Tam także się obiłam. - Wyszeptała Basia przymykając oczy i poddając się działaniom Ewy. Naprawdę starała się nie mysleć o gwarze na zewnątrz i tym, że właśnie siedzi nieproduktywnie w kolasie.
- Tak pani…- wymruczała Ewa cicho, chwytając za piersi magnatki i ugniatając je zachłannie. Jej palce wsunęły się pod rąbki sukni, pod dekolt i mocniej uchwycił jej krągłości. Zaczęła też nieśmiało muskać wargami szyję szlachcianki.
Basia oparła się głową o ramię kochanki i zaczęła pomrukiwać z zadowolenia. Wyeksponowała szyję udostępniają ją służącej.
Ewa przykładała się do masowania, coraz śmielej całując i liżąc szyję magnatki. Jej dłonie ugniatały piersi Basi niczym ciasto w dzieży. Blondynka czuła jak jej myśli odpływają. Jak cały świat zaczyna się ograniczać jedynie do tej niewielkiej przestrzeni. Zaczęła powoli podciągać suknię ukazując służącej nogi.
Tam jednak Ewa obecnie dosięgnąć nie mogła zajęta krągłościami Basi i jej szyją.
Drzwiczki do kolaski otworzyły się nagle i do środka weszła ochmistrzyni. Zerkając na obie kobiety i ich poczynania rzekła.- Obozowisko uporządkowane. Możemy ruszać… kiedy tylko waćpani tego sobie zażyczy.
Basia westchnęła ciężko.
- Nie powinniśmy tego odwlekać. - Magnatka uśmiechnęła się do Ewy. - Dziękuję.
- Wszystko zależy od decyzji waćpani…- stwierdziła Costte zerkając to na zgrabne łydki Basi, to na dłonie Ewki nieśpieszni ściskające biust magnatki.
- Ale ja… chciałabym więcej, a nie mamy czasu. - Wyszeptała rozpalonym głosem, wpatrując się głodnym wzrokiem w ochmistrzynię. - Trzeba… jechać…
- Trochę czasu się znajdzie.- Cosette weszła do karocy i zamknęła drzwiczki, kucnęła przez pochwyconą Basią i podciągać zaczęła jej suknię w górę.
Basia zadrżała czując smukłe palce ochmistrzyni. Czyżby naprawdę Francuzka planowała się nią "zaopiekować" przy służbie.
- Cosette… - Wyszeptała rozpalonym głosem imię kochanki.
Francuzka zadarła bieliznę jasnowłosej i językiem sięgnęła leniwie do ukrytych pod nią skarbów. Długie powolne muśnięcia niczym pędzla. Ewa tymczasem żarliwie całowała szyję ocierając ukryte pod suknią Basi piersi, jedna o drugą.
Basia zaczęła wić się pomiędzy kochankami. To było… tak nieprzyzwoite. Nieodpowiednie. Jej głowa podpowiadała setki zasad, które zabraniały jej takiego zachowania. A jednak… było jej tak cudownie. Musiała obiema dłońmi zasłonić usta by nie krzyczeć z rozkoszy.
A Cosette nie zamierzała się ograniczać w wyuzdaniu. Ochmistrzyni zależało chyba na czasie, więc przesunęła palcem między pośladkami, aż dotarła do miejsca, w które palca nie należało wciskać. A jednak czubek palca Francuzki, lekko tam naparł.
Magnatka nie dała rady się powstrzymać. Jęknęła głośno dochodząc i opadła na pieszczącą ją służkę.
Po kilku ruchach palcem Cosette uwolniła Basię od tej obecności i rzekła z ironią.
- Masz ciało spragnione wyuzdania i lubieżności.
- Jak może byś spragnione czegoś czego… nie poznało? - Basia zarumieniła się i starając się zachować resztki godności zaczęła wygładzać swą suknię.
- Mam wrażenie, że spragnione wielu rzeczy… tak jak moje teraz.- odparła z uśmiechem ochmistrzyni, podczas gdy Ewa zaprzestała pieszczoty piersi Basi. - Ty chyba polubiłaś ramiona pana Michała? A może jego szabelkę bardziej?
- I w jego ramionach było miło i szabla… sprawiła mi wiele radości. - Basia starała się nie patrzeć na Ewę. Czuła jak rumieniec rozlewa się na całą twarz.
- Tak. Z pewnością posmakujesz niejednej szabli jeśli zechcesz.- odparła Cosette obejmując dłońmi, pieszczone przez służkę piersi.- Urodziwa z ciebie wdówka Basiu.
- A ty… czego pragniesz? - Magnatka przesunęła palcami po dłoni ochmistrzyni.
- Zażyć rozkoszy twoich ust na moim ciele i paluszków. Ale na to… poczekamy, aż dotrzemy do zamku.- stwierdziła z uśmiechem Cosette.
- Zaczynam się obawiać czy uda nam się doń dotrzeć. - Basia westchnęła cicho. Ciało reagowało na dotyk Cosette, delikatnymi dreszczami.
- Och… z pewnością waćpani.- Cosette wstała i spojrzała na Ewę.- Choć… pani potrzebuje chwili spokoju na ogarnięcie się.
Basia bez słowa pozwoliła kobietom opuścić kolaskę, a sama opadła na ławę by zapanować nad swym oddechem. Leżąc na poduchach niespiesznie poprawiała swój kostium.
Minęło trochę czasu nim do drzwiczków zapukała Cosette pytając.
- Czy już wypoczełaś waćpani?
- Tak… dziękuję. - Basia usiadła na ławie i poprawiła jeszcze swoje włosy.
Po chwili do środka weszły, ochmistrzyni i Agata. Dwórka podekscytowana była niedawną potyczką, choć starała się panować nad swoimi emocjami. Najstarsza z niewiast zaś była stoicko opanowana.
Basia także czuła się już dużo lepiej. Igraszki z Ewą i Cosette wyraźnie rozładowały jej napięcie. Powitała więc kobiety jedynie skinieniem głowy i wyjrzała przez okno.
Obóz już był zwinięty, a wszyscy szykowali się do wyruszenia dalej. Basia zauważyła też coś… czego w sumie powinna się spodziewać. A czego nie dostrzegła w tym całym pobitewnym chaosie. Jeńców. Trzech szlachciców w poszarpanych kontuszach i jeden Kozak, podróżowało ze skrępowanymi dłońmi i pustymi pochwami po szablach.
Basia przyjrzała im się uważnie i wskazała na nich Cosette.
- Czy jeńcy przedstawili się? - Była ciekawa co też uczynią z tymi mężczyznami.
- Ooo tak… i błagali o litość. Zaklinali się na wszystkie świętości, że nie wiedzieli co planował najmujący i szlachcic. Kłamią psy jak z nut.- wyjaśniła Francuzka.
- Widzę, że się nad nimi ulitowano. - Basia obserwowała jeńców jedynie zerkając na ochmistrzynię. - I kto zacz?
- Nie wiem. Nie raczyłam zapamiętać ich imion. Tak jak nie zapamiętuję karaluchów które zdarza mi się rozdeptać.- stwierdziła chłodno ochmistrzyni.
Basia przytaknęła. Ona była ciekawa kto też współpracuje z człowiekiem, który chce ją porwać, ale nie drążyła tematu.


Podróż upływała pod znakiem ciszy i monotonii. I przysypiania. Cosette znużona podróżą usnęła ukołysana wybojami, po których jechali. Agata jak zwykle wyglądała przez okienko kolaski, tak że Basia mogła co nawyżej podziwiać jej zadek, gdy się mocniej wychylała. Magnatka ponownie ułożyła się na jej kolanach.
- Czy mogę? - Uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny.
- No… dobrze.. możesz.- odparła po chwili namysłu dwórka.
- Dziękuję. - Basia bezczelnie wtuliła się w podbrzusze Agaty i pocałowała materiał jej sukni. Dziewczyna jednak była zbyt zaaferowana widokami, by to zauważyć. Basia objęła ją więc układając dłoń na jednym z pośladków Agaty. Przymknęła oczy planując usnąć.


- Już dojechałyśmy. Możesz już wstać.- posłyszała głos swojej dwórki i poczuła dłoń na swoim policzku.
- Yhym.. - Wtuliła się mocniej w znajome ciało.
- Czas wstać.- przypomniała jej Agata cierpliwie.
Basia westchnęła i podniosła się przeciągając. Po zabawach przed podróżą i śnie na kolanach Agaty czuła się już całkiem dobrze. Jedyne o czym marzyła to kąpiel i by założyć coś lżejszego.
Niestety kąpiel była niezbyt właściwa w tej sytuacji, choć teoretycznie możliwe. Cała jej świta rozbijała właśnie namioty na dużej polanie i szykowała ogniska. Tym razem szlachciankę czekała noc w szczerym polu. Basia stanęła obok kolaski chcąc rozprostować nogi ale i nikomu nie przeszkadzać. Z zaciekawieniem obserwowała i choć myśli jej raczej odległe były od ostatniej napaści… nasłuchiwała tętentu kopyt.
Evan z Michałem zajęli się zarządzaniem najemnikami i rozstawianiem straży. Cosette zarządzała służbą, a Agata kręciła się jak bąk, najczęściej w pobliżu Evana i co przystojnieszych żołnierzy. Ognie zapłonęły i służba zabrała się za przyrządzanie wieczornej wieczerzy.
Basia podeszła do ochmistrzyni i starając się nie przeszkadzać przysłuchiwała się wydawanym przez nią poleceniom. Podziwiała Cosette za to jak radziła sobie ze służbą i chciała się jak najwięcej nauczyć.
W tej roli ochmistrzyni była oschła i zimna. Miała wyraźny dystans do służby i wzbudzała lęk i szacunek. Całkowicie opanowana i spokojna dominowała otoczenie. W końcu zwróciła uwagę na przyglądającą się jej Basię.
- Czy masz jakieś życzenia moja pani? -zapytała uprzejmie magnatkę.
- Chciałam się tylko poprzyglądać… jeśli nie przeszkadzam. - Basia uśmiechnęła się i rozejrzała po krzątający się służbie.
- W żadnym wypadku. Już skończyłam. Jeszcze dopilnuję posiłku dla nas. Życzy sobie waćpani coś… konkretnego?- zapytała uprzejmie i bezosobowo Cosette.
Magnatka pokręciła przecząco głową.
- Zdam się na ciebie. - Starała się mówić normalnie, ale daleko jej było do bezosobowości Cosette.
- Jak sobie życzysz pani. - rzekła ochmistrzyni i ruszyła w kierunku kotła do którego mięsiwo i przyprawy wrzucał miejscowy kucharz. Francuzka starała się nie spoglądać z pewną niechęcią na tak barbarzyński sposób gotowania, ale nie bardzo jej to wychodziło.
Basia w tym czasie rozejrzałą się za miejscem, w którym mogłaby przysiąść. Nie chciała wracać do kolaski po całym, spędzonym w niej, dniu.
Cosette musiała to zauważyć, bo wykonała kilka gestów i zaraz zjawiła się Ewka z małym stołeczkiem, przeznaczonym na takie właśnie wyprawy.
- Dziękuję. - Basia zajęła miejsce. Czuła się dziwnie. Nie była tu potrzebna, ale z drugiej strony ta wyprawa była z jej powodu. Z jednej strony czuła, że przeszkadza, a z drugiej… toż wszyscy pracowali by jej dogodzić. Odwróciła wzrok przyglądając się wojakom.
Ci rozstawili się dookoła i byli czujni. Wszak napastnicy mogli ponowić atak tej nocy. Nic więc dziwnego, że Evan i Michał dwoili się i troili. Po chwili Ewa zjawiła się z grzanym piwem podając je Basi. Jak i sama ochmistrzyni.
- W zamku będzie lepiej. Komnaty wygodniejsze, jedzenie smaczniejsze i mam klucze do wszystkich drzwi. WSZYSTKICH drzwi.- stwierdziła Cosette zerkając w dekolt magnatki.
Basia zaśmiała się cicho.
- Nie czuję się tutaj niekomfortowo. - Upiła nieco piwa, ciesząc się ciepłem rozlewającym się po ciele. Na jej twarz wypłynął delikatny rumieniec gdy ochmistrzyni obdarowała ją swym spojrzeniem. - Marzy mi się jedynie kąpiel, po tym upadku, ale z tym też dotrwam do zamku.
- Tak kąpiel przyda nam się wszystkim.- oceniła Cosette.
- W okolicy jest strumień.- zasugerowała Ewka nieśmiało i została zgromiona wzrokiem przez Francuzkę.- Absolutnie nie. Nie jesteśmy tu bezpieczne. Pan Michał by się nie zgodził na takie wycieczki. Słusznie zresztą.
- Też się zgadzam. To zbyt niebezpieczne. - Basia uśmiechnęła się pocieszająco do swojej ulubionej służki. - Myślę, że spokojnie dotrwamy do jutra.
- Kolacja będzie za chwilę. Potem wypadałoby udać się na spoczynek. - oceniła Cosette. - Niestety z racji więźniów, brak ludzi których można by było wystawić ich przed twoim namiotem. Ale namiot pana Michała będzie blisko, jak i Evana, więc powinnaś czuć się bezpiecznie.
- Na pewno będę. Po za tym… może gdy nie będzie strażników trudniej go będzie zlokalizować. - Basia rozejrzała się po polu namiotowym ciekawa, który namiot należeć będzie do niej. Tego akurat nie musiała zgadywać, największy namiot w centrum.
- Możliwie. Osobiście sądzę, że napastnicy ponieśli klęskę wystarczająco bolesną, by nie próbować ponownie tak szybko.- odparła Cosette.- Czeka nas cicha i spokojna noc.
Basia zaśmiała się cicho.
- I tak raczej nie zasnę. To było… przerażające. - Skupiła wzrok na kubku z parującym napojem i po chwili upiła z niego spory łyk.
- Cóż… podeślę Ewkę by cię utuliła do snu. Albo pomylisz namioty.- zażartowała cicho acz ironicznie Cosette drocząc się nieśmiałością magnatki.
- Do swojego pokoju trafiłam i spałam tam samotnie. - Odpowiedziała Basia z ironią, rumieniąc się mimo to.
- Trafiłaś z panem Michałem… i było słychać, że nie rozmową się zajęliście.- odgryzła się ochmistrzyni.
- Ale nie on miał mnie utulić do snu. - Basia starała się utrzymać kontakt wzrokowy z Cosette, choć nie było to łatwe. Ochmistrzyni tak swobodnie obnażała jej sekrety przy Ewie.
- Trzeba było przyjść i zażądać tego utulenia.- odparła ochmistrzyni bez problemu wytrzymując jej wzrok. - I… na zamku może waćpani znaleźć się w całkiem nowych sytuacjach i pozycjach. Tam można pozwolić sobie na nieco… swobody.
- Na zamku też jest służba i chętne oczy i uszy. - Mruknęła Basia opuszczając wzrok i upijając nieco piwa.
- Też… ale mniej obcych oczu i uszu. Zresztą sama zobaczysz.- odparła Francuzka wzdychając cicho.
- Jak już tam dotrzemy. - Magnatka przesunęła palcami po krawędzi kubka. - Myślałam, że jesteś z Evanem.
- Miałam jednego męża. I być może nadal mam. I nie potrzebuję kolejnego… Evan jest dobrym kochankiem, acz dla mnie jest jeno rozrywką. Jak jak ja byłam dla L. - wyjaśniła po francusku Cosette.- I jestem z tego bardzo zadowolona.
- Nie chciałam ci wobec tego przeszkadzać podczas korzystania z rozrywki. - Mruknęła cicho po francusku Basia.
Ochmistrzyni zaśmiała się cicho zakrywając usta. - Czyżbyś była zazdrosna o mnie?
- Oczywiście. - Odpowiedziała spokojnie magnatka spoglądając z uśmiechem na Francuzkę, ale po chwili spoważniała. - Ale przede wszystkim nie chcę tobie i Michałowi zawracać sobą głowy.
- To bardzo szlachetne, ale martw się raczej o swoją główkę. Żałoba nie trwa wiecznie, a ty jesteś zbyt łakomym kąskiem by rody szlacheckie mogły go zignorować.- odparła ironicznie Cosette.- Zjadą się admiratorzy i swaci.
- Na razie nie jest to mój problem, więc martwię się osobami mi bliskimi. - Basia prychnęła po tym jak odpowiedziała po francusku.
Cosette uśmiechnęła się ironicznie i spytała niewinnie.- A jakież to problemy z osobami waćpani bliskimi męczą cię?
- To nie problemy… po prostu się o nie martwię. - Magnatka naburmuszyła się nieco i dopiła zawartość kubka. - Wiem, że to mało “dworskie” ale dla mnie ty i Michał jesteście jedyną rodziną.
- To urocze.- stwierdziła czule Cosette po czym dodała.- Idę nadzorować wydawanie posiłków. I zwróciła się do służki.- Ewo chodź ze mną, czas przynieść waćpani jej wieczerzę.
Basia westchnęła i odprowadziła obie kobiety wzrokiem. Wkrótce jedna z nich wróciła, Ewa z mięsną polewką i chlebem.
- Dziękuję. - Magnatka oddała służącej swój kubek po piwie i zabrała się za jedzenie. Potrawa była smaczna i sycąca i to jej wystarczało. Z ciekawością i radością próbowała nowych rzeczy jednak nadal potrafiła docenić prostą strawę.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2019, 08:13   #18
 
Aiko's Avatar
 

Powoli zaczęło się zmierzchać. I część służby zaczęła się szykować do snu. Przy więźniach byli strażnicy. Acz sami więźniowie też byli karmieni… i nadzorowani przy posiłku.
Basia skończyła swój posiłek i podniosła się z krzesła. Ruszyła spacerem między namiotami. Potrzebowała chwili by odetchnąć, a też… bardzo ciekawili ją więźniowie, więc pomału zbliżała się w ich stronę.
Lecz szybko została wstrzymana przez jakiegoś szlachcica.
- Waćpani winna nie podchodzić bliżej. To prośba Michała Gierałtowicza, by waćpani więźniów unikała.- zważywszy że blokował jej drogę nie dopuszczając do jeńców, to było coś więcej niż prośba.
- Rozumiem. - Basia przyjrzała się z dystansu jeńcom. - Gdzie znajdę pana Michała?
- Pewnie przy koniach.- ocenił mężczyzna.
Magnatka przytaknęła i ruszyła w kierunku, którego dochodziło rżenie koni. Stary rzeczywiście tam był osobiście pilnując przygotowań do nocy. I nie chcąc, by ich wierzchowce przypadkiem się zapodziały. Pouczał straże co do zachowania czujności.
Basia podeszła do niego tak by ją zauważył ale nie przerywała mu wydawania poleceń.
Gdy skończył pokrzykiwania i pouczenia, Michał spojrzał na jasnowłosą i spytał uprzejmie. - Tuszę że namiot i przygotowane posłanie jest zadowalające?
- Jeszcze w nim nie byłam. Chciałam się przespacerować by jakoś usnąć po wydarzeniach z postoju. - Basia rozejrzała się po okolicy przyglądając towarzyszącym im zwierzętom. - Czemu nie wolno mi zbliżać się do jeńców?
- Waćpanna młoda i dobrego serca. I mogłaby się wzruszyć ich kłamstwami i coś… nierozważnego rozkazać.- odparł wprost Michał.
- Wszelkie rozkazy na pewno skonsultowałabym z tobą. - Basia naburmuszyła się. - Byłam ich ciekawa. Ludzi, którzy chcieli mnie porwać. Nie planowałam z nimi rozmawiać.
- Oni z pewnością by jednak próbowali z tobą pomówić. Znam ja takich huncwotów. Każdy za swoje uczynki winien wisieć, bo każdy ma przynajmniej jedną infamię na karku.- odparł zamyślony szlachcic.- Waćpani nie ma się powodu im przyglądać, takie to szaraczki jak każde inne. Dzikie pola są ich pełne
- Też byłam takim szaraczkiem. - Mruknęła cicho Basia. - Ale skoro nie wolno mi spojrzeć na własnych jeńców, to nie. - Obróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku namiotów.
- Waćpani była szlachtą zagrodową. Ci mają szable i czasami tylko bezczelną gębę. Brakuje im nawet klejnotów herbowych.- odparł Michał podążając za nią.- Waćpani winna pamiętać, że ci ludzie właśnie tą szablą zarabiają na życie… najczęściej zabierając majątek innym. Bądź najmując się na służbę każdemu kto zapłaci. To są bandyci.
- Jak mam jednak rozpoznać bandytę gdy nie pozwala mi się przyjrzeć mu gdy jest najmniej szkodliwy. - Basia nawet nie obejrzała się na Michała. - Bo czym oni różnią się od ludzi Evana?
- Będzie waćpani miała okazję by im się przyjrzeć, gdy wylądują w zamkowym loszku. - odparł szlachcic podążając za nia.- Bo i postanowić trzeba będzie, co z nimi zrobić. Ale nie wcześniej… nie, gdy w podróży jesteśmy.
Magnatka zatrzymała się obok swojego namiotu i obejrzała na Michała.
- Jeśli dotrę do zamku… dziś już udało się im porwać mnie na siodło.
- Ale nic poza tym, nieprawdaż? - zapytał retorycznie Michał.
Basia przyjrzała mu się. Pamiętała strach gdy nagle oderwała się od ziemi. Panikę gdy spadło na nią ciało jej oprawcy. To że nic "poza tym" się nie stało, nie miało dla niej znaczenia.
- Dobranoc Michale. - Obejrzała się na swój namiot, chcąc nieco ukryć rozczarowanie.
- Dobranoc waćpani.- szlachcic skłonił się i wycofał tyłem.
Basia zanurzyła się w swym namiocie. Dziś chyba nawet nie będzie tęsknić za towarzystwem. Rozejrzała się po wnętrzu póki oświetlały je resztki zachodzącego słońca.

Choć pewnikiem ochmistrzyni mogła uważać te warunki za spartańskie, to Basia miała odmienne zdanie. Przygotowano jej bowiem proste przenośne łoże, poduszki siennik i pierzynę. Mała beczułka robiła za stolik na którym postawiono świecznik, oraz miskę z wodą wraz z ręcznikiem. A nawet karafkę z winem, kielich srebrny i suche ciasteczka z miodem i migdałami w ramach nocnej przekąski. A sam namiot wyłożono kilimami.
Magnatka nie spodziewając się już gości, zdjęła suknię, a po chwili namysłu, także koszulę i bieliznę. Nago przysiadła na sienniku, pozwalając chłodnemu wieczornemu powietrzu otulić jej ciało. Sięgnęła po przygotowaną szczotkę i zaczęła z włosów kurz i listki, które zawieruszyły się w nich podczas upadku.
- Moszna wejszcz?- usłyszała nagle z okolicy wejścia do namiotu.
Spanikowana Basia rozejrzała się.
- Chwilę. - Pochwyciła podróżny płaszcz i okryła nim nagie ciało. Była ciekawa czy coś się stało, więc nie chciała przeganiać gościa. - Proszę.
Najemnik wszedł i skłonił się dodając.
- Pan Michal usnal sze waczpani wolalaby cosz miecz do obrony. Umie waczpani poslugiwacz siem pistoletem?- zapytał.
- Ja… nie rozumiem. - Basia ściskała w dłoniach płaszcz, starając się zakryć nagi biust. - Nie… nie umiem.
- No… usnal sze waczpani chciala by miecz cosz do obrony.- odparł Evan chyba nie zauważając, że płaszcz to jedyne co magnatka miała na sobie. A jeśli zauważał, to udawał że nie widzi. Sięgnął po pistolet przy pasie.
- Ten jest nabity i przygotowany do strzału.
- Och… ale to chyba niebezpieczne skoro nie umiem się nim posłużyć. - Basia zarumieniła się i spróbowała podkulić palce u stóp. Mimo zawstydzenia jej wzrok utkwił w broni. - Czy to trudne?
- Nabicie i... trafienie czegoś? Tak. Aczkolwiek samo wystrzelenie już mniej. Po prostu trzeba wymierzyć we wroga i nacisnąć ten języczek.- wyjaśnił mimowolnie zezując na dekolt Basi wyłaniający się spod płaszcza.
Magnatka podeszła do Evana nieświadoma jego spojrzenia i przyjrzała się jego broni.
- Jaki języczek? - Nachyliła się by obejrzeć pistolet dokładnie.
- No ten tutaj…- wskazał mężczyzna skupiając się na broni, by przypadkiem pistolet nie wystrzelił… jakikolwiek.
- Dziękuję. - Basia niepewnie sięgnęła po broń. Była tak zaaferowana tą nowością, że zapomniała iż tym sposobem odsłania niemal całe swoje piersi. Uśmiechnęła się niewinnie do Evana. - Będę czuła się bezpieczniej mając twoją broń przy sobie.
- Niech jednak waczpani… uwasza. Szeby kogosz nie poszczelicz.- odparł szlachcic podając jej broń nieporadnie, bo gapił się w jej biust przyciągany jego urodą.
Basia zobaczyła jego spojrzenie i zamarła. Chciała się okryć, ale dłoń zajęta była przez pistolet. Zarumieniona po czubki uszu opuściła wzrok.
- Ja… planowałam się obmyć i… - Ugryzła się w język nim jej usta wypowiedziały, że się rozebrała. - ja… dziękuję.
- Oczywiszcze. Nie ma za co.- odparł Evan łagodnie.
Basia nie miała pojęcia jak wybrnąć z tego zamieszania. Podniosła niepewnie wzrok na woja przypominając sobie jak ten brał Cosette. Może powinna go wyprosić, ale po tym podarku.
- Może.. napiłbyś się wina. - Wskazała na stolik korzystając z okazji by nieco odwrócić się od mężczyzny.
- Nie. Nie powinienem picz na sluszbie. Lepej jusz pujde.- odparł najemnik i skłonił się szarmancko.
- Tak… oczywiście. - Basia zawahała się. Czuła znajome podniecenie, ale wiedziała, że nie powinna go okazywać. To nie był jej kochanek. Jednak… czuła, że powinna podziękować.. tylko jemu czy Michałowi za troskę. Cóż… miała się bawić czyż nie? Odłożyła na łóżko pistolet i dygnęła rozchylając płaszcz niczym suknię. - Dziękuję raz jeszcze.
Mężczyzna skamieniał niczym pod spojrzeniem meduzy. Znieruchomiał całkiem nie mogąc oderwać oczu od jej szyi, piersi, uda i łona. Wodził wzrokiem, oddychając ciężko. Przyglądając ciału Basi, które tak śmiało przed nim obnażyła.
Basia osłoniła się zarumieniona i spróbowała uśmiechnąć.
- To tak w formie podzięki. - Mruknęła, czekając na reakcję mężczyzny.
Evan otworzył usta próbując odpowiedzieć, ale zabrakło mu słów. Starał się coś rzecz, ale nic powiedzieć nie mógł. Nie mógł się nawet poruszyć, zaskoczony i porażony widokiem nagiej szlachcianki.
- Evan… - Basia zawahała się. To była zabawka Cosette. Mówiła, że nic do niego nie czuje. - .. czy mnie pragniesz?
- Ja…. waczpani… zachwyca.- wydukał mężczyzna zerkając za siebie nerwowo. Nie byli w cichej komnacie. Namioty ich otaczały.
Magnatka zaśmiała się cicho starając się jakoś rozładować nerwy,
- Powinieneś też się rozebrać by mi się odwdzięczyć. - Wyszeptała, próbując zażartować.
- Nie wiem czy to dobry… pomyszl. - odparł nerwowo Evan.- Na sluszbie jestem.
- Wiem… musisz mnie strzec, czyż nie? - Basia zerknęła na leżącą na łóżku broń. - Nie chcę cię do niczego zmuszać i zatrzymywać.
- To nie waczpani mnie zmusza… to poczucze obowionzku.- wyjaśnił mężczyna.
- Rozumiem. - Magnatka uśmiechnęła się do woja, pozostawiła mu jednak podjęcie decyzji i tak pozwoliła sobie na zbyt wiele. Wpatrywała się w Evana nawet już nie przytrzymując płaszcza i pozwalając mu spływać po bokach jej ciała. Zaiste ciężki to był dla niego dylemat, bo nie potrafił się zdecydować co robić. W końcu ruszył ku niej. Pochwycił za włosy, szarpnął lekko odciągając głowe do tyłu, całując jej usta zachłannie i szyję. Dłonią pochwycił nagą pierś i ścisnął delikatnie masując ją. Magnatka zarzuciła dłonie na jego ramiona, pozwalając płaszczowi opaść na ziemię. Pogłębiła pocałunek, chcąc powstrzymać jęknięcia, chcące się wyrwać z jej ust.
Kolejna dłoń zacisnęła się na jej pośladku, mocno i drapieżnie, jej delikatne ciało pochwycone było przez zaprawdę zachłanną bestię. Całował jej usta i szyję, schodził wargami do obojczyków powoli popychając ją do łoża. Basia była w szoku, że tak zachłanne zachowanie może jej sprawiać przyjemność, a jednak drżała intensywnie, zasłaniając usta obiema dłońmi. Poczuła jak jej łydki dotykają łoża i popchnięta opadła na nie. Rzucona nawet… obserwować mogła, jak Evan pospiesznie zrzuca kubrak, koszulę rozbierając się i nie odrywając wzroku od jej bezwstydnie nagiego ciała… które pokazała mu śmiało! Jakim cudem znalazła w sobie odwagę do tego?
Zwalała to na Cosette. Na jej lubieżność, bezwstydność. Na to jak bardzo się jej to podobało. Chciała być taka jak ona. Patrzyła na Evana z trudem łapiąc oddech. Pragnęła go. Od keidy zobaczyła go z ochmistrzynią. I choć starała się traktować go po prostu przyjaźnie… to teraz poległa. Z przerażeniem zdała sobie sprawę jak lubieżna się stała.
A potem zobaczyła jego.. gotowość. Twarda męskość, na młodszym i muskularnym ciele. Nagi Evan legł na niej całując jej usta i szyję, sięgając dłonią do biodra, naparł ciałem i szlachcianka poczuła kochanka w sobie. Rozkosz pomieszała się z odrobiną bólu, bo ciało Basi nie było tak doświadczone jak ochmistrzyni, a Evan nie miał w sobie nic z ostrożności Michała, posiadł ją z całą żądzą i ogniem jakie w nim wzbudziła.
Magnatka z całych sił docisnęła dłonie do ust by nie krzyknąć. To było… tak gwałtowne. Zaskomlała cicho pod kochankiem wpatrując się w niego nieco rozmazanym już wzrokiem.
Ten po chwili całował te usta żarliwie, napierał ciałem przyszpilając ją do łoża. Silnym i muskularnym ciałem, które ocierało się o nią… przeszywało mocno. Była teraz drobinką na łasce swojego kochanka… kochanka namiętnego i dzikiego… raz po raz wywołującego błyskawice bólu i rozkoszy przechodzące po jej zmysłach. Odepchnięte dłonie Basi pochwyciły głowę kochanka, dociskając ich usta do siebie. Magnatka nie wierzyła w to co się działo z jej ciałem. Bolało… prawie jak przy pierwszym razie, ale jednak. Wsunęła język w usta kochanka uniemożliwiając sobie okrzyk w momencie szczytu.
Evan nie dotarł tam, aż tak szybko, silne pchnięcia w jej próbujące złapać chwilę odpoczynku ciało, dosypywały drobiny rozkoszy. Nagle opuścił ją i… Basia patrzyła jak białe plamki jego żądzy są rozlewane po jej łonie. Najemnik wiedział, że nie powinien sprawić by w ciążę zaszła… więc Basia mogła przyjrzeć się szczytowi rozkoszy mężczyzny… na własnym ciele. Magnatka obserwowała to niesamowite zjawisko z fascynacją. Czuła przyjemny gorąc na skórze w każdym zalanym przez niego miejscu. Nie miała jednak sił, by wydusić z siebie słowo.
- Ja wlaszcziwie to chyba… nie powinienem… - wydukał Evan speszony.
- Nie powinniśmy, ale… było bardzo przyjemnie. - Wyszeptała cicho Basia nie podnosząc się z łóżka.
- Tak. Co teraz?- zapytał zakłopotany najemnik.
- Chyba powinieneś wrócić na posterunek, a ja… mam więcej powodów by się obmyć. - Magnatka pogładziła delikatnie twarz najemnika.
- Tak pani.- i rzeczywiście Evan zaczął się pospiesznie i nerwowo ubierać.
Basia usiadła na łóżku i przyglądała mu się ciekawa jak jutro spojrzy w twarz Cosette i wyobrażając sobie jej docinki. To będzie jednak jutro… dziś mogła podziwiać muskularne ciało mężczyzny w sile wieku i przyglądać się jego wypiętemu zadkowi, gdy spodnie naciągał na ciało.
- Mmm… najchętniej zrobiłabym to z tobą raz jeszcze. - Wyszeptała, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że słowa opuściły nie tylko jej głowę ale i usta.
Ubrany jedynie w spodnie mężczyzna zerknął na nagą szlachciankę. Usiadł obok niej.
- Ja tesz… ino czasu tszeba.- szepnął i popchnął Basię na łóżko. Jego usta i dłonie objęły piersi. Całował je, masował, ściskał… miętosił nawet, ustami obejmując ich szczyty. Raz jeden, raz drugi.
- Czasu… - Wyszeptała jedno słowo, po czym pozwoliła myślom odpłynąć. Evan… naprawdę był wprawnym kochankiem. Nie miał takich atrybutów jak Michał, ale jego pieszczoty… mogłaby się w nich zatracić. Tym bardziej że jej kochanek przykładał się do swoich pieszczot skupiając się na biuście Basi. Całował i ściskał nadal zapominając o całym świecie.
- Evan… a twoje obowiązki? - Magnatka sama nie wierzyła, że wypowiedziała te słowa. Znów robiło się jej mokro, znów go pragnęła. Nie chciała jednak by miał kłopoty… chciała by był obok.
- Moje co?- zajęty pieszczotami szlachcic, zupełnie o nich zapomniał nadal bawiąc się pochwyconymi krągłościami Basi.
- Obowiązki.. warta… - magnatka szeptała coraz bardziej rozpalonym głosem. - Jesteś cudowny.
- No tak… czy mogłabysz… nie szmiem prosicz, ale…- oderwał się od Basi i zsunął odzienie z siebie. Ujął jej dłoń i położył na swojej jeszcze dość miękkiej męskości.-... pobudzicz mnie?
Basia objęła palcami męskość kochanka i zaczęła poruszać dłonią tak jak kiedyś na mieczu Michała. Czuła reakcję kochanka pod opuszkami palców, widziała i na twarzy i na dole. Czuła jak Evan drży nie odrywając spojrzenia od Basi i… jak coraz sztywniejszy się staje.
Magnatka sięgnęła też do niego drugą dłonią i z zachwytem przesuwała palcami po coraz to twardszym orężu kochanka, badając każdą jego żyłkę, każdą nierówność.
- Dobsze… waczpani… idzie…- dyszał ciężko mężczyznę, gdy jego część ciała wydawała się ożywać pod dotykiem jasnowłosej szlachcianki.
- Cieszę się, że to dla ciebie przyjemne. - Wyszeptała Basia uważnie obserwując swojego kochanka i badając co sprawia mu największą przyjemność. Evan nie odezwał się… przyglądał kochance dotykającej jego najdelikatniejszego organu. Po czym zaczął lekko popychać ją na łoże. Miał już ochotę na powtórkę, czuła to pod palcami. Magnatka opadła na posłanie. Naprawdę jej pragnął… tak jak Michał… jak Jan. Nadal ciężko było jej w to uwierzyć jednak… patrząc na Evana ciężko było to negować.
Mężczyzna naparł na jej ciało biorąc ją w posiadanie. Jęknęła czując napór w swoim intymnym obszarze… znowu czuła kochanka w sobie. Róg która sama palcami utwardziła. Czuła jego usta na obojczykach i piersiach. Tym razem poruszał biodrami wolniej, ale i dłużej przebywał w niej… w całości. Magnatka wiła się pod nim zasłaniając usta dłońmi. Wpatrywała się w kochanka.. w jego muskularne ciało. Ciekawe czy gdyby miała lustro zobaczyłaby to co widziała obserwując Cosette.
Cóż za nieprzyzwoity pomysł! Basia skarciła się w myślach, jednak wizja pozostała i szybko wraz z ruchami kochanka doprowadziła ją na kolejny szczyt.
Kolejne ruchy bioder, potem szybkie opuszczenie jej ciała. Jęk… wilgoć na podbrzuszu. Evan nie śmiał zostawić swojej żądzy w jej ciele. Dysząc przyglądał się drżącej Basi, pocałował jej usta zachłannie na koniec. Magnatka odpowiedziała na te pocałunki wpijając się w jego wargi swoimi. Czuła… że teraz bez problemu zaśnie. Jej ciało było wymęczone i rozgrzane, a łóżko stało się nad wyraz wygodne.
Jej kochanek jednakże wiedział, iż zasiedział się w namiocie i zaczął pospiesznie odziewać zerkając dookoła. Zapewne bał się przyłapania, choć… przecież nikt nie mógł Basi mówić co może, a czego nie. Przynajmniej w teorii.
Magnatka sięgnęła do swojej koszuli i narzuciła ją. Wymyje się gdy Evan opuści namiot. Była ciekawa czy ktoś podsłuchiwał. Czy Cosette widziała jak Evan pozostaje w jej namiocie. Starając się cały czas uśmiechać odprowadziła mężczyznę do wejścia do namiotu.
- Jeszcze raz dziękuję za pistolet. - Powiedziała tak spokojnie jak tylko była w stanie.
- To byl pana Michala koncept.- odparł z uśmiechem Evan.
- Mu podziękuję jutro. - Basia uśmiechnęła się, mając nadzieję, że najemnik nie skojarzy tego ze sposobem w jaki mu się odwdzięczyła.
Nie próbował nawet zrozumieć podtekstu, zajęty ubieraniem. Skłonił się jeszcze przed wyjściem z namiotu i Basia została sama.
Magnatka obejrzała się na misę z wodą i pozostawione w nieładzie łoże. Kto by pomyślał… Cosette nie da jej spokoju. Ponownie tego wieczoru ruszyła bezpośrednio do misy by się obmyć. Z kurzu… potu, a teraz także nasienia Evana. Basia obmyła się starannie i wytarła przygotowanym ręcznikiem. Czuła, że jej nogi po zabawach z najemnikiem są mało stabilne, więc szybko odnalazła w skrzyni czystą koszulę i narzuciła ją na siebie. Pistolet ułożyła pod jedną z poduch i nim się obejrzała usnęła, mocno otulona pierzyną.


Pobudka była wczesnym rankiem. Bolesna nieco, bo w postaci uderzenia w zadek zadanego dłonią Cosette. Ochmistrzyni siedziała na jej łożu uśmiechając się ironicznie.
- Łakomczuszek się z ciebie robi Basiu.
- Co… - Basia jeszcze nie do końca przytomna obejrzała się na Cosette. - Czemu? Jeszcze nic nie jadłam.
- Skonsumowałaś mojego kochanka… i to był dość długi posiłek wczoraj.- mruknęła w odpowiedzi Francuzka.
Magnatka zarumieniła się i zaniemówiła. Nieco speszona przyglądała się ochmistrzyni.
- Ja… przyniósł mi broń.. bym czuła się bezpieczniej.. i… - Niepewnie obserwowała swoją kochankę nie wiedząc jakiej reakcji ma się po niej spodziewać.
- I co zrobiłaś? - zapytała stanowczym głosem Cosette.
- Byłam tylko w płaszczu bo planowałam się wykąpać i… pokazałam mu nieco więcej w podzięce. - Mruknęła cicho Basia.
- Co… zro bi łaś? - zapytała jeszcze raz przyglądając się magnatce.- Co to znaczy: “pokazałam mu więcej”?
- Odsłoniłam płaszcz gdy się żegnaliśmy… chyba wtedy zobaczył wszystko. - Basia mówiła coraz ciszej. Ostatnie słowo było zaledwie słabym szeptem.
Ochmistrzyni z ponurą miną nachyliła się ku Basi, jej dłoń zbliżyła się do twarzy magnatki. Jej palce dały mocnego prztyczka w nos szlachcianki.
- Czyli to jest twój plan na uwodzenie mężczyzn. Paradowanie nago przed nimi? Czyżbyś planowała sobie odpuścić ubieranie i po prostu wystawiać do słońca goły zadek? To nie pasujące do dobrze urodzonej niewiasty zachowanie.- rzekła ironicznie.
- To była wyjątkowa sytuacja… Nie ubrałam się bo myślałam że coś się dzieje… a on zaczął mi mówić o tej broni i zerkać na… biust. - Magnatka westchnęła. Czy miała opowiadać Cosette o jej wymianie zdań z Michałem, o tym, że chciała obejrzeć jeńców. Jaki to miało sens? - Nie.. nie mam takich planów.. to naprawde był wyjątkowy wieczór.
- I dlatego pokazałaś mu piersi i łono? Bo on gapił ci się na dekolt? I jak mam uwierzyć, że to wyjątkowa sytuacja? Przed panem Michałem też zamierzasz stawać nago, by zaciągać go do alkowy?- kolejny prztyczek w nos towarzyszył tym słowom. - Jesteś magnatką do stu piorunów. Możesz być wyuzdaną i lubieżną ile chcesz. Możesz zmieniać kochanków jak rękawiczki, ale na Boga… musisz to robić z klasą!
Basia odwróciła głowę od kochanki spoglądając na materiał namiotu.
- Jak już powiedziałam to była wyjątkowa sytuacja. Potrzebowałam czułości, wy z Michałem mieliście ważniejsze rzeczy na głowie… kąpiel, rozmowa.. tak wyszło. - Basia podciągnęła kołdrę osłaniając się. - Wybacz, że nie ma tyle “klasy” co ty.
- Evan nie jest szczególnie czuły.- zamruczała lubieżnie Cosette i wzruszając ramionami dodała.- Czemu po Ewkę nie posłałaś… lub po Agatę?
- Nie miałam planu po nikogo posyłać. - Basia wzruszyła ramionami. - Miałam ochotę wymyć się i położyć spać… i jak już ci powtórzyłam kilka razy, to po prostu był efekt kilku nietypowych sytuacji… wyglądał jakby mimo wszystko miał wyjść… nawet mnie zaskoczył. - Westchnęła i obejrzała się na Cosette. - Zdarzyło się… i raczej się nie powtórzy. - Dodała z cieniem goryczy w głosie.
- Kogo chcesz oszukać Basieńko.- westchnęła Cosette dłonią wodząc po czuprynie szlachcianki. - Teraz będzie się wokół ciebie kręcił jak psiak licząc na kolejną chwilę łaski z twojej strony. A poza tym… niewielu wojaków oprze się nagiej kobiecie dumnie prezentującej swoje wdzięki. Nawet brzydsze od ciebie są wtedy zdobywane. A ty śliczna jesteś.
- Wolałabym twoją uwagę niż jego. - Basia przymknęłą oczy ciesząc się dotykiem kochanki. - Nawet gdy zobaczył mnie nagą, mówił, że musi wracać do swych obowiązków… nie wiem co go przekonało do zmiany zdania.
- Nie słuchaj co mówią oni, tylko patrzaj co robią. Kłamią by nam się przypodobać, kłamią by usprawiedliwić się w naszych oczach, kłamią by nam pod kieckę wleźć.- westchnęła Cosette głaszcząc Basię po głowie. Nagle pochwyciła za włosy, szarpnęła i odciągnęła do tyłu. Przycisnęła wargi do szyi szlachcianki całując jej skórę i lekką kąsając niczym wąpierz.- Kłamią… ale po prawdzie kłamiemy i my. Następnym razem… nogę mu pokaż jeno… nic więcej. Odsłanianie całego ciała od razu nie przystoi… nie jest też zabawne.
Trzymając Basię za włosy, całując i kąsając jej szyję, Cosette zsunęła kołdrę odsłaniając piersi i chwyciła za jedną z nich ściskając drapieżnie.- Ciekawe jak długo jeszcze… będę najważniejsza w twoim serduszku.
Magnatka jęknęła od tego dotyku, już odruchowo wyprężyła się eksponując swoje piersi.
- A jak długo… chcesz być? - Spojrzała na kochankę lekko niewidzącym wzrokiem. Uwielbiała dotyk Cosette. Gdyby tylko znalazł się kochanek, który potrafiłby to samo.
- Zostawmy moje pragnienia na boku waćpani. Skupmy się na twoich.- mruczała Cosette liżąc i kąsając szyję Basi i pieszcząc silnymi ruchami palców jej biust.
- Ja… chyba dość czasu miałam wczoraj na zaspokojenie swych pragnień. - Basia zmieszała się rumieniąc. - Nie jesteś na mnie zła?
- Jestem… i to bardzo…- wymruczała ochmistrzyni boleśnie kąsając podstawę karku Basi. Dłoń z piersi, ześlizgnęła się po brzuchu do łona Basi.- … nie dlatego, żeś Evana uwiodła ino… bo zrobiłaś to tutaj i mało subtelnie. Nie wypada obnosić się ze swoim wyuzdaniem i być obiektem plotek.
- T..tak… - Magnatka jęknęła z bólu i rozkoszy. - Będę.. będę starać się bardziej.
- To dobrze…- palce Cosette zanurzyły się między uda szlachcianki i sięgnęły głębiej i głębiej stanowczo się poruszając.- A moje potrzeby zaspokoisz na zamku, podczas bardzo długiej nocy Basieńko.
Magnatka osłoniła swoje usta dłońmi i poddała się pieszczotom Cosette. Kochanka ewidentnie ją tresowała, ale nie rozumiała czemu. Wijąc się pod jej dotykiem nie potrafiła nawet skupić myśli by się nad tym zastanowić.
Kolejne silne ruchy dłoni doprowadziły Basię do szczytu. Ochmistrzyni z niemal przerażającą satysfakcją i morderczą skutecznością wiła nimi, aż magnatka dotarła do niego. A potem powoli oblizywała palec za palcem.
Basia przyglądała się jej z trudem łapiąc oddech.
- Nie ma… nikogo kto zająłby twoje miejsce. - Wyszeptała z trudem.
- Na razie przynajmniej.- zachichotała Cosette i pogłaskała głowę Basi. - Ale jest pewnie wiele miejsc w twoim cieniu, w którym mogę się wpasować później.
- Naprawdę… nic nie boli mnie tak, jak fakt, że cię rozczarowałam . - Magnatka przyglądała się kochance z zachwytem.
- Nie martw się tym. - odparła Francuzka wstając i powoli uniosła suknię odsłaniając zgrabną łydkę lewej nogi.- Chcesz… zobaczyć więcej?
Basia przysunęła się do kochanki i pocałowała jej łydkę.
- Poproszę. - Wyszeptała, przesuwając językiem po jej skórze.
- I zrobisz wszystko bym zobaczyć?- zamruczała zmysłowo Francuzka.
- To o co poprosisz. - Wyszeptała całując okolice kolana kochanki.
- Evan zrobi to samo, gdy ty mu łydkę pokażesz.- odparła Cosette wzdychając cicho.
- Zapamiętam choć… teraz chętniej zobaczyłabym twoje udo. - Basia uśmiechnęła się czule do kochanki.
- Nie wiem czy powinnam… chcę zobaczyć wpierw co Evan wczoraj zobaczył.- stawiała warunki ochmistrzyni.
Magnatka westchnęła i wstała z łóżka. Podniosła leżący nadal na ziemi płaszcz i okryła się nim tak jak zanim najemnik wszedł do jej pokoju.
- Tak go przyjęłam, bo jak mówiłam myślałam, że coś się stało. Gdy sięgnęłam po broń… - Wyciągnęła rękę w stronę ochmistrzyni. - Nieopatrznie się odsłoniłam. A potem widząc, że jest niewzruszony, wycofałam się do łóżka, odłożyłam broń i dygnęła, dziękując. - Wykonała ten sam gest co wtedy gdy był u niej Evan. - Czy nie uważasz, że już i tak wystarczająco ci podpadłam?
- Co mówiłaś?- zamruczała z lubieżnym uśmiechem Cosette wodząc spojrzeniem po nagim ciele szlachcianki. - Ach… taka śliczna jesteś nadal i taka niewinna zarazem Basiu.
Basia wyprostowała stając przed Cosette tak jak przed Evanem z płaszczem luźno opadającym po bokach.
- Chciałabym być taka jak ty. - Mruknęła cicho obserwując kochankę.
-Biedną i żonatą z jakimś capem we Francji?- zapytała ochmistrzyni żartobliwie i podciągnęła suknię wyżej w pełni odsłaniając swoje zgrabne udo… i podwiązkę.
Magnatka podeszła do niej i przesunęła dłonią po bieliźnie kochanki.
- Dystyngowaną, oschłą gdy trzeba i czułą gdy najdzie cię ochota. Potrafiącą swobodnie pływać w tym jeziorze pełnym śmierdzących ryb i wyławiać z tego najpiękniejsze okazy. - Basia westchnęła i zanurzyła palce pod podwiązkę kochanki. - Być tak.. pociągającą. - Wyszeptała rumieniąc się.
- Pociągającą już jesteś.- wymruczała Cosette chwytając za podbródek Basię i całując jej usta.- Kto uwiódł twoją dwórkę?
- Mam wrażenie… że to ona uwiodła mnie. - Odpowiedziała między pocałunkami magnatka, sięgając dłonią wyżej.
-Nie mamy czasu… - wymruczała ochmistrzyni czując jej dotyk i uśmiechnęła się ironicznie.- Ale to cię nie powstrzymuje.
- Przed czym? - Basia oparła dłoń na kwiecie kochanki wpatrując się w nią.
- Przed tym co robisz waćpani.- odparła z ironicznym uśmiechem jej wybranka, drżąc pod jej dotykiem.
Magnatka przysunęła się do kochanki, przywierając do niej swoim nagim ciałem.
- Jeśli taka jest twoja wola, przestanę. - Wyszeptała i pocałowała szyję ochmistrzyni.
- Raczej…. pospieszmy się z tym.- szepnęła rozpalonym głosem Francuzka pozwalając Basi na odważniejsze pieszczoty i poddając się jej kaprysom. Blondynka odnalazła przerwę w bieliźnie kochanki i nie marnując czasu wsunęła palce w jej rozpalony kwiat, drugą dłonią przytrzymując jeden z pośladków ochmistrzyni. Całując szyję i ramię Cosette poruszała palcami szukając jej najwrażliwszego miejsca.
- Masz talent do tego…- jęknęła ochmistrzyni prężąc się w ramionach Basi. Była rozpalona i wilgotna… tak jak sama szlachcianka przed chwilą.
- Mam wspaniałą nauczycielkę. - Wyszeptała Basia przykładając się jeszcze bardziej do pieszczot.
- Przez… skrommność… niee zaprzeczę…- wyjęczała cichutko Cosette, po czym zakrywając usta doszła na szczyt intensywnie.
Basia objęła ją jeszcze przez chwilę poruszając palcami. Choć podobały się jej chwile z mężczyznami, to z Cosette było jej po prostu cudownie.
- Powinnam się ubrać? - Mruknęła.
- Oui… powinnaś. - zgodziła się z nią ochmistrzyni wyślizgując się z objęć kochanki. I poprawiając suknię dodała. - Przed wieczorem powinniśmy dotrzeć do zamku. Im wcześniej tym lepiej.
Magnatka jeszcze raz dygnęła odsłaniając płaszcz.
- Czy wobec tego mogę liczyć na twą pomoc, by jeszcze bardziej nie opóźniać naszego wyjazdu mym samotnym szykowaniem się?
- Oczywiście… aczkolwiek pewnie inne służki lepiej by się ku temu nadały, nieprawdaż?- zapytała Cosette retorycznie.
- Zmarnujemy jednak czas na ich wołanie, nieprawdaż? - Basia podeszła do skrzyni zrzucając płaszcz i wydobyła z niej koszulę i czarną suknię.
- Tak. Tak… ale naprawdę będzie ubieranie.- mruknęła Cosette lekko uderzając wypięty pośladek Basi.- I jak się mój kochanek sprawił? Wstydu mi nie przyniósł?
- Daleko mu do ciebie, ale… było bardzo przyjemnie. - Basia podała suknię ochmistrzyni po czym sama wciągnęła bieliznę. - Nie spodziewałam się, że będzie tak porywczy.
- To wojak, nawykły do miecza nie do alkowy. Finezji szukaj u poetów, malarzy… nie żołnierzy.- wyjaśniała jej Cosette pomagając się ubrać.
- A jednak… nie doszedł we mnie. - wyszeptała cicho basia. Obracając się tyłem do ochmistrzyni by ta upięła jej włosy.
- To bardzo szlachetne z jego strony. Nie chciał… kłopotów ci sprawić.- odparła czarnowłosa upinając włosy swojej pani.
- Tak… nie spodziewałam się tego po wojaku. - Magnatka przymknęła oczy ciesząc się dotykiem swej kochanki.
- Jeszcze przekonasz się o jego możliwościach… - zamruczała Cosette wodząc palcami po szyi jasnowłosej.
- Zakładasz, że znów przyjmę go w alkowie. - Wyszeptała Basia eksponując szyję. - Zaraz… będzie mi bardzo trudno wyruszyć w drogę.
- Obnażyłaś się przed nim bezwstydnie. Co powstrzyma cię przed uczynieniem tego drugi raz?- zapytała retorycznie ochmistrzyni cofając się w tył.
- Twoja reprymenda moja nauczycielko. - Basia obejrzała się na Cosette i uśmiechnęła do niej. - Nie chcę cię znów rozłościć.
- Jakoś nie wierzę w to.- odparła w odpowiedzi Francuzka wystawiając język, a potem ruszyła do wyjścia z namiotu. - Zresztą nie rozzłościłaś mnie tym z kim się zabawiałaś, ale kiedy i gdzie… wielka dama wie kiedy jest czas i miejsce na figle. A kiedy nie.
- Dlatego mówię, że nie obnażę się ponownie… nie tak. - Magnatka podeszła do drzwi namiotu.
- Zobaczymy…- ironiczny ton towarzyszył tej wypowiedzi oddalającej się kobiety, która po chwili rzuciła się w wir obowiązków.
Basia przysięgła sobie, że nigdy więcej nie popełni tego błędu. Chciała by Cosette była z niej dumna. Wyszła z namiotu by udostępnić go służbie.


Podróż trwała dość długo i dość monotonnie. Nie było przerwy na posilenie się w południe. Droga nieco się poprawiła i kolasa mniej kołysała. Niemniej widoki powoli się przejadały.
Ochmistrzyni siedziała zamyślona, Agata posnęła z nudów i pewnie dlatego to właśnie Basia pierwsza zauważyła dymy unoszące się nad lasem. Kilka szarosinych smużek. Dowody że za zakrętem znajduje się pewnie wieś.
- Zbliżamy się do wsi. - Magnatka wskazała dymy Cosette.
- Och? No tak… do twojej wsi. To znaczy… należącej do ciebie.- wyjaśniła ochmistrzyni.
Basia pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Na razie… obawiam się, że to twoje i Michała, a ja jestem jedynie ozdóbką z rodowym sygnetem. - Basia cofnęła się od okna nadal jednak przez nie spoglądając.
- O tak… bo to przyjemne wysłuchiwać wymówek wójtów, burmistrzów, arendarzy i…- zaśmiała się sarkastycznie ochmistrzyni.- Z całego serca ci dziękuję za tę łaskę moja pani. Naprawdę.
- To nie jest przyjemne… i chciałabym byście nie musieli wykonywać takich czynności. - Basia wzruszyła ramionami ignorując sarkazm kochanki.
- Wszyscy nie mogą być wielmożnym państwem. - stwierdziła ironicznie Cosette i machnęła dłonią dodając. - Nie zajmuj swojej ślicznej główki tym moja droga. Każdy magnat kreśli swoje plany zrzucając na barki swoich sług brzemię ich wykonania. To oni zajmują się detalami.
- Józef podobno wszystkim zarządzał sam. - Mruknęła Basia niechętnie cały czas spoglądając przez okno.- Teraz moja główka może jest śliczna, ale czy będzie taka za dekadę?
- Kto wie… na razie jest bardzo śliczna.- odparła lubieżnie ochmistrzyni i westchnęła dodając.- On zarządza majątkiem, jak zamkami i służbą.
- Już mnie nieco znasz… może jestem niewinna, tak jak mi to regularnie wytykasz. - Mruknęła cicho spoglądając na Francuzkę. - Nie mam doświadczenia w "tych" sprawach… lecz nie wyrzeknę się mego wykształcenia i nie zostanę jedynie "śliczną główką".
- Będziesz kim zechcesz waćpani. Z takim majątkiem masz wiele możliwości.- oceniła Cosette, gdy powoli zbliżały się do wsi. Na widok znanych szlachciców i powozów, wieśniaczki wychodziły na drogę, by powitać jaśnie państwo.
Magnatka przyglądała im się, starając się za bardzo nie wychylać z okna. Pewnie właśnie zostanie im przekazana wieść o śmierci Józefa. Rozpoczęło się zawodzenie i rozpaczanie… bardziej na pokaz, niż szczere. Pan Michał kazał posłać po miejscowego proboszcza i wójta, podczas gdy dzieciarnia tłoczyła się koło kolaski ciekawa owej tajemniczej Pani Żmigrodzkiej. Zaś ochmistrzyni przymknęła oczy decydując się właśnie teraz na drzemkę.
Sama wieś wyglądała w miarę dostatnio. Domy były stare i zadbane, strzecha na nich regularnie wymieniana. Kury włóczące się tu i tam, może i specjalnie grube nie były… ale też nie przypominały wychudzonych trucheł z rodowej wsi Basi. Magnatka przyglądądała się tej całej zbieraninie z dystansu. siedząc niemal w środku kolaski i czekając na decyzje Pana Michała. Wiedziała, że jeśli będzie miała z kimś się spotkać, to ją o to poproszą.
Po jakimś czasie takiego siedzenia, zjawił się jeden z najemników i zapukał do drzwiczek kolasy.
- Posiłek przygotowano w miejscowym wyszynku.- rzekł uprzejmie.
- Dobrze. - Basia delikatnie potrząsnęła swymi towarzyszkami. - Przygotowano dla nas posiłek.
- To dobrze… głodna jestem.- odparła rześko Agata i pospiesznie wyskoczyła z wozu, Cosette zaś po przebudzeniu rzekła.- Ty pierwsza.
Basia przytaknęła i z uniesioną głową opuściła kolaskę.


Izba karczemna była skromna z solidnym stołem i ławami. Przypominała poprzedni przybytek w którym Basia gościła. Potrawy były chłopskie i bazowały głównie na grochu i kapuście, choć z dorzuconą słoniną.
- Kolejną noc spędzimy już w zamku.- stwierdziła uprzejmie Cosette zasiadając do stołu, Agata od razu zaś rzuciła się do jedzenia.
Magnatka przytaknęła ruchem głowy i przyjrzała się zebranym przy stole ludziach.
Niewielu tu ich było. Większość służby zajęta była sprawami związanymi z karawaną, czy też sprawami związanymi z rozładowaniem części wozów już tutaj. Pan Michał zapewne rozmawiał z miejscowym proboszczem, który też pewnie pełnił posługę w zamkowej kaplicy.
Obecnie poza paroma służkami, jedynie Basia i jej mała świta ucztowały. Magnatka dyskretnie dała znak swojej dwórce by ta jadła nieco wolniej i sama zabrała się za posiłek. Jadła bez pośpiechu rozglądając się po karczmie. To było dziwne uczucie… ten budynek.. jak i wszystko w tej wsi. To wszystko należało do niej. Z jakiegoś powodu nie tyle ją to cieszyło co przytłaczało, starała się jednak ukryć niewyraźną minę pomału przeżuwając prostu posiłek. Rozmowy jakoś się nie kleiły. Agata była zajęta jedzeniem, Cosette rozmyślaniami. Kolejne kęsy znikały w ustach. A po tym wszystkim ochmistrzyni i Basia zostały powiadomione, by jak najszybciej wsiadły do kolaski, bo pan Michał chce zdążyć do zamku przed nocą.
Magnatka nie rozwlekała więc posiłku rozmowami. Zjadła i razem ze swymi towarzyszkami udała się z powrotem do kolaski.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-07-2019, 19:55   #19
 
abishai's Avatar
 


Zamek… gdy się do niego zbliżali zamek zapierał dech w piersiach.
Bo też było na co popatrzeć.


To był prawdziwy zamek, a nie dworek szlachecki zamek udający.Prawdziwe i rozbudowane zamczysko podobne Wawelowi. Basia słyszała o takich twierdzach znajdujących się na zachodnich krańcach Rzeczypospolitej… ale pierwszy raz widziała taką.
Jak opowiadał pan Michał, kiedyś zamek był o wiele mniejszy. Było to stare skromne orle gniazdo, acz… zostało rozbudowane za czasów ojca Józefa Żmigrodzkiego i jego samego.
- Wtedy to Żmigrodzcy się wzbogacili wielce.- wyjaśniał, acz… nie mówił w jaki sposób mąż Basi i jego przodek owo bogactwo zdobyli. Wkrótce zresztą Basia nie miała czasu na pytania, bo było także co podziwiać, gdy wjechali na wewnętrzny dziedziniec.
Zamek był równie piękny od środka jak był z zewnątrz. A na schodach prowadzących do środka czekał
rudobrody szlachcic o twarzy pociętej bliznami od szabli. I skonfundowany widokiem wychodzącej Basi i brakiem Józefa.
- Cóż to się stało?- zapytał. A pan Michał rzekł rudobrodemu szlachcicowi. -Wszystko ci wkrótce wyjaśnię. Najpierw jednak Mścisławie, poznaj dziedziczkę Żmigrodzką i wdowę po Józefie, Barbarę.
- Wdo…? - zapytał Mścisław, a potem się przedstawił.- Mścisław Wojnowicz, dowódca straży zamkowej.

Ochmistrzyni tymczasem zaczęła rozporządzać sługami i zarządzać rozpakowaniem tobołów przy wozach i koniach. Jej dobry nastrój zepsuło pojawienie się kobiety w czarnej sukni z różą w dłoniach. Trzymała się z boku i przyglądała się zarówno szlachciance jak i całemu jej orszakowi. Uśmiechała się ironicznie, gdy jej spojrzenia krzyżowały się ze wzrokiem Francuzki. Na co ta odpowiadała cierpkim skrzywieniem ust.
W końcu kobieta podeszła bliżej Basi, widząc że pan Michał wziął na stronę Mścisława, by powiedzieć mu o wszystkim co się wydarzyło.
- Libena Chrapkowa.- przedstawiła się dygając przed szlachcianką mówiąc po polsku z miękkim akcentem. - Służyłam tu jako medyczka i zielarka memu i chcę oferować mą służbę to pani.
Ledwo się zjawiła i nim Barbara zdążyła odpowiedzieć, a już ochmistrzyni doskoczyła do szlachcianki i odciągnęła Basię od niej.
- Nie daj się zwieść jej wężowemu językowi. To szarlatanka która twierdzi, że uczyła się u alchemików w Złotej Uliczce. Ale kłamie… kobieta zajmująca się alchemią?- Lanoire parsknęła sarkastycznie śmiechem. - To męskie zajęcie i oni… mężczyźni nie dopuszczają kobiet do swojej wiedzy zapisanej w księgach.
Zerknęła przez ramię na Czeszkę.- Zupełnie nie wiem czemu twój zmarły mąż ją trzymał przy sobie.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-09-2019, 20:44   #20
 
Aiko's Avatar
 
Basia stała niczym słup soli. Oniemiała widokami, które się przed nią roztaczały. To był… jej zamek? Nie wierzyła, że dane jej będzie za życia zobaczyć jego wszystkie komnaty choć przyznać musiała, że jej ciekawska natura pchała ją by podjąć to wyzwanie.
Mścisław… Libena. Znała liczne przesądy dotyczące rudych ludzi. Nigdy im jednak nie wierzyła. Do tego Czeszka alchemiczka… do czego potrzebna była Józefowi. Nie chcąc jej zrazić uśmiechnęła się do Libeny i spojrzała na Cosette.
- Czy… czy ktoś mógłby mi pokazać pałac? - Spytała szeptem.
- Zaraz kogoś…- zaczęła mówić ochmistrzyni, ale Czeszka skorzystała z okazji i przybliżyła się oferując swoje usługi. - Ja mogę dziedziczkę oprowadzić, ty chyba masz obowiązki do wykonania, nieprawdaż Cosette?
Basia spojrzała zmieszana na obie kobiety. Nie wiedziała na czym polega ich rywalizacja.
- To… to może dobry pomysł? - Przyjrzała się kochance. - Odnajdziesz mnie, gdy skończysz?
- Tak. Z pewnością.- odparła ochmistrzyni niespecjalnie zadowolona z obrotu sytuacji, acz… niewiele w tej chwili mogła zrobić.
- Widzimy się niebawem. - Basia uśmiechnęła się do niech i spojrzała na Libene. - Prowadź więc.
Libena ruszyła przodem kierując się ku schodkom.
- Zacząć od komnat pana domu, czy pani domu?- zapytała zerkając za siebie na Basię.
- Pani domu. - Basia korzystała z okazji by idąc za Czeszka się jej nieco przyjrzeć.
Co sprawiało, że ta zerkała od czasu do czasu za siebie enigmatycznie się uśmiechając.
- Obawiam się, że nie zrobiono tam za wiele, choć drzwi opieczętowano. Ot odkurzono jedynie.- wyjaśniła wchodząc do sporego holu i kierując się ku schodom prowadzącym na lewo.
Magnatka przytaknęła. Była ciekawa jaki los wyszykował dla niej Józef jako dla matki swego kolejnego dziedzica. Ułożyła dłonie na podołku i zainteresowaniem rozglądała się po zamkowych korytarzach.
Trzeba przyznać, że bogactwo kapało ze ścian. Piękne obrazy w złoconych ramach, kandelabry, pięknie rzeźbione meble. To się zmieniło, gdy weszły do części przeznaczonej dla pani domu. Libena musiała wziąć świecznik z pobliskiego stoliczka nim tam przeszły, bo… w części przeznaczonej dla pani domu nic się nie paliło. A meble i obrazy otulono białymi tkaninami, by chronić je przed kurzem.
- Czekaliśmy z urządzeniem tych komnat na waćpani przybycie. Ale podłogi zamieciono i umyto.- wyjaśniła Czeszka wchodząc dalej w “upiorny” nieco korytarz.
- Rozumiem. Chciałabym by służba zapaliła tu kandelabry. - Powiedziała spokojnie Basia. Wiedziała że nie chce spać w pokojach Józefa. Noc poślubna była nadal w niej żywa. - Niech też ktoś rozpali w kominku w mej sypialni.
- Zgodnie z twoim życzeniem.- odparła kobieta i skierowała się ku dużym drzwiom.- Tuszę, że podróż była przyjemna?
- Niezbyt. Usiłowano mnie porwać. - Basia z zaciekawieniem spoglądała na zasłonięte obrazy ciekawa co też one przedstawiały.
- Ach… to całe szczęście, że się nie udało.- odparła z ciepłym uśmiechem Czeszka otwierając drzwi i odsłaniając sypialnię pani domu… z olbrzymim łożem z baldachimem.
A sama Basia stwierdziła, że na płótnach namalowane są sceny mitologiczne i rodzajowe, przez całkiem utalentowanych artystów. Magnatka weszła do swojej sypialni i rozejrzała się po niej. Przyglądała się meblom, malowidłom.
- Wszystko to służyło dawnej Żmigrodzkiej? - Spytała Libenę, podchodząc do okna i wyglądając przez nie.
- Tak. I zostało zapięczetowane po jej śmierci.- wyjaśniła Libena przyglądając się zerkającej przez okno magnatce.
- Kiedy zmarła? - Basia spojrzała na Czeszkę czując na sobie jej wzrok.
- Przed moim tu przybyciem. Pan Michał będzie wiedział więcej.- wyjaśniła Libena uśmiechając się tajemniczo, gdy światło płonących świec oświetlało jej twarz.- Przekazać, by przyniesiono tu pościel?
- Tak… i jakieś kwiaty. - Magnatka westchnęła. - Jest tu pokój kąpielowy?
- Oczywiście. Łaźnia została wybudowana.- odparła Libena.
- Niech ktoś przygotuje kąpiel. - Basia rozglądając się jeszcze raz po swojej sypialni podeszła do drzwi wyjściowych. - Chciałabym by pomogła mi przy niej Ewa. To służąca, która zasłużyła mi się w podróży…. Czy pokażesz mi teraz komnaty mego męża?
- Oczywiście. Chodźmy więc.- odparła z uśmiechem Czeszka ruszając przodem.
Magnatka podążyła za nią. Starając się zapamiętać drogę.
Ta akurat na szczęście nie była długa, bo komnaty męża leżały naprzeciwko kobiecych. Libena z gracją przemykała korytarzem, zerkając od czasu do czasu za siebie, by upewnić się że Basi nie zgubiła. Magnatka szła jednak powoli za nią rozglądając się z zaciekawieniem. Cosette obiecywała jej tyle rzeczy mówiąc o zamku i nareszcie… była tu. Czekały ją obowiązki związane z pochówkiem męża, a potem? Co miała robić potem? Westchnęła ciężko nie zważając na obecność Czeszki.
- Tu gabinet, tu biblioteka, to sypialnia pana domu.- mówiła kobieta pokazując kolejne drzwi, które mijały idąc korytarzem.
- Chciałabym do nich zajrzeć. - Magnatka zatrzymała się i spojrzała na pomieszczenie, które zostało jej wskazane jako gabinet.
- To twój zamek teraz. Masz prawo zajrzeć wszędzie.- odparła z ironicznym uśmiechem Libena.
Basia zaśmiała się.
- Ale to ty masz świecznik. - Uśmiechnęła się ciepło do Czeszki. - To była prośba byś mnie wprowadziła.
Medyczka (samozwańcza wedle Cosette) otworzyła drzwi do niedużej komnaty w której to w oczy rzucało się masywne włoskie biurko. Zapewne z ukrytymi szufladami i tajnymi schowkami. Magnatka weszła do środka i rozejrzała się po pokoju. Józef zarządzał swoim majątkiem. To musiało być dla niego istotne pomieszczenie.
Na ścianach było kilka portretów… o wiele gorszej jakości. Zapewne przodków. Oprócz biurka, na którym stał kałamarz z piórem oraz świecznik, była jeszcze podręczna biblioteczka i dzwonek wzywający służbę. Magnatka podeszła do regały z książkami i przyjrzała się zgromadzonym na nim zbiorom. Co takiego eksponował Józef? Co pokazywał ludziom, którzy go tu odwiedzali?
Nie dostrzegła na skórzanych okładkach żadnych napisów, żadnych złoceń. Księgi stojące w rządku nie miały niczego wyróżniającego ich. Basia sięgnęła po jedna z nich i otworzyła.
Zapiski w nich dotyczyły interesów. Były zapisane w nich nazwiska i sumy pieniędzy. Basia nie wiedziała czy one są długami jakie mąż zaciągnął, czy sumami które inni byli winni jej mężowi. Powoli odłożyła księgę i przyjrzała się pozostałym. To było wiele pracy… wiele ciężkiej pracy. Józef pod fałdami tłuszczu skrywał bardzo sprawny umysł… nieco żałowała, że nie dane jej było poznać go takiego.
- Chciałabym teraz zobaczyć jego sypialnię. - Mruknęła cicho do Libeny.
- Chodźmy więc tam.- odparła z uśmiechem Czeszka wychodząc.
Basia nim podążyła za nią, podeszła jeszcze do biurka i przyjrzała się mu od strony, którą zajmował zazwyczaj Józef. Wydawało się masywne i duże i ciężkie. Rozciągał się znad niego widok na cały pokój i… dawało to lekkie poczucie władzy i kontroli nad tym miejscem.
Sypialnia Józefa była… imponująca i bardziej bogata w ozdoby. Nawet łóżko było większe od tego, które widziała w swojej sypialni. Świeże kwiaty już stały w wazonach. A łoże było pościelone.
- Jak się podoba?- zapytała Libena.
- Piękna… jak przystało na Pana domu. - Basia zaciągnęła się zapachem kwiatów i wskazała na wazony. - Będzie je można znieść do kaplicy. Jednak były przygotowane dla niego.
- Dobrze.- odparła Libena przyglądając się magnatce.
- Zaprowadzisz mnie tam? - Basia uśmiechnęła się do Czeszki. - Gdzie są twoje komnaty? Komnata Lanoire i Pana Michała?
- Ja mieszkam na szczycie wieży, to sporo schodów do pokonania. Komnaty pana Michała i komnaty Cosette są bliżej. I zamknięte na klucz. Ja nie mam do nich dostępu.- wyjaśniła usłużnym tonem Libena.
- Chciałam tylko wiedzieć w jakim kierunku się znajdują. - Basia wyszła na korytarz. - Sama wybrałaś Pokój w wieży?
- Tak.- odpowiedziała alchemiczka opuszczając komnatę i zamykając za sobą drzwi. - Dobre miejsce na obserwatorium astronomiczne. Najpierw komnaty Cosette i pana Michała?
Basia przytaknęła.
- Z przyjemnością cię kiedyś odwiedzę.
- Będzie przyjemnością cię ugościć.- odparła z uśmiechem Libena.
- A ja chętnie posłucham o astronomii i tym czym się zajmujesz. - Magnatka także uśmiechnęła się.
- Nie wiem czy to będzie interesujący temat, ale mogę waćpani postawić horoskop.- rzekła w odpowiedzi Libena schodząc wraz Basią po schodach. Na parterze kręciło się sporo służby, poderwanej na nogi przez ochmistrzynię. Zajęci zleconymi przez nią zadaniami, przemykali obok magnatki kłaniając się w pośpiechu.
Basia słyszała o horoskopach. Stać na nie było nielicznych. Szła spokojnym krokiem za Libeną pozwalając by ta od czasu do czasu musiała na nią zaczekać.
- Czy to dlatego Józef chciał cię na zamku? Byś wróżyła dla niego? - Spytała spoglądając na Czeszkę.
- Też. - padła bardzo wymijająca wypowiedź, okraszona hipnotycznym ruchem bioder w czarnej sukni.
- Cosette wspomniała, że jesteś medykiem… i alchemikiem. - Basia zastanawiała się co oznaczał ten ruch bioder. Była też jego kochanką? To nie dziwne, że jednak Józef był sam.
- Oszustką i szarlatanką… - poprawiła ją Czeszka i skinęła głową.- Tym też. Zajmowałam się nauką w Pradze. Byłam… gosposią, uczennicą i kochanką Aristotelesa Vojnicha. Bardziej kochanką i uczennicą niż gosposią, ale to detal.-
Po czym stanęła przed drzwiami. - Za tymi kryje się sypialnia i prywatna biblioteczka Cosette. I jej sekretna komnata.
Magnatka obejrzała się do tyłu zastanawiając się jak daleko stąd do jej pokoi. Do tego ta uwaga o "sekretnej" komnacie. Czemu miała podejrzenie do czego mogła służyć? Szybko przegoniła wyuzdane myśli i uśmiechnęła się do Czeszki. - Nie słyszałam o tym mężu, o którym wspomniałaś, ale nie wydaje mi się by Józef trzymał obok siebie oszustkę.
- Oczywiście że nie słyszałaś. Uliczka alchemików dawno straciła swój splendor jaki miała za Rudolfa Habsburga drugiego tego imienia.- odparła z uśmiechem Libena i ruszyła dalej, podczas gdy Basia oceniła że mogła tu dotrzeć w ciągu kilkunastu minut. Niewiele czasu by zabrała taka wyprawa. Mogłaby w samej koszuli… Nie. Takie myśli nie są godne wielkiej pani.
- Rozumiem. - Basia rozejrzała się po korytarzu. - A pokoje Pana Michała?
- Trzeba się przejść kawałek dalej.- zarówno Francuzkę jak i Czeszkę łączyło to leniwe bujanie biodrami podczas chodzenia, oraz wzajemna niechęć? A może coś jeszcze?
Magnatka postanowiła nie pytać wprost. Będzie miała wiele dni by obserwować obie kobiety i ich relacje.
- Chciałabym też zobaczyć komnatę gdzie Józef przyjmował interesantów… salę biesiadną… gdzie jest zamkowa kaplica?
- Po przeciwnej stronie dziedzińca.- wyjaśniła alchemiczka prowadząc Basię ku komnatom pana Michała położonym zdecydowanie dalej.
Magnatka z całych sił starała się zapamiętać jak najwięcej. Była ciekawa co jeszcze mieścił pałac. Zapewne zbrojownię… wozownie, stajnie. Musiało tu być też wiele sypialni dla gości.. a jednak najbardziej ciekawiło ją czy był tu ogród. Nie pytała jednak o to w ciszy podążając za Libeną. Będzie miała czas by odwiedzić wszystkie pokoje. Jakoś ciężko jej nadal było uwierzyć że pojawią się tu jacyś adoratorzy… że kogoś skusi… jak prawdziwa dama. Mimowolnie westchnęła.
- Tu… są komnaty pana Michała.- Libena stuknęła palcem o drzwi do których doszły i wskazała palcem kolejne.- Drzwi komnaty pana Mścisława są tam, a dalej koszary dla straży zamkowej.
Basia przytaknęła ruchem głowy. Gdzieś tam pewnie spał też Evan.
- Więc teraz komnata audiencyjna, czy kaplica?- zapytała Czeszka obracając się przodem do Basi.
- Audiencyjna. Chciałabym zostać w kaplicy chwilę dłużej. - Magnatka uśmiechnęła się do alchemiczki. - Ile zajmuje przygotowanie horoskopu?
- Hmm.. cały dzień. A właściwie całą noc.- wyjaśniła Libena ruszając w kolejny korytarz.
- Z chęcią bym zobaczyła swój horoskop. - Basia podążyła za kobietą, starając się nieco tak jak ona i Cosette kołysać biodrami.
- Przygotuję go oczywiście, jeśli sobie życzysz.- odparła Czeszka prowadząc Basię ku kolejnemu ich celowi. Dość niedużej sali w która okazała się salą jadalną.
- Tu zwykł przyjmować gości. Nie chciał by panowie szlachta posądzali go o wywyższanie się.- wyjaśniła alchemiczka.
- Tu też jada się posiłki? - Magnatka przeszła się po pomieszczeniu przyglądając się zdobiącym je gobelinom.
- Też.- potwierdziła alchemiczka. - Czasem. W zamku jest kilka sal jadalnych.
Basia przytaknęła dając znać że zrozumiała.
- Czy zaprowadzisz mnie teraz do kaplicy
- Tak. Aczkolwiek teraz pewnie będzie tam spory ruch i… Cosette.- rzekła Libena z lekkich wahaniem w głosie.
- Nie przeszkadza mi to. - Magnatka uśmiechnęła się. - Gdybyś przekazała też służbie moje polecenia, będę wdzięczna.
- Tak uczynię.- odparła alchemiczka z delikatnym uśmiechem na obliczu.
Basia dała się odprowadzić do kaplicy. Potrzebowała chwili by pomyśleć.

Kaplica była piękna i duża. I nie była miejscem na spokojne rozmyślania.
Była tam bowiem Cosette i zarządzała sługami szykując katafalk, na którym miała stanąć trumna Józefa. Było tam co prawda cicho, ale na pewno nie spokojnie. Ludzie się kręcili pospiesznie przygotowując podest dla swojego pana.
- Chyba nie powinnyśmy im przeszkadzać.- zasugerowała Czeszka.
- Wątpię by moja obecność mogłaby być uznana za przeszkadzanie. To jednak był mój mąż. - Barbara uśmiechnęła się do alchemiczki. - Nie przejmuj się, możesz wrócić do swoich obowiązków.
- Dobrze pani.- odparła alchemiczka, dygnęła na pożegnanie i oddaliła się.
Magnatka wycofała się do jednej z bocznych naw i przysiadła na ławie, obserwując pracę z dystansu. Choć nigdy nie kochała Józefa, czuła niesamowitą wdzięczność za to co uczynił. Bo nawet jeśli wziął ją tylko by dała mu następcę to… uratował jej życie. Przymknęła oczy wsłuchując się w odgłosy pracy i czekając aż wniesiona zostanie trumna.
Musiała chwilę poczekać, nim zadowolona z efektu Cosette zarządziła wniesienie nieboszczyka do środka. Ciężka trumna niesiona przez czterech masywnych żołdaków została przeniesiona przez całą kaplicę i z pietyzmem umieszczona na katafalku.
Barbara w ciszy obserwowała wnoszenie trumny. Przypomniała sobie mdłości gdy Józef ją pocałował, strach gdy zobaczyła go martwego w sypialni i nim w ogóle do niej weszła. Czekała aż służba się rozejdzie, a przynajmniej ta część, której nie każą czuwać przy ciele swego Pana.
Wkrótce po samej trumnie do kaplicy wszedł miejscowy ksiądz w towarzystwie dwóch chłopaczków w strojach ministrantów. Najwyraźniej pan Michał załatwił całonocne czuwanie przy trumnie.
Barbara podniosła się z ławy i podeszła do duchownego by się przywitać.
Ksiądz… łysiejący i z wyraźnym brzuszkiem uśmiechnął się na widok podchodzącej dziewczyny.
- Pani dobrodziejka. Miło mi poznać dziedziczkę fortuny Żmigrodzkiej. I współczuję stracie. To był… cóż… wielki człowiek. - rzekł ciepło księżulo, klepiąc po swoim kałdunie.
- Szczęść Boże. - Barbara uśmiechnęła się do duchownego i spojrzała na trumnę. - W pańskich rękach pozostaje by miał godny pochówek.
- W moich już tylko msza za jego duszę, ale pewien jestem, że jutro rodowa krypta będzie gotowa na jego przyjęcie. Pani Lanoire zapewne o to zadba.- odparł z uśmiechem ksiądz.
- Także jestem tego pewna. - Magnatka rozejrzała się, czy przyniesiono już kwiaty do kaplicy. To jednak jeszcze nie nastąpiło, bo wieczór zapadał i pewnie ciężko było o kwiaty o tej porze. Nie wspominając o tym, że Libena dopiero przekazała polecenia służbie.
- Waćpani chce się przy trumnie pomodlić? Czuwanie przy nim zaczynamy.- mówił proboszcz, podczas gdy ministranci ustawiali gromnice wokół trumny i zapalali je.
- Chciałabym. - Barbara przytaknęła i poszukała wzrokiem klęczników dla gospodarzy.
- Oczywiście. - uśmiechnął się kapłan, podczas gdy Basia wybrała dla siebie wygodny. Ksiądz rozpoczął czuwanie długą i monotonną łacińską modlitwą. Magnatka w ciszy odmówiła jeden różaniec nim postanowiła wrócić do swych komnat, licząc na to iż zostały już przygotowane.

Minęło dość czasu, by przygotować łoże, zapalić w kominku i rozświetlić komnatę świecami. Większość tkanin nadal jednak wisiała na meblach i obrazach. Kąpiel którą przygotowano dla niej też umieszczono w komnacie, która też była okryta tkaninami chroniącymi meble przed kurzem. Za to Ewa tam była i czekała w ciszy i zawstydzeniu.
Basia ucieszyła się widząc znajomą twarz. Podeszła do służącej spokojnym krokiem.
- Pomożesz mi się rozebrać i obmyć z kurzu. - Bardziej stwierdziła niż spytała. Była ciekawa czy plotki o jej nocy z Evanem już się rozniosły.
- Tak pani.- mruknęła wstydliwie Ewa. Podeszła i zaczęła powoli rozwiązywać supełki sukni Basi. Przygryzała wargę przyglądając się szyi i plecom magnatki, czasami muskając opuszkami skórę jasnowłosej.
Magnatka pozwoliła na te pieszczoty stojąc nieruchomo i tylko przymykając oczy z zadowolenia.
- Rozpuść też włosy. - Szpenęła nieco rozpalonym głosem. - Je też trzeba obmyć.
- Tak pani…- mruknęła wodząc ostrożnie palcami po nagiej już pupie Basi. Jej dłonie zabrały się powoli za rozplatanie pukli magnatki.
Barbara odetchnęła czując jak długie blond opadają na jej własne pośladki. Poczuła ulgę gdy jej głowę uwolniono od spinek i szpil. Ponad ramieniem uśmiechnęła się do służącej.
- Będziesz mnie musiała dokładnie wyszorować.
- Oczywiście. Waćpani może na mnie polegać. Spełnię każde twoje życzenie.- odparła Ewa z żarliwością w głosie.
Magnatka weszła do balii z wodą stojąc nago przed służącą i czekając aż ta zacznie ją myć.
Ewa zabrała się za to z entuzjazmem, zabierając się wpierw do szorowania pleców i pośladków swojej pani. Barbara w tym czasie rozczesywała niespiesznie długie włosy. Czuła jak jej ciało rozgrzewa się, jak dotyk smukłych palców rozpala ją i podnieca. Uznała jednak że pozwoli służącej pracować w spokoju i tak nazbyt napsociła ostatnio.
Ewa zaś z rumieńcem na licach zabrała się za szorowanie piersi magnatki. I trzeba przyznać, że wkładała w to zadanie dużo siły. I jeszcze więcej uwagi oraz entuzjazmu.
Oddech basi przyspieszył. Wpatrywała się w służącą delikatnie zamglonym wzrokiem czując, jak jej własne piersi napinają się i unoszą. Jak coraz twardsze szczyty ocierają się o dłonie Ewy.
Służka jednak trzymała się poleceń i po umyciu piersi, zabrała się za obmywanie brzucha jasnowłosej. Choć oddech Ewy wyraźnie przyspieszył podczas tej czynności.
- Umyj mnie też wewnątrz. - Wyszeptała z trudem Basia, opierając się dłońmi o ramiona służącej.
- Tak pani.- szepnęła wstydliwie Ewa, ale jej dłoń wsunęła się między uda i zaczęła pieścić magnatkę leniwie.
Basia zamruczała z zadowolenia. Jej biodra naparły na życzliwą dłoń.
- Mocniej… - Wyszeptała, czując że coraz trudniej jej nad sobą zapanować.
- Tak pani.- mruknęła Ewa ocierając się wargami o szczyt lewej piersi Basi, jej palce zanurzyły się mocniej i zaczęły poruszać gwałtowniej i intensywniej.
Magnatka musiała mocniej oprzeć się o ramiona służącej. Przymknęła oczy i pozwoliła myślom odpłynąć poddając się dotykowi Ewy.
- Jeszcze… - Była blisko. Jeszcze tylko chwila.
- Tak pani…- szepnęła cicho Ewa poruszając coraz szybciej dłonią i oddychając ciężko.
Basia doszła zasłaniając usta jedną dłonią. Z trudem utrzymała się na nogach i to tylko dzięki temu, że opierała się o służącą.
Ta “myła” jeszcze przez chwilę Basię tam, a potem czekała aż magnatka znów sama stanie na nogach, by się pochylić i zabrać za tych nóg mycie.
Magnatka jednak usiadła na krawędzi balii z szeroko rozchylonymi nogami i wpatrując się rozpalonym wzrokiem w służącą. Która to kucnęła i zabrała się za szorowanie nóg swojej pani całkowicie skupiona na swoim zadaniu.
Basia oparła kolejno pierwszą i drugą stopę na krawędzi bali by Ewa mogła je swobodnie umyć, po czym usiadła zanurzając się w wodzie i odchylając głowę do tyłu.
- To teraz włosy. - Uśmiechnęła się ciepło do służącej.
Odpowiedź “tak pani” padła znowu. Ewa posłusznie zabrała się mycie włosów Basi powoli i z pietyzmem. Zerkała na nagie ciało magnatki i rumieniła się lekko.
- Masz na coś ochotę? - Głos Basi przebił się przez chlupot wody.
- Co?- odparła zdziwiona Ewa wyrwana ze swoich obowiązków i myśli.
- Czy masz na coś ochotę? Dotknąć mnie? Bym jak dotknęła ciebie. - Magnatka powoli przesunęła ręką po dłoni służącej.
- Moim pragnieniem jest… być dobra w spełnianiu swoich zadań.- szepnęła drżącym głosem Ewa pozwalając palcom Basi wodzić po swojej dłoni.
- Wychodzi ci to bardzo dobrze. A jakieś inne pragnienia? - Magnatka otarła się policzkiem o dłoń służącej i całowała jej smukłe palce. To było… przyjemne. Kusiło by wziąć po kolei każdy do ust.
- Ja… - pisnęła bezradnie Ewa.- … nie śmiem. Niech mnie panienka nie zmusza.
Jednakże nie uciekała dłonią od pieszczot Basi.
- Nie chcę cię zmuszać.. proszę tylko byś mi powiedziała. - Odpowiedziała szeptem magnatka chwytając jeden z palców w usta i ssąc go delikatnie.
- Nie śmiem…- szepnęła rozpalonym żądzą głosem Ewa drżąc pod pieszczotą ust Basi.
Magnatka pocałowała nadgarstek służącej i zaczęła całować wyżej. Była tak ciekawa co tkwi w głowie Ewy, jednak naprawdę nie chciała jej zmuszać. Przyciągnęła ją delikatnie do siebie i pocałowała wystający z dekoltu kawałek piersi.
Ewa pisnęła cichutko czując ten pocałunek, ale po chwili nachyliła się bardziej wypinając biust, ku twarzy Basi by ułatwić jej działania.
- Czego pragniesz? - Wyszeptała ponownie Basia rozwiązując nieco suknię Ewy po to by pochwycić ustami szczyt jednej z jej piersi.
- Pani…- szepnęła rozpalonym głosem Ewa przymykając oczy i poddając się pocałunkom jasnowłosej.
Magnatka wychyliwszy się nieco w balii sięgnęła jedną dłonią pod suknię służącej, drugą przytrzymując ją tak by nie uciekła delikatnym od delikatnych pocałunków składanych na swych piersiach. Basia powoli wędrowała palcami po nodze dziewczyny zmierzając w stronę jej kobiecego kwiatu.
- Czy… wygodnie… waćpani?- zapytała cicho Ewa pochylona i pozwalając Basi na jej figle. Lekko drżała i oddychała ciężko czując dotyk magnatki na swoim ciele.
- Wolałabym cię nagą w balii... pytanie czy ty chciałabyś się rozebrać? - Magnatka przesunęła palcami po bieliźnie kochanki, dociskając ją do jej mokrej kobiecości.
- Jeśli waćpani sobie tego życzy.- odparła pospiesznie Ewa przymykając oczy.
- Poradzę sobie tak… nie chcę cię zmuszać do rozbierania się. - Basia rozchyliła delikatnie materiał bielizny i przez rozcięcie sięgnęła do kwiatu służącej.
- Nie czuję… zmuszana… chętnie spełnię każdy kaprys… waćpani.- mruczała rozpalonym głosem Ewa oblizując wargi, gdy czuła te palce sięgały głębiej w jej wilgotny kwiatuszek.
- Rozbierz się i dołącz do mnie. - Wymruczała Basia wypuszczając kochankę ze swych objęć.
Ewa kiwnęła głową i nie odrywając wzroku od Basi zaczęła rozwiązywać troczki swojej sukni. Powoli zsunęła ją z siebie i zabrała się za zdejmowanie halki i po chwili naga weszła do balii zanurzając się w ciepłej wodzie, stojąc w niej i zerkając na Barbarę wymruczała wstydliwie i lubieżnie zarazem.
- Podoba się waćpani to co widzi?
- Bardzo… jesteś śliczna. - Basia wyciągnęła dłoń i przesunęła nią po ciele kochanki.
- Cieszy mnie to…- wymruczała zanurzając się w wodzie i zabierając… za “mycie biustu” Basi wargami, całując i wodząc po nich nimi.
- Mnie też. - Magnatka sięgnęła pod wodę do pośladków kochanki i ścisnęła je mocno poddając się jej pieszczotom.
Ewa zamruczała zajęta wielbieniem pocałunkami biust Basi, jej dłonie zanurzyły się pod wodę wodząc palcami po biodrach swojej kochanki. I zupełnie zapominając się w tej zabawie.
Barbara sięgnęła palcami do kobiecości kochanki i zanurzyła się w niej, powracając do przerwanej zabawy. Poczuła jak Ewa zadrżała, ale jej ciało naparło na palce intymnością spragnioną dotyku. Służka całowała i pieściła zachłannie biust swojej pani, jakby chciała się odwdzięczyć za zainteresowanie.
Magnatka przyspieszyła ruchy palców czując jak ją samą znów ogarnia podniecenie. Oddech Ewy przyspieszył, biodra zaczęły się poruszać wahadłowo nabijając się na palce… drzwi się otworzyły. Libena stanęła w nich i spojrzała zaskoczona na Basię i Ewę… po czym dyplomatycznie zaczęła się wycofywać.
- Zaczekaj za drzwiami. - Magnatka spróbowała udać oburzenie, choć czuła jak palą ją policzki. No to kolejna osoba się o niej dowiedziała… z jakiegoś powodu wyczuwała kłopoty.
Zaczekała aż za Czeszką zamkną się drzwi i przyjrzała się Ewie czy ta cała sytuacja jej nie zniechęciła. Chciała się odwdzięczyć dziewczynie i znów im przeszkodzono. Służka jednak była całkowicie pochłonięta sytuacją, by zauważyć owo przeszkodzanie. Zamglony pożądaniem wzrok dziewczyny skupiony był na prężącym się biuście Basi, a ciało Ewy wiło się zmysłowo pod pieszczotą.
Basia powróciła do przerwanej zabawy chcąc doprowadzić służkę. Niestety jej pożądanie przytłumił niespodziewany gość, ale nie musiały na tym ucierpieć obie. Kilka ruchów dłonią i z ust Ewy wyrwał się cichy lubieżny jęk. Jej ciało zadrżało zaciskając się na palcach Basi. Służka… otrzymała swoją nagrodę.
- Będziesz musiała pomóc mi ubrać koszulę. - Magnatka pogładziła kochankę po włosach. - Oraz wezwać kogoś by tu uprzątnął.
- Tak pani.- odparła Ewa łapiąc oddech, a potem lekko jeszcze drżąc od niedawnych emocji wygramoliła się z balii, by spełnić polecenie Basi.
Magnatka wyszła tuż za nią, a gdy służka pomogła jej osuszyć się, założyć koszulę i związać włosy w warkocz do snu, narzuciła płaszcz i wyszła do Czeszki.
- Chciałam zapytać czy przygotować wieczorną wieczerzę po kąpieli.- rzekła Libena na widok wychodzącej z kąpieli Basi.- Ale… chyba niepotrzebnie. Przepraszam, że przeszkodziłam w kąpieli.
Magnatka westchnęła ciężko.
- Z przyjemnością coś zjem, najchętniej w swojej komnacie. - Przyjrzała się uważnie astronomce. - Co widziałaś? A może… nie lepiej nie mów.
- Może lepiej nie powiem.- mruknęła z łobuzerskim uśmiechem Libena i przesunęła wzrokiem po szyi i piersiach Basi okrytych obecnie materiałem. - Waćpani uroda cieszyoko. Spodziewam się iż wywróżę wielu admiratorów.
Basia mimo wszystko zaśmiała się.
- Zabrzmiało jakbyś była jednym z nich. - Uśmiechnęła się do czeszki i pokręciła głową z niedowierzaniem. Pobyt w zamku mógł się okazać małym piekłem. - Zajmij się posiłkiem i poślij po Cosette, chce z nią porozmawiać.
-Zgodnie z twoim życzeniem.- uśmiechnęła się tajemniczo Libena i po dygnięciu oddaliła.
Magnatka patrzyła jak Czeszka odchodzi i dopiero gdy zniknęła obejrzała się na swoje pokoje.
Czekała ją raczej długa i samotna noc. Nieco zrezygnowana wróciła do komnaty by tam zaczekać na posiłek.
Sypialnia pani domu była nadal ponurym miejscem na spoczynek. Białe tkaniny okrywające większość mebli przypominały jej o przemijaniu i śmierci. Było też tu bardzo cicho, więc Basia doskonale słyszała kroki. Nie zdziwiła się, gdy drzwi się otworzyły a Cosette weszła wraz z dwoma służkami niosącymi skromny posiłek i wino.
- Coś lekkiego przed snem.- zaproponowała Francuzka, gdy służki stawiały posiłek na małym stoliku.
- Dziękuję. - Magnatka w samej koszuli zajęła miejsce przy stole. Nie odzywała się jednak nim służki nie opuściły jej pokoju i nie zostaly z ochmistrzynią same. - Libena widziała mnie i Ewę w kąpieli. - Powiedziała, zabierając się za posiłek.
- Och… wścibska z niej szarlatanka. - syknęła ironicznie Francuzka niezbyt zdziwiona tym co usłyszała.- Na szczęście to twój zamek i tu można sobie pozwolić na odrobinę niedyskrecji.
- Jaka jest wasza relacja? - Barbara podniosła wzrok na Cosette i po chwili wskazała drugie miejsce przy stole. - Dosiądziesz się? Może wina?
Ochmistrzyni przysiadła się blisko magnatki i nalała trunku do kielicha mówiąc wprost.- Napięta… Nie przepadam za tą kobietą. Nie wiem też czemu twój mąż ją trzymał przy sobie i czemu Michał nalega, by podtrzymać tą… tradycję.
- Może uda mi się nieco dowiedzieć, na razie poprosiłam ją o horoskop. - Magnatka jadła bez przekonania, cały czas zerkając na przykryte materiałami meble. - Jak przygotowania do pogrzebu?
- Zgodnie z planem.- rzekła Cosette popijając wino i zerkając na Basię. W końcu wstała i podeszła do łoża magnatki. Zabrała się za rozwiązywanie swojego gorsetu.
Basia uśmiechnęła się widząc tą czynność i popijając wino obserwowała ochmistrzynię.
Suknia zsunęła się z jej ciała zaraz po gorsecie, potem halka, potem podwiązki z pończoszkami. Podczas rozdziewania się ochmistrzyni prężyła się zmysłowo.
- Jesteś piękna. - Magnatka oparła się łokciem o stół, opierając na uniesionej dłoni policzek. Jej spojrzenie wędrowało po kolejnych, odsłanianych przez Cosette, kawałkach jej ciała.
- To prawda. - zgodziła się z nią golutka Francuzka siedząc na łóżku. - A ty jesz jednym zębem ten posiłek.
- To miejsce zabija mój apetyt. - Barbara machnęła ręką wskazując przesłonięte tkaninami meble. - Czuję się jak nieboszczyk. - Jej wzrok wędrował po ciele ochmistrzyni, zbyt często zawieszając się na jej krągłościach.
- Doprawdy? W balii wykazałaś się sporym apetytem. - stwierdziła z bezczelnym uśmieszkiem Cosette zabierając się za rozplątywanie swojej misternej fryzury.
Basia wstała od stolika upijając jeszcze odrobinę wina i na bosaka, w samej koszuli nocnej podeszła do ochmistrzyni.
- Czyżbyś była zazdrosna? - Powiedziała cicho, uśmiechając się do kochanki.
- Ja jestem za stara i za doświadczona by być zazdrosną. - mruknęła z rozbawieniem ochmistrzyni przyglądając się Basi. Uniosła nogę by wodząc po łydce magnatki sięgnąć pod jej koszulę nocną.
- Szkoda. - Magnatka zamruczała czując dotyk drugiej kobiety. Przymknęła oczy stojąc nieruchomo przed Cosette i poddając się jej dotykowi.
- Zazdrość to kłopotliwa przypadłość. Zarówno ta którą czujesz w swoim sercu, jak i ta której obiektem jesteś. Unikaj jednej i drugiej. - odparła Cosette nie zaprzestając pieszczoty.
- Postaram się. - Basia podeszła do łóżka i przyklęknęła na nim, tuż ponad udami ochmistrzyni. Pochyliła się i delikatnie pocałowała usta kochanki.
- Rozdziej się.- mruknęła ochmistrzyni władczo i lubieżne.
Magnatka powoli rozsznurowała troszki koszuli spoglądając rozpalonym wzrokiem na Cosette. Koszula zsunęła się nieco odsłaniając ramiona, ale magnatka nie pozwoliła jej polecieć dalej. Zamiast tego zaczęła powoli podwijać materiał ku górze. Ochmistrzyni w milczeniu i z uśmiechem obserwowała poczynania kochanki. Siedząc rozchyliła szerzej i zachęcająco nogi.
Barbara zdjęła koszulę i przytulając się do Cosette odłożyła go za nią. Usiadła kochance na kolanach, pozwalając by ich biusty się otarły.
- Jestem naga. - Wymruczała i pocałowała starszą kobietę w usta.
- Mhmm…- wymruczała pomiędzy pocałunkami Francuzka zachłannie chwytając za pośladki Basi i wbijając paznokcie w jej skórę. Ich piersi ocierały się o siebie twardymi od żądzy szczytami.
Magnatka pochwyciła twarz kochanki, pogłębiając pocałunek. Przywierając do ochmistrzyni najmocniej jak była w stanie, ocierała się swą mokrą kobiecością, o jej podbrzusze.
- Gdzie to nieśmiałe cnotliwe dziewczę? - zapytała Cosette poddając się pieszczocie, ale i wodząc palcem między pośladkami Basi.
- Odłożyłam je na bok razem z koszulą. - Magnatka wyprężyła się od dotyku kochanki, jej ciało odruchowo zadrżało. - Przez ciebie.. nie potrafię być cnotliwa.
- Mnie nie było z tobą w kąpieli…- mruknęła ochmistrzyni nachylając się ku szyi Basi i całując ją drapieżnie.
Magnatka jęknęła.
- Ja… chciałam podziękować Ewie. - Basia pochwyciła jedną z piersi Cosette i ścisnęła ją mocno.
- Ach…- syknęła cicho kochanka i delikatnie ukąsiła szyję jasnowłosej.- A powinnaś?
Magnatka jęknęła z rozkoszy i przymrużyła oczy.
- Jest taka… oddana. - Wymruczała miętosząc pierś kochanki.
- Jak dobra służka powinna…-zamruczała Cosette drapieżnie ściskając pośladki siedzącej na niej dziewczyna.-... zwłaszcza taka podkochująca się w niej.
Barbara naparła mocniej biodrami na ochmistrzynię. Czuła jak jej rozpalony kwiat coraz swobodniej przesuwa się po mokrym brzuchu starszej kobiety.
- To miłe… - Mruknęła z trudem i oparła czoło o ramię kochanki. - Chcę więcej.
- Najpierw musisz zapracować na swoją nagrodę.- zaśmiała się chrapliwie ochmistrzyni i dała siarczystego klapsa w pośladek Basi.- Klęknij przede mną.
- Jesteś okrutna. - Magnatka niechętnie zsunęła się z kolan kochanki i stanęła przed nią. Przez chwilę obserwowała Cosette głodnym wzrokiem, ale… z jakiegoś powodu czuła, że protesty nie mają sensu. Tak bardzo nie nadawała się na… panią. Przyklęknęła przed kochanką, wzdychając cicho.
- Ty miałaś kąpiel. - ochmistrzyni przypomniała jasnowłosej chwytając ją za pukle i przyciągając twarz Basi, bo podbrzusza poznaczonego kropelkami jej żądzy.
Magnatka przesunęła językiem po kwiecie Cosette zaciągając się jej zapachem.
- A ty mnie zaniedbywałaś całe popołudnie. - Mruknęła cicho nim przywarła ustami do rozpalonej kobiecości kochanki.
- Pocieszałaś się moim kochankiem.- mruknęła Francuzka czując pieszczotę i ocierając się łonem o całujące usta.
Basia nie odpowiedziała, zamiast tego sięgnęła palcami w głąb kwiatu kochanki, całując jej wrażliwy punkcik.
- Szybko się… uczysz…- zamruczała kochanka głaszcząc magnatkę po włosach, gdy czuła jej dotyk na swoim wrażliwym obszarze ciała. Blondynka przymknęła oczy zatracając się w pieszczeniu ochmistrzyni. Zaciągała się jej zapachem, niemal zanurzając nos w kobiecości Cosette.
-... dobrze…- pojękiwała ochmistrzyni poddając się jej pieszczotom. Opadła na łoże głaszcząc Basię po włosach i dysząc coraz głośniej, a potem… jej ciało napięło gdy doszła do szczytu.- … oooo… taaak.
Magnatka wspięła się na łóżko i na klęczkach zawisła nad kochanką, pozwalając by długie blond włosy niemal całkowicie zasłoniły ich twarze.
- Mówiłam o dzisiejszym popołudniu. - Mruknęła nim zaatakowała ustami wargi ochmistrzyni.
Cosette oplotła rękoma szyję Basi zachłannie oddając się pocałunkowi oraz ocierając lubieżnie o ciało kochanki. Magnatka wtulała się w ochmistrzynię, przesuwając dłońmi po jej twarzy, szyi. Czasem tylko uchylając oczy by przyjrzeć się kochance.
Ta w swoich odpowiedziach, była delikatniejsza i bardziej subtelna. Wodziła opuszkami palców po plecach i pośladkach kochanki. Muskała wargami usta, szyję i policzki. Basia przerwała pocałunek i wtuliła się w Cosette pozwalając na te pieszczoty. Jej rozpalone ciało drżało od najmniejszego dotyku. Biodra kołysały się, domagając by coś je wypełniło.
- Widzę że jesteś nienasyconą bestyją Barbaro. Kto by pomyślał.- zażartowała jej kochanka i lekko ścisnęła pośladek jasnowłosej.- Powiedz czego pragniesz.
Magnatka wtuliła się mocniej czując rumieniec. Cosette onieśmielała ją, potrafiła wytknąć rzeczy, które i ją niepokoiły.
- Zbyt dobrze całujesz… - Szepnęła równie zawstydzonym co rozpalonym głosem i po dłuższej chwili dodała. - .. chcę dojść.
- Połóż się więc wygodnie Basiu.- wymruczała lubieżnie Francuzka.
Blondynka przewróciła się na bok by następnie opaść na plecy. Jej włosy rozsypały się po łóżku, a ona z szybko unoszącą się i opadającą piersią obserwowała ochmistrzynię czekając na jej łaskę.
Ta całując ustami piersi Basi i wodząc po nich językiem, sięgnęła między uda jasnowłosej i zanurzyła palce w jej intymnym zakątku. Władczo i stanowczo podbijała jej kwiatuszek.
Magnatka jęknęła czując wypełniającą ją obecność i wyprężyła swoje ciało.
- Och.. tak.. - Jej własny głos ją zaskoczył. Czyżby aż tak bardzo tego pragnęła? Szybko zasłoniła dłońmi usta co jednak nie powstrzymało jej lubieżnych pomruków.
Cosette zaś nie odpowiedziała, zajęta pocałunkami i smakowaniem piersi kochanki. Jej palce rytmicznie i głęboko zanurzały się między uda Basi nie dając jej chwili wytchnienia. Blondynka doszła intensywnie, starając się powstrzymać okrzyk rozkoszy własnymi dłońmi. Czuła jak jej ciało spięło się i opadło na pościel.
- Masz dość?- spytała Cosette żartobliwie i usiadła na łożu.
Basia przez chwilę łapała oddech po czym spróbowała się uśmiechnąć.
- A masz dla mnie więcej? - Rzuciła równie żartobliwie.
- Starczy na pół nocy…- wymruczała Cosette oblizując prowokacyjnie palce na jej oczach. - Jesteś uroczym dziewczęciem Basiu.
Magnatka widząc to rozchyliła usta i przełknęła ślinę.
- Bo jeszcze uznam, że się mną zajmiesz tej nocy. - Wyszeptała czując jak w jej gardle nagle zaschło.
- Dlaczego bym miała tego nie uczynić. Czyż nie obiecałam ci tego? - odparła Francuzka z uśmiechem.- Obróć się na brzuch i wypnij pośladki Basiu.
- P..pośladki? - Magnatka spojrzała na nią niepewnie, unosząc się na przedramieniu i odgarniając blond włosy.
- Hmmm… rzeczywiście… może za wcześnie na to… zapomnij o tym.- wymruczała potulnie kochanka magnatki.
- Na co? Cosette? - Basia przyglądała się jej pytającym wzrokiem.
- Nic. Nie masz do czego się spieszyć.- odparła szeptem ochmistrzyni nachylając się ku dziewczynie i całując jej usta.
Blondynka odpowiedziała na pocałunki, jednak raz po raz uchylała powieki by spojrzeć na kochankę. Co też ochmistrzyni mogła,mieć w planach? Ciekawość nie dawała jej spokoju.
Cosette zajęła się całowaniem ust jasnowłosej, sięgając do piersi Basi… lekko je ściskając i masując dłonią. Cokolwiek miała w planach… odłożyła je chyba na później.
Barbara poddała się tym pieszczotom. Czuła jak jej ciało reaguje na uzdolnioną kochankę. Jednak to co powiedziała ochmistrzyni nie dawało jej spokoju.
- Jestem… ciekawa. - Wyszeptała pomiędzy pocałunkami.
- Zauważyłam… - mruknęła ochmistrzyni i nachyliła się ku pochwyconej dłonią piersi, by ukąsić jej szczyt… boleśnie. Choć niezbyt mocno.
Magnatka jęknęła z bólu.
- Jak? - Uniosła się na przedramionach i spojrzała na Cosette.
- Jak nabierzesz tyle doświadczenia co ja… sama zaczniesz dostrzegać pewne rzeczy.- odpowiedziała wymijająco ochmistrzyni wodząc opuszkami palców po podbrzuszu kochanki.
- Zrób mi… zrób mi to na co miałaś ochotę. - Basia nie naciskała, jednak wiedziała że musi choć spróbować zaspokoić swą ciekawość.
Palce kochanki ześlizgnęły się po łonie w dół, między uda i niżej… muskały pupę, pomiędzy pośladkami. A usta Cosette całowały brzuch jasnowłosej.
Magnatka poczuła silny dreszcz, który przeszył jej ciało. Czyżby… czyżby Cosette chciała zrobić to co kiedyś w bali? Obserwowała ochmistrzynię rozpalonym wzrokiem starając się zachować spokój.
Najwyraźniej tak, bo palce dotarły do tego miejsca. Powoli zapuścił się jeden z nich, tam gdzie nie powinien. I wciskał, powoli oraz ostrożnie.
Barbara jęknęła z bólu. Czuła jak dech zaparło jej w piersi, jak mięśnie zacisnęły się na palcu kochanki. Nie mogła skupić wzroku. To wszystko było tak dziwne, że nie była nawet pewna czy przyjemne.
Cosette natomiast leniwie i niespiesznie ruszała palcem skupiając swoje pocałunki na podbrzuszu kochanki. Wiedziała bowiem jak nowe to doświadczenie jest dla Basi i jak niezwykła sytuacja.
Magnatka czuła jak jej mięśnie rozluźniają się, jak coraz chętniej przyjmują intruza. Opadła na poduchy i oddychając z trudem pojękiwała, sama zaskoczona faktem że w tych odgłosach coraz mniej jest bólu, a coraz więcej rozkoszy.
Jej kochanka taka zdziwiona się nie wydawała. Z uśmiechem przyglądała kochance bez pośpiechu ruszając dłonią i przeszywając ciało Basi piorunami perwersyjnej rozkoszy. Tak mocnymi, że szlachcianka wiła się na pościeli jak wąż.
Jęki Basi przerodziły się w okrzyki. Nie była w stanie nad sobą zapanować i tylko fakt że chwyciła kurczowo pościel sprawił, że jeszcze nie spełzła z tego łoża.
-Jeszcze trochę… bądź cierpliwa. - mówiła żartobliwie Cosette nie zaprzestając tej rozkosznej “tortury”.
Magnatka nie wiedziała na co ma czekać to "trochę". Nie potrafiła skupić myśli. Jej biodra napierały już same na palec kochanki. W końcu poczuła to. Znajomy impuls przeszywający całe ciało. Doszła z głośnym okrzykiem niemal podrywając się z łóżka.
- Noc… zapowiada się przyjemnie.- wymruczała Cosette. I miała rację. Noc była przyjemna… i długa… i męcząca.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168