Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-09-2019, 19:48   #21
 
Aiko's Avatar
 

Nic więc dziwnego, że Basia obudziła się bardzo późno, ze śpiącą Francuzką w swoim łożu. Magnatka czuła że niemal całe jej ciało jest obolałe, a już szczególnie pupa. Nie chcąc się jeszcze podnosić, obróciła się i wtuliła w Cosette. Jej kochanka spała jak zabita, zupełnie nie reagując na obecność magnatki. Najwyraźniej ją też nocne zapasy wymęczyły. W końcu jednak otworzyła oczy i ziewnęła głośno mówiąc.
- Muszę iść.
Magnatka niechętnie wypuściła ją z objęć i usiadła na łóżku.
- Dziś będzie ceremonia? - Spytała, starając się nie myśleć o nagim ciele ochmistrzyni.
- Jutro raczej. Kryptę trzeba przygotować. A pewnikiem wpierw otworzyć.- Cosette usiadła na łożu i przeciągnęła się. - Ale to moje problemy, nie twoje… Ty jesteś tu wielką panią.
- Więc mam siedzieć w pokoju i nic nie robić? - Barbara nie była w stanie oderwać wzroku od ciała kochanki.
- Nie. Oczywiście że nie. Masz cały zamek do zabawy. Prawie… cały…- ostatnie słowa pełne były sarkazmu. Po założeniu bielizny i podwiązek ochmistrzyni zabrała się za ubieranie sukni.
- A których miejsc powinnam unikać? - Magnatka podciągnęła pościel, osłaniając nagie ciało. - Twojej tajnej komnaty?
- Ktoś tu ma długi język.- sarknęła Francuzka i dodała.- Dwie wieże i część lochów jest poza moim zasięgiem. Nie mogę tam wejść i służba tamtejsza podlega panu Michałowi bezpośrednio. Nie wiem co się tam kryje.
- Cóż.. chyba nie lubicie się ze wzajemnością. Nie martw się nie zamierzam naruszać twojej prywatności. - Basia uśmiechnęła się ciepło do ochmistrzyni i zerknęła w stronę okna. - Powinnam zacząć od zapanowania nad moimi własnymi komnatami… przygnębiają mnie.
- Nie były używane. Powinnyśmy zamówić nowe meble do nich.- oceniła Cosette rozglądając się dookoła. -A co do mojej prywatności… czasami powinnaś ją naruszyć, jeśli chcesz zasnąć ze mną w łożu.
- Z tego co mi wiadomo mogę zażądać twojej obecności tutaj. - Basia zaśmiała się cicho. - A do swoich komnat wolałabym, byś ty mnie zaprosiła.
- Pomyślę o tym. - odparła z figlarnym uśmieszkiem ochmistrzyni poprawiając suknię.
- Czy przysłałabyś mi służącą, która zna zamek? - Magnatka ponownie odwróciła wzrok. Nie potrafiła też powstrzymać grymasu, który pojawił się na jej twarzy. Nie chciała w tym miejscu zostawać sama lub z obcymi. Zamek był piękny, ale przytłaczał ją… do tego meble po nieboszczce… Podciągnęła mocniej pościel, pod brodę.
- Ewkę?- zapytała z ironicznym uśmieszkiem Cosette.
- Lubię jej towarzystwo, więc czemu nie. - Basia nie była jednak rozbawiona. Wiedziała, że igraszki poprzedniego wieczora były bardziej przypadkiem niż czymś zamierzonym. - Skoro zna zamek.
- Więc podeślę ją. Coś jeszcze sobie życzysz?- zapytała ochmistrzyni uśmiechajac się do magnatki.
- Twojego towarzystwa. Masz na to czas? - Barbara westchnęła. - Nieważne. Zjem śniadanie w sali jadalnej… lub w ogrodzie jeśli jest takowy, Ewka pomoże mi się ubrać.
- Kolację zjemy razem i po kolacji… jestem cała twoja.- odparła polubownie kochanka Basi.
Magnatka jedynie przytaknęła ruchem głowy. Powinna poznać zamek, ludzi, którzy w nim mieszkają. Jak by nie patrzeć będzie to jej nowy dom.
- Udanego dnia, piękna. - Spróbowała uśmiechnąć się do Cosette.
- Więcej pewności siebie. Jesteś tu władczynią. - przypomniała jej Francuzka z ciepłym uśmiechem. I wyszła.
Basia opadła z powrotem na łóżko. Nie czuła się władczynią. Czuła tylko ból tyłka i potworną samotność. Musiała czekać dość długo na pojawienie się Ewy. Służka w końcu jednak przyszła i dygnęła grzecznie po wejściu. A następnie czekała na polecenia.
Magnatka odezwała się, nie podnosząc z łóżka.
- Przygotuj mi strój. - Zerknęła na służącą. - Gdzie podane zostanie śniadanie?
- W sali jadalnej. Jaki… strój przygotować?- zapytała się z wahaniem w głosiem służka wodząc spojrzeniem po zarysach sylwetki Basi okrytej pościelą.
Blondynka podniosła się i usiadła na łóżku, pozwalając by pościel zsunęła się odsłaniając jej nagie ciało.
- W tamtej skrzyni powinna być czarna suknia z głębokim dekoltem i koronką. - Wskazała na jeden z wniesionych poprzedniego dnia bagaży.
- Już… jej szukam.- odparła po chwili wpatrywania się w szlachciankę i zabrała się za przeszukiwanie skrzyni, by wydobyć suknię jaką zażyczyła sobie Barbara.
Magnatka przysiadła na krawędzi i zaczęła dłońmi przeczesywać włosy, czekając na służącą. Widząc że ta ma już suknię, uśmiechnęła się.
- Chodź, zepniesz mi włosy.
- Tak pani.- odparła posłusznie Ewa odkładając szatę na łóżko i zabierając się za pomoc przy włosach. Jej palce zwinnie zaczęły układać fryzurę magnatki.
- Jak ci minęła noc? - Basia przymknęła oczy ciesząc się dotykiem kochanki.
- Cicho.- odparła po chwili namysłu Ewka.
Magnatka obejrzała się na nią.
- Chciałabyś by było głośniej?
- Głośniej?- zdziwiła się służka na moment gubiąc rytm przy splataniu włosów Basi.
- Powiedziałaś, że było cicho. Byłam ciekawa czy odpowiadał ci ten stan. - Magnatka znów spojrzała przed siebie by nie przeszkadzać Ewie.
- Ja… nie wiem… ja położyłam się spać.- odparła cicho zawstydzona służka nie bardzo rozumiejąc tok myślenia Barbary.
Magnatka uśmiechnęła się tylko i przestała dopytywać. Nie było co męczyć dziewczyny. Gdyby tylko nie przeszkadzała jej tak cisza…
Gdy Ewa skończyła, wstała z łóżka by dać się ubrać.
Dziewczyna służebna z ulgą przyjęła brak kolejnych kłopotliwych pytań i zabrała się z entuzjazmem za odziewanie swojej pani.
- Czy w zamku jest biblioteka? Ogród? - Magnatka przyglądała się Ewie, gdy ta sznurowała jej gorset.
- Tak. Ogrody dwa… jeden do spacerów, drugi warzywny.- odparła pospiesznie służka zawstydzona tym zainteresowaniem swojej pani.
- Będę chciała je zobaczyć. Zaprowadzisz mnie? - Basia uśmiechnęła się ciepło. - Po śniadaniu, oczywiście.
- Oczywiście.- rzekła pospiesznie Ewa.
Magnatka pozwoliła się do końca ubrać i ruszyła za służącą w kierunku jadalni.


Ogród zamkowy był dość mały, ale [ulr=http://d-art.ppstatic.pl/kadry/k/r/f2/27/503e86fa32802_o_full.jpg]piękny.[/url] I dobrze utrzymany. Było przyjemnie po nim wędrować, zwłaszcza po posiłku. Dość obfitym i bardzo smacznym. Tutejszy kucharz znał i serwował potrawy francuskiej kuchni. Więc Basia odkrywała nowe smaki, jak i fakt… że posiłki były zbyt duże jak dla niej. Ledwo w siebie wcisnęła połowę z nich. Dlatego spacer po jedzeniu w towarzystwie Ewy był przyjemnością.
Magnatka ucieszyła się widząc choć ten niewielki skrawek zielonego terenu. Zdjęła z twarzy woal, który nałożyła na wędrówki po zamkowych komnatach i biorąc głęboki wdech zaciągnęła się zapachem kwiatów. Brakowało jej kwitnących drzew i nieco swobody w układzie roślin, ale wiedziała że wygląd pałacowych ogrodów jest zgodny z obowiązującą modą.
- Kto zajmuje się zielenią na zamku? - Spytała nie odrywając oczu od zieleni.
- Maestro Giotti i jego pomocnicy.- wyjaśniła Ewa. Przybył tu aż z Rzymu, gdzie Ojciec święty mieszka.
- Z chęcią go poznam. - Basia uśmiechnęła się do służącej. - A gdzie jest ogród warzywny?
- Z drugiej strony zamku. Jest mniejszy i ukryty, co by nie rzucać się w oczy. Trzeba przez kuchnię przejść. - odpowiedziała Ewka.
- Zaprowadź mnie tam… - Magnatka zawahała się. - chyba, że gdzieś w pobliżu można znaleźć Maestro Giottiego.
- Możliwe że nadzoruje tu gdzieś prace ogrodników. - odparła służka i poprowadziła Basię w głąb ogrodów. Gdzie wkrótce obie posłyszały gniewne pokrzykiwania po włosku. I pokryte potem nagie plecy jednego z pomocników przekopującego grządki pod nowe sadzonki.
Wzrok magnatki przesunął się po umięśnionym, lśniącym ciele. Z trudem powstrzymała uśmiech i ciekawość. Bo czy mężczyźni też byli dobierani przez Cosette? Odetchnęła i odezwała się na tyle głośno by przebić się przez okrzyki Włocha.
- Maestro! - Spokojnie zaczekała dając mężczyźnie czas na reakcję.
- Co tam?!- po tym krzyku padła wiązanka włoskich słów, sądząc po tonie przekleństw i wulgarnych wyrażeń. Po czym zjawił się sam Maestro, w przeciwieństwie młodych umięśnionych parobków… człek posunięty w latach i z rzednącymi siwymi włosami, acz gładko ogoloną twarzą. Widok Basi go zaskoczył na moment, po czym skłonił się pytając po francusku.- W czym mogę pomóc… signorina.
- Chciałam pochwalić Pańską pracę, ale widzę, że przeszkadzam. - Magnatka uśmiechnęła się delikatnie obserwując starszego mężczyznę.
- Musimy przygotować tę część ogrodu na następny sezon signora.- stwierdził dobrodusznie maestro Giotti.
- Rozumiem. - Basia rozejrzała się po okolicy, o której mówił mężczyzna. - Chciałam tylko zdradzić, że mam wielką słabość do kwitnących krzewów i drzew. Chciałabym mieć w swej komnacie zawsze świeże kwiaty.
- Oczywiście.- odparł Włoch i zerknął za siebie na swój ogród.- Świeże kwiaty, tak?
- Tak. - Magnatka spojrzała, podążając za jego wzrokiem.
Mina Włocha nieco się skrzywiła w niechętnym grymasie. Najwyraźniej wycinanie kwiatków z JEGO ogrodu, by napełnić nimi wazony w jakiejś komnacie niespecjalnie mu się uśmiechało. Niemniej nie mógł się sprzeciwić dziedziczce.- Oczywiście signora.
Barbara musiała przyznać, że zirytowanie Włocha sprawiło jej nawet nieco satysfakcji.
- Dziękuję, to wspaniałomyślne z pańskiej strony, Maestro. - Pozwoliła sobie na nieco szerszy uśmiech.
- Oczywiście że… - sarknął mężczyzna, ale szybko się opamiętał.- Wszystko dla naszej nowej dziedziczki nieprawdaż?
- Owszem. - Basia bez skrupułów pozwoliła sobie na taką uwagę. Starszy mężczyzna szczerze ją irytował. Zerknęła na pracujących dla niego chłopaków, ciekawa czy któryś mógłby zastąpić nadętego Maestro.
Kilku z nich których szlachcianka dojrzała było młodych lub w sile wieku. Muskularnych i pracowitych, ale… byli to chyba chłopi, którzy robili za siłę roboczą ogrodnika. On był tu przywódcą i architektem zieleni. Nikt z nich nie mógł go zastąpić.
- Dziękuję za chwilę pańskiego czasu. - barbara obróciła się i ruszyła w kierunku zamku. Dopiero gdy odeszły kawałek z Ewą poprosiła służącą, by ta zaprowadziła ją do kolejnego ogrodu.
Najpierw była kuchnia… głośna i parna. I pełna krzyków. W kuchni rządziło małżeństwo kucharzy. Spolszczony Francuz i jego pulchna polska żona. Przekrzykiwali się i dogryzali podczas przygotowania posiłków. I poganiali kuchcików. Basia z Efcią przemknęły się bokiem trzymając ściany. Ogródek warzyw, był znacznie mniejszy… ale pełen roślin. Nie tylko warzyw, ale też i ziół. Pomiędzy nimi krzątał się opiekun tego miejsca.
Magnatka poczuła się dużo lepiej w tym miejscu. Bardziej kojarzyło się jej ono z tym co miała w domu i już odruchowo rozejrzała się za miejscem, w którym można by przysiąść z książką.
Na szczęście były tu ławki,drewniane i proste… a nawet prymitywna altanka. Oczywiście wszystko za proste i za twarde na magnacki tyłeczek. Ale pupa Basi była z szlachty zagrodowej.
- Czy poprosiłabyś w kuchni o nieco chłodnego wina dla mnie? - Zwróciła się do Ewy, a gdy ta zniknęła za drzwiami, zbliżyła się do opiekuna warzywnego ogrodu. - Dzień dobry.
Ewka dygnęła pospiesznie i ruszyła do kuchni zostawiając Basię samą. W końcu wiedziała co ma robić i nie musiała zapewniać swojej pani, że zadanie wykona.
Ogrodnik spojrzał na Basię i skłonił się ściągając nakrycie głowy ze swojej łysiejącej czupryny.
- Dobry dzień dobrodziejko. Szczęść Boże na cały dzień.- wydukał gnąć się w pokłonach.
- Dzień dobry. Czy pokażesz mi co hodujesz w swym ogrodzie? - Uśmiechnęła się życzliwie do mężczyzny.
- Eeeee? Tak. Oczywiście. Co tylko panienka zechce.- odparł ogrodnik i wskazywał kolejne grządki z warzywami i ziołami mówiąc co na nich rośnie.
Basia szła powoli ciesząc się swojskim widokiem i czekając aż Ewa przyniesie jej wino.
Przemierzyli trzy rządki i podziwiali wczesne dynie, gdy służka wróciła ze srebrnym kielichem wypełnionym czerwonym płynem i podała go Basi.
- Dziękuję, że poświęciłeś mi czas. - Magnatka podeszła do altany i upiła nieco wina. Uśmiechnęła się do Ewy. - Rozmasujesz mi stopy.
- Tak pani. - odparła wstydliwie Ewa podążając za Basią i czekając aż ta wygodnie usiądzie. - Pan Michał… posłał sługę, by zaprosić na rozmowę do siebie.
- Dobrze. - Magnatka usiadła wygodnie na drewnianej ławie.
Ewa usiadła przed szlachcianką i zabrała się za wykonanie zadania zleconego mu przez magnatkę. Pozbawiła Basię prawego trzewika i zabrała się za masaż jej stopy.
- Jesteś cudowna. - Basia odchyliła się i przymknęła oczy.
- Gdzież tam.- speszyła się służka słysząc ten komplement.
- Udo też. - Magnatka zamruczała z zadowoleniem.
- Udo? - speszyła się służka i rozejrzała nerwowo.- Ktoś mógłby podejrzeć.
- Jesteśmy w altanie, a ja mam suknię. - Basia zerknęła w stronę ogrodu i kuchni. - Nie każmy Michałowi czekać.
- Ale… udo…?- pisnęła zawstydzona Ewka sięgając pod suknię i wodząc palcami po łydce Basi, sięgając czasem nawet do kolana. I podwijając strój magnatki przy okazji.
- Tak. - Magnatka zamruczała z zadowolenia.
- Ależ… pani.- pisnęła zawstydzona dziewczyna sięgając palcami wyżej, do uda. I pieszcząc je powolnymi muśnięciami palców.
- Wspaniale. - Wyszeptała rozpalonym głosem.
- Cieszy mnie twoja pochwała.- wymruczała wstydliwie Ewa skupiając się na masowaniu uda szlachcianki.
- Wystarczy. - Barbara niechętnie przerwała zabawę. Była jednak ciekawa czemu Michał jej szukał. Cierpliwie zaczekała aż służąca zasznuruje jej trzewik.
Po jednej nodze, Ewa rozwiązała trzewiczek drugiej i zabrała się za masaż lewej stopy.
Magnatka zamruczała z zadowolenia i ponownie przymknęła oczy. A jej służka skupiła się na masażu drugiej stopy Basi powoli i z pietyzmem zajmując się swoim zadaniem.
Blondynka oddychała coraz ciężej. Lubiła delikatny dotyk Ewy. To jak przynosił jej ulgę.
Potem palce rudowłosej zajęły się za rozmasowywanie łydki. Również powoli i bez pośpiechu. Co prawda podciągnęła nieco suknie Basi przy tym zadaniu, ale nie na tyle wysoko, by można było to uznać za nieprzyzwoite.
- Nie męczy cię to? - Basia upiła nieco wina spoglądając na służącą.
- To przyjemne. Dotykać tak zachwycającego ciała.- wymruczała z nutką pożądania w głosie Ewa uśmiechając się lekko.
- Nie masz ochoty na więcej? - Magnatka odstawiła na bok kielich z resztką wina i zerkając w stronę kuchni uniosła mocniej suknię.
- Nie tu… ktoś mógłby…- speszyła się Ewa i rozglądając nerwowo na boki czerwieniła coraz bardziej.- Nie wypada.
- Jak uważasz. - Basia odpuściła, ale nie opuściła swojej sukni, ukazując służącej dużo więcej niż powinna. A Ewka nie mogła oprzeć się pokusie zaglądając pod suknię swojej pani. Niemniej nie zaniedbała swojego obowiązku posłusznie masując łydkę szlachcianki. Już w ciszy magnatka zaczekała, aż służąca skończy masaż. Przez dłuższa chwilę cieszyła się dotykiem kochanki, jednak gdy Ewa znów dotarła do jej uda, przerwała.

Powoli dopiła, teraz już ciepłe, wino spoglądając przy tym na warzywny ogród. Czuła, że polubi to miejsce. Może powinna zarządzić przygotowanie bardziej odpowiedniej altany i uporządkowanie ścieżek? Podniosła się z drewnianej ławy i kazała Ewie zaprowadzić do miejsca gdzie oczekiwał jej Michał.


Stary szlachcic czekał na nią w korytarzu zamkowym, długim i szerokim. Pełnił on rolę galerii obrazów przedstawiających licznych antenatów rodu Żmigrodzkich. A że ród wywodził się od starożytnych sarmatów, najstarsze obrazy były bardziej wytworem fantazji niż prawdziwymi malunkami. Pan Michał przerwał podziwianie obrazów i skłonił się szlachciance do pasa.
- Całuję rączki waćpani.
- Witaj. Jak ci mija dzień? - Barbara podeszła do szlachcica i spojrzała na obrazy, którym się przyglądał.
- Pracowicie. Pogrzeb odbędzie się jutro o zmierzchu. Szlachta miejscowa zjedzie na niego.- odparł uprzejmie Michał i spytał się.- A jak waćpani się rodowe gniazdo podoba?
- To bardzo bogate i obszerne miejsce. - Basia zaplotła dłonie układając je na swym łonie. - Dziękuję, że organizujecie z Cosette ten pogrzeb.
- To nasza powinność.- odparł szlachcic uśmiechając się czule, po czym zgromił wzrokiem Ewkę dodając.- Oddal się i nie waż podsłuchiwać. To nie rozmowa na twoje uszy.
Służka dygnęła nerwowo i szybko zaczęło się oddalać.
Magnatka nie zareagowała na to. W ciszy czekała aż Ewa się oddali, a Michał powie to co chciał.
- Ten zamek ma wiele zakamarków i wiele sekretów znanych nielicznym. Nawet ja nie posiadam kluczy do ich wszystkich. Jest jednak taki który i ty poznać powinnaś.- rzekł Michał gdy zostali sami.
- Cosette wspomniała, że jest też kilka pomieszczeń, do których tylko ty masz dostęp. - Magnatka spojrzała na Michała z zaciekawieniem.
- I do kilku sekretów też.- potwierdził szlachcic.- Cosette zaś nie powinna się dowiedzieć tego, co ci pokażę wieczorem.
- Rozumiem. - Basia niezbyt chciała mieć sekrety przed kochanką, ale wiedziała, że prędzej czy później będzie to konieczne. - Czy wszystko chciałbyś mi pokazać wieczorem, czy też pokażesz mi coś teraz?
- Inne sekrety nie są aż tak ważne. - szlachcic sięgnął pod pas wyjmując mosiężny klucz.- Do skarbczyka. Teraz jest twój.
- Och…- Magnatka przyjęła klucz i zmieszała się. - Nawet nie wiem gdzie on jest.
- Zaprowadzę cię tam pani.- odparł z uśmiechem pan Michał podając ramię Basi.
Blondynka ujęła podaną rękę.
- Co planujesz uczynić z jeńcami, przechwyconymi podczas tamtego napadu? - Magnatka idąc obok szlachcica, starała się zapamiętać drogę.
- No tak? Na razie siedzą w loszku o chlebie i wodzie. Możnaby ich oddać staroście do powieszenia jako bandytów. - zadumał się stary szlachcic zakłopotany jej pytaniem.
Magnatka zamyśliła się. Utrzymywanie tej bandy to pewnie nie był duży koszt… a ona nadal była ciekawa jacy ludzie walczą przeciwko jej swobodzie.
- Pozostawiam to tobie. Jak dla mnie każdy powinien odpracować swe winy...choćby miał pogłębiać fosę. - Wzruszyła ramionami.
- Będą protestować, machać pierścieniami herbowymi… jeśli ich nie przepili. O ile je mieli. Ale parę batów na grzbiet zagoni ich do roboty.- ocenił Michał.
- Jeśli uważasz, że możesz zmusić ich do pracy to to zrób. - Głos Basi nabrał stanowczości. Pamiętała nazbyt dobrze swego ojca nieroba. - Wybierz też stronę, z której wylewana jest zawartość latryn i pomyje z kuchni.
- Zgodnie z twoją wolą.- odparł szlachcic, a kierowali się do sypialni jej małżonka.
- Józef trzymał pieniądze blisko siebie. - Basia zmieszała się. Mogła to przewidzieć. Może… powinna jednak skorzystać z pokoi po mężu.
- Duży skarbiec przyciągałby zbyt wielką uwagę… i za bardzo kusił.- wyjaśnił szlachcic.
- Rozsądne. Ile osób o nim wie? - Magnatka skupiła się na zapamiętywaniu drogi.
- Ty. Ja. I jeszcze ktoś. Poznasz wieczorem.- odparł enigmatycznie Michał, gdy już weszli do komnaty. Zamknął za nimi drzwi. I podszedł do kolumienki przy biblioteczce. Komnata sypialna pana domu była równie duża i równie pięknie wyposażona, jak ta w której Basia przespała ostatnią noc. Bez problemu szlachcic odsunął biblioteczkę od ściany, bo była na zawiasach niczym drzwi. A za nią. Były kolejne drzwi, tym razem z zamkiem.
- Jest… ktoś kogo nie mogłabym poznać teraz? - Magnatka podeszła do nich i wsunęła klucz do zamka.
Ten wszedł gładko w dziurę, gdy szlachcic mruknął tylko speszony.- Dowie się waćpani wieczorem. Gdy wszyscy posną. I zrozumie waćpani wtedy.
- Jeśli… to konieczne. - Barbara otworzyła zamek i weszła do pomieszczenia.
W środku było rozczarowująco. Żadnej góry monet. Żadnych złotych skarbów. Żadnych worków z klejnotami. Ot mały pokoik wypełniony kredensami pełnymi szufladek. Michał podał Basi palący się świecznik, by mogła się rozejrzeć. Sam progu jednak nie przekroczył. Magnatka podeszła do jednego z kredensów i ustawiwszy na nim świecznik wysunęła jedną z szuflad. W środku były sakiewki z monetami i dokumenty po łacinie. Akty własności wsi, akty najmu karczm, weksle. I wiele innych dokumentów, których treści nie dało się zrozumieć przy tak skąpym źródle światła.
Basia zajrzała do jeszcze kilku szuflad spodziewając się w nich podobne zawartości. Nie znała się na interesach, ale wiedziała, że wieś jest dużo więcej warta niż sporej wielkości kuferek ze złotem. I znajdowała tam zarówno dokumenty, jak i mieszki z monetami. Ba nawet kilka klejnotów w pierścieniach i koliach. Przeważały jednak mieszki i papiery. I była jeszcze skrzynia ukryta kącie. Ta jednak była zamknięta na głucho i obita metalowymi klamrami.
- A gdzie jest do niej klucz? - Obejrzała się na Michała, zamykając ostatnią szufladę.
- Nie wiem waćpani. - przyznał ze szczerością w głosie Michał.
- Józef nie miał go przy sobie? - Barbara przyklęknęła przy skrzyni i przesunęła palcem po zamku.
- Nie pani.- odparł szlachcic przyglądając się Basi z góry. Niemal czuła jego gorące spojrzenie na swojej szyi i ramionach.
Magnatka poczuła jak dreszcz przebiegł jej ciało. Spojrzała ku górze, wiedząc, że eksponuje swój dekolt na wzrok mężczyzny. - Poszukam go.
- Tak. Oczywiście… powinnaś.- mruknął, a może westchnął stary szlachic kuszony dwiema krągłościami ściśniętymi gorsetem.
Basia obróciła się i usiadła na skrzyni i uderzyła w nią dłonią.
- Inaczej… pewnie trzeba będzie się z nią brutalniej obejść. - Mruknęła, starając się ukryć rumieniec na twarzy.
- To stary kuferek podróżny, solidny dąb i mocne okucia. Nie będzie łatwo się do niego dobrać.- odetchnął ciężko Michał przyglądając się z góry jasnowłosej.
- Tak… do niektórych rzeczy ciężko się dobrać. - Magnatka spoglądała na mężczyznę z dołu. Była ciekawa czy szlachcic sobie poradzi ze swą chucią. Jak bardzo jej pragnął? Przesunęła dłonią po szyi starając się ukryć nerwowe przełknięcie śliny.
Niestety kontusz ukrywał ewentualną ekscytację starego szlachcica. Ale nie pożądliwie patrzące oczy i dłoń nerwowo głaszcząca brodę.
- Tak… oczywiście…- mruknął cicho. - Do niektórych… tak. Do innych… Waćpani nie powinna się przejmować tym kuferkiem. Pewnie zawiera złoto na czarną godzinę. A jak waćpani widzi skarbczyk pani męża jeszcze pusty nie jest.
- To prawda. Ja jednak chciałabym poznać każdy zakamarek tego zamku. - Basia uśmiechnęła się nieco dwuznacznie. - Nie będziesz miał ze mną spokoju, Michale.
- Doprawdy? A jakież to zakamarki budzą waćpani ciekawość?- zapytał żartobliwie szlachcic.
- Na przykład… co w tej chwili skrywa twój kontusz. - Basia przyznała się szczerze do swej ciekawości. Tak bardzo chciała wiedzieć jak mocno reaguje na nią szlachcic.
- Co? - zapytał zaskoczony szlachcic i podkręcił wąsa żartując. - Źlem chyba poczynił oddając cię pod opiekę Cosette. Te bezpruderyjna Francuzka źle wpływa na skromność waćpani. A co do kontusza, to winna waćpani sama… zaspokoić swą ciekawość.
- Ona twierdzi, że nigdy nie byłam skromna. - Magnatka sięgnęła do pasa szlachcica trzymającego kontusz w ryzach - Jesteś pewien, że chcesz bym to robiła?
- Śliczna panienka wodząca paluszkami po moim ciele? - zaśmiał się Michał spoglądając na biust Basi.- Tylko jej naga kibić uczyniła by tą sytuację bardziej… urokliwą.
- Tym już sam musiałbyś się zająć. - Barbara pociągnęła za pas, rozwiązując go i uwalniając kontusz. Jej wzrok od razu powędrowała w stronę odsłoniętego w ten sposób, okrytego spodniami, krocza.
- Nie godzi się… by stary kozioł dobierał się do młodej sarenki.- zażartował mężczyzna, podczas gdy Basia palcami badała wyraźną wypukłość.
- Poza tym… ty siedzisz. - przypomniał jej Michał.
- A ty mógłbyś klęknąć. - Magnatka jedną dłonią rozsznurowała spodnie mężczyzny, pozwalając im opaść w dół. - A co do dobierania się… niezbyt protestowałeś w karczmie, czy pamięć mi coś miesza?
- Waćpani igrasz teraz z ogniem… -odezwał się żartobliwie Michał, gdy dziewczyna ujrzała znajomą męskość w pełni okazałości i gotową do użycia.
- Tak się do niego zwracasz? - Barbara przesunęła palcami po uniesionym czubie, drażniąc go delikatnie.
-Nie… do waćpani. Jesteśmy tu sami. Nikt mi nie przeszkodzi przycisnąć waćpanią do ściany, zadrzeć spódnicę… posiąść.- mruknął chrapliwym od żądzy głosem.
- Coś czuję, że ja tu mogę być co najwyżej niewielkim płomykiem. - Magnatka objęła męskość szlachcica palcami i poruszyła całą dłonią. - Co byś zrobił gdybym powiedziała nie? Gdybym ci kazała tak stać by sobie popatrzeć?
- Waćpani jest tu magnatką, a mnie staremu… - jęknął Michał czując palce na swojej dumie.-... niewiele potrzeba od życia.
- Klęknij. - Basia puściła męskość kochanka. Uniosła spódnicę, odsłaniając swoje rozchylone nogi i rozcięcie w bieliźnie. - Klęknij i mnie weź.
Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Micha upadł na kolana pochwycił kark jasnowłosej przyciągając jej twarz do swojej i pocałował zachłannie. Jego oręż szybko znalazł drogę i pokonał bramę przeszywając ciało Basi gwałtownym sztychem.
Magnatka ujęła twarz mężczyzny w dłonie, odpowiadając na pocałunki i starając się stłumić własne jęki. Objęła mężczyznę nogami by nie spaść z kuferka przy kolejnych atakach.
Poczuła jak druga dłoń kochanka chwytają drapieżnie za pierś ściskając wraz z gorsetem. Szlachcic mocnym ruchami bioder napierał na ciało Basi, tak że młoda magnatka czuła obecność kochanka przyszpilającą ją do kuferka i ściany przy każdym pchnięciu. Stary szlachcic bynajmniej nie wyszedł z wprawy.
Magnatka czuła, że po masażu Ewy szybko dojdzie. Zbyt rozpalona była pieszczotami kochanki, zbyt bardzo lubiła to jak Michał ją wypełniał. Czy znów dojdzie w niej? To pytanie było ostatnią myślą nim jęknęła głośno, wyginając ciało z rozkoszy.
Michałowi też nie wiele brakowało. Całował namiętnie jej usta i szyję i dekolt. Napierał biodrami co chwila przeszywając jej ciało silnymi ruchami, nim… zadrżał oddając swój trybut wprost do jej kwiatu kobiecości.
Basia jęknęła raz jeszcze czując jak wypełnia ją znajome ciepło.
- Ty zachłanny. - Wymruczała, opierając czoło o ramię kochanka.
- Ja…? To waćpani… mnie uwiodła.- wydyszał cicho pan Michał.
- A ty robisz wszystko bym nosiła twoje dziecko. - Barbara jeszcze raz ucałowała mężczyznę.
- Wybacz waćpani… nie mogłem w tej pozycji… cofnąć się. - odparł zakłopotany szlachcic.
- Cóż… jak powiedziałeś. To ja cię uwiodłam. - Barbara odchyliła się i rozejrzała po skarbczyku. - Nie kłopocz się tym.
- Tak pani. Nie będę.- starzec wstał powoli i zaczął nieśpiesznie porządkować garderobę.- Choć wygodniej by nam było w twoim łożu. I bez strojów.
- Nie chciałeś mi jeszcze czegoś pokazać? - Magnatka poprawiła swoją suknię i zabrała się za porządkowanie włosów.
- Niczego tajnego już nie wiem. Może waćpani znajdzie coś jeszcze w dokumentach męża, ale poza tym… to nie.- wyjaśnił zakłopotany szlachcic, bo to wspomnienie o łóżku mogłoby sugerować chęć dalszej kontynuacji figli.
Basia podniosła się ze skrzyni i otrzepała suknię z kurzu.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-09-2019, 19:50   #22
 
Aiko's Avatar
 
- Wobec tego… - Uśmiechnęła się starając się udać niewinność - może odprowadzisz mnie do mojej sypialni?
- Tak moja pani.- stary szlachcic podał jej swą dłoń.
Magnatka przysunęła się na chwilę do jego ucha nim opuścili skarbczyk.
- A potem do łoża?
- A potem… co?- zapytał zaskoczony pan Michał stając we wrotach wraz ze szlachcianką. I wpatrywał się w jej oblicze nie wiedząc jak odpowiedzieć na jej… żarcik?
Basia zaśmiała się i ruszyła w kierunku swoich komnat. Chyba lubiła wprawiać Michała w zakłopotanie.
- Nieistotne. - Uśmiechnęła się ciepło do kochanka.
- Acha…- trudno było powiedzieć czy szlachcic odetchnął z ulgą czy zawodem w głosie.
Magnatka dała się zaprowadzić do sypialni zamykając uprzednio skarbczyk na klucz.
- Czy w zamku jest biblioteka? - Spytała po raz kolejny dokładnie oglądając wiszące na korytarzu ozdoby. Była ciekawa ile czasu minie nim oswoi się z tym wszystkim.
- Tak. Oczywiście że jest. Cosette ją rozbudowuje od czasu do czasu. Józef nie miał głowy do ksiąg. - wyjaśnił pan Michał.
- Cosette wspominała że są też pomieszczenia za które tylko ty jesteś odpowiedzialny. - Basia uśmiechnęła się do mężczyzny pozwalając by na chwilę jej pierś otarła się o jego ramię.
- Poznałaś jedno miejsce teraz, poznasz kolejne wkrótce.- odparł enigmatycznie szlachcic.
- Dobrze… Mścisław jest pod twym dowództwem? - Barbara podeszła do drzwi swojego pokoju i otworzyła je. - Wejdziesz?
- Jeśli waćpani sobie życzy.- odparł szlachcic, a jego dłonie opadły na biodra magnatki.- I jeśli waćpani… ma jakieś życzenia.
- Mówiłeś, że na łóżku byłoby nam wygodniej. - Magnatka uśmiechnęła się. - Byłam ciekawa co miałeś na myśli.
- Waćpani głupiutką gąską nie jest. Waćpani wie. - teraz jego dłonie zsunęły się z bioder na pośladki. Oddychając ciężko ściskał te krągłości, raz mocniej raz delikatniej.
- Dalsze igraszki. - Barbara obróciła się przodem do niego o zaplotła mu dłonie za szyją. - Jestem jednak ciekawa jakie dokładnie. - Przysunęła usta do jego ucha, ocierając się policzkiem o brodę szlachcica. - Jak chcesz mnie wziąć?
- Na łóżku… golutką…. Obawiam się waćpani, że choć nie jedną dziochłę porwałem na sianko, to nie jestem zbyt pomysłowy. Pewnikiem Cosette opowiadała ci wiele o swoich… akrobcyjach łóżkowych. Ale ja… za stary na nie jestem.- kopnięciem zamknął drzwi za nimi, jego dłonie wróciły na jej pupę ściskając ją zaborczo. Sam mężczyzna całował jej usta i szyję.
- Więc zamknij drzwi na klucz a ja rozwiążę gorset, dobrze? - Barbara zabrała dłonie z szyi kochanka i sięgnęła do tyłu by rozsznurować swoją garderobę.
- Tak…- mruknął szlachcic podchodząc do drzwi i zamykając komnatę Basi. Po czym zaczął rozluźniać pas z szablą, oplatający mu kontusz. I zerknął za siebie.
- A Mścisław… cóż… wierny jest, ale też i dość kochliwy. - zaśmiał się cicho. - Te wszystkie blizny, to przez kobiety otrzymał. Żadna z nich nie została zadana w bitwie, choć brał w wielu z nich udział. Wszystkie przez pojedynki o niewiasty… lub podczas ucieczek z ich alkow.
Basia zaśmiała się i pozwoliła sukni opaść na ziemię. Obejrzała się ponad ramieniem na kochanka, stojąc jedynie w koszuli i bieliźnie.
- Niezbyt to dobrze świadczy o jego przydatności jako przywódcy. - Rozplotła wstążkę przytrzymującą koszulę i także tej części garderoby pozwoliła opaść na ziemię.
- Dlatego służy pode mną. I dlatego został kapitanem straży. Czeszka go trzyma na uwięzi, odsłaniając to co ma pod halką.- wyjaśnił Michał z uśmiechem zrzucając kontusz. - Kiedyś robiły to razem, ale coś… Cosette pokłóciła się z Libenką i ich współpraca się skończyła. Teraz biedak nadskakuje obu.
- Jestem ciekawa co między nimi się wydarzyło. - Basia opuściła pantalony i zupełnie naga rozplotła włosy, pozwalając im opaść na plecy.
-...- szlachcic nie odpowiedział wodząc rozpalonym wzrokiem po nagim ciele Basi bezwstydnie mu prezentowanym w blasku dnia. Tu nie było mroków nocy, rozświetlanych pochodniami. Tu nie było cieni mogących ukryć cokolwiek. Magnatka stała przed nim naga, prezentując wszelkie sekrety swojego ciała.
- Co waćpani mówiła? -wydukał w końcu z siebie budząc się z tego stanu skamienienia, jakie jej widok wywołał.
Basia spoglądała na niego ponad ramieniem, pozwalając by część jej ciała nadal była dla niego skryta.
- To chyba nieistotne teraz, prawda? - Zgarnęła włosy, przekładając je ponad ramieniem i odsłaniając przed szlachcicem swoje pośladki.
- Tak… zdecydowanie.- pan Michał zrzucał szaty odsłaniając ciało, które mogło budzić zazdrość lata temu. Mały brzuszek i nieco sflaczałe ciało świadczyło o minionej chwale. Różnica była dla Basi wyrazista po posmakowaniu szkockiego kochanka Francuzki. Niemniej najważniejszy organ sflaczały nie był. Sterczał dumnie, tak duży jak go poczuła kilka chwil wcześniej.
Magnatka przyglądała się kochankowi uważnie. Oto mężczyzna, który pozbawił ją wianka, który już parę razy sprawił jej tyle przyjemności. Czekała. Chciała by to on do niej przyszedł.
I to akurat życzenie się spełniało. Nagi mężczyzna z wyraźną i paskudną blizną ciągnącą sie po udzie zblizał się ku niej. Blizną od szabli, dość starą.
- Od czego to rana? - Basia stanęła nieco bokiem by kochanek mógł zobaczyć fragment jej piersi, palcem wskazała na bliznę, która ją zaciekawiła.
- Walczyłem z Tatarami na stepach Ukrainy. Wtedy mnie jeden usiekł. -wyjaśnił Michał zerkając na bliznę.
- Wygląda jakby prawie odciął ci nogę. - Magnatka stanęła przodem do kochanka, nogami niemal opierając się o łoże.
- Tak… - ta odpowiedź chyba nie dotyczyła słów Basi. Szlachcic podszedł do niej. Chropowatymi palcami chwycił jej nagie piersi masując je i całując jej usta. Męskość jego ocierała się prowokacyjnie o jej podbrzusze. Ale on nie zdawał sobie z tego sprawy.
Basia przymknęła oczy i zamruczała z rozkoszy. Uwielbiała szorstkość Michała, finezyjne zabawy Cosette. Nagle zaczęła się obawiać, że tak naprawdę po prostu uwielbiała namiętne igraszki i to po tylu latach, gdy nawet się nad nimi nie zastanawiała. Gdy mężczyźni raczej ją odpychali niż pociągali.
- Może się… położysz waćpani…- zaproponował jej kochanek nadal nie mogąc oderwać dłoni od jej biustu i ust od obojczyków. Jego broda łaskotała skórę jasnowłosej.
- Yhym. - Barbara bardziej opadła niż ułożyła się na łożu, co Cosette na pewno by zganiła. Czuła wilgoć zbierającą się między nogami, ale nie rozchyliła ich, czekając na ruch Michała.
Szlachcic oczywiście to zrobił. Chwycił za jej uda, rozchylił je władczo.Twardy oręż zagłębił się w ciele magnatki, powoli ale stanowczo. Głęboko. Dysząc z pożądania Michał docisnął swoje ciało do leżącej kochanki. Magnatka jęknęła głośno. Czuła się uwięziona pomiędzy kochankiem, a miękką pościelą, jednak nie było to niekomfortowe. Zarzuciła ręce na ramiona Michała, odrzucając głowę do tyłu.
Usta mężczyzny wędrowały po piersiach jasnowłosej i obojczykach, broda łaskotała skórę. Niemniej Basia wiła czując ten żar promieniujący z podbrzusza. Jej kochanek może był już nieco podstarzały, ale siłę miał. I magnatka czuła tą siłę, przeszywającą jej łono. Mocne silne ruchy, twarda obecność… raz po raz.
Magnatka nie była w stanie zapanować nad swym głosem. Pojękiwała z rozkoszy czując jak przyjemne dreszcze przeszywają jej ciało. Była tak blisko. Wystarczy jeden.. może dwa sztychy. I po tym względem stary szlachcic jeszcze walczyć potrafił, mocne silne ruchy jego miecza przeszyły zmysły szlachcianki, a potem… doszła do tego fanfara z armatki.
Basia nie miała sił zaprotestować. Wiedziała jednak, że to nie była kwestia pozycji.. Michał po prostu lubił w niej dochodzić. Wygięła się z rozkoszy, czując jak jej ciało przeszywa silny dreszcz.
Jej kochanek ostrożnie zsunął się z niej i położył obok ciężko dysząc. Od czasu do czasu spoglądał z uśmiechem na jasnowłosą, ale nic nie powiedział.
Magnatka położyła się na brzuchu i oparła na przedramionach by spojrzeć na kochanka nieco z góry.
- Nie przeszkadza ci to jak wyuzdana jestem? - Spytała nieco niepewnie.
- Ja już jestem na końcu drogi mego życia waćpani. Raczej wolę skorzystać z tego co Fortuna dała niż narzekać na to.- zaśmiał się pan Michał rozbawiony jej uwagą.
- Nawet to, że twój ewentualny potomek zostanie uznany za pogrobownika Józefa? - Magnatce ciężko było uwierzyć by szlachcic był na końcu czegokolwiek. Miał w sobie tyle sił.
- Nawet to… zresztą przyda się jakiś potomek, jeśli ten cały majątek nie ma zostać rozerwany przez hyeny i sępy. - spojrzał na szlachciankę dodając pragmatycznie. - Bycie wdową to mocna legitymacyja za tym byś ty przejęła cały majątek, ale wdowa z dzieckiem zmarłego męża to już ma pełne prawo do mają do wszystkiego co do męża należało.
- To niesamowite jak łatwo mnie z Cosette zaakceptowaliście. Czemu? Nie lepszy byłby jakiś kuzyn? Ktokolwiek? - Magnatka usiadła na łóżku, górując ponad kochankiem.
Pan Michał spojrzał wprost na dziewczynę pytając żartobliwie. - Kuzyn ze swoimi przyjaciółmi i pochlebcami? Waćpani wie co się dzieje, gdy nowy gospodarz obejmuje stare gospodarstwo? Przepędza precz stare psy. No chyba że własnych nie ma, albo obecne na miejscu bardzo potrzebuje.
Wybrali ją, bo wiedzieli że nie będzie się mogła bez nich obejść.
Basia westchnęła i rozejrzała się po pokoju. Nie lubiła tego miejsca, ale nie lubiła też pokoi Józefa. Tutaj chociaż nie przypominała się jej noc poślubna. Taką była panią. Opiekowali się by by ich nie wyrzuciła, mieszkała w nie swoich komnatach. Wyraźnie posmutniała i odwróciła wzrok od Michała. Mimo wszystko lubiła go, lubiła Cosette. Wiedziała, że mogli obejść się z nią gorzej.
Szlachcic usiadł i spojrzał na Basię mówiąc wprost.- Waćpani dziewczęciem już nie jest, a to wokół to… nie jest świat baśni jakie waćpani niania opowiadała. Ludzie… mają swoje powody i swoje pragnienia by czynić to co czynią… nie ma się co smucić, że samolubni są. Każden człek jest choć trochę samolubnym. Może poza zakonnikami i pustelnikami, choć diabli wiedzą w ich przypadku. Niech waćpani spojrzy tak na to… w zbytki będzie waćpani opływać i mieć przy sobie ludzi, którzy będą wspierać wysiłki waćpani by tak było nadal. Nawet jeśli ich motywy są samolubne, to wasza fortuna ich fortuną.
- Widziałeś jak mieszkałam, gdy przybyłeś do mnie z propozycją od Józefa. Niani nie miałam, a znaczną część życia spędziłam przy zakonie. Może nazbyt przywykłam do postępowania z dobroci serca. - Basia uśmiechnęła się nieco cierpko do swojego kochanka. - Ale nie liczyłam na więcej. Choć ciężko mi się na to cieszyć. Bo czy nie jestem nieco waszą marionetką?
- A jesteś? - zapytał Michał spoglądając na jasnowłosą. - To wszystko dookoła należy do ciebie. Robić możesz co zechcesz. Nie jesteś tu więźniem, a władczynią. Jaka więc z ciebie marionetka Barbaro?
- I co… powiem byś schwytał człowieka, który usiłował mnie porwać, zrobisz to? - Basia westchnęła. - Jaki miałam wpływ na datę pogrzebu męża?
- Niech waćpani nie żartuje! Jeśli nie pogrzebiemy męża waćpani jak najszybciej to grzech będzie… a i śmierdzieć zwłoki zaczną. A co do owego...porywacza, to każę rozpowiedzieć po okolicy że za dostarczenie Stadnickiego hojnie zapłacisz. Wtedy na pewno jakieś rębajły ci rzucą go w powrozach pod nogi. Prędzej lub później. No chyba że sama chcesz na wojnę ze Stadnickimi ruszyć?
- Wiem, że wszystkie wasze decyzje są przemyślane. Chodzi jednak o to, że nawet mnie nie spytano. - Barbara machnęła ręką. - To nieistotne. A co do Stadnickiego… tak.. zaoferuj nagrodę. Nie wyobrażam sobie bym nie mogła w spokoju udać się do własnego lasu na polowanie.
- Dyć jedynie żeśmy uroczystości pogrzebowe urządzili i przysposabiamy cię do nowej roli. Wielkiej Pani. Może i z samolubnych pobudek, ale twojego dobra.- szlachcic pogłaskał dziewczynę po jasnych włosach.- Nasz los od twego losu zależy Barbaro, a z czasem pewnie i od twoich kaprysów.
- Wiem i dlatego ci to mówię, a nie milczę. Bo wam ufam. Tobie i Cosette. - Magnatka nachyliła się i pocałowała mężczyznę w usta. - Na przyszłość jednak pytajcie, to mi pochlebi.
- Oczywiście pani. Będziesz pytana o wszystkie ważne rzeczy, ale od wielu nieważnych drobiazgów, masz nas właśnie.- wyjaśnił Michał popychając nagle magnatkę na łoże. Zaskoczona dziewczyna nie zdołała zareagować, gdy usta starszego mężczyzny przylgnęły do szczytu piersi, a chropowata dłoń poczęła masować drugą.
Magnatka jęknęła zaskoczona, ale poddała się pieszczotom. Jej ciało już po chwili zaczęło reagować na znajomy dotyk, ciepło męskich ust. Do tego to łaskotanie. Chyba polubi mężczyzn z brodami.
Michałowi brakowało wyrafinowania i chyba lubił biust dziedziczki, bo całował i pieścił jej pierści. Lekko ściskał i masował te krągłości, zapominając o reszcie ciała Basi. Magnatka czuła natomiast, że efekty jego pracy zbierają żniwo w innym miejscu. Znów było jej mokro, znów miała na niego chęć. Nie mogąc zebrać sił by coś powiedzieć, po prostu owinęła biodra mężczyzny nogami i lekko docisnęła je do siebie.
Po chwili znów poczuła twardą obecność w sobie. Dłonie zacisnęły się na jej pośladkach i mocne ruchy Michała zaczęły sprawiać, że czuła się przeszywana przez oręż mężczyzny. Znów łoże zaskrzypiało, bardzo wygodne do takich celów.
- T..tak. - Głos Barbary poniósł się po pokoju gdy doszła po raz kolejny za sprawą starszego szlachcica. Czuła niemal bolesne dreszcze przeszywające jej ciało nie była w stanie jednak zaprotestować przeciw kolejnym atakom kochanka. Szlachcic tym razem dłużej sycił się jej ciałem, kolejnymi szturmami podbijając drżące jej po fali rozkoszy ciało. I znów wypełnił swoją żądzą. Basia aż krzyknęła, gdy mężczyzna po raz kolejny zalał jej ciało. Świat nieco zawirował.
- Michale… - Z trudem wydusiła z siebie imię szlachcica, przymykając oczy.
- Tak. Wiem. Nie powinienem sobie na to pozwalać.- odparł potulnie szlachcic.
Basia uśmiechnęła się ciepło.
- Raczej.. chyba potrzebuję się zdrzemnąć. - Pogładziła czule brodę kochanka. - A potem coś zjeść.
- Każę Cosette coś przygotować na tę okazję. - odparł szlachcic zabierając się za ubieranie.
- Dziękuję. - Magnatka przyglądała się ciału starszego mężczyzny znikającemu pod ubraniem. - Przykryjesz mnie? - Spytała nieco dziecinnie.
- Tak… oczywiście waćpani.- odparł czule mężczyzna podchodząc do łoża.
Basia przewróciła się na plecy jeszcze raz pokazując kochankowi swoje ciało i uśmiechając się do niego.
- Waćpani… kusisz los.- pogroził żartobliwie szlachcic zakrywając jej nagość kołdrą.
- Nie los tylko ciebie. - Barbara dotknęła smukłym palcem swego czoła. - I całus na dobranoc.
- Dobrze…- odparł szlachcic całując usta jasnowłosej, nie szczędząc przy tym jej krągłej piersi pieszczot dłonią… choć tylko przez kołderkę.
Basia zaśmiała się podczas pocałunku.
- Już, już. - Pogładziła kochanka po włosach.
- Wypoczywaj waćpani.- rzekł na pożegnanie szlachcic i opuścił komnatę Basi.
Magnatka wtuliła głowę w poduszkę i pozwoliła, zmęczonemu igraszkami, ciału odpocząć.


- No proszę. Już się z ciebie wielka pani zrobiła. Dzień przesypiasz.- usłyszała po otrzymaniu klapsa w pośladek. Nie takiej pobudki Basia oczekiwała.
- Ajć. - Magnatka podniosła się opierając na dłoniach i obejrzała na Cosette. - Słucham jedynie twych rad.

Ochmistrzyni była już w sukniach “roboczych”, co jednak nie zmieniało faktu że nawet codzienne odzienie kobiety było pełne szyku i elegancji.
- No tak. I akurat tych, co? - zapytała ironicznie Cosette i oznajmiła.- Posiłek już gotowy.
- Staram się jakoś oswoić. - Basia usiadła na łóżku i przeciągnęła się. - Michał mnie nieco wymęczył.
- Mhmm… czyżbyś się w nim rozsmakowała?- zapytała Francuzka siadając obok.
- Z pewnością on we mnie… chciałam z nim porozmawiać… trochę nie spodziewałam się. - Basia westchnęła i oparła czoło o ramię kochanki. - Sprawia mi dużo rozkoszy.
- I spodziewasz się, że w to uwierzę? Michał nie jest gorącym młodzikiem, który myśli ptaszkiem w spodniach. Musiałaś go zaprosić ku sobie. - stwierdziła ze śmiechem Cosette.- Kogo ty chcesz wywieść w pole?
- A jednak w skarbczyku nie mógł oderwać ode mnie wzroku, choć jedynie przeglądałam jego zawartość. - Basia podniosła wzrok na ochmistrzynię. - Jeśli sam mój wygląd zaprasza ku mnie to czuje się winna.
- Jesteś młoda i ładna... - przypomniała jej kochanka. - I nie masz już tych workowych sukni. Ani właściwie żadnej konkurencji, poza tą dziką dwórką.
- I nie licząc ciebie, Libeny i armii ślicznych służek. - Basia uśmiechnęła się do kochanki. - Czy Agata narozrabiała?
- Taaak… na szczęście nie na tyle by narobić sobie kłopotu. Za bardzo kręci się wokół stajni… i stajennych.- westchnęła ochmistrzyni.
- Kogoś sobie upodobała, czy też postanowiła uciec konno z niewoli? - Magnatka podniosła się z łóżka i podeszła do okna, ciekawa czy widać z niego stajnie. Czuła wyrzut sumienia, że nie poświęcała Agacie więcej czasu… choć czy ona by tego chciała?
- To pierwsze. Agatka wcale nie chce uciekać. Jeszcze nie.- odparła z przekąsem Francuzka.
- I kto został jej faworytem? - Basia obejrzała się na ochmistrzynię.
- Och… dobrze wiesz. - odparła ironicznie kobieta zerkając w oczy jasnowłosej.- Żaden tobie nie wpadł w oko?
- Nie tyle mi co armi służących. - Magnatka spojrzała z zaciekawieniem na kochankę. - Przyłączyła się do nich?
- Nie rozumiem co masz na myśli.- odparła Cosette.
- Nie co tylko kogo. - Basia westchnęła. - Wacława. Nasłuchałam się o nim nieco plotek od służby. Czy też miałaś kogoś innego na myśli?
- Och nie.- uśmiechnęła się lubieżnie Cosette. Po czym dodała zmieniając temat.- Na razie Agatkę zamknęłam w komnacie wraz z haftami do wykończenia. Niech tą sztukę poćwiczy.
- Porozmawiam z nią po posiłku… Michał chciał mi coś pokazać wieczorem. - Magnatka odwróciła się do swojej kochanki stając przed nią. Miała mętlik w głowie. Cosette z jednej strony kusiłą ją, z drugiej odnosiła wrażenie, że się z niej naśmiewa… z jej braku doświadczenia. Do tego jeszcze było to co powiedział Michał. To była jedynie… samolubność. - Ja… naprawdę lubię igraszki, ale potrzebuję czegokolwiek by zacząć tą grę… spojrzenia, chwili… może gdyby… wiesz bo… może nie powinnam o tym tyle myśleć.
- Odnoszę wrażenie, że szybko się uczysz. Usiądź mi na kolanach. - mruknęła czule Cosette.
Basia nie protestowała. Nago usiadła na kolanach Cosette.
- Tylko tego by starać się powstrzymywać. - Mruknęła. - Wystarczy że ktoś spojrzy na mnie łakomym wzrokiem, obejmie, a ja czuję ten przyjemny dreszcz.
- No już już… zachłysnęłaś się na początku, ale potem to przejdzie. - odparła Cosette wodząc palcami po udach dziewczyny.
- Yhym… a zanim do tego dojdzie zrobię taką głupotę jak z Evanem. - Basia poczuła dreszcz przebiegający po jej ciele.
-Musisz przyznać, że Evan ma cudowne ciało i umie robić z niego użytek. - mruczała Francuzka leniwie sięgając między uda Basi i muskając jej coraz bardziej gorące wnętrze opuszkami.
- Nie tak jak ty… - Magnatka jęknęła czując dotyk kochanki. - Ale… i tak byłaś na mnie za niego zła.
- Nie za niego kochanie.- mruknęła Francuzka całując szyję Basi.- Za to że nie byłaś dyskretna.
- O robieniu.. takich głupot mówię. - Blondynka zamruczała z rozkoszy i przymknęła oczy.
- Z czasem nabierzesz finezji.- mruczała kocio ochmistrzyni nie posuwając się dalej w tej zabawie i coraz bardziej drażniąc się z apetytem jasnowłosej.
- A wcześniej… narobię kłopotów tobie i Michałowi. - Basia ułożyła dłonie na piersiach Cosette i ścisnęła je delikatnie.
- Nie zauważyłam by pan Michał narzekał.- magnatka miała pod górkę, gorset skutecznie chronił jej kochankę przed silnymi doznaniami.
- A ty? - Basia z trudem uchyliła powieki by spojrzeć na kochankę.
- Czy ja wyglądam na taką co narzeka.- odparła z lubieżnym uśmiechem Cosette i wpiła gwałtownie swoje usta w wargi Basi całując je namiętnie i rozkoszując się ich miękkością.- Jesteś dużą pokusą dla mnie Basieńko… czasami myślę, że… za dużą.
- Jeszcze… mocniej. - Tyle magnatka zdołała wydusić z siebie pomiędzy pocałunkami.
- Doprawdy… żarłoczna jesteś.- odparła Cosette całując szyję jasnowłosej i sięgając palcami głębiej między jej uda.
Z ust blondynki wyrwał się słodki jęk, a jej dłonie zacisnęły się na tyle na ile były w stanie na piersiach ochmistrzyni. Jej biodra, same naparły na życzliwe palce.
- Zrobisz wszystko co zechcę? Co ci każę… Basieńko?- zamruczałą wprost do jej ucha ochmistrzyni, mocniej zanurzając palce w spragnionej dotyku intymności kochanki.
Basia zaczęła poruszać biodrami nabijając się na palce kochanki.
- T..tak. - Słowa opuściły usta nim dała radę pomyśleć.
- Moja droga… mogłabym sprawić, byś mnie wielbiła jak służka… jak niewolna… - wymruczała do ucha Basi Francuzka silniej poruszając palcami i w pełni zanurzając je w drżącej kochance.
Blondynka krzyknęła dochodząc. Oparła zgrzane czoło o ramię ochmistrzyni z trudem łapiąc oddech.
- Tego… pragniesz? - Wyszeptała cicho.
- Przestań kusić… nawet nie wiesz jak twoja niewinna uroda może skłonić do… chciwości. - pogroziła jej wilgotnym palcem Cosette uśmiechając się czule.
- Michał… powiedział że pomagacie mi z samolubnych pobudek. - Manatka objęła ochmistrzynię, wtulając twarz w jej szyję. - To, że mnie pragniesz… nawet jako służącej, brzmi odrobinę pozytywniej.
- Basiu.- mruknęła magnatka muskając palcem usta dziewczyny. - A kto by cię nie pragnął, co? Michał za dużo papla… i niemądrze. Owszem, lubię żyć wygodnie i bezpiecznie. I nie stoimy przy tobie tylko z dobroci serca. Przecież znam cię od kilku dni ledwie. Niemniej… - pocałowała policzek szlachcianki muskając je językiem.- … każda noc spędzona z tobą, nie była obowiązkiem dla mnie. A przyjemnością.
- Tyle osób mnie odrzuciło… jakoś ciężko mi uwierzyć. - Basia przymknęła oczy. - Ty też mnie wymęczyłaś.
- Och… nie myl polityki z pożądaniem i pragnieniami. To dwie różne sprawy. A małżeństwo Basiu… to polityka.- odparła z cichym pomrukiem Francuzka.- Mąż nie żeni się z samą niewiastą, lecz także z jej rodziną.
- I z długami tej rodziny… wiem..wiem… - Magnatka wyprostowała się i spojrzała na Cosette nadal siedząc na jej kolanach. - Naprawdę… staram się przyzwyczaić.. cieszyć tym… ale źle się czuję w tym miejscu.
- Chcesz zamówić sobie nowe meble?- zapytała Cosette i rozejrzała się.- Będzie cię to sporo kosztowało, ale stać cię na taki wydatek.
- Może… kilka. Jakąś komódkę… biblioteczkę. - Basia rozejrzała się w koło. - Te tkaniny.. baldachim… na jakieś jaśniejsze. - Westchnęła. - Najchętniej miałabym wyjście do ogrodu. Duszę się tutaj, trochę jak w katakumbach. Nigdy nie mieszkałam w zamku, a jeszcze… cały czas mam przed oczami jego martwe ciało.
- Myślę że wymiana pościeli i tkanin nie będzie droga… ani czasochłonna. A ogrody masz dwa. Ewka chyba ci pokazała oba?- zapytała Francuzka.
- Tak… i spotkałam tego nadętego ogrodnika. - Basia westchnęła ciężko na wspomnienie spotkania z maestro. - Żebyś zobaczyła jego minę, gdy wspomniałam, że lubię mieć w pokoju świeże kwiaty. - Powoli zeszła z kolan ochmistrzyni.
- Zbrodnia. Zbrodnia po prostu.- stwierdziła z kpiącym uśmieszkiem Cosette.
- Najgorsza z możliwych. Za to… - Basia zawahała się spoglądając na kochankę. - ogród warzywny jest podobny do tego co znam… tylko nie chcę przeszkadzać służbie chadzając tam przez kuchnię.
- Obawiam się że nie ma innej innej drogi. - zadumała się ochmistrzyni.
- Więc albo mogę wybrać się do ogrodu pooglądać sobie maestro, albo wzbudzać zamęt wizytami w drugim ogrodzie, albo udać się na przejażdżkę ryzykując, że znów spróbują mnie porwać. - Basia podeszła do jednej ze skrzyń i wypinając się w stronę Cosette zaczęła szukać sobie czystej koszuli.
- Albo znaleźć sobie inne zajęcia.- wymruczała Francuzka nie odrywając wzroku od pupy młodej magnataki.- Żałoba nie będzie trwała wiecznie.
- Bale? Flirty? - Basia uśmiechnęła się odwracając się w stronę Cosette i ściskając w dłoni cienki materiał lnianej bawełnianej koszuli. - Wiem jak to wygląda. Pieszczoty… zabawy… to sprawia mi wiele radości, ale zawsze gdy myślałam o swoim “wymarzonym” życiu chodziły mi po głowie jedynie spacery po pięknych miejscach i możliwość zdobywania wiedzy… zarządzania majątkiem.
- Młoda jesteś… niewinna jeszcze… Jeszcze wszystko przed tobą. Zdanie możesz zmienić.- odparła z przekonaniem w głosie Cosette przyglądając się kochance.- A twój posiłek stygnie.
- Czy pomożesz więc mi się do niego ubrać, bym już nie kusiła swym ciałem? - Basia podeszła z tkaniną do ochmistrzyni.
- Tak. Pomogę. - odparła jej kochanka uśmiechając się. - I cieszę iż bierzesz pod uwagę, to że kusisz.
Magnatka jedynie uśmiechnęła się w odpowiedzi i pozwoliła Cosette założyć na siebie koszulę i wybrać jej suknię. Z wciąż rozpuszczonymi włosami zasiadła do posiłku.
Potrawy zostały przyniesione przez Ewkę i ona czuwała nad jedzącymi w pokoju gościnnym, Cosette i Basią. Czekała by móc zabrać ich brudne talerze. Czekała przy stołku na którym już takie były… po Agacie, bo dwórka nie czekała aż magnatka raczy do niej dołączyć przy stole.
- Naprawdę muszę z nią porozmawiać. - Magnatka westchnęła ciężko upijając nieco wina. - A nie wiem jak się za to zabrać. To wolny duch.
- Niepokorna kózka bardziej. Niemniej masz rację. Musisz z nią porozmawiać. - zgodziła się Cosette i zerknęła na Basię. -Wziąć pod obcas. Jeśli nie poradzisz sobie z jedną, to jak zapanujesz nad całym dworem?
- Może chociaż części będzie zależało na dobrym zamążpójściu? - Basia sięgnęła po kawałek ryby.
- Większości. Ale to nadal będą rozbrykane dziewczęta. Choć pewnie mnie rozpuszczone od Agaty.- oceniła sytuację Francuzka.
Magnatka powoli dokończyła posiłek i otarła usta przeznaczoną do tego ściereczką.
- Gdzie ją znajdę?
- W jej pokojach. Pokażę ci.- odparła Cosette dojadając chwilę później.
Basia zaczekała na ochmistrzynie przyglądając się jej. Nie miała pojęcia jak ma zapanować nad niesforną Agatą, a musiała coś wymyślić… szybko.

Po posiłku obie udały się do komnaty znajdującej się ledwie kilka drzwi od sypialni Basi. Ochmistrzyni wsunęła klucz w dziurkę i otworzyła drzwi. I obie zobaczył zadek Agaty, okryty co prawda suknią… ale mocno wypięty, bo Agata wychylała się znacznie przez okno.
Basia podeszła po cichu i stanęła w oknie obok dwórki by zobaczyć na co spogląda.
Nie oglądała jednak nic, tylko szykowała sznur by z piętra dotrzeć na parter posiadłości. Sznur ze związanej pościeli.
- Obawiam się… że będę musiała cię odesłać do matki. - Magnatka westchnęła ciężko i odsunęła się od Agaty.
- Co? Nie!- pisnęła przerażona dwórka i wyprostowała się wskazując na Cosette.- Zamknęła mnie w komnacie i kazała haftować, jakbym była jakąś mieszczką a nie szlachecką córą!
- Zostawisz nas? - Basia zwróciła się do ochmistrzyni, a sama zajęła miejsce na pozostającym obecnie w nieładzie łóżku Agaty.
Cosette skinęła głową i wyszła w milczeniu, żegnana wystawionym przez dwórkę językiem.
- Zachowujesz się raczej jak chłopka. - magnatka pokręciła głową z niedowierzaniem. - Daleko ci do mieszczki czy nawet służącej, a co dopiero szlachcianki.
- Może… ale przecież miałam być uczona. A akurat haftować i dziergać potrafię. I uczyć się tego nie muszę.- burknęła gniewnie Agata.
- Poleciłam ci czytać. Robiłaś to? - Basia pozwoliła by w jej głosie pojawił się gniew i stanowczość, mówiła jednak nadal cicho. - Miast tego uganiasz się za stajennymi. Cosette robi co może bym cię nie musiała zaraz ze służbą swatać.
- Tylko się przekomarzałam. Cosette wyolbrzymia wszystko.- naburmuszyła się dwórka.- I czytałam… nudne to było… tak jak haftowanie. Ja się tu nudzę, a ty?
Chwyciła za dłonie Basi i spojrzała jej w oczy.
- Ja mam tu obowiązki, na przykład pogrzeb męża i miast się na nim skupić muszę oglądać jak moja dwórka próbuje uciec przez okno. - Magnatka wpatrywała się wprost w oczy Agaty. - Jeśli nie chcesz się nudzić to wyjdź za chłopa. Będziesz wstawać z kurami, karmić je i inne zwierzęta. Gotować mu strawę i rodzić kolejne dzieci.
- A próbowałaś… kiedyś tak? - rzekła z łobuzerskim uśmieszkiem Agata.- Uciekać przez okno? Chować się przed ma… służbą? To jest zabawne Barbaro.
Poprowadziła lewą dłoń Basi do swojej piersi.
- Czujesz jak mi serce mocniej bije na myśl o takiej ucieczce?
- Będziesz mogła chować się przed matką gdy cię do niej odeślę, lecz nie na tym zamku. - Magnatka zacisnęła dłoń na piersi dwórki. - Co gdy się dowie, że straciłaś wianek, że uznałam cię za niezdatną do nauki? Jest czas na zabawy Agato, ale najpierw trzeba wypełnić swoje obowiązki. Umiesz pisać? Nie… a ja nie wypuszczę z mojego dworu osoby niepiśmiennej.
Cichy pomruk wydobył się z ust Agaty, gdy jasnowłosa ścisnęła ową pierś przez gorset. Agata spoglądała śmiało w oczy Basi szepcząc.- Oj tam… trochę słodkich słówek to jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Pilnuję się tutaj. I haftowałam i czytałam i… ileż można?
- Mogę przyznać, że ufam bardziej Cosette niż tobie? Chcesz to mogę też spytać Wacława na ile były to jedynie słodkie słówka. - Basia puściła niechętnie ściskaną krągłość. - Tak długo jak nie zobaczę, że potrafisz się zachować jak dama nie otrzymasz ode mnie żadnej swobody.
- Możesz spytać.- stwierdziła wprost Agata napierając biustem i całym ciałem na magnatkę i próbując ją przycisnąć do łoża.- A jak się dama winna zachowywać? Bo jeśli siedzieć na stołku i dziergać hafty, to nie mam ochoty być damą… i myślę, że ty też nie.
- Na przykład nie napierać na swą panią w ten sposób. - Magnatka zaparła się dłońmi o ramę łóżka. - Jeść powoli, poruszać się elegancko, mieć podstawową wiedzę z zakresu sztuki i literatury. Śpiewać eleganckie pieśni, mówić choćby w jednym obcym języku. Umieć się schludnie podpisać. Wymieniać dalej?
- To zabawne, bo waćpani nie tego mnie wpierw uczyła.- zachichotała Agata chwytając dłońmi za biodra Basi i całując jej szyję. Wodziła językiem po skórze dodając.- Przypominam waćpani o innych naukach z powozu.
- Może więc tym bardziej powinnam się przyznać do porażki i cię odesłać? - Basia przymknęła oczy. Nie walczyła z Agatą ale i bardzo starała się by na nią nie reagować. Nie chciała jej pozwolić na wygraną.
- Tak szybko się waćpani lubi poddawać. Żadnej ambicyji? -mruczała Agata całując szyję i czasami zachaczając ustami o wargi Basi. Jej dłonie zsunęły się na pupę szlachcianki ściskając ją mocno i intensywnie.
- Zupełnie zapomniałaś o mnie, więc… nudziłam się.- mruczała potulnie niczym kotka nie przerywając pieszczot ust na skórze szyi Basi.
- Moja droga, dopiero wczoraj tu dotarłyśmy. Lubię twój temperamencik, twoje usta. Jednak ja mam tu obowiązki. - Basia westchnęła. - To pierwszy raz gdy jestem w tym pałacu i od razu pojawiam się w nim jako Pani. Mam ambicje, ale robisz wszystko by nie być w nich na pierwszym miejscu.
- Mam wrażenie że jednak teraz się staram, by to właśnie uczynić. - mruknęła Agata mocniej ściskając pośladki szlachcianki i musnęła ustami obrzeża dekoltu Basi.- Nudzę się… co mnie doprowadza do szaleństwa.
- A co byś chciała robić? - Basia z trudem powstrzymała jęknięcie.
- Choćby to co robić nie śmiałam w powozie. Same jesteśmy.- odparła żartobliwym tonem ugniatając krągłości pośladków Basi.- Albo bawić się w ogrodzie. Albo pić wino wspólnie i opowiadać historie… albo… cokolwiek innego niż haft i czytanie.
Jej biust napierał na piersi magnatki, gdy Agata całowała jej szyję. -Albo… sama nie wiem.
- Mogę ci wygospodarowywać codziennie jakiś czas, uczyć, a potem rozmawiać przy winie czy robić inne rzeczy lecz musisz mi pokazać, że na to zasługujesz. - Magnatka pochwyciła dłońmi głowę kochanki i odsunęła ją od siebie. - I to co robisz nie jest na to dobrym sposobem.
- To wygospodaruj… bo mi się podoba to co pochwyciłam.- uśmiechnęła się drapieżnie Agata mocno ugniatając krągłości pupy szlachcianki. - I mogę nie chcieć puścić.
- Jeśli ci rozkażę to mnie puścisz. Teraz jednak proszę byś to zrobiła. - Basia wpatrywała się w oczy dwórki. - Jestem na ciebie zła Agato.
Puściła… niechętnie. Wpatrywała się w oczy magnatki rozważając swoje działania. Basia miała wrażenie, że Agata mogłaby nie puścić i zrobić coś głupiego… na przykład posunąć się dalej w swoich pieszczotach. Była nieokiełznaną klaczą, którą Basia nieco utemperowała, tym razem.
- Jutro wieczorem jest pogrzeb, ale mogę ci wygospodarować czas po śniadaniu, dobrze? - Basia wygładziła swoją suknię i odetchnęła. - Nie chce jednak słyszeć o tym, że znów zbliżyła się do stajennych. Czy jest jakaś kobieca rozrywka, która mogłabyś się zająć?
- Taniec może?- zapytała retorycznie Agata.- Możemy poćwiczyć tańce dworskie.
O których Basia nie miała pojęcia, bo tego zakonnice nie uczyły.
- Możemy się ich nawet wspólnie pouczyć. - Basia nie zamierzała ukrywać swoich braków. Wiedziała, że wiele musi nadrobić, a Cosette wyraźnie dała jej znać, że ma wszelkie środki by uciszyć ewentualne komentarze.
- Trzeba by tylko sprowadzić jakiegoś nauczyciela z Włoch lub Krakowa.- podeskcytowała się Agata.- Myślisz że będzie przystojny?
- Postaram się by nie był. - Barbara zaśmiała się po raz pierwszy od początku tej rozmowy. - Naprawdę… Agato. SKup się na mężczyznach o odpowiednim statusie.
- Jeśli będą przystojni. - odparła z bezczelnym uśmiechem Agata.
- Myślisz, że jakiś przystojny zechce dziewczynę zachowująca się jak chłopka? - magnatka podniosła się z łóżka i upewniła że jej fryzura niezbyt uległa uszkodzeniu.
- Hm… jeśli dość ładna będę?- zamyśliła się Agata zerkając na magnatkę.
- To cię uwiedzie, posiądzie, a potem wyjedzie. Jednak żona ma być ozdobą dworu. - Basia odetchnęła i uśmiechnęła się do swojej dwórki.
- Albo owinę go sobie wobec małego paluszka. Albo połamię mu jego własne szablisko na głowie.- stwierdziła z dużą pewnością siebie dwórka.
- Och.. tak jak mnie sobie owinęłaś? - Basia zaśmiała się. - Cóż.. jak uważasz. Jeśli nie będziesz zachowywać się odpowiednio zamknę cię w komnacie, tym razem dbając o to by i okna były zabezpieczone i przy pierwszej okazji odeślę do matki. Dobrze?
- Jeszcze nie zaczęłam owijać…- odparła dwórka z wesołym uśmieszkiem i pochwyciła dłoń magnatki żartując łobuzerskim tonem.- A chciałabyś ?
- Wątpię byś była w stanie. - Magnatka spojrzała na dwórkę wyzywająco, unosząc przy tym podbródek. - Zostaw swoje talenta dla stajennych.
- Waćpani strasznie pewna siebie.- odparła zaczepnie Agata mocniej obejmując dłoń Basi. Uniosła ją i cmoknęła po palcach. Puściła się i zaśmiała się.- Acz odpowiedzi strasznie wymijającej udzieliłaś.
- Wydawało mi się, że nie przepadasz za lekturami, a zdajesz się poruszać w jakimś bajecznym świecie. - Magnatka przyjrzała się swojej dłoni. - Twoje szanse na owinięcie mnie wokół palca są takie, jak gdybyś zdecydowała się nauczyć latać. Po cóż rozwodzić się nad tematem, który jest niemożliwy?
Agata nadęła usteczka wyraźnie rozdrażniona odpowiedzią Basi. Magnatka swoimi wypowiedziami wchodziła na ambicje temperamentnej dziewczyny. I prowokowała do udowodnienia jak bardzo Basia się myli… z drugiej strony był strach przed matką. I ten dylemat był wyraźnie widoczny na twarzy Agaty.
- Czas pokaże… - odparła enigmatycznie.
- Owszem. Spożytkuj go mądrze. - Magnatka podeszła do drzwi prowadzących na korytarz. - Jutro po śniadaniu będę miała dla ciebie czas.
- Dobrze.- odparła krótko zamyślona Agata przyglądając się Basi.
Blondynka wyszła na korytarz zamykając za sobą drzwi i odetchnęła. Jakoś… udało się jej przetrwać.
Cosette uśmiechnęła się łobuzersko patrząc na szlachciankę.
- Czyżbyś wymknęła się z wilczej paszczy?- zapytała żartobliwie.
- Można tak powiedzieć. - Basia westchnęła ciężko. - Pokażesz mi bibliotekę? Podobno dbasz o jej zbiory.
- Ktoś musi. -stwierdziła z uśmiechem Francuzka.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-09-2019, 19:51   #23
 
Aiko's Avatar
 
- I jak się podoba?- zapytała Cosette gdy weszły do dużej sali.


Duża komnata była wypełniona księgami i innymi bibelotami. Wygodne fotele zapraszały do zapomnienia się w lekturze. Niemniej Basia miała wrażenie, że biblioteka jest bardzo… męska.
Magnatka rozglądała się po niej z zachwytem. Tyle ksiąg nie widziała nawet w bibliotece zakonu. Oniemiała podeszła do najbliższego regału spoglądając na obwoluty.
- Niesamowita. - Wyszeptała. - Wygląda.. jak domena Pana domu.
- Wygląda jako domena hrabiego L. - wyjaśniła Cosette.- Polscy szlachcice przedkładają szable i polowania nad księgi.
Basia podeszła do jednego z foteli i usiadła na nim.
- Niezbyt tu pasuję, prawda?
- Po prawdzie nikt w tym zamku tu nie pasuje. - odparła żartobliwie Francuzka rozglądając się z nostalgią po tym miejscu.
Magnatka przesunęła palcami po skórzanym fotelu, także się rozglądając i wypatrując książki, która mogłaby się stać jej nową lekturą.
- Chciałabym móc tu pasować. - Wyszeptała.
- To twoja biblioteczka, z pewnością do niej pasujesz. - odparła ciepło Cosette. -Uważam, że urocza jesteś taka jaka jesteś. Nie powinnaś się zmieniać, aż tak bardzo.
- Pytanie… czy chciałbyśmy by to pomieszczenie bardziej pasowało do mnie. - Magnatka odpowiedziała na uśmiech uśmiechem. Jak do tej pory siedziała na krawędzi, teraz opadła do tyłu zapadając się w dużym fotelu. - Poleciłabyś mi jakąś lekturę?
- To zależy co byś chciała poczytać. - odparła z uśmiechem ochmistrzyni przechadzając się po bibliotece.
- Coś… ciekawego. - Basia zarumieniła się delikatnie. - Tamta książka o tych.. przyjaciółkach. Tylko może.. coś lżejszego?
- Takie tomy znajdują się w mojej prywatnej biblioteczce, acz myślę że znajdziemy tu coś interesującego. - odparła Francuzka i podchodząc do jednej z półek zerknęła przez ramię pytając. - Jak tam twój Włoski?
- Lepiej znam łacinę. - Magnatka przyglądała się ochmistrzyni.
- Ciężko będzie więc coś znaleźć… tutaj przynajmniej. - mruczała do siebie pochylona kobieta szukając lektury dla swojej pani.
- Słyszałam, że Włoski podobny jest do łaciny… może spróbuję? - Basia przyglądała się kochance z uśmiechem.
- Niewystarczająco.- oceniła Francuzka wreszcie wyciągając jakąś starą księgę.- Listy Abelarda i Heloizy. Po łacinie i dość uduchowione. Choć kryją się w nich ciekawe nutki. Jeśli wiesz co się nimi kryje.
- Dziękuję. - Basia przyjęła podaną książkę. - Może wobec tego.. - Przesunęła dłońmi po okładce. - powinna się nauczyć włoskiego. Oraz tańca.. - Wyszeptała już dużo ciszej.
- Tańca? Z pewnością powinnaś, jeśli chcesz być duszą towarzystwa i w tym zamku uczynić coś… więcej niż klasztor.- odparła Francuzka bezceremonialnie przysiadając się na oparciu fotela, na którym to siedziała Basia.
- Agata też chciałaby się uczyć. Marzy się jej przystojny nauczyciel. - Basia oparła się głową o bok kochanki i przymknęła oczy.
- A której to się nie marzy przystojny kochanek.- odparła melancholijnie Cosette głaszcząc jasnowłosą po puklach. - Ty już jednak wiesz, że uroda to jedno… sprawność fechtunku w alkowie to druga sprawa.
- Mi zależy by przede wszystkim nie był takim gburem jak maestro. - Magnatka westchnęła czując dotyk Francuski.
- To każesz takiego obić i za próg wyrzucić.- zaśmiała się ironicznie kobieta przyglądając z góry Basi. - Niewielu teraz mężczyzn w tym kraju ma dość władzy i tupetu, by ci ubliżać. Są tacy… ale niezbyt wielu.
- Zdaję się na ciebie i twą wiedzę przy wyborze nauczyciela. - Magnatka uniosła wzrok ku górze i uśmiechnęła się. - Wolałabym nie robić sobie kłopotu i nie musieć nikogo obijać.
-Och… przecież nie zrobiłabyś tego sama.- zaśmiała się Francuzka zakrywając usta dłonią. - Pan Wojnowicz za twoim rozkazem nie wahałby się podnieść szabli przeciw każdemu… no może poza Królem i biskupami.
- Nie miałam takiego planu. - Basia z zachwytem przyglądała się radosnej kochance. - Co innego zadawać się z natrętami, a co innego klepnąć cię w pośladek.
- Ach… gdyby tu był L. to…- zamruczała cicho Cosette.- … z pewnością nagi obserwowałby nas w wyuzdanych i nieprzyzwoitych zmaganiach, tu na dywanie biblioteki. Miał słabość do takich niewinnych dziewczątek jak ty. Byłabyś jego ulubienicą.
- Ty też masz do mnie słabość… to mi wystarcza. - Basia ponownie przymknęła oczy, wtulając twarz w pierś kochanki. - Może… kiedyś spotkam kogoś takiego jak twój L.
- Och. Mam nadzieję że nie. L. nie grzeszył wiernością, no i miał swoje wady. Był wspaniałym przyjacielem i całkiem doświadczonym towarzyszem zabaw w alkowie, ale marnym materiałem na kochanka, a tym bardziej na męża.- odparła ze śmiechem Cosette głaszcząc dziewczynę po włosach. - Nie wolałabyś, by kto inny miał do ciebie słabość. Ktoś… przystojniejszy?
- Nie widziałam go… ty jesteś piękną kochanką i to najważniejsze. - Basia zamyśliła się na chwilę. - Oczywiście… pragnęłabym ideału. By był przystojny, bogaty, by potrafił mnie zaspokoić w sypialni, nie dominował w życiu… by był dobrym kompanem do rozmów. Lecz ideałów nie ma.
- Och Basiu Basiu…- wymruczała Cosette i zaczęła podciągać suknię odsłaniając zgrabną prawą nogę. - Jesteś na tyle bogata i piękna, że stać cię na wielu kochanków.
Magnatka przesunęła palcami po skórze ochmistrzyni.
- Tylko czy czasu mi starczy. - Wspomnienie rozmowy z Agatą wydusiło z niej ciężkie westchnienie. - I cierpliwości.
Dłoń Cosette przesunęła się po puklach Basi, gdy mruknęła władczo.- Ustami… Basiu.
Magnatka pochyliła się i zaczęła smakować smukłe udo.
- Właśnie tak… - wymruczała lubieżnie Cosette głaszcząc jasnowłosą po głowie. Jej ciało lekko się naprężyło. - … to takie proste, zażądać… lub poddać.
Basia podciągnęła suknię kochanki wyżej i pocałowała jej nogę zahaczając nosem o kobiecość ochmistrzyni.
- A co gdybym odmówiła? - wyszeptała spoglądając ku górze.
- A co gdybyś… sama chciała uczynić więcej? Co cię powstrzymuje?- odpowiedziała pytaniem na pytaniem Cosette i zaśmiała się odpowiadając w końcu. - Ja… jestem wyrafinowaną kobietą, pewnie bym poddała się twojej odmowie. Ale osoba taka jak Agatka zbyt krewka jest i w pewnym momencie wymusiłaby twoją uległość kochanie.
- Może. - Basia oparła się czołem o kobiecość kochanki. - Proszę Cosette zabierz choć na chwilę moje myśli. Zbyt wiele mnie martwi.
-Uklęknij na fotelu i podwiń suknię. Wypnij ten uroczy tyłeczek ku mnie.- odparła Francuzka zsuwając się z fotela.- Biblioteka nie jest zamykana na klucz. Musimy się więc pospieszyć, co by nikt nas nie przyłapał.
Nie wspomniała o tym jednak, gdy szlachcianka wodziła ustami po jej nagim udzie.
- Dobrze. - Magnatka miała szczere obawy co do tej pozycji ale posłusznie uklęknęła i podwinęła suknię wypinając się. - Nie martwiło cię to gdy całowałam twoje uda?
- Nie. Ani teraz…- język Cosette przesunął się pomiędzy pośladkami, a dłoń sięgnęła między uda Basi, wprost do jej kwiatu dotykając go opuszkami palców.- Co by pomyślał Evan widząc cię w takiej pozycji?
- Że… - Basia zawahała się. - chciałby być na twoim miejscu?
- Z pewnością… - zaśmiała się cicho Cosette i jej palce władczo zanurzyły się w wilgotnym zakątku Basi… i głęboko.
Magnatka jęknęła głośno i zacisnęła palce na oparciu fotela. Rozkosz sprawiła, że wątpliwości zaczęły znikać z jej głowy.
Kochanka skupiła się na całowaniu i kąsaniu pośladków Basi, coraz mocniej poruszając palcami między udami jasnowłosej. Lubieżne mlaskanie mieszało się z ironicznymi docinkami ciemnowłosej.
- Ach gdyby L. nas teraz widział. Poczułabyś jego twardego wojownika, tuż po moich palcach.
- Ja… ja chciałabym…. - Magnatka mówiła z trudem. Każde słowo przerywały jej jęki, nad którymi nie była w stanie zapanować. Cosette miała wielką wprawę, a ona… reagowała intensywnie.
- Nie wątpię. - mruknęła Francuzka delikatnie kąsając pośladek jasnowłosej. - I może twój kaprys się spełni… kiedyś.
Basia krzyknęła głośno dochodząc i oparła czoło o oparcie fotela. Kiedyś… jakoś ciężko jej było uwierzyć.
Ale Francuzka bynajmniej nie zamierzała skończyć z magnatką tak szybko i tak łatwo. Wilgotny palec kobiety zanurzył się w miejscu bynajmniej nie przeznaczonym do takich figli. Ale Basia wypinając pośladki ku kochance stała się bezbronna na tą napaść.
Blondynka jęknęła z bólu, ale jęk ów szybko przerodził się w pomruk rozkoszy. Jej ciało zadrżało intensywnie i zesztywniało. Ruchy były powolne i niespieszne, ale podbijane ciało szlachcianki czuło je wyraźnie. Tą nieustępliwą obecność, połączoną z pocałunkami na pupie. Magnatka nie potrafiła zapanować nad swym głosem i zasłoniła swoje usta dłonią, być odrobinę go zagłuszyć. Czuła jak jej wrażliwe jeszcze po szczycie ciało zaczyna wychodzić palcowi ochmistrzyni naprzeciw.
Cosette zaś niewątpliwie świadoma wpływu jakie wywiera na drżącą kochankę, napierała palcem mocniej i szybciej, znacząc wypięte pośladki pocałunkami.
Barbara nie wiedziała co się z nią dzieje. Jej ciało szalało wijąc się fotelu. A jej kochanka nie ulatwiała jej tego poruszając ciągle palcem, podbijając jej ciało bezlitośnie. I nie spiesząc się przy tym. Niewątpliwie widok krągłych pośladków swojej pani uważała za intrygujący.
Ku swemu własnemu zaskoczeniu magnatka doszła ponownie, opadając na fotel i oddychając z trudem przez zasłonięte usta.
- To chyba wystarczy… na razie…- Cosette pogłaskała pośladek drżącej szlachcianki.- Kusi by sprawić… byś była głośniejsza.
- Cosette… - Tyle dała radę wyszeptać odsłaniając usta i przyklękając na fotelu. Jej ciało nadal drżało po niedawnym szczycie.
- Było to intensywne przeżycie, non? - zapytała retorycznie Francuzka zerkając na jasnowłosą.- Przy tak wrażliwym na dotyk ciele, czeka cię ciekawe pożycie małżeńskie.
Magnatka odetchnęła i usiadła na fotelu.
- Może.. z czasem też się przyzwyczaję. - Wyszeptała, sama nie do końca wierząc we własne słowa.
- Możliwe że tak. - odparła z pobłażliwym uśmieszkiem Cosette zajmując fotel obok. - Czy zamierzasz spraszać sąsiadów na pogrzeb? Czy może wolisz pochować męża w " rodzinnym " gronie jeno?
- Myślałam o kameralnym pochówku. Za to… chyba wypadałoby potem zaprosić gości, by uczcić pamięć Józefa, ale także by się przywitać. - Barbara podniosła z ziemi książkę, która podczas ich zabaw musiała się zsunąć z fotela.
- Kolejna stypa więc… później. - stwierdziła krótko Cosette. - Większość z tych sąsiadów to klienci twojego męża.
- Zapewne należałoby kontynuować tą praktykę. - Magnatka westchnęła. - tak.. trzeba będzie pokazać, że dom Żmigrodzkich nadal jest silny.
- Tak. Warto by mieć ich po swojej stronie. Spodziewam się jednak sporo podkręcania wąsa. W końcu młodą wdówką jesteś. A oni mają synów. - odparła z chichotem ochmistrzyni.
- Niech się starają. - Basia nadal była sceptycznie nastawiona do tej wizji. - Jakiegoś męża jednak powinnam sobie znaleźć.
Cosette skinęła głową i zapytała zmieniając temat. - Coś jeszcze życzyłabyś sobie zobaczyć?
- Twoje komnaty? - Magnatka uśmiechnęła się.
- Moje komnaty? Jeszcze nie masz dość? W mojej komnacie będziesz w mojej władzy.- odparła złowieszczo Francuzka.
- Po prostu jestem ciekawa jak mieszkasz. - Magnatka zarumieniła się delikatnie. - Wieczorem obiecałam spotkanie Michałowi.
- Kto by pomyślał że obudzisz w nim młodzika. Nie sądziłam, że ma on w sobie dość ikry, by młódki bałamucić. - zachichotała jej rozmówczyni słysząc te nowiny.
- Chce mnie oprowadzić po zamku... podobno. - Barbara zacisnęła palce na książce.
- Jak romantycznie z jego strony.- uśmiechnęła się beztrosko Cosette.
- Tak.. a ja chyba lubię mężczyzn z zarostem. - Magnatka odezwała się tak cicho, że ledwie ją było słychać.
- Nie mnie to oceniać. - odparła pobłażliwie Francuzka.
- Czy.. czy także mnie nieco oprowadzisz? - Magnatka podniosła wzrok na ochmistrzynię.
- Czyżbyś… chciała bym cię… zbałamuciła… jak w tej księdze?- zapytała zaciekawiona Francuzka.
- Lubię z tobą przebywać, lubię twoje pieszczoty. - Basia opuściła wzrok. - Jeśli jednak nie masz czasu, po prostu sobie poczytam.
- Och… to dwie różne sprawy. Spędzanie ze sobą czasu, a bałamucenie ciebie. - kochanka pokiwała jej palcem przed nosem. - Winnaś to wiedzieć i rozróżniać.
- Ja zaproponowałam zwiedzanie zamku. - Basia uśmiechnęła się ku swojemu zdziwieniu nieco zadziornie, więc szybko znów spoważniała i opuściła wzrok.
-Dobrze… to pozwiedzamy zamek. Po obiedzie. Obawiam się, że teraz mogę co najwyżej pokazać ci moje komnaty i nastawać w nich na twoją niewinność.- odparła z drapieżnym uśmiechem Francuzka.
Magnatka podniosła się z fotela, zabierając z sobą książkę. - Prowadź zatem.


- Jest tu bałagan, ale po prawdzie spędzam w nim mało czasu.- stwierdziła Cosette otwierając drzwi i wpuszczając Barbarę do swojej komnaty. Pomieszczenie rzeczywiście nie pasowało do Francuzki. Było mało eleganckie i bardzo praktyczne. Księgi ulokowano w wielu miejscach. Obrazki zawieszone na ścianach przedstawiały głównie martwą naturę. Meble były oszczędne w zdobieniach, ale wydawały się wygodne. Było tu ubogo w porównaniu z komnatą Basi. I tak jakoś zwyczajnie.
- Nic szczególnie ciekawego tu nie znajdziesz.- dodała Cosette zamykając za sobą drzwi na klucz.
Basia jednak rozglądała się po pomieszczeniu z zainteresowaniem. Jak by nie patrzeć podziwiała Cosette i była bardzo ciekawa jak ta mieszka.
- I nigdy nie chciałaś ocieplić tej przestrzeni? - Spytała podchodząc do regału z książkami.
- Nie. Obawiam się że mimo gaskońskiego pochodzenia mam zimną naturę. Pewnie dlatego biblioteka też jest bardziej męska. - wyjaśniła uprzejmie Cosette rozważając głośno. - A może to wpływ hrabiego L.? W końcu to u niego uczyłam się co to jest dobry gust.
- Najważniejsze, że dobrze się tu czujesz. - Magnatka przyjrzała się zgromadzonym przez Francuzkę książkom, wypinając się przy tym nieco gdy spoglądała na znajdujące się niżej woluminy. - Mój rodzinny dwór był bardzo sielski.
- Tak. Z pewnością dobrze się tu czuję.- odparła kobieta podchodząc powoli do swojego gościa zerkając co chwila na wypięte pośladki dziewczęcia.
- Też chciałabym mieć biblioteczkę w swojej sypialni. - Wyszeptała Basia nieco zazdrośnie spoglądając na oprawione woluminy.
- Więc będziesz miała. Po pogrzebie można zawezwać stolarza, by zrobił odpowiednie meble do twojej sypialni. Czy ta w której dotąd odpoczywałaś będzie twoją? Mam posłać służki by poczyniły tam porządki?- zapytała ochmistrzyni przybliżając się do Basi.
- Tak… ma okna na dziedziniec. To wygodne. - Basia zamyśliła się. - Choć… kusi mnie zamieszkać w pokoju Józefa…
- Według mnie nie ma żadnej różnicy między nimi. - stwierdziła Francuzka bardzo się myląc.
- Blisko jest gabinet. - Basia westchnęła i spojrzała na ochmistrzynię. Nie wspomniała o skarbczyku. - Chciałabym zapoznać się nieco z tym co robił Józef. Jestem ciekawa… co stało się z dworem oj… moim dworem.
- Z tego co wiem, nic. Twój nieboszczyk mąż spłacił jeno długi ciążące na twojej rodzinie. - wyjaśniła kochanka Basi.
Magnatka usiadła na łóżku Francuzki.
- Tak słyszałam jednak… nie wiem co dzieje się z nim od kiedy wyjechałam. Nie mieliśmy służby. Był w opłakanym stanie.
- Boisz się że chłopstwo rozkradło dworek? Nie ośmieliłoby się. Chyba nakazałaś wójtowi pilnowanie porządku w dworku, gdy wyjeżdżałaś? - zapytała Cosette siadając obok.
- Byłam mu dłużna pieniądze… - Basia westchnęła. - Tam… nie było co kraść.
- Wiedzą że wyszłaś za możnego pana. Z pewnością nikt z nich nie chce się narazić na jego gniew. - pocieszała ją kochanka.
- Mam nadzieję. - Magnatka uśmiechnęła się ciepło. - Cóż… jeśli coś się mu stało… zapłacą za to.
- Z pewnością. - zgodziła się z nią Cosette. - Kiedy planujesz tam się udać ?
- Chcę się oswoić z zamkiem… dopełnić formalności… poznać ludzi. - Basia zamyśliła się. - Ale może mogłabym kogoś posłać do wójta.
- To żaden problem.- ochmistrzyni potwierdziła zamysł magnatki.
- Porozmawiam o tym z Michałem wieczorem. - Magnatka przesunęła dłonią po pościeli.
Cosette nagle i bezceremonialne popchnęła siedzącą kochankę na łóżko i zaczęła całować jej usta, podwijając dłonią suknię jasnowłosej. W ogóle się przy tym nie odzywała.
- Cosette.. - Basia starała się odpowiadać na pocałunki. - Coś… się stało?
- Nie… wykorzystuję sytuację i to że jesteś w moim łożu.- odparła z uśmiechem Francuzka wodząc palcami po odsłoniętym podbrzuszu kochanki.
Magnatka zadrżała a z jej ust wyrwał się cichy jęk.
- Jesteś taka wrażliwa na dotyk. To urocze.- mruczała Cosette wodząc palcami po wrażliwym obszarze jasnowłosej.
- Wykorzystujesz to… - Wyszeptała rozpalonym głosem Basia, chwytając się pościeli.
- To nie ja nakazałam ci usiąść na moim łożu.- odparła Francuzka muskając wargami i szyję Basi i nie zaprzestając lubieżnego dotyku niżej.
- Było… obok regału. - Magnatka przymknęła oczy delektując się dotykiem kochanki.
- Wy mów ki. - mruknęła Cosette.- Lepiej by było, gdybyś gorset poluzowała.
Basia prychnęła, ale sięgnęła do wiązania swego gorsetu luzując go.
- Ach… byłaby z ciebie bardzo posłuszna i rozkoszna służka. Aż dziw, że to ty jesteś wielką panią.- zachichotała Cosette rozpinając guzy sukni i odsłaniając piersi dziewczyny. Ustami skupiła się na pieszczocie ich szczytów, nie przerywając zabawy palcami między udami leżącej szlachcianki.
Magnatka pojękiwała coraz głośniej wijąc się na łóżku z rozkoszy.
- ja… nie.. panią… - Nie potrafiła wypowiedzieć swych myśli, ale wiedziała jedno… nigdy nie miała być panią… zakonnicą… może z łaski czyjąś żoną. Tak bardzo nie nadawała się do roli, którą zgotował jej los.
- Tylko się z tobą droczę moja śliczna.- wymamrotała potulnie Francuzka rozkoszując się sytuacją i namiętnie pieszcząc unoszący się w szybkim oddechu biust. Nie zaniedbała i intymnego zakątka zanurzając palce coraz głębiej między płatkami kwiatu Basi.
Ciało magnatki wygięło się łuk, a z jej ust wyrwał się słodki okrzyk. Jeszcze trochę. Była tak blisko. Było jej tak dobrze.
- Jeszcze… - Wyszeptała z trudem łapiąc oddech.
- Próżna i samolubna… w ogóle nie zainteresowana mną. - szeptała lubieżnie Cosette nie zaprzestając napaści na jej piersi i podbrzusze… lubieżnie mlaskające. - Łakomczuszek.
Magnatka krzyknęła dochodząc. Jej dłonie niemal boleśnie zacisnęły się na pościeli, gdy starała się zapanować nad przeszywającymi jej ciało dreszczami. Było jej tak.. dobrze.
- Yhym… - przytaknęła ochmistrzyni przymykając oczy i uśmiechajac się zadowolona.
- Doprawdy… co za brak wychowania.- Szlachcianka zaczęła oblizywać palec po palcu przyglądając się sfatygowanej sukni i tkwiącej w niej ciału kochanki.- Aż… kusi by nauczyć cię manier.
- Jak na razie doskonale idzie ci bałamucenie mnie. - Basia uchyliła jedno oko i uśmiechnęła się nieco zadziornie. - A mogłam być taką grzeczną panią…
- Nadal możesz.- odparła Francuzka wzruszając ramionami. - I w ogóle nie zwracasz na mnie uwagi. Klęknij przed moim łożem…
- Przez ciebie już nie chcę. - Basia nie ruszyła się. Było jej tak… wygodnie. - A nie mogłabyś klęknąć ty? Tutaj. - Poklepała miejsca po bokach swojej twarzy.
- Już się z ciebie robi wielka pani.- odparła z przekąsem Cosette zdejmując z trzewika z prawej stopy.
- Uczę się od ciebie. - Basia uśmiechnęła się czulę do kochanki i odgarnęła z twarzy włosy, które wypadły z upięcia.
- Z pewnością.- odparła z przekąsem Cosette zdejmując drugi trzewik. - A jak tam nauki pana Michała?
- Jakie nauki? - Basia zmieszała się.
- Dobrze wiesz jakie… ty rozpustnico. Nadal smakujesz mężczyzną.- wymruczała lubieżnie Francuzka.
- Ja… to tylko Michał. - Zarumieniła się i ścisnęła swoje uda.
- No… nie wątpię. Więc opowiadaj, czego cię ten stary satyr uczy?- zapytała Cosette wstając. I zabierając się za wiązania swojej sukni ukryte pod gorsetem.
- Nie wiem… Michał tylko… - Basia zarumieniła się. - Chyba więcej mnie uczy o zamku niż o igraszkach. Tylko… gdy jesteśmy sami… patrzy, obejmuje mnie… czuję, że mnie pragnie i sama mam ochotę na więcej.
- Głupoty pleciesz… jakby on miał cię nie pragnąć? Przecie śliczna jesteś. Evan też pewnikiem nie krygował się długo, gdy gołą pupą zatańczyłaś przed nim.- a propo tyłka Francuzka uwolniwszy się od sukni, zabrała za zdejmowanie bielizny, by własnymi krągłościami kusić.
- Evan mnie pragnął nawet nim się rozebrałam. - Basia zarumieniła się jeszcze bardziej. Choć drażniło ją że Cosette cały czas wypomina jej błąd, to nie potrafiła być na nią zła. Na pewno nie gdy mogła patrzeć na jej piersi, nawet jeśli nadal ukryte pod gorsetem.
- Michał zapewne też. Przekonasz się Basiu, że duża fortuna i odpowiednie stroje oraz fryzury przyciągną uwagę do twojej urody. - kobieta wdrapała się na łóżko zakrywając pole widzenia swoim podbrzuszem i wyraźnie wilgotną kobiecością, gdy uklękła nad głową szlachcianki obejmując ją kolanami.
Magnatka sięgnęła do kwiatu kochanki palcami, od razu zanurzając je aż do nasady dłoni.
- Teraz zamek jest tak pusty… jakoś nie wierzę, że pojawią się tu jacyś kandydaci. - Basia pocałowała znajdujące się tuż obok udo Cosette.
- Strasznie… niecierpliwa jesteś… Rzeczpospolita duża jest.- bardziej jęknęła niż powiedziała Francuzka poddając się ruchom palców Basi.
- Niczego nie poganiam… czemu więc sądzisz, że jestem niecierpliwa? - Basia przesuwała palcami po wnętrzu kochanki, szukajac jej najwrażliwszego miejsca.
- Bo łakomczuszek… z ciebie.- odparła drżącym głosem Cosette nachylając się i chwytając dłońmi obie piersi kochanki. Ścisnęła je lekko, gdy oparła swój ciężar na ciele Basi.
- Nic nie poradzę… - Magnatka poczuła, że odnalazła nietypowa wypukłość i przyspieszyła ruchy swoich palców. Jej wargi wędrowały po udach kochanki, nawet gdy mówiła. - jesteście… pociągający.
- Ty też…- westchnęła ciemnowłosa kobieta pomrukując kocio i ugniatając piersi pod palcami w rytm pieszczot kochanki między jej udami.-... bardzo… coraz bardziej.
Basia przywarła wargami do uda kochanki ssąc mocno, podczas gdy jej wolna dłon zaczęła pieścić jeden z pośladków Cosette. Nie mogła oderwać wzroku od kobiecości ochmistrzyni, od wilgoci spływającej po jej własnych palcach i dłoni.
-Corrr….azz bardziej…- jęknęła ciemnowłosa kobieta przymykając oczy i drżąc pod dotykiem kochanki. Jej biodra poruszały się instynktownie.
A Basia dotarła ustami do kwiatu ochmistrzyni i pocałowała jego gorące płatki starając się nie przerywać ruchów palców. Które sprawiały że Cosette coraz mniej nad sobą panowała, prężąc się i pojękując i zaciskając mocno palce na pochwyconych półkulach. Była coraz bliżej tej rozkosznej fali, która pochłania umysł przepełniając go cudownymi impulsami. Basia była świadoma tego, gdy ją dotykała.
Spowolniła ruchy, chcąc dłużej delektować się tą chwilą. Choć ochmistrzyni nie dotykała jej kobiecości, jej uda rozchyliły się zapraszająco.
W tej chwili jednak dla Cosette pochłonietej rozkoszą było już za późno. Dygotała od doznań zamykając oczy nieświadoma niemego zaproszenia swojej kochanki. Basia także zaczęła drżeć czując narastające podniecenie, cały czas jednak niespiesznie pieściła kochankę, obserwując jej wspaniałe, rozpalone ciało.
Czara się przelała i w końcu Cosette z głośnym jękiem naprężyła swoje ciało i ciężko dysząc opadła na ciało kochanki pod sobą. Basia jęknęła czując ciężar ochmistrzyni, ale nie wydobyła palców z kochanki. Zamiast tego poruszała nimi leniwie, obserwując wypływające z kobiety soczki.
- Robisz się Basiu… coraz pewniejsza i masz coraz zwinniejsze palce…- wymruczała Francuzka opadając na łoże obok Barbary.
- Uczę się… - Magnatka uniosła się na przedramionach i spojrzała na kochankę. - Chciałabym ci sprawić choć w połowie tyle przyjemności ile ty mi sprawiasz.
- Pojętną więc jesteś uczennicą.- odparła zamyślona ochmistrzyni. Przymknęła oczy dodając.- Winnyśmy się… ja powinnam zająć się obowiązkami.
Basia usiadła na łóżku i uśmiechnęła się.
- A czy nie zajmujesz się nimi? - Powiedziała cicho nie odrywając wzroku od kochanki. - A przynajmniej jednym z nich.
- Nie. Choć to przyjemny byłby obowiązek, to nie jestem twoją nałożnicą.- odparła Cosette opierając się na łokciach. - I nie jest moim obowiązkiem dzielić z tobą łoże. To raczej… mój kaprys… a to tu, zamykanie ciebie w mojej komnacie. To jest przekraczanie moich przywilejów.
- Może.. gdybym jakoś zaprotestowała. - Basia poprawiła koszulę i zabrała się za sznurowanie swego gorsetu. - Chodziło mi raczej, że do twoich obowiązków należy umożliwienie mi życia tutaj, a to właśnie czynisz.
- To jest bałamucenie ciebie, a nie umożliwianie ci życia.- ochmistrzyni miała inne zdanie na ten temat.
- Cóż… mi z tym dobrze. - Magnatka zacisnęła gorset, który od razu uwypuklił jej piersi i sięgnęła do włosów, by nad nimi zapanować. Przymknęła przy tym oczy, starając się skupić na drobnych splotach. - Czy ci się podoba czy nie, twoje zachowanie sprawia, że jakoś jestem w stanie tu żyć.
- Moje? - zaśmiała się Cosette siadając na łóżku. - A nie pana Michała? A nie wpatrzonej w ciebie Ewki, która spełniła by każdy twój kaprys… wielbiąc twoje ciało pieszczotami?
- Z tobą mogę jeszcze do tego porozmawiać, na chwilę poczuć się jak człowiek. - Basia skończyła doplatać luźne pasma i westchnęła ciężko. Jej wzrok jeszcze raz przesunął się po komnacie kochanki. - Nie bawi mnie bycie jedynie obiektem do zdobycia lub adoracji, choć to przyjemne.
- Nawet nie wiesz jaką potęgę ściskasz miedzy paluszkami. Nie masz nad sobą pani matki, nie masz rodziny mogącej naciskać na ciebie i żądać byś zachowywała się i czyniła wszystko zgodnie z ich planami. - odparła ironicznie Cosette. -Jesteś prawdziwie wolną niewiastą, bo nikt nie może kazać robić tego czego nie chcesz.
- Wiem. - Basia wypowiedziała myśl, która towarzyszyła jej od sporu z Michałem. Jej wzrok przesunął się na ochmistrzynię. - Czy to jednak powód bym jedynie trwoniła czas? To obcy dla mnie świat i chcę się go nauczyć, poznać go. Jesteście mi z Michałem bliscy i nie pozwolę by stała się wam krzywda, jednak… jak długo ze mną będziecie?
- Tak długo jak będziesz trzymała nas przy sobie.- wyjaśniła spokojnym tonem Francuzka. - Tak długo jak będziesz dawała nam dach nad głową i wikt. Tak długo jak będziemy częścią twojej świty.
- Myślę, że nawet dłużej, oboje jednak starsi ode mnie jesteście. - Magnatka podniosła się z łóżka i rozprostowała suknię. - Kiedyś mam nadzieję, że to ja będę mogła się wami zaopiekować. Do tego jednak musze wiedzieć więcej, umieć więcej. Być Panią nie jedynie przez to… - Palce Basi przesunęły się po sygnecie. - lecz jeszcze dzięki rzeczywistej władzy.
-Nie dramatyzuj Basiu. Urzędów pełnić nie będziesz… masz tylko większy majątek do zarządzania. I jedynie czego będziesz musiała się nauczyć, to odtrącać namolnych adoratorów niczym muchy.- odpowiedziała żartem Cosette. I spojrzała na magnatkę pytając.- Co zrobisz z więźniami? Niby możemy ich trzymać o chlebie i wodzie do końca świata. Bo o tych chudopachołków nikt się nie upomni.
Basia naburmuszyła się niczym dziecko.
- Oferuję ci opiekę, wiesz? Jesteś okrutna. - Powoli podniosła książkę, którą Cosette wybrała na niej w bibliotece, namyślając się. - Chcę im zaoferować zmianę stron. Doniesienie mi o poczynaniach Stadnickiego. Na tych co się nie zgodzą… czeka pogłębianie fosy, ktoś to musi zrobić. Niech zapracują na swój chleb, a za rok… może dwa się pewnie ich wypuści.
- I cieszę, że się mną zaopiekujesz.- odparła Cosette podchodząc od tyłu i chwytając nagle uwięzione w gorsecie piersi magnatki. - Z pewnością skorzystam z tej opieki. I to często.
- Doceniam cię, mówię, że jesteś mi bliska, lubię twój dotyk, pieszczoty. - Basia nawet nie zdawała sobie jak mocno się zirytowała. - Doceniam twoją pracę, uczę się. A ty nawet nie podziękujesz.
- No no… szybko wchodzisz w skórę wielkiej pani.- mruczała Cosette cmokając czule ucho Basi. - Obawiam się, że niestety z czasem też nabrałam brzydkich nawyków, takich jak hardość i duma.
- Staram się… i nadal czekam na to słowo. - Mruknęła Basia, zerkając ponad ramieniem na kochankę.
- Nieważne ile potem będzie ono waćpanią kosztować ?- zapytała Francuzka ze złowieszczym błyskiem w oku i łobuzerskim uśmiechem.
- Nieważne. - Basia mimo woli także się uśmiechnęła.
- To… dobrze… miej waćpani swoją chwilę triumfu nad mną. - mruknęła cicho kobieta tuląc się do pleców Basi.- Dziękuję.
Ścisnęła mocniej piersi jasnowłosej.
Magnatka uśmiechnęła się szeroko i już swobodnie przymknęła oczy z rozkoszy.
- Dość jednak figli na razie. - Cosette cmoknęła czule policzek Basi. - Mam swoje obowiązki, a ty… nie powinnaś ufać bandytom, których honor jest tak mało warty, że Stadnicki może je kupić. Stadniccy nie słyną z hojności.
- A kto mówił o zaufaniu? - Basia uśmiechnęła się i ponownie spojrzała na ochmistrzynię. - Ufam tobie i Michałowi i to wystarczy.
- To dobrze. - odparła z uśmiechem Cosette i pogłaskała magnatkę po policzku. - Czas na mnie.
- Na mnie pewnie też. - Basia odsunęła się nieco od ochmistrzyni i z uśmiechem dygnęła. - Dziękuję za kolejną lekcję.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - odparła Cosette podchodząc do drzwi i otwierając je.- Choć następnym razem mogę nie wypuścić cię tak łatwo. W moich komnatach nie jesteś panią na zamku Basiu… a moją zdobyczą. Pamiętaj o tym. -
Magnatka wyszła na korytarz i obejrzała się na kochankę.
- Będę pamiętać. Kto wie… - Basia zamyśliła się. - może moje komnaty kiedyś też staną się takim miejscem. - Nagle sobie o czymś przypomniała. - Ach… poleć przygotować komnaty Józefa. Przeniosę się tam po pogrzebie.
- Dobrze moja pani.- odparła ochmistrzyni zamykając za sobą drzwi.- Coś jeszcze?
- Nie. - Basia tęsknie jeszcze raz spojrzała na ciało Cosette nim się obróciła i ruszyła korytarzem, ściskając w dłoni książkę.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-09-2019, 19:52   #24
 
Aiko's Avatar
 
Odpoczynek przy lekturze było to czego magnatka potrzebowała. Znalezienie miejsca na tę czynność okazało się dość proste. Był taras z którego można było oglądać i podziwiać ogród. I niestety… było co podziwiać. Maestro może i był aroganckim i pyszałkowatym starcem, ale był też mistrzem w swoim fachu. Ogród był prześliczny.
Basia zajęła miejsce na jednej z kamiennych ław, a upewniwszy się, że w ogrodzie jest sama zdjęła trzewiki i podkuliła nogi by już po chwili pogrążyć się w nowej lekturze. Zamierzała odetchnąć przed wieczornym spotkaniem z Michałem i choć chwilę uwolnić swoją głowę od ciekawości, co też starszy szlachcic chce jej pokazać.
I to rzeczywiście była chwila spokoju, pozwalając odsunąć myśli dziewczyny od sytuacji w której się pogrążała. Po części na własne życzenie wchodząc w coraz głębsze realcje zarówno z Michałem jak i Cosette.
- Pani ! Pani!- jakaś służka wyrwała Barbarę od tej lektury i chwili odpoczynku. Całkiem długiej “chwili”, skoro nogi zdążyły jej ścierpnąć.
- Goście! Goście! - informowała dziewuszka, której młodej twarzyczki Basia nie rozpoznawała.
Basia pomału opuściła nogi i skrzywiła się czując nieprzyjemne dreszcze.
- Już dobrze… dobrze… Co za goście? - Odłożyła na bok swoją lekturę i spojrzała na służkę. - Pomóż mi z trzewikami.
- Tak pani.- służka upadła do stóp Basi i zabrała się za zakładanie ich.- Czarnoccy.
- Och… - Magnatka przyglądała się dziewczynie, starając się sobie przypomnieć cokolwiek o tym rodzie. - I ilu przybyło?
- Stanisław Czarnocki z żoną i synami. I ze świtą. Mniej niż tuzin.- odparła służka.
Magnatka zaczekała aż dziewczyna skończy wiązać im buty. Wstała powoli upewniając się, że pewnie stoi na nogach.
- Prowadź wobec tego. - Powiedziała nieco niepewnym głosem. Czyżby naprawdę zaczęło się to o czym wspominała Cosette? Powstrzymała ciężkie westchnienie już pomału zastanawiając się jak też wyglądają synowie Czarnockich.
- Tak pani. Małżonka jest w kaplicy… modli się przy trumnie wraz z dziećmi. Sam pan Czarnocki z pan Michałem rozprawiają w wielkiej jadalni.- wyjaśniła służka czekając, aż Basia wybierze miejsce do którego zechce się udać.
- Prowadź wobec tego do kaplicy. - Basia przekazała swoją książkę jednej z mijających ją służek prosząc, by ta zaniosła ją do zajmowanej przez nią obecnie komnaty.

Kaplica była już znanym Basi miejscem, acz za dnia wyglądała nieco… gorzej. O wiele lepiej było, gdy świece płonące w mroku nadawały jej pobożny nastrój. Dzień niestety odsłaniała niedoskonałości warsztatowe snycerzy i rzeźbiarzy, którzy tą kaplicę. Widać było, że była dziełem miejscowych rzemieślników. Przy trumnie zaś modliła się nobliwa i lekko przy kości kobieta w czarnobordowej sukni. Wraz z nią modlili się synkowie. Jeden z nich był dziesięcioletnim pacholęciem. Drugi… też młodziutki, niewiele młodszy od samej Basieńki. Pogrążeni w modlitwie nie zauważyli wchodzącej do świątyni magnatki. Albo udawali, że nie zauważyli.
Barbara podeszła do nich w ciszy, obserwując całą trójkę.
- Józef z pewnością byłby wdzięczny za tą modlitwę. - Wyszeptała.
- Tak. Z pewnością.- odparła kobieta kończąc modły i wstając. Widok Basi nieco ją zaskoczył, przyglądała się bowiem jej z lekkim niedowierzaniem i podejrzliwością. - Marianna Czarnocka herbu Lis. Mamy ziemie nieopodal, a i mój mąż kawał lasu dzierżawi od was… waszmości.
Basia uśmiechnęła się nie zważając na podejrzliwe spojrzenie kobiety.
- Moje serce także cieszy się, widząc Was tu w kaplicy. - Magnatka skupiła wzrok na synach Czarnockiej.
Ci przyglądali się jej z ciekawością. Młodszy otwarcie, starszy lekko opuściwszy wzrok.
- Z pewnością serce przede wszystkim krwawi po stracie drogiego męża?- odparła z przekąsem Marianna, której nie umknęło spojrzenie Basi. - I tęskni za… opieką męskiego ramienia?
- Rany są zbyt świeże by zdążyło zatęsknić. - Magnatka skupiła wzrok na oczach szlachcianki. - Zbyt nagle zdarzyło się to wszystko.
- Z pewnością… Nikt się bowiem nie spodziewał takiego obrotu sprawy. Nasz drogi Józef zdawał się trzymać mocno, jak na swoje lata. - odparła Marianna śmiało przyglądając się Barbarze.
- Takiego też go pamiętam. - Magnatka nie spuszczała wzroku. Nie wiedziała co też szlachcianka chce ugrać taką postawą ale i nie planowała o to pytać. - Wybaczcie mi jednak.. zapewne zmęczeni jesteście podróżą. Pozwólcie, że przejdziemy do bardziej przytulnych komnat.
- Och nie… nie jesteśmy. Nasz dworek leży jeno kilka staj stąd. Dlatego tak szybko tu dotarliśmy.- wyjaśniła uprzejmie kobieta.- Liczymy na rewizytę w najbliższej przyszłości ze strony waćpani.
- Nie omieszkam skorzystać z tego zaproszenia. - Barbara wskazała nieznacznym gestem na drzwi do kaplicy, dając znak, że chce by ją opuszczono. Musiała powitać jeszcze Pana Czarnockiego.
Matrona skinęła na pożegnanie głową i zabrawszy synków poczęła się oddalać z kaplicy, mijając po drodze stojącą w mroku służkę. Która robiła wszystko by nie rzucać się w oczy.
Magnatka podeszła do niej.
- Zaprowadź naszych gości do małej jadalni. - Powiedziała spokojnie. - Niech podadzą tam wino i jakieś przekąski.
- Tak pani.- odparła pospiesznie dziewczyna i pogoniła za matką i jej synkami.
Basia skierowała natomiast swe kroki w stronę jadalni by przywitać się z ojcem tej rodziny. Była niemal pewna, że Michał omawia z nim dalsze warunki dzierżawy lasów.
Wkroczyła dumnie do sali jadalnej przeznaczonej na wystawne uczty i tam zauważyła obu mężczyzn. Pan Czarnocki był starszy od swej żony, posiwiały już na podgolonej głowie i długich sumiasty wąsach. Oraz pokryty zmarszczkami na licu. Był starszy od Józefa i chudszy. I tak samo jak żona zdziwiony wiekiem Basi.
Skłonił się pospiesznie, gdy Michał Basię przedstawiał.
- Oto pani na zamku, jejmość dziedziczka rodu Żmigrodzkich, Barbara.
- Cieszę się mogąc poznać jednego z sąsiadów. - Magnatka dygnęła nieznacznie uśmiechając się do szlachcica. - Poznałam już małżonkę i synów waszmość pana.
-Ach kochana Marianna… już skończyła rozmowy. Wielce ją zmartwiła wieść o śmierci naszego dobrodzieja. Tak jak wielu z nas, sąsiadów i przyjaciół waćpani rodu.- odparł dyplomatycznie Czarnocki.- Jędrzej Czarnocki herbu Lis, sługa… sługa uniżony.
- Zaprosiłam ją do mniejszej jadalni, będzie dla mnie wielką przyjemnością jeśli i Panowie do niej dołączycie. - Barbara zerknęła na Michała, ciekawa czy mężczyźni skończyli już rozmawiać.
- Ja niestety nie mogę. Obowiązki wzywają.- stwierdził podwładny Basi, podczas gdy Jędrzej zgodził się skinieniem głowy.
Magnatka przytaknęła i wskazała drzwi Czarnockiemu zapraszającym gestem.
- Cieszę się bardzo widząc Was w tej trudnej dla mnie chwili. - Powiedziała powoli opuszczając komnatę.
- Toć naturalne, że sąsiedzi wspierają się nawzajem w tak trudnych chwilach.- rzekł mężczyzna przemierzając z Basią korytarz.
Barbara przytaknęła ruchem głowy. Szła wyprostowana starając się dumnie spoglądać przed siebie i nie myśleć o tym jak bardzo wyeksponowany jest jej dekolt.
- Kiedy będzie on pochowany? I gdzie ?- zapytał zamyślony mężczyzna nie przywiązujacy wagi do wyglądu Basi. Wyraźnie skupiony był na obecnej sytuacji swojej jak i rodu Żmigrodzkich spoglądał przed siebie.
- Tutaj, jutro. - Magnatka odpowiedziała spokojnie ciesząc się z tego braku zainteresowania. - Chciałam go pochować podczas kameralnej ceremonii i sprosić sąsiadów na stypę. Sprawi mi wielką radość jeśli się pojawicie.
- Z pewnością zjawi się wielu z nich.- odparł Jędrzej cicho i podrapał się po karku.- Szkoda że Józef umarł tak daleko od domu. Należałby mu się wystawny pogrzeb, acz… pewnie już śmierdzieć zaczyna?
Barbara przytaknęła.
- Niestety zeszło się nam na podróży. - Odparła ogólnikowo.
- To zrozumiałe. Droga z Krakowa długa i niebezpieczna.- odparł szlachcic współczująco.
- Jednak i mi zależy by odpowiednio go pożegnać, dlatego chciałabym wydać odpowiednio huczną stypę. - Basia zatrzymała się przed odpowiednimi drzwiami, czekając aż mężczyzna je otworzy.
- Z pewnością tak trzeba postąpić. - zgodził się z nią Jędrzej otwierając drzwi przed magnatką. W środku jego rodzina już się posilała. O dziwo… Marianna jadła drobnymi kęsami i niespiesznie, podczas gdy jej synkowie zachłannie rzucili się na mięsiwo.
Magnatka podeszła do stołu przyglądając się chłopcom z uśmiechem. Była ciekawa jak rzadko jadali takie rarytasy. Młodziki jedli aż im się uszy trzęsły, zaś Jędrzej podszedł do swojej żony i nachyliwszy się cmoknął jej policzek. Po czym usiadł naprzeciwko niej.
- Jejmość dobrodziejka nie dołączy do nas podczas tej wieczerzy?- zapytała uprzejmie Marianna widząc, że Basia się nie dosiada do stołu.
Magnatka zajęła miejsce na szczycie stołu sięgnęła jednak jedynie po kielich z winem.
- Wybaczcie ale nie wrócił mi jeszcze apetyt. - Odrzekła przyglądając się całej rodzinie. Była ciekawa kim tak naprawdę byli dla Józefa. Czy jedynie pomniejszą szlachtą z sąsiedztwa, czy może jednak kimś bliższym.
- No tak… to musi być straszliwa tragedia, zostać wdową w tak młodym wieku.- odparła współczująco Marianna. Zaś jej mąż spytał.- W jakich to okolicznościach zmarł nasz dobrodziej?
Tutaj już Basia nie dała rady powstrzymać rumieńca. Nie była pewna jak ma to opisać, więc umoczyła usta w winie.
- Po … nocy poślubnej. - Powiedziała cicho znad kielicha.
- I jak to zakończył życie. W nieszczęśliwym wypadku? - tym razem dopytywała się nobliwa małżonka.
- Nie.. po prostu… serce nie wytrzymało. - Basia upiła nieco więcej wina dodając sobie otuchy.
Teraz to małżeństwo się zaczerwieniło podejrzewając zapewne, że lubieżna młodziutka małżonka zajeździła swojego męża na śmierć.
Barbara nie wyjaśniała więcej. Wolała by myśleli cokolwiek byleby nie to, że go otruła, albo co gorsza… że ślub nie został skonsumowany.
- To była… nagła śmierć. - Dodała cicho upijając kolejny łyk.
Małżeństwo nie wiedziało co powiedzieć na te słowa. Żona patrzyła się z wyrzutem na męża, a sam Jędrzej skulił się w sobie.
Magnatka wzięła głęboki wdech uspokajając się.
- Może jednak przedstawicie mi swych synów? - Spytała, starając się zmienić temat. - Nie miałam okazji ich poznać.
- Młodszy to Antoni.- rzekła z dumą kobieta wskazując na dzieciaka, po karcąco mruknęła do niego. - Co siedzisz… wstańże i ukłoń się przed jaśnie panią dobrodziejką.
Dzieciak oderwał się od jedzenia, by uczynić co mu matka nakazała.
- Ile masz wiosen? - Basia uśmiechnęła się do chłopca.
Chłopaczek zaczął liczyć na palcach i w końcu rzekł dumnie. - Dziewięć.
Magnatka szczerze się ucieszyłą. Musiała przyznać, że dziecko było bardzo pocieszne. Przeniosła wzrok na drugiego chłopaka, czekając aż matka go przedstawi.
- A to moja duma Paweł. Pierworodny mój. - odparła Marianna z pietyzmem wymawiając imię mężczyzna. Ten się skłonił dodając od siebie. - To zaszczyt poznać waćpani i służyć pomocą w tak smutnym czasie.
- Ja cieszę się, że mogę Cię poznać. - Basia jeszcze raz przyjrzała się chłopakowi. - Ile starszy od brata jesteś?
- O dziesięć… - wyjaśnił młodzian również posługując się palcami w liczeniu. Co akurat nie dziwiło. Wielu dorosłych szlachciców wszak rachowało podobnie, kończąc nauki na kilku latach pod jezuickim szkoleniem. Bardziej przykładając się do szabli niż do liczydła.
- Jesteś już wobec tego dorosłym mężczyzną. - Basia uśmiechnęła się do chłopców, a potem do ich rodziców. - Gratuluję synów.
- W zasadzie… jest. - zgodziła się Marianna, acz miało się wrażenie że niechętnie wypuszczała synów spod swoich skrzydeł.
- A kiedy… zjawią się krewni waćpani? - zapytał szlachcic.
- Nie mam takowych. - Basia znów sięgnęła po kielich z winem.
- Smutna to wieść. Rodzina to skarb.- rzekł współczującym tonem Jędrzej.
- Józef miał mi być rodziną… ale prosze. Jedzcie. - Magnatka wskazała zastawiony stół.
Jędrzej skupił się na jedzeniu, wraz ze starszym synem któremu wciąż było mało. Jego żona i młodszy Antoś byli już najedzeni. Więc Marianna tylko skupiła się na częstym piciu wina z kielicha.
- Naprawdę cieszę się widząc was zwłaszcza, że ostatnie wydarzenia były dla mnie trudne. - Basia starała się nieco rozluźnić atmosferę. - Będzie też dla mnie zaszczytem jeśli pojawicie się na stypie Józefa.
- Z pewnością nie tylko my. - odparł Jędrzej. - Wielu jest ciekawych. Wszak nasz dobrodziej pojechał się żenić, a wrócił na marach z młodą wdo…
Zawstydzony swoją szczerością albo skarcony kopnięciem żony pod stołem, zamilkł jednak w pół słowa.
- Rozumiem waszą ciekawość. - Barbara nie była zrażona.
Dalszą rozmowę zdominował mąż jednak, nie żona. Temat zszedł na sprawy gospodarcze, które… nie okazały się specjalnie fascynujące. Czarnoccy gospodarowali niedużym i niebogatym skrawkiem ziemi, toteż liczyła się u nich każda kura i każda kaczka. Jędrzej poświęcał więc wiele swojej uwagi wioskom i planom wobec nich. Równie skromnym jak ich majętność. Basia zerkając na obfity posiłek przed sobą, taki o którym mogła pomarzyć kiedyś, zorientowała się jak odległa jest teraz od Jędrzeja i jemu podobnych. Wsi należących do niej zliczyć nie mogła, a co dopiero kur w nich.
Magnatka przysłuchiwała się temu z zainteresowanie czując, że niebawem będzie chciała się podjąć opieki nad własnym, panieńskim dworem. Na pewno wybierze kogoś by nim gospodarował… tylko kogo? Spokojnie zaczekała aż rodzina się posili i odprowadziła ich, prosząc by spodziewali się w najbliższym czasie zaproszenia na stypę.
Odwiedziny zakończyły się wylewnymi pożegnaniami i wyjazdem familii Czarnockich. Słońce powoli kierowało się ku zachodowi. Zamek trochę przycichł, choć ochmistrzyni nadal rozstawiała służbę do końca zajmując się jednocześnie przygotowaniami do pogrzebu, stypy jak i szykując pokoje dla nowej władczyni tej fortecy i okolicznych ziem.
Barbara postanowiła, że spożyje jeszcze w samotności niewielką kolację nim spotka się z Michałem. Posłała służąca by poprosiła kucharza o podanie jakiejś ryby i lekkiego wina, a sama postanowiła się rozejrzeć po wielkiej jadalni.
Sala ta była przeznaczona do uczt. Z wielkimi długimi stołami, z podium dla muzykantów i wreszcie osobnym stołem, również na podeście. Stołem “królewskim” przy którym to biesiadnicy, mogli z “góry” patrzeć na resztę. Owo wyniesienie nie było za duże. Ot mały schodek. Bo wszak Józef był tylko “Primus inter pares”... pierwszy pośród równych. Nie wywyższał się za bardzo, co by jego klienci czuli do niego sympatię, a nie tylko wdzięczność. Ściany zdobiły portrety przodków… zdumiewająco wiele z nich podobnych było do samego Józefa, co… oznaczało, że ród którego imię Basia przyjęła nie był aż tak bardzo stary i nobliwy jak sądziła. Czyżby jej mąż zamówił kolekcję portretów swoich antenatów za swojego życia? I stał się modelem dla większości z nich?
Magnatka przechadzała się wzdłuż ściany z obrazami czytając wpisane w ramach nazwiska i starając się je zapamiętać. Jaki by ten ród nie był i tak mogła się go wstydzić mniej niż własnej rodziny.
Te rozmyślania przerwała służka przynosząc posiłek i stawiając go tam, gdzie spodziewała się go umieścić. Na środku owego królewskiego stołu, dygnęła jeszcze raz i…
Do sali weszła Agata, spojrzała na posiłek, a potem na Barbarę, a potem na służkę. A potem zażądała od dziewczęcia.
- Mnie to samo przygotuj i przynieś, a rychło.
- Tak panienko. - rzekła służka i pospiesznie opuściła komnatę.
Basia zajęła swoje miejsce i wskazała siedzisko obok Agacie.
- Wybacz.. znów niezbyt miałam dla ciebie czas. - Upiła nieco wina. - Cosette ma zapewnić nam nauczyciela tańca.
Dwórka jednak musiała postawić na swoim, zajmując wyznaczone miejsce ale sadzając swój zadek na stole.
- Och… ma już jakichś kandydatów na to stanowisko? - zapytała z uśmiechem przyglądając się Basi i czasem prowokująco dekoltowi jej sukni. Taka niestety Agata była, dzika i nieobliczalna. I dominująca bez wyrafinowania jakie charakteryzowało Francuzkę.
- Służąca nie będzie miała gdzie podać ci posiłku. - Basia sięgnęła po kawałek ryby. - Dopiero dziś ją poprosiłam, ale na pewno ma już kogoś na myśli.
- Pewnie jakiegoś starucha, jak ten krzykliwy cudzoziemiec besztający mnie w ogrodzie.- burknęła dwórka i dodała.- Jeszcze nie dostałam posiłku toteż nie mam powodu usiąść.
- Widząc cię siedzącą na stole nawet nie powinni ci go podać. - Magnatka oderwała kawałek swojej ryby i podała go palcami Agacie, przysuwając je niemal pod usta dwórki.
- Mhmm…- usta Agaty objęły kawałek ryby, jak i palce go podsuwające. Smakowała przez chwilę, po czym odsunęła twarz i dodała buńczucznie.- No ale… to nie jest jakaś wielka uczta teraz… czemu musimy się trzymać etykiety przy tak trywialnych posiłkach?
- Bo to sala, w której przyjmowani są goście, a z tego co zauważyłam przybywają bez zapowiedzi. - Magnatka upiła nieco wina i podała swój kielich dwórce.
- Straże powinnaś zmienić, jeśli wpuszczają aż tutaj bez twojej wiedzy.- odparła Agata upijając trunku.
- Straże jeszcze pewnie nie są pewne, że Pani się im zmieniła. - Basia oparła się na łokciach na stole i spojrzała do góry na dwórkę. - Jednak najważniejsze to… czy jest ci tak wygodnie?
- Gdyby nie było, to bym nie siedziała.- odparła Agata bujając stopami i wodząc spojrzeniem po twarzy i kibici magnatki. Zamyśliła się przy tym. - Widoki są interesujące.
- Też nie narzekam. - Basia opuściła wzrok na pośladki dwórki znajdujące się tuż obok talerza i sięgnęła po jedzenie niby niechcący o nie zahaczając dłonią. - Choć chyba wolałabym by materiału było mniej.
- W gieźle byś mnie chciała zobaczyć, co? - zachichotała Agata. Rozejrzała się dookoła, po czym wlazła na stół i zaczęła bezczelnie podciągać suknię odsłaniając kostki i łydki… całkiem zgrabne łydki.
Magnatka obserwowała ją nie wstając z krzesła.
- Teraz chętnie też zobaczę twoją minę, gdy wejdzie tu służąca. - Zaśmiała się cicho, sięgając po kolejny kęs jedzenia.
- Za tą uwagę nie zobaczysz więcej.- naburmuszyła się Agata opuszczając suknię i zeskakując ze stołu. Obeszła magnatkę i nachyliła chwytając ją za piersi którym się tak przyglądała wcześniej. - Waćpani też może znaleźć się w kłopotliwej sytuacyji… nie tylko ja.
- Na mnie jednak służba złego słowa nie powie. - Basia obejrzała się ponad ramieniem i ucałowała policzek dwórki. - I tak uchodzę za tą, która zamęczyła męża podczas podróży poślubnej.
- Na pewno chcesz takie plotki rozpuszczać. Ja mężem nie jestem.- mruknęła Agata mocniej ściskając uwięzione w gorsecie piersi, acz… Basia czuła że drży ze strachu. Czupurnej dwórce brakowało tupetu, by zrealizować swoje groźby… publicznie przynajmniej.
- Mogę przyznać, że jest to dla mnie nieco obojętne? - Magnatka pogładziła twarz dwórki. Musiała się uczyć takiego podejścia. Jak mówiła Cosette, miała się cieszyć tym wszystkim, a nie przejmować tym co mawia służba. - Chodź, usiądź obok i opowiedz jak ci minęło popołudnie.
Agata mocniej ścisnęła krągłości Basi ocierając je siebie, nie bardzo wiedząc jak wyjść z tej sytuacji. Wcale nie chciała dać się podporządkować… jej gorąca krew i rogata dusza na to nie pozwalały. Nachyliła się, polizała szyję magnatki… jej oddech był ciepły.
- No… dobrze… - w końcu uległa uwalniając jasnowłosą ze swoich objęć i siadając na miejscu obok.
Dotyk dwórki wyrwał z ust Basi cichy pomruk, nad którym nie starała się zapanować. Poczuła jednak ulgę, gdy Agata ustąpiła.
- Więc… jak spędziłaś popołudnie? - Spytała, sięgając delikatnie drżącą dłonią po kawałek ryby.
- Och… nudno…- zamruczała Agata kładąc się brzuchem na stole. I zaczęła litanię narzekań. Na czytanie, na szydełkowanie, na Cosette, na starucha który wrzeszczał na nią w ogrodzie gdy wspinała się po drzewie, by zerwać soczyste jabłko.
W tymczasie do komnaty weszła służka przynosząc wieczerzę dla Agaty.
Barbara podziękowała służącej skinieniem głowy.
- Nie wygodniej było poprosić by ktoś ci zerwał to jabłko, skoro już nie chciałaś jakiegoś z kuchni? - Odezwała się dopiero gdy zostały ponownie same z Agatą.
- A gdzie w tym zabawa? Sama waćpani daje ten przykład czyniąc rzeczy przyjemne acz niewłaściwe.- odparła dwórka biorąc kawałek ryby w palce i podsuwając go pod usta Basi.
Magnatka uśmiechnęła się i ujęła delikatne mięso wargami. Possała delikatnie palce dwórki, po czym wylizała je dokładnie, uważnie obserwując przy tym Agatę.
Ta się uśmiechała wesoło i łobuzersko. Oderwała kolejny kawałek ryby podsuwając ten kąsek Basi i przybliżając się ku niej.
- Dyć to co zakazane, takie przyjemne bywać potrafi.- wymruczała prowokująco.
- Zjedz, chyba też byłaś głodna. - Basia nie zważając na kolejną przekąskę, sięgnęła po swój kielich z winem.
- Byłam byłam… - zaśmiała się bezczelnie Agata, acz zabrała za posiłek, pochłaniając go żarłocznie jak młodzieńcy posilający się wcześniej.
- Czyżby śpieszno ci było mnie opuścić? - Basia obserwowała ją z rozbawieniem, zjadając kolejny kęs swojej kolacji. Sama nie miała dużego apetytu, a wizja pogrzebu i stypy jeszcze zaciskała jej żołądek.
- Nie… planuję szybko dobrać się do deseru.- odparła z dwuznaczym uśmiechem dwórka zerkając na magnatkę znacząco.
- Myślę, że deser nigdzie nie ucieknie, a takimi posiłkami warto się cieszyć. - Magnatka pokręciła głową i skończyła swój posiłek. Pomału wytarła dłonie w przyniesioną serwetkę.
- Czy ja wiem… mam wrażenie, że ten deser akurat lubi uciekać.- zachichotała dwuznacznie Agata. - Nie tak śmiały, jak udaje.
- Też nie jesteś tak śmiała jak zapewne chciałabyś być. - Basia sięgnęła po kielich z winem i zaczęła je sączyć spoglądając to na Agatę to na drzwi.
- Hmm… żeby się waćpani nie zdziwiła.- naburmuszyła się prowokowana dwórka. Wstała i spróbowała okrakiem usiąść na siedzącej przy stole magnatce.
Basia szybko odstawiła kielich nim na jej kolanach znalazł się przyjemnie ciepły ciężar.
- Agato… obie nie potrzebujemy tu plotek na nasz temat, prawda? - Westchnęła ciężko, choć jej wzrok spoczął na znajomym dekolcie. Niechętnie oderwała od niego spojrzenie by podnieść je na oczy dwórki. - Wróć na swoje krzesło.
- Wiedziałam… - odparła triumfująco dwórka i pochwyciła dłońmi twarz Basi, nachyliła się i pocałowała zachłannie usta dociskając swój biust do piersi jasnowłosej.
Basia powoli odpowiadała na pocałunek. Kusiło ją by objąć kochankę, starała się jednak trzymać dłonie na stole.
A dłonie Agaty objęły teraz szyję wodząc po skórze Basi, gdy rozkoszowała się zarówno pocałunkiem jak i górującą pozycją na szlachcianką.
- Też chętnie cię zobaczę bez przyodziewku.- wymruczała po pocałunku przenosząc dłonie na biodra siedzącej magnatki.
- Myślę jednak, że obie powinnyśmy pozostawić takie spotkania, na wspólny czas w pokoju kąpielowym lub sypialni. - Basia westchnęła ciężko i klepnęła delikatnie pośladek Agaty. - Zejdź proszę.
Dwórka namyślała się nad jej słowami, ale to kroki które posłyszały zmusiły ją do szybkiego podjęcia decyzji i pospiesznego zejścia z ud magnatki. Ktoś się zbliżał do sali jadalnej.
Basia odetchnęła i spróbowała uspokoić się, poprawiając jednocześnie suknię.
Do sali wkroczył pan Michał i zamaszyście pokłonił się obu kobietom.
- Jakże raduje się moje serce na wasz widok.- rzekł kurtuazyjnie, po czym poważnym tonem zwrócił się do Basi.- Twoja obecność jest wymagana w gabinecie. Sprawy związane z zamkiem.
Wyraźnie dał tym do zrozumienia Agacie, że jej obecność jest… niepożądana.
- Oczywiście. - Barbara podniosła się od stołu, ale obejrzała się na Agatę. - Może spożyjemy jutro wspólnie śniadanie? - Zaproponowała, uśmiechając się do dwórki.
- Hmm… może być. - odparła nieco udobruchana Agata, dygnęła lekko i ruszyła do wyjścia z sali jadalnej.
Magnatka odprowadziła ją wzrokiem i gdy drzwi za Agatą się zamknęły odetchnęła. Było blisko.
- Waćpani… gotowa? - zapytał stary szlachcic.
- Tak… chyba. - Basia zawahała się. - Nie do końca wiem na co.
- Są sekrety które powinny zostać w rodzinie. I jako że to teraz twoja rodzina, to ty powinnaś je odziedziczyć. - odparł smętnie i powoli Michał ruszając powoli w kierunku drzwi. - Gdy dowiesz się jaki on jest, sama zrozumiesz, że ów sekret powinien nadal pozostać sekretem.
Magnatka podążyła za szlachcicem. Czuła niepokój ale i potworną ciekawość.
- Jednak… upewniaj się czy Agata nie podąża za nami. - Szepnęła gdy zbliżyła się nieco do mężczyzny.
- Bardziej obawiam się wścibstwa Cosette.- odparł żartobliwie stary szlachcic, gdy szli we trójkę korytarzami zamku pogrążonymi w ciemnościach wczesnych godzin nocnych.
- Ona… raczej spróbuje uzyskać informacje inaczej. - Magnatka zarumieniła się nieco, ciesząc się półmrokiem panującym w korytarzu.
- Nie lubi nie wiedzieć wszystkiego. - przyznał Michał rzeczywiście bacznie się rozglądając. Wkrótce oboje dostrzegli słabe światełko migające w okolicy kuźni.
Magnatka podążała w ciszy za szlachcicem, także się rozglądając i starając się domyślić gdzie też mężczyzna ją prowadzi. Oboje doszli do kobiety trzymającej w dłoni małą latarnię owiniętą tkaniną co by nieco przytłumić jej światło. To niewiastą była Libena.
- I jak? Co mówią gwiazdy?- zapytał pół żartem pół serio Michał.
- Dzisiaj będzie spokojna noc, co zresztą sam byś stwierdził zerkając na księżyc.- odparła z ironicznym uśmiechem Czeszka.
Widok astronomki nieco zaskoczył Barbarę.
- Czy... ruszamy dalej razem? - Spytała niepewnie Michała.
- Tak. Ruszamy.- stwierdził szlachcic i zwrócił się do Libeny. - Prowadź.
Kobieta skinęła głową i ruszyła przodem. Wkrótce dotarli do wieży zamkowej pilnowanej przez dwójkę strażników. Na widok zbliżających się gości,wyprostowali się niczym struny. Ale nie otworzyli dopóki im pan Michał nie nakazał.
Wrota których pilnowali były ciężkie i otwarły się ze zgrzytem. W środku były schody prowadzące na górę jak i na dół.
- Na górze pomieszkuję ja… schody prowadzące na dół… tam niewiele osób może schodzić.- wyjaśniła Libena cicho.
Magnatka przytaknęła. Może w końcu zrozumie czemu Józef trzymał Libenę.
- Za każdym razem przechodzisz przez straże? - Barbara zerknęła z zaciekawieniem w dół schodów.
- Tak. Oczywiście nie muszą mi otwierać. Mam klucz.- odparła z uśmiechem Czeszka i wskazała schody.- Przyjdź do mnie, jak już skończycie w lochach poznawanie sekretu twojego męża.
Po czym skierowała się na górę.
- Dobrze. - Basia niepewnie zerknęła na Michała.
Szlachcic w milczeniu wskazał dłonią schody prowadzące na dół, po czym ruszył przodem. Zapalił pochodnię tkwiącą przy wejściu i zabrawszy ją ruszył pierwszy po wąskich i krętych stopniach.
Magnatka ujęła swoją suknię, unosząc ją lekko i ruszyła za Michałem. Czuła dreszcze przeszywające jej ciało z niepokoju. Drżące palce musiała mocniej zacisnąć na materiale sukni.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-09-2019, 19:53   #25
 
Aiko's Avatar
 

Schodzili dość długo i powoli. Robilo się coraz zimniej i wilgotniej. Na końcu schodów dostrzegli kolejne źródło światła i posłyszeli przekleństwa połączone z szelestem kart uderzających o stół. Ktoś grał na dole w karty. Pewnie straż pilnująca… czegoś.
Magnatka bardzo żałowała że ma teraz mocno odsłonięty dekolt. Czuła na nim gęsią skórkę.
- Co… co to za miejsce? - Szepnęła cicho do swego towarzysza.
- Tajemnica. O tym loszku niewiele osób w zamku wie. Tu nie trzymamy więźniów.- wyjaśnił szlachcic, gdy dochodzili do ostatniego stopnia.
Strażnicy na widok pana Michała wyprostowali się niczym struny i nerwowo zerkali na beczkę na której to grali w karty. Uzbrojeni byli nie tylko w pałasze, ale i w długie włócznie których groty były rozdwojonymi widłami. Oprócz tego mieli pistolety przy pasie i nabite muszkiety.
Basia także z zaciekawieniem zerknęła na beczkę ciekawa w co grali strażnicy, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu. Obawy nieco przytłumiała ciekawość. Bo co mógł skrywać taki “loszek”?
-Świeża krew? Czyżbyś przepędził Jadźkę z zamku? - chrapliwy śmiech z jedynej tu celi przerwał ciszę, gdy Barbara przyglądała się kartom na beczce. - Czemu? Jeszcze nie znudziła. A i wytrzymać potrafiła wiele.
- To nie świeża krew Janie, to… pani na zamku, Barbara Żmigrodzka. - odparł starzec i zwrócił się do Basi.- Poznaj największą tajemnicę zamku, syna Józefa… Jana Żmigrodzkiego.
Magnatka spojrzała zaskoczona na Michała.
- Ale… Jak? - Nim szlachcic zdążył odpowiedzieć podeszła do celi.
- Żona ojca?- odparł mężczyzna siedzący w celi, po czym ruszył w kierunku Basi. I blondynka mogła się jemu przyjrzeć. Nie wyglądał strasznie, choć strój miał sfatygowany, jak i fryzurę. Podszedł bliżej i przyjrzał się blondynce.- A gdzież jest mój ojciec?
- Nie żyje. - Magnatka odezwała się cicho i obejrzała na Michała. - Czy wobec tego Jan nie powinien przejąć majątku? - Wypowiedziała na głos swoją obawę.
- To niemożliwe… ja zaginąłem bez śladu i nie żyję. Jak widzisz. - odparł ironicznie Jan siadając po czym wskazał palcem na głębokie rysy zdobiące ściany jego celu. - Cierpię na rzadką chorobę, która nie pozwala mi się pokazywać publicznie.
- Jaką? - Basia pokręciła głową. - Co to w ogóle za pomysł?! - Uniosła nieco głos spoglądając na Michała. - Toż.. toż ten człowiek nic nie zrobił, prawda? Czemu trzyma się go w celi?
- Otóż waćpani…- zaczął szlachcic, acz Jan mu przerwał.- Te kraty nie są po to by mnie zatrzymać w celi, ino by was chronić przede mną. Przebywam tu z własnej woli i za sugestią Libeny.
Magnatka poczuła nieprzyjemny dreszcz i rozejrzała się po lochu. Kamienne ściany, brak okien. Kto dobrowolnie mógłby się skazać na coś takiego?
- Czy.. jesteś jednym z tych, którym postradało zmysły? - Powiedziała niepewnie.
- Sporadycznie… tak.- potwierdził Jan wzdychając ciężko i zwrócił się do Michała.
- Jak… zmarł mój ojciec?
- Miał raczej spokojną i szybką śmierć.- odparł szlachcic głaszcząc się po brodzie.- Wielu by mu jej zazdrościło.
Magnatka zarumieniła się. Czy syn Józefa nie miał prawa poznać prawdy o śmierci ojca? Skąd w ogóle taki pomysł.
- Chcę wiedzieć co dokładnie ci dolega. - Powiedziała na tyle stanowczo na ile tylko była w stanie.
- Bywam niebezpieczny i agresywny… zwłaszcza takie śliczne panienki winny się trzymać ode mnie z dala, jeśli im suknie miłe. - Jan podszedł bliżej celi zerkając wprost w dekolt sukni, by nastraszyć Basię. Najwyraźniej nie zamierzał odpowiedzieć na to pytanie.
Magnatka zarumieniła się mocniej ale ani się nie cofnęła, ani nie osłoniła swych piersi.
- Rozważę to jeśli powiesz co dokładnie ci dolega. - Powiedziała, nieco już drżącym głosem.
- Czyż cnotliwa pannica nie winna uskoczyć teraz przestraszona?- zapytał zaintrygowany Jan.
- Teraz raczej zwracają się do mnie “Waćpani”, a nie pannica. - Mruknęła, robiąc naburmuszoną minę.
- Waćpani…- dłoń mężczyzny wysunęła się spomiędzy prętów krat i pochwyciła rękę Basi. Szarpnięta za nią jasnowłosa przylgnęła do krat, czując zimne pręty wciskające się w jej biust i drugą dłoń Jana zaciskającą za krągłość jej piersi. Bezczelnie szarpnął za suknię i za dekolt… z olbrzymią siłą, tak że nici zaczęły pękać i szata nieco więcej owej krągłości odsłoniła. -... bardziej czujna być powinna i nie czuć się za pewnie w loszku.
Mruknął to patrząc jej wprost w jej oczy.
Strażnicy chwycili za strzelby, a Michał wrzasnął.
- Janie! Zachowuj się. To nie dziewka wszeteczna dla twojej uciechy.
Basia na chwilę zaniemówiła. Męska dłoń na jej piersiach sprawiła, że zadrżała cała.
- Proszę byś mnie puścił. - Powiedziała z trudem, starając się wolną dłonią odepchnąć od krat.
- Nie mam na to ochoty waćpani… a ty wszak chciałaś bliżej mnie poznać?- kciuk wodził po skórze piersi odsłonietej w wyniku tej napaści. - gdy mężczyzna spoglądał na Basię uśmiechając się drapieżnie, silny i nieugięty. Szlachcianka nie miała szans ni wyrwać się z jego uścisku, ni odsunąć od krat.
- Janie… zachowuj się… pamiętaj, żeś szlachcicem był.- apelował Michał, a on warknął.- Ale już nie jestem, a ona sama igrała ze mną.
- Dyć ona jeszcze nie jest obeznana z tobą.- przypomniał mu stary szlachcic.
- Nie igrałam z tobą. - Basia zadrżała mocniej czując męski dotyk. - Nie chcę cię poznawać w ten.. w ten sposób.
Jan puścił szlachciankę i burknął. - Zmęczony jestem. Niech mi tu jutro Jadźka się zjawi.
Odsunął się od krat i ruszył ku swojemu legowisku. Pryczy, ale z pościelą. Celę urządzono dbając o wygody więźnia.
Basia cofnęła się osłaniając odsłoniętą pierś.
- Jeśli mi nie odpowiesz nie pojawi się tu żadna Jadźka. - Powiedziała stanowczo. - Będę jedyną kobietą, którą będziesz oglądał i to na dystans.
- To nie jest dobry pomysł waćpani.- odparł Michał, a niewzruszony jej groźbą pasierb Basi dodał.- Niech czyni co chce… rozlana krew pójdzie na jej sumienie.
Jaki on był uparty! Czuła irytacja w niej narasta.
- Wobec tego ustalone. - Powiedziała podchodząc do drzwi.
- Tak. - wzruszył ramionami Jan przyglądając się jak wychodzi wraz z Michałem.
- Dobranoc. - Magnatka opuściła komnatę zirytowana, ale do Michała odezwała się po kilku stopniach. - Co za uparciuch.
- To tylko jedna z wielu jego wad.- odparł szlachcic zerkając przez ramię. - Przede wszystkim jest jednak niebezpieczny.
Magnatka szła w zamyśleniu przytrzymując swoją suknię.
- Co mu jest? - Zapytała cicho.
- Trudno to wyjaśnić… -odparł zamyślony starzec. - Uczeni zwą to… likantropią. Miejscowi klątwą wilkołactwa.
Basia zatrzymała się spoglądając na szlachcica.
- Toż to… czy to… czy to nie jedynie opowiastki dla dzieci?
- Nie. To nie są opowiastki dla dzieci. - stwierdził krótko i ponuro Michał.
- Jak się mu to stało? - Basia nie ruszyła się z miejsca, ciesząc się, że ciemności osłaniają jej uszkodzony strój. - Nie da się z tym nic zrobić?
- Libena próbuje… dotąd bezskutecznie. - wzruszył ramionami starzec głaszcząc się po brodzie.- Na razie umie łagodzić jego… ataki.
- Rozumiem. - Basia westchnęła i pomału ruszyła za Michałem. Choć pragnęła by alchemiczce się udało, bo mimo wszystko nie uważała by Jan zasługiwał na taki los to… fakt że żyje oznaczał, że jej wygodne życie może się w każdej chwili skończyć. Westchnęła smutno.
- A jak się to stało…- westchnął szlachcic smętnie. - Tak naprawdę to nie wiadomo. Może został przeklęty, może ugryziony przez demona wcielonego w wilka, może… Ja waćpani jestem prostym szlachcicem. Te kwestie przekraczają moje rozumowanie.
- Moje, jak na razie, także. - Magnatka zacisnęła dłonie na sukni. - Porozmawiam z Libeną.

Rozdzielili się. Szlachcic opuścił wieżę, magnatka zaczęła się wspinać po schodach na górę. Co było męczącym doświadczeniem, bo Libena mieszkała wysoko. W końcu jednak szlachcianka dotarła do drzwi jej komnaty.
Zapukała niepewnie, targana wieloma wątpliwościami i zawstydzeniem wynikającym ze stanu w jakim znalazło się jej odzienie.
- Wejdź proszę. - usłyszała w odpowiedzi, a gdy otworzyła drzwi ujrzała komnatę… jaką się ujrzeć spodziewała. Dziwne przedmioty, kula z kryształu na stoliku. Jakaś czaszka tuż obok. Kociołek na wygaszonym palenisku. Mapa nocnego nieba oprawiona i zawieszona na ścianie. Szafka z grubymi księgami oprawionymi w skórę. Samej gospodyni nie było, acz głos odezwał się zapewne zza wzorzystego parawanu malowanego w pawie.
- Masz może nić i igłę? - Basia z zakłopotaniem rozglądała się po nietypowym wnętrzu.
- Igłę i nić? Obawiam się że nie… aż tak źle poszło?- zapytała Libena wychodząc zza parawanu z tacą. Na niej była butelka wina i dwa kielichy. Czeszka rozpuściła luźno swoje czarne włosy… które teraz opadały na jej ramiona. Zerknęła na jasnowłosą w rozbawieniu.- Nie masz co kryć… obie przecież niewiastami jesteśmy.
Magnatka zarumieniła się bardziej.
- Nie pobytem tutaj się martwię lecz powrotem do mych komnat.
- Późno już. Płaszczem się otulisz, to wystarczy. - odparła z uśmiechem Libena stawiając wino wraz kielichami na stoliku.- Grzane z przyprawami, dobre na to by rozgrzać ciało w taką noc.
Barbara nie skomentowała. Ona wiedziała kogo zastać może w swej sypialni i że długo będzie musiała się tłumaczyć z porwanego stroju. Westchnęła ciężko i sięgnęła po kielich.
- Dziękuję. - Upiła nieco ciepłego napoju. - Czyli Józef sprowadził cię byś zajęła się jego synem?
- Tak.- potwierdziła krótko Libena siadając przy stoliku i przyglądając się Basi.- Może wciśniesz się w moją suknię?
Magnatka pokręciła głową i przysiadła po drugiej stronie stolika. Jedną ręką ściskała kielich, drugą przytrzymując oderwany materiał.
- Opisz mi co dokładnie mu dolega. Czy.. czy on zawsze był taki impulsywny?
- Nie bardziej niż inny krewki szlachcic w jego wieku.- zaśmiała Libena upijając wina.- … zapewne. O to jednak pytaj Cosette nie mnie. Ja go poznałam, gdy już odmienion był. Gdy pełnia staje się bardziej agresywny… w blasku księżyca w pełni wilkołakiem się staje. Zmienia się w pół zwierza pół człeka, zatraca myśli i ludzkie cechy. Bez światła księżyca też jest bardziej agresywny, niebezpieczny i silny niczym wilk. Jest w nim duch bestii który próbuje się wyrwać na wolność, jak i dusza człowieka która go pęta. Ja pomagam Jan z owymi pętami. Sporządzam mikstury z belladonny które mu w tym pomagają. Są też… kobiety które lubią dzikich kochanków i w miłosnych harcach pomagają mu nieco w ujściu agresji.
- To od tego jest ta Jadźka? - Magnatka oparła się łokciami o stół. - Nie powinnam bronić mu dostępu do niej, prawda?
- Lepiej go trzymać spokojnego. Oszczędzi to nastawiania kości. - odparła żartobliwie Libena zerkając na odsłonięty obszar biustu jasnowłosej. - Sama się przekonałaś jak silny być potrafi.
- Tak… jednak zirytował mnie i obiecałam, że nie zobaczy innej kobiety niż ja. - Basia powstrzymywała się przed zasłonięciem piersi. - Wyrywa się ze swej celi?
- I przy okazji zdarza mu się poturbować każdego, kto stanie mu na drodze. Jeśli mamy szczęście.- potwierdziła Libena i dodała żartem. - Czyżbyś zatem zamierzała zastąpić Jadźkę w jej obowiązkach?
- Nie mam takiego planu. - Magnatka naburmuszyła się. - Po prostu nie odpowiada mi, że bierze to co chce… kiedy jest najbliższa pełnia?
- Jeśli waćpanią jeno widzieć będzie, to takie drażnienie gwałtem się może skończyć… i suknią w strzępach.- oceniła Libena popijając wino i zerkając na piersi szlachcianki. - Jeśli pełnia nadejdzie jednak, a on będzie gniew… i moje mikstury nie wystarczą by szału uśmierzyć, to… nie skończy się na złamanych kościach. Apetyt ma bowiem w zwykłe noce, w pełnię zaś… nie niewiast on pożąda, a krwi. I zabijać wtedy będzie, jeśli spokoju ducha w nim nie będzie. Dwie noce mamy, by uspokoić tak, by kłopotów nie sprawiał.
Dolała sobie i Basi wina dodając.- W gniewie groźby rzucałaś, więc gdy głowa ochłonie cofnąć je możesz.
- Porozmawiam z nim jeszcze jutro. - Basia spojrzała na okno starając się ukryć zawstydzenie spowodowane spojrzeniem Czeszki. - Choć jeśli to tylko dwa dni… ech… pogadam z Michałem.
- Porozmawiaj z nim. - mruknęła Libena uśmiechając się ironicznie na widok zaczerwienionych policzków Basi. Jej stopa śmiało sięgnęła pod suknię szlachcianki i trzewik musnął łydkę. - Widzę, że waćpani stała się wychowanicą Cosette.
- Łatwo to zauważyć? - Magnatka spojrzała niechętnie na Libenę nie cofnęła jednak nogi.
- Tylko dla wprawnego oka.- odparła żartobliwie alchemiczka nie cofając stopy muskającej łydkę magnatki, ale też nie posuwając się dalej w swoich “żarcikach”. Upiła wina dodając.- Nie trwóż się. Jestem osobą, która umie strzec powierzone jej sekrety.
- Wprawnego oka czy oka kochanki Cosette? - Barbara westchnęła ciężko i upiła duży łyk.
- Wprawne oko jej byłej… kochanki. - zaśmiała się alchemiczka i pokręciła głową na boki. - Jeśli chodzi o mnie to Cosette akurat nie była tą która mnie zbałamuciła.
- A o co się pokłóciłyście? - Magnatka przyjrzała się uważnie Libenie.
- Cosette lubi wszystko wiedzieć… i nie podobało jej się, że do pewnych sekretów nie była dopuszczana. Mimo że jest wszak równie ważna co Michał i ma wyższą pozycję tutaj niż ja. - odparła enigmatycznie Libena i wzruszyła ramionami.- Poza tym… nazywanie nas kochankami to przesada. Ot czasem ogrzałyśmy się razem w czasie zimowych nocy. Gdy spadnie śnieg, robi tu się nudno.
- Czemu trzymacie to przed nią w sekrecie? - Magnatka opróżniła kielich i odstawiła go na stół. Czuła jak ciepło rozlewa się po jej wnętrzu. - Zarządza służbą… zapewne i znachorami. Jeśli coś się komuś stanie to tylko znów obudzi jej ciekawość. Może zrobić coś głupiego i niechcący ujawnić sekret.
- Im mniej ludzi wie, tym lepiej.- odparła krótko Libena spoglądając w oczy Basi. - Wiedz także, że Cosette miała romantyczną znajomość z Janem. A on jest nadal dumnym szlachcicem, który nie chciałby by jego była kochanka zobaczyła go w tak godnym pożałowania stanie. Jak sądzisz, dlaczego Jan… oficjalnie umarł? To jest właśnie… męska duma.
Stopa Libeny przesunęła się wyżej po łydce docierając do kolana jasnowłosej.
-Dlatego to musi pozostać sekretem, także przed Cosette. A ja złożyłam obietnicę i zrobię wszystko by ją dotrzymać.- mruknęła Libena oblizując lubieżnie usta.- Nawet jeśli będę musiała uwieść jej ulubienicę.
- Teraz to ja jestem panią na zamku i nie obchodzi mnie niczyja męska duma, tak długo jak będę wiedziała, że sprawia mi to kłopoty. - Basia zadrżała delikatnie od dotyku na swoim udzie. - Komu złożyłaś tą obietnicę?
- Twojemu mężowi, gdy mnie przyjął na służbę.- mruknęła Libena wodząc po udzie Basi stopą i popijając wino. Wodziła wzrokiem po biuście magnatki dodając. - Co więc mogę zrobić, byś zachowała ten sekret tylko dla siebie?
Uśmiechnęła się dodając.- Jestem gotowa na wiele poświęceń, choć… mam wrażenie że nie będą one aż tak straszne.
- Pokaż mi, że to naprawdę oszczędzi nam kłopotów. - Basia na chwile przygryzła wargę. Czuła narastające podniecenie. Gorąc zbierający się w podbrzuszu. Nie chciała jednak załatwiać spraw w ten sposób… prawda? - To.. to wystarczy. - Wyszeptała rozpalonym głosem. - Powinnam wracać do siebie.
- Oczywiście że oszczędzi. Dyć wszyscy wiedzą, że Jan zginął, nieprawdaż?- zapytała alchemiczka przesuwając stopę na podbrzusze szlachcianki i spoglądając jej w oczy. - Mogę ci wiele pokazać… w alkowie… jeśli chcesz.
Uśmiechnęła się drapieżnie dobrze zdając sobie sprawę z pragnień jasnowłosego gościa.
- To… to nie jest argument. - Magnatka przymknęła nieco oczy delektując się dotykiem Czeszki.
- To jest propozycja przedstawienia wszystkich argumentów. - wymruczała Libena masując stopą obutą w trzewik podbrzusze kochanki.
Basia niepewnie położyła dłoń na stopie znajdującej się pod suknią. Czuła wilgoć zbierającą się w bieliźnie.
- To… nie jest dobry wieczór. - Powiedziała cicho, choć jej ciało zadawało kłam tym słowom. Drżała od podniecenia z trudem panując nad oddechem.
- Ale może być bardziej przyjemny. - mruknęła alchemiczka prowokująco poruszając stopą. - Proszę waćpani o odrobinę… dyskrecji. Nie trzeba wszak już dziś albo jutro mówić Cosette o Janie. Właściwie nie potrzeba w ogóle… lepiej nie działać ni w pośpiechu, ni w gniewie.
Magnatka przyjrzała się Czeszce. Czy naprawdę miała prawo poprawić sobie nastrój jej kosztem? Nie mając tak naprawdę nawet w planie rozmowy z Cosette. Nie była taka.
- Nie powiem jej dziś, ani nawet pewnie w najbliższych dniach. - Westchnęła ciężko i posmutniała. - To nowa sytuacja też dla mnie. Zadowolona? Nie musisz mnie przekonywać.
- Czyżbym była aż tak szpetna? - zachichotała rozbawiona Libena i musnęła dłonią swój kark. -No cóż. Nie mam modnych sukni jak Cosette. Ni tylu pomad i pachnideł, by swoją urodę poprawiać. Ale… mogę posłać po Michała. I wam nie przeszkadzać.
- Nie musisz poprawiać swej urody. Jesteś piękna, lecz nie będę cię namawiać na umilanie mi czasu kłamiąc. - Basia uśmiechnęła się.
- W tej chwili namawiasz bardziej strojem, niż słowami. - mruknęła alchemiczka z uśmiechem wpatrując się w nieco odsłonięty biust magnatki.- Wierz mi moja droga. Posmakowanie ust władczyni tego zamku, to żadne poświęcenie z mojej strony.
- Więc… chcesz ich skosztować tu? - Basia zarumieniła się mocniej, niecierpliwie czekając na decyzję astrolożki.
- Chcę to usłyszeć z twoich ust wpierw. Pocałuj mnie Libenko… i chcę by zabrzmiało to szczerze. - rzuciła jej wyzwanie gospodyni.
Basia westchnęła ponownie.
- Dręczysz mnie… - Powiedziała cicho, po czym dodała. - Pocałuj mnie Libenko.
- Z przyjemnością. - wymruczała Czeszka powoli wstając od stolika. Obeszła go, usiadła z gracją na udach Barbary. Objęła ramionami jej szyję i przylgnęła ustami do warg Basi całując je powoli i namiętnie. Smakowała winem i pożądaniem.
Magnatka objęła Libenę w biodrach i oddała pocałunek sięgając w głąb ust kochanki swym językiem. Chciała zapomnieć dotyk Jana na swojej piersi. Umilić sobie ten wieczór. Jej dłoń powoli przesunęła się na jedną z piersi Czeszki i zacisnęła na niej.
Libena też wyraźnie urozmaicała sobie wieczór, bo oprócz namiętnego pocałunku, chwyciła palcami rozdarty materiał by oderwać go bardziej i odsłonić więcej biustu uwięzione w gorsecie. Palce jej muskać poczęły nagą skórę Basi.
To nie pomagało przy zapominaniu. Niemal widziała drapieżne oczy Jana. Czuła jego szorstki palec na swym ciele. Pogłębiła pocałunek sięgając wolną dłonią do wiązania sukni Libeny.
Alchemiczka zajęta pocałunkami i rozkoszowaniem się miękką skórą piersi pod palcami pozwalała Basi na jej małe figle. Nie reagowała, gdy szlachcianka rozpinała guz za guzem rozluźniając jej czarną suknię.
Magnatka zsunęła z pomocą kochanki górę jej odzienia i odsunęła się nieco by przyjrzeć się Libenie. Która pod skromną czarną suknią nosiła koronkowy czerwony i prześwitujący gorset kontrastujący z jej bladą cerą i podkreślający jej dość małe acz zgrabne piersi.
- Podoba ci się to co widzisz? - wymruczała zmysłowo Libena głaszcząc Basię po policzku. - Nie jestem zbyt hojnie obdarzona, acz nikt dotąd nie narzekał.
Basia uśmiechnęła się i przesunęła dłonią po odsłoniętej części piersi.
- Zdziwiłabym się gdyby narzekali.
- Mężczyźni miewają różne gusta… niewiasty też.- mruknęła Czeszka mocniej wypinając biust Basi.- Śmiało… skoro odkryłaś te skarby, to nie wstydź się bawić nimi.
- Jeszcze ich nie odkryłam. - Pocałowała szyję czeszki sięgając do zapięcia gorsetu. - A ja odpowiadam twoim gustom?
- Gdyby było inaczej, czy siedziałabym ci na kolanach nie pozwalając uciec?- zamruczała alchemiczka wsuwając dłonie we włosy Basi i burząc jej fryzurę. - Powiedz mi co lubisz, co pragniesz Barbaro.
- Lubię…. Być brana. - Magnatka odsłoniła gorset ujawniając pierś kochanki i przywarła do niej ustami.
- Och… taka… wstydliwa…- jęknęła Libena przyciskając dłonią głowę Basi do swojej piersi. - Powinnyśmy sprowadzić pana Michała… ciekawe… co… by…- zaśmiała się na samą myśl o tym, czego mógłby być świadkiem stary szlachcic. I jego reakcji na ten widok.
Magnatka objęła wargami szczyt piersi Libeny i possała go delikatnie. Też była ciekawa reakcji Michała. Czy wziąłby ją przy Libenie tak jak gdy byli sami w sypialni. Co by zrobił, gdyby Jan ją posiadł?
- Ciekawe..- Wyszeptała chwytając wargami drugi szczyt piersi.
- Och… z pewnością.- wymruczała Libena prężąc się i drżąc pod badawczymi pieszczotami kochanki.
Dłonie Basi powędrowały niżej i wsunęły się pod suknię alchemiczki. Powoli wędrowała nimi ku górze badając ciało kochanki.
Libena odchyliła się do tyłu opierając plecami i łokciami o stoliczek, mocniej wygięła ciało pozwalając Basi na swobodną eksplorację swojego drżącego i ciepłego ciała.
- O czym myślisz?- wymruczała zaciekawiona.
- Czy to dla ciebie przyjemne. - Basia przesunęła palcami po bieliźnie alchemiczki. Chwilę zamyśliła się, zastanawiając się czy powinna zdradzać więcej Libenie. Jednak.. z kim innym porozmawia? Czy naprawdę tego potrzebuje? - Jak.. jak by to było, gdyby Jan mnie wziął.
Czeszka spojrzała zaskoczona i zachichotała głaszcząc policzek szlachcianki.- Cóż… na ten temat wiele powiedzieć nie mogę. Trzeba by spytać Jadźkę. Ona zajmuje się jego potrzebami, między innymi. A co do pytania zadanego pierwej. Tak, to jest dla mnie przyjemne.
Magnatka nie odezwała się. Zamiast tego przywarła ustami do piersi Libeny pieszcząc palcami jej kobiecość. Czeszka więc przymknęła oczy pomrukując zmysłowo i poddając się dotykowi kochanki. Jej ciało prężyło się napierając biodrami na pieszczące ją palce.
Basia odchyliła bieliznę kochanki i sięgnęła w głąb jej kobiecości. Była ciekawa jak alchemiczka lubi być brana. Gwałtownie? Jak Cosette. Jej palce zanurzyły się w całości i naparły na wilgotne ścianki. Na razie wydawało się, że magnatka dobrze zgadywała pragnienia alchemiczki… to była bowiem coraz bardziej ciepła i wilgotna. Była niczym masło pod palcami szlachcianki… niemal roztapiała się.
Magnatka ugryzła delikatnie jedną z piersi dodając kolejny palec. Powoli przyspieszała ruchy swej dłoni chcąc doprowadzić kochankę. Ciche jęki, sapnięcia i oddechy Libeny robiły się coraz cięższe, coraz głośniej i coraz częstsze. Alchemiczka dochodziła wijąc się nerwowo, aż w końcu z głośnym krzykiem ogłosiła triumf palców magnatki nad swoim ciałem.
Basia powoli wysunęła palce i przyjrzała się im. Cosette regularnie je wylizywała. Niepewnie sięgnęła językiem do wilgoci Libeny obserwując przy tym kochankę. Ta łapała oddech po figlach przyglądając się spod półprzymkniętych oczu działaniom jasnowłosej, która smakowała nieco słonawej żądzy Czeszki. Powoli wylizała palce i swobodnie oparła się w krześle przyglądając Libenie. Było coś satysfakcjonującego w tym do jakiego stanu ją doprowadziła. Jej ciało jednak domagało się także spełnienia. Może… powinna wrócić jednak do swych komnat? Powoli przesunęła palcami po odsłoniętej piersi.
- Chcę to usłyszeć Barbaro…- wymruczała Libena wodząc sporzeniem za palcami jasnowłosej. Oblizała usta dodając.- I nie martw się… z pewnością nie będzie to dla mnie ciężki obowiązek.
Basia wyrwała się z zamyślenia i zaśmiała cicho.
- Co chcesz usłyszeć? - Spytała, uśmiechając się do alchemiczki. - Że cię pragnę?
- Nie… to co naprawdę teraz pragniesz. To co mam zrobić tobie.- odparła z uśmiechem Libena nachylając się ku magnatce i wodząc palcem po jej wargach.
Magnatka pocałowała palce Czeszki zastanawiając się.
- Chciałabym byś mnie doprowadziła swoimi ustami. - Powiedziała po chwili.
- Hmmm… dotrzesz do mojej sypialni, czy brak na to ci cierpliwości?- zamruczała w odpowiedzi Libena.
- Myślę, że sobie poradzę. - Basia zawahała się. - Chyba że mamy dotrzeć na drugi kraniec zamku.
- Nie… no chyba że chcesz bym straszyła duchy zamkowe swoją nagością?- Libena zsunęła się z Basi, a potem zsunęła z siebie całkiem suknię i szaty stając przed magnatką prawie naga. Jasnowłosa mogła wreszcie się przyjrzeć temu co dotykała.
- Myślę… że raczej byś je kusiła. - Magnatka powoli podniosła się czując, że jej nogi są słabe od podniecenia. Strużka wilgoci spłynęła po udzie powodując, że całe jej ciało przeszył dreszcz.
- Nie sądzę… wedle opowieści służby duchem straszącym w tym zamku jest sam szatan. Wielki wąż który kusił Adama i Ewę w Raju ma pod górą swoje legowisko.- zaśmiała się Czeszka obchodząc jasnowłosą. Prawą dłonią zabrała się za rozpinanie guzów jej sukni, lewą sięgnęła do odsłonietej piersi Basi ściskając ją mocno i pocierając kciukiem szczyt.
- Spodobałabyś się mu…. Janowi. Z pewnością rzuciłby się na ciebie jak dzika bestia.- wymruczała delikatnie kąsając szyję magnatki. - Nie on jeden zresztą.
- Prawie to zrobił. - Basia zamruczała czując dotyk Libeny i pomogła jej nieco uwolnić swoje ciało z odzienia. Wąż… legendy… była ich ciekawa.. tak jak wielu rzeczy na tym zamku. Nie miała teraz jednak do tego głowy… może.. może gdy jej ciało zostanie zaspokojone.
- Wierz mi moja śliczna. W języku takich krewkich szlachciców nie ma słowa “prawie”. - zamruczała Libena rozwiązując gorset i zaczynając pozbawiać ją bielizny. - Następnym razem może nie zechce się powstrzymać, więc winnaś wypytać Jadźkę, by wiedzieć co cię może czekać. Ja natomiast czekać nie zamierzam.
Podeszła do stolika i zaczęła usuwać stojące na nim przedmioty.
- Tu i teraz Barbaro.
- Nic mnie z nim nie czeka. - Basia odezwała się szeptem rumieniąc się mocno. Sięgnęła do swojej i tak już zburzonej fryzury i rozpuściła długie blond włosy by po chwili usiąść na stoliku.
- Skoro tak… twierdzisz?- zapytała retorycznie Libena, pochwyciła twarz Basi i pocałowała ją namiętnie. Potem zaczęła całować szyję, barki schodząc ustami na piersi. I nurkując palcami między uda jasnowłosej.
Magnatka jęknęła i odgięła się do tyłu, opierając się o blat stolika. Jej ciało przeszył intensywny dreszcz, gdy tylko poczuła dotyk na swej kobiecości. Usta Libeny rozkoszowały się miękkimi piersiami kochanki i jej twardymi szczytami. Palce zanurzały się głębiej w wilgotną bramę szlachcianki. Ale alchemiczka nie zapominała o kaprysie swojej pani. Usta opuściły drżący biust schodząc po brzuchu coraz niżej i niżej. Magnatka oddychała z trudem, trzymając się kurczowo blatu stolika. Nogi bez udziału jej woli rozchyliły się tak szeroko jak tylko były w stanie, czekając na upragnione wargi kochanki.
W końcu usta dołączyły do poruszających się w ciele jasnowłosej palców. Skupiły pocałunki na wrażliwym punkciku jej ciała. A potem palce całkowicie zostały zastąpione przez zwinny języczek Czeszki. Nie tylko w mowie była on giętki, ale i w czynach.
Basia zamruczała z rozkoszy czując pocałunek kochanki. Jednak wystarczyło, że jej rozpalonego ciała dotknął język Libeny a pomruki te przerodziły się w coraz głośniejsze jęki. A Czeszka dopiero zaczynała figle, wodząc językiem coraz mocniej i wyraźnie delektując się smakiem kochanki. Pieszcząc ustami jej zakątek, alchemiczka wodziła dłońmi po rozchylonych uda magnatki, władczo napierając obliczem na jej łono.
Basia wiła się na stole napierając biodrami na twarz kochanki.
- Jeszcze… - Jej własny rozpalony głos zaskoczył ją. Zasłoniła dłonią swoje usta nie chcąc jeszcze bardziej się obnażać.
-Mhmm… -gdy język Libeny zanurzał się w intymnym zakątku, palce sięgnęły nieco wyżej muskając wrażliwy punkcik kochanki. Czeszka pieściła podbrzusza siedzącej na stoliku szlachcianki z entuzjazmem i zmysłowością łaskocząc jej uda włosami.
Barbara doszła tłumiąc okrzyk swoją dłonią. Poczuła jak świat zawirował z, rozkoszy.
- Ufam… żeś zadowolona?- zamruczała Libena kąsając udo Basi tuż nad podwiązką.
- Tak…. Było cudownie. - Magnatka opadła na stół pozwalając głowie zwisnąć po drugiej jego stronie.
- Cieszy mnie to. - odparła Czeszka wstając i przyglądając się leżącej bezwstydnie kochance. Po czym zabrała się za bezceremonialne pozbawianie Basi trzewiczków.
- Libeno… powinnam wracać do swych komnat. - Basia uniosła się lekko i spojrzała na kochankę.
- Tak… z pewnością powinnaś. -stwierdziła Libena oglądając pochwyconą stopę szlachcianki, po czym musnęła ją wargami i językiem. - Masz śliczne nogi.
Magnatka zadrżała od tej nietypowej pieszczoty.
- Tak… tak będzie mi bardzo trudno. - Wyszeptała nie zabierając swojej nogi.
- Nie wątpię.- mruczała Libena to całując to kąsając pochwyconą stopę. -Jak widzisz… nie musisz się martwić o to, że przymuszasz mnie do czegoś wbrew mej woli. Ja zaś waćpani… - uśmiechnęła się złowieszczo. - … nie mam twoich skrupułów. I lubię nie tylko obdzielać takimi pieszczotami, ale i sama je otrzymywać.
- Widzę… - Basia przez dłuższą chwilę obserwowała poczynania kochanki. Było jej dobrze. Mogłaby tak całą noc ale… powinna jeszcze porozmawiać z Michałem. Je śniadanie z Agatą. I pogrzeb… - proszę. Nie dręcz mnie.
- Dobrze.- alchemiczka puściła stopę Basi i spytała.- Przynieść ci płaszcz czy może nową suknię?
- Obie rzeczy. - Blondynka usiadła na stoliku. - Rozumiem Cosette. Jesteś cudowną kochanką.
- Tak. Z pewnością taką jestem.- odparła kobieta podążając zmysłowym krokiem za parawan.- Ale też za bardzo do niej podobną. A to… cóż… nie jest dobrą podstawą na dłuższą znajomość.
- Na razie wydajecie mi się zupełnie różne. - Basia sięgnęła po leżącą na podłodze spinkę do włosów i zaczęła porządować swoje długie pasma. - Nie licząc miłości do igraszek i wielkiej w nich wprawy.
- Jesteśmy jeszcze dominujące i uparte.- usłyszała zza parawanu, wraz ze skrzypieniem otwieranych drzwi.
Magnatka wstała ze stolika i upiąwszy włosy ruszyła za kochanką.
Nim jednak dotarła do sypialni, po ominięciu parawanu już zobaczyła Libenę niosącą w dłoniach płaszcz i suknię. Skromną i w bordowym kolorze.
- Mam tylko ciemne barwy.- wyjaśniła.
- Odpowiada mi to. - Basia przyjęła podany strój. - Jednak nadal jestem w żałobie.
- No tak. - uśmiechnęła się w odpowiedzi alchemiczka przyglądając się działaniom Basi.- ja tu zawsze jestem wieczorami. Sama i znudzona. No chyba, że… zaplanuję coś. Niemniej najczęściej jestem tu sama…
- Czuję się zaproszona. - Magnatka uśmiechnęła się ciepło i skupiła na dopinaniu sukienki. Szło to opornie bo biust miała wyraźnie obfitszy niż alchemiczka.
- I jesteś.- mruknęła Libena obserwując jak ciasny jedwab opina ciało szlachcianki ocierając się onie. Barbara nie mogła założyć ni gorsetu ni wiekszości bielizny pod ubranie, toteż czuła wyraźnie dotyk sukni na swoim ciele.
Musiała przyznać, że było to.. przyjemne. Gdyby tylko mogła chodzić tak na co dzień. Puściła suknię pozwalając jej kloszowi opaść na ziemię.
- Dziękuję. - Powiedziała czując jak suknia mocno opina się na jej piersiach. - Postaram się ją jak najszybciej zwrócić.
- Nie wątpię.- odparła z enigmatycznym uśmiechem Czeszka przyglądając się tak bardzo dobrze teraz widocznej sylwetce jasnowłosej.
- Coś się stało? - Magnatka przyjrzała się swojemu ciału, wyraźnie się rysującemu pod delikatnym materiałem. - To.. bardzo wygodna suknia.
- Nic się nie stało. Skąd takie przypuszczenia u ciebie?- zapytała w odpowiedzi naga kobieta mimowolnie chwytając własną pierś dłonią.
Basia sięgnęła do twarzy alchemiczki i przesunęła dłonią po policzku.
- Może tylko mi się wydawało. - Wyszeptała, zerkając na poczynania Libeny.
- Może lepiej jak już sobie pójdziesz… bo wkrótce może to być niemożliwe.- mruknęła w odpowiedzi kobieta wodząc spojrzeniem po postaci szlachcianki.
- D.. dobrze. Czy wypuszczą mnie czy wezwiemy Michała? - Basia cofnęła rękę i sięgnęła po swój płaszcz by się nim okryć.
- Wypuszczą ciebie, no chyba że chcesz… Michała. - wymruczała gospodyni swoją dłonią sięgając po pośladek Basi i ściskając go przez materiał.
Magnatka zamruczała.
- Ja… chce z nim porozmawiać, ale.. mogę go znaleźć na zamku. - Poczuła jak jej ciało ponownie się rozpala. Musiała opuścić to miejsce bo spędzi w nim całą noc.
- Moja droga… mam wrażenie, że nie jesteś w stroju do rozmowy. - alchemiczka mocniej ścisnęła pochwyconą krągłość, a potem odsunęła dłoń. - Radziłabym ułożyć się już do snu.
- To.. dobra rada. - Basia owinęła się płaszczem osłaniając swoje ciało. - O której Jadźka zazwyczaj jest posyłana do Jana?
- Hmmm… wieczorami następnego dnia. - zadumała się alchemiczka.- Po tym jak sobie zażyczy, lub tego samego, jeśli zażyczy sobie rano. I zazwyczaj przed pełnią księżyca.
Czyli dziewczyna powinna się pojawić u niego rano.
- Dziękuję. - Basia podeszła do drzwi zamyślona. Może powinna jednak porozmawiać już dziś z Michałem. Gdy będzie owinięta płaszczem…. Pytanie czy chciała czy nie, by do czegokolwiek między nimi doszło. Obejrzała się na Libenę stając przy drzwiach. - Do zobaczenia niebawem. Nadal czekam na mój horoskop.
- Oczywiście. Może następnej nocy? - wymruczała cicho Czeszka.
- Jutro jest pogrzeb mojego męża.. chciałabym… uczcić jego pamięć. - Posmutniała nieco. Mimo wszystko.. Józef zasługiwał na żałobę.. jednak uratował ją od nędzy, głodu. - Ale pojawię się niebawem.
- To zrozumiałe. Dobranoc waćpani.- odparła na pożegnanie Libena.
Magnatka opuściła komnaty Czeszki i ruszyła w dół schodów dokładnie zasłaniając się płaszczem. Mimo porady Libeny, planowała sprawdzić czy Michał jest w swej sypialni. Czuła, że powinni porozmawiać o Janie.


- Mi… Michale. - Wyszeptała z trudem, starając się złapać oddech.
- Tak?- wychrypiał jej do ucha pożądliwie całując jej ramię, gdy tak siedziała na kochanku czując go głęboko w sobie. On chyba nie wiedział, co dalej zrobić… zareagował instynktownie i skończyły mu się pomysły. Za to chwycił ją dłonią w pasię, by drugą ściskać i masować pierś pochwyconej kochanki.
A ona chciała by ją wziął… doprowadził. Uniosła się powoli czując każdy kawałek oręża przesuwający się w jej wnętrzu. Miała wrażenie, że jej ciało zaciska się na nim zupełnie jakby chciało go pochłonąć.
Zatrzymała się czując zgrubienie. Dreszcze nie pozwalały się jej unieść nawet o kawałeczek dalej.
Słyszała jak Michał dyszy, czuła jak jego broda łaskotała jej skórę. Mężczyzna pieścił jej krągłą pierś dłonią, ale… nic więcej nie czynił. Siedział w bezruchu i pozwalał szlachciance poruszać się jak chciała.
Opadła pomału czując jak kochanek ją ponownie wypełnia. To było… wspaniałe! Zaczęła się unosić i opadać pojękując przy tym. Czując jak każdy kolejny ruch wywołuje w niej coraz silniejsze dreszcze. Chciała więcej… szybciej… mocniej? Nie potrafiła myśleć o niczym innym jak o wypełniającej ją obecności.
Jej kochanek pochwycił ją za biodra, by jej ułatwić to poruszanie się w dół i z powrotem. Na wpół zamglone spojrzenie magnatki wychwyciło widok okien... odsłoniętych. Komnata Michała leżała na parterze. Dzięki temu miał oko na dziedziniec przebywając u siebie. Ale też każdy mógł zajrzeć od jego komnaty przebywając na dziedzińcu zamkowym.
Wizja bycia obserwowaną sprawiła, że doszła, zasłaniając dłońmi usta. A co.. co jeśli ktoś ich widział? Zaskomlała czując jak jej ciało zaciska się na mężczyźnie, jak pulsuje w rytm dreszczy, które nim zawładnęły. I po chwili poczuła jak oddaje on swój trybut rozkoszy wprost do jej kobiecości żarliwie całując jej ramię.
- Waćpani…- szepnął cicho opierając czoło o jej plecy. -... co jeśli… sam w nocy zawitam do waćpani łoża?
- Obawiam się… byś tam kogoś jeszcze nie zastał. - Magnatka oparła się plecami o pierś szlachcica. - Ale… jesteś tam mile widziany.
-Niech waćpani nie kusi… - zaśmiał się brodaty kochanek chwytając szlachciankę biust i owe krągłości masując i ugniatając dłońmi.
Magnatka przymknęła oczy poddając się tym pieszczotom i pozwalając sobie na odpoczynek po niedawnych igraszkach. Czuła jak oręż kochanka mięknie w jej wnętrzu, a wraz z tym na zewnątrz wypływa nieco wilgoci. Powinna niebawem udać się do swej sypialni, ale to.. jeszcze za chwilę.
Dłonie mężczyzny w tym jej nie pomagały. Twarde i chropowate zachłannie masujące jej miękkie krągłości. Także i usta wędrujące po jej ramieniu całując żarliwie skórę. Michał zdecydowanie nie pomagał jej w podjęciu decyzji o wyjściu z jego komnaty.
- Powinnam iść. - Wyszeptała z trudem rozpalonym głosem. Jej ciało reagowało na kochanka, prężąc się pod jego pieszczotami.
- Waćpani… uczynisz co zechcesz.- odparł szlachcic mocniej i zachłanniej ściskając jej biust. Rozkoszował się nieco brutalnie tymi krągłościami, jakby oswajał się z myślą że Basia jest tu jego kochanką, a nie szlachcianką która nim rozporządzała. I może się rozkoszować jej ciałem.
- Puścić?- zapytał w końcu.
- T..tak.. - Magnatka odezwała się niechętnie. Było jej dobrze, tak rozkosznie ciepło. Najchętniej położyłaby się obok niego i usnęła… jednak jutro był pogrzeb.
Dłonie opuściły piersi szlachcianki, Michał nie zrobił jednak nic więcej poza tym.
Barbara podniosła się powoli czując jak jej nogi nadal drżą. Obróciła się w stronę mężczyzny przygryzając wargę. Chciała się rzucić w jego ramiona, wtulić w ciepłe ciało.
Ten jednak nie wydawał się świadom emocji targających szlachcianką. Jego oblicze i rysy skrywała ciemność nocy.
Magnatka westchnęła i sięgnęła po swoją sukienkę. Chciała okazać żałobę.. musiała sobie to powtarzać. Jutro jest pogrzeb jej męża, może zmusić się choć do tego by samotnie spędzić noc w sypialni. Z trudem naciągnęła suknię i zaczęła ją powoli zapinać.
Udało jej się ubrać… szlachcic jej nie powstrzymał gdy się ubierała, gdy wychodziła. Może dlatego że mądrym i statecznym był człowiekiem. Nie tak zachłannym jak młodziki, nie tak samolubnym.
Życzyła mu jeszcze dobrej nocy i otulona ponownie płaszczem, zamyślona wróciła do swych komnat.
 

Ostatnio edytowane przez Aiko : 30-09-2019 o 08:41.
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-09-2019, 19:56   #26
 
Aiko's Avatar
 
Było już ciemno, gdy przemykała półmroku korytarzami zamku w kierunku komnat starego szlachcica. Na szczęście już wiedziała, kto gdzie sypia. A o tej porze niewiele osób było czujnych. Głównie straże na murach. Basia otulona płaszczem dotarła przed drzwi Michała. Stanęła przed drewnianym skrzydłem chwile nasłuchując, po czym zapukała delikatnie.
Nie otrzymała żadnej odpowiedzi, jak i nic nie posłyszała.
Może.. Michał już spał? Niepewnie położyła dłoń na klamce i wątpiąc by drzwi były otwarte nacisnęła ją. Pod wpływem ciężaru dłoni, klamka opadła i drzwi się otworzyły z cichym skrzypieniem.
Basi dech zaparło w piersi. Pomału uchyliła drzwi i zajrzała do środka.
- Michale? - Jej szept poniósł się po obcej komnacie gdy rozglądała się szukając szlachcica.
Ciężko go było nie znaleźć. Szlachcic odpoczywał już w dużym łożu, rozebrany do koszuli i z odkrytą kołdrą, tak że Basia mogła przyglądać się nieco ukrytym w mroku twardym pośladkom mężczyzny. Koszula bowiem nie sięgała tak nisko. Michał spał już ciężkim snem, toteż cichy szept Basi zbudzić go nie mógł.
Magnatka zawahała się. Bała się, że przygotowania do pogrzebu uniemożliwią im rozmowę na osobności, a bardzo chciała wypytać go jeszcze o Jana. Weszła do środka zamykając za sobą drzwi i podeszła do łoża.
- Michale. - Powtórzyła nieco głośniej. Upewniając się przy okazji, że szlachcic śpi sam.
- Co…- odparł szlachcic obracając się na plecy i otwierając oczy. - Co… do… Co waćpani robi… tutaj? Czemu waćpani nie zapukała przy drzwiach.
Dopiero po chwili okrył kocem swoją nagość poniżej pasa, dając magnatce kilka momentów na obserwację oręża swojego pierwszego kochanka w stanie spoczynku.
- Wybacz… chciałam z tobą jeszcze porozmawiać o Janie i… - Basia kurczowo przytrzymywała swój płaszcz. - boję się, że jutro może braknąć czasu, a Libena mi zdradziła iż głupotę w gniewie uczyniłam.
- Niech zgadnę… wypomniała ci twój rozkaz?- zapytał szlachcic siadając na łożu i przyglądając się otulonej płaszczem sylwetce zlewającej się z mrokiem.
- Bardziej wyjaśniła czemu to tak niebezpieczne. - Basia zerknęła w dół. Była ciekawa jak. Michał zareagowałby na nią w tej sukni, jednak nie po to tu przybyła. - Chciałabym się dowiedzieć o nim więcej.
- Co chcesz waćpani wiedzieć?- zapytał szlachcic, który pod kocem był “spokojny”. Pewnikiem dlatego, że w sypialni panował zmrok, a i otulonej płaszczem magnatki nie bardzo było widać.
- Czy był taki nim… nim to się stało? - Basia czuła narastające podniecenie. Byli tu sami. Oczami wyobraźni widziała ten tak często unoszący się dla niej oręż. - Czy.. czy to zachowanie to była bestia co w nim siedzi? Jak źle być może, gdy Jadźka doń nie przyjdzie?
- Porywczy? Dumny? I gwałtownik? To taki był zawsze. To wojak waćpani nie dworak. - zaśmiał się Michał. By po chwili spochmurnieć. - Acz gniewem maskuje strach… On się boi Barbaro. Boi się że straci kontrolę. Że ocknie się w sali pełnej krwi i ludzkich członków, po rzezi której sam dokona.
- I ta dziewka mu pomaga? - Basia zarumieniła się na samą myśl o tym co mogłoby się tam dziać. Na szczęście było ciemno.
- Ona i te napary, którymi poi go Libena. Pomagają uspokoić.- potwierdził szlachcic zamyślony. - Co nie zmienia faktu, że Jadźka wraca w strzępach ubrania. I dlatego ma sporą ilość sukien.
- Poślij ją do niego. - Basia westchnęła ciężko i podeszła do jednego z okien. - Chciałabym mu nosa utrzeć za to zachowanie, lecz nie za cenę czyichś kości lub żywota.
- Uczynię to rano.- rzekł szlachcic podążając za nią spojrzeniem.
- Coś jeszcze chcesz wiedzieć? Za wiele rzec nie mogę, bo i nie byłem za bardzo wtajemniczony. Libena pewnie wie więcej, lecz… ona zawarła umowę z twoim mężem i dotrzymuje kontraktów.- wyjaśnił.
- Chciałbyś go mieć za pana? - Magnatka obejrzała się na Michała. Widziała jak rosnący księżyc oświetla jej płaszcz i błądzi w pasmach, nad którymi nie udało się jej zapanować. Po słowach Libeny poczuła niepokój. Do pełni były tylko dwa dni.
- Co to za pytanie? - zaśmiał się Michał słysząc jej odpowiedź. Potarł dłonią brodę dodając.- Służę rodowi Żmigrodzkich, nieważne kto jest na jego czele. Nigdy się nad tym nie namyślałem, acz… wiesz dobrze, że… wolę ciebie. Ładniejsza jesteś i bardziej mięciutka.
Teraz to Basia zaśmiała się cicho. Podeszła do mężczyzny i nachyliwszy się pocałowała go w usta.
- Więcej wiedzieć nie muszę… wybacz tą pobudkę. - Wyszeptała nie odsuwając się nadto od Michała.
Mężczyzna pochwycił ją dłońmi za policzki zaskoczony tym działaniem i tak trzymając pocałował znów i znów jej miękkie wilgotne usta.
Basia zachwiawszy się usiadła bokiem na udach Michała bo tylko na tyle pozwalała jej suknia. Niespiesznie oddawała pocałunki dłońmi bawiąc się brodą kochanka.
- Nie czuję się obrażony…- wymruczał po kilku wspólnych zetknięciach ust szlachcic starając się nie dotykać magnatki poniżej szyi palcami. I ignorować własne rosnące pobudzenie.
- Cieszy mnie to. - Basia nie zeszła mężczyźnie z kolan. Powinna opuścić ten pokój… udać się do siebie. Jednak jedna z jej dłoni pomału zsuwała się w dół ciekawa oręża kochanka.
Palce bez kłopotu wślizgnęły się pod koc i sięgnęły po ten drżący organ pożądania.
- Waćpani prosisz się o kłopoty.- mruknął szlachcic całując policzek Basi i odpowiadając napaścią na tą napaść. Jego dłoń pochwyciła pierś magnatki, napinając materiał ocierający się o twardy szczyt krągłości.
- Dziwne bo nic nie rzekłam. - Palce Basi pochwyciły rozpalone ciało szlachcica i zacisnęły się na nim. Czuła żar tam gdzie ją dotykał. - Cię jednak uprzedzam, że to suknia Libeny… chciałabym ją jej zwrócić.
-Waćpani winna się więc sama rozdziać.- wychrypiał pożądliwie szlachcic.
- Winnam? - Magnatka rozpięła zapinkę płaszcza pozwalając mu osunąć się na ziemię podczas gdy palce jej drugiej dłoni przesuwały się badawczo po orężu szlachcica.
- Ja niezgrabny jestem… jeśli chodzi o stroje.- odparł Michał całując co chwilę usta jasnowłosej i ściskając gwałtownie jej pierś przez materiał sukni. Basia czuła narastające napięcie pod palcami.
- Pamiętam. Jednak ta suknia tak ciasna… ciężko ją zdjąć. - Basia droczyła się z pożądaniem kochanka sama tym faktem zaskoczona. Jakież to było przyjemne!
- Ja mam duże palce przywykłe do szabli nie do rozdziewania…- wydyszał lekko poirytowany szlachcic, czując dotyk palców magnatki. Takoż i ona czuła coraz bardziej pobudzający wyobraźnię “ twardy efekt” swoich działań.
Magnatka wstała z jego kolan.
- Możesz mi jednak pomóc ją unieść. - Sięgnęła dłońmi do guzów, które trzymały jej strój w ryzach.
I czuła że szlachcic podnosi jej suknię w górę, by odkryć jej bezwstydną tajemnicę, jak tylko przekroczy granicę podwiązek.
Sama rozpięła suknię i dalej pomogła kochankowi ściągając swój ubiór przez głowę.
Słyszała jak staruszek wstrzymuje oddech patrząc na jej nagie ciało. A potem poczuła jego usta na swoich plecach. Brodę łaskoczącą pośladki, namiętnie ściskane chropowatymi dłońmi.
Pomrukiwała cicho poddając się tym pieszczotom. To było tak inne niż igraszki z Cosette.. Libeną. Nie mając co robić z dłońmi pochwyciła ostrożnie swoje piersi.
Szlachcic pieścił jej ciało trzymając ją mocno za pupę i ciągnąc w dół, wprost na gotową na jej kobiecość włócznię. Najwyraźniej miała dosiąść kochanka plecami opierając się o jego tors.
Magnatka opadała w dół z rosnącą obawą. Czy… czy da radę szpadzie Michała? Poczuła jego czubek na swej kobiecości i jęknęła cicho. Dłonie odruchowo zacisnęły się mocniej na piersiach.
Ciężar sprawił, że znów poczuła się jak w noc poślubną. Zabolało nieco gdy ją… Nie… tym razem to ona zdobywała jego nabijając się na kochanka i pochłaniając twardą męskość w swoje miękkie wnętrze.
Pojękiwała coraz głośniej aż jej pośladki spotkały się z biodrami kochanka.
Noc nie była łatwa dla Basi, wyrzuty sumienia walczyły z pragnieniami i fantazjami. Pieszczoty piersi jakimi obdarzył ją na pożegnanie stary szlachcic sprawiały, że chciała więcej. Dobrze wiedziała, że gdyby Michał po prostu rzuciłby ją na łoże zamiast wypuścić, nie zdobyła się na proces pozwalając mu w pełni zaspokoić jego pragnienia swoim ciałem.
Nie mogła więc zasnąć. A gdy przymykały oczy, to kłębiły się pod nim wspomnienia przeżytych już miłosnych zabaw i fantazje na temat tego co mogłoby być. Czując jak jej ciało drży z podniecenia, jak domaga się czułości sama sięgnęła do swej kobiecości i zanurzyła w niej palce. Wyobrażając sobie w ich miejscu dłonie Cosette.. język Libeny… męskość Michała lub… może nawet Jana, doszła intensywnie tłumiąc okrzyk dłonią. Zgrzana i zmęczona, spróbowała ponownie usnąć, nie wyjmując nawet palców ze swojego kwiatu. I to w końcu się jej udało, choć jej sny pełne były nieprzyzwoitych obrazów. A co gorsza… gdzieś po północy, obudził ją szelest. Jakby coś szorstkiego ocierało się o ściany na korytarzu. Naciągnęła na siebie pościel nasłuchując. Może… może to były jedynie przesłyszenie? Możliwe… przez chwilę bowiem zamilkło… potem znów posłyszała szelest nieco bliżej… znów cisza… znów chropowaty szelest, nasilający się a potem powoli zanikający… z przerwami na ciszę. Basia chwyciła porzucony w nogach łóżka płaszcz i podeszła do drzwi swojej sypialni. Uchyliła pomału drzwi wyglądając przez szparę na korytarz. I ku swej uldze, acz i rozczarowaniu nie zauważyła nic niezwykłego. Ot pogrążony w mroku zamkowy korytarz. Wyszła na zewnątrz i przez chwilę nasłuchiwała. Czy… czy to mógł być ten wąż którym straszono służbę? One chyba jednak wydawały inny dźwięk. Zadrżała z niepokoju. Jeśli był tu jakiś wąż, to śladów nie zostawił… żadnych. Korytarz był normalny i pusty. I cichy. Magnatka wróciła do swojej komnaty jednak nawet nie zbliżała się do łóżka. Zapaliła na stoliku świeczkę i usiadła obok z książką.

- Wszystko w porządku?- ranek zbudził ją głosem Ewki. Służka troskliwie i ostrożnie trącała ją w ramię, starając się nie zerkać za często na kształtne piersi wynurzające się spod płaszcza. Niemniej przygryzając dolną wargę zerkała często ku tej miękkiej pokusie. Barbara zasnęła z książką na fotelu. Świeczka zdołała się już wypalić. I właśnie taką szlachciankę rudowłosa służka zastała.
- Miałam problemy ze snem. - Basia przetarła zmęczoną twarz i odłożyła na stolik książkę. Chciała się wyprostować ale jedynie jęknęła z bólu. Podkulone nogi zdrętwiały, a plecy bolały jakby je kto batem wysmagał.
- Można coś na sen przyszykować. Rumianek może?- zapytała zmartwiona Ewka.- Jak pomóc waćpani?
- Rozmasuj mi nogi… i plecy. - Magnatka z trudem rozprostowała nogi wolała jednak nie odginać za mocno pleców.
Ewka od razu ukucnęła przed Basią. Stopy szlachcianki spoczęły na jej udach i zaczęły być pieszczone delikatnymi palcami służki powoli ugniatającymi delikatnie ciało.
- Waćpani winna w łożu odpoczywać. Wilka można złapać na fotelu. Przeciągi są.- poradziła nieśmiało z troską w głosie.
- Nie mogłam spać.. dziś pogrzeb i uznałam, że poczytam. - Magnatka powoli odchyliła się do tyłu, prostując plecy i pozwalając płaszczowi zsunąć się z ramion. Chłód poranka sprawił, że na jej ciele wystąpiła gęsia skórka.
- To prawda…- mruczała służka zajmując się masażem i nieśmiało (acz często) zerkając w górę na nagie ciało swojej chlebodawczyni. I rumieniła się przy tym mocno.
- Jaka jest pora dnia? - Basia wyjrzała przez okno. Mimo chwili snu czuła się wykończona.
- Poranek, acz waćpani może jeszcze spać się położyć. Goście pewnikiem koło południa przyjadą, a sam pogrzeb i stypa wieczorem się odbędą. - odparła uprzejmie Ewka.
- Obiecałam Agacie wspólne śniadanie. - Magnatka przymknęła oczy ciesząc się masażem i czując jak jej nogi powoli wracają do sprawności. - Poślij kogoś by przygotowano mi kąpiel i śniadanie, a potem wróć rozmasować mi plecy.
- Tak pani.- mruknęła cicho służka, wstała i ruszyła do drzwi.- Kąpiel w sąsiednim ma być pokoju?
- Tak. - Basia podniosła się zsuwając z siebie płaszcz i podeszła do łóżka. Zupełnie naga opadła na pościel czekając aż Ewa wróci.
Minęło trochę czasu… słońce wpadające przez okna ogrzewało ciało. Niezaciągnięte kotary pozwalały spoglądać Basi na świat. Na szczęścia z piętra. Bowiem słychać było na dziedzińcu rozkazującego Evana. Zapewnie szykował swoich ludzi na czas pogrzebu i stypy. Zwłaszcza stypy. Bo jak sobie szlachcice popiją, to różne rzeczy mogły się zdarzyć.
W końcu drzwi się otworzyły, a potem zamknęły… Ewka wróciła.
Basia zerknęła ponad ramieniem w kierunku drzwi. Głos Evana sprawił, że przypomniała sobie tamtą noc w namiocie. Swój błąd. Teraz postara się już być bardziej dystyngowana, jednak nazbyt jej zależało by stać się jak Cosette, silną i niezależną.
Rudowłosa służka stanęła przy łożu i wpatrywała się w krągłe piersi i zgrabne biodra Basi. Pożądliwie wodziła spojrzenie po podbrzuszu i udach magnatki. Nie śmiała, a może i nie chciała, żądać od niej by obróciła się na brzuch.
- Wymasujesz mnie? - Basia uśmiechnęła się ciepło do służącej. - Możesz usiąść na łożu lub na mnie jeśli tak ci będzie wygodniej.
- Ja… nie śmiałabym… gdzie waćpani ciało wymasować?- zapytała nerwowo w odpowiedzi uciekając wzrokiem na boki, byle dalej od spojrzenia Basi.
- Plecy… całe.- Magnatka położyła się z powrotem, wtulając twarz w poduszkę.
Ewka nie śmiała wspiąć się na swoją dobrodziejkę, toteż usiadła obok zabierając się za rozmasowywanie karku i ramion magnatki. I wtedy… ktoś zapukał do drzwi komnaty.
- Kto tam? - Basia odezwała się spokojnym głosem. Z przymkniętymi oczami poddawała się masażowi.
- To ja… Michał. Są dokumenta na których także swoją sygnaturę winnaś postawić. Wybacz… że o to pytam, ale ty… umiesz litery stawiać, prawda? Choćby na tyle, by się podpisać?- zapytał jej brodaty amant przez drzwi.
Magnatka usiadła na łóżku.
- Tak, zaczekaj chwilę. - Basia zwróciła się do Ewy. - Przynieś mi koszulę nocną… jakąś z cienkiego materiału.
- Tak waćpani.- służka dygnęła zsuwajac się z łóżka i podeszła pospiesznie do szafy, by wyjąć z nich jedną długich koszul nocnych, jakie z pewnością były wkładem Cosette do jej garderoby… cieniutki delikatny materiał sprawiał, że wydawała się być utkana z księżycowego pyłu. Z pewnością nie był to strój w jakim winna pokazywać się mężczyźnie innemu niż jej własny mąż… tyle że ten akurat leżał na katafalku.
- Sprawdź jak przygotowania do kąpieli. - Magnatka wsunęła się w koszulę i związała sznurowanie tuż pod piersiami. - I wpuść Pana Michała.
- Tak.- odparła Ewa podchodząc do drzwi i otwierając je. Szybko się przez nie wymknęła, a potem wszedł Michał i zamarł. Jego wzrok wodzić począł po ciele jasnowłosej magnatki ledwie co odkrytego tkaniną. Zupełnie zapomniał o dokumentach trzymanych w dłoni. I o języku w gębie.
- Zakonnice uczyły mnie pisać. Powinnam więc sobie poradzić. - Magnatka uśmiechnęła się do szlachcica. Była dumna z wrażenia jakie na nim wywarła. Zajęła miejsce przy niewielkim sekretarzyku i zapaliła świeczkę by nadtopić wosk do pieczęci. - Co to za dokumenta?
- Darowizna na rzecz parafii, wyraz podziękowania za… - niełatwo mu było skupić myśli. Wzrok pożądliwie wodził po ciele Basi. Znała te spojrzenie. Tak mężczyźni patrzyli na ładne niewiasty, nieprzyzwoite myśli mając w głowie. Cóż… jasnowłosa domyślała się jakie to były myśli.- … czuwanie. Nic wielkiego, ale podpis… potrzebny.
Magnatka wyciągnęła dłoń po przygotowane przez szlachcica dokumenta.
- Jak ci się spało? - Powiedziała cicho przyjmując papiery i mimo wszystko czytając je dokładnie.
- Spa… cóż… dobrze. Ja stary wojak jestem. Nawet mając jedynie siodło pod głową zasnę.- stwierdził szlachcic, gdy Basia łaskawie darowała dwa snopki pszenicy z każdego pola podległych jej wiosek w najbliższej okolicy za pomocą swojego podpisu.
Za jedno czuwanie… Magnatka westchnęła i złożyła zamaszysty podpis na przyniesionym dokumencie. Po chwili nalała też na niego wosk i odcisnęła swoją pieczęć.
- Proszę. - Podała dokument szlachcicowi i uśmiechnęła się do niego. - Ja miałam problemy ze snem.. słyszałam jakieś szelesty w nocy.
- To stary zamek waćpani, dziwne dźwięki nie powinny dziwić. Zawsze coś tu skrzypi i świszczy.- odparł z uśmiechem szlachcic mimowolnie schodząc spojrzeniem na dekolt Basi.
- Mieszkałam w dawnym dworze Michale… wiem jak potrafi brzmieć stary budynek. To był dziwny szelest. - Basia wstała i stanęła przed szlachcicem.
- Cóż mogę rzec. - odparł bezradnie szlachcic.- Straże niczego nie zauważyły. Nic nie zginęło. Nikt nie został napadnięty.
- Mam nadzieję, że to nie Agata… - Basia przetarła zmęczoną twarz. Czy słyszała odgłosy z korytarza czy z za okna… teraz nie była pewna, a jeśli jej dwórka znów się wymykała.
- Tego nie wiem. Straży pod jej komnatą nie postawiłem.- odparł wprost Michał.
- Raczej by nie zauważyli jak wyszłaby przez okno, prawda? - Magnatka westchnęła ciężko.
- Raczej nie sądzę by mogła w nocy wyjść przez okno.- odparł sceptycznie szlachcic wodząc wzrokiem po krągłościach szlachcianki. Nie do końca skupiony na tym o co pytała.
- A ja widziałam jak to robi. - Basia natomiast wpatrywała się w usta mężczyzny. Kusiło ją by skrócić dystans. By go pocałować, ale… dziś był pogrzeb. Powinna to jakoś przerwać nim rzucą się na siebie. - Jak przygotowania?
- Może za dnia… ale nie w nocy.- odparł nadal sceptycznie Michał.
- To prawda… ale będzie ich więcej.. dwórek. Przynajmniej tak podejrzewa Cosette. - Basia podeszła do stolika na, którym zostawiła książkę by nieco odsunąć się od kochanka. - Cały czas zastanawiam się czy ona też nie powinna wiedzieć.
- Kto? - zapytał Michał krótko.
- Cosette. Zaraz zjawią się tutaj przedstawiciele licznych rodów, na stypie. Cosette podejrzewa, że pojawią się też absztyfikanci i dwórki… Libena zdradziła mi, że Lanoire nie lubi “nie wiedzieć”. Boję się, że może niechcący przynieść kłopoty, tym bardziej że była z Janem.
- Cosette zna swoje miejsce. Nie będzie robić scen.- odparł Michał spokojnie.
- Libena nie wyglądała na taką tego pewną. - Magnatka przesunęła palcami po książce. - Ale pozostawiam to waszej ocenie.
- Dobrze… czynisz waćpani.- odparł szlachcic nie odrywając wzroku od jej palców.
Basia nie odpowiedziała. Ona nadal miała wątpliwości do tej decyzji. Wsparcie ochmistrzyni mogłoby tyle ułatwiać.. jednak nie była pewna jak zachowałaby się wiedząc, że jej kochanek żyje. Czy to Jan był tym, który skradł jej serce?
- Jeśli to wszystko, to chciałabym się wymyć i zjeść śniadanie z moją dwórką. - Obejrzała się na Michała i uśmiechnęła. - To była intensywna noc.
- Tak. Oczywiście. Rozumiem.- w jego głosie wyczuć było łatwo nutkę zawodu. Jego spojrzenie było pełne pożądania. Ale był też dobrze wychowany i cofnął się kłaniając. Po czym ruszył do drzwi.
Magnatka zacisnęła dłonie na książce tak, że aż pobielały jej knykcie. Pragnęła go. Pragnęła by posiadł ją tu i teraz.
- Do zobaczenia. - Wyszeptała jedynie, patrząc na plecy szlachcica. Michał zaś z pewnością odwzajemniał jej pragnienia oddalając się ku drzwiom. Niemniej był też dobrze wychowany i nie targnął by na jej cnotę w tak samolubny sposób. Nawet jeśli cnoty niewiele już pozostało.
Magnatka odetchnęła gdy drzwi za kochankiem się zamknęły i przeszła do sąsiedniej komnaty na kąpiel.
Ewce nie można było odmówić kompetencji. Balia została przyniesiona i wypełniona gorącą wodą. Mydło ułożono obok na stoliku wraz z pachnidłami oraz Ewką trzymającą ręczniki.
Magnatka zdjęła koszulę i usadowiła się w bali. Poczuła ulgę. Pomału schodziło z niej napięcie po spotkaniu z Michałem. Nigdy nie spodziewała się, że tak bardzo będzie kogoś pragnęła, a toż… nawet.. nie kochała go. To co robili było cudowne, cieszyła się mogąc z nim porozmawiać. Ale to nie było nic więcej.
- Rozmasujesz mi jeszcze trochę plecy? - Odezwała się cicho do służącej, przymykając oczy i starając się uspokoić myśli.
- Tak pani.- Ewka zabrała się za masaż z oddaniem i pietyzmem, wodząc dłońmi po plecach jasnowłosej i polewając je ciepłą wodą. Pracowała w ciszy i całkowicie zapomniała się w swoich działaniach.
Basia pomrukiwała z zadowolenia czując jak jej plecy rozluźniają się. Była ciekawa czy kiedyś się zakocha. Czy to w ogóle możliwe gdy ma się tylu kochanków? Gdy każdą chwilę życia wypełnia namiętność? Gdy nie można nikomu zdradzić całej prawdy? Westchnęła ciężko i oparła się o balię plecami, przerywając masaż służki.
- Wymasuj też moje piersi. - Powiedziała cicho uśmiechając się do Ewy.
- Ttak.. pani…- głos Ewki zadrżał. Nie ze strachu. Z podniecenia. Rudowłosa z pochwyciła z entuzjazmem krągłości jasnowłosej i zaczęła delikatnie ugniatać i masować. Czasami ściskała mocniej, czasami delikatnie… wyraźnie przykładając się do swojego zadania.
- Wspaniale… - Magnatka odgięła się eksponując swoje krągłości. - Najchętniej dałabym ci się wymasować.. w całości.
- Ppani ttu wwyrraża ży... życzenia. Ja wykonujję.- wydukała Ewa ocierając miękkie półkule o siebie.
- Kiedy mogę się spodziewać śniadania? - Basia odgięła głowę do tyłu i wskazała na swój obojczyk. - Pocałuj mnie tutaj.
- Będzie gotowe jak tyko waćpani…- służka pochyliła się i całując lewą dłonią pierś zaczęła całować i muskać językiem skórę obojczyka.-... wyjdzie. Potrawy już są gotowwe… jeno posttawić na stół je trzrzeba.
- Teraz tutaj. - Basia wskazała na swoją wyeksponowaną szyję.
- Tak pani.- mruczała lubieżnie służka ściskając drapieżnie pierś swoimi delikatnymi palcami i zabierając się za całowanie i lizanie szyi szlachcianki.
- Jedna dłoń… chcę ją poczuć w swoim kwiecie.. - Basia szeptała rozpalonym głosem czując narastające podniecenie. - … twoje zwinne palce.
-Mhmm..- mruknęła rozpalonym żądzą głosem służka, a jej palce zsunęły się po brzuchu między uda szlachcianki i z lekkim chlupotem zaczęła energicznie wpierw masować, a potem sięgać głeboko do intymnego zakątka Basi palcami.
- Waćpani jest taka… zachwycająca. - mruczała Ewka zapominając o swojej pozycji służki. Pieściła szyję i obojczyki Basi swoimi ustami tańcząc po skórze językiem.
- P.. pocałuj mnie… - Magnatka wiła się w kąpieli rozchlapując wodę. Jej dłonie zacisnęły się na krawędzi bali by nie zapadła się pod wodę.
Ewka nie odezwała się. Przycisnęła usta do warg Basi całując zachłannie i podbijając jej usta własnym języczkiem. Poruszała mocno palcami sięgając głęboko w kobiecość i gwałtownie. Przestała być delikatna sama poddając się temperaturze sytuacji. Magnatka zarzuciała jej ręce na ramiona i wciągnęła do bali, tuląc kochankę do siebie.
Woda się rozchlapała, mokry strój przylepił się do ciała Ewki. Ta jednak była zajęta całowaniem Basi i bawieniem się palcami w jej intymnym zakątku. Jej usta gorączkowo pieściły wargi, szyję i ramiona magnatki całując na oślep skórę.
Magnatka zaczęła uwalniać kochankę z jej kostiumu zachłannie wodząc przy tym po jej ciele.
Nie było to jednak łatwe zadanie w tej pozycji… było dużo rozchlapywania wody i mało efektów.
- Mmmam się rozebrać.. czy… waććpani mnie… chce… rozdzzziać.- wydukała zawstydzona służka przerywając pieszczoty.
Basia zaśmiała się.
- Chyba najszybciej będzie gdy zrobimy to wspólnie. - Magnatka drżącymi z niecierpliwości dłońmi sięgnęła do wiązania starając się już spokojniej rozsznurować strój Ewy. - Pragnę ciebie.
Ewka jednakże wyszła z wanny i sama zaczęła zdejmować z siebie kubraczek i koszulę nerwowo. Zostawiając Basi rozwiązanie troczków swojej spódnicy. Magnatka obserwowała ją z zachwytem, a gdy dziewczyna zsuwała z siebie strój sięgnęła do wstążeczek którymi związane były jej rude włosy i rozpuściła je.
- Waćpani… mnie zawstydza..- wymruczała Ewka zarzucając ręce na ramiona całując zachłannie usta, potem całując szyję. Weszła do wanny dociskając swoje piersi do biustu jasnowłosej i przyciskając usta do warg Basi.
Magnatka także ja objęła. Jedną dłoń wsunęła pomiędzy rude pasma dociskając do swoich warg usta dziewczyny, a drugą ręką objęła służkę w pasie. Ocierała się o kochankę sprawiając że ich łona spotykały się co chwilę plącząc rude i blond włoski.
Ewka zapomniała już całkiem o swojej roli, jej pocałunki robiły się coraz bardziej żarliwe, zaczęła kąsać delikatnie szyję jasnowłosej. A paznokcie muskały drapieżnie kark magnatki.
Oddech służki robił się ciężki i gorący od pożądania w którym całkowicie się zapomniała.
- Chcę byś mnie posiadła… - Basia odchyliła się nieco i uśmiechnęła do służącej. Bezczelnie wsunęła palce w jej usta i naparła nimi na język kochanki. - Chcę go poczuć w sobie.
Ewka nie mogła odpowiedzieć w tej sytuacji, ale językiem zaczęła pocierać palce zanurzone w jej ustach. Ssać je delikatnie wpatrując się wprost w oczy Basi. Magnatka naparła na język zachęcając kochankę do przyklęknięcia, a sama usiadła na krawędzi bali rozchylając nogi. Niechętnie wysunęła palce spomiędzy gorących warg.
Służka zachłannie przylgnęła językiem do obszaru między udami jasnowłosej. Sięgnęła nim do kwiatu wodząc żarliwie i powoli w jej wnętrzu. Zacisnęła palce na udach swojej pani całkowicie zapominając od całym świecie. Dłoń Basi nadal spoczywała na włosach służącej i teraz odrobinę bez udziału swej woli dociskała twarz kochanki do swego rozpalonego kwiatu. W końcu… w końcu zaspokoi głód, który Michał wywołał. A Ewka zachłannie pieściła ów wilgotny zakątek swojej pani, energicznie smyrając język po wrażliwym obszarze. Basia czuła jak jej służka drży od żądzy i pragnienia sprawienia przyjemności magnatce. Blondynka doszła intensywnie z cichym okrzykiem. Gdyby nie dłoń zaciśnięta na włosach służki pewno spadłaby z wanny.
Ewka wymruczała z zadowoleniem w tonie głosu. Przestała muskać kwiatuszek Basi, zamiast wodziła językiem po podbrzuszu, od czasu do czasu jedynie trącając wrażliwy punkcik jej ciała czubkiem swojego języka. Magnatka opadła do bali i przycisnęła służkę do siebie.
- Jesteś cudowna. - Jedna z dłoni blondynki od razu sięgnęła w dół i zanurzyła się w kwiecie Ewy.
- Nieprawda… po prostu…- jęknęła, gdy poczuła dotyk palców między udami. Po czym przylgnęła ciałem do Basi, prężąc zmysłowo swój biust i odchylając głowę do tyłu.
Magnatka przywarła ustami do jednej z eksponowanych krągłości jednocześnie poruszając palcami. Lubiła to. Szokowało ja to ale tak bardzo podobało się jej gdy Libena wiła się na jej kolanach i teraz… Ewa. A jednak gdy był to mężczyzna… z jakiegoś powodu cieszyły ją te proste akty. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Teraz jednak nie była w stanie uporządkować myśli. Służka wydawała się nie mieć takich skomplikowanych pragnień i myśli. Jej ciało się prężyło i wiło zmysłowo pod atakami. Przymknęła oczy napierając biodrami na palce i pojękiwała. Była blisko… bardzo blisko szczytu. Basia oderwała się od jej piersi i przyciągnęła do siebie twarz kochanki by pocałować ją namiętnie. Starała się jednak nie zaprzestawać ruchów palców. Stłumiła głośny jęk rozkoszy własnym pocałunkiem, gdy ciało Ewy naprężyło się wpierw, a potem rozluźniło pod jej dotykiem.
Basia przerwała pocałunek dając służącej złapać oddech i przytuliła ją mocniej.
- Jesteś cudowna. - Powtórzyła, wtulając się twarzą w szyję kochanki.
- Nieprawda…- mruknęła nieśmiało Ewka wtulając się w jasnowłosą szlachciankę i wodząc palcami po jej pupie.- Czy jeszcze mogę jakoś… służyć, pomóc?
- Muszę się ubrać i dotrzeć do mojej dwórki. - Wyszeptała i po chwili dodała żartobliwie. - Czy ty zanegowałaś moje słowa?
-Nie… nie… przepraszam.- pisnęła zawstydzona służka próbując się wydostać z objęć Basi, by spełnić swój obowiązek.
Basia jednak przytrzymała ją mocno obejmując.
- Jesteś cudowna… przyzwyczaj się. - Pocałowała Ewę raz jeszcze, mocno trzymając jej włosy.
- Ależ pani… musisz się ubrać.- pisnęła Ewka ocierając się swoim ciałem o piersi magnatki, choć nie próbowała uciekać przed pocałunkami.
- I zaraz mi w tym pomożesz, prawda? - Basia uśmiechnęła się i pocałowała ramię służki.
- Oczywiście.- pisnęła cichutko Ewka.
Magnatka pocałowała ją jeszcze raz w usta i wypuściła ze swoich objęć.
- Ruszajmy więc. Trzeba mnie odpowiednio wyszykować. - Uśmiechnęła się do służącej.
- Tak pani.- odparła Ewka wyskakując z wanny z szybkością i gracją sarny. Po czym zabierając się za wycieranie. Cosette dobierała służki pod swoje gusta… czyżby większość z nich też uczyła swoich sztuczek? Takie podejrzenia łatwo przychodziły, do głowy patrząc jak rudowłosa wycierała się ręcznikiem, by będąc już suchą pomóc w ubieraniu magnatce.
Basia oparła się o krawędź bali i obserwowała służącą. O ile przyjemniej by tu było gdyby kobiety chodziły w zwiewnych sukniach podkreślających ich ciało. Jej oczy przesuwały się po zgrabnych pośladkach i udach.
Naga Ewka nie przejmowała się brakiem stroju, biorąc świeże ręczniki w dłoń z zamiarem osuszenia ciała Basi. Wyglądało na to, że zamierzała służyć całkowicie golutka i tak pomagać właśnie w ubieraniu się szlachcianki. Dość pikantny dodatek do tego obowiązku.
Magnatka wyszła z bali i stanęła naga przed swoją służącą. A ta zabrała się za swoją robotę z pietyzmem i zapałem… jak zawsze gdy chodziło o pomoc szlachciance. Wkrótce zaczęło się ubieranie, pończochy, podwiązki, bielizna, halka, gorset.. wreszcie sama ciężka suknia z czarnego aksamitu. Potem trzeba było włosy utrefić i… klejnoty Basia miała w pokoju obok (poza rodowym sygnetem) i musiała sama już je dobrać i nałożyć.
Przekazała więc Ewie by ta się ubrała i poleciła podać śniadania. Kazała też zawiadomić Agatę, a sama udała się do swego pokoju by dobrać klejnoty do swej sukni.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-09-2019, 19:57   #27
 
Aiko's Avatar
 
Posiłek przygotowano zgodnie ze staropolskimi standardami, ale bez finezji w sumie. Potrawy wyglądały na smaczne i było ich sporo. Agata przy stole zjawiła się pierwsza… wepchnięta w ciężką pogrzebową suknię koloru bordo z rubinowymi guzami. Z pewnością nie była to jej suknia. Za kosztowna jak dla nią i… zdecydowanie nie był to strój w jej guście. Może dlatego posilała się z kwaśną miną.
- Dzień dobry. - Basia podeszła do niej i zajęła swoje zwyczajowe miejsce. - Wyglądasz dziś pięknie.
To poprawiło nieco humor Agacie… jej wzrok przesunął się po Barbarze, a jej język po jej własnych wargach.
- Tak… ty też urzekasz urodą. Acz… nie powinnaś być bardziej… - zamyśliła się szukając określenia.- … pogrzebowa?
- Cóż… Cosette zapewnia nam obu kostiumy. - Magnatka sięgnęła po wino. - Ale na msze nałożę czarny welon, który znaczną część zasłoni.
- Z pewnością wypadałoby… przynajmniej na pogrzeb. - zgodziła się z nią dwórka zerkając na szlachciankę podczas jedzenia. - A potem.
Uśmiechnęła się wesoło zerkając Basię.- Wróciłaś w innej sukni wieczorem, niż tej w której wyszłaś z pokoju. I otulona płaszczem.
- Uszkodziłam swoją suknię, wspinając się do Libeny. - Magnatka sięgnęła po kawałek chleba i zjadła go powoli. - Skąd wiesz?
- Nudno tu wieczorami… wyglądałam przez okno. - wyjaśniła wprost dwórka.
- Zamówiłam u niej horoskop. - Basia dodała ten komentarz jakby to było coś oczywistego. Bo po prawdzie, było. Powoli odrywała kolejne kawałeczki chleba. Mimo tego, że bez problemu mogła bawić się z Ewą, to … nie miała apetytu. Musiała jednak coś zjeść. Nie chciała zasłabnąć na pogrzebie. Niechętnie sięgnęła po kawałek zimnego mięsiwa i zawiesiła na nim wzrok.
- Strach ci ściska żołądek? - zapytała Agata kładąc dłoń na udzie Barbary i patrząc tak jakoś… pocieszająco. Także i dotyk jej dłoni nie krył w sobie podtekstów.
- Może nie jestem najlepszą żoną, ale. - Basia odłożyła na talerzyk kawałek mięsa i wróciła do skubania chleba. -...wiele zawdzięczam Józefowi… żałuję, że nie dane mi było odpowiednio się odwdzięczyć.
- Niby jak odwdzięczyć?- zapytała Agata.
- Choćby dając mu dziecko dla którego się ze mną ożenił. - Magnatka zjadła kolejny kęs chleba i popiła go dużym haustem wina.
- No… to chyba na to trochę za późno. Chyba że pogrobowca urodzisz.- zgodziła się z nią Agata.
- Ale prawdą jest też, że mam i obawy. - Basia westchnęła ciężko. - Dziś… będzie tu wielu.
- To tylko pogrzeb. Nie ma powodów do strachu. - oceniła Agata ściskając mocniej udo Basi. Nachyliła się do jej ucha i cmoknęła je.- Po prostu… musisz się rozluźnić nieco przed samym pogrzebem.
Basia uśmiechnęła się do swojej dwórki.
- I chciałabyś mi w tym pomóc? - dłoń magnatki powędrowała do uda Agaty i delikatnie je ścisnęła. - Potem… jest stypa. Jej obawiam się bardziej niż pogrzebu.
- Ja chcę przyjemnego życia.- mruknęła rozbawionym głosem Agata. I nachyliła się by ustami wodzić po uchu magnatki. - Bo lubię przyjemności, a stypa… nie musisz przecież być na niej długo. To że ci wszyscy szaraczkowie będą jedli i pili, aż im pasy pękną nie oznacza, że ty musisz z nimi.
- Są jednak formalności … których nie uniknę. - Basia przymknęła oczy i poddała się pieszczocie. - A na jakie przyjemności… masz ochotę?
- Chcę się dowiedzieć jakie ty możesz sprawić… a także dotknąć cię, jakby dotykał cię młodzian… zadrzeć ci suknię, sięgnąć palcami...- mruczała lubieżnie Agata wodząc ustami po uchu.- Jestem… ciekawa.
Basia przez chwilę poddawała się dwórce delikatnie masując jej udo. Dotyk Agaty był przyjemny, oddciągał myśli magnatki od zbliżających się ceremonii.
- Co cię powstrzymuje przed zaspokojeniem tej ciekawości? - Basia odwróciła głowę by spojrzeć na dwórkę i uśmiechnęła się do niej.
- Połóż się więc brzuchem na stole.- odparła śmiało dwórka choć jej głos drżał artykułując taką bezczelną prośbę.
- Myślisz, że młodzian by mi rozkazał czy też sam mnie ułożył? - Basia nachyliła się i pocałowała Agatę delikatnie w usta.
- Co by… zrobił młodzian…- wydukała Agata zaczerwieniona na twarzy i spoglądała w oczy Basi.- Zrobił… zrobiłby to…
Chwyciła jasnowłosą za misterną fryzurę i tak trzymając ją za włosy pocałowała usta… nie była to delikatna pieszczota. Najwyraźniej Agata przynajmniej usta oddawała innym… parobkom. Pocałunek był bowiem natarczywy, język Agaty próbował się wcisnąć między wargi Basi. Do tego doszła dłoń natarczywie rozpinająca guzy sukni, by sięgnąć do piersi szlachcianki.
Magnatka odchyliła się w krześle eksponując swoje krągłości i starała się odpowiadać na pocałunki dwórki. Agata zaś mocniej i zachłanniej całowała usta Basi, a gdy sforsowała suknię, poczęła wciskać palce pod ciasny gorset, by pierś pochwycić i ugniatać dłonią.
Blondynka nie powstrzymywała jej. Zamiast tego chwyciła delikatnie za włosy dwórki i docisnęła jej twarz do swojej, całując przy tym zachłannie. Poczuła jak paznokcie dwórki wbijając się w skórę jej piersi, gdy Agata zacisnęła dłoń mając kłopoty z wydobyciem jej krągłości z gorsetu. Agata całowała zachłannie, muskając językiem wargi kochanki i oddychając ciężko.
Basia nieco odsunęła swoją twarz i uśmiechnęła się do dwórki.
- CO teraz? - Dłoń magnatki przesunęła się po wyeksponowanej części dekoltu Agaty.
- Nie wiem… położysz się na brzuchu na stole?- wymruczała dwórka i zerknęła na palce Basi. - Podobają ci się ?
- Tak. - Basia nie wykonała żadnego ruchu, jedynie wodziła palcami na krawędzi skóry dwórki i koronki, którą ozdobiony był gorset Agaty. - Bardzo mi się podobają.
- Możemy pójść do mojej komnaty i mnie rozbierzesz… i zobaczysz co zechcesz. I uczynisz co zechcesz… może…- uśmiechnęła się łobuzersko i podstępnie Agata.
- Niestety po śniadaniu powinnam się zająć przygotowaniami do pogrzebu. - Magnatka przeczesała włosy Agaty nieco je poprawiając.
- I co niby takiego zrobisz, czego nie zrobiłaby ochmistrzyni?- zapytała Agata mrużąc oczka i dodając.- W takim razie mogę być… złośliwa i siłą zaciągnąć cię na stół.
Basia zaśmiała się cicho.
- Możesz. - Nie odpowiedziała na pierwsze pytanie. Odpowiadała jej obecna atmosfera. W końcu mogła się odprężyć, a obawiała się, że gdy wspomni iż planuje się pomodlić, nieco zepsuje nastrój.
- Nie myśl że żartuję. Może nie wyglądam na taką, ale silna jestem. Wiele razy polowałam z tatulą. - boleśnie szarpnęła za włosy Basi zmuszając ją do odchylenia szyi i “wgryzła” się w nią delikatnie kąsając zębami i liżąc językiem skórę.
- Nie żartuję… - Basia zamruczała czując pieszczotę. - .. jestem ciekawa.. czy się odważysz.
- Nie myśl że struchleję…- odparła podpuszczona przez magnatkę dwórka i znów szarpnęła za włosy, tym razem ciągnąc głowę Basi ku stołowi… a co za tym idzie całe jej ciało. Agata nie była cierpliwa, ani finezyjna… za to temperamentu jej nie brakowało.
Magnatka poddała się, nie chcąc by dwórka nazbyt uszkodziła fryzurę i tak czuła, że spędzi z Ewą jeszcze dłuższą chwilę na układaniu długich pasm w schludny kok. Poczuła jak jej odsłonięte piersi dotknęły chłodnego blatu i zamruczała z rozkoszy.
- Widzisz?- rzekła triumfalnie dziewczyna dociskając głowę Basi do blatu, podczas gdy drugą ręką odgarniać zaczęła falbany chroniące dostępu do pośladków szlachcianki. Takiego widoku zapewne ani Michał, ani Cosette by się nie spodziewały. Ale to nie one miały okazję go zobaczyć. Jeno Ewka. Służka otworzyła lekko drzwi, zapewne by posprzątać ze stołu, ale widok magnatki i dwórki ją stworzył. Więc szybko cofnęła się i zamknęła za sobą drzwi.
- Och… chyba powinnam z nią porozmawiać, prawda? - Basia spróbowała obejrzeć się na swoją dwórkę.
- Z kim?- zapytała Agata zajęta odsłanianiem pośladków szlachcianki. Po chwili pupa została odsłonięta, a Barbara poczuła siarczyste uderzenie dłoni na prawym pośladku.
- To za dworowanie sobie ze mnie.- mruknęła tłumacząc przyczynę klapsa na goły zadek. Wyglądało na to, że Agata zajęta swoją zdobyczą nie zauważyła krótkiego pojawienia się służki.
Basi więc pozostało jedynie cieszyć się, że była to Ewa.
- Yhym… - Magnatka poczuła gorąc rozchodzący się od miejsca po klapsie.
Agata przez chwilę przyglądała się gołej i bezwstydnie wypiętej pupie Basi. Najwyraźniej sama nie miała pojęcia co zrobić w tej w sytuacji. Być może nie spodziewała się, że zdoła dojść tak daleko?
W końcu jednak magnatka poczuła wąskie palce ocierające się leniwie o jej kwiat i przyjemnie masujące wrażliwą wypukłość zdobiąco go.
- Mhm… - Magnatka chwyciła się blatu i jęknęła cicho. - Nie struchlałaś.. - Wyszeptała cicho, poddając się pieszczotom. - Ale… ktoś tu może wejść.
- To prawda.- palce zacisnęły się boleśnie na drugim pośladku Basi, a te między udami śmiało zanurzyły się w jej kobiecości. Liczne i ciekawskie. Nieco zbyt liczne, jak na możliwości ciała Basi, ale przez to czuła jej wyraźnie. A przestraszona wizją przyłapania Agata nie była delikatna sięgając od razu głęboko i szybko.
Magnatka jęknęła głośno i zacisnęła dłonie na blacie stołu.
- Agato… - Wyjęczała z trudem, czując jak palce dwórki rozpychają się w jej wnętrzu.
- Co ? - mruknęła skupiona na jej pośladkach dziewczyna nerwowymi ruchami dłoni nieświadomie testując granice wytrzymałości jej ciała. Spieszyła się by uzyskać jak najszybciej pożądany efekt.
- T.. to boli. - Barbara z trudem łapała oddech, starając się przyjąć w siebie palce kochanki.
- Och.. naprawdę?- zafrapowała się Agata i zatrzymała ruch dłoni. - Mam przestać?
- Po prostu wysuń.. choć jeden. - Basia oparła czoło o chłodny blat szukając w ten sposób choć odrobiny ulgi. To było prawie jak pierwszy raz z Michałem, choć na szczęście palce Agaty były krótsze.
- Ddobrze…- mruknęła cicho Agata i napór na kobiecość Basi się zmiejszył, ale intensywność ruchów bynajmniej nie zmalała.
Magnatka odetchnęła i poddała się atakom dwórki. - Tak.. tak dobrze. - Wydusiła z siebie spoglądając na drzwi prowadzące do pomieszczenia. Na szczęście, lub na niestety, zamknięte. Agata zwiększyła tempo ruchów palców między udami magnatki wpatrując się pożądliwie bezwstydnie obnażone pośladki Basi.
Magnatka zasłoniła usta dłonią nie chcąc jęczeć zbyt głośno, gdy palce Agaty w końcu zaczęły sprawiać jej jedynie przyjemność. Jej pupa zaczęła wychodzić naprzeciw kolejnym atakom. A dwórka nie przerywała napaści, poruszając palcami także we wnętrzu kwiatuszka. Ten widok musiał sprawiać jej co najmniej satysfakcję sądząc po ciężkim jej oddechu.
Basia doszła, mocno zaciskając wargi i zasłaniając usta dłonią. Była jednak pewna, że Agata zauważyła impuls, który przeszył jej ciało.
Dwórka spostrzegła to i wysunąwszy dłoń przyjrzała się badawczo swoim obecnie lepkim palcom. Ostrożnie musnęła językiem wilgoć smakując ją z ciekawością na obliczu. Magnatka opadła do tyłu i usiadła na swoim krześle, starając się uspokoić oddech.
-Hmm… wyglądało przyjemnie. Będę musiała spróbować kiedyś.- mruknęła zamyślona dwórka.
- Jak będziesz chciała.. mogę pomóc. - Magnatka uśmiechnęła się do Agaty i sięgnęła do swojego gorsetu by go poprawić, choć jej wzrok cały czas uciekał do palców oblizywanych przez dwórkę. Czemu było to tak.. podniecające?
- Oczywiście iż oczekuję że pomożesz. - mruknęła w odpowiedzi dziewczyna zerkając na Basię.- Tak jak chcę zobaczyć… wszystko.
Spojrzała przy tym znacząco na piersi, które Basia chowała pod strój.
- Więc może weźmiesz ze mną poranną kąpiel. - Magnatka dopięła gorset i jeszcze ułożyła w nim piersi. - Chyba, że nie przepadasz za myciem się w ciepłej wodzie w bali.
- Mogę wziąć.- zgodziła się łaskawie Agata kończąc smakowanie większości swoich palców. Ubrudzony wskazujący podsunęła jednak pod wargi jasnowłosej. Magnatka objęła go wargami i possała mocno, językiem drażniąc opuszek dwórki. Dziwnie było czuć siebie samą. Agata zarumieniła się widząc to i uśmiechnęła lubieżnie, poruszyła palcem w ustach Basi. Magnatka otworzyła usta i przesunęła językiem po palcu dwórki tak by mogła to zobaczyć.
- Waćpani…- zamruczała Agata odsuwając palec i przyglądając się Basi z uśmiechem. - Nie tego się spodziewałam tutaj, ale narzekać nie będę. Przynajmniej… jest ciekawie.
- A czego się spodziewałaś? - Basia sięgnęła do swoich włosów i zaczęła ponownie układać pasma w kok.
- Nie rób tego, nie rób tamtego.. strój prosto, szydełkuj, nie uśmiechaj się i broń boże nie pyskuj… a najlepiej nie odzywaj się w ogóle.- westchnęła ciężko Agata. - Czekaj aż cię wypatrzy jakiś bogaty szlachcic, wypnij zadek i zaciśnij zęby. Tego... mniej więcej.
- Prawdopodobnie tak to powinno wyglądać. - Basia sięgnęła po dwa kielichy i podała jeden swojej dwórce. - Ja jednak wychowywałam się pod ojcem, który nie potrafił ni zarządzać gospodarstwem, ni utrzymać pieniędzy, które roztrwonił nim się pojawiły. - Upiła nieco wina, starając się osłodzić te gorzkie wspomnienia. - Wszystkim zajmowałam się sama, a gdy nadeszła okazja, starałam się zdobyć jak najwięcej wiedzy, poznać języki. Wiem, że kobiety potrafią być silne i chcę byś też taka była, a mężczyzna którego sobie wybierzesz, przede wszystkim na to zasługiwał.
- Jestem bardzo silna. Jak będzie mnie drażnił naszpikuję mu zadek strzałami tak bardzo, że będzie mógł jeża udawać.- odparła buńczucznie dwórka.
Magnatka zaśmiała się.
- Lepiej go porządnie ustawiać, by robił to co chcesz. - Basia uśmiechnęła się ciepło. - Chcę cię nauczyć rzeczy, które według mnie mogą ci się przydać byś zarządzała własnym majątkiem i nie musiała opierać się na nikim. Proszę byś dla mojego spokoju nie pyskowała przy gościach i robiła dobrą minę do nieraz.. nieprzyjemnej gry, ale gdy wyjadą… ten zamek jest nasz.
-Hmmm…- mruknęła złowieszczo Agata spoglądając znów na piersi magnatki. - Nasz? I będę robiła wszystko co zechcę? Naweet…-
- Nasz… Mój, twój, Michała, Cosette, Libeny. Jesteśmy tu wszyscy i tak możesz robić co zechcesz tak długo jak im nie utrudniasz życia i ich życia nie narażasz. - Magnatka odstawiła pusty kielich i wróciła do zajmowania się swymi włosami. - Nie wierzę, że da ci się założyć kajdany więc pozostaje mi mieć nadzieję, że sama dojdziesz do tego, że niektóre twoje szaleństwa są bezsensowne.
- Pfff… unikasz odpowiedzi na moje pytanie zasłaniając się Cosette. - odparła dwórka nadymając policzki. Przysunęła się bliżej i jej usta przylgnęły na moment do szyi jasnowłosej.- Ale i masz rację. I tak spróbuję wszystkiego.
- Jak tak dalej pójdzie to jeszcze będziesz chciała zostać ze mną na zawsze. - Basia odgięła głowę do tyłu eksponując swoją szyję.
- Jak nie będzie nikogo ciekawszego? Bądź co bądź… do chędożenia można pierwszego lepszego ładnego parobka, jak to matu…- mruczała Agata od czasu do czasu kąsając szyję Basi między pocałunkami.
- A potem będę wyprawiała wam wesele jak się dorobisz jego potomstwa. - Basia zaśmiała się. - Och świetlaną przyszłość sobie planujesz. Pamiętaj, że twa matka jest mężatką.
- Jak będę siedziała tu na zamku u bogatej pani.- odparła łobuzersko Agata i spojrzała w oczy Basi dodając.- Pilnując by nie miała ochoty mnie oddalić, to można przecież dziecko podrzucić pod kościółek i wziąć na wychowanie potem jako sierotę. Głupia gąska ze mnie nie jest. Swój rozum mam… poza tym… matula robiła tak by ciążę się nie… dało zajść. Widziałam raz ukradkiem.
- Och.. czyli jak? - Basia zaciekawiła się, poprawiając jedną ze szpilek podtrzymujących jej kok.
- Noooo… położyła się brzuchem w stajni takoż jak ja ciebie położyłam. A gdy młodzik chciał wetknąć swojego ptaka do jej gniazdka, to… ona pochwyciła go… - odparła zaczerwieniona i speszona Agata. - … poprowadziła między pośladki i tam się zanurzył. Matka głośno sapała i stękała, więc nie wiem czy to przyjemne było. Ale dziecka z tego być nie mogło.
Czyli tak jak brała ją Cosette.. tyle że dla niej było to przyjemne.
- Brzmi boleśnie. - Odpowiedziała tylko.
- Wyglądało… dziwnie.- oceniła Agata wspominając.- I trochę boleśnie.
- Aż ciekawe jak to jest. - Basia udała zamyślenie.
- Jakoś nie kusiło mnie spróbować tego. Jeszcze nie.- stwierdziła zadziornie dwórka.
- Ale prawdą jest, że jest to dobry sposób by uniknąć ciąży. - Magnatka wstała z krzesła i poprawiła suknię.
- Oooo. Tego waćpani może być pewna.- odparła z uśmiechem Agata.
- Powinnam już iść. Jeśli jesteś głodna to posil się spokojnie. - Barbara podeszła do drzwi. Powinna porozmawiać z Ewą tym bardziej, że jej fryzura na pewno wymaga poprawek.
Zgadywała, że służka musi być w pobliżu. I była czekając z dala od drzwi, co by magnatka nie posądziła ją o podsłuchiwanie.
- Pomożesz mi z włosami? - Basia uśmiechnęła się do niej i ruszyła w kierunku swoich komnat.
- Tak pani. Oczywiście.- dygnęła odruchowo Ewka i ruszyła za szlachcianką.
W swojej sypialni magnatka usiadła w jednym z krzeseł by służąca mogła ją swobodnie uczesać.
- Niech to zostanie między nami, dobrze?- Powiedziała cicho.
- Waćpani dobrze wie, że ja… jestem bardzo lojalna i wierna waćpani.- mruknęła zawstydzona służka, ale i obrażona tym, że Barbara mogła posądzać ją o długi język. Zabrała się za poprawianie fryzury jasnowłosej z całą miłością i pietyzmem jakie ją charakteryzowały.
- Wiem. - Magnatka przymknęła oczy. - Jestem ci za to bardzo wdzięczna.
- Nie ma waćpani powodu… ja bardzo chcę być ulgą dla waćpani.- odparła żarliwie służka.
- Brzmi jak bardzo dobry powód. - Basia uśmiechnęła się. - Upnij mi czarny woal. Chciałabym udać się do kaplicy.
- Tak pani.- Ewka ruszyła ku szafie, by wybrać odpowiedni woal na tę okazję. Wróciła się z nim i zabrała do upinania.
Magnatka czekała w ciszy. Była ciekawa co teraz czyni Agata. Je? Udała się do swych komnaty czy poluje na jakiegoś młodziana? Co czyni Michał? Czy już posłał Jadźkę do Jana? Jak ten zareagował gdy nie dotrzymała umowy? Pewnie nawet się nie przejął…. Nie powinna o nim myśleć. Choćby z uwagi na swą ochmistrzynię.
- Czy widziałaś dziś Lanoire? - Odezwała się do Ewki przerywając dłuższą ciszę.
- Tak. Z rana. Wydawała polecenia całej służbie.- odparła mimochodem Ewka skupiona, by jej pani była nadal śliczna, gdy kryła twarz za czarną zasłonką.
- Czy wiesz gdzie ją znajdę? - Basia poczuła dziwną potrzebę zobaczenia Cosette. Czuła jakby ją zdradzała, a nie chciała tego czynić. To ochmistrzyni sprawiła, że jakoś się przełamała, że uznała to miejsce za swój dom.
- Tak. Pewnie w kuchni… radzi nad ucztą na stypę z kucharzami.- odparła pospiesznie Ewka.
- Zaprowadzisz mnie do niej. - Magnatka zamilkła czekając aż służąca skończy układać woal.

Ewka miala rację. Ochmistrzyni zajęta była przygotowaniami w kuchni i pouczaniem kucharzy i kuchcików. Wachlowała wachlarzem pokryte potem, dekolt i twarz, bo rozpalone do czerwoności piece sprawiały że w kucni było gorąco.
Basia weszła do pomieszczenia i poprosiła Ewkę by zawiadomiła Cosette, że przyszła i czeka na nią w ogródku warzywnym. Sama przeszła tam nie chcąc się nadto spocić.
Francuzka pojawiła się po kilku minutach i podeszła pospiesznie do szlachcianki.
- Mam nadzieję, że nie masz jakichś czasochłonnych kaprysów Basiu. Chętnie zajęłabym się czymś przyjemniejszym, ale… tego dnia relaks nie jest mi pisany.- rzekła stanowczo choć uśmiechając się ciepło. - Wyglądasz za kusząco na wdowę.
- Ty wybierałaś mi stroje. - Basia uśmiechnęła się choć wiedziała, że ochmistrzyni będzie trudno dostrzec jej twarz. - Chciałam cię zobaczyć i upewnić się, że nie bierzesz na siebie zbyt wiele.
- Jestem tu ochmistrzynią. Branie na siebie odpowiedzialności za zamek to moje zadanie. No chyba, że chcesz uczynić mnie tylko swoją kochanką. I zamknąć w komnacie, by odwiedzać co wieczór?- zapytała na koniec ironicznie.
- Cały czas mnie to kusi. - Basia zaśmiała się cicho. - Ale obawiam się, że wtedy uciekłabyś jak Agata na linie z pościeli.
- Och… nie doceniasz mnie więc Basiu. Nie wiesz co przeszłam.- odparła ze złowieszczym pomrukiem i lubieżnym uśmiechem Cosette. - Nie wiesz do czego potrafię być zdolna. Ale może kiedyś będziesz miała okazję się dowiedzieć.
- Teraz nawet nie śmiem dopytywać by nie zajmować ci czasu. - Magnatka odsłoniła woal i spojrzała na ochmistrzynię. - Ale może masz chwilę by mnie pocałować?
- Dobrze…- mruknęła Cosette nachyliła się i lubieżnie musnęła wargami usta Basi, by następnie namiętnie się w nich rozsmakować.- Choć takie prośby winnaś zachować, na bardziej stosowne do tego osoby.
- Czyli kogo? - Basia z uśmiechem oddała pocałunek, delikatnie liżąc słone od potu wargi kochanki.
- Nie wiem… kogoś kto nie będzie na twojej służbie. Przypuszczam, że jakiegoś młodego szlachcica z błyskiem w oku i szabliskiem…- odparła żartobliwie Cosette splatając ramiona na biuście.
- Wątpię bym takowego spotkała, a i on nie miałby twoich piersi, cudownego uśmiechu i temperamentu. - Basia mrugnęła doFrancuzki i zasłoniła twarz woalem.
- Piersi z pewnością… a co do temperamentu.- odparła ironicznie Cosette.- Nadal sypiasz z Michałem?
- Zdarza się… a czemu pytasz? - Basia spojrzała na ochmistrzynię zaskoczona.
-Jakoś udaje ci się więc wykrzesać sporo entuzjazmu w nim. A ma on swoje lata.- odparła uśmiechając się lubieżnie Cosette.- A co dopiero jak ktoś młodszy wpadnie między twoje uda.
- Może. - Basia zarumieniła się pod woalem. - Zobaczymy gdy zjawi się ktoś godny uwagi. - Magnatka podniosła się gotowa, by udać się do kaplicy.
- Z pewnością się zjawi.- stwierdziła ironicznie Cosette i zapytała.- Czy to wszystko? Niestety muszę wrócić do moich obowiązków.
- Chciałabym więcej, ale obiecałam sobie że nie będę ci nadto przeszkadzać. - Magnatka podeszła do kochanki. - Będę w kaplicy, gdyby ktoś mnie szukał.
- Hmm… w sumie to właściwe miejsce dla ciebie tego dnia. Dobrze… zapamiętam. - uśmiechnęła się ciepło Cosette.
Magnatka uśmiechnęła się w odpowiedzi pod osłoną woalu. Zaczekała aż ochmistrzyni wróci do kuchni wsłuchując się w szum roślin i owadów, po czym sama opuściła ogródek. Udała się bezpośrednio do kaplicy.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-09-2019, 22:02   #28
 
abishai's Avatar
 


Cisza. Spokój. Półmrok.
Zamkowa kaplica pozwalała na skupienie się. Pozwalała myślom wędrować swobodnie. A szlachcianka miała nad czym myśleć, bo jej życie wszak wywróciło się do góry nogami. Nagle stała się bogata ponad swoje wyobrażenie. Z cnotliwej niewinnej panienki, stała się uwodzicielką bałamucącą dwórkę.
Cisza. Spokój. Półmrok... pozwalały ochłonąć i przemyśleć wszystko. Obecność trumny otoczonej świecami pomagała Basieńce przypomnieć sobie, czemu znalazła się w takiej sytuacji. I jak wiele zawdzięczała nieboszczykowi… choć po prawdzie nie miał on takich planów.
Obecnie Józefowi towarzyszył jedynie modlący się za niego ksiądz. Cóż… Basia mogła przynajmniej docenić fakt, że miejscowy duchowny był solidnym pracownikiem winnicy Pana. I zapracował na hojną donację ze strony magnatki.


Pompa funeris



Józefowi należał się wystawny pogrzeb, jako znaczącej personie w okolicy. Niemniej minęło już wiele dni od jego zgonu, a ciało zostało zakonserwowane jedynie w soli. Więc przepych musiał odpowiednio zredukowany. Kościółek więc na pewien czas rodzinnym mauzoleum. Przed ołtarzem już postawiono skromne co prawda, castrum doloris („zamek smutku”). Była to drewniana konstrukcja architektoniczna jednorazowego użytku, oparta na katafalku i zwieńczona baldachimem. Dwóch stolarzy i trzech cieślów oraz snycerz postawiło ją w pośpiechu, dbając jednakże i o ozdoby, oraz starając się nie zakłócać modlitw nad trumną zmarłego.
Trumna leżała w centrum “zamku”. Podparto ją czterema rycerskimi tarczami pożyczonymi ze zbrojowni zamku. Całość otoczono wizerunkami symbolizującymi cnoty rycerskie: życie w prawdzie, wiarę, żałowanie grzechów, dawanie dowodów pokory, miłowanie sprawiedliwości, bycie miłosiernym, bycie szczerym i wielkodusznym i znoszenie prześladowań. Oraz wieniec z czaszek symbolizujących zarówno pokonanych wrogów jak i nieuchronność śmierci. Ten drugi aspekt podkreślały klepsydry, leniwie przesypujących piasek. Wszak czas nigdy się nie zatrzymuje. Portret trumienny został namalowany pospiesznie przez nadwornego malarza i sądząc po rysach oparto go bardziej na wcześniejszych wizerunkach niźli na prawdzie. A może po prostu przycięto gotowy już malunek, by dopasować go do trumny?
Basia w to nie wnikała.



Ilość szlachty ubranej w kir, jaka przybyła na uroczystość była przytłaczająca. Basia próbowała spamiętać twarze tych których wraz z panem Michałem witała. Ale szybko nawet nazwiska zaczęły jej się motać. Pod koniec twarz drętwiała jej od uśmiechu, a dłoń od unoszenia do pocałunku… no bo każdy musiał wycałować rączki dziedziczki. Ech…
Szlachcianka wiedziała, że będzie ciężko, ale że aż tak? Dobrze, że to na ramiona Cosette spadały wszystkie przygotowania, bo sama Barbara by ich nie uniosła. Z tatulowym pochówkiem było zdecydowanie mniej kłopotu.

Pogrzeb rozpoczął się od bicia dzwonów w całej okolicy. Podczas sumy do kościoła wjechał sobowtór zmarłego. Z powodu pośpiechu “sobowtór” jechał w pełnej zbroi płytowej należącej do Józefa i z twarzą zakrytą przyłbicą. Bo też nie było czasu szukać kogoś, kto by z lica do stolnika Żmigrodzkiego był podobny. Przed samą trumną ów człek spadł z konia. Następnie złamano szablę oraz rozbito pieczęcie, którymi zmarły posługiwał się za życia. Było to symboliczne ukazanie odejścia Józefa z tego świata. Obecni tu goście mogli podumać o przemijaniu chwały ziemskiej. Albo przynajmniej udawać zamyślonych pod czujnym, bacznym spojrzeniem kapłana mamroczącego po łacinie za ołtarzem.
Potem nastąpiło uroczyste złożenie ciała Józefa do groby. Uczyniło to czterech rosłych pachołków o twarzach wysmarowanych na biało glinką. Ubrani w stroje Janczarów, Turków oraz Moskali udawali wrogów Rzeczpospolitą z którymi to sam zmarły osobiście się rozprawił za życia. Przypominali przy tym wojenne zasługi samego Józefa, który… co teraz Basia zrozumiała, nie zawsze był opasłych nieruchawym magnatem. Kiedyś mógł być podobny do swojego syna. Na szczęście kwestia grobu nie była problemem. Józef zawczasu kazał sobie przygotować miejsce spoczynku obok swojej pierwszej żony i symbolicznego grobu jedynaka.

Po złożeniu ciała do grobu przyszła kolej na Barbarę i jej mowę pogrzebową, która powinna się zakończyć zaproszeniem na stypę. Olbrzymią i suto zakrapianą ucztę na cześć zmarłego. Tym razem dla miejscowej szlachty.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-11-2019, 08:18   #29
 
Aiko's Avatar
 
[MEDIA]http://www.historyanswers.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/stpaulschancel_b-345x450.jpg[/MEDIA]

Barbara przysłuchiwała się mszy przytłoczona, z twarzą osłoniętą woalem. Na ramiona narzuciła czarny płaszcz by chronił ją przed chłodek kaplicy ale i osłonił dekolt przed wzrokiem innych w tej podniosłej chwili. Cały czas przed oczami miała nagie, martwe ciało Józefa. Co się wtedy wydarzyło? Czemu zmarł tak nagle? Czyżby… rzeczywiście serce nie podołało? Jej dłonie zaciskały się kurczowo na materiale sukni, tak że aż pobielały jej knykcie.
Zostawił ją.. z majątkiem, opiekunami, ale też samą, ze swym synem, z którym nie wiedziała co ma począć. Jak zacząć zarządzać tym wszystkim. Toż.. toż gdyby nie wiedza i Cosette i Michała.. nawet nie wiedziałaby co rozkazać. Miała nadzieję, że ma jeszcze czas. Że jeszcze trochę będą przy niej, będą ją wspierać. O to też modliła się podczas tego nabożeństwa. Nie tylko o duszę Józefa, by pan wybaczył mu grzechy, choćby za dobro, które jej okazał. Za zdrowie Cosette, Michała.. Libenę. Bała się. Z jednej strony po raz pierwszy czuła spokój o swoje życie, o to że dane jej zostało mieć za co jeść i gdzie żyć, jednak bała się czy to wszystko udźwignie. Czy nie popadnie w rozpustę, zapominając o tym że nie tylko z tego życie się składa.
Podniosła się ze swej ławy i zachwiała. Na szczęście Michał ją przytrzymał, a ona czując jego dotyk uspokoiła się nieco. Na nieco drżących nogach wyszła na środek kaplicy.

Mówiła cicho i niepewnie, zmuszając się by wykrzesać z siebie choć tyle by inni ją usłyszeli.
Wiele sobie ludzie mądrzy dawnego wieku, moi łaskawi panowie, głowy utroskali, chcąc to światu wywieść, że przygody, nieszczęście i smętki wszelakie mogą człowiekowi nie być ciężkie ani silne, ale temu wszystkiemu rozum dobrze zdołać i wytrzymać może. - Spoglądała przez woal na wszystkich zebranych, rumieniąc się i mając nadzieję, że niewielu rozpozna mową, którą dawnymi czasy sama czytała i z której teraz oto korzystała, gdy słów jej brakło. - I mieli po sobie wywody wielkie i ważne, jako się onym zdało, ale, jako sama rzecz okazuje, nie bardzo potężne. Bo nie tylko tego w ludzi wmówić nie mogli, aże i miedzy samymi rzadki, który by to był na sobie przełomił, żeby był w tej mierze według nauki swej się zachował. Tak podobno wszytko łatwiej słowy wyrzec niźli rzeczą samą wypełnić. I nie masz się zaprawdę czemu dziwować, że mądre i szerokie wywody smętku i żałości ludzkiej pohamować nie mogą, bo trudno jest z naturą walczyć, a serce człowiecze nie jest kamienne ani żelazne, jakiego żadna troska i żaden żal nie ruszy - ale z tejże krwie, co sam człowiek, i z tegoż ciała stworzone, które jako radość i pociechę swoję czuje, tak z nieszczęścia i z przygody frasować się musi. - Zamilkła na chwilę biorąc głębszy oddech i pozwalając by cisza wypełniła kaplicę.

- Doświadczamy tego sami na sobie, daj Boże, aby nie tak często, ale zaiste doświadczamy. A my więc teraz za tym niefortunnym teraźniejszym przypadkiem naszym czujemy, co to jest żałość. - Spojrzała na stojących obok Michała i Cosette. - Abowiem straciliśmy w domu swoim tego, który, wszystkie trudności nasze spólne, wziął był na swoję opieką i tak się z nimi sprawował, żeśmy za pilnością jego żadnego uszczerbku w sprawiedliwości swej nie wzięli, a - za cośmy mu i dziś wielce powinni - nie tylko nam chudobę noszę w cale zachował, ale i przyjaźń sąsiedzką, bośmy do tej doby, z czego Panu Bogu bądź chwała, ani przysięgi żadnej, ani zaszcia żadnego z nikim nie mieli. Co wszystko Bogu naprzód, a potem jego obmyślawaniu i przestrodze przypisywać musimy. Panem był i mężem dobrym, uprzejmym, prawym…. sercu memu miłym. A ta więc jego godność, którą go był Bóg opatrzyć raczył, nie była tak okresom abo wąska, żeby się tylko w domu jego samym zawierać miała, ale siła obcych ludzi, siła wdów i sirot ubogich rady jego używało, - tu zarumieniła się mocno, ciesząc się iż rumieniec ten zakrył woal, tak jak i łzę, która w tej chwili strachu i smutku po jej policzku spłynęła. Nie mógł on jednak jej drżącego głosu zakryć, więc starała się przerwy jak najkrótsze robić - której on nie funtem iście, że tak mam rzec, ani łokciem przedawał, ale i darmo, i hojnie wszystkim potrzebnym użyczał, i tak wiernie, że na radzie jego żaden się nigdy nie omylił.
Zacisnęła mocno dłonie na sukni i przymknęła oczy by na chwilę łzy powstrzymać. Świadoma była, że to bardziej łzy strachu niż smutku, bo w tejże chwili nie chciał jej opuścić widok Józefa i przy ślubie i w łożu.
- Słusznie tedy prze śmierć jego dziś na sobie ten ubiór nosimy i na sercu żal wielki mamy, z któregośmy i obronę doma, i między ludźmi dobrą sławę mieli. Ale nam podobno teraz więcej trzeba na taką rzecz się zdobywać, która by żałość naszę rychlej leczyć, jeśliby to można rzecz była, niźli jątrzyć i szerzyć mogła. Jakoż niepomału się stąd cieszymy, że przy tej ostatniej posłudze męża mego wmościów tak wiele i tak zacnych osób widzimy. Bo nie leda to znak jest łaski wmościów przeciwko niemu. Kiedy byście wmościowie komu żywemu tę uczciwość czynili, mogłoby się jakokolwiek zdać, że to w nadzieję przypodobania jakiego abo więc i oddania czynicie. Ale czyniąc to umarłemu k woli, który tego oddać już nie może, żadnej wątpliwości w tym nie mamy, że to wznoście z uprzejmej i prawej chęci przeciwko niemu czynicie, dając to nie tylko nam, ale wszystkim ludziom wobec, że uczciwe zachowanie brata naszego nie umarło z nim pospołu, ale żywie w sercach wmościów, cnotliwych ludzi. A toć jest on owoc wiary, cnoty i godności jego, z którego my powinowaci cieszyć się niepomału mamy, a potomstwo jego przykład brać może, aby, ojcowskim strychem się sprawując, do tegoż zachowania i do tejże dobrej sławy przyść kiedy mogli. Za tak wielką tedy laskę, którą wmościowie temu zmarłemu ciału okazać raczyli, wmościom panom swym wielce dziękujemy, prosząc Pana Boga, aby On sarn za nas, którzy tego tak dalece odsłużyć nie możem, wmościom to hojnie płacić i nagradzać raczył. Ja zaś… prosić was raczę na ucztę, byście ze mną pamięć zmarłego Józefa Żmigrodzkiego uczcili.
Nie było oklasków, bo przecie nie wypadało. Wszyscy byli pogrążeni w myślach i pobożnym milczeniu. Następnie zaczęli wstawać, nestorzy i nestorki rodów szlacheckich podchodzili by w imieniu rodzin jeszcze raz złożyć kondolencyje na ręce młodej wdowy, czynili takoż i młodzi szlachcice. Po czym kaplica powoli pustoszała oddalając się na ucztę.
Potem Basia… była wolna. Co prawda, niby wypadało się zjawić na uczcie, ale że młodą wdową była nikt by jej nie wypomniał nieobecności przypuszczając, że wypłakuje swoją wielką stratę w komnacie. Zresztą pan Michał tam honory za nią czynił. Nie była tam niezbędna.
Basia odetchnęła. Wiedziała że dołączy do uczty, chciała jednak najpierw nieco się uspokoić. Ruszyła więc w kierunku zamkowego ogrodu by tam nieco odetchnąć nim przyjdzie jej stawić czoła gościom.
W ogrodzie jednak ktoś już był. Parka jakowaś kryjąca się głęboko w krzakach. Jeden z najemników basinych obejmował czarnowłosą służkę próbując wsunąć łapska pod jej faruszek.


Ta broniła się chichocząc i bez entuzjazmu do obrony swojej cnoty.
- Nie… nie… nie… mówiłam ci już. Zresztą gołodupiec z ciebie.- śmiała się i droczyła.
- Oj Jadźka… nie bądź taka. Niemiło ci było ze mną?- odparował żołnierz. A dziewczyna się wykręcała szydząc żartobliwie.
- Oj było miło z tobą. Ale i z Rudoflem też było miło i z Czarniawym i Markiem… z nimi też. I prezenta dawali.- próbowała się “wyrywać” kręcąc przy okazji zadkiem… a w tym obszarze miała chyba czym kręcić. “Migdaląca” się parka nie zauważyła jeszcze wchodzącej do ogrodu młodej wdowy.
Basia wycofała się. Oglądanie tego co mogło się za chwile wydarzyć na pewno nie poprawiłoby jej nastroju. Szczególnie jeśli to była Jadźka, która usługiwała też Janowi. Potrzebowała teraz chwili spokoju, a nie pokazu. Ruszyła w kierunku galerii nieopodal swoich komnat. Ciekawe… co robił Jan. Jakby nie patrzeć był to dzień pogrzebu jego ojca.
Odruchowo skierowała się w stronę wieży ciekawa czy kręci się tam teraz dużo ludzi.


I przekonała się, że cicho tam jest. Straż pilnowała wejścia do wieży Libeny i lochów Jana, czujna i cicha. Tu nie było rozluźnienia. Pewnikiem wtajemniczeni byli w naturę tego co pilnują.
Magnatka skinęła strażom ciekawa czy ją przepuszczą. Ci oczywiście przepuścili Basię, bo wszak była tu panią. Magnatka weszła do środka i mogła się skierować do komnaty Jana.
Ten, pilnowany czujnie przez strażników, popijał wino wprost z gąsiorka w kącie swojej celi.
Magnatka zdjęła płaszcz i odpięła woal nim podeszła do kraty. Teraz jednak stanęła kilka kroków od niej.
- Witaj Janie. - Przyjrzała się mężczyźnie starając się ocenić w jakim jest nastroju. - Właśnie zakończył się pogrzeb Józefa.
- Wiem, piję właśnie za jego duszę.- odparła smętnie mężczyzna obrzucając Basię obojętnym spojrzeniem. Wyglądał żałośnie i zdawał się być przesiąknięty żalem, jak i tanim winem.
- Michał i Cosette zadbali by był to bogaty i godny go pogrzeb. - Magnatka przysiadła na prostym stołku spoglądając na Jana.
- To dobrze.- odparł cicho zamyślony mężczyzna, znów pociągając z gąsiorka.
Barbarze w sumie odpowiadała ta cisza. Chętnie napiłaby się sama, ale czuła że zbliżanie się do Jana może w tej chwili nie być najlepszym pomysłem. Przygryzła więc tylko wargę by zabić pragnienie.
Jan również milczał pogrążony w własnych przemyśleniach i popijaniu trunku. Tymczasem jeden ze strażników zaproponował Basi, że przyniesie jej jakąś poduszkę… co by wygodniej było jej siedzieć.
- Przynieś mi może antałek, dobrze? - Magnatka uśmiechnęła się do strażnika. - Stołek jest całkiem wygodny w tych wszystkich sukniach.
- Tak waćpani.- odparł pospiesznie strażnik i ruszył ku wyjściu, by spełnić kaprys pani na zamku.
Barbara milczała przez dłuższą chwilę, w końcu jednak nie wytrzymała.
- Zamierzasz tak spędzić całe życie? - Spytała, uważnie obserwując Jana.
- Aż do czasu aż Libena wymyśli odtrutkę czy lekarstwo na moją chorobę. Potem… Kresy i Zaporoże czekają. Tam łatwo być bezimiennym szlachcicem… kozakiem i wykuć sobie nowy żywot.- odparł po dłuższym milczeniu Jan.
- Ile to już trwa… co właściwie się stało? - Magnatka nie powiedziała, że nieco wątpi by było to możliwe.
- Będzie z kilka lat pewnikiem… może dłużej. Łatwo tu stracić rachubę.- mężczyzna przeciągnął się tak mocno, że chrupnęły mu stawy.
- Jestem niemal pewna, że gdybyś spytał, Michał by ci powiedział.- Barbara zerknęła na drzwi prowadzące do loszku. - Kto ci to uczynił?
- Jestem niemal pewny, że mało mnie to obchodzi. A co do winnych to… każdy ma swoje teorie. Jeden twierdził, że miesiąc na niebie mnie przeklął, czy też wybrał. Inni że to wina wilkołaka w wilczej postaci, com mnie ugryzł. Dopust boży, klątwa łemkowsiej wiedźmy. Urok czarownicy… do wyboru do koloru.- odparł sarkastycznie Jan.- Libena widzi w tym jakiś dar… który mam okiełznać ku pożytkowi. Ale chyba mnie z litości okłamuje. I z własnej bezsilności.
- Ugryzł cię kiedyś wilk? - Barbara spróbowała zmienić temat na jakiś wygodniejszy dla mężczyzny.
- Wilk. Niedźwiedź, Tatarzyn, żmije z dwa razy. - zaczął wyliczać ze śmiechem Jan i zerknął na Basię.- Zajdź do sali myśliwkiej, połowa trofeów to moja zasługa. A że łatwo nie lubię, to na wilki poluję… polowałem w zimie. Gdy głodne, agresywne i w kupie się trzymają. Co to za rozkosz… polować na zwierzę, które oddać nie może?
- Cieszy mnie, że nic poważnego ci się przy tym nie stało. - Barbara nie zamierzała udawać, że takie ryzykanctwo ją bawi lub co gorsza budzi szacunek. Wierzyła jednak, że Agata mogłaby tu skakać z radości. - Z przyjemnością tam zerknę. Jakiś okaz, z którego jesteś szczególnie dumny?
- Pewnie największy niedźwiedź…- odparł z dużą dozą obojętności i zerknął na Basię przypatrując się jej strojowi. Wodził spojrzeniem po sukni w górę, aż wreszcie doszedł wzrokiem do dekoltu. Na nim skupił rozżarzone spojrzenie swoich oczu. Przez chwilę wydawało się szlachciance, że wilczych…
- Widzę dotknięcie Cosette. Śliczne gołębie piersi, acz ich odkrywanie nie pasuje do pogrzebu.- dodał ironicznie.
- Przy drzwiach zostawiłam woal i płaszcz. - Barbara westchnęła ciężko. - Wystarczy, że uszkodziłeś mi jedną suknię.
- Nie igraj ze mną, to resztę szat oszczędzę.- zaśmiał się chrapliwie Jan i wrócił do picia, a na schodach słychać było kroki. To wracał strażnik z antałkiem i cynowym kubkiem dla jaśnie pani.
- Nie igram. Chciałabym się więcej dowiedzieć o Józefie… o tobie. - Barbara nie ruszyła się. Wiedziała, że strażnik niebawem do niej dotrze z tym winem.
- Waćpani nie powinna tyle konwersować z wnięźniami.- zaśmiał się sarkastycznie i gorzko szlachcic. - Zimno tutaj bywa.
Strażnik postawił kubek na stoliku, otworzył antałek i nalał z niego trunku szlachciance.
- W kaplicy jest chłodniej. - Magnatka uśmiechnęła się i upiła nieco wina z kubka. Jej wzrok nadal skupiony był na Janie.
- Pewnikiem tak. - zgodził się z nią melancholijnie mężczyzna skupiony na piciu wina i na niczym innym.
- Słyszałam, że nie chcesz by Cosette wiedziała iż tu jesteś. Chciałam to jednak usłyszeć od ciebie. - Barbara opróżniła kubek i dolała sobie wina.
- Nie chcę by ktokolwiek usłyszał. Lepiej będzie by myśleli, że zmarł.- wzruszył ramionami Jan.
- Nie odpowiada mi, że tu siedzisz… jesteś prawowitym dziedzicem. - Barbara umoczyła usta w winie, czując jak alkohol zaczyna ja rozgrzewać.
Jan zwrócił się gniewnym głosem do straży. - Wy dwaj wynocha. Za drzwi i nie podsłuchiwać.
Strażnicy popatrzyli po sobie, po czym spojrzeli na szlachciankę. A następnie wyszli za drzwi, które zamknęły się za nimi.
- Niech tu pannica świętej nie odstawia. Oboje wiemy, że dutki a nie miłowanie skłoniły cię do tego małżeństwa.- sarknął gniewnie szlachcic.- Ni też nie potrzebuję litości. Mój los jest jaki jest i łzy niewieście, ni wyrzuty sumienia go nie odmienią.
Machnał ręką. - Ni też mi to całe ojcowskie złoto ni tytuły nie są potrzebne. Zachowaj dla swoich potomków. Ojciec z pewnością marzył, że ich wielu urodzisz.
- Przyznam, że gdy brałam ślub nie wiedziałam jakim majątkiem dysponuje twój ojciec.. po prostu zgodził się spłacił długi ojca mojego i uratował od pracy na ulicy czy innego zamążpójścia. - Barbara wzruszyła ramionami. - Ty mi mówisz o litości, a ja widzę kłopoty. Którejś nocy wyrwiesz się stąd i zabijesz kogoś. Może służącą, może moją dwórkę.. męża.. dziecko.
- Po to są te kraty, te straże.- przypomniał jej mężczyzna znudzonym tonem głosu.- Myślisz ty może, że lepiej by było puścić mnie wolno? A może o łeb skrócić, co?
- Wolałabym zaprządz więcej ludzi by cię uzdrowiono. - Basia prawie prychnęła, udało się jednak opanować. Czy naprawdę tak dziwne było, że chciała mu pomóc? - A z tego co słyszałam, strażom i kratom zdarzyło się nie zapanować nad tobą.
- Teraz jest z tym lepiej, a co do pomocy to… z pewnością Libena ci wytłumaczy, że nie w samym złocie tkwi problem.- odparł Jan znów łykając z bukłaka.
- Inaczej, pewne i Józef zapłaciłby wiele? - Magnatka kręciła w dłoni kubkiem obserwując szkarłatny napitek. Nie było wyjścia z tej sytuacji.. czuła to przez skórę. - Pewnie zabrzmi to obscenicznie, ale chciałabym pomóc.
- Dobre masz serduszko. - odparł z uśmiechem Jan i przesunął spojrzeniem po dekolcie jej sukni.- I… ech…- szlachcic westchnął ciężko.- … jeśli chcesz, to szukaj pomocy dla mnie. Ja się nigdzie stąd nie wybieram. Jeno nie licz na wiele w tej materyi, bo póki co sukcesów wielkich nie ma.
Barbara podniosła wzrok i uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Zobaczymy co potrafi zdziałać kobieca ręka. - Dopiła wino i odstawiła kubek. - Idę do gości, wypadałoby się tam choć na chwilę pokazać…. Jakbyś chciał po prostu porozmawiać, to zawsze możesz po mnie posłać.
- Ja nie filozof… niewiasty jeśli potrzebuję, to nie do rozmów.- stwierdził ironicznie Jan na pożegnanie.


Tymczasem stypa już się rozruszała. Goście jedli i pili, muzykanci grali. Toczyły się rozmowy przy stołach, a piwo lało się strumieniami. Cosette zadbała o wygody dla gości, a pan Michał pilnował by sproszona szlachta bawiła się dobrze. Basia wchodząc na salę poczuła się niepotrzebna. Nie znała wszak tych ludzi, a w tych harmidrze i tak poznać by ich nie zdołała. Rozmowy przypominały bardziej przekrzykiwania się. A sam tłum gości przytłaczał swoją obecnością.
Magnatka wycofała się nim ktokolwiek ją zauważył i ruszyła w kierunku swych komnat. Ten zamek to nie było jej miejsce. Nadęty i rozbestwiony Jan. Zimne komnaty.. wszystko modne i tak potwornie obce. W połączeniu z tym pogrzebem poczuła potworny smutek. Zaczepiła służącą, by ta przyniosła jej dobrego wina z kuchni i coś dobrego do jedzenia.

Po chwili była sama odpoczywając w komnacie i rozkoszując się samotnością i ciszą. Ale czyż tak być nie powinno? Była wdową pogrążoną w żałobie, która właśnie pochowała męża. Wkrótce przybyła do jej komnaty młoda służka przynosząc posiłek, jak i wino.
Usłużnie postawiła wszystko na stoliku i spytała, czy jeszcze może czymś jakoś pomóc.
- Niech w sąsiedniej komnacie przygotują kąpiel. Nie będę potrzebowała pomocy. - Magnatka uniosła wzrok znad książki, by uśmiechnąć się do służki.
- Tak pani.- odparła służka niezgrabnie dygając i wyszła z komnaty. Basia została sam na sam z księgą pełną historyj niewątpliwie bezpruderyjnych w opisach.
Barbara przebrała się w jedną z prostych sukien, które przywiozła z sobą na zamek i jedząc jedną dłonią, drugą przewracała strony czytając kolejne strony z coraz większymi wypiekami. Cieszyła się, że złe myśli odchodzą zastąpione znajomą wilgocią między udami.
Sytuacja zmieniła się zresztą jeszcze bardziej, gdy doszło do opisu przyjęcia… znacznie różniącego się od stypy dziejącej się w zamku. Zarówno stroje były odmienne, jak i obyczaje na niej… jak i posiłki. Zdecydowanie więcej było tu opisów ludzkich ciał splecionych w jedną masę niż dworskich tańców.
Magnatka dopiła kielich wina i dolawszy sobie więcej przeszła do pokoju obok. Musiała nieco ochłonąć i zamierzała sobie w tym pomóc kąpielą. Tam oczywiście Ewa już czekała, by pomóc swojej pani przy kąpieli. Cicha i dyskretna.
- Nie chciałabyś odpocząć? - Barbara uśmiechnęła się do służki. - To był pracowity dzień.
- Nie potrzebuję jeszcze, ale jeśli pani chce.. to może odesłać mnie już.- odparła cicho zawstydzona służka.
- Jestem potwornie… niezaspokojona. - Magnatka zdjęła z siebie suknię. Czuła przyjemny szum wina w głowie. - Nie chcę cię męczyć.
Ewka milczała przygryzając wargę i spuszczając głowę na dół. Po chwili rozmyślań szepnęła.- Nie męczy jaśnie pani.
- Ale zaspokajanie mnie mogłoby by dosyć męczące. - Barbara weszła do bali z wodą.
- Przyjemne raczej…- palce Ewki ześlizgnęły się po ramionach, na barki, a potem piersi szlachcianki. Ścisnęły je lekko i zaczęły masować leniwie.
- Wobec tego doprowadź mnie jak masz ochotę. - Magnatka opróżniła kielich i postawiła go obok bali. - Jestem twoja Ewo.
Służka zaczęła całować żarliwie usta, szyję i obojczyki Basi, palcami prawej dłoni ześlizgnęła sie po brzuchu, by dotrzeć tam gdzie chciała sprawić swojej pani przyjemność. Zanurkowała między uda i sięgnęła głębiej powoli poruszając nimi w tym spragnionym dotyku zakątku.
Pijana już Basia jęknęła głośno i mocno
rozchyliła nogi. Zachęciło to służącą do większego wysiłku i większej śmiałości w pieszczotach, nie tylko całowania ale też i lizania oraz kąsania ciepłej skóry. Badania palcami intymnego zakątka swojej pani.
Jęki magnatki przerodziły się w okrzyki rozkoszy gdy jej ciało wiło się w bali rozchlapując wodę. W głowie kręciło się przyjemnie… cały świat zdawał się by teraz,skupiony w jej kwiecie, z którego rozchodziły się fale rozkoszy. Doszła obwieszczając to głośnym okrzykiem.
Ewka widząc to uśmiechała się ciepło i nieco lubieżnie. Jej twarzyczka była zaczerwieniona, a oczy błyszczące.
- Zaprowadź mnie do sypialni. - Barbara z trudem wydusiła słowa rozpalonym głosem. - Chcę cię w swym łożu… nagą.
- Tak pani.- mruknęła służka cicho i wstała by podać lniany ręcznik Basi, taki który okryje jej nagość… przynajmniej na korytarzu.
Magnatka jednak narzuciła na mokre ciało sukienkę i nie przejmując się tym jak len przykleił się do jej ciała ruszyła rozchwianym wzrokiem w stronę swojej sypialni.
Ewka ruszyła cicho za nią i zamknęła drzwi, gdy znalazły się w komnacie. Tam służka stanęła przy łożu i zaczęła się pospiesznie i niezgrabnie rozdziewać.
Barbara podeszła do niej i pocałowała ją, pomagając pozbyć się odzienia. Golutka Ewka pospiesznie wślizgnęła się pod kołdrę oczekując polecenia. To jednak musiało poczekać, bo ktoś zaczął dobijać się do sypialni Basi.
- Kto tam? - Barbara spojrzała zrezygnowana na drzwi i dała znak Ewce by ta ukryła się pod pościelą.
- Jam ci to jest… Michał… żem przybył… -wesoły głos starszego szlachcica świadczył o sporej ilości wypitego alkoholu.
Magnatka podeszła do drzwi i uchyliła je.
- Yhym...słyszę. A goście?
- A goście… kończą świętowanie… większość… - zaśmiał się pijacko szlachcic opierając o ścianę i zerkając przez szparę na Basię.- Mój Boże… aleś ty urodna.
Magnatka uśmiechnęła się nie mogąc inaczej zareagować na ten komplement.
- A w moim łożu jest ktoś. - Powiedziała cicho.
- Cosette szybko się uwinęła… ona wie jak się zakręcić, co?- wymamrotał ni to za zazdrością, ni to z podziwem szlachcic. - Przyszłem ci dać buzi na dobranoc.
Magnatka uchyliła szerzej drzwi.
- Och… jedynie całusa? - Uśmiechnęła się nieco lubieżnie do szlachcica.
- Jeśli waćpani pozwoli… to nie tylko całusa.- odparł szlachcic sięgając przez szparę i chwytając dłoń Basi.
- Jeśli… nie zawadzi ci, że ktoś nas będzie widział. - Barbara nie cofnęła dłoni.
Szlachcic szarpnął wyciągając dziewczynę na korytarz i przycisnął ją swoim ciałem do ściany. Jego usta zachłannie przylgnęły do warg magnatki w zachłannym pocałunku. Jego dłonie wodziły po sukni podciągając mokry materiał na pośladkach ku górze. Michał był pijany...czuła alkohol niczym chmurę go otaczającą. Ba, jego pocałunek smakował winem. Jutro pewnie będzie tę chwilę szaleństwa żałował, ale dziś… dziś jego dłonie macały zachłannie jędrne pośladki magnatki.
Barbara przywarła do mężczyzny całym ciałem odpowiadając na pocałunek. Sama czuła w głowie przyjemne szumienie i nawet nie myślała o tym co i gdzie robią. Liczył się tylko ten rozpalony mężczyzna przed nią.
Spragniony był mężczyzna… kobiecego ciała, jej ciała. Michał wodził ustami po szyi i ustach, całował policzki. Sękate palce podwinęły suknię na tyle, by pośladki Basi odsłonić i poczuła na ich chłód wieczora.
To ją nieco rozbudziło. Nie mogli.. nie mogli zrobić tego na korytarzu.
- Nie tu.. sypialnia… - Z trudem wydusiła słowa między pocałunkami.
- Prowadź…- rzekł cicho szlachcic wychrypiałym od pożądania głosem.
Barbara po prostu wciągnęła go do swojej sypialni nie zważając na to, że jest tam Ewa i pociągnęła w kierunku jednego z foteli. Służka tymczasem śmignęła pod pościelą na podłogę i wślizgnęła się pod łoże. Zaś sam szlachcic podciągał gorączkowo suknię chcą całkiem magnatkę obnażyć.
Basia poddała się mu jeszcze unosząc dłonie by mu ułatwić rozbieranie. Naga przysiadła na stoliku tak by ukryta pod łożem Ewa mogła ją dobrze widzieć.
I tu zaczęły się schody, bo Michałowi tak dobrze już nie szło uwalnianie się z własnych szat. Najpierw zaplątał karabelę w własny pas, potem niecierpliwie, ale mało skutecznie zabrał za uwalnianie się swojego mieczyka ze spodni.
Barbara chwyciła go za kontusz i przyciągnęła do siebie by mu pomóc. Dużo sprawniej rozwiązała ozdobny pas i rozsznurowała spodnie szlachcica. I odsłoniła, to co chciała zobaczyć… jego szablisko w pełnej gotowości. Michał naparł na nią ciałem całując zachłannie, jego dłonie pochwyciły ją za biodra i pupę. Posiadł kochankę mocnym sztychem nie dbając o nic. Basia zadrżała czując lekki ból, nim ciało poczęło się dostosowywać do nieco pijackiej brutalności kochanka, którego usta pieściły jej szyję i obojczyki.
Magnatka jęknęła głośno i chwyciła się mocno krawędzi stolika. Pomiędzy okrzykami rozkoszy starała się odpowiadać na pocałunki szlachcica.
Napierając na nią między szturmami Michał sprawił, że odchyliła się do tyłu. Jej wypięte piersi stały się celem pocałunków i muśnięć języka. Była bezbronna wobec tych ataków, i wobec łaskoczącej jej skórę brody. No i biodra, dzikie w swoich ruchach… obecność kochanka, tak dojmująca i władcza. Alkohol pozbawił Michała samokontroli, pozostała jedynie samcza żądza.
Magnatka także nie panowała nad sobą, krzycząc coraz głośniej i wychodząc biodrami naprzeciw kochankowi na tyle na ile tylko pozwalał na to jego mocny chwyt. Dochodząc opadła na stolik pozwalając głowie opaść po drugie stronie. Szlachcic jeszcze kilka razy naparł biodrami wprawiając jej piersi w falujący ruch, a stolik i ciało w drżenie, nim poczuła że i Michał doszedł. Opadł na jej rozgrzane ciało całując na oślep piersi.
Barbara oddychała z trudem zerkając w kierunku łoża, ciekawa czy Ewa ich obserwowała. Była ciekawa czy służce podobał się ten widok. Widziała rozpalone spojrzenie oczu obserwujących ją spod łóżka. Jak oddawała się rozpuście z kochankiem. Czy tak się czuła Cosette podczas spotkań ze swoim hrabią? Kto wie.
Magnatka uniosła się na przedramionach i spojrzała na mężczyznę z uśmiechem.
- Prawie wziąłeś mnie na korytarzu. - Powiedziała równie żartobliwym co rozpalonym głosem.
- Prawie? - zajęty całowaniem szczytów jej piersi Michał nie zwrócił większej uwagi na to pytanie.- Pewnikiem… ogień taki we mnie wzbudziłaś.
- A teraz nie wzbudzam? - Barbara zanurzyła palce jednej dłoni we włosy starszego mężczyzny.
- Dyć wzbudzasz.- odparł kochanek spoglądając jej w oczy.- Jakże mam ci to udowodnić?
Barbara zarumieniła się nieco widząc jego spojrzenie.
- Raz jeszcze… - Wyszeptała po dłuższej chwili milczenia.
- Dobrze…- mruknął szlachcic, choć ze wstydem. Zabrał się bowiem wpierw za pieszczoty i ugniatanie dłońmi owych krągłości biustu. Chęci bowiem były, acz… możliwości już mniej. Młodzikiem nie był i musiał mieć trochę czasu, by na nowo zebrać siły. Magnatka nie poganiała go przy tym pomrukując z zadowolenia. Czy.. czy naprawdę znajdzie kogoś dla siebie. Młodszego może.. tak utalentowanego jak Cosette i tak entuzjastycznego jak Michał?
Możliwości wszak były. Choćby Evan… nie mógł być przecie jedynym tak utalentowanym kochankiem w zamku. Basia czuła też podbrzuszem ożywienie kochanka, a zerkając pod łoże widziała te rozpalone podnieceniem oczy służki. Magnatka wątpiła jednak by na zamku znalazła kogoś kto mógłby stać się dla niej więcej niżeli kochankiem. Powoli poruszyła biodrami drażniąc oręż kochanka. Słyszała chrapliwy oddech rozpalonego mężczyzny… poczuła jego dłonie zaciskające się na biodrach i szturm. Kolejny, mocny i władczy… poczuła twardą obecność w sobie i jak jej ciało przesuwa się po stoliku pod wpływem ruchów bioder mężczyzny. Magnatka chwyciła się mocno krawędzi stołu otaczając nogami biodra kochanka. teraz nie było już bólu i mogła się w pełni delektować jego atakami.
Chrapliwy oddech, silna obecność… mocna… było to rozkoszne uczucie między biodrami, potęgowane przez lubieżne spojrzenia obojga kochanków wpatrzonych w jej falujący biust. Tym razem jej ciało prężyło się nie dotykane pieszczotami. Bo akurat Michał ręce miała zajęte, trzymając Basię za biodra. Magnatka nieco niepewnie chwyciła swoje piersi i zaczęła je ugniatać, gdyż brak jej było tego dotyku. Pojękiwała w rytm kolejnych szturmów pozwalając kochankowi by znów ją doprowadził. Rozkosz była zniewalająca, zwłaszcza u Michała. Stary szlachcic dotarł na szczyt z głośnym jękiem, a jego ciało spieło się w sobie. Ciężko oddychał spoglądając na Basię i starając się trzymać na nogach, choć taki wysiłek połączony z wcześniejszym pijaństwem… był spory dla niego.
Barbara dotarła czując jak jej ciało ponownie zostało wypełnione. Sama oddychała ciężko czując zawroty głowy. Powoli podniosła się i pomogła mężczyźnie usiąść.
- Wina? - Szepnęła cicho, nawet nie kryjąc swej nagości.
- Tak… - wydyszał mężczyzna nie spuszczając wzroku z nagiego ciała niewiasty. Basia niemal czuła na sobie gorące spojrzenia obojga kochanków.
Basia czuła się dziwnie wiedząc że Michał nie jest świadom obecności służącej, mimo że mu wspominała. Bała się jednak, że szok mógłby go zabić, a bardzo nie chciała kolejnego ciała w swej sypialni. Powoli nalała mu wina do kielicha i podała naczynie.
-A waćpani… nie napijesz się ze mną?- zapytał szlachcic mocząc usta w winie i pijąc powoli. Nie odrywał od niej wzroku. Nie on jeden zresztą.
Magnatka zawahała się. Drugi kielich pozostał w pokoju obok, a chciało się jej pić… tylko posłanie teraz Ewy.. raczej by nie było odpowiednie. Nachyliła się, opierając się mężczyźnie o kolana i sięgnęła wargami do kielicha, który trzymał Michał.
Szlachcic podał jej ów trunek do ust. Wstrzymał oddech patrząc jak go spija. Jego ciało drżało, a on sam nie potrafił wzroku od jej twarzy oderwać.
Barbara wypiła powoli kilka łyków, po czym odchyliła się nieco i zlizała kroplę, która spłynęła z kącika jej ust.
- Nie mam tu więcej kielichów. - Rzuciła uśmiechając się nieco niepewnie.
- Wybacz… nie pomyślałem… -odparł skruszony mężczyzna, a jego dłonie pochwyciły kragłości piersi Basi. Zachłannie i czule. Kielich upadł, wino się rozlało, ale Michał zajęty zabawą zdobytymi skarbami nie zwracał na to uwagi.
- To.. nie wygląda jak prośba o wybaczenie. - Barbara zamruczała od dotyku szlachcica, nadal wypinając się oparta o jego kolana.
- Nie, nie jest… to napaść bezczelna i godna łotra…- stwierdził oburzonym tonem szlachcic mocniej zaciskając dłonie na tych kuszących owocach pożądania. Jego usta przylgnęły do szyi wypiętej szlachcianki pieszcząc je pocałunkami. Nagle uwagę obojga przyciągnął cichy ni to pisk ni to jęk od strony łoża, do którego to pupa Basi była wypięta.
- Co to…? - szepnął szlachcic cicho.
- Moja towarzyszka, o której ci wspominałam. - Barbara uśmiechnęła się rumieniąc się mocno. Wyraźnie podkreśliła ostatnie słowo. - Wyjdź do nas Ewo.
Służka zawstydzona i przerażona nieco wydostała się spod łoża, rękami zakrywając nagość swoich piersi i łona. A szlachcic… zamarł. Na szczęście nie umarł, jeno spoglądał zaskoczony, całkowicie pogrążony w stuporze i nie wiedział… jak się właściwie zachować i co powiedzieć w tak niecodziennej sytuacji.
- Ewa mnie masuje. - Magnatka starała się jakoś wybrnąć z tej dziwnej sytuacji. Wiedziała jednak, że to nie tłumaczy stanu w jakim jest służąca. - Chciałam by ogrzała mnie w nocy, skoro wy się dobrze bawicie.
- Masuje… nago? - wydukał w końcu szlachcic przyglądając się to jednej to drugiej nagiej dziewczynie. Próbował skupić swoje myśli, acz tyle golizny dość skutecznie go rozpraszała.- My… to nie zabawa… trzeba gości… ugościć.
- Chcesz zobaczyć? - Basia zarumieniła się mocniej, nie do końca wiedząc co ma robić. Powoli wyprostowała się i podeszła do stojącej przy łożu Ewy. - Wymasujesz mi piersi? - Szepnęła do służącej.
- Tak pani.- pisnęła cicho Ewka rumieniąc się ze wstydu, a samemu szlachcicowi, język stanął w gębie. Nie potrafił nic rzec, jeno patrzył na nie.
Barbara położyła się na łożu na plecach i uśmiechnęła zapraszająco do Ewy.
Służka uklękła na łożu, jej dłonie spoczęły na piersiach. Zawstydzona dziewczyna rozpoczęła leniwy masaż starając się ignorować obecność widza. Ta jednak przez magnatkę nie mogła zostać zignorowana. Tym bardziej, że widziała ożywienie między udami kochanka… rozpalanego tym co mu pokazywała.
- T..to bardzo przyjemne. - Wyszeptała rozpalonym głosem, prężąc się pod dotykiem i uśmiechając do służącej. - Ewa wspaniale masuje.
- Nie wątpię…- wydusił z siebie porażony tym widokiem szlachcic. Ewa zaś zamknęła oczy i skupiła się na ugniatanych palcami krągłościach.
Magnatka także przymknęła oczy poddając się tej pieszczocie i starając się ułożyć swoje myśli. Właśnie.. kazała się masować na oczach Michała… Poczuła wilgoć między udami i jęknęła z rozkoszy. Była ciekawa czy ją zaatakuję.. czy tak tylko będzie patrzył. Czy.. czy powinna pokazywać więcej?
Nie widziała co czyni jej kochanek, czuła jedynie zwinnie dłonie ugniatające jej biust. Ściskające i ocierające jedną o drugą. Wyobraźnia podpowiadała różne pomysły, acz wszak Michał był nobliwym szlachcicem. Choć coraz bardziej pobudzonym.
- Rozmasuj też moje uda. - Głos Basi przerwał wypełnioną oddechami i westchnieniami ciszę.
Tak też się i stało… magnatka poczuła drżące palce dziewczyny pieszczące jej nogi powolnymi muśnięciami.
Barbara wyprężyła się i spojrzała rozpalonym wzrokiem na Michała. Ten siedział nieporuszony… niczym posąg stworzony spojrzeniem meduzy. Ześlizgujący się w dół wzrok Barbary spostrzegł, że… Michał był już z kamienia w najważniejszym dla niej obszarze swojego ciała.
- Ewo usiądziesz na miejscu Michała? - Barbara uśmiechnęła się ciepło do służącej i wyciągnęła dłoń do szlachcica. - Weź mnie raz jeszcze.
Służka odsunęła się, a szlachcic wstał ruszając ku niej wpatrzony spojrzeniem w jej bezwstydnie nagie ciało. Lekko się kołysał, ale dążył do przodu ogłuszony tym co widział. Magnatka czekała na niego drżąc z podniecenia. Dzięki Ewie była tak wilgotna… będzie musiała dziewczynie to jakoś wynagrodzić… za chwilę.
Szlachcic legł na łożu, na niej. Jego męskość zanurzyła się między udami kochanki, dociskając ciężarem ciała przeszył ją całym swoim orężem. Usta całowały usta, policzki, szyję… gorączkowo i namiętnie. Magnatka jęknęła rozkosznie pomiędzy pocałunkami i poddała się mężczyźnie. Jej dłonie ujęły policzki Michała, a palce zanurzyły się w jego brodzie. Ruchy mężczyzny były leniwe, ale ciężar mężczyzny sprawił, że doznania były przeszywające… pocałunki mężczyzny smakowały winem i upajały tak samo. Powolne ruchy nabierały powoli energii… a dłonie mężczyzny zacisnęły się na udach Basi. Magnatka oddychała z trudem. Każdy atak mężczyzny kończył się jęknięciem wydobywającym się z jej ust. Nagle jednak kochanek opuścił jej grotę rozkoszy spragnioną twardej obecności… czy coś zrobiła nie tak? Rozkojarzonym wzrokiem zerkała na szlachcica na pół otumaniona doznaniami i poczuciem nagłej pustki. Ten jednak nie porzucił jej na długo. Chwyciwszy za nogi obrócił ją na brzuch i pociągnął do skraj łoża, a gdy leżała tak… bezwstydnie wypinając pupę, jak… wszeteczna dziewka. Michał posiadł ją od tyłu, jej kobiecość znów połączyła się z twardą męskością kochanka. Jej pośladki znów były trzymane sękatymi rękami kochanka. A ciało… a ciało Basi poruszało się po śliskiej materii pościeli, gdy Michał zdobywał ją swoim taranem raz po raz. Rozpalony szlachcic posiadł tak jak mu było wygodnie, odurzony alkoholem narzucił jej swą wolę dobierając pozycję pod swoje gusta. A Basi… ciężko było protestować, kiedy z jej ust co chwila wyrywały się jęki. Magnatka doszła z głośnym okrzykiem, zapierając się nogami o chłodną podłogę. Leżąc głową na pościeli spoglądała na Ewę zajmującą miejsce Michała.
Ta zwinięta niemal w kłębek dziewczyna starała się ukryć fakt, iż poza oglądaniem tego co się działo na łożu, dotykała swojego ciała w wielce nieprzyzwoity sposób. Michał jeszcze kilkoma silnymi ruchami bioder dokończył dzieło sam docierając na szczyt z głośnym jękiem.
Barbara jęknęła czując wypełniające ją ciepło. Przymknęła oczy poddając się kolejnym falom rozkoszy które wywoływały w niej dreszcze. To wszystko było tak.. intensywne.
Wkrótce jej kochanek wdrapał się niemrawo na łóżko i położył łapiąc powietrze głośnymi haustami. Dla niego to był jednak spory wysiłek w tym wieku.
- Prześpij się tutaj. - Barbara pocałowała Michała siadając na łóżku i uśmiechnęła się do Ewy. - Zostawisz nas samych?
Służka skinęła głową i wstała. Pochwyciła swoje ubrania i pospiesznie uciekła z komnaty, zapewne do sąsiedniej by strój założyć. Magnatka delikatnie pogładziła twarz Michała i ułożyła się obok szlachcica.
- Jak się udała stypa? - Spytała cicho, wtulając się w mężczyznę.
- Popili, pojedli, na szczęście do szabli nie sięgnęli. Cosette rozłożyła ich po całym zamku. W stajniach nawet. Dwie nowe dwórki mieć będziesz… i trzech adoratorów… to znaczy, służyć waćpani chcą. A uwieść i do ołtarza zaciągnąć planują. A przynajmniej ich rodziny mają na to nadzieję.- wyjaśnił sarkastycznie Michał.
- Wyczuwam nutkę zazdrości? - Basia zaśmiała się wprost w owłosioną pierś szlachcica. - Tłoczno się tu zrobi.
- Jeśli wyczuwa waćpani, to pewnie taka jest. Niestety godni oni ręki waćpani nie są. To szlachta zaściankowa.- odparł z przekąsem. - Przynajmniej przez okres żałoby trzymać ich będę z dala od twych komnat.
- Nie będzie z tym problemu, jeśli będziesz tu spać. - Barbara uśmiechnęła się. - Nie spieszno mi do zamążpójścia. A jeśli szablą też inną niżeli własną władają to może się nawet na coś przydadzą.
- Przekonamy się rankiem.- ziewnął Michał i spojrzał na nagą magnatkę, wodząc wzrokiem po jej kształtach. - Czy będę… spał.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-12-2019, 11:28   #30
 
abishai's Avatar
 

Spał. Basia obudziła się pierwsza tuląc się nieco zarośniętej klatki piersiowej starszego od siebie kochanka.
Magnatka usiadła na łóżku i przeciągnęła się. Chwilę przyglądała się Michałowi nim delikatnie zaczęła głaska brodę szlachcica.
- Michale… już ranek. - Odezwała się cicho bawiąc się siwymi włosami.
- Co do… żem śnił sen szalony.- zaśmiał się szlachcic i przyłożył dłoń do czoła. - Dużom się wczoraj narzucał?
- Nic co nie byłoby mi przyjemne. - Barbara zaśmiała się. - Coś śnił?
- Że waćpani pod… łożem… gołe niewiasty chowa.- odparł Michał uznając wczorajsze wydarzenia za sen.
- Och.. to rzeczywiście ciekawy sen. - Magnatka uśmiechnęła się, przypominając sobie, że powinna porozmawiać z Ewą i poinformować iż Pan Michał uznał to za senną majakę. - U mnie gołe niewiasty leżą raczej w łożu, a nie pod nim. - Zażartowała, wstając z łóżka.
- Tak też słyszałem.- odparł szlachcic bezczelnie gapiąc się na jej gołą pupę.
- Od kogo? - Barbara obróciła się w stronę szlachcica prezentując swoje ciało w całej okazałości. Po takiej nocy miała bardzo dobry nastrój i było to.. nawet odrobinę niebezpieczne.
- Od Cosette oczywiście.- a propo nastroju, ten unosił się szlachcicowi wyraźnie. Mężczyzna nie odrywał od niej łakomego spojrzenia. I jakby… planował dokończenie tego, co poczynali wczoraj? Tak się szlachciance zdawało.
Barbara wybierała wobec tego pomału swój strój, prezentując swoje ciało przez Michałem.
- Czyli zdradziła, że tu bywa? - Uśmiechnęła się nieco zadziornie do mężczyźni.
- Znam ją dobrze i jej metody i jej fawory.- odparł mężczyzna powoli wstając z łóżka i prezentując swoje ciało w całej nagiej okazałości. Może nie tak apetyczne jak Evana, niemniej tak gdzie liczyło się najbardziej Michał miał się czym pochwalić. Ruszył ku niej powoli i nonszalancko, choć “sztywność” jaką osiągnął zdradzała Basi jego niecne zamiary.
- Och.. i kto jest jej faworytą? - Magnatka odłożyła na bok swoje stroje i zabrała się za dobieranie biżuterii udając, że nie wie o planach szlachcica.
- Kilka służek, które trzyma blisko siebie… i ten szkocki kapitan najemników. Choć nie wiem czy on do jej sypialni przebrany za niewiastę się podkrada.- Michał zaszedł kochankę od tyłu. Jedną dłonią zachłannie chwycił za pierś, drugą wodzić począł po podbrzuszu dziewczyny. A twardy obiekt pożądania, niczym piskorz wtulił się gładko między oba pośladki dziewczyny. Gotów do użycia jak tylko nadarzy się okazja.
- W.. wątpię. - Magnatka poruszyła biodrami ocierając się o oręż kochanka.
- Ja też…- wyszeptał rozpalonym głosem Michał ściskając delikatnie pochwyconą pierś i docierając palcami między uda, by wodzić palcami po kobiecości Basi. To wszystko było za dużo i za mało zarazem. Przyjemna obecność kochanka między pośladkami, jego zachłanna dłoń, żar jego oddechu… palce muskające jej wrażliwy kącik. To wszystko było przyjemne i trudne do zignorowania, ale i za mało… dla Basi. Jej apetyt był większy, a Michał tylko się z nim drażnił.
- M..miałam nadzieję, że też się.. jestem.... - Basia zamruczała niczym kotka i pochyliła nieco do przodu mocniej napierając swymi pośladkami na biodra kochanka.
- Pragnę cię…- wyszeptał mężczyzna poddając się pragnieniom. Puścił Basię tylko po to by chwycić ją za rękę i pociągnąć ku szafie z ubraniami. Najbliższego im miejsca. Zamknął jedne z drzwi i przycisnął szlachciankę plecami do nich całując żarliwie jej usta i szyję i obojczyki piersi. Jednocześnie ręką chwycił za udo, by rozchylić jej nogi i opleść pochwyconą z nich swoje biodro, połączyć się z nią próbował.
Magnatka zarzuciła mu ręce na ramiona i owinęła nogami wokół bioder. Uniosła się, chcąc pomóc mężczyźnie w podbiciu jej kobiecości.
To się udało… szlachcic nie był młodzikiem może, ale też w siodle spędził większość życia. A Basia dość drobniutka była. To też uniosła się na rękach kochanka i opadła, na jego oręż który przeszył jej wrażliwy zakątek. Michał całował jej usta i łaskotał skórę na piersiach swoją brodą. I co najważniejsze, napierał biodrami dociskając jej ciało do drewnianych drzwi, jak i rozpalał zmysły swoją męskością. Raz po raz. Mocno i stanowczo. Zdecydowanie przyjemny to był poranek.
Barbara pojękiwała podczas tego szturmu, starając się utrzymywać choć część swej masy na rękach. Cudownie było mieć tak wygłodniałego kochanka. To było szybkie, to było gwałtowne i intensywne… i mogło być długie. Michał pospiesznie dążył do zaspokojenia swojego apetytu, narzucając ich figlom mocne gorączkowe tempo. Jęki Barbary przerodziły się w okrzyki im bliżej była szczytu. Doszła intensywnie, tracąc całą moc w rękach i nogach i poddając się partnerowi i mocy jego ramion.
Michał powoli opuścił kochankę sam również oddając trybut rozkoszy którą mu sprawiła. Następnie przytulił w milczeniu.
- Waćpani zbyt smakowity kąsek…- wymruczał po dłuższej chwili.
- Zbyt smakowity do czego? - Barbara z trudem stała na nogach opierając się o szafę.
- By zostać bez admiratorów. Wkrótce się tu zlecą pewnikiem.- zaśmiał się chrapliwe szlachcic.
- Pytanie czy któryś będzie odpowiedni. - Basia zaśmiała się cicho. Po czym podniosła wzrok na szlachcica. - Tak też mi dobrze.
- Waćpani…- szepnął cicho szlachcic i ustami przylgnął do jej ust w zachłannym pocałunku. Nadal stali nadzy i przytuleni do siebie, gdy służka zapukała cicho w drzwi by sprawdzić czy jaśnie pani jeszcze śpi.
- Kto tam? - Barbara przerwała pocałunek nie odrywając się jednak od kochanka. Z trudem panowała nad rozpalonym oddechem.
- Pani? Można wejść? Czy już pościel można zmienić? - zapytała dziewczyna.
- Wróć później. - Basia odpowiedziała ponad ramieniem kochanka.
- Tak pani. Śniadanie już szykować?- zapytała służka przez drzwi.
- Tak.. u Agaty. - Magnatka zrezygnowana oparła się o Michała… służba.. teraz wszędzie będzie jej pełno. - Albo… w jadalni i zaproś wszystkie dwórki.
- Tak pani.- odezwała się służka i słychać było jak odchodzi.
- Winnaś przywyknąć do tego.- mruknął cicho mężczyzna.
- Wiem. - Basia podniosła wzrok na szlachcica i uśmiechnęła się. - Ale dam sobie jeszcze czas jakiś na to.
- Czego więc waćpani sobie teraz życzy. Winnaś poćwiczyć wydawanie poleceń. - zasugerował jej kochanek.
Basia zaśmiała się.
- Dla mnie… chyba zawsze będziesz “Panem” Michałem - Pociągnęła delikatnie za brodę szlachcica. - Nie wiem kiedy będę w stanie wydać ci jakiekolwiek polecenie.
- Nie wiesz… a czego sobie życzysz teraz? - zamruczał szlachcic i spojrzał wprost w jej oczy. - Hmm.. to może ja zechcę sobie zażyczyć czegoś od ciebie.
Zacisnął dłoń na pośladku dziewczyny. - Przyznaję, że wielce kusząca to myśl.
- Mam.. kilka fantazji.. acz chętnie usłyszę twoje. - Głos magnatki znów stał się rozpalony, a dłonie zsunęły się na oręż mężczyzny. - Czego życzy sobie Pan Michał?
- Podoba mi się twój dotyk… - wychrypiał podnieconym głosem wyraźnie zaskoczony jej działaniami kochanek. Jej palce muskały ową część jeszcze mięciutką i mokrą od rozkoszy jej własnego ciała. Ale ów organ miłości zadrżał pod jej dotykiem, jak żywe zwierzątko.
Barbara badała powoli męskość kochanka swymi palcami starając się ją dobrze poznać… zapamiętać każdy karbek, który poprzedniej nocy i poranka, sprawił jej tyle przyjemności.
- Chciałabym poczuć twe pocałunki na każdym kawałku mego ciała, łaskotanie twojej brody. - Szeptała cicho, rumieniąc się przy tym.
- Too… kaprys który winienem spełnić jak najszybciej. - mruknął rozpalonym głosem szlachcic. - Niechże waćpani się położy na łożu i kieruje mnie do miejsc, które mam wielbić pocałunkami.
Niewątpliwie była jakaś magia w palcach basinych, bo Michał powoli ożywał pod ich dotykiem.
- Dobrze. - Barbara puściła kochanka i wyswobodziła się z jego objęć by chwilę później lec na łożu. Swym drobnnym palcem wskazała na własne czoło. - Tutaj.
Michał wdrapał się na łoże tuż za nią i zaczął pocałunkami zdobić czoło dziewczyny. Czułymi i delikatnymi.
Palec magnatki zaczął wędrować niżej, przez nos, policzki, brodę, na chwilę zawrócił do warg, gdzie zatrzymał się dłuższą chwilę. Usta mężczyzny zacisnęły się delikatnie na jej palcu pieszcząc go w pocałunku. Palec jednak uciekł na szyję sunąć po smukłej szyi magnatki, która oddychała z coraz większym trudem. Tam też podążyły usta, wodziły po szyi całując delikatnie skórę, łaskocząc ją brodą. Oddech kochanka również przyspieszył.
Dłoń Basi zsunęła się na obojczyki prowadząc usta szlachcica i dalej na mostek. W końcu magnatka ujęła obie swoje piersi i uniosła je wystawiając na pocałunki Michała.
Tu już pieszczota nie była delikatna, a żarliwa. Do pieszczoty, ust dołączyły smagnięcia językiem… Michał też i własną dłonią pieścić zaczął owe krągłości magnatki. Masujące je twardymi opuszkami palców.
Barbara trzymała je pomrukując z zadowolenia i nieco nieświadomie rozchylając już nogi. W końcu jednak pozwoliła dłoniom wędrować niżej przez brzuch do swych bioder i na uda.
Toteż usta kochanka podążały w dół całując brzuch i biodra, wodząc wargami po udach. Tu jednak też magnatka przekonała się o ograniczeniach kochanka. Musnął jej kwiatuszek pocałunkami, ale nie poczynił nic więcej… sztuka miłosna Michała była mało wyrafinowana.
- Mam ochotę na więcej. - Magnatka rozchyliła szerzej nogi. Nie chciała Michała do niczego zmuszać.
- Na co.. więcej? - zapytał szlachcic cicho wyraźnie zamyślony nad jej słowami. Co uświadomiło Basi, że… stała się taka jak Cosette, bardziej doświadczona od swojego kochanką. Nauczycielką… a nie uczennicą.
- Wypełnij mnie. - Magnatka wyciągnęła dłonie w stronę szlachcica w zapraszającym geście. Czy już zawsze będzie chciała więcej?
Michał z pewnością chciał, objął dłońmi jej biodra, przesuwając jej ciało k’sobie. Posiadł władczo i powolnymi ruchami nadawał tempo ich figlom wpatrując się to w jej oblicze, to w piersi falujące wraz z leniwymi ruchami ich ciał.
Basia chwyciła się pościeli i poddała atakom mężczyzny. Po wcześniejszym “powitaniu” wsuwał się w nią tak gładko, że obawiać się zaczęła czy kiedyś zaspokoi ją ktoś… mniejszy.
Szlachcic zaś delektował się jej widokiem, jej uległością, miękkim ciałem i rozkoszą jakie mu sprawiało. Nie śpieszył się, napierał na nią miarowo i w równym tempie. Było to przyjemne dla niego i leniwe radowanie się porankiem i piękną kochanką. Choć każdy ruch przybliżał go ku salwie na cześć jej lubieżnego piękna. Magnatka także wpatrywała się w niego.. w świetle dnia. I pomyśleć, że ten starszy człowiek.. może sprawić jej tyle rozkoszy. Jego powolne ruchy trzymały ją na granicy od szczytu przedłużając ten cudowny moment.
Rozkosz przelała się z czary jej ciało, przesłaniając przez chwilę inne myśli. Tułów Basi wygiął się w łuk pod jej wpływem prężąc kusząco piersi przed oczami kochanka. On sam doszedł chwilę później wpatrzony w owe krągłości.
I opadł obok niej na łóżko.

- Powinnam niebawem udać się na to śniadanie. - Barbara odezwała się po dłuższej chwili delektowania się przyjemnością, której doświadczyła.
- Pewnie wymęczyłem waćpanią.- zgodził się z nią szlachcic.
- A ja nie wymęczyłam ciebie? - Barbara udała zaskoczoną minę, po czym roześmiała się. - To bardzo przyjemne zmęczenie.
- Tak. To prawda.- zgodził się z nią mężczyzna.
- Chętnie bym kontynuowała, ale obawiam się, że wtedy może się tu zjawić pewna ciekawska dwórka. - Magnatka wstała z łoża i podeszła do przygotowanej wcześniej bielizny. Sprawnie założyła przejrzystą koszulę. - Chyba że… chciałby zrealizować swoje sny, Panie Michale.
- Waćpani…- szlachcic usiadł i przyjrzał się już magnatce w cienkiej mgiełce kosztownego materiału. -... przyjdę w porze obiadowej i… - potarł brodę. -... i nie wiem co uczynię, ale… waćpani się domyślasz jakiej to natury będą me uczynki.
- Widzę, że dzielnie zamierzasz bronić mej sypialni. - Basia nałożyła suknię i ułożyła w niej piersi.
- Tego tak bym nie nazwał. Ni to obrona. Nie mówiłem też o sypialni.- odparł ironicznie stary szlachcic.
Basia uśmiechnęła się szeroko i zacisnęła gorset, w którym uniosły się jej piersi.
- Tak… bardziej napaść. - westchnął Michał obserwując szlachciankę.
Magnatka ujęła swoje włosy i zaczęła wiązać je w kok. - Nie obawiasz się, że któryś z potencjalnych adoratorów zajmie mój czas?
- Cosette im nie da. Ja im nie dam.- zaśmiał się szlachcic.- W żałobie jesteś, nie wypada by oni zaczęli uderzać w konkury.
- Och… - Magnatka zaśmiała się. W tej chwili jednak przypomniało mu się wieczorne spotkanie. - Byłam wczoraj u Jana.
- I ? - szlachcic nie wydawał się zdziwiony jej oświadczeniem.
- Pił… dużo.. - Magnatka westchnęła ciężko. - Niepokoję się o niego… nawet nie może zobaczyć grobu ojca.
- To właściwa reakcja na pogrzeb w którym uczestniczyć nie mógł.- uspokajał ją Michał sam zabierając się za ubieranie.- A grób zobaczyć może. Nie jest więźniem twoim pani. W bezksiężycowe noce i napojony wywarami Libeny może wyjść ze swojej kryjówki i udać się do krypty grobowej rodu.
Magnatka poczuła ulgę. Nie wiedziała jak ma obchodzić się z Janem.
- Dobrze… - Odpowiedziała bez przekonania, zakładając wisior, który spoczął pomiędzy jej piersiami.
- Nie martw się Barbaro. - uśmiechnął się czule Michał.- Jan nie pije więcej niźli inni. Nie jest pijaczkiem.
- Niepokoi mnie jego klątwa… podejście do kobiet… to że to on jest prawdziwym dziedzicem. - Westchnęła ciężko i przysiadła na fotelu by zasznurować trzewiki.
- Józef za życia próbował… zyskać choćby bękarciego wnuka. Ale… Jan nie zdołał począć potomka nawet zanim to nieszczęście go uderzyło. Możliwe że jest bezpłodny. - westchnął ciężko stary szlachcic.
- Domyśliłam się, że ślub ze mną był raczej ostatecznością. - Magnatka poczuła nieprzyjemne ukłucie. Miała być jedynie klaczą rozpłodową jednak… czy i tak nie miałaby lepiej?
- To prawda. Ostatnim aktem desperacyi. - potwierdził Michał i westchnął. - Acz nigdy to ukrywane przed tobą nie było. Zawsze wiedziałaś czego od ciebie twój mąż oczekiwał. I co dawał w zamian. Wszystko zostało ci ujawnione… nie było ukrytych intecyj.
- Wiem… ale wybacz raczej to dla mnie przykre niż radosne. - Magnatka wstała i poprawiła suknię.
- Nie chcę byś… czuła gniew czy żal wobec swojego zmarłego męża. - odparł szlachcic cicho. - Nie był złym człowiekiem, a i nie chciał cię ukrzywdzić. Uważał, że umowa zawarta między wami jest uczciwa.
- Była. Mogłam wyjść za niego albo za innego mężczyznę, do którego nie czułam nic poza… - Basia zadrżała na wspomnienie ślubu i tego co było po nim. - Szanuję Józefa. Nie mam mu nic za złe i chcę zadbać o jego syna.
- To dobrze. Nie jest zdrowym szukać złych wspomnień, gdy myśli się zmarłym. Nie jest zdrowym zadręczać się popełnionymi przed laty błędami. To jak jad zatruwający serce.- wyjaśnił z ciepłym uśmiechem szlachcic.
- A co gdy swoim życiem płacisz za błędy innych? - Magnatka uśmiechnęła się bez przekonania. - Cóż… - Rozejrzała się po pokoju, którego nie lubiła. - Jest dobrze.
- Zdarza się… -wzruszył ramionami mężczyzna szablę przypasając do pasa. - I też nie warto się tym zadręczać, zwłaszcza gdy zazdrości ci tak wiele niewiast.
Magnatka zaśmiała się choć niestety w śmiechu tym wypłynął cień goryczy.
- Czy zaprowadzisz mnie do mych pewnie wielce zazdrosnych dwórek?
- Tak pani.- odparł szlachcic podając dłoń Basi. Magnatka dała się mężczyźnie odprowadzić do jadalni.


Było głośniej niż zapamiętała. Bardziej żywo. Zamek w którym mieszkała nabierał życia, wraz ze świeżą krwią. Oprócz Agaty, która przyjęła rolę przywódczyni tego stadka, siedziała w jadalni nieco pulchna blodynka nie próbując nawet konkurować z gadatliwą i zadziorną towarzyszką. Owa młodziutka czarnulka była równie zadziorna co Agata. Niemniej wszystkie trzy ucichły, gdy Basia wkroczyła do jadalni wraz panem Michałem.
- Dzień dobry moje Panie. - Barbara uśmiechnęła się do dziewcząt i podeszła do stołu by zająć swoje miejsce. Gdy zajęła miejsce skinęła jednej z nowych dwórek. - Przedstaw się.
- Bogna jestem…- wymamrotała zawstydzona blondynka, a potem wskazała na czarnowłosą.- A to… Krystyna jest.
- Krystyna Skarbkówna.- przedstawiła się dumnie czarnowłosa.- A Bogna jest z Sieciechów.
- I ile wiosen liczycie? - Basia wskazała na ustawione na stole jedzenie zachęcając dziewczyny by te jadły.
- Szesnaście wiosen.- rzekła dumnie czarnulka.
- Dziewiętnaście.- dodała wstydliwie Bogna.
- Lanoire pewnie was wypytała, ale czy macie coś co lubicie robić, coś w czym jesteście dobre? - Barbara sięgnęła po wino. Po porannych zabawach była w doskonałym nastroju i teraz delikatnie trąciła stopą nogę Agaty.
- Ja… gram na lutni. - rzekła nieśmiało Bogna. A Krystyna się zamyśliła. - W niczym dobra nie jestem. Ale lubię słuchać wierszy.
Odpowiedzią Agaty zaś było muśnięcie własną stopą kostki Basi.
- Czytacie? Piszecie? - Magnatka sięgnęła po kawałek zimnego mięsa. - Proszę jeźdźcie.
- Tak. Czytamy i piszemy.- powiedziała Krystyna bez entuzjazmu. A Bogna skinęła głową potwierdzając jej słowa, podczas gdy stopa Agaty, wodziła po kostce i łydce Basi.
- Dobrze, a skoro Krystyna lubi słuchać wierszy, to będziecie mogły sobie je czytać nawzajem. - Magnatka spojrzała wymownie na Agatę. - Poprosiłam Lanoire by sprowadziła na zamek nauczyciela tańca dworskiego, więc niebawem powinnyśmy rozpocząć lekcje.
- Cudownie!- podekscytowała się Krystyna, ale Bogna miała niewyraźną minę. Agata zaś nie zaprzestała wodzenia stopą po dolnej części łydki Basi, acz nie posuwała się wyżej, ni nie czyniła tego śmielej. Od takie małe droczenie się.
Magnatka jednak, swoją stopą ruszyła wyżej i zaczęła przesuwać nią po kolanie i udzie dwórki. Przy tym wszystkim spoglądała jednak na Bognę.
- Nie przepadasz za tańcem jak mniemam? - Spytała zajadając się śniadaniem. Po zabawach z Michałem miała wilczy apetyt.
- Jestem niezgrabna.- wyjaśniła cicho Bogna, gdy Agata chwyciła pod stołem niesforną nogę Basi swoją dłonią, na łydce uśmiechając się nerwowo.
Magnatka uśmiechnęła się w odpowiedzi i odezwała się do Bogny.
- To będą lekcje, będziemy miały dla siebie nauczyciela… myślę, że warto skorzystać, bo może ci pomoże z tą niezgrabnością. - Barbara upiła jeszcze nieco wina chwilę się zastanawiając. - Chciałabym tu zorganizować ucztę i tańce. Oczywiście nie teraz, ale miejcie świadomość, że to nastąpi i na pewno zostaniecie wtedy zaprezentowane.
- Ale chyba nieprędko… wszak pogrzeb był ledwie wczoraj.- zatrwożyła się Bogna, Krystyna zaś wzruszyła ramionami będąc bardziej rozrywkowym dziewczęciem. Agata mało zainteresowana posiłkiem, zaczęła pod stołem wodzić palcami obu dłoni na pochwyconej nodze magnatki.
- Oczywiście, że nie... jak widzicie noszę jeszcze żałobę. Chciałabym jednak byście się przygotowały i nie narobiły mi wstydu przed gośćmi. - Barbara spróbowała powędrować stopą dalej pod spódnicę Agaty.
Dwórka jednak nie pozwalała jej na to, zerkając wzrokiem na szyję i dekolt Basi i uśmiechając się łobuzersko.
- Tak. Tak. Oczywiście.- rzekła z uśmiechem Krystyna, a Agata nachyliła się ku uchu szlachcianki szepcząc. -Niech no pójdą.
Magnatka uśmiechnęła się tylko zadziornie planując nieco pobawić się z apetytem swojej kochanki.
- Jakie komnaty wam przydzielono, w której części zamku? - Spytała spokojnym głosem. Była pewna, że Krystyna przysporzy jej nieco kłopotów.
Dziewczyny zaczęły opowiadać i Basia zorientowała się się że mają pomieszczenia niedaleko jej własnych komnat. Jak i że Agata podciągnęła jej suknię w górę. I muskała jej udo nieco powyżej kolana. Magnatka poddawała się tej pieszczocie, ciesząc się że pewien starszy szlachcic zaspokoił wcześniej jej głód. Oparła się łokciami o stół prezentując biust w głębokim dekolcie i spoczywający pomiędzy pełnymi piersiami wisior.
- Czy już masz plany co do przyjmowania gości? Ochmistrzyni pokazała nam komnatę, wyglądającą jak tronowa.- zamyśliła się Krystyna, podczas gdy Agata zerkała na biust szlachcianki, nie zaprzestając wodzenia palcami po skórze. Także i Bogna zerkała, choć przyczyną mógł być wisior bardziej niż piersi.
- Tutaj przyjmuje się interesantów, raczej w jadalni, ale owszem jest taka komnata. - Barbara starała się mówić spokojnie. - A co do gości… jak widać przybywają niezależnie od tego czy jestem w żałobie czy nie.
- Większość zaczęła się już rozjeżdżać.- odparła Krystyna nieświadoma sytuacja, podobnie jak Bogna. Palce Agaty przesuwały się bowiem śmielej pod stołem i bardziej pod suknię szlachcianki.
- Jak widać, część jednak pozostała. - Magnatka uśmiechnęła się do dziewcząt. - Czy najadłyście się już? Chciałabym chwilę porozmawiać z Agatą.
- Tak.- stwierdziła Bogna, a i Krystyna skinęła głową potwierdzając słowa przyjaciółki.
- Czy wobec tego, zostawicie nas same? - Barbara starała się utrzymywać wzrok na nowych dwórkach. - Agata niebawem do was dołączy. Mam nadzieję, że zachęcicie ją do poezji.
Obie dwórki się oddaliły i po chwili Agata została sam na sam z magnatką.
- Mam nadzieję, że nas nie podsłuchują czatując pod drzwiami.- stwierdziła ulubienica Basi kwaśno.
- Wobec tego możemy pomówić o czymś nieistotnym. - Magnatka zaśmiała się cicho.
- O poezji?- zapytała Agata chwytając za pukle włosów Basi i odciągając głowę ku tyłowi, by wodzić językiem po jej tak wyeksponowanej szyi.
- Na przykład… - Barbara zamruczała od tej intensywnej pieszczoty. - albo.. co sądzisz o swych nowych towarzyszkach.
- Nooo… są miłe… - zamyśliła się Agata puszczając włosy i nogę kochanki. - Nie są nadętymi dwórkami z Krakowa.
- Raczej należą do przedstawicieli okolicznej szlachty. - Basia poprawiła włosy uśmiechając się lubieżnie do dwórki.
- Ta Bogna jest bardzo nieśmiała.- Agata wstała od stołu, po to by na niego wejść. Usiadła na stole, rozchyliła nogi i podwinęła poły sukni i halkę.
Barbara przesunęła niespiesznie dłonią po zakrytym pończochą udzie dwórki.
- A Krystyna? - Spytała, przesuwając palcami po krawędzi bielizny.
- A Krystyna… ona… jest… - wzruszyła ramionami uśmiechając się. -... młodziutka i energiczna. I ładna. Nie wiem czemu jeszcze nie ma narzeczonego.
- Może nikt nie był jej godzien. - Magnatka sięgnęła palcami pod bieliznę Agaty i dotknęła jej kobiecości.
- Może… - przygryzła wargę Agata zerkając w dół, na dotykający ją palec. Zadrżała pod muśnięciem palca magnatki i jęknęła cicho.
- A czemu taka zgrabna i energiczna osóbka jak ty nie ma jeszcze narzeczonego? - Palec Barbary zanurzył się od razu w rozpalonym kwiecie.
- Booo…. - jęknęła cicho Agata wyginając ciało w łuk i opierając się na rękach o stół.-... boooo mateczce… się sąsiady nie podobają.
- A tobie się jakiś podobał? - Palec Barbary zaczął się powoli zanurzać i wynurzać z wnętrza dwórki, gdy przyglądała się jej rozpalonemu obliczu.
- Przejeżdżali tacy… lisowczycy. Jeden był jak z obrazka. Mieszkał co prawda… daleko… i… bidny jak mysz kościelna. Jedna wieś, sosny i piaski.- dwórka poddawała się tej pieszczocie drżąc i oddychając ciężko.
- Yhym… - Basia ucałowała odsłonięte kolano Agaty i wsuneła w jej kwiat kolejny palec.
- Ale śliczny… był… z drapieżnym błyskiem w oku. Jemu bym… dała.- przypominała sobie dwórka przymykając oczy, by lepiej sobie go wyobrazić.
- Może powinnam go tu sprowadzić… - Barbara udała zamyślenie, coraz szybszymi ruchami atakując wnętrze dziewczyny.
-Ach…- jęknęła w odpowiedzi szlachcianka poddając się pieszczocie palców kochanki coraz bliżej szczytu.
Basia uśmiechnęła się z satysfakcją i odsłoniwszy kwiat dwórki, pocałowała delikatnie przez bieliznę jej płatki.
-Ach…- ni to jęknęła ni to pisnęła Agata mocniej napierając biodrami na twarz i usta kochanki, oddychała ciężko i prężyła się mocno. Jeszcze chwila, jeszcze muśnięcie i to dojdzie. Magnatka odpuściła wysuwając swoje palce i opierając się wygodnie o oparcie krzesła. Z satysfakcją przyglądała się drżącej Agacie.
Dwórka powoli łapała oddech nie odrywając rozgorączkowanego spojrzenia od Basi i w końcu spytała.
- Co więc planujesz? Na dziś?
- Poznać nowych mieszkańców zamku. Omówić z Michałem kilka spraw… finansowych. - Barbara wzruszyła ramionami. - Może dane mi będzie chwilę poczytać.
- Księgi rachunkowe?- uśmiechnęła się kwaśno Agata i spojrzała na szlachciankę dodając. - Wiesz chyba, że to duży zamek? To nie twój rodzinny dworek gdzie sługi mogłaś policzyć na palcach jednej dłoni.
Barbara roześmiała się.
- By liczyć sługi w "moim" dworze musiałabym uciąć wszystkie palce. - Uśmiechnęła się ciepło do dwórki i powoli oblizała palce. - Nie musisz mi mówić takich rzeczy moja droga.
- To jak chcesz poznać te liczne sługi? - zaciekawiła się dwórka.
- Nie sługi ale mężczyzn którzy przybyli do zamku, by jak to twierdzi Michał starać się o moją rękę. - Magnatka uśmiechnęła się ciepło.
-No tak… admiratorzy. Pewnie miejscowe gołodupce. Oby ładni.- zaśmiała się beztrosko Agata.
- Zapewne. Czy chciałabyś się ze mną przespacerować i za nimi rozejrzeć? - Magnatka także miała radosny nastrój.
- Mhmm… a potem obgadać? - odparła Agata szczerząc zęby w łakomym uśmiechu.
- Omówić ich walory… bądź też ich brak. - Barbara wstała z krzesła i już na stojąco dopiła zawartość swojego kielicha.
- Nie wiem gdzie oni. Może pan Michał wie, lub Cosette, albo ten przystojny Szkot. - uśmiechnęła się szeroko Agata. Evan podobał się nie tylko Francuzce i Basi.
- Jestem niemal pewna, że krążą po zamku. - Magnatka wzruszyła ramionami. - Wystarczy nieco pospacerować, a ja nie mam innych planów.
- Jestem też pewna, że to duży zamek.- zaśmiała się się dwórka.
- Nie uważasz, że zabawniejsze jest odnalezienie ich niż wypytanie kogoś? - “Chyba że chce poflirtować z Evanem.”pomyślała Basia i zaśmiała się.
- O ile nogi wpierw nam się nie zmęczą. A co z pozostałymi dwiema? - Agata przypomniała o reszcie dwórek.
- Wydawało mi się, że poleciłam im czytać. Przyznam, że po pogrzebie nie mam jeszcze sił na organizację innym rozrywek. - Basia westchnęła ciężko. Prawda jednak była taka, że wolała o tym porozmawiać z Cosette.
- I z pewnością teraz czytają.- odparła z przekąsem Agata.
- Moja droga.. wypomniałaś mi ilość osób na tym zamku. - Magnatka pokręciła głową zrezygnowana. - Wiem co powinna robić większość osób w tych włościach… a czy to robią? Nigdy nie wiadomo. Co się stanie, gdy dowiem się, że nie robili tego co powinni? - Wzruszyła ramionami i otworzyła drzwi. - Dołączysz do mnie?
- Oczywiście.- odparła z uśmiechem Agata i obie przekroczyły drzwi widząc dwie nowe dwórki gadające ze sobą na korytarzu.
Basia roześmiała się na ich widok.
- Czyli żadna z was nie przepada za poezją. - Pokręciła głową. - Czy dołączycie do nas podczas spaceru?
- Nie sądziłyśmy, że właśnie teraz mamy się zaczytywać.- odparła Krystyna, podczas gdy Bogna bojaźliwie skinęła głową mówiąc. - Dołączymy.
Magnatka pokręciła z niedowierzaniem głową i ruszyła korytarzem rozglądając się z zaciekawieniem w poszukiwaniu nowych i znajomych twarzy. Dawno nie widziała Evana… w sumie tęskniła też za Cosette.


I jak się okazało ochmistrzynię było spotkać najłatwiej. Pannice towarzyszące Basi nie miały bowiem pojęcia gdzie są ci dzielni ochotnicy. I podążały za szlachcianką jak stado kurcząt za kwoką, plotkując między sobą o ludziach którzy dla samej Magnatki byli pustymi hasłami.

Cosette oczywiście zajęta była nadzorowaniem sprzątania po gościach i ustalania dziesiątki drobnych spraw związanych z funkcjonowaniem zamku. I czyniła to z gracją i profesjonalizmem. Acz… zajęta poganianiem służek nie zauważyła zbliżającej sie do niej Basi wraz ze dworem.
- Dzień dobry. - Barbara odezwała się gdy znalazła się tuż obok Francuzki. Cieszył ją widok ochmistrzyni. Szczególnie zaś fakt, że wydawała się być w doskonałej formie.
- Witam moja pani.- odparła uprzejmie ochmistrzyni kłaniając się przed magnatką.- Czym mogę służyć?
- Doszły mnie słuchy, że mamy nowych mieszkańców w zamku. - Basia uśmiechnęła się do swej kochanki. Powinna się już przyzwyczaić, że Cosette przy innych traktuje ją oschle… jednak. - Część jak widzisz już poznałam… byłam jednak ciekawa reszty.
- Ci trafili pod kuratelę pana Michała. Z pewnością sprawdza ile są warci.- odparła z przekąsem Cosette. - I może wybija im głupie pomysły z głowy przy okazji.
Basia mimo lekkiej goryczy w głosie kochanki zaśmiała się.
- Rozumiem. - uśmiechnęła się i rozejrzała o komnacie. - Chciałabym ich sobie obejrzeć… i porozmawiać z tobą chwilę na osobności, acz nie musi to być w tym momencie.
- Tak pani.- westchnęła głośno Cosette i uśmiechnęła się pod nosem. - Racz wypocząć w ogrodzie. Prześlę tam służebną wieści, gdy ich odnajdę. A co do rozmowy…- wskazała gestem jeden z korytarzy. -Chodźmy.
- Zaczekajcie. - Barbara zwróciła się do dwórek i ruszyła za ochmistrzynią w głąb korytarza. Odezwała się jednak gdy oddaliły się odpowiednio od towarzyszących jej kobiet. - Tęsknię. - Powiedziała cicho.
- Nie masz powodu… możesz mnie wezwać w każdej chwili i na tak długo, jak potrzebujesz.- odrzekła ciepło ochmistrzyni i otworzyła drzwi do pierwszej lepszej komnaty wpuszczając Basię przodem. - Choć ryzykujesz, że sama skorzystam z tej sytuacji… dla własnych kaprysów.
- Widziałam ile miałaś obowiązków w związku ze stypą. - Magnatka westchnęła i zanurzyła się we wskazanym pomieszczeniu.
- To prawda.- w zamku zgrzytnął klucz, a Basia poczuła dłonie na biodrach, a usta przy szyi, wodzące po niej.- I za karę w przeszkadzaniu w tych obowiązkach, ty mi usłużysz. Rozbieraj się do rosołu… tak to u was mówią?
- T..tak.. - Magnatka zadrżała pocałunku. Niespiesznie sięgnęła do wiązania swojego gorsetu.
- To chcę zobaczyć całą golutką…- wymruczała Cosette kąsając płatek uszny i chwytając za pośladki szlachcianki.- Czyżby Michał się źle sprawił o poranku?
- D.. dobrze… i wieczorem… - Basia pozwoliła sukni opaść, odsłaniając znajdującą się pod nią przejrzystą koszulę.
- Co wieczorem? - droczyła się Francuzka liżąc ukąszone ucho Basi.
- Też się dobrze sprawił. - Magnatka rozpięła koszulę i pozwoliła jej podążyć za suknią na ziemię.
- Robi się z ciebie łakomczuszek.- odparła żartobliwie Cosette i Basia poczuła mocne i głośne uderzenie w lewy pośladek. Ochmistrzyni cofnęła się do pobliskiego fotela i wyzuwając z trzewików spytała.- Po co mam się zjawić wieczorem Basiu? Jakieś to niesforne myśli krążą w twojej ślicznej główce?
- Po prostu lubię gdy mnie dotykasz. - Magnatka podeszła do kochanki i przyklęknęła przed nią. - Gdy zmuszasz mnie do rzeczy, które nawet nie przeszłyby mi przez głowę.
- To duża pokusa dla mnie…- westchnęła wyraźnie pobudzona ochmistrzyni, muskając twarz szlachcianki stopą w pończoszce.- Zacznij pocałunki od tego miejsca.
Basia pocałowała wskazane miejsce powoli, ocierając się przy okazji policzkiem o nogę kochanki. Gdyby znalazła mężczyznę, który uczyniłby coś takiego dla niej…. To musi być niesamowite. Powoli całowała coraz wyżej.
- To potrafi upijać niczym wino… prawda?- westchnęła ochmistrzyni patrząc na nagie ciało Barbary i rozkoszując się jej pieszczotami. Oddech Cosette przyspieszył, gdy przyglądała się dziewczynie.
- Tak… kusi by sięgnąć po więcej. - Barbara odezwała się pomiędzy pocałunkami, powoli zmierzając ku górze.
- Tak bez mego przyzwolenia? Śmiało… sobie poczynasz.- zamruczała Cosette podciągając jednak suknię wyżej, by odsłonić kolana i uda… i podwiązki.
- Cóż… wiem że mi zabronisz… gdy przestanie ci się to podobać. - Barbara pocałowała udo ochmistrzyni i ujęła dłonią nogę Cosette by ułożyć jej łydkę sobie na ramieniu.
- Może…- szepnęła rozpalonym głosem Francuzka głaszcząc dziewczynę po głowie.- Ponoć zaczęłaś już chować kochanki pod łóżkiem.
- Ewę… nie chciałam spać sama… nie spodziewałam się Michała. - Barbara przesunęła swoim nosem po kolanie ochmistrzyni by na koniec pocałować początek jej uda.
- Nie musisz spać spać sama.- Cosette naprężyła się lekko ułatwiając Basi jej niecne plany.
- Yhym… a kto mi ma towarzyszyć. - Barbara pocałowała miejsce gdzie koronka podwiązki spotykała się z nagą skórą Francuzki.
- A kogo chcesz?- zachichotała rozpalonym głosem Cosette wijąc się na fotelu i podwijając wraz z suknią, halkę.- Teraz tu.
Bezwstydnie odsłoniła swój intymny zakątek.
- Kogoś.. kto zrobi coś takiego dla mnie… - Magnatka pocałowała rozpalony kwiat kochanki by po chwili sięgnąć głębiej.
- Och… Ewkę? Mnie… jak najdzie mnie nastrój?- jęknęła kochanka Basi prężąc się i wijąc pod pieszczotą magnatki.
- Gdyby ktoś cię tak teraz… zobaczył… Evan… albo Michał…- szeptała rozpalonym głosem.
- To by uciekł? - Wymruczała wprost w kwiat ochmistrzyni by zaraz po tym przesunąć po nim powoli językiem.
- Nie… Evan…- zamruczała Cosette chwytając władczo za głowę szlachcianki i dociskając ją do swojego podbrzusza.
- Mocniej…- zażądała.
Barbara wpiła się ustami w kwiat kochanki wdzierając się językiem jak najgłębiej była w stanie i pieszcząc nim i wargami rozpalone ciało kochanki.
- Dobrze... dobrze… jeszcze… taakk- syknęła rozpalonym głosem Cosette poddając się dotykowi Barbary i w końcu dochodząc z cichym jękiem.- To było przyjemne… moja droga.
Magnatka oparła policzek na udzie ochmistrzyni i powoli oblizała wargi.
- Evan jest twój… - Odparła jakby kończąc porzuconą niedawno myśl.
- Jest słodki, prawda?- zaśmiała się chrapliwie Cosette i podparła dłonią podbródek. - Słodki z niego żołnierzyk.
- I bardzo umiejętny kochanek. - Przyznała Barbara spoglądając na ochmistrzynię.
- Taaak… bardzo.- zachichotała Cosette muskając stopą podbrzusze klęczącej przed nią Basi. - A tobie już Michał nie wystarcza? Chcesz młodszego?
- To nie jest kwestia wieku. - Basia podniosła się i nago stanęła przed Francuzką. - Po prostu… pragnę więcej.
- Zauważyłam… nie wiem czy ja ci wystarczę.- zsunęła rękawicę i zaczęła palcem trącać prowokująco wrażliwym punkcik łona magnatki.- Wyraź swoje pragnienie moja pani.
Magnatka zaśmiała się.
- Ostatnio pomyślałam, że gdybyś tylko miała oręż Michała... - Wpatrywała się rozpalonym wzrokiem w swą kochankę i niknący między jej płatkami palec Cosette.
- Och… co za szalone pomysły.- zaśmiała się kobieta zanurzając i poruszając palcami w intymnym zakątku stojąc na baczność dziewczyny.
Oblizała swoje palce smakując Basieńkę.- Może gdzieś wygodnie usiądziesz?
Basia cofnęła się i przysiadła na stojącym nieopodal stoliku.
- Po prostu.. to musi być cudowne gdy ktoś potrafi sprawić tyle radości i pieszczotami swym… sztychem. - Wyszeptała, nieco rozchylając nogi.
- Mężczyźni bywają samolubni. - teraz to Cosette klękła, a jej palce zanurkowały wprost w kwiat kochanki szturmując intymny zakątek silnymi ruchami. Jej usta muskały i lizały wrażliwy punkcik nad nim.
- T..tak.. - Barbara jęknęła głośno i rozchyliła szerzej uda oddając się kochance.
- Może wpadnę wieczorem w towarzystwie… jeśli niewiasty ci się nie znudziły.- mruczała Cosette poruszając mocniej palcami i przylegając wargami do rozpalonego ciała magnatki.
- Yhym… - Barbara nie mogła skupić myśli. Jej ciało drżało od pieszczot Cosette zbliżając się do szczytu.
-Właśnie…- rozpalona pożądaniem Cosette wyraźnie delektowała się widokami drżącej kochanki. Ruchy jej palców przyspieszyły, język krążył po podbrzuszu Basi.
Magnatka jęknęła dochodząc i odgięła się do tyłu, niemal upadając na stolik.
- Mogłybyśmy tak spędzać całe dnie…- zaśmiała się Cosette prostując i przyglądając się leżącej na stoliku dziewczynie.- Ale mamy wszak swoje obowiązki.
- Tak… - Basia usiadła na stoliku, starając się złapać oddech. - I naprawdę.. ty mnie satysfakcjonujesz.. Michał… Ewa… Po prostu robię się zbyt zachłanna.
- Nietrudno zauważyć to. Stworzyłam bestyję.- odparła lubieżnie Cosette oblizując palce. - Może… powinnam cię nieco ukarać za twój apetyt.
- Zamkniesz mnie w mym pokoju? - Basia wstała na słabych nogach i podeszła do swych ubrań, porzuconych na podłodze.
- Och… niezupełnie.- mruknęła Cosette zbliżając się do dziewczyny od tyłu, a gdy ta się pochyliła, wymierzyła jej siarczystego klapsa w pośladek.- Coś… w tym rodzaju… może.
Magnatka wyprostowała się naglę, przytulając do siebie koszulę. Czuła ciepło rozchodzące się od pośladków.
- Myślisz… że to odpowiednia kara? - Spytała niepewnie, nie wiedząc czy może spokojnie wciągnąć koszulę.
- Na pewno zabawna. - odparła z uśmiechem Cosette naciągając na dłoń rękawiczkę.
Basia nałożyła koszulę i zabrała się za wciąganie sukni. - Pomożesz?
- Oczywiście moja pani.- odparła czule ochmistrzyni zabierając się za ubieranie magnatki.
- Nie wiem czy uwierzysz, ale naprawdę chciałam z tobą porozmawiać. - Wyszeptała Basia spoglądając na ochmistrzynię. - Jakie obowiązki mogę przydzielić dwórkom… czy mamy nauczycieli, którzy mogliby się podjąć ich edukacji?
- Jedno drugiemu nie przeszkadza. A co do dwórek, są twoją rozrywką. Nie mają jako obowiązków poza zabawianiem ciebie rozmową… a niektóre… w inny sposób. Po nauczycieli poślemy wkrótce do Krakowa.- odparła z uśmiechem Francuzka.
Barbara przytaknęła i poprawiła jeszcze fryzurę. Długie pasma jak zwykle wyrwały się z koku, opadając na ramiona. Z przymkniętymi oczami wplatała je starannie.
- W czym jeszcze mogę pomóc? W czymś jeszcze chcesz bym pomogła? - dłonie ochmistrzyni ścisnęły mocno pośladki Basi, gdy korzystając z bliskości chwyciła za pupę magnatki.
- Możesz mi jakoś pomóc zapanować nad moją lubieżnością? - Magnatka roześmiała się cicho i puściwszy swoje włosy sięgnęła dłońmi do piersi Cosette.
- Nie bardzo… - westchnęła cicho odparła Francuzka czując na swoich piersiach. Uśmiechnęła się kwaśno. - Po prostu wybierz sobie kochanka. Jakiegoś.
- A już myślałam, że zdradzisz mi jakiś sposób na wzór, dziesięciu tajemnic różańca i chłodnej kąpieli. - Barbara zaśmiała się. - Pewnie kiedyś się ktoś znajdzie.
- Jednego już masz… owijasz sobie Michała wokół małego palca. Rozpuszczasz go nawet.. jeszcze uzna, że ma prawo do twojego ciała w swoim łóżku.- stwierdziła cicho Cosette.
- Michałowi brak jest jednak.. finezji. - Barbara westchnęła ciężko. - Rozpieściłaś mnie.
- No… tak… powinnaś nauczyć swojego kochanka zaspokajać twoje potrzeby.- zachichotała Cosette i zamyśliła się.- Winnaś też nauczyć się jak nagradzać kochanków.
- Chcesz mi to zdradzić? - Basia przyjrzała się swojej kochance. - Jak ich uczyć? Jak nagradzać?
- A powinnam? - droczyła się Cosette uśmiechając się lubieżnie.
- Może wtedy nie popełnię jakiegoś błędu. - Magnatka także się uśmiechnęła do Francuzki.
- Więc przyjdź do mojej komnaty późnym wieczorem. - zaproponowała ochmistrzyni.
- Dobrze. - Barbara podeszła do drzwi. Powinna wracać do swoich dwórek. Wolała nie dawać im zbyt wiele czasu do namysłu.
Te czekały na korytarzu gadając między sobą. Agata wyraźnie przejęła przywództwo wśród tych kurczątek. Była wszak światową damą w porównaniu z nimi. Przebywała wszak u matki na krakowskim dworze.
Basię to nawet cieszyło. Niech dziewczęta zajmują się sobą pozwalając jej oswoić się z nową sytuacją. Może rzeczywiście nie powinna się tak nimi przejmować jednak… to one powinny starać się o jej względy, by znaleźć się odpowiednio blisko odpowiednich kandydatów.
Stając w korytarzu spojrzała jeszcze raz na Cosette.
- Gdzie znajdę tych “potencjalnych interesantów”?
- Myślę że winnaś pana Michała spytać. Pewnie szoruje nimi pobliskiej pastwisko…- odparła uśmiechając się ironicznie Francuska.- … przyuczając ich do nowych obowiązków. Tak przynajmniej przypuszczam.
- A widziałaś go gdzieś? - Basia przytaknęła ochmistrzyni.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168