Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-08-2020, 07:01   #51
 
Aiko's Avatar
 

Gospodyni osunęła się nieco niżej ułatwiając jej zadanie, pochyliła się do tyłu i oparła dłońmi na krągłościach Basi, zaciskając palce na krągłościach szlachcianki. Jej biodra wiły się leniwie… rozkosz była wyraźna w każdym oddechu.
- Jesteś pewien Miłosz?- usłyszały głos męski i młody.
- Oczywiście Krzesimirze. Ten zamek słynie z piwniczki pełnej win. Olbrzymiej winniczki pełnej drogich trunków. Nie zauważą jak jedna lub dwie butelki im zginą.- odpowiedział mu podobny głos. Bliźniacy debatowali przy wejściu do piwniczki. Nie zamkniętym wejściu.
- Co robimy? - Szepnęła Barbara całując kobiecość gospodyni. - Przegonisz ich.
- Jjak?- jęknęła rozpalonym głosem Magdalena nachylając się ku latarni i gasząc ją… Mrok zapanował w pomieszczeniu. Acz Basia i tak niewiele widziała z twarzą otuloną ciepłymi i wilgotnymi udami gospodyni. Obie słyszały cichy spór bliźniaków, którzy jeszcze nie zdecydowali czy chcą zejść na dół, by poznać smak wina. Którego, jak się okazało, nigdy nie pili. Jedynie nalewki oraz piwo.
- Łapmy stroje i ukryjmy się. - Mruknęła Basia uwalniając kochankę.
Magdalena drżąc zeszła z kochanki i obie na oślep pochwyciły gorsety, pantalony i suknie… nie wiadomo czy swoje akurat. Ale to teraz nie miało znaczenia. Dobrze że kryjówek było wiele w tym miejscu. I szybko ukryły się razem za beczkami widząc światło pochodni i słysząc rozgadanych młodzieńców rozprawiających o urodzie służek Basi… i samej Basi… takoż jakby chętnie przylgnęli ustami do jej ciała. Bo przecież z tego co o niej mówią… musi być niezwykle namiętną kochanicą.
Barbara ugryzła się w język nie chcąc zdradzić ich kryjówki. Miała nadzieję, że młodzieńcy jedynie wezmą butelki i opuszczą piwniczkę. Magdalena wydawała się równie przestraszona, ale też pijana i pobudzona. I naga… co podkreślał blask pochodni przechodzący przez szczeliny między beczkami. Młodzieńcy zaś zaczęli przeszukiwać piwniczkę w poszukiwaniu jakichś butelek. Bo antałka wynieść nie mogli.
- Wywiedziałem się, że w tym zamku jest stara kamienna niecka w której się myje służba i czasem nawet pani zamku. Skoro nasza dobrodziejka jest taką miłośniczką częstych kąpieli, z pewnością z niej skorzysta… są sposoby by podejrzeć ją podczas niej.- zdradził jeden z nich podrzucając pomysł bratu.
- A nie domyśli się?- zapytał drugi.
- Nawet nie będzie nas widziała.- odparł pierwszy.
Magnatka powstrzymała parsknięcie. Jej dłonie powędrowały w mroku do ciała kochanki szukając w ciemnościach jej piersi.
Wkrótce ujęła je delikatnie, gdy natrafiła na nie. Magdalena zerknęła za siebie przygryzając wargę, ale nie stawiła żadnego oporu poddając się dotykowi Basi.
- Cała golutka… te piersi jak dwoje melonów… ta kibić… ta burza jasnych włosów.- opowiadał jeden młodzian, a drugi odparł z uśmiechem.- Te usteczka… ciekawe jak brzmią, gdy jest w alkowie pochwycona i przyciśnięta do łoża. Gdy jej duma strzaskana… jaką jest niewiastą.
Barbara czuła jak mimowoli słowa bliźniaków ją podniecają. Jak często o niej fantazjują? Jedna z jej dłoni puściła pochwyconą pierś i zsunęła się po brzuchu gospodyni w dół sięgając do jej kwiatu.
Magdalena odpowiedziała cichym piskiem na to i odchyliła się do tyłu napierając pupą na napastującą ją kochankę. A młodziankowie dywagowali w jakiej to pozycji lubi być brana magnatka o tak lubieżnej i skandalicznej renomie. Przypuszczali że pewnikiem od tyłu i na czworaka. Byli też ciekawi czy usteczkami potrafi sprawdzić przyjemność mężczyźnie. Ba… łaskawie byli gotowi ją tego nauczyć.
Słuchając tych ciekawostek Barbara coraz intensywniej pieściła pochwyconą kobietę. Och nawet nie wyobrażali sobie jak bardzo wyuzdana była.
Niewątpliwie uważali się za bardzo doświadczonych, przechwalając się nawzajem jakże by to Basia wiła się pod ich dotykiem. I wspominali swoje podboje przy okazji… potwierdzając przy tym, że chętnie dzielili się kochanką w alkowie biorąc ją często naraz.
A Magdalena poddawana pieszczotom zagryzała zęby na swoim przedramieniu, starając się zapanować nad głosem, gdy zbliżała się ku spełnieniu… coraz bardziej ciepła i coraz bardziej mokra.
W końcu młodzieńcy znaleźli wreszcie jakieś butelki i z poczuciem triumfu ruszyli do wyjścia z piwniczki.
Wyobraźnia Barbary w tychże ciemnościach wędrowała coraz dalej, wyobrażając sobie jak to ściśnięta jest między dwojgiem kochanków. Gorąc sprawiał, że jej palce coraz to śmielej atakowały kobiecość Magdaleny. i w końcu ciało gospodyni się poddało, drżąc wtuliła się plecami w Basię gdy docierała do szczytu z głośnym jękiem.
Magnatka nie zważała teraz na bliźniaków, skupiona była całkowicie na ciele drżącym w jej ramionach. Delikatnie całowała szyję i ramię gospodyni. Zresztą ci już opuścili piwniczkę i słychać było jeszcze jedynie urywki rozmów na schodach… jak to planowali podglądać swoją panią w kąpieli
Basia posadziła delikatnie Magdalene na ich strojach, dając jej odpocząć.
- Myślę że… tyle wystarczy… że alkohol wyparował mi z głowy.- zachichotała nerwowo Magdalena odpoczywając po niedawnych figlach.
- Tak.. powinnyśmy wracać. - Barbara pocałowała gospodynię. - Choć przyznam, że bliźniaki nieco… rozpaliły moje zmysły.
- Łajdaki.- odparła żartobliwie Magdalena ruszają ku schodom i światłu które wpadało przez niedomknięte drzwi do piwniczki. I spojrzała przez ramię na Basię.- To jakie masz kaprysy pani?
- Kusi mnie by przyłapać pewnych dwóch młodzieńców, z ukradzionym winem, na podglądaniu służby. - Barbara narzuciła spodnią koszulę i pantalony, po czym zabrała się za ich sznurowanie.
- Ach… a czy przypadkiem to nie ciebie mieli podglądać?- zapytała ze śmiechem gospodyni ubierając się także.
- Mogę zrobić za przynętę. - Basia zaśmiała się. - Czy mogę liczyć na twe wsparcie?
- Jesteś moim gościem.- odparła z uśmiechem Magdalena.- Jeśli tego sobie życzysz?
- Są zbyt pewni siebie. - Magnatka zabrała się za sznurowanie swej sukni. - Czy pomóc ci ze strojem?
- Oczywiście… acz jeśli chcesz zastawić zasadzkę winnyśmy omówić jej szczegóły.- odparła Magdalena nastawiając się na zwinne palce Basi, co by otrzymać pomoc ze strojem.
- Wiesz o jakiej niecce mówią? - Barbara sznurowała pewnymi ruchami, strój swojej kochanki.
- Była tu taka kamienna niecka w ogrodzie… cóż… w niedużym ogródku warzywnym, który kazałam przerobić na porządny ogródek cieszący oko. Wedle słów miejscowych… służyła ona do przygotowywania zaprawy murarskiej przy budowie zamku i potem przy jego naprawach. Dlatego ją zostawiono w spokoju. Ja… przerobiłam ją na płytki basenik jakie to widywałam w podróży po Włoszech. Używany jest do prania i do kąpieli na świeżym powietrzu. I uroczo wygląda przy ogrodzie. Choć oczywiście, gdy ja się tam kąpie jest on zasłaniany tymczasowo wbijanym płotkiem z palików.- wyjaśniła Magdalena z uśmiechem.
- Mi zalezy by zatrzymać ich na tyle długo by można było ich złapać. - Barbara zamyśliła się. - Jak myślisz skąd mogą patrzeć na owy basenik?
- Nie wiem… ale się dowiem. - odparła władczo, ale i złowieszczo Magdalena.
- To dowiedzmy się, ja pozwolę by plotka wypłynęła, że planuję kąpiel wieczorem. - Barbara skończyła porządkować strój gospodyni i zabrała się za swoje włosy.
- A co dalej? Ilu ci ludzi potrzeba by ująć tych łobuzów na gorącym uczynku? Co z nimi zrobić jak już zostaną ujęci? - stwierdziła Magdalena poprawiając swoją fryzurę. Na tyle na ile się dało. Ciemna piwniczka nie była do tego idealnym miejscem.
- Kilku… i to dobrze znających teren. Jak widać młodzieńca radzą sobie nawet na twoim terenie. Gdy byliśmy w ich domostwie, wszyscy moi ludzie nie mogli ich pochwycić. - Barbara zamyśliła się. - A karę możesz wymyślić srogą… z przyjemnością poproszę o ich ułaskawienie. Niech będą mymi dłużnikami.
- Nie mogłabym… to twoi podwładni. Mogę ich pochwycić i rzucić ci ich przed stopy, ale karę sama musiałabyś. Zwłaszcza jeśli ciebie by podglądali.- odparła z uśmiechem Magdalena biorąc Basię pod ramię.
- A ty jak byś ich ukarała? - Barbara przyjrzała się z zaciekawieniem gospodyni, dając się prowadzić na piętro.
- Przegoniła gołych przez dziedziniec zamkowy na oczach służby. Dobra lekcja pokory. - zastanowiła się Magdalena.
Basia zaśmiała się.
- Obawiam się, że tym kogucikom mogłoby się to nawet spodobać.
- Zawsze pozostaje obicie kijami gołych zadków.- zaśmiała się głośno Magdalena.
- Podoba mi się twoje podejście. - Barbara przytuliła pierś do ramienia drugiej kobiety. - Będziemy potrzebowały ludzi, którzy znają teren twego zamku i złapią tych dwóch huncwotów.
- O to się nie martw.- odparła z uśmiechem gospodyni, gdy wędrowały w kierunku kolejnej komnaty… z karafką z winem.
Barbara zaśmiała się ponownie dając się zaprowadzić gospodyni.


Na miejscu czekały wygodne kanapy, mały stoliczek, karafka z winem oraz orzechowe ciasteczka. I zapierające dech w piersiach widoki z okien. Komnata bowiem usytuowana była nad przepaścią.
- Jak pięknie. - Barbara aż westchnęła z zachwytu podchodząc do okna. - Mój zamek także jest na wzgórzu jednak próżno szukać tam takich widoków.
- Ten jest na dość wysokiej górze.- odparła Magdalena podchodząc za Basią i poufale chwytając ją za pośladek by ścisnąć delikatnie. - By móc obserwować z niego trakt handlowy poniżej.
Barbara zamruczała czując tą pieszczotę.
- Cudownie. - Po głosie magnatki ciężko było poznać, czy mówi o widokach czy też o pieszczotach gospodyni.
- Trzeba czerpać jakąś przyjemność z przebywania w samotni.- odparła ciepło Magdalena nie zaprzestając masażu krągłości tyłeczka Basi.
- Zdajesz się mieć doświadczenie w czerpaniu przyjemności. - Magnatka spojrzała ponad ramieniem na gospodynię i uśmiechnęła się doń zadziornie.
- Zdarzało mi się zaszaleć po pijaku w Paryżu i na karnawale w Wenecji.- przyznała wstydliwie Magdalena i dała klapsa w pośladek magnatki. - Acz potrzebowałam i potrzebuję wiele wypić dla kurażu.
- Niesłusznie. - Barbara zaśmiała się. - Wiele kobiet ucieszyłabyś takim towarzystwem.
- Nie tak wiele… nie na tym zaścianku. Nie w moim wieku. - zaśmiała się Magdalena odsuwając się od Basi.- Mało tu kobiet światowych.
- Też nie jestem w twoim wieku. - Magnatka pozwoliła na żartobliwy ton. - Urodziłam się na tych ziemiach, a było mi… bardzo przyjemnie.
- Jesteś wyjątkowa… - odparła Magdalena odsuwając się od Basi i zerkając przez okna na panoramę poniżej zamku. Po czym podeszła do karafki i nalała wina do kielichów.- Wieczorem odbędzie się wieczerza z okazji twojego przybycia. Raczej w niedużym gronie, bo miejscowym nie będzie chciało się wspinać na górę, tylko z twojego powodu.
- Hm… Czy wobec tego kąpiel może zaplanować na poranek? - Barbara zamyśliła się powracając do rozważań na temat planu przyłapania bliźniaków.
- Jeśli tak chcesz… możesz też wykąpać się przed wieczerzą.- odparła z uśmiechem Magdalena.
- A zdążymy to zorganizować? - Barbara przyjęła jeden z kielichów z winem i upiła nieco.
- Żaden problem. To tylko kilka poleceń. Trzeba wszystko zaplanować jeno. Wykonanie zajmie ledwie kilka chwil.- zaśmiała się Magdalena popijając wina.
- Wezwałabym moją pokojówkę, Ewę… jej ufam we wszystkim. Zuzanna zbyt wielka słabość ma do bliźniąt. - Basi także humor dopisywał.
- Zaraz wydam polecenia Wernerowi. Kiedy chcesz ich capnąć?- zapytała gospodyni.- W jakiej chwili?
- By nie zobaczyli zbyt dużo. - Basia zaśmiała się. - Nie chcę im dawać satysfakcji.
- Trzeba… obmyślić jakieś hasło. Słowa które wypowiesz głośno i nie będą brzmiały podejrzliwie. - zadumała się Magdalena.- A które będą znakiem dla moich ludzi co by twoich huncwotów pochwycili.
- Może zapytam głośno gdzie jest moja gąbka? Hm.. choć mogłabym też zawołać drugą służącą. - Barbara zamyśliła się.
- Obie wypowiedzi brzmią prawdopodobnie.- zamyśliła gospodyni.
- Ale na pokojówkę będę mogła rzeczywiście krzyknąć. - Basia zastanowiła się jeszcze chwilę. - Tak.. to będzie dużo wygodniejsze.
- Dobrze.- odparła z uśmiechem Magdalena i dodała.- Ale zważ, że coś musisz im pokazać, co by nie mogli się wyłgać łatwo ze swojego niecnego postępku.
- Myślę, że dam radę pokazać tyle by pobudzić ich apetyt, ale go nie zaspokoić. - Basia upiła kolejny łyk posyłając gospodyni tajemniczy uśmieszek.
- Z pewnością.- odparła z uśmiechem gospodyni.- Acz tu nie chodzi o pobudzenie ich apetytów, a przyłapanie na gorącym uczynku.
- Tak.. choć ja lubię pobudzać apetyt. - Basia przesunęła palcami po krawędzi swojego dekoltu.
- Nie zauważyłam byś tylko to lubiła.- zachichotała Magdalena wodząc spojrzeniem za palcami Basi.
- Nie.. nie tylko. - Basia zaśmiała się wtórując gospodyni i ponownie napiła się wina. Magdalena również upiła trunku i usiadła na stoliku.
- Mam wrażenie, że długo ciebie trzymam przy sobie. Jeśli chcesz, możesz sama rozejrzeć się po moim zamku. Unikaj jednak południowo-wschodniego skrzydła. Wszystkie drzwi są do niego zabite i to nie bez powodu.- dodała przyglądając się szlachciance.
- Czemu? - Magnatka przyjrzała się gospodyni. - Czemu uważasz, że trzymasz mnie przy sobie zbyt długo i czemu drzwi są zabite?
- Z pewnością taka ciekawa sikoreczka jak ty, chce pozwiedzać okolicę… a ja w takiej sytuacji jestem ciężarem.- zaśmiała się Magdalena unosząc swoje nogi i spoglądając na stopy w trzewiczkach.- Już mnie nieco bolą. Natomiast co do drzwi… nie stać mnie na utrzymanie całego zamku w dobrym stanie. Mury w tej części zamku nie były odnawiane od lat i zaczęły się kruszyć. Zdarzyło się tam kilka tragicznych wypadków, więc kazałam zapieczętować tamto skrzydło.
- Ach.. to to skrzydło, które widać było z okien? - Basia dopiła wino i odstawiła kielich.
- Tak.- potwierdziła Magdalena z uśmiechem.
- Nie będę się tam zapuszczać. - Magnatka wstała z fotela. - Czy przekażesz instrukcje swoim ludziom? Wykąpię się przed wieczerzą.
- Możesz na mnie liczyć w tej materii.- potwierdziła gospodyni z uśmiechem.
- Pozwól więc, że się oddalę. - Barbara dygnęła delikatnie i opuściła pokój, ruszając na poszukiwanie Ewy i przydzielonych jej pokoi.
- Oczywiście…- usłyszała wychodzą i od razu napotkała Wernera czekającego na korytarzu. Skłonił się on jej i zapytał jak może pomóc. A dowiedziawszy się poszukiwaniach Basi, odprowadził ją w pobliże komnaty przeznaczonej jej do snu. Komnaty już strzeżonej przez dwóch wojaków pana Michała. Ewka i Zuzanna były już w środku czekając na swoją panią.
Barbara weszła i odetchnęła.
- Zuzanno czy przyniosłabyś mi jakiś niewielki posiłek? - Magnatka zajęła miejsce w jednym z foteli i rozprostowałą nogi.
- Tak pani.- Zuzanna dygnęła i natychmiast udała się do drzwi, podczas gdy Ewka uklękła przy Basi, by rozmasować jej łydki.
Magnatka zaczekała aż druga służąca wyjdzie.
- Mam do zrealizowania niewielkiego figla naszym huncwotom, lecz nie chcę mieszać w to Zuzanny. - Barbara przyjęła masaż z wyraźną ulgą.
- Rozumiem pani.- służka zachęciła ją do dalszych wyznań.
- Dowiedziałam się, że chcą mnie obejrzeć przy kąpieli w znajdującym się w ogrodach baseniku. Poprosiłam już gospodynię by przydzieliła swych ludzi dobrze znających teren do pochwycenia bliźniaków i sprawdzenia skąd będą mnie obserwować. - Barbara opowiadała powoli poddając się masażowi.- Chcę byście z Zuzanną rozpowiedziały gdzieniegdzie, iż planuję kąpiel przed wieczerzą.
- Dobrze… tak uczynię. - odparła cicho służka. - Zaraz się udam, by wywiedzieć moja pani.
- Poproszę Zuzannę o przygotowanie mi strojów na wieczór, a do basenu udamy się we dwie. - Magnatka odchyliła się w fotelu spoglądając w sufit.
- Tak pani. - mruknęła cicho Ewka zawstydzona. Jej palce zaczęły wodzić zmysłowo po łydkach swojej pani.
- Czy zaniepokoiłam cię? - Barbara przyjrzała się swojej służącej poddając się jej dotykowi.
- Nie ty… huncwoty i cała ta intryga.- wyjaśniła cicho i wstydliwie rudowłosa.
- Czemuż cię to niepokoi? - Magnatka spoglądała na Ewkę.
- To że… będziesz waćpani podglądana podczas kąpieli… wiesz pani dobrze, że co się zdarza gdy… waćpani asystuję przy kąpieli.- nachyliła się i ustami musnęła pończoszkę na lewej łydce Basi.
- Obiecuję, że po tym jak się skryjemy znajdę chwilę dla ciebie. - Basia nachyliła się i ucałowała czoło Ewy. - Tym bardziej, że skończy się zapewne kąpielą w balii chwilę później.
- Waćpani… nie musi…- speszyła się dwórka słysząc te słowa. Spojrzała się na podłogę mrucząc.- Obawiam się że mogłabym zapomnieć się w takiej sytuacji i przynieść wstyd…
- Ewo ufam ci. - Basia uśmiechnęła się ciepło i pogładziła włosy służącej.
- Ja nie ufam sobie… za dużo mi waćpani pozwala.- szepnęła cichutko służka.
- Więc na chwilę pomyśl, że obok jest Cosette. - Basia zaśmiała się. - No już załóż mi buty. Obejrzymy ten basenik po tym jak zjem.
- Tak pani.- odparła z uśmiechem Ewka.
Barbara przytaknęła jedynie ruchem głowy oczekując na przybycie Zuzanny.
Wkrótce wróciła Zuzanna z mięsiwem na tacy w ramach posiłku dla swojej pani. Nieświadoma intryg pozostałych postawiła go na stoliku czekając na dalsze polecenia. Magnatka poinformowała ją o planowanej kąpieli, na którą uda się z Ewką i poprosiła by druga służka naszykowała jej strój na wieczerzę. Poprosiła rudą służkę by ta przygotowała rzeczy niezbędne do obmycia się, podczas gdy sama spokojnie zjadła posiłek. Potem posłała Ewę po wino by ta mogła roznieść plotki przy okazji i oczekiwała z narastającym podekscytowaniem pory kąpieli.


Ten czas nadchodził szybko, na szczęście dla szlachcianki bo czekanie na to ją roznosiło. Ewka zaś wróciła z informacjami, że… żaden parawan nie osłoni ich przed spojrzeniami, bo pewnikiem bliźniaki będą ją podglądać przez szczeliny w murach i ścianach.
- Ciekawa jestem jak sobie z tym poradzi Magdalena. - Barbara naszykowała się na kąpiel zakładając lżejszą suknię. By zachować pozory upewniła się też, że ludzie Michała pilnować będą wejść do ogrodów. - Ruszajmy.
- Z pewnością nie dopuszcza do służby pyszałkowatych młodzików, którzy myślą że wszystko im wolno.- mruknęła cierpko Ewka podążając za Basią.
- Tak… albo ona albo jej syn. - Barbara odpowiedziała szeptem kierując się w stronę ogrodów zamkowych.
- Myślę że ona…- odparła Ewka cicho i rozglądała się po ogrodzie. Strasznie małym, ale widać było że poświęcono mu wiele miłości. Obie niewiasty dojrzały drewniany parawan mający zapewnić nieco prywatności. Nad nim unosiły się pasemka pary. Najwyraźniej Magdalena była miłośniczką gorących kąpieli.
- Możliwe… bardzo troszczy się o swego syna. - Barbara podeszła do parawanu i z zaciekawieniem zajrzała w jakim miejscu przyjdzie się jej kąpać.
Niecka była wąska i wyraźnie została jedynie pogłębiona. Nie była to najwygodniejsza balia, acz miała swój urok, związany z gorącą kąpielą na dworze.
- To do dzieła moja droga. - Barbara stanęła za parawanem, skrywając się przed potencjalnymi podglądaczami kryjącymi się w ogrodzie. Z zaciekawieniem przyjrzała się murom, przez które mogliby ją podejrzeć bliźniacy. - Musimy zdążyć przed wieczerzą.
- Tak pani.- Ewka drżącymi dłońmi zaczęła rozpinać zapięcia sukni swojej pani.
Barbara nachyliła się do ucha służącej i odezwała szeptem.
- Nie musisz się spieszyć. - Odsunęła się nieco ułatwiając służącej zadanie.
- Mhmm…- odparła cicho służka, podczas gdy Basia zawiodła się nie mogąc dojrzeć żadnej potencjalnej szczeliny. Była za daleko od murów. Niemniej… miała wrażenie, że już nie są same.
Magnatka poczuła narastające podniecenie. Jej piersi zesztywniały gdy Ewka uwolniła je z gorsetu, a ich twarde szczyty wyraźnie zarysowały się na znajdującej się pod suknią delikatnej koszuli. Barbara pozwoliła jednak zdjąć z siebie cieżki materiał wierzchnie odzienia, trzewiki. Zadrżała czując pod stopami chłodny kamień.
- Zapowiada się przyjemna kąpiel. - Wyszeptała coraz bardziej rozpalonym głosem, spoglądając na Ewkę.
- Tak pani…- wymruczała rozpalonym głosem Ewka wodząc łakomie spojrzenie po ciele szlachcianki okrytym jedynie koszuliną. Nietrudno było sobie wyobrazić te pożądliwe spojrzenia u bliźniaków.
Barbara pozwoliła rozwiązać troczki swej koszuli, uchylić ją na tyle by oczom służącej i ewentualnych podglądaczy ukazała się znaczącą część jej piersi nim krzyknęła.
- Zuzanno! - Spoglądając dla niepoznaki, w kierunku, z którego przyszły.
Musiały czekać krótką chwilę, nim rozległy się krzyki odgłosy szarpaniny dochodzące gdzieś nieopodal. Zapewne po drugiej stronie muru. Barbara udając przestrach osłoniła swe kobiece kształty dłońmi.
- Co tam się dzieje ?!
W tej chwili jednak nie było komu odpowiedzieć na krzyki magnatki, bowiem słychać było odgłosy szamotaniny, biegania, krzyków…
- Po łbie go! Mocniej!
- Chyba przyjdzie mi się z powrotem ubrać. - Odezwała się szeptem do Ewki. - Może jednak dokończymy moja kąpiel w komnacie?
- Jeśli tak sobie życzysz moja pani.- odparła cicho rudowłosa.
- Narzuć na mnie jedynie suknię i daruj sznurowanie gorsetu. - Barbara przesunęła dłonią po swych napiętych piersiach, kusząc swoja służącą.
- Tak pani.- szepnęła Ewka pospiesznie wykonując polecenie i zapominając o krzykach dochodzących gdzieś blisko.
Ubrana częściowo Barbara skierowała się w stronę swych komnat prosząc po drodze swe straże by dowiedziały się co dzieje się w zamku i dając im znać o niepokojących odgłosach.


W pokoju poinformowała zaskoczoną jej szybkim powrotem Zuzannę o zajściu i posłała ją z prośbą by naszykowano jej kąpiel w komnacie. Do Ewki zwróciła się dopiero gdy zostały same.
- A teraz.. zajmij się mną skoro mamy chwilę dla siebie.
- Tak…. pani…- oddech Ewki był gorący, tak jak jej spojrzenie i policzki. Od razu pośpiesznie zdarła niemal suknię ze swojej pani, a potem równie brutalnie pozbawiła jej koszuliny. Klęknęła przed nagą szlachcianką, zacisnęłą dłonie na pośladkach… skórę znacząc paznokciami. I całować poczęła, i smakować podbrzusze Basi muśnięciami języka. Barbara zamruczała z rozkoszy i rozchyliła na zachętę nogi. I ją ten cały spisek bardzo podniecił i pragnęła zaspokojenia nim przyjdzie się jej zmierzyć z konsekwencjami tego co się wydarzyło.
Ewka sięgała językiem zachłannie, ściskała drapieżnie pośladki… rozpalona pożądaniem i wierna w spełnianiu kaprysów swojej pani.Jej pieszczota była przyjemna, jej język docierał tam gdzie powinien wywołując ciche jęki z ust Basi… przerwane mocnym i głośnym łomotaniem do drzwi Basi.
- Pani?- usłyszały obie głośny męski głos za nimi… zanim rudowłosa mogła zadowolić swoją panią.
- Tak?! - Basia pogładziła włosy służącej. Nie chciała przerywać.. pragnęła spełnienia.
- Przyłapaliśmy dwie łajzy na nieobyczajnym zachowaniu. Jako że to waćpani słudzy przyszlim tu z nimi, co by waćpani… wyrok wydała.- a więc udało się, za szybko… bo przecie nie może wydawać wyroków przez drzwi. Niemniej mimo wysiłków Ewki… do spełnienia trzeba było chwili jeszcze.
- Przerwano mi kąpiel.. odziać się muszę. Zabierzcie ich do saloniku niebieskiego. - Barbara z trudem powstrzymywała pomruki chcące wyrwać się z jej ust. Jej wzrok wędrował po główce Ewki gdy to dzielnie pieściła jej ciało.
- Tak pani.- usłyszała zza drzwi, a Ewka z większym zapałem zabrała się za smakowanie pożądania swojej pani.
Gdy kroki się oddaliły Barbara pozwoliła sobie na ciche jęknięcie gdy jej ciało dotarło na szczyt. Oparła się o ramiona służącej nie chcąc stracić równowagi.
- Bardzo… intensywny to dzień. - Wyszeptała łapiąc oddech.
- Tak pani…- wymruczała cicho Ewka całując teraz uda i muskając je leniwie językiem. Trudno powiedzieć, czy dotarły do niej słowa szlachcianki.
- A ja będę musiała cię opuścić i udać się do tych dwóch Huncwotów. - Basia pogładziła włosy rudej służki uśmiechając się lekko. Jakże wdzięczna była Cosette za taką towarzyszkę, szczególnie teraz gdy Francuzka tak rozbudziła jej apetyt.
- Tak pani. - odparła służka cicho, bowiem z pewnością nie śmiałaby się sprzeciwić. Niemniej, coraz bardziej Basia zauważała, że Ewka nie jest taka cicha i spolegliwa jak jej się wydawało. Wobec innych potrafiła pokazać pazurki.
- Ubierz mnie proszę i popraw fryzurę, nie wypada tak karać swych podwładnych. - Magnatka uśmiechnęła się do służki ciepło.
- Tak pani.- odparła Ewka wstając z kolan i zabrała się za wykonywanie polecenia, na nieco drżących nogach.
Widząc to Barbara pochwyciła służącą gdy ta tylko obróciła się by sięgnąć po naszykowaną przez Zuzannę suknię i śmiało sięgnęła pod jej spódnicę.
Jej palce dotknęły ud i bielizny, przesuwając się po nich wywołały drżenie całegociała, jak i cichy pisk zaskoczenia Ewki. Ta jednak “ignorowała” dotyk Basi starając się wykonać polecenie, jednocześnie wypinając mocniej zadek ku palcom swojej pani.
Barbara rozchyliła rozcięcie bielizny i sięgnęła bez słowa do kobiecości służącej zanurzając je w wilgotnym i chętnym ciele.
Pozostając nadal pochyloną Ewka oparła się jedną dłonią o ścianę, a drugą ujęła swoją pierś przez materiał stroju. Jęknęła cichutko poddając się pełnym lubieżnych mlaśnięć ruchom palców swojej pani.
- Niestety nie mamy dużo czasu kochana. - Barbara śmiało sobie poczynała z kobiecością służącej chcąc ją doprowadzić do spełnienia.
- Tak pani… - ni to łkała ni to pojękiwała służka zerkając za siebie. Jej ciało zaczęło się lekko kołysać wychodząc naprzeciw palcom Basi, aż w końcu Ewka doszła głośno szczytując. Basia pocałowała ramię rozpalonej kobiety wsuwając palce z jej wnętrza.
- Odpocznij, rozbiorę się sama, ale z ubraniem się będziesz musiała mi pomóc.
- Tak pani…- szepnęła służka powoli osuwając się na podłogę.
Barbara rozebrała się niepewnie zerkając na Ewkę. Czyżby to było za dużo? Może jednak powinna bardziej uważać.

Przed wejściem do niebieskiego saloniku, stały straże. Rośli wojacy w liczbie dwóch. Wyglądali na miejscowych, bo Basia nie rozpoznawała ich twarzy nawet z widzenia. Skłonili się na jej widok.
- Czy dużo narobili kłopotu? - Spytała szeptem nim weszła do środka.
- Nikogo nie usiekli, ale parę oczu podbili.- wyjaśnił jeden z nich, starszy i wąsaty.
Barbara przytaknęła ruchem głowy i wkroczyła do środka.
W środku bliźniacy klęczeli, ich ręce były skrępowane, ich oblicza poobijane, ich szaty poszarpane lekko. Byli tu też kolejni strażnicy, oraz Magdalena. Gospodyni siedziała zakładając nogę na nogę i powoli kiwają. A dwa urwipołcie zamiast okazywać jakikolwiek strach… wodzili wzrokiem za tą nogą z drapieżnym uśmieszkiem na obliczach. Wierzyli w swoją szczęśliwą gwiazdę zapewne.
Barbara usiadła na fotelu obok gospodyni spoglądając na swoje drogie huncwoty.
- Co ja mam z wami zrobić, co? - Spytała przyglądając się kogucikom.
- Waćpani… winna nas uwolnić… bo nas napadnięto bez powodu!- odezwał się jeden z nich.
- Jakże to tak herbowych traktować… - oburzył się drugi.
- Inne doszły mnie słuchy. - Barbara spoważniała. - A za podglądanie mej osoby przy kąpieli przyznam iż kusi mnie, by was boso do domu odesłać.
- Toć to potwarz!- krzyknął jeden z nich.- Oszczerstwo… myśmy niewinni.
- Owce rzucone na pożarcie.- dodał drugi.
- Tak twierdzą.- westchnęła Magdalena oddychając ciężko… i wzrok młodzików od razu przyciągnął dekolt gospodyni.
- Czy mam się udać tam gdzie was złapano i zobaczyć co też prz mury dojrzeć mogliście, czy też darujecie mi swe gierki? - Barbara mówiła spokojnie zachowując powagę. - Robicie mi wstyd na gościnnym zamku, obiliście służbę waćpani choć dachu nam swego użyczyła.
- W samoobronie.- odparł jeden z nich.- Nikogo nie napadlim. Ani do szabel nie sięgneliśmy.
- To nie ma sensu. Nie przyznają… nie bez tortur.- dodała Magdalena wprost do ucha magnatki, tak by nie posłyszeli.
- Cóż… wobec tego przyjdzie mi polecić Michałowi, by was wychłostał byście prawdę wyjawili. - Barbara westchnęła ciężko spoglądając na młodzików.
- Nie boimy się… - odparli zgodnie i butnie zarazem.
- Zawołajcie Michała. - Barbara zwróciła się do jednego ze strażników i zerkając na Magdalenę by poprosić o jej przyzwolenie. - Pokażcie mu jednak wcześniej miejsce gdzie ich złapano.
Magdalena skinęła w milczeniu, więc jeden ze strażników skinął głową i wyszedł. Bliźniacy spojrzeli po sobie, ten po lewej wydawał się bardziej zalękniony. Jednak ich usta były zamknięte i pokornie pochylili głowę.
- Przyznajcie się, a ukarzę was lekko. - Barbara oparła się ramieniem o podłokietnik, pozwalając głowie spocząć na swej dłoni.
Znowu wymiana spojrzeń, a potem wzrok ich wodził po stopie Magdaleny i części łydki wyłaniającej się spod sukni.
- Niech ci będzie… przyznajemy się.- odpowiedział ten odważniejszy z nich.
Basia zaśmiała się, a jej biust zakołysał się przy tym.
- Rozebrać ich i przegonić po dziedzińcu. - Powiedziała spoglądając teraz już rozbawionym wzrokiem na dwa koguciki. Jej wzrok skupił się na mniej odważnym z braci.
Młodzian odetchnął z ulgą, choć nadal wizja kary nie należała do przyjemnych. Słudzy Magdaleny wzięli ich za ręce i wywlekli.
- Przypadłaś im do gustu. - Basia uśmiechnęła się do gospodyni.
- Nie tylko ja… to młodziki, polecą za każdą kiecką.- zaśmiała się Magdalena.
- Och...jestem pewna, że uważają iż zasługują na najlepsze. - Barbara zaśmiała się. - Skąd będziemy miały dobry widok?
- Chodźmy - odparła kobieta wstając powoli i ruszając.- Z pewnością z wielu miejsc dookoła dziedzińca.
- Czy jednak powinnyśmy się pokazać? - Barbara wstała z fotela. - Czemu czuję, że mogłoby im to przynieść satysfakcję?
- Na pewno ekscytujący widok. Nie martw się… są miejsca z których nas nie zobaczą.- rzekła z uśmiechem Magdalena podążając korytarzami do jednej z komnat.
- Dziękuję za pomoc. - Barbara odezwała się szeptem podążając za gospodynią.
Komnata w której się znalazły była mała, okienka miała wąskie i za kotarami. Była komnatą przeznaczoną do tkania… bo stały w niej dwa krosna. Magdalena podeszła do jednego z okien i odchyliła kotarę by spojrzeć przez okienne szybki.
Barbara podeszła do gospodyni i także wyjrzała przez okno z zaciekawieniem.
Tam już się zebrali ludzie, zarówno Magdaleny jak i Michała. Był i sam Michał, byli i bliźniacy i… ojej. Jednak młode męskie ciało ma swój urok. Dwa gibkie ciała, muskularne i przystojne… jak ożywione rzeźby greckich herosów…. tyle że listek figowy nie ukrył by tego co oni mieli między udami.
Barbara zaśmiała się mimo narastającego podniecenia. O ile trudniej będzie się jej teraz oprzeć tym dwóm huncwotom.
- Przynajmniej już wiem skąd ta ich pewność siebie. - Oparła się o chłodny mur przy oknie wyglądając przez szybki.
- Są przystojni. Która by się oparła ich uśmiechowi.- zgodziła się Magdalena z cierpkim uśmiechem, gdy patrzyła jak obaj są przeganiani przez dziedziniec przy wtórze drwin i śmiechów.
- Wątpię by coś to ich nauczyło. Może… by nie dać się znów przyłapać?- dodała po chwili.
- To młodziki… kiedyś życie ich nauczy. - Barbara oddaliła się od okien i przysiadła przy jednym z krosien spoglądając na urządzenie, którego tak często używała w zakonie. - Ja potrzebuję od nich odrobiny uczciwości. Niepotrzebni mi w orszaku kłamcy.
- Och… nie przesadzaj.- zaśmiała się Magdalena. -To żarciki były. Niewiele z kłamstwem ma wspólnego.
- Więc mam im zaufać? - Barbara uśmiechnęła się do gospodyni. - Są wspaniale zgrani… naprawdę widzę w nich potencjał, ale… - Magnatka spojrzała w stronę okien. Nie wiedziała co uczynić z tą dwójką by mogła im zaufać. Gdy tylko znajdą się na zamku szybko, odnajdą się wśród wyszkolonej przez Cosette służby… to w kobiecych komnatach będą spędzać swój czas, a ona na głowie miała sprawę z Janem.
- Nie powierzyłabym im każdego mojego sekretu, ale swoje ciało oddałabym w ich ręce.. to znaczy pod opiekę. Z pewnością broniliby mnie wiernie.- dodała Magdalena zerkając na przyjaciółkę.- Nie obciążaj sług ponad to co uniosą, to cię nie zawiodą.
- Tak też czynię. - Magnatka przytaknęła ruchem głowy. - I nie ukrywam naprawdę kusi mnie by znaleźć się w ich ramionach. Ale może nazbyt butna jestem… może nazbyt zachłanna, bo nie lubię być jedną z wielu.- Barbara zaśmiała się.
- Próżna…- przyznała Magdalena z uśmiechem.
- Czy ja wiem. - Barbara spojrzała po swym ciele. - Od nazbyt krótka ktokolwiek interesuje się mym ciałem bym próżność zdążyła w sobie wyrobić. A i wiem, że zdolniejsze ode mnie kobiety chodzą po tych ziemiach.
- Z pewnością. Niemniej ci dwaj, są młodzi i niezbyt doświadczeni. Co innego chłopka, co innego dama. Prawdziwa wziąć ich by zdołała za uzdy i ku sobie przywlec.- dodała ironicznie Magdalena i spojrzała na Basię.- Pomyśl o nich jak o salonowych pieskach. Kiedy chcesz to cię zabawią, a kiedy nie są potrzebni to cóż… niech robią co chcą. Warto być zazdrosną tylko o najważniejszych mężczyzn w twoim życiu.
- To dobra rada. - Barbara dygnęła delikatnie. - Dziękuję.
- Nie ma za co. - odparła ciepło Magdalena zerkając przez okno. - Nie wybiłaś im kolejnych żartów z głów, to narowiste źrebaki.
- Gdybym tylko miała doświadczenie Lanoire. - Barbara westchnęła. Wstała i podeszła do okna, by wyjrzeć przez nie ponownie.
Kończyli już bieg, więc przyszło jej podziwiać kształtne tyłki obu chłopaków… byli na głowę Michała w tej materii.
- Gdy będziesz miała doświadczenie, młodości już nie… więc nie narzekaj. - odparła gospodyni dając mocnego klapsa w pupę pochylonej ku oknu magnatki.
Basia zamruczała i obejrzała się ponad ramieniem na gospodynię.
- Cóż… nauczą się czy nie… dla takich widoków było warto.
- Tak zdecydowanie.- zgodziła się z nią Magdalena masując pośladek magnatki przez suknię.- Może nadarzy się kolejna okazja do takich widoków.
- Może. - Barbara oparła się o ścianę poddając pieszczocie i spoglądając na nagie męskie ciała na dziedzińcu. Pieski salonowe…
- Cóż… są młodzi. Nie myślą o tym że może im się udać. I… nie tylko oni cię podglądali Basiu. Też zajrzałam, ciekawa ile im pokażesz.- zachichotała Magdalena nie przerywając masażu.
- Yhym… podobało ci się to co widziałaś? - Głos magnatki stawał się coraz bardziej rozpalony.
- Wiesz dobrze że tak. Im pewnie też. Nie zrezygnują z szansy zobaczenia więcej. Ja bym nie zrezygnowała.- potwierdziła gospodyni.
- Ty widziałaś więcej. - Barbara posłała Magdalenie lubieżny uśmiech napierając pupą na dłoń drugiej kobiety.
- Nie przeczę…- odparła Magdalena ściskając dłonią pośladek Basi mocno i drapieżne. -Ale to co oni widzieli, podsyci ich apetyt na więcej.
- Yhym… - Barbara zadrżała. Widoki za oknem i pieszczoty gospodyni sprawiły, że nabrała ochoty na więcej.
- Noc się niestety zbliża… czas nam spocząć. - westchnęła cicho starsza kobieta i spojrzała na młodą kochankę.- Chyba że masz jakiś kaprys ?
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-08-2020, 07:04   #52
 
Aiko's Avatar
 

- Chyba… naprawdę potrzebuję kąpieli by wytrwać na wieczerzy. - Barbara czuła jak jej rozpalony oddech przyspieszył.
- Och.. w takim razie każę jakąś przygotować.- odparła Magdalena ugniatając palcami pochwycony pośladek.- Czy to naprawdę jedyny twój kaprys? Bo jeśli tak to ja ma swój… mały kaprys.
- Czy wypada prosi gospodynię by mnie zaspokoiła? - Barbara zamruczała. - Czego pragniesz?
- Tego samego.- Magdalena oddaliła się magnatki, by oprzeć się plecami o krosno. Podwijać zaczęła suknię, giezło by odsłonić dowód swojego pobudzenia.
Barbara podeszła do gospodyni i sięgnęła palcami do jej kobiecości. - A jak tego pragniesz?
- Zdam się na twoją ciekawość i pomysłowość.- zamruczała lubieżnie Magdalena w lekkim rozkroku stając.
Basia pocałowała jej usta, szyję i poczęła zsuwać się niżej nie przerywając pieszczoty swych palców.
Magdalena grzecznie poddawała się temu nie mogąc nic uczynić, skoro podwijała ubranie. Magnatka opadła przed nią na kolana i poczęła zsuwać z gospodyni bieliznę od razu całując odsłoniętą skórę.
- Hmm.. tak...- wymruczała rozpalonym głosem Magdalena poddając się pocałunkom kochanki i drżąc od pieszczot.- Jeszcze troszeczkę.
Barbara pocałowała kobiecość kochanki i od razu sięgnęła językiem głębiej. Posmakowała rozpalonej kochanki, drżącej… równie pobudzonej co ona sama. Poczuła też dłoń głaszczącą jej pukle leniwie.
- O tak…- szepnęła chrapliwie Magdalena.
Pieszcząc ją nadal jedną dłonią, drugą sięgnęła pomiędzy pośladki. Miała zaspokajać swoją ciekawość więc i to czyniła napierając palcem na tylny otworek gospodyni.
- Figlarka…- jęknęła rozpalonym głosem kochanka Basi pozwalając jej na takie zabawy, tym bardziej że przybliżało ją to szybko do spełnienia.
Barbara zanurzyła swój palec w pupie kochanki całując ją intensywnie. Kilka chwil takich pieszczot i Magdalena poddała się rozkoszy dochodząc z głośnym jękiem.
Magnatka usiadła na podłodze oddychając z trudem. Jej ciało drżało od podniecenia.
- To było całkiem przyjemne.- odparła z uśmiechem Magdalena poprawiając własny strój.
- A teraz? Co dokładnie sobie życzysz? Bo mam wrażenie że doświadczeniem bijesz mnie na głowę. - dodała.
- Byś mnie doprowadziła. - Barbara uśmiechnęła się lubieżnie patrząc z dołu na gospodynię.
- Nie jestem w tym aż tak biegła. Zwłaszcza na trzeźwo.- odparła Magdalena siadając obok Basi, ujęła jej podbródek i pocałowała usta magnatki, ostrożnie i nieśmiało.
Basia odpowiedziała na pocałunek zachłannie ujmując twarz kobiety w swe dłonie.
Magdalena bez wzmocnienia w postaci alkholu robiła się zadziwiająco nieśmiała i delikatna. I to Basia poczęła przejmować kontrolę nad sytuację, gdy tak namiętnie się całowały.
Magnatka ujęła jedną z dłoni gospodyni i poprowadziła ją do swojej rozpalonej kobiecości.
- Rozpieszczona…- wymruczała w odpowiedzi kochanka podążając jednak wedle poleceń Basi i sięgnęła ku delikatnemu wnętrzu Basi, poruszała palcami badając i pieszcząc jej wrażliwy zakątek.
Barbara puściła dłoń gospodyni ponownie chwytając jej twarz i dalej całując. Miała ochotę na coś mocniejszego… może nawet na obu bliźniaków, teraz jednak miała obok siebie Magdalenę. I ta na trzeźwo była o wiele bardziej delikatna, wodząc i pieszcząc palcami subtelnie, acz całując namiętnie. Jej muśnięcia jednak trącały czułe nutki w ciele magnatki, acz powoli.
- Mocniej. - Barbara odezwała się pomiędzy pocałunkami, napierając biodrami na pieszcząc ją dłoń.
- Mhmm…- odparła cicho gospodyni starając sięgnąć palcami głębiej i mocniej. I zdecydowanie zbyt nieśmiało. Upić wpierw Magdalenę należało… taką naukę na przyszłość Basia wyciągnęła.
Teraz jednak pozostało magnatce poddać się pieszczocie i czekać na upragniony szczyt.
- Teraz chyba czas na wieczerzę.- wymruczyła cicho gospodyni.
- Tak.. chyba tak.. - Głos Barbara był nadal rozpalony. Zbyt wielki stał się apetyt i aż ją samo zaczynało to przerażać.
- Nie będzie to zbyt liczna i zbyt obfita wieczerza. I mam nadzieję, że lubisz jagnięcinę.- rzekła ciepło Magdalena wstając z podłogi.
- Z przyjemnością skosztuję. - Barbara powoli podniosła się z ziemi.
- Cieszę, wieczerza będzie za chwilę w jadalni. Mamy czas się odrobinę odświeżyć.- odparła Magdalena z uśmiechem, nieświadoma prawdziwego apetytu magnatki.
- Wobec tego widzimy się niebawem. - Basia posłała gospodyni uśmiech. Nie chciała jej niepokoić skoro na trzeźwo tak nieśmiałą była osóbką. Skłoniła się jej i opuściła komnatę, planując miast do pokoju udać się do ogrodu i nieco ochłonąć. Po drodze wygładziła suknię i upchnęła pod siateczką niesforne blond pasma.
O tej porze ogród był pusty i cichy. Uroczy mimo że był mikry w porównaniu z ogrodami jej zamku. Mogła tu spokojnie usiąść i przemyśleć wszystko niepokojona przez nikogo. Wszak teraz, gdy już nie było kąpieli, ciekawskich oczu także nie było. Na chwilę usiadła na ławce, jednak szybko jej wzrok powędrował w kierunku parawanu. Skoro nikogo tu nie było…. Była w stanie sama się rozebrać i ubrać. W przeciwieństwie do Magdaleny i większości szlachcianek, większość życia wykonywała te czynności sama. Rozejrzała się wokół czy nikogo nie ma w pobliżu.
Nikogo nie było… żadnych świadków. No może… gdzieś tam ktoś patrzył przez szczeliny w murach sypiącej się twierdzy. Ale tego nie mogła sprawdzić.
Powoli wstała z ławki i podeszła do parawanu by za niego zajrzeć. Woda tam już gorąca nie była… wystygła nieco. W całym tym ambarasie nikt niczego nie posprzątał. Pewnie jutro oberwie się za to służkom.

Barbara przygryzła wargę. Nadal czuła wilgoć po igraszkach. Powoli, zerkając za parawan zaczęła zdejmować z siebie kostium. Było cicho i coraz ciemniej, cienie płatały figle wyobraźni kreując sylwetki, które jednak były tylko złudzeniami. Była tu samiutka. Rozebrała się pospiesznie i zanurzyła w letniej wodzie. Chłód wody nieco łagodził żar jej ciała, było tu wąsko, ale w miarę wygodnie jeśli nie poruszała się za bardzo. I… potencjalni widzowie mieli dobry widok, bo sadzawka była dość płytka.
Barbara obmyła się szybko, czując jak mimo chłodu wody temperatura jej ciała nie spada. Zbyt świeże było wspomnienie podglądających ją bliźniaków i ich zgrabnych ciał. Nerwowo sięgnęła do własnej kobiecości, zanurzając w niej palce. Szelest za parawanem? Liści? To mógł być wiatr, to mógł być… ale nie musiał. Wystarczyło kilka muśnięć by magnatka doszła z cichym jękiem. Pospiesznie sięgnęła po swoją koszulę, chcąc się nią osłonić. Szelest znów się pojawił. A potem wszystko ucichło. Barbara ubrała szybko koszulę, czując jak materiał lepi się do jej ciała. Czyżby ktoś ją podejrzał? Tylko kto mógłby tu teraz być? Stanęła za parawanem czekając aż jej ciało nieco wyschnie i poczęła się ubierać w suknię. Wychodząc za parawanu nie otrzymała odpowiedzi, ogródek był pusty i cichy jak wcześniej. Możliwe że nikogo tu nie było. Możliwe że to tylko jej fantazyja płata jej figle.
Poprawiła jeszcze strój i włosy i udała się na wieczerzę. Nie mogła jednak powstrzymać się by się nie rozglądać. Ku jej rozczarowaniu po krótkim przeszukiwaniu ogrodu znalazła winowajcę. Jeża który przycupnął pod krzakiem. To on szeleścił.
Barbara odetchnęła i udała się w kierunku jadalni. Na miejscu już wieczera się rozpoczynała. Była tam i Magdalena i pan Michał i Werner Herzer, oraz kilku oficjerów siedzących przy stole. Bliźniaków tu nie było. Wieczerza składała się z baraniny i jagnięciny okraszonej najlepszym winem gospodyni. Na widok wchodzącej magnatki wszyscy wstali i pokłonili się jej.
- Przepraszam za zwłokę. - Barbara dygnęła nieznacznie i zajęła przeznaczone dla niej miejsce.
- Nie szkodzi. Uczta się dopiero zaczęła. Zresztą niewiele mogę zaoferować.- przyznała skromnie Magdalena.
- Jeśli jest tu choćby odrobina wina z twej piwniczki waćpani, to będzie niesamowicie wykwintna uczta. - Barbara uśmiechnęła się do gospodyni, pozwalając by służba nałożyła jej dania.
- To jedyna wykwintność na jaką sobie mogę pozwolić niestety.- przyznała melancholicznie Magdalena, podczas gdy Basia kosztowała prostej acz smacznej potrawy.
- Och pomijasz niesamowite widoki i twe towarzystwo waćpani. - Barbara z radością upiła wina. - Sprawiasz waćpani, że wstydzę się za własną piwniczkę.
- Z pewnością w swoim zamku znalazłabyś dla mnie wiele powodów do zachwytu.- odparła kurtuazyjnie Magdalena.
- Cały czas liczę na to, że pozwolisz mi odwdzięczyć się za gościnę. - Basia pozwoliła sobie na nieco cieplejszy uśmiech.
- Może znajdę czas i wymówkę na taką wizytę.- odparła gospodyni z równie ciepłym uśmiechem, a Michał wstał z kielichem i wzniósł toast.- Za nasze urocze damy!
Barbara uniosła kielich i upiła spory łyk posyłając Michałowi dłuższe spojrzenie, na wypadek gdyby zapomniał o swej obietnicy. Uśmiechnął się do niej zawadiacko i wzrokiem przesunął po kibici, zapewniając ją w ten sposób iż nie zapomniał.


Uczta powoli się rozwijała przy głośnym stuku kielichów i kęsach jagnięciny. Oficjerskie towarzystwo za kołnierz nie wylewało, acz Michał i ochmistrz okazywali więcej wstrzemięźliwości. Magdalena też popijała niewiele.
Barbara nie chcąc wybijać się za bardzo także się powstrzymywała, choć pod koniec uczty czuła charakterystyczny gorąc.
- Wybaczcie.. lecz chyba czas mi spocząć. - Powiedziała gdy półmiski były niemal puste. - Michale.. czy mogłabym cię prosić?
- Tak pani...oczywiście.- Michał wstał od stołu i podszedł do swojej pani, by podać jej dłoń.
Barbara ujęła pomocną rękę.
- Udanej nocy. - Skłoniła się pozostałym uczestnikom wieczerzy.
Szlachcic podążył z Basią korytarzami, po drodze pytając.- Co teraz chcesz uczynić z bliźniakami?
- Pokazać im, że za wybryki czeka ich kara, a posłuszeństwo nagroda. - Barbara uśmiechnęła się do starszego szlachcica.
- Obawiam się że karność nie leży w ich naturze.- ani też w naturze Michała, bo gdy szli dłoń jego puściła dłoń szlachcianki, by po plecach się przesunąć, by za pośladek bezczelnie pochwycić.
- A gdzie teraz raczysz się udać?
Z ust magnatki wyrwał się cichy pomruk, którego nawet nie próbowała zatrzymywać
- Do swej sypialni. - Wyszeptała porzucając temat bliźniąt. - Chyba że w twej komnacie jest wygodne łoże.
- Jest łoże… - przyznał Michał ściskając raz jeden raz drugi pośladek magnatki.
- W mojej winna być też balia jeśli masz ochotę na chłodną wspólną kąpiel. - Magnatka szła z coraz większym trudem, czując jak od tej bezczelnej pieszczoty, robi się jej coraz goręcej.
- Obawiam się, że nie będzie czasu na kąpiel.- odparł Michał nachylając się i muskając ustami oraz brodą szyję szlachcianki… na korytarzu… pustym co prawda, ale w każdej chwili mógł ktoś nim iść.
- Wieczerza nie zaspokoiła twojego apetytu? - Gdy mężczyzna pochylał się ku niej, Barbara obróciła się i pocałowała go w usta.
I została przyparta do ściany przy tym pocałunku, zachłannym i namiętnym. Nadal czuła twardą dłoń wodzącą po jej udzie. Nie tylko ona była “głodna”.
Barbara poddała się pocałunkowi, opierając dłonie na piersi szlachcica i palcami sięgając do zapięcia jego kontusza.
- Uważałabym... te mury mają wiele dziur i tyle samo chętnych oczu.
- To je wszystkie wykłuję.- wymruczał szlachcic odsuwając się jednak od Basi. Po czym pociągnął ją do najbliższej komnaty im przeznaczonej. Była to na szczęście komnata magnatki. Barbara poddała się mężczyźnie podążając za nim szybkim krokiem. Czuła gorąc w całym ciele, wilgoć na bieliźnie, która już nie mogła być wodą z sadzawki.
Gdy drzwi się zamknęły za nimi Michał przycisnął Basię do nich całując jej usta zachłannie i szyję pieszcząc muśnięciami języka. Jednocześnie do pasa sięgnął i odwijać go zaczął nerwowo. Barbara sięgnęła do swego gorsetu, także go luzując, by już po chwili zdjąć z siebie wierzchnią suknię. i rzucić ją na podłogę.
Michał cofnął się trochę i całkiem uwolniwszy od pasa i szabli, kończył rozpinać kontusz, by go z siebie zrzucić.
Barbara w samej koszuli minęła Michała przesuwając dłonią po koszuli, którą miał pod kontuszem. Podeszła do łoża i usiadła na nim by zdjąć trzewiki.
Starzec zaczął też zsuwać koszulę i spodnie i buty, nie odwracając spojrzenia od szlachcianki. Nie był tak przystojny jak bliźniacy… ale nadal miał swoje walory. I cóż… jego oręż Basia znała dobrze, a teraz prezentował się nieźle w świetle księżyca.
Magnatka zdjęła koszulę pozwalając by chłodne światło wydobyło z mroku jej zgrabne ciało teraz już zupełnie nagie. Wkrótce i jej kochanek był nagi i wpatrzony w nią.
- Śliczna jesteś jak jutrzenka.- wyszeptał cicho.
- I tej nocy twoja. - Barbara rozpuściła włosy pozwalając się im rozsypać na łoże. Z wyobraźni zniknęły ciała bliźniąt. Liczył się tylko Michał ze swym wyprężonym orężem.
Jej kochanek skinął głową i ruszył ku niej. Następnie przysiadł się obok niej i całować począł jej usta oraz szyję, dłonią sięgając ku słodkim owocom jej piersi.
Barbara zamruczała z rozkoszy. Czy bliźniacy mogli ich podglądać? Albo Magdalena… Ewka? Czuła jak przyjemny gorąc rozlewał się od każdego miejsca, które Michał pocałował.
Mężczyzna nie był świadom myśli Basi, na szczęście dla niej. Wątpiła by zachował się mu nastrój, gdyby rzeczywiście jakieś ciekawskie spojrzenia się im przyglądały.. Niemniej nie był świadom, za to był spragniony, całując jej ciało… i schodząc ustami z szyi na obojczyk i piersi, dołączając nimi do pieszczot dłoni.
Barbara zanurzyła palce w jego włosach, dociskając jego twarz do swych krągłości. Jakże pragnęła zaspokojenia po igraszkach z Magdaleną. Nim się obejrzała jej nogi znalazły sposób by opleść mężczyznę w pasie.
Tym razem ona wykonała pierwszy ruch dosiadając kochanka. Biodra naparły, kwiatuszek sam pochłonął węża, gdy magnatka opadła ciałem na mężczyznę. Michał skupił się na pieszczotach jej piersi, dociśnięta wraz z twarzą broda łaskotała skórę jasnowłosej.
Czuła jak jej rozpalone ciało wypełnia oręż kochanka, jak zwykle dumnie rozpychając się w jej wnętrzu. Czy kiedykolwiek przywyknie do jego wielkości? Nie rozmyślając nad tym długo uniosła się by po chwili opaść ponownie na ciało kochanka, rozpoczynając coraz szybszą przejażdżkę na jego rumaku.
Dłonie mężczyzny władczo pochwyciły ją za biodra, pozwalając im na jakby wspólny galop. Jego ruch w jej ciele budował tą przyjemną falę, wraz drobnymi pieszczotami na piersiach. Jeszcze trochę jeszcze troszeczkę… przez okno widziała światła z pomieszczeń po przeciwnej stronie dziedzińca. Za daleko by dało się coś dojrzeć… w obie strony.
Magnatka doszła z cichym okrzykiem i wtuliła się w ciało kochanka, czując jak jej ciałem targały kolejne fale rozkoszy.
- Było cudownie… jak jeszcze mogę spełnić twoje kaprysy?- zapytał cicho Michał całując jej usta.
- Wycałuj mnie i weź raz jeszcze? - Barbara z trudem łapała oddech. Chciała jednak usnąć wykończona igraszkami. Nie myśleć o bliźniakach, Ewie...o wyprawie, Janie i sekretarzyku.
- Postaram się pani…- Michał zabrał się za całowanie jej ust, za pieszczenie szyi i obojczyka. Powoli i namiętnie.
- Basiu… - Magnatka opadła na łóżko dając dostęp kochankowi do swego ciała.
- Basiu...- jego pocałunki zaczęły pieścić jej brzuch, jego dłonie wodziły po udach.- ...sikoreczko.
Dłonie Żmigrodzkiej ponownie spoczęły na włosach kochanka, teraz jednak jedynie zanurzyły się w nich pozwalając Michałowi na swobodne działania. Szkoda że jego pomysłowość była niewielka i jego usta pieściły głównie piersi, brzuch i uda… omijając najbardziej spragniony pieszczot zakątek. W końcu jednak klęknął i rozchylił szerzej jej nogi, by ją posiąść. Barbara jęknęła czując jak kochanek ją wypełnia. Jej ciało wygięło się w łuk poddając się temu szturmowi. Powolne i władcze ruchy przeszywały ciało Basi przyjemnością. Ciężar ciała kochanka dociskał jej ciało i sprawiał że sztychy były naprawdę przeszywające. Michał znów żarliwie począł całować i pieścić językiem szyję i peirsi prężącej się i wijącej pod ruchami jego bioder kochanki. Barbara pochwyciła jego twarz i przyciągnęła usta do swoich, całując szlachcica namiętnie. Jej nogi oparły się o biodra mężczyzny nie chcąc mu zawadzać w kolejnych szturmach. Mocniejsze ruchy przeszywały ciało Basi, rezonując przyjemnym echem przez całe jej ciało, aż do kolejnego rozkosznego spełnienia, które zbiegło się z szczytem kochanka… eksplozją pożądania w jej intymnym zakątku. Barbara doszła czując gorąc rozlewający się w jej ciele. Z jej ust wyrwał się długi okrzyk rozkoszy, który przerodził się w pomruk zadowolenia. Zmęczenie nadchodziło powoli.
- Yhym… jeszcze. - Wyszeptała i przycisnęła twarz kochanka do swojej.
Michał opadł obok i czule przytulił Basię.
- No sikoreczko. Teraz pewnie będę wyszukiwał kolejne okazje do takich nocy.- zażartował cicho acz rubasznie.
Barbara przetoczyła się i ułożyła na szlachcicu, dociskając do jego torsu swoje piersi. Przyjrzała się Michałowi z góry.
- Nie chciałabym cię wykończyć. - Wymruczała żartobliwym tonem.
- Nie wykończyłaś… jeszcze nie.- stwierdził dumnie szlachcic, choć potrzebował dłuższej chwili odpoczynku, by odzyskać wigor.
Magnatka pocałowała policzek Michała, krawędź jego brody, szyję. Czy Jadźka brała go czasem do ust? A Cosette? Barbara przypomniała sobie noc podczas,, której Francuska uczyła ją jak zająć się Evanem. Czy Michał też to lubił? Pocałowała jego obojczyk, sięgając dłonią o oręża mężczyzny.
- Co waćpani czynisz?- spytał się Michał zdziwiony jej dotykiem, ale się nie cofnął.
- Toż rzekłam ci waćpanie. - Barbara wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo, chcąc przypomnieć szlachcicowi jak chciała by się do niej zwracał. - Rzekłam, że chcę jeszcze. - Jej palce delikatnie pieścić poczęły męskość kochanka.
- Nie wypada żeby waćpani się… zniżała do takich sztuczek. Lepiej poczekać.- jęknął cicho Michał próbując się bronić.. słownie. Bo dotyk jakim go obdarzała dał jej władzę nad ciałem kochanka.
Barbara usiadła na nim okrakiem i spoglądając z góry, poczęła bawić się oburącz jego orężem. Jej smukłe palce wodziły po rozpalonym i wilgotnym ciele, uważnie je badając.
- A co jeślim ciekawa? - Wyszeptała nie przerywając swych działań. - Czy niemiły ci mój dotyk, waćpanie?
- Miły…- przyznał z trudem i zawstydzony wyraźnie mężczyzna, a jego oręż drżał pod czułym dotykiem kochanki.-... moja sikoreczko.
Im większy stawał się oręż kochanka, tym częściej Barbara przytulała go do swego podbrzusza, ciesząc się jego ciepłem.
- Czy skoro jestem panią, nie mam prawa do takich zabaw? - Spojrzała na szlachcica z zaciekawieniem, nieco niechętnie odrywając wzrok od rosnącej pod jej dotykiem męskości.
- Masz.. prawo… sikoreczko.- szeptał chrapliwie mężczyzna poddając się pieszczotom kochanki i rosnąc pod jej palcami. Twardy, ciepły i gotów coraz bardziej do boju.
- A czy jest coś czego jeszcze robić nie powinnam? - Palec magnatki spoczął na czubku oręża kochanka gdy spoglądała na niego z zaciekawieniem.
- Nie śmiem… powiedzieć….- odparł chrapliwie Michał.- Nie wypada by szlachcianka… przykład z niewiast sprzedających swe wdzięki brała.
Ciężko mu było się skupić, gdy tak go dotykała.
- Och powiedz mi proszę bom ciekawa. - Palce Barbary ponownie wędrować poczęły po orężu mężczyzny, pieszcząc go coraz intensywniej.
- Nie wypada mi waćpani… - starał oponować Michał, co nie było łatwe w takiej sytuacji. Tym bardziej że pożądanie w nim wzbierało powoli acz nieustannie.
- Czy mam cię prosić? Błagać byś mi rzekł? - Magnatka pochyliła się nieco, przez co oręż kochanka znalazł się pomiędzy jej krągłościami.
- Obejmują swoimi… piersiami i masują… czasem ocierając tyłeczkiem… czasem w usta… biorą.- wydusił z siebie Michał poddając się jej pieszczocie i jej woli.
- Och… - Barbara ujęła swoje piersi i ścisnęła pomiędzy nimi oręż kochanka. - Czy tak?
- Tak…- wydusił z siebie jej kochanek, gdy jego twardy organ ocierać się począł o miękki biust Basi.
- I w usta biorą? - Magnatka zsunęła się niżej i pocałowała czubek szlachcica. - Czy cały? Dyć duży jest. - Jej wargi otarły się o męskość Michała.
- No… niektóre… - sapnął rozpalonym głosem mężczyzna poddając się jej dotykowi.
Magnatka w odpowiedzi ujęła męskość Michała w usta, tak jak to czyniła na oczach Cosette z męskością Evana. Nie chciała jednak doprowadzić szlachcica do szczytu… pragnęła go w innym miejscu. Odpowiedzią były głośne sapnięcia i jęki kochanka. Jego duma ocierała się o wargi Basi coraz sztywniejsza… i z pewnością spragniona czułości.
Basia wypuściła go spomiędzy swoich warg i spojrzała czule na kochanka.
- Weź mnie Michale. - Wyszeptała rozpalonym głosem.
- Tak pani…- wydusił z siebie szlachcic, ale wiele uczynić nie mógł, gdy magnatka znajdowała się na nim.
Barbara zsunęła się z kochanka dając mu pole do popisu.
Szlachcic położył Basię na łożu i znów zaczął od pocałunków na jej biuście. Dłonią rozchylił jej uda i powoli połączył się z nią. Jego męskość niczym złodziej nieśpiesznie zdobywała jej intymny zakątek, sięgając ostrożnie głębiej i głębiej za każdym razem. Było miło, czule, delikatnie… i powolnie. Barbara poddawała się tym szturmom, czując jak jej ciało ogarnia zarówno coraz większy gorąc jak i zmęczenie. Czuła jak zbliża się do szczytu, tak bliskiego po ich niedawnych zabawach. Takoż i jej kochankowi pieszczącemu jej ciało pocałunkami blisko było do końca. Po kilku sapnięciachc poczuła jego rozkosz… a swoją własną chwilę później, gdy prężyła się w jego objęciach. Barbara wtuliła się w MIchała czując jak ogarnia ją upragnione zmęczenie, jej rozleniwiona rozkoszą głowa nie miała teraz sił na problemy.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-10-2020, 10:06   #53
 
abishai's Avatar
 

Poranek obudził ją ciepłymi promieniami na policzku, obudził wtuloną w Michała który chrapał głośno.
Obudził dość wcześnie, mimo wyczerpującej końcówki nocy. Barbara uniosła się i rozejrzała po pokoju. W rogu przycupnęła cicho Ewa pilnując spokojnego snu swojej pani i jej kochanka. Poza tym… było dość wcześnie. Zamek jeszcze się nie obudził i panowała cisza dookoła.
- Naszykujesz mi kąpiel? - Magnatka zwróciła się spokojnym głosem do służącej. Nie mówiła jednak szeptem, wiedziała, że Michał będzie musiał opuścić jej sypialnię.
- Tak pani. - Ewka wstała, dygnęła i ruszyła do drzwi by wykonać polecenie swojej pani.
Barbara natomiast delikatnie potrząsnęła ramieniem szlachcica.
- Michale. - Pochyliła się i ucałowała mężczyznę.
- Mhmm…? Co?- wymruczał budząc się powoli i rozglądając dookoła. Po czym zaczął przypominać sobie wczorajszą noc.
- Już ranek. Czas do drogi się szykować. - Barbara przesunęła dłonią po torsie mężczyzny.
- Tak. Tak… oczywiście. Waćpani... masz rację.- starzec uniósł się nagle siadając. Następnie w pośpiechu począł się ubierać, niczym gach przyłapany w łóżku z czyjąś małżonką.
- Ewa tu już była, nie musisz się spieszyć. - Magnatka usiadła na łożu, okrywając nieco swe kształty pierzyną.
- Nie o Ewę się martwię.- wyjaśnił szlachcic śmiejąc się rubasznie.- Tylko o resztę mieszkańców zamku.
Barbara uśmiechnęła się ciepło do swego kochanka, ujęła mocno pierzynę i osłaniając swe ciało podeszła do szlachcica by go pocałować.
Zaskoczony tym pocałunkiem Michał zamarł i pozwolił przejąć w nim inicjatywę magnatce.
- To była rozkoszna noc waćpani, acz nie oczekuję że pozwolisz sobie na takie bezwstydności za każdym razem.- dodał czule.
- Słusznie, acz szkoda byłoby taką noc zakończyć pokłonem czyż nie? - Barbara odsunęła się z uśmiechem spoglądając na swego kochanka.
- Tak tak… masz rację pani.- szlachcic dokończył ubieranie i nachylił się by złożyć całusa na policzku Basi.
Basia przymknęła na chwilę oczy ciesząc się dotykiem brody mężczyzny.
- Do zobaczenia niebawem. - Powiedziała cicho.
- Niebawem.- dodał cicho szlachcic i wyszedł zostawiając magnatkę samą.
Basia, otulona jedynie pierzyną, podeszła do okna by przez nie wyjrzeć. Czuła się przyjemnie wypoczęta, Noc z Michałem skutecznie przepędziła wszelkie troski.
Na zewnątrz było chłodno jeszcze… ale i tak dostrzegła półnagich bliźniaków obmywających się przy studni. Nagich od pasa w górę… niemniej i tak widok przyciągał oko. Przysiadła na ławie znajdującej się we wnęce okiennej i przyglądała się tym młodzieńcom. Tak bardzo kusili… i tak irytowało ją, że świadomi tego są. Niemniej przyjemnie było wiedzieć, że i ona ich kusiła. W końcu wczoraj chcieli ją podejrzeć w kąpieli.
Wkrótce zjawiła się Ewa z dwiema służkami, które wniosły nową balię pełną gorącej wody.
- Twoja kąpiel pani.- rzekła rudowłosa, gdy pozostałe się oddaliły.
- Choć spojrzysz na nasze koguciki. - Barbara skinęła na okno, za którym widać było bliźniaki.
Ewka podeszła do okna i spojrzała z rumieńcem na Basię, a potem przez okno.
- Popisują się.- skomentowała.
- Owszem. - Opatulona jedynie pierzyną magnatka czuła pod pośladkami chłód okiennej ławy. - Kuszą. - Dodała cicho przyglądając się muskularnym ciałom i odruchowo już rozważając jakby to było znaleźć się między nimi.
- Popisują się przed służkami.- stwierdziła ironicznie Ewka. - Jak to młode koguty czynią.
Barbara przyjrzała się służące z zaciekawieniem.
- Twemu oku mili nie są? - Spytała, odkładając pościel i odsłaniając swe nagie ciało.
- Niespecjalnie… nie lubię takich młodych i bezczelnych jak oni.- odparła Ewka rumieniąc się jeszcze bardziej i wodząc łakomym spojrzeniem po ciele swojej pani. Przygryzła odruchowo wargę.
- Pomożesz mi z kąpielą? - Magnatka wstała z ławy i podeszła do balii.
- Jeśli tego sobie życzysz… pani. Zawsze.- szepnęła cicho służka podążając za Basią.
- Lubię gdy mnie masujesz. - blondynka weszła do bali od razu zanurzając się w ciepłej wodzie.
- Lubię to czynić.- mruknęła wstydliwie służka zabierając się za pieszczotliwy masaż szyi palcami.
Barbara zadarła głowę by spojrzeć na Ewę. - Co jeszcze lubisz czynić?
- Wszystko co sprawia ci przyjemność… moja pani.- wyszeptała wstydliwie Ewka.- Patrzeć na ciebie..
- Nawet gdy pieszczę się sama. - Barbara uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny.
- Nawet wtedy. - przyznała wstydliwie rudowłosa.
Magnatka ujęła twarz Ewki i pocałowała ją.
- A czego pragniesz teraz, kochana?
- Waćpanią wielbić... -wyszeptała służka i całując usta magnatki, chwyciła dłonią miękką pierś i ścisnęła ciało kochanki namiętnie masując krągłość.
Barbara odpowiadała pocałunki poddając się tym pieszczotom. Co też w niej było, że Ewka tak bardzo jej pragnęła, że tak jak na bliźnięta spojrzeć potrafiła z pogardą, na nią patrzyła jak na bóstwo?
- Wielb mnie kochana.. spraw przyjemność. - Wymruczała, pomiędzy pocałunkami.
- Tak pani… - jęknęła rozpalonym głosem służka całując i kąsając szyję magnatki. Gdy była tak nachylona, jej ręka zanurkowała pod wodę by dłonią sięgnąć między uda jasnowłosej.
Barbara jęknęła czując palce zanurzające się w jej gorącym wnętrzu. Rozchyliła szerzej nogi dając drugiej kobiecie większy dostęp do siebie.
Z czego Ewka skwapliwie skorzystała, a jej zwinne palce energicznie smyrały po i w jej intymnym zakątku, gdy usta ulubionej służki Basi dotarły do szczytu piersi magnatki przylegając do jednego z nich. Barbara pojękując cicho dała się poprowadzić sprawnym dłoniom służki na szczyt rozkoszy. Doszła z cichym okrzykiem i opadła do nieco chłodniejszej już wody.
Ta jeszcze pocałowała ją w szyję znacząc skórę śladem zębów i zabrała się za poprawne obmywanie swojej pani. Magnatka pozwoliła na dokończenie swojej kąpieli, a potem by Ewka ją ubrała.
- A gdzie Zuzanna.
- Gapi się na bliźniaków. Tak kilka innych służek.- wyjaśniła uprzejmie faworyta Basi.
- Ciekawam czy przyjdzie mi potem jej ciążą się martwić. - Barbara powstrzymała chcącą się pojawić zazdrość, o tylko pieski. Powinna się tego nauczyć i to szybko, skoro bliźniacy mieli zostać w jej orszaku.
- Raczej nie pani.- odparła jakby z doświadczenia Ewka.
- Oby było jak mówisz. - Ubrana już Barbara podeszła do służącej i ucałowała ją. - Umyj się kochana i spakuj me rzeczy. Niebawem wyruszymy.
- Tak pani.- dygnęła pospiesznie służka, opuściła pomieszczenie i ruszyła zapewne Zuzannę zapędzić do pomocy.
Barbara w tym czasie udała się na śniadanie, by jeszcze chwilę spędzić z gospodynią tego zamku.
Magdalena już na nią czekała przy skromnym posiłku. Nie czekała długo sądząc po uśmiechu i fakcie że wieczerzę przyniesiono nie dawno.
- Wypoczęłaś mam nadzieję? W tym zamku zdarzają się przeciągi.- rzekła na powitanie.
- Spałam bardzo dobrze. - Barbara usiadła obok gospodyni.
- Cieszy mnie. Jeśli chcesz by posiłek był obfitszy to mogę zawołać sługi. Sama jednak wolę lekkie śniadanie.- wyjaśniła Magdalena ciepło.
- Też nie zwykłam objadać się przed podróżą. - Magnatka zabrała się za posiłek.
- Dokąd wyruszycie teraz? Jeśli wolno wiedzieć. - zapytała zaciekawiona Magdalena.
- Dalej w stronę Krakowa, ale gdzie się zatrzymamy wie tylko Michał. - Barbara uśmiechnęła się do gospodyni. - Nie podróżowałam wiele, więc pozostaje mi ufać jego osądom.
- Z pewnością cię zawiedzie. Był zaufanym twojego męża.- odparła z uśmiechem gospodyni.- Jeśli przyjdzie wam tędy wracać, z chęcią was znów ugoszczę.
- Przekażę mu tą radosną wieść. - Magnatka uśmiechnęła się ciepłe. - Cieszyłabym się mogąc cię niebawem ujrzeć.
- Ja też…- przyznała ciepło gospodyni. - … moi ludzie będą eskortować was do granic mych włości.
- Dziękuję. - Magnatka sięgnęła po podane do śniadania, rozcieńczone wino. - Twoje zdrowie waćpani.
- Twoje raczej.- odparła z uśmiechem Magdalena.- A gdy dotrzesz do Krakowa zajrzyj do Wierzynka. Ta karczma jest słynna nie bez powodu.
- Będę pamiętać. - Barbara poczuła nieco smutku iż nie mogła powiedzieć prawdy Magdalenie, przysięgła sobie jednak, że przy najbliższej okazji jakoś to odkręci.
- Czy jeszcze jakoś mogę ci pomóc w tej podróży? - zapytała uprzejmie gospodyni.
Basia zaśmiała się.
- Nie… choć mogłabyś mi darować jedną butelkę wina ze swej piwniczki. - Pozwoliła sobie na żartobliwy ton.
- Wybiorę osobiście coś odpowiedniego.- odparła łaskawie gospodyni.
Barbara przytaknęła i powróciła do posiłku, by po nim udać się w stronę swej kolaski.


Tam już się pakowano. Michał krzykami zarządzał całym orszakiem i swoimi ludźmi. Jej służki pilnowały zaś pakowania jej kufrów i osobistych rzeczy. Michał podszedł do magnatki i skłoniwszy się rzekł.
- Wkrótce wyruszymy pani.
- Mówiłam Magdalenie, że jedziemy do Krakowa… zaprosiła nas w drodze powrotnej. - Barbara rozejrzała się wokół z zaciekawieniem obserwując swój orszak.
- Nie widzę z tym problemu… tą samą trasą będziemy wracać. - odparł cicho mężczyzna, gdy Basia obserwowała swoich ludzi przy pracy. Niewątpliwie radzili sobie dobrze z tym wyzwaniem jakim była ta wyprawa. Nawet bliźniacy, posłusznie i karnie wykonywali polecenia dowódcy.
- Masz na nich dobry wpływ. - Szepnęła magnatka. Obejrzała się w kierunku zamku chcąc dojrzeć Magdalenę.
- Po prostu wiem co to dyscyplina. A wczorajsza kara pokazała im, że ich wybryki nie będą tolerowane. - wyjaśnił Michał, gdy Basia nie mogła wypatrzeć gospodyni. - Niemniej jeszcze spodziewam się jakichś głupich pomysłów z ich strony.
- Cóż.. będzie można im pokazać, że nadal będziemy ich karać za te wybryki. - Barbara uśmiechnęła się ciepło do szlachcica. - Choć może wymyślisz coś skuteczniejszego niż ja.
- Z pewnością moja pani. Dziś czeka nas podróż do miasteczka z którego wczesnym rankiem wyruszymy, by zboczyć z trasy tuż za nim. - odparł cicho i poufnie stary szlachcic.
- Zatrzymamy się w jakiejś karczmie. - Magnatka przyjrzała się Michałowi z zaciekawieniem.
- W miejskiej karmie. Dużo ludzi, duży harmider, dużo oczy. Musisz być ostrożna pani.- dodał cicho Michał.- Spodziewam się tam ruchu ze strony Stadnickiego.
- Och… - Barbara zaniepokoiła się szczerze i przytaknęła ruchem głowy dając znać iż zrozumiała. Spróbowała się uśmiechnąć, ale nie wyszło jej to tak dobrze jak o poranku. Jednak nadal w pamięci miała ostatnią próbę porwania. - Ruszajmy więc.
- Nie chciałem waćpani nastraszyć. Eskorta twoja to doświadczeni wojacy, bandziory Stadnickiego ściągnięci z gościńców nie dadzą im rady.- odparł pocieszająco starzec.
- Ufam ci Michale całkowicie w tym względzie. - barbara oparła dłoń na ramieniu szlachcica i wsiadła do swojej kolaski.


Podróż trwała długo i była nudna. Jazda w kolasce szybko traciła swój urok, gdy dłużyła się. Obecność dwóch służek co prawda nieco rozpraszała nudę, ale nie mogła sobie pozwolić na figle podczas każdego dnia podróży. To było… męczące, zwłaszcza że ta duży orszak muszał poruszać się w żółwim tempie. A przecież teraz podróżowała incognito. Gdyby pojechała oficjalnie… to wozów i ludzi byłoby znacznie więcej. W końcu dostrzegła miasto, duże i piękne. Za murem warownym i z bramą którą przekroczyli przed nimi i po szybkim uregulowaniu opłat, poprzez rzucenie przez Michała sutego mieszka strażnikom. Z pewnością było tam więcej niż żądali radcy miejscy.
Samo miasto było tłoczne i pełne urokliwych kamieniczek. Tu orszak Basi zwolnił jeszcze bardziej z trudem przeciskając się przez wąskie uliczki. Węższe niż w samym Krakowie. Barbara wyglądała z zaciekawieniem nieznacznie tylko uchylając zasłonkę w kolasce. Nie nawykła była do miejskiego życia i te ludzkie kłębowiska niezmiernie ją fascynowały. Jak żyć w tych wąskich budyneczkach, bez ogródka… swoich zwierząt?
- Tak ciasno… - Wyszeptała cicho, nie zważając na obecność służących.
- I głośno i brudno…- dodała Zuzanna wzdychając.- Tęskno mi do naszego zamku.
- Tu ciężko ci będzie oglądać naszych bliźniaków przy kąpieli. - Barbara posłała służącej rozbawione spojrzenie.
Zuzanna tylko zarumieniła się i coś wybąkała wstydliwie oraz niewyraźnie pod nosem.- cie… a b... am.
Barbara uśmiechnęła się tylko ciepło i skupiła wzrok ponownie na mijanych zabudowaniach.
Wkrótce dojechali do karczmy, słońce jeszcze świeciło w zenicie gdy powozy stanęły przed karczmą, a jej właściciel gnąć się w pokłonach wyszedł. Jak się okazało, Michał pchnął wczoraj umyślnego do miasta, by wszystko było przygotowane.
Magnatka zaczekała, aż szlachcic rozmówi się z karczmarzem i da jej znak, że może opuścić kolaskę. Dopiero wtedy uchyliła drzwi i opuściła powóz uśmiechając się do ich nowego gospodarza.
- Jesteśmy zaszczyceni gościć waćpanią. Najlepszy, na samym szczycie kamienicy. - ten skłonił się w pas i ruszył przodem, by zaprowadzić Basię do komnaty. - Wszystko jest przygotowane. Może być waćpani pewna, że będzie spała tak wygodnie jak w domu. Sienniki wymieniamy codziennie.
Kłamstwo, acz pewnie jej został wymieniony dziś.
- Cieszy mnie to niezmiernie. - Magnatka podążyła za karczmarzem pozostawiając służbie rozładowanie swoich rzeczy. - Czy kłopotem będzie naszykować mi kąpiel? Zwykłam myć się wieczorami.
- Tak. Przekazano iż kaprys taki ma waćpani. Oczywiście zadbałem i oto. Pokój obok przygotowany został jako łaźnia.- skwapliwie wyjaśnił gospodarz.
- Dziękuję. Posiłek zjem w swoim pokoju. - Poinformowała jeszcze z zaciekawieniem rozglądając się po karczmie. Pełnej zarówno mieszczan jak i nielicznych szlachciców, którzy obserwowali z zaciekawieniem jej wejście i wędrówkę ku schodom, których już pilnowali dwaj ludzie pana Michała siedząc przy nich pozornie nonszalancko.
Schody były wąskie i trzeba było sporo ich pokonać, bo tuż pod poddaszem, było kilka komnat zarezerwowanych dla Basi i jej świty. Dość małych ale i wygodnych. Magnatka podziękowała karczmarzowi i gdy ten opuścił przydzielony jej pokój podeszła do okna by wyjrzeć na miasto. Skoro miała się pilnować przyjdzie jej tu spędzić nad wyraz nudne popołudnie i wieczór.
Ewka i Zuzanna stały tuż za nią w jej komnacie czekając na polecenia swojej pani.
- Jest tu ładnie…- rudowłosa chciała pewnie powiedzieć “ciasno”.- Jakie są twoje polecenia pani?
- Przynieście mi posiłek, a potem możecie odpocząć. - Barbara uśmiechnęła się do nich na chwilę. - Michał obawia się, że Stadnicki może chcieć mnie porwać.. więc uważajcie też na siebie i trzymajcie raczej z ludźmi naszymi, dobrze?
- Tak pani.- obie służki dygnęły i wyszły zostawiając szlachciankę samą, choć z pięknym widokiem na renesansowe kamienice miasta.
Barbara była ciekawa czy może w mieście takim udałoby się jej nabyć jakieś księgi… Biblioteka Józefa była uboga w opowieści, a też źle się czuła jako magnatka wypożyczając księgi od Cosette. Tylko czy powinna opuszczać karczmę? Czy moze dałoby wezwać jakiegoś sprzedawcę tutaj, by jej zaprezentował swoje towary. Zawezwie Michała gdy dziewczęta wrócą z jej posiłkiem i spyta go o opinię.
Służki wróciły po paru minutach z wieczerzą jak i winem. Ustawiły wszystko na stoliku i przysiadły obok, by móc posprzątać po posiłku i usługiwać jej w trakcie niego.
- Zuzanno zawołaj proszę Michała, mam do niego prośbę. - Barbara usiadła do posiłku i zaczekała aż Ewa poleje jej wina.
- Tak pani.- Zuzanna wstała i oddaliła się, a Ewa zaczęła nalewać trunku.
- Uważajcie proszę na siebie, źle wspominam ostatnią próbę porwania i wolałabym uniknąć kłopotów w tej podróży. - Powiedziała cicho Barbara spoglądając na służącą.
- Będę pani.- odparła cicho Zuzanna z figlarnym uśmiechem i opuściłą pomieszczenie.
Barbara upiła wina i zabrała się za posiłek oczekując na przyjście Michała. Kusił ją spacer po mieście ale nie chciała ryzykować.
Stary szlachcic pojawił dość szybko sprowadzony przez służkę. Skłonił się w pas po wejściu i czekał na słowa swojej pani.
- Chciałabym dowiedzieć się, czy w mieście tym jest ktoś od kogo mogłabym kupić księgę z jakąś powieścią. - Barbara uśmiechnęła się nieco niepewnie do szlachcica. Nadal czuła niepokój. - Pewnie lepiej by było, gdybym nie udała się na spacer po mieście?
- Zapewne tak, ale nie jesteś waćpani więźniem. Jeśli chcesz to wraz z obstawą możesz udać się na spacer. Spytam karczmarza, czy gdzieś tu księgi drukują bądź sprzedają.- odparł Michał zadumany.
- Spytaj… a może jakiś kupiec jest co takim towarem handluje? - Barbara upiła nieco wina. Pragnęła by coś odciągnęło jej myśli od strachu przed Stadnickim.
- Tak pani. Uczynię to.- szlachcic się skłonił i cofając wchodził.- Szkoda że nie ma tu Cosette. Ona zajmowała się biblioteką jaśnie pana twego męża.
- Wiem. Lecz księgi tam wybrane były dopasowane do gustów Józefa. - Magnatka uśmiechnęła się nieznacznie. - A ja… chyba potrzebuję się czymś zająć.
- Księgami?- zatrzymał się we framudze i zamyślił.- Jeśli taka jest wola twoja.
Po czym wyszedł zostawiając Basię ze służkami.
Dobrze uczynił, bo magnatka już zasugerować chciała, że mogłaby bliźniętami się zająć, a raczej oni nią. A tak skończyła posiłek w ciszy.
Szlachcic wrócił po kikunastu minutach, skłonił się po wejściu ( i wcześniejszym zapukaniu we drzwi).
- Drukarnia jest. Święte Pismo i religijne teksty jeno drukują i czasem pamflety różnego rodzaju… opłacone z góry. Innych ksiąg niestety nie.- zaczął relacjonować.- Ponoć jest też kupiec, który może mieć jakieś księgi… wśród innych towarów, bo to Ormianin przybyły z południa.
- Czy… można by kogoś do niego posłać by z towarem, który by mnie interesował, tu przybył? - Barbara skończyła posiłek i teraz siedziała przy oknie z winem.
- Myślę że sam przybędzie, gdy się dowie… poślę po niego sługę, który go poinformuje iż interesujesz się księgami moja pani.- odparł uprzejmie szlachcic.
- To uczyń tak i odpocznij proszę. - Basia uśmiechnęła się ciepło.
- Dobrze waćpani. - szlachcic skłonił się i znów wyszedł powoli kłaniając się w pas.
- Pewnie wiele sobie będzie liczył za te księgi ten Ormianin.- oceniła Zuzanna, gdy wyszedł.
- Najwyżej ich nie nabędę. - Barbara uśmiechnęła się i wysunęła przed siebie kielich, by służąca dolała jej wina. Ewka prześcignęła Zuzannę w tym dziele. Wyraźnie rywalizowałą z drugą służką o łaskę swojej pani.
Gdyby tylko wiedziała jak niepotrzebne to było. Zuzanna była urocza, ale nie kusiła, nawet by zabiegać o jej względy.
- A może zapewniłybyście mi jakąś rozrywkę moje drogie? - Barbara posłała im lubieżny uśmiech.
- Znowu śpiewać?- westchnęła Zuzanna, nim jednak Basia mogła zaproponować coś bardziej kłopotliwego dla służek… szelest… szelest… jakby łusek, syk cichy i nerwowy… gadzi.
- Z… zostawcie mnie. - Wyszeptała Barbara. - Już.
Wyszły od razu tak jak nakazał, nieco zdziwione jej nagłym poleceniem. Szelest narastał od strony okna.
Barbara podeszła do niego i otworzyła okiennicę. Szelest znikł i syk też.. pod nią toczyło się życie, ale coś… jakby kobieca intuicja kierowało nią. Albo coś innego. Dostrzegła szlachcica o gładko wygolonej głowie, jadącego w towarzystwie jakieś mieszczanina.
Było coś w jego spojrzeniu, coś… niepokojącego.

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-11-2020, 10:38   #54
 
Aiko's Avatar
 
Barbara obserwowała go uważnie z okna. Czemu zwrócono jej uwagę na tego człowieka… kim był?
Tego nie wiedziała. Wiedziała za to, że szlachcic ten odjeżdżał znikając za zakrętem.
Barbara ułożyła dłoń na piersi i opadła na ustawione przy oknie krzesło. Czy to mógł być Stadnicki? Czy złoty żmij chciał ją uprzedzić? Jej dłonie zacisnęły się w pięści. Nie wiedziała co czynić miała.
Wstała i podeszła do drzwi. Musiała porozmawiać z Michałem.
Za drzwiami czekały na korytarzu zarówno służki, jak i dwa strażnicy… próbujący obecnie zabawić rozmową niewiasty. Cztery pary oczy spojrzały na wychodzącą z komnaty Basię.
- Muszę się przejść. - Magnatka starała ukryć swe obawy. - Gdzie znajdę Michała?
- Zaraz go poszukamy pani.- rzekła Ewka wskazując na siebie i Zuzannę.
Barbara zawahała się. Potrzebowała nieco ruchu… potrzebowała uczynić cokolwiek. Czy jednak wypadało? Czy było to bezpieczne?
- Dobrze. - Powiedziała cicho i wycofała się do swego pokoju. Tam podeszła do okna by przez nie wyjrzeć w nadziei, że znów zobaczy ogolonego na łyso mężczyznę.
Te jej poszukiwania przerwało wejście Michała.
- Cóż to się stało? - zapytał zaniepokojony.
- To co powiem… zabrzmi dziwnie. Zrzućmy to na me obawy przed porwaniem, dobrze? - Magnatka westchnęła ciężko i jeszcze raz spojrzała na okno. - Czy widziałeś kiedyś Stadnickiego?
- Wiele razy.- stwierdził spokojnie Michał.
- Czy goli się na łyso… z brodą i wąsem? O orlim nosie i spojrzeniu… oczy miał szare - Barbara opisała mężczyznę, którego widziała najstaranniej jak potrafiła, chcąc wskazać na cechy, które odróżniały go od innych. Miała nadzieję, że Michał zaprzeczy… a może i nie. Bo kim byłby wtedy tamten szlachcic.
- Nie pamiętam jakiego koloru miał oczy, wąsy i brodę nosi… czuprynę też, aczkolwiek słyszałem że ją niedawno ogolił jako pokutę za swoje grzechy.- zadumał się Michał słysząc opis.
- Widziałam takiego szlachcica przez okno. - Barbara opadła na łoże. - Wybacz...chyba jestem przewrażliwiona.
- To prawda… mnogo jest ogolonych na łyso lub z kozackim czubem szlachciców. Taka moda.- odparł ciepło Michał.
- A czemu Stadnicki swą głowę ogolił? - Barbara poklepała miejsce obok siebie, zachęcając szlachcica by usiadł obok.
- Powiadają iże z powodu pokuty jaką mu jakiś klecha nadał na spowiedzi, ponoć w związku ze śmiercią jego poprzedniej małżonki i kłótni z jej krewnymi na pogrzebie i zajazdu na ich majątek po pogrzebie.- wyjaśnił Michał siadając.- Tak powiadają.
Barbara oparła się bokiem o szlachcica, chwytając dłońmi za jego rękę. Zacisnęła palce mocno chcąc rozładować swoje obawy.
- Dziwne, że przy takim charakterze pokuty wysłuchał. - Szepnęła starając się uspokoić.
- Boi się potępienia jak każdy zatwardziały grzesznik. Pewnie na łożu śmierci będzie fundował dziesiątki klasztorów.- odparł sarkastycznie stary szlachcic.
- Jeśli go będzie stać. - Basia czuła jak bliskość Michała ją uspokaja.
- Prawda to… przy tylu procesach jakie wytoczył…- zaśmiał się staruszek.
- Nie dziwota że na majątek Żmigrodzkich ma zakusy.- palce Basi zacisnęły się mocniej na dłoni szlachcica.
- Nie on jeden niestety. Aczkolwiek waćpani nikt nie może swojej woli narzucić.- odparł starzec z ciepłym uśmiechem.
Barbara przytaknęła ruchem głowy i po chwili odezwała się cicho.
- Pocałujesz mnie?
- Tak, acz nie powinienem.- Michał ujął dłonią podbródek Basi, nachylił się i pocałował ją namiętnie.
Magnatka odpowiedziała na pocałunek pozwalając sobie na chwilę zapomnienia. Powoli jej ucisk na dłoni szlachcica zelżał, gdy jej ciało zaczynało reagować. Wiedziała, że powinna to przerwać.
- Dziękuję. - Szepnęła odsuwając się nieco.
- To przyjemność i dla mnie.- przypomniał Michał z ciepłym uśmiechem.
Barbara uśmiechnęła się.
- Przekażesz dziewczętom, że przez jakiś czas nie chce nikogo widzieć? - Niechętnie puściła dłoń szlachcica.
- Tak pani. Coś jeszcze?- zapytał cicho Michał.
- Jest kilka rzeczy, ale o większość "nie powinnam"- Barbara udała ton szlachcica. - prosić.
- Ale i tak poprosisz? - westchnął ciężko szlachcic.
Magnatka pokręciła przecząco głową. Nie zależało jej by kogokolwiek zmuszać do igraszek z nią.
- Już się co nieco uspokoiłam.
- Cieszy mnie to. Obawiam się bowiem, że w mieście jest zbyt wiele ciekawskich oczu i uszu by można sobie było pozwolić na… niedyskrecje.- odparł jej opiekun cicho.
- Ale tak naprawdę co by się stało gdybym sobie pozwoliła? - Basia wstała i podeszła do okna. Chwilę wyglądała przez nie nim ponownie obejrzała się na szlachcica. - I tak uchodzę za tą, która “zajeździłą męża” na śmierć, lub go otruła? Co gorszego mogą o mnie powiedzieć ludzie w tym mieście?
- Nie wiem czy dorzucanie drew do ognia jest właściwą metodą. Krewni waćpani męża, choć dalecy w pokrewieństwie tylko wyczekują okazji, by podważyć waćpani prawa do majątku.- przypomniał jej stary szlachcic. Po czym machnął dłonią.- Plotki niepotwierdzone są tylko plotkami. Jednakże świadkowie… to już inna sprawa.
- I nie sądzisz, że byłabym w stanie uciszyć owych krewnych? - Basia spojrzała na starszego szlachcica z zaciekawieniem. - Z resztą… to nie tak, że coś planuję. Chciałabym nabyć sobie książkę lub dwie by umilić sobie podróż, a jutro wyruszamy.
- Madame Lanoire przewidziała taką możliwość i u zaufanego adwokata w Krakowie leży dokument napisany i opieczętowany. Jest nim w opisane badanie zwłok nieboszczyka męża mające ustalić przyczynę zgonu. Badanie zwłok przeprowadzone przez medyka królewskiego i wykładowcę na uniwersytecie. Dokument wyklucza całkowicie możliwość otrucia. - rzekł cicho szlachcic.- Z uwagi na to jak delikatną sprawą są sekcyje i jak krzywym okiem patrzy na to Kościół jak i społeczność szlachecka… dokument ten pozostaje w ukryciu i tajności. I użyty zostanie jeno w ostateczności. Dlatego też personalia medyka również są mi nieznane. Niemniej, póki żyw, gotów jest on poświadczyć przed sądem prawdziwość zapisanych w tym dokumencie słów. A i po jego śmierci, podpis i pieczęć są w nim autentyczne… więc plotki o truciźnie nie są nam groźne.
- Chodziło mi raczej o pieniądze. Bo czy tak jak oni chcą się ubiegać o ich majątek, ja nie mogłabym im pokazać, że wszystko co mają może należeć do mnie? - Barbara wzruszyła ramionami. - Teraz… gdy miałam okazję pobyć na zamku, podejrzewam od czego zginąć mógł Józef.
- Gdyby pomarli bezpotomnie… i szybko, to tak… mogłabyś się ubiegać o te ich skrawki ziemi.- przyznał Gierałtowicz. - Pewnikiem jednak ucieszy cię to, iż cieszy ich twoje przedłużające się wdowieństwo.
- Nie wątpię. - Barbara zaśmiała się. - Cóż.. ale zapewne pogrobowiec bardzo też napsułby im krwi.
- Zdecydowanie… acz dziecię jedynie może chcieć matczynego mleka. Mąż… zwłaszcza takiej natury jak Stadnicki… to już by im mógł napsuć krwi.- zaśmiał się Michał.
- Mi zapewne także. - Barbara uśmiechnęła się i przysiadła na parapecie. - Czy nim wyruszyliśmy doszły do ciebie jakieś słuchy od ludzi wysłanych do tej dziewki Jana?
- Przypuszczam, że przybędą ku nam jutro pani. To jest trochę drogi.- odparł szlachcic.
- Rozumiem. Nie zatrzymuję cię. Jakby pojawił się owy kupiec chętny zapewnić mi lekturę na dalszą drogę, prześlij go proszę do mnie. - Barbara obejrzała się na okno. - Oraz… jeśli choć odrobinę ufasz mej kobiecej intuicji, proszę wzmocnij straże. Obawiam się, że Stadnicki jest w mieście.
- Tak pani. - szlachcic skłonił się i wyszedł tyłem zostawiając Basię samą.
- Ewo! - Barbara podniosła głos wzywając służącą.
Służka przybyła natychmiast i skłoniła się pośpiesznie.- Tak pani?
- Dowiedz się proszę co z moją kąpielą. Niech naszykują mi strawę. Wybierz też wino z mych zapasów. - Magnatka wyartukowała spokojnie swoje potrzeby. - Będę miała do ciebie prośbę, ale to gdy wrócisz.
- Tak pani.- Ewka szybko wyszła z komnaty, zostawiając Basię samą na kilka samotnych minut.
- Balia już jest gotowa. Olbrzymia, więc ustawiona w prywatnej jadalni. Dopilnowałam by wszystkie okna były szczelnie zasłonięte.- zameldowała po wejściu służka.
- Zaprowadź mnie tam. - Barbara podeszła do służącej i uśmiechnęła się ciepło.
- Tak pani.- rzekła Ewka ruszając przodem. I wszystko co mówiła okazało się prawdą. Balia była spora i pełna gorącej wody. Za duża jak na jedną osobę.
- Trzymają ją jeszcze z czasów piastowskich. Używana była w publicznych łaźniach, zanim nastały czasy Czarnej Śmierci. Tak mówił mi karczmarz.- wytłumaczyła pokazując ją.
- Aż żal korzystać z niej samotnie. - Barbara podeszła do Balii i oparła dłoń na jej krawędzi. - Pomozesz mi się rozebrać?
- Tak pani.- mruknęła wstydliwie Ewka i zabrała się za rozpinanie stroju magnatki.
- Chciałabym byś uważnie obserwowała co się dzieje w karczmie i kto do niej przychodzi. - Barbara mówiła tak cicho by tylko służąca mogła ją usłyszeć. - Widziałam na zewnątrz człowieka, który mnie zaniepokoił. Był zgolony na łyso, z wąsem. - Barbara opisała jak najstaranniej strój i wygląd mężczyzny.
- Wielu jest takich, zwłaszcza tych co z Dzikich Pól przybywają.- rzekła cicho Ewka, ale skinęła głową.- Postaram się jednak wypatrzyć tego jednego.
- Ważne tylko czy ktoś podejrzany nie kręci się wokół karczmy. - Barbara dała sobie zdjąć ubranie i weszła do balii. - Niestety nie powinnam być tam na dole, a ciekawa jestem rozmów gości i tych co krążą wokół.
-Dobrze. - odparła służka przyglądając się łakomie Basi, gdy jej ciało zanurzało się w wodzie.
Barbara sięgnęła po myjkę z zaciekawieniem zerkając na służącą. Poczęła dokładnie myć swoje piersi. Ta nie odrywała spojrzenia od swojej pani wodząc wzrokiem za jej dłonią, ale nie mając śmiałości by przyjąć inicjatywę i dołączyć do szlachcianki w kąpieli.
- Chciałabyś dołączyć? - Magnatka uśmiechnęła się ciepło do służącej. - posiłek i wino mogę dostać później.
- Tylko jeśli pani sobie życzy i uważa, że powinnam.- odparła pospiesznie Ewka czerwieniąc się na obliczu i spoglądając na swoje dłonie.- Zwłaszcza, że w miejskiej karczmie jesteśmy.
- I czy jest ryzyko, że ktoś miałby mnie niepokoić przy kąpieli? - Barbara westchnęła. - I tak jesteś ze mna w tym pokoju, zamknij go więc i wchodź jeśli masz ochotę.
- Tak pani.- odparła służka i ruszyła do drzwi, by je zamknąć. Potem podeszła w pobliże balii, by pospiesznie acz starannie się rozbierać. I układać na ławie obok balii kolejne części swojego stroju.
- Może i dawno nie byłam w mieście, ale czy naprawdę w sąsiednich pokojach mam się spodziewać podsłuchiwaczy? - Magnatka cierpliwie czekała na swoja służącą obmywając własną szyję.
- Jest taka historia… pewien magnat przybył do karczmy i zamówił u Żyda omlet. Ten omlet wyszykował, smaczny zresztą i postawił przed magnatem. A po posiłku zażądał za niego całego dukata. Magnat zapłacił za posiłek i się spytał. “Czy jajka są u was taką rzadkością? “ Na co karczmarz odpowiedział skromnie. “Nie waszmość, jajka nie… za to bogacze tak.”- opowiedziała Ewka wchodząc do balii.- Takoż i nie wiadomo… co przyciągnęła tak można persona jak pani.
Barbara zaśmiała się szczerze.
- Coś w tym jest, kochana. Chodź, umyj mnie dokładnie. - Wyciągnęła do służącej dłoń z myjką.
- Tak pani.- szepnęła cicho rudowłosa i zabrała się za czułe, acz dokładne obmywanie szlachcianki.
Barbara oparła się wygodnie w balii spoglądając na sufit.
- A czy moje przybycie, rzeczywiście ściągnęło czyjąś uwagę? - Spytała oddając swoje ciało we władanie służącej.
- Dużo wścibskich osób przybyło do karczmy. Drobna szlachta i mieszczanie.- Ewka skupiła się na myciu swojej pani, dokładnie i pieszczotliwie.
- To się rozczarują… Michał nie wpuści ich na moje piętra. - Barbara pomrukiwała z zadowolenia czując delikatną pieszczotę na swym ciele.
- To prawda… straże rozstawione są wszędzie. - przyznała Ewka skupiona na swoim zadaniu. Trzeba było przyznać, że nie pozwalała sobie na figle podczas wykonywania poleceń Basi.
Magnatka upewniwszy się, że służąca umyła dokładnie dostępne jej miejsca, usiadła na balii rozchylając nogi.
- Tutaj też. - Powiedziała cicho spoglądając na Ewkę.
- Tak pani.- służka zgodnie z poleceniem, zabrała się za obmywanie intymnego obszaru magnatki. A gdy to zakończyła, zaczęła czule całować świeżo obmyte miejsce.
- Tak… możesz więcej. - Barbara odezwała się szeptem. Może… naprawdę powinna bardziej uważać?
- Tak pani…- język Ewki trącał wrażliwy punkcik, podczas gdy palce sięgały głębiej, by i tam “obmyć” ciało swoje pani.
Magnatka zasłoniła usta dłonią, czując jak wprawne dłonie i usta służącej, chcą wydusić z jej ust słodkie jęki. Dotyk ten był o wiele bardziej delikatny i subtelny, niż to co ofiarowali jej zwykle kochankowie. Ewka starała się nie rozpalać zmysłów za bardzo, ale… niestety miała już dużą znajomość ciała swojej pani, jak i wprawę w zaspokajaniu jej kaprysów. Nie minęła chwila, a magnatka obwieściła swój szczyt zdławionym jęknięciem.
- Czy coś jeszcze?- mruczała Ewka ocierając się włosami o jedno udo, a całując drugie.
Basia wsunęła się do wody i wyciągnęła dłonie do służącej.
- Chodź… tutaj. - Powiedziała cicho z ciepłym uśmiechem.
- Tak pani.- służka uklękła w wodzie, zarumieniona na twarzy wpatrywała się w oczy Basi na wysokości swoich obecnie.
Żmigrodzka objęła ją i od razu zjechała jedną dłonią w dół, po plecach, pupie… aż sięgnęła do kobiecości Ewy.
- Co… planujesz… pani… - szepnęła cichutko Ewka czując dotyk szlachcianki i nie opierając się mu.
- Sprawdzić, czy kąpiele ze mną sprawiają ci przyjemność. - Głos Basi był słabym szeptem tuż przy uchu Ewy, gdy zanurzała palce w kobiecości służącej.
- Sprawiają… przecież wiesz pani.- wymruczała rozpalonym głosem Ewka poddajac się dotykowi. I Basia wiedziała… czując pod palcami dowody pobudzenia kochanki.
- To bądź cichutko. - Basia zaczęła poruszać palcami chcąc doprowadzić drugą kobietę.
- Tak pani…- mruknęła cicho Ewka i próbując zdusić w sobie jęki tuląc twarz do szyi Basi, całując skórę żarliwie, gdy jej biodra poruszały się delikatnie, nabijając ciało na palce szlachcianki. Magnatka odpowiadała pocałunkami na ramieniu służącej pieszcząc ją palcami coraz intensywniej. Wkrótce poczuła pod palcami i posłyszała to do czego dążyła. Ewka doszła w jej objęciach pojękując cicho i drżąc intensywnie. Barbara wysunęła z niej palce i objęła mocno, pozwalając kochance się uspokoić.
- Już dobrze… ja tu jeszcze poleżę chwilkę. - Uśmiechnęła się ciepło do służącej. - Lepiej będzie jak wyjdziesz wcześniej i zajmiesz się moim posiłkiem i czystym strojem.
- Tak pani.- rzekła cicho służka i powoli odsunęła się od magnatki. Wstała i powoli wyszła z balii. Następnie zaczęła się wycierać pytając.
- Czy wszystkie twoje życzenia na ten wieczór pani?
Magnatka oparła się o krawędź balii i uśmiechnęła do służki zalotnie.
- Kto wie… - Powiedziała cicho.
Ewka skinęła cicho głową i zabrała się za ubieranie. Po czym znów zapytała.
- Jakieś kaprysy co do stroju?
- Lekka suknia… i nie potrzebuję spodniej bielizny.. nie planuję nigdzie wychodzić. - Magnatka opadła do balii i zanurzyła się w niej aż pod podbródek.
- Bie..li… zny… -pisnęła cicho Ewka czerwieniąc się mocno i skinęła głową. - Tak będzie pani.
- Długa suknia… niech ten brak będzie naszym sekretem, a moją wygodą. - Basia mrugnęła do służącej i obmyła ciepłą wodą zmęczoną twarz.
- Tak pani. - odparła ciepło służka, dygnęła szybko i wyszła.
Magnatka leżała w zamyśleniu w wannie, ospale wodząc palcami po własnym nagim ciele. Zareagowała… zbyt intensywnie. Tylko czemu usłyszała syk węża? Czemu tamten mężczyzna tak ją zaniepokoił? Nie chcąc powracać do tych obaw ujęła delikatnie swoje piersi i bawiła się nimi czekając aż Ewa wróci z jej strojem.
Za drzwiami posłyszała szepty i ciche rozmowy dwóch mężczyzn. Dwójki młodzieńców. Znała te głosy… bliźniacy.

Tym razem nie próbowali swoich sztuczek, acz słyszała jak rozmawiają pod jej drzwiami pilnując jej spokoju. Jak omawiają jej atrybuty… jak przechwalają się co by… zrobili z nią, gdyby nadarzyła się okazja… i wygodne łoże. Słyszała tylko urywki tej rozmowy… przechwałki na temat swoich łóżkowych przewag. Lubieżne plany dominacji nad jej rozpalonym żądza ciałem… wszystko to było jednak niczym więcej niż tylko pobożnymi (lub nie aż tak) życzeniami. Barbara zanurzyła głowę w wodzę i niechętnie wypuściła z ust kilka baniek. Bliźniacy potwornie ją kusili. I zgadzała się z Magdalena, że powinna ich wykorzystać jak swoje pieski… no ale… powinno się to odbyć na jej warunkach. Mimo jednak tych myśli palce jednej z jej dłoni zsuneły się w okolice podrzbrzusza i nasłuchując planów bliźniaków wodziły niebezpiecznie blisko jej kobiecości.
Ich pomysły nie były szczególnie wyrafinowane. Wiedzieli jak kobieta winna pieścić ich ciała… nie bardzo wiedzieli jak się odwdzięczyć poza oczywistym wykorzystaniem swoich męskości. Ich przechwałki były więc dość prymitywne w kształcie… ale dające wyobrażenie magnatce na temat dzikich figlów, bycia przyciśniętą do ściany przez młodego samolubnego kochanka zaspokajającego swoje żądze… i jej przy okazji. Co gorsza owa wizja potwornie się jej podobała. Już nawet poczuła pod palcami wilgoć zupełnie inną od wilgoci wody. Szybko cofnęła rękę i obmyła ponownie twarz, starając się odsunąć od wyuzdanych myśli. Ale.. gdyby brali ją we dwóch… jeden z przodu, a drugi z… Zaklęła w myślach i wyszła z balii by zacząć się wycierać.
Na pomoc jej przybył Michał... słyszała jak zaczął krzyczeć na nich, gdy okazało się że nie oni być tu powinni. Ich tłumaczenia, że się zamienili z innymi strażnikami na miejsca, tylko starca rozjuszyły. I pogonił ich spod drzwi magnatki.
- Michale?! - Barbara owinęła się ręcznikiem spoglądając na drzwi.
- Tak pani?!- krzyknął w odpowiedzi szlachcic.- Czy aby wszystko w porządku?
- Co się dzieje? - Barbara zwróciła się podniesionym głosem przez drzwi do szlachcica.
- Nic takiego pani. Nie masz czym się martwić. - odparł Michał uspokajającym tonem.
- Dobrze. - Barbara owinięta ręcznikiem spoglądała niepewnie na drzwi. Te nie otwierały się i chyba nie miały zostać otworzone. Odgłosy oddalających się kroków pozwalały przypuszczać, iż Michał przepędzić już bliźniaków.
Barbara owinięta ręcznikiem podeszła do zasłoniętego okna i uchyliła nieco zasłonę by wyjrzeć na zewnątrz, pilnując by nikt jej nie dostrzegł. Co zajmowało Ewie tyle czasu?
Ewka wpadła do komnaty po kilku minutach, podczas których Basia nie widziała nikogo, ale miała wrażenie… czuła, że jest obserwowana. Że czyjeś oczy pożądliwie wpatrują się w nią. Acz mogło to się jej tylko wydawać, prawda?
- Czy coś się stało? - Magnatka zerknęła na służącą. - Długo cię nie było.
- Jakiś szlachetka próbował mnie obłapiać i twoje straże pani musiały go odpędzić.- rzekła Ewka dygając pospiesznie.
- Uważaj na siebie. - Barbara zdjęła ręcznik odsłaniając nagie ciało i czekając aż Ewa pomoże jej się ubrać.
- Tak pani.- odparła Ewka zabierając się za zakładanie sukni na ciało Basi i wdychając zapach jej umytego ciała.
- Pachnidła pan Gierałtowicz zakupił. Pewnikiem wręczy je waćpani przy jakiejś okazyi.- wyszeptała cicho tuż przy uchu jasnowłosej.
- Chyba, że to nie dla mnie. - barbara zaśmiała się cicho. - A jak tam kolacja?
- Już gotowa… w twojej sypialni pani.- rzekła ciepło służka.
- Spleć mi więc włosy i chodźmy. - Magnatka wsunęła nogi w trzewiki przyniesione przez Ewę.
- Tak pani.- Ewka zabrała się za splatanie włosów swojej pani, dokładnie i pieszczotliwie. Od czasu do czasu muskała jej szyję czule i lubieżnie zarazem. I… mówiła prawdę.
Posiłek już na Barbarę czekał.
Magnatka zajęła miejsce przy niewielkim stoliku.
- Zjesz ze mną czy jadłaś już? - Zerknęła na służącą sięgając po jeden z przyniesionych owoców.
- Nie jadłam… i zrobię co sobie zażyczysz pani. - odparła wstydliwie służka czerwieniąc się mocno.- Wszystko czego sobie zażyczysz.
- To zjedz ze mną. - Barbara wskazała na stojący w pokoju drugi stołeczek. - I nalej nam proszę wina.
- Tak pani.- Ewka od razu przysiadła po nalaniu wina do kubków cynowych. Następnie zabrała się za jedzenie, wpierw upewniając że jej pani wybrała sobie porcję do zjedzenia. Magnatka jadła wybrane przez siebie kąski spoglądając na służącą. Cały czas porcje, które teraz otrzymywała wydawały się jej zbyt duże i cieszyło, że ktoś jeszcze może na tym skorzystać.
Niestety Ewka rozmowna nie była, tylko od czasu do czasu zerkała na Basię przy posiłku pilnując by magnatce niczego nie brakowało.
- Spróbuję się przespać. - Magnatka skończyła się posilać i popijając z kubka spojrzała na okno. - Cały czas czuję niepokój.
- Wzmocniono straże przed twoją sypialnią pani.- rzekła cicho Ewka przyglądając się magnatce.
- Wierzę.. Michał czyni co w jego mocy by zapewnić mi bezpieczeństwo. - Basia uśmiechnęła się niepewnie. Powoli wstała od stolika i z kubkiem w dłoni podeszła do okna by przez nie wyjrzeć.
Przez chwilę miała wrażenie, że ktoś się czai na dachu przeciwległej kamienicy. Jakaś sylwetka, która pospiesznie schowała się z dymiącym kominem.
- Proszę… przywołaj tu jeszcze Michała, chciałabym z nim omówić plany na dzień jutrzejszy. - Barbara starała się zachować spokój. Toż.. może jedynie się jej wydawało?
- Tak pani.- Ewka wstała od stołu i pospiesznie wyszła, by wykonać polecenie swojej pani.
Magnatka zasłoniła okno jeszcze raz spoglądając na dach przeciwległej kamienicy. Po czym wzięła wypożyczoną od Cosette lekturę i zasiadła z nią na łóżku w pobliżu świecy.
Ciężko się było skupić na kolejnych literach ze świadomością, że tam ktoś jest… ktoś obserwuje ją… ktoś podgląda. Na szczęście dość szybko usłyszała kroki pana Michała.
Barbara odłożyła lekturę na swoja skrzynię podróżną i oczekiwała pukania do drzwi. Jej wzrok cały czas uciekał w kierunku okna. Bo czy skoro wróg mógł przemieszczać się po dachach czy… mógł być teraz nad nią?
Nie… przez chwilę dostrzegła go na przeciwnym dachu. Widocznie uliczka była za szeroka, a dachy za śliskie by ryzykować przeskok z jednego na drugi… i to po ciemku.
Te myśli przerwało pukanie pana Michała do drzwi.
- Wejść! - Barbara podniosła się z zajmowanego miejsca by na wypadek gdyby ktoś zaglądał do pokoju przyjąć starszego szlachcica jak należy.
Michał wszedł kłaniając się w progu i zamykając za sobą drzwi.
- Wybacz, że zacznę dziwnym pytaniem, ale… czy kazałeś komuś ze swoich ludzi obserwować mój pokój z przeciwległej kamienicy? - Basia od razu wyrzuciła z siebie niepokojącą ja kwestię.
- Nie… oczywiście że nie. Zresztą tamta kamienica jest prywatną własnością.- odparł Michał zdziwiony jej słowami.
- Widziałam człowieka na tamtym dachu, gdy spojrzałam, schował się za kominem, wobec tego patrzył w moje okna. - Magnatka westchnęła ciężko.
Michał ruszył ku oknu i spojrzał badawczo. - Nie widzę nikogo.
- Byłabym w szoku gdyby nadal tam siedział. - Barbara zajęła miejsce na łóżku. - Nie zdziwiłabym się gdyby to był, któryś z bliźniaków, ale przyznaję też że cały czas czuje w tym miejscu niepokój.
- To nie bliźniacy… koni pilnują teraz.- odparł ironicznie szlachcic i zamyślił się.- Na wszelki wypadek zajmą twoje miejsce w pokoju, a ty pójdziesz spać ze służkami.
- Dobrze. Zajmij się tym proszę. - Barbara zerknęła na okno. - Męczy mnie to potwornie, a toż Stadnickiego może nawet nie być w mieście.
- Możliwe że nie ma… zwykle jak jest, to robi się o nim głośno bardzo szybko. To warchoł pełną gębą.- przyznał Michał.
- Jakie mamy plany na dzień jutrzejszy? - Basia pogładziła pościel, którą jej tu naszykowano, nie martwiła się jednak. W objęciach Ewy także będzie jej wygodnie spać.
- Kupiec się zjawi z rana… potem msza, a potem wyruszamy. Chyba że coś innego planujesz.- odparł Michał i dodał. - Komnata służek jest mała i ciasna. I z siennikiem. Ale wiesz pani, że nie mógłbym cię do swojej wpuścić.
- Michale jestem na twej łasce. - Barbara zaśmiała się. - Lata sypiałam na sienniku, który ledwo mnie oddzielał od desek, poradzę sobie. Za to bliźniacy z pewnością będą zachwyceni bo owo łoże jest nad wyraz wygodne.
- Nie sądzę… wszak będą się spodziewali że w łożu pojawi się coś ciepłego dla nich.- odparł rubasznie Michał.
- Cóż… nie nie mam na dzień jutrzejszy innych planów. Upominałeś mnie, bym nie wywoływała plotek, to postaram się być grzeczna. - Magnatka uśmiechnęła się zadziornie do starszego szlachcica.
- Dobrze.. poczynię przygotowania. Czy chcesz by ktoś tu przebywał wraz z tobą, gdy mnie nie będzie?- zapytał Michał.
- Mam straż pod drzwiami, czyż nie? Jakby co będę krzyczeć. - Magnata sięgnęła po książkę, mając nadzieję, że gdy już omówiła ten problem łatwiej jej będzie skupić się na tym co czyta.
- Jak sobie życzysz. I zaciągnij kotary. Niech nikt nie wie co będzie dalej.- odparł z uśmiechem Michał i cofając się wyszedł z komnaty.
Barbara podeszła do okna, jeszcze raz wyjrzała przez nie spoglądając na dach, po czym zasłoniła zasłonę. Usiadła na łóżku by poczytać czekając aż ktoś po nią przyjdzie.
Opowieść oczywiście była frywolna i wyuzdana w opisach. O dwójce kochanków rozdzielonych przez rodziny i różnymi podstępami spotykającymi się ze sobą. Soczyste te były te spotkania, choć sama lektura nie potrafiła dziś w pełni skupić myśli magnatki.
Barbara jednak starała się z całych sił skupić na treści, nawet wodząc jedną dłonią po swej piersi by nieco pobudzić ciało i odciągnąć złe myśli.
- Dobre wieści…- rzekł cicho szlachcic wchodząc do komnaty i przynosząc Barbarze strój służki i duży czepiec. - Wszystko gotowe. Zuzanna czeka na ciebie na zewnątrz. Przebierz się tylko.
- Dobrze. - Magnata sięgnęła do troczków swojego stroju po czym zerknęła na Michała, nim poczęła je rozwiązywać.
Michał przyglądał się jej przez chwilę, a potem obrócił plecami zerkając od czasu do czasu przez ramię.
Basia zdjęła strój. Przez chwilę stała nago spoglądając na Michała, po czym przebrała się w strój służącej.
- Panienka przodem.- rzekł Michał wskazując drzwi. Za nimi stała służka ze świecą.
Barbara bez słowa podążyła za służącą. Mimo iż szykowała się jej niezbyt wygodna noc, cieszyła się iż nie będzie spać sama.



Izdebka do której doprowadziła ją Zuzanna była mała i ciasna. I nie tylko zawierała łóżko z siennikiem, to jescze było to jedyne łóżko w izdebce. Co prawda duże, ale… może dwie dziewczyny zmieściłyby się w nim wygodnie. Teraz jednak było ich trzy. Ewka była już tutaj, w gieźle robiącym za koszulę nocną.
- Witajcie kochane… z uwagi na pewne okoliczności przyjdzie mi nocować z wami. - Barbara zdjęła z głowy czepiec odsłaniając swoje blond włosy.
- To zaszczyt dla nas.- rzekła Ewka dygając pospiesznie.
- Choć nie ma co liczyć na wygody.- westchnęła smętnie Zuzanna.
- Nie jestem zmęczona. - Barbara przysiadła na krawędzi siennika. - Kładźcie się. - Wyjęła z kieszeni, stroju pokojówki książkę, którą zabrała z sobą.
- Tak pani.- rzekła Ewka, a Zuzanna poczęła się rozbierać by wślizgnąć do łóżka. Ewka przysiadła się zaś na łożu zerkając na magnatkę.
- Ja zawsze przespać się mogę w powozie. - Barbara uśmiechnęła się do służącej. - A i cienie pod oczami są wskazane podczas żałoby.
Ewka zawahała się i dopiero po chwili skinęła głową i również wślizgnęła się do łóżka, obok Zuzanny. Magnatka zaś przysunęła sobie świecę i powróciła do przerwanej lektury nasłuchując. Cały czas nie czuła się pewnie.Bo co jeśli ktoś podsłuchiwał? Jeśli ktoś ich przejrzał, widząc jak rozmawia z Michałem?
Obecnie jej wrogiem… były jej własne myśli. Słyszała kroki ciężkich butów za drzwiami, ale wiedziała że są to buty jej obrońców. Michał zadbał o jej bezpieczeństwo. Nic się nie działo… służki zasypiały, a jej pozostała lektura. Oddała się jej więc, uznając że to nie pierwsza noc, której przyjdzie jej nie przespać, a gdy dziewczęta wstaną rano, najwyżej zdrzemnie się chwilę.
Ciało poddało się jednak zmęczeniu wbrew jej woli. Trudno było powiedzieć które mrugnięcie powiekami było ostatnim, ale faktem było to że… zasnęła. Sen zresztą nie był mroczny czy ciężki, ale przebudzenie…
Obudził ją huk wystrzału dochodzący gdzieś z góry? Ciało obolałe od niewygodnej pozycji, sprawiło że zerwała się z krzesła… z trudem i niezgrabnie.
Także i służki się obudziły. Barbara uniosła opuszczoną książkę. Cieszyła się, że nie przewróciła świecy. Ściskając przy piersi tomik, spoglądała na drzwi. Oby tylko nikomu z jej ludzi… nic się nie stało.
Słyszała jakieś krzyki i odgłosy walki, ale dochodzące piętra. Tu było cicho, tu nic się nie działo. Za drzwiami jej ludzie tylko naszykowali pistolety. I nie ruszali się z miejsca.
Barbara z niepokojem spoglądała na drzwi, kurczowo trzymając książkę, tak że aż pobielały jej kłykcie.
Walka się tam toczyła, słychać było uderzenia szabel o siebie, krzyki i nawoływania. To jednak wszystko działo się ponad nimi. Tu na dole służki były bezpieczne, a Basia z nimi. Wkrótce wszystko zaczęło cichnąć.
Magnatka zerknęła na Ewę.
- Czy rozmasujesz mi ramiona? Chyba potrzebuję oderwać myśli. - Mówiąc to zajęła ponownie miejsce na krześle, nie odrywając wzroku od drzwi.
- Ttaak.. pani.- szepnęła Ewka starając się zapanować na dłońmi i głosem. Podeszła do Basi poczęła masować próbując ukryć strach który wprawiał jej ciało w drżenie.
- Zaraz… ktoś przyjdzie i powie nam co się stało. - Barbara starała się zapanować nad swym głosem. Mówić spokojnie mimo że wzrok utkwiony miała w drzwiach.
- Z pewnością.- szepnęła cicho Ewka drżąc, gdy kolejny raz usłyszały strzał. Minęło kilka jeszcze pełnych niepokoju chwil. A potem… zrobiło się cicho.
Barbara walczyła z sobą by nie wyjść na zewnątrz, by nie zapytać co się dzieje. Zaciskała dłonie kurczowo na tomiku.
- Jednak.. przyszli. - Wyszeptała cicho, w duchu prosząc o to by Michałowi nic się nie stało.
Po chwili posłyszała ciche pukanie do drzwi.
- Kto tam? - Odezwała się na tyle stanowczo na ile była w stanie.
- Waćpani niech pójdzie spać. Pan Michał rzekł, żeby się waćpani nie martwiła ni strachała.- usłyszała cichy męski głos.
- Chcę z nim porozmawiać. Nie zasnę dopóki nie dowiem się co się stało. - W głosie Barbary pojawiła się nietypowa dla niej stanowczość, prawie gniew.
- W tej chwili… jest zajęty…- rzekł cicho i z wyraźnym zakłopotaniem mężczyzna.
- To przestanie być. - Barbara sięgnęła po czepiec i założyła go na głowę po czym podeszła do drzwi i je otworzyła. - Prowadź mnie do niego.
- Ależ pani… teraz nie jest moment… przyszedł komendant straży miejskiej. - zaczął nerwowo odpowiadać mężczyzna blokując jej wyjście swoją sylwetką.
- To są moi ludzie… i jak komendant chce z kimś porozmawiać to może ze mną. - Barbara warknęła niemal na mężczyznę. - Prowadź, albo każę cię wychłostać.
Przez chwilę milczał, nim się zawahał…
- Dobrze pani.- rzekł cicho odstępując od wejścia.
Barbara wyszła na korytarz i rozejrzała się po nim.
- Gdzie obecnie przebywają? W mojej komnacie?
- Nie… w jadalni.- przyznał mężczyzna załamanym głosem.
Magnatka pewnym krokiem ruszyła w tamtym kierunku, nie zważając na to iż ma na sobie strój pokojówki.


Tam też zgromadziło się sporo osób. Część z nich to była zestrachana służba i sam gospodarz, część stanowili szlachcice wraz z Michałem. Choć z pewnością nie wszyscy należeli do świty magnatki. Ostatnia grupa to byli strażnicy miejscy, sądząc po strojach, cudzoziemskiego moderunku. Napierśniki i mordiony na głowach, halabardy w dłoniach. Dowodzący nimi oficer nosił białą perukę i miał czarne podkręcane cienkie wąsiki.
Pośrodku podłogi leżało kilka ciał pokrytych białymi płótnami.
Barbara ruszyła bezpośrednio w kierunku Michała tupiąc swymi trzewikami o drewnianą podłogę jadalni.
- Co tu się wyrabia? - Powiedziała głośno z wyraźna złością.
- Nic takiego waćpani… porozmawiamy rano. Teraz muszę wyjaśnić sytuację.- odparł gorączkowo Michał.
- Odgłosy nie wskazywały na nic i nie zamierzam czekać do rana. - Barbara spojrzała na białe prześcieradła i rozejrzała się po swoich ludziach. Niestety nie znała ich tak dobrze by rozeznać się w stratach. Nie widziała natomiast żadnego z bliźniaków.
- Właśnie żem tłumaczył, że bandyci napadli nas w karczmie i… zginęli napotkawszy opór.- odprła szlachcic spokojnie. - Jeden uciekł.
Barbara podeszła do przykrytych ciał i odkryła pierwsze. Czyżby.. stracili bliźniaków? Co powie ich matce? Czuła jak serce wali jej w piersi nie miałą jednak sił zadać tego pytania Michałowi.
Oblicze pod nim: złamany nos, długie wąsiska, kozacki czub i szrama na potylicy. Nie był bliźniakiem.
Takoż i kolejny i następny. Wyglądali na najmitów.
Gdy ona tak sprawdzała Michał tłumaczył sprawę dowódcy straży i próbował go przekonać co by nie informował o czymkolwiek burmistrza… a już o wojewodzie nie wspominając. Wszak bandyci albo zginęli, albo uszli pewnie z miasta,
- Najpierw winienem przepytać gości gospody… wszak ludzie zginęli. Nie chcę mieć tu żadnych wątpliwości, co powodu ich śmierci.- upierał się przywódca straży.
- Naturalnie oczywiście. Ino nam się spieszy. Zapłacę za ich chrześcijański pochówek. Co prawda napadli oni na nas… ale miłosierdzie jest wszak powinnością dobrego katolika.- odparł Michał starający się najwyraźniej uciszyć rumor wokół tego wydarzenia.
Barbara odłożyła ostatnie prześcieradło na swoje miejsce i podeszła do starszego szlachcica zdejmując czepiec i odsłaniając blond włosy. Przeszywającym wzrokiem spojrzała na dowódcę straży. Przeszkadzał jej… martwiła się o bliźniaków. Nie chciała jednak pytać o nich przy tych wszystkich ludziach.
Na niej to zawieszali spojrzenia szlachcice i strażnicy. Ale nie Michał i nie dowódca straży. Oni wymieniali się argumentami i podejrzeniami. Najwyraźniej stary szlachcic chciał już ukrócić dalsze śledztwo, a jego “adwersarz” dowiedzieć się jak najwięcej.
- Jeśli mogę się wtrącić Panowie… Jeśli chce waćpan pytać. - Zwróciła się do dowódcy i wskazała na otaczający ich tłum. - Niech waćpan spyta. chyba zeszli się tu wszyscy, bo takie pokazy cieszą oczy gawiedzi, czyż nie? Moi ludzie zajmują prawie całą karczmę. Jakiś czas temu napadnięto mnie na szlaku, teraz w tym mieście i nie będę ryzykować tu pozostawanie kolejny dzień.
- Doprawdy, a czemuż to właściwie na waćpanią?- zapytał zaciekawiony mężczyzna skupiając wzrok na Basi właśnie.
A Michał zgromił magnatkę wzrokiem i rzekł. - Bo jechaliśmy na bogato… ostatnio się sporo grasantów zebrało. Pewnikiem lisowczycy wrócili z wyprawy.
- Ci tutaj nie bardzo na lisowczyków wyglądają.- ocenił dowódca straży.
- A czemu rabusie napadają na bogatych? - Barbara zrobiła zdumioną minę, ale skoro jej nie przedstawiono i ona nie zamierzała tego czynić. - Jadę z wojami, w kolasce.. ze służącymi, wynajmuję karczmę? Czy Waćpan chce mi odpowiedzieć czemu inni chcą mnie okraść?
- Jeśli chodzi o karczmy to zwykle nie próbują wedrzeć się po nocy na ich piętro… zwłaszcza, że drogę po dachach wybrali.- ocenił mężczyzna podkręcając swój cienki wąsik podczas tych rozważań.
- A po co mają wchodzi od dołu, skoro najlepsze komnaty są na piętrze? - Barbara machnęła ręką w kierunku sufitu. - Włamią się, wyrzucą dobytek na ulicę. Inni go zabiorą. Po co ryzykować przedzieranie się przez straże na parterze?
- Może… i tak było.- zgodził się z nią dowódca straży miejskiej, acz ton jego słów był… powątpiewający.
- Ja nie widzę innego powodu. Nie wierzę by ktoś chciał spróbować zrobić mi krzywdę narażając się na gniew waszmości. - Barbara uśmiechnęła się przy tych słowach do dowódcy.
- Myślę, że wszystko może poczekać do rana. Dajmy waćpani wypocząć i sami też powinniśmy. Rankiem może waszmość liczyć na pomoc z mojej strony i moich ludzi. - odparł Michał zwracając się wprost do dowódcy straży.
- Niech tak będzie. Zostawię tu paru do pilnowania zwłok, a sam wrócę o jutrzni.- dodał po chwili namysłu tutejszy przedstawiciel prawa podkręcając znów wąsik.
Barbara nie odezwała się słowem spoglądając na dowódcę. Dlaczego Michał jej nie przedstawił? Jakie kłopoty mogły z tego wyniknąć? Musiała zadać te pytania, ale rozsądna była na tyle by nie zadawać ich w obecności wszystkich.
Ludzie zaczęli się rozchodzić powoli i rozmawiać cicho między sobą. Oficer wydał polecenia kilku ludziom swoim i wyszedł. Michał postąpił podobnie wydając polecenia i ruszył ku Basi z posępnym obliczem.
- Winnaś waćpani nie przyciągać uwagi, czy to urodą czy to słowami.- szepnął cicho do niej.
- A ty bronić mi wyjść z pokoju. - Odpowiedziała mu podobnym szeptem Michałowi. - Trzeba było osobiście przyjść i powiedzieć mi co planujesz, a nie wysyłać wojaka… a teraz chcę porozmawiać, o tym co tu zaszło.
- Moim zadaniem jest przede wszystkim bronić waćpanny. Jeśli uznam, że aby to uczynić będę musiał związać waćpannę sznurem, to winna się waćpanna przywyknąć do więzów.- odparł stary szlachcic spokojnie. - Służę waćpani i wypełniam polecenia, ale gdy zagrożone jest waćpanny życie… to moje słowo jest rozkazem. I nawet waćpanna winna go słuchać bez marnowania czasu na pytania.
- Idę do swojej komnaty. - Barbara wyraźnie zezłoszczona obróciła się i ruszyła w kierunku schodów prowadzących na górę. Nie godziła się na to co powiedział Michał, choć wiedziała że szlachcic ma rację.
Niestety… jej komnata nie dość że była zdemolowana to jeszcze miała dwójkę gości na łożu. Bliźniacy… jeden leżała odpoczywając. Drugiemu cyrulik zszywał ranę na boku, przy jego syknięciach i złośliwych uwagach brata.
Było tu też jeszcze dwóch innych strażników… z czego jeden niegroźnie ranny w policzek. I wszyscy oni zdziwili się widząc Basię.
- Jak się czujecie? - Barbara podeszła do okna, za którym widziała swego czasu mężczyznę na dachu.
- Ukłucie… nic to.- odparł zraniony bliźniak, a jego brat dodał.- A wył jak zarzynana świnia.
- Bo mnie podstępem zranił.- odparł bliźniak z irytacją, a Basia nie dostrzegła na dachu nikogo.
- Dobrze że nic większego. - Barbara uśmiechnęła się do bliźniaków a potem cyrulika. - mam nadzieję, że nie naprzykrzają się panu, mają niewyparzone języki.
- Męczyłem się z gorszymi.- odparł cyrulik z wyraźnym czeskim akcentem.- Wyliżą się.
Barbara rozejrzała się jeszcze po pokoju, sprawdzając co też zostało zniszczone i starając się domyślić, którędy wszedł napastnik.
To akurat trudne nie było, przez okno się dostali. A co do zniszczeń, mocno dostało się meblom. Niemniej większość jej strojów i rzeczy nietknięta była. Pewnikiem Michał zapłacić będzie musiał rano za szkody. Barbara rozglądając się zerkała na bliźniaków. Naprawdę się o nich zmartwiła. Teraz jednak już nie pozostało jej nic innego jak wziąć swój notatnik, przybory do pisania i pozostawić mężczyzn, żegnając się z nimi raz jeszcze. Czuła się potwornie zagubiona w tym wszystkim… i zła na Michała.

Po wyjściu z pokoju… rozejrzała się po korytarzu i… należało podjąć decyzję co dalej. Do swojego wrócić wszak nie mogła. Uznała że wróci do Ewy i Zuzanny, dziewczęta i tak się martwiły. A ona wiedziała już co się stało. Z Michałem… porozmawia, gdy bardziej ochłonie.
Dziewczyny rzeczywiście czekały na dole w swojej sypialni, przestraszone i zaniepokojone. Ale i bezpieczne. Straż przy ich izdebce była czujna. Na widok magnatki skłonili się pospiesznie. Barbara przysiadła na łóżko i powiedziała im pokrótce co się stało, pomijając temat zwłok i ran .
- Co teraz uczynimy, pani?- zapytała cicho Ewka.
- Prześpimy się, rano odwiedza mnie kupiec, potem msza. - Magnatka przetarła zmęczoną twarz.
- Tak pani.- rzekła Ewka i zrobiły z Zuzanną miejsce dla Basi.
- Przytulnie się… chyba potrzebuję bliskości. - Magnatka ułożyła się po środku na boku by zrobić służkom miejsce. Tu przytuliły się do niej, ciasno… bo miejsca było mało. Ledwie się we trójkę mieściły. Więc Basia leżała otulona ze wszystkich stron miękkimi i ciepłymi ciałami dziewcząt. Dopiero teraz pozwoliła sobie na zamknięcie oczu i poddanie się zmęczeniu.
 

Ostatnio edytowane przez Aiko : 17-11-2020 o 10:42.
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-11-2020, 10:39   #55
 
Aiko's Avatar
 

Poranek zaczął się ciepło… wtulone ciała dwóch dziewcząt, sprawiły że pobudka była miękka i przyjemna. Służki były pewnie równie zmęczone co ona, skoro ewidentnie zaspały. Wszak powinny być na nogach zanim ich pani wstanie.
Barbara uniosła się i potrząsnęła nimi.
- Dziewczęta… czas mnie wyszykować. - Jej złość zniknęła po chwili snu.
- Tak pani..- Ewka zerwała się szybko, po czym poganiała zaspaną Zuzannę do ubrania się.
Magnatka obserwowała je z rozbawieniem.
- Poleżę jeszcze chwilę, przygotujcie co trzeba. Kąpiel może być chłodna, śniadanie… odpowiedni strój.
- Tak pani… tak pani.- mówiły jedna przez drugą ubierając się nerwowo i w pośpiechu. Wyglądały jak dwójka spłoszonych kurcząt.
- Kochane… to była ciężka noc. Michał się pewnie cieszy, że mu nie przeszkadzamy. - Magnatka zaśmiała się i ułożyła na sienniku.
- Dobrze pani.- mruknęły zawstydzone razem i trochę wolniej się poczeły ubierać. Uspokoiły nieco.
- Zaraz przyniosę waćpannie… odpowiedni strój.- zapewniła po chwili Ewka.
- Dobrze. - Barbara przymknęła oczy planując jeszcze wypocząć. I zasnęła ponownie. Pobudka nie nadeszła… sama Basia musiała się obudzić i dostrzec obie służki siedzące przy jej łożu. Czekające cicho.
- Och… na długo zasnęłam. - Magnatka usiadła na łóżku a potem wstała by dać się ubrać.
- Minęła jutrznia i jeszcze kilka pacierzy. Pan Michał zabronił budzić. - odparła Ewka podając strój.
- Nie dziwię się, nie chce bym mu przeszkadzała. - Barbara westchnęła. - Są miejskie straże?
- Już były…- przyznała Ewka i dodała ciszej.- Pan Michał obciążył je sporą sakiewką.
- Yhym… - Barbara dała się ubrać. - Gdzie zjem śniadanie?
- Na górze w osobnej jadalni.- odparła cicho Ewka i spojrzała na Zuzannę.- Idź już. Każ im nakryć do stołu.
Zuzanna poderwała się na nogi i wyszła pospiesznie.
Będąc sam na sam z Ewą, Barbara pozwoliła sobie na nieco smutniejszą minę. Czuła jak służka ściska jej gorset, unosząc przy tym piersi. Stroje od Cosette miały wyeksponować jej ciało, a Michał kazał jej nie obnosić się z jej urodą.
W każdym razie… nie tutaj. Na szczęście nie będzie wiecznie w tym mieście. A gdy już była ubrana Ewka zaprowadziła ją na piętro, gdzie komnata jadalna była… pod strażą. Barbara pozwoliła sobie na kolejne ciężkie westchnienie i weszła do środka.
- Ewo.. zapytaj Michała czy zaszczyci mnie swą obecnością.
- Eeemm… dobrze pani.- odparła cicho dziewczyna i dygnęła wychodząc. W komnacie był już suto zastawiony stół i butelka wina.
Magnatka usiadła przy nim, nalała sobie wina. Nieco niechętnie spojrzała na posiłek, wiedziała jednak, że potrzebować sił. Musiała przez dłuższą chwilę jeść tak, bo minęło sporo czasu nim Michał zjawił się w komnacie… z wyraźnymi cieniami pod oczami. On, w przeciwieństwie do Basi, chyba nie spał tej nocy. Skłonił się jej do pasa pytając.
- Waćpanna już w lepszym humorze?
- Czy dowiedziawszy się, że podwładny chcę tobą rozkazywać można być w dobrym humorze? - Basia wskazała miejsce naprzeciwko siebie. - Zjedz trochę, wyglądasz okropnie.
- Moim celem jest twoje bezpieczeństwo pani i nie mogę patrzeć bezczynnie, gdy się sama narażasz.- mruknął szlachcic i siadł dodając.- A takim narażeniem jest okazywanie słabości. Chcesz li, żeby jakiś magnat skorzystał z okazji i wziął cię pod opiekę?
- Myślę, że czuję się na siłach odmówić. - Barbara nalała mężczyźnie nieco wina. - Jak narazie to ja zwróciłam twoją uwagę na dachy… i nie mówię, że będę kłócić się z twym doświadczeniem. Po prostu żądam informacji, a nie zamykania bez słowa pod kluczem.
- Nie jeśli zostaniesz oddana przez króla w opiekę. Zdarzają się czasem takie przypadki.- zaprzeczył Michał i potarł brodę.- Nie zamierzam nic przed tobą zatajać moja pani, ale jest czas i miejsce na takie rozmowy. Wczoraj… ze strażą na karku i trupami w komnacie… czasu na rozmowy nie było. Te mogły poczekać do dziś.
- I wyobrażałeś sobie, że ot tak usnę? - Barbara sięgnęła po kawałek mięsa. - Martwiłam się o ciebie. Bałam się, że może zostałeś ranny.
- A ja o ciebie.- westchnął Michał i pokręcił głową.- Wybacz pani, ale… sama nie widziałaś, nie miałem czasu. Najpierw należało ugasić pożar… by ta sprawa nie wypłynęła zanim się oddalimy z miasta.
- Zjedz nieco. Odpocznij. - Basia podkręciła głową z niedowierzaniem. - Potrzebuję cię…- Dodała cicho.
- I będę tu dla ciebie pani.- odparł cicho Michał dodając.- A więc.. wczoraj wspięli się na kamienicę ku oknu i wdarli się przez nie do środka. Zaskoczyli bliźniaków, a i sami byli zaskoczeni. Niemniej to zbóje byli i porywacze… nie wojacy. Jeden umknął, reszta zaszlachtowana została.
- Tak… wyraźnie przyszli po mnie. - Basia westchnęła. - Dobrze, że bliźniakom nic się poważnego nie stało.
- Zaprawdę sprawni są w karczemnych bójkach.- przyznał ze śmiechem Michał.
Basia uśmiechnęła się.
- Czy wszystko już załatwione? Czy ktoś jeszcze będzie nas niepokoił?
- Raczej nikt nie powinien się wtrącać. Choć uszczupliło nam to mocno kiesy jak zabrałem na podróż.- przyznał Michał.
- Cóż… po to ją wzięliśmy, czyż nie? - Barbara dolała mężczyźnie wina.
- Nie takie wydatki miałem w planie.- przyznał szlachcic upijając trunku.
- Cóż… mogę jeść o połowę mniej. - Barbara zaśmiała się. - Ale.. myślisz, że powinniśmy zawrócić? To się może powtórzyć.
- Nie możemy dać się zamknąć w zamku. Nie możemy dać zastraszyć, zresztą nikt nie zginął. - odparł Michał ciepło i poprawił po chwili.- Nikt z naszych w każdym razie.
- Nie chodzi mi o zastraszenie… tylko o nasze finanse. - Barbara uśmiechnęła się do szlachcica.
- Nie jest jeszcze aż tak źle, aczkolwiek wolałbym byś nie przesadzała z zakupami ksiąg. Są drogie.- odparł szlachcic.
- Dobrze… kupię co najwyżej jedną. - Barbara przytaknęła ruchem głowy.
- Cieszy mnie to. Kupiec wkrótce przyjdzie z towarami.- odparł cicho i ciepło Michał.
- Dziękuję. - Basia dolała im obojgu wina, upiła nieco i wstała od stołu by podejść do okna.
- A więc zajmę się przygotowani. Proszę o to byś poczekała tutaj na przybycie kupca. - odparł Michał wstając od stołu.
- Może wydaj polecenia i odpocznij nieco? Chyba czeka nas jeszcze nieco drogi. - Barbara wyjrzała przez okno już odruchowo szukając pewnego łysego mężczyzny. Na szczęście nikogo takiego nie dostrzegała.
- Zbytek łaski… odpocznę podczas podróży. Teraz nie powinienem pozwalać sobie na taki luksus.- odparł szlachcic uprzejmie.
- A ja bym wolała byś wypoczęty był w drodze… cały czas obawiam się kolejnej napaści. - Barbara spojrzała na Michała z niepokojem.
- Dobrze pani… położę się więc na chwilę.- zgodził się spolegliwie starzec.
- Poproszę.. myślę, że tyle straży powinno mi zapewnić bezpieczeństwo. - Magnatka uśmiechnęła się.
- Tak zatem będzie pani. Proszę jednakże byś karczmy nie opuszczała w ogóle. Poślę umyślnych po księdza. Prywatnie mszę odprawi.- zaproponował Michał.
- Dobrze… - Tu Barbara wyraźnie się zaniepokoiła. Czyżby miała być więźniem w tej karczmie? Niepewnie wyjrzała przez okno. - Choć przyznam, że marzyłam o spacerze.
- Poza miastem… jeśli nie będzie to kłopot.- poprosił cicho mężczyzna.
- Coś czuję, że raczej moje spacery byłyby kłopotem. - Magnatka zaśmiała się cicho. - Dobrze… poza miastem.
- Tak pani… jeszcze jakieś kaprysy?- spytał szlachcic kończąc posiłek i wodząc po postaci magnatki spojrzeniem.
- Jesteś pewien, że chcesz je słyszeć? - Barbara uniosła jedną brew spoglądając na szlachcica pytająco. - Odpocznij Michale.
- Tak pani.- odparł z uśmiechem mężczyzna i wstając od stołu rzekł.- Zawsze chcę je słyszeć.
- Czuję się zaniedbywana. - Barbara skrzyżowała ręce na piersi i uśmiechnęła się zadziornie do szlachcica.
- No tak… waćpani potrzebuje satysfakcji po wczorajszym dniu i pocieszenia.- szlachcic ruszył ku niej i szepnął do ucha.- Zakradnij się waćpani do kuchni. Przegonię stamtąd służbę i upewnię, że nikt nie będzie waćpani przeszkadzał w piwniczce.
- Dobrze… zjem nieco i przyjdę. - Barbara poczuła przyjemny dreszcz czując bliskość szlachcica.
- Tak pani.- odparł Michał i oddalił się.- Pójdę wszystko zaaranżować.


Barbara odprowadziła go wzrokiem i jeszcze raz wyjrzała przez okno nim ponownie usiadła do jedzenia. Teraz czuła się odrobinę lepiej. Nie chciała sporów między nią, a Michałem. Wypiła nieco wina, przegryzła nieco lżejszych dań i postanowiła udać się na spacer.
Przemykając się mijała kłaniającym się jej strażników… obecnie gości było jakby mało. Czyżby jej opiekun przepędził… lub przekupił wypełniających karczmę bywalców, de facto przejmując ją tymczasowo?
Nie miała jednak problemu z dotarciem do kuchni, była tu możną panią. Na miejscu, było już pusto i cicho. W powietrzu unosiły się zapachy pieczonego mięsa, przypraw i czosnku.
Barbara rozejrzała się za zejściem do piwniczki. Czyżby Michał naprawdę na nią czekał?
I wybierał przy okazji zapasy na podróż… bo gdy magnatka otworzyła drzwiczki zeszła po schodkach do niedużej wykopanej w ziemi jamy o ścianach wzmacnianych półkami pełnymi słoi i wiszącymi z haków szynkami oraz baleronami, dostrzegła go myszkującego wśród słoi.
- Co dobrego dla nas wybierasz? - Odezwała się cicho idąc w kierunku mężczyzny.
- Parę szynek i jeden boczek już żem wybrał. I garniec piwa.- przyznał się szlachcic zerkając przez ramię.- A teraz śliczną perliczkę upatrzyłem.
- Planujesz mnie zjeść? - Barbara rozejrzała się po spiżarce z zaciekawieniem. Tutejsze zapachy pobudzały apetyt.
- Też… o tym myślałem… acz przypuszczam że będzie na odwrót.- przyznał starzec podchodząc bliżej Basi. O tyłu pochwycił jej kibić, począł piersi przez gorset ściskać, a ustami pieścisz szyję zachłannie.
- A zdawało się, że tak bardzo niemiła ci się stałam, wczoraj. - Barbara zamruczała z zadowoleniem czuąc tą napaść.
- Wiesz waćpani, że to nieprawda… acz winienem cię jakoś ukarać za jej działania.- zamruczał kąsając delikatnie jej szyję.
- Och.. za jakie? - Barbara jęknęła cicho czując ugryzienie.
- Za wczorajsze… gniewanie.- mocniej ścisnął piersi przez gorset, który okazywał się przekleństwem w takich sytuacjach… o wiele lepiej gdyby go nie miała. Barbara sięgnęła do jego sznurowania i poluzowała.
- Może to nieco… wynagrodzi. - Mruknęła uchylając gorsetu.
- Tak… odrobinę…- jęknął cicho mężczyzna, a Basie poczuła jak jego ręce się wślizgują pod niego. Boleśnie ściskają i miętoszą piersi powoli wydobywając obie krągłości ze stroju.
Magnatka poczułą chłód na swych krągłościach i zadrżała. Poczuła jak piersi napięły się, a ich szczytu stwardniały. A potem poczuła twarde chropowate palce je drażniące i lekko ściskające.
- To jakie kaprysy kryją się w tej ślicznej główce ?- szeptał tymczasem szlachcic nie zaprzestając zabawy krągłościami szlachcianki.
- Damie nie wypada mówić takich rzeczy. - Barbara zaśmiałą się cicho i nachyliłą do ucha szlachcica. Szepcząc dotknęła wargami jego skóry. - Byś mnie posiadł… gwałtownie.
- W takim razie waćpani… trzeba przygotować…- szepnął szlachcic puszczając krągłości piersi i podciągając pospiesznie suknię, jak i ukryte pod nią giezło, by pośladki odsłonić. Magnatka ujęła własną suknie by mu to nieco ułatwić.
Po chwili czekania, poczuła silne dłonie na pośladkach i mocny ruch bioder. Kobiecość uległa silnemu szturmowi… i Barbara zamiast trzymać sukni, musiała pochwycić się półki by utrzymać równowagę. Nieważne to było… czuła twardość Michała, tam gdzie czuć powinna.
Opierając się jedną ręką, drugą zasłoniła usta. Czuła jak każdy szturm wprawia ją w przyjemne drżenie i próbuje wyrwać jęki z jej ust. A Michał dawał jej powody do zasłonięcia usta, mocno ściskając pośladki i zachłannie poruszając biodrami, by przeszywać jej intymny zakątek raz po raz. Dookoła paliło się ledwie kilka łojowych świec, zapach mięsa mieszał się z przyprawami i zapachami korzeni. Basia… łatwo jej było sobie wyobrazić, iż jest podkuchenną braną przez swojego kochanka stajennego… i że w każdej chwili może ktoś wejść. Bo wszak zatechła piwniczka to nie miejsce dla figli potężnej magnatki i je kapitana straży… prawda? Doszła intensywnie, jedynie ledwo tłumiąc okrzyk rozkoszy. I po kilku ruchach poczuła iż jej ciało sprawiło rozkosz Michałowi.
Oparła się obiema dłońmi o półkę, czując swoją i kochanka wilgoć, spływającą po jej rozpalonych udach. Z trudem łapała oddech po tym gwałtownym akcie.
- Co dalej pani?- jego słowom towarzyszyło delikatne klepnięcie w pośladek.
- Powinnam sprawdzić, czy nie czeka na mnie kupiec.. nim ktoś zacznie mnie szukać. - Barbara odetchnęła i drżącymi palcami sięgnęła do wiązania swego gorsetu, układając w nim pierwej swoje piersi.
- Tak pani… a ja pójdę odpocząć.- odparł szlachcic i dodał z uśmiechem.- Czekam też… na kolejne kaprysy.
- Yhym… - Oparła się o beczkę jeszcze łapiąc oddech.


Gdy odpoczęła udała się z powrotem do komnaty, w której podano jej posiłek. Musiała tam chwilę poczekać, nim zjawił się gnący w pokłonach Ormianin niosący w dłoniach ciężki pakunek owinięty kilkoma warstwami atłasu. Położył go na stole mówiąc.
- Oto moje skarby dobrodziejko. Nie dostaniesz takich pani nigdzie w okolicy.
- Zaprezentuj je proszę… ciekawa jestem czy nie mam ich w swojej bibliotece. - Barbara uśmiechnęła się do mężczyzny. Spod sukna Ormianin wyjął dwie księgi. W zdobionej złotem i kamieniami szlachetnymi oprawie. Tekst pierwszej choć zdobionymi ślicznymi miniaturami, ale zupełnie… nieczytelna, bo napisana szlaczkami.
- Piękna acz… nie na czymś takim mi zależy. - Barbara uśmiechnęła się niepewnie.
- No to mam jeszcze drugą…- mruknął niezrażony tym niepowodzeniem kupiec wyciągając spod tkanin łaciński zielnik, pięknie ilustrowany, pasujący bardziej do klasztoru niż do rąk Ormianina. Skąd w ogóle kupiec miał takie księgi?
Barbara z zaciekawieniem przyjrzała się księdze.
- Och… jak udało się panu to zdobyć?
- Takie rzeczy czasem można kupić na targach w Krymie. - przyznał się kupiec, co oznaczało że ta księga przynajmniej została złupiona przez Tatarów gdzieś na kresach Rzeczypospolitej, albo na Mołdawii lub na Węgrzech. - Lepiej w moich rękach, niż u niewiernego.
- Prawda to… - Barbara obejrzała księgę, po czym odłożyła ją i spojrzała na kupca. - Cóż jeszcze pan przyniósł?
- Nic więcej pani. Księgi są rzadkim i trudnym do sprzedania towarem.- przyznał Ormianin.- Zwłaszcza te, które mają kilka lat na karku. Te woluminy zostały napisane w czasach, gdy mu szlachetny pradziad… świeć panie nad jego duszą, ssał cyca swojej mamusi.
Barbara bo przytaknęła i powróciła do przeglądania zielnika. Bardzo ją ciekawił.
- Ile chcesz za tą? - Spojrzała na kupca starając się udać znudzenie.
- Ten rzadki egzemplarz z pewnością jest wart co najmniej pięćset denarów.- odparł z uśmiechem kupiec.
- Och.. nie wątpię.. choć mam w swojej bibliotece już dwa zielniki. Ten mógłby rzeczywiście być.. ciekawostką. - Powiedziała cicho, przewracając strony księgi i spoglądając na kolejne rysunki roślin.
-Z pewnością nie takie jak ten. To unikat mogący być ozdobą każdej kolekcji.- stwierdził z niezachwianą pewnością kupiec.
- Och tak Pan sądzi.. - Barbara uśmiechnęła się pobłażliwie do kupca dając mu znać, że nie ma pojęcia o zawartości jej kolekcji. Sama też nie była jej pewna, ale Michał zapewne by chciał by zapłaciła jak najmniej za swoje widzimisie.
- Klnę się na mój kupiecki honor. - przekonywał Ormianin z całą żarliwością.
Magnatka odłożyła księgę na stole.
- Hm… może trzysta denarów byłaby i ona warta. - Magnatka spoglądała to na wolumin to na kupca.
- Ależ waćpani… toż to potwarz… tak nisko wyceniać tak piękną księgę. Potwarz i skandal.- oburzył się Ormianin.
- Może… - Barbara wzruszyła ramionami. Z przyjemnością poznałaby sie z zawartością tej księgi. Coś podobnego acz znacznie mniej ozdobnego miała w zakonie. Ale czy naprawdę jej potrzebowała? - Czterysta. To piękna księga, ale nadal nie będzie jedyna taką w miej kolekcji.
- Niech stracę… dla pięknej pani. - zgodził się pokornie kupiec.- Czterysta.
- Dowódca mojej straży ci zapłaci. - Barbara przytaknęła ruchem głowy. - Niech któryś ze strażników przy komnacie cię zaprowadzi.
- Tak pani… dziękuję za uwagę pani, polecam się na przyszłość dobrodziejce… oby Bóg opromieniał łaską drogę waćpani.- Ormian giął się w pokłonach wychodząc tyłem wraz z drugą księgą owiniętą już atłasem.
Magnatka sięgnęła po swój zakup i zaczęła go niespiesznie przyglądać, starając się sobie przypomnieć łacinę. Niewiele pisała ostatnimi czasy.
Nie było to jednak łatwe nie tylko dlatego, że łaciny ostatnio nie używała. Także z tego powodu iż księga ta zapisana była średniowieczną wersją łaciny i to przez kogoś kto lepiej znał się na ziołach niż na literaturze. To była łacina kuchenna, pełna błędów i “spolszczeń”... prawdziwa łamigłówka.
To sprawiło Barbarze jeszcze więcej radości, przynajmniej będzie zajęcie i nie będzie kusić losu, drażniąc tym Michała. Gdzieś spakowała pergamin i tusz… teraz czasu nie było go wyciągać, odnalazła więc jakąś znajomą roślinę by zobaczyć jak ją opisał autor.


To wszystko wciągnęło ją na dłużej niż się spodziewała. Oderwała się od tego dopiero, gdy zjawiły się jej służki z sukniami i kasetkami z biżuterią co by mogła wyszykować się na mszę.
Barbara niechętnie odłożyła lekturę i oddała swoje ciało służkom by te ją naszykowały.
Sama msza rozpoczęła się w głównej jadalni i oprócz Basi i jej służby uczestniczyli w niej goście w karczmie, oraz pracownicy przybytku. Potem zaś rozpoczęły się przygotowania do wyjazdu, bo Michałowi zależało na tym, by jak najszybciej opuścić miasto.
Podróż… rozpoczęła się monotonnie i trwała tak do południa.Zatrzymano się wtedy na postój, zjedzono posiłek i wyruszono dalej. Później… serce Barbary zaczynało bić mocniej z każdym przebytym metrem. Zaczynała bowiem rozpoznawać okolicę… była coraz bliżej domu. Odłożyła księgę, która towarzyszyła przez cały ten czas i coraz częściej spoglądała przez okno by w końcu utkwić wzrok w mijanej okolicy. Gdy była tu ostatnio, nie było czasu nawet na spacer. Był pogrzeb… potem sprawy z długami. Teraz.. znajdzie czas.
Na razie nadchodził zmrok i z tego co wiedziała magnatka, karczma która dawałaby schronienie podróżnym na noc spłonęła trzy miesiące temu. I nikt jej planował odbudowywać. Za mało podróżnych zapuszczało się w te strony. Czyżby mieli nocować pod namiotami? Barbara rozejrzała się wychylając się nieco z kolaski i szukając wzrokiem Michała. Nie miała nic przeciwko spaniu w szczerym polu. Jej namiot był duży, a siennik w nim wygodny.
Michał miał chyba jakieś inne plany, ale też i nie znał okolicy rozsyłając sługi by znaleźli miejsce na nocleg. Barbara ukryła się więc ponownie w kolasce, oczekując postoju. Marzyła o rozprostowaniu nóg i chwili spaceru.. choćby po obozie. Bycie zamkniętym w karczmie, bardzo ją zmęczyło.
Minęło trochę czasu nim wreszcie wrócili słudzy. Orszak ruszył polną drogą kierując się ku opuszczonemu pastwisku, by tam w blasku ognisk i pochodni pospiesznie rozbijać obozowisko. Gdy tylko zarysował się już obszar obozu, Barbara wyszła z kolaski i odetchnęła pełną piersią.
- Przygotujcie nam posiłek. - Zwróciła się do dziewcząt, sama obserwując poczynania swoich ludzi.
- Tak pani.- służki od razu zabrały się do roboty, podczas gdy pan Michał rozstawiał ludzi na wypadek niespodziewanej nocnej wizyty. Wydawało się że szykuje obozowisko do oblężenia. Barbara zaś czuła się tu… niepotrzebna. Choć była delikatnym jajeczkiem o które wszyscy się troszczyli, jej opinia nie miała tu znaczenia. Nic od niej nie zależało i nikt nic od niej nie wymagał. Nieco przygnębiona tym faktem, otuliła się mocniej kocem. Starała się powstrzymać smutek, który uparcie chciał wypłynąć na jej twarz. Co mogła uczynić by stać się potrzebną? Nie zostanie wojem. Gdyby zabrała sie z aprozaiczne czynności, mogłaby przynieść hańbę MIchałowi i Cosette. Jednak… może było coś? Rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu zagajników i innych miejsc, gdzie skryć by się mogli ewentualni najeźdźcy.
Takich w okolicy nie wypatrzyła niestety. Albo na szczęście, bo przecież wcale nie chciała być porwana, prawda?
Pozostawało więc Basi być piękną i inspirować swoich podwładnych… tak jak inspirowała bliźniaków, którzy to raz po raz zerkali w jej kierunku. Wkrótce namiot był już postawiony, a magnatce pozostało czekać na już bulgoczącą nad ogniskiem pożywną polewkę. Barbara widząc, że powoli podnoszą się namioty udała się na krótki spacer po obozie by chwilę postać i posłuchać jak Michał dyryguje podwładnymi. Wiedziała, że Ewa zawoła ją na posiłek, gdy przyjdzie pora.

Spacer przyniósł tyle wspomnień, miłych i nieprzyjemnych. Wróciła do domu, ale jako kto? Nie była już przecie córką Bogumysła jaką miejscowi znali. Była wielką damą, wdową po magnacie… była… inna. Ostatnie dni całkiem zmieniły jej podejście do życia i do ludzi.
- Pani… posiłek już gotów. - Ewka osobiście powiadomiła swoją panią o tym fakcie.
- Och… już idę. - Barbara powoli ruszyła za służącą, czując przytłaczający ją smutek. Niby była wolna, mogła więcej niż kiedykolwiek, a jednak… czuła się więźniem.
- Czy wszystko w porządku… pani?- zapytała służka zauważając jej nastrój.- Może i potrawa nie jest wyrafinowana, ale za to wino pan Michał zakupił przednie.
- To.. nieistotne. - Barbara uśmiechnęła się słabo do służącej i przysiadła do posiłku. - Strawa na pewno będzie sycąca.
- Postarałyśmy się.- przyznała Ewka, gdy doszły we dwie do stoliczka rozłożonego przed namiotem Basi na którym to stał skromny posiłek. Pod stoliczkiem był rozłożony koc, na którym stało niskie siedzisko by jaśnie pani mogła się posilić zachowując godną postawę.
Barbara zajęła przeznaczone dla siebie miejsce.
- Nalejcie wina i… zjedzcie ze mną.
- Tak pani.- mówiąc to chórkiem służki usiadły naprzeciwko niej i gdy Basia zaczęła się pożywiać to i one wzięły się za jedzenie. Magnatka nie jadła dużo.
Popijając wino, spoglądała to na służące to na obóz. Czy byli tu bezpieczni? Czy gdziekolwiek byli?
Na razie panował spokój, choć Basia widziała napięcie i czujność w spojrzeniach strażników. Po wydarzeniach z karczmy znikł już całkiem beztroski nastrój wśród jej obrońców. Byli świadomi zagrożenia. Więc… ona chyba mogła czuć się bezpiecznie. Bezpieczna i bezużyteczna….
- Naszykujcie mi sekretarzyk do pisania po posiłku… i przyzwoicie do mnie Michała. - Magnatka zjadła kolejnego kęsa.
- Tak pani.- Ewka szybko powstała i nakazała Zuzannie.- Idź po pana Gierałtowicza i powiedz mu co by przybył do jaśnie pani.
Druga służka ruszyła wykonać polecenie, a Ewka zabrała się za szykowanie stolika.
Barbara zjadła jeszcze kęsa i przeszła do namiotu by tam spisać swoje spostrzeżenia z czytanego zielnika.
Gdy tak pisała, przybył do niej Michał. Skłonił się przed nią i cierpliwie czekał aż skończy pisać. Barbara zapisała kilka wyrazów, przysypała tusz piaskiem i spojrzała na szlachcica.
- Potrzebuję spaceru. - Powiedziała cicho.
- Teraz jest… trochę ciemno.- przyznał Michał i dodał.- Będzie honorem ci towarzyszyć. Tylko zorganizuję eskortę.
- Eskortę… - Barbara westchnęła ciężko. - Myślisz, że to konieczne? Wróg nawet nie ma się gdzie zaczaić.
- Dobrze pani… wystarczy tylko moje towarzystwo.- odparł ciepło Michał.
Magnatka odetchnęła.
- Wezmę płaszcz. - Powoli podniosła się że stołeczka. - Możemy się też wybrać konno, choć pewnie nie mamy siodła damskiego.
- Nie znam okolicy… wolałbym też nie jeździć po nocy.- przyznał się starzec.
- Och no tak… - Barbara narzuciła płaszcz i była gotowa do drogi. - Ja.. biegałam po okolicy będąc małą dziewczynką… gdy jeszcze nie było tylu kłopotów.
- Myślę że też ich teraz nie będzie. Przestrzegałbym jednak przed bieganiem w długiej ciężkiej sukni i delikatnych ciżemkach.- zaśmiał się rubasznie Michał i dodał.- Prowadź pani.
Barbara zaśmiała się i ruszyła w kierunku znanych sobie pól by odnaleźć zapamiętane ścieżki. Nieopodal była żabianka… niewielkie bajorko, pytanie czy nadal istniało. Gdy opuścili obóz odezwała się cicho.
- Wolałabyś bym biegała boso w cienkiej sukni?
- Hmm… tak? - rzekł cicho szlachcic.- Widok byłby równie piękny co teraz.
- Och moje lekkie suknie nie mają takich dekoltów. - Barbara zaśmiała się i nieco uniosła suknię, by swobodnie przejść przez skiby. Minęli straże podążając w kierunku bajorka.
- Prawda.- przyznał Michał zerkając na jej dekolt.
- Ale nie mają też gorsetów. - Magnatka westchnęła i przeskoczyła na miedzę. - Michale… co by było gdybym zniknęła?
- Zniknęła? - zdziwił się szlachcic zupełnie nie rozumiejąc jej pytania. - Jakże to?
- Porwanoby mnie, stałoby się ze mną to co z Janem… odeszłabym? - Barbara usłyszała z oddali rechotanie żab i uśmiechnęła się. Ciekawe jak bardzo urosła tamta Wierzba.
- Ja… nie wiem pani. Obawiam się żem nie jest aż tak bystry jak Cosette.- przyznał szczerze Michał.
- Radzisz sobie lepiej niż ja. - Magnatka zaśmiała się.
- Niemniej rozgrywki dworskie i polityka to domena twojej ochmistrzyni pani. I twojego nieboszczyka męża. Nie moja.- przyznał Michał.
- A jakie rozgrywki będą gdy mnie zabraknie? - Barbara obejrzała się na szlachcica. - Już niedaleko.
- Spór o majątek rozkwitnie. Bez… dziedzica… chętnych będzie wielu, a każdy mający w ręku słabe karty. Dalsza rodzina… biskup też pewnie. Wiesz pani, iż nie masz żadnych krewnych, prawda? To był kolejny powód, by się z tobą ożenić. Nikt nie zagrażałby synowi twemu od strony matki… nie było żadnych krewnych mogących przejąć opiekę nad twoim synem, gdyby tobie się zmarło. - westchnął Michał.
- Cóż byłam młoda, w wieku nadającym się do rodzenia dzieci i bez wyboru. To tutaj. - Barbara podeszła do znacznych już rozmiarów wierzby i przysiadła na konarze, wsłuchując się w rechotanie żab z pobliskiego bajorka. - Zaniepokoiło mnie to co rzekłeś o wiązaniu i zamykaniu mnie. Bardzo mi to nie odpowiada.
- Wolałbym tego uniknąć pani… acz zrobię wszystko, by cię obronić.- wyjaśnił szlachcic stając obok drzewa.
- Nie odpowiada mi to i znam pewną dwórkę, która ma zwyczaj wymykać się przez okno zamkowe. - Barbara obróciła się w stronę szlachcica przez co ten mógł zobaczyć jej wyeksponowany dekolt.
- Nie myślałem o tak długim zamykaniu, pani. Nie więcej niż kilka godzin, góra dzień. - westchnął w odpowiedzi pan Michał.
- Jestem dziewczyną…może szlachcianką, ale nadal chowaną w takiej okolicy. - Barbara machnęła dłonią. - Pomyśl jak czuję się w jakimkolwiek zamknięciu.
- Nie mówimy przecie o celi w loszku.- żachnął się Michał.- Ani też o długim pobycie w zamknięciu.
- Wiązanie zabrzmiało brutalnie. - Magnatka obróciła się w stronę bajorka.
- I może niepotrzebnie… uniosłem się gniewem.- przyznał potulnie Michał.
- Może niepotrzebnie to rzeknę.. może osobie o mym statusie nie wypada lecz… nie jest mi komfortowo w tej sytuacji. Do zakonnej strawy przywykłam, do pracy także. A tam nic mi nie groziło… nikt mi nie groził. - Magnatka westchnęła i otuliła się mocniej płaszczem. - W dworze mego ojca robiłam wszystko sama. I nie odpowiada mi, że z Cosette od wszystkiego mnie odciągacie, mimo żem świadoma braków mego doświadczenia. - Basia wstała z konara i podeszła do szlachcica.
- Waćpani.. żywol ludzki jest kruchy czy to w magnackiej pościeli, czy w królewskim łożu, czy to na polu bitwy, czy w klasztornej celi. Ot jeno świadoma zagrożeń nie byłaś. Mało to widziałem spalonych klasztorów, zwłaszcza na pograniczu Rzeczypospolitej naszej? - odparł filozoficznie Michał.
- Mało? - Barbara spojrzała na szlachcica z zaciekawieniem. Nie wiedziała po co kto miałby palić klasztor, w którym przebywała.
- Wiele… jasyr z klasztoru się bierze, złoto z ołtarza i wotów.- wzruszył ramionami Michał.
- Siostry biedne są. - Magnatka wzruszyła ramionami. - Choć pewnie wojacy o tym czy zakon żeński czy męski dowiedzą się dopiero gdy pod habit zajrzą.
- Siostry bywają biedne, ale klasztory już niekoniecznie. Kościoły bywają pełne wartościowych przedmiotów… na które co prawda tylko bezbożnik dłoń może podnieść. Tych jest jednak sporo na Krymie.- wzruszył ramionami Michał.- A i niewolnice też są tam w cenie.
Barbara przyglądała się mężczyźnie przez chwilę w zamyśleniu. Niewolnice. Słowo wywołało w niej nieprzyjemny dreszcz. Ale czy nie tym też trochę była? Bardzo rozpieszczaną niewolnicą.
- A ty… na czym chciałbyś położyć dłonie?
- Co? Ja… właściwie nie wiem.. co powiedzieć, waćpani.- wyraźnie zaskoczyła go tym pytaniem.
- Och nie istotne. Myślałam, że może na mnie. - Barbara zaśmiała się. - Wracajmy. - Obróciła się gotowa ruszyć w kierunku obozu.
- Oczywiście, że na waćpani… ino szczegóły wolałbym zachować… dla siebie.- wybąkał Michał.
Magnatka ruszyła idąc miedzą.
- Nie mam mocy by to z ciebie wyciągnąć Michale. - Zetknęła ponad ramieniem uśmiechając się i ponownie uniosła spódnicę by nie zawadzała.
- Mam wrażenie że nie siły stosujesz pani. Tylko podstępy… jak Cosette. - westchnął ciężko stary szlachcic. - I równie skutecznie.
- A jakiż to podstęp teraz stosuję. - Basia obejrzała się na szlachcica i prawie się potknęła.
- Dobrze wiesz…- dobrze czuła złapana mocno za pośladki, lekko pochylona. Bowiem oczywiście szlachcic przybył jej z pomocą ratując przed upadkiem.
- To… tylko twój apetyt. - Barbara zadrżała. - I może efekty, które dają suknie od Cosset.
- I tym apetytem wodzisz mnie za nos.- dłonie mężczyzny zacisnąwszy się pewnie na pośladkach magnatki poczęły pospiesznie miętosić jej krągłości. Po chwili przyciągnął ją ku sobie. Oparta plecami poczuła jak jedna dłoń zaciska się mocno na krągłej piersi, a drugą Michał podciągać począł suknię z przodu.
- Och ja okrutna. - Barbara zaśmiała się cicho mimo iż i w jej podbrzuszu rosła gorąca kula. Delikatnie poruszyła biodrami ocierając się pupą o krocze mężczyzny.
Odsłoniwszy podbrzusze jego palce sięgnęły mocno i władczo między uda Basi, z mlaśnięciem wdarły się jej intymny zakątek. Poruszały się tam niezgrabnie, ale mocno i władczo. Usta Michała podążały po szyi szlachcianki, zęby delikatnie skubały skórę.
Barbara pomrukiwała rozkosznie czując tę napaść. Jej wzrok przesunął się po polach pośród których stanęli.
Było ciemno… obóz daleko… w okolicy żadnego światła. Żadnego dworku w którym się mogli się schronić, żadnej wsi z której to ciekawcy chłopi mogli przybyć. Palce poruszały się mocno między jej udami. Siłą nadrabiały brak subtelności. Pragnął jej mocno… gdyby nie maniery to rzuciłby ją na trawę, zadarł suknię i posiadł ją dziko.
A ona… czy nie tego pragnęła? Składałaby mówiąc, że czasem gdy spoglądała z dworu na pola… ciekawiło ją.
- Och Michale… weź mnie.
- Oprzyj się dłońmi o pień drzewa.- sapnął jej do ucha kochanek. Magnatka uczyniła jak polecił, czując jak jej ciało drży z podniecenia. Byli… byli na polu. Robili to… na polu. Nie mogła się doczekać gdy ją wypełni.
Chłód nocy wprawił jej ciało w drżenie, gdy poczuła je na nagiej skórze wystawianej na widok stworzeń nocnych i kochanka. Ten chwycił ją za pośladki i szturmem posiadł jej ciało mocnym pchnięciem wypełniając jej kobiecość. Nie był delikatny, spieszył się… ruchy były mocne i szybko, lekko bolesne przez jego niecierpliwość i żądzę. Wystarczyło kilka ruchów by Basia doszła zasłaniając usta dłonią. A jej kochanek nadal trzymał ją za pośladki, nadal nie dawał odpocząć, nadal czuła jego… twardą obecność, mocne ruchy, zbliżającą się eksplozję. Twarde palce na pośladkach lekko drżących od nocnego chłodu przypominały magnatce, na jakie to szaleństwo sobie pozwoliła.
Barbara jęknęła cicho, czując trybut kochanka. Oparła się rozpalonym czołem o chłodną korę z trudem łapiąc oddech.
- Powinniśmy wrócić… pani.- szepnął Michał cicho.
- Tak… powinniśmy. - Magnatka odetchnęła gdy mężczyzna opuścił jej ciało i oparła się plecami o drzewo. Uśmiechnęła się ciepło do Michała spoglądając na pola. Była ciekawa, czy gdzieś tam kryli się bliźniacy i podejrzeli ich podczas schadzki. - Pozwól tylko, że… rumieniec opuści me oblicze.
- Oczywiście pani.- rzekł cicho szlachcic i sam odwrócił się do niej tyłem by poprawić własny ubiór i schować swoje “szablisko”.
Barbara obserwowała go dłuższą chwilę porządkując swój strój i fryzurę. Cały czas męczyło ją czy odpowiada jej sytuacja w jakiej się znalazła. Nie było jej źle… tak jak wspomniał Michał, to nie tak, że dotychczas nic jej nie zagrażało.
- Ruszajmy. - Powiedziała w końcu, wyminęła szlachcica i skierowała swe kroki w kierunku obozu.


Tam panowała cisza i spokój. Część jej obrońców jadła, reszta stróżowała. Służki kończyły porządkowanie po posiłku. Czuć było odrobinę rozluźnienia wśród obozowiczów, najwyraźniej uznali że skoro dotąd nie nastąpił atak, to może dziś będzie spokój? Nie znaczy to, że w ogóle zatracono czujność, ale nie czuć już było tego nerwowego napięcia.
- Udam się na spoczynek… Dziękuję za spacer. - Barbara dygnęła nieznacznie przed szlachcicem.

Pożegnawszy się z Michałem udała się do swojego namiotu. Poprosiła służące by nagotowano jej wody by mogła się obmyć przy misie, poprosiła o wino i usiadła na powrót do spisywania swoich spostrzeżeń.
Służki zabrały się za spełnianie jej poleceń, a Michał zaś przejął znów władzę nad obozem popędzając i pokrzykując na strażników. Co by spokój wieczoru nie uśpił ich czujności. Barbara zaczekała aż Ewa i Zuzanna jej przyniosą to czego potrzebuje, po czym odesłała je by odpoczęły. Miała ochotę chwilę popracować w spokoju i wkrótce jej życzenie się spełniło. Obóz powoli robił się coraz cichszy. Ci którzy nie wartowali, kładli się spać by wypocząć przed następnym dniem, lub następną wartą.

Gdy przyniesiono jej wodę, Barbara rozebrała się upewniwszy się, że wejście do namiotu jest zasłonięte i obmyła się dokładnie. Szczególnie uda, na których pozostał ślad po nasieniu Michała. Skończywszy założyła koszulę nocną i ułożyła się na sienniku pod kołdrą by ponownie sięgnąć po lekturę od Cosette. Nie zauważyła kiedy sen nadszedł niczym złodziej, nie zauważyła kiedy zasnęła. Pobudka zaś przyszła dość późnym rankiem. Oczywiście obudziła się sama, nikt nie ośmielił się jej wybudzać z drzemki. Barbara obudziła się i przeciągnęła. Była… wypoczęta. Chłodne powietrze i szum pół za namiotem sprawiły iż był to przyjemny sen.
- Ewo. - Odezwała się nieco głośniej.
- Tak pani? - poła namiotu się odchyliła. Ewka zerknęła do środka gotowa służyć.
- Niech Zuzanna przyniesie mi śniadanie, a ty pomóż mi się ubrać. - Magnatka wstała z łóżka ukazując służce, przesłoniętą delikatną koszulą nocną, sylwetkę.
- Tak pani.- Ewka opuściła namiot i po chwili wróciła z ubraniami dla magnatki, rumieniąc się na widok Basi.
- Jak minęła ci noc? - Barbara zdjęła koszulę, gdy już wejście do namiotu zostało zasłonięte i na rozrzuconych na ziemi dywanach stanęła zupełnie naga z włosami splecionymi w prosty warkocz.
- Dobrze pani. Wszyscy czekają na twoje polecenia.- rzekła w odpowiedzi Ewka zabierając się za ubieranie Basi, muskając od czasu do czasu jej skórę opuszkami.
- Niech szykują się do drogi. - Barbara westchnęła gdy Ewa zacisnęła jej gorset unosząc wyraźnie piersi Magnatka. - Zjem i wyruszamy.
- Chodzi o to, że nie wiadomo gdzie ruszać.- mruknęła cicho rudowłosa pomagając magnatce.
- Och… toż Pan Michał był w mym dworze, osobiście przywiózł mi … list. - Barbara spojrzała zaskoczona na Ewę. I przesunęła dłonią po swych włosach. - Niech tu przyjdzie.
- Tak pani.- odparła dziewczyna i opuściła namiot.
Po chwili zaś wszedł do środka Michał kłaniając się nisko.
Barbara siedziała przy stoliku czekając na śniadanie.
- Podobno nie wiemy gdzie jechać… a toż byłeś w mym dworze. Czyżby coś się stało? - Spojrzała na szlachcica niepewnie.
- Nie. Nic pani. Niemniej… jesteśmy w twoich rodzinnych stronach. Ruszymy więc tam gdzie zechcesz.- odparł spokojnie Michał.
- Chcę pierwej dojechać do dworu. - Barbara przyjrzała się szlachcicowi niepewnie. Zdawało się jej, że cały czas taki był plan. - Tam… chyba będzie najbezpieczniej, czyż nie?
- Tak pani… choć wątpię by coś ci groziło. Noc minęła spokojnie, a dalej przecież są szlacheckie majątki i chłopskie wsie.- przypomniał starzec.
- Tak ale i poza dworem nie ma tu nic co chciałabym zobaczyć… może wybrać się na przejażdżkę. - Basia uśmiechnęła się odrobinę smutno. - Zjem śniadanie i ruszamy.
- Jak sobie życzysz pani.- odparł szlachcic kłaniając się magnatce.- Zaraz nakażę przygotowania.
- Dziękuję. - Barbara uśmiechnęła się do szlachcica.
Michał skinął głową i cofnął się pospiesznie do wyjścia. Barbara zaczekała, aż podane zostanie jej śniadanie, zjadła i gotowa była do drogi. Pozostało zaczekać aż spakowany zostanie jej namiot i rzeczy i pochód mógł ruszyć. Czekając na załadunek, Barbara opowiedziała Michałowi o pewnej znanej sobie drodze, która prowadziła do dworu. Jej pradziadkowie wysadzili ją bukami, które dawał cień latem i chroniły pola przed wiatrem.
 

Ostatnio edytowane przez Aiko : 17-11-2020 o 10:42.
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19-03-2021, 19:15   #56
 
abishai's Avatar
 

Orszak wyruszył drogą, którą Basia wskazała. Z mozołem, bo ów szlak nie przystosowany do podróży karocą czy wozem. Wertepy były straszne, ale podróż w cieniu buków przywodziła wspomnienia. W końcu jednak dotarli… i oczom Basi ukazał się jej rodzinny dworek. Cichy i spokojny… taki jak zapamiętała. Tyle że bardziej uporządkowany. Gdzieś zniknął bałagan na dziedzińcu jaki widziała odjeżdżając. Magnatka wyszła z kolaski gdy tylko ta się zatrzymała i rozejrzała się po podwórzu. Uśmiechnęła się widząc znajomy sad, zadbane krzewy. Słysząc dochodzące od tyłu odgłosy zwierząt poczuła ulgę. Dwór… znów żył.
Przybycie ich obudziło życie w dworze. Pojawili się hajducy i słudzyy… wpierw zaniepokojeni i uzbrojeni. Potem zaś zabrali się za oporządzanie zwierząt i przygotowanie strawy dla podróżnych.
Wyszedł też obecny gospodarz i skłonił się nisko mówiąc.
- Jędrzej Ściborowicz… do usług waćpani.- był to dość młody energiczny karmazyn o czarnej czuprynie i brodzie.
- Miło mi waćpana poznać. Dotarły mnie słuchy iż mój świętej pamięci małżonek pozostawił dwór w zaufanych rękach. - Barbara uśmiechnęła się do obecnego gospodarza. - Z przyjemnością obejrzałabym obejście.
- Tak. Dopilnowałem co by nic nie zostało rozkradzione. Naprawiłem tu i tam. Reszty żem nie ruszał. Ziemie okoliczne nie są zbyt urodzajne. Trzeba by więcej ludzi, no i więcej pieniędzy…. żeby coś z nimi zrobić.- wyjaśnił szlachcic oprowadzając Basię po domu rodzinnym. W którym nie zmieniło się nic poza tym, że dach załatano i dziury pozatykano, wymieniono parę szybek. Jędrzej nie ingerował jednak we wystrój wnętrza dworku.
- Jak to waćpan widzi, jest szansa by dwór przyniósł niec dochodu, albo choć zaczął zarabiać na siebie? - Barbara rozglądała się po wnętrzach z ulgą. - W okolicy zdarzają się urodzajne ziemie… choć pewnie trzeba by je odkupić.
- Jeśli sprzedadzą… a nie liczyłbym na to.- przyznał Jędrzej. - Niemniej te w posiadaniu dworku nie zachwycają.
Barbara przytaknęła ruchem głowy.
- A więcej ludzi by więc w czym pomogło? Remoncie? - Magnatka rozejrzała się po kuchni, w której się znaleźli. Dwa miesiące temu sama tu pichciła szykując się na stypę.
- To zależy co waćpani sobie zażyczy. Nie ruszałem niczego, co nie wymagało poprawy natychmiastowej. Miało być tak jak zastałem.- wzruszył ramionami Jędrzej.
- Chciałabym by dwór ten na siebie zarobił. - Barbara zamyśliła się. Obawiała się, że może już nie ma odwrotu, że jej ojciec zbyt bardzo zaniedbał obejście i zbyt bardzo wyprzedał tereny. - Lecz to… sprawa do przemyślenia. Sąsiedzi nie naprzykrzają się?
- Próbowali. Szybko im jednak się odechciało.- stwierdził ironicznie Jędrzej.
- A jakieś mniej urodzajne pastwiska w okolicy? - Barbara będzie musiała się rozeznać w sytuacji. Nie wszyscy sąsiedzi byli młodzi i nie tylko ona miała problemy finansowe. Może pól tylu nie wykupi by to było opłacalne, ale może zwierzyna. Wypytała Jędrzeja czy komuś się ostatnio zmarło? Czy ktoś ślub brał lub są dziewczęta na wydaniu. Czy aby kto go o pożyczkę nie pytał i kontynuując rozmowę wróciła do salonu i odchodzącego od niego sypialni, ciekawa, w której jej naszykowane zostanie posłanie. Szlachcic nie był aż tak obznajomiony z okolicę, ale wspomniał o dwóch zrękowinach i weselu które się odbyło, bo te rzeczy ogłoszono po mszach w kościele. Jeśli chodzi o zgony był trochę mniej obeznany, bo nie wiedząc co właściwie ma robić w tym dworku nie angażował się za bardzo w życie okolicy.
Barbara weszła do sypialni po ojcu, którą zajęła także na czas pogrzeby, gdyż ojciec sprzedał jej łóżko i rozejrzała się czy tu przeniesiono jej rzeczy.
- Chciałabym by waćpan rozeznał się w szansach na wykup terenów jak i co by tu zrobić by ten dwór zaczął nie tylko straty przynosić. - Obejrzał się na podążającego krok za nią gospodarza. - Bliski jest memu sercu.
- Postaram się.- rzekł szlachcic i rozejrzał dodając.- Jeno trzeba będzie więcej gotowizny w niego włożyć.
- Byleby to cel jakiś miało, inny niż utrzymanie rozpadającego się gospodarstwa. - Barbara uśmiechnęła się. - Przejdę się po ogrodzie, możesz wrócić do swych spraw.
-Tak pani.- Jędrzej skłonił się i zostawił Basię samą.
Magnatka gdy została sama spojrzała na okno.. nieco niepewnie podeszła do niego i rozwarła niewielkie skrzydła wpuszczając do środka przyjemne powietrze i zapachy z ogrodu. Oparła się o parapet przypominając sobie jak dzieckiem będąc tu biegała. Jak wyskakiwała przez okno… Zerknęła na swoją gustowną suknię i po chwili namysłu przysiadła na parapecie, przesadziła nogi na drugą stronę i wyszła do zarośniętego ogródka by udać się na spacer. Tak długo jak nie zawołają jej na posiłek mogła się przejść po swych panieńskich włościach.


Przez długi czas wędrowała po ogrodzie zupełnie nie niepokojona. Ale nie sama. Albo Jędrzej albo Michał rozlokował strażników na granicy ogrodu pilnujących jej spokoju i bezpieczeństwa. W końcu jednak zjawiła się i Ewka, dygnęła i szepnęła zapytując o chęć posilenia się u magnatki.
- Naszykujcie posiłek w ogrodzie. Bo siedzeniu w tamtej karczmie mam ochotę pobyć na świeżym powietrzu. - Barbara uśmiechnęła się do służącej. - Zapytajcie waćpanów Ściborowicza i Gierłatowicza czy do mnie dołączą.
- Tak pani.- szepnęła w odpowiedzi Ewka dygając i odwróciła się kierując w stronę dworku.
Barbara podeszła do granicy ogrodu by spojrzeć na rozciągające się dalej pola. Tylko nieliczne należały jeszcze do niej i jak to przyznał Jędrzej… te mniej żyzne.
Tymczasem służba zaczęła przygotowania wnosząc do ogrodu ciężki stół i krzesła. Służki zaczęły rozkładać obrus i szykować zastawę stołową. Jedzenie miało być proste i smaczne… podane z miejscowym piwem. Gdy wszystko naszykowano Barbara zasiadła przy stole. Teraz gdy znów była w domu powrócił nieco jej apetyt. Obaj szlachcic e usiedli z obu stron i zabrali się do posiłku, niespiesznie i z umiarem, co by nie wyjść przy niej na żarłocznych.
- Jak długo planujesz tu zostać waćpani?- spytał uprzejmie Jędrzej.
- Dwie noce. Ludzie odpoczną, odwiedzę grób ojca. - Barbara jadła powoli, ale z duzo wiekszym niz poprzedniego dnia apetytem. - Nie jesteśmy w stanie zaprosić sąsiadów na posiłek?
- Jesteśmy… - stwierdził Jędrzej.-... kogo chcesz zaprosić pani?
- Najbliższych sąsiadów. Część bardzo utrudniła mi życie, ale od kilku spotkałam się też z wielką pomocą w trudnym czasie. - Magnatka upiła piwa i uśmiechnęła się.
- Roześlę zaproszenia…- stwierdził Jędrzej i spytał. - Na jutro?
- Tak. - Barbara przytaknęła i sięgnęła po kolejną porcję strawy. - Dziś potrzebuje odpocząć.
- Pokój waćpani zawsze jest gotów. -odparł z uśmiechem Jędrzej i dodał.- Ponoć napotkaliście kłopoty w podróży?
- Tak i dlatego nakazałem wzmocnić straże dookoła majątku. Miejscowym można ufać?- zapytał Michał.
- Nie wiem… nie spotkałem się z jakąś wrogością. Raczej obojętnością jeśli już.- ocenił gospodarz.
- To biedna okolica.. jeśli Stadnicki komuś zapłaci… - Barbara posmutniała. - Mój ojciec narobił sobie wielu wrogów, a i wielu liczyło na to, że sprzedam majątek po pogrzebie.
- Więc mogą być kłopoty. - przyznał Gierałtowicz.
- Dlatego mam nadzieję, że posiłek nieco poprawi nastroje w okolicy i może liczyć będą na utarg ze mną, a nie od razu wezmą pieniądze od Stadnickiego.-
- To brzmi jak uczta… wtedy trzeba więcej przygotowań uczynić. Więcej pieniędzy wydać.- zamyślił się Jędrzej.- Przygotować podarki dla gości.. drogie i olśniewające.
- Wiele z sobą nie mamy. - Barbara spojrzała niepewnie na Michała. - Pytanie czy podołamy czemuś takiemu, czy lepiej przemilczeć mą obecność.
- Trzeba będzie sprowadzić fundusze z Krakowa.- przyznał starzec.
- Lecz na jutro nie podołamy pewnie? - Magnatka zamyśliła się. Wolała długo nie zostawać. Jakby nie patrzeć miała jeszcze na zamku… dodatkowe obowiązki. Bo nów zbliżał się.
- Nie. Nie tak jak byś sobie życzyła pani.- przyznał Jędrzej.
- Czy sądzicie, że wobec tego lepiej nie spraszać nikogo? - Magnatka spojrzała na obu mężczyzn.
- Może coś bardziej kameralnego da się załatwić. Małą ucztę dla okolicznej szlachty… nic co by miało przekonać miejscowych do pani.- zaproponował Michał.
- Niech więc tak będzie. Dowiem się chociaż co dzieje się w okolicy. - Barbara przytaknęła ruchem głowy. - Proszę wydajcie polecenia służbie. Czy ostało się może moje panieńskie damskie siodło?
- Tak… chyba się ostało. Nie ruszałem rzeczy z waćpani komnaty, jedynie odkurzać meble służbie
nakazałem.- rzekł uprzejmie Jędrzej.
- Niech je wyczyszczą i naoliwią. Mam ochotę na przejażdżkę. - Barbara spojrzała na Michała. - Przydzielisz mi konia i ochronę?
- Oczywiście pani.- odparł Michał kłaniając się nisko.
- Jedzcie proszę, ja nie jem dużo, a szkoda by się strawa marnowała. - Barbara wskazała na stojące na stole dania i sama upiła wina. Nie odpowiedzieli, ale żwawiej zabrali się za posiłek.
- Ach i Michale… zajmij się proszę bliźniakami, wolałabym by tu nie bałamucili dziewcząt. Ostatnie czego potrzebuję to gniewu, któregoś ze sąsiadów. - Magnatka westchnęła ciężko. Sięgnęła po jeszcze porcje posiłku by mężczyźni nie krępowali się jeść.
- Tak pani… nie dam im czasu na swawole.- zaśmiał się Starzec.
- Pozwólcie, że oddalę się założyć strój do jazdy. Nie krępujcie się jednak kontynuować posiłek. - Barbara wstała od stołu, dygnęła nieznacznie i ruszyła w stronę dworu. Napotkawszy Ewkę poleciłą przygotować dla ciebie strój do jazdy konnej, a sama zaczekała spokojnie w dawnym gabinecie ojca. Nie było tu prawie mebli jednak słudzy już wnieśli jej podróżny sekretarzyk i teraz mogła zasiąść przy nim by jeszcze chwilę oddać swą uwagę zakupionej księdze.
Zajęta lekturą mogła zapomnieć o całym świecie, choć zważywszy na zawartość księgi myśli krążyły wokół bliźniaków. Bo akurat biedna dama została “napadnięta” przez dwójkę takich bandytów i oddana ich żądzom.
- Pani… strój przyniosłam.- rzekła Ewa wchodząc.
- Och.. - Magnatka oderwała się od księgi z rumieńcem i ułożyła ją pod zielnikiem. - Wspaniale. - Uśmiechnęła się do służącej.
Ewa zamknęła za sobą drzwi i dodała.
- Koń już jest gotów. Eskorta także.
- Dobrze. - Barbara poczęła się rozbierać, układając swoje stroje na krześle. - Pomóż mi proszę.
- Oczywiście pani. - odparła nieśmiało służka i zaczęła rozpinać guzy sukni szlachcianki.
- Niezbyt okazały to dwór, czyż nie? - Magnatka uśmiechnęła się do służącej gdy ta odsłoniła jej mocno wyciętą bieliznę.
- Bardzo… urokliwy.- odparła wymijająco rudowłosa zerkając łakomie w dekolt Basi.
- Zaniedbałam cię, czyż nie? - Magnatka pogładziła twarz Ewy, gdy ta kucnęła by zsunąć przez nogi suknie szlachcianki.
- Ani trochę pani.- mruknęła cicho służka ocierając się policzkiem o palce magnatki.
Palce magnatki przesunęły się po policzku a potem delikatnie dotknęły warg służącej. Ta objęła palcami opuszki dwóch z nich ssając je delikatnie.
- Na co masz ochotę moja droga? - Barbara z zaciekawieniem dotknęła pochwyconymi palcami języka służącej.
-Pani…- zawstydziła się rudowłosa i spuściła głowę. -... nie chcę się narzucać.
- Nie narzucasz się, ale czasu nie mamy dużo skoro koń czeka… - Magnatka ujęła ją pod podbródkiem i uniosła twarz ku sobie.
- Mogę poczekać pani.- odparła cicho Ewka.
- Dobrze… po powrocie z przyjemnością wezmę kąpiel z masażem, a teraz pomóż mi sie ubrać. - Magnatka, pogładziła czule twarz Ewki nim ją puściła.
- Oczywiście pani.- mruknęła cicho służka.
Barbara dała się ubrać i już w stroju jeździeckim ruszyła ku stajni. Suknia była dużo prostsza i krótsza niż te, w których chodziła zazwyczaj. Kontusz kobiecy, miał też dużo mniejszy dekolt, a spod czapki wystawały jej blond długie włosy.
Tam już czekali na nią bliźniacy… zapewne po to by robić za jej eskortę. I w nagrodę za swoje poświęcenie z karczmy. Trzymali jej konia i siedzieli na własnych wierzchowcach.
Po plecach Barbary przeszedł niepokojący dreszcz podniecenia. Podeszła do osiodłanego dla siebie konia i sprawnie na niego wsiadła.
- Czyżby mieli waćpanowie mi towarzyszyć? - Uśmiechnęła się starając się nie zdradzić tej ekscytacji.
- Tak pani.- odparli bliźniacy i jeden z nich dodał.- I jeśli się panience narazimy pan Gierałtowicz dość obrazowo nam wytłumaczył konsekwencje.
- Och przedstawicie mi je? - Barbara dała znak zwierzęciu i skierowała je w stronę drogi, która prowadziła do granic ich dawnych ziem.
- Wolałbym nie.- wtrącił drugi z braci, gdy podążali tuż za nią na koniach.
- Cieszy mnie iż Michał tak dobrze sobie z wami radzi. - Barbara jechała stempa, rozglądając się po okolicy. Szybko opuścili jej ziemię i wyjechali na tereny sprzedane przez ojca. Dobrze, że matka tego nie dożyła. Pocieszającym było to, że teraz to były jej tereny. Jej małżonek wszak odkupił wszystko co pierwotnie należało do jej rodziny. Chłopi pracowali na polach, acz na widok Basi przerywali pracę wpatrując się w nią zdziwieni. Pewnie nie spodziewali się jej powrotu.
Magnatka przyglądała się spalonym słońcem twarzom. Niektórych z nich kojarzyła bo pijał z nimi ojciec. Pod koniec było mu wszystko jedno czy to chłop czy szlachcic. Czasem odrywała wzrok od pól by spojrzeć to na jednego to na drugiego bliźniaka.
Ci rozglądali się dookoła bacznie w poszukiwaniu zagrożeń, czasem tylko zerkając na pośladki i plecy ich chlebodawczyni. Po wydarzeniach w karczmie niewątpliwie poważniej brali się za swoje obowiązki. To nieco uspokoiło Barbarę. Podniecenie wszystkimi możliwymi wydarzeniami rozpływało się wraz kolejnymi końskimi krokami podczas których nic się nie działo. Zjechała drogą w kierunku starego młyna, a raczej tego co po nim pozostało. Dziadek pobudował drugi, bardziej w górę rzeki, bo ten i tak się już sypał.
Szlachcice podążyli za nią rozglądając się bacznie. Jeden z nich wyprzedził Basię co by przyjrzeć się rozpadającemu się budynkowi i upewnić, że nie ma tam nikogo czekającego na magnatkę z siecią i linami.
- Kiedyś przybiegłam się tu bawić. - Barbara obejrzała się na majaczący za polami dwór i zsiadła z konia, a wodze umocowała do drzewka dając zwierzęciu się paść. Stała jednak grzecznie czekając aż jeden z bliźniaków skończy rozpoznanie.
- Nic tu groźnego nie widzę.- stwierdził jeden z braci, a drugi już zsiadł z konia, by przywiązać swojego, oraz tego którego pierwszy z bliźniaków porzucił zsiadając, co by mógł zajrzeć do środka młyna.

Barbara podeszła do strumienia i spojrzała w stronę jego źródła by tam dojrzeć kolejny młyn. Tamten pracował i jeśli dobrze pamiętała był własnością Żmigrodzkiego… był jej. Niby mogłaby jakoś powiązać dwór z młynem… pobudować spichlerz na nieurodzajnej ziemi. Tylko trzeba by zrobić lepszą drogę. Stała tak w zamyśleniu zupełnie zapominając o towarzyszącym jej młodzieńcom.
Jej eskorta zaś rozglądała się maskując znudzenie ziewaniem, lub zerkała na jej krągłości… maskowane nieco co prawda, przez strój. Tak kusiło by pograć z ich apetytem. Barbara rozpięła kontusz, położyła go na ziemi i przysiadła nań. Pod spodem miała koszulę z cienkiego lnu i kamizelkę, która zgrabnie unosiła jej krągłości.
- Odpocznę chwilę i ruszymy dalej. - Uśmiechnęła się do młodzieńców.
Skinęli głowami i ustawili się tak, by mieć dobry widok na całą okolicę. I jeszcze lepszy na jej dekolt.
- Jak tam wasze rany po potyczce w karczmie? - Barbara także się rozglądała. Nie powinna kusić losu. Powinna pilnować się… czemu Michał wybrał akurat bliźniaków?
- Dobrze…- odparł jeden z braci.- Goją się szybko.
- Cieszy mnie to. - Basia uśmiechnęła się ciepło. - Zmartwiliście mnie.
- Niby czym.- prychnął jeden z nich. A drugi dodał.- Nie tak łatwo nas ubić.
- Oby. - Barbara zaśmiała się słysząc ich pewność siebie. - Pewno podążają za nami. - Obejrzała się na lasek po drugiej stronie rzeki i palcami zaczęła się bawić troczkami swej kamizelki.
- To dostaną nauczkę ponownie.- nie tak łatwo było przerazić bliźniaków.
- No tak… - Barbara wstała z kontusza i podniosła go wypinając się w stronę bliźniaków. Otrzepała strój z trawy. - Straciłam kilku ludzi podczas jednej z napaści… - Obejrzała się na mężczyzn zakładając kontusz. - Jedźmy dalej.
- Tak pani.- rzekli obaj wodząc łakomym wzrokiem i wymieniając się spojrzeniami. Basia wiedziała o nich wystarczająco, by wiedzieć jakie pokusy chodzą im po głowie. Gdyby była chłopką, już by leżała między nimi zbałamucona ich słowami i pieszczona ich dłońmi.
- Choć przyznam… - Barbara uśmiechnęła się do nich zadziornie. - że zdaje się jakby brakowało wam pewności siebie.
- Nie rozumiem o czym prawisz pani.- rzekł jeden z braci uprzejmie.
- Jedźmy wobec tego. - Barbara wskoczyła na konia i ruszyła w kierunku nowego młyna, pamiętała drogę prowadzącą od niego do dworu, musiała jednak sprawdzić w jakim jest stanie.
Podróż nią pobudzała wspomnienia u Basi, bądź co bądź przemierzała ją często… dawniej. Teraz przekonywała się, że jest ona cóż… w nienajlepszym stanie. Bądź co bądź, Ściborowicz nie miał zbyt wiele czasu by usunąć zaniedbania spowodowane przez jej ojca. Ani dość funduszy.
Dowodem tego był nowy młyn, który już z daleka zdradzał niepokojące oznaki. Wyraźne szczeliny między deskami i w oknach zapchane pakułami. Młynowi przydałaby się ciesielska opieka. Rodzina młynarza jak i on sam robili co mogli… ale niewiele uczynić mogli. Wszak pieniądze z mielenia zboża szły wszak przede wszystkim na jedzenie, ubrania i powinności wobec jej dworku.
Gdy Basia się zbliżała młynarz z rodziną wyszli przed młyn witać dobrodziejkę pokłonami.
Magnatka zsiadła z konia oddając wodze jednemu z bliźniaków i podeszła do witających ją ludzi.
- Cieszę się widząc was w dobrym zdrowiu. - Uśmiechnęła się do młynarza, którego pamiętała z czasów gdy jeszcze dzieckiem była, a i który pamiętał czasy jej matki.
- I ja cieszę widząc się panienkę w zdrowiu i w fortunie.- stwierdził uprzejmie młynarz.
- Widzę jednak, że młyn ma najlepsze czasy za sobą. - Magnatka wskazała na znajdujący się obok drewniany budynek na kamiennej podmurówce.
- Niestety ostatnie lata nie były udane pani. - stwierdził chłop kiwając głową porośniętą gęstą czupryną jasnych włosów.- Żeśmy często musieli darmo mielić zboże… co by… długi pospłacać dworu.
- Tak…. - Barbara przyglądała się z uwagą budynkowi. Wiedziała, że teraz będzie już lepiej ale… - W jakim stanie jest młyn? Co wymaga wymiany? Naprawy?
- Pewnikiem tak. Coś tu i tam się obluzowało. Trochę żeśmy sami naprawili, ale przyjrzeć mechanizmowi trzeba. Bo to łatane przez nas było. Czasem się zacina.- przyznał młynarz.
- Niech ktoś zjawi się rano w dworze i do pana Ściborowicza sie zgłosi. Kto wam wcześniej młyn naprawiał, jest ktoś we wsi czy trzeba po kogoś posłać dalej? - Magnatka oderwała wzrok od młyna i spojrzała na drogę.
- Nikt go nie naprawiał, odkąd go zbudowano pani.- przyznał się chłopina. - Pewnikiem w mieście trzeba by cieśli szukać.
- Zgłoście się rano. A jak droga do dworu? - Wskazała na zarośniętą alejkę między drzewami. - Da się w koń przejechać?
- Co by się nie dało. Wozem też da… ino w najgorsze słoty i zimy. Ale przecie wszędzie tak jest. - odparł młynarz, a Basia mu przytaknęła. Wszędzie tak było w Rzeczypospolitej. Nie słynęła ona z solidnych dróg.
- To dobrze. - Magnatka pożegnała się z młynarzem i wróciłą do swojego konia by na niego wsiąść i ruszyć alejką w stronę dworu. Może by i dało spichlerz niewielki pobudować, strzec go swymi ludźmi i opłatę w mące i zbożu pobierać? Gdyby na handel to dać, pewnie mogłaby więcej niż tu we wsi uzyskać. Ale to ze Ściborowiczem wolała omówić, pewnikiem większe od niej miał doświadczenie. W zamyśleniu spoglądała pomiędzy drzewami, które znacznie podrosły od kiedy była w młynie ostatnio. Przy pogrzebie nie było okazji, a wcześniej… zakonu raczej nie opuszczała. Czasem jej wzrok uciekał w stronę bliźniaków. Ciekawa była jakby to było znaleźć się między nimi, tyle czy będzie okazja?


Dojechała do dworu na obiad, więc przypadła do niej Ewka ze służbą by pomóc jej zsiąść i przygotować się do posiłku. Streściła, że dworek odwiedziło paru miejscowych szlachciców zapewniając Ściborowicza o dozgonnej przyjaźni… przedtem się jednak żadnemu nie chciało zajrzeć tutaj. Ani chybi już wiedzieli o przybyciu Basi.

- Cóż.. dobrze, że przybyli. - Magnatka nie przejęła się tym zbytnio. Kusiło ją nawet by wziąć jakieś dziewczę czy innego chłopaka na swój dwór, na stajennego, służącą… bo rodów szlacheckich to tu nie było, a tak by zawsze miała przychylną rodziną we wsi. - Waćpanowie już jedli czy zjedzą ze mną?
- Już jedli…- przyznała Ewka.
- Dobrze. Porozmawiam z Ściborowiczem i przyjdę na posiłek. - Barbara uśmiechnęła się do Ewy i zdjęła z siebie kontusz oddając go służącej. - Naszykujecie mi go w jadalni?
- Tak pani.- Ewka dygnęła pośpiesznie i ruszyła do kuchni by jak najszybciej wykonać polecenia Basi.
Pozostałe służki pomagały zaś szlachciance przy przebieraniu się. Gdy Magnatka została przebrana udała się na spotkanie z zarządcą majątku, mając nadzieję, że spotka go i Michała w jednym miejscu.
Spotkała ich obu, najwyraźniej jej “opiekun” również chciał się z nią rozmówić. Skłonili się obaj przed nią, po czym stary szlachcic spytał.
- Przejażdżka była owocna?
- Tak, obejrzałam ziemię od strony rzeki. - Barbara uśmiechnęła się ciepło. - Poprosiłam by ktoś się jutro zgłosił od młynarza. Młyn jest w fatalnym stanie.
- W kiepskim…- przyznał Jędrzej i dodał.- Widziałem go. Ino zalecono mi jedynie ziemiami się zaopiekować i niczego zmieniać. Takoż i ostawiłem młyn w spokoju. Zresztą fundusze mi przeznaczone nie były wystarczające na takie zmiany.
- Młyn zawsze pracował na dwór, a obecnie jest już moją własnością, więc chciałabym by się nim zajęto. Teraz już opłaty pobierać może, gdy długi zostały uregulowane. - Barbara zerknęła na Michała ciekawa co on na ten temat sądzi.
- Nie zarabia aż tak wiele pani. Miejscowe ziemie nie są zbyt płodne nawet u sąsiadów.- przyznał Jędrzej.
- Dotychczas nie zarabiał nic. Szczególnie gdy uszkodzony jest mechanizm. - Magnatka uśmiechnęła się do zarządcy po czym rozejrzała się po dworze, który toż tyle lat utrzymywany był dzięki młynowi… z winy ojca. Nigdy w ogóle nie powinno do czegoś takiego dojść. - Chce by go naprawiono. Mechanizm. Jak ruszy niech część utargu wykorzysta na naprawę budynku. Zbliżają się zbiory, nie ma co z tym czekać.
- Tak więc będzie pani.- rzekł usłużnie Jędrzej.- Poślę sługi po kogoś, kto by mógł mechanizm w młynie sprawdzić i naprawić.
- Dobrze. - Magnatka przytaknęła i spojrzała na Michała. - Bliźniacy dobrze się sprawowali. A teraz pozwólcie, że oddalę się na posiłek.
- To znakomicie…- odparł z uśmiechem stary szlachcic, bo jak Basia podejrzewała… o to właśnie chciał zapytać.
- Musisz mi później zdradzić czym ich zastraszyłeś. - Magnatka zaśmiała się. Przejażdżka pobudziła jej apetyt, a bliskość mężczyzn przypominała o głodzie, który wywołali bliźniacy.
- Po co psuć sobie apetyt żołnierskimi żartami.- odparł Michał głaszcząc się dłonią po brodzie.
- Żartami? - Barbara spojrzała na niego z zaciekawieniem.
- Darciem skóry pasami. Bo tym się kończy napaść na magnatkę.- odparł cicho Michał.
- No tak… - Basia przytaknęła ruchem głowy. To rzeczywiście mogło co nieco pohamować zapędy bliźniąt wobec jej osoby. Pożegnała się z mężczyznami i udała na posiłek.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-03-2021, 07:34   #57
 
Aiko's Avatar
 
Ewka już tam na nią czekała gotowa służyć pomocą przy skromnym (przynajmniej w porównaniu tym z rodowego zamku) posiłku. Basia jak zwykle poleciła jej usiąść i się poczęstować nim sama zabrała się za jedzenie w milczeniu. Cały czas gnębiło ją co powiedziała Magdalena, że powinna wykorzystać bliźniaków. Pobudzało to jej apetyt i ciekawość, sprawiając że poświęcała braciom więcej uwagi niż na nią zasługiwali. Nie była jednak służącą… nie mogła ot tak oddać się komuś na sianie.
Ewka nie miała świadomości dylematów swojej pani, choć widziała że nad czymś rozmyśla. Wykonywała więc polecenia z dokładnością i sumiennością.
- Pan Michał kazał zapytać o… miejscową piwniczkę.- wtrąciła w końcu nieśmiało.
Magnatak wyrwana ze swych myśli spojrzała na nią zaskoczona.
- O piwniczkę?
- Tak. - potwierdziła służka.
- Jest w dworze.. schodzi się doń z kuchni, ale nie wiem czy są tam jakieś zapasy. - Barbara przyglądała się Ewie zastanawiając się po cóż Michał miał o piwniczkę pytać.
- Przekażę mu.- zgodziła się Ewka uśmiechając się niewinnie. Ona z pewnością również nie wiedziała, po cóż stary szlachcic o to pytał.
Nie możliwe było by Michał miał chęć na taką schadzkę jak w karczmie, prawda?
- Jeśli będzie miał życzenie… mogę mu ją pokazać. - Barbara uśmiechnęła się do służącej. - Przekaż mu to proszę moja droga.
- Tak pani.- odparła Ewka i wróciła do milczącej posługi.
Barbara zjadła w ciszy, wzięła książkę z gabinetu i udała się z nią do ogrodu, uznając, że jeśli Michał będzie potrzebował przewodnika, to ją odnajdzie.
Przez kilka pacierzy mogła się skupić na lekturze, co wcale nie ułatwiało sytuacji… bo pobudzało apetyt zamiast go gasić. Po co wszak czytać, to można było przeżyć, nieprawdaż?
Barbara westchnęła ciężko zamykając książkę. Fantazje którymi dzielił się z nią autor wypełniały jej głowę i pobudzały ciało. Niemal czuła jak ściskana jest pomiędzy dwoma kochankami. Spojrzała na dwór nieco się martwiąc, że przyjdzie jej zająć się sobą samej… choć zawsze mogła spędzić chwilę z Ewką. Wstała z ławeczki i ruszyła do dworu, gotowa zajrzeć do tej piwniczki.
I idąc tak natknęła się na Michała idącego w jej stronę. Starzec skłonił się jej nisko.
- Propozycja aby nadal aktualna?
- T.. tak. - Barbara uśmiechnęła się starając się ukryć podniecenie. Gdyby tylko Michał wiedział o jej wyuzdanych myślach… Pewnie jednak bardziej by od niej stronił. Teraz jednak ujęła go pod ramię i poprowadziła w stronę kuchni.
- Obawiam się iż moja propozycja to zbyt śmiałe zachowanie. Myślę że z czasem powinienem powściągnąć takie pragnienia.- rzekł cicho Michał, gdy szli do kuchni jej dworku.
Barbara przyjrzała się szlachcicowi z zainteresowaniem.
- Czy nie odpowiadają ci twe pragnienia? - Jej wzrok wodził po twarzy mężczyzny. Nie chciała go zmuszać do bycia z sobą.
- Rozsądek podpowiada by to przerwać.- ale jego dłoń chwytająca ją za pupę mówiła Basi zgoła coś innego.
- Daj mi się sobą nacieszyć nim wrócimy i Jadźka cię pochwyci. - Barbara uśmiechnęła się i otworzyła drzwi kuchni od ogrodu, by zajrzeć do środka. O dziwo… nikogo tam nie było. Zapewne była to sprawka Michała, który musiał wszystko zaangażować. Magnatka poprowadziła go do sporej podwójnej klapy.
- To tu… gdy matka jeszcze żyła zawsze mieliśmy duże zapasy. - Powiedziała cicho czekając aż mężczyzna otworzy drzwiczki, podczas gdy ona sięgnęła po świecznik.
Szlachcic wykazał się krzepą szybko i sprawnie podnosząc klapę. Barbara zeszła ze świecznikiem jako pierwsza po drewnianych, stromych schodkach rozglądając się z zaciekawieniem. Zarządca wyraźnie zaczął dbać o zapasy i puste półki z czasów stypy zaczęły wypełniać się mięsiwami, jakimiś garnkami. Piwniczka choć pusta była duża, ciągnęła się pod całym dworem.
- To tutaj… - szepnęła cicho i obejrzał się na Michała.
- Tak…- poczuła jego dłonie na swoich biodrach, wodzące po nich i po jej pośladkach przez suknię.
- A teraz twoje kaprysy pani…- szeptał wodząc rozpalonym wzrokiem po jej obliczu.
Magnatka odstawiła świecę na beczkę i pochwyciła twarz szlachcica by pocałować go namiętnie. Chciała dać upust trawiącemu jej ciało podnieceniu.
Michał odpowiedział namiętnym pocałunkiem, chwytając szlachciankę w pasie i dociskając do siebie. Jego dłonie wodziły po jej ciele, jakby chciał zerwać z niej wszelkie tkaniny. Barbara żałowała, że nie pozostała w stroju dojazdy, był bądź co bądź, dużo lżejszy. Teraz zsunęła dłonie z twarzy kochanka całując go niepierwanie. Przesunęła : palcami po jego torsie, by sięgnąć do pasa trzymającego jego kontusz i go rozwiązać.
Nie przeszkadzał jej w tym. Zamiast tego dłonie mężczyzny spoczęły na jej piersiach ściskając je przez materiał sukni. Wkrótce pas z szablą opadł na ziemię.
Barbara sięgnęła do jego spodni, rozsznurowała je i sięgnęła pod materiał, szukając tego co już wyczuła pod palcami. Wkrótce odnalazła ów oręż, gotów służyć jej pragnieniom…. ciepły i twardy.
Michał sapnął cicho czując jej zwinne paluszki, na swojej męskości. Magnatka bawiła się swą zdobyczą nie przerywając pocałunków. Pragnęła go, pragnęła by ją posiadł.
- Na skrzynce? - Zaproponowała pierwsze siedzisko jakie rzuciło się jej w oczy, ściskając przy tym nieco mocniej oręż kochanka.
- Tak… jeśli tak sobie życzysz.- zgodził się z nią Michał poddając się jej dotykowi na swojej dumie.
Barbara wypuściła kochanka, cofnęła się zdejmując spod sukni pantalony i usiadła na skrzynce wpatrując się w kochanka i jego uniesiona dumę.
Szlachcic zbliżył się ku niej i opadł na kolana, wodząc palcami po jej nogach podciągał w górę suknię.
Barbara zadrżała od chłodu, który poczuła na swej rozpalonej kobiecości.
Odsłoniwszy ów skarb, szlachcic natarł na niego niecierpliwie swoim taranem, zaciskając dłonie na nogach Basi i składając pocałunki na jej szyi i dekolcie. Barbara z trudem panowała nad swym głosem. Lektura i widok bliźniaków pozostawiły jej ciało niezaspokojone i teraz całe wołało o to by mężczyzna je wypełnił. I Michał starał się to spełnić, trzymając mocno uda i poruszając energicznie biodrami. Każdy szturm okraszał pocałunkiem lub ukąszeniem na szyi magnatki dążąc do intensywnego spełnienia.
Barbara pochwyciła twarz kochanka i przycisnęła jego usta do swoich czując, że zaraz dotknie ją spełnienie, a czując że nie da rady zapanować nad słodkimi jękami. Michał też był już blisko i nie tylko on. Ciche chichoty i rozmowa jakiejś pary też… ktoś powoli schodzić począł po schodach. Widocznie tym razem Michałowi nie udało się zabezpieczyć odpowiednio ich “miłosnego gniazdka”.
Magnatka spojrzała przerażona na swego kochanka nie mogąc zbyt wiele zrobić w tej pozycji. Odezwała się szeptem.
- Michale.. - Skinęła głową w kierunku schodków.
Szlachcic sam również uczynić wiele nie mógł. Za blisko spełnienia oboje byli. Przechylił się jedynie w bok, co by świecznik Basi podać do zdmuchnięcia. Magnatka zgasiła go i objęła mocno kochanka, czując, że zaraz dojdzie do szczytu.

Parka która zeszła na dół, akurat świeczki ze sobą nie wzięła. Stanęli w drzwiach korzystając z odrobiny światła dochodzącego z góry i poczęli się całować. Młodzian zresztą planował coś więcej podciągając jedną dłonią spódnicę dziewczęcia. I oglądając coś takiego, ukryci w mroku i pogrążeni we własnych figlach, magnatka i szlachcic doszli do szczytu. Barbara objęła mocno szlachcica oddychając z trudem, wtulając się w jego kontusz tak by pozostali nie mogli ich usłyszeć.
Czuć było zapach zgaszonych świec, ale dwójka kochanków była zbyt zajęta sobą by skupić się na tym detalu bądź zauważyć dwójkę widzów ukrytych w mroku piwniczki. Młodzian uwolnił od koszuli piersi dziewczęta i począł je ugniatać i całować na ich oczach. Ukryci w półcieniu nie byli na tyle widoczni, by Basia z Michałem mogli dostrzec dokładnie rysy ich twarzy… i rozpoznać ich.
- Powinniśmy ich przepłoszyć. - Magnatka odezwała się cicho wprost do ucha szlachcica.
- Powinniśmy? - Michał jakoś nie był przekonany do tego zamysłu. Bo jak wytłumaczą fakt, że siedzieli po ciemku w piwnicy?
- Chyba… - Barbara zawahała się. Jej wzrok cały czas uciekał w kierunku kochanków. Kim byli? Czyżby to była któraś z jej służących? Możliwe, choć raczej to była chłopka… natomiast młodzian mógł należeć do jej straży. W tej chwili jednak nie dało się tego sprawdzić, bowiem spódnica zakryła głowę mężczyzny. A cokolwiek czynił pod nią dziewczęciu masującemu swoje odsłonięte piersi, z pewnością jej się podobała. Pojękiwała bowiem zachęcająco.
Michał zaś po cichu cofnął się co by wymacać swój pas i szablę. Nerwowo przy tym porządkował resztę swojej garderoby.. Magnatka sięgnęła po leżącą na podłodze bieliznę i założyłą ją przyglądając się kochankom. Czy możliwe, że czynił on służącej to, co jej zdarzało się otrzymywać od Ewki? Zagryzła warge obserwując ich z narastający podnieceniem, przekonując się że z pewnością sprawia jej jakąś przyjemność bo dziewczyna wzdychała głośno i masowała intensywnie swój biust.
Szlachcic tymczasem zdołał owinąć się pasem w biodrach.
W ciemnościach Barbara sięgnęła pod suknią do własnej kobiecości i poczęła się pieścić, czując jak jej ciało reaguje na te widoki. Nie był tego faktu świadom ni Michał, ni dwójka kochanków. Szczególnie dziewczę, które wiło się oparte o framugę drzwi pojękując głośno i bezwstydnie pod wpływem pieszczot kochanka. Barbara poczęła pieścić swą kobiecość starając się zapanować nad jękami chcącymi opuścić jej usta.
Michał przyczaił się nieco zajęty zapinaniem szabli do pasa. Najwyraźniej wolał by ich obecność tutaj była tajemnicą, nawet za cenę pozwolenia na swobodę tej dwójce. A oni najwyraźniej się rozochocili. Bo zamienili rolami. Młodzian wydobył głowę spod spódnicy dziewczyny, a ta uklękła i po oswobodzeniu męskości kochanka, namiętnie objęła ją ustami. Barbara podniosła się i nerwowo podeszła do szlachcica. Chwyciła się go by na niego nie wpaść i przytuliła zbliżając wargi do jego ucha.
- Ja… pragnę cię mieć raz jeszcze. - Wyszeptała cicho.
- Pani.. teraz.. chyba nie wypada… później może? Za .. chwilę ? - zaprotestował cicho szlachcic targując się przy okazji i patrząc, tak jak i ona na dziewczę smakującą dumę swojego kochanka, z nagimi piersiami unoszącymi się w szybkim oddechu. Przypominało to nieco spotkanie Basi z Cosette i jej śpiącym kochankiem. Choć oczywiście ochmistrzyni była wtedy bardziej wyrafinowana i wyrachowana w działaniu.
- Ja pragnę cię teraz. - Barbara oparła rozpalone czoło o pierś Michała. Czuła, że nie panuje nad sobą. Jej ciało drżało mocno z podniecenia. Wiedziała, że szlachcic ma rację, że nie powinni… zbyt wiele by ryzykowali. Nie chciała się jednak odsuwać, pragnęła by Michał ponownie ją posiadł.
- Ja też pani… acz nie możemy… jeszcze… wkrótce.. obiecuję.- szeptał żarliwie szlachcic obserwując sytuację. A ta musiała się zmienić, bo zamiast lubieżnych mlaśnięć Basia usłyszała ciche sapanie i dziewczęce jęki.
Barbara obejrzała się na kochanków nie odsuwając się od Michała. Miast tego sięgnęła w ciemnościach do jego dłoni i ułożyła ją na swej piersi. Szlachcic namiętnie ścisnął ową krągłość i ugniatał ją żarliwie, gdy oboje zerkali na pochyloną niewiastę, której krągłe pośladki zostały odsłonięte, a kobiecość zdobywana silnymi ruchami bioder kochanka. Nadal figlowali we framudze drzwi… ona oparta o nią i pozwalająca by bujanie jej piersi pokazywało żarliwość kochanka trzymającego ją za pośladki i biorącą w posiadanie.
Barbara stanęła plecami do szlachcica układając drugą jego dłoń na swej piersi i ocierając się pośladkami o jego krocze gdy tak obserwowali baraszkującą z sobą parę.
Po chwili czuła nie tylko rosnącą gotowość kochanka pomiędzy pośladkami i jego dłonie zaciskające się niemal boleśnie na jej biuście uwięzionym w gorsecie, ale i ciepły oddech oraz pocałunki na karku.
Młodzian zaś brał wieśniaczkę w posiadanie coraz szybszymi ruchami, a jej głośne jęki świadczyły o tym, że jest temu wielce rada.
Magnatka czuła, że zaraz sama ulegnie pragnieniu i odda się owemu młodzianowi. Gdy Michał ją pieścił, zsunęła ponownie bieliznę i poczęła się ponownie dotykać. Jej wzrok wędrował to po twarzy chłopaka, starając się go rozpoznać, to po miejscu gdzie łączyły się ciała kochanków.
Na jej szczęście dłonie szlachcica trzymały mocno jej piersi. A sam starzec miał sporo krzepy, więc nawet gdyby chciała, to i tak nie mogła się wyrwać. Pozostało jej więc oglądać ten lubieżny spektakl.
~Niech skończą~powtarzała w myślach, chcąc by i jej ciało zostało wypełnione. Dotykając się jedną dłonią, drugą poluzowała gorset, by szlachcic mógł zacisnąć dłonie bezpośrednio na jej krągłościach.
Z czego ten skorzystał wyciskając jej biust na wierzch, chwytając go i pieszcząc dość brutalnie. I on był sfrustrowany. Na ich szczęście w końcu młodzian i jego kochaneczka poczęli drżeć, aż w końcu… ona doszła z jękiem czując jego żądzę na swoich pośladkach. Młodzian bowiem nie pozwolił sobie dojść w kochance… bojąc się ją zbrzuchacić.
Gdyby jej kochankowie myśleli o takich rzeczach… no ale cóż. Cosette miała rację, nie wytresowała ich sobie. Na ten przykład takiego Michała… poruszyła mocniej pupą drażniąc męskość kochanka.
- Waćpani… sobie za dużo pozwalasz…- rzekł żartobliwie i cicho kąsając magnatkę w szyję, podczas gdy kochankowie pospiesznie poprawiali garderobę, zapewne oboje obowiązki wzywały. Szkoda, że nie miała okazję, by dobrze im się przyjrzeć.
- Za mało… wiesz jak męczy mnie czekanie? - szept Basi był rozpalony, a ciało drżało już wyraźnie.
- Tak pani…- Michał puścił jej piersi, tylko po to by podwinąć suknię i palcami dotykać rozpalonego zakątka między jej udami.- Jak sobie życzysz?
Tymczasem dwójka kochanków pospiesznie opuszczała piwnicę.
- Mocno. - w głosie Basi słychać było stanowczość ale i podniecenie.
- Tak jak oni… oparta o framugę?- zapytał rozpalonym głosem kochanek podzielając jej zapał.
- Tak. - Magnatka czuła, że zaraz rzuci się na kochanka. Michał puścił magnatkę coby mogła zająć pozycję, tak jak wieśniaczka wcześniej. Barbara podeszła do framugi i oparła się o nią spoglądając rozpalonym wzrokiem na szlachcica.
Michał podążył za nią, po czym pospiesznie zaczął odgarniać tkaniny jej sukni i bieliznę… co by dostać się do skarby który skrywały.
Pochwycił jej pupę… i posiadł władczo i mocno jej kobiecość. Piersi Basi zakołysały się od tych szturmów, raz po raz przeszywających jej ciało. Basia poddawała się kochankowi czując, że jest niebezpiecznie blisko szczytu.
Jeszcze kilka mocnych ruchów ze strony kochanka, jeszcze kilka pchnięć i poczuła jego spełnenie w sobie.
Basia jęknęła cicho i oparła się całym ciałem o framugę.
- Waćpani jest… nienasycona.- szepnął chrapliwie Michał, sam winny podobnego zachowania. Wszak to jego dłoń chwyciła pierś magnatki miętosząc ją mocno, acz leniwie.
- Och bo ty jesteś? - Basia zetknęła ponad ramieniem na szlachcica.
- Waćpani jest pokusą której trudno się oprzeć.- przyznał Michał.
- Och momentami doskonale mi się opierasz. - Magnata przekręciła się nieco i pocałowała Michała.
- Momentami. Coraz rzadziej.- przyznał szlachcic.
- Nie martw się, wrócimy do zamku i znów będziesz miła Jadźkę. - Basia poklepała mężczyznę i spróbowała się odsunąć.
- Oczywiście.- Michał speszył się na to wspomnienie. Odsunął dodając.- My z Jadźką, to… nie do końca prawda. To plotka stworzona po to, by… wyjaśnić czemu ze służby nie wyrzucona jeszcze.
- Sam mówiłeś, że bywa w twej sypialni. - Magnatka poprawiła swój kostium.
- Rzadko.- przyznał szlachcic.- Rzadziej niż to ludzie rozpowiadają.
- Cóż.. Jan jest z niej raczej zadowolony, prawda? - Basia skończyła ze swą garderoba i zabrała się za poprawianie misternie upiętych długich włosów.
- Cóż…- zamyślił się szlachcic.- … kurtyzaną to ona nie jest. Ale urok ma i… atrybuty.
- Ładnie to tak przy jednej kochance chwalić drugą. - Basia zaśmiała się cicho zasłaniając dłonią usta.
- Z waćpanią równać się nie może.- rzekł żarliwie szlachcic.
- Chodźmy nim ktoś tu nas dojrzy. Jestem ciekawa twojej opinii na temat tutejszego młynu. - Barbara weszła na schodki.
- Nie znam się na tych kwestiach pani. Gospodarzenie to bardziej ochmistrzyni rola.- przyznał się Michał poprawiszy ubraniem a następnie podążył za nią.
- Nie proszę byś się tym zajął lecz byś mi doradził. - Magnatka weszła na poziom kuchni. - Z tego co mi wiadomo ty zarządzasz majątkiem po Józefie i wypłacasz odpowiednie należności.
- Tak. Niemniej decyzje związane z ekonomią, wszelkie zakupy i sprzedaże ziemi czy też budynków, wszelkie inwestycje w towary u kupców, wszelkie tego typu plany były zamysłem twojego świętej pamięci małżonka.- wyjaśnił Michał.- W tej kwestii jam jeno wypełniał polecenia.
- Gdy wrócimy będę chciała poświęcić temu dłuższą chwilę, mam nadzieję, że z jego inwestycji wyłoni mi się ogólny zarys tego co planował. - Barbara westchnęła. - Nawet nie miałam jak z nim pomówić. - Wyszeptała cicho.
- Ostatnio miał plany głównie co do swojego potomka.- odparł cicho i wstydliwie Michał. - Wiedział, że kostucha już puka do jego drzwi.
- Tego się domyśliłam. Nie zawsze ktoś jest gotów spłacić długi jakiejś pomniejszej szlachcianki. - Magnatka rozejrzała się po kuchni, w której do niedawna sama gospodarzyła gdy cała służba odeszła. Podeszła do kanki z mlekiem i nalała sobie nieco do kubka. - Patrząc jednak na to co zbudował, wątpię by myślał tylko i wyłącznie o potomku.
- O synu… buduje się potęgę rodu dla następców.- odparł z uśmiechem Michał i pokręcił głową.- Owszem marzyły mu się urzędy i tytuły i godności, lecz… w Rzeczypospolitej są granice kupowania urzędów. Dalej zaś… jest polityka.
- Cóż, teraz budowanie potęgi jest też moim interesem. - Barbara upiła nieco mleka. - Cóż przyjdzie nam poczekać na powrót do zamku.
- Albo i dłużej… z zamku potęgi budować się nie da. Trzeba by na dwór królewski, albo do magnatów z wizytami się udawać.- ocenił Michał.
- Na razie musiałabym się dowiedzieć z kim Józef już się układał,a do tego potrzebuję jego notatek. - Barbara odstawiła pusty kubek po mleku i otarła usta wydobytą z kieszeni sukni chusteczką.
- Obawiam się, że pewnych sekretów nie powierza się pergaminowi. Pewne sekrety pozostają jedynie w sercu.- wtrącił Michał cicho.
- Też mam taką obawę. - Barbara westchnęła ciężko. - Zobaczymy co też wyjdzie na światło dzienne podczas przyjęć, które pragnie zorganizować Cosette.
- Dużo zalotników, tego pewien jestem.- zaśmiał się Michał przyglądając Basi.
- Ciekawe ilu z długami u Józefa. - Basia zaśmiała się. - Co teraz planujesz? Ja chyba pospaceruję po ogrodzie.
- Ja powinienem się rozejrzeć po obejściu i nadzorować wszystko. Co by słudzy nie poczuli się tutaj za swobodnie. Bo najwyraźniej niektórym to swawole w głowie.- odparł z przekąsem starzec.
- Zauważyłam. Do zobaczenia wobec tego. - Magnatka dygnęła przed szlachcicem i kołysząc nieco biodrami ruszyła w stronę wyjścia do ogrodu.


Była to przyjemna wizyta w domu… dziwnie ekscytująca świadomością oddawania się przyjemności w znajomym miejscu. Nie sądziła że kiedykolwiek tak nieprzyzwoitym rozkoszom odda się poza łóżkiem. Teraz wiele się zmieniło. Choć nie tutaj. Ogród był taki jak zapamiętała. Teraz ktoś inny jednak dbał o niego. Przedtem przecież ogród na jej głowie, bo służby mieli za mało. Była ciekawa kto o niego dba. Rozejrzała się wokół jakby najbliższą okolica mogła przynieść jej odpowiedź. Nadal czuła w ciele gorąc po tym co robili z Michałem. I to w piwniczce! Szła pomału dając ciału i myślom ochłonąć.
Poza dwoma wojakami, zapewne na służbie Ściborowicza, nie zauważyła nikogo. Ktokowliek się zajmował ogrodem, w tej chwili był zajęty czym innym. Sama zresztą obecność tych dwóch szlachciców tutaj była nieprzypadkowa. Michał pewnikiem zarządził, by czujność zachować. I stąd ci dwaj tutaj.
Basia była mu za to wdzięczna, po ostatnich wydarzeniach czuła się nieco bezpieczniej gdy obok były straże.
Przysiadła na samotnej ławce i wygładziła nieco zmiętoszoną przez Michała suknię. Nadal nie była pewna co wolała. Majątek i władzę, które miała wraz z towarzyszącym im strachem, czy też biedę, którą miała kiedyś, ale i spokój i nieświadomość podczas pobytu w zakonie.
Spokój i blask słońca przynosił przyjemne ciepełko na ciele. Mężczyźni jej nie przeszkadzali w tym rozkoszowaniu się przyjemnym popołudniem. I nudą… bo nic się nie działo. Spokój domostwa udzielał się nieco dziewczynie. Choć… czy jeszcze lubiła spokój?
Dostrzegła przez chwilę zadek w kiecce pochylający się nad grządkami. Niewiasta pospiesznie wypieliła kawałek ogrodu i ruszyła z powrotem do kuchni.
- Zawołaj proszę Ewkę! - Basia zwróciła się do odchodzącej dziewczyny. Spokój był przyjemny, choć na takie widoki też nie miała co narzekać.
- Tak pani.- melodyjny z lekką chrypką kobiecy głos odpowiedział Basi. Szlachcianka znała ten głos. Hanka z Jaworowej karczmy. Dziewka wszeteczna, co to za odpowiednią opłatą przed każdym spódnicę uchyli. A pokazywać co miała. Co ona tu robiła?
- Hania? - Basia spojrzała na dziewczę nieco zaskoczona.
- Tak panienko.- niewiasta odezwała się w drzwiach. - Panienka wybaczy, ale napitek muszę szykować.
- Dobrze. - Magnatka odprowadziła ją wzrokiem. Była ciekawa czemuż to Hanka znalazła się na jej włościach i komu tu teraz za pieniądze usługiwała. Czy to ją widziała w piwniczce? Pytania pojawiały się w jej głowie, gdy wzrok powędrował z powrotem w kierunku ogrodu. Nie powinna się tym przejmować. Pewnie pojutrze opuści skoro świt to miejsce.
- Waćpani też piwa nalać. Kufle nowy pan sprowadził, ze szkła… cudeńka prawdziwe.- odparła przez okno.
- Tak, mi też przynieś. - Basia uśmiechnęła się do dziewki przypominając sobie zupełnie inne...dużo uboższe czasy. Czuła, że Cosette i Michał mieli rację. Miała wielkie szczęście, nawet mimo zagrożenia ze strony pewnego szlachcica.
- Dobrze pani.- odpowiedział jej głos, a po chwili jego właścicielka sama wyłoniła się z drzwi wraz kuflami. Ubrana schludnie i bardziej bogato niż Basia zapamiętała. Choć dekolt tej koszuliny nadal mógłby proboszcza rozsierdzić. W sumie nie zmieniła się za bardzo, nadal niska dość i okrąglutka, nadal rudawe włosy splatać w warkocz… ale to spojrzenie, ten chód. Ten uśmiech… wszystko to w niej było wyzywające. Nic dziwnego, że miała takie powodzenie… zarówno u miejscowych i przyjezdnych, zwłaszcza przyjezdnych.
- Ściborowicz cię tu zatrudnił? - Magnatka przyjęła podany kufel, czując jak pod jej smukłymi palcami zbiera się wilgoć.
- Tak pani. Ciężko mu było znaleźć służbę wśród miejscowych. A że płacił dobrze i była okazja do… dorobienia sobie.- pochylona nisko przy podawaniu kufla w pełni odsłaniała sekretu swojego dekoltu przed magnatką. Uśmiechała się łobuzersko i drapieżnie spoglądając w jej oczy. Niby prosta chłopka… mimo to jej wzrok wydawał się zapraszać. Przedtem pewnie by takich rzeczy nie zauważyła, ale Cosette zmieniła Basię i to bardzo.
Magnatka posłała dziewce zadziorny uśmiech.
- A i wojaków teraz po dworze kręci się sporo, czyż nie? - Upiła nieco z przyniesionego kufla.
- Znudzonych i dobrze opłacanych wojaków. - przyznała z uśmiechem chłopka. - Panu Ściboroczowi to nie przeszkadza. Robię dobrze na morale… tak mówi.
Wzrokiem przesunęła bezczelnie po Basi. - Waćpani nie będzie się gniewać z tego powodu ?
- Tak długo jak nie przybędziesz do mnie z brzuchem i pretensją… nie. - Magnatka zaśmiała się przy czym jej piersi zafalowały w głębokim dekolcie, wybranej przez Cosette sukni.
- Nie ma o co się martwić. Cyganka przepowiedziała mi, że nie posmakuję macierzyństwa. - wzruszyła ramionami chłopka, wzruszając drugim kuflem przy okazji i ochlapując zimnym piwem dekolt Basi. Zafrasowana tym sięgnęła palcem ku skórze siedzącej przed nią magnatki.
- Zaraz zetrę.- mruknęła próbując palcem zetrzeć alkohol. - Może lepiej bym rąbka spódnicy użyła?
- Na pewno byłoby to skuteczniejsze. - Barbara nie odsunęła się, wpatrywała się w Hankę z zaciekawieniem. - Mniej niż spicie tego piwa, lecz zawsze.
- Tyż prawda… ale tu… nie wypada chyba spijać.- zerknęła na ochroniarzy i zaśmiała się cicho. Ujęła rąbek spódnicy przy okazji podciągając ją aż do połowy uda, co też chyba czynić nie wypadało i zabrała się za ścieranie lnianą tkaniną rozlanego piwa z piersi magnatki.
- Cóż ci dwaj na pewno chętnie ci po tym zapłacą. - Magnatka spoglądała mimo odsłoniętych ud Hani, na kołyszące się przed jej oczami piersi dziewki.
- Nie za patrzenie, a za macanie… i pewnikiem obaj będą chcieli jak najszybciej. Nie szkodzi… dwóch to nie kłopot dla mnie. - mruczała Hanka wycierając biust magnatki z dużym pietyzmem.- Ni… niewiasta.
- Wiele zatem masz umiejętności. - Dłoń Barbary przesunęła się po jej własnym biuście by zetrzeć kroplę, do której jeszcze Hania nie dotarła. Palec po chwili oblizała spoglądając na dziewkę.
- Zdarzyło mi się czegoś nauczyć.- zachichotała Hanka i spojrzała na ochroniarzy Basi.- Teraz jednemu piwa zaniosę, a potem drugiemu… a potem pójdę ową Ewkę odszukać. Tak jak waćpani przykazała.
- Dobrze. - Magnatka uśmiechnęła się do służącej. - Mnie pewnie przyjdzie się przebrać.
Hanka przesunęła spojrzeniem po Basi i ruszyła do drzwi ku kuchni prowadzących.
- Miło widzieć waćpanią w rozkwicie. Mnisi habit nigdy do waćpani nie pasował. - rzuciła jeszcze przez ramię.
- Mi cię również w zdrowiu i dobrym nastroju. - Basia zaśmiała się i sięgnęła po odstawione na ławce piwo. Było chłodne i zimne i miało posmak lubczyka, którego pewnie Hania do niego dodawała. Bo przecież afrodyzjaki podnosiły jej dodatkowe dochody. Magnatka upiła nieco i zaśmiała się. Mogło wyjść na to, że sama mogłaby się co nieco od tej służki nauczyć. Teraz jednak mimo iż suknię w okolicy dekoltu miała nieco wilgotną oparła się wygodnie o ławeczkę i obserwując ogród piła piwo.
Minęło trochę czasu nim Hanka wróciła z drugim piwem, przy okazji bezczelnie flirtując z wojakami i zerkając na Basię. Następnie służka udała się na Ewki poszukiwanie. Minęło więc znów trochę czasu nim sama Ewka się zjawiła. Ogród do tego czasu zdążył Basię znużyć.
Obok magnatki stał już pusty kufel po piwie, a niedawna jego zawartość przyjemnie grzała wnętrze kobiety.
- Och jesteś. - Uśmiechnęła się do nadchodzącej służącej. - Pragnę wziąć ciepłą kąpiel i przebrać się. - Wskazała delikatny ślad po piwie na sukni, bo plama zdążyła już zaschnąć.
- Tak pani… każę wszystko przygotować.- odparła służka dygając energicznie.- Gdzie waćpani zechcesz odpoczywać przed kąpielą?
- A co dzieje się na dworze? Jest tam gdzie odpocząć? - Barbara podała dziewczynie opróżniony kufel, by ta po drodze odniosła go do kuchni.
- Tak. Znajdzie się miejsce na odpoczynek. Służba zajęta jest świniobiciem. Gospodarz spodziewa się iż powrót waćpani gości przyciągnie. - wyjaśniła Ewka.
Barbara wstała z ławeczki i ruszyła za służącą w stronę dworu.
- Potrzebuję masażu. - Powiedziała krótko spoglądając na Ewę.
-Tak pani. - Służka podążyła za szlachcianką lekko się rumieniąc.D
- Zaczekam w swoim gabinecie, daj znać gdy wszystko będzie gotowe. - Basia uśmiechnęła się do Ewy ponad ramieniem.
- Tak pani. - rzekła Ewka, podczas gdy Basia skierowała się do sypialni dawniej zajmowanej przez jej ojca. Bo tylko to pomieszczenie można było nazwać gabinetem. Dworek rodowy nie należał bowiem do szczególnie dużych budynków. I miał niewiele pokoi. Magnatka skorzystała z rozstawionego tutaj biurka podróżnego gdyż z poprzednich mebli niewiele zostało. Sięgnęła po otrzymaną od Cosette książkę by umilić sobie czas oczekiwania.
Ściborowicz nakrył ją podczas czytania zaskoczony tym, że przebywała w tej akurat sypialni. Ją nie dziwiła jego obecność tutaj. Wszak naturalnym było, że to pomieszczenie wybrał dla siebie.
- Tuszę że waćpani nie jest rozczarowana stanem dworku? - zapytał na powitanie.
- Jest w nim lepiej niż gdy byłam tu po raz ostatni, choć mebli znacznie mniej. - Barbara uśmiechnęła się zamykając księgę. - W moim pokoju szykowana jest kąpiel i chciałam poczytać w spokoju.
- Wybacz więc moją wizytę. Już wychodzę. - odparł szlachcic cofając się do drzwi.
- Nie mam nic przeciwko temu byś dotrzymał mi towarzystwa. Proszę zostań i opowiedz mi nieco o tym jak poznałeś Józefa. Mój mąż niewiele opowiedział mi przed śmiercią. - Barbara uśmiechnęła się i zapraszająco wskazała na jedno z krzeseł.
- Walczyłem wraz Wacławem Podchańskim pułkownikiem rajtarów, właściwie pod nim. Świeć panie nad jego duszą. On mnie polecił waćpani mężowi, gdy nasz pułk rozwiązano. A ja nie miałem co ze sobą zrobić. A to, że jego wielmożność Józef nie wspominał nie dziwi… wszak jeno jednym z wielu sług jego jestem. - wyznał z uśmiechem szlachcic siadając na miejscu mu wskazanym.
- Czyli odpoczywacie tu po wojaczkach? - Magnatka odłożyła księgę przyglądając się mężczyźnie.
- Czekam, aż ojczyzna wezwie. - zaśmiał się szlachcic i wzruszył ramionami. - W rodzinne strony wracać nie mogę. Teraz to Ruś.
- Jesteś tu mile widziany, cieszy mnie iż ktoś gospodarzy tym miejscem. - Barbara nie kryła swego zaciekawienia. - Czyli pochodzisz z terenów obecnej Rusi… jak tam jest?
- Mowa bardziej dźwięczna i biedniej tam. Bardziej niż tutaj. Kościół inny i jeden. Tutaj i łacinników i prawosławnych świątynie w jednym mieście spotkać można. - wspomniał szlachcic.
- To prawda. A czy rzekłby mi coś waćpan tak jak u was mówiono? - Barbara uśmiechnęła się ciepło.
- Dyć u was też tak mówią na wschodzie i na Litwie i na kresach. - odparł szlachcic i dodał coś w białoruskiej mowie.
Magnatka przysłuchiwała się jego dźwięcznym słowom.
- O ile mój małżonek podróżował nieco to ja przywiązana byłam do tej ziemi i na kresach nie bywałam.
- Można też od kupców posłyszeć. I na sejmikach. - dodał gospodarz.
- Więc może jeszcze będę miała jeszcze ku temu sposobność. - Barbara zaśmiałą się przy czym jej biust zafalował. - Wiele osób Waćpan ze wsi zatrudnił? Hanię widziałam w kuchni.
- Tak. Uzupełniłem służbę z kogo się dało. - rzekł wymijająco szlachcic. - Trochę chłopów zbiegło z majątku zanim tu przybyłem.
- Nie dziwi mnie to. Ojciec ich gnębił a ja nie zdążyłam tego naprawić. - Barbara przytaknęła ruchem głowy. - Obecność Hani mnie nie martwi, znam jej… przyzwyczajenia.
- Nie przypisywałbym tego niechęci do waćpani rodziciela. To normalne, że chłopi uciekają w takich sytuacjach. Tam gdzie rąk do pracy trzeba tacy “bezrolni” mogą liczyć na poprawę swojego losu. Nowy pan wszak musi ich czymś skusić.- odparł z uśmiechem Ściborowicz.
- Ja wiem jakim człowiekiem był mój ojciec waćpanie. - Barbara pokręciła głową i wyjrzała przez okno. - Dobrze z nim mieli ci, którzy go okradali.
- Kradzieży już nie będzie tutaj. - ocenił szlachcic uprzejmie.
- Na ten czas niewiele jest do rozkradania. - Barbara roześmiała się. - Ale uczynię co w mej mocy by to gospodarstwo znów zarabiało na siebie. Nie ma co trzymać ziemi. po to by leżała odłogiem.
- Nie ma też co liczyć na wiele w kwestii zysku. To nie stepy ukraińskie… - wzruszył ramionami Ściborowicz. - Ma waćpani bogatsze wioski niż ta.
- Na wiele nie liczę, jedynie na to by na tej ziemi nie być stratną. - Barbara przytaknęła ruchem głowy. Znała te tereny i nie liczyła na cud. Niewiele się to dało uprawiać ponad brukiew i groch.
- Zobaczę co do się uczynić. - odparł z uśmiechem szlachcic.- Skoro mam waćpani pozwolenie, to w pełni zajmę się gospodarowaniem. Ino.. niech Michał przestanie sarkać na każde napomknięcie o trzosiku.
- Och, gdyby nie on roztrwoniła bym pieniądze. - Barbara pozwoliła sobie na żartobliwy ton. - Pozwólmy mu sarkać, jest tu ostoją rozsądku.
- Jak sobie życzysz pani.- rzekł uprzejmie szlachcic.
- Czy mogę prosić byś upewnił się jak tam moja kąpiel. Bardzo jej teraz potrzebuję. - Magnatka posłała szlachcicowi kolejny czarujący uśmiech.
Mężczyzna skinął głową, podszedł do drzwi by wykonać polecenie Basi i… stanął w miejscu. Ewka czekała już za drzwiami.
- Kąpiel gotowa.- czekała by wejść i to oznajmić jak tylko Basia skończy rozmowę.
- Och .. czyli mogę zwolnić pokój waćpana. - Barbara zabrała swoją książkę i podeszła do drzwi. - Dziękuję za chwilę rozmowy.
- To ja dziękuję za wizytę.- odparł szlachcic przepuszczając magnatkę.
Barbara podążyła kierunku swojej sypialni zakładając iż tam naszykowaną jej kąpiel.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-03-2021, 08:35   #58
 
Aiko's Avatar
 
Ewka szła tuż za nią. Na miejscu zaś szlachcianka przekonała się o tym, że miała rację. Balia już stała wypełniona gorącą wodą, a wszystkie okna szczelnie zakryte. Co by bliźniacy nie podglądali.
- Pomóż mi. - Basia wskazała na swą suknię gdy już służącą zamknęła za nimi drzwi.
- Tak jest pani.- odparła Ewka z wypiekami na twarzy podchodząc do Basi i z pietyzmem poczęła ją rozbierać.
- Nadal mnie się wstydzisz. - Dłonie Basi powędrowały do twarzy rozbierającej ją służącej.
- Nie… nie wstydzę.- wymruczała z lubością wodząc po pośladkach szlachcianki.- Podziwiam.
- Yhym… - Barbara okazała zadowolenie pozwalając sobie na cichy pomruk. Lubiła to jak Ewa jej dotykała.
W końcu szlachcianka została pozbawiona każdego fragmentu tkaniny na swoim ciele.
- Czego teraz waćpani sobie życzy? - mruknęła cicho Ewka.
- Byś mi pokazała na co masz teraz ochotę. - Barbara oparła się o balię pupą spoglądając przy tym na służącą.
Służka pocałowała wpierw usta, a potem szyję, a potem zaczęła wargami wędrować po obojczykach Basi, sama sięgając ręką pod spódnicę swoją.
Magnatka poddała się tym pieszczotom obserwując Ewę z zaciekawieniem. Jej ciało także było rozpalone, po spotkaniu z Hanią, po lekturze. Nie ugasiła tego nawet rozmowa z zarządcą.
Ewka na razie rozkoszowała się sytuacją i ciałem kochanki, pieszcząc pocałunkami jej biust i poruszając dłonią pod spódnicą. Pojękiwała przy tym pożądliwie, dochodząc wargami do szczytów jej krągłości.
Magnatka ujęła swe piersi i uniosła je eksponując przed służką.
- Piękne… - szepnęła rozpalonym głosem Ewka całując zachłannie skórę magnatki.
- I w tej chwili masz je całe dla siebie. - Barbara odezwała się szeptem tak by nikt poza Ewą nie mógł jej usłyszeć.
- Tak…- jęknęła rozpalonym głosem Ewka drugą dłonią sięgając po te skarby i pieszcząc palcami i pocałunkami.
Barbara pomrukiwała cicho zadowolona. Czuła jak przestrzeń między jej udami rozgrzewa się i robi się coraz bardziej mokra.
Tam jednak usta Ewki nie schodziły, skupiając się na pieszczocie krągłości piersi magnatki. Sama służka zaś dochodziła od własnej pieszczoty.
Magnatka pozwoliłą jej na to wiedząc że chwilę później zażąda podobnych pieszczot dla siebie.
- Dziękuję… pani.- wymruczała po wszystkim Ewka.
- Liczę na rewanż. - Barbara rozchyliła szerzej uda ukazując swą wilgotną kobiecość.
- Tak pani…- Ewka uklękła i następnie całować poczęła namiętnie uda szlachcianki, sięgając palcami pomiędzy nie zanurzając w wilgotnym zakątku leniwie acz intensywnie.
Barbara zasłoniła dłonią usta nie chcąc pojękiwać zbyt głośno. Ściany w dworze nie były grube.
A Ewka wodziła językiem po podbrzuszu, kąsała delikatnie uda i pracowicie poruszała palcami spełniając kaprys swojej pani. Magnatka czuła jak zbliża się do szczytu. Wolną dłonią chwyciła własną pierś i ściskając ją mocno. Jej ciałem targały przyjemne dreszcze promieniujące wprost z pieszczonego kwiatu. Jeszcze chwila i doszła dławiąc jęk rozkoszy własną dłonią.
- Czy wszystko jest tak, jak być powinno?- zapytała cicho rudowłosa nadal kucając między udami Basi.
- Mogłabym więcej. - Wyszeptała cicho Barbara. - Lecz szykuje się nam odświętna wieczerza a potrzebuje kąpieli i masażu.
- Oczywiście pani… czegokolwiek sobie zażyczysz. Kto ma być na tej wieczerzy? - zapytała Ewka wstając.
- Dokładnie nie wiadomo. - Magnatka weszła do bali i zanurzyła się w nieco już chłodniejszej wodzie. - Zarządca spodziewa się iż przybędą sąsiedzi by mnie poznać, poza tym mamy co nieco wojów do wykarmienia.
- Ci mogą jeść osobno.- przyznała Ewka. - I są zmartwieniem gospodarza naszego.
- Ale nie tutejszej służby. - Barbara zaśmiałą się. - Zatrudnił tutaj pewną dziewkę co chętnie unosi spódnicę. Na szczęście… niebawem wyjeżdżamy i nie będziemy mu już ciążyć.
Ewka spojrzała tak nieco zaniepokojona tą kwestią dziewki, ale nic nie rzekła czekając aż Basia zanurzy się w balii.
Barbara siedząc już w wodzie pochyliła się do przodu by Ewa mogła ją wymasować.
- Co cię niepokoi?
- Nie. Nic takiego.- mruknęła wstydliwie Ewka zabierając się za gorliwy masaż pleców magnatki.
- Chcesz mieć przede mną sekrety. - Basia obejrzała się na pokojówkę i uśmiechnęła do niej zadziornie.
- Mhmm… - speszyła się Ewka czerwieniąc na obliczu i nie zaprzestając masażu.
- Powiedz mi, proszę. - Basia obróciłą sie z powrotem spoglądając a wodę w balii.
- Ta służka… brzmi jakby waćpani była jej ciekawa. - wymruczała cicho Ewka.
- Bo jestem, acz nie martw się, ona będzie zajmować się wojakami, a ja mam tu ciebie. - Basia zaśmiała się.
- mhmm… - odparła służka nie do końca przekonana.
- Moja mała zazdrośnica. - Barbara uśmiechnęła się przymykając oczy podczas masażu. - Zajmij mnie tak bym nie mogła o niej myśleć i nie masz się czym martwić.
- Oczywiście pani.- zamruczała cicho służka.
Barbara zamilkła poddając się masażowi. Korzystała póki woda była ciepła wiedząc, że niebawem przyjdzie jej ponownie się odziać i zaprezentować innym mieszkańcom dworu.
Ewka zaś przede wszystkim skupiona na swojej robocie. Jej żądze nie przesłaniały obowiązków jakie miała do spełnienia.
- To jak mnie zajmiesz, bym nie myślała o tamtej? - Po dłuższej chwili milczenia pozwoliła sobie na żartobliwy ton.
- Nie wiem… czy powinnam teraz…- zająknęła się Ewka.
- Na coś szybkiego mamy chyba chwilę nim się ubiorę, prawda? - Barbara uniosła się i oparta o balię wypięła pupę w kierunku służącej.
- Tak pani.. co tylko waćpani sobie zażyczy.- zamruczała Ewka pieszcząc dłońmi pośladki Basi. Rozchyliła je lekko kciukiem prowokująco wodząc po ukrytej tam norce pożądania.
Barbara zamruczała lubieżnie i zadrżała czując tą wyuzdaną pieszczotę.
Kciuk powoli natarł na ów wyuzdany zakątek i zanurzył się w nim badawczo, zaś sama Ewka zaczęła całować i kąsać wypięte tak bezwstydnie pośladki.
Magnatka musiała oprzeć się na jednej dłoni, a drugą zasłonić usta. Te tereny nadal były dla niej nieco obce i nadal reagowała na nie intensywnie. A Ewka na szczęście była ostrożna w swojej pieszczocie…przynajmniej między pośladkami, bo sama pupa czuła nie tylko jej pocałunki ale i ząbki oraz paznokcie. Magnatka czuła jak szybko jej ciało rozpala się, a piersi nabrzmiewają. Cosette niesamowicie wyszkoliła jej ciało, budziła jej wyobraźnię. Jej myśli krążyły wokół dwóch mężczyzn biorących ją w posiadanie. Co gorsza… zdawała sobie sprawę, gdzie takich znaleźć może. A kciuk Ewki pieszczący jej ciało w taki sposób nie dawał o sobie zapomnieć.
Magnatka dotarła na szczyt starając się zdławić jęknięcie swoją dłonią.
- Waćpani?- spytała cicho Ewka.
- To było bardzo przyjemne. - Basia odezwała się cicho kurczowo trzymając się krawędzi balii.
- Cieszy mnie to.- odparła nieśmiało służka.
Barbara powoli wyszła z wanny, ale stając na podłodze oparła się o nią.
- Wytrzyj mnie i ubierz. - Choć wydała polecenie w jej głosie wybrzmiało życzliwa nuta.
- Tak pani.- Ewka pochwyciła za ręczniki i zaczęła energicznie wycierać ciało swojej pani.
Magnatka poddawała się tym zabiegom starając się ostudzić myśli. Nie wypadało przed sąsiadami okazać tego jak wyuzdaną się stała.
Strój i fryzura były następne. Ewka z pietyzmem i dokładnością zajmowała się wyglądem swojej pani, co przekładało się na długie i cierpliwie poddawanie się jej zabiegom. Ale w końcu służka skończyła.
- Dziękuję. - Barbara opuściła swój pokój pozostawiając Ewie uprzątnięcie go i przygotowanie na noc.
Po wyjściu natknęła się na Hankę właśnie, czekającą u jej drzwi. Miejscowa milcząco służka dygnęła przed Basią. Magnatka spojrzała na nią pytająco.
- Goście się zbliżają panienko. - rzekła z zadziornym uśmiechem Hanka.
- Och, wobec tego udam się ich powitać. - Basia uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku głównego wyjścia z dworu.
- Czy wypada wielkiej pani tak wybiegać jak dziewczęciu?- zapytała zaciekawiona Hanka podążając za nią.
- A mam ich witać w sieni? Nie jest to mój zamek, gdzie mam salę do witania gości. - Basia spojrzała z rozbawieniem na służącą. - Czy jest gdzieś w okolicy Pan Michał?
- Chyba na progu.- przyznała Hanka po namyśle.
Magnatka przytaknęła ruchem głowy i postanowiła do niego dołączyć.


Szlachcic już czekał na miejscu wraz z gospodarzem. Do majątku zaś zbliżała się kolaska proboszcza Wojciecha w asyście Jabłońskich, ojca i dwóch synów. Musieli się spotkać na gościńcu. Starej Jabłońskiej nie było, ale odkąd korzonki zaczęły ją męczyć rzadko się ruszała poza sypialnię małżeńską.
Barbara stanęła obok Michała czekając aż goście zajadą pod dwór.
- Jak tam świniobicie? Będzie ich czym nakarmić? - Zerknęła na starszego szlachcica z zaciekawieniem.
- Tak. Wszystko gotowe na powitanie.- odparł z uśmiechem Michał.
- Nie licząc mnie. - Barbara odezwała się szeptem i wygładziła nieistniejące fałdy na sukni.
- Wyglądasz zachwycająco pani.- pochwalił Jędrzej, a tymczasem kolaska zajechała. Jabłońscy zsiedli z koni i pokłonili się młodej dziedziczce. A następnie przywitali z gospodarzem. Młodzieńcy zerkali to na Basię, to na prowokujący dekolt Hanki. A ich spojrzenia sugerowały grzeszne myśli. Nie byli ładni, zwłaszcza młodszy bo oszpecony przez ospę w dzieciństwie. Ale za to postawni i silni.
Zaś proboszcz Wojciech się nie zmienił odkąd go widziała. Nadal był gruby, nadal uśmiechnięty, nadal z troską pochylony nad potrzebującymi… obecnie współczuł wylewnie tak wczesnego wdowieństwa Basi… jakby sądził, że za mąż z miłości wyszła.
Magnatka podziękowała proboszczowi i przywitała sie z dawnymi sąsiadami. Spojrzała na Pana Jabłońskiego.
- Podrośli synowie waćpanowi. - Uśmiechnęła się do mężczyzny.
- To prawda. Duma mnie rozpiera na ich widok.- odparł stary Jabłoński gdy szli na wieczerzę. Ich rozpierało coś innego, bo Hanka uśmiechami i gestami prowokowała ich uwagę. Cóż.. zawsze szukała okazji do dobrego zarobku.
Basia zaś wiedziała, że jeśli ulegną to nie są godni jej uwagi.
- A jak tam zdrowie? - Magnatka weszła z gościem do środka i ruszyła do sali jadalnej.
- Dobrze… nie narzekam. Niestety ma małżonka ostatnio mocno słabuje.- westchnął smętnie stary Jabłoński.- Moja duszka źle zniosła zimę. Ale teraz będzie tylko cieplej. A waćpani zdrowie nie dokucza?
- Jedyne co mi dokucza to tęsknota po mężu. - Barbara podeszła do szczytu stołu. - Zdrowie jednak się mnie trzyma.
- Niewątpliwie waćpani szybko znajdzie pocieszenie.- odparła uprzejmie stary szlachcic z kurtuazją odsuwając jej krzesło i zerkając ciekawie na Basię. Czyżby… siebie brał pod uwagę, gdyby nie daj Boże jego małżonka nie doczekała kolejnej zimy? A może swoich synów?
Obaj zerkali to na Basię to Hanie usługującą przy posiłki. Po prawdzie Hanka robiła wiele, by na nią zerkano. Nawet wzrok Basi mimowolnie wędrował ku jej dekoltowi i zmysłowo wypiętych pośladkach przy nakrywaniu do stołu.
Teraz jednak do magnatki docierała jaka to powinna być między nimi różnica i czemu to Cosette tak się zezłościła, gdy rozebrała się przed Evanem obnażając wszystko.
- Któż to wie waćpanie. - Magnataka sięgnęła do spoczywającego między jej piersiami wisiora i poczęła się nim bawić. - Teraz to dopiero minęła żałoba.
- Dyć to nie powód by nie… rozważać kolejnego ożenku… kobieta bez męża przy sobie usycha…. aaa…- stary Jabłonowski wodził wzrokiem za wisiorem. Nie on jeden zresztą… starszy był bliżej nich i także wzrokiem zezował w tym kierunku jednym uchem nasłuchując proboszcza siedzącego między nimi. Takoż i Michał zerkał ku Basi i Hanka uśmiechając się równie lisio co lubieżnie. Przesunęła językiem po wargach, tak co by jedynie magnatka mogła to zobaczyć.
Magnatka nie zważając bawiła się dalej.
- Rozważań mam wiele. - Barbara zaśmiała się przez co jej piesi zafalowały. Musiała coś zrobić z tymi głębokimi dekoltami sukni wybieranych przez Francuzkę. - Ale prosze odpowiedzcie mi co działo się w okolicy pod mą nieobecność.
Nic więc dziwnego, że Jabłoński dość często gubił wątek, a wzrok jego wręcz wodził po jej szyi i dekolcie. Z tego jednak co zdołał wydukać Basia dowiedziała się o kilku ślubach i paru pogrzebach, jednej sąsiedzkiej kłótni, dwóch pojedynkach z czego jeden po pijaku. Plotki i ploteczki o znanych jej rodzinach i osobach… tak odległych przecież od niej. I komplementy którymi ją stary Jabłoński obsypywał… i coś wspominał o jabłuszkach które lubił gryźć. Basia miała trudną konkurencję w postaci kręcącej się Hanki, acz… szanse miała wyrównane. A u starego który bawił ją rozmową wygrywała. Wszak musiał jej uwagę poświęcać, a myśli jej piersiom i kibici… i to mimo że wszak żonaty był.
- A jakie plany wobec synów, ma waćpan? - Magnatka skinęła w stronę siedzących nieopodal młodzieńców. Grzecznie przemilczała temat jabłek i tego czym by mogły być.
- Cóż… najstarszemu żonę wkrótce zaczniemy szukać. Młodszy albo wojsko, albo służba na dworze… albo seminarium.- jakoś tak chętnie się ku Basi nachylał z sumiastym wąsem i ogorzałą pokrytą drobnymi zmarszczkami twarzą. Był niewiele młodszy od Michała, a pewnie równie doświadczony.
- Najważniejsze, że plany są, bo tedy i do realizacji blisko. - Barbara zaśmiała się i wzrokiem spróbowała Michała odnaleźć.
Ten zerkał ku niej, ale rzadko… bo proboszcz zajmował jego uwagę ciągle go wypytując.
- To prawda.- przyznał Jabłoński.
Barbara sięgnęła po kielich z winem i upiła spory łyk.
- A waćpani… planuje wrócić w rodzinne strony?- zapytał Jabłoński.
- Teraz mam wiele obowiązków na zamku. Wiele spraw pozostało do uporządkowania. - Magnatka uśmiechnęła się ciepło. - Acz tęskno mi w rodzinne strony.
- To zrozumiałe… pięknie tu.- rzekł z dumą Jabłoński myląc się wielce.
- Swojsko. - Basia uśmiechnęła się. Była ciekawa czy Jabłoński kiedykolwiek te tereny opuszczał.
- Tak. Swojsko.- przyznał jej rację szlachcic popijając również z kielicha. Uczta się rozwijała, nowe potrawy i dodatkowe dzbany pełne alkoholu wniesiono na stół. Obecność Basi oraz proboszcza sprawiała, że cała ta impreza miała spokojny i przyzwoity przebieg. Magnatka po dłuższej chwili rozmów, gdy na zewnątrz zrobiło się ciemno, uznała że czas już jej spocząć i pożegnała się z towarzystwem.

Odchodząc czuła jak wino lekko szumi jej w głowie i słyszała jeszcze rozmowy przy stole. Zwłaszcza proboszcza. Jego obecność gwarantowała, że kolacja nie zakończy się skandalem, a przynajmniej taką nadzieję Basia miała.
Wymęczona i lekko pijana dotarła do swojego pokoju, planując rozebrać się czym prędzej i usnąć.


Ranek… przyszedł boleśnie wcześnie. Wraz mdłościami i kacem. Basia spała w swoim łóżku golutka i przykryta kołdrą. Czy rozebrała się sama? Mało prawdopodobne. Pewnikiem Ewka z innym służkami pomogły w tym dziele.
- Ewo! - Głos Basi był nieco zachrypnięty. Z trudem usiadła na łóżku.
- Tak pani? - rudowłosa służka zjawiła się niemalże natychmiast stając w jego pobliżu. Dygnęła pospiesznie. - Jak mogę służyć?
- Mleka… i czegoś lekkiego do jedzenia… i zimną kąpiel. - Barbara przetarła zmęczoną twarz.
- Tak pan. - wyszeptała boleśnie głośno Ewka dygając i wyszła.
Magnatka usiadła na łóżku i przetarła ponownie twarz. Na razie niewiele to pomagało. Poza tym nie dostrzegła żadnego ubrania dla siebie, poza białym lnianym giezłem.
- Mleko przyniosłam. Wkrótce doniosę coś do jedzenia.- rzekła tymczasem Ewka wracając z dzbanem i glinianym kubkiem.
Barbara otuliła się kołdrą i czekała aż Ewa spełni jej życzenie. Służka w milczeniu nalała jej mleka do kubka i siadając na łóżku podała swojej pani.
Magnatka napiła się mleka.
- Co jeszcze działo się wieczorem? - Spytała słabym, lekko zachrypniętym głosem.
- Pijatyka i bijatyka… bracia się pobili.- przyznała Ewka czekając z dzbanem, by szlachciance dolać.
- O.. o co? - Barbara dopiła mleko i oddała Ewie kubek. - Jeszcze.
- Pewnie o dziewkę… a może o piwo. Kto ich tam wie.- wyłożyła swoje zdanie służka.
- Tak… jest jedna, o którą mogli się pokłócić. - Basia westchnęła ciężko. - Potrzebuję kąpieli.
- Tak pani. Zaraz przygotuję. Coś… jeszcze?- dopytywała się służka.
- Jeśli masz cokolwiek co sprawiłoby by tak nie bolała mnie głowa...chętnie skorzystam. - Basia uśmiechnęła się do służącej.
- Niestety nie. Alchemiczka mogłaby, ale… jej tu nie ma.- westchnęła ciężko Ewka.- Może jakaś baba zielara z sąsiedniej wioski?
Magnatka pokręciła przecząco głową.
- Nie… nie jest tak źle. Naszykuj zimną kąpiel, to mnie postawi na nogi.
- Tak pani.- odparła Ewka wstając z łóżka i dygając.- Sprawdzę czy już jest gotowa.
- Dziękuję. - Magnatka westchnęła ciężko i sięgnęła po giezło.
Ewka zostawiła Basię samą na kilkanaście minut picia mleka i mierzenia się samotnie z kacem ( i ubieraniem giezła).
- Kąpiel gotowa pani.- wróciła w końcu z dobrą wiadomością.
Barbara podniosła się powoli odstawiając kubek po mleku i ruszyła za służącą odziana jedynie w giezło.
Daleko iść nie musiała. Balia była gotowa w komnacie obok z miłościwie zasłoniętymi oknami. Barbara zrzuciła z siebie giezło i nie zważając na Ewę weszła do zimnej wody. Na jej ciele wystąpiła gęsią skórka, a piersi napięły się i uniosły. Chwilę stała z jedynie zanurzonymi nogami szykując się na szok. Kiedyś bardzo lubiła zimne kąpiele. Szczególnie gdy na drewno brakowało.
Usiadła zanurzając się po brodę w studziennej wodzie. Z powodu szoku, ból i zmęczenie zniknęły na chwilę. Barbara jednak szybko podniosła się ponownie stając w balii.
- Namydl mnie Ewo.
- Tak pani.- służka zabrała się za to ochotą nacierając intensywnie ciało swojej pani mydełkiem pewnikiem aż z Krakowa sprowadzonym. Znacznie przyjemniejszym od tego stworzonego z oliwy ługu robionego z popiołu drzewnego.
Basia poddawała się temu czując jak jej schłodzone ciało ochoczo reaguje na dotyk pokojówki. Jej napięte piersi niemal wyrywały się do zwinnych dłoni.
Przez co Ewka zaczęła pieścić ciało magnatki bardziej zmysłowo i lubieżnie. Drzwi się otworzyły, stojąca w nich Hanka przez chwilę się temu przyglądała. A następnie położyła na ławie obok balii ręczniki.
- Czy to wszystko? - zwróciła się niby do Ewki, ale zerkając na twarz pieszczonej podczas namydlania Basi.
- Wszystko. - Basia machnęła dłonią dając Hani znać by ta wyszła. Ewa jej w pełni wystarczyła w ten trudny poranek.
Hanka dygnęła nieporadnie i kręcąc zadkiem opuściła komnatę, a Ewka zajęła się dalszym namydlaniem ciała swojej pani.
Magnatka zamruczał z zadowolenia. Nie chciała teraz myśleć o tym co ją spotka gdy ponownie zobaczy Hanię. Ta i tak aż nazbyt domagała się jej uwagi.
Służka jak zwykle przykładała się do swoich obowiązków, co było pomocne. Niemniej ociężałe obecnie ciało Basi nie mogło w pełni odwdzięczyć się Ewce. Może później, gdy poczuje się już lepiej.
- Już. - Barbara zanurzyła się ponownie w wodzie spłukując z siebie mydliny i wyszła z bali. - Czy Michał mówił o jakichś planach na dziś?
- Nie pani. Chyba żadnych planów nie ma.- przyznała Ewka cicho. - Dyć panienki planem był tu przyjazd.
- To prawda. - Magnatka uśmiechnęła się i dała się wytrzeć pokojówce. - Po śniadaniu wybrałabym się na przejażdżkę… świeże powietrze dobrze mi zrobi.
- Tak pani… zaraz powiadomię pana Michała.- rzekła uprzejmie służka wycierając magnatkę.- Jakieś inne jeszcze życzenia?
Barbara nachyliła się i pocałowała zaskoczoną Ewę w usta.
- Byś co nieco o mnie pofantazjowała. - Rzuciła jej zadziorne spojrzenie i sięgnęła po naszykowaną bieliznę.
- Fantazyja nie jest moją dobrą stroną.- speszyła się służka obserwując jak Basia się ubiera.
- Nie powiedziałabym tego, widząc cię wczoraj przy kąpieli. - Magnatka zaśmiała się i szybko tego pożałowała gdyż głową ją mocniej zabolała. - Wyglądało jakbyś spełniała jakąś fantazję.
- Eeemm… no nie wiem… nie myślałam wtedy.- pisnęła zawstydzona tym wspominaniem Ewka.
- Cóż… no to moja prośba nie zostanie spełniona. - Magnatka podała służącej suknię by ta jej pomogła. - Widać nie dość pobudzam twą wyobraźnię.
- Wybacz mi pani.- dodała smutno.- Jestem tylko prostą służką. Nie znam sie na tym, jak … pani Lanoire.
- Nie zaprzątaj sobie tym głowy, pani Lanoire z pewnością też ma inne rzeczy i osoby o których może sobie fantazjować. - Magnatka zaśmiała się. - Od tak mój widzimiś. Proszę zajmij się mymi włosami. Powinnam wyjść do ludzi.
- Tak pani. - odparła z uśmiechem Ewka i zabrała się za układanie fryzury.


Z sześć pacierzy później Michał przybył zaproponować Basi co by wyruszyła na wycieczkę konną z Jabłońskimi… ojcem i jego dwoma synami na ich ziemie. Z pewnością zechcą ugościć magnatkę przybyłą w ramach rewizyty. Stojąc w jej komnacie zapewniał już ubraną i z upiętą fryzurą szlachciankę, że to byłoby dobre posunięcie.
- Skoro tak mi radzisz to tak uczynię, ale… chyba powinnam pojechać z ochroną, prawda? - Basia spojrzała nieco niepewnie na starszego szlachcica.
- Waćpani ma kogoś konkretnego na myśli? - zapytał podejrzliwie Michał.- Czy może wszystko jedno kim oni będą?
- Przyznaję, że po wydarzeniach z miasta mam wielkie zaufanie do bliźniaków, zachowywali się też na ostatniej przejażdżce bardzo poprawnie. Zostawiam jednak wybór tobie. - Barbara uśmiechnęła się i zerknęła na Ewę. - Przynieś mi prosze jeszcze kontusz, może ten, który uznaje Cosette z głębszym dekoltem.
- Ściborowicz wybierze ze swoich. Znają lepiej okolicę. - stwierdził stary szlachcic po namyśle. A Ewka dygnęła dodając . - Tak pani.
- Jeśli im ufasz ja nie mam nic przeciwko. - Barbara zbliżyła się do szlachcica gdy zostali sami.
- Ufam Ściborowiczowi… choć to akurat się może zmienić. Przebąkiwał o jakichś funduszach i planach… wiesz coś o tym? - zapytał Michał wodząc wzrokiem po sukni magnatki.
- Tak. Chciałabym się nieco zając tym miejscem. - Barbara stała tuż przed mężczyzną tak, że ten musiał spoglądać w dół by patrzeć w jej twarz, a co za tym idzie w dekolt.
- Waćpani winna… na jego ambicję zważyć. Może obiecać, więcej niż jest w… stanie.- dłoń mężczyzny spoczęła na jej kibić i przesunęła się po materiale w dół.
- Ocenę tego pozostawiam tobie… ja tylko mam pewne pomysły. - Basia poddała się temu dotykowi uśmiechając do szlachcica.
- Basiu… pozwalasz mi na zbyt wiele.- upomniał ją Michał, ale jego szorstka dłoń zachłannie zacisnęła się na pośladku magnatki.
- Jedynie na odrobinę. Ewa już pewnie czeka za drzwiami, a ty zaplanowałeś mi przedpołudnie. - Barbara mrugnęła do mężczyzny i delikatnie oparła dłoń na jego piersi.
- Igrasz sobie… z ogniem… uważaj bo możesz się sparzyć.- dał jej siarczystego klapsa w pośladek.
- Och toż nie uczynisz nic wbrew mej woli, prawda? - Barbara cofnęła się odsuwając od mężczyzny.
- Nie wiem… czasami mogę na nią nie zważać, chuć zaćmić może mi rozum. Tak jak w spiżarce wczoraj.- przyznał szlachcic.
- Cóż wtedy karzę ci wylać na głowę wiadro zimnej wody. - Magnatka zaśmiała się i przyjrzała z zaciekawieniem szlachcicowi.
- I to będzie właściwe podejście.- przyznał ze śmiechem Michał.
Barbara podeszła do drzwi i otworzyła je by rozejrzeć się w poszukiwaniu Ewy.
Służka już wracała z zażyczonym strojem ładnie złożonym w kostkę.
- Już jestem.- dygnęła przed swoją panią.
- W samą porę. - Barbara przyjęła kontusz i zarzuciła go na ramiona, pozwalając by to Ewa zapięła troczki.
Coś się przy tym Ewce paluszki lepiły do piersi magnatki, co niewątpliwie wzmacniało chuć kochanka Basi. Może powinna już kazać się ochłodzić?
- Zjem i wybrałabym się na to przejażdżkę. - powiedziała pozwalając Ewie na te drobne pieszczoty.
- Tak pani. Każę przygotować wszystko.- rzekła cicho Ewka odsuwając się powoli od Basi.
Barbara posłała jeszcze uśmiech Michałowi i udała się w stronę jadalni.

Nie musiała długo czekać, by służki wniosły jej obfity (jak na okoliczności) posiłek. Hanka i Ewka… każda z nich zabrała się za usługiwanie. Miejscowa oczywiście przy okazji kokietując urokami swojego ciała ukrytymi pod wieśniaczym strojem. I sprawiając, że Ewka poczęła ją w tym prowokującym zachowaniu naśladować… nie zauważyła, w przeciwieństwie do Basi, iż Hanka zerka to na magnatkę to na jej służkę, ciekawa reakcji na swoje popisy. Ostatecznie wszystko jej było jedno kogo złowi, jeśli stał za tym zysk połączony z przyjemnością. Bo z pewnością nie męczyło jej takie dorabianie na boku.
Barbara jedząc ukrywała rozbawienie. Nie planowała uświadamiać Hani, że to raczej w jej łaski trzeba się wkupować i sama magnatka nie planowała płacić za czyjeś towarzystwo. To co działało na wygłodniałych mężczyzn niezbyt działało na samą Basię. Była bardzo ciekawa czy u służącej ciekawość wygra z chęcią zarobku, a na razie… nawet się jej podobało, że Ewa starała się być uwodzicielska. Była też ciekawa czy to o Hanię pokłócili się bliźniacy… tylko po co, skoro jak sama się chwaliła mogli się nią zająć obaj.
- Ewo, gdzie jest Zuzanna? - Barbara spojrzała z zaciekawieniem na swoją służącą, ciekawa gdzie też podziała się druga przydzielona jej przez Cosette dziewczyna. Czyżby to ją upolowali bliźniacy?
- Naprawia waćpani garderobę. Jak się okazało, podczas podróży nastąpił mały wypadek i trzeba było nająć miejscowe szwaczki do naprawy garderoby. Zuzanna je nadzoruje… żołdacy pana Michała nie potrafili właściwie obchodzić z waćpani pakunkami. - wyjaśniła pospiesznie Ewka.
- Rozumiem. Zwrócę uwagę Panu Michałowi. - Barbara uśmiechnęła się i odsunęła pusty talerz sięgając po kieliszek z rozcieńczonym winem.
- Czy waćpani życzy sobie aby Zuzanna odstąpiła od swoich obowiązków? Wtedy ją zastąpię. - dodała Ewka.
- Myślę, że może się tam czuć bardziej komfortowo niż w moim towarzystwie. Mam jednak prośbę byście zaniosły szwaczkom piwa i coś dobrego do jedzenia, dobrze? - Barbara uśmiechnęła się ciepło do usługujących jej kobiet. Hanka uśmiechnęła się wesoło w odpowiedzi, ale Ewka… ta z kwaśną miną dodała.
- Jak sobie życzysz waćpani.
- Haniu przygotujesz to i zostawisz mnie i Ewę? - Barbara uśmiechnęła się do lokalnej służącej.
Hanka dygnęła i odparła figlarnym głosem. - Oczywiście.
Gdy kobieta opuściła pokój Barbara spojrzała na Ewę.
- Co się dzieje moja droga? Wolałabyś dołączyć do szwaczek? - Spytała spoglądając na rudowłosą.
- Nie należy rozpuszczać służby, zwłaszcza tak małego znaczenia jak najęte szwaczki. Bo zaczną się nie przykładać do roboty… - wyjaśniła po chwili wahania. - A Zuzanna dyscypliny może nie utrzymać.
- Wierzę, że i ty ich czasem doglądasz. - Barbara uśmiechnęła się. - Nas tu jutro nie będzie, a chcę pozostawić po nas dobre wrażenie.
- Rozumiem to… nie śmiałabym podważać decyzji waćpani. - odparła pospiesznie Ewka.
- Nie odczułam byś to czyniła. Cenię sobie twoje rady Ewo. - Magnatka wstałą od stołu i podeszła do służącej. - Spoglądaj czasem na nie, dobrze?
- Tak pani. - odparła gorliwie rudowłosa.
- Dziękuję. - Basia upewniła się, że nikt na nie nie patrzy i pocałowała w usta Ewę nim wyszła do przedsionka i dalej na dwór.


Konie już były wyprowadzane ze stajni i siodłane. Stary Jabłoński, był tu już tutaj ze swoimi synami. Tak jak i dwaj ludzie od Ściborowicza. Obaj pod bronią, obaj z podgolonymi łbami i bliznami od szabli na nich. Stary Jabłoński podszedł podkręcając wąsa.
- Wspaniały dzień na przejażdżkę prawda?
- Tak… z przyjemnością skorzystam z chwili ruchu. - Barbara uśmiechnęła się do starszego mężczyzny.
- Więc waćpani wybierz ścieżkę do mego domu, a my podążymy za tobą. - zaproponował Jabłoński, gdy Basi przyprowadzono osiodłanego gniadosza. - W końcu dobra to okazyja na odświeżenie znajomych szlaków.
- Może przez pola? - Barbara wsiadła na konia. - Ciekawam jestem co się zmieniło.
- Waćpani przodem. - rzekł szlachcic i zagwizdał na swoich synów, których oblicza były deczko poobijane. Obrońcy Basi zamykali ten mały orszak.
- Czy coś się waćpana synom stało? - Barbara zwróciłą się do Jabłońskiego gdy już ruszyli.
- Młodzieńcze swary. Nic coby warte było twej uwagi waćpani. - rzekł zdawkowo ojciec dwójki raptusów, niechętny poruszaniu tego tematu. Więc go zmienił. - Jak się spało waćpani, tuszę że uczta nie była za głośna?
- Nie… kameralne to było spotkanie, lecz podróż mnie wymęczyła i brak mi jeszcze sił na długie siedzenie. - Barbara uśmiechnęła się do Jabłońskiego i powróciła do rozglądania się po okolicy. Czyli to Jabłońscy, a nie bliźniacy pokłócili się o dziewkę.
- To zrozumiałe. Podróż była długa… zapewne. - odparł dwornie stary Jabłoński, gdy tak podążali ku jego włościom.
- Jechaliśmy z kolaską, więc owszem. Co innego jechać w koń. - Barbara potarmosiła grzywę swego wierzchowca.
- Koński grzbiet jest męczący równie mocno, jeśli nie bardziej. - wtrącił młodszy z braci.D
- Lecz koń szybciej idzie gdy kolaski nie ciągnie, czyż nie? - Barbara lekko obróciła się w siodle, by spojrzeć na jednego z synów Jabłońskiego.
Urodziwy to nie był, obaj nie byli. Za to postawni z pewnością. Z całej trójki najlepiej prezentował się ich ojciec… posiwiały lekko i brodaty. Ale czerstwy na twarzy i ogorzały. Rodzinne strony utrzymywały go w formie mimo jego wieku.
- Prawda… ale zadek szybko pobolewa. - dodał młodszy.
Barbara zaśmiała się cicho. Uznała, że lepiej nie wspominać iż jej pupy jest co nieco i jej miękko.
Zresztą mogli to sami zauważyć, wszak jej strój zachęcał do gapienia… z czego młodziki korzystały rozbierając ją wzrokiem. A i stary często zaglądał w jej dekolt.
Jechali tak przez chwilę w milczeniu, korzystając z przyjemnego cienia jakie rzucały rosnące wzdłuż miedzy wierzby i czasem grusze.
- Pojawił się ktoś nowy w okolicy? - Barbara odezwała się gdy już nacieszyła nieco oczy widokami, niestety innymi niż to jej towarzysze.
- Nie… nikt nowy. - ocenił smutno Jabłoński.- Mało kto zajeżdża w te strony. Nawet kupcy wolą handlować z dala od tej okolicy.
- A jednak dzieje się. Wnioskuję z tego co waćpan mi wczoraj opowiadał. - Barbara wskazała na mijane pole. - To już wasze, nieprawdaż??
- Tak nasze. - potwierdził Jabłoński i dodał.- Niemniej to co się dzieje.. to dzieje się w rodzinie. Narzeczeni byli sobie przyobiecani lata temu.
- Chyba jeszcze pamiętam niektóre plany i przyrzeczenia… - Barbara zamilkła spoglądając to na drogę to na pola. - mnie ominęły.
- Waćpani jeszcze młoda… znajdzie się i dla niej mąż… choćby… - tu zerknął na swoje potomstwo.- … tuż po sąsiedzku?
- Wokół zamku niewielu mam sąsiadów. - Barbara pozwoliła sobie na żartobliwy ton. - Nie czas mi jeszcze myśleć o zamążpójściu.
- No tak… czas żałoby. - przyznał Jabłoński jej rację, choć mylił się bardzo jeśli chodzi o znaczenie jej słów.
Barbara nie planowała jednak wyprowadzać go z błędu, korzystając przez chwilę z ciszy i znajomych widoków. Tęskno jej było do tych pól, po których na bosaka biegała, dzieckiem będąc. Do tych drzew powykręcanych starających się przetrwać w niezbyt żyznej glebie. Cieszył ją też fakt iż przejażdżka powoli łagodziła poranny ból głowy.
Wkrótce dojrzeli znajome zabudowania dworku Jabłońskich, nieco większego i zasobniejszego od siedziby rodu Basi. Niewiele większego. Jabłońscy nie byli bogaci.
- A małżonce gość w domu nie zaszkodzi? Wspominał waćpan, że słabego jest zdrowia. - Barbara spojrzała na Jabłońskiego gdy podjeżdżali do zabudowań.
- I pewnikiem odpoczywa w domowych pieleszach. - stwierdził sarkastycznie Jabłoński.- Niemniej gościnność wymaga choćby małego poczęstunku udzielić.
- Z przyjemnością skorzystam z gościnności Waćpana i jego rodziny. - Barbara uśmiechnęła się i rozejrzała po zabudowaniach wokół dworku. Teraz… w obcym nieco miejscu, zaczynała czuć niepokój.
- Jakub!- wrzasnął tymczasem Jabłoński zauważając parobka pracującego widłami przy wozie z sianem.- Leć do kuchni, każ przygotować lekką wieczerzę i wyciągnąć z kredensu karafkę z jabłecznikiem.
Podał lejce innemu słudze, a kolejni dobiegali by przejąć wierzchowce.
Barbara zaczekała, aż ktoś przejmie wodze od niej i jej ludzi nim niespiesznie zsiadła z konia, cały czas się rozglądając. Niewiele się tu zmieniło odkąd była tu ostatnio. Może tylko było tu bardziej hałaśliwie obecnie. Jabłoński prowadził Basię na komnaty, a dwójka opiekunów podążała tuż za plecami magnatki.
Barbara mimo towarzystwa swoich ludzi nie potrafiła się uspokoić. Może jak chwilę pobędzie w tym miejscu to jej przejdzie? Rozglądała się po dworku szukając tego co mogło się zmienić.
Dotarli do dużej sali jadalnej, tu zaproponowano Basi jedzenie i napoje. Przyglądając się pomieszczeniom które mijali szlachcianka nie dostrzegła żadnych znaczących zmian czy różnic. Wszystko było po staremu.
Potomkowie Jabłońskiego poszli dopilnować przygotowania posiłku, a i ojciec pozostał z Basią dotrzymując jej towarzystwa.
- Jak długo waćpani zamierza zostać? - zagadnął w ramach tego obowiązku.
- Jutro planuję wyjechać. - Barbara rozejrzała się się po pomieszczeniu. - Przybyłam bo bardzo pospiesznie opuszczałam dwór i wielu rzeczy nie dopilnowałam,a jak by nie patrzeć to mój majątek rodzinny.
- Prawda to. O ojcowiznę trzeba dbać. - przyznał Jabłoński, a następnie spytał. - Ale czemu tak szybko wyjeżdża waćpani?
- Bo obowiązki wzywają mnie na zamek. Żałoba żałobą, ale pewne sprawunki nie mogą czekać. - Magnatka spojrzała na mężczyznę. Była ciekawa czy ten planował coś więcej gdyby została tu dłużej.
- To zrozumiałe… niestety. - odparł stary szlachcic kiwając głową. A Basi trudno było zgadnąć co myśli. A czasu na to wkrótce nie miała, bo posiłek i napitek wniesiono.
Barbara zajęła miejsce tuż obok gospodarza i wypytała go o typowe okoliczne oczywistości, o plony, plany rolnicze. Rozmowa ta ciągnęła się od kielicha do kielicha i nie była szczególnie interesująca… magnatka zdała sobie szybko sprawę, że mogłaby kupić za jednym zamachem jego plony. No i… czy naprawdę interesowały ją ilości snopów jakie można zebrać z pól? Basia zdała sobie sprawę jak bardzo sama się zmieniła, jak nudne okazywały się dla niej sprawy ekscytujące drobną szlachtę. Przynajmniej te związane z ziemią i jej płodami.
Wiedziała jednak, że nie dla swojej przyjemności tu jest, a dlatego, że Michał powiedział “iż może się to im opłacić”. Zagadywała więc mężczyznę o te sprawy, które zdawały się go najbardziej interesować.
Była to długa i nudna rozmowa, pewnie dlatego synkowie się jakoś ulotnili. Basia słuchała, acz ciężko jej było się skupić na tak nieciekawym temacie. Bardziej interesujące było jego spojrzenie wędrujące po jej dekolcie. Zachłanne i pożądliwe… z pewnością widoki jakie mu prezentowała pobudzały fantazyję nestora rodu Jabłońskich.
Barbara zachęcała go do tego od czasu do czasu bawiąc się wiszącym na piersi wisiorem i tylko z rzadka zerkała czy nie robi się ciemno. Sprawiała przez to, że jej rozmówca gubił od czasu do czasu wątek i pił więcej niż ona sama. Łatwo było odgadnąć jego chęci, w pełnym żądz spojrzeniu i dłoniach które nie wiedziały co ze sobą zrobić. Do mroku było dużo czasu, ale minęło już południe i Basia… mogła już spróbować zakończyć to spotkanie… zwłaszcza że tematy związane z interesami się powoli kończyły.
- Czas przyjemnie mija ale chyba pora mi wracać nim Gierłatowicz się zmartwi. - Uśmiechnęła się niewinnie puszczając wisior.
- Waćpani ma rację… odprowadzę do rozstajów.- odparł dwornie stary szlachcic wstając od stołu, lekko chwiał się na nogach od nadmiaru napitku.
- Czy na pewno? Jest ze mną dwóch wojów. - Barbara także wstała od stołu.
- To tylko kawałeczek drogi. Wypada bym waćpanią odprowadził do granic mych włości.- odparł z uśmiechem Jabłoński.
- Będzie to dla mnie przyjemność. - Barbara dała się odprowadzić do drzwi.


Po chwili wyruszyli w drogę. Tym razem we czworo. Podążali drogą niespiesznym tempem, a kołyszący ruch wierzchowca w połączeniu ze słońcem przyjemnie grzejącym, czynił tę przejażdżkę bardzo przyjemną. Podobnie jak rozbierające ją spojrzenie starego szlachcica. Basię cały czas zaskakiwało, że tak bardzo lubi być adorowana. Była ciekawa czy kiedyś zaskoczenie zniknie.
W końcu dotarli do rozstajów i szlachcicowi przyszło się pożegnać wylewnym pocałunkiem w dłoń magnatki. Po czym ruszył w drogę powrotną.
Barbara pożegnała się z Jabłońskim starając się ukryć ulgę. Dużo przyjemniej by było po prostu się przejechać. No cóż.. teraz mogła to nieco nadrobić. Pogoniła swego wierzchowca do kłusa i ruszyła okrężną drogą w stronę dworu, planowała znów przejechać koło młyna i starą drogą.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-09-2021, 07:32   #59
 
Aiko's Avatar
 
Napaść nastąpiła nagle. Wyroili się z młyna niczym stado szerszeni. Konno, acz uzbrojeni po chłopsku: siekiery, dzidy i pałki. Jedynie ich przywódca przytroczoną miał szablę.
Ruszyli w sześciu niczym dzika banda zbójów. Czy nimi jednakże byli?
Tego Basia nie wiedziała. Zresztą nie myślała o tym widząc tą dzicz pędzącą pospiesznie w stronę szlachcianki i jej dwóch obrońców.
Ci dwaj sięgnęli po pistolety, gotowi bronić szlachcianki za cenę życia. Ich przewaga liczebna wrogów nie przeraziła.
Basia zamarła na chwilę ściągając mocno wodze konia. To spotkanie uśpiło jej czujność, a może alkohol.
- Do dworu.. wracamy do dworu! - O ile jej wojacy mogli czuć się pewnie przeciwko tylu chłopom to ona nie.
- Ruszaj tam pani my ich zatrzymamy. - krzyknął jeden, a obaj wypalili z pistoletów. Salwa ta zwaliła jednego ze zbojów. Pozostała piątka gnała dalej.
Barbara przytaknęła i puściła się galopem w kierunku swoich włości. Teraz jak nigdy żałowała braku spodni pod suknią i mocno wyciętego dekoltu.
Za sobą słyszała odgłosy walki. Jej strażnicy związali walką napastników. Trudno powiedzieć na jak długo. Co gorsza nie wszystkich. Jeden wciąż gnał za nią.
Magnatka ja miała nadzieję, że nie dogoni jej konia. Zetknęła jednak przez ramię w kierunku gdzie toczyła się walka.
I widok który zobaczyła za sobą przeraził ją. Zbój zbliżał się coraz bardziej. Było już po niej.
I nagle...
Złota błyskawica przecięła trawę tuż za kopytami wierzchowca. Duża złota żmija zwinęła się w kłębek i zasyczała głośno wywołując strach u konia na którym jechał jej prześladowca. Zwierzę spięło się nagle zaskakując jeźdźca. Zrzuciło go z grzbietu na ziemię i spanikowane pognało w dal… byle jak najdalej od złotawej żmii która już zniknęła w trawie.
Tylko rozsądek powstrzymał Basię przed zatrzymaniem się. Szepnęła jednak dziękuję czując iż była to pomoc od złotego żmija z jej zamku.


Widok pędzącej na złamanie karku szlachcianki wzbudził oczywisty zamęt na dziedzińcu. Szlachcice i służba poderwali się z miejsc, by przechwycić spienionego już wierzchowca i magnatkę zsunąć z siodła. Jej gwałtowne przybycie i brak dwójki obrońców pozwalał im odgadnąć, że coś złego się stało.
- Zaatakowano nas przy młynie. - Barbara skorzystała z pomocnych dłoni schodząc na ziemię. Z trudem łapała oddech po wysiłku.
- Zaprowadzić jaśnie panienkę do alkierza i pilnować w sześciu.- zarządził Michał od razu i zwrócił się do Ściborowicza. - Jędrzeju weź ośmiu i kilku pachołków. Złap przynajmniej jednego żywcem. Przyda się go pociągnąć za język nad rozpalonym ogniskiem.
Barbara dopiero teraz odczuła drżenie, jakby właśnie co dogonił ją strach. Chwyciła się dłońmi mocno swych ramion.
- My...myślisz, że to zmowa z Jabłońskim ? - Spojrzała niepewnie na Michała.
- Nie. Nie sądzę. Nie ukrywaliśmy swojego pobytu tutaj. Wystarczyło jedynie zasięgnąć języka u miejscowych chłopów. A potem ukryć się w pobliskich lasach i wyczekiwać okazyi. Ty im ją dałaś.- przyznał stary szlachcic.
Basia przytaknęła ruchem głowy nie komentując tego, że to on doradził jej to spotkanie i wysłał z nią jedynie dwóch wojów.
- Na razie spocznij w alkierzu. Pragniesz czegoś do picia, do jedzenia… może muzyki dla ukojenia serca? - zapytał Michał zapraszając gestem ręki Basię do jej domu.
- Napoju i kąpieli. - Magnatka przytaknęła i ruszyła w kierunku dworu.
- Zaraz wydam odpowiednie polecenia.- odparł szlachcic, a przy wejściu do dworku już czekała na nią Ewa. Która to podążyła krok w krok za nią.
Barbara nadal kurczowo zaciskała dłonie na swych ramionach, a w sypialni usiadła na łóżku.
- Z..zrób mi ziół. - Powiedziała drżącym głosem wyglądając przez okno.
- Tak pani. - dygnęła Ewka i ruszyła do drzwi. - Poślę kogoś by zaparzył walerianę. Powinno pomóc.
Po czym krzyknęła na najbliższą służkę i przekazała polecenie.
Na dworze Ściborowicz już ruszał na “łowy”, a pan Michał wzmocnił patrole dodatkowymi ludźmi.
Barbara cicho jeszcze raz podziękowała złotemu żmijowi obiecując sobie i jemu, że złoży ofiarę gdy tylko wróci do zamku. Miała nadzieję, że jej ludziom nic się nie stanie.
Na razie pozostawało jej czekać, pocieszyć się mogła jedynie obecnością Ewy. Służka usiadła blisko drzwi w milczeniu, czekając na wywar lub polecenia Basi.
- Wyruszyli już? - Barbara spojrzała pytająco na swą służącą.
- Tak pani. I z pewnością ich złapią.- Ewka zapewniła gorliwie, choć nie miała podstaw do takiej pewności.
- Może… kilku. - Magnatka westchnęła ciężko. - Pomasuj mi plecy, proszę.
- Tak pani.- służka od razu podeszła do Basi stanąwszy za nią, zaczęła gorliwie masować jej ramiona.- Tu jest waćpani bezpieczna. Tu nikt się nie wedrze.
- Jednak… poczuję się pewniej na zamku. - Barbara poddała się palcom Ewy przymykając oczy.
- Oczywiście pani. Tam będziemy bezpieczne. Za grubymi murami.- mruczała Ewka pozwalając sobie na całowanie szyi szlachcianki. Tę pieszczotę przerwało pukanie do drzwi.
- Eeee… wino przyniosłam i napar z waleriany.- odezwała się zza nich młoda służka.
- Przynieś je Ewo i niech naszykują mi kąpiel… potrzebuję odprężenia po tej galopadzie. - Barbara ucałowała jedną z dłoni służącej.
- Tak pani.- odparła Ewka odrywajac się od szlachcianki i ruszając do drzwi. Podeszła do nich, odebrała tacę i nakazała przyniesienie balli z gorącą wodą.
Po czym wróciła do Basi.
Magnatka ujęła kubek z naparem w drżące dłonie i upiła spory łyk. Mimo bliskości ulubionej służącej jej uwaga cały czas uciekała w kierunku okna i tego co za nim.
- Waćpani nie powinna się martwić…- próbowała ją uspokoić służka dolewając wina do kielicha.- Jest waćpani chroniona przez wielu.
- Tak… chyba jeszcze do tego nie przywykłam. - Barbara uśmiechnęła się do służącej, choć nadal był to słaby uśmiech. - Pomasuj mnie jeszcze.
Ewka spróbowała trunku nim podała go szlachciance.
- Mocne… korzenne… ciepłe. Powinno pomóc.- oceniła, a następnie zabrała się za dalszy masaż.
Barbara przytaknęła na razie ściskając kubek w dłoniach i wdychając przyjemną, słodkawą parę. Licząc na to, że jej ciało za chwilę odnajdzie spokój. Z przymkniętymi oczami poddawała się masażowi Ewy starając się nie spoglądać na ogród i to co za nim.
Wkrótce wniesiono balię z gorącą wodą, a na zewnątrz wciąż panowało zamieszanie. Przez co Basia nie wiedziała czy grupa Ściborowicza już wróciła.
- Rozbiorę się, proszę zobacz co się dzieje na zewnątrz, dobrze? - Basia upiła w końcu łyk naparu i powoli wstała z łóżka by się rozebrać.
- Tak pani. - rzekła cicho Ewka wstając i wychodząc. Przy drzwiach się zatrzymała, by rzec przez ramię.
- Pan Michał podwójne straże przy drzwiach postawił. - Nikt waćpani skrzywdzić nie zdoła.
- Pewnie za oknem też.. zasłoń je proszę. - Barbara uśmiechnęła się słabo do służącej rozsznurowując swój kontusz.
- Ale z dala od nich. - oceniła Ewka biorąc się za zasłanianie okien, zgodnie z poleceniem magnatki.
- Niech skupią się na obserwowaniu okolicy. - Barbara zdjęła kontusz i sięgnęła do zapięć swojej sukni.
- Już pan Michał dałby im popalić, gdyby się obijali. Potrafi być surowy, potrafi być straszny… jeśli chce. - odparła ze śmiechem służka i po zaciągnięciu zasłon udała się do wyjścia.
- Wierzę.. jakoś trzyma ich w ryzach. - Suknia Barbary opadła na podłogę, a magnatka spojrzała na służącą. - Wróć do mnie szybko.
- Tak pani. - odparła służka i pospiesznie opuściła komnatę.
Barbara rozebrała się do naga i weszła z kubkiem letniego już naparu do balii z wodą tak że jej nogi znalazły się oparte na jej krawędzi.
Ewka wróciła wkrótce z taczką ciasteczek i przysiadła się obok szlachcianki.
- Znaleźli eskortę. Jeden ranny, drugi… wyzionął już ducha. Trzech zabrali ze sobą. Ściborowicz skrzyknął miejscową szlachtę i obława ruszyła za zbójami. - wyjaśniła podając jedno z ciastek wprost do ust Basi.
Magnatka zaklęła w myślach.
- Szkoda eksorty. - Mruknęła cicho i zjadła podane ciastko.
- Taki los … gdy się szablą zarabia na życie. - stwierdziła cicho Ewka.
Barbara skupiła wzrok na pokojówce ciekawa czy i jej przyjdzie kiedyś przyzwyczaić się do śmierci jej ludzi. Po dłuższej chwili uśmiechnęła się ciepło.
- Wymasuj mnie kochana… dokładnie.
- Tak pani. - tym razem zwinne palce Ewki zaczęły pieszczoty od stóp magnatki.
Blondynka obserwowała swoją służącą popijając rozgrzewający napój. Powoli jej ciało uspokajało się choć wzrok cały czas uciekał w kierunku zasłoniętego okna. Niemniej ciężka tkanina zasłony oddzielała ją teraz od świata na zewnątrz. Teraz była tylko ona i dłonie Ewki pieszczące jej łydki, podczas gdy sama służka ocierała się policzkiem o jej stopę.
- Spraw bym nie myślała teraz o tym co się stało. - Barbara odstawiła pusty kubek obok balii i rozchyliła delikatnie nogi oddając się w ręce pokojówki.
- Tak pani. - odparła służka rumieniąc się mocno, a jej palce zanurzyły się po wodę by z czułością masować intymny zakątek Basi. Magnatka z całych sił skupiła się na doznaniach jakie oferowała jej Ewa. Przymykając oczy odchyliła się w balii tak, że jej długie włosy opadły na podłogę.
Czuła zwinne palce kochanki skupione na jej intymnym zakątku, stygnącą wodę obmywającą jej ciało i wino uderzające do głowy. Kuszące do tego, by posunąć się dalej… wszak Ewka sama nie była w stanie pieścić jej wszędzie.
Magnatka ujęła swoje piersi i scisnęła je mocno. Po chwili zaczęła je też pieścić czując jak zbliża się do szczytu. A Ewka jak zwykle jej w tym usłużnie pomagała, cicha i jakby nieobecna. Skupiona na ruchach swoich palców rozpalających kwiat kobiecości swojej pani. Barbara doszła zasłaniając usta dłońmi. Jej myśli rzeczywiście odpłynęły i na krótką chwilę to co działo się poza drzwiami alkierza było nieistotne.
Ewka uśmiechnęła się odsuwając palce od wrażliwego miejsca i przyglądała się zaspokojonemu ciału magnatki.
- Podobam ci się taka? - Barbara uśmiechnęła się lubieżnie do pokojówki.
- Taka i nie tylko taka.- przyznała służka.
- I na co masz teraz ochotę? - Barbara przesunęła dłonią po swej nagiej piersi.
- Na całowanie ciała waćpani.- przyznała wstydliwie służka.
- Myślę, że mogę spełnić tą zachciankę. - Magnatka podniosła się z balii stając przed pokojówką tak jak ją Bóg stworzył. Ewka nachyliła się ku jednej piersi obejmując jej szczyt zachłannie ustami, a drugą pochwyciła dłonią ściskając i masując lekko. Magnatka zamruczała i oparła dłonie o ramiona pokojówki.
Ta zaś tego nie zauważyła pochłonięta swoją igraszką. A Basia czuła żarliwość jej pieszczot na swoim biuście. Magnatka obserwowała swoją kochankę z zaciekawieniem. Z czego wynikało takie uwielbienie Ewy? Czy to Cosette tak ją wyszkoliła? Wzbudziła to uczucie? Czy po prostu znalazła dziewczynę z odpowiednimi “predyspozycjami”? Teraz tego się nie dowie.
Barbara zamruczala z aprobatą na działania pokojówki zachęcając ją do dalszej zabawy.
Druga dłoń zeszła niżej, po brzuchu Basi między jej delikatnie muskając już raz pobudzony zakątek. Ewka była w tym coraz lepsza. Magnatka żałowała że nie usiadła nim te pieszczoty się rozpoczęły bo teraz jej kolana słabły z każdym pocałunkiem, a ciało wołało o dotyk. Tym bardziej że służka nieświadomie droczyła się z nią. Bo ów dotyk, choć czuły, był bardzo delikatny… a przez to prowokujący.
- Budzisz znów mój apetyt kochana. - Barbara spróbowała użyć żartobliwego tonu niezbyt to jednak wyszło gdyż głos jej był już rozpalony.
- Przepraszam. - szepnęła cichutko służka, ale nie zaprzestała swoich działań.
- Nie masz za co. - Barbara zamruczała z zadowolenia.


Tę przyjemną zabawę przerwało pukanie i głos pana Michała.
- Waćpani już spoczywasz, czy możemy pomówić?-
Barbara spojrzała na drzwi nieco zaskoczona
- Pozwól tylko, że się czymś okryję. - Odpowiedziała głośno po czym zwróciłą sie ciszej do Ewy. - Proszę podaj mi jakieś okrycie.
Służka skinęła głową, a następnie pochwyciła giezło i płaszcz podając je wychodzącej z balii szlachciance. Barbara ubrała się pospiesznie czując jak lniane giezło przykleja się do mokrego ciała, a kończąc zwróciła się do pokojówki.
- Wpuść proszę Pana Michała.
Takoż i Ewa uczyniła dygając pospiesznie, gdy otworzyła drzwi. Stary szlachcic wparował do środka i pokłonił się otulonej płaszczem magnatce.
- Waćpani lepiej już się czujesz?
- Tak.. Ewa zadbała bym odpoczęła i uspokoiła się nieco. - Barbara podeszła do szlachcica, czując jak giezło klei się nieco do jej wciąż wilgotnego ciała i mając świadomość że jej ciało przez nie prześwituje.
- Pewnikiem ucieszy cię fakt, żesmy łotrów wyłapali co do jednego. To wołoscy zbóje najęci przez Stadnickiego. - rzekł nieświadomy owego faktu Michał, bo okryta była jeszcze ciężkim płaszczem.
- Cieszy mnie to… Przesłuchasz ich? Czy zabierzemy ich z sobą na zamek. - Barbara przyjrzała się Michałowi ciekawa w jakim ten jest nastroju. Lubiła go kusić, nie chciała jednak niepokoić mężczyzny, gdy czas był nieodpowiedni.
- Zostali już przesłuchani i dlatego będę musiał jutro opuścić na dzień lub dwa. - odparł enigmatycznie jej kochanek.
- Ja.. jak to? - Barbara spojrzała na szlachcica niepewnie. - Chciałam wyruszać do zamku.
- I wyruszysz. Ściborowicz będzie ci za eskortę robił. Bliźniaków też ci ostawię. Bitni są, acz brak im cierpliwości. - odparł Michał pocieszającym tonem. - Stadnicki zaś, nie będzie miał czasu by próbować ponownej napaści.
Magnatka odprawiła Ewę ruchem dłoni i odezwała się dopiero gdy ta wyszła, podchodząc przy tym blisko to Michała.
- Czuję się bezpieczniej gdy jesteś obok.
- Jestem zawsze na twoje wezwanie pani. - przyznał szlachcic i westchnął cicho. - Acz pewnych spraw muszę osobiście dopilnować.
Magnatka rozpięła płaszcz i pozwoliła mu opaść.
- A jak będziesz mnie strzegł gdy wyjedziesz? I dokąd jedziesz? - Powiedziała cicho układając dłonie na kotuszu szlachcica.
- Eee…- odparł wielce elokwentnie szlachcic zezując na prześwitujący przez giezło biust.
- Nie znam takiej miejscowości. - Barbara uśmiechnęła się do Michała.
- Jakże myśleć o czymkolwiek przy takich widokach. - mruknął cicho szlachcic nagle nie wiedząc co zrobić z dłońmi.
- Mam je osłonić? - Magnatka spojrzała na mężczyźnie delikatnie przechylając głowę.
- Waćpani stawiasz mnie przed ciężkim wyborem. - zaśmiał się rubasznie szlachcic.
- Chyba nie wyjeżdżasz już teraz? Ciemno już. - Barbara zrobiła kolejny krok w stronę szlachcica. - Gdzie wyruszasz, Michale?
- Nie… o świtaniu raczej. I niedaleko… ledwie parę włości stąd. - odrzekł Michał wodząc za nią łakomie wzrokiem.
Magnatka ujęła dłoń mężczyzny i ułożyła ją powoli pomiędzy swymi piersiami.
- Po co? Tam się kryje Stadnicki? - Powiedziała cicho czując jak szorstkie palce kochanka, przez materiał giezła dotykają jej krągłości.
Szlachcic zamiast odpowiedzieć delikatnie ścisnął pierś szlachcianki, drugą dłonią za pośladek chwytając i przyciągajac do siebie. Po czym zachłannie pocałował. Barbara odpowiedziała na pocałunek wtulając się swym ciałem w ciało kochanka.
Nie przerywając namiętnego pocałunku i nieco drapieżnej pieszczoty dłoni na piersi Basi mężczyzna popychał ją krok po kroku ku łożu. Pieszczota dłoni na krągłości biustu nie była może tak precyzyjna jak czyniona palcami Ewki, ale za to entuzjazm i drapieżność była widoczna. Stary szlachcic nie był delikatny… ale przecież nie delikatności oczekiwała po nim Basia.
Magnatka poddała się jego działaniom krok po kroku zmierzając w stronę łoża, aż w końcu na nie opadła.
Patrząc na jej ciało, nadal w schnącym gieźle Michał począł się nerwowo rozdziewać. Szabla i pistolet upadły z głuchym uderzeniem na ziemię. Nie szkodzi. Oręż jaki interesował Basię szlachcic trzymał w ukryciu… jeszcze.
- Nie zmęczyła cię ta pogoń? - Barbara spoglądała na górującego nad nią kochanka leżąc na łożu. Jej wzrok wędrował po jego ciele regularnie uciekając w stronę sznurowania spodni i tego co pod nim.
- Nie wiem co rzec… rozochociłaś mnie…- stwierdził zakłopotany szlachcic obnażając wreszcie męskość, gotową do podboju Basi. Nie wyglądał na zmęczonego poniżej pasa… o nie.
- Tak to jest gdy się przybywa podczas mej kąpieli. - Barbara miała problem by oderwać wzrok od obnażonej męskości kochanka, cały czas zdumiewało ją jak wielką była.
Po zrzuceniu swoich ubrań szlachcic zabrał się do pospiesznej i nerwowej walki z giezłem, które była obleczona. Nie odpowiedział nie mogąc oderwać oczu od jej ciała.
Barbara pomogła mu i już po chwili jej giezło zostało rzucone róg łóżka, a Magnatka leżała teraz naga przed szlachcicem. Kochanek wdrapał się na łóżko, jego dłonie ujęły krągłości jej piersi które całować począł, wsunął się nogami między jej uda i po ich rozchyleniu… Basia poczuła twardą napaść kochanka na jej bramę rozkoszy. Mocny i szybki szturm. Czuła, że gdyby nie wcześniejsze pieszczoty Ewy napaść ta byłaby bolesna, a tak skorzystał z tego co wykrzesała z niej pokojówką zanurzając się w jej wilgotnym wnętrzu. Barbara jęknęła cicho osłaniając dłońmi usta.
Szlachcic był dziś bardzo… rozpalony, bardzo spragniony jej delikatności i miękkości pod palcami. Pocałunkami zasypywał jej szyję, mocnymi ruchami przyszpilając ją do skrzypiącego łoża. Zupełnie jakby diabeł w niego weszedł. Nie żeby prężące się pod nim od doznań ciało Basi miało coś przeciw.
Magnatka z trudem powstrzymywała swój głos. Wolała by strażnicy nie usłyszeli jej rozkosznych jęków. Czuła jak Michał wypełnia ją, jak rozpycha się w jej wnętrzu. Coraz mocniej, coraz szybciej… bez ustanku, tak jak ocierał jej krągłości o siebie nawzajem, tak jak całował ją szaleńczo. Jakby jutro nie miało nadejść, jakby to była ostatnia okazja. To nieco niepokoiło Basię, ale spychała te myśli gdzieś w głąb głowy czując jak zbliża się na szczyt. Jeszcze kilka ruchów i poczuła… zarówno obezwładniającą rozkosz jak i trybut kochanka między udami. Z całych sił zatkała usta dłońmi czując jak jej ciało wygina się w łuk, a rozkoszny impuls stara się wyrwać z ust okrzyk. Z trudem łapiąc oddech opadła na łoże.
Po tym akcie miłosnym nadal czuła, leniwie i delikatne teraz, pieszczoty dłoni i ust kochanka na swojej klatce piersiowej.
Barbara uwolniła swe usta i zanurzyła palce w siwych włosach szlachcica.
- Czemu chcesz mnie opuścić? - Spytała szeptem.
- Nie chcę… nie zamierzam… ale pewne sprawy wymagają mojej obecności. Wrócę na zamek jak najszybciej. Być może nawet dogonię cię na drodze.- wyjaśnił Michał cicho zaprzestając na moment pieszczot.
- A po co jedziesz? - Jedną z dłoni Barbary zsunęła się na ramię kochanka. Pod pomarszczoną skórą nadal wyczuć się dało mięśnie. Magnatka bez trudu odróżniała blizny od zmarszczek,jedną z wielu rzeczy, które świadczyły o wojennej zaprawie szlachcica. - Nie powinnam udać się z tobą?
- Nie… nie powinnaś. To niebezpieczne…- ocenił szlachcic i rzekł powoli dobierając słowa. - Zeznania wołoskich zbójów nie są równoważne słowu szlacheckiemu. Jeśli mam pociągnąć Stadnickiego przed sąd, muszę go na gorącym uczynku złapać.
- A jak chcesz go złapać,na gorącym uczynku skoro ja do zamku ruszam? - Barbara przesunęła udem po boku mężczyzny.
- Wiem gdzie miał się spotkać z Wołosami by wymienić im ciebie na zapłatę. Wiem gdzie go znaleźć i kiedy. Pułapkę zastawię.- wyjaśnił cicho Michał.
- Warto tak ryzykować? - Barbara również odezwała się szeptem powoli sunąc nogą po boku kochanka.
- Taka okazja drugi raz się może nie trafić. - Michał nie wytrzymał tego kuszenia, chwycił Basię za pośladek, ścisnął go zachłannie. Ustami zaczął wodzić po szyi i obojczyku… ochoty na więcej też wyraźnie nabierał.
- Poluje… na mnie cały czas, a ja… nie chcę cię stracić.- Barbara zamruczała cicho.
- Nie stracisz…- łapczywie przyciśnięte do piersi usta przyssały się do jej szczytu po chwili.
Magnatka wyprężyła się na łożu. Michał wiedział jak szybko przepędzić jej złe myśli.
Szlachcic władczo rozchylił nogi Basi, dziś był bardzo samolubnym kochankiem. Być może też się obawiał, że to jego ostatnia taka noc. Więc zamierzał w pełni ją wykorzystać.
- M...musisz wrócić. - Słowa Barbary rozmyły się w słodkim jęknięcie.
- Wrócę…- odpowiedział chrapliwe szlachci zaciskając dłonie na pośladkach, gdy posiadł znów gwałtownie szlachciankę. Kolejne ruchy bioder, kolejne pocałunki na ciele. Mocniej i szybciej, z każdym ruchem bioder wprawiając ciało magnatki w drżenie a jej piersi w falowanie. Barbara ponownie musiała osłonić swoje usta dłońmi gdyż każdy sztych kochanka chciał z nich wyrwać okrzyk rozkoszy. Samolubny Michał miał swój urok, co było wyraźnie odczuwalne gdy ponownie dotarli na szczyt… z trudem dusząc w sobie odgłosy spełnienia. Barbara poczuła jak zaczyna ją ogarniać zmęczenie, nie chciała jednak przeganiać kochanka. Cieszyła ją jego obecność, ciepło…. Teraz czuła się bezpiecznie. Mężczyzna co prawda nie dawał za wygraną jeszcze, a choć wigor opadł to jego entuzjazm nie. Nadal masował i całował i pieścił nieporadnie… jakby chciał się nią nacieszyć na zapas.
- Nie jedź.. - Barbara poddawała się tym pieszczotom sama nieco już wymęczona. Jej dłonie wodziły po ramionach i szyi kochanka.
- Jeśli nie ja to kto? - zapytał retorycznie stary szlachcic. - To zbyt wielka szansa, by ją zmarnować.
Magnatka mruknęła coś tylko bez znaczenia. Nikomu innemu nie ufała tak jak Michałowi. Wiedziała że on jej nie zdradzi i nie da się przekupić Stadnickiego. I z takimi myślami zasnęła.


Zbudziła się w pustym łożu o poranku. Wokoło słychać już było rozgardiasz przygotowań do podróży. Tym razem to miejscowy gospodarz przewodził przygotowaniom do podróży.
Barbara ubrała się z pomocą Ewy. Nadal nie czuła się dobrze z myślą, że Michał nie pojedzie z nią na zamek. Wyszykowana zjadła śniadanie i wyszła przed dwór by przyjrzeć się przygotowaniom.
Dostrzegła bliźniaków zaczepiających bezskutecznie służki i kilka innych znajomych twarzy. A także kilka nowych. Najwyraźniej jej orszak nie zostanie uszczuplony za bardzo. Bo tych których Michał wziął ze sobą zastąpią jej miejscowi podwładni.
Barbara skinęła Ściborowiczowi widząc jednak, że ten jest zajęty podeszła do bliźniaków.
- Słyszałam iż strzec mnie będziecie podczas drogi powrotnej. - Powiedziała, chcąc uwolnić swe służki od napastowania.
- Oczywiście waćpani, jak źrenicy oka. - odparli niemal chórem spozierając śmiało i niemal rozbierając Basię wzrokiem. Dotychczasowe wpadki nie nauczyły ich pokory. Ale może to i lepiej… wilczków potrzebowała w drodze powrotnej. Nie owiec.
Magnatka skwitowała ich spojrzenia uśmiechem. Zaczynała lubić bycie w centrum uwagi.
- Ilu wczoraj udało się pojmać? - Spytała chcąc nieco przedłużyć tą rozmowę. Uwaga bliźniąt nieco tłumiła jej niepokój.
- Dwóch. - przyznał jeden z braci.
- Hm.. więcej widziałam. - Magnatka zamyśliła się, krzyżując ręce na piersi i unosząc przy tym swe piersi. - Czyżby resztę wycięto?
- Co do nogi. -potwierdzili bracia. - Żaden żywy nie uszedł.
- O której Pan Michał wyruszył? - Spytała nieco ciszej. - I w którym kierunku?
- Nie wiemy. - przyznał jeden z nich subtelnie gapiąc się na jej biust wraz z bratem. - Spalim wtedy.
- Śpiochy z was czy znów mi dziewki bałamuciliście? - Barbara powstrzymała parsknięcie.
Zakłopotani tym pytaniem młodzieńcy popatrzyli po sobie, po czym jeden z nich jak piskorz wyślizgnął się odpowiedzią. - Rano sami byliśmy.
- Zdzwiłabym się jakby mi służące z wami do rana spały. - Magnatka rozejrzała sie szukając duszyczki, która towarzystwa mogła dotrzymywać dwóm bliźniakom. Miała pewne podejrzenia, przynajmniej w postaci lokalnej dziewoi. Musiała też przyznać… że zazdrościła jej nieco, choć o ona w nocy sama nie była.
Hanka kręciła się to tu to wypełniając obowiązki i kwitując śmiechem wszelkie zaczepki ze strony mężczyzn. Jej oczy zerkały śmiało, a jej zadek łatwo można było uszczypnąć. Ale jej samej złapać się nie dało. Obowiązki teraz miała. Może później… za srebrną monetę, albo dwie. Magnatka zerknęła na bliźniaków ciekawa czy i oni obserwują służącą. Cóż.. urok mieli więc i nie tylko Hanke mogli sprowadzić sobie do łoża.
- Będę wdzięczna jednak by miast spać w podróży abyście skupili się na zadaniu, które je wam Pan Michał powierzył.
- Tak waćpani. - odparli obaj nadal wodząc wzrokiem za jej krągłościami… które to mieli na wyciągnięcie dłoni.
Barbara wyciągnęła rękę do nich.
- Pomóżcie mi wsiąść do kolaski.
Zaczęli się przez chwilę przepychać i trącać, nim zwycięzca ujął za prawicę, a przegrany ruszył za nimi gdy w trójkę podążali do powozu. Magnatka delikatnie poruszała palcami swej dłoni drażniąc skórę mężczyzny i dając się przy tym zaprowadzić do powozu.
Tam niestety musieli ją opuścić i gdy pomogli jej wsiąść oddalili się nieco wracając do swoich obowiązków.
Barbara niestety, gdy ciekawostka zniknęła, powróciła myślami do Michała. Jej wzrok wędrował po majaczącym na choryzoncie lesie jakby była w stanie go gdzieś dostrzec. Pozostała sama w powozie przez godzinę, potem dołączyły do niej osobiste służki, aż w końcu znajomy z oblicza szlachcic podjechał ku powozowi i zajrzawszy przez okienko spytał.
- Wszystko przygotowane. Życzysz sobie pani wyruszyć w drogę powrotną?
- Tak ruszajmy. - Barbara przytaknęła ruchem głowy i jeszcze raz spojrzała na rodzinny dwór licząc iż jeszcze kiedyś przyjdzie jej postawić nogę na tej ziemii.

Podróż znów zaczęła się dłużyć, urozmaicana jedynie przez znajome widoki których pewnie przez długi czas nie zobaczy. Magnatka zdawała też sobie sprawę, że bez Michała wszystkie ważne decyzje spadną na nią. Łącznie z drogą powrotną jaką mają obrać. Barbara poprosiła jadącego obok jeźdźca by dowódca jej orszaku zbliżył się do okienka. Chciała się go poradzić.
Wkrótce zjawił się ów szlachcic, któremu mogła się teraz dobrze przyjrzeć. Był młodszy od Michała, nieco tęższy ale z pewnością nie gruby. Czarne wypielęgnowane wąsy zwisały mu jak u suma, wraz z długim nosem nadając jego twarzy wrażenie pociągłej. Zielone małe oczy wpatrywały się w Basię gdy pytał.
- Co waćpani sobie życzysz?
- Którędy jechać będziemy na zamek, czy Michał wydał Waćpanowi jakieś instrukcje? - Barbara oparła się o okienko spoglądając na szlachcica.
- Zarządził by skrócić drogę jak najbardziej. Omijać duże miasta i wioski.- wyjaśnił szlachcic cicho.
- A czy jechać będziemy w pobliżu zamku Pani Magdaleny? - Barbara przytaknęła ruchem głowy. Pomysł Michała zdawał się jej być słuszny.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Szybciej będzie go wyminąć.- odparł szlachcic.
- Rozumiem… najwyżej później poślę list do Pani Magdaleny. Magnatka przytaknęła ruchem głowy.
- Myślę co by unikać głównych traktów i karczm. Waćpani i służkom nie wadzi sypiać w karocy?- zapytał szlachcic.
- Poradzimy sobie. Bo nie chce Waćpan rozbijać obozu i namiotów? - Barbara spojrzała z zaciekawieniem na swojego opiekuna.
- Też. Ale przede wszystkimn nie będę wyprzęgać koni na noc. Tylko zmieniać je o poranku. Co by zawsze mogła waćpani uciec.- wyjaśnił krótko.
- Och … - To mocno zaniepokoiło magnatkę ale przytaknęła ruchem głowy. - Niech i tak będzie.
- Co prawda ryzyko niewielkie, acz wolałbym i takiego uniknąć.- przyznał szlachcic.
- Jestem waćpanowi za to wdzięczna, acz miłym mi będzie jeśli uda się na wieczór choć na chwilę namiot rozbić bym mogła się obmyć i zjeść w spokoju. - Barbara spróbowała wytargować sobie nieco komfortu w tej podróży.
- Jeśli takie jest waćpani życzenie.- odparł spolegliwie szlachcic.- To tak się stanie.
- Dziękuję. - Barbara oparła się wygodnie w kolasce. Czekała ją długa, męcząca i miała nadzieję, że nudna droga.


Póki co... jej nadzieja się spełniała. I była przekleństwem jednocześnie. Podróż była nudna i montonna. Kolaska kołysała się na wybojach sprawiając że Basia odsypiała przez kilka godzin nocne igraszki, ale potem… potem ją czekała nudna podróż. Nie było posiłku w południe. Prawdopodobnie przyjdzie im jeść na wieczornym posiłku.
Wymęczona podróżą Magnatka zdjęła kontusz i w samej sukni o głębokim dekolcie ułożyła się na ławie w kolasce korzystając z ud Ewy jak z poduchy. Czuła jak jej piersi falują i podskakują na każdym wyboju, niestety nawet to przy zmęczeniu i niewygodach dalekie było od niesienia przyjemności.
Służki jej w tym nie przeszkadzały, nawet jeśli Ewka łakomym spojrzeniem wodziła za atutami swojej pani poruszającymi się na wybojach. Podróż ciągnęła się głównie przez gęste lasy, więc ludzie chroniący Basię byli czujni. Może Stadnicki im tu nie zagrażał, ale zwykli zbóje mogli. Barbara próbowała usnąć. Nie chciała sprawiać kłopotów swoim opiekunom, ale i niepokoiła ją nieobecność Michała.
Niestesty sen nie nadchodził, a ciało robiło się nieco obolałe od niewygód. Słońce już zaczęło zachodzić i wyglądało na to, że wkrótce urządzony zostanie postój. I rzeczywiście przewodzący temu orszakowi szlachcic kazał ogniska szykować, straże postawić, namiot rozbić. A powóz z Basią się zatrzymał.
Magnatka podniosła się z kolan Ewki i wyjrzała przez okno kolaski z zaciekawieniem. Chciała zobaczyć gdzie to przyjdzie im spędzić noc.
Była to polanka w leśnej głuszy, ze wszystkich stron otoczona potężnymi drzewami. Niewątpliwie dzicz taka, że można było nie tylko wilków, ale niedźwiedzia się spodziewać. Namiotu Basi pilnowali zaś bliżniacy… ech… Michał nie popełniłby takiego błędu.
Barbara wyszła z kolaski chcąc rozprostować nogi. Niezbyt miała ochotę wtajemniczać przewodzącego orszakiem szlachcica w temat wygłupów bliźniąt. Za pewne tak zinterpretował polecenie Michała, że mają jej strzec.
Magnatka przeciągnęła się korzystając z chwili swobody poza kolaską i rozejrzała po okolicy. Jakoś nie czuła się tu bezpiecznie, bo i czy wróg nie mógł tu podejść do nich blisko kryjąc się między drzewami?
Z pewnością taka możliwość była i opiekun Basi brał to pod uwagę, tak rozstawiajac straże by nie dało się przez nie przekraść. Czy to pomoże? Czas pokaże.
Barbara podeszła do bliźniaków.
- Jak podróż wam minęła? - Spytała korzystając z tych krótkich chwil poza kolaską.
- Dobrze waćpani.- odpowiedział ten z prawej.
- Nudno waćpani.- odrzekł ten z lewej.
- A co sądzicie o takim miejscu na postój? - Magnatka rozejrzała się nadal stojąc obok bliźniąt.
- Wygląda straaasznie… żeby tylko jakieś licho wyskoczyło zza drzew.- odparł jeden z nich śmiejąc się głośno.
- Jedyne licho jakie mnie prześladuje to Stadnicki. - Mruknęła całkiem poważnym tonem Barbara powracając wzrokiem do bliźniąt. - Daruję naszemu nowemu dowódcy informacje o waszych wybrykach, skupcie się jednak na pilnowaniu, dobrze?
- Oczywiście….- odparli jeden po drugim nieśpiesznie i niechętnie. Najwyraźniej znudzeni już szukali okazji do rozrywek.
Barbara pokręciłą z niedowierzaniem głową podsumowujac tym ich reakcję i spojrzała w kierunku Ewy.
- Naszykujcie mi kąpiel i kolację.
- Tak pani. - rzekła Ewka posyłając kose spojrzenie bliźniakom i wraz z drugą osobistą służką Basi zabrały się za przygotowania.
Magnatka podeszła w tym czasie do szlachcica, z którym przyszło jej rozmawiać w dorożce.
- Nie zostaliśmy sobie odpowiednio przedstawieni, czy mogłabym poznać tożsamość waćpana. - Powiedziała z delikatnym uśmiechem.
- Jędrzej Rogowski herbu Jelita do usług waćpani. - przedstawił się szlachcic kłaniając nisko.
- Trochę.. niepokoi mnie to miejsce. - Barbara przyznała się do swoich obaw.
- Bezpieczniejsze niż karczmy które moglibyśmy napotkać po drodze. Tu każdego obcego pojmać możemy i potrzymać we więzach do rana. - ocenił Jędrzej.
- Zdaje się na osąd waćpana. - Barbara przytaknęła ruchem głowy i zerknęła jak sobie jej służące radzą z kąpielą dla niej. Namiot był już rozstawiony, a sądząc po kolejnych kociołkach parującej wody przynoszonej znad ogniska kąpiel również wkrótce będzie.
- Wiem iż nie jest to miejsce idealne, ale przynajmniej nikt nie wie iż waćpani podróżuje tą drogą. - dodał Rogowski.
- To prawda. - Magnatka spojrzała ponownie na szlachcica. - Bo nikt nie uszedł wczoraj wieczorem?
- Nikt z tych którzy ośmielili się napaść na waćpanią nie dożył kolejnego poranka.- potwierdził Jędrzej.
To nieco zmroziło krew w żyłach magnatki, ale przytaknęła ponownie starając się zachować spokój.
- Wobec tego oddalę się i pozwolę Waćpanu wypełniać jego obowiązki. - Barbara dygnęła nieznacznie, już nieco odruchowo ukazując przy tym piersi ujęte w głęboki dekolt.
- Proszę o jak najszybszą kąpiel. - odparł szlachcic mimowolnie przyciągnięty przez swe oczy do tego widoku.
- Zrobię co w mej mocy. - Barbara oddaliła się w stronę namiotu nieznacznie kołysząc biodrami.
Co również nie uszło uwadze szlachcica jak i bliźniakowi pilnującego wejścia do namiotu.
Barbara uśmiechnęła się do “strażników” swego namiotu i weszła do środka. Upewniła się, że dobrze zasłoniła za sobą wejście i poczęła się rozbierać oczekując na Ewę. Służki weszły wkrótce po niej do środka. Ewka zajęła się pilnowaniem co by żaden z bliźniaków, nie miał okazji podejrzeć Basi.
Magnatka rozebrała się do naga. Zadrżała czując chłód na swoim ciele i potarła delikatnie piersi, na których pojawiła się gęsia skórka. Zerknęła przy tym z zaciekawieniem na Ewę i jej reakcję. I dopiero po tym jak posłała jej uśmiech, bez pośpiechu weszła do bali z wodą. Służka odpowiedziała lekkim rumieńcem, lecz tym razem nie skupiła się na magnatce. Była niczym cerber nieustępliwa w swoim stróżowaniu.
- Zuzanno wymyj mnie proszę. - Barbara odezwała się do drugiej służącej siadając wygodnie w bali.
Druga służka zabrała się za obmywanie magnatki, ostrożnie i dokładnie, acz bez tej pasji w wykonaniu rudowłosej. No cóż… sytuacja nie była idealna. Zaś ściany namiotu były cienkie.
Barbara poddała się grzecznie zabiegom drugiej służącej spoglądając przy tym na Ewę i znajdujące się za nią wejście do namiotu. Dwóch bliźniaków kusiło ją bardzo, wiedziała jednak iż nie jest to odpowiedni moment na takie zabawy. Może na zamku, gdy skorzysta z nich na własnych warunkach. Ewka zaś pilnowała prywatności swojej pani tak bardzo, że nawet nie dało się podroczyć z ich apetytem. Magnatce nie pozostało więc nic innego jak dać się wytrzeć i ubrać w świeże ubrania przyniesione przez służące.
Wkrótce już była odświeżona przed snem… w karocy.
- Czy przynieść wieczerzę? - zapytała Ewka cicho.
- Tak… ale może zjadłabym przed kolaską. - Barbara zaproponowała cicho. - Rozstaw proszę mi tam stolik. Zjem chociaż na świeżym powietrzu nim dam się znów zamknąć w tym narzędziu tortur.
- Tak pani. - zgodziła się Ewka i wyszła wypełnić polecenie.
- Strasznie dziś spięta jest. - zachichotała Zuzanna, gdy rudowłosa je opuściła.
- A ty bardzo rozluźniona. - Magnata zaśmiała się. - Czy to tobie nasi bliźniacy zawdzięczali dobry nastrój rano?
- Nie wydaje mi się. - zamyśliła się służka i po chwila. - Chyba nie.
- Chyba byś zauważyła, ewidentnie udało im się z kimś spędzić noc. - Barbara zaśmiała się i wyjrzała z namiotu.
- Pewnie którąś z miejscowych chłopek zbałamucili. - oceniła Zuzanna.
- Możliwe. Spytałam bo widać było, że widok jest ci miły. - Magnatka spojrzała na swoją służącą z zaciekawieniem.
- Noooo… śliczni są. - przyznała ze śmiechem Zuzanna.
- I będą nam tą swoją śliczność ofiarowywać na co dzień, jak już dotrzemy do zamku. - Magnatka zaśmiała się ciepło.
- I służki bałamucić. Poza Ewką, cięta jest na nich strasznie. - zachichotała Zuzanna, a tymczasem sama rudowłosa wróciła do namiotu. - Posiłek gotów, zgrzebny ale nic więcej nie ma.
- Lepsza strawa prosta niż jej brak. - Barbara zbyła uwagę Zuzanny i wyszła z namiotu by zjeść.
Posiłek nie był aż tak zły jak to Ewka malowała. Owszem w porównaniu z frykasami serwowanymi na zamku jej męża to była bida z nędzą. Ale jako szlachecki posiłek ów gulasz się bronił. A już zdecydowanie przewyższał klasztorne potrawy.
Jedząc magnatka rozglądała się z zaciekawieniem po obozie raz po raz zerkając też w kierunku lasu. Nie nałożyła jeszcze płaszcza, więc kusiła nieco swymi kształtami uwydatnionymi przez jedną z sukien wybranych przez Cosette.
Nic więc dziwnego że bliźniacy gapili się w nią jak sroki w gnat wymieniając między sobą uwagi. Zapewne jej dotyczące, zapewne lubieżnej natury. Nic w tym zresztą dziwnego, byli silni,i przystojni i pełni młodzieńczej arogancji. Myśleli nie głowami, a tym co wyrosło im między nogami. Dlatego właśnie trafili do orszaku Basi. Pozostali jednak członkowie jej straży byli bardziej wstrzemięźliwi i sumienni. Acz i im zdarzało się zezować ku swej pani. Sam obóz był urządzony na wojskowo, a Jędrzej ostrą dyscyplinę tu zaprowadził.
Jedząc powoli Barbara wyobrażała sobie jak by to było znaleźć się w objęciach bliźniaków. Wprawę mieli. Chyba też dbali o to by pochwycone przez nich dziewki dzieci im nie przyniosły, to mogłaby być bardzo przyjemna i pełna odkryć noc. Cóż.. miast tego czekała ją sen w kolasce.


I sny rzeczywiście miała przez podróż intensywne i wyuzdane. Jakby jakiś succub jej na ciele siadał każdej nocy. Może też i z powodu spokojnych i nudnych niemożebnie dni podróży. Aż do niemal ostatniego. Wtedy to bowiem zerwała się burza z gromami. Mrok zakrył niebo, wiatr wył potępieńczo wśród listowia, deszcz siekał twarze zimnymi kroplami. A w kolasce… koło się urwało na wyboju. Dobrze że jechali niespiesznie.
Barbara wyszła z przechylonego powozu osłaniając twarz kapturem i korzystając z pomocy tych co się jej akurat pod ręce nawinęli. Zła była potwornie bo liczyła już bardzo na spokój i wygodne łoże w zamku, w którym to w końcu zaspokoi potrzeby swego ciała.
Poganiani przez Jędrzeja słudzy zabrali się za naprawę osi co przy potwornie ulewnym deszczu i “egipskich” ciemnościach było co najmniej trudne. Basia pomóc wiele nie mogła, a płaszcz coraz bardziej przemakał przy tak mocnej ulewie.
Tymczasem okazało się, że to nie były jedyne złe wieści. Dwóch konnych przybyło nagle i okazało się być tylnymi czujkami orszaku. Zobaczyli sporo grupę ludzi poruszających się konno, w tej ulewie nie dało się poznać czy to przypadkowi podróżnicy czy może łotry Stadnickiego.
Barbara spojrzała na Jędrzeja niepewna co ma w tej sytuacji czynić. Mogła dosiąść konia i próbować uciec, ale czy jej nie dogonią?
- My tu zostaniemy, ale waćpani trzeba ukryć.- rzekł do niej Jędrzej rozważając sytuację.
- My wiemy gdzie. Znamy okolicę.- stwierdził jeden z bliźniaków wtrącając się do rozmowy.
Barbara spojrzała na nich niepewnie. Czy to był kolejny pomysł by ją uwieść? Czy w ogóle powinna myśleć o takich rzeczach gdy niebezpieczeństwo się zbliża? Bliźniacy jakby nie patrzeć specjalistami byli od kryjówek.
- Tak uczyńmy… rzeknijcie jak by co, że pojechałam przodem do zamku. - Magnatka podeszła do bliźniaków odgarniając z twarzy mokre już włosy.
Jędrzej podał swojego konia szlachciance, a jeden z braci wziął uzdę w dłoń. Zamierzali jechać szybko i prowadzić wierzchowca Basi, z magnatką trzymającą się przedniego łęku siodła.
Barbara wsiadła na koń i chwyciła się mocno przedniego łęku.
- Strzeżcie mych służek jak oka w głowie. - Powiedziała spoglądając z obawą na Ewę. Nie chciała jej tu zostawiać, nie wiedziała jednak czy pokojówka pojechałaby konno. Chwyciła się mocno przedniego łęku dociskając mocno do konia uda pod przemoczoną suknią.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168