![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #211 |
![]() | Maureen Co prawda liczyła, że drużyna zauważy jak poważnie poobijana jest po walce i że z czoła nadal sączy się strumyczek krwi, która nie chce przestać cieknąć i znaczy swój ślad na pooranej przez robala ziemi. Myślała też, że miejsce u boku Basta zajmie Phaere, która nie doznała większego uszczerbku na zdrowiu no i widziała w ciemnościach, albo Anzelm, który miał mocniejsze nerwy i więcej sił witalnych. Phaere jednak nie umiałaby się pewnie dogadac z pół-elfem. Od początku oboje demonstrowali wobec siebie jawną niechęć. Anzelm zaś ze swoją posturą mógłby za bardzo przyciągać spojrzenia i trudniej byłoby mu się ukryć. W sumie więc chyba to, że Maureen powinna iść z Bastem do miasta wydawało się najsłuszniejszym rozwiązaniem. Łowczyni zebrała więc swoje rzeczy i ruszyła wraz ze złodziejem w stronę Rangaard. Przy okazji napełni butelki wodą i może uda jej się natknąć na Sylvana, który obiecał jej ofiarować przed podróżą medalion Zivilyn. W sumie wyprawa z powrotem mogła dostarczyć nowych informacji przydatnych do dalszej podróży. - Jeśli nie wrócimy do wieczora będzie to znaczyć, że wpadliśmy w tarapaty - zwróciła się do Fosh'tki przed odejściem - Mam nadzieję, że Calcifer będzie leciał za nami i w razie czego doniesie Wam o naszych poczynaniach. Zostańcie tu, ale lepiej usuńcie się nieco z głównego szlaku. Dziękuję za opatrzenie ran. Opiekuj się Nathielem - mrugnęła do czarownicy, po czym poprawiła plecak na ramionach, zgarnęła kołczan ze strzałami i wraz z Bastem ruszyła w stronę znajomych murów.
__________________ Trouble is my middle name But in the end Im not too bad |
| | |
| Reklama |
| |
| | #212 |
![]() | Fosh'tka Uśmiechnęła się lekko do odchodzącej Maureen. - Nie ma za co. Nathiel będzie żył. Calcifer będzie z wami, prawda, mały? - strząsnęła z siebie kruka, który wylądował na ziemi przed Łowczynią. - Mogę siedzieć ci na ramieniu? - zapytał chrapliwie, zerkając na nią ciekawie. - No dobra, bierzmy się za niego - zwróciła się do Anzelma i Phaere, ujmując Nathiela pod lewe ramię. Kapłan zabrał się za nogi jako silniejszy. - Nathiel, jak chcesz pomagać, nie szarp się, tylko mów, jak zaboli - poprosiła. |
| | |
| | #213 |
| The Sentinel ![]() | Maureen, Bast, ruszyliście w stronę Rangaard na tyle szybko, a ile pozwalały Wam wasze obrażenia; widzicie jednak, że zejdzie Wam co najmniej godzina dłużej (czyli w sumie 3 godz. w jedną stronę). Im bliżej miasta, tym elf-specjalista staje się co raz bardziej nerwowy, aż wreszcie zatrzymuje się gwałtownie: Nie wparadujemy przecież tak do miasta jak idioci. Po tym przedstawieniu Anzelma albo nas zamkną albo powieszą ! A nawet jak nie, to będziemy pośmiewiskiem, każdy będzie na nas zwracał baczną uwagę jako na oszustów i wariatów. Skoro nie poruszamy sie w nocy to przynajmniej przebierzmy się jakoś, przemknijmy gdzieś bokiem czy coś... Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę skończyć w lochu. Drowy, Fosth'ka, ruszyliście powoli wzdłuż polnej drogi. Po jakiejś pół godzinie Trakt Pokoju zniknął Wam z oczu i znaleźliście się na kolejnym wygodnym skrzyżowaniu. Daleko przed Wami srebrzy się duże jezioro, po którym pływają łodzie. Z tej odległości wydają się na prawdę malutkie. Krajobraz przecinają wstęgi rzek, na lewo, płynąca w stronę morza, z prawej zaś wpadająca do jeziora . Obeszliście trochę miejskie wzgórze, więc wiatr przynosi od wody orzeźwiające powietrze i krzyk mew. Wokół Was i w dół aż do wody - wszędzie ciągną się pola uprawne, jednak nad samym jeziorem czerni sie coś, co może być jakąś farmą. Po Waszej lewej, niedaleko wzgórza Rangaard, wprost z pola wyrasta wysoka, samotna skała. Nawet z tej odległości wydaje się wielka. Mapę macie na 1 str. tej sesji. Pamiętajcie, że odległości są dość duże, nie dojdziecie wszędzie w kwadrans.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” Ostatnio edytowane przez Sayane : 05-11-2007 o 08:33. Powód: poprawki |
| | |
| | #214 |
![]() | Fosht'ka Rozejrzała się. - Jak dobrze, że już nie widać tego robala - mruknęła. - Jak się czujecie? Zwłaszcza ty, czarny połamańcu - zapytała, uśmiechając się lekko do leżącego na trawiastym poboczu Drowa. - Na takim cieplutkim słoneczku już dawno powinieneś biegać i skakać. Albo biec do tego pięknego jeziorka i pływać. - Wskazała na odległe refleksy. Uch, żeby tylko reszta przyprowadziła coś z nogami, które będzie można niecnie wykorzystać.. - Ciekawe, jak sobie poradzą w mieście. Aż usłyszała, jak Calcifer kracze z zadowoleniem "Gniją w lochu, szefowo! Stracą ich na szafocie w południe", albo: "Jadą. Bast zleciał z konia i rozbił nos, a Maurenka chyba ma nierockandrollowe dni" - co właściwie znaczyło to słowo? Kruk zawsze go używał, gdy była nie w humorze. Jakieś trzy razy na tydzień co najmniej. Może to z drowiego? Spojrzała na Nathiela zamyślona. A potem zerknęła na Phaere i uznała, że ona w życiu nie wymówiłaby tak śmiesznego słowa. Za dumna - pomyślała i uśmiechnęła się, hamując śmiech i odwracając szybko wzrok. |
| | |
| | #215 |
![]() | Maureen Przyjrzała się ciekawie krukowi. Do tej pory Calcifer był stuprocentowo wierny swojej pani i nie przejawiał chęci bliższej integracji z kimolwiek z drużyny. Teraz jednak, ptaszydło samo zaproponowało pogłębienie zażyłości. Łowczyni uśmiechnęła się z miną osoby, która, jak przystało na łuczniczkę, kocha przyrodę i zwierzęta (w dwojakim tego słowa znaczeniu). - Pewnie, siadaj. Razem będzie nam raźniej. Może poopowiadasz mi na uszko jakieś pikantne szczegóły z życia Fosht'ki - pogłaskałą kruka po głowie. Spojrzała przelotnie na Basta. Pierwszy raz widziała na twarzy pół-elfa skupienie. Czyżby w jego głowie rodził się jakiś plan? - Spokojnie Bast, ja także nie zamierzam skończyć w więzeniu. Popytajmy narazie ludzi na drodze, czy nie sprzedaliby koni, potargujemy się trochę. Jak się nie uda, kupimy lub znajdziemy przebranie i w mieście załatwimy co trzeba. Albo zwiniemy kobyłki z jakiejś stajni lub pastwiska. Ewentualnie napadniemy na jakiś wóz i ukradniemy go wraz ze szkapami... "Ciekawe, jak się czuje reszta. Napewno nasze panie odpowiednio zajmą się Anzelmem i Nathielem. No i zeszli z traktu, to najważniejsze. Jak tylko uporamy się z tą kabałą Calcifer wskaże nam drogę do nich" -pomyślała Maureen Tymczasem w zamyśleniu droga powrotna szybko minęła i oto oczom Maureen i Basta ukazała się brama wjazdowa do Rangaard. Na trakcie faktycznie stało lub poruszało się wielu kupców, niektórzy mieli po kilka koni, które dźwigały na swych grzbietach załadunek. Maureen spojrzała na Basta, który tylko skinął głową. - Calcifer, osłaniaj nas - zażartowała Łowczyni i wszyscy troje podeszli do grupki handlarzy rozmawiających o czymś gorączkowo. - Przepraszam - powiedziała dziewczyna - poszukujemy środku transportu i chciałam zapytać, czy nie sprzedaliby nam panowie kilku koni? Oczywiście cena podlega negocjacji. Rozumiem, że macie Panowie spory załadunek, ale konie to wytrzymałe zwierzęta i może dałoby się jakoś przeładować torby? Ewentualnie upchnąć wszystko na jeden wóz... - spojrzała z nadzieją na zebranych.
__________________ Trouble is my middle name But in the end Im not too bad |
| | |
| | #216 |
![]() | Pharere -Fosht`ko daruj sobie swoje rasistowskie odzywki. Nathiel ma imię, więc nie powinnaś zwracać się do niego w taki sposób.- powiedziała spokojnym głosem, w którym jednak można było odczuć cień zdenerwowania. Nazywanie drowów czarnuchami, czy też zwracanie się do nich per "czarny połamańcu" kojarzyło jej się tylko z wrogim nastawieniem do tej rasy. Dziwiło ją, że Nathiel pozwala tak na siebie mówić, a może ma w tym jakiś ukryty cel... Może lepiej byłoby mieć tych ludzi po swojej stronie niż po przeciwnej. -Przepraszam, jeśli poczułaś się urażona moją uwagą.- zwróciła się jeszcze raz do Fosht`ki. Zrobiła kilka kroków w stronę jeziora, lecz po chwili znowu odwróciła się do towarzyszy, ponieważ promienie słoneczne odbijające się w jego tafli raziło jej oczy. -Bardziej obchodzi mnie to z czym wrócą, niż jak dadzą sobie radę.- powiedziała siadając koło towarzyszy.- A ty Fosht`ko nie martwisz się o swojego kruka, w końcu powierzyłaś go ludziom, których ledwo co poznałaś.
__________________ Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia. |
| | |
| | #217 |
![]() | Anzelm -O niego bym się nie martwił-wtrącił zanim Fosht'ka udzieliła odpowiedzi drowce-Jest przebiegły, w razie niebezpieczeństwa uleci i znajdzie bezpieczną kryjówkę. Mam rację Fosht'ko?-dodał coraz bardziej zajęty swą raną. -A może nie będą mieć nawet okazji. Wraz z Mauren to dwie rozsądne istoty. Poradzą sobie jeśli Bast czegoś nie wymyśli. Lepiej dla nas jeśli załatwią to spokojnie i po cichu. Przerwał na chwilę. Chwycił zębami szmatkę i pomagając sobie zdrową ręką wzmocnił mocujący opatrunek węzeł. -Tak czy inaczej zanim wrócą minie kilka godzin, a kto wie może znów będziemy musieli nocować pod niebem. Kiedy przyjadą z końmi nie zostanie nam dużo czasu na dalszą wędrówkę, ale powinniśmy rozejrzeć sie za jakąś skałą lub lasem. Nawet w dalszej odległości od nich grunt powinien być twardszy niż tutaj, może to zniechęci kolejne robaki, jeśli ich więcej w tych stronach. Zamilkł. Z torby wyjął księgę Zivilyn. Po walce jej stan ,tak jak stan drużyny mocno się pogorszył. Powoli prostował i otrzepywał z kurzu kolejne zagięte kartki. „Zivilyn, pani równowagi, mądrości i wiedzy, żyjąca ponad czasem i przestrzenią, Matka wszystkiego, co żywe. Żadne zwierze, roślina czy ptak nie narodzi się i nie umrze bez jej wiedzy i zgody a wszystkie są sobie równe. Zastanowiło go przeczytane zdanie. Czy Zivilyn, matka każdego tutaj stworzenia chciała śmierci swego dziecka? Jeśli ona ich tu sprowadziła i otoczyła opieką, czemu zezwoliła na tą walkę. "Czy to przejaw okrucieństwa? Nie!"-Anzelm choć dokonał wyboru, nie mógł przestać myśleć dawnymi kategoriami-"Przyroda jest nieprzewidywalna i to w niej jest piękne. Sam taki chciałeś być, pamiętasz? Być ponad wszystkim, wolnym, pamiętasz?" Ostatnio edytowane przez Glyph : 05-19-2007 o 13:13. Powód: Nieumiejętne korzystanie z mapy. |
| | |
| | #218 |
| The Sentinel ![]() | Maureen, Bast: Na słowa łowczyni, trzech rozmawiających ze sobą kupców odwróciło się w Waszą stronę, po czym ryknęło śmiechem. ![]() Panienko, czy my wyglądamy na handlarzy końmi? - odezwał się jeden z nich, gdy odzyskał dech - Myśmy bławatnicy są, nie koniarze, nie widzisz, pani? - wskazał wóz wypełniony belami materiału i skrzyniami pełnymi ubrań i dodatków. A te szkapiny są z nami od lat, prawie jak rodzina. Nawet gdyby dało upchnąć się te pakunki, jakimś cudem, nie oddalibyśmy ich za nic. Możemy Wam sprzedać stroje jeśli chcecie - suknie balowe, wizytowe, dla Pana spodnie, kapelusz czy kurtkę... - tu kupiec wyciągnął kawałek materiału tak piękny, że Maureen ujrzała oczami duszy siebie w sali balowej... Mężczyzna z pewnością miał oko - Ale konie? Konie możecie zakupić co najwyżej w stajniach miejskich. Uśmiechnął się przepraszająco a jego towarzysze energicznie pokiwali głowami.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” |
| | |
| | #219 |
![]() | Fosht'ka Przytaknęła Anzelmowi. - Pewnie, że da sobie radę. Jak coś się będzie działo, wróci i opowie, będziemy mieli opowieść na wieczór, do ogniska. - Zerknęła ciekawie na opatrunek, ale nie potrzebował poprawek. Zwróciła się do obu Drowów: - Nie chciałam, żeby moje słowa dotknęły któreś z was. Będę się już powściągać i uważać na to, co mówię - nie bardzo rozumiała rozdrażnienie Phaere. Przecież Nathiel był i czarny, i połamany.. - Myślę, że możemy śmiało ruszyć kawałek dalej i znaleźć jakieś dobre miejsce na wieczór. Calcifer znajdzie nas bez większego trudu. Tymczasem Calcifer gadał coś Maureen do ucha. - Pikantne szczegóły z jej życia? Dziewczyno, przecież ona jest spokojniejsza niż ślimaczek w upalny dzień! Oczywiście czasem zdarza się coś ciekawego. Kiedyś na ten przykład spostrzegła jakiś kamień w jakiejś norze. Ta dziura w ziemi od razu przyprawiła mnie o klaustrofobię, ale nie chciała słuchać i znalazła tam ten kamyk. Już chciała go wziąć, aż tu wyskoczy sfinks! Wielki i paskudny! I dalejże zadawać pytania, ustaliwszy zasady fair-play (no, żeby uczciwie było). Jedno, drugie, a gdy zadał trzecie, siedzieli już oboje wygodnie, bo zamieiło się to w pogawędkę. Szefowa zastanawiała się długą chwilę, sfinks już czyścił pazury, a ona jak go nie zdzieli tym swoim kijem! Wpadł do jakiejś szczeliny, ja mówię: wiejmy!, szefowa bierze kamień... Ale po chwili wraca i mówi.. O, widać Rangaard. W mieście odezwał się zaś do bławatnika: - Oczu nie masz, panie handlarz? Czy tej piękności trzeba jeszcze balowej sukni? Za ładna jest na te twoje ciuchy! Trzeba jej zaś powozu, aby mogła podróżować stosownei do swej urodu, wskaż więc panie dokładniej, gdzie są te całe stajnie, jeśliś łaskaw. |
| | |
| | #220 |
| The Sentinel ![]() | Kupiec wytrzeszczył oczy na Calcifera, a potem ryknął śmiechem. Pięknego, panienko, macie obrońce, nie ma co !! Hehehe, hehehe - rechotał, trzymając się za wydatny brzuch. Choć panience by sie przydała i suknia, stosowniejsza do urody niż te... khem... niż podróżny strój - zacukał się, obrzucając dyskretnym wzrokiem brudny i potargany strój Maureen. Spojrzeliście po sobie - fakt, wyglądacie raczej, jakbyście podróżowali pod wozem a nie na. Wy nietutejsi, widzę, co? Stajnie są po wschodniej stronie miasta, ot tam, jak ten zagajnik przy polach. - machnął ręką na drzewa, rosnące w oddali tam, gdzie mury miejskie zakręcały w stronę morza - Jak go miniecie są pastwiska i wschodnia brama prowadząca do stadniny i koszarów. Używają jej głównie pastuchowie i wojsko, bo stajnie są zaraz przy garnizonie. Jak zobaczycie taki duży budynek z wieżyczkami, to będzie to. Spytajcie jakiegokolwiek żołnierza, każdy Wam pokaże Hansa - on ma najlepsze konie w okolicy. A wóz pewnie też się znajdzie. Tymczasem pozostała na polach czwórka regeneruje siły. Czas mija, słońce przygrzewa co raz mocniej - dla niektórych zbyt mocno. Phaere szczelnie schowała twarz pod kapturem, jednak widać, że upał daje się drowce we znaki. Nathiel, natomiast, leży skulony na boku, cały przykryty płaszczem. Już od dłuższego czasu nie odzywa się i nie porusza.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” Ostatnio edytowane przez Sayane : 05-21-2007 o 13:09. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Pani Kryształu | Sayane | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 476 | 11-26-2008 09:23 |
| [inne] Pani Kryształu | Sayane | Toplista sesji | 2 | 08-31-2007 21:07 |
| [rekrutacja dodatkowa] Pani Kryształu | Sayane | Archiwum rekrutacji | 9 | 05-16-2007 18:36 |
| [sesja] Pani Kryształu I | Sayane | Archiwum sesji Innych | 677 | 09-21-2006 21:12 |
| [nieokreślony, fantasy] Pani Kryształu | Sayane | Archiwum rekrutacji | 26 | 01-27-2006 20:40 |