![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #221 |
![]() | Anzelm Zapowiadał się kolejny słoneczny dzień. Na otwartej przestrzeni niemiłosiernie grzejące słońce stawało sie utrapieniem, a człowiek zaczynał modlić się do wszystkich bogów o choćby najmniejszą chmurkę. Starał się nie wykonywać zbędnych ruchów, ale mimo to z czoła spływały mu krople potu. Delikatnie przetarł twarz krawędzią szmaty, którą maił przewiązaną wokół ręki. "Gdy przesiąknie do rany, zapiecze. A pal to licho." Miał dość siedzenia w jednym miejscu, dlatego z zadowoleniem przyjął odpowiedź Fosht'ki. -Jeśli Calcifer rzeczywiście nas znajdzie, a wierzę, że masz rację Fosht'ko-odpowiedział wstając i chowając księgę znów do torby-to czemu tracić czas, siedząc tu czy w drodze będzie równie upalnie. Konno i tak nas dogonią. Z każdym ruchem czuł poobijane żebra, ale nie one się teraz liczyły. Gotów był zagłuszyć ból, byle tylko uciec od skwaru. Spojrzał na Phaere i Nathiela. Nie był pewien czy w ogóle słuchali, ale czekał na ich opinię. -W porządku z Tobą Nathielu?-zbliżył się szturchając drowa w ramię-Dasz radę ruszyć dalej? |
| | |
| Reklama |
| |
| | #222 |
![]() | Maureen Opowieści Calcifera zafascynowały ja. Słuchając ich nie sposób było się nie roześmiać, bo choć dotyczyły poważnych i niebezpiecznych zdarzeń, to sposób narracji skutecznie odejmował im patosu. W dobrym nastroju Łowczyni stanęła oko w oko z handlarzami, lecz po ich wypowiedziach i rubasznym śmiechu Maureen zrzedła mina. Wzmiankę o sukniach, kapeluszach i kurtkach puściła mimo uszu. Nie przyszła się przecież tu stroić. W drodze i tak ubiór się zniszczy, szkoda pieniędzy, poza tym nie ma czasu na głupoty. To, że kupcy nie sprzedadzą koni było w sumie jasne od początku, lecz informacje jakimi obdarzyli oni ją i Basta z pewnością można było wykorzystać. - A pewnie, że obrońca mój jest niezwykle wygadany ale i szarmancki - przemówiła do handlarzy, głaszcząc kruka po dziobie. Szybko jednak zabrała rękę czując, że nie powinna spoufalać się zbytnio ze zwierzęciem. Nie był w końcu jej chowańcem, a szkoda, szkoda... - Za stroje podziękuje, może innym razem. Zaiste piękne materiały macie, panowie. Oby się Wam dobrze sprzedawały. Za to Wasze wskazówki bardzo nam pomogły. Pójdziemy po konie do tego Hansa. Szerokiej drogi - po tych slowach Maureen spojrzała na Basta, który również nie miał widać ochoty na dalsze dyskusje, i wszyscy troje odeszli w stronę pastwisk. Dzień był jeszcze młody, niebo bezchmurne a temperatura na tyle niska, by mimo słońca nie odczuwać zmęczenia. Dziarskim krokiem, z poczuciem misji, Maureen, Calcifer i Bast dotarli do Wschodniej Bramy i ujrzeli nieopodal budynek z wieżyczkami. Wokół faktycznie kręciło się kilku żołnierzy. Najwyraźniej Rangaard miało solidną obronę i młodzieńców gotowych służyć swojemu miastu w razie niebezpieczeństwa. Maureen poprawiła strój, choć wiedziała, że i tak niewiele zdziała by poprawić swój wygląd, i wraz z pół-elfem i krukiem podeszła do strażnika stojącego przy bramie. - Dzień dobry - zaczęła dość pewnym głosem - Chcielibyśmy kupić konie potrzebne nam do podróży, handlarze przed bramą skierowali nas tutaj i powiedzieli, żebyśmy spytali Panów o Hansa, ponoć to jego domena. Czy może nam Pan powiedzieć lub też pokazać, gdzie możemy go znaleźć? - krótko, zwięźle i miło. Miała nadzieję, że to wystarczy. Jak nie, trzeba będzie brać nogi za pas a potem faktycznie ukraść gdzieś te przeklęte kobyły. Czas uciekał a oni jeszcze nie wykonali swojego zadania.
__________________ Trouble is my middle name But in the end Im not too bad Ostatnio edytowane przez Ribesium : 05-21-2007 o 15:58. |
| | |
| | #223 |
| The Sentinel ![]() | Phaere, południowy skwar sprawia, że czujesz sie co raz bardziej zirytowana. Szlag by trafił tą całą wyprawę. Nie po to z nimi szłaś, by teraz piec się w słońcu. Choć w sumie... sama chyba nie wiesz po co, tak na prawdę z nimi poszłaś, skoro nie wierzysz w ich zdolności... jeśli jakieś mają. W końcu to Ty uratowałaś ich, tak naprawdę, przed czerwiem! Czerw... Pająki... nerwowo rozejrzałaś się za Tiloupem, ale ten wybrał się gdzieś na łowy. Od czasu walki był bardzo niespokojny i, choć poszedł za Tobą, zachowywał bezpieczny dystans, nie wskakując na ręce ani nie dopraszając się pieszczot. Anzelm, pot na szczęście nie przedostał się do rany. Wypadało by jednak zmienić opatrunek, gdyż bandaż jest przesiąknięty krwią a upał na pewno nie pomaga w gojeniu się ran. Także i z tą myślą podszedłeś do Nathiela: -W porządku z Tobą Nathielu? Dasz radę ruszyć dalej? - brak odpowiedzi. Lekkie szturchnięcie sprawiło jednak, że ciało drowa bezwładnie osunęło się w Twoją stronę. Nathiel jest rozpalony i nieprzytomny; nie reaguje ani na Wasze wołania, ani na potrząsanie. Nie wiesz, czy zaszkodził mu tak upadł, czy to wina ran otrzymanych w walce - nie znasz się na drowach. W sumie te są pierwszymi, z jakimi się w życiu zetknąłeś. Gdy Fosht'ka drżącymi rękami odwinęła bandaże już wiecie, że z drowem jest bardzo źle - połamane żebra są mocno spuchnięte a skóra to jeden wielki krwiak. Nathiel oddycha słabo i płytko, charcząc lekko przy każdym wydechu. Chyba nie należało go ruszać... Maureen, Bast, strażnik, do którego się zwróciliście jest starszym człowiekiem, widocznie zmęczonym pracą i życiem. Obrzucił Was taksującym spojrzeniem - od zabłoconych butów, przez podarte, zakrwawione ubrania, na potarganych włosach skończywszy - i mruknął: Medyka wam i praczkę, a nie konie kupować. Kurza stopa, sie dzieciakom przygód zachciewa a nawet zbroi porządnej nie ma ta... A konie wam na co ta, co? Wasze wam wilcy zjedli, to sie następne marnować bierzecie, kurza twarz? Tatuńco koniki dali, a wstyd sie bez nich pokazać, to na lewo trza kupić, ta? Ech, ta dzisiejsza młodzież... - potężne charknięcie przerwało tyradę, a wielka plwocina wylądowała kilka milimetrów od buta Basta - Hans mieszka TAM! - z nową energią podjął strażnik - O, tam, tam, pójdziecie w lewo, w prawo, przy studni zawiniecie w stronę balwierza, potem znów w lewo, a jak poczujecie końskie łajno, to będzie tam. - wyjaśniał, a Wam pozostało jedynie uchylać się przed włócznią, którą zamaszyście wywijał, pokazując Wam, którędy macie iść. Pomijając drobny fakt, że końskim łajnem jechało równo wszędzie.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” Ostatnio edytowane przez Sayane : 05-21-2007 o 17:59. |
| | |
| | #224 |
![]() | Phaere -Chyba na ciebie, Anzelmie, Słońce też nie ma dobrego wpływu.- zwróciła się do mężczyzny.-Przecież Nathiel nie jest w stanie samodzielnie przejść nawet dwóch kroków, nie wspominając już o kilometrach, jakie mamy do pokonania.- powiedziała jeszcze bardziej naciągając kaptur na oczy. Tak silne słońce bardzo jej doskwierało, a w pobliżu nie widziała, żadnego miejsca gdzie mogliby się przed nim schować. Przysunęła się bliżej Nathiela, który sprawiał wrażenie coraz słabszego. Mimo, że jak dotąd nie była dla niego zbyt miła to nie chciała, jego śmierci. Czuła się przy nim pewniej. Miała świadomość, że nie jest jedyną osobą, która tak bardzo różni się od reszty. W końcu ich skóra była tak samo ciemna, a włosy idealnie białe. Mogli stworzyć najsilniejszy sojusz w grupie. Odwróciła gwałtownie twarz gdy Fosht`ka odsłoniła ranę drowa. -Zakryj ranę.- zwróciła się do kobiety, zaciskając palce na poczerniałym medalionie Eilistraee i w duchu modląc się aby bogini jej nie opuszczała. Nigdzie w pobliżu nie widziała Tiloupa. Drowka czuła, że bije od niego pewne zimno. Na samą myśl o tym jej serce przepełniło się strachem. Jej jedyny przyjaciel odtrącał ją. Gdyby tylko mogła dowiedzieć się co się z nią dzieje. -Muszę go znaleźć!- krzyknęła nagle, zrywając się z ziemi. Szybkim krokiem przemierzała pola wołając swojego kota. Gwałtowność tego ruchu wydała się wszystkim (przytomnym) dość dziwna i zaskakująca, bo jeszcze przed chwilą drowka nie wyglądała na osobę, która planuje w ogóle się gdzieś ruszyć.
__________________ Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia. |
| | |
| | #225 |
![]() | Anzelm -Tak, teraz widzę Phaere-odpowiedział z obojętnością, spoglądając na Nathiela-Miałem nadzieję, że po odpoczynku odzyska cześć sił. Wasze drowie organizmy są ponoć wytrzymalsze niż ludzkie. Nic, może się myliłem, ale oboje wiemy, że nie odniesione rany, lecz to słońce go dobije. Phaere już go nie słuchała, zajęta drowem. Właściwie nie wiedział, czemu dalej mówił, czy chciał rozdrażnić drowkę, czy może miał dość jej nastrojów? Gdy rzuciła się w szaleńczej pogoni, bogowie tylko wiedzą za jakim urojeniem, w pierwszej chwili chciał ja pochwycić, lecz zrezygnował. "A niech biegnie do stu diabłów!"-pomyślał, a jego dłoń cofając się, tylko musnęła ramię dziewczyny. -Nie możesz zrobić nic więcej Fosht'ko prawda?-spytał ze zrezygnowaniem-Calcifer przydałby się tu bardzo. Musimy go przenieść w cień inaczej...-urwał w pół zdania. Śmierć. Niby kolejna jaką spotykał na swej drodze, ale nic nie może równać sie ze śmiercią kompana. Ta bezsilność. Byli oddaleni od miasta, pośrodku trawiastej pustyni. Anzelma ogarnęło przeczucie, że cokolwiek zrobią dostarczą mu tylko kilka chwil bolesnej agonii więcej. Co mieli jednak robić, kapłan odszedł kilka kroków i obrócił dookoła. Drzewo, tutaj? Złudna nadzieja. |
| | |
| | #226 |
![]() | Fosht'ka Przestraszyła się tego, co zobaczyła. Zawiesiła wzrok na klatce piersiowej Nathiela i tak została. Gdy Phaere zakazała jej zasłonić ranę, zrobiła to bezwiednie, gdy zaś odbiegła, nie zwróciłą na to uwagi. Drgnęła na słowa Anzelma. Zawsze da się coś zrobić! Zdjęła płaszcz. - Calcifer i reszta są daleko, nie pomogą nam teraz. Nie ma tu zbyt wiele drzew, ale możemy zrobić mu trochę cienia.. - górny kraniec płaszcza przygniotła dwoma kamieniami, a resztę uniosła, ocieniając Drowa. - Tylko mi tu nie umieraj!.. - rzuciła w stronę Nathiela i spojrzała na kapłana. - Przytrzymaj tak, proszę. Może uda ci się to wesprzeć na moim kiju, masz.. Zobaczę, czy nie mam czegoś ciekawego w torbie - powiedziała i zaczęła grzebać w swojej torbie. |
| | |
| | #227 |
![]() | Maureen Aż ją zatkało po przemowie strażnika. Czego jak czego, ale takiego powitania się bynajmniej nie spodziewała. Staruszek nieźle im nawrzucał, widać musiał sobie ponarzekać, bywa, taka przypadłość geriatryczna. Niemniej po słowach "się dzieciakom przygód zachciewa" i "Tatuńco koniki dali, a wstyd sie bez nich pokazać, to na lewo trza kupić, ta?" miała ochotę wykrzyczeć mu w twarz, by sobie nie pozwalał i nie osądzał ich skoro nic o nich nie wie, że są tu całkiem obcy, zagubieni, bezradni, przerażeni, skazani na siebie, że czeka ich karkołomne zadanie, że omal nie zginęli przed chwilą w ciężkiej walce, jakich stoczą zapewne jeszcze niemało, że nie są jakimiś rozpieszczonymi bachorami, a dorosłymi ludźmi, którzy walczą każdego dnia o przeżycie i bynajmniej się nie bawią a konie są im niezbędne do dalszej podróży, że... Ech. Złość Łowczyni odbiła się jedynie na jej twarzy, lecz usta pozostały zamknięte, choć w środku aż kipiało. Niestety w tych okolicznościach każdy przejaw buntu czy własnego zdania zaprowadziłby ich do więzienia. Aż dziwne, że Calcifer z niczym nie wyskoczył. Była wdzięczna krukowi, że tym razem powstrzymał się z komentarzem. W tej chwili byłoby to zbyt ryzykowne. Zresztą i tak nie było tak źle. Mogli w końcu trafić na bardzej czepialskiego strażnika, który chciałby ich przeszukać, przesłuchać albo nie wiadomo co jeszcze. A tak to tylko nasłuchali się bezpodstawnych osądów i już mogli bezpiecznie iść do Hansa. "Pójdziecie w lewo, w prawo, przy studni zawiniecie w stronę balwierza, potem znów w lewo, a jak poczujecie końskie łajno, to będzie tam". Kierując się tymi instrukcjami całą trójka znalazła się przed domem Hansa. Maureen przeliczyła gotówkę. Wspólnie z Bastem mieli około 180 sztuk złota. No to teraz trzeba się potargować. Nadal uważała, że wóz nie jest dobrym pomysłem. Zbędny wydatek, a i tak trzeba go będzie porzucić prędzej czy później . Dla rannego Nathiela można skombinować hamak albo inne siedzisko.... Coś się wymyśli. Maureen podeszła do drzwi i zapukała. Nikt nie odpowiedział, choć dało sie usłyszć w środku jakieś szuranie. Ponowiła więc próbę. Nadal bez skutku. Dlatego też trzeciej próbie towarzyszyło zdanie wykrzyczane w drzwi: - Dzień dobry! Panie Hans, proszę wyjść. Mamy do pana pilną sprawę. Potrzebujemy koni. Chcielibyśmy ubić z panem interes.
__________________ Trouble is my middle name But in the end Im not too bad |
| | |
| | #228 |
| The Sentinel ![]() | Phaere, Twojego kota nigdzie nie widać. Potykając się przemierzasz szybkim krokiem okolicę, jednak ciężko znaleźć małego czworonoga w wysokiej roślinności. Im więcej się ruszasz, tym bardziej doskwiera Ci słońce. Może dla ludzi nie jest to jakiś specjalny upał, dla Twojego wycieńczonego ciała jest jednak zbyt duży. W oddali zauważasz pracujących na polach rolników. Anzelm, jedyne okoliczne drzewo zostało zwalone przez czerwia. Oczywiście są inne rozrzucone wśród pól, jednak wszystkie są daleko. Również skała jest w dość dużej odległości - bliżej miasta niż waszej czwórki. Fosht'ka, w torbie znalazłaś zakupione gdzieś w Sigil uzdrawiające eliksiry oraz skrzynkę znalezioną na plaży. Do tych z plaży nie masz zaufania; niewiele większe masz jednak do zakupów z Miasta Drzwi - ostatecznie gość od którego je nabyłaś był tak samo szemrany, jak większość znanych Ci sprzedawców magicznych specyfików. Jakiekolwiek by one nie były, czas nie jest Twoim sprzymierzeńcem. Maureen, Bast, dotarliście do domu Hansa. Rozejrzawszy się wokół stwierdzacie, że wystarczyło się trzymać jednej wskazówki: prosto. Sklep leży niemal w lini prostej od bramy, jedynie nieco na lewo od balwierza. Krzyki łowczyni przyniosły skutek, gdyż w drzwiach ukazała się rozczochrana i zaspana głowa, a za nią reszta ciała, odziana w spodnie i rozpiętą, płócienną koszulę. Mężczyzna jest w sile wieku, z powodzeniem mógłby sam ujeżdżać sprzedawane przez siebie konie. Konie? Po konie to zawsze do mnie!! - rzekł Hans tłumiąc ziewanie, po czym obrzucił Was wzrokiem i zmarszczył czoło. Nic zresztą dziwnego - wasz wygląd nie sugeruje, żeby było Was stać na więcej niż osła - Hrhmhm... Konie, powiadacie? Chodźcie więc na padok, a po drodze powiecie, co Państwa interesuje. Hans zamknął drzwi i ruszyliście szybkim krokiem w stronę koszarów. Za nimi ciągnie się plac turniejowy, dalej długi budynek mieszczący w sobie stajnię oraz obszerny padok. Widać Rangaardczycy cenią sobie wierzchowce. Bast, widok ten przywodzi Ci na myśl stajnie wielmoży w Twoim mieście zwłaszcza, że rumaki lonżowane nieopodal są bez wątpienia pełnej krwi.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” Ostatnio edytowane przez Sayane : 05-22-2007 o 21:15. |
| | |
| | #229 |
![]() | Fosht'ka Spojrzała pod światło na flaszeczkę z Sigil, jakby spodziewałą się coś tam dojrzeć. - Ciekawe, jak to się ma do Drowów - mruczała pod nosem podchodząc do leżącego. - Żadnej recepty. Najwyżej spowodujemy u niego wymioty, powinno pomóc, jakby się struł - tu spróbowała się uśmiechnąć do Anzelma, ale szybko nachyliła się nad twarzą Nathiela. Oddychał dość szybko przez lekko rozchylone usta. Fosht'ka położyła na nich palce, wydychane powietrze było dość gorące. Mrau, czarny, gorący elf - pomyślała ponuro, wsunęła mu ramię pod kark i uniosła trochę w górę, dłonią przytrzymując głowę i rozchylając usta. Miała już otrwarte oba oczka, jedno tylko zmrużone i piekące, ale nie miała już siły go ciągle zamykać. Mrugała często. Pilnowała, żeby Nathiel się nie zakrztusił. - Żebym miała jeszcze coś na spokojny sen.. Nathiel, słyszysz mnie? - szepnęła mu do ucha. |
| | |
| | #230 |
![]() | Anzelm Za radą Fosht'ki chwycił połę płaszcza i mocnym węzłem dowiązał do laski. Sam kij wbił mocno w ziemię. Poszło stosunkowo łatwo. Ziemia w tych stronach była miękka, aż niepokojąco miękka. Od razu na myśl przychodziły te spulchniające ziemię gigantyczne dżdżownice. Prawą ręką przytrzymał w górze drugi koniec płaszcza i przenosząc ciężar ciała na lewą strone schylił się po swój kij. Nagły ucisk przypomniał o żebrach. Kapłan syknął z bólu, a kawałek materiału wypadł mu z reki i opadł na ciało drowa. Anzelm podjął druga próbę, tym razem przykląkł na jedno kolano. Jedną ręka chwycił płaszcz, drugą swój kij i podpierając się z trudem powrócił do pozycji pionowej. Dalej poszło już dużo prościej. Wbił kij w ziemię, dowiązał płaszcz i prowizoryczny namiot był gotowy. W sam raz akurat, gdy czarownica znalazła swoje eliksiry i zaczęła podawać je Nathielowi. "Oby pomogły"-pomyślał. To mogła być jedyna szansa. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Pani Kryształu | Sayane | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 476 | 11-26-2008 09:23 |
| [inne] Pani Kryształu | Sayane | Toplista sesji | 2 | 08-31-2007 21:07 |
| [rekrutacja dodatkowa] Pani Kryształu | Sayane | Archiwum rekrutacji | 9 | 05-16-2007 18:36 |
| [sesja] Pani Kryształu I | Sayane | Archiwum sesji Innych | 677 | 09-21-2006 21:12 |
| [nieokreślony, fantasy] Pani Kryształu | Sayane | Archiwum rekrutacji | 26 | 01-27-2006 20:40 |