![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #351 |
![]() | Anzelm przez dłuższy czas siedział nieruchomo bojąc sie przeniesienia do kolejnego koszmaru, lecz tym razem świat nie zawirował, ani nie zniknął. Kapłan wciąż siedział w tym samym pokoju. Z ulgą spoglądał na trzymany nóż pokryty kroplami zeschniętej krwi. Kojarzyły mu się z konkretnymi ludźmi, ludźmi których znał, na tyle dobrze, by móc ich niepostrzeżenie zabić. -Byli zbyt słabi, by zasługiwać na życie.-wmawiał w siebie zawsze tą samą usprawiedliwiającą formułkę. Słowa, które tłumiły wszelkie wyrzuty sumienia, bo przecież każdy człowiek miał jakieś słabości. Nóż z powrotem zawinął w szmatę i schował w głębi torby. Przeszedł kilka kroków, by rozprostować drętwiejące nogi. Odzyskał już całkowitą przytomność umysłu, wiec przymknął otwarte okno. Woda w misie schodziła sie jeszcze mocniej, ale kapłan nie zwracał uwagi. W tafli wody ujrzał swą twarz. Kilkudniowy zarost drażnił go, choć jeszcze niedawno nie zwracałby na niego uwagi. Jednym ze swych ostrych noży zgolił brodę. Obmył twarz spłukując pozostałości. Nim wyszedł pozbierał jeszcze karty księgi i schował wszystko do torby. Nie chciał by Mauren zobaczyła księgę w takim stanie. Nie chciał jej niepokoić dopóki nie dowie się co stało się w nocy. Gdy wreszcie wyszedł na korytarz z dołu dobiegły go głosy przyjaciół. Schodził powoli miarowo stukając kijem o drewnianą podłogę. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #352 |
![]() | Fosht'ka Schowała księgę z powrotem do swej torby, uznawszy, że pora już na śniadanko, i że reszta pewnie już jest na dole. Poubierała się do końca, zarzuciła pasek torby na ramię i zbliżyła się do krzesła, na którym Kruk ucinał sobie pierwszą z trzynastu porannych drzemek. Ujęła go i usadziła sobie na ramieniu, wywołując ciche "chr, chr" z jego wnętrza. Przypomniała sobie jeszcze raz sen. - A propos zagadek - rzekła do siebie - Ciekawe, jak spało się naszemu Lillendowi. - Z tą głośną myślą, ująwszy kostur opuściła pokój i zeszła na dół, żwawo stąpając po schodach; nie miała tym razem zamiaru oddać Istoty Z Ogonem w całości Phaere. Przecież umarłaby z ciekawości! Na dole więc, dołączając do reszty grupy przy zajętym stole śniadaniowym, rozglądała się w poszukiwaniu upragnionego lillenda. O to, jakie pytania mu zada, nie troszczyła się specjalnie. "To przyjdzie samo" - myślała. Zwykle taka strategia dawałą dobre rezultaty.. W każdym razie, o rzeczy ważne z pewnością zatroszczyła się już Phaere. W każdym razie, jeśli tylko Lillend nigdzie nie będzie się śpieszył, Fosht'ka nie zamierzała zacząć rozmowy o pustym żołądku. - Calcifer, pobudka! Żebyś mi po drodze nie marudził, że jesteś głodny.. Maureen, mam nadzieję, że nie naprzykrzył ci się zbytnio wieczorem. Dzięki raz jeszcze za przypilnowanie go - uśmiechnęła się. - Dobrze wam się spało?
__________________ - Dlaczego nie wolno mi kłamać? (..) Dlaczego tylko ja mam być prawdomówna? Wujek nie myśli, że to jest wystawianie się na cel? Jasne jest chyba, że jeśli ktoś tu oberwie, to nie ci, którzy kłamią, tylko ja. - (..) Tu nie o to chodzi, kto oberwie. Tu chodzi o to, żebyś nie dołączyła do ich stada. |
| | |
| | #353 |
| The Sentinel ![]() | Gospoda o poranku zawsze wydaje się cicha i pusta w porównaniu z wieczorem, gdy zewsząd rozbrzmiewają rubaszne żarty, pijackie przyśpiewki i huczące głosy wzmocnione mocnym piwem czy winem. Teraz jednak w powietrzu słychać jedynie szczęk sztućców i dźwięki spożywanych pokarmów. Czwórka wędrowców skończyła już śniadanie - a raczej patrzenie się na nie -i zbiera się do drogi choć widać, że głowy mają ciężkie po wczorajszym opilstwie a skapująca z włosów woda wskazuje wyraźnie w jaki sposób chcieli sie pozbyć alkoholowego zamroczenia. Kupcy dopiero rozpoczynają posiłek, popatrując na ludzi z politowaniem. Karczmarza nigdzie nie widać; tylko Marika kręci się po sali, donosząc potrawy - aromatyczne zapachy jajecznicy z boczkiem, świeżego chleba i grzanego piwa nęcąco drażnią Wasze nozdrza. Schodzicie do jadalni partiami: najpierw Maureen i Bast, potem Anzelm, wyglądający jak bratanek Śmierci; niewiele lepiej prezentujący się Nathiel i Aurora z Calciferem drzemiącym jej na ramieniu. Gdy byliście w połowie śniadania do sali zeszła w pośpiechu Phaere (najwyraźniej zirytowana swoim późnym przybyciem), niosąc pod pachą nie mniej zirytowanego Tiloupa. Niedługo potem z podwórza przyszedł Latien, przyjaźnie witając sie z Thorimem i pozdrawiając Phaere skinięciem głowy; po czym zasiadł do posiłku, stanowiącego mniej więcej połowę śniadania całej Waszej szóstki.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” |
| | |
| | #354 |
![]() | Phaere Drowka podbiegła do stolika przy którym siedziała pozostała piątka, po drodze zamawiając śniadanie. - Coś mnie ominęło ?- spytała kładąc kota na ziemi i siadając do stołu.-[]i Mogliście przyjść i mnie obudzić. Jakbym sama nie wstała, to co? Ruszylibyście beze mnie ?[i/i]- dodała z poirytowaniem. - Anzelm, Nathiel, co z wami ? "Kac morderca" was dorwał ?- Phaere nie mogła się powstrzymać się przed tą złośliwą uwagą, kryjąc swój uśmiech pod dłonią.- A tak naprawdę to wszystko z wami dobrze? Drowka skinęła głową u posłała uśmiech Latienowi, po czym zwróciła się do towarzyszy: - Latien jest niegroźny, może zaprosimy go do naszego stołu, bowiem wiele podróżował, więc posiada wiele informacji, którymi być może się z nami podzieli. Moglibyśmy pokazać mu pamiętnik, może zna jego właścicielkę. - zaproponowała. W międzyczasie dostała swój posiłek, którym podzieliła się z Tiloupem.
__________________ Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia. |
| | |
| | #355 |
![]() | Fosht'ka - Nic ciekawego - odparła na pierwsze pytanie Drowki. - Nie jest wcale tak późno, jak myślisz; pewnie niedługo ktoś by się ruszył po ciebie. Nie ruszylibyśmy bez ciebie - stwierdziła, starając się zaripostować ironię. Na pewno tak nie pomyślałaś, uśmiechała się do niej w duchu. Czy Phaere, mimo całego jej cynizmu i niechęci do świata, mogła posądzić resztę grupy o tak niewdzięczne zachowanie? Rozpromieniła się na jej niespodziewaną propozycję. - Tak, tak! - powiedziała, unosząc się na krześle. Zatrzepotały skrzydła obudzonego kruka tracącego równowagę na ramieniu. - Chodźmy po niego. Albo nie, ja pójdę, ty ledwo zaczęłaś śniadanie. Albo może poczekam na ciebie, on cię już zna - stwierdziła, siadając z powrotem. Mała część jej duszy chciała skarcić resztę za zbyt wiele ekscytacji, ale ta reszta ani myślała się poddać w perspektywie tak ciekawej rozmowy. Ale co stało się z Phaere? Fosht'ka podejżewała, że będzie chciała sam na sam porozmawiać z Lillendem i trzeba będzie się ostrożnie włączać do rozmowy; tymczasem Drowka postanowiła podzielić się nim z CAŁĄ grupą!..
__________________ - Dlaczego nie wolno mi kłamać? (..) Dlaczego tylko ja mam być prawdomówna? Wujek nie myśli, że to jest wystawianie się na cel? Jasne jest chyba, że jeśli ktoś tu oberwie, to nie ci, którzy kłamią, tylko ja. - (..) Tu nie o to chodzi, kto oberwie. Tu chodzi o to, żebyś nie dołączyła do ich stada. |
| | |
| | #356 |
![]() | Anzelm Podczas śniadania kapłan przez większość czasu milczał, zdawkowo odpowiadał na pytania, starał się nie zadawać własnych. Mimo długiego odpoczynku wydawał się zmęczony. Raz po raz ziewał ukradkiem i popadał w zamyślenie, tracąc kontakt z otoczeniem. Coś go dręczyło, ale najwyraźniej nie zamierzał dzielić się swym zmartwieniem. Co jakiś czas z transu budziła go służka stawiająca na stole nowy półmisek, lub przywitanie kolejnej osoby z ich drużyny. -Obawiam się, że odwykłem od wygodnych łóżek.-odpowiedział łagodnie, zupełnie ignorując złośliwości Phaere. Chęć zaproszenia do stołu kolejnego nieznajomego, w dodatku o niecodziennym wyglądzie, nie ucieszyła go, ale nie sprzeciwiał się. -Obyśmy tylko nie odwlekali przez to dalszej wędrówki-dodał w odpowiedzi na propozycję Phaere, deklarując przy tym chęć jak najszybszego wyruszenia. |
| | |
| | #357 |
![]() | Nathiel milczał. Nie odpowiedział Phaere, nie zareagował na propozycję zaproszenia gościa. Na powitania odpowiadał tylko niepewnym skinieniem głowy jakby nie był pewien, czy zna swoich towarzyszy. Jakby nie wiedział czy są realni... Nie przysłuchiwał się o czym rozmawiają, jednak słowa Anzelma zdołały na chwilę przykuć jego uwagę. Właściwie jedno słowo: "odwykłem". Elfowi także wydawało się, że od czegoś odwykł. Tylko od czego? Od zabijania? Od koszmarów? Złych przeczuć? Nie wiedział, nie potrafił określić... Przez cały czas, gdy spożywał posiłek przyglądał im się nieznacznie. Kilkakrotnie wydawało mu się, że widzi na którejś twarzy ten sam krzywy uśmiech, który widział we śnie. Był niemal pewien, że zaraz się na niego rzucał i chciał już dobywać miecza, jednak... nic takiego się nie działo. Z całych sił próbował się uspokoić jednak początkowo nie szło mu to najlepiej. Nawet gdy przestawał na chwilę myśleć o tym, że jego niedawni towarzysze broni są jego prawdziwymi wrogami, zaraz przed oczami ukazywał mu się obraz tamtej postaci z koszmaru. Ta ciemność bijąca spod kaptura. I ten cholerny śmiech... Drow zacisnął dłoń na trzymanym kawałku chleba i na stół spadła garść okruchów. Spojrzał na zaciśniętą pięść i zauważył, że drży. Bardzo mocno drży... - Zaraz wracam - rzekł odsuwając krzesło i nie zważając na nic szybkim krokiem wyszedł z karczmy. Będąc już na zewnątrz rzucił okiem wokoło i czym prędzej udał się w kierunku stajni. Tak jak podejrzewał znajdowało się tutaj to czego szukał... Podszedł do studni i nabrał wiadro wody. Włożył rękę do środka - "zimna... idealna". Pochylił się do przodu o trzymając wiadro oburącz wylał sobie całą zawartość na głowę. Lodowaty strumień sprawił, że drowowi zrobiło się odrobinę lżej na duszy. Poczuł, że wraca do rzeczywistości. Taak... tego potrzebował. Na wszelki wypadek wyciągnął jeszcze jedno wiadro.
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |
| | |
| | #358 |
![]() | Łowczyni z apetytem spożywała posiłek. Nie wiadomo, kiedy znów nadarzy się okazja, by zjeść ciepło i suto, a i jedzenie było przepyszne. "Trzeba pamiętać, by uzupełnić zapasy na drogę" - przykazała samej sobie. Nie zwracała zbytniej uwagi na poranne trajkotanie Basta, czekając aż zjawi się reszta drużyny. Jednak widok mężczyzn sprawił, że udawany dobry nastrój prysnął jak bańka mydlana. Co im się stało? Zwłaszcza Anzelm wyglądał, jakby trapiło go coś niezwykle ciężkiego. Czyżby znów miał sen... wizję? Maureen odruchowo spojrzała na zranioną rękę kapłana, lecz ta ukryta była pod rękawem szaty. Chciała zapytać Anzelma co się stało, wspomóc go jakoś czy pocieszyć, lecz równocześnie miała uczucie, że nie powinna się wtrącać. W końcu to sprawa między nim a jego bogiem. Zresztą Anzelm wydawał się jej teraz taki daleki i obcy... Spojrzała jeszcze raz na jego twarz a potem na Nathiela, by w końcu zająć się wlasnym posiłkiem. Dopiero pojawienie się Phaere ożywiło nieco atmosferę. Zmartwiona Łowczyni dopiero teraz przypomniała sobie o obecności tajemniczego stworzenia. Ja nie mam nic nowego do dodania. W końcu to Ty i Anzelm zmonopolizowaliście nowych znajomych - roześmiała się sztucznie. Jedyną informacją, jaka tłukła jej się teraz po głowie była ta o trujących kwiatach, którą i tak już przekazała drużynie. Jednak bezczelny komentarz drowki na temat wyglądu wojownika i kapłana stworzył Maureen okazję, na jaką czekała. Gdy czarodziejki zajęły się rozmową pochyliła się w stronę kapłana. Anzelmie, czy coś się stało? To znaczy... co się stało? Wyglądasz na takiego zatroskanego i... obcego. Czy Nerull znów się odezwał? Mogłabym Ci jakoś pomóc, coś zrobić? Czasem nawet rozmowa pomaga, wiesz? Jeśli oczywiście masz ochotę... - speszona Łowczyni umilkła, wpatrując się z zatroskaniem w nieruchomą twarz mężczyzny. Co prawda Anzelm zaufał jej i prosił o pomoc, ale teraz nie wyglądał na osobę, która ma ochotę się zwierzać z osobistych, mistycznych przeżyć. Westchnęła. Od tylu dni był spokój, że niemal zapomniała o ponurym cieniu z przeszłości Anzelma, który podążał za nimi trop w trop.
__________________ Trouble is my middle name But in the end Im not too bad Ostatnio edytowane przez Ribesium : 10-23-2007 o 21:09. |
| | |
| | #359 |
![]() | Bast Młodzieniec zamówiwszy na śniadanie jajecznicę na bekonie i widząc brak zainteresowania łowczyni jego osobą spojrzał na schody, po których schodzili kolejni jego towarzysze. Schody... Nie wiedzieć czemu schody skojarzyły się mu ze snem, z którego przed chwilą się obudził... Najpierw ten sen... a teraz schody... w tym momencie dla pół-elf'a, schody i zejście z piętra do parteru stały się alegorią życia... Zejście po schodach obrazowało dotychczasowe życie Bast'a. Miał on doskonały start w dorosłe życie, wykształcenie, umiejętności, pieniądze, które mógł dostać od rodziców gdyby tylko chciał. Ale on wybrał inną drogę... Drogę, która być może prowadzi go w dół, aż do tego parteru... Czyżby teraz, w tym miejscu, na tym parterze młodzieniec miał zadecydować, czy będzie dalej szedł nadal w dół, drogą występku, czy może wybierze ścieżkę prowadzącą w górę, ścieżkę światłości... Bast był tak pogrążony w takich myślach, ze nie zauważył nawet że zajął miejsce w kącie zdala od swych towarzyszy, a jego jajecznica zdążyła już wystygnąć.... |
| | |
| | #360 |
![]() | Anzelm spojrzał na Maureen. Dłuższą chwilę szukał odpowiedzi na jej pytanie. Czy powiedzieć o wszystkich obawach, czy skłamać i nie zamartwiać dziewczyny jego problemami? Trudno było mu samemu uporządkować myśli. Nie wiedział czym były wydarzenia wczorajszej nocy. Snem czy jawą, logika odrzucała je jako niemożliwe, ale przecież wydawały się tak realne. -Tak Maureen,-skinął głową- dopadają mnie wspomnienia z przeszłości. Nie jest łatwo z dnia na dzień wykreślić całe dotychczasowe życie. Nerull będzie się o mnie upominał ,ale póki co jestem w stanie to kontrolować-skłamał-Myślę, że z czasem nasza więź zacznie słabnąć. Muszę w to wierzyć, żeby nie zwariować. Kiedyś znów będę wolny.-na twarzy kapłana pojawił się nikły uśmiech. Upił łyk piwa, gorzki jak smak porażki. W rzeczywistości sam nie wierzył we własne słowa. Zbyt dobrze znał swojego boga, żeby wierzyć w jego miłosierdzie. -Mam nadzieję, że Tobie noc minęła spokojnie?-spytał chcąc jak najszybciej zmienić temat. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Pani Kryształu | Sayane | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 476 | 11-26-2008 09:23 |
| [inne] Pani Kryształu | Sayane | Toplista sesji | 2 | 08-31-2007 21:07 |
| [rekrutacja dodatkowa] Pani Kryształu | Sayane | Archiwum rekrutacji | 9 | 05-16-2007 18:36 |
| [sesja] Pani Kryształu I | Sayane | Archiwum sesji Innych | 677 | 09-21-2006 21:12 |
| [nieokreślony, fantasy] Pani Kryształu | Sayane | Archiwum rekrutacji | 26 | 01-27-2006 20:40 |