![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami) |
|
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #121 |
| The Sentinel ![]() | Anna Wierzbowska: Dreptała szybko za opatem, co chwilę zerkając na Jacka. Niedowiary, że jego fascynacja nocnymi hałasami i tym głupim świstkiem faktycznie miała jakieś podstawy. "Chyba, że to on sam jest sprawcą..." - łypnęła podejrzliwie w stronę mężczyzny. W każdym razie co raz mniej jej się ta cała zabawa podobała. Gdyby nie żywa, spontaniczna reakcja opata Anna przypuszczałaby, że ta galopada przez korytarze to ciąg dalszy zabawy. Ale nikt nie blednie na zawołanie... Nagle nabrała ochoty, żeby spakować manatki i wybyć gdzieś w góry. O tej porze roku wynajęcie chatki nie powinno raczej stanowić problemu...
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” |
| |
| Reklama |
| |
| | #122 |
![]() | Jacek "Nie rozmawiajcie z nikim pierwsi" - to jakby zaprosić glodnego tygrysa na marchewkę z groszkiem - NIEREALNE - uśmiechnął sie w duchu. I czuł sie też jak drapieżnik. Mrowienie, gonitwa mysli, pierwsze szkice reportażu, przemykajace mu przez głowę, to wszystko świadczylo o tym, że wraca do formy. Niewiarygodne - pomyślał - wystarczyła niespełna doba w opactwie i czuł się naprawdę wypoczęty i gotów do działania. A może sprawiła to zmiana otoczenia, porzucenie zadymionej Warszawy, z ludzmi wiecznie gdzieś za czymś się uganiającymi. Boh moj - jak nienawidził tego miasta. Miasto - makieta pełne przyjezdnych. Jak kiedyś stwierdził jeden z jego redakcyjnych kolegów, warszawiak z dziada -pradziada : Z Warszawą jest ten problem, ze nie w niej juz warszawiaków są tylko mieszkańcy "stołycy". Porzucił rozmyslania o "grzesznym świecie" i zastanowił sie nad reakcją opata. Zdawała sie zupełnie nieadekwatna, do banalnej i głupiej w gruncie rzeczy treści notatki. Chyba, że... Chyba, że to nie pierwszy przypadek w opactwie ? Wtedy sprawa nabierała zupełnie innego wymiaru. Popatrzył na Aleksego pędzącego korytarzem w tempie naprawdę nieprzystajacym do jego rangi w zakonie, krokiem który ktoś kiedyś nazwał trafnie "kurcgalopkiem", albo "świńskim truchtem". Jednoczesnie poczuł na sobie wzrok Anny. Patrzyła na niego dziwnie z miną tak komiczną, że nie mógł się powstrzymać. Bacząc na opata, by ten nie spostrzegł co robi pokazał dziewczynie język w całej okazałości...
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| |
| | #123 |
| The Sentinel ![]() | Anna Co...!? - Annę przytkało z zaskoczenia na widok obficie wywalonego ozora Jacka. Zaraz potem naszedł ja taki atak śmiechu, że zatkała sobie ręką usta w obawie, by opat tego nie usłyszał. Mimo to spomiędzy palców wydobył się nieokreślony dźwięk, ni to prychnięcie, ni kaszlnięcie. "Ten to potrafi rozładować sytuację !! Wielki mi 'pan dorosły' " - uśmiechała się w duchu - "A minę ma jak kot w śmietanie. Pewnie cieszy się, że wyszło na jego... Ciekawe, czy by się tak szczerzył, gdyby wiedział, jaki ma biały nalot na języku... Faktycznie jak w śmietanie!" - Anna stłumiła kolejny chichot. Po chwili jednak spoważniała i przyspieszyła kroku. "Co za przeklęty świat... Spokoju chyba już nigdzie nie można znaleźć." Nie oglądała telewizji, nie czytała gazet, nie słuchała radia mając dość wszechobecnej przemocy i - co tu dużo mówić - zła. Nawet gdyby był nakaz podawania przynajmniej jednej pozytywnej informacji na kwadrans, pewnie i tak nikt by jej nie zauważał. Ponieważ jednak przymykanie oczu na fakty nie różniło się dla niej wiele od oglądania faktów, na które nie miała wpływu, wybierała zwykle wygodniejsze wyjście. Wyjeżdżając na wakacje do klasztoru miała wrażenie, że przenosi się do średniowiecza - cisza, spokój, spokój... Tam rzecz jasna nie było wiele lepiej, ale istniały jeszcze jakieś granice! Znane i przestrzegane... nie to, co teraz... Sugestia... nie, raczej pewność ojca Aleksego, że ten list jest poważną sprawą sprawiła, że Anna poczuła się, jakby odebrano jej te mierne resztki złudzeń. Im bardziej zbliżali się do gościnnych pokoi, tym bardziej Annie rzedła mina. Nie zwracała już uwagi na Jacka, pogrążona we własnych myślach.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” |
| |
| | #124 |
![]() | sobota, 14 października 2006, około 11:15 rano Anna i Jacek podążają przyspieszonym krokiem za opatem, nie mówiąc ani słowa. Być może jeszcze nie dowierzają temu co się dzieje, a może po prostu nie chcą dzielić się swoimi przemyśleniami. Tak czy inaczej, po dość szybkim przymusowym spacerze cała trójka staje z powrotem w korytarzu prowadzącym do pokoi gościnnych. - Poczekajcie chwilę - prosi Was opat po czym sam udaje się w kierunku drzwi do pokojów obu rzekomo zaginionych panów.Ani ponawiane wciąż pukanie ani nawet nawoływanie nie dają rezultatu, wobec czego ojciec Aleksy bezceremonialnie wyjmuje z kieszeni zapasowy pęk kluczy i otwiera oba pokoje. Ciekawość bierze górę i podchodzicie do zamyślonego i jakby nieco zasmuconego opata zaglądając mu przez ramię. Faktycznie, oba pomieszczenia zioną pustką. Co prawda rzeczy Błażeja i Krzysztofa leżą nietknięte, ich samych nie ma jednak w środku. O ile do tej pory mogliście sądzić, że panowie postanowili udać się na zwiedzanie na własną rękę, to jednak teraz, w obliczu nienaturalnej wręcz ciszy oraz tego, że godzina rozpoczęcia wspólnego zwiedzania minęła już dobry kwadrans temu, zaczynają Was również ogarniać wątpliwości. Spoglądacie wyczekująco na przeora. Ten, jakby wyrwany z głębokiego snu, zamyka otworzone na oścież drzwi i odwraca się do Was z nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Jestem pewnien, że da się to wytłumaczyć - zaczyna łagodnie ojciec Aleksy, ale choć słowa skierowane są do Was, jego wzrok zaczepiony jest na nieokreślonym punkcie w przestrzeni - Napewno ktoś ich widział. Możliwe nawet, że zaszyli się gdzieś w bibliotece albo wrócili do jadalni. Zacznijmy zwiedzanie i miejmy nadzieję, że nasze zguby znajdą się po drodze. Jeśli nie - tu opat zawiesza na chwilę głos - to wtedy zaczniemy ich szukać a w ostateczności zawiadomimy służby z zewnątrz. No cóż, chodźmy i nie dajmy zwyciężyć ponurym myślom. Po raz kolejny idziecie więc za ojcem Aleksym, który w pierwszej kolejności prowadzi Was do sadu i umieszczczonej za nim winnicy z ogrodem. W sadzie wita Was pełna obfitość złotej polskiej jesieni - trafiliście na sezon zbioru jabłek, pigwy i późniejszej odmiany śliwek oraz winogron. Wszystko to wygląda na zadbane, pyszne i naturalne. Jak widać pracowici mnisi przykładają się do swoich obowiązków. Ogród do którego następnie wkraczacie również może być powodem do dumy zakonu. Oprócz dużej ilości różnorodnych warzyw (od podstawowych i ogólnie znanych, jak ogórki i pomidory, po bardziej egzotyczne, jak bakłażany, szparagi czy kalarepa) sporo miejsca zajmują tu też kwiaty. Jest to jednak tylko Wasze pierwsze wrażenie, bowiem po bliższym przyjrzeniu się rabatki kwiatowe okazują się wspaniałym ogódkiem ziołowym, które to zioła z pewnością w śladowych ilościach dodawane są do nalewek. Oprócz rozpoznanych przez Was melisy, mięty, bazylii, rozmarynu, szałwii, majeranku, oregano i paru innych gatunków dostrzegacie też coś, co nie kojarzy Wam się z niczym znanym, choć zapewne mnisi będą wiedzieli co to za rośliny. ![]() Zatrzymujecie się tu na dłużej, podczas gdy ojciec Aleksy kieruje swoje kroki do winnicy obiecując uprzednio wrócić z odpowiedzialnymi za uprawy i produkcję nalewek mnichami.
__________________ Trouble is my middle name But in the end Im not too bad |
| |
| | #125 |
| The Sentinel ![]() | Nieoczekiwana zmiana frontu przez ojca Aleksego zaskoczyła Annę. Sądziła, że na widok pustych pokoi opat zawiadomi policję, albo przynajmniej zrobi... coś. Na to przynajmniej, wg niej, wskazywała jego gwałtowna reakcja w biurze. Zamiast tego poszli zwiedzać! Paranoja. - mruknęła do Jacka potrząsając głową, gdy szli korytarzem w stronę sadu. Najpierw sieje panikę a teraz chce zwiedzać - skrzywiła się - Zaraz pewnie znajdziemy trupa w rabatkach. Lecz gdy wyszli na zewnątrz uśmiechnęła się mimowolnie. Sama miała duży ogród i sad, więc potrafiła docenić dobrą ogrodniczą robotę. Szczególnie zainteresowały ją zioła, gdyż założenie własnego ogródka ziołowego odkładała od niepamiętnych czasów, poprzestając na mięcie i melisie zasadzonych jeszcze przez jej matkę. Ale głupio jej było gapić się na zioła przy Jacku, który strzelał oczami na wszystkie strony, pewnie nadal zafascynowany dotychczasowymi wydarzeniami. Wolałaby indywidualnie porozglądać się wokół i ewentualnie podpytać mnichów. Nie przyjechałam tu na wykłady z ogrodnictwa! - warknęła w przestrzeń zła, że nie może spędzać urlopu według własnego upodobania. Odeszła kilka kroków od miejsca, w którym zostawił ich opat i podniosła winniczka, który urządził sobie wycieczkę przez środek dróżki. Przez chwilę obserwowała jak szybko chowa się do skorupki a potem powoli wyciąga jeden różek za drugim, aż wreszcie zwija ciało w półksiężyc, usiłując dosięgnąć nieistniejącego podłoża. Anna przykucnęła i odłożyła go pomiędzy zioła, wdychając z przyjemnością ich zapach i rozglądając się dyskretnie. Roślina z kasztanopodobnymi liśćmi kojarzyła jej się z jakąś odmianą ozdobnego ostu, kwitnącego na różowo. O ile pamiętała nie przydawała się ona do niczego. Choć kto wie - dawniej większość roślin wykorzystywano w celach kulinarnych lub leczniczych, od perzu począwszy na szyszkach kończąc. Cieszyła się, że ta antyczna wiedza znów staje się modna. Co prawda obecnie jedynie w Niemczech, ale to tylko kwestia czasu, nim rozprzestrzeni się dalej. Odruchowo podniosła aparat do twarzy, po czym zerknęła spod oka na Jacka, przypominając sobie o jego obecności. Spodziewała się zastać go buszującego wokół lub przynajmniej podsłuchującego pod drzwiami, za którymi zniknął ich przewodnik.
__________________ "W wirtualnym świecie szukamy tego, co dostawaliśmy przez setki lat od najbliższych – bliskości” |
| |
| | #126 |
![]() | I jego zdziwiła zmiana w zachowaniu opata. Miał nadzieję, że zarządzi on poszukiwania w całym klasztorze, a to pozwoliłoby mu swobodnie buszować po całym terenie. Aleksy natomiast wyraznie po odkryciu nieobecności gości starał się sprawę bagatelizować. Albo więc prowadził z nimi jakąś grę - w końcu jeśli nie było to pierwsze zniknięcie o sprawie należało powiadomić policję. Dwaj faceci nie zapadają się pod ziemię - w piwniczce z nalewkami owszem, wto akurat byłby jeszcze skłonny uwierzyć. Zaczął się rozglądać po herbarium, choć jedyne co byłby w stanie rozpoznać to żubrówka, a tego raczej tutaj nie spodziewał się znalezć. Zaczął zastanawiać się co dalej ? Jedynym rozsądnym wyjściem wydawało się poczekać na opata i przełożonego "od nalewek". Annie postanowił na razie nie przeszkadzać, zdawała się być "nieco" drażliwa gdy ktoś pelętał się jej pod nogami gdy robiła zdjęcia. Zostało mu tylko dokładne zbadanie grządek i rabatek, do czego zabrał się ze średnim zapałem, jako że nie widział w tym większego sensu. Po co bowiem obaj panowie mieli by tu być ?
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |
| |
| Reklama |
| |
|
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Abbatia (Opactwo) | Ribesium | Archiwum sesji Innych | 70 | 10-22-2007 21:29 |
| [Storytelling/sesje inne] Abbatia (Opactwo) | Ribesium | Archiwum rekrutacji | 18 | 10-09-2006 16:11 |