Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-11-2021, 13:48   #1
 
Elenorsar's Avatar
 
Dziedzictwo [18+]


Prolog

Cień grozy

Wysoki Cień skupił się na otoczeniu. Przypominająca szczupłego mężczyznę, istota z żylastym ciałem o bladej cerze kontrastującej z jego czerwonymi jak krew włosami sięgającymi do ramion i oczami rdzawymi jak wino.


Jednak to prawda, są tutaj. Pogłoski były prawdziwe.

Przeanalizował sytuację, przekalkulował wszystkie scenariusze.

- Rozdzielcie się, ustawcie się po dwóch. Ukryjcie się w zaroślach i za drzewami. Każdy kto tędy będzie próbował przejechać ma zostać zatrzymany... inaczej sami będziecie martwi.

Towarzyszący mu tuzin ugrali rozszedł się w pośpiechu, nie próbując zachować ciszy, stąpając na trzaskające suche gałęzie oraz listowie. Ci także byli podobni do ludzi, lecz więksi od nich z potężnymi ramionami, które wyglądały jak stworzone do miażdżenia. Całe ciało pokrywała szara skóra, a nad małymi uszami wyrastały skręcone rogi. Dziwne istoty, dzierżące okrągłe żelazne tarcze z ciemnymi symbolami oraz jednoręczne miecze, zajęły dogodne pozycje pomrukując w tylko sobie znanym języku. Niedługo później w lesie znów zapanował spokój, słychać było jedynie świergot ptaków.

Cień przyglądał się ścieżce wydeptanej przez leśne zwierzęta. Człowiek nie dostrzegł by nic, ale jemu słaba poświata księżyca pozwała dostrzec wszystko jak za dnia i mógł dokładnie przyjrzeć się każdemu szczegółowi. Stał tak bez ruchu trzymając w ręku rękojeść długiego miecza, wzdłuż którego ostrza były wyryte runy.

Urgale nie widziały praktycznie nic, poruszały się po omacku badając teren bronią. Ciszę przerwało wycie wilka, jeden z ugrali odwracając się w stronę dźwięku stanął na martwą gałąź, która z donośnym trzaskiem pękła. Cień syknął na niego gniewnie i urgale skuliły się w przerażeniu. Odwrócił od nich głowę z trudem hamując odruch obrzydzenia - cuchnęło od nich zgniłym mięsem. To tylko pachołki.

Czas mijał, kończyny zaczynały drętwieć od bezruchu, a kości boleć od zimna. Minuty się wydłużały, zamieniały się w godziny. Cień zaczynał się niecierpliwić, zapach musiał dużo wyprzedzać ich właścicieli. Niewygodna doskwierała, ale nie pozwolił wstać ani ogrzać się nikomu.

Wiatr zawiał od strony, z której ich oczekiwał. Woń była intensywna, co oznaczało, że są blisko. Zadowolony wyszczerzył zęby.

- Szykować się - wyszeptał.

Długo trwało aż nastał ten moment, w którym będzie miał szanse to zrobić. Wieki wyrzeczeń i przygotowań, musiało się to udać.

Ścisnął miecz mocniej. Dłoń, mimo że wydawało się to niemożliwe, stała się jeszcze bielsza, niemal przeźroczysta. Cień pierwszy usłyszał cichy tętent kopyt, regularnie wystukujące rytm po wytartej ścieżce. Urgale uniosły oręż.

Z mroku coś się wyłaniało, szare plamy, które powoli dostawały kształtów. Kształtów trzech jeźdźców na białych koniach kierujących się wprost w pułapkę.

Pierwszym jeźdźcem była elfka o długich spiczastych uszach, ubrana w zieloną koszule i białe spodnie.

Była smukła, lecz silna, a przez ramię miała przewieszony łuk. Na jej plecach znajdował się kołczan pełen strzał, a u pasa zwisał sztylet.

Na ostatnim rumaku znajdowała się elfka o podobnej jasnej twarzy. Przez plecy miała przewieszony miecz, a u lewej ręki wisiała szara tarcza.

Między nimi jechał młody elfi dżentelmen. Ostre rysy twarzy przykrywały kruczoczarne kręcone włosy sięgające ramion. Ubrany był prosto, lecz schludnie. U boku konia przymocowany był łuk, kołczan natomiast przewieszony był przez plecy. Miecz przytwierdzony był do pasa jeźdźca. W siodle przed sobą wiózł sakwę, co chwile na nią zerkając.

Jeźdźcy minęli Cienia i kilku ugrali bez żadnych podejrzeń. Ten już czuł smak zwycięstwa, gdy wiatr zmienił kierunek i ciężki odór stworów pofrunął w stronę elfów. Konie parsknęły i pociągnęły lejce.

Elfy nerwowo rozejrzały się, zawróciły wierzchowce i pognały z powrotem. Jeździec wyprzedzając swoje strażniczki zostawił je z tyłu.

Urgale wybiegły z kryjówek szyjąc strzałami w stronę jeźdźców. Cień wyskoczył za drzewa i krzyknął:
-Garjzla!

Czerwony płomień wydostał się z jego ręki, pokrywając drzewa czerwoną poświatą. Promień trafił w wierzchowca Elfa, lecz ten sprawnie wyskoczył z niego, kiedy padał na ziemię, a on sam lekko wylądował na środku ścieżki przodem do wrogów.

Jego towarzyszki leżały martwe na ziemi, nadziane wieloma strzałami, konie rozbiegły się w popłochu.

- Za nim, chcę go mieć! - krzyknął podekscytowany Cień.

Elf postąpił krok naprzód na widok swoich towarzyszek. Zaklął pod nosem i popędził w stronę lasu. Kiedy stwory popędziły za nim wykrzykując bitewne okrzyki, co rusz uderzając mieczem o tarcze, Cień wspiął się na najwyższs drzewo skąd widział całe otoczenie. Unosząc rękę powiedział: Böetq istrali! i na 3 skoki długości odcinek lasu stanął w płomieniach. Cień zatoczył ręką krąg, aż miejsce pułapki zajął pół milowy krąg ognia. Zadowolony pilnował płomieni, aby te nie przygasły i zaciskał je zmniejszając teren.


Urgale przeczesywały okolicę, aż rozległ się wrzask. Cień zeskoczył i ruszył w kierunku głosów i zobaczył trzy martwe potwory. Ujrzał także elfa, który niesamowicie szybko uciekał w druga stronę. Poszedł za nim, z drugiej strony wyłoniło się kilku wojowników odcinając mu drogę. Elf rozglądał się za drogą ucieczki, lecz nie znalazł jej. Stanął i spojrzał ze wzgardą w krwawe oczy Cienia.

- Brać go! - rozkazał patrząc na bezradność swojej ofiary.

W momencie, gdy urgale ruszyły w stronę Elfa ten otworzył sakwę i wyjął z niej duży szafirowy kamień, od którego odbijały się światła ogni. Podniósł go nad głowę i zaczął recytować formułę

-Garjzla! - krzyknął desperacko Cień.

Z jego dłoni momentalnie wyleciała kula ognia i poleciała ku elfowi. Za późno. Las zalała szmaragdowa poświatą - kamień zniknął. Elf upadł na ziemię.

Cień zaklął z wściekłości, rzucił mieczem, który wbił się w pień, uniósł dłoń i stworzył dziewięć kul ognia, które skierował w stronę urgali i zabił ich przeszywając nimi ich serca. Podniósł swój miecz, zagwizdał wołając konia, który do tej chwili był ukryty między drzewami.

Idąc w stronę Elfa wypowiadał demoniczne słowa w nieznanym języku. Sprawdził, czy kamień na pewno zniknął. Przywiązał mężczyznę do siodła. Wskoczył na grzbiet wierzchowca i ruszył gasząc płomienie jedynie na swojej drodze.





Odkrycie

Jeliana uklękła na zielonej gęstej trawie. Ziemia tu była podmokła. Fachowym okiem zmierzyła roślinę.


Na pierwszy rzut oka rozpoznała, że jest to Dziurawiec. Długa ciemnozielona łodyga, żółte małe otworzone kwiaty ze strączkami. Problemem jednak było rozpoznanie gatunku. Próbowała sobie przypomnieć słowa Dory, która tłumaczyła jej jak je odróżnić.

Zwykle nie wybierała się do Kośćca samemu. Zazwyczaj towarzyszyła swojej przyjaciółce, kiedy ta zbierała zioła dla swojej mamy Seleny. Dora znała bezpieczne ścieżki, zwykle wydeptane przez leśną zwierzynę oraz schronienia, jak stary dąb, który miał pusty pień z wąskim wejściem od boku na wysokości siedmiu łokci. Chronił on od deszczu, wiatru, mrozu, a także od dzikich nocnych zwierząt, które miały problem wejść na taka wysokość.

Tym razem jej przyjaciółka zachorowała, zmagała ją gorączka, a zapasy świeżych ziół kończyły się. Matka Dory od pięciu lat nie wybierała się na ich poszukiwania, od kiedy nogę pogryzł jej wilk. Na szczęście udało jej się uratować. Zawsze nosiła ze sobą zawiniątko z Barszczem Sosnowskiego, silnie trującą roślinę, której nawet drobne otarcie powoduje mocne poparzenia. Wcisnęła ją wilkowi w paszczę, kiedy ten ją ugryzł, po czym ze skowytem uciekł. Zielarka ukryła się, z trudem wdrapała się na niewielką półkę skalną i zrobiła sobie opatrunek. Po dwóch dniach znaleźli ją dzięki wiedzy jej córki, która doskonale wiedziała jakie są ścieżki matki, gdyż często jej pomagała. Niestety od tamtego momentu Selena utykała na prawą nogę, a takie długie wyprawy zbyt mocno ją męczą, a obowiązek zbierania ziół spadł na Dorę.

Kiedy Jeliana dowiedziała się jak wygląda sytuacja postanowiła pomóc rodzinie przyjaciółki, lecz Selena odmówiła przyjęcia pomocy. Wychowywała córkę sama i nigdy nie przyjmowała nic za darmo. Mówiła, że na wszystko trzeba zapracować, zamiast przyjmować jałmużnę. Jeliana zaproponowała, więc że zrobi to za opłatą.

I w ten oto sposób znalazła się w Kośćcu, łańcuchu dzikich, niezbadanych gór, biegnących wzdłuż krainy Algaësii. O górach krążyły legendy oraz niezwykle opowieści, wielu ludzi pochodzących z tych rejonów także było niezwykłych. Otaczała je również złowroga aura, lecz Jeliana nie lękała się Kośćca - była nieliczną z okolic Carvahall, która odważyła się na wypadu w rejony poszarpanych górskich skał.

Szukanie odpowiednich ziół trwało już trzeci dzień, powoli kończył jej się prowiant. Jeżeli nie uda jej się znaleźć odpowiednich roślin, będzie musiała wrócić do domu z pustymi rękami. Rodzina potrzebowała mięsa - zima nadchodziła szybko, a nie stać ich było na zakupy w Carvahall. Plony kapusty w tym roku nie były obfite, pogoda i zaraza nie dopisały. Mały dorobek Jeliany, mógłby pomóc chociaż na chwilę.

Zerwała kilka roślin, lecz nie rozpoznała gatunku, mimo prób przypomnienia słów przyjaciółki. Wiedziała natomiast, ze każdy gatunek Dziurawca pomaga obniżyć ciśnienie krwi oraz pomaga na bóle menstruacyjne. Schowała je do przybornika, który dostała od zielarki. Był pusty. Od wyruszenia nie trafiła na żadną nadającą się roślinę do leczenia. Miejsca, które pokazała jej Dora, przywitał mróz, więc zagłebiła się dalej w Kościec niż zamierzała.

Wstała, spojrzała w niebo. Było czyste i ciemne. Wiał lekki wietrzyk. Księżyc w pełni, znajdujący się między dwoma szczytami, zabarwił krawędzie wyłaniającej się srebrzystej chmury zza góry na czerwono. Przy ziemii zaczęła unosić się mgła, tak gęsta, że niemal przysłaniała stopy.

Jeliana w oddali zobaczyła wybiegające na polanę stado sarn. Minimum dwadzieścia sztuk. Za wszystkimi odstawało jedno młode, zdecydowanie mniejsze od reszty stada. Kuśtykało nie nadążając za resztą.

Zwierzęta zbliżały się w jej stronę, a następnie kilkanaście skoków od niej odbiły w bok na widok dziewczyny i zniknęło zaraz za pagórkiem.


Porzucone młode straciło z oczu swoich pobratymców. Pokuśtykało jeszcze kawałek i zatrzymało się. Spojrzało w stronę Jeliany, zrobiło w jej stronę kilka kroków, a następnie położyło się na trawie nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
 

Ostatnio edytowane przez Elenorsar : 25-12-2021 o 19:20. Powód: Poprawka błędów w nazwach
Elenorsar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-11-2021, 17:22   #2
 
Jenny's Avatar
 


Momentalnie Jeliana poczuła chęć pomocy porzuconemu przez stado zwierzęciu, zwłaszcza przy jego niewinności i słodkości. Już prawie wyciągała ręce do zwierzęcia, gdy zdała sobie sprawę, że nie może działać pochopnie. Przypomniała sobie przeróżne zasłyszane rady i doszła do dwóch wniosków. Po pierwsze, nie mogła zaszkodzić sobie, więc musiała się upewnić, że zwierzę nie jest chore na wściekliznę. Swego czasu jeden z jej kuzynów zmarł, gdy nieopatrznie postanowił się zaznajomić z nadzwyczaj śmiałym w stosunku do ludzi lisem. Chociaż chyba jedyne, co mogła zrobić, to obserwować pysk zwierzęcia, by zobaczyć, czy zwierzę nienaturalnie ślini się lub w jakiś inny sposób jest niepokojące. Po drugie, co było nauką od samej Seleny, dla której zbierała zioła, ludzki dotyk mógł być szkodliwy dla zwierzęcia. Dla zazwyczaj znacznie bardziej czułego węchu wielu gatunków, człowieczy zapach będzie jeszcze długo wyczuwalny i pozostała część stada może odtrącić nienaturalnie pachnącego osobnika. A te młode już miało ten problem, że stado go zostawiło. Zdała więc sobie sprawę, że póki co może częściowo skracać dzielący ich dystans, starając się obejrzeć źródło problemów kuśtykającej sarenki.

Gdy dziewczyna była na tyle blisko, aby dokładniej się przyjrzeć mogła zauważyć, że z pyska zwierzyny nie wypływa nic podejrzanego. Dodatkowo mogła stwierdzić, że zwierzę oddycha ciężko i bardzo szybko. Jego prawa przednia noga była mocno pogryziona, silnie krwawiła, więc rana musiała być świeża. Młode nie uciekało prawdopodobnie, dlatego że nie miało siły się już poruszać. Położyło głowę na trawie, zawijając się w kłębek.


Czas, w którym spokojnie zbliżała się do zwierzęcia sprawiał, że myśli w niej buzowały. W pierwszej chwili, widząc ranną sarenkę, chciała jej niezwłocznie pomóc. W drugiej, pomyślała o wzajemnych zagrożeniach. A w trzeciej, dziejącej się obecnie, zastanawiała się, czy najlepiej nie pomóc sobie i zabrać zwierzęcia ze sobą, ale już martwego. Nie znalazła prawie żadnych ziół, więc nie miała czym próbować wyleczyć sarenki. A ta, bez pomocy, najpewniej stanie się celem jakiegoś wilka, lisa, czy innego zwierzęcia, które zwabi zapach krwi. Ona mogła mu zaoferować możliwie bezbolesną śmierć. A rodzinie dzięki temu mogła przynieść trochę mięsa, skórę i wszystko inne, co mogło się przydać. Zawsze mogła się przygotować na śmierć zwierzęcia, gdy w domu zabijali hodowane kury czy króliki. Tutaj wszystko przyszło nagle, co pewnie stanowiło największą barierę. Postanowiła się przemóc i powoli, delikatnie zbliżać się do sarenki, dotykiem lekko ją oswoić, najpierw ją trochę głaszcząc, by na koniec ukrócić jej mękę.

Zwierzę nawet nie drgnęło, w momencie dotknięcia przez Jelianę. Kiedy głaskała je po głowie, zwierzę zasnęło, dzięki czemu nawet nie poczuło kiedy zimna stał noża zatopiła się w miękkiej szyi, z której gwałtownie popłynęła krew. Woń ostrego zapach krwi uniósł się w powietrzu, którą wiatr po chwili rozproszył. Trawa wokół zrobiła się czerwona, ziemia wchłaniała płyn jakby była spragniona. Po kilku minutach krew skończyła się sączyć, a sarna przestała oddychać. Księżyc wznosił się coraz wyżej, mgła robiła się gęstsza. Nagle od zachodniej strony, z tej samej, z której na polanę wbiegło stado saren, dobiegł dźwięk wycia wilków, a po chwili w świetle księżyca można było dostrzec zarys pięciu zwierząt kierujących się powolnym krokiem w stronę dziewczyny i sarenki, zwabionych zapachem świeżej krwi.


Świetnie, przygotowałam ucztę wilkom, a sama zostanę w najlepszym wypadku z niczym, jeśli uda mi się uciec. Przynajmniej młoda sarna zginęła szybko we śnie, a nie rozszarpana, czy nawet pożerana żywcem przez wygłodniałą watahę… Bliska płaczu Jeliana zaczęła się powoli wycofywać, zostawiając martwe zwierze nowoprzybyłym. Nie rozpatrywała nawet możliwości zachowania dla swojej rodziny zabitego zwierzęcia, liczyło się dla niej samo jej zdrowie. Najedzone wilki mogły się bać człowieka i mogłaby spróbować jakoś je przegonić. Te jednak ewidentnie polowały, a przed sobą miały pachnący, świeży i łatwy posiłek. Miała nadzieję, że wszystkie na raz zabiorą się za spożywanie martwego zwierzęcia, dając jej czas na oddalenie się i uniknięcie problemów.
 
Jenny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-11-2021, 23:55   #3
 
Elenorsar's Avatar
 
Jeliana cofając się od martwego zwierzęcia widziała jak pięciu drapieżników zbliża się coraz bardziej w ich stronę. Mieszanina strachu przed śmiercią, adrenaliny z chęci przeżycia oraz złości w tak łatwym straceniu prostego łupy sprawiała, że krew wieśniaczki płynęła szybciej. Rozgrzewało ciało do tego stopnia, że wcześniej odczuwalny mróz w kończynach i na czubku nosa, przestał w tym momencie istnieć. Dziewczyna odczuwała ogromne ciepło w całym swoim ciele.


Kiedy wilki miały już sarnę w zasięgu wzroku przeszły w bieg i szybko do niej dopadły. Największy jako pierwszy wbił swoje kły w jeszcze ciepłe mięso, a po nim kolejne dwa. Ostatnie wilki też próbowały dobić się do truchła, lecz nie było już miejsca. Wilki zostawiając chwilowo sarnę wdarły się w walkę o pozycję przy posiłku. Watahy zwykle mają ustalona hierarchię oraz kolejność posilania się i nie dochodzi to takich sytuacji jak przed chwilą. Widać muszą być bardzo wygłodniałe, bo każdy chce zdobyć swój kawałek, a taka mała sarenka na pewno nie starczy, aby każdy z nich się posilił. Po krótkiej walce para alfa pokonała trójkę pozostałych wilków, które z piskiem i skulonymi ogonami odeszły od posiłku.


Dwa wygrane wilki powróciły do posilania się, a reszta czekała na swoją kolej obwąchując powietrze. I wywąchały. Skierowały wzrok w stronę zapachu, zobaczyły człowieka, który oddalał się od nich coraz szybciej i pachniał krwią. Zasychającą już krwią martwego zwierzęcia na dłoniach. Były głodne, nie zastanawiały się długo. Rzuciły się w jego kierunku celem upolowania.

Wilki były szybkie. Jeliana zdawała sobie sprawę, że nie ma gdzie uciec. I nie ucieknie. Jedyną jej nadzieją był trzymamy w ręku nóż, ale wiedziała, że jest to złudna nadzieja. Dziewczyna odetchnęła głęboko - i w tym momencie nocą wstrząsnęła eksplozja.

Ciało Jeliany odrzuciło w tył i gruchnęła ona plecami o grunt, odbierając jej dech w piersi, a następnie przeturlało ją na bok. Wataha z wielkim piskiem skuliła się. Ognisty wiatr patrzył futro wilków oraz odkryty, nie przyklejony do zimnej ziemii policzek dziewczyny. Mogła ona zobaczyć jak wyjące i popiskujące zwierzęta uciekają w stronę, z której przybiegły, a ich odgłosy robią się coraz cichsze.

Zajęło kilka minut nim odzyskała pełnię władzy nad płucami i swoim ciałem. W tym czasie mogła już zauważyć przed sobą, że w miejscu, gdzie przed chwilą znajdowały się wilki, które kierowały się w jej stronę, obecnie widniał krąg osmalonych, dymiących się traw i drzew. Wiele sosen straciło swoje szpilki, a trawa na zewnątrz kręgu leżała płasko przy ziemii. W powietrzu unosiły się smużki dymu, niosące że sobą zapach spalenizny. Po drugiej stronie kręgu mogła dostrzec ciało sarny, a idealnie po środku czarnego kręgu znajdowało się coś okrągłego, odbijającego światło księżycowe.
 
Elenorsar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-12-2021, 21:59   #4
 
Jenny's Avatar
 
Jeliana przeliczyła się, mając nadzieję, że wilki zadowolą się sprezentowaną im sarenką. Dość szybko przegrane w walce wilki zwróciły się w jej stronę, wprawiając ją w przerażenie i osłupienie. Nie widziała żadnego rozwiązania obecnej sytuacji, zastanawiała się, czy nie odebrać sobie życia samej, by również uniknąć bycia brutalnie na żywca rozszarpaną przez watahę.

Uratowała ją eksplozja. Normalnie by narzekała, bo pewnie spowodowała u niej sporo ran, ale w obliczu większego zagrożenia i zastanawiania się co najwyżej nad sposobem utraty życia, były wręcz nieistotne. Wszelkie myśli na temat tego, skąd wziął się wybuch, przekraczały jej myślenie i wiedzę. Na początku przewidywała, że być może jakiś człowiek spowodował wybuch, by ją uratować. Tylko wtedy nie ujawniłby się, nie pomógł jej, nie sprawdził, czy jest cała? To po co miałby ją ratować? Wszelkie inne wytłumaczenia zdawały się jeszcze bardziej bez sensu.



Po większym oprzytomnieniu, rozejrzała się dookoła, obserwując skutki wybuchu. Ciało sarny zapewne już do niczego się nie nadawało, więc aż tak wielkie szczęście jej nie dopisało. Znów miała perspektywę powrotu z niczym, poza porwanym ubraniem i kilkoma ranami do wyleczenia. Ale… coś było po środku kręgu. Jeśli właśnie to wywołało wybuch, mogło być niebezpieczne. Wypadało jednak sprawdzić, być może to była jej ostatnia nadzieja na przyniesienie do domu czegoś przydatnego. Postanowiła ostrożnie przybliżyć się do obiektu, najpierw sprawdzając, czy wnętrze czarnego kręgu nie parzy jej nóg.

Ziemia była ciepła, lecz nie gorąca. Trawa wyglądała na spaloną oraz wygiętą w nienaturalny sposób. Każde źdźbło było skierowane ku zewnątrz okręgu, gdzie aż kładły się na ziemię.

Przy coraz bardziej doskwierającym wcześniej zimnie, poczuć na stopach ciepło było nawet dość przyjemnie. Jeliana wciąż obawiała się dziwnego wygięcia się trawy, postanowiła przykucnąć i bardzo delikatnie dotknąć trawę, by sprawdzić, czy cokolwiek w niej wyczuje.

Kiedy dziewczyna dotknęła trawy jej końcówki rozsypały się jak popiół, lecz nic poza tym się nie stało. Trawa zwyczajnie była spalona, a jej wygięcie wyglądało tak, jakby uformował to silny podmuch wiatru.

Wciąż niepewna tego, co w ogóle się wydarzyło i co ją uratowało z opresji, ale nieco uspokojona, że póki co nic złego jej się nie działo, Jeliana postanowiła podejść jeszcze bliżej obiektu na środku kręgu i się mu przyjrzeć.

Okrągłym obiektem na środku okazał się być kamień, a w zasadzie nie okrągłym, a owalnym. Był gładki z barwą ciemnego błękitu i długi na nie więcej jak dwie stopy. W jego okolicy trawa była tak wypalona, że bez problemu można było zobaczyć czarną ziemię.


Ciekawa obiektu, Jeliana postanowiła również jego dotknąć, stopniowo zbliżając dłoń. Obawiała się przede wszystkim, że kamień będzie gorący, ale z drugiej, zastanawiała się, jaką może on mieć wartość. Był jej ostatnią nadzieją na znalezienie czegoś wartościowego podczas obecnej wyprawy do Kośćca.

Kamień okazał się nie być gorący, a zimny i śliski niczym stwardniały jedwab. Natura nigdy nie zdołałaby do tego stopnia wygładzić kamienia. Jego nieskazitelną ciemnobłękitną powierzchnię przecinała delikatna siatka białych żyłek.

Widok dla dziewczyny zdawał się być równie niesamowity, co niepokojący. Nie wyglądało jednak na to, że okaz miał mieć jakiegoś swojego właściciela, więc skoro nie parzył jej w dłonie, postanowiła spróbować go podnieść, by sprawdzić, czy będzie w stanie zabrać go ze sobą z powrotem do wioski.

Jeliana bez problemu podniosła Kamień. Ważył on kilkanaście funtów, choć wydawał się lżejszy niż powinien. Przy poruszaniu się mieniło się w jego odbiciu światło księżycowe.

Dziewczyna uznała, że warto jej zabrać przedmiot ze sobą. Wiedziała też jednak, że lepiej nie pozostawać tu zbyt długo, bo ktoś może się zainteresować wybuchem, jeśli był on słyszalny dla osób przebywających w pobliżu. Wyciągnęła z torby koc i owinęła nim kamień. Nie chciała, by ewentualne napotkane osoby widziały niezwykłość jej znaleziska. Zanim jeszcze wyruszy, uznała, że przejrzy stan swojego ciała. W emocjach mogła nie zauważyć jakiejś rany, stłuczenia, które jakoś mogłaby spróbować sobie opatrzyć.

Poza lekkim oparzeniem na policzku, kilku siniakach i zadrapań nie znalazła żadnych poważniejszych ran na swoim ciele.

Czując, że z jej zdrowiem jest w miarę w porządku, udała się w stronę ścieżek prowadzących do starego dębu, który często służył jej jako schronienie. Kurczowo przyciskała do siebie kamień, zastanawiając się, czy uda jej się bezpiecznie go ze sobą zabrać do środka drzewa, a następnie go z niego wyciągnąć.
 
Jenny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15-12-2021, 14:15   #5
 
Elenorsar's Avatar
 
Dolina Palancar

Następnego ranka, słońce wstało na czystym niebie zabarwiając je na złocistoróżowy kolor. Powietrze było bardzo zimne i rześkie. Mróz w ostatnich godzinach zwiększył się, kałuże pozamarzały, na brzegach strumieni pojawił się lód.

Jeliana po wyjściu z drzewa mogła stwierdzić, ze jest bezpiecznie. Po skromnym śniadaniu składającym się z kawałka sera i kromki chleba, spakowała swoje rzeczy do plecaka i ruszyła w stronę domu.

Szła starym zwierzęcym szlakiem, który nie był zbyt wyraźny, a czasem znikał całkiem, lecz było to najbezpieczniejsze przejście przez góry.

Kościec był jednym z nielicznych miejsc, gdzie władanie króla Galbatorixa nie sięgało. Wieczorami w gospodach można było usłyszeć historie jak połowa jego armii zniknęła po wejściu w pradawną puszczę. Nieliczni przebywający w Kośćcu mogli pozostać bezpieczni, a Dora była jedną z tych osób. Od lat wędrowała po górach, czego próbowała nauczyć Jeliane, naciskając na to, aby zachowywać szczególną ostrożność. Mówiła, że za każdym razem, kiedy myślała, że wie o górach już wszystko, zdarzało się coś, co pokazywało, jak bardzo się myli. Tym razem byłoby to pojawienie się kamienia, co przydarzyło się Jelianie.

Maszerowała bez przerwy pozostawiając za sobą staje. Kiedy słońce zbliżało się ku zachodowi, dotarła na skraj stromego jaru. Daleko w dole płynęła rzeka Anora, która zmierzała do doliny Palancar. Wiele mniejszych i większych strumieni łączyło się z nią, stworzyć silny nurt, który mocno uderzał o głazy znajdujące się na jego drodze. W powietrzu było słychać szum prądu.

Jeliana rozbiła obóz w zaroślach obok jaru. Przed zaśnięciem wpatrywałam się we wschodzący księżyc oraz gwiazdy.

Przez następny dzień oraz połowę kolejnego robiło się coraz zimniej. Jeliana przyspieszyła tempo podróży, nie widziała zbyt wielu zwierząt po drodze. Gdy słońce było w zenicie do jej uszy dobiegał pierwszy szum, który oznaczał, że zbliża się do wodospadu Igualda. Szum stawał się coraz głośniejszy, zagłuszając wszystkie dźwięki wkoło, łącząc w sobie tysiące plusków. Szlak wiódł w stronę wilgotnego zbocza, z którego spływa rzeka po omszałych skalach.


W dole rozciągała się dolina Palancar, jak rozłożona przed Jelianą wielka mapa.

Północną granicę doliny tworzyła podstawa wodospadu Igualda, znajdująca się ponad pół mili niżej.

Trochę w głąb leżał Carvahall, osada ze skupiskiem brązowych domków, z których kominów unosił się biały dym. Z tego miejsca budynki wyglądały jak niewielkie kwadratowe łatki, nie większe jak duży paznokieć, przyszyte do kawałka płótna. Otoczone były ziemią, częściowo płową, a w miejscach, gdzie martwe trawy kołysały się na wietrze - złocistą. Połyskująca w promieniach słońca rzeka Anora płynęła przez dolinę ku jej południowemu krańcowi, gdzie daleko mijała miasteczko Therinsford oraz samotna górę Utgard. Jeliana nie wiedziała co leży dalej, słyszała jedynie, że dalej rzeka Anora skręca na północ i wpada do morza.

Dziewczyna ruszyła szlakiem w dół, czując zmęczenie ostatnich dni. Gdy tam dotarła, słońce powoli zanikało, nastawała szarość, otoczenie traciło swoje kształty. Niedaleko światła Carvahall migały w półmroku. Poza Carvahall oraz Therinsfordem w odludnej dolinie Palancar wśród surowych, pięknych ziem nie znajdowało się żadne miasteczko. Oprócz kupców i myśliwych, nielicznych podróżnych zapędzało w te strony.


Miasteczka miały solidne domy z drewnianych bali, wykończonych niskimi dachami z dachówkami lub strzechą. Z kominów unosił się dym, roznoszący zapach palonego drewna. Na dużych werandach gromadzili się ludzie rozmawiając i dobijając targów. W oknach niektórych domostw postawiono lampy lub świece. Jeliana słyszała ludzkie odgłosy niosące przez wiatr wieczornym powietrzem. Kobiety krzątały się po miasteczku. Jedne ganiały dzieci, aby wracały do domu inne szukały mężów napominając ich, że siedzą do późna.
 
Elenorsar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-12-2021, 02:01   #6
 
Jenny's Avatar
 
Jeliana wolałaby dotrzeć do Carvahall wcześniej, aby mieć większą część dnia na odpoczynek i obowiązki. To, że zdążyło się ściemnić, miało jednak ten plus, że sąsiedzi musieliby mocniej się jej przypatrzeć, by dostrzec jej zadrapania, popażenia i ogólnie słaby stan, w jakim była po podróży. A tak, mogła przemknąć przez znajomych, jedynie kiwając głową na przywitanie, czy rzucić pojedynczym słówkiem. Była mocno zmęczona po podróży i niesieniu przez całą trasę swojego niesamowitego znaleziska, ale wiedziała, że nie był to czas na natychmiastowy odpoczynek w domu. Przede wszystkim chciała wiedzieć, co z chorującą Dorą. Żałowała, że nie było jej z nią, wtedy na pewno zbiory roślin poszłyby lepiej. Przed Seleną będzie musiała świecić oczami, po tym jak słabo jej poszło, ale liczyła, że widząc jej słaby stan, zielarka odpuści sobie nieco gorzkich uwag. Po dłuższej wędrówce przez wioskę dotarła do drzwi swojej przyjaciółki i zapukała delikatnie, ale szybko, naprzemiennie uderzając dwoma palcami. Czyli sposobem, dzięki któremu zarówno Dora, jak i jej matka, mogły zidentyfikować, kto pojawił się przed drzwiami.

Minęło kilka chwil nim Jeliana mogła usłyszeć zbliżające się kroki, a następnie po nich szczęk przekręcanego zamka, po czym skrzyp otwierających się drzwi. W futrynie stanęła kobieta w średnim wieku o czarnych włosach sięgających karku. Była tylko trochę wyższa od Jeliany, lecz obecnie wyglądała na niższa. Kobieta opierała się na kuli, co powodowało, że ubywało jej kilka cali. Twarz miała zmęczoną, jakby rozbudzoną. Ubrana była w koszule nocną, co mogło świadczyć, że kobieta wstała z łóżka.

- Witaj Jeliano - powiedziała kobieta silnym, lecz nieco zaspanym głosem. - Wejdź do środka. - machnęła zachęcająco ręką. - Długo cię nie było, spodzie… - nagle przerwała przyglądając się dokładniej dziewczynie. - Co ci się stało, skąd to poparzenie? Czemu twoje ubranie tak wygląda? - mówiła nerwowo zaniepokojona odgarniając włosy dziewczyny.

- Długa historia… - powiedziała, robiąc smutną minę na myśl o tym, że za chwilę będzie musiała przekazać informację o niezbyt udanej wyprawie. - Wolałabym ją powiedzieć od razu też Dorze. Wszystko z nią w porządku?

- Jest lepiej, gorączka już zeszła, ale właśnie śpi. Wolałam jej nie budzić, ostatnie dni były dla niej ciężkie. Jeżeli chcesz mogę jej przekazać jak się obudzi lub jak wolisz sama jej powiesz jak się z nią spotkasz.

Kobieta zaprowadziła dziewczynę wskazując jej, żeby usiadła na niskim drewnianym taborecie znajdującym się koło, niewielkiego dębowego stołu, który zajmował środkowa część kuchni. W powietrzu unosił się zapach palonego drewna wydobywającego się z kominka, który oświetlał większą część pomieszczenia. Drwa świszczały i pękały pod wpływem temperatury. Ciepło wydobywające się z niego było przyjemne. Po ostatnich mroźnych nocach była to miła odmiana dla Jeliany.

- Opowiedz co się stało, ja w tym czasie opatrzę ci policzek, jak masz jakieś inne rany to też je pokaż.

Selena odwróciła się i skierowała do regału znajdującego się koło blatu. Jeliana doskonale znała dom swojej przyjaciółki. Poza kuchnią, która oprócz stołu, kominka i regału, w którym zielarska składowała swoje mikstury, maści oraz inne lecznicze specyfiki, posiadała także długi blat, a pod nim rząd szafek. W przeciwnym rogu od kominka znajdowały się małe drzwiczki w podłodze prowadzące do domowej piwniczki. Dom miał jeszcze dwie małe izby, jedna należała do Dory, druga do jej matki. Poza łóżkami i kuframi nie posiadały w nich żadnych mebli. Kominek był usytuowany w taki sposób, że znajdował się pośrodku budynku między trzema pomieszczeniami. Pozwalało to zaoszczędzić opału, gdyż jedno ognisko ogrzewało wszystkie pomieszczenia. Kiedy ogień się nie palił, bez problemu w pozycji pochyłej można było przedostać się z jednego pomieszczenia do drugiego. W dzieciństwie dziewczyn było to jedno z ich ulubionych miejsc do zabawy, ku niezadowoleniu Seleny, która musiała później męczyć się z szorowaniem sadzy z dziewcząt oraz ich ubrań.

- Ogólnie szło mi słabo ze zbieraniem ziół - postanowiła rozpocząć od tego, po co ją wysłała na wyprawę Selena. Wyciągnęła z torby na zioła jedynie znaleziony Dziurawiec. - Zanim wydarzyło się to, co spowodowało, że wyglądam, jak wyglądam, znalazłam tylko to. - Lekko zawstydzona swoją słabą pracą, podała kobiecie roślinę, tylko przez ciekawość jej reakcji zmuszając się do patrzenia jej w oczy.

- Dziecko… - kobieta z troską w głosie tylko przez chwilę zawiesiła wzrok na podanych roślinach. - W obecnej chwili jest to mniej istotne. Teraz powiedz mi co się wydarzyło.

Czekając na opowieść dziewczyny, Selena szmatką nasączoną w czymś co miało zapach alkoholu zaczęła przemywać policzek Jeliany, która poczuła zimno, a rana zaczęła mocno piec.

- Ał! - syknęła Jeliana. - Już opowiadam. Nie szło mi ze zbiorem roślin. Napatoczyła mi się taka ranna sarenka i uznałam, że to szansa, żeby chociaż przynieść trochę mięsa i futra… Ale krew wyczuły wilki i nie dość, że dobrały się do sarenki, to zwęszyły i mnie. Jak już myślałam, że to koniec… - na chwilę urwał jej się głos na wspomnienie tamtej chwili. - To nagle coś wybuchło. Odrzuciło i mnie i wilki. Uciekły, ja przez jakiś czas byłam półprzytomna. Jak wróciło mi jakieś czucie, to na środku leja po wybuchu znalazłam dość ciekawy kamień. Mam go ze sobą. Chce pani zobaczyć? - Zapytała, nie będąc pewna, czy kobietę w ogóle będzie to interesowało.

- Niepotrzebnie puściłam cię tam sama - Selena kiwała głowa. - Kościec to niebezpieczne miejsce jak się go nie zna. Zaraz mi pokażesz swoje znalezisko, tylko posmaruje ci ranę maścią. Jak to dobrze, że to tylko tak się skończyło… - powiedziała nieco głośniej kobieta. Otworzyła metalową, okrągłą puszkę. Zapach zawartości nie należał do najprzyjemniejszych, przypominał trochę odór topionego tłuszczu w połączeniu z wonią knura, lecz jej kontakt ze skórą dawał przyjemny, chłodzący efekt.

- No gotowe, pokaż ten swój kamień - powiedziała kobieta zamykając puszkę i odkładając ją na swoje miejsce na regale.

- Dziękuję - uśmiechnęła się lekko Jeliana, będąc wdzięczna zarówno za wyrozumiałość, jak i pomoc na rany, która znając umiejętności Seleny, szybko pozwoli pozbyć się wszelkich złych efektów. - Już pokazuję. - Sięgnęła do swojego zawiniętego w koc niezwykłego kamienia, umieściła go na swoich kolanach i powoli odsłoniła. Sama znów się lekko nim zachwyciła, ale czekała przede wszystkim na reakcję matki Dory.

Zielarka z daleka obserwowała jak dziewczyna odwija materiał. Kiedy w końcu odsłoniła kamień, kobieta otworzyła szerzej oczy. Był śliczny, a płomienie wydobywające się z kominka pięknie się w nim mieniły. Kobieta zrobiła krok w przód, aby przyjrzeć się bliżej tajemniczemu znalezisku Jeliany, ale w tym momencie otworzyły się drzwi do izby obok, a w nich stała młoda dziewczyna, ubrana jedynie w piżamę sięgająca poniżej kolan. Jej roztrzepane kręcone, czarne włosy leżały na ramionach. Przecierała ona sennie oczy dłonią.

- Mamo z kim rozmawiasz? - spytała Dora ziewając z ciągle jeszcze na wpół zamkniętymi oczami.

- Ze mną - odpowiedziała krótko Jeliana, zadowolona z tego, że w pokoju pojawiła się jej przyjaciółka, ale chcąca sprawdzić, czy rozpozna ją po głosie.

Matka z córką odezwały się jednocześnie.

- Jeliana, wróciłaś! - wykrzyczała Dora otwierając szeroko oczy i uśmiechając się.

- Wracaj do łóżka! - powiedziała surowo Selena. Słowa matki skutecznie powstrzymały dziewczynę, która już kierowała się w stronę przyjaciółki, którą chciała objąć. - Dobrze wiesz, że nie powinnaś wstawać. Gorączka dopiero co cię opuściła.

- Nic mi nie będzie mamo - odburknęła dziewczyna, lecz nie ruszyła się z miejsca. Jeliana biernie uczestniczyła w tej małej kłótni. Zależało jej na tym, by chociaż chwilę porozmawiać też z Dorą, ale teraz tym bardziej nie chciała zachodzić za skórę Selenie.

- Idź się położyć - skwitowała szybko zielarka. - Jeżeli Jeliana będzie chciała, to później do ciebie zajdzie, ale na pewno jest zmęczona, a jest późno, więc pewnie spieszy się do domu.

Dora jednak stała dalej jakby nieobecna, nie słuchając tego co mówi jej mama. Utkwiła wzrok w przedmiocie, który Jeliana trzymała na kolanach.

- Ale śliczne - zachwyciła się dziewczyna. - Co to jest?

- Coś, co mnie na raz pokiereszowało i uratowało… - odpowiedziała Jeliana przyjaciółce, po chwili kierując wzrok na Selenę, której już nie zamierzała pozwolić na wykorzystywanie jej sytuacji do poganiania córki do łóżka. - A zmęczona jestem, ale chciałabym chwilę posiedzieć, zanim ruszę do domu. Mam za sobą długą trasę.

- A może chciałabyś zostać u nas na noc? - zapytała podekscytowana dziewczyna kierując się w stronę przyjaciółki. - Mamo, zgadzasz się prawda? Jest późno, a przed nią jeszcze długa trasa. Co ty na to? - ostatnie zdanie skierowała do przyjacilki nie czekając na odpowiedź matki, jednocześnie próbowała dotknąć kamienia. - Naprawdę ładny.

- Nie dotykaj tego - krzyknęła kobieta. - Nie wiadomo co to jest i skąd to pochodzi, a podejrzewam, że może być w to zamieszana magia. Innego wytłumaczenia nie widzę. Ty także - pokazała palcem na Jeliane - nieroztropnie postąpiłaś biorąc to ze sobą. Kamień wygląda na drogi, ktoś może go szukać, a w dodatku z magią nie powinno się bratać, ale cóż… skoro już go masz pokaż go rodzicom. Może będą mieli na niego pomysł. Co do noclegu - spojrzała lekko krzywo na córkę, że postawiła ją przed faktem dokonanym - oczywiście możesz zostać jeżeli masz taką ochotę. Coś do jedzenia dla ciebie także się znajdzie.

- Nie, nie trzeba - odezwała się lekko naburmuszona Jeliana, chowając z powrotem w koc swój kamień. Jakoś ubodła ją gorzka uwaga Seleny i ponownie zepsuła jej humor. - Nie będę was narażać. Właściwie już odpoczęłam i się będę zbierać. - Powiedziała, podnosząc się z taboretu i zbierając swoje rzeczy do torby. - Wypoczywaj, Dora. - Mimo gorzkiego humoru, uśmiechnęła się do przyjaciółki.

- Nie zostaniesz nawet na chwilę? - powiedziała smutna Dora widać, że stęskniona za przyjaciółką.

W tym czasie Selena wzięła z regału mały pojemniczek, który zabrzęczał. Wyjęła z niego kilka monet, które wręczyła Jelianie.

- Proszę, oto zapłata za zioła - powiedziała tym razem cieplejszym tonem kobieta.

Na pierwszy rzut oka Jeliana mogła stwierdzić, że dane jej pieniądze to dużo za wiele za to co przyniosła z gór.

- Przecież to za dużo, przyniosłam tylko jedną roślinę - odparła trzymając w otwartej dłoni monety, umożliwiając Selenie zabranie ich z niej. - Niech pani mi da tyle, na ile rzeczywiście zasługuję za swoją pracę. - Patrzyła z niezadowoloną miną na kobietę.

- Weź je - powiedziała kobieta zamykając dziewczynie dłoń. - Doskonale wiem, że jakby były zioła to byś je zebrała. Jest taka pora, że pewnie przyszedł wcześniejszy mróz i zniszczył rośliny, nie mylę się? - nie oczekując odpowiedzi ciągnęła dalej. - W górach to normalne. Zapracowałaś, w dodatku o mało co nie zginęłaś.

- Jak to zginęłaś?! - krzyknęła zaniepokojona Dora.

- Dopóki ten kamień mnie nie zabije, to jeszcze żyję - odpowiedziała obu kobietom ciągle zła Jeliana. - Jak już będziesz w pełni zdrowa Dora, to ci opowiem. A teraz idę, póki nie ma kompletnych ciemności. Dziękuję i do widzenia pani Seleno. - Skinęła jej lekko głową, po czym przeniosła wzrok na przyjaciółkę. - Pa, Dora. - Po czym już powoli kierowała się do wyjścia.

Zanim Jeliana zbliżyła się do drzwi, została złapana od tyłu i obięta.

- Pa Jeliana, cieszę się, że już wróciłaś. - powiedziała Dora przytulając ją. - Wkrótce się zobaczymy. Musisz mi wszystko opowiedzieć - puściła przyjaciółkę, a w jej ostatnich słowach było słychać smutek.

- Do widzenia, ja także dziękuję - powiedziała kobieta nie reagując już na to, że córka jej nie słucha. - Odwiedź nas za kilka dni, zobaczę jak rana się goi. Jak ci się poszczęści to nie zostanie żadna blizna. Nie wygląda to poważnie.

Dziewczyna skinęła starszej kobiecie głową i zmusiła się do uśmiechu. Następnie rzuciła znacznie szczerszy uśmiech w stronę Dory, po czym wyszła z ich domu.

Na zewnątrz Jeliana napotkała półmrok, w którym miała nadzieję zdążyć dojść do swojego domu. Jej zmęczone nogi nie zdążyły odpocząć u Seleny i Dory, za to nieco się zastały. Przez to kolejne kroki stawały się dość nieprzyjemne, a nawet bolesne. Zdawała sobie sprawę, że to minie, gdy nieco ponownie je rozchodzi. Poza tym złość nieco ułatwiała spacer. Wiedziała, że zielarka dbała o nią, opatrzyła jej rany i ogólnie martwiła się o nią prawie jakby była jej drugą córką. Jednak mimo wyczekiwania na moment ponownego znalezienia się wśród ludzi po trzech dniach w odludnym Kośćcu, ciągłe narzekania starszej kobiety zgasiły jej zapał. Również ten dotyczący samego kamienia, który z wyczekiwaniem chciała pokazać im w pierwszej kolejności. A doczekała się jedynie gorzkich uwag, że w ogóle nie powinna go zabierać ze sobą, ba, że nawet na wyprawę nie powinna w ogóle była iść. Na koniec jeszcze zapłata za wyprawę zostawiła w niej mieszane uczucia, bo poczuła się jakoś dziwnie protekcjonalnie. A przecież sama Selena potrzebowała pieniędzy przed zimą. Ostatecznie nie miała też okazji porozmawiać dłużej z Dorą, przy której miała wrażenie, że krótka rozmowa pomogłaby w nabraniu przez nią lepszego humoru i większej motywacji do zdrowienia. Jednak jej matka wierzyła widocznie tylko w swoje maści i lekarstwa, zamiast zawierzyć też w pozostałe czynniki.
 
Jenny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-12-2021, 19:37   #7
 
Elenorsar's Avatar
 

Jeliana bardzo chciała dotrzeć już do domu, więc maszerowała ze zdwojoną siłą. Miasteczko skończyło się nagle, pozostawiła za sobą ciepłe światła wydobywające się z okiennic. Perłowy księżyc wyjrzał zza gór rzucając mleczny blask na trakt. Wszystko wydawało się bielsze, płaskie.

Trakt kierował dalej na północ, lecz pod koniec wędrówki Jeliana zboczyła z niego. Szła ścieżką otoczoną trawą sięgającą do pasa. Prowadziła ona do pagórka, który skrywał się wśród cieni wiązów. Z góry dziewczyna ujrzała światło domu.

Dom miał dach kryty dachówką i ceglany komin. Okapy sterczące nad bielonymi ścianami rzucały cień na ziemię w dole. Przy jednej że stron zabudowanej werandy ułożono stos porąbanych drew na opał. Z drugiej ustawiono narzędzia rolnicze.



Dom stał dziesięć mil od Carvahall, dalej niż jakikolwiek inny dom. Ludzie z miasteczka uważali tę odległość za zbyt niebezpieczną, w razie potrzeby, czy niebezpieczeństwa rodzina nie mogła liczyć na pomoc innych, lecz ojciec Jeliany nie słuchał ich. Po śmierci swoich rodziców wprowadził się tutaj przejmując ziemię po ojcu. W tedy jego żona Ermina była brzemienna, a przy jej spódnicy biegał już dwu i pół letni Wilfred. Gerold nawet później, kiedy na świat przyszły jego dwie córki Wandy oraz Jeliana, a na końcu jego najmłodszy syn Joran, i odleglość od miasta stawała się coraz bardziej kłopotliwa, nie chciał opuszczać tych ziem. Wokół domostwa była najżyźniejsza ziemia w okolicy i to właśnie dzięki niej mógł wyżywić liczną rodzinę.

Sto stóp od domu w szarobrązowej stodole trzymali dwa konie, Bierkę i Brugha, oraz kilka kur i krowę. Czasami także świnie, ale w tym roku nie stać ich było na zakup prosiaka.

Między sąsiekami stak duży wóz. Na skraju pól gesty szpaler drzew znaczył miejsce, gdzie płynęła rzeka.

Gdy znużonym krokiem dotarła do werandy, ujrzała światło znajdujące się za oknem.
 

Ostatnio edytowane przez Elenorsar : 26-12-2021 o 19:42. Powód: Poprawka błędów
Elenorsar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-12-2021, 21:42   #8
 
Jenny's Avatar
 
Jeliana otworzyła drzwi i weszła do środka domu. Aby nikt nie pomyślał, że dom odwiedził ktoś obcy, krzyknęła:

- Już jestem! - czuła jakąś ulgę, że znalazła się w znajomym domu, w którym unosił się znany jej, trudny do określenia zapach. Nie zamierzała się spieszyć z przejściem głębiej w dom, ciekawa była, czy ktoś jest bardziej zainteresowany jej powrotem.

Moment po swoich słowach usłyszała dźwięk szurania stołka o drewnianą podłogę, a po nich ciche kroki. Od razu je rozpoznała, wiedziała kto kieruje się w jej stronę.

Drzwi po przeciwległej stronie otworzyły się cicho, a w nich pojawiła się jej matka Ermina z lampą w ręku, której światło wyglądało blado przy żarze buchającym z paleniska.

- Witaj córeczko - powiedziała kobieta półgłosem z uśmiechem na twarzy podchodząc do dziewczyny i obejmując ją. - Nie krzycz, ojciec i dzieciaki już śpią. Dobrze, że jesteś już w domu. Zaczynałam się martwić. Co ci się stało w policzek? - powiedziała kobieta z troską w głosie. Przybliżyła dłoń do rany dziewczyny, ale nie dotknęła jej, a jedynie musnęła ją po policzku wierzchem dłoni.

- Krzyknęłam, żeby tata znowu na mnie z nożem nie wylazł, bo myślał, że to ktoś obcy - odparła cicho Jeliana, po czym sięgnęła dłonią do policzka. - A to… drobny uraz. Ale pani Selena już go opatrzyła, bo zajrzałam do nich po drodze, mówiła, że nic groźnego. Zresztą, już mi zapłaciła za zebrane roślin…y. - Lekko się zawahała, bo powinna użyć liczby pojedynczej, ale nie chciała się przyznawać od razu do słabych wyników wyprawy. Sięgnęła do kieszeni po wszystkie otrzymane monety, by przekazać je od razu matce.

- To świetnie - odpowiedziała Ermina z wyraźnym zadowoleniem w głosie. - Będziemy mogli pozwolić sobie na zakup chociaż trochę mięsa - sięgnęła po monety na wyciągniętej dłoni córki, lecz zostawiając jej ich mała ilość. - Weź je, zasłużyłaś. Kup coś dla siebie - wzięte pieniądze schowała do pojemnika na szafce, które wpadając do niego zabrzęczały o metalowe dno. - Jak tam pogoda w górach?

- Zimno, przyszedł wcześniejszy przymrozek - Jelianę przeszedł zimny dreszcz na samo wspomnienie spotkanego chłodu podczas wyprawy. Chociaż nie było to najgorsze, co ją spotkało, ale na razie nie chciała się tym dzielić z matką. - Właśnie mamo, zostało coś do jedzenia? Zwłaszcza coś ciepłego… - spojrzała na Erminę błagalnym wzrokiem, aby ta się zlitowała i odgrzała jej coś, mimo późnej pory.

- Zostało trochę rybnej polewki, podgrzeje ci - kobieta zbliżyła się do kredensu, z którego wyciągnęła duży gliniany gar, który następnie zamocowała nad paleniskiem znajdującym się pośrodku pomieszczenia, w którym palił się ogień. - Ale jest chuda, więc nie spodziewaj się nic bardziej tłustego, chłopcy zjedli większość. Usiądź przy ogniu, ogrzej się trochę, bo cała się trzęsiesz - gdy Ermina zamieszała wielką chochlą w garnku w powietrzu zaczął unosić się zapach ryb, marchwi, kapusty oraz ziół. - Mroźnie mówisz? Jutro będziesz musiała pomóc Wendy w zbieraniu groszku i fasoli. Jak skończycie to pomożecie chłopcom przy kapuście i dyniach. Jak się z tym uporamy to mróz nie powinien nam zaszkodzić.

- Jejku, o tym zbieraniu mamo mogłaś mi już jutro rano powiedzieć… - powiedziała lekko rozczarowana Jeliana, której nie dane będzie długo odpocząć przed kolejną fizyczną pracą. - Będą wszyscy na śniadaniu rano, czy ktoś już ma jakieś inne plany? - Zapytała ogrzewając się w cieple, zastanawiając się, kiedy pokazać rodzinie swoje najcenniejsze znalezisko z wyprawy.

- Już nie narzekaj, każdy ma dużo pracy - podała dziewczynie talerz z gorącą zupą i pajdą ciemnego chleba. - Wszyscy są na śniadaniu, później wszyscy do pracy, ale nie martw się. Powiem, aby pozwolili ci dłużej pospać, chociaż do południa. Ostatnie noce na pewno musiałaś mieć ciężkie, szczególnie przy mrozie - Ermina zamyśliła się na chwilę, A Jeliana wykorzystała ten moment, aby coś powiedzieć.

- Właśnie chciałabym wam wszystkim przy śniadaniu coś pokazać. Więc chyba nici z dłuższego spania. - Niezadowolenie szybko przeszło, gdy poczuła ciepło zupy w buzi. Po kilku dniach skromnego jedzenia, nawet resztki smakowały nadzwyczaj dobrze.

- A co takiego? - powiedziała zaciekawiona matka. - Nie możesz pokazać mi tego teraz?

- Mamo, chcę zjeść, a później trzeba iść spać, skoro jutro czeka nas sporo pracy… - odezwała się z trudem odrywając się od talerza z zupą.

- Ech… - Ermina wzdychnęła kręcąc głową. - Jak uważasz dziecko… gdzie chcesz spać? Wendy się upiera i śpi dalej na poddaszu, ale znam ją. Na dniach zejdzie do wspólnej sypialni, na górze robi się powoli zimno, a w dużej sali możesz położyć się tuż przy palenisku.

- Chyba póki co też na górze - odparła Jeliana, zdając sobie sprawę, że po wyprawie nie zdążyła się jeszcze umyć, czy chociaż oczyścić. - Nie chcę wam przeszkadzać zapachem. A po kilku nocach w warunkach polowych, tak czy tak będzie dla mnie na poddaszu cieplutko. - Kończyła jeść zupę, kromką chleba wycierając talerz, by możliwie najbardziej się pożywić.

- Dobrze, w takim razie dokończ jeść i się kładź, ja też już idę się położyć, jutro dużo pracy - kobieta dorzuciła kilka drew do paleniska. Podeszła do córki, ucałowała ją w czoło. - Dobranoc - powiedziała i poszła w stronę spalni.

- Dobranoc mamo - odpowiedziała matce i dokończyła jeść. Talerz był wyczyszczony z jedzenia prawie do zera, a że nie chciała hałasować przy płukaniu go, odłożyła go do przepłukania na następny dzień. Zebrała swoje rzeczy na górę i ruszyła po schodach w stronę żeńskiej sypialni.

Zmęczonym krokiem szła na górę, próbując wnieść toboł z ciężkim kamieniem na poddasze. Starała się być cicho, by nie obudzić Wendy, jeśli ta spała. Właściwie na to liczyła, bo chciała jeszcze przed spaniem chwilę popatrzeć na swoje piękne znalezisko.

Spróbowała ostrożnie podnieść klapę, która cicho zaskrzypiała na zawiasach. Kiedy udało jej się wdrapać, zamknęła za sobą wejście na poddasze. W pomieszczeniu nie było żadnych okien, a więc po przebyciu z oświetlonej paleniskiem sieni, wzrok dziewczyny musiał się przyzwyczaić do ciemności.

Gdy powoli przyzwyczajała się do mroku mogła dostrzec dwa zydle, dwie małe skrzynie oraz dwa sienniki wypełnione słomą, które jedno z nich było zajęte. Wendy leżała pod grubą pierzyną i mamrotała coś niewyraźnie przez sen.

Zadowolona takim obrotem spraw, Jeliana rozpoczęła od otwarcia skrzyni i wyszukania w niej jakiejś koszuli nocnej do spania, na chwilę zapalając świecę. Cały czas nasłuchując dźwięków wydobywających się z siennika obok, gdyż delikatne światło sprawiło, że Wendy przekręcając się na drugi bok, stwierdziła swojej matce, że nie będzie skrobać ryb, bo później śmierdzą jej ręce, młodsza z sióstr zdjęła ubranie starając się zbadać, czy gdzieś nie ma jakiejś ukrytej rany, zadrapania. Okazało się, że żebra z prawej strony są całe posiniaczone, lecz o dziwo nie czuła wcześniej w tym miejscu bólu, ale po nieco mocniejszym naciśnięciu na nie, zacisnęła zęby, aby nie obudzić siostry, wydobywając z gardła jęku bólu. Po przebadaniu żeber mogła stwierdzić, że są całe, nie pęknięte. Na szczęście skończy się zapewne na kilkudniowych boleściach i wszystko wróci do normy. Poza wielkim siniakiem znalazła jeszcze kilka małych zadrapań na rękach oraz plecach, na które nie zwróciła większej uwagi.

Zauważyła, że w pokoju jest jeszcze wiadro z wodą, więc sięgnęła do skrzyni po szmatkę i najpierw powąchała ją, by sprawdzić orientacyjnie świeżość wody, która okazała się lodowata, ale raczej świeża. Nie dało wyczuć się w niej żadnych nieprzyjemnych zapachów, czuć było od niej rzekę. Ze względu na chłód wody delikatnie i powoli obmywała swoje ciało, co jakiś czas przepłukując szmatkę ponownie w wiadrze. Gdy już skończyła, odłożyła szmatkę na bok do wyschnięcia, po czym ubrała świeżą koszulę.

Lekko przemyta i w czystym ubraniu poczuła się znacznie lepiej, ale wiedziała, że nie wytrzyma, jeśli chociaż na chwilę nie spojrzy jeszcze na swój kamień. Wsunęła zawinięty w koc pakunek pod kołdrę, a następnie sama wsunęła się do środka. Starając się to robić tak, by nawet przebudzona Wendy nie zauważyła, co robi, postanowiła jeszcze chwilę popatrzeć w piękne, mieniące się na nim barwy, ostrożnie przystawiając z boku łóżka świecę. Ciepłe światło ponownie odbiło się od gładkiej powierzchni podłużnie okrągłej bryły. Szafirowa barwa zdawała się jak nieskazitelne lustro i jedynie biała, delikatna siateczka przekonywała, że jest inaczej. Jeliana chwilę napawała się tym widokiem, następnie zaczęła dotykać palcami i całą dłonią kamienia, próbując sprawdzić, czy prawdopodobnie jego magiczna powierzchnia w jakiś sposób reaguje na jej dotyk. Niestety poza zimnym dotykiem Jeliana nie doświadczyła nic nadzwyczajnego.

Oczy dziewczyny zrobiły się ciężkie. Trudny ostatnich dni właśnie mogły jej odejść, w ciepłej i puchowej pościeli, na miękkim sienniku, zamiast na zimnej i twardej skale poczuła, że może oddać się snu. Ostatkiem sił zmusiła się do zgaszenia i odłożenia na zydel świeczki. Wracając na łóżko natknęła się jeszcze na twardy kamień. Spojrzała na niego, lecz w ciemności nie prezentował swojej wspaniałości. Zawinęła go szybko w koc, po czym odłożyła za siennik. Nie chciała, by Wendy odkryła go sama, gdy ona będzie jeszcze twardo spać po tych całych przygodach. Dopiero po tym mogła poczuć spokój ducha pozwalający jej na błogi, choć pewnie krótki sen.
 
Jenny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-01-2022, 12:50   #9
 
Elenorsar's Avatar
 
Joran biegał wokół paleniska i bawił się ładnie wyrzeźbioną drewnianą kukiełką w kształcie konia, wykrzykując przy tym różne dźwięki i przeszkadzając matce oraz siostrze, kręcąc się wokół ich nóg, które właśnie przyrządzały śniadanie.

Wendy krzyknęła coś na młodszego brata, machając przy tym energicznie drewnianą łyżką mokrą od mleka, przez co zachlapała połowę klepiska. Skarcona przez matkę burknęła coś pod nosem i wróciła do pracy nucąc głośno melodyjną piosenkę, która przerwała na czas krzyków.

Wilfred siedzący pod ścianą trzymał w jednej ręce kawałek drewna, a w drugiej średniej długości nóż z rękojeścią skręconą z jasnych rzemyków ze świńskiej skóry. Obdzierał nim drewno z kawałków kory, zostawiając przy swoich butach kupkę trocin, którą rozdmuchał powiew powietrza właśnie otworzonych drzwi wejściowych, przez które do środka pomieszczenia wszedł Garold.

Najmłodszy z rodzeństwa zapatrzony za siebie, w biegu wpadł na ojca i przewrócił się pod jego nogi. Ten z trudem utrzymał równowagę, próbując nie opuścić naręcza drewna. Gerold spojrzał na niego gniewnie, ale po chwili rozchmurzył się i ruszył w kierunku paleniska. Zrzucił drewno, robiąc przy tym dużo hałasu. Dorzucił do ognia suche kawałki, a mokre, właśnie co przyniesione ułożył wkoło ognia.

Rodzina pogrążyła się w rozmowie czekając na śniadanie. Rozmowy głównie dotyczyły spraw obecnych, tego czym dzisiaj wszyscy się zajmą, co należy zrobić przed zimą, ale także rozmowy braci o struganiu w drewnie, przy czym młodszy z braci pouczał i śmiał się ze starszego i jego "drewnianych" rąk.

***

Szmery, krzyki, stłumione rozmowy, tupot nóg o podłogę, dźwięk zamykanych drzwi, coś uderzającego o klepisko, to wszystko sprawiło, że Jeliana przebudziła się. Budzeniu towarzyszyło inne uczucie niż to, z którym miała doczynienia w ciągu ostatnich dni. Zmarznięte kości i lekki koc zastąpiło ogólne ciepło oraz ciężkość pierzyny. Twardość skały lub ziemii odczuwalna codziennie na plecach, dzisiaj zastąpił miękki siennik wypełniony słomą. Dotyk przepoconych, ciężkich od brudu ubrań został zmieniony na świeżą, lekką koszulę nocną.

Jeliana mimowolnie przeciągnęła się, wyciągając palce stóp oraz wychylając ręce do góry, które sprawiło miłe mrowienie całego ciała.

Dziewczyna ziewnęła przeciągle, otwierając zaspane oczy. Przez delikatne szpary znajdujące się między łatami oraz dachówkami przedzierały się pierwsze czerwone promienie porannego słońca, dając wystarczającą ilość, aby się swobodnie poruszać.

 
Elenorsar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-01-2022, 01:47   #10
 
Jenny's Avatar
 
Dalsze spanie, zwłaszcza za zgodą matki, było kuszące dla dziewczyny. Pierzyna, siennik, ciepło, było tym wszystkim, czego teraz Jeliana potrzebowała. A mimo tego postanowiła wstać. Nie miała pewności, czy pokazywanie kamienia całej rodzinie, to dobry pomysł. Jednak zżerająca ją ciekawość ich reakcji, możliwość dowiedzenia się czegoś, była obecnie najsilniejsza. W pośpiechu przebierała się, by nikt nie zdążył zjeść, zanim ona nie dotrze do stołu. Następnie ciągle trzymając swoje cenne znalezisko zawinięte w koc, udała się na dół. Domyślała się, że i tak wszyscy na nią będą patrzeć, bo wczorajszego wieczora widziała się tylko z matką, lecz spory pakunek zapewne musiał spotęgować ich uwagę.

- Cześć - zaczęła od przywitania, zanim jeszcze wszyscy mogli jej się dokładnie przyjrzeć.

- Cześć! - wykrzyknął Joran jako pierwszy, porzucając brata usilnie próbującego wydrążyć coś w kawałku drewna, a przynajmniej po tym co z niego pozostało, a następnie podbiegł do swojej siostry, która zeszła z ostatniego stopnia drabiny i przytulił ją mocno, nie zwracając uwagi na trzymany pakunek. - Długo cię nie było - powiedział z lekkim wyrzutem, lecz w głosie można było bardziej usłyszeć tęsknotę niż złość.

Gerold podszedł do Jeliany i ucałował ją w czoło. - Witaj kochanie. Widzę, że masz nową pamiątkę - pokazał na jej zadrapany policzek uśmiechając się.

- Hej siostra - powiedziała Wendy, która właśnie w tym momencie nakładała owsianki do drewnianych misek, nie patrząc na siostrę, pewnie z powodu, aby się nie poparzyć.

Wilfred widząc, że nie uda mu się już odratować nic z drążonego kawałka drewna, wrzucił go do paleniska. Spojrzał na siostrę i kiwnął do niej głowa na powitanie nie mówiąc ani słowa.

Matka Jeliany też się nie odzywała, siedziała przy palenisku patrząc na córkę, a dokładniej na to co trzymała w ręku, zainteresowanym, lecz także nieco zmartwionym wzrokiem.

- Myślałam, że w ogóle nie zdążę was wszystkich spotkać, a wy nawet nie zaczęliście jeść - odezwała się uśmiechnięta, bo cieplej jej się zrobiło na serduszku, zwłaszcza z powodu tych milszych powitań po dłuższej rozłące. - Chciałam wszystkim wam pokazać, co znalazłam podczas mojej wyprawy. Wolałabym, żeby wszyscy najpierw zjedli, ale pewnie trudno będzie z waszą cierpliwością. - Zakończyła wypowiedź, po czym położyła swój pakunek przy skraju stołu i powoli, lekko się ociągając, zaczęła odwijać kamień z koca. Sama najpierw zerknęła na niego, po czym rozejrzała się po twarzach rodziny, by rozpoznać ich reakcje.

- Ale świetny - krzyknął najmłodszy z rodzeństwa od razu próbując wziąć kamień w ręce.

Wendy otworzyła szeroko oczy i roztworzyła usta, lecz nie wymusiła z siebie ani słowa. Jej oczy zrobiły się maślane. Widok pięknego kamienia, mieniącego się w świetle paleniska sprawił, że w głowie od razu zaczęła wymyślać piosenkę na jego temat.

Na widok znaleziska Jeliany nawet Wilfred wstał z zydla i zbliżył się do stołu, aby obejrzeć owalną rzecz z bliska, czym przysłonił trochę światło ognia, co sprawiło, że kamień przestał się mocno mienić. Pogładził jego gładką powierzchnię.

- Gdzie to znalazłaś? - oboje rodziców powiedzieli to samo zdanie. Spojrzeli się po sobie, a po chwili Wilfred podjął dalej. - Skąd to masz dziecko?

Jeliana nie dziwiła się reakcjom rodzeństwa na kamień i pozwalała im na dotykanie go. W tym czasie zastanawiała się nad odpowiedzią dla rodziców. Przed rozmową z Seleną była pewna, że powie prawdę rodzicom. Natomiast teraz obawiała się mówić o wszystkim tym, co ją spotkało. Jeśli rodzice też mieli zacząć obawiać się kamienia, to będą mogli chcieć ją zmusić nawet do wyrzucenia go.

- Znalazłam w Kośćcu - zaczęła, by jej pauza nie brzmiała na podejrzanie zbyt długą. - W pewnym momencie chciały mnie zaatakować wilki, ale ten kamień nagle spadł i wilki uciekły. Przyniósł mi szczęście, nikogo mogącego być właścicielem też nie było tam, bo żadnego człowieka w górach nie spotkałam. Więc… wzięłam go ze sobą.

- Nagle się pojawił? - powiedział ojciec i podszedł do córki. - To stąd masz tę pamiątkę? - spytał chociaż było słychać, że nie oczekuje odpowiedzi. Wziął kamień w ręce. - Nie winię cię dziecko, że go wzięłaś. Większość by się skusiła. - Po dokładnym obejrzeniu kamienia oddał go córce. Spojrzał na Erminę, a ta kiwnęła głową. - Zatrzymaj go. Kiedy przybędą kupcy, dowiemy się ile jest wart. Sprzedaż pewnie będzie najlepszym rozwiązaniem, im mniej mamy do czynienia z magią, tym lepiej… Mama powiedziała mi, że ładnie zarobiłaś tą wyprawą, świetnie. Wspomniała też o mrozach, także mamy dużo pracy przed sobą. Jedzmy.

- O tym pomyślałam, że to przede wszystkim może być niezły zarobek i na pewno nam się przyda… - odparła znów nieco przygaszona uwagami o zagrożeniu magią. - Smacznego.

Cała piątka zabrała się do jedzenia. Podczas posiłku nie rozmawiali zbyt wiele. Głównie mówił Joran, a Ermina upominała go, aby ten nie mówił z pełnymi ustami. Posiłek był mały, ale sycący.

Kiedy skończyli jeść, zebrali naczynia i położyli w jednym miejscu, a następnie ruszyli do pracy.
 
Jenny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:57.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170