Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-12-2021, 17:52   #1
 
Kaworu's Avatar
 
[Masks] Młodzi Bohaterowie

Młodzi Bohaterowie
Kampania systemu Masks: A New Generation

Rozdział I:
Sny i koszmary

Diana

Młoda dziewczyna zasiadała przy suto nakrytym stole. Czerwone wino lało się strumieniami, złociły się kieliszki wypełnione szampanem. Na srebrnych półmiskach leżały mięsiwa różnego rodzaju i stopnia wypieczenia – kaczki w sosie własnym z ziemniakami lub w sosie pomarańczowym, całe wieprze z jabłkami w ustach, steki krwiste i pół-krwiste, kabanosy, kiełbasy, a do tego palety serów i antipasti. Na sam widok z ust ciekła ślinka.

Pomieszczenie było utrzymane w półmroku rozświetlanym płomieniami świec w świecznikach. Grała muzyka, a tłum gości jadł, śpiewał i rozmawiał głośno. Było przyjemnie, luksusowo i bogato.

Nic nie trwa jednak wiecznie.

Gdy Diana podniosła swój wzrok, ujrzała Jego. Stanisław Stadnicki siedział na najwyższym miejscu przy stole i popijał z wolna wino, czerwone niczym krew. Jego blada cera, niczym u wschodniej lalki porcelanowej, kontrastowała z czerwienią oczu, ust i czernią krótko ostrzyżonych włosów. Gdy spojrzał na Dianę, uśmiechnął się leciutko, ukazując ostre zęby. Wstał i zaczął się przemieszczać ku strzydze. Jego diabli ogon przesuwał się leniwie to w lewo, to w prawo, w miarę, jak szedł, a jego końskie kopyta wystukiwały leciutko rytm, który mimo wszelkim prawom fizyki był głośniejszy od tłumu i jego muzyki.

Kobieta przełknęła ślinę, czując się totalnie sparaliżowaną. W miarę, jak diabeł się do niej zbliżał, czuła na sobie skupione spojrzenie celebrantów, wrogie i kpiące z niej. W muzykę, coraz i coraz głośniejszą, wdarła się okrutna, fałszywa nuta, a mięsiwa przy długim, drewnianym stole zapachniały nagle swądem spalenizny. Nawet światło świec zamigotało złowróżebnie, grożąc zatopieniem całej sceny w egipskich ciemnościach.

Stadnicki zbliżał się coraz bardziej, a im był bliżej, tym bardziej Diana się bała. W końcu stanął przy niej, potężny, zrelaksowany, gotów wyzwolić swe diablęta w świecie, który nie był na nie gotowy. Dziewczyna zauważyła, że nosi na dłoniach skórzane, brązowe, obcisłe rękawiczki.

- Ah, najdroższa – wyszeptał, a cała sala zamilkła – Cóż za rozkosz móc Cię widzieć. Jak się miewasz? - jego dłoń powędrowała do jej twarzy i zatoczyła delikatne kręgi pod jej brodą. Następnie lekki nacisk na nią sprawił, iż Diana musiała podnieść oczy i spojrzeć w jego krwawoczerwone ślepia – Ta cała uczta to dla Ciebie, wiesz? W końcu to dzięki Tobie na całym świecie w końcu zapanuje… - diabeł zrobił pauzę – Złota Wolność – jego szept był miękki jak jedwab, ostry jak skalpel, słodki niczym miód – Nawet nie wiesz jak bardzo jestem Ci wdzięczny… - kontynuował, po czym wsadził palec wskazujący drugiej ręki do ust i zaczął ściągać rękawiczkę zębami. Pod nią czaiła się szponiasta, włochata łapa, wydająca się wręcz niemożliwą do schowania na tam małej przestrzeni, którą przecież jeszcze chwilę temu zajmowała – Niech zacznie się nasz czas! - diabeł wykrzyknął, śmiejąc się, po czym szponiasta łapa zagłębiła się w piersi Diany.

Dziewczyna krzyknęła, rzucając się na wszystkie strony. Nic nie mogło jednak jej wybawić od bólu, który promieniował z torsu na całe jej ciało, ciągle zalewając ją nowymi, rwącymi falami.

Dean

Młody bohater był na koncercie rockowym. Zewsząd otaczali go ludzie ubrani w skóry, czarne t-shirty i obcisłe, znoszone dżinsy. Na scenie zespół grał w najlepsze, uderzając w struny, perkusję i klawisze keyboarda z prawdziwą wprawą, zaś wokalista, kobieta o długich, czarnych, kręconych włosach, śpiewała donośnym, energicznym, głębokim głosem. Ze sceny wydobywały się, poza muzyką, dym, efekty pirotechniczne i różnokolorowe promienie lasera, raz za razem oświetlając publiczność. Zielone i niebieskie światło padało na zgromadzonych, migocząc w ich włosach wyzwolonych spod wszelkiej kontroli, szeroko otwartych oczach i kolczykach umieszczonych w uszach i na twarzach.

Oczywiście, Ariadna była obok niego. Jej gibkie ciało kiwało się słodko w rytm muzyki, krzyczała na całe gardło tekst piosenki razem z wokalistką i tłumem. Jej długie, piękne włosy rozwiane były na wszystkie strony świata, oczy półprzymknięte, cera gładka i bez skazy, a usta wyraźne i pełne, podkreślone czerwoną szminką.

Była doskonała. Dean tak się cieszył, że była z nim na tym koncercie. Bez niej nie byłoby nawet w połowie tak fajnie.

Tańczyli razem przez bliżej nieokreślony czas, nie czując zmęczenia ani fizycznego, ani repertuarem zespołu. Endorfiny krążyły w ich żyłach, stężenie wzrastające z każdym ruchem i nutą, czyniąc doświadczenie niezwykle przyjemnym, wyzwalającym, powalającym na kolana. Gdyby Dean mógł, przetańczyłby tak całą wieczność.

W pewnym momencie muzyka nagle ucichła. Tłum przestał się ruszać, podnosząc wzrok na wykonawców. Wokalista, piękna, silna kobieta, odczekała parę sekund, aż wszyscy ucichli na dobre, po czym przemówiła – Cieszę się, moi drodzy, że jesteście tu z nami. Mam nadzieję, że podoba Was się bycie tutaj co najmniej tak, jak nam – fani zawyli z aplauzem. Kiedy ucichli, wokalistka kontynuowała – Tak, nam też jest miło. Teraz jednak, chcemy Wam pokazać nasz zupełnie nowy numer, coś, czego jeszcze nikt z Was nigdy wcześniej nie słyszał. Czy jesteście gotowi? - tłum wydarł się entuzjastycznie ponownie – Dobra – twarz kobiety rozświetlił wielki uśmiech – posłuchajcie tego…

Wzięła głęboki wdech w płuca, przysunęła mikrofon bliżej do swoich ust, po czym zadarła głowę i zawyła niczym jakieś zwierzę. Fani milczeli przez pewną chwilę, po czym poderwali głowy do góry i zawyli razem z nią. Wszyscy, wliczając w to Ari, tylko nie Dean.

Im dłużej słuchał, tym bardziej zwierzęcy, dziki i niebezpieczny wydawał mu się zew tłumu ludzi wokół niego. Co ciekawe, dźwięk trwał i trwał, stając się nie tylko mniej przyjemnym dla ucha, ale także głośniejszym, i to pomimo tego, że nikt nie brał chwili, by nabrać oddechu.

Kobieta na scenie zaczęła się także zmieniać. Uniosła ręce, które zaczęły porastać, z początku powoli, potem coraz szybciej, gęste, czarne, krótkie włosy. Jej ciało urosło i napęczniało, czyniąc w ciągu paru chwil jej ubranie zwykłym strzępem szmat, wsuniętym na zbyt duże cielsko. Jej twarz się wydłużyła, nos sczerniał, oczy zmieniły barwę z niebieskiej na czarną, uszy wyrosły z czaszki.

Nim Dead zdał sobie sprawę, patrzył na w pełni wyrośniętego wilkołaka. Ogarnięty paniką, spojrzał wokół. Wszędzie były potwory, w strzępach ubrań, wielkie, włochate i złowieszcze. Chwycił Ari za rękę i planował uciec, ale poczuł w dłoni tylko włochatą łapę. Walcząc z paniką, obrócił głowę.

Jego ukochana, jego przyjaciółka, była kolejną z bestii. Wyszczerzyła zębiska w potwornym grymasie, po czym zamachnęła się łapą na jego twarz. Poczuł ostre jak brzytwa pazury, rozrywające go na kawałki. Krzyknął, ogarnięty trwogą i bólem.

Ed

Ed nosił swój strój superbohatera, podobny do tego, który nosił jego ojciec. Patrzył w lustro na swoją przystojną twarz i atletyczne ciało, ciasno opinane przez kombinezon, podkreślając jego silną sylwetkę.

- Gotowy? - rozległ się kobiecy głos za nim. Obrócił się i dostrzegł swoją matkę. Była piękna, cicha, ale nieugięta, silna, ale potrafiąca się zaadaptować, szybka do działania, ale także i głęboka w namyśle – słowem, była jak rzeka, której bóstwem była. Nosiła na sobie suknię z błękitnego jedwabiu, a we włosach miała złotą siatkę wypełnioną ametystami. Wyglądała jak królowa, władcza, estetyczna i potężna.

Podeszła do swojego syna i wsunęła mu rękę pod ramię, po czym poprowadziła z jego sypialni na korytarz – Cała Twoja rodzina tutaj jest. Ojciec, ja, kuzyni, wujostwo, dziadkowie… nawet nie wiesz, jaka jestem z Ciebie dumna – powiedział,a uśmiechając się dobrotliwie i dalej prowadząc go przez labirynt korytarzy – Kolejny Blue Strike w rodzinie… wprawdzie dziadek nieco kręci nosem, że nie posiadasz żadnych boskich mocy, ale kto by się tam przejmował – jej kształtny nos zmarszczył się na samo wspomnienie jej własnego ojca, a brwi zbiegły ponad oczami w jedną linię – Mam nadzieję, że wiesz, jakim błogosławieństwem dla mnie jesteś? - spytała nagle, bez ogródek – Byłbyś nawet, gdybyś nie tylko nie miał mocy bogów, ale również Blue Strike’a. Tak bardzo Cię kocham… - w jej głosie czuć było ocean czułości, gotów wylać się z brzegów w każdej chwili.

Przez jakiś czas szli w milczeniu, prowadzenie bogowie tylko wiedzą gdzie. W końcu wysunęli się z ostatniego korytarza w wielką salę balową. W środku stała cała rodzina Eda, a także zaproszeni goście. Na stołach były alkohole i napoje, poczęstunek i przystawki. Grupki ludzi stały tu i ówdzie, rozmawiając i śmiejąc się głośno. Matka Eda zwiększyła lekko nacisk na jego rękę, po czym pewnym krokiem poprowadziła go do środka sali. Ich stopy sunęły po parkiecie z polerowanego drewna, a nad nimi złote kandelabry otulały całe pomieszczenie miodowym blaskiem.

Mama Eda chwyciła kryształowy kieliszek i łyżeczkę, po czym zastukała nimi o siebie – Chwila ciszy, jeśli mogę? - podniosła swój aksamitny głos, zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych – Myślę, że nie muszę się nikomu przedstawiać i wszyscy wiedzą, kim jestem – powiedziała, gdy sala ucichła – Wielu z Was również zna mojego syna, Eda. Tym razem jednak, mam zaszczyt zaprezentować Wam nie moje dziecko, a bohatera Halcyon City. Panie i panowie, poproszę o gorący aplauz dla Blue Strike’a! - zakończyła donośnym głosem. Wszyscy zaczęli bić brawo.

Wtedy też, salę wypełniło gorąco. Nie wiadomo skąd, ale wszędzie pojawiły się języki ognia, liżąc, pieszcząc i odkształcając wszystko i wszystkich w zasięgu wzroku. Ludzie zaczęli krzyczeć i uciekać, nigdzie jednak nie mogli znaleźć ratunku ani ulgi od płomieni. Ed podniósł swe oczy ku górze, gdzie drewniane sklepienie poddało się ogniowi w ciągu ledwie kilku chwil. Na tle gwieździstego nieba był On – Król Feniks w całym swym majestacie, najpierw świecąc niczym drugi księżyc na niebie, w końcu zaś, gorzejąc jaśniej od Słońca w zenicie.

Ognisty zaśmiał się basowo, a płomienie tańczyły w rytm jego głosu. Zwrócił jedno oko, czerwone niczym krew, gorące niczym wulkan, na młodego bohatera. Ed czuł, że to spojrzenie wypali mu nie tylko skórę i kości, ale również samą duszę – A więc tu jesteś, młody bohaterze - zadrwił grubym głosem – Cóż za bezwstyd, bawić się i celebrować gdy Ja, Feniks, jeszcze grożę światu. Cóż za głupota kryć się w luksusowych pałacach, gdy mogę je spalić w ciągu kilku chwil. Cóż za krótkowzroczność, sądzić, że się ucieknie przed pieszczotą moich płomieni…

Następnym, co czuł Ed, były tylko płomienie na jego skórze, włosach, w głębi jego płuc, nawet w jego krwi, sprawiając, że żyły mu zawrzały. Nie istniało nic, tylko ogień i agonia, i On, Pan Wszelkiego Płomienia…

M’olibden

M’olibden stał skuty przed Wielkim Trybunałem Sarri. Ciężkie żelazne kajdany, owinięte zimnymi, szarymi łańcuchami, uniemożliwiały mu ruch. Mógł tylko stać z spuszczoną głową i rękami opuszczonymi przed sobą i słuchać tego, co Wielki Trybunał postanowi.

- Wielki Trybunał Sarri, w imię Naszego Przeświętnego Państwa, postanawia, co następuje – powiedział Wysoki Sędzia, odziany w ceremonialną szatę i ze złotem na swojej szyi, na którym nosił symbol królestwa – Oskarżony M’olibden, obecny tutaj na sali, zostaje uznany winnym wszystkich postawionym przed nim zarzutów – Wysoki Sędzia uderzył młotem. Głuchy odgłos był wszystkim, co książę czuł w swoich uszach – Za przestępstwo zdrady stanu zasądzam dlań najwyższej możliwe kary – kolejne uderzenie młota - Za przestępstwo planowania zabójstwa zasądzam dlań najwyższą możliwą karę – jeszcze jedno uderzenie – Za brak wyrażenia skruchy nie znajduję oznak poświadczających, by złagodzić karę w jakimkolwiek aspekcie – i kolejny raz młot – W sumie, skazuję oskarżonego na ścięcie przez miecz. Niech jego święta, królewska krew wsiąknie w ziemię kraju, którego nie potrafił uszanować swymi akcjami. Niech śmierć oczyści jego skazę – ostatni raz młot uderzył z głuchym odgłosem w podstawkę.

Umundurowani królewscy strażnicy wyprowadzili go z sal Trybunału na słońce, gdzie znajdowała się odpowiednia infrastruktura do wykonania wyroku. Rozpięto go z kajdan tylko po to, by związać jego ręce za jego plecami, po czym kazano mu klęknąć i położyć tors na zimnym kawałku marmuru. Pod jego szyją i głową rozciągała się pusta przestrzeń, tak, by kat nie miał problemów z ścięciem jego głowy.

W końcu pojawił się i on, w ceremonialnej szacie, z srebrnym ostrzem w obydwu rękach. W międzyczasie pojawiły się tłumy, niewiasty, mężowie i dzieci, patrząc z ciekawością na M’olibdena, zupełnie, jakby obserwowali jakieś interesujące show. Gorzka żółć podeszła mu do gardła, gdy tłum szeptał między sobą, zastanawiając się nad tysiącem szczegółów, które już za chwilę miały się urzeczywistnić.

Pod jego głowę podłożony Świętą Misę, tak, by jego krew można było zebrać, a następnie rozprowadzić po ziemi kraju, który zdecydował się zdradzić swymi akcjami. Jego życiodajny płyn miał odtąd służyć celowi innemu niż jego własna egzystencja – do ostatniej kropli.

Kat, wielkolud z masą mięśni, podniósł miecz nad swoją głowę. Z wysoka srebrzyste ostrze lśniło w blasku południowego słońca. Przez jedno uderzenie serca dwójka mężczyzn milczała w bezruchu, a następnie miecz spadł z wysoka na kark M’olibdena.

Mówili, że ścięta głowa nic nie czuje. Czuła, i to dużo. M’o poczuł, jak każdy nerw odciętego ciała płonie mu bólem. Chciał nabrać powietrza i krzyknąć w agoni, ale nie był już połączony z płucami, które pozwalałaby na ową akcję. Mógł tylko cierpieć i cierpieć, w ciszy, która rozsadzała mu bębenki.

Wszyscy

Głośny dzwonek telefonu wybudził młodych bohaterów ze snu. Zbudzili się spoceni, umęczeni, zaplątani w mokre i zimne kołdry. Część z nich krzyczała, część rozpaczliwie pragnęła nabrać powietrza w rozpalone płuca.
Gdy w końcu zdali sobie sprawę z tego, że mieli tylko zły sen, sięgnęli po telefony. To Joan, siostra Deana, dzwoniła do nich za pośrednictwem Messengera. Najwyraźniej miała jakąś ważną sprawę do omówienia, i to z nimi wszystkimi – była pierwsza w nocy.

- No, nareszcie wszyscy jesteście! - wykrzyknęła, gdy już wszyscy się połączyli – Włamałam się do strumienia danych policji w Halcyon City…
- Co?! - spytało jedno z bohaterów. Gdyby tylko ktoś się dowiedział, mogłaby pójść siedzieć na długie lata.
- Oh, wielki mi deal! I tak mnie nie znajdą, zresztą, jestem nieletnia – podsumowała z wielką swobodą – Ale ja nie o tym. Słuchajcie! W Central Parku dzieje się coś dziwnego. Wszyscy bezdomni, którzy w nim spali, albo zapadli w śpiączkę, albo uciekają i krzyczą coś bezskładnie. Nikt nie wie, co się dzieje, a co gorsza, pierwsi policjanci wysłani na miejsce zdarzenia zdają się zachowywać w ten sam sposób! No normalnie jakiś obłęd! - podsumowała swoim jeszcze dziecięcym głosem, w którym czuć jednak było podekscytowanie – Cokolwiek się dzieje, musicie tam być. Jutro… dobra, dzisiaj – poprawiła się – sobota, wiecie, jakie od rana będą w Central Parku tłumy?! Jeśli czegoś nie zrobimy, i to szybko, to sytuacja tylko się zaogni! A co, jeśli to się rozszerzy na całe Halcyon? Eh?! - spytała podniesionym głosem.

~*~

Bohaterowie postanowili pojechać do Parku – który znajdował się w zupełnie innej dzielnicy miasta niż ta, którą zamieszkiwali – przy pomocy metra. Każde z nich ubrało się szybko i udało na odpowiednią stację. Wysiedli na „Śródmieściu – Placu Kennedy’ego” gdzie mieli się przesiąść na podziemny pociąg linii siódmej. Zaprowadziłby on herosów na odpowiednie miejsce w ciągu kwadransa.

Na stacji w Śródmieściu było ledwie kilka osób, pewnie biznesmenów wracających z banków i giełdy do domu i tych mieszkańców Halcyon, którzy pracowali w nigdy nie milknących przybytkach miasta. Było cicho i spokojnie, jak przystało na sam środek nocy.

Wten…

Rozległy się dźwięki syren, wystrzałów z pistoletów i okrzyki ludzi. Nim bohaterowie zdali sobie sprawę z tego, co się stało, młody człowiek w masce zakrywającej całą twarz i o skórze szarego koloru wbiegł na stację, w ręku trzymając wielki worek. Za nim podniosły się głosy i pierwsi policjanci ruszyli z zewnątrz za nim. Garstka zgromadzonych podróżnych krzyknęła, padła na ziemię i usunęła się z drogi kul, w czasie, gdy złoczyńca zaklnął i uformował w rękach kulę cementu, następnie rzucił za siebie, w jednego policjanta. Trafiła go w pierś, ciągnąc w dół i unieruchamiając. Kule śmigały wszędzie wokół, póki co mijając go lub odbijając się od jego twardej skóry.

Póki co nikt nie zwrócił uwagi na młodych herosów, ale wszystko trwało ledwie kilka sekund...
 
Kaworu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-12-2021, 18:33   #2
 
Brilchan's Avatar
 
Pobudka

Ed przetarł podkrążone oczy - Młoda przede wszystkim mówi się osoby w kryzysie bezdomności to daje im więcej podmiotowości i zwraca uwagę na problem, który nie zawsze jest ich winą. Trzeba uważać na takie rzeczy przed prasą... Dzięki za pobudkę miałem cholerny koszmar - Nie chciał teraz o tym myśleć wiedział, że musi zabić Króla Feniksa, ale odebranie życia świadomej istocie nie wydawało mu się uczciwe.

Zrzucił ubranie w kilka sekund nasmarował całe ciało żelem do kąpieli następnie wskoczył do wanny z lodowatą wodą, którą wcześniej przygotował samo spłynięcie wody zajęło więcej niż całą jego kąpiel łącznie z suszeniem.

Wciąż w biegu założył pstrokaty świecący kostium Blue Strikeów wzbogacony o symbol bogini rzeki kobiecą sylwetkę pośród dwóch fal, przez który ludzie często myśleli, że reklamuje Starbucks, gryząc batonik energetyczny pobiegł na spotkanie z resztą ekipy.

Na miejscu

Ed nie czekał aż ktoś ich zauważy po prostu rzucił się na betoniarza żeby za pomocą super szybkości podciąć mu nogi a potem trzasnąć go w splot słoneczny jak będzie upadał! Skoro atakuje policje nie ma, co się z nim cackać! Wywrócił go żeby stworzyć otwarcie reszcie - DO BOJU FERAJNA PÓKI LEŻY ! - Krzyknął.

Dopiero po chwili zauważył je ręka której użył do podcięcia przeciwnika jest zgięta pod dziwnym kątem. Zbir instynktownie otoczył nogi betonem i złamał rękę Herosa! Ed zemdlał z bólu




Używam DIRECTLY ENGAGE A THREAT - 1 z denger wiec 9ka czyli nie wyszło :P wybieram create an opportunity for your allies

Dobra rzuciłem na Discordzie na recive a powerful blow

Brilchan — Dziś o 20:51
!roll 2d6
Dice Maiden
BOT
— Dziś o 20:51
Brilchan Roll: [6, 5] Result: 11


 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 03-12-2021 o 20:24.
Brilchan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-12-2021, 22:15   #3
 
Mike's Avatar
 
M'olibden wciąż dziwił się na co drugim kroku. Na przykład te podziemne tunele do przemieszczania... jakby nie mogli latać. No niby nie wszyscy mogli... ale M'o uważał, że po prostu byli zbyt leniwi by choć spróbować.
Gdy na stacji metra rozpętał się chaos on tylko patrzył. Oceniał. Był nowy w tym świecie i dla miejscowych oczywiste zagrożenia dla niego takie nie były. Na przykład ostatnio dowiedział się co to są rury z gazem... kto to słyszał, by w tak kruchym opakowaniu przesyłać łatwo palną substancję.

Tak więc uważnie lustrował przeciwnika i jego otoczenie. Pierwszym co zobaczył był on sam... ostatnio często sam siebie widywał. Skądś potrzebował miejscowej waluty, a ludzie którzy do niego przyszli sami mu ją dali. Wystarczyło by pokazywał się z małym przedmiotem w ręku.

mo



Ja nie rzucam bo i tak bez MG rzut mi nic nie da. Jak się poszczęści to oba pytania poniżej, jak mniej szczęścia będzie to pierwsze.
Turlaj mg Tylko dobrze!
ASSESS THE SITUATION
1- how could we best end this quickly?
2- what here is the biggest threat?

 

Ostatnio edytowane przez Mike : 04-12-2021 o 00:19.
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-12-2021, 11:15   #4
 
Slan's Avatar
 
Diana wstała i rozejrzała się po swoim obskurnym mieszkanku. Potem odebrała telefon i z typową dla siebie ponurą miną odebrała telefon.

- Po pierwsze Joan, w twoim kraju trzynastolatki mogą trafić za kratki. W najlepszym razie przez dziesięć lat nie będziesz mogła zbliżyć się do komputera, a w najgorszym razie trafisz do celi z kobietą, która zabiła męża widelcem, za to, że zapytał „A gdzie piwo?”. Po drugie, wasz rząd podsłuchuje wszystkich obywateli, choć pewnie głównie wtedy jak wypowie się słowa kluczowe takie jak WTC, zamach, Osama, czy chuj w białym domu. Kurwa, teraz to na pewno cię zaczną cię śledzić. – odpowiedziała z nienagannym angielskim akcentem, po czym wstała.

Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Ubrana w bluzę i bokserski otworzyła je z ponurą miną. Staną w nich dosyć napakowany koleś o wzroście metr pięćdziesiąt. Jego bardziej napakowany brat i o wiele większy czekał za rogiem.
- Czy jest cwaniak? – zapytał po polsku szczerząc zęby. Choć nad nim górowała, to wzrok miał na strategicznej wysokości, więc był jeszcze bardziej radosny. Mogła ich obu wyrzucić przez okno. Ale w sumie jej nie przeszkadzali, a mogli się przydać, więc sięgnęła po portfel i dała monetę.
- Nie ma cwaniaka, masz piątaka – mruknęła i zamknęła drzwi. Obiecała sobie, że wytnie im pewien numer…

Wzięła marynarki prysznic. Jej mieszkanie było niewielkie, chłodne, z pluskwami i karaluchami. Ale kamienica nie należała do Kushnera. Właścicielem był „Dżanusz” Wróbel, typowy kamienicznik, który uważał, że przepisy dotyczące wynajmu to ewidentny dowód na to, że USA zmienia się w ZSRR. Gdy zapłaciła za trzy miesiące z góry, był przekonany, że jest prostytutką lub handlarką narkotyków. Ale nie był zięciem Trumpa. W lodówce był Chokapick, majonez i salami. Pychotka… Chyba będzie musiała robić częściej zakupy. Zrobiła miks z tego co było, ale nadal była głodna.

Gdy wyszła, kupiła od ulicznego sprzedawcy dwa precle z solą do domu, jednego z musztardą do zjedzenia i potem jeszcze hot doga z kiszoną kapustą i frytkami. Zgarnęła też darmowe pismo super bohaterskie „superexpres”. W bocznej uliczce ubrała swój strój, czyli dres, czapkę uszatkę i chustę z wymalowanymi kłami. Potem w końcu dotarła do przyjaciół.
- Bibliaman wydaje poradnik o rozwoju duchowym… Netoperek i pan Żolik, nowy superbohater i superzłoczyńca prosto z Czech. Artykuł o Mask-Of… Nudy. – mówiła po angielsku ze szkockim akcentem, przez co brzmiała, jakby miała żwir w krtani.
I wtedy dotarli na miejsce. Syreny i strzały, tego można było się spodziewać. Mogła mieć tylko nadzieję, że wśród bezdomnych nie ma superbohatera po przejściach lub złoczyńcy, którego życie złamał jakiś heros. Ale pojawił się gnojek i rozpoczął bajzel.
- Falbh Diarich Fhein! – zwyzywała napastnika po Gaelicku, gdy przez niego Ed złamał rękę, a potem, nadal w LUDZKIEJ postaci doskoczyła do przeciwnika i chwyciła go za gardło. Usiłował ją uderzyć, ale wytrzymała cios.

Mechanika: Directly engage a threat. Wynik 7. Wybieram frighten oposition. Na take powerfull blow wypadło 4.

 
__________________
Myśl tysiąckrotna to tysiąckroć powtórzone kłamstwo.
Myśl jednokrotna, to niewypowiedziana prawda...
Cisza nastanie.
Awatar Rilija

Ostatnio edytowane przez Slan : 05-12-2021 o 14:32.
Slan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-12-2021, 20:44   #5
 
Guren's Avatar
 
Pobudka i orzygotowania
Dean Murphy wpatrywał się w sufit próbując przywrócić oddech do równowagi. Co to był za sen?! Suma lęków? Dłuższy czas pozwalał dzwonkowi po prostu grać zanim nie usłyszał kroków młodszej siostry zza kotary, która dzieliła pokój na dwie osobne strefy dla rodzeństwa Murphych:
- Dean włącz telefon! Zaczynam transmisję

Wygrzebał zagrzebany w szufladzie Smartphone jaki poświęcał na działalność Mephista. (Minimum na oddzielenie życia prywatnego od superheroskiej działalności. Joan jako “Jego Człowiek przy Monitorze” zalecała wyłączać telefon cywilny na czas heroskich misji.) Nastawił messenger na wersję audio. Z reguły nie lubił pokazywać się reszcie bez kostiumu i makijażu, a zwłaszcza w tej chwili kiedy leżał zagrzebany w kołdrze i swoim pocie. W sumie niepotrzebnie w ogóle włączał Messenger - jego siostrę było świetnie słuchać zza kotary, nawet za dobrze. Może powinien pochwalić siostrę za wkład do działalności jako “Człowiek przy Monitorze”, bo w końcu ile 13-latek whakuje się do policyjnych strumieni, albo stwarza Appki komunikacyjne (wynalazcy Facebooka i Dolino Krzemowa- bójcie się!), ale nie zmieniało to faktu:
- Joan, bo mama usłyszy…
Jego siostra chwilę jeszcze pokłóciła się z resztą zespołu zanim zamaszyście rozsunęła kotarę z miną obrażonej diwy. 13 letniej diwy w bluzie i… co to jest w jej włosach? Nawet o tej porze nosi te kocie spinki, czy co to jest? Na widok Deana mina jej zrzedła:
- Jezu! Wyglądasz jak zdjęty z krzyża.
-I to powiesz zbawicielowi jeśli powróci? Nawet sensowne-
skwitował próbując się wyplątać z kołdry.
- Śniło ci się coś?
-Yhm… Czy mama śpi?
- ściągnął z zadaszenia nad łóżkiem opakowanie po śpiworze w jakim chował kostium. Strój Mephisto nie wymagał prasowania. Właściwie to większość jego elementów wyglądało jak nadszarpnięte lub nadgryzione. Joan twierdziła, że doda “imagowi” pazura, a i zdolność Deana do absorbowania zdolności substancji sprzyjała ciągłemu niszczeniu ubrań. Chłopakowi zaś przy wkręcaniu się w superheroski biznes pozwoliło mocno podciąć koszty. Porządany efekt na skórzanym płaszcz po ojcu, który ten nosił grywając dla STONE COVE (“Przepraszam, Tato!”) osiągnął po wrzuceniu pod koła ciężarówki. Zwiał z miejsca zdarzenia z obrobionym wdziankiem zanim kierowca wysiadł z kabiny.

Dean doczłapał do zlewu, żeby ochlapać twarz zimną wodą. Jego połowa pokoju miała wejście do łazienki, a ta u Joan do wyjścia głównego z pokoju. Prysznic o tej porze mógłby okazać się za głośny dla uszu mamy.
-Sprawdziłam, że jeszcze ogląda jakiś serial, ale nie jestem pewna jaki. Grunt, że nie “Buffy postrach wampirów”
-To przynajmnie nie mam kodu czerwonego… -
skwitował. Mama pracowała jako pielęgniarka. Praca odpowiedzialna, ale za często pogardzana. I bardzo stresująca. “Buffy…” zwykle oznaczał naprawdę ciężki dyżur. - Ale na prysznic nie ma szans…
-Nie polecam. A coś… szczególnego ci się śniło?
- zagadała go siostra.
-Suma koszmarów. Brakowało tylko wisielca.
-Ach… No babcia Atena mówi, że sen się nie spełni jak się go opowie!
-Zachęcające… Byłem na koncercie rockowym. Co już samo w sobie jest dziwne. Bo już od lat na żadnym nie byłem. Z Ari…-
odpuścił siostrze szczegółu, że na ostatnim koncercie był akurat z Ari. A tym bardziej, że wtedy jako 13-latek prawie nie pocałował swojej przyjaciółki z podwórka.
- Coś jeszcze? - pauza musiała być za długa.
- Wszyscy zmienili się w jakieś monstra i próbowały mnie zeżreć. -skończył wpinać kolczyki w uszy i nos.
- A to dlatego jęczałeś!
-Jęczałem? Mogłem dostać ataku, a ty nic?
-Wiesz uznałam, że skoro nie pojawia się wokół ciebie żadne światło, nie czuć woni spalenizny, a jesteś na nieco wyższym etapie dojrzewania ode mnie…. I jednak jesteś facetem… W dodatku z określoną sympatią. Potrzebujesz prywatności… Uznałam, że po prostu włożę słuchawki. -
przy tym komentarzu prawie sobie nie wydłubał oka.- Hmmm… Ale tak to … Może… Aż takie wrażenie na ciebie zrobiła teoria Horikoshiego? Wiesz, ta że za parę pokoleń wszyscy będą mieć supermoce. Tobie po prostu trafiło się pierwszeństwo na liście oczekujących. Hej!
-Wypad…
wystawił małolatę za drzwi, żeby chociaż ubrać się w spokoju. Zaiste dzieląc z siostra pokój prywatność musiał zagarniać pazurami. Wyszedł z łazienki przy nakładaniu żelu. Decydował się na taką dziwaczny fryz głównie dlatego, że mniej wyglądał jak swoje normalne ja.
Nadal pozostawała kwestia przejścia w kostiumie po schodach przeciwpożarowych, więc skórzany płaszcz, schował do plecaka. Zarzucił na razie na resztę kostiumu kurtkę.
- Łóżko gotowe - oświadczyła Joan, która skończyła układać pod kołdrą pseudo ciało z poduszek.
- Az się boję spytać skąd wytrzasnęłaś perukę.
-Internet to potęga. Więc! Pamiętaj, żeby nagrać porządny filmik z akcji. Może wytnie się z niego chociaż jakieś fotki?
-Yhmm… A jeśli się nie wyrobię do rana- powiedz mamie, że poszedłem otwierać kawiarnię. Jeśli wcześniej przyjdzie to… Myślisz, że mama uwierzy, że dzwonili ze stażu?
-Zależy co się będzie działo w Central…Spoko, coś wymyślę. Może nawet jej ulży jak powiem, że po 4 latach w końcu urwałeś się na koncert? I pamiętaj Dean, jak mówił Bakugou “Bycie niezniszczalnym to…
-Super. Idź spać, kocie. Inaczej nie urośniesz…
-Ale Dean…
-Co?
-otworzył okno, żeby przejść na schody pożarowe. Przerabiał to nie pierwszy raz. Głównie w czasach kiedy z Ari urywali się na horrory, albo pooglądać walki herosów na mieście (jemu bardziej zależało na wymykaniu się, Ari na obejrzeniu sprzętów jakichś znanych projektantów).
- Jedzenie na drogę. Dla Eddiego wpakowałam też te batoniki dla niedożywionych dzieci i anorektyczek. Nie rozgryzłam jeszcze jak działa jego metabolizm, ale nie zaszkodzi mu.
-Dzięki wielkie!
-Wiem, jestem wspaniała.
-Zadzwonię jeśli wyrobię się przed zmianą w kawiarni.
-Masz dzisiaj zmianę?
-Bardziej czuję niż wiem.
-Powodzenia!
- zawołała za nim. Pomachał jej na drogę. Zeszedł normalnie. Najwyżej sąsiedzi uznadzą, że wrócił do wymykania się. Chociaż od kiedy zmarło te wścibskie babsko z naprzeciwka, którą po śmierci zjadł jej własny pies… Babunia z kotami czasem mu machała jakby życzyła mu powodzenia.
Parę bloków dalej po paru skokach wdrapał się na dach. Włożył płaszcz Mephista, a kurtkę schował do plecaka. Bycie mutantem miało swoje zalety- jak upgrade do uprawiania parkure. Przebiegł tak parę ulic zanim zeskoczył na lampę, rampę przystanku i na dach autobusu jadącego do Śródmieścia. Trzeba przyznać, że szło mu coraz lepiej lądowanie po cichu. Jeden dzieciak tylko wychylił się przez okno, więc Mephisto zapozował do fotki z dachu.
Dalej jechał siedząc po turecku żując kanapki od Joan (Kupne paskudztwo, ale nadal zjadliwe. Czemu zawsze topią się w maśle?) i puszczają muzykę do odpowiedniej “medytacji”.



Najbliższe godziny zadecydują o tym, czy Central Park pozostanie miejscem bezpiecznym. Ile Dean Murphy zarobi do budżetu domowego? Czy będzie musiał błagać Ari o przysługę i krycie spóźnienia jeśli nie przejęcia jego zmiany w Starbucku? Przy jego szczęściu to jak nic wypadało dzisiaj jego dyżur na otwarcie. Zadecydują też, czy będzie musiał napisać do Ari, żeby nie zbliżała się do Parku, a znając ją nic bardziej jej nie zachęca do pójścia tam niż zakaz ze względu na niebezpieczeństwo. W końcu razem wymykali się oglądać herosów w akcji. Ale to było kiedyś… Byli szczylami. Mówili sobie o wszystkim… A teraz? Bycie mutantem zobowiązywało do tajemnic. I korzystania z tego co przyniósł los.
Schował słuchwaki. Mephisto zeskoczył z autobusu ze swoim zwyczajowym wrzaskiem demona i tupotem buciorów.:
- Siema, Skurwiele! Pora na Show!

Walka

Ledwo Mephisto usłyszał jak Cobalt Blue strike woła:
- DO BOJU FERAJNA PÓKI LEŻY ! -
a dzieciak leżał z ręką, która wyglądała na załamaną. Trzeba przyznać, że smark bywał za szybki nawet dla siebie. Dean przewrócił tylko oczami, żeby znaleźć odpowiedni materiał do zaabsorbowania na pancerz. Te barierki są metalowe? Metal powinien być mocniejszy od cementu. O ile budżet pozwolił w metrze zainwestować w metal. Czy coś jeszcze się nadawało?
- Szczeniaczku, nie nauczyli cię, że najpierw wchodzą tarczownicy? - oświadczył zabierając się do absorpcji. Bez pancerza nie będzie jak wyjść z tego cało, a co dopiero wyciągnąć Eddiego z niebezpiecznej strefy.
Również nie rzucam i pozwalam na to MG. Tylko dobrze!
ASSESS THE SITUATION
1- What here can I use to?

 
__________________
You are braver than you believe, stronger than you seem, and smarter than you think. Kubuś Puchatek aka Winnie the Pooh

Ostatnio edytowane przez Guren : 07-12-2021 o 19:34.
Guren jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-12-2021, 16:23   #6
 
Kaworu's Avatar
 
Ed krzyknął, po czym stracił przytomność. Jego wykrzywiona pod nienaturalnym kątem ręka zaczęła się już samoczynnie nastawiać dzięki jego zdolnościom regeneracyjnym, póki co jednak drużyna bohaterów musiała sobie radzić bez niego.

Dianie udało się jednak wykorzystać opening, który ten stworzył, by skutecznie zaatakować cementowego przeciwnika. Chwytała go za betonowe gardło całkiem silnie, i choć nie udało się jej kompletnie pokonać przeciwnika, to w jego oczach widziała szacunek, który się do niej rodził.

W końcu jednak przeciwnikowi zaczęło brakować powietrza w płucach. Wściekły, odepchnął Dianę od siebie i krzyknął. Jego wyprostowana ręka zakręciła szeroki łuk, za którym popędziły ostre odłamki betonu, wbijając się wszędzie naokoło niego. Policjanci, cywile, młodzi bohaterowie… wszyscy byli zagrożeni przez desperacki ruch złoczyńcy.

Było jednak jasne, że jego siły są na wykończeniu. Oddychał płytko i urywanie, starając się zebrać oddech, który bohaterowie bu odebrali, a beton, którym był pokryty, zaczął się zamieniać z twardego w płynny i powoli ściekać z jego całego ciała.

Jeszcze jeden cios i będzie po nim, to pewne.

W międzyczasie, M’olibden i Dean zaczęli planować swoje ruchy. Ten pierwszy zaczął się zastanawiać ogolnie nad sytuacją. Było dla niego jasne, że największym i jedynym zagrożeniem jest powoli opadający z sił złoczyńca, a sposobem na poradzenie sobie z nim bezpośrednia konfrontacja wraz z przyjaciółmi. Dead zaś zaczął szukać jakiś materiałów, na bazie których mógłby użyć swoich mocy. Tory, klamki, nawet odznaki policjantów, gdyby mógł chwycić jedną – wszystko to było metalowe i najpewniej w starciu z betonem dałoby mu przewagę, której potrzebował.

Wystarczyło tylko wyciągnąć dłoń.


Ze względu na desperacki atak złoczyńcy, wszyscy rzućcie na Take a Powerful Blow

 
Kaworu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-12-2021, 20:24   #7
 
Guren's Avatar
 
Dean uznał, że klamki wyglądają dostatecznie na metal i są na tyle blisko, żeby zaabsorbować zdolności materiału z jakiego były robione. Może i Diana poradziła sobie całkiem nieźle w pojędynkę z napastnkiem, ale po pierwsze sytuacja mogła wciąż się obrócić. Nauka z oglądania "slasherów"- nie tak łatwo, żeby zabójca w masce przestał zabijać, a żeby przestał się ruszać trzeba sporo wysiłku. I wyglądało na to, że miał rację.
Czas przystąpić do robienia za żywą tarczę dla cywili. Zwłaszcza, że Diana nie może przyjąć wszystkich ciosów, a trzeba dać Eddiemu czas na regenerację oraz M'olidbenowi... Na co tam planował.
Mephisto podbiegł pomiędzy Betoniarza, a cywili.

PROTECT (Cywile) - 8+0 za assess = 8
Sukces okupiony kosztem

 
__________________
You are braver than you believe, stronger than you seem, and smarter than you think. Kubuś Puchatek aka Winnie the Pooh

Ostatnio edytowane przez Guren : 10-12-2021 o 21:04.
Guren jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-12-2021, 22:26   #8
 
Mike's Avatar
 
M'olibden widząc tylko jedno rozwiązanie krzyknął:
- Osłaniajcie cywili, ja się nim zajmę.
Stanął na szeroko rozstawionych nogach, prawe ramie zafalowało i przeistoczyło się w działo plazmowe. Kawałki betonu odbiły się od barków M'o. Nie uczyniły mu szkody, ale przybysz wiedział, że jeśli nie położy betoniaka jednym strzałem, ten będzie mieć idealną okazję do kontrataku.


Take a Powerful Blow - wyszło 8, biorę you give ground; your opposition gets an opportunity

DIRECTLY ENGAGE A THREAT - 9+1 za assess = 10
biorę
• resist or avoid their blows
• create an opportunity for your allies

 
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-12-2021, 13:53   #9
 
Slan's Avatar
 
Przyjęła atak złoczyńcy na własne barki niewzruszona, w końcu co to było dla niej? Diana Uśmiechnęła bez szacunku, za to z głodem. Kto zaczyna walkę ten musi ponieść konsekwencje swych czynów z całą surowością. Jeśli raz okażesz nikczemnikowi miłosierdzie, a o ponownie dopuści się zła, to w takim samym jest się winnym jego zbrodni. M’olibden dał jej okazję do natarcia, więc skoczyła, nadal w ludzkiej postaci i chwyciła nadgarstki złoczyńcy ściskając mu nadgarstki aż trzasną kości.
- Ostatnia szansa bydlaku! Życie lub udręka.

Na take powerfula wypadło mi 5 więc markuje potencjała i na engage the threat wypadło mi 12 więc robię avoid powerful blow i frighten oposition

 
__________________
Myśl tysiąckrotna to tysiąckroć powtórzone kłamstwo.
Myśl jednokrotna, to niewypowiedziana prawda...
Cisza nastanie.
Awatar Rilija
Slan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-12-2021, 20:21   #10
 
Guren's Avatar
 
- A co ja kurwa robię?! RUSZYSZ tę swoje pomarańczowe dupsko, czy czeka z na czerwony dywan?! - warknal Dean czując, że mógł się przeliczyć z wytworzeniem tak szybko odpowiedniej materii, dobiegnięcia czy co tam jego zezowate szczęście miało w ofercie.
 
__________________
You are braver than you believe, stronger than you seem, and smarter than you think. Kubuś Puchatek aka Winnie the Pooh
Guren jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171