![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Innych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #171 |
![]() | Alvari podrapał się po karku leniwy ruchem przysłuchując się uładzonej gadki rycerza. Cierpliwie przeczekał całą wypowiedź ale gdy już zaczął mówić odezwał się w gwałtowny sposób. -Dokładnie! Plany kopalni. Relacje górników. Przewodnik. I co najważniejsze: ile w zasadzie możemy tu zarobić. Wojownik roztarł dłonie przyglądając się dla Lamberta. -Dlaczego właściciel kopalni sam nie jest zainteresowany bezpieczeństwem swoich górników? Hm? Czyżby był aż tak skąpy że ceni własne złoto bardziej niż życie człowieka? Alvari umilkł. Cofną się o pół kroku do tyłu. Wyglądało na to że chciał coś powiedzieć, jednak słowa nie chciała przejść mu przez gardło. Wykrztusił tylko jeszcze: -W takim razie czekamy na informacje.
__________________ Arriving somewhere but not here |
| |
| Reklama |
| |
| | #172 |
| Newsman ![]() | Alvari Rawer i Bertrand Lambert zmierzył wzrokiem rycerza i wojownika. Przez chwilę nic nie mówił. Z jego wyrazu twarzy nie mogliście nic wyczytać. - Illuvatar. Ilu jeszcze tych marnych bożków jest na tym świecie ? - powiedział cicho mężczyzna, jednak wystarczająco głośno by dosłyszał to Bertrand. - Tak, moglibyście być pomocni, szanowny rycerzu - ostatnie dwa słowa mężczyzna wypowiedział z wyraźnym trudem, widać nie miał w zwyczaju być uprzejmym. - Margd, zostaw nas samych. - zwrócił się do człowieka ze splecioną brodą. Ten wzruszył tylko ramionami, popatrzył na Poszukiwaczy i ruszył do Kopalnianej Tawerny. Zarządca znów powiedział do nowo przybyłych: - Jeżeli chodzi o przewodnika, to wątpię aby jakikolwiek z górników zechciał zejść pod ziemię i rozprawić sie z Bestią. Jeżeli chodzi o plany, to myślę, że się znajdą, a nawet jeśli nie, to mamy tu kilka osób, które będą w stanie je narysować. - jego głoś był zimny i dumny. - Pieniądze zaś - teraz w jego słowach pojawiła sie wyraźna pogarda i wrogość - jest ich sporo, jednak w tej kwestii nie zwracajcie się do mnie, tylko do Margda - tego który was przyprowadził - on powinien wszystko wiedzieć w tej sprawie. W końcu to oni złożyli sie na nagrodę - teraz z kolei jego słowa przesycone były kpiną z górników.- Głupcy. Sami powinni się zając tą sprawą, a nie wydawać pieniądze w błoto - Lambert przemilczał pytanie Alvariego o to dlaczego Właściciel nie chce się zając tą sprawą. - Chcecie coś jeszcze ? |
| |
| | #173 |
![]() | Lamai odwróciła się do niego i spojrzała od dołu blaskiem swych jadeitowych oczu. Zamyśliła się przez chwile i uśmiechnęła się delikatnie. Uśmiech jak od niechcenia jednak bardzo szczery. Widać było wdzięczność w blasku jej oczu. - Tak bardzo Ci dziękuje, że nie wiem jak to mam uczynić. - rzekła po czym przytuliła się do niego mocno. Czuła ciepło i bezpieczeństwo, którego od dawna nie miała. I wsparcie za którym tak bardzo tęskniła. - Wiesz, może i nie jest uczciwy, ale to też człowiek. Pewnie jest coś co spowodowało, że stał się taki. Życie potrafi zrobić z ludzi bestie, z którymi nie jeden z nas nie chciałby się identyfikować, a jednak czasem to jest nieuniknione i żyje w nieświadomości. - powiedziała czule i delikatnie. Przy takim głosie nawet kwiat który się rozwija byłby najpiękniejszym ze wszystkich kwiatów Lotosu.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #174 |
![]() | Czy chcielibyśmy coś jeszcze? Bertrand zastanowił sie przez chwilę. Nie, poza mapą, informacjami w której części kopalni zaginęli górnicy i czy oprócz tego nie wydarzyło się ostatnio coś jeszcze nadzwyczajnego, prowiantem, kilkoma dobrymi radami jak tam jest na dole oraz latarniami, nic więcej nie będzie nam chyba potrzebne. Przynajmniej tak mi sie na razie wydaje. Zamilkł na chwile po czym dodał z lekkim uśmiechem: No i oczywiście przydały by nam sie także szczere życzenia szczęśliwego powrotu.
__________________ Czy to Latający Potwór Spaghetti Twórca Wszechrzeczy powoduje zaćmienia Słońca? |
| |
| | #175 |
![]() | Aslain uśmiechnął się tylko na te słowa, jego twarz promieniała szczęściem. - Twoja obecność i miłość Kochanie, jest dla mnie wszystkim, czego pragnę. Po prostu bądź przymnie, to wystarczy, to będzie dla mnie największą nagrodą. – przycisnął ją ramionami do siebie, bo wiedział, że ta krótka chwila może być ostatnią, przed długą męczącą podróżą, jaka ich dziś czeka. Podczas gdy fizycznie czuł twardy pancerz wgniatający się w jego pierś, jego umysł odnalazł w pamięci cudowne uczucie dotyku jej miękkiego ciała, które od rana nieustannie wspominał. Westchnął sam do siebie spoglądając na łóżko, ale czuł już na twarzy wiatr drogi i wewnętrzny obowiązek dotarcia dziś jak najbliżej ich nowego celu. - Pieszczoty trzeba będzie odłożyć na później – pomyślał – słowo się rzekło. Mamy jeszcze tyle nocy przed sobą – pocieszał się w myślach. - Bynajmniej nie miałem zamiaru robić mu krzywdy, a jedynie odebrać to, co mu się nie należy. Zdaję sobie z tego sprawę, co życie potrafi zrobić z ludźmi, ale czy to znaczy, że mamy pozwalać się okradać i współczuć złodziejowi, że życie tak go skrzywiło... – sprecyzował Aslain sadząc, że najwyraźniej został źle zrozumiany - Proponuję, by zostawić mu uczciwą sumę za pokoje i posiłki, a resztę ulokować tam, gdzie jej miejsce. Nie okradł tylko nas, ale także Bertranda i tego drugiego, nie wiem jak go zwą. A i pewnie wielu innych przed nami. Nikt się temu nie przeciwstawia, bo nie chce zostać wyrzucony w nocy na dwór, teraz jednak możemy odjechać spokojnie, więc nie musimy już liczyć na jego łaskę. Dlatego uważam, że powinniśmy odzyskać to, co nasze. Chętnie to zrobię, jeżeli tylko się zgodzisz, lecz jeżeli uważasz, ze powinniśmy przymknąć oko na tą kradzież i pobłażyć mu, by czynił tak dalej, to nie będę nalegał. Dziś jestem tak szczęśliwy, że dla Ciebie mogę mu to wybaczyć i odjechać stąd bez słowa, bo Ty jesteś ze mną. – pochylił głowę i pocałował ją w usta, raz , drugi i kolejny, nie mogąc przestać. Jej słodki głos wyzwalał w nim taką namiętność, że ulegał mu z przyjemnością. |
| |
| | #176 |
![]() | Alvari spojrzał zdziwiony na rycerza. Nie przyzwyczaił się jeszcze do jego toku myślenia. Co więcej w cale nie miał takiego zamiaru. Podejrzewał że musiałby po prostu zgłupieć. Tu jednak chodziło także o jego własne życie, które zwykł chronić. Tutaj zaś zostało wypowiedziane kilka słów nad którymi rycerz przeszedł obojętnie wbrew zdrowemu rozsądku. -Bestia? Teraz to wiele wyjaśnia... Skoro jednak przeszliśmy od sił ciemności do bestii to może pójdziemy o krok dalej i powiesz co to za potwór? Albo pokażesz nam kogoś kto nam opowie o tej istocie której śmierci tyle znaczy dla górników że pozwalają się okradać... hm? Alvari oparł się plecami o ścianę czekając na odpowiedź tego pętaka. Z drugiej strony jednak nie spodziewał się zbyt wiele po tym krętaczu. To i tak nie ma żadnego znaczenia...
__________________ Arriving somewhere but not here |
| |
| | #177 |
| Newsman ![]() | Alvari Rawer i Bertrand: Lambert znudzonym wzrokiem popatrzył na stojacych przed nim ludźmi. wyglądał jakby w ogóle nie zależało mu na zabiciu potwora. - Jeżeli chodzi o mapę, to udajcie sie do karczmarza - tu wskazał ręką na gospodę. - Powiedzcie, że jesteśce Poszukiwaczami Przygód i chcecie zabić bestie. Oprócz planów, powinien również dać wam schronienie oraz darmowe posiłki czy coś takiego. O ostatnie wydarzenie również pytajcie jego, choć wąstpie żeby wam w ogóle coś mógł powidzieć, ponieważ ostatnio kopalnia skuppia się tylko na potworze. Rad szukajcie u górników. Z kolei jeżeli chodzi o kogos kto wam opowie o tej istocie, to również popytajcie pracowników. Nikt jednak nie przeżył spotkania z bestią. Oni też wytłumaczą wam dlaczego tak im zależy na rozwiązaniu sprawy. A teraz żegnam. - powiedział Zarządca, po czym odszedł. |
| |
| | #178 |
![]() | Lamai głęboko się zastanowiła. Przypomniał jej się jeden skarb, który dawno, dawno temu znalazła. Nie pamiętała gdzie i w jakich okolicznościach, ale wiedziała, że kiedyś spytała pewnego starca "Czemu ten medal ma dwie inne strony?" Jej dziecięcy głos nie przypominał ani trochę tego, który wykształtował się przez wszystkie etapy jej dziewczęcego życia. Starzec uśmiechnął się tylko i wziąwszy złoty medalion w rękę rzekł: "Jedna z tych stron symbolizuje serce, a druga rozum. W jednej chwili nie można mieć tych dwóch rzeczy na raz. Musisz wiedzieć kiedy i w jakiej sytuacji wybrać stronę rozumu a kiedy serca." Kierować się jedną z tych stron powinna właśnie w tym momencie. Serce podpowiadało jej, że ten człowiek nie ma złych intencji jednak rozum mówił iż w końcu robi to z premedytacją. Lamai powiedziała szybko i na jednym wdechu. - Serce czy rozum?! - spojrzała najpierw w podłogę, a później szybko w oczy Aslaina który już miał coś powiedzieć jednak zanim zdążył dziewczyna dodała. - Rozum! - przez chwilę poczuła się jak chora umysłowo jednak to był chwilowy zamysł. Złapała Aslaina za rękę i pociągnęła w kierunku drzwi. - Skoro my jesteśmy ludźmi prawymi to powinno się nas szanować i być równie uczciwym w stosunku do nas - powiedziała delikatnie i uśmiechnęła się miło i łagodnie.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #179 |
![]() | Aslain zrobił kilka kroków za Lamai, lecz szybko oprzytomniał i zatrzymał się. - Jeszcze tylko chwilę Kochanie. Uzgodnijmy wszystko zanim tam pójdziemy. Źle by to wyglądało, gdybyśmy musieli ustalać, to przy karczmarzu. – pogładził czule jej dłoń. - Czy wolisz, pójść tam ze mną i przedstawić mu nasze żądania, jasno i wyraźnie, czy wolałabyś zrobić to dyskretnie tak, żeby nie wiedział, kto pozbawił go zrabowanych pieniędzy? Robiąc to oficjalnie, może uda nam się przekonać go, że traktując tak ludzi popełnia przestępstwo i zawrócić go ze złej drogi, - zastanowił się nad tym, co właśnie powiedział i wzruszył ramionami - chociaż w to wątpię, bo wydaje się być perfidnym naciągaczem, który nie uznaje swojej winy, ani nie dostrzega powodów do skruchy. Prędzej takim działaniem kupimy sobie w nim wroga, bo jeżeli nie zechce zwrócić nam pieniędzy po dobroci, kolejnym argumentem może być już tylko groźba spalenia tej budy i narażenie go na większe straty. Wtedy może odda nam pieniądze, ale wyśle za nami opłaconych zbójów, których będziemy musieli zabić. – jego oczy zaczęły błądzić po pokoju jakby w poszukiwaniu innych możliwych wariantów zakończenia takiego scenariusza - Może być też tak, że karczmarz poczuje się na tyle pewnie, że zdecyduje się nie oddać nam tych pieniędzy, tylko od razu każe nas zabić swoim opryszkom, więc idąc do niego musimy od razu przygotować się na walkę, a jeszcze wcześniej przygotować do wyjazdu nasze konie. – zrobił krótką pauzę pozwalając Lamai przeanalizować jego dywagacje. - A teraz druga propozycja. Siodłamy nasze konie. Przywołuję mgłę, która sprawi, ze wszyscy oprócz nas będą ślepi, jak krety. Odbieramy nasze pieniądze i po cichu odjeżdżamy. Choć wcale nie musi to być po cichu. – zreflektował się - Na odchodnym możemy wytłumaczyć karczmarzowi, dlaczego odbieramy mu nasze pieniądze, żeby nie myślał sobie, że został obrabowany i przestrzec go, przed dalszym okradaniem ludzi i jakimikolwiek próbami ścigania nas, bo w przeciwnym razie ta złodziejska buda pójdzie z dymem. Oczywiście wolałbym uniknąć używania przemocy i stosowania ostrych argumentów, ale zdaję sobie sprawę z tego, że są tacy ludzie, do których przemawia jedynie siła albo strach. Obawiam się właśnie, że nasz przyszły uczeń może okazać się tego typu człowiekiem, a wtedy całe nasze pokojowe próby wyciągnięcia go z jego przestępczego stylu życia pójdą na marne. – Aslain rozbawiony tymi słowy, uśmiechnął się do Lamai. Idea nawracania parszywego szubrawca na dobrą drogę, wydała mu się nagle bardzo zabawna i dość absurdalna, bo nigdy nie widział się w roli nauczyciela etyki. Nie czuł takiego powołania, ale postanowił oddać tą sprawę w ręce losu. - Może coś z tego wyjdzie - pomyślał - Można jednak mieć nadzieję, że nie jest zupełnym głupcem i nie zaryzykuje utraty całego majątku, ani życia dla tych stu sztuk złota. – powiedział kończąc swoją wypowiedź – Jaką drogę powinniśmy wybrać…jak sądzisz? |
| |
| | #180 |
![]() | -Trzeba nauczyć tego robala pokory. Tak tylko skomentował zachowanie Lamberta Alvari ale jego głos był tak pełen pogardy, że było aż to dziwne. Zdaje się, że wojownik nie lubił lekceważenia swojej osoby. Przez chwilę obserwator mógłby przysiąc że brzydki wojownik miał ochotę zostać nauczycielem trudnej sztuki pokory dla zarządcy kopalni. Tym dziwniejsze było to wrażenie że Alvari nie ruszył się nawet z miejsca. Wojownik spojrzał jeszcze raz za odchodzącym Lambertem, po czym prześlizgną się po swoim towarzyszu. Poczekał jeszcze chwilę wpatrzony w ziemię, dopóki Lambert nie oddalił się już daleko. Dopiero wtedy podniósł wzrok. -Dureń niczego nam nie powiedział, a to oznacza że coś ukrywa... Bardzo mi się to nie podoba. Nie podoba na tyle że nawet złoto nie przyciąga tak wzroku jak normalnie. Alvari ruszył się z miejsca i zaczął maszerować po okolicy powolnym, spacerowym krokiem, nie kierował swych kroków ku żadnemu konkretnemu miejscu. Chciał się tylko rozejrzeć po okolicy oraz zagadać z którymś z górników. Mimo wszystko mógł wyszukać interesujące go informacje. Na pewno krążą tu jakieś plotki... w których wciąż jest ziarno prawdy. Nawet jeśli nie pójdzie do kopalni to wciąż znajdował się we właściwym miejscu.
__________________ Arriving somewhere but not here |
| |
| Reklama |
| |