Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-05-2023, 17:11   #1
 
Athos's Avatar
 
Reputacja: 1 Athos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputację
Uśnijże mi, uśnij.

Uśnijże mi, uśnij,
siwe ocka stuśnij.
Siwe, siwiusieńkie,
moje malusieńkie.

Uśnijże mi, uśnij,
choć na gołej ziemi,
bo ci Cyganeczki
podusecki wzieni.

Uśnijże mi, uśnij,
choć na gołej ławie,
mamusia precz poszła,
tatuś na Orawie.

Uśnijże mi, uśnij,
albo oczki zamruż,
bo ja cie wyrzucę
z kolibecki na mróz.*

*Waśniewski Zbigniew, Kaszycki Jerzy, To idzie młodość: śpiewnik jednogłosowy, Kraków, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1962, s. 92, 93.
Życzkowski Józef, Krakowskie: pieśni na 1, 2 lub 3 głosy, Katowice, Księgarnia i Drukarnia Katolicka, 1935
Poźniak, Włodzimierz, Piosenki z krakowskiego, Kraków, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1955, s. 45.
Publikacja nie zawiera informacji na temat autora tekstu oraz muzyki utworu.
 
Athos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-05-2023, 17:25   #2
 
Nimue's Avatar
 
Reputacja: 1 Nimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputację
To przyszło nagle. Bez ostrzeżenia. Po prostu to poczuła. Satynowa pościel delikatnie pieściła jej nagie ciało. Była miła, ale jednocześnie chłodna. Tak jak ich związek. Popatrzyła na oddychającego miarowo Adama jakby zobaczyła go pierwszy raz w życiu. Wyrzeźbione ciało, piękny profil, osłonięte wachlarzem gęstych rzęs oczy w których można utonąć. Adonis - powiedziałaby ona, Brad Pitt - rozpłynęłyby się w zachwycie jej koleżanki. Nie mogła stwierdzić oczywiście, że ta piękna skorupa była pusta w środku. Nie. To nie byłoby obiektywne. Adam mógł interesować, mógł fascynować, ale nie ją, w każdym razie nie na dłuższą metę. Pod warstwą spontaniczności i niesamowitych zainteresowań kryło się duże dziecko - wieczny chłopiec - nieodpowiedzialny i egoistyczny. Czy tego do tej pory nie widziała? Najwidoczniej nie chciała zobaczyć lub zwyczajnie się oszukiwała.

Wysunęła się ostrożnie spod kołdry i założyła szlafrok. Sięgnęła do torebki po rezerwową paczkę vogue’ów, wyszła na balkon i zapaliła. Dym, który wypełnił jej krtań, a potem płuca zintegrował się doskonale z uczuciem pewności, które opanowało jej myśli: To nie ma sensu. Jedyne co jest dobre między nimi to seks. O tak, w tym zgrywali się wręcz idealnie, lecz choć to cholernie ważne w związku, nie mogło być jego kwintesencją. Już nie. Po prostu była już na to za stara, nie miała cierpliwości, by czekać aż piękny chłopiec dojrzeje. Wypuściła ostatni kłąb dymu i zgasiła papierosa, dociskając go do dna popielniczki z determinacją równą tej, która towarzyszyła powziętej właśnie decyzji.
***
Pomyśleć, że to właśnie w ten weekend miałam go przedstawić rodzicom - roześmiała się gorzko w duchu, wrzucając małą walizkę do swojego forda. - I co ja im teraz powiem? Matka była taka szczęśliwa. W końcu odetchnęła zadowolona, że będzie mogła z dziką satysfakcją ukrócić złośliwe komentarze sąsiadek o staropanieństwie córki. - Jak ja przeżyję to gderanie? Że nie wypada, że wszystkie mają, że dzieci, że wnuki, że ksiądz… Aż się wzdrygnęła. O tym, że wypisała się z tej instytucji ponad dziesięć lat temu też jakoś nie umiała im powiedzieć. Oni żyli w innym świecie - takim, gdzie ksiądz i nauczyciel to wyrocznie. Owszem, nie zamknęli się na otaczający ich świat, pozwalali nowoczesności wejść tam gdzie było to wygodne, lecz konserwatyzm poglądów był po prostu nie do ruszenia. Kiedyś próbowała z tym walczyć, dziwiąc się, że mają te same geny. Zrozumiała, że zaściankowość zbyt głęboko w nich tkwi, dając jednocześnie swoiste poczucie bezpieczeństwa, dała sobie więc spokój. Na szczęście, dzięki ciotce z Krakowa, która zaoferowała jej stancję, mogła wyrwać się z tego uroczego światopoglądowego piekiełka polskiej wsi. Czy wstydziła się pochodzenia? Ależ skąd! Mówiła o tym bez krępacji, bawiąc się setnie zniesmaczonymi minami co poniektórych rozmówców. Może dlatego nie odnalazła się w tym światku? Nie miała raczej wrogów, starała się nie prowokować i w razie czego nawet ustąpić, wierząc, że krok wstecz opłaci się w przyszłości. Być może z tego samego powodu nie miała też w pracy przyjaciół, ale to akurat nie było jej potrzebne. Jeśli już coś robisz, to rób to dobrze, a wtedy nie będziesz musieć szukać popleczników, bo twoja prawda obroni się sama - tak sobie powtarzała za każdym razem gdy dopadały ją wątpliwości.

Opuściła osłonę przeciwsłoneczną i przejrzała się w lusterku. Chyba nie było tak źle. Atrakcyjna brunetka po trzydziestce - tak ją ktoś ostatnio określił. Matka pewnie będzie narzekać, że nie dojada i że znowu schudła. Skrytykuje kolor włosów i wypomni zmarszczki, które już zaczęły pojawiać się w okolicach oczu. Bo przecież nie do pomyślenia było, żeby te miały pierwszeństwo przed mężem. Westchnęła. Poglądy i zachowanie rodziców męczyły i wkurzały ją za każdym razem, gdy do nich przyjeżdżała. Dlatego robiła co mogła, by tych wizyt unikać. Tym razem jednak musiała stawić czoła wyzwaniu. Odpaliła silnik i ruszyła w stronę Wieliczki. W okolicach Gdowa nadal nie miała pomysłu jak wytłumaczyć im to, że rozstała się z Adamem. W Łapanowie pomyślała, żeby im powiedzieć, że był żonaty, ale już w Grabiu zrezygnowała z tego pomysłu. Matka mogłaby dostać zawału, a ojciec rozwalić ze złości jakiś mebel. Droga zaczynała być kręta, a miejscowi królowie szosy lubili ścinać zakręty, zwolniła więc i obserwowała okolicę ze zdziwieniem i rosnącym zainteresowaniem. Dawno tu nie była, tak dużo się zmieniło. Wybudowano rondo koło szkoły, a na orliku kręciła się jakaś młodzież. Trochę dalej za bramą biegały małe dzieci, już nie za kurami jak kiedyś, ale za nisko latającym dronem Pięć minut później zjechała z głównej drogi i zaparkowała przed nowym ogrodzeniem. Nowoczesność i dzieci. Tak! To jest to! Wiedziała już co im powie. To z pewnością przekona rodziców. Oznajmi im, że Adam nie chciał mieć dzieci!
Pchnęła, otwartą - jakże by inaczej - furtkę i weszła do domu, do którego mógł dostać się każdy. I po co im to nowe ogrodzenie?

- Mamo, tato, niespodzianka! - krzyknęła do dwójki wpatrzonej w grzmiący głośno telewizor.
- Pola! Nie słyszeliśmy samochodu. Już jesteś? Mieliście być jutro…
- No ale troszkę się pozmieniało.
- Chodź, chodź, a gdzie Adam? W samochodzie? Chyba się nas nie wstydzi?
- Nie tato. Nie ma go. Nie przyjechał. Zaraz wam wszystko opowiem.
- Dobrze, dobrze. Chodź tu do mnie i uściskaj mnie najpierw, no chyba, że pani prokurator to już nie wypada?
 
__________________
A quoi ça sert d'être sur la terre?
Nimue jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-05-2023, 20:11   #3
 
Athos's Avatar
 
Reputacja: 1 Athos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputację
*
- Pan chce się u mnie zatrzymać na te kilka dni, tak? A czy jest Pan szykowny? - pytanie starszej pani, samotnej wdowy, dość bezpośrednie i naiwne, jakby moja odpowiedź mogła dać jej jednoznaczną odpowiedź, co do mojej natury, wychowania. Pieniądze są najistotniejsze, ale jest też ten pewien rytuał. Rola gospodyni czujnej i zaradnej. To dobrze, bardzo dobrze.
- Tak oczywiście, proszę szanownej Pani – odpowiedź mogła być tylko jedna, wypowiedziałem ją na tyle szybko, by nie wzbudzić najmniejszych podejrzeń tej starszej, ale póki co czujnej kobiety. Czas na mój mistrzowski ruch, tak zwane zmiękczenie. - Moja babcia powtarza swoim przyjaciółkom, że jej aniołek właśnie wrócił do gniazdeczka. Robię to w każdy weekend, tylko wtedy mam możliwość ją odwiedzić. A jej pierożki, palce lizać. - Starsze panie uwielbiają zdrobnienia. Właśnie to, jeśli nie samo odwołanie się do instytucji arcykatolickiej i arcypolskiej jaką jest instytucja jedynej i wspaniałej babci powinno zapewnić mi jej przychylność. Będę jej potrzebował. Jeszcze nie teraz, ale kiedyś. Nie zapomni tego szczerego uśmiechu, który przekonał ją do tego by wynająć mi pokój bez zadawania zbędnych dodatkowych pytań: po co? Na jak długo?
Istotne, że jestem szykowny i kocham babcię.
A propos, uwierzyliście w moją miłość do matki mojej matki? Znacie tę zagadkę: kto nie kocha babci?
Czas na odpowiedź minął, więc zagrają werble, a może trąbka… tratatatata...
- POTWÓR!

Tarnawa koło Gdowa
*
Taśma policyjna, która nijak chciała się kleić do słupków, które nijak chciały się wbić, a potem posłusznie stać w miejscu, okalała tylko pozornie miejsce zbrodni. Ciało nad którym czuwała grupka policjantów zawiadomiona przez niejakiego Andrzeja Gawła z żoną Aleksandrą, tak przynajmniej w swym późniejszym raporcie zezna Arkadiusz Latała, szeryf, bo za takiego chciałby uchodzić, miejscowej policji, leżało na kamieniach częściowo zanurzone w wodzie. Wspomniane małżeństwo zostało doprowadzone na miejsce zbrodni przez psa rasy mieszanej o imieniu Gienek. Tym, co pierwsze rzucało się w oczy było strasznie okaleczone ciało ofiary. Nawet laik mógłby stwierdzić, że celem ataku były dwa newralgiczne punkty. Pierwszy, który przyciągałby wzrok amatora detektywa była twarz ofiary. Liczne sińce, zadrapania, wskazywały na to, że ofiara stoczyła nierówną walkę lub też została pobita. Drugim miejscem, które wskazywał kolor purpury była część, którą zajmują genitalia. Na miejscu, co rzecz ciekawa, trudno było doszukać się śladów bezpośredniej walki czy też użycia przemocy. Nie mniej jednak wśród póki co niewielkiej grupki widzów teorie osiągały poziom, którego nie powstydziłby się najlepszy profiler z archiwum x.

*

Jędrzej Sobótka odkąd pamiętał wstawał jeszcze przed pierwszymi kurami. Nawet zimą, kiedy obowiązków było zdecydowanie mniej. Mimo 60tki na karku czuł się lepiej niż niejeden czterdziestolatek. Krzepa jaką zyskał dzięki pracy fizycznej, zdrowemu odżywaniu, regularnemu choć być może zbyt krótkiemu snowi, pracy na świeżym powietrzu, wreszcie braku problemów, bo Jędrzej miał to szczęście, że zawsze w sposób nad wyraz elegancki ich unikał, sprawiały, że jego kartoteka w miejscowej przychodni była niemal pusta.
W przeciwieństwie do miasteczkowych, Sobótka nie zaczynał dnia od rytualnej kawy, każda czynność miała swoje uzasadnienie, a chwila odpoczynku przy fusiastej z sernikiem była nagrodą za poranne oporządzenie dobytku.
Dzień jak co dzień, wydawać by się mogło staremu rolnikowi, gdyby nie fakt uchylonej szopy. Sobótka pił, ale sporadycznie i nigdy nie upijał się tak by nie pamiętać o podstawowych zasadach wpojonych pasem przez ojca. Najpierw praca, potem sprzątanie, a później relaks. Kiedy zajrzał do niewielkiej przybudówki, nie dostrzegł niczego szczególnego. Być może skobel otworzyły jakieś nieznośne dzieciaki z sąsiedztwa albo jakiś zapijaczony amator nocnych spacerów. Wszystko na pierwszy rzut oka wydawało się być w porządku. Kiedy zamierzał opuścić niewielki pomieszczenie coś sprawiło, że jeszcze raz rzucił okiem na sprzęty znajdujące się w pomieszczeniu. Bezapelacyjnie czegoś brakowało. Sierp właściwie nie był używany, ale stary pamiętał zasadę wtłaczaną mu przez rodziców. Pamiętaj, jakie są twoje korzenie. Pamiętaj, kto cię wychował. Pas, którym tak często obrywał wisiał na honorowym miejscu, niedaleko od obrazka Jana Pawła II, a sierp zajmował honorowe miejsce na wieszaku w szopie, która choć łatana wielokrotnie, służyła doskonale za mały magazyn. Kto do licha zabrał sierp? - pomyślał rolnik. Wychowanie na wsi wzięło górę nad logiką. Właściwe pytanie: po co?- Nie przebiło się w umyśle Sobótki. Zatroskany ruszył sprawdzić pozostałe części obejścia. W oborze wszystko budziło się do życia, ale znając swój czas krowy i świnie wiedziały, że właściciel ich nie zawiedzie wykonując we właściwym momencie swoje obowiązki. Również kurnik wydawał się nienaruszony przez tajemniczego gościa, który lubił „pożyczać nieswoje”. Kiedy rolnik zamierzał wrócić do domostwa uwagę jego przykuł dziwny widok na polu. Z tej odległości nie był pewny, mógł tylko przypuszczać, że teoria o złodzieju-pijaczku wydawała się w tym momencie jedyną słuszną.
- Nie uciekłeś daleko ciulu jeden! - mówiąc to stary ruszył w stronę leżącego w polu. Srogie wychowanie, pewna bezduszność, a przede wszystkim fakt, że nie dalej jak wczoraj Sobótka utrącał łeb kogutowi sprawiły, że zawartość wczorajszej kolacji pozostała nadal na swoim miejscu. Dla bystrego oka zdawać by się mogło, że zwłoki młodego mężczyzny, którego Jędrzej znał, leżały ułożone w starannie dobranej pozycji.
- Oooo kurwa, młody Bida. - wymsknęło się z ust rolnika, który automatycznie uczynił gest krzyża, jakby chcąc odegnać złe siły z z tego miejsca. - Kurwa! Na moim polu, na mojej ziemi. - mężczyzna bardziej biadolił niż starał się odnaleźć logiczne rozwiązanie. - Nie teraz. Nie tu. - obrazy policji, reporterów, taśm zabezpieczających znanych z programów telewizyjnych czy serialu o słynnym księdzu, jak zapowiedź tego co może wywołać takie znalezisko zaczęły się pojawiać w głowie Sobótki. Jak już wspomniano Jędrzej nie lubił problemów. Podjął szybko decyzję. Rozejrzał się czy przypadkiem nikt nie był świadkiem tajemniczego odkrycia. Taczka wydawała się najbardziej odpowiednia. Wczesna jeszcze pora dawała gwarancję bezpieczeństwa. Ułożenie zwłok na taczce być może nie było tym razem zbyt elegancką formą uniknięcia kłopotów, ale jedyną szybką i skuteczną w ocenie rolnika. Nie padało, nie było grząsko, śladów niewiele, problem rozwiązywał się więc sam.
Dwa kwadranse później Jędrzej pojawił się w miejscu, gdzie jeszcze blisko godzinę wcześniej zdziwienie mieszało się ze strachem. Teraz wystarczyło kilka ruchów łopatą aby posprzątać miejsce gdzie jeszcze niedawno leżały zwłoki. Zadowolony ze swojej pracy ruszył oporządzać krowy.
Jeżeli jeszcze nie wspomniano, ojciec Sobótki, jak i jego przodkowie dożywali 90tki, najczęściej w zdrowiu, ciesząc się każdą chwilą swego prostego aczkolwiek sielankowego, wiejskiego życia. Zawdzięczali to przede wszystkim temu, że w elegancki sposób unikali problemów.
 

Ostatnio edytowane przez Athos : 07-05-2023 o 20:23.
Athos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14-05-2023, 20:15   #4
 
Nimue's Avatar
 
Reputacja: 1 Nimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputację
Nie było łatwo, lecz jakoś to przełknęli. Nie będzie zięcia, ale to chyba lepiej, jakby nie miało być wnuków. Po sutym śniadaniu i wyczerpującym przesłuchaniu rodzicielskim już późnym rankiem wyrwała się na spacer. Wpatrywała się w znajome drzewa, niezmienny zarys wzniesień i pagórków, czerwieniące w oddali dachy domów poutykanych na grzbiecie wzgórza chroniącego dolinę Tarnawki, gdzie rozpościerał się sąsiedni Zbydniów. Westchnęła melancholijnie, pozwalając wiejskiemu powietrzu wtargnąć do płuc. Natychmiast tego pożałowała. Gnojówka. Jednak były jeszcze takie gospodarstwa. Zeszła szybkim krokiem na dół i skręciła nad rzekę. Ciekawa była jak teraz wygląda, jak zmieniło się koryto, czy zabrała znowu trochę brzegów, czy może już prawie wyschła? Kiedyś można się tu było kąpać, teraz co najwyżej brodzić po kolana w brudnej wodzie narażając się na poranienie stóp. Naprawdę? Tak bardzo się zmieniła? Gdzie podziała się ta zwariowana dziewczynka, która niczego się nie bała? Biegała boso po porannej rosie, tarzała się w sianie i wspinała po drzewach. Poplamiony i potargany podkoszulek zamieniła na ponurą czarną togę i czerwony żabot. To musi się zmienić. Pożegnanie z Adamem to najlepszy czas na pożegnanie nielubianej siebie… Pogrążona w swych myślach, nie zauważyła od razu małego zbiegowiska, które nagle przed nią wyrosło. Grupka ludzi zdawała się mocno poruszona. Intuicja podpowiedziała jej natychmiast, że coś się stało. Przyspieszyła kroku, lustrując uważnie otoczenie.
Ludzie byli ubrani odświętnie - zapewne tubylcy wracający z kościoła i mieszkający niedaleko, bo przecież teraz każdy jeździł na mszę autem - najlepiej sprowadzanym z Niemiec. Jedna para odróżniała się od reszty. Styl luźny, raczej sportowy, z psem na smyczy. Na bank nie byli miejscowi. Jedyną rzeczą, na której tutaj można by uwiązać psa był łańcuch. Na pewno nie smycz.
- O! Pola! Jak dobrze, że jesteś! - krzyknęła kobieta, w której rozpoznała o rok starszą Martę Pająk z podstawówki. - Tu jest trup! - pokazała palcem w stronę rzeki
Była pewna, że się przesłyszała. Trupy oczywiście nie były jej dziwne, ale nie tu, we wsi, w której największą zbrodnią jest zaoranie sąsiadowi kawałka miedzy. To miejsce kojarzyło się z bezpieczeństwem. Mimo doświadczenia, trudno jej było dopuścić do świadomości tą informację.
- Jak to tru… - nie dokończyła, widząc, że koleżanka z młodości wcale nie żartuje. Na brzegu Tarnawki rzeczywiście leżało jakieś ciało. - Proszę nie podchodzić! - zareagowała od razu. - Prokuratura! - Czy wezwano już policję? - spytała, sięgając do kieszeni po komórkę.
- Tak! Zaraz powinni być.
- Dobrze. - Rozejrzała się brzegu. Cholera. Ślady pewnie zadeptane. - Proszę państwa, proszę się wycofać!
Radiowóz pojawił się dosłownie po chwili. Prokurator był w drodze. Pozostało czekać. Rutyna. Standardowe procedury. Z jednym małym, acz zasadniczym wyjątkiem. Nie była w pracy. Nie została tu wezwana, więc nie była przygotowana. W dodatku to nie był jej rejon. W oczekiwaniu na “kolegę” z Bochni, przyglądała się uważnie zwłokom. Młody chłopak okrutnie zmasakrowany. Czy był stąd? Dlaczego ciało było częściowo zanurzone? Czy żył jeszcze, próbując się wydostać na brzeg? Bez sensu, rzeka nie była ani głęboka ani rwąca. Wypadek? Zabójstwo? Milion pytań, których nie zada. Bo to nie jej sprawa.
 
__________________
A quoi ça sert d'être sur la terre?
Nimue jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-05-2023, 20:31   #5
 
Athos's Avatar
 
Reputacja: 1 Athos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputację
Jacek Pacek uwielbiał swoje życie. Nie lubił się wychylać, stąd mimo upływu lat wciąż pozostawał zwykłym posterunkowym. Nie przeszkadzało mu to w żadnym stopniu, choć ścieżka jego kariery była sprawą, przynajmniej w teorii, wciąż otwartą. Ze szwagrem, który piął się powoli lecz systematycznie w krakowskiej wojewódzkiej, spotykał się regularnie, najczęściej u teściowej na niedzielnym obiedzie, który obaj funkcjonariusze zawsze uzupełniali małą czystą dla kurażu. Szwagier Marek regularnie proponował, że może się u siebie rozejrzeć. Roztaczał wizje, opisywał uroki życia w wielkiej metropolii, a kiedy zostawali sami chwalił się miłosnymi podbojami na odznakę, lecz Jacek wolał wciąż uprawiać swój ogródek. Przede wszystkim uwielbiał swoją Halinkę, jej kuchnię, bujne loki po trwałej, a przede wszystkim wspaniałe rozłożyste biodra.
W niedzielę wiedział, że będzie tęsknił za tym wszystkim, co przez ostatnie kilka lat było stałym rytuałem. Nici z obiadu, tym bardziej flaszki ze szwagrem chwalipiętą, co gorsza zapowiadało się i na to, że Halinkę będzie oglądać tylko przelotnie. Złość pomieszana ze wstrętem, bo Jacek także nie lubił nadmiernej przemocy, sprawiła, że z trudem trzymał swoje nerwy na wodzy. Razem z najmłodszym na posterunku Pawłem Sitkiem, pilnowali terenu przed niewielkim tłumem. W odczuciu Jacka najgorszym było to, że prokurator, ani szef wciąż się nie pojawiali. Choć z tym pierwszym miał pewną wątpliwość. Osobą, która szybko i rzeczowo wyjaśniła, a później pokazała miejsce zbrodni była też prokurator. I tutaj niestety, w odczuciu Packa, kluczowym było słowo „też”. Młoda, ładna i wygadana, szwagier miałby pewnie pole do popisu dla swoich umiejętności, jednak on nie był takim lwem salonów. Nie była prokuratorem Arturem Górą, tym którego Jacek znał i którego spodziewał się zastać. To go przerastało, ciągle kątem oka obserwował więc, co robi pani prokurator i nie-prokurator, bo z tego co usłyszał od niej, niewiele zrozumiał. Wystraszony zapomniał również ją wylegitymować, o czym przypomniał sobie po czasie. Nie chciał się zbłaźnić, więc uznał, że teraz jest już na to za późno. Robił więc tylko dobrą minę do złej gry i od czasu do czasu machał rękami, upominając młodszego kolegę, by ten nie dopuszczał ciekawskich zbyt blisko.
Prokurator Artur Góra, którego Pola mogła znać wyłącznie ze słyszenia, a także szef miejscowej policji Arkadiusz Latała przybyli niemal równocześnie. Pośpiech, który widać im towarzyszył, pozostawił ślady zarówno w doborze garderoby, jak i jej schludności. Niemniej jednak obaj stanowczo ruszyli na miejsce zbrodni, aby zdobyć pierwsze informacje, które często są kluczowe w przypadku takich zdarzeń. W oględzinach towarzyszył im Pacek, który w kilku słowach nakreślił, kiedy przybył i co zastał na miejscu.
Kilka chwil później pojawili się technicy. Ze względu na specyfikę miejsca, decyzją prokuratora, droga prowadząca do Limanowej została tymczasowo zablokowana, a lokalna policja zajęła się wyznaczeniem objazdu. To sprawiło kolejną falę rozpaczy u Jacka Packa. Teraz był już pewien, że nawet na kolację z Halinką nie zdąży.
*
Podstawowe oględziny nie trwały długo, Apolonia mogła dostrzec, że kolega po fachu, w pewnym momencie czymś mocno zaaferowany zaczyna rozglądać się po tłumie gapiów. Pacek nie był głupi, jednak jego młodszy kolega już mądrością nie grzeszył. Palec kierunkowy powędrował w stronę młodej prokurator, a wraz z nim spojrzenia przybyłego prokuratora i komendanta Andrzeja Latały. Obaj mężczyźni ruszyli w jej stronę. Kiedy zbliżyli się wyczuła mocny zapach perfum. Zbyt mocny, jakby woda kolońska miała być przykrywką dla drugiego dna. Znała to. Ukrycie efektu nadmiernego spożycia alkoholu. Pozostawało pytanie, który z nich zbyt późno zakończył ostatnią imprezę. Czy wobec zaistniałej sytuacji miało to jakiekolwiek znaczenie?
Artur Góra, prokuratura rejonowa w Bochni. Pani zdaje się, czasowo na urlopie? - Pola była pewna, że to nie prawnik ma słabą wątrobę albo zbyt późno zakończył lub rozpoczął wczorajszy wieczór, lecz drugi z mężczyzn, który wykorzystując chwilę jej wahania przystąpił do prezentacji.
Podkomisarz Arkadiusz Latała z miejscowej policji, to moi chłopcy ogarniają ten bajzel – uśmiech nie znikał z delikatnie zaczerwienionej twarzy, biła z niego nienaturalna pewność siebie – pani prokurator wydaje mi się swojsko znajoma, nie mylę się?
Pola Antonowicz. Prokuratura okręgowa Kraków. Tak. Jestem tu całkiem przypadkowo. Miał być spokojny spacer, ale jak widać praca dopada człowieka wszędzie. Niestety pojawiłam się tu już po znalezieniu zwłok przez miejscowych. - odpowiedziała najpierw Górze. Potem zwróciła się do policjanta: - Owszem, swoja jestem – jak tu mówią. Urodziłam się w Tarnawie. Ale pana chyba nie kojarzę. - Wnikliwie wpatrywała się w twarz podkomisarza, usiłując sobie przypomnieć czy należał do autochtonów.
Pewnie nie pamiętasz mnie... - policjant próbował zbadać jej reakcję, poziom płynów a i pewna wiedza, którą w ciekawych okolicznościach nabył dodawały mu pewności siebie.
- Ale moja pamięć jej zawsze bezbłędna. – szedł odważnie – nie pasowałaś tutaj. Siódma A pamiętam! - patrzył na jej reakcję - Piękna tak jak Angelina Jolie, boska jak z obrazka i bardziej inteligentna niż Prezes! - gdyby mógł napiąłby każdy mięsień twarzy licząc na jej szczery uśmiech.
*
Halinka uwielbiała chodzić na klachy. Jacek nigdy nie był tego szczególnym entuzjastą. Powód był banalny: czas dla bab oznaczał jedno, nie było czasu dla niego!
Niedzielnego południa nie mógłby zaliczyć do udanych, gdyby nie jeden mały zbieg okoliczności. Dzień wcześniej ukochana żona spędziła na plotkach ze znajomymi. Ukochana Halinka była zawsze cennym źródłem informacji. Wśród ich natłoku, które czasem w swojej głowie odnotowywał, jedna okazała się niedzielnego dnia bezcenna. Do Antonowiczów przyjechała córka. Ba, jaka córka! Pani prokurator z Krakowa, która przedstawić miała przyszłego zięcia. Ten, jak wynikało z zasłyszanych plotek nie przyjechał, bo był impotentem! A jak w reklamach mówią, tylko tabletki i dzida gotowa, ale on nie chciał. - Jacek usilnie wszystko to układał sobie w głowie - A to drań! Koniec ślubu, koniec marzeń. Ja tam ciągle rucham Halinkę i mogę! - dodawał sobie animuszu, układał szybki plan jak przedstawić swoją wersję wydarzeń przełożonemu. Kiedy prokurator przyglądał się zwłokom, na krótką chwilę Pacek przeciągnął szefa na bok, aby w dwóch zdaniach wyłuszczyć mu prawdę o tej dziwnej prokurator, która miała to nieszczęście, że zawstydziła Jacka, jakby sama nie miała powodów do wstydu.
Gdyby nie nacisnęła mi na odcisk, a przede wszystkim ten pedał od Bidów nie dał się zabić, milczałbym jak grób, takie mam zasady – pomyślał Jacek.
 
Athos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-05-2023, 18:46   #6
 
Nimue's Avatar
 
Reputacja: 1 Nimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputację
To, że zostanie na miejscu do momentu przybycia Góry było oczywiste. Po pierwsze etyka zawodowa, po drugie… No cóż, funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce wydawali się nie mieć zbyt duzego doswiadczenia z takimi sprawami. Teoria teorią, ale brak praktyki mógł mieć zły wpływ na śledztwo. NIe miała zamiaru oczywiście się wtrącać - ani nie była jakąś szychą znaną w Małopolsce, ani parcia na udowadnianie kto tu jest z prowincji a kto z wielkiego miasta. Z boku obserwowała tylko jak wykonują swoje “standardowe czynności”, w razie czego będąc gotową zapobiec katastrofie. Przy okazji lustrowała też zebraną grupkę ludzi, na wypadek gdyby morderca (już dokonała kwalifikacji czynu) był wśród nich. Pozwoliła wykazać się swojej fotograficznej pamięci i przesunęła wzrokiem po okolicy. Nie zauważyła nic podejrzanego, ale w pobliżu rzeki było wiele miejsc, w których można się było ukryć i obserwować. Rozmyślania przerwało jej przybycie prokuratora i podkomisarza. Służbowa i rzeczowa rozmowa z tym pierwszym nie wzbudziła w niej jakichś specjalnych emocji, natomiast konwersacji z tym drugim była co najmniej dziwna. A może śmieszna? O tekście rodem z kiepskiego podrywu wolałaby raczej nie pamiętać. Co to w ogóle było? Wpadka po “wczorajszym” czy wspinaczka na szczyt możliwości?

Wróciła do rodziców i przekazała im sensacyjne wieści. Opowiedziała o wszystkim na tyle szczegółowo na ile mogła, poczekała aż ochłoną i chociaż miała wyjechać wcześniej, została aż do kolacji, żeby mogli się oswoić z tematem, przedyskutować go na wszelkie sposoby, ale przede wszystkim uspokoić i przekonać, że chociaż nic im nie grozi nie powinni dziś wychodzić “ na wieś” w celu zasięgnięcia języka. Kto jak kto, ale oni powinni dać przykład i nie utrudniać pracy jej kolegom.
- Do jutra ekipa kryminalna i dochodzeniówka ze wszystkim się uporają. Wszystko już będzie zabezpieczone. I zamknijcie błagam tę furtkę i drzwi! To już nie te czasy! - poprosiła bez większej nadziei i ruszyła objazdem do Krakowa. Legitymacja mogła co prawda załatwić sprawę przejazdu, ale naszła ją ochota na odświeżenie wspomnień o okolicy.

Poniedziałek miał być rutynowy. Kolejny, nudny, zwykły… Akta, poczta, dowody, przesłuchania. A jednak nie! Wolność, którą właśnie odzyskała nadała początkowi tygodnia jakiegoś smaczku. Wszystko zresztą było inaczej. Choćby ta kuriozalna wizyta w domu. A potem ten telefon. Antoni Kowalski - właściciel chyba jednej z największych kancelarii prawniczych w Krakowie, obsługującej bogaczy, celebrytów i polityków. Czego mógł od niej chcieć? Najpierw chciała odmówić, nie lubiła, gdy nie podawano powodu spotkania. W tym przypadku jednak ciekawość i prestiż petenta zrobiły swoje. Chciała co prawda jeszcze ugrać dla siebie cokolwiek i zmienić restaurację, gdzie wyznaczono jej spotkanie, lecz dała za wygraną. Nie miała cierpliwości do dyskutowania z asystentką, która otrzymała ścisłe wytyczne i trzymała się ich z determinacją godną Tommy Lee Jonesa w Ściganym. Przez cały dzień żadna ze spraw nie przyćmiła tego niespodziewanego telefonu. Nie mogło jej to wyjść z głowy. Kiedy wróciła do domu, zrobiła sobie szybką sałatkę na kolację i zasiadła do laptopa, żeby wyszperać trochę wiadomości o Kowalskim. Przeanalizowała jeszcze aktualnie prowadzone sprawy, ale żadna nie wydawała się być na tyle prestiżową, by móc go interesować. Długie poszukiwania w necie nie przyniosły odpowiedzi, na pytania, które ją nurtowały. Nazwisko i nazwa kancelarii pojawiały się oczywiście w różnych artykułach i wiadomościach, ale nie wskazały żadnego tropu do rozwiązania zagadki celu rendez-vous z adwokatem.
Wyszła na balkon i odpaliła papierosa. - No cóż. Pozostaje pójść, sprawdzić i zachować spokój, a przede wszystkim czujność!
 
__________________
A quoi ça sert d'être sur la terre?
Nimue jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-05-2023, 15:29   #7
 
Athos's Avatar
 
Reputacja: 1 Athos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputację
Mecenas Kowalski wyglądał wbrew swemu nazwisku bardzo nieprzeciętnie. Od razu przynosił skojarzenie z kreacją jaką stworzył Jeromy Irons w Człowieku z Żelaznej Maski. Również każdy jego gest, nienaganne maniery, bogaty zasób słów, wskazywał na to, że mamy do czynienia z niebanalną osobowością. Ten gentelman miał swój kodeks. Zasad, którego go tworzyły, starał się zawsze przestrzegać. Ważne miejsce zajmowała wśród nich punktualność. Prawnik nigdy nie spóźniał się na spotkania, co w dzisiejszym świecie było już rzadkością. Żadne korki, żadne przedłużające się spotkania, narady czy też błahe powody jak zatrzymanie przez policję, nie stanowiły wytłumaczenia dla spóźnienia. On zawsze był punktualny. Stąd też z reguły oczekiwał na swojego rozmówcę, jednocześnie nie dając nigdy nikomu do zrozumienia, że spóźniający się naruszył zasady savoir-vivre. Kodeks był jednostronny, chociaż, któż zgadnie, co kryło się w jego głowie?
Teraz także siedział i oczekiwał młodej pani prokurator. Restauracja jaką wybrał ten wybitny członek palestry, a w której zwykł często gościć, również nie była banalna. Miała jedną podstawową zaletę, którą Antoni cenił. Restauracja była wyjątkowo droga, stąd też większość społeczeństwa omijało ją szerokim łukiem, a co za tym idzie łatwo było tutaj o spokój. Szef restauracji, starszy już wiekiem Marcel Rumiński, dzięki świetnej znajomości gustów swoich klientów zapewniał komfort, ale i pełną anonimowość, jednym słowem nic co miało tu miejsce, nie wychodziło poza. Z radością gościli tutaj zarówno politycy, wpływowi businessmani, znani sportowcy, a nawet osoby duchowne. Pan Marcel nie oceniał, a jedynie odpowiednio liczył. Zespół kelnerów stanowili wyłącznie dyskretni, profesjonalni i dobrze wynagradzani fachowcy.
Restauracja choć z zewnątrz wkomponowana w architekturę typową dla krakowskich kamienic, niczym się nie wyróżniała. W środku nadrabiała cudowną aurą, niebanalnym wystrojem, przyjemnym oświetleniem, a także świetnym systemem wentylacji, który sprawiał, że goście w spokoju mogli zanurzyć się w rozmowach połączonych z konsumpcją.
Wyłącznie szczery uśmiech pojawił się na twarzy Antoniego Kowalskiego, kiedy pani prokurator pojawiła się w asyście kelnera w jego loży, zaledwie dwie minuty po umówionym czasie. W krótkim powitaniu i szybkiej prezentacji swojej osoby, nie zabrakło też komplementu względem urody i atrakcyjność młodej prawniczki. Gdyby nie fakt, który od niedawna przestał być dla Poli tajemnicą, że adwokat Kowalski jest gejem, mogłaby odebrać to za bardzo zręcznie wpleciony element flirtu. Przygotowując się jednak do tego spotkania natrafiła na kilka ciekawych wzmianek z życiorysu Antoniego Kowalskiego, dla którego prasa w kilku sytuacjach była bardzo bezwzględna. Odkąd wyszło na jaw, że dla młodszego mężczyzny, szef najbardziej wpływowej kancelarii w Krakowie, pozostawił żonę i dwójkę, co prawda już pełnoletnich dzieci, dziennikarze pozwalali sobie na śmiałe artykuły. O dziwo mecenas Kowalski nic z tego sobie nie robił. Nie wytaczał procesów, nie walczył o przeprosiny za prześladowania przez paparazzich. Ataki zakończyły się nagle tak, jak się zaczęły. Stało się to blisko trzy lata wstecz. Zakończyło je tragiczne wydarzenie. Nawet najbardziej bezwzględne sępy dziennikarskie obeszły się bardzo delikatnie z wypadkiem, w którym zginął Piotr Ostoja, partner Antoniego.
*
Nie wiedziała, kiedy zamknęła oczy. Musiała być zmęczona, bo nie przeszkadzały jej w żadnym stopniu delikatne, choć trochę napastliwe promienie słońca, które pieściły przez szybę samochodu jej doskonałe ciało. Spacerowały po policzkach pokrytych tylko delikatnie pudrem, pieściły smukły podbródek, by schodzić niżej i zatopić się w dekolcie. Nie przerywając wędrówki schodziły niżej, by zatrzymać się na jędrnym biuście ukrytym pod delikatną koronką sukienki. Poczuła dziwne uczucie, wiedziała co oznacza, kierowca musiał uruchomić delikatnie nawiew powietrza. W sposób na tyle dyskretny, aby nie obudzić jej, bo przecież musiał założyć, że plan swój zacznie realizować dopiero wtedy, kiedy Marysia zaśnie. Na tyle jednak zdecydowany, aby ciąg powietrza sprawił, że sukienka powoli zacznie odkrywać skarby, które ukrywała. Cal po calu, powoli. Najpierw fragment uda, do miejsca, gdzie zaczynał się pasek pończoch, powoli odkrywając nowe nieznane dotąd mężczyźnie obszary, które pragnął poznać. Trwało to sekundy, lecz dla mężczyzny musiało trwać wieki. Młoda kobieta uśmiechała się w duszy, lecz wciąż udawała, że śpi. Mimo delikatnych wibracji silnika starała się wsłuchać w rytm oddechu mężczyzny, który w jej odczuciu stawał się nieregularny. Czekała pierwszego jęku fascynacji, który pojawi się, kiedy sukienka podwinie się powyżej linii pończoch ukazując jedwabiście gładki fragment uda. I wtedy usłyszała to: - Ja pierdolę!
Zerwała się chcąc poprawić szybko sukienkę, jednocześnie patrząc na reakcję jej towarzysza. Wyprostowała automatycznie fotel, a nagłość ruchu sprawiła, że spadły jej okulary. Z tyłu za sobą usłyszała głos. Ten bezsprzecznie należał do mężczyzny, który przed chwilą przeklinał.
- Wiktor, ja pierdzielę, chcesz mnie zabić. Co to było?
- To ja się pytam, co mówiłem o jedzeniu i piciu w moim samochodzie. - kierowca ruszył ponownie, nie zważając na protesty pasażera siedzącego na tylnej kanapie. - Jesz jak – zawahał się – jak ty. Nikt inny w tej branży tak nie potrafi. Teraz będziesz cierpiał, a na miejscu ten cały syf posprzątasz. I nie wiem czy będzie tam stacja z myjnią i odkurzaczem.
- A chociaż przepraszam za to? - starszy kolega nie dawał za wygraną.
- Przeprosić to mogę co jedynie Marię. Popatrz jaka blada i wystraszona! - kontynuował Wiktor.
Komisarz Wiktor Matkowski tym razem się mylił, choć z reguły był świetnym obserwatorem. Jego podwładna nie była wystraszona, lecz najpierw skołowana, a później załamana faktem, że to znowu był cholerny sen. Rzeczywistość jak zwykle ją dobiła. I nie najważniejszym było to, że nie była ubrana w żadną pieprzoną sukienkę na tyle zwiewną, aby delikatny wiaterek mógł ją podwinąć. Nie to, że spadły jej okulary, co w znacznym stopniu ograniczało jej możliwości ostrego spojrzenia na świat. Najgorszym było to, że nawet nie mając teraz dostępu do lustra wiedziała, że wcale go nie potrzebuje, aby stwierdzić, że na przednim miejscu pasażera siedzi w jeansach i koszulce kupionych w H&M kobieta przeciętnej urody. Co gorsza obiekt jej westchnień nawet przez moment nie będzie śnił, że coś więcej, niż relacja czysto zawodowa, może łączyć komisarza Wiktora Matkowskiego z aspirantką Marią Dragan.
*
Kowalski starał się prowadzić konwersację nad wyraz dyplomatycznie. Czuł, że pani prokurator z pewnością wciąż czeka na wyjawienie właściwego celu spotkania. Nie byłby sobą gdyby nie wyczuwał pewnego napięcia, które wciąż towarzyszyło ich dialogowi. Nie spieszył się jednak z odkryciem kart, lecz spokojnie pozwolił aby dokonali wyboru przystawki i głównego dania. Wyboru wina dokonał sam osobiście, gdyż jak rzetelnie wyjaśnił trunek ten od kilkudziesięciu lat fascynuje go na tyle, że każdą wolną chwilę spędza na zgłębianiu jego tajemnic, uczestnicząc w częstych degustacjach jak i poszerzając swoją wiedzę na temat winnic. Znaczną część czasu, którą zajęło oczekiwanie na podanie posiłku spędził na dzieleniu się z Polą opowieściami i ciekawostkami na temat tego wspaniałego trunku. Ten gawędziarz, opowiadał w sposób dowcipny lecz zarazem rzeczowy, co sprawić mogło, że drętwe, jak mogła się spodziewać prawniczka spotkanie, przerodziło się w sympatyczną rozmowę. W końcu przyszedł czas na punkt kulminacyjny, który zamiast deseru, bo oboje odmówili kelnerowi, stała się odpowiedź na pytanie: po co Apolonia została zaproszona na spotkanie ze znanym adwokatem.
- Właściwie – Antoni starał się odpowiednio rozpocząć - choć teraz muszę przyznać, że żałuję, że to nie ja pierwszy wpadłem na pomysł, aby poprosić właśnie Panią o pomoc w sprawie Grzegorza Bidy. - przez chwilę patrzył na jej reakcję. - Do rozmowy z Panią przekonał mnie mój klient, a prywatnie przyjaciel. Wówczas nie znałem powodu, dla którego wybrał właśnie Panią – w przypadku prokuratora słowo „wybrał” wydawało się mało trafne, jednak w odczuciu Poli to słowo nie zostało użyte przypadkowo. - Dzisiaj jestem pewny, że niezależnie od kryteriów to świetna decyzja i proszę tutaj nie doszukiwać się kokieterii. Ma pani moją pełną rekomendację w tym względzie i uważam, że nie tylko fakt, że jest pani miejscowa, lecz przede wszystkim Pani osobowość sprawi, że każdy szczegół zostanie ustalony.
 
Athos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-05-2023, 16:26   #8
 
Nimue's Avatar
 
Reputacja: 1 Nimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputację
Był uosobieniem wszystkiego, co wzbudzało jej pogardę. Pieniądze, kasa, mamona. Przepych, blichtr. Drogie ubrania, drogie samochody, drogie wszystko. Tak. Stresowała się przed spotkaniem. Bo wciąż, albo tylko czasem, była tą dziewczyną z Tarnawy. Wieśniarą, która cudem dostała prokuratorską togę. No dobra. Nie cudem. Własną pracą i potem, takim bardziej przenośnym. To dawało jej poczucie wyższości, to pozwalało patrzeć hardo w oczy adwersarzy. Zazwyczaj. Bo tym razem przeciwnik był niebagatelny i choć nigdy go wcześniej nie widziała, już wyrobiła sobie zdanie na podstawie mediów. Trudno być ponad to. Usilnie walczyła z tą przyziemną cechą oceniania, ale przegrała. Podwójnie. Bo trzasnąwszy drzwiami skody bolta - zapaliła swojego jedynkowego papierosa. NIeważne, że w końcu wygrała ze słabością i zmiażdżyła go w popielniczce przed restauracją. Była o dwie minuty spóźniona.

Zdjęcia i filmiki jak zawsze zakłamywały rzeczywistość. Spodziewała się typowego macho, którego bozia obdarzyła dodatkowo inteligencją i sprytem. A jednak nie. Z tego faceta biła szczerość, albo może raczej … wiarygodność? Kimkolwiek był, cokolwiek robił, był prawdziwy w każdym geście. Taki typ uwodzącego złoczyńcy. Nawet jeśli robi coś złego, robi to z wdziękiem i elegancją. W każdym razie takie były pierwsze jej odczucia. Potem dała się uwieść. Słowa, wino, słowa. Tak, na chwilę wylądowała w innym świecie. I nawet nie była na niego zła. Bo to tak rzadkie - spotkać czarodzieja słów. W końcu jednak przeszedł do sedna i bańka rozprysła się kropelkami realizmu. Powoli docierały do niej jego słowa. Nie do końca rozumiała. Nie wybiera się prokuratora do … po prostu się nie wybiera! Co to za gierka? Kim był ten człowiek i jak długie były jego macki? W jednej chwili otrzeźwiała, puszczając w niepamięć uroki degustacji. Grzegorz Bida? Przyjaciel Kowalskiego? Kto kim był w tej układance?
- Chyba nie zrozumiałam. Mam pańską rekomendację? To jakieś nieporozumienie. Stoimy po dwóch różnych stronach barykady. Przypomnieć panu? Togi są czarne, ale żaboty zielone i czerwone. Poza tym, od kiedy adwokat decyduje o tym, który prokurator prowadzi sprawę? - Czuła, że pąsowieje na twarzy i nie jest to bynajmniej wpływ wypitego wina.
 
__________________
A quoi ça sert d'être sur la terre?
Nimue jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-05-2023, 17:01   #9
 
Athos's Avatar
 
Reputacja: 1 Athos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputacjęAthos ma wspaniałą reputację
- Mogłaby mieć Pani rację zakładając, że jakiś bufon w śmiesznie drogim garntiturku chce narzucić Pani swoją wolę. A ja odczytując to z Pani oczu pełnych złości, mógłbym powiedzieć: posłuchaj Malutka, mamy pieniądze, znajomości, pozycję w świecie, w którym ty dopiero raczkujesz, ale jeśli zrobisz to czego chcę, nagle stroma ścieżka kamienistą drogą pod górę zamieni się w spacerek plażą. - patrzył jak zdumiona jego nagłą zmianą zarówno w tonie, jak i w doborze słów walczy by nie rzucić się na niego w ataku słownym,
- Jednak rzeczywistość jest inna. Ta, zmieniła się 7 lipca 2016 roku. - popatrzył na nią, a baczna prokurator mogła dostrzec, że ton głosu powrócił do poprzedniego, opanowanego, a wzrok adwokata podążył gdzieś w dal, tak jakby chciał odszukać coś, co już przeminęło.
- Wtedy to poznałem Piotra. Coś we mnie pękło. Zrozumiałem, że w swoim wspaniałym życiorysie popełniłem największy błąd. Założyłem rodzinę, krzywdząc moją żonę, a później dzieci. Przy Piotrze poczułem wszystko to, z czego dotychczas się śmiałem. Mój partner pomógł mi zrzucić opaskę z oczu. Pokazał co to namiętność, czułość, partnerska przyjaźń. Wziąłem rozwód z żoną, oczywiście odpowiednio zabezpieczając ją, jak i nasze dzieci. Myślę, że ona też była wdzięczna za to, że Piotr odebrał jej człowieka, który zawsze był tylko gościem w jej domu, sypialni czy sercu. Uzna Pani to za żart, ale moje relacje z dziećmi także wbrew logice uległy polepszeniu. Teraz byłem z nimi wyłącznie szczery, otwarty, pełen zrozumienia dla ich problemów. Wszystko było wspaniałe, sielankowe. Ani ja ani Piotr nic nie planowaliśmy, wszystko przychodziło spontanicznie, naturalnie. - przerwał na chwilę i sięgnął po wino, a Pola poczuła, że za chwilę stanie się świadkiem czegoś wyjątkowego.
- 12 maja 2020 roku mój świat się skończył. Piotr zginął potrącony przez kierowcę na strzeżonym przejściu dla pieszych. Byłem zrozpaczony, wściekły, bezradny. Mój Piotr zabity przez pirata drogowego, który wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Pamiętam, jak na pogrzebie, jak ten zabójca śmiał się tam w ogóle pojawić, próbował mnie przekonać, że jest bez winy. Trzy dni piłem, ale w snach widziałem uśmiech na twarzy mordercy, który mówił: i co mi zrobisz? Nie mogłem być bezczynny, wytrzeźwiałem. Pamiętam, jak pojawiłem się w kancelarii z furią w oczach. Byłem zaskoczony tym, że mój wspólnik jeszcze nie rozpoczął przygotowania do procesu, który doprowadzi do skazania winnego śmierci mojego ukochanego. - kolejny przystanek na łyk wina.
- Pamiętam każdy szczegół, każde słowo, które wtedy usłyszałem. Mój partner zaprosił mnie do swojego gabinetu, po drodze widziałem spuszczone głowy pozostałych pracowników naszej kancelarii. To co później nastąpiło było jak cios. Mój wspólnik wykazał się rozsądkiem. Te słowa: Toni, on miał rację. Wjechał na zielonym świetle. Piotr również wkroczył na zielonym. I te obrazy z kamer, które potwierdziły fakty. Sygnalizacja uległa uszkodzeniu. To był wypadek, kontynuował, facet nie mógł nic zrobić, nie jechał szybko, samochód miał sprawne hamulce, może gdyby słońce nie oślepiało, gdyby Piotr był kaskaderem. Dalej dzięki mojemu wspólnikowi, bo ja nie potrafiłem reagować bez gniewu, ustaliliśmy, że instalacja miała wszelkie przeglądy, bo moja złość oczywiście potrzebowała odnaleźć kolejny cel, na którym mogła skupić się. Wieczorem usiedliśmy i wtedy on zapytał: Toni, będziesz teraz ścigał elektrownie? Twórcę podzespołu tworzącego układy scalone instalacji świetlnej? A może kopalnie, która nie dostarczyła odpowiednio kalorycznego węgla dla obsługi elektrowni? Nie odpowiedziałem nic, wspólnik spędził ze mną resztę wieczoru, w gabinecie panowała absolutna cisza. Nazajutrz udałem się na grób mojego Piotra. Zapaliłem znicz i wreszcie poczułem, że jest gdzieś tam na górze. Patrzy na mnie i dziękuje za te wszystkie chwile, które mogliśmy dzielić. W tej śmierci nie było zabójcy, albo wszyscy byliśmy zabójcami. Kierowca tego samochodu, inżynier, który zaproponował taką instalację świetlną, a może twórca silnika spalinowego, a przede wszystkim ja. Gdybym zmusił go aby pozostał ze mną dłużej w łóżku albo nie było w domu mleka, a przez to kawa była zbyt gorąca, aby mógł ją szybko wypić. Może gdybym wolniej całował go na pożegnanie, znalazłby się tam kilka sekund później, a przez to żył. Tego nigdy się nie dowiem. Dzięki przyjaciołom zrozumiałem, że była to niezawiniona śmierć. - zatrzymał się na chwilę w swej opowieści, lecz tym razem nie sięgnął po wino
- Śmierć tego młodego mężczyzny była inna. Nie była przypadkowa. Ktoś miał wybór, ktoś miał wyjście, ale jednak to zrobił. Odebrał coś do czego nikt nie dał mu prawa. Zniszczył przyszłość i nie tylko swojej ofiary, lecz tych którzy byli z nim mocno związani, to właśnie sprawiło, że nasze ścieżki się splatają pani prokurator.
 
Athos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-05-2023, 17:59   #10
 
Nimue's Avatar
 
Reputacja: 1 Nimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputacjęNimue ma wspaniałą reputację
Najpierw ja wkurzył. Chciała go zatrzymać, przystopować. Jednak akuratność wzięła górę. Na chwilę. Chwilę zaprawioną szokiem. Potem już po prostu słuchała. Zniknął wpływowy mecenas, zostały tylko słowa. Bo przecież one były najważniejsze. Budowały, burzyły, wzruszały, rozśmieszały. A Jego słowa robiły jeszcze coś więcej - dotykały. Czy to mógł być fake? Chłonęła jego historię i nie dopuszczała do siebie myśli, że próbuje ją oszukać. Nie była na to przygotowana. Każde słowo odciskało się na jej pancerzu. Doprawdy Antoni, powaliłeś mnie - mogłaby mu powiedzieć, gdyby tego oczekiwał, lecz jemu chyba to było obojętne. Powoli wypływała na powierzchnię w okolicach litery s - świadomości, samokontroli, samostanowienia… Dość. To smutna historia. Dlaczego zdecydował się ją wyjawić? Milion pytajników pukało w jej głowę. W co ty grasz Antek? Do cholery, nie można aż tak kupczyć uczuciami. Bardzo chciała w to wierzyć. Spojrzała mu w oczy, ostatecznie testując:

- Może wyglądam na Czerwonego Kapturka, ale nie dam się pożreć wilkowi. Zanim przejdziemy do casusu babci, ustalmy o co chodzi myśliwemu. I bardzo proszę, zwięźle i krótko, wnuczka jest niecierpliwa. W którym miejscu splatają się nasze ścieżki?
 
__________________
A quoi ça sert d'être sur la terre?
Nimue jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172