Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Historyczne > Archiwum sesji historycznych
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji historycznych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach historycznych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-10-2007, 20:41   #131
 
mataichi's Avatar
 
Reputacja: 7 mataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetny
$: 89 981
Nicolas Noiret


Stał wyprostowany opierając się o burtę statku, wsłuchując się w słowa kapitana Wilsona. –Piękny poranek – już dawno nie zwracał najmniejszej uwagi na takie drobne przyjemności. Wiatr niosący ze sobą kropelki wody przyjemnie omiatał szorstką twarz księdza. Jednak jego oblicze nie zdradzało żadnych emocji, od wczoraj nie odezwał się do nikogo ani słowem.

Śmierć Bailleu przejęła go najbardziej, żałował, że sam nie wysłał go na tamten świat choćby gołymi rękami. Nie zasługiwał na godną śmierć…a najbardziej w świecie Nicolas nienawidził właśnie zdrajców. Wyręczyły go te piekielne zjawy, zjawy, które dopełniły wewnętrzną przemianę Noireta.

- Kapitanie, co masz na myśli mówiąc "droga diabła"? – Wygłaszając te słowa odwrócił się w kierunku reszty zebranych na pokładzie El Vincejo – Czego się możemy spodziewać po tej drodze? – W zasadzie nie obchodziło to księdza, było mu już wszystko jedno...przetrwał wczorajszy koszmar, więc przetrwa i to. Nicolas nie miał dużego bagażu ze sobą, więc z łatwością wybierze kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
 
__________________
Żebyście wiedzieli co ja robię cooltowej postaci LI... ;>
Sama chciałaś!


Nieobecny od soboty do wtorku(6-9.12).
mataichi jest offline  
Reklama
Stary 10-12-2007, 17:41   #132
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 751
Od śmierci Louise Matylda była cicha, przygaszona i blada. Dwie ofiary w ich małej grupie w ciągu jednego dnia - cóż stanie się jutro? Na małym pogrzebie Matylda trzymała się z boku, roniła rzewne łzy, ale nie szlochała. Modliła się i zaciskała dłonie, aż knykcie jej bielały. Po tym wydarzeniu starała się trzymać z boku, nie rozmawiała z nikim, często szeptała do siebie modlitwy...

Wreszcie nadszedł moment opuszczenia statku. Dziewczyna wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w Wilsona, a szkarłatny rumieniec coraz szerzej okrywał jej policzki, czoło, uszy, a nawet szyję. Dawno stary kapitan nie widział, żeby jakieś dziewczę czerwieniło się tak strasznie z jego powodu.

- Ale... ale ja nie mam męskiego stroju! - jąkała się i automatycznie ścisnęła fałdy swojej sukienki - Ja nigdy... ja nie wiedziałam! Mogę zostawić resztę strojów, ale w czymże miałabym popłynąć?!

Wilson zmierzył ją zdziwionym wzrokiem i zaśmiał się grubo, a Matylda skuliła się jeszcze bardziej w sobie. Chwilę się zastanawiał i tarł sękatą dłonią spocone czoło, po czym przywołał do siebie jednego majtka. Młody chłopak, z wyglądu Cygan, z kolczykiem w uchu wysłuchał kapitana i bez mrugnięcia okiem wykonał jego rozkaz:

- Manuel, przynieśno do kajuty tej panienki kufer z rzeczami po "tamtych" - najwyraźniej Manuel doskonale orientował się kto to są "tamci", bo śpiesznie się oddalił - Dobry chłopak, sierota - wziąłem go z portu w Londynie i jeszcze nigdym się nie zawiódł. To jak zbity psiak u nowego, dobrego pana, zrobi wszystko!

Wilsona najwyraźniej bawiło to porównanie, bo zaniósł się śmiechem, a zmarszczki wokół oczu, ust i na czole pogłębiły mu się jeszcze bardziej. Matylda wciąż zażenowana podziękowała, dygnęła sztywno i odwróciwszy się na pięcie pognała pod pokład.

Po kilku minutach do kajuty Matyldy wszedł Manuel - nie pukając, nie przejmując się niepotrzebnymi grzecznościami, po prostu zrzucił z ramion ciężką skrzynię, poprawił chustę na głowie i wyszedł.
Młoda dziewczyna została sam na sam z wielkim kufrem, wypełnionym męską odzieżą. Zamknęła dokładnie drzwi i zabrała się do przeglądania ubrań. Wiele z nich od razu odrzuciła, wreszcie na koi rozłożyła kilka rzeczy, resztę spakowała do kufra i zamknęła wieko. Zaczęła rozbierać się z ociąganiem i wielką niechęcią, na samą myśl o męskim odzieniu dostawała gęsiej skórki. Ale kiedy znowu usłyszała poruszenie u góry, przestała zwracać uwagę na drobiazgi, bojąc się, że zapomną o niej i ją zostawią!
Szybko ubrała płócienną koszulę i niebieskie, dość opinające jej uda spodnie, za to nieco luźne w pasie, co szybko naprawiła zapinając czarny pas. Na nogi włożyła wysokie, skórzane buty sięgające do kolana - odziwo pasujących na nią niemal jak ulał! U góry były nieco luźne, ale nie na tyle, by spadały przy chodzeniu. Dalej ubrała granatową kamizelę z kieszonkami - spodobała jej się, bo będzie tam mogła ukryć drobne rzeczy. I wreszcie cieplejszą kurtkę, nieco zbyt dużą, ale na pewno przydatną w chłodzie i deszczu. Całość dopełniła zgrabną czapką, ukrywając pod nią włosy. Dopiero wtedy przejrzała się w lustrze i zamarła. Na myśl przyszła jej pani Esthera Stanhope, kobieta, która w Londynie chyba jako pierwsza zaczęła zakładać męski strój, czym nie zjednała sobie jednak Matyldy. Dziewczyna poczuła się goła! Doskonale widać kształt jej ud, talię! Zupełnie, jakby była bez niczego! Na szczęście większa marynarska kurtka ukrywała jej wdzięki, za to bez niej...! Matylda zaczerwieniła się gwałtownie, odwróciła szybko od lustra i zaczęła w pośpiechu pakować swoje rzeczy do torby. Kiedy skończyła, skradając się wyszła na pokład, czuła się jednak niezgrabna, brzydka i niemalże zhańbiona! Kiedy jednak spoczął na niej wzrok Wilsona, kapitan kiwnął z uznaniem głową i niejako dając temu wyraz splunął prymką żutego tytoniu za burtę. Darował sobie jednak komentarz, który wrażliwą dziewczynę mógłby doprowadzić do łez - nie dlatego, że zdawał sobie z tego sprawę, lecz zwyczajnie nie miał czasu zajmować się teraz "komplementowaniem" młodych panien.
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline  
Stary 10-13-2007, 13:11   #133
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 221 539
Słysząc nazwę "droga diabła" Daniłłowicz z trudem powstrzymał się od ostentacyjnego prychnięcia. Stojąc bowiem na pokładzie statku, zdawał się być już zupełnie "wolny" od wspomnień poprzedniej nocy. Słońce, które świeciło nad wyraz pięknie tego urokliwego poranka ogrzewało jego twarz, na której znów wykwitał obrzydliwy uśmiech satysfakcji. Poprzednia noc albo w ogóle go nie przejęła, albo nie dawał po sobie tego poznać...

Promienie słoneczne co jakiś czas odbijały się od pierścienia założonego na palec Polaka- jedynej pamiątki wczorajszych zdarzeń. Miał jednak dla Samuela dużo większe znaczenie- oto miał na sobie fragment historii swego kraju, oto miał coś, co należało do tragicznie zmarłego patrioty...

Czas się pakować, mruknął jakby sam do siebie. Pakować się? Wolne żarty. Daniłłowicz miał tą czynność naprawdę uproszczoną- na pokład wziął ze sobą dwie walizki- z rzeczami prywatnymi i z bronią. Teraz po prostu weźmie tą drugą...

Po chwili stał znów obok burty, w długim, czarnym płaszczu, trzymając przy tym wypchaną po brzegi wszelkimi rodzajami broni walizkę. Był gotowy, by spełnić swe zadanie...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 10-13-2007, 16:48   #134
Van
Newsman
 
Van's Avatar
 
Reputacja: 5 Van wkrótce będzie znanyVan wkrótce będzie znany
$: 42 151
Wymierski

Jan ze puszczoną głową klęczał przy ciele pułkownika i wpatrywał się w jego puste oczy. Ręką zamknął mu powieki. Schował medaliona do kieszeni.
- Dobrze, odpoczniemy. Pomóż mi przenieść ciało Lajolaisa. Musimy go jakoś ukryć przed zwierzętami. Ja się tym zajmę a ty odpoczywaj, widzę, że źle się czujesz.
Gdy odeszli z całem od miejsca walki, Pierre oparł się o drzewo i odpoczywał, zaś Wymierski zajął się zakopywaniem ciała. Zajęło mu to sporo czasu i był później jeszcze bardziej zmęczony, jednak uspokoiło mu się przynajmniej sumienie. Odprawił jeszcze modlitwę nad grobem przyjaciela i wraz z Pierrem, po naładowaniu swoich broni, odjechali w kierunku miejsca spotkania.

Będąc już niedaleko celu, zobaczyli kilka potaci w płaszczach. Byli to najprawdopodobniej agenci prefektury. Jeżeli tu są to znaczy, że wiedzą o ich misji. Generał musiał szybko działać. W lesie było około 4 ludzi, nie wiedział ilu może być na klifie czekając na tamtych. Nie będą oni trudnym celem, zwłąszcze gdy będą się wspinali. Generał musiał coś wymyślić, jednak teraz chyba najlepszym wyjściem było czekanie na rozwój wypadków. Przynajmniej do czasu. We dwójkę ukryli się tak by móc objąć wzrokiem jak największy teren i zaczęli obserwować.
 
Van jest offline  
Stary 10-17-2007, 23:15   #135
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 8 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 136 653
12 V – południe, Kanał La Manche, nieopodal plaży w Noirmountier

Wreszcie schodzili z tej przeklętej łajby! Caspar nic nie miał do Wilsona. Wręcz przeciwnie od wczorajszej nocy zaczął darzyć go szczególnym szacunkiem. Czuł jednak, że na morzu jest jeno towarem, balastem, który trzeba gdzieś przewieść. Czuł, że tak naprawdę dużo więcej może na lądzie. Toteż wydał szybko dyspozycje i sam zabrał najpotrzebniejszy ekwipunek. Przypasał na temblaku pałasz a w rękawie kaftana ukrył długi, szkocki dirk. Przygotował także marynarski trombon, odmianę garłacza oraz bandolier z kilkoma ładownicami. Nie był dobrym strzelcem dlatego stawiał na efekt, jaki wywoła strzał z tak paskudnej broni. Przygotowany skierował swe kroki w stronę szalupy.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 10-18-2007, 13:13   #136
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 279
El Vincejo 12 V południe

Bryg okrążył cypel i oczom zgromadzonych przy burcie ukazała sie stroma ściana skalna. Wznosiła sie pionowo ukazując teraz, podczas odpływu spłachetek plaży u podstawy. Daremnie wypatrywali ścieżki, czy nawet dróżki zdawało sie że nawet kozica nie wespnie się na szczyt.

Wilson rozstawił swą dwudziestkę strzelców, po czym podszedł do "komandosów".

- Już są - wskazał ręką paru ludzi na klifie. Zdjął z szyi pomarańczową chustę i zaczął energicznie machać. Ze szczytu odpowiedziano mu podobnym sygnałem.
- Oto "droga diabła" - wskazał ręką na stromy uskok, prawie niewidoczny w blasku słońca.
- Poczekamy aż zacznie się odpływ. Możemy na raz zabrać trzech ludzi, czterech wioślarzy i bagaże. Kto popłynie pierwszy lordzie ?

Uśmiechnął się pod nosem widząc mocno niewyrazne miny Fitzpatricka i innych.



Krzywy uskok nad którym stoi czterech szuanów to "droga diabła"


Las w pobliżu "drogi diabła" 12 V południe

Krótki odpoczynek na jaki pozwolili sobie w nocy, wyczerpująca dwudniowa jazda i napięcie towarzyszące ucieczce spowodowało, że Wymierski zdrzemnął się nieco.
Obudziło go szarpnięcie za ramię.

- Tam - wskazywał ręką Pierre, po czym wciągnął ze świstem powietrze. Widać rana nielicho mu dokuczała.

Generał ujrzał białe żagle okrętu, który wychynął zza cypla. Manewrował pod wiatr starając sie ustawić burtą równolegle do klifu. Na pokładzie widać było rozstawionych ludzi z muszkietami, oraz kilkoro ludzi zgromadzonych przy sztormtrapie.

Kilkunastu marynarzy spuszczało na wodę małą łódkę, zdawała się łupinką w porównaniu do okrętu. Najwidoczniej grupa na brygu przygotowywała sie do lądowania, choć Wymierski nie bardzo sobie wyobrażał jak chcą tego dokonać biorąc pod uwagę wysokość i pionowe ściany klifu. Nadaremnie też wypatrywał kobiecej sylwetki wśród agentów na pokładzie, Czyżby pani Lajolais nie przybyła ?

Mały szkic sytuacyjny - i mała wyjaśnienie - klif wyglada tak jak na zdjęciu natomiast skarpa jest "piaszczysta". Jakoś tak w opisie na mapie niejasno to wyszło.


 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 11-11-2007 o 14:05.
Arango jest offline  
Stary 10-21-2007, 16:50   #137
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 8 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 136 653
12 V – południe, Kanał La Manche, bryg El Vincejo, nieopodal tzw. Drogi Diabła

Wilson oszalał. Klif nie tylko był wysoki, ale i stromy. No tak, w końcu był klifem. Caspar nie miał lęku wysokości, ale nie był też szkockim góralem. Raz jeszcze rzucił okiem na rysującą się przed nimi skałę, a potem z wystudiowanym spokojem wyciągnął jedwabną chustkę i delikatnie wysiąkał nos:
- Kapitanie, zaczynam pana coraz bardziej lubić. Umie pan zadbać o atrakcje. W pierwszym rzucie pójdę ja, Daniłłowić i Noiret. Potrzebujemy uzbrojonych ludzi na brzegu. Tam poczekamy na pozostałych. Potem ruszamy do góry, do naszych przyjaciół szuanów.
Co rzekłszy wziął torbę a trombon przewiesił przez plecy. Panie Noiret, Daniłłowicz. Do szalupy!
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 10-21-2007, 16:55   #138
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 221 539
Cóż, klif rzeczywiście nie był łatwy do pokonania, ale czy Daniłłowicz nie wędrował już po trudniejszych terenach? Na widok zmieszania jakie zapanowało w szeregach "komandosów" tylko uśmiechnął się pod nosem- był pewien, iż przeszkody terenowe będą najlżejszymi ze wszystkich przeciwności, jakie spotkają ich w najbliższych dniach.

- Tak jest, lordzie.- burknął tylko, gdy usłyszał rozkaz Caspara i chwytając mocniej swą ciężką walizkę, ruszył w kierunku szalupy. Miał nadzieje, iż masa broni zgromadzona w niej nie zaciąży na łódce tak bardzo, by miała problemy z dopłynięciem do brzegu...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 10-21-2007, 22:16   #139
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 751
Matylda przyjrzała się z powątpiewaniem stromemu brzegowi. Jeszcze kiedy mieszkała w swojej rodzinnej posiadłości, kiedy każdy dzień spędzała wśród czwórki ukochanych, rozpieszczających ją braci, często jeździli wspólnie konno, spacerowali i biegali po polach, bawili się w lasach - ale Matylda nigdy nie wspinała się po skałach! Przez ostatni czas, będąc na służbie u pani Lajolais prowadziła raczej salonowy tryb życia i choć zawsze dbała o zdrowie i o linię nie wyobrażała sobie, że mogłaby kiedykolwiek wspiąć się po niemal pionowej, gładkiej ścianie! Dopiero teraz zrozumiała słowa Wilsona - w sukni nie dość, że trudno byłoby jej przepłynąć w małej łódce do brzegu, to na pewno nawet nie dałaby rady spróbować się wspinać. Wizja odpadnięcia od ściany i upadku na wystające skały dławiła jej gardło. Złapała się kurczowo relingu i słuchała co mówi Fitzpatrick, wdzięczna za oddalenie od niej przymusu przepłynięcia tej drogi, choć na kilka minut. Wydawało jej się, że nikt jej nie rozpoznał w nowym ubraniu, nikt nie zwracał na nią uwagi, nikt nie przejmował się, że może nie dać rady... zupełnie jakby zapomnieli o jej istnieniu! Im bardziej się zbliżali, tym większa panika ogarniała Matyldę...
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline  
Stary 10-23-2007, 19:50   #140
Van
Newsman
 
Van's Avatar
 
Reputacja: 5 Van wkrótce będzie znanyVan wkrótce będzie znany
$: 42 151
Wymierski

Jan nie miał pojęcia jak grupa z łódki chce się dostać na brzeg. Pierre był coraz słabszy, a Wymierski dalej nie wiedział kim są tajmnicze postacie w płaszczach. Do tego generał nie widział nigdzie pułownikowej, której będzie prawdopodobnie niedługo musiał powiedzieć o śmierci jej męża. Wymierski musiał się spieszyć i szybko porozmawiać z grupą z okrętu, jednocześnie jednak chciał ten moment jak najdalej odwlec. Wszystko to, oraz ponownie dające się we znaki zmęczenie, które nie znikło mimo krótkiej drzemki, coraz bardziej irytowało generała.
Nie miał zbyt dużego wboru, więc postanowił dalej oberwować rozwój wypadków.
 

Ostatnio edytowane przez Van : 10-24-2007 o 18:41.
Van jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Komentarze - Oko czarownicy Arango Archiwum sesji historycznych 101 07-16-2008 16:54
[ Inne ] Oko czarownicy Arango Toplista sesji 1 09-03-2007 00:50
Oko czarownicy Arango Archiwum rekrutacji 11 12-30-2006 14:25


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 15:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111