Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Historyczne > Archiwum sesji historycznych
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji historycznych Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach historycznych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-12-2007, 12:41   #51
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 221 539
Samuel Daniłłowicz

Co by nie mówić, Daniłłowiczowi nie spodobało się powitanie. Nie przywykł do traktowania jego osoby jak podłej klasy służącego, a tak właśnie odnosił się do niego ten potężny lord i Fitzpatrick. Do niego i jego towarzyszy, do wszystkich tak samo. No cóż, jeżeli utrzyma ten ton także we Francji, będzie ciężko. Oj, bardzo ciężko. Bo czy reszta jego towarzyszy po takim traktowaniu nie przyzna jak jeden mąż, że Fitzapatricka jakiś oficer napoleoński szablą w nocy usiekał...?

Miał naprawdę wiele czasu do namysłu. Siedział w tym "pokoju", jeżeli można było tak nazwać tą norę, co rusz obmywając swoją twarz. Musiał to robić, nie chciał, żeby wszystkie choroby znowu wróciły- a to podobno możliwe, te dziwa afrykańskie mogą się powtarzać w kółko. A to wszystko przez legiony, przez Napoleona, zdrajcę...

Wstał z łóżka, zaczął krążyć po pokoju. Nie lubił, nienawidził takich chwil. Poruszał się po pokoju z nadzieją na... No właśnie, na co? Może na coś, co uczni z tego dnia dobę jeszcze nie do końca straconą? Daniłłowicz nienawidził takich dni, pustych dni- niby miał coś osiągnąć, ale poznał paru ludzi, jednego zniewieściałego dowódcę drużyny i został zamknięty w małej izbie.

Położył się na łóżku, odwieszając płaszcz z pistoletami na krześle, a szable kładąc na ziemi, zaraz obok łóżka. Na wszelki wypadek.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Reklama
Stary 03-14-2007, 15:16   #52
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 067
Matylda LeBlanc

Dziewczyna już dawno zapomniała jak to jest mieć służącą. Wydawało się, że minęły już wieki od czasu beztroskich dni spędzonych w rodzinnym domu, gdzie miała nie tylko służki, ale i własną guwernantkę, nauczyciela i... braci. Wspomnienie ukochanego rodzeństwa znowu sprawiło ból Matyldzie, ból niemal namacalny i fizyczny. Przymknęła oczy i skrzywiła twarz, a dłońmi objęła mocno swoje ramiona by nie pozwolić aby choć jedna łza spadła z jej oka. Dla postronnego widza wyglądała tak, jakby nagle rozbolał ją brzuch, lub jakby była bardzo zmęczona. W środku jednak toczyła walkę z własnymi myślami, wspomnieniami i pragnieniami targającymi jej duszą.
Przede wszystkim pragnęła powrócić do Francji aby spróbować raz jeszcze dotrzeć do jakichkolwiek informacji o Nocolai'u, jedynym bracie, o którym nie dotarła do niej jakakolwiek wiadomość. I może uda jej się odwiedzić matkę? Po drugie - ukarać tego, który zabrał jej wszystkich braci, który zamordował ich wysyłając do bezsensownej walki. A w tym akurat pomogą jej nowi towarzysze i wszyscy ci, którzy równie mocno jak ona nienawidzą Napoleona. A potem... no właśnie - co potem? Co zrobi, kiedy już zabójca jej braci poniesie karę? Gdyby tylko odnalazła Nicolaia...
Z rozmyślania wyrwała ją nowa służąca, która skończyła już krzątać się przy łóżku i najwyraźniej chciała pomóc Matyldzie przy wieczornej toalecie. Dziewczyna uśmiechnęła się do niej i zrobiło jej się głupio, że nie zamieniła z nią ani słowa traktując jakby wcale jej tu nie było.
- Dziękuję Ci Louise - mogę Cię tak nazywać? - zwróciła się do służącej - Z suknią i wieczorną toaletą poradzę sobie sama. Jutro wracamy do Francji... nie wiem jak Ty, ale ja naprawdę bardzo się cieszę. Już tak dawno nie widziałam domu! Masz ochotę na rozmowę? Jeśli tak, usiądź obok i powiedz, z której części Francji pochodzisz? - wskazała dłonią na drugi fotel stojący nieopodal kominka i pomyślała, że choć przyzwyczajona jest do samotności i preferuje spokój i ciszę wieczorną porą, to dobrze będzie dowiedzieć się czegoś o kobiecie, z którą przyjdzie jej spędzić najbliższy czas. Tym bardziej, że będzie to jedyna kobieta prócz niej samej wśród męskiego grona jej towarzyszy podróży.
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline  
Stary 03-14-2007, 18:31   #53
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 8 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 136 573
lord Caspar Ramsay Fitzpatrick

Fitzpatrick powiódł wzrokiem po zgromadzonych i kiwnął głową. Skoro Castlereagh ma mu coś do powiedzenia, to trzeba go wysłuchać. Poza tym musi się upomnieć o akta tej żabiej ferajny, aha, i tego Danylovycha, czy jak mu tam. Szlachciura pochodzi pewnie z kraju, gdzie białe niedźwiedzie łażą po ulicach, kobiety zbudowane jak wspomniane niedźwiedzie wóz pełen siana z błota za zębami za dyszel wyciągają, a psy, excusez-moi, dupami szczekają, a nosi się jakby sam dla Napoleona Europę wywalczył. Trza za mordę chwycić, bo się ferajna rozbisurmani.
I tak rozmyślając Fitzpatrick wyszedł za gospodarzem z pokoju.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 03-14-2007, 20:06   #54
 
Leonidas's Avatar
 
Reputacja: 3 Leonidas jest na bardzo dobrej drodze
$: 14 499
Balzac Bailleu

Podczas przemówienia lorda na twarzy Balzacka tylko raz pojawił się lekki grymas, dokładnie wtedy kiedy gospodarz wspomniał o przyznaniu dowództwa nad grupą Fitzpatrickowi. Szybko jednak znikł i z jego oblicza znów nic nie dało się wyczytać.
Bailleu wyraźnie ucieszył się gdy przybyła służba pokierowała ich ku pokojom. Po całej tej wędrówce myśl o położeniu się w spokoju była wielce kusząca. Gdy tylko wszedł do pokoju położył rzeczy koło łóżka. Po rzuceniu płaszczu na jakiś taboret, rozpięciu lekko koszuli i odpięciu szabli położył się wreszcie na nim. Nawet dziecko patrząc na niego potrafiło by powiedzieć, ze w tej chwili jest beztrosko wręcz szczęśliwy. Trwał w takim stanie dobrą chwilę po czym wyjął z torby jakąś małą manierkę, wypił parę łyków i humor poprawił się mu wyraźnie jeszcze bardziej.
-Mam nadzieje, że nie będę musiał się ruszać stąd do kolacji - powiedział do siebie półgłosem i przymknął oczy - tak ponoć szybciej mijał czas i Balzac właśnie postanowił to sprawdzić.
 
Leonidas jest offline  
Stary 03-15-2007, 14:58   #55
 
rudaad's Avatar
 
Reputacja: 4 rudaad wkrótce będzie znanyrudaad wkrótce będzie znany
$: 89 085
Louise Claudel

Louis powoli, acz starannie wykonywała wszystkie czynności jakie należały do jej obowiązków. Nie patrzyła na dziewczynę, będącą jej przełożoną.. Wyraz twarzy starszej kobiety nie zmienił się ani o milimetr, od momentu w kiedy usługiwała panią w salonie.
Gdy skończyła słać łóżko, wyprostowała się majestatycznie i popatrzyła bladymi, jakby pustymi już oczami na dziewczynę.. "Dziecko, nie śnij nigdy o niczym co może Ci się spełnić.." .
Gdy zaś ta zaczęła rozmowę, kobieta usiadła na wskazanym jej fotelu.. Czy miała ochotę na rozmowę, trudno było określić.. Czy zaś wzięła w niej udział, to oczywiste - brała.

-Louise? Tak odpowiada mi.

Mówiła głosem nie tyle butnym, co głośnym, wyraźnym i "nie znającym strachu".. Za taki ton, sama uderzyła by swoją służącą w twarz, a co najmniej wyrzuciła by ją odrazu z posady.

-Pochodzę z Paryża, żyłam tam, mieszkałam, ale tęsknić za tym krajem nigdy nie będę w stanie.

Słowa nadal miały poprzednią tonację, jednak nie wyrażały żadnych emocji. Ani tych kierowanych do Matyldy, ani tych które powinny towarzyszyć jej wspomnienią. Patrzyła rozmówczyni przez cały czas w oczy, mając w głowie tylko jedną, bardzo prostą myśl - "Rozkaz, rozkazem."
 
__________________
"Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania."
rudaad jest offline  
Stary 03-16-2007, 15:03   #56
Van
Newsman
 
Van's Avatar
 
Reputacja: 5 Van wkrótce będzie znanyVan wkrótce będzie znany
$: 42 151
Jan Wymierski

Gdy pod bramę podjechały dwa powozy i wysiedli z nich jacyś ludzie z wielkimi stertami papierów, Józef skrzywił się. Nigdy nie lubił papierkowej roboty, choć nie oznacza to, że nie potrafi pisać, wręcz przeciwnie, uczył się w najlepszej szkole wojskowej w Polsce, gdzie oprócz wykształcenia oficerskiego, zdobył również umiejętności w innych dziedzinach wiedzy. Bardzo lubił, na przykład, poezję Jana z Czarnolasu.

Podczas gdy generał przypominał sobie dawne czasy, z trzeciego wozu wysiadł Viceprefekt. Wymierski ponownie się skrzywił. Wiedział, ze ten człowiek oznacza poważne kłopoty dla ludzi których złapano. Było pewne, że jest to coś na tyle poważnego, że Prefektura postawi sobie wyjaśnienie tej sprawy i dotarcie do każdego który ma jakiś związek z aresztowanymi. Do tej pory Jan miał nadzieję, iż przynajmniej Moreau zdołał uciec, jednak szanse wraz z przybyciem viceprefekta były coraz mniejsze. Przypomniał sobie słowa tego człowieka podczas ich rozmowy:
" Dwóch wysokich oficerów Armii Renu, uwięzionych jednego dnia... Nie, to byłoby niezręczne i niepolityczne.".

W tym samym momencie ktoś przyłożył Wymierskiemu do karku lufę.
- Sacrableu. Milcz szpiegu, albo twój mózg obryzga tę bramę.
Generała oblał zimny pot, jednak po chwili opanował się, w końcu nieraz jego życie było zagrożone. Gdy ręce przeciwnika zaczęły przeszukiwać jego kieszenie, ten zaczął oceniać swoje szanse. Nie by łw stanie wykonać żadnego ruchu, by napastnik nie zdążył go zabić. Musiał zdać się na swój talen dyplomatyczny. Zdał sobie sprawę, iż Przeszukujący może odnaleźć list. Nie wiedział co tam było, jednak łatwo można było się domyśleć, iż było tam coś ważnego.
- Kim jesteś ? I co do cholery robisz ? Zdajesz sobie sprawę kim jestem ? Radze żebyś opuścił broń. - powiedział. Zdradzenie swojej tożsamości nie było pożądane, jednak Jan wiedział, że w końcu nieznajomy znajdzie jego dokumenty. Miał nadzieję, iż był to zwykły złodziej lub bandyta.
 
Van jest offline  
Stary 03-16-2007, 22:05   #57
 
mataichi's Avatar
 
Reputacja: 7 mataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetny
$: 89 967
Nicolas

Noiret odsapnął z ulgą, gdy służba zaprowadziła go do jego pokoju. Wreszcie po całym dniu mógł wypocząć i przekalkulować swoje obecne położenie. Nie wyglądało to najlepiej. Będzie musiał słuchać rozkazów tego angielskiego dupka. - Cóż przynajmniej nie tylko mi nie przypadł do gustu- powiedział na głos. Balzac i ten dziwny cudzoziemiec też nie wyglądali na zadowolonych. Zapowiadało to kłopoty.


Starannie złożył swoje rzeczy na krześle, po czym przystąpił do wieczornej modlitwy. Pomagała mu się skupić i uspokoić dając jednocześnie poczucie braku upływu czasu. Z każdym wypowiedzianym słowem natrętne myśli znikały z jego głowy. A gdy skończył szybko zasnął z uśmiechem na ustach, uśmiechem człowieka przepełnionego fanatyczną nienawiścią i znającego swój cel życiu.
 
__________________
Żebyście wiedzieli co ja robię cooltowej postaci LI... ;>
Sama chciałaś!


Nieobecny od soboty do wtorku(6-9.12).
mataichi jest offline  
Stary 03-17-2007, 16:09   #58
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 054
Fitzpatrick, Castlereagh Gabinet lorda londyn wieczór 10 V

- I cóż Casparze o nich sądzisz ? ich dossier już przejrzałeś, teraz miałeś okazję zobaczyć. Masz jakieś uwagi ? Zapewniam Cię, że jeśli któryś nie znalazł uznania w Twych oczach... Wszak to tylko cudzoziemcy dodał wzruszając ramionami. Mówiąc to jednocześnie wręczył mu parę teczek. i zalakowaną kopertę.

- Wyruszycie jutro o świcie, każde inną drogą. Spotkanie pojutrze w Dover na brygu " El Vincejo". kapitanem jest Wright, stary wyga i znawca kanału.
Właściwie to wszystko na dziś, ale pozostało jeszcze parę nieistotnych szczegółów.
.

Pociągnął Caspara do okna.

Kits upomnij się o szczegóły na gg
__________________________________________________ ________________

Bailleu, Noiret, Daniłłowicz Pokoje służby w domku na zapleczu w rezydencji Castlereagha.

Tak jak zapowiedziano kolację przynieśli również ci sami milczący służący. Choć prosta była pożywna i suta : kurczak, chleb, dwa kufle ciemnego piwa w dzbanku, podsuszone jabłka. Na tach leżała również zaadresowana do każdego koperta z instrukcją.

Instrukcje wysle każdemu na PW
__________________________________________________ _______________

Matylda, Claudel Sypialnia w rezydencji Castlereagha, wieczór 10 V.

Obie milczały rozpamietując swe losy, które jakże różne połączyły je tu, na obcej ziemi. wiatr, który zerwał się wieczorem ponuro wył za oknami niosąc ze sobą liście i drobne gałązki. Nagle pokój stał się mniej przytulny, ogień w kominku chłodniejszy, a perspektywa powrotu do Francji mniej nęcąca. W końcu wyruszały tam obie niepewne swych dalszych losów, ani przyszłości.
__________________________________________________ _______________

Wymierski

- Stul pysk - usłyszał. Jednocześnie uderzenie zapewne kolby pistoletu pozbawiło go przytomności.

Ocknął się przywiązany do krzesła z brudnym workiem założonym na głowę. W ustach czuł brudną chustkę, którą wepchnieto zamiast knebla. doszedł go również szmer rozmowy.

- Sacrableu Pierre po cos go tu ciągnął ? Trzeba było od razu nożem po gardle i wrzucić do Sekwany. A tak zaświnisz wszystko wokół.

- Oui Colonel, ale znalazłem to ...
- tu rozmowa przeszedł w szept.

Po chwili usłyszał zbliżające sie kroki i zerwano mu worek z głowy. Zamrugał oślepiony, a jednocześnie przecieto mu więzy. gdy wzrok przyzwyczaił sie do światła ujrzał naprzeciw pułkownika Lajolais pokazującego mu coś na dłoni. To był jego order Virtuti, który nosił zawsze przy sobie.

- Ocalił pana Generale ten kawałek metalu. Inaczej wyłowiono by pańskiego trupa. Zapewne wie pan, że aresztowano Moreau, ale co z Pichegru ? Musimy coś przedsięwziąć.
__________________________________________________ ________________

Order Virtuti Militari - wygląd z epoki
 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...
Arango jest offline  
Stary 03-24-2007, 22:10   #59
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 221 539
Samuel Daniłłowicz

Zjadł kolację bez wielkiego smaku, po prostu wypił piwo i "zagryzł" je resztą posiłku. Piwo wprowadziło go w miły stan delikatnego szumienia w głowie, co zresztą bardzo spodobało się polakowi niestroniącemu od alkoholu i innych uciech. Wiadomość przeczytał, przyjął do wiadomości i schował do kieszeni płaszcza. I to właśnie cenił w nim najbardziej każdy pracodawca- nie zadawał zbędnych pytań. Będzie tam, gdzie miał być i zrobi to, co będzie musiał. Miał cel ważniejszy niż pytania...

Zasnął, tradycyjnie kładąc pistolet pod poduszką i szablę na ziemi, w zasięgu dłoni. Jeżeli ma zginąć to w walce, nie postrzelony podczas snu.

Śnił o Polsce. O wolnej ojczyźnie, o walkach o wyzwolenie Rzeczypospolitej. Śnił o tryumfalnym przejeździe Warszawą, o wystrzałach na cześć mężnych wojowników o sprawę ojczyzny- także i na jego cześć. Zawsze chciał słyszeć wystrzały na swą cześć...

Rankiem obudził się, obmył twarz i odział się starannie. Musiał się spieszyć- niewiele czasu zostało do chwili, gdy musiał wsiąść do powozu. Gdy tylko był gotowy odmówił krótki pacierz i wyruszył w kierunku umówionego miejsca. W myślach w kółko powtarzał odzew. Nie mógł doczekać się tej całej misji...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 03-25-2007, 08:29   #60
 
mataichi's Avatar
 
Reputacja: 7 mataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetnymataichi jest po prostu świetny
$: 89 967
Nicolas

Po ciężkim dniu Noiret przystąpił do kolacji z niekłamaną radością. Odmówiwszy uprzednio modlitwę zaczął pochłaniać w szybkim tempie co lepsze fragmenty kurczaka zapijając całość ciemnym piwem. Jego wzrok co chwile uciekał w kierunku białej koperty. Gdy poczuł się najedzony sprawdził treść wiadomości. Nie zdziwiła go choć przyjął jej polecenia z grymasem na twarzy.

Przegryzając jabłko powtórzył w myślach każdy jej szczegół tak aby zapadła mu w pamięć po czym spojrzał na małą świece, która z dużym wysiłkiem starała się wygrać nierówną walkę z ciemnością. Nicolas podszedł do niej, szybkim ruchem zahaczył róg kartki o płomień świeczki i upuścił płonący papier do pustego już dzbanka po wodzie.

Tej nocy nie mógł zasnąć. Przekręcał się z boku na bok wspominając dawne czasy…


Gdy stwierdził, że najwyższa pora aby wstać poczuł wzbierającą fale senności, która sprawiała, że każda kończyna ciała zaczynała ciążyć chcąc za wszelką cenne spocząć choć na chwilkę na wygodnym posłaniu. Zanim Noiret zdołał przekonać swoje ciało do pozycji pionowej minęła zaledwie chwila ale dla niego zdawała się ciągnąć w nieskończoność…

Zebrał już w pośpiechu swoje rzeczy zdając sobie sprawę o naglącym go czasie i starając się czynić jak najmniej hałasu opuścił najpierw budynek w którym spędził wieczór a później posiadłość sir Roberta Castlereagh. Miał nadzieje, że nigdy już tu nie powróci.

Dorożka była na miejscu. Nicolas wsiadł do niej ale najwyraźniej stangret nie znał celu podróży. A może tylko sprawdzał czy zabrał właściwego pasażera. Noiret nie znał angielskiego toteż jedyne co przyszło mu do głowy to wypowiedzenie nazwy ulicy na którą zamierzał się udać.

-Strand. – Wymruczał, nieudolnie starając się naśladować angielski akcent . Powożący najwyraźniej zrozumiał gdyż fiakr ruszył z miejsca. Podczas podróży były klecha trząsł się z zimna jakie niósł ze sobą poranek. Dzień zapowiadał się dłuższy i bardziej męczący niż poprzedni. Trasa okazała się niestety niezbyt długa, niestety dla Nicolasa którego nagłe zatrzymanie w sposób dosyć nieprzyjemny wybiło z drzemki.

Zaklął siarczyście, myśląc nad ilością godzin które musi wysiedzieć zanim będzie mógł wyruszyć w dalszą drogę.
 
__________________
Żebyście wiedzieli co ja robię cooltowej postaci LI... ;>
Sama chciałaś!


Nieobecny od soboty do wtorku(6-9.12).
mataichi jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Komentarze - Oko czarownicy Arango Archiwum sesji historycznych 101 07-16-2008 16:54
[ Inne ] Oko czarownicy Arango Toplista sesji 1 09-03-2007 00:50
Oko czarownicy Arango Archiwum rekrutacji 11 12-30-2006 14:25


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 06:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111