Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-06-2007, 13:59   #91
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 751
Rothais zacisnęła mocno wargi, promieniowała wręcz gniewem i skrywaną furią. Nie dała jednak za wygraną, co jak co, ale to była wyjątkowa niesprawiedliwość! Oskarżać ją o to, że banda jakiś obszarpańców ich napadła? Absurd!

- Ojcze! - starała się panować nad swoim głosem, ale piskliwe nutki przedarły się przez jej gardło - Jakże możesz mnie karać za coś, czego nie zrobiłam! Prosiłam jeszcze w porcie, abyś postarał się dla mnie o suknie, jakie tu się nosi. Nawet nie chciałeś mnie słuchać! Próbowałeś kiedyś, ojcze, chodzić w taki upał w sukni, jakie mam w swojej garderobie?! Nie dziw się więc, że wolałam się upokorzyć i włożyć męskie odzienie, niż żywcem ugotować się w sukni!

Zrobiła przerwę na oddech i obserwowała reakcje ojca.

- A czy to moja wina, że mój brat kazał mi jechać razem z innymi wojownikami? Nie wiem, czy się pomylił czy narażał moje życie specjalnie? Może chciał się mnie pozbyć, liczył na to, że mnie tam zatłuką, może nienawidzi mnie tak jak Ty i Ernaut? - łzy pociekły po jej policzku, trudno było powiedzieć czy to łzy gniewu, rozpaczy a może udawała? - Nikt nie powiedział mi, że tam będą niewierni, że rozpocznie się bitwa. A teraz wszyscy są przeciwko mnie! Nie dość, że gdy tylko dotarłam do obozu, próbowałam Ci pomóc, chciałam wysłać do Was jeszcze jeden oddział, ale nikt nie chciał mnie słuchać, to jeszcze teraz chcesz mnie ukarać za coś, co nie jest moją winą! Za co, za co mnie tak nienawidzicie?!

Rothais wybuchnęła niepohamowanym płaczem, jej kwilenie i zawodzenie było słychać w połowie obozu. Odwróciła się plecami do ojca i ukryła twarz w dłoniach. Jej ciało spazmatycznie drgało, szloch wyrywał się z piersi, a brak chusty do otarcia łez dodatkowo pogarszał sprawę...


_____________________________________________
Reinfrid de Remacourt w pełnej krasie dosiada rumaka:
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 09-07-2007, 11:53   #92
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 5 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 89 491
Falke tuż przed sobą widział plecy Turka.
Wydawały się na wyciągnięcie dłoni.
Czując do siebie jednocześnie odrazę, ale niepotrafiąc oprzeć się sile kotłującej się w żyłach krwi, która budziła w nim uczucia jakich sam się chyba nie spodziewał.
Ruchem kolan przyspieszył konia, uniósł się w siodle i z rozmachem ciął ciężkim ostrzem przez tureckie plecy.

Na białym materiale błyskawicznie wykwitła ciemnoczerwona plama, szybko się powiększająca.
Ciałem niewiernego wstrząsnał spazm, plecy wygieły sie do tyłu, tylko po to, by po chwili zsunąć siię bezwładnie z końskiego grzbietu.
W tym czasie reszta przeciwników zdążyła skryć się już pomiędzy wzgórzami.
Falke gwałtownym ściągnięciem cugli wstrzymał wierzchowca, i gdy ten gniewnie jeszcze 'tańczył' w miejscu, zawrócił go,i ruszył w stronę obozowiska.

Przed linią obozowiska zeskoczył z siodła, odruchowym, ciągle jakby nie w pełni przytomnym ruchem dobył zza pasa szmatkę i począł oczyszczać ostrze kordu z krwi i brudu.
 
__________________
Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A nie jeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Na bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszytko wie.
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-17-2007, 18:47   #93
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 279
Obóz w dolinie kości wieczór

Widok szlochającej córki jakoś nie przyprawiał hrabiego o łzy. W końcu jednak dzwignął się z zydla na którym usadził swój potężny zad, co mebel przyjął z wyrazną wdzięcznością objawiającą się powrotem do swego normalnego kształtu. Norman odwrócił córkę do siebie i trzymając ją w swych niedzwiedzich łapach przez chwilę rozmawiali, potem Rothais ocierając demonstracyjnie łzy dumnie wymaszerowała z namiotu.


Reinfrid
dość spokojnie wysłuchał puszącego się Ragnara. Skinął mu nawet głową jakby był zadowolony z przemowy. Odstawił rękę z pucharem, którą czarnolica służąca szybko napełniła.

- Miłe mi twe słowa Ragnarze i tak dalej. Tylko gdzie na zadek osła co wiózł Świętą Panienkę masz głowy ??? Gdzie na Ody.. na Świetego Jerzego masz GŁOWY ??? - ryczał wskazując na kilka pik wbitych w piach przed namiotem z zatkniętymi głowami w zawojach.

- Jak przyjdą tu te frankońskie lizydupy maja tu widzieć głowy tych tureckich kobylichsynów, mają widzieć że obozowałem tu JA - hrabia Reinfrid.

-
Więc precz mi z oczu i nie pokazuj mi się bez nich na oczy. I żeby to były dobre głowy, a nie jakieś tam... -
machnął ręką podnosząc do ust napełniony międzyczasie puchar i patrząc na kolejnego z przyprowadzonych przed oblicze.

Ktoś szarpnął Falke za ramię i niemal zaciągnął do namiotu wodza. Czekając chwilę na "audiencję" mógł przyjść do siebie w chłodzie namiotu. Rozglądnął się wokół : właśnie wyprowadzano więznia jakiego pierwszy raz widziała w porcie, choć teraz przy pasie i z bronią, ale z dziwnie nietęgą miną.
Popchnięto go przed oblicze Reinnfrida. Ten chwilę świdrował go o czami znad pitego wina. Odjął od ust kielich i zadecydował :

- Dziesiętnik zwiadowców. Spraw się dobrze GREKU a obsypię złotem . Zdradz a pasy drzeć z ciebie karze.

Wkrótce Falke znalazł się znów przed namiotem. Słońce prażyło niemiłosiernie, a upał powiększał jeszcze mdlący odór z rozkładających się głów i rojowisko much wokół nich. Dwóch pachołków niosło na prowizorycznych noszach ciało mnicha. Nowo mianowany dziesiętnik przypomniał go sobie również z portu. Był jednym z trzech którzy uciekli, czy kogoś gonili Falke od upału mieszało się w głowie. Ale na pewno był wtedy z nieboszczykiem tamten "więzień" i ten chłopak z siekierą za pasem co stał za nim w namiocie. Podsłyszał też rozmowę knechtów.

- No mówię Ci stał i nagle tak HYYRRR i padł na ziemię. Potem zrobił tak - postawili nosze na ziemię i pierwszy wcale udanie naśladował przez chwilę przedśmiertne konwulsje.
- Podchodzimy, patrzymy, już po nim. Może czary jakie ?
- Eeee tam -
zaoponował drugi - przecież to klecha, nie ? No to pewnie francę miał i go zeżarła - podrapał się po przyrodzeniu demonstrując iż bolączki tej choroby prawdziwego mężczyzny są mu doskonale znane. Podnieśli po chwili nosze i udali się w kierunku dołu gdzie składano ciała poległych.

W namiocie rozglądającemu się z otwartą gębą po wspaniałościach namiotu Torwaldo przypomniano o rzeczywistości w sposób tyle skuteczny co brutalny. Po prostu uczuł czyjeś kolano na zadku i jednocześnie czyjeś łapsko, bo ręka to na pewno nie była popchnęła go do przodu.

- Ten - rycerz obok Reinfrida był chyba najbardziej sam zdumiony tym co mówi - zarąbał dwóch...

Rothais wściekła wróciła do namiotów. Wszystko ją swędziało i piekło, te męskie szaty na prawdę się na nic nie nadawały mogliby nosić ... na myśl o ojcu paradującym po zamku z w damskiej kiecce z potężnym brzuszyskiem i broda po pas roześmiała się i śmiała tak że zaczęła nawet chlipać znowu tym razem ze śmiechu. Postanowiła podzielić się tą myślą z przyjaciółką. No właśnie, gdzie ona jest ? Rozejrzała się po namiocie ale nie było nikogo. No trudno - w takim razie jej poszuka. Ta mała pewnie roni łzy i smarka w objęciach swego "rycerza" - przemknęło jej przez głowę.


Proszę Graczy jeśli ktokolwiek zauważy jakieś nieścisłości co do wydarzeń tyczących jego postaci proszę mnie informować. Niestety grypa nie pozwala mi na porządne skupienie się.
 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 09-17-2007 o 19:20.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-22-2007, 21:17   #94
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 8 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 136 653
Reinfrid de Remacourt

Przyjrzał się uważnie młodemu knechtowi. Ten na pierwszy rzut oko wyglądał, jakby tu przez przypadek trafił. Na drugi i trzeci również:
- Mawiają, żeś Torwaldo. Skądżeś jest Torwaldo?
A no z... - Chłop zafrasował się nad pytaniem, nie był pewny jak się nazywała jego wioska, a nawet jeśli by sobie przypomniał nie było to coś czym chciał się chwalić -no tam koło pola buraków... We Sycyliji oczywiście - dodał pospiesznie.
Reinfrid roześmiał się głośno, trzymając się za brzuch. Potem otarł łzy z oczu i kontynuował:
- Wedle pola buraków… no tak, no tak. Pola buraków. Dzielnieś dziś stawał. Widać, że chamska, lecz krew woja w twych żyłach płynie. Proś, o co chcesz. Oczywiście w pewnych granicach. – Dodał hrabia pospiesznie.
Eeee... To ten... - Torwaldo zastanowił się czego potrzebuję. Pieniędzy? Nie miał nawet gdzie ich wydać. Coś by zjadł, ale to później. Zbawienia! Nie, tego mu raczej możny pan nie zagwarantuje. Poza tym i tak jest czymś w rodzaju apostoła. Chętnie by zawrócił, ale nie wiedział gdzie, poza tym miał misję. A żeby jej dokonać - Chcę zostać rycerzem i zdobyć dla krześcijan Świętego Graala, - wybuchnął chłop - czy tam coś innego, po co jedziemy do Ziem Świętych.
Reinfrid pokiwał głową. Zaczynał się setnie bawić.
- A więc chcesz zdobyć świętego Graala, a wiesz-li ty, że jeno rycerz może dostąpić honoru choćby spoglądnięcia na ów kielich z krwią Chrystusową? Chłop czy nawet knecht nijak tego zrobić nie może, bo świętość owego kielicha spaliłaby go na popiół?
Torwaldo rozdziawił gębę. Niespodziewanie do głowy wpadła mu myśl.
- To jak to, święci Apostołowie też byli rycerzami? - To byłby następny argument przemawiający za tym, że do wyższego stanu jest pisany.
Reinfrid pokiwał z namaszczeniem głową:
- A jakże chłopku myślisz, że Jezus Chrystus, nasz Pan, z plebsem do ostatniej wieczerzy siadał? A juści to rycerze byli. Nie inaczej.
Chłop przez moment próbował sobię przypomnieć, czy aby w kościele nie widywał ich na świętych ikonach w zbrojach, z mieczami, lub konno. Coś mu mogło nie pasować, lecz póki co, to on był plebsem i nie jemu przypadało w udziale mędrkowanie. Konkluzja mogła być tylko jedna - No to i ja chcę zostać rycerzem i mieć swój herb.
Reinfrid, pokiwał głową, gładząc jednocześnie brodę prawicą. Ten chłopek podobał mu się. Może nie był rozgarnięty, ale odwagi i determinacji mu nie brakowało:
- To zostań przy mnie, mój Torwaldo. Póki co knechtem cię uczynię i ciura przy mnie, a z czasem, kto wie. Wykażesz się, to do rycerskiego stanu podniosę. Zbroicę dam, ostrogami odznaczę i miecz przypaszę.
Torwaldo poczuł jakby żywy węgorz (bestia magiczna, a zdradziecka co bydło straszy) narodził się w jego trzewiach. Zdjął hełm z głowy, przycisnął do brzucha (co by czasem faktycznie stwór z flaków sie nie wydostał) i ukłonił się nisko.
- Dzięki wielmożny panie. - Odrętwiałe ruchy wskazywały na swoisty rodzaj euforii, która dotarła do mózgu, pomijając świadomość.
Reinfrid wstał i poklepał Torwalda po plecach:
- Czuję, iż będziesz mi jeszcze pociechą Torwaldzie. Wielką pociechą, a teraz swoje rzeczy i przenieś się do namioty mych knechtów. Aha, i dozbrój się, by mój knecht z byle kordem i bez tarczy nie biegał.
Torwaldo niezgrabnie skłonił się i opuścił namiot.

Reinfrid usiadł zamyślony. To pierwsze starcie z Turkami wyraźnie ukazało, kto na polu bitwy rządzi.Normanie czy te szmatogłowe ścierwa. Na razie Normanie, ale Reinfrid doskonale wiedział, że im dalej, tym większą przewagą Turcy będą dysponować. Wojska normańskie maszerowały pojedynczą kolumną i cholera jasna wraz z Matką Boską wiedziały, czy rycerstwo z Italii, Prowansji, Lotaryngii czy Normandii jest daleko. W teorii powinni być parę godzin z tyłu. W teorii. Reinfrid podniósł się z zydla, który z głośnym jękiem umęczonego drewna odzyskał jako taki kształt. Hrabia przeciągnął się i z wolna zaczął przechadzać się po namiocie. Intensywnie myślał. Straty w bitwie nie były wielkie. Trzech konnych, czterech pieszych. Jeden rycerz, dzielny Basequin, ranny. Za to uwolniono chamstwo z poprzedniej wyprawy. Kilku chłopów i jakiegoś zaślinionego klechę. Reinfrid podjął decyzję i wezwał porucznika, Geffraya d’Ougette:
- Przyprowadź mi klechę, co go wyrwaliśmy Turkom z łap. Natychmiast.


Obóz Reinfrida.

Porucznik skłonił się i wyszedł z namiotu a Reinfrid za nim. Obozowisko było już prawie przygotowane. Wszędzie wokół stały namioty, a w powietrzu czuć było woń przygotowywanego jadła. To nasunęło paskudną myśl Reinfridowi, czy aby nie sprawdzić, jak sprawuje się Rothais w roli kucharki. Uśmiechnął się wrednie. Sprawdzi później teraz obowiązki. Podszedł do najbliższej grupy wojów:
- hej, Adlardzie! – Zwrócił się do postawnego rycerza, którego oblicze przecinała na pół purpurowa pręga. – Jak bitwa, zdążyłeś ubić jakiegoś Turka mieczem, nim ten skonał ze strachu, widząc Twój pysk?!
Wszyscy wokół zarechotali, wraz z samym Adlardem.
- Hrabio, po to żem hełm założył, bo przecież nie dlatego, by chronić się przed tym czymś, czym saraceni machają. Daj Arabowi miecz, a zrobi z niego kozik. Dobrze prawili starsi wojowie.
Reinfrid zaśmiał się tubalnie:
- Słusznie Adlardzie, słusznie, ale dam ci już niedługo taką bitkę, że jeszcze wspomnisz z żałością swa żonę.
Adlard cofnął się w udanym strachu:
- Tę wstrętną kobyłę?! Ależ panie hrabio, toż to musiałaby być piekielna batalia, bym chciał wracać do baby co i byka by jedną garścią zdusiła.
Każdy wiedział, iż Mahald, żona Adlarda tak naprawdę była drobną kobietką o pięknych zielonych oczach i długich, płowych lokach, ale faktem tez było, iż przerażający niedźwiedź Adlard zmieniał się w jej towarzystwie w przytulnego misia, którego Mahald zwykła z perlistym śmiechem ciągać za brodę.
Reinfrid klepnął z rozmachem potężnego rycerza:
- Teraz bywaj Adlardzie.
Hrabia wrócił do namiotu, gdzie już czekał na niego Geffray wraz z niemiłosiernie brudnym chudzielcem przyodzianym w łachman, który niegdyś musiał być suknią zakonną:
- Witaj, święty ojcze… - zaczął z rewerencją Reinfrid. – Cóż tu się stało, opowiesz skromnemu słudze Bożemu, Reinfridowi de Remacourt?
Klecha chyba nie za wiele mu powie. Był w opłakanym stanie. Oczy błędne, włosy i broda zmierzwiona, a na ustach zaschnięta piana.


Wyprawa ludowa. To jej resztki zdaje się napotkały wojska Reinfrida.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 09-27-2007 o 17:48.
kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-23-2007, 12:03   #95
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 221 539
Głowy, głowy, głowy... Nie dość, że dobrych chęci sporo wykazał, że za trzema Turkami gonił pół ziemi obiecanej i pochlastał ich na pasy, to ten stary kozojebca kazał mu jeszcze przywieźć ich łby! Westchnął cicho- nie, łbów nie będzie, koniec!

Chwile stał jeszcze obok namiotu Reinfrida, by przedstawić mu tą szokującą wieść, a potem spieprzać od jego rąk i mieczy knechtów jego jak najprędzej, a po chwili zauważył, że sam hrabia zapomniał o nim i jego obowiązku dostarczenia głów... Takie problemy z pamięcią bardzo podobały się Ragnarowi...

- Łby łbami, ale teraz prowadźcie mnie do wina!- zakrzyknął, poznając jedną z brodatych mord jego nowych kumpli od kielicha. Potrzebował alkoholu, w jakiejkolwiek postaci- po prostu musiał się napić. Nie pił w końcu od godziny...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-24-2007, 17:57   #96
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 751
Wystarczył jeden rzut oka na Rothais, by zauważyć, że dziewczyna wręcz kipiała złością i nienawiścią. Tu kopnęła kufer, tam rzuciła metalowym pucharkiem rozlewając trochę wina, to znowu rozdała kilka kuksańców swoim służącym. Nikt nie śmiał zapytać co takiego przytrafiło się panience, nawet stara Sigurda unikała jej spojrzeń i wolała udać, że ma coś pilnego do załatwienia poza namiotem, niż zostać w towarzystwie furiatki. Wkrótce namiot opustoszał, a Rothais wciąż dusiła w sobie gniew, a niebezpieczne ogniki tańczyły w jej oczach. Wreszcie w głowie zaświtała jej pewna myśl i nieco już spokojniejsza zaczęła rozglądać się za Maritą.

Znalazła ją dopiero po długiej chwili przeszukiwania całego obozu. Unikała i obchodziła z daleka namiot swojego ojca, nie chciała widzieć ani jego, ani braci. Wreszcie dostrzegła Maritę - w najdalszym zakątku obozu, ukrytą między wozami i bynajmniej nie samą. Dokładnie tak jak Rothais przypuszczała, Maritka smarkała w ramię swojego ukochanego, rycerza Tristrana d'Arboledy. Rothais miała zamiar przyłapać ich i narobić szumu, odreagować wszystkie krzywdy, upokorzyć przyjaciółkę, ale... zawahała się przez chwilę. Stała ukryta za wozem, aby kochankowie nie zauważyli jej, ale nawet nie musiała się szczególnie starać, bo oboje zdawali się poza sobą nie widzieć świata. Marita blada jak trup, ale z płonącymi policzkami i oczami tak błyszczącymi, jak dwa jeziora odbijające gwiazdy, przemywała i bandażowała ramię Tristrana. Rana była prawie niewidoczna, jedynie draśnięcie, którego pan d'Arboleda z pewnością nawet nie czuł. On również wpatrywał się w nią z płonącymi oczami, a gdy skończyła go opatrywać złapał ją za jej drobne ramiona i przyciągnął do siebie. Rothais obserwowała i czekała na odpowiedni moment, żeby wkroczyć, ale Marita nie postąpiła tak, jak powinna była postąpić - przynajmniej według Rothais. Jej przyjaciółka odwróciła głowę nie dając się pocałować i cała pąsowa na twarzy mówiła coś po cichu. Tristran puścił ją, a na jego twarzy widać było zniecierpliwienie.

- Czy nie zasługuję na nagrodę od mojej Pani? - powiedział podniesionym głosem - Czyż nie walczę z Twym imieniem na ustach, nie noszę przy sobie Twojej chusty, czy nie mam na sercu pukla Twych włosów? Jestem Twoim wiernym rycerzem, Maritko!

Tristran padł przed nią na kolana i rozpiął poły swojej kurty ukazując coś tylko jej oczom. Marita wyraźnie ucieszona wciąż jednak wahała się i nie wiedziała co zrobić. Drobnymi kroczkami zbliżała się do d'Arboledy, delikatnie pochyliła się nad nim, aż wreszcie... cmoknęła go szybko w czoło i czmychnęła, gdy chciał pochwycić ją znowu w ramiona. Jak spłoszona sarna odskoczyła i niewiele myśląc uciekła z miejsca potajemnej schadzki.
Rothais ze zdziwienia otworzyła szeroko oczy i usta, podobną minę miał przez chwilę Tristran d'Arboleda, ale na jego obliczu miejsce zdziwienia szybko zajął gniew i rozczarowanie.
"Co za głupia kwoka!" - nie mogła uwierzyć, że jej własna przyjaciółka uciekła od kochanka czerwona ze wstydu jak burak - "Chce zostać świętą krową czy jak?!"

Rothais nie mogła już dokonać swojego aktu zemsty, ale dobrze wiedziała, że co się odwlecze, to nie uciecze. Wróciła więc do swojego namiotu, markotna, milcząca i dziwnie spokojna. Sigurda przyglądała jej się z niepokojem na twarzy, a gdy Rothais położyła się na posłaniu i zwinęła w kłębek, podbiegła natychmiast do swojej podopiecznej bojąc się najgorszego.

- Panienko? Panienko co się stało? Coś panienkę boli? - Rothais bardzo powoli kiwnęła głową - Gdzie boli? Ależ panienka może mieć gorączkę! Panienka wygląda jak z krzyża zdjęta, ja wiedziałam, że to się tak skończy! Tyle wrażeń, to ciągłe jeżdżenie konno, do tego ta śmiertelnie przerażająca bitwa, przecież to nie dla młodych, delikatnych panienek! Musiało Cię zawiać moje kochane dziecko, pokaż mi gdzie boli?

Rothais miała bardzo poważną minę, półprzymknięte oczy i wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać, lekko trzęsły jej się wargi. Sigurda zaczęła tulić ją do piersi i jednocześnie wydawać rozkazy innym służkom, aby dołożyły drwa do ognia, przyniosły jak najwięcej futer, nie robiły przeciągów i szybko podały grzane wino z ziołami. A w duchu modliła się do Świętej Panienki, żeby ta choroba, która nagle spadła na panienkę Rothais nie okazała się poważna i żeby tylko pan nie powiedział, że to jej wina i nie ukarał jej! Najlepiej, żeby w ogóle się o tym nawet nie dowiedział!
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-26-2007, 11:45   #97
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 5 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 89 491
Falke przysiadł w cieniu rzucanym przez jeden z namiotów.
Dawał on niestety mierną osłonę przed palącymi promieniami słonecznymi, lecz zawsze lepsza taka niż żadna...

' - Dziesiętnik zwiadowców. Spraw się dobrze GREKU a obsypię złotem . Zdradź a pasy drzeć z ciebie karze.'
Słowa Reinfrida de Remacourt zdawały się ciągłym, powracającym echem rozbrzmiewać jego głowie.

Dziesiętnik zwiadowców...Szczerze nigdy nie zakładał nawet, że podczas tej...wyprawy dostanie jakiekolwiek stanowisko.

Thorze, zaprawdę, dziwne ścieżki przygotowujesz dla swych sług...

Tak dziwne czasem wydawało się,w tak gorącym,jak to,zdawałoby się bliźniaczym do domeny Hel, córki Lokiego miejscu zwracanie się nawet myślą do Thora, pana burz i piorunów...
Burza...co by oddał by poczuć smagnięcia chłodnego wiatru na skórze, by przemoczył go do suchej nitki ulewny deszcz...
Wyciągnął z niewielkiej sakiewki wiszącej mu u pasa drobny, stalowy medalion., pogładził go palcami, po czym pozwolił, by maleńki wizerunek Mjöllnira, świętej broni Thora wsunął się na powrót do sakiewki.
 
__________________
Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A nie jeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Na bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszytko wie.
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-07-2007, 12:41   #98
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 279
Wieczór, noc i poranek na obok pola bitwy.

Reinfrid
wysłuchawszy Piotra Pustelnika ( bowiem uratowanym oberwanym mnichem był właśnie ów najbardziej znany wśród plebsu orędownik odbicia Świętego Miasta z rąk niewiernych ) i dowódcę krucjaty zwanej ludowej, która wyruszyła kilka miesięcy temu jako pierwsza i tu znalazła swój grób zasępił się mocno. Kazał mnicha umieścić w osobnym namiocie, po czym zwołać swych najbardziej zaufanych dowódców. Długo światło paliło sie w jego namiocie, rano zaś liczni gońcy rozbiegli sie po obozie.



Uczestnicy krucjaty ludowej

Torwaldo wyszedł oszołomiony z namiotu Reinfrida. Ło Jezusie i święta Celicyjo...Cecycijo... zawsze od ojca po tyłku dostawał, nie mogąc zapamiętać imienia patronki wsi. Zafrasował się, lecz po chwili jego oblicze rozjaśniło się. Przecież teraz nie jest u siebie, no i szlachetny pan powiedział że będzie rycerzem czyli już właściwie nim jest, czyli teraz jego patronem teraz jest... poczuł pustkę w głowie, a wysiłek do jakiego zmusił swój umysł setnie go zmęczył.
Postanowił krzynę przysiąść i coś zjeść, wszak jego dziadek zawsze mawiał, że " jak w brzuchu pusto w głowie groch z kapustą".
Nagle zrobiło mu się nieco smutno przypomniały mu się bowiem rodzinne wyprażone słońcem niewiele mniej niż tu rodzinne strony. Przełknął jednak dzielnie łzy jak na "prawie rycerza" przystało i dzielnym krokiem skierował się ku najbliższemu ognisku.
Wódz wydał dziś rozporządzenie by wojsku nieco pofolgować, tak więc biesiadowano wesoło i gwarnie. Torwaldo uczęstowany solidnym kawałem mięsiwa i szczodrze piwem usnął wkrótce słodko.
Rankiem obudził go rozgardiasz i niezwykły ruch w obozie. Usiadł i drapiąc się po zmierzwionej łepetynie zaczął się zastanawiać co mu teraz czynić przystoi ?

Falke czuł się obolały po walce w takim skwarze. Jego przodkom wszak było bliższe lodowate morze, zimny wiatr i śniegowe pustkowia. Docenienie przez Reinfrida było miłe, ale niestety miał świadomość o swej kompletnej niewiedzy o otaczających go ziemiach. Gwar w obozie męczył go otulił się swą opończą i starał się usnąć długo jednak nadaremnie.
Nie pospał więc długo, gdy obudził go goniec wzywający do namiotu Hrabiego.



Uczestnicy krucjaty ludowej

Ragnar
skorzystał z pewnej swobody jaka zapanowała w obozie. Jadł za trzech, pił za czterech, łgał za pięciu, klął za dziesięciu. Tu komuś dał po łbie, tu sam oberwał i w końcu zmęczony nad ranem padł jak kłoda z twarzą na wpół zanurzoną w mięsnej polewce jaką jadł ostatnio. Jednak nie spał zbyt spokojnie, śnił o głowach w zawojach, turbanach, misiurkach, głowy tureckie, arabskie, saraceńskie. Kręcił się więc niespokojnie i mruczał groznie przez sen, przerywając te srogie zapewne deklaracje co do właścicieli owych głów ciężkimi westchnieniami.
Jego męki przerwał potężny kopniak w żebra nad ranem. Wściekły otworzył oczy, by ujrzeć nad sobą górę w ludzkiej postaci. Hama, sternik Reinfrida ( on to bowiem był ) warknął tylko :
- Do Hrabiego a żywo !!!



Uczestnicy krucjaty ludowej


Rothais
"chorowało" się bardzo dobrze i mocno dała się znać swym służkom. W końcu jednak znudziła ją ta zabawa i usnęła snem sprawiedliwego. Zbudził ją jednak o świcie niezwykły u Normanów ruch w obozie. Chwilę jeszcze leżała próbując na powrót usnąć, lecz że gwar nie dawał jej usnąć wezwała Sigurdę i omdlewającym głosem ( wszak była przecież chora ) spytała :
- Co to za hałasy ?
Służąca przysiadła na łożu dziewczyny i nie kryjąc radości zaczęła opowiadać :
- A bo to proszę panienki było tak. Wszystkie się bardzo martwiłyśmy że panienka chora leży a tu dziś takie szczęście ! Rano przyszedł szlachetny pan Ernaut i mówi, że musi z panienką porozmawiać o ważnej sprawie. Bo wojska się dzielą i takie jakieś rzeczy o sprawach rycerskich cożem nic nie zrozumiała i że dość babskiej swawoli. A taki jakiś zasępiony był i zły ażem zmartwiała. Ale myślę co mnie zrobi najwyżej wybatoży, więc żem w płacz i na kolanach mu wyznałam że panienka chora leży.
A on wtedy tak dziwnie bo najpierw zamarł, potem jakieś słowa o świętej Weronice i Małgorzacie mówił, alem nie wszystkie zrozumiała, widać to jakaś specjalna pańska modlitwa do nich, potem się strasznie ucieszył, potem coś tak znowu dziwnie bo o sprzedaży konia, jakoś tak -"pozbyliśmy się kobyły", potem mnie z kolan podniósł i panienko -
tu pochyliła się konfidencjonalnie ku Rothais i pokazała jej wyciągniętego zza gorsetu złotego bizanta ( najlepszą i najdroższą w tym czasie na znanym świecie monetę ) dał i wybiegł taki radosny z namiotu.
Choć pan Ernaut wielce dobry dzisiaj dla mnie był to muszę powiedzieć że tak się cieszyć z choroby siostry nie wypada i Pan Jezus na pana Ernauta krzyw może być.

- Co z panienką ? -
krzyknęła przerażona widząc minę Rothais.
 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 10-07-2007 o 20:33.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-13-2007, 09:16   #99
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 751
W oczach Rothais wezbrały najprawdziwsze łzy. Dziewczyna była wściekła na samą siebie, że pozwala sobie na tak niezamierzoną chwilę słabości, ale po prostu miała już tego wszystkiego dość! Oczy jej się szkliły, świat przysłoniła zasłona łez, ale Rothais powstrzymywała się ze wszystkich sił, żeby nie potoczyły się po policzkach. Z rozmachem trzepnęła Sigurdę w dłoń, w której trzymała monetę, a ta potoczyła się po podłodze. Służąca przestraszyła się, że panienka gotowa jest znowu wpaść w szał i pobić ją pięściami i kopniakami, odruchowo więc skuliła się w sobie, próbując jednocześnie nie stracić z oczu bizanta.

- Nienawidzę ich! - wrzasnęła Rothais - Nienawidzę was wszystkich!! Nienawidzę! Nienawidzę! Nienawidzę!

- Panienko! Co z panienką się dzieje! - Sigurda upadła na podłogę, tuż obok swojego bizanta i nawet nie chciała patrzeć na szalejącą dziewczynę. Tym razem jej ofiarą nie padła służąca, ale metalowe pucharki z winem, kubki i posrebrzane talerze, patery z jedzeniem, które Sigurda pieczołowicie przygotowała dla swojej pani. Wreszcie Rothais nie wytrzymała i strumień łez wylał się z jej oczu, nie panowała już nad swoimi odruchami, więc wybiegła z namiotu i biegła wzdłuż obozu, byle dalej od ludzi, byle dalej od ojca i braci, byle tylko się uspokoić. Instynktownie skierowała się w stronę zakątka, w którym wczoraj dwójka zakochanych miała schadzkę. Zanim weszła między wozy usłyszała ciche kwilenie i szlochanie. Otarła wierzchem dłoni mokre oczy i policzki, pociągnęła nosem i wzięła głęboki oddech. Zajrzała najpierw delikatnie za wóz, a potem stanęła obok zanoszącej się płaczem i zawodzącej Marity. Gdy ta zobaczyła przyjaciółkę rzuciła jej się do nóg, wczepiła w nogawki spodni i szlochała tak strasznie, że Rothais musiała nią mocno potrząsnąć, a w końcu spoliczkować. Dopiero wtedy Marita otrzeźwiała i ze zdziwienia przestała na chwilę płakać.

- Czego ryczysz głupia?! Co Ci się stało?

- Mój... mój... pan d'Arboleda! - znowu zaszlochała tragicznie - On nie żyjeeeee!!

Marita zaniosła się tak potwornym płaczem, że Rothais myślała, że za chwilę się udusi nie mogąc złapać powietrza. Znowu potrząsnęła nią, postawiła siłą na nogi i zmusiła do mówienia.

- Oni powiedzieli... powiedzieli, że on... poległ w bitwie! Zakopali go!! O Najświętsza Panienko, nieeeeee! - Rothais musiała znowu użyć siły, by Marita bardziej przestraszona spoliczkowaniem mogła coś z siebie wydusić - On żył! Widziałam go wczoraj wieczorem, a dzisiaj rano widziałam jego ciało... martwe! Pochowali go z innymi!

- Jesteś pewna, że to był on?

- To była jego twarz, taka blada, sine usta... - szloch - Nie miał mojej chusty i naszyjnika z puklem włosów... Zabrali mu je, jestem tego pewna! Ale był w tym samym odzieniu, co wczoraj... Miał taką samą zapinkę jak ja! - pokazała ozdobę przy dekolcie - Podarował mi ją, żebyśmy mieli mieli takie same! Widziałam jak go zakopują, Rothais, widziałam!!

Marita upadła na ziemię, nie miała już siły ani mówić, ani stać, ani płakać. Leżała na ziemi i kwiliła, oddychała płytko i szybko. Rothais nie traciła już czasu, jeśli jej przyjaciółka była w takim stanie, na pewno musiało stać się coś złego. Sama widziała pana d'Arboledę wczorajszego wieczora. Pobiegła prosto do namiotu ojca, bezceremonialnie wkroczyła do środka, wzburzona, zagniewana.

- Pan d'Arboleda został zamordowany, a Twoi ludzie, ojcze, uznali go za poległego w bitwie! Marita widziała, jak go dziś pochowano, a wczoraj po bitwie obie widziałyśmy go całego i zdrowego! Nie można tego tak zostawić! To syn Twego przyjaciela, rycerz!
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10-13-2007, 09:20   #100
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 5 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 89 491
Z sennych, niespokojnych majaków wyrwało Falka szarpanie za rękaw.
Jeszcze mając przed oczyma ciemną grań lasu, błękitną wstęgę wijącej się rzeki rodzinnych okolic przebudził się.

Zmęczony, o ściągniętej twarzy i przepoconych włosach posłaniec widząc, że młodzieniec się przebudził rzekł tylko:

-Wielmożny Hrabia wzywa do swego namiotu.
Rzekłszy to odwrócił się i ruszył w swoją stronę.

Falke nieco obolały po nie dającym odpoczynku półśnie podniósł się, poprawił ubranie, czując zdecydowaną różnice na korzyść nie bycia w zbroi...
Z bukłaka upił spory łyk wody, zwilżył dłonie, i przetarł nimi twarz, widząc, jak zabrudzone są po tej operacji skrzywił się, po czym dobył z swych rzeczy kawałek lnianego materiału, i po jego zmoczeniu przetarł twarz i dłonie do czysta.

Chłód nocy był dla niego orzeźwiający.
Tak różny od spiekoty dnia.
Przeciągnął się z uśmiechem w oczach, lecz nie sięgającym ust, strzepnął zakurzoną opończę i ruszył w stronę namiotu Reinfrida de Remacourt.

Gdy już był przy wejściu do namiotu usłyszała gniewne słowa wypowiedziane wzburzonym, kobiecym głosem.
Bez wątpienia mówiącą była córka Hrabiego, jaką widział i słyszał jeszcze w porcie.
Jak zwała się hrabiowska córka...?
A tak, Rothais...oryginalne imię nosiła owa panna...
Zatrzymał sie , nie chcąc próbować wchodzić w takim momencie, a chcąc usłyszeć odpowiedź ojca dziewczyny na ów zarzut.

Dla niego samego, podobnie jak dla dziewczyny ta sytuacja go mierziła.
Jeśli kogoś zabić, to jawnie, i potem umieć ponieść tego ewentualne konsekwencje.
Tak żyli i walczyli wojownicy czczący Bogów Asgardu..
 
__________________
Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A nie jeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Na bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszytko wie.

Ostatnio edytowane przez Lhianann : 10-13-2007 o 09:27.
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Deus le volt Arango Komentarze do sesji RPG - Historyczne 226 12-03-2008 18:31
[inne] Deus le volt Arango Toplista sesji 3 09-27-2007 13:51
[autorski] Deus le volt Arango Archiwum rekrutacji 25 03-15-2007 12:24


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 15:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111