Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-27-2008, 18:49   #171
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 131 940
Reinfrid de Remacourt

Zatopiony w myślach Reinfrid snuł kolejne plany, strategie i te.. no… hito.. hite… hipo… no, przypuszczenia dotyczące tej przeklętej wyprawy. Jednym uchem przysłuchiwał się dysputy, jaką prowadziła Rothais, Hektor i Edwar. Aaa, i Torwaldo gdzieś tam przemknął, próbując porozmawiać z córką hrabiego. Reinfrid wyszczerzył zęby, słysząc jak jego córuchna potraktowała giermka-nuworysza. Znać, że diablica jadem pluć umiała lepiej niźli antyczna amfisbena. Tymczasem podróż ciągnęła się niemiłosiernie, a w palących promieniach anatolijskiego słońca rycerze wręcz spływali potem pod ciężkimi kolczugami. Aż dziw Reinfrida brał, że rosły i gruby Niemiec z taką chęcią peroruje Anglikowi o swych przewagach i mistrzostwie. No to się jeszcze okaże. Hrabia nie omieszka sprawdzić przewag obu rycerzy na polu bitwy.

Tymczasem z przodu ukazało się kolejne zbocze następnego wzgórza, jak setki pozostałych nieodmiennie kamieniste, z lekka jeno przykryte skarłowaciałą roślinnością. Ten stok różnił się jednak od pozostałych. Już z tej odległości hrabia widział, że kamienie nadto białe są i zbyt regularnie rozmieszczone. Wyglądało to na wioskę, a raczej na jej żałosne ruiny. Kawalkada jeźdźców Reinfrida podjechała w pobliże pozostałości po zabudowaniach. Turkopole wraz z Falkem zsiedli już koni i opatrywali teren. Natomiast Ragnar przejechał wioskę konno i oglądał jej przeciwległy koniec.

Reinfrid powiódł posępnym wzrokiem po wzgórzu, otaczających szczytach, a potem po samych ruinach. Setki, może tysiące kości zalegało między kamieniami, zaroślami i resztkami ścian tureckich domków. Hrabia, głośno sapiąc, zwlekł się z siodła i zeskoczył ciężko na ziemię. Z ręką na rękojeści miecza wszedł między zabudowania, poświęcając szczególną uwagę ludzkim szczątkom. Wprawny okiem starał się ocenić, w jaki sposób uśmiercono tych biedaków. Bo jeśli nie miały na sobie śladów broni… Reinfrid zaklął w myślach. To mogła być zaraza, a on jak ostatni głupiec wlazł prosto w paszczę niebezpieczeństwa. Kopnął zeźlony, najbliższy, pożółkły czerep, a ten głośno stukocząc potoczył się po kamieniach, burząc panującą wokół ciszę. Teraz dopiero de Remacourt dostrzegł, dlaczego czuł się tutaj tak nieswojo. Cisza, kompletna cisza, by nie rzec martwa spowijała niczym całunem dziwne ruiny:

- Torwaldo! – rozdarł się Reinfrid, chcąc po trosze dodać sobie animuszu. – Torwaldo, psi chwoście, do mnie w te pędy!!!
Torwaldo, łypiąc niepewnie oczyma spod opadającej na brwi misiurki, podbiegł do hrabiego Graviny:
- Tak, panie?
- Nie panuj mi tu, tylko, skoroś taki zawołany zwiadowca, co to kursuje między szpicą a mną, to gnaj teraz na szczyt wzgórza, oglądnij tę forteczkę, a potem rozejrzyj się, co tam z góry widać. Sprawdź dokładnie teren, popatrz czy poganie się gdzieś nie czają. Pilnuj się, by coś tam cię nie ubiło lub... - spojrzał niespokojnie na ludzkie kości - ... nie zeżarło. Trochę żal by było tej doskonałej kolczugi, którą nosisz. No już!

Chwilę potem Reinfrid opuścił to miejsce pełne śmierci, wspiął się na wiernego rumaka:
- Panie Hektorze, panie Edwardzie, zatrzymamy się tu na popas, ale… - spojrzał w kierunku ruin. – Ale nieco dalej, u stóp wzgórza. Coś dziwnego tkwi w tych ruinach. Rothais, moja córko, pewnie też już chcesz odpocząć. Podróż ciężka jest dla tak delikatnej panienki jak ty, hłe hłe.
Reinfrid zarechotał głośno, ale śmiech wydał mu się w tej okolicy dziwnie nieodpowiedni, by nie rzec – bluźnierczy. Spoważniał nagle, a potem ryknął:

- Obozowisko zakładamy u podnóża wzgórza, trzysta kroków stąd. Chyżo psubraty! Zwiadowcy opatrzeć mi dokładnie okolicę. Jeśli ktoś lub coś nas zaskoczy w nocy, to policzę się z wami. Ragnar! Falke! Prowadzicie zwiad!
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 03-27-2008 o 18:57.
kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 03-30-2008, 09:34   #172
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 7 Arango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetny
$: 139 021
Zrujnowana wioska dwie godziny przed zmierzchem.

Rozkaz Reinfrida wykonano błyskawicznie.
Wszystkich ruiny napawały dziwnym lekiem sięgającym samej głębi ich jestestwa. A przecież czuli to wojownicy, którzy widzieli niejedną grabież, czy rzez, utaczali, ba pławili sie we krwi.
Jednak panująca wokół śmiertelna zda się cisza, prażące niemiłosiernie słońce powodowały niepokój, zmuszały do bacznego rozglądania się wokół.

Ragnar dokładnie badał teren wokół ruin, jednak nic nie wskazywało na to żeby gościł tu ostatnio zwierz czy człowiek, pieszy lub konny, więcej nawet zdawało się że wszystko co żyje omija zrujnowaną wieś.

Zbadano też dokładnie kości.

Do stojących wokół Hrabiego rycerzy, wśród których byli Edward i Hektor podszedł dziesiętnik turkopoli, posiwiały półkrwi Arab, który towarzyszył Reinfridowi od lat z górą dwudziestu we wszystkich wyprawach. Przyklęknął na jedno kolano trzymając w dłoniach dwie części piszczela.

- Oby światłość Twego dnia o Panie nie mąciła żadna chmura niepokoju...- zaczął, lecz widząc krótki ruch ręki pana na Gravinie przeszedł do konkretów.
- Ten nowy człowiek Ragnar zbadał teren wokół wsi i twierdzi że nie byl odwiedzany dawno przez nikogo - zaczerpnął tchu i kontynuował, jednak z dziwnym wyrazem twarzy.
- O szlachetny, ludzie ci zgineli gwałtownie lecz jak nie wiemy. Nie zrobiły tego dzikie zwierzęta - uprzedził następne pytanie i wyjaśnił.
- One nie wysysają szpiku... - zademonstrował ułomki kości.

Zapanowało milczenie przerywane tylko ciężkimi oddechami rycerzami. Podsłuchującą nieopodal Rothais pisnęła cicho i choć była dziewoją odważną to przysunęła się bliżej ojca.

- Tam !!! Tam !!! - jeden z giermków krzykiem zwrócił na siebie uwagę wszystkich. Pokazywał coś wśród ostrych skał na szczycie. Wszyscy wytężyli wzrok, lecz świecące im prosto w oczy słońce nie pozwalało dobrze się przyjrzeć.

- Tam !!! Na krew Chrystusa Pana !!! Tam ktoś jest !!! - darł się dalej młodzik.





Falke, Torwaldo, Ragnar
wraz z jeszcze jednym zwiadowcą galopowali w kierunku majaczącej na grzbiecie wzgórza budowli. Dobiegły ich w pewnym momencie krzyki z obozu, lecz byli już za daleko by zrozumieć słowa.
Choć słowo "galopowali" w stosunku do Torwaldo było nieco na wyrost, ten bowiem podskakiwał na końskim grzbiecie niczym worek kartofli udało im się nie łamiąc nóg własnych ani końskich do budynku.
Była to w istocie mała forteca zbudowana na planie kwadratu o bokach 30 x 30 kroków, dziwaczna nieco i mocno nadgryziona zębem czasu. Przypominała raczej sycylijskie schronienia dla pasterzy, choć ta była dwupiętrowa, z wąskimi okiennicami i małymi drzwiczkami.
Z płaskiego dachu wyrastała niewysoka wieżyczka przypominająca minaret, zdolna pomieścić jednego obserwatora.
Teren wokół wskazywał, ze nie nawiedzał go od dawna nikt poza dzikimi zwierzętami. Gdzieniegdzie tylko wśród kamieni walały się kości równie stare i pożółkłe jak te we wsi.
 
__________________
To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.

Ostatnio edytowane przez Arango : 03-30-2008 o 10:39.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-05-2008, 22:04   #173
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
$: 46 265
Zawsze najważniejsze misje przypadają jemu. Co to nie ma innych bohaterów? Torwaldo nieco znużony podróżą i ciągłym wypracowywaniem sobie przyszłej reputacji wielkiego rycerza trzymały się głowy buntownicze myśli. Niewiadoma siła powstrzymała go od wypowiedzenia na głos sugestii by panienka Rothais wyruszyła na zwiad, bo giermek widział, że aż paliła się do jakichś bliżej mu nieznanych czynów. Bo nosi się po męsku pewno nie od parady, a uwaga jej jest zawsze skierowana tam gdzie dzieją się ważne rzeczy. Jakby na to nie patrzeć to ostatnimi czasy Torwaldo właśnie znajduje się epicentrum wydarzeń. Więc czyżby to było możliwe, że panienka de Remacourt to właśnie nań tak pożądliwie spoziera? Mówiło się we wsi, że taki krzyżowiec, to każdą kobietę weźmie jeśli mu przyjdzie na to ochota. Czyżby to i Torwaldo miał się ostatnimi dniami stać równie atrakcyjny? Zanim zaczął zastanawiać się co z takim powodzeniem przyjdzie mu zrobić, do głowy dotarła mu pewna konkluzja. Przecież to będzie nie wporządku w stosunku do hrabiego jeśliby odkryłby afekt jakim jego córka darzy jego najwierniejszego wojaka. Z jednej strony pomyślałby, że ich przyjaźń jest tylko sposobem na zdobycie Rothais, lecz z drugiej obraziłby się gdyby odrzucił jej romanse. Sytuacja ze wszech miar trudna zważywszy, że mimo całej urody panienki jakoś jej usposobienie nie pozwalało Torwaldo myśleć o czymkolwiek innym jak o trzymaniu się bezpiecznej odległości, a kiedy przypomniał sobie własne myśli, o tym że szalchcianka nosi się po męsku nie od parady aż nogi ugięły mu się w kolanach, a przez pośladki przebiegły dreszcze (wywołane strużką spływającego po plecach potu). Co to byłby z niego za chłop kiedy nie znalazłby wyjścia z tej dość kłopotliwej sytuacji. Skłonił się pospiesznie hrabiemu i błyskawicznie wskoczył na konia, i ruszywszy z resztą zwiadowców, zaraz znikli za tumanem unoszącego się w powietrzu pyłu.

Ujechali ładny kawałek, kiedy znienacka zaskoczyła ich, (a przynajmniej Torwaldo,) swoją obecnością mała forteca budynek z pozoru nie wielki, ale giermek dobrze wiedział, że pozory często mylą. Szczególnie jeśli ma się do czynienia z magią. Każdy głupi wie przecież, że wiedźmy posługują się magią, a tylko wiedźma mogłaby zamieszkać na takim odludziu w takim dziwnym domku. Od razu wziął pod uwagę wieżyczkę, z której domniemana Baba Jaga miałaby okazję ciskać zaklęciami w przechodzących, a Torwaldo przecież nie mógł pozwolić sobie na bycie zamienionym w żabę. Co by powiedział hrabia? Dzielny giermek w pośpiechu wertował więc w pamięci znane sposoby radzenia sobie z wiedźmami. Jakoś do głowy przyszło mu tylko święcenie domostw na zakończenie żniw. Lepiej tak niż w ogóle. Krzyża procesyjnego wprawdzie ze sobą nie miał, ale tarcza z jego symbolicznym wizerunkiem nie powinna robić różnicy. Podniósł więc ją uroczyście do góry i rozpoczął trzykrotne okrążanie budynku. A że zboża, mleka, serów, wina i w ogóle artykułów spożywczych poza resztką bułki przy sobie nie posiadał, zaczął skruszać skórkę pieczywa obrzucając nią symbolicznie każdą ścianę budynku. Żeby to jakoś lepiej wyglądało oprócz pieczywa Torwaldo zastosował także niewielkie kamienie, ponieważ święty Innocenty żywił się nimi podczas swojego słynnego postu, a że jakoś w tym miesiącu przypadało jego święto, obrzęd na pewno będzie się liczył.
 
__________________
Tuż za rogiem czai się nowa rekrutka. Albo ja ją wykończę albo ona mnie.
. . . . . Zwierzątka . . . . .

Ostatnio edytowane przez Angrod : 04-05-2008 o 22:32. Powód: przypływ weny
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-06-2008, 00:15   #174
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante ma w sobie cośsante ma w sobie coś
$: 50 884
Hektor z zadowoleniem przyjął polecenie hrabiego, który postanowił udać się z nim i kilkoma rycerzami w trochę bezpieczniejsze miejsce. Dobrze nie dotarli do podnóża góry, gdy ktoś tą spokojną ciszę przerwał.
- Tam !!! Na krew Chrystusa Pana !!! Tam ktoś jest !!! - darł się dalej młodzik.
Mężny Niemiec spojrzał w kierunku wskazywanym przez chłopaka, ale nic dostrzec nie mógł. Słońce, mimo, że świeciło pod kątem, to jednak nadal skutecznie uniemożliwiało rozeznanie czegokolwiek z takiej odległości. Nie pozostawało nic innego jak przyjrzeć się niebezpieczeństwu z bliższej odległości. Hektor dumnie się wyprostował, poprawił miecz i kolczugę, uśmiechnął się do Rothais i zawołał do Anglika.
- Jedź sprawdzić, co tam się dzieje, ja zostanę chronić hrabiego! Tam młodzi, niedoświadczeni. Nie będą wiedzieli, co począć, a ty jak mniemam poradzisz sobie świetnie. Niech Bóg cię chroni! – Hektor silną łapą walnął w zad konia, który porwał w pierwszej chwili, niczego się niespodziewającego anglosaskiego rycerza. Następnie Białozęby odwrócił się w stronę hrabiego.
- Panie mój, kto wie czy to niejaka zasadzka urządzona przez te szatańskie pomioty. Jesteśmy na otwartym terenie, u podnóża góry. Arabskie psy mimo swej mizerności, potrafią strzelać z łuków, a w tym wypadku jest to nad wyraz niebezpieczne. Na naszych koniach nie mamy szans na jakikolwiek odwrót. Pozostaje jedynie dotrzeć do zabudowań i tam się bronić. Takie są moje rady, mam nadzieję, że je rozważysz. – Hektor rozglądał się za jakimikolwiek oznakami zasadzki, z stoickim spokojem. Chciał zrobić na hrabiance i jej ojcu dobre wrażenie człowieka opanowanego i mądrego. Prawdę mówiąc, nie wierzył w żadną zasadzkę. Pewnie młody doznał jakiegoś zwidu, albo zobaczył jakiego ptaka lecącego na niebie. Zresztą jeszcze nikt nie zareagował jakoś poważniej na te wołania. Trzeba było grać, najlepiej jak się umiało. Angola się pozbył na moment, a to już coś. Kto by pomyślał, że jakiś rycerz w srebrnej zbroi wyłoniający się z tumanów piasku, potrafi zwrócić na siebie tyle uwagi panienki i hrabiego. On, Hektor, człowiek, który został podstępnie wplątany w głupią wyprawę krzyżową, musi coś z tego wynieść. O pieniądze nie dbał, zresztą jak i o łaskę boską. Sława mężnego wojownika, rozgłos na cały chrześcijański świat, tego teraz chciał, a jak to zdobyć, jak nawet nie potrafi przykuć na dłuższą chwilę uwagi swoich towarzyszy podróży. Hektor czuł, że dokona czegoś wielkiego, pochodził przecie z rodu wielkiego rycerza Rolada, który bił niewiernych, osławił się na cały świat. Prawdą jest, że nigdzie nie jest udowodnione pokrewieństwo Hektora z słynnym Rolandem, ale mężny Niemiec, czuł, ze być inaczej nie może.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"
sante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-12-2008, 21:25   #175
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 4 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 87 210
Falke wraz z towarzyszami wybranymi na zwiad zbliżał się do zabudowań teraz widząc je wyraźniej.
Budynek wyglądał na niewielki fort, z wieżyczką z jakiej dawałoby się zacnie obserwować teren.
Zza ich pleców doleciał jakiś okrzyk, lecz niestety odległość nie pozwoliła rozróżnić kto i co krzyczał...

Spokój i cisza panujące wokoło wydawało się młodemu zwiadowcy nieco podejrzane. Nie potrafił w pełni zrozumieć co czuje, ale na wszelki wypadek miał się na baczności.
Jako, że żaden z jego towarzyszy nie garnął się do zbadania fortu zdecydował, że ktoś musi podjąć w tej grupie jakaś decyzję, i że najwyraźniej ów obowiązek spoczywa na jego barkach.

Jeszcze raz ocenił budynek, objechał go dookoła, po czym zeskoczywszy z konia odezwał się do reszty:
-Torwaldo, stań po lewej stronie drzwi, i przygotuj broń, ty zaś Ragnarze otwórz drzwi. musimy sprawdzić, czy żadne psubraty nie czają się w środku.
Mówiąc to wprawnym ruchem naciągnął cięciwę łuku i wybrał strzałę z kołczanu.


_________________________________
Polecenie by Torwaldo stanął z prawej strony drzwi zostało wydane jeśli drzwi owe otwierają się w lewo. Jeśli jest odwrotnie analogicznie polecenie będzie dotyczyć lewej strony.
 
__________________
Candles raise my desire
Why I'm so far away
No more meaning to my life
No more reason to stay...
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 15:33   #176
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 5 merill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetny
$: 102 300
Opasły Teuton już od dobrych kilku godzin próbował go sprowokować... z mizernym skutkiem. Nie przyjął wina od tego opoja o nalanej twarzy... widać, że aż trząsł się ze złości, kiedy Edward rozmawiał z córką hrabiego. "Ona mogłaby być moją córką... a on myśli, że jestem jego konkurentem? Widać Germanom od siedzenia w lasach mózgi już całkiem zdziczały? Zresztą kto ich tam wie?"

Kiedy Hektor "wydał" mu rozkaz spojrzał na niego zimnym wzrokiem. Jeszcze kilka miesięcy temu, za taką zuchwałość skróciłby go o głowę, nawet bez wyzywania na pojedynek - wszak psom cześć się nie należała. Ale nie teraz... teraz oczyszczał sumienie... pokuta - to słowo tępym bólem odzywało się w jego czaszce.

- Pojadę sprawdzić... co tam się dzieje... wszak zdrowie Hrabiego i jego przepięknej latorośli - uśmiechnął się do Rothais na przekór Hektorowi - leży nam wszystkim na sercu. A ty Hektorze, jak przystało na twojego mitycznego imiennika, zadbaj o bezpieczeństwo naszego seniora... - wiedział, że człowiek taki jak Reinfrid potrafił sam o siebie zadbać, ale pozory grzeczności należało zachować. - Pamiętaj jednak Teutonie, byś kiedyś nie skończył jako truchło ciągnione za czyimś wozem - oddał honory hrabiemu i ruszył w stronę resztek strażnicy... ku turkopolom i zwiadowcom.
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
W sobotę odpisuję do: Rivera,RR,Deusa,Fontanny i Światów. Wszystkich MG i graczy przepraszam, ale w związku z nową pracą nie dam rady inaczej. Proszę o wyrozumiałość.

Ostatnio edytowane przez merill : 04-20-2008 o 21:01.
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-20-2008, 19:26   #177
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 131 940
Reinfrid de Remacourt

Hrabia z lubością przysłuchiwał się rozmowie Edwarda i Hektora. Snadnie wyjść z tego może jakiś pojedynek, którego może i Norman w tej chwili by nie chciał, ale w obozowisku? Toż to dodałoby pozłoty do wizerunku Rothais, a może i pozwoliło ją lepiej wyswatać? A tymczasem trza było czekać. Reinfrid poprawił pas na brzuszysku, a potem zdjął hełm, by przetrzeć spocone czoło. Słońce wciąż prażyło niemiłosiernie. Hrabia zatęsknił za cieniem panującym w jego zamku, w Gravinie. W Italii też bywało skwarnie, ale tutaj mieli do czynienia chyba z samym piekłem. Reinfrid pomyślał, ze może rozbicie obozowiska u podnóża wzniesienia nie było najlepszym pomysłem. Żar padający z nieba wypali w nich wszystkie siły.

- Tam !!! Na krew Chrystusa Pana !!! Tam ktoś jest !!! – To jeden z giermków, młodziutki puer, wydarł się wysokim głosem. Reinfrid spojrzał we wskazanym kierunku. Faktycznie. Z tego dystansu człowiek, a niewątpliwie był to człowiek, zdawał się być niewiele większy od kropki. Jakim cudem zobaczył go giermek, Reinfrid nie wiedział, ale z pewnością powinien go nagrodzić. Obserwator chyba zdał sobie sprawę, że został wykryty, bo zerwał się na równe nogi i czym prędzej zniknął wśród skał i jarów, w które obfitował krajobraz anatolijski. Nie było najmniejszego sensu wysyłać za nim pogoni. Raz, że tamten lepiej znał teren, dwa, że teren nie był najlepszy do pościgu.

- Turcy, obserwują nas. – Reinfrid powiedział głośno, ni to do siebie, ni do towarzyszy.

Wezwał do siebie Hamę i kazał wstrzymać giermków, którzy już mieli ruszyć, by we wskazanym miejscu wznieść namioty. Czekał na zwiadowców i wieści o forteczce. Z jednej strony te rozwłóczone kości sprawiały, że po plecach Reinfrida przebiegały ciarki, ale jednocześnie wiedział, że w forcie łatwiej się bronić przed wrogiem, a i wypoczynek będzie milszy w cieniu. Kto wie, może i w studni woda się znajdzie? Obserwator mógł im na kark sprowadzić dużo większe siły Turków, które na otwartym terenie z łatwością zagarnęłyby kilkudziesięcioosobowy oddziałek Normanów.

Reinfrid przywołał do siebie Rothais, która posłusznie podjechała do ojca:

- Córko, przeczucia mam nienajlepsze, dlatego niech nic głupiego ci do głowy nie przyjdzie. Trzymaj się blisko mnie i rycerzy, nie oddalaj się od nas, zarówno bez potrzeby jak i za potrzebą. Te kości, fort… Dziwne zimno mnie na wskroś przenika jak wtedy pod Dyrrachium, gdy mój brat a twój wuj poległ.

Przyjrzał się uważnie obliczu Rothais:

- Ot, coraz piękniejsza się robisz. Czas by pomyśleć o jakimś mężu dla ciebie, moja córko. – Po czym wrócił do obserwowania wzgórza. Czekał na wieści od zwiadowców, o ile ci raczą w końcu powrócić.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-21-2008, 18:42   #178
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest po prostu świetnyMilly jest po prostu świetnyMilly jest po prostu świetnyMilly jest po prostu świetny
$: 318 201
W miarę upływu czasu fascynacja Rothais zaczęła przygasać, a jej miejsce zajął nieprzyjemny, denerwujący niepokój. Coś pełzało tuż pod jej skórą, sprawiając, że włoski na jej dłoniach i karku stawały dęba, a po kręgosłupie przebiegał zimny dreszcz. To miejsce nie było dobre. Jeśli ojciec zdecyduje, że mają się tu zatrzymać na postój, albo co gorsza każe rozbić obozowisko na noc, już ona mu powie co o tym myśli! Choćby miał ją na piechotę odesłać z powrotem do braci!

Jednak nawet ta iskierka złości nie zdołała rozbuchać w niej prawdziwego gniewu. Oczy jej wodziły dookoła, błędnie, bezwiednie, a wyzierało z nich jedynie niezadowolenie i niepewność. Sama nie wiedziała co się z nią dzieje, dlaczego się tak czuje. To miejsce... tak, coś tu było z pewnością takiego, co wprawiało ją w ten stan.

Reinfrid przywołał do siebie Rothais, która posłusznie podjechała do ojca:

- Córko, przeczucia mam nienajlepsze, dlatego niech nic głupiego ci do głowy nie przyjdzie. Trzymaj się blisko mnie i rycerzy, nie oddalaj się od nas, zarówno bez potrzeby jak i za potrzebą. Te kości, fort… Dziwne zimno mnie na wskroś przenika jak wtedy pod Dyrrachium, gdy mój brat a twój wuj poległ.

Słowa jego przyjęła z ulgą i pewnym zadowoleniem. Co jak co, ale przy ojcu z pewnością czuć się będzie bezpiecznie. Do niego największe licho i sam Belzebub dostępu nie mają, bo jego dusza bardziej czarna od ich. Z nim jej nic nie grozi.

- Dobrze ojcze - jej zgoda i brak polemiki w tej kwestii musiały zdziwić Reinfrida, choć jej dalsze słowa wskazywały na prawdziwy powód tego braku zadziorności - I mnie zimno przenika, jakbym w żyłach miała lód miast krwi... Strasznie tu jakoś...

Hrabia przyjrzał się uważnie obliczu Rothais:

- Ot, coraz piękniejsza się robisz. Czas by pomyśleć o jakimś mężu dla ciebie, moja córko.

- Oczywiście, że jestem piękna i mądra -
prychnęła odzyskując na chwilę dawny animusz, odwracając myśli od tego okropnego miejsca - Kobiety z naszego rodu zawsze były piękne, a ja urodę odziedziczyłam na szczęście po matce. Ale ja już nie chcę męża. Sama potrafię o siebie zadbać i sama będę rządzić na ziemiach, które dostanę w posagu!


Rothais w swoich wyobrażeniach
 
__________________
Jestem nieosiągalna do końca września, a może dłużej.
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-22-2008, 11:44   #179
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 7 Arango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetny
$: 139 021
Opuszczona forteczka - dwie godziny do zmierzchu

Torwaldo
zapałem bombardował forteczkę aż momentami kurz podnosił się w miejscu gdzie kamień uderzał o stary, z suszonej na słońcu gliny postawiony mur. W końcu się zmęczył i zadyszał, zwilżył tedy gardło łykiem wody i z ciekawością podsunął w stronę drzwi, gdzie młody dziesiętnik wydawał polecenia.

Poszukali tedy w kilku i znalezli starą przymurszałą nieco belkę, i chwyciwszy ją pod ramiona na zgodną komendę "heeeeej" spróbowali wyważyć odrzwia.

Kilka pierwszych uderzeń nie przyniosło rezultatu, ale potem, gdy dołączył do nich Ragnar deski zaczęły trzeszczeć, by w końcu ustąpić z przerazliwym jękiem pękających zasuw.

Ostrożnie weszli do ciemnego pomieszczenia, gdzie światło wpadało tylko przez dymnik i małe okienka.
Nagle poderwali głowy zaskoczeni trzaśnięciem deski pod czyjąś nogą, ale przybyszem okazał się tylko ów Norman z Anglii, rozglądający się równie ciekawie jak oni po wnętrzu.

Było tu mrocznie w powietrzu unosił się ciężki zaduch kurzu, bzyczała osamotniona mucha. Pod ścianą leżało rzędem kilkanaście przykrytych kocami kształtów, na środku zmumifikowany, wyschnięty na wiór, skurczony trup z wbitym w w brzuch krótkim mieczem.
Przy jednej ze ścian schody prowadziły do zamkniętego klapą otworu na górze, przy drugiej, inne prowadziły w dół, w ciemną czeluść, skąd można było poczuć lekki powiew wilgotnego powietrza.

Szkic forteczki



Ruiny wioski - dwie godziny przed zmierzchem

Wszystkim udzielił się nastrój zdenerwowania.
Czym ?
Sami tego nie wiedzieli, ale konie targały uzdami rżąc, a co młodsi giermkowie żegnali ukradkiem, bądz też pluli w celu odegnania Złego mamrocząc pod nosem zaklęcia przekazane im jeszcze przez dziadów, czy ojców.
Rycerze również bacznie rozglądali sie wokół, częściej niż to było potrzeba sprawdzając czy miecz łatwo wychodzi z pochwy, bądz też poprawiając zawieszone na plecach tarcze.

- Panie !!! Tam !!! - krzyk jednego z rycerzy przerwał pełne napięcia oczekiwanie.
Jego ręka wskazywała wylot doliny skąd zbliżał się do nich tuman kurzawy. Był od nich oddalony o jakieś dwie mil (angielskie - dla jasności ) i dziwnie skłębiony, skręcony zbliżał się do nich.

- Dziwna ta kurzawa Hrabio i bardzo szybko się przesuwa - Roger trzymający się dotąd na uboczu podjechał do Reinfrida, Rothais i Hektora.
Wpatrywał się w wylot doliny, głaszcząc po szyi nerwowo drobiącą klacz i szepcząc jej coś uspokajającego do ucha, czemu pan na Gravinie przypatrywał sie niezbyt przychylnie.

Widział kto by gadać z koniem ?
 
__________________
To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-28-2008, 17:25   #180
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 4 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 87 210
Już z zewnątrz można było ocenić, że pomieszczenie w jakim właśnie się znaleźli jest całkiem spore.
Teraz Falke ocenił, że każda ściana ma przynajmniej 100 stóp długości.
Półmrok pomieszczenia przecinały równe smugi światła padające z niewielkich okienek i dymników.
Nagle dobiegł ich dźwięk zza ich pleców.
Młody zwiadowca błyskawicznie się odwrócił przeklinając w duchu swą głupotę, i to, że pomimo, iż weszli do pomieszczenia nadal ściskał łuk.
Na szczęście dla nich przybyszem, jaki spowodował ów niewielki hałas okazał się ów rycerz jaki dołączył do nich jako ostatni, bodajże Edward zwący się Sprawiedliwym…

Falke nieco niecierpliwym ruchem spuścił cięciwce z krótkiego łuku, schował go w łubie jakie nosił za lewym ramieniem.
Zwrócił się do jednego z dwóch pozostałych zwiadowców jaki przybył wraz z nimi, wyglądającego na Normana.

-Arhentcie, daj baczenia na drzwi i ich okolice, by ponownie nas nikt w tak niespodziewany sposób nie zaskoczył.

Sam przyjrzał się uważniej trupowi z mieczem w brzuchu.
W sumie były to wysuszony do cna resztki człowieka odziane raczej z arabska.
Trudno było ocenić, jak dawno temu ten niewierny oddał szatanowi swą nieczystą duszę, ale na pewno nie było to w przeciągu kilku ostatnich dni.

Jego uwagę przyciągnęły poprzykrywane, leżące pod ścianami kształty.
W zasadzie mogły być to nawet ludzkie zwłoki…

-Ragnarze, sprawdź co to za tłumoki, Torwaldo, obejrzyj tę klapę prowadząca wyżej, ale nie otwieraj.

Widząc, że nadal nikt się nie kwapi by wydać jakiekolwiek polecenia, dalej ciągnął swoje obowiązki dziesiętnika, chodź nadal nieco dziwnie się czuł wydając polecenia wyraźnie od siebie starszym wojownikom. Ale to jemu hrabia powierzył takie a nie inne stanowisko, a nie im.
 
__________________
Candles raise my desire
Why I'm so far away
No more meaning to my life
No more reason to stay...

Ostatnio edytowane przez Lhianann : 04-28-2008 o 17:29.
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Deus le volt Arango Komentarze do sesji innych sesji RPG 212 10-04-2008 18:47
[inne] Deus le volt Arango Toplista sesji 3 09-27-2007 12:51
[autorski] Deus le volt Arango Archiwum rekrutacji 25 03-15-2007 11:24


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 01:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96