Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-28-2008, 20:07   #181
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak klejnot wśród skałMilly jest jak klejnot wśród skałMilly jest jak klejnot wśród skałMilly jest jak klejnot wśród skał
$: 310 909
Rothais stanęła w strzemionach i przysłaniając dłonią oczy od rażącego słońca zaczęła wpatrywać się w stronę, na którą wszyscy wskazywali. Tumany kurzu i piasku wzbijały się w powietrze, pędziły z niesamowitą prędkością wprost na ich grupę.



Córka hrabiego zesztywniała. Jej okrągłe oczy wyrażały w tej chwili wszystko, co czuła - przerażenie. Naraz zrobiło się ciemno, słońce przysłonił coraz wyżej wzbijający się piasek. W tamtym miejscu, tuż przy ziemi, było niemal czarno. Rothais wydawało się, że dostrzega zarysy jeźdźców - mrocznych, potężnych, piekielnych jeźdźców, armię umarłych pogan, którzy sunęli na swych czarnych rumakach po to, aby zabrać ich ze sobą do piekła.

- Piekielnicy! - pisnęła i skuliła się w siodle; jej koń stał się niespokojny, również inne wierzchowce wyczuwały niebezpieczeństwo, rżały, przestępowały z nogi na nogę, wierciły się i kręciły.

- To armia potępieńców! Jadą prosto na nas! Biada nam! - podchwycił któryś z wojów. Zdawało się, że w szeregach armii Reinfrida za chwilę zapanuje panika. Hrabia jednak krótko trzymał swoich wojów i choć zjawisko było iście niespotykane, jego armia musiała być przygotowana na wszystko. Nie skończył jednak wydawać rozkazów, a nagle zapanowała niesamowita ciemność. Rżenie koni i nawoływania ludzi ledwo przebijały się przez huki i zawodzenie wiatru. Nikt nie spodziewał się, że tajemnicza chmura piasku dotrze do nich tak szybko, niemal w mgnieniu oka! Nikt nie był przygotowany na to, co miało się wydarzyć.

Silny wiatr uderzył w wojowników i służbę. Oszalałe ze strachu konie nie dały się uspokoić, sami ludzie nie potrafili opanować swoich własnych uczuć. W jednej chwili zewsząd otoczył ich piasek. Miliardy wirujących w powietrzu drobinek, niemal zbitych w zwartą masę, atakowały boleśniej i skuteczniej niż niejeden miecz w ręku wprawnego woja. Rothais poczuła na twarzy, rękach, nogach - na całym ciele - ból. Szczypiące, kłujące, dotkliwe piaskowe bicze smagały ją z całą swoją potęgą. Próbowała utrzymać się w siodle, lecz przerażony koń zrzucił ją z grzbietu. Upadła na coś, najprawdopodobniej na kamienie lub porozrzucane dookoła kości i bardzo mocno uderzyła głową o podłoże. Nie straciła jednak przytomności, co w tej sytuacji mogłoby się okazać wielce zbawienne. Rozsadzający ból czaszki sprawił, że próbowała krzyknąć, lecz gdy tylko otworzyła usta, wypełniły się piaskiem. Zaczynało jej brakować powietrza, nie mogła złapać oddechu. Wreszcie udało jej się ostatnim wysiłkiem woli, leżąc na ziemi, skulić się, zasłonić głowę rękoma i w ten sposób ochronić ją przed kolejnymi falami piasku. Mimo wszystko nadal nie mogła oddychać, zalegający w ustach i gardle piach drażnił i dusił. Rothais pomyślała, że właśnie umiera i nigdy już nie zdąży być królową na swoich własnych włościach.

W jednym momencie wszystko ucichło. Niemal tak samo nagle, jak burza piaskowa się zaczęła, tak samo szybko się skończyła. Ciemność ustąpiła, wycie wiatru ustało. Pozostał ból, bezdech i piasek. Wszędzie, dokładnie wszędzie i na wszystkim. Ludzie powoli zaczęli dochodzić do siebie. Dookoła rozbrzmiewały przekleństwa, kaszlenie, nawoływania. Cały obóz był w rozsypce, spłoszone konie próbowały nadal uciekać, sprzęty i ludzie leżący na ziemi na pół zakopani byli w piasku.

Rothais dusiła się i krztusiła, aż wreszcie zwymiotowała - głównie piachem, który dostał się do jej gardła. Aż dziw, że połykając tyle piasku nie zadławiła się i nie udusiła. Wreszcie poczuła, że może oddychać, choć wciąż wszędzie czuła skutki biczowania. Nagle poczuła coś lepkiego i nieprzyjemnego, spływającego po karku i tworzącego papkę razem z przylepionym do niej piaskiem. Dotknęła swojej głowy, a na dłoniach pozostała jej krew. Ledwo mogła ustać na nogach, ostatnim wysiłkiem woli ruszyła przed siebie i zaczęła wołać:

- Sigurda? Sigurda! Sigurda!!

Głos jej był ochrypły, a spieczone gardło bolało przy każdej wypowiadanej zgłosce. Wreszcie jednak dostrzegła ją. Leżała, z pewnością nieprzytomna, twarzą do ziemi.

- I tylko mi nie mów, że na dodatek ja się teraz muszę tobą zajmować, stara kwoko - wychrypiała - Wstawaj! Musisz mnie opatrzeć, ja krwawię...

Rothais
odwróciła ciało starej służącej na bok. Oczy kobiety były nienaturalnie szeroko otwarte. Usta - wypełnione piaskiem i krwią. Twarz i szyja nienaturalnie nabrzmiałe i sine.

Sigurda nie żyła.
 
__________________
– Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-28-2008, 21:12   #182
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante wkrótce będzie znanysante wkrótce będzie znany
$: 49 601
- Pamiętaj jednak Teutonie, byś kiedyś nie skończył jako truchło ciągnione za czyimś wozem. -
Na te słowa Hektor nie zareagował, bo zbytnio ich nie rozumiał. Zawiść, a może i zazdrość jaka w Anglosasie pewnie jest, bo tak straszne rzeczy przepowiada mężowi, który niejedno zobaczył w swym długim życiu i niejednej śmierci uciekł sprzed ostrza. Jednak nie pora teraz była na myśli o tym czego mu Anglik zazdrości, bo coś niespotykanego w europejskich królestwach, się do nich zbliżało. Hektor spojrzał na niewiarygodne zjawisko, którego był właśnie świadkiem. Bóg karał te ziemie w najsroższy sposób. Nie było miłosierdzia dla pogan, toteż Bóg im nie folgował, a biedny Hektor znalazł się nie tam gdzie powinien. Tumany piasku zbliżały się coraz szybciej, a wzmagający się wiatr z początku szeptem mówił o zbliżającym się niebezpieczeństwie, by po chwili donieść, że już nie ma gdzie się schować, tumany pisaku uderzyły w grupę rycerzy. Opasły rycerz niemiecki zeskoczył z konia, złapał za tarczę i wbił ją głęboko w ziemię, by się za nią schować, o ile było to możliwe, bo wiatr i piasek z każdej strony atakował. W tumanie żółtych, morderczych ziarenek, wypatrywał co się dzieje z pozostałymi. Widział zarysy ludzi siłujących się z żywiołem, służkę która będąc nieopodal, upadała na ziemię i swojego konia z żywnością, wodą i jego ulubionym płaszczem, który uginał się pod siłą straszliwą. Wiatr ucichł ukazując mężów w żenujących pozycjach, skulonych, czy też leżących na ziemi, przysypanych połowicznie piaskiem. Hektor podniósł się, zdjął hełm by pozbyć się piasku, po czym przewiesiwszy na plecach tarczę, rozejrzał się za swoim koniem.
Spłoszonego wierzchowca zauważył, trzeba było go złapać, ale na pieszo nie było to możliwe, toteż podszedł do drugiego zwierzaka, który leżał na ziemi, charcząc z bólu. Biedny koń miał poprzecieraną skórę, a na dodatek wyglądało na to, ze jedna z kończyn jest zwichnięta, bo ustać na niej, mimo wysiłku nie potrafił. Należało się zastanowić co dalej. Ranne zwierze w szybszym marszu było obciążeniem, toteż tylko na mięso się nadawało, jednak jeśli będą tu nocować, to może do dnia kolejnego wydobrzeje na tyle, by iść bez obciążenia wystarczającym tempem. Hektor tak się zafrasował swoimi wierzchowcami, ze całkiem nie zauważył w pierwszej chwili Rothais, która odwracała swoją służkę, leżącą nieopodal. Jednak poganiające rozkazy dziewczyny, zwróciły rycerza na nią uwagę. Pierwsze co dostrzegł, to fakt, że służka okazała się martwa, drugą sprawą natomiast była głowa córki hrabiego, która obecnie była w nieciekawym stanie. Lepka maź powstała z piasku i krwi posklejała włosy dziewczyny, tworząc widok godny politowania. Białozęby wziął skórzany bukłak z woda i podszedł do dziewki.
- Trzeba to przemyć i jakoś opatrzyć. - wyjął zatyczkę z bukłaka i kazał dziewczynie się nachylić, po czym przemył głowę wodą - nie wygląda groźnie. Samo się zagoi, można jedynie czymś przytrzymać, by pierwszy potok krwi zatrzymać.
Hektor wyglądał na poważnego, jednak gdy przyjrzał się dziewczynie dokładniej, uzmysłowił sobie jak zabawny jest to kontrast do tej zadziornej dziewki która tak się nosiła na wieczornej uroczystości po bitwie z Turkami, czy też pompatycznej hrabiance jadącej szukać relikwii. Nie mogąc dłużej się powstrzymać wybuchnął śmiechem.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 04-28-2008 o 21:15.
sante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-28-2008, 21:28   #183
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
$: 44 493
Kiedy Torwaldo stracił rachubę w odliczaniu kamieni i okrążeń budynku, a wcale późno się to nie stało postanowił przerwać swoją jednoosobową procesję. Usłyszał nawet coś na kształt stęknięcia trochę podobnego do takiego jakby ktoś na konia wsiadał. To mogła być tylko uciekająca przez komin wiedźma, lub ktoś faktycznie wsiadający na konia.

Reszta osób zgromadzonych przed forteczką jeszcze nie dostała się do środka. Giermek już był skłonny pomyśleć, że bez jego pomocy to i cała krucjata nie ruszyłaby nawet o krok. Zaraz jednak zganił się za ten pomysł, gdyż raz że mało skromny, a dwa, że bez koni to też by nigdzie nie ruszyli.

W końcu ktoś przyniósł starą belkę, za którą Torwaldo ochoczo złapał i wraz z innymi wyważył drzwi. Zabiegi widocznie dały rezultat bo wiedźmy żadnej w środku nie było. Były jednak ślady jej niegdysiejszej obecności. Zwłoki przeszyte mieczem i ogólna mroczność wnętrza sprawiły, że przyszłemu rycerzowi przeszły ciarki po plecach. Miał nadzieję że nikt nie widział, jak wzdrygnął się przestraszony, przez wejście pana Edwarda.

- Torwaldo, obejrzyj tę klapę prowadząca wyżej, ale nie otwieraj. - się zrobi przecież to proste.

Mężczyzna wszedł po drewnianych schodach przypatrując się przy okazji kształtom przykrytym kocom. Powoli poskrzypując cichutko dotarł do klapy w miejscu gdzie głową dotykał sufitu.

Klapa jak klapa, drewniana i z zasuwką, co on klapy nie widział? Nie mógł otwierać, ale o uchylaniu przecież nic nie było mowy.
 
__________________
Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie. - Immanuel Kant
. . . . . Zwierzątka . . . . .

Ostatnio edytowane przez Angrod : 04-28-2008 o 22:02. Powód: ort. ;P
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-29-2008, 04:52   #184
Newsman
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 6 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 129 903
Reinfrid de Remacourt

Reinfrid zaklął głośno i szpetnie, a potem przywołał do siebie Hamę oraz Hektora:


- Chyba już nas Turcy przyuważyli, dlatego ty, cny Hektorze przygotuj siebie i me rycerstwo do boju. Ustawcie się na którymś ze skrzydeł. Ty, Hamo bierzesz pod dowództwo giermków i staniesz po drugiej stronie niźli pan Hektor, jeno nieco bardziej z tyłu. Będziesz naszym odwodem. Wejdziesz do walki dopiero, gdy dostaniesz taki rozkaz ode mnie. Natomiast je przyjmę pozycję w środku, wraz z całą piechotą. Plan taki jak zwykle, zwiążę piechotą wroga, a wy rozbijecie go uderzeniami ze skrzydeł. A teraz szybko, rozstawiać się. Nasze miecze są łakome ich krwi! Jeśli tylko są zrodzeni z mężczyzny i kobiety… A i na demony z piekieł nasza stal winna starczyć!

Reinfrid zawrócił konia i pospiesznie zaczął wydawać rozkazy sierżantom piechoty.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu
10-20 VIII - nieobecny żem :)

kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-29-2008, 11:27   #185
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 7 Arango jest jak klejnot wśród skałArango jest jak klejnot wśród skałArango jest jak klejnot wśród skałArango jest jak klejnot wśród skał
$: 127 208
Opuszczona wioska

Kłęby pyłu niesionego wiatrem zbliżały sie bardzo szybko. W końcu poznano co ta takiego. Rozległy sie okrzyki
- Chamsin !!! Chamsin !!!
Zsiadano pospiesznie z koni, zmuszając je do klęknięcia i chowano się za nimi modląc do Jezusa czy Allacha, by ochronił ich przed gniewem pustyni.

W końcu wiatr uderzył.

Zrobiło się ciemno, bardziej nawet niż w najgłębszych godzinach nocy. Drobiny piasku siekły twarze, ręce, wdzierały się pod powieki, w nozdrza ludzkie i zwierzęce, zasypywały usta, odbierając mowę i dławiąc.
Rycerze wpółleżeli na oszalałych ze strachu rumakach, nie dopuszczając by te wstały, wtedy bowiem ogarnięte szaleństwem byłyby pogalopowały by przed siebie ku pewnej zagładzie.

Nie lepiej czuli się i ludzie. Zdawało się że burza przenika przez czaszki, oczodoły, wdzierając się wprost do mózgu. Co słabsi oszaleli ze strachu podrywali się na nogi i pędzili przed siebie po omacku potykając i przewracając się o kamienie, towarzyszy i rozrzucony ekwipunek. A wicher zdawał się jeszcze wzmagać, niektórzy słyszeli w nim przerazliwe jęki i zawodzenie duchów, potworny wizg świdrujący uszy, chcieli szeptać modlitwy, lecz nie mogli, zduszeni wiatrem, niemi.

Gdy wydawało się że wiatr pochłonie wszystko nie pozostawiając nawet śladu po oddziale nagle ustał. W powietrzu unosił sie co prawda drobny pył, ale powoli słońce zaczęo się przez niego przedzierać oświetlając kopczyki skrywające przysypanych.



Ludzie powoli podnosili głowy rozklejając zlepione kurzem powieki, plując kurzem, bądz charcząc usiłując wydobyć dzwięk z wyschniętych na wiór gardeł.
Zaczęto się zbierać w grupy, pomagając wydobyć się spod piasku słabszym, bądz też jeszcze oszołomionym.

Sam Reinfrid stał pośrodku wsi, oniemiały, nie mogąc wydobyć głosu, wypatrując tylko Rothais.Zobaczywszy ją odetchnął z ulgą i skupił sie na zbieraniu oddziału. Z każdą chwila jednak jego mina stawała się coraz bardziej zasępiona. Zginęło co prawda tylko dwóch giermków zaduszonych w burzy i Sigurda, ale stracili również kilka koni i co ważniejsze muły niosące zapasy wody. Frasobliwie gładził brodę, a jego wzrok powędrował ku forteczce na wzgórzu, nietkniętej zda się przez burzę.

Opuszczona forteczka

Ragnar
ostrożnie podszedł do jednego ze kształtów i delikatnie, dzierżąc w drugiej ręcę broń uniósł skrywające go przukrycie. Popatrzył, odetchnął gwałtownie po czym odrzucił brudny koc.



Usłyszał za soba czyjeś westchnienie, po czym wszyscy zaczeli odsłaniać skryte dotąd przed ich oczami ciała. Wszystkie były ułozone jakby do snu, nie widać było śladów przemocy, walki. Twarze niektórych obciągniete wyschłą skórą nie były wykrzywione w prześmiertnej męce, inne z których pozostały tylko szkielety nie nosiły również śladu ran.



Odkryli w sumie prawie dwa tuziny ciał, mężczyzn, kobiet i dzieci, nie licząc trupa przebitego mieczem. Nie zabiła ich zaraza, nie zgineli w walce, jaki więc koniec ich spotkał.
Oględziny przerwało przerazliwe skrzypienie. Większość zaskoczona obróciła sie w stronę skąd dobiegał hałas, inni będący blisko schodów prowadzących w dół, do ciemnej czeluści odskoczyli i wyciągnąwszy broń patrzyli podejrzliwie czy ktoś, lub coś sie z niej nie wynurzy.

Wszyscy odetchnęli z ulgą zorientowawszy sie że to Torwaldo przyprawił ich o ciarki, bowiem to uchylona przez niego klapa wydała ów mrożący wszystkim krew w żyłach dzwięk.

Prawie rycerz i podpora krucjaty wyjrzał na płaski, otoczony dookoła sięgającym pasa murkiem, ale nie ujrzał tam ani wiedzmy, ani świętego a jedynie niewielką wieżyczkę na szczyt której prowadziły wąskie schodki. Zdawały się wabić go do siebie obiecując mu skrzynie złota ukryte w wieży, klejnotów, biżuterii, wizję dziewicy zamkniętej w niej Torwaldo odrzucił, jako że smoka żadnego nie widział, a taki przecież musiałby w tym wypadku tu być.

Gdy Falke, Edward, Ragnar i jeden ze zwiadowców czekali z napięciem aż usłyszą co ujrzał przez szczelinę przyboczny hrabiego, do pomieszczenia wpadł jeden z pozostawionych przy koniach przed forteczką turkopoli.

- Chamsin !!! Nie trwało to nawet dwóch pacierzy i hrabia z resztą przysypani !!! - bardziej wycharczał niż powiedział
 
__________________
To co nazywamy normalnością to tylko krąg światla wokół ogniska.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach.
Pycha zrzuciła Anioły z niebios, duma trzyma je w piekle.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-01-2008, 19:33   #186
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 4 merill jest jak klejnot wśród skałmerill jest jak klejnot wśród skałmerill jest jak klejnot wśród skał
$: 95 223
Widok groteskowo powykrzywianych martwych ciał wstrząsnął Edwardem. Były nienaturalnie poukładane... groteskowo poskręcane i wykrzywiane... dzieci, kobiety, mężczyźni... "Co tu się mogło wydarzyć?" - Edward gorączkowo próbował połączyć fakty w jedną całość, ale widok zwłok nie pozwalał mu trzeźwo i obiektywnie ocenić sytuacji.

Wystarczyło by kilka centymetrów a turkopol, który wbiegł do środka zostałby skrócony o głowę... na szczęście sztylet Edwarda zdążył się zatrzymać przed jego szyją... - Na Boga! Uważajcie jak wchodzicie... mogłem Cię, przeklętniku skrócić o głowę!!!

- Chamsin !!! Nie trwało to nawet dwóch pacierzy i hrabia z resztą przysypani !!! - bardziej wycharczał niż powiedział zatrwożony turkopol.

Edward nie oglądając się na resztę wybiegł z forteczki w kierunku wioski.
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
11844451 - moje gg. Z przyczyn niezależnych ode mnie, czyt. praca do wtorku następnego tyg będę miał ograniczony dostęp do netu, wszystkie zaległości odrobię po wtorku. Przepraszam.
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-05-2008, 14:15   #187
Newsman
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 6 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 129 903
Reinfrid de Remacourt

Hrabia się nie pokazać po sobie ulgi, jaką odczuł, widząc Rothais całą i zdrową. Burknął coś tylko zdawkowo do dziewczyny i zaczął głośno nawoływać cały oddział. Dwóch giermków zadusił chamsin. Szkoda. Sigurdy nieco mniej, i tak stara była i zrzędliwa. Inna sprawa, że trzeba teraz będzie do pilnowania córki przydzielić jakiegoś wojownika. Reinfrid powiódł wzrokiem po okolicy. Wszystko wyglądało jakby przykryty szarym welonem. Ludzkie twarze przypominały gipsowe maski, w których jedynym żywym elementem były oczy, przekrwione i zmęczone. A na szczycie wznosił się zameczek, który badali jego zwiadowcy. Hrabia wpatrywał się w ruiny niewielkiego fortu, jakby to co najmniej Jerozolima była. Co za zły duch zesłał chamsin akurat teraz i dlaczego kazał mu ominąć tę stertę kamieni?! Reinfrid zaczynał się powoli czuć jak igraszka w rękach potężnych i nieznanych istot. W tej chwili przestał mieć jakikolwiek wybór. Ludzie byli skonani, część zapasów stracona, a przy tym nie miał pewności, że burza piaskowa znów nie zaatakuje:

- Hama, zbieraj ludzi. Jedziemy na szczyt wzgórza.
Stary sternik przez chwilę milczał, wpatrując się uważnie w oblicze swego pana. Wreszcie skłonił się:
- Tak jest, sire.

Gromko wykrzykiwane rozkazy Hamy z trudem przebijały się przez całun unoszącego się wciąż w powietrzu drobnego pyłu. Jego głos dobiegał uszu Reinfrida niczym z zaświatów...

Reinfrid sam osiodłał konia, nie czekając na pomoc giermków. Dosiadł go i krzyknął głośno:
- Noc jednak spędzimy tam! - wskazał ręką fort. - Nie straszna tam będzie burza piaskowa ani tureckie psy! Za mną!
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu
10-20 VIII - nieobecny żem :)

kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-07-2008, 12:15   #188
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak klejnot wśród skałMilly jest jak klejnot wśród skałMilly jest jak klejnot wśród skałMilly jest jak klejnot wśród skał
$: 310 909
Rothais poczuła się dziwnie. Sama z pewnością by się do tego nie przyznała, lecz Sigurda była dla niej niczym matka. Choć hrabianka traktowała ją nieraz okrutnie, nie szczędziła jej gorzkich słów, kuksańców i kopniaków - to jednak Sigurda była przy niej od kiedy sięgała pamięcią i zawsze wiernie jej służyła.

A teraz umarła.

Kto się zaopiekuje Rothais? Kto ją opatrzy, kto wysłucha jej narzekań i pełnych wściekłości wyrzutów? Kto wieczorem poda grzane wino, kto w nocy będzie czuwał, aby panienka przypadkiem nie odrzuciła koca i nie przeziębiła się?

- Sigurdo, coś Ty najlepszego zrobiła! - wrzasnęła - Coś Ty narobiła!

Owo dziwne uczucie, którego nigdy wcześniej nie zaznała, napawało ją bezsilną złością. W normalnej sytuacji dałaby służącej kuksańca, nawymyślała jej i nie dała jeszcze długo zapomnieć o błędzie, jaki popełniła. Ale teraz nie może tego zrobić, bo Sigurdy już nie było. Rothais nigdy nie przypuszczałaby, że bez jej pozwolenia i wyraźnej chęci służąca tak po prostu odejdzie, na zawsze.

- Trzeba to przemyć i jakoś opatrzyć. - usłyszała za sobą głos mężczyzny; gdy się odwróciła ujrzała Hektora, który wyjął zatyczkę z bukłaka i kazał dziewczynie się nachylić. Wciąż oszołomiona, nie wiedząc za bardzo co innego mogłaby zrobić, spełniła jego nakaz. Rycerz przemył głowę dziewczyny wodą. Zaszczypało i zapiekło, a Rothais zasyczała i odskoczyła. Oczy niebezpiecznie jej zalśniły, jeszcze chwila a niemal rzuciłaby się w furii na Białozębego. Woda zmieszana z krwią spłynęła jej po karku, mocząc sztywne od kurzu ubranie.

- Nie wygląda groźnie. Samo się zagoi, można jedynie czymś przytrzymać, by pierwszy potok krwi zatrzymać - kontynuował Hektor przyglądając się uważnie hrabiance, by po chwili wybuchnąć śmiechem. To zbiło nieco Rothais z tropu. Czy on śmiał rechotać właśnie z niej?!

- Cóż Cię tak bawi, panie? - syknęła, ale nawet złość płonąca w jej oczach nie zdołała zatrzeć wrażenia owego kontrastu między wyniosłą panienką a brudną, zmokniętą dziewuszką, toteż Hektor nie przestawał się śmiać.

- Jeszcze tego pożałujesz! Jeszcze zobaczysz! - rzuciła wściekle, odwróciła się na pięcie i pognała w stronę ojca.

Reinfrid właśnie gromko wydawał rozkazy swoim żołnierzom, a ci uwijali się jak w ukropie, aby pozbierać resztę dobytku, złapać konie i jak najszybciej wyruszyć w drogę. Ktoś podprowadził również i jej wierzchowca, na szczęście przytroczone do siodła podręczne bagaże nie zgubiły się w tej zawierusze.

- Powinnam tą chabetę zarżnąć i upiec na ogniu! Większy byłby pożytek z mięsa, niż z takiej bestii, co zrzuca swego jeźdźca przy byle podmuchu wiatru! - wykrzyczała przy wsiadaniu na siodło; bolące po upadku kości dały się jej we znaki, co spowodowało, że wpadła w jeszcze gorszy humor. Zrównała swego konia z ojcem. Musiała wszak na kimś odreagować swoje wszystkie złości.

- Ojcze, Sigurda nie żyje! - zaczęła swoje gorzkie żale i nie przestała nawet gdy Reinfrid wydał rozkazy do odjazdu - Kto teraz będzie mi usługiwał? Potrzebuję służby! Potrzebuję kąpieli! Potrzebuję odpoczynku! Ta wstrętna chabeta zrzuciła mnie z siodła, rozbiłam głowę, bolą mnie wszystkie kości. Na dodatek ten podły rycerzyk śmiał ze mnie wyszydzać!

Hrabia
zdawał się zupełnie nie słuchać narzekań córki. I w tym momencie do głowy Rothais zawitała mała, niesforna myśl. Ot, pomysł jak odegrać się za wszystkie krzywdy, jak się zemścić a przy okazji wspaniale się bawić.

- Papo - zmieniła swój ton głosu na nieco bardziej miękki i rzeczowy, co musiało zwrócić uwagę Reinfrida - Papo, tak tu niebezpiecznie, a ja nie mam nikogo, kto mógłby mi służyć i obronić w razie niebezpieczeństwa. Potrzebny mi ktoś oddany, komu każesz słuchać mych rozkazów, kto będzie o mnie dbał niemal tak dobrze jak Ty, ojczulku. Przecież nie możesz wiecznie się o mnie martwić, masz ważne sprawy na głowie. Proszę, rozkaż Hektorowi, by mi służył i chronił mą cześć. Jest już stary, więc głupoty mu już nie w głowie, zresztą pewnie nawet jakby chciał, to i tak męskością może się już tylko wykazać w boju, z pewnością z jego strony nic mi grozić nie będzie. Opatrzył mi ranę na głowie, jestem pewna, że będzie z niego dobry sługa, ekhem... to znaczy będzie mi dobrze służył i wykaże się lojalnością wobec Ciebie. Proszę, rozkaż mu służyć mi i słuchać mych poleceń, papo...
 
__________________
– Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-11-2008, 00:24   #189
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
$: 44 493
Torwaldo dedukował. Znalezione przezeń schody i wieżyczka wywołały oczywiście podekscytowanie, ale wnet spojrzał także na ciała ułożone pod ścianą i zafrasował się, czy to aby nie ofiary jakiejś tutejszej bestii. Wiedźmy wprawdzie niema, ale skądś te trupy się tu wzięły. Giermek nie widział jeszcze tylu rozkładających się zwłok naraz, widok to bez mała wstrząsający i może dlatego dający do myślenia. A jeśli któryś z nich jest relikwią? To znaczy jeśli byłby jeden taki święty, to jego szczątki moc świętości posiadały tak jak to ksiądz mówił. Zaraz jednak wyrzucił sobie głupotę, bo wiadomym jest, że święci to i po śmierci zachowują swoje ziemskie ciała nienaruszone, a i pewnikiem jakąś taką bijącą poświatę świętości można by od nich dostrzec. Gdyby tylko wodę święconą miał mógłby sprawdzić nawet czy te wszystkie osobniki pomarły po chrześcijańsku. Nagle rozmyślanie przerwało mu jakieś głuche burczenie, nie trudno było stwierdzić, że to dusza w trzewiach w trąbę gra bo na obiad jakiś czeka.

- Sprawdźcie zejście na dół, a nuż spiżarkę jakąś ku chwale Bożej się znajdzie, albo coś. - Polecił komuś stojącemu opodal. Rozkazów jeszcze nigdy nie wydawał, ale w końcu musi się przyzwyczaić, w końcu stawał się nie byle kim. Z resztą sam całej forteczki nie zbada, a rozkazy hrabiego były jasne, jakkolwiek one tam brzmiały.

Uwagę Torwaldo na powrót przyciągnęła wieżyczka. Fakt księżniczki pewnie tam nie ma, ale nie ma tego złego, bo może teraz zrobić niespodziankę hrabiance i ofiarować jej to znalezisko. Wiadomo powszechnie, że szlachetnie urodzone damy chętnie w wieżach przesiadują. A co tam robią? A gospodarzą pewno i pichcą potrawy smakowite. A przed obcymi chłopami smokami się odgradzają bo to utrapienie tylko i zamęt w ułożonym życiu im czynią. A Rothais i bez smoka świetnie dawałaby sobie radę w takiej wieży. Wiadomo czy to jakichś sztuk magicznych nie zna hrabianka? Torwaldo nie raz był świadkiem jak to w jej obecności przedmioty i ludzie latali wte i wewte jak zaklęte. I jako ten grom z Niebios uderzyła go myśl nowa. A jeśli to tam, w wieży tkwią relikwie? Miejsce to chyba najbardziej godne, a za razem jakby niedostępne. Aż się przeżegnał na ten pomysł, kiedy to wpadł posłaniec.

- Chamsin !!! Nie trwało to nawet dwóch pacierzy i hrabia z resztą przysypani !!!

W mig już miał pospieszyć z pomocą rycerstwu chrześcijańskiemu, lecz nie dla wystawy nosił tą głowę na karku. Gołymi rękami to za dużo się im nie napomaga, ale ile więcej może wskórać za pośrednictwem relikwii. Wyobraził sobie siebie władającego siłami przyrody za pomocą świętych przedmiotów. I aż mu przed oczami pociemniało. Władzy to on nie pragnął, jakoś go to nie ciągnęło, ale jeśli takie jest wyjście to grzech będzie nie skorzystać z niego. Poleciał więc Torwaldo schodkami na górę, bo jeśli nawet nic ciekawego nie znajdzie to chociaż sytuacje rozpozna z wysoka, a i bliżej Pana Boga będzie coby mu podpowiedział jakąś radę.
 
__________________
Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie. - Immanuel Kant
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-11-2008, 08:22   #190
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante wkrótce będzie znanysante wkrótce będzie znany
$: 49 601
Hektor tylko powiódł wzrokiem za odbiegającą Rothais. Mimowolnie wzruszył ramionami, zadowolony z tak zabawnego widoku, który przed momentem ujrzał, wrócił do leżącego konia.
- Co by tu z tobą zrobić. - w tym samym momencie jeden z ludzi przyprowadził mu wierzchowca, który to wcześniej spłoszony uciekł. - Dobra to teraz mogę przeładować wszystko z tego biedaka na zdrowego konia.
Jak powiedział, tak uczynił. Przeładował żywność, wodę, płaszcz oraz załadował na konia swoją ciężką tarczę. Ranny koń z wysiłkiem wstał i ruszył prowadzony przez Hektora do forteczki.
- Utyka, oby do jutra to przeszło. - zapadając się w piachu, szedł wytrwale do budynku na wzniesieniu, gdzie obecnie wszyscy się udawali.
- Hrabia już chciał mi powierzyć dowództwo nad skrzydłem! - przypomniał sobie Białozęby i pochwalił się swoim koniom - dostrzegł moje męstwo i rozwagę, jednak nie głupi to człowiek, zna się na ludziach. Całkowite przeciwieństwo córki, ta to nawet nie podziękowała za pomoc. Biedną służkę nawet po śmierci do roboty chciała zagonić, niech Bóg ma w opiece kolejna nieszczęsna duszę, która trafi pod jarzmo tego diabła o kobiecym ciele. O dotarliśmy na miejsce! - podzielił się i tym spostrzeżeniem z swoimi końmi zadowolony Hektor.
Rycerz zostawił rumaki, zabierając tylko z sobą żywność i wodę do chłodnego pomieszczenia.
- Uff, jak tu przyjemnie, noc ... - nie dokończył zdania bo ujrzał ciała, ludzi którzy poszli spać i się nie obudzili. - Może jednak to zły pomysł tu nocować. - wyszeptał sam do siebie, tak by reszta go niedosłyszała, lepiej by nie wiedzieli, że Hektor się czegokolwiek boi. - Hrabio! - podszedł do Reinfirda - Zgłaszam się na ochotnik do warty podczas tej nocy, jeśli takową tu spędzimy. - Hektor wyprostowany czekał na przyzwolenie i zdanie aprobaty, jaki to jest uczynny z niego rycerz, który parę godzin kojącego snu chce poświęcić na strzeżenie tego miejsca przed napadem. Samego napadu Hektor się nie bał, ale duchów czy innego ustrojstwa, które morduje śpiących w sposób bezszelestny, wolał dziś nie spać wcale.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"
sante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Deus le volt Arango Komentarze do sesji innych sesji RPG 187 09-05-2008 12:10
[inne] Deus le volt Arango Toplista sesji 3 09-27-2007 12:51
[autorski] Deus le volt Arango Archiwum rekrutacji 25 03-15-2007 11:24


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 03:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95