![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #191 |
| Obsługa ![]() | Ragnar z nabożnym podziwem dokonywał oględzin ciał. Jakby ułożone do snu... Tatko swego czasu coś gadał, że jak ktoś z przepicia zdechnie, to leży przez lat setki, a jego ciało może być całe, ale te ciała były zniszczone (chociaż nie zeżarte przez robactwo różnorakie - ot, wysuszone), a i pozy nie wskazywały na pijaństwo... Nikt w końcu na żadnym stole nie leżał. - Psiamać...- wymruczał z największym podziwem więzeń. I tak stał, obserwując to miejsce i dziwne ciało przebite mieczem, które znajdowało się na środku pomieszczenia. Nie zważał na polecenia Torwaldo, na okrzyki turkopola, na pęd Edwarda. Dopiero w chwili, gdy giermek Reinfrida zaczął biec ku schodom prowadzącym do góry Troens wyczuł swój ukochany zapach. Zapach chwały i bogactwa. Po chwili pędził już za nim, a gdy ledwie metr za krzyżowcem był, za ramię niby przypadkiem go pociągnął i tym ruchem niespodziewanym na ziemię sprowadził. - Och, wybacz apostole mój, przed kolejnym upadkiem uchronić się chciałem...- mruknął tylko, nie zatrzymując się nawet. Cokolwiek było na górze, ludzie chcieli dostać się tam jako pierwsi. Dlatego Ragnar musiał być tam przed nimi wszystkimi.
__________________ Są ludzie, którzy mają do Kutaka wiele zastrzeżeń. Oczywiście, szanujemy ich. Z przyczyn ode mnie niezależnych w najbliższych dniach moja aktywność na LI będzie mniejsza. Czyli nie bijcie mocno za opóźnienia. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #192 |
![]() | Wyglądają jakby zasnęli i nigdy się nie obudzili... Wygląd resztek ciał wstrząsnął młodym zwiadowcą. Może to jakieś czary? może jakiś pustynny duch uśpił tych ludzi i nie wrócił na czas by ich obudzić? Zimny dreszcz przeszedł po plecach Falke. Jedyne zwłoki po jakich widać w jaki sposób zostały zabite, to ów wój z mieczem z brzuchu. Zaklął cicho gdy zobaczył Torwalda wchodzącego na dach, a za nim pchającego się też do góry Ragnara. Diabli by to wszystko wzięli... Jego wzburzenie zostało przerwane nagłym pojawieniem się jednego z turkopoli jaki miał na zewnątrz mieć baczenie na okolice. - Chamsin !!! Nie trwało to nawet dwóch pacierzy i hrabia z resztą przysypani !!! Falke zwrócił się do jednego z towarzyszących im zwiadowców. Ismailu, udaj się wraz z tymi gorącogłowymi narwańcami na górę, by dokładnie sprawdzić co tam jest. Sam wybiegł na zewnątrz w ślad za Erykiem. Zakarbował sobie, ze będzie potrzeba pochodni by sprawdzić jak duża jest piwnica i co w niej się znajduje.
__________________ Candles raise my desire Why I'm so far away No more meaning to my life No more reason to stay... |
| | |
| | #193 |
![]() | Forteczka - szybko zapadający zmierzch Przez chwilę zapanował w karnym, doskonale przecież wyszkolonym oddziale. Żołnierze z forteczki zmieszali się z podążającym do niej oddziałem. Rejwach wzniósł się ponad otaczający, wzmagający się na powrót świst wiatru. W końcu zapanował ład i jako taki początek i oddział dotarł do budynku. Tu mieli okazję na powrót nieco się rozejrzeć po okolicy. Widok jaki ujrzeli nie był budujący. Wokół otaczały ich skaliste wąwozy, strome ściany pięły się ostro ku niebu, szczerząc ostre szczyty, zda się niby zębiska wielkiego potwora, w którego gardzieli teraz się znalezli. Gdzieniegdzie rachityczne, pojedyncze drzewa zdawały się wyciągać pokręcone konary wydawałoby się kpiąc z nich. ![]() Dreszcz przeszedł wszystkich, nawet Reinfrid przygarnął do siebie Rothais drżącą niczym ptaszek. - Wiesz córeczko - szepnął jej w rzadkiej chwili czułości między nimi - możesz wziąć sobie do ochrony kogo chcesz. Jednego, dwóch ilu zechcesz . Tylko pamiętaj, że jesteś hrabianką Grawiny i MOJĄ córką - dokończył nieco ostrzej niż zamierzał. - No i co tak stoicie z otwartymi gębami niczym dzieciak co pierwszy raz zobaczy babską ... Hama !!! Sprawdz czy jeszcze nie został ktoś przysypany na dole, zapasy, stan wody, zresztą sam wiesz - dokończył hrabia Graviny. - Panowie rycerze - to już było skierowane do Hectora i Edwarda - wezcie po kilku turkopoli i zwiadowców i rozejrzyjcie się nieco. Jednak nie za daleko. Widok jaki ujrzał wkraczając do wnętrza budynku spodobał mu się jeszcze mniej niż okolica. Falke sprawdził stan swej dziesiątki zwiadowców, ale nie brakowało nikogo. Wierzchowce, oporządzenie, broń były w największym jaki można było w tych warunkach osiągnąć porządku. Jednak morale było pod psem, a bukłaki wyschłe, sporą część wody stracił oddział podczas Chamsinu. Falke pamiętał, że coś miał zrobić przed alarmem, ale co ? Potraktowany tak bezceremonialnie Torwaldo nie pierwszy raz zresztą poczuł ukłucie niepewności, czy Pan i Stwórca aby na pewno dobrze zrobił naznaczając Ragnara na swego proroka. Mżże chodziło mu o niego, o Torwaldo, prawie rycerza, człeka bywałego w świecie i obdarzonego niepospolitymi zdolnościami i rozumem ? Nakazał sobie jednak w duchu pokorę i pospieszył na górę. Tak jak przewidywał, Ragnar pospieszył do wieży. Torwaldo poczuł żal za straconymi skarbami, jednak po chwili aż otwarł gębę ze zdumienia widząc jak Ragnar wypada z wieży i zaczyna dziki taniec wkoło jakby czart go opętał. Ragnar istotnie zmierzał ku wieżyczce w kształcie minaretu i wkrótce krok za krokiem wspinał się ku górze po drewnianych, na wpół przegniłych stopniał. Zmierzch sprawiał że niewiele widział, macając rękami po ścianach, aż wydostał się na małą platformę. Cztery solidne słupy wspierały kratownicę, na której osadzono hełm wieży zapewniając strażnikowi cień. Na środku platformy leżał skurczony trup. Ragnar podszedł, podniósł z ziemi stary czerep i przyglądnął mu się. Nagle z jednego z oczodołów wypełzł ciemny kształt i otwarł pysk ukazując dwa zęby kapiące jadem. Jednocześnie rozległ się upiorny syk. Odrzucił czerep, uczuł jak spadło mu na kark, długiego i wąskiego i zaczęło wić na karku. Jak oszalały, już nie zważając na stan schodów, machając rękami wypadł na dach forteczki.
__________________ To co nazywamy normalnością to tylko krąg światla wokół ogniska. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach. Sto kamieni w głowie, Oko czarownicy, Deus le volt, |
| | |
| | #194 |
| Newsman ![]() | Reinfrid de Remacourt Przeżegnał się, widząc wyschłe ciała bez śladu nawet rany. Co tu się mogło wydarzyć? Przywołał do siebie Hamę i wydał rozkazy: - Przygotuj forteczkę do obozowania. Każ uprzątnąć trupy i to migiem. Ciarki mi po plecach łażą, gdy patrzę na tych nieszczęśników. Aha, strzeż panienki jak oka w głowie! Barczysty sternik skinął bez słowa głową i odmaszerował, a Reinfrid zsiadł z konia, a potem pomógł to samo uczynić córce: - Moja droga, odrzucam twą prośbę, bo to jeno twa zabawka i kaprys, a w tej chwili twe kaprysy jeno szkodę mogą nam przynieść. Czuję coś paskudnego w powietrzu, tylko przez ten piekielny wiatr kazałem się tutaj schronić. W innym wypadku kazałbym to miejsce omijać szerokim łukiem. Dlatego weź te wszystkie okoliczności pod uwagę i, na św. Teodora, zachowuj się jak na normańską księżniczkę przystało. Bądź jak Sygelgaita z Salerno, żona Roberta Guiscarda, która pod Dyrrachium przewodziła rycerzom równie dobrze, co wodzowie Roberta. Spojrzał córce głęboko w oczy i dla otuchy ścisnął lekko za ramię. Potem odwrócił się i zaczął organizować swoich ludzi. Wciąż czekał na raport zwiadowców w tym swojego giermka. Cholera! Przecież usieli się czegoś więcej dowiedzieć o tej nawiedzonej ruinie! |
| | |
| | #195 |
| Wasteland warrior ![]() | Edward skinął głową słysząc polecenie hrabiego Graviny. Na szczęście pustynny wicher nie wyrządził zbyt wiele krzywdy orszakowi normandzkiego szlachcica. Okolica forteczki i jej wnętrze napawało Edwarda obawami... tajemnicze zwłoki... opuszczone ruiny... co tu się tak właściwie stało? Podjechał do grupki turkopoli i gestem nakazał im podążanie za sobą. Ruszyło za nim sześciu konnych... postanowił objechać dookoła wzgórze na którym umiejscowiona była opuszczona strażnica. Towarzyszącym mu muzułmanom nakazał przygotować bron i mieć szeroko otwarte oczy... widać zrozumieli jego gestykulację, bo wnet na ich krótkich łukach pojawiły się strzały... widać i im udzieliła się atmosfera tego podłego miejsca... Puścił ich przodem... każąc podążać w rozciągniętej kolumnie dwójkami... sam ruszył z dwoma ostatnimi i choć na razie nic nie wskazywało na to by im coś groziło... wysunął stylisko topora z pętli przy siodle... i sprawdził czy gładko daje się wyciągnąć...
__________________ Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach Semper Fidelis - U.S. Marines 11844451 - moje gg |
| | |
| | #196 |
![]() | Hektor po otrzymaniu rozkazów niechętnie przyciągnął się i ruszył ku wyjściu. Nie podobało mu się to miejsce, ale prowadzenie zwiadu na tych piekielnych terenach było jeszcze mniej zadowalające. Wybrał pozostałych, wolnych trzech turkopoli i dwóch zwiadowców normańskiej krwi. Wsiadł na zdrowego konia i gdy już miał ruszać, usłyszał krzyk z wnętrza budynków. - Pewnie kolejnego trupa znaleźli - w błogiej nieświadomości, że właśnie stracił kolejnego towarzysza broni, ruszył ku skalnym występkom. - Dobra, psia mać! Niech no mi który tu nie posłucha rozkazu, to jak psa każe wychłostać! Przy winie jestem jak brat, w polu jestem jak kat! - Hektor zaciągnął nosem i zawołał zadowolony - no to mi się zrymowało. Który z was nędzników by odgadł, że tak zacny rycerz jak ja, jest znanym w świecie bardem? Moje historie, przepełnione bohaterskimi czynami, chrześcijańskimi uczynkami i czystą miłością, są znane na każdym dworze europejskim! Niejedna szlachcianka wylewała łzy słuchając mych historii miłosnych, niejeden mąż wznosił toasty, słuchając o mych mężnych czynach. Wiecie, że pewnego razu, szlachcic z znamienitego saskiego dworu, chciał mnie wydać za swoją córkę, dać włości, sięgające dalej aniżeli horyzont ukazuje z najwyższej wieży? Wszystko tylko dlatego, że chciał mnie koło siebie trzymać jak najdłużej, bo mych opowieści nigdy, nikt nie ma dość. Pies jeden, myślał, że takiego człowieka jak ja, da się tak marną zachętą przekonać do ustatkowania. Mnie pisana sława i wielkie czyny, a po świecie podróżuję po to by się z ludźmi dzielić, tym czego oni nigdy zaznać nie będą mogli, jestem jak apostoł, poprzez słowa daję ludziom to czego potrzebują. - Hektor tak wykładając swoje wartości, jechał wraz z pozostałymi. Dzielny rycerz, zbytnio bał się niespodziewanej strzały tureckiej, toteż otoczył się swoimi ludźmi i z tarczą przy boku, wypatrywał znaków zagrożenia na niebie i ziemi.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" Ostatnio edytowane przez sante : 06-01-2008 o 21:50. |
| | |
| | #197 |
![]() | Forteczka - zmierzch Niebo szybko ciemniało, zaś suchy wiatr toczący czasem kolczasty krzak szybko przyganiał kolejne chmury. Zachodzące słońce szybko chowało sie za góry podświetlając krwawym blaskiem nieboskłon. Być może pięknie by taki zachód wyglądał na Sycylii, czy w Italii, ale tu przejmował tylko dreszczem. Część wojowników widziało w nim złą wróżbę, dla wyprawy i tej nocy. Ci żegnali się ukradkiem, czy mamrotali pod nosem modlitwy, z tym większą jednak pilnością przepatrując okolicę, bądz wypełniając rozkazy. ![]() Hektor pilnie rozglądał się po okolicy snując jednak dalej swą opowieść jedną z tych w jakie obfitowało jego życie. I zdaje się że nie był nawet specjalnie zainteresowany czy ktoś naprawdę go słucha. Posuwali się wąskim, suchym żlebem aż do miejsca gdzie liczne głazy zwalone z góry lawiną zatarasowały go zupełnie. Przedzieranie się przez tą barykadę przy szybko zapadającym zmroku nie wróżyło powodzenia. Edward jechał w milczeniu obserwując okolicę. Nie widział jednak żadnych śladów bytności jakichkolwiek ludzi. Widząc wąski jar wysłał tam jednego z turkopoli. Ten wrócił szybko rozkładając bezradnie ręce. - Nie ma wody panie. Kiedyś była, ale teraz - pokręcił głową. Rycerz zachmurzył się. Te wieści w tak suchej okolicy to były złe wiadomości. Reinfrid pilnie baczył by jego ludzie przygotowali się do noclegu. Lubiący sobie dobrze zjeść i podpić w domu, czy obozie, zmieniał się jednak na wyprawie. Tu nie był Hrabią Graviny, a Normanem, prawdziwym wojownikiem jednym z tych co świecili łunami pożarów w oczy bizantyjczykom i Italczykom. Rothais zmarszczyła swój nieco zadarty nosek, po czym prychnęła ze złością. Ojciec jak zwykle nic nie rozumiał. Gdyby chciała by jej strażnikiem był milczący Hama przecież by o niego POPROSIŁA. Jej czoło przecięła pionowa zmarszczka, tak charakterystyczna dla Ramercourtów. No tak jej ojciec nie może im rozkazywać, bo to nie jego rycerze, ale jaki rycerz jej odmówi gdy go poprosi o opiekę. Albo jeszcze lepiej, jeśli taki rycerz sam się zgłosi do ojca by zostać jej strażnikiem ? Jej twarzyczka rozjaśniła się. TO przecież jest dla niej proste, jeden czy dwa nieśmiałe uśmiechy, westchnienie, nadmienienie, że wszystkim im grozi przecież niebezpieczeństwo. Wydęła wargi. Nie byłaby sobą, gdyby jej się to nie udało, a ojcu też pokaże, jeszcze nie wiedziała dokładnie co, ale pokaże... Falke starał się wypełniać najlepiej jak umiał swe obowiązki dziesiętnika. Wiedział, że wszyscy pomieszczą się wewnątrz budowli, ale co zrobić z wierzchowcami ? No i miała nadzieję, że skądś zdobędą wodę. Ragnar przemknął obok Torwaldo wyjąc jak potępieniec i wymachując na oślep rękami jakby goniła go horda potępionych pomknął ku zbawczej klapie w dachu. Giermek przypomniał sobie z pełną jasnością, że przecież jego obowiązkiem jest chronić Hrabiego i że akurat na pewno w tej chwili je zaniedbał. Obydwaj dopadli klapy jednocześnie i w bezładnym kłębowisku rąk i nóg stoczyli sie na dół, przy czym Torwaldo akurat znalazł się na górze malowniczej piramidki jaka stworzyli z Ragnarem. - Demony - nieco niewyraznie wycharczał Norman wzdrygując się i obmacując kark. - Uhhhmmm - potwierdził niezbyt pewnie giermek. W końcu nie czuł ani smrodu siarki, czy innego paskudnego zapachu jaki zawsze diabłom, czy demonom towarzyszy. - Uhhhmmm - potwierdził jeszcze raz i obejrzał się. Obok niego ział czarną, smolistą ciemnością otwór w podłodze prowadzący gdzieś w dół. Wyraznie ciągnęło stamtąd chłodem i Torwaldo aż poczuł ciarki ciągnące wzdłuż kręgosłupa.
__________________ To co nazywamy normalnością to tylko krąg światla wokół ogniska. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach. Sto kamieni w głowie, Oko czarownicy, Deus le volt, Ostatnio edytowane przez Arango : 06-08-2008 o 13:44. |
| | |
| | #198 |
![]() | Hektor uśmiechnął się ukradkiem i zawrócił konia. - Dobra panowie, nic tu po nas. Nie przedrzemy się tędy, a szukanie przejścia powinno poczekać do jutra. Słońce zajdzie nim cokolwiek wskóramy. Do obozu! – zawołał i puścił pędem konia po skalnej ścieżce. W szybkim tempie dotarli do forteczki. Hektor zeskoczył z konia i podszedł zameldować o swoim zwiadzie hrabiemu. - Hrabio – stawił się przed Reinfirdem – nic podejrzanego nie znaleźliśmy. Nic poza zawaloną ścieżką, trzeba będzie jutro poszukać obejścia. Jakieś zalecenia? Ponawiam prośbę o przydzielenie mi pierwszej warty, ludzie wydają się być zmęczeni, a ja niejedną noc w swym życiu spędziłem na warcie. Między wschodnimi ludami zwą mnie strażnikiem nocy. Dziki to lud, wierzy w nocne duchy, które porywają ludzi. Ja by ich uspokoić, nie przespałem tam żadnej nocy przez trzy dni, jak tamtędy przejeżdżałem, nie dlatego że bałem się zasnąć! Nigdy w życiu! Chciałem pokazać, że nic im nie grozi, bo ja nigdy nie zasnę na swojej warcie, choćby nie wiem ile trwała. – Hektor sam przed sobą łgał, starając się ukryć swój strach przed mrocznymi zjawami. Po usłyszeniu odpowiedzi, podszedł do Rothais. - Widzę, że rana się już zasklepiła. – niemiecki rycerz przyklasnął z zadowoleniem w ręce – wiesz, że pewnego dnia uratowałem jednego z żydowskich kupców, co to został ciężko ranny podczas napaści? Nie bez powodu zwą mnie „obdarzonym przez Boga”. Pomijając tak mało znaczący fakt, że sam w pojedynkę przepłoszyłem dziesięcioro dobrze zbudowanych bandziorów. – Hektor zrobił efektowną pauzę, by Rothais mogła sobie wyobrazić jak to ten dzielny wojak, który stoi przed nią teraz, sam jeden pokonuje dziesięcioro potężnie zbudowanego chłopa. - Wracając jednak do tego kupca – postanowił kontynuować - chodzi o to, że biedak stracił prawą rękę tuż przy samym barku, wierz mi dziewczyno, straszny to widok, gdy łatasz na środku drogi, wykrwawiającego się w ten sposób człowieka. Jednak ja, człowiek „obdarzony przez Boga” odmówiłem dwie Ojcze Nasz, obwiązałem ranę, dorzuciłem do niej trochę tego i owego i wyobraź sobie, ten człowiek przeżył! Znaczy żył przez najbliższe dwa dni, po czym zmarł, ale to nie od wykrwawienia, co to, to nie. Biedak ranę sobie zakaził, ale jednak to nie ujmuje moim zdolnością medycznym. – pokiwał głową, przytakując sam sobie. – Zaskoczona co? Nie zdajesz sobie sprawy jak wiele wiedzy i umiejętności kryje w sobie moja osoba. Uroda, męstwo, szlachecka krew, kawał, skromność, oj długo by wymieniać.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" Ostatnio edytowane przez sante : 06-09-2008 o 16:35. |
| | |
| | #199 |
![]() | - Uhhhmmm Ragnar mówi, że demony tam były to tak musiało być. Skoro siarki już nie czuć znaczy się demonów nie ma. Rozumowanie tak proste, że każdy głupi by się rozeznał. Pewno prorok wypędził je swoim okropnym wrzaskiem. Wyglądało nawet, jakby wziął je na siebie. Dobry jest. Torwaldo kiedy ostatni raz odprawiał egzorcyzmy musiał użyć wody święconej, modlitw no i powaga świętego miejsca mu dopomogła, a i tak zajęło mu to dłużej niż Ragnarowi. Nauka z tego taka, że sam jeszcze nie ma tak wielkiej mocy, by poradzić sobie ze wszystkimi ciemnymi mocami. Ha! A co by było gdyby mistrz go nie ubiegł? Pewnie wiedział, co tam się kryje i nie chciał, by coś złego spotkało giermka hrabiego. Trzeba to wiedzieć, że nie wszystko jest takie nieracjonalne na jakie wygląda. Mimo wszystko szkoda, że nie było tam skarbów, ani księżniczek. No, ale Torwaldo, nie mógł zapomnieć o swoim zadaniu, jakim była ochrona hrabiego. Reinfrid wysłał go tutaj, w konkretnym celu, by wybadał wszelakie niebezpieczeństwa i rozprawił się z nimi. Co sie stanie kiedy, ten nadjedzie, by się schronić, przed nieprzyjazną pogodą pustyni i spotka go coś złego. Nie może to być! Torwaldo nie jest jeszcze gotowy by objąć jego miejsce. Zgramolił sie wreszcie z Ragnara, który przypomniał o sobie jęcząc coś o klejnotach. - Nie ma co się martwić, jeśli skarbów tam nie było, to może będą tutaj. - Odwrócił wzrok w kierunku ciemnego otworu prowadzącego w dół. I wzdrygnął się mimowolnie. Gdyby, nie to że posiada nieprzeciętne zdolności, a także musi wykonać misję hrabiowską, a nawet boską, raczej nie skusił by się do chociażby dłuższego spojrzenia w tę stronę. Jednak, gdyby tego nie zrobił, czy byłby bohaterem? Torwaldo chciał być bohaterem - To co idziemy, nie?
__________________ Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie. - Immanuel Kant . . . . . Zwierzątka . . . . . |
| | |
| | #200 |
![]() | Forteczka - zmierzch Torwaldo i Hektor Czarny kwadratowy otwór ział czernią, bił od niego zapach stęchlizny i wiało od niego chłodem. Torwaldo mimo iż czuł, że krótkie włosy na karku stają mu dęba, wstał i na nieco nieswoich nogach posuwał się naprzód. Hektor sławiący przed Rothais własne przewagi zauważył sposobność by udokumentować swe męstwo. Jeden z giermków Reinfrida, bodajże jego przyboczny najwidoczniej zamierzał zbadać piwnicę, która niechybnie kryła się poniżej. - Ha Pani ! Dowiodę Ci żem praw był opowiadając o sobie. Zaraz z tym oto giermkiem - tu wskazał na Torwaldo, który nawet go nie słysząc przybliżał się do zejścia - wejdę do tej jamy, gdzie może kryją się pogańskie demony, lub monstra, które uśmierciły tych nieszczęśników. Wiedział, że nieco przesadza, ale cóż, zasłużyć sobie na łaski córki Hrabiego trzeba, a rycerską w końcu rzeczą jest by odpowiednio to przedstawić. Schodzili we dwójkę, po stromych, wąskich schodkach. Hektor zaklął, gdy noga ześlizgnęła mu się z krawędzi jednego z nich, chwilę balansował na krawędzi upadku, ale w końcu udało mu się utrzymać równowagę. Znalezli sie w małej o wymiarach może 6x6 stóp niskiej piwnicy. Ściany pokrywały liszaje pleśni, wszędzie czuć było wilgoć i chłód. Po lewej stronie stało w rzędzie 6 wysokich może na dwie stopy amfor, w kącie po lewej ział okrągły otwór.
__________________ To co nazywamy normalnością to tylko krąg światla wokół ogniska. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach. Sto kamieni w głowie, Oko czarownicy, Deus le volt, |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Deus le volt | Arango | Komentarze do sesji innych sesji RPG | 171 | Dzisiaj 10:50 |
| [inne] Deus le volt | Arango | Toplista sesji | 3 | 09-27-2007 12:51 |
| [autorski] Deus le volt | Arango | Archiwum rekrutacji | 25 | 03-15-2007 11:24 |