Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-01-2008, 21:42   #231
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skał
$: 49 435
Torwaldo żył na tym świecie odkąd tylko sięgał pamięcią, a pamięć miał całkiem sprawną, po dziadku. Przez ten cały czas jego osobowość okazywała się być tak złożona i chyba ciągle coraz bardziej się rozwijała, gdyż przyszły rycerz nie przestawał siebie zaskakiwać.

Nie jednemu pewnie mogłoby się wydawać, że leżąc na ziemi po potężnym ciosie, sytuacja jego i teoretycznie bezbronnej, potrafiącej dać w kość bez użycia broni panienki jest tragiczna. Giermkowi właśnie tak się wydawało. Całe szczęście, że jego nadprzyrodzone zdolności postanowiły objawić się właśnie w tym momencie. Torwaldo nie był pewny czy Bóg pobłogosławił jego topór, który stał się bez mała potężnym artefaktem, czy to siła, puste... czystego umysłu pozwoliła mu na koncentrację energii duchów przodków.

Tak czy siak należało upewnić się, czy panienka nie odniosła jakiegoś szwanku na zdrowiu tudzież urodzie. W mocnych słowach Rothais rozwiała zmartwienia giermka, który uspokojony naturalnym dla niej zachowaniem, przestał kłopotać się dziwnymi pozami i gestami, które najzwyczajniej należało tłumaczyć jako chwilowa nerwica, spowodowana stresem.

Kontemplację sił diabelskich przerwał Torwaldo niezwykły zgiełk, którego nikt nie mógłby się spodziewać po spokojnej pustyni, w pierwszej chwili na myśl przyszedł mu jarmark, jednak był zbyt sprytny, aby nabrać się na tą sztuczkę. Podbiegł resztę drogi do pagórka z którego mógł zobaczyć co tak naprawdę tu się święci, a raczej kogo niosą diabli. Torwaldo miał rację, to nie był jarmark. Wielkie stado dzikich bestii podobnych do tej, która jeszcze niedawno zastąpiła im drogę kotłowało się wokół grupki dzielnie walczących krzyżowców. Kolejny raz przyszły rycerz miał obowiązek stawić czoło złu i obronić, (znów tą samą) pannę. Zdawał sobie sprawę jak wiele teraz zależy od niego, normalnie każdy jego znajomy ze wsi stchórzyłby przed sforą wilkołaków, ale Torwaldo dysponując nadludzkimi mocami nie czuł strachu, wiedział jedynie, że musi nadejść swym towarzyszom z odsieczą. Kolejny raz uniósł w górę swój bojowy topór i tak też zrobił.
 
__________________
...
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 09-09-2008, 22:26   #232
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 8 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 136 653
Reinfrid de Remacourt

Ocalą, nie ocalą, ale próbować trzeba. Reinfrid latać nie umiał, więc zrobił jedyne, co mu do głowy przyszło. Rzucił się do biegu, co może przy jego zwalistej sylwetce wyglądałoby niemal komicznie, gdyby nie okoliczności. Wręcz przeciwnie, w obecnej sytuacji wyglądał zgoła heroicznie. Z dobytym mieczem gnał w kierunku wroga, wrzeszcząc ile sił w płucach. Nie był to przy tym wyraz owej prymitywnej, pełnej agresji wojowniczości, lecz pewien koncept. Hrabia liczył na to, że ściągnie uwagę części bestii na siebie i swój oddział, dając choć trochę większe szanse Edwardowi, Hamie i pozostałym. Szanse małe, lecz co innego mu pozostało? Na swoich łuczników zanadto nie liczył. Dwieście kroków to i dla doświadczonego strzelca dystans spory, a przecież była noc, a wilkołaki jakoś nie zamierzały stać w miejscu. Mimo to, ciężko sapiąc, wrzasnął:

- Łucznicy, szyć w bestie z kilkudziesięciu kroków! Ino tak, co by naszych nie trafić!

Czuł już kłucie w boku. W zasadzie był już przy takiej tuszy i w takim wieku, że nawet do wychodka nie za bardzo chciało mu się biegać, nie mówiąc o innych okolicznościach. Melancholijnie pomyślał, iż za wiele ostatnich bitew rozegrał z siodła, zapominając, że Norman i pieszo do walki stanąć umie. Ech, nie te lata! Być może był to pierwszy raz, gdy Reinfrid pomyślał o sobie jako starym człowieku, ale szybko wyparł tę myśl z siebie. Takie myśli nie były dobre podczas walki. Zbyt łacno mogły się stać przyczyną tego, że o niczym innym już wojownik nie zdąży pomyśleć, bowiem wróg mu sprawnie łeb odrąbie.

Z tą myślą niemalże wpadł na wilkoludy. Za sobą usłyszał dźwięk zwalnianych cięciw a potem znaczący świst. Znak, że łucznicy zaczęli strzelać.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-12-2008, 12:33   #233
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 279
Okolice forteczki, noc

Edward, Hama
i reszta jego małego oddziału utworzyli krąg najeżony na zewnątrz ostrzami mieczy i toporów. Słyszeli że pozostali Normanowie ruszyli im na pomoc, ale byli za daleko, wiedzieli o tym wszyscy, a wyszczerzone pyski wilkołaków kłapały im tuż przed twarzami.

Bestie rzuciły się do ataku niemal od razu rozrywając szyk grupy. Edward ciął pierwszego wilkoluda przez pierś, obrócił się na pięcie i obuchem zmiażdżył czaszkę następnego.

Zyskał chwilę by złapać jeden, dwa szybkie oddechy i rozejrzeć dookoła.
Obok jakiś turkopol spleciony z wilkiem w jedno dzgał go w tułów ostrym kindżałem, ten zaś coraz bardziej zaciskał kły na jego przedramieniu zasłaniającym gardło. Obaj zwalili się martwi na ziemię w gąszczu oplatających ich wnętrzności zwierzoczłeka.

Zaskowyczał jakiś stwór cięty, przez bark, zawirowała w powietrzu ucięta szponiasta łapa, zaraz obok dał się słyszeć krzyk rozdzieranego na sztuki człowieka.

Niedaleko Hama pozbawiony broni tłukł jak młotem wielką jak bochen pięścią wybijając kły i miażdżąc pyski. Po jego ciosach tryskały z uszu bestii fontanny krwi i wypływały wbite gałki oczne. Ale już u jego ramion uwiesiło się kilka potworów krepując ruchy i obaliło na ziemię. Przykryli go gęstwą kłębiących się futrzastych ciał.

Edward zaklął i rozdając na oślep ciosy ruszył na pomoc olbrzymowi. Był już blisko, gdy jeden z rannych wilkołaków wpił mu się zębami w udo. Rycerz usiłował utrzymać równowagę, lecz napór ciał wokół nie pozwolił na to. Przewrócił się.
Usiłował jeszcze dzwignąć, wkładając w to nieludzki niemal wysiłek, udało mu nawet klęknąć lecz uderzenie kosmatą łapa, które rozdarło kolczugę na plecach i smagnęło go jak ognistym czteropalczastym biczem posłało w ciemność.

Nieprzytomny zwalił się na ziemię.

Nad nim kłębiły się wilkołaki.





Reinfrid biegł na czele szeregu wojowników, choć towarzyszyła mu świadomość, że przybędą za pózno. Lecz jakiś olbrzymi sadzący wielkimi susami, postać z toporem w ręce minęła go i z wojennym okrzykiem berserkerów wpadła w tłum wilkobestii rozdając na prawo i lewo potężne ciosy.

Poznając być może pobratymca (jeśli nawet nie pod względem fizycznym to psychicznym przynajmniej) stwory cofały się z początku przed Ragnarem, kilku ich wilczych braci wiło się na ziemi przed samotnym wojem. Trwało to jednak tylko chwilę, potem rzuciły się do przodu jakby pchane jednoczesnym rozkazem.

Biegnący obok hrabiego Hektor widział jak dwóch z wilkoludzi wylatuje w powietrze koziołkując i skowycząc, potem byłego więznia zalała najeżona kłami i pazurami fala.

Normanie wpadli miedzy szeregi wilków uszykowani w klin.
Uderzyli, odrzucili pierwsze szeregi wrogów kładąc kilkunastu pokotem, wbili się w głęboko w tłum i... ugrzęzli.

Tu nie było karnych szeregów wojowników, które można by złamać, wywołać panikę, wodza, do którego można dotrzeć i zabijając go złamać wolę oporu jego żołnierzy.
Był tylko tłum kierujący się nie rozumem a instynktem zabijania, nie wolną wolą, a pragnieniem krwi zaćmiewającym inne zmysły. Zaczęła się wściekła rzeżba. Co z tego, że na jednego Normana padało dwóch albo trzech przeciwników, wąwóz wypluwał niby ogromna macica kolejne hordy, a krzyżowców wciąż ubywało.
Już nie parli naprzód, wsparci teraz jeden o drugiego bronili się już tylko. Deszcz strzał dziesiątkujący dotąd wilkołaki ustał, snadz łucznikom zabrakło strzał.


Falke widział jak szeregi strzelców zasypują wroga pociskami. Chciał podnieść się i pomóc, ale dziwne omdlenie ogarnęło jego wszystkie członki. Lepka ciężkość zawładnęła jego głową, świat zawirował, dziesiętnik przechylił się na bok upadając na piach.

Co się ze mną dzieje ? - przemknęło mu przez głowę. Nie wiedział, że trucizna jaka dostała się do jego krwi podczas walki z potworem dotarła właśnie do serca.


Usłyszeli okrzyk "Allach" i "Deus le volt" i lekkozbrojnui uderzyli chcąc przedrzeć się do hrabiego. Byli to ludzie dzielni do szaleństwa i ślepo oddani panu na Gravinie, tylko tacy bowiem zaatakowali by osłaniani jedynie skórzanymi kaftanami i małymi tarczami na wściekłe bestie. Położyli trupem ich niemało lecz tylko siedmiu dotarło do kręgu wojów otaczających Reinfrida. Wszyscy broczyli z licznych ran.

Wilkołaki jakby skonfundowane tym cofnęły się na chwilę, rycerze mieli czas by poprawić uchwyt tarcz i na rękojeściach, obetrzeć pot zalewający mimo chłodu oczy.

W nagłą ciszę wdarł się odległy krzyk.

Ci co popatrzyli w te stronę mogli ujrzeć pojedynczą sylwetkę wyraznie widoczną w blasku księżyca jak biegnie z wzniesionym do góry toporem przeciwko masom wilkoludzi.

Torwaldo - pomyślał wzruszony hrabia - głupi, wierny Torwaldo.
Zaraz oderwały się z ciemnej masy kosmatych futer trzy cienie i pomknęły naprzeciwko desperatowi.
Już po nim - przemknęło przez myśl panu na Gravinie, lecz nie miał czasu dalej o tym rozmyślać, bo bestie przypuściły kolejny atak zajadlejszy niż zwykle.

Koniec z nami - to była myśl Reinfrida który widział z jaką furią uderzyły na jego zmęczonych i poranionych wojowników wilkołaki. Nagle poczuł uderzenie piasku niesionego wiatrem i uczuł jak coś dziwnego ogarnia jego ciało.

Odrętwiały upadł na kolana, wokół jak marionetki, którym ucięto sznurki zaczęli walić się na ziemię inni. Hektor, rycerze, pozostali przy życiu turkopole i zwiadowcy.


Torwaldo z odwagą zrodzoną chyba z szaleństwa gnał przeciwko ciemnym szeregom bestii nie bacząc na nic. Potknął się, przewrócił, podniósł, znowu biegł, znowu potknął, przekoziołkował unikając szczęśliwie wyprężonego w skoku pokrytego ciemną sierścią potwora.

Dopiero teraz zobaczył, że otaczają go trzy warczące wilkobestie.

Krzepko ścisnął stylisko topora i machnął nieco na oślep mimowolnie zamykając oczy. Poczuł jak ostrze więznie w czymś miękkim, usłyszał skowyt, jednocześnie poczuł jak uderzenie łapy wysyła go w powietrze.
Upadł ciężko, boleśnie uderzając plecami o ziemię i wypierając mu dech z piersi. Skoczyła na niego jedna z bestii. Bardziej instynktownie, niż wiedząc co robi zasłonił się przedramieniem. Uczuł jak kość ręki trzeszczy w potężnych szczękach i zębata morda coraz bliżej przybliża się do jego gardła. Mimo wysiłków nie mógł się nawet ruszyć przygnieciony ciężarem przeciwnika.

Na twarzy uczuł drobiny piasku poderwane podmuchem wiatru.


Rothais gorączkowo wertowała Księgę. Znalazła stronę gdzie wyobrażono tumany piasku skręcone wiatrem w spiralę.
To może być to - pomyślała. Burza pisakowa na pewno pozwoli ojcu i innym wycofać się do budynku.

Zaczęła powoli sylabizować inkantację. Gdy skończyła spojrzała na pole bitwy zawiedziona. Nic się nie działo.

Chociaż jednak nie.

Walczący zdawali się zamierać w połowie ruchu a potem jak kukiełki przewracać na ziemię.

Co ja zrobiłam - przemknęło jej przez głowę - zabiłam wszystkich. Spojrzała w ciemne niebo, coś się nie zgadzało. Tarcza księżyca przesuwała się szybko, zbyt szybko niż by to było normalne. Otwarła aż usta ze zdumienia. Nie minęły i cztery pacierze gdy nieboskłon na wschodzie rozjaśniło blade światło.

- Świt !!! Świt !!! - zakrzyknęła uradowana. Trupy wilkołaków przemieszane z omdlałymi od czaru bestiami zaczęły jedno po drugim rozmywać się powoli, znikać.





Zerwała się na nogi i pognała tam gdzie wśród towarzyszy leżał jej ojciec, nie wiadomo, ranny, zabity czy tylko zemdlony.

Nie bala się trupów, nie zwracała na nic uwagi, choć raz po raz zawadzała boleśnie stopami o ostre kamienie. Biegła ledwo co widząc oczami wypełnionymi łzami, ślizgając w plamach krwi przez pobojowisko, tam gdzie powoli jedna po drugiej unosiła się często rzygając żółcią i piachem kolejna postać normańskiego czy sycylijskiego woja.

Słońce coraz wyżej wznosiło się nad horyzontem zalewając pole bitwy ciepłym światłem poranka.
 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 09-12-2008 o 19:45.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-17-2008, 19:43   #234
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 832
Edwarda obudził ból... ból w wielu miejscach ciała jednocześnie. Najbardziej piekły go plecy.... to tam zdradzieckie monstrum zadało mu cios... ostatnią rzecz jaką pamiętał przed utratą przytomności. Zwalił z siebie kosmate cielsko zabitego wilkołaka i odetchnął z trudem. Czuł palący ból w piersiach... ale na szczęście to wynik wysiłku i pragnienia.

Słońce przyjemnie ogrzewało jego zakrwawioną twarz. Spróbował podnieść się na klęczki i po kilku próbach, chwiejąc się opierał się o dębowe stylisko topora. Czuł nieprzyjemny zapach potworzej posoki zasychającej na jego włosach, twarzy i zbroi. Rozejrzał się wokoło... wszędzie trupy przeciwników i co bardziej martwiło -- zwłoki sprzymierzeńców - turkopoli i sycylijskich Normanów. Rozglądał się gorączkowo ale w tej plątaninie szczątków, nie mógł dostrzec ciała Hamy... miał nadzieję, że potężny i waleczny olbrzym przeżył starcie.

Zauważył zbliżających się zbrojnych hrabiego i jego samego, ale zmęczenie nie pozwalało mu się podnieść, walka była bardzo wyczerpująca... tak bardzo, że nawet nie był w stanie oddać należytej czci swojemu seniorowi. Spuścił nisko głowę i przykładając prawą dłoń do odmówił cicho "Ojcze nasz...", w końcu miał za co dziękować Wszechmogącemu.
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg
Niestety, wciąż bez netu (dopis. Mira)
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-18-2008, 17:24   #235
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante ma w sobie cośsante ma w sobie coś
$: 51 538
Hektor biegł w szeregu z hrabią, no może trochę z tyłu, licząc że pierwsze ciosy przyjmie na siebie dzielny Norman. Stary Niemiec chcąc nie chcąc znalazł się w środku bitwy wojowników pańskich z szatańskimi stworzeniami. Lewa ręka trzymająca tarczę nawet na chwilę nie schodziła poniżej poziomu, w którym tarcza była na wysokości nosa. Ręka po trudach dnia drętwiała szybciej niż się mógł tego stary wyga spodziewać. Prawa ręka natomiast co rusz pchała przed siebie trafiając w kończyny nieostrożnych przeciwników. W pewnym momencie miecz przebił na wylot przedramię pod takim kontem, że gdy bestia szarpnęła z bólu ręką, miecz wyleciał z ręki Hektora, zostając w miejscu przeszycia.
- Mateczko moja, mój kres się zbliża - zalamentował tracąc wiarę w możliwość przeżycia.

Gdyby miał chwilę, to by z pewnością sięgnął po broń której po trupach walało się pełno, ale bestie nie dawały nawet krzty wytchnienia.

Resztkami sił zasłaniał się tarczą, wyczekując momentu, gdy ta nie wytrzyma jednego z kolejnych ciosów.

Nagle, ku ogólnemu zaskoczeniu, dopiero co zachodzące słońce, pojawiło się po drugiej stronie, przynosząc promienie poranka. Hektor był w szoku tym co się działo, tym bardziej, ze piekielne stwory znikały jeden po drugim w świetle dnia.
Padł na kolana wycieńczony i zapłakał, nie płakał za poległymi towarzyszami, których dopiero co poznał, ale z szczęścia, że z życia cieszyć się będzie mógł jeszcze jakiś czas.
- Dzięki Ci Panie - wyszeptał unosząc głowę i ręce ku niebu.

Gdy już trochę ochłonął, zbliżył się do hrabiego Reinfirda i rzekł:
- Panie, nie na nasze siły to. Relikwie ważne są, ale jeśli my tu zginiemy, to co nam z nich będzie? Ilu dożyje tak długo, by zobaczyć ich blask? Wrócić po większe siły i wtedy brać się za to szaleńcze zadanie, nie wcześniej. - otarł krew z policzka.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 09-18-2008 o 17:29.
sante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-21-2008, 17:37   #236
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 337 751
Rothais gorączkowo szukała ojca, zatrzymując się co chwilę i patrząc na twarze rycerzy. Żaden z nich nie był jednak hrabią de Remacourt. Wierzyła jednak, że Reinfrid żyje, że udało jej się zdążyć z pomocą. Co prawda nie była pewna, czy to rzeczywiście ona wyczarowała słońce w środku nocy zamiast chmur zasłaniających księżyc - ważny jednak był efekt końcowy, z którego była całkiem zadowolona. Ściskając pod opończą księgę biegła tam, gdzie widziała ostatni raz swego ojca. Dostrzegła najpierw postać Hektora Białozębego i nie wiedzieć czemu ucieszyła się na ten widok. Tuż obok niego podnosił się dumny pan na Gravinie. Dziwna fala uczuć przelała się przez serce hrabianki. Jeszcze niedawno ze złości chciała wyrwać serce swego rodziciela, teraz zaś rzuciła mu się w ramiona z okrzykiem "Ojcze, ty żyjesz!" na ustach. Zaraz jednak przypomniała sobie o ukrytej pod opończą magicznej księdze i ledwo ramiona zaskoczonego Reinfrida zamknęły się w uścisku, Rothais odskoczyła od niego. Ta krótka scena mogła jej być poczytana za niewieścią słabość i tym razem hrabianka wolała, żeby tak zostało. Musiała być wszak ostrożna. Przybrała więc swoją "starą" minę i cofnęła się na bezpieczną odległość.

- Och, to było okropne! Co to za zwierzoludzie, ojcze?! Przez chwilę nawet się... ekhem... - jakoś słowo "bałam" nie chciało jej przejść przez usta. - Co teraz zrobimy? Dokąd się udamy? Jestem taka zmęczona, tak bardzo wyczerpana... Potrzebuję komnaty! Lub namiotu chociaż...
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-22-2008, 22:12   #237
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skał
$: 49 435
- Mamo, napoiłem już krówki, zostaw mnie w spokoju... -wymamrotał giermek ukrywając twarz w miękkim, włochatym... piasku? Wydawało mi się, że wcześniej leżał na czymś, wygodniejszym i mimo nieprzyjemnego zapachu przyjemniejszym dla strudzonej głowy niż goła pustynia.

Giermek spróbował ostrożnie podnieść się na nogi. Głowa pękała mu chyba bardziej niż kiedy pierwszy raz w życiu przesadził z alkoholem, Biegał wtedy niespełna ubrania i świadomości po wsi, wymachując w najlepsze rózeczką jak mieczem, przed lub w ludzi idących do kościoła. Już widać wtedy miał zadatki na rycerza. Tyle, że ongiś skończył podróż w świńskim korycie, a następnego dnia ojciec, nie tyle pożałował jego marnego stanu, co solidnie go sprał. Od tego czasu jednak Torwaldo potrafi zachować umiar w piciu.

Teraz jak za dawnych lat powoli wstawał, jeszcze chyba nie zdając sobie sprawy, jak ważna dla niego bitwa właśnie się rozpoczęła. Zastanawiał się, czy i tym razem coś przeskrobał. Może hrabia będzie zły, na niego, że znowu się na wygłupiał? Trzeba było się przekonać i giermek już miał na siebie zwrócić uwagę, kiedy za nogę złapała go spora ręka. Torwaldo wykonał nadzwyczaj szybki ruch, wyciągający topór i już wymierzał zamach, kiedy zorientował się że to ktoś swój, potrzebuje pomocy. Topór jednak siłą zamachu opadł, całe szczęście, że giermek załapał go od strony obucha i w powietrzu machnęło tylko drewniane stylisko. Jako przyszły rycerz szybko odłożył, jednak niepotrzebne chwilowo narzędzie i jako człowiek uczynny pomógł delikwentowi wstać. Pieron był tak ciężki, że w potłuczonej głowie, aż zahuczało z protestu w stosunku do tej czynności. Torwaldo jednak nie zważał na przeciwności losu, koniecznie musiał sprawdzić, czy bez jego opieki u Reinfrida cały czas było wszystko w porządku.
 
__________________
...
. . . . . Zwierzątka . . . . .

Ostatnio edytowane przez Angrod : 09-23-2008 o 13:03. Powód: interpunkcja
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-22-2008, 22:33   #238
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 8 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 136 653
Reinfrid de Remacourt

Pot zalewał oczy. A może to krew? Ręce omdlewały ze zmęczenia. Widać, że nadchodziła ich ostatnia chwila. Reinfrid powiódł wzrokiem wokół, nie widząc niczego czy nikogo, kto zamieniłby rychłą klęskę w zwycięstwo. Edward padł, Ragnar również legł pod naporem wilkołaków. Torwaldo, głupi biedny Torwaldo, tarzał się po ziemi z trzema bestiami. Reinfrid uderzył po raz kolejny, odcinając upazurzoną łapę. Potężny cios powalił przybocznego Reinfrida. Hrabia cudem sparował zaskakujący atak, ale poczuł jak ręka pod tarczą traci czucie. Te potwory były silne ponad miarę! Następny atak niechybnie będzie dla władcy Graviny ostatnim. Reinfrid raz jeszcze pchnął, topiąc sztych w beczkowatej piersi potwora, a potem poczuł jak uderzenia twardej jak żelazo pięści zrywa mu szłom z głowy. Zalał się krwią i padł wśród trupów swoich ludzi.

Blask słoneczny przebił się przez zamknięte powieki hrabiego. Miłe ciepło przywróciło go do przytomności. Mimo ostrego bólu głowy zdołał otworzyć oczy, a następnie podnieść się. Jednak żyli! Świt ich ocalił! Wilkołaki, jak każde bestie Ciemności, obawiały się światła słonecznego.

Hrabia podniósł miecz i schował go do pochwy. Rozejrzał się. Kto przeżył, ten przeżył. Wydawało się, że ledwie kilku ludzi ocalało z nocnej rzezi. Reszta leżała na ziemi skulona, w kałużach krwi. Potworne rany świadczyły o strasznym przeciwniku, z jakim przyszło im stoczyć walkę. I tylko one. Ciała ubitych potworów zniknęły, jakby się rozpłynęły w powietrzu. Reinfrid splunął na ziemię, czarcie siły!

Wtedy dostrzegł Rothais. Krótko, ale mocno przycisnął córkę do siebie. Potem wysłuchał jej. Być może po raz pierwszy uważnie, bez przerywania. Chwilę milczał i wreszcie pokręcił głową:

- Później podejmiemy moja córko decyzję. Teraz musimy się zająć naszymi ludźmi. Zarówno martwymi jak i żywymi.

Wydał rozkazy:

- Zebrać rannych i szybko opatrzeć. Potem pochowamy zabitych. Nikogo nie zostawimy na pożarcie bestii. Panie Hektorze, panie Edwardzie. Zapraszam do forteczki potem. Musimy podjąć decyzję co dalej!

Rozglądnął się wokół, ale nie dostrzegł swego giermka:

- Gdzie jest Torwaldo!? Znajdźcie mi go, żywego czy martwego! Ten człek rzucił się swemu panu na ratunek w pojedynkę. Jeśli nie za życia, to przynajmniej po śmierci chcę go wynagrodzić.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-24-2008, 17:06   #239
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 5 Hawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skał
$: 57 463
Angus Mckay z Farpoint

Walka była krótka, acz intensywna. Normańscy rycerze rzucili się na pomoc swojemu panu, co jak teraz łatwo było zauważyć, uratowało tamtemu życie. Szkocki rycerz również brał udział w walce i podczas niej starał się być dość widoczny, oczywiście o ile było to możliwe w tej sytuacji. Na szczęście dzięki ogromnym umiejętnościom ... odpowiedniego dobierania przeciwników udało mu się uniknąć ran. Teraz chowając swój dwuręczny miecz zbliżał się do dowódcy wyprawy.

Miał około 180 metra wzrostu, co sprawiało, że często przy innych wyglądał jak olbrzym. Był potężnie zbudowany, a jego długie rude włosy, teraz brudne, posklejanie i zapiaszczone spływały na plecy. Teraz przejechał po nich ręką, wytrzepując z nich największe grudy piasku. Uśmiechał się, w końcu całkiem nieźle się sprawił, był pewien że jego walka wyglądała całkiem efektywnie. Ciekawe czy ktoś to zauważył? Z pewnością musieli ... nawet w tym kłębowisku.

- Panie dobrze widzieć cię żywym - zwrócił się rycerz do Reinfrida -Starałem się dotrzeć, ale zbyt dużo ich było, a ja tylko sam pozostałem z daleka, odcięty od reszty - Szkot jeszcze raz przerobił swoje słowa w głowie, wydawało mu się, że brzmią jak należy, dlatego jego uśmiech się jeszcze poszerzył

-Na całe szczęście jesteśmy uratowani - postanowił zakończyć swoją wypowiedź. Cała ta sytuacja była dziwna, oczywiście słyszał historie o tych istotach, ale nigdy ich nie widział i szczerze powiedziawszy uważał je bardziej za fanaberie starych bab, historyjki mające straszyć rzeczy .... ale w związku z takim zderzeniem z rzeczywistością ... cóż Angus nie miał innego wyboru, jak sam przed sobą przyznać, że się mylił. Ciekawe co jeszcze ich może czekać podczas tej wyprawy? Poza tym trzeba było sobie odpowiedzieć na wiele pytań. Skąd się te potwory wzięły? I najważniejsze po co? Oczywiście można było założyć, że był to całkowity przypadek, ale jeśli nie? Jeżeli broniły czegoś ważnego? Cennego? Oj tak z pewnością było to warte ryzyka ...
 
__________________
Ride into this world/All alone/God takes your soul/You’re on your own.
The crow flies straight/A perfect line/ On the devil’s back/Until you die.
Gotta look this life in the eye
Hawkeye jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-27-2008, 13:39   #240
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 279
Okolice forteczki - świt

Reinfrid
pozwolił sobie na chwilę słabości wysłuchując co ma do powiedzenia Rothais, nie chciał sam przed sobą przyznać, ale wzruszenie ścisnęło go za gardło. Chciał przytulic córkę, ale widok pobojowiska i jego rycerzy wpatrzonych w niego i oczekujących na rozkazy powstrzymały go przed tym gestem.

Odchrząknął, splunął na piach i potoczył wzrokiem po zebranych.

Wszyscy bez wyjątku byli mniej lub bardziej ranni, na szczęście nikt na tyle ciężko by opóźniać oddział.

Oddział Chrystusie Zbawicielu - pomyślał.

Teraz to był to raczej strzęp oddziału.

Z poplamionymi posoką wilkołaków i własną zbrojami, z wyszczerbionym orężem, pokryci zlepionym krwią kurzem wyglądali sami jak upiory pustyni.
Ale w ich oczach migotał blask dumy ze zwycięstwa z piekielnymi bestiami gdy jednocześnie wznieśli do góry broń i zaczęli wiwatować.

Okrzyki Deus le volt, Gravina, Allach akbar i Ramercourt mieszały się ze sobą. Hrabia podparł sie pod boki i spojrzał na swe wojsko. Podniósł rękę uspokajając żołnierzy.

- Po pięć bizantów dla każdego po powrocie do obozu - odpowiedział mu wybuch radości i wrzawa.

Niewielu powróci by ja odebrać - pomyślał zasępiony pan na Gravinie. O ile ktokolwiek powróci.

Przeciągnął się, aż chrupnęło mu cos w kościach. Gdy odezwał się, jego glos brzmial chrapliwie.

- Zebrać broń i znieść do budynku. Kto znajdzie łuk, zabiera go ze sobą. Łucznicy mają przypilnować, by ani jedna strzała nie została na pobojowisku.

- Chodźmy się naradzić -
zwrócił się do Edwarda, Hektora, i młodego Szkota. Bez słowa uścisnął ramię ledwo trzymającego się na nogach Hamy.

-
I Ty córko pójdz z nami. I Twych słów dziś wysłuchamy. Gdzie do stu diabłów jest Torwaldo !!! - huknął.

Żołnierze rozstąpili i ukazał się chłopak prowadzony przez jednego z rycerzy. Nie mógł wydobyć głosu z wyschniętego gardła, skłonił się tylko hrabiemu.

-
Ty będziesz nam usługiwał przy radzie. Widziałem jak chciałeś ratować swojego pana, jesteś godny tego przywileju, a co widziałem, nie zapomnę - mówienie sprawiało fizyczny ból, gardło drapało Reinfrida i piekło. Dałby wiele, nawet i ... srebrnego denara za dzban zimnego piwa. Na razie jednak pozostało im tylko to co mieli w jukach i śmierdząca już zapewne padłem potwora woda ze studni.

- Na radę - powtórzył.


 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 09-27-2008 o 13:43.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Deus le volt Arango Komentarze do sesji RPG - Historyczne 226 12-03-2008 18:31
[inne] Deus le volt Arango Toplista sesji 3 09-27-2007 13:51
[autorski] Deus le volt Arango Archiwum rekrutacji 25 03-15-2007 12:24


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 15:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111