![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG - Historyczne Czy masz czasem wrażenie, że nie należysz do tej epoki? Czy chcesz spróbować żyć na zamku wzorem szlachcianki albo z husarzami przetrzepać skórę nieprzyjaciela? Zatem na koń! Wsiądź do naszego wehikułu i cofnij się w czasie dzięki mocy wyobraźni. |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #31 |
| Banned ![]() | Abdul zmierzył łachmaniarza pogardliwym wzrokiem i z nieukrywanym grymasem obrzydzenia odepchnął go nogą od siebie. Sięgnął do sakiewki i rzucił obdartusowi jakąś drobnicę. - Masz i nażryj się za to, oby ci gazy bebechy rozdęły... Za jakąś uczciwą pracę byś się wziął a nie uczciwych ludzi napastujesz! Dla takich jak ty nigdzie nie ma odkupienia! Arab odwrócił się na pięcie i pośpiesznie oddalił się od obleśnego żebraka. Zatrzymał się dopiero kilka straganów dalej, nadal wstrząsały nim dreszcze obrzydzenia a zmysł powonienia odmawiał posłuszeństwa. Powoli przyzwyczajał się do wszechogarniającego brudu i zgnilizny, idących w parze za chrześcijanami, chociaż przychodziło mu to z wielkim trudem. W czasie niespełna jednej klepsydry oporządził się należycie i z m.in. niezbędnymi medykamentami ruszył w drogę powrotną. Ostatnio edytowane przez Cep : 03-12-2007 o 13:19. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #32 |
![]() | Reinfrid, Ernaut Kroczył po nabrzeżu zatknąwszy dłonie za pas , a widząc jego dumne spojrzenie, postawę i normański oręż rozstępowano się przed nim. Za nim kroczył jego syn Ernaut i dwóch młodych wojów pod dowództwem Hamy. Nagle stanał jak wryty, a wraz nim wpadając na niego niemal reszta jego orszaku. Odwrócił się i wydał kolejne dyspozycje : - Ty - gruby paluch wskazywał na Jeana - wrócisz na galerę. Powiesz tej grubej krowie Sigurdzie, służącej mojej córki, że przysłałem Cię JA. Masz pilnować mojej córki, by nie oddala sie od okrętu. Ale niech Ci tylko coś głupiego strzeli do tego pustego łba zeżresz własne jaja na śniadanie !!! Przemowę zakończył jak zawsze ryk, który spłoszył nawet przywiazanego obok osiołka, prowadzone dotąd hałaśliwe transakcje ucichły jak uciete nożem. Zadowolony z wywartego efektu poprawił pas opinający potężne brzuszysko i ruszył w strone kwatery Boemunda. Prowadzony przez wynajetego za parę ore przewodnika dotarł wkrótce do miejsca pobytu Normanów. rezydencja otoczona murem rozbrzmiewała żołnierskim gwarem, widać było, ze Boemund nie pobłaża swoim. Bramy strzegło dwóch wojów w kolczugach i szłomach, a trzeci - bogato ubrany młodzieniec lustrował pracę na dziedzińcu. - To Tankred siostrzeniec Bomonda - doleciał go z tyłu szept Ernauta. Syn wypowiadał imie Normana po italsku, co niezmiernie irytowało zawsze Reinfrida __________________________________________________ _______________ Arturo, Ragnar Dziesiętnik dowodzący patrolem otwierał właśnie usta by coś odrzec, a jego mina nie wróżyła zbyt dobrze, ale w tej chwili doleciał go niesiony wiatrem głos Reinfrida obiecującemu komuś posiłek z własnych jajec. Pospiesznie więc tylko zamknął usta i łypnąwszy na mnicha ponuro popędził swych ludzi dalej. Oddalili się spiesznie, bacznie się jednak rozglądając w poszukiwaniu zbiega. Odczekał chwilę i zwrócił się do ukrytego zbiega : - Poszli, ale na świetą Klementynę i jej dziewictwo nie wychodz jeszcze. Jednocześnie serce podskoczyło mu do gardła. Po drugiej stronie stał jakis woj i gapił się na niego. Mnich przeżegnał się polecając świętemu Idziemu, ale przyjrzawszy sie ponownie nieco uspokoił. Mężczyzna a właściwie chłopak nie wyglądał na groznego. Stał z otwartymi ustami gapiąc się na Arturo., głowę przyozdabiał mu przekrzywiony na bok hełm, a pod pachą niósł skrzynkę. Naprawdę z jego strony chyba nic im nie grozilo. __________________________________________________ _______________ Abdul Zagłębił sie zamyślonyw ciasne i kręte uliczki Bizancjum. po chwili wędrówki zorientował się, że musiał zle skręcić, znalazł sie bowiem w niewidzianej dotąd okolicy. Miejsce gdzie się znalazł nie wyglądało zbyt dobrze : mały placyk otoczony ruderami, cuchnący moczem, podłym jedzeniem i zgniłymi rybami. Zza pobliskiej zasłony skrywającej wejście do podlejszego od innych budynku doleciały go normańskie śpiewy. Po chwili wahania skierował tam swe kroki. __________________________________________________ _______________ Ahmad Arab ukłonił sie lekko i chwilę patrzył za oddalającą się grupą z Reinfridem na czele. Insz Allach pomyślał, zobaczymy czy ta wyprawa przyniesie mu chwałę czy sromotę. Westchnął i popatrzył na cumujące okrety, na jednym z nich jakaś miedzianowłosa dziewoja wygrażałastojącym obok wojom i korpulentnej niewiaście pięścia, tupiąc jednocześnie obutą w zielone ciżmy stopą. Rżące konie, wrzeszczący wojowie, gwar i zamieszanie czyniły rejwach niespotykany nawet codzień w Bizancjum. Stojący obok trapu mężczyzna mimo różnicy wieku był uderzająco podobny do normańskiego włodarza. Przypominał ojca zarówno dumna postawą jak i pysznym odęciem warg. Musiał byc to zatem syn Reinfrida. Podszedłszyt doń Ahmad zagadnął go. - Witaj młodzieńcze w imię Jedynego, oby Allach prostował Twe ścieżki życia. Twój ojciec polecił byś pokazał mi w jaki sposób mogę być Ci pomocny. Jestem lekarzem i wybornie znam to miasto. Ernaut( starszy syn Reinfrida ) patrzył przez chwilę na Araba. Podobieństwo do ojca zwiększał ten sam zimny blask niebieskich oczu zda sie wypranych z emocji. Taksował nimi Ahmada w sposób tyle bezczelny co beznamietny niczym konia czy wielbłąda. - Znasz miasto zatem wspomóż szukanie zbiegłego jeńca. Ten pies chce swą ucieczką okryć nas wszystkich hańbą. Kryje sie tu niczym szczur wśród kramów i handlarzy. Znajdz go, a zasłużysz na wdzięczność ojca. Zwą mnie Ernaut - dorzucił. __________________________________________________ _______________ Torwaldo Krzyk bosmana wyrwał chłopca z zadumy, czy raczej gapiostwa w jakie zwykł często popadać. Port, podróż, miasto , hałas i gwar powodowały, że od paru dni żył jak we śnie. Właściwie nie wiedział nawet czy ma ochote budzić się z niego, czy nie. Dopiero wrzask marynarza sprowadził go na ziemię. Brudny paluch prawie dzgał go w oko, a potok słów nie pozostawiał wątpliwości jakie jest prawdziwe pochodzenie Thorwaldo. Przerwał więc niewątpliwie fascynujące zajęcie jakim jest jest dłubanie w nosie i porwawszy w ręcę najbliższą skrzynie kopnął się z nią na nabrzeże. Tu ktoś wręczył mu jakąś pakę, potem znów niósł naręcze oszczepów, wreszcie niewielką mocno okutą skrzynkę. Po takim wysiłku Torwaldo poczuł się głodny. Jak mawiał jego ojcieć , świeć Panie nad jego duszą "w tłustości siła" zatem chłopak postanowił poszukać czegoś konkretnego do zjedzenia. Udał sie więc w kierunku ulicy skąd dolatywał zapach czegoś. Czego nie wiedział, ale na pewno było to mięso i pachniało smakowicie. O drobiazgu jakim była niesiona pod pachą skrzynka zapomniał. Próbował dogadać się że sprzedawcą, ale bariera językowa no i brak funduszu nie pozwoliła im dojść do zgody. Z opresji wybawił zda się sam św Juda - patron zamysłów niemożliwych do zrealizowania, któremu to szczegolnej opiece polecała go matka. Chłopak usłyszał nagle znajomy język. Do pak i skrzyń leżących na sporym wozie zdawał się przemawiać nieco przykurzony i oberwany mnich. Torwaldo zbliżył się do wozu otwierając z przejęcia usta. Gada jak wuj Markot, który kiedys powrócił z rozbitą głowa po weselu w sąsiedniej wsi i odtąd gadał do siebie, kóz i chmur. Prawił też, jakoby ziemia była niczym kapusta turlająca się po gnoju, aż w końcu cudaka trza była pławić w lodowatej wodzie na parę ave Maria zanim rozum go wrócił. Chłopcu zdało się, że i mnichowi pomogła by taka kuracja. __________________________________________________ _______________ Tak zapewne wyglądałby Tankred.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... Ostatnio edytowane przez Arango : 04-22-2007 o 11:46. |
| | |
| | #33 |
![]() | Eeee... - Stęknięciem zaznaczył swoją obecność młody, niespełna dwudziestoletni mężczyzna w hełmie. Otóż ów hełm podróżował po świecie za pomocą, kogoś ubranego w niespecjalnie czysty, chłopski strój, kto wyglądał jakby zapomniał się ogolić, oporządzić, obudzić i odżywić. To ostatnie skłoniło go do podjęcia tych kilku kroków w stronę wozu obijając sobie o kolana krzywo przytroczoną do pasa siekierę do drewna. Słysząc szczekanie psa odwrócił zobaczyć czy czasem to nie kostucha kręci się po czyimś obejściu. Wóz na powrót przykuł jego i tak niezbyt podzielną uwagę, kiedy z zaskoczenia zaszedł mu drogę, powodując zderzenie z niesioną przezeń skrzynią. Idąc za przykładem kapłana przeprosił pojazd, w końcu był to człek uczony i Torwaldo miał prawo nie pojmować jego działań. - Chwała Jezu Chrystowi! Ktoś kto umie mówić. - Ukłonił się księdzu i pakunkom. Pośpiesznie wepchnął skrzynię na wóz, bo zaczynała mu nieco przeszkadzać. Nie zwrócił uwagi na to, że jego bagaż ulokował się na ukrytym człowieku. - Macie ojcze święty na tym wozie coś do żarcia? - mówiąc zakrywał rękami usta - Tak mi się z głodu kiszki skurczyły, że boję się co bym flaków postradał jak mocniej oddech wypuszczę. - wytłumaczył. |
| | |
| | #34 |
![]() | Arturo -Pochwalony- odpowiedział a właściwie odburknął niezbyt zadowolony mnich. Przełknął ślinę żeby nie wymknęło się mu kilka słów nieprzystających kapłanowi. [i] -… patrz…jak chodzisz …Nie do jedzenie nie mam nic- Dopiero wtedy go olśniło, że nawet nie sprawdził, co wiezie na wozie, ale prawdę mówiąc nie było nawet czasu na to. W myślach obiecał sobie, że naprawi ten błąd jak tylko nadarzy się okazja. - jeżeli szukasz żołnierzy to idź prosto tą drogą przed chwilą tu byli. Z Bogiem.- |
| | |
| | #35 |
![]() | Torwaldo obrócił się, podążając wzrokiem za paluchem mnicha. Po krótkiej chwili spędzonej na staniu z otwartymi ustami odpowiedział. -Dzięki o panie! Niech twoje kury niosą piękne jaja na chwałę Bożą, a niech im złe duchy piór nie skubią. Weselszy o krótką, poświęconą mu uwagę, poszedł we wskazanym kierunku. Jednak po pierwszym kroku odwrócił się popatrzył na wóz i zataczając młynki prawą ręką dodał. -Yyy... Z Bogiem! Z uśmiechem na ustach ruszył dziarsko za żołnierzami. Niektóre czynności wydają się być za proste żeby się nie powiodły. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Torwaldowi wystarczyła do tego jedna mała uliczka. Chłopu nie przyszło na myśl, żeby iść tą główną skoro bliżej jest inna. Jak nie trudno się domyślić, błyskawicznie zgubił się. Coś jeszcze mu nie pasowało. No tak kto sadzi przed izbą, od frontu winogron. Wiadomo że to przyciąga choroby i pająki... Nie to. -Zaraza, SKRZYNIA! Torwaldo zaczął oklepywać się i rozglądać wokół jakby miał ją pod ubraniem. Potykając się pobiegł tą samą drogą którą tu przywędrował. Dojrzał wóz na szarym końcu drogi i pędem, ruszył za nim w pogoń przez miasto. Ostatnio edytowane przez Angrod : 03-29-2007 o 22:39. |
| | |
| | #36 |
![]() | Ragnar Troens Słysząc rozmowę kapłana z jakimś mężczyzną, zaczął paniczne poszukiwania wśród przedmiotów pozostawionych na wozie. W końcu znalazł, wbity w bochen chleba, stosunkowo długi nóż do krojenia rozmaitych mięs, warzyw i pieczywa. No tak, tego potrzebował... Ktoś tu przesadza! Gdy poczuł, jak jakiś zad trafia wprost na jego nogi, chciał już zrobić pożytek z przed chwilą odnalezionego narzędzia, lecz przebiegający obok strażnik- może zagubiony żołnierz- dał mu do zrozumienia, że morderstwo w tak ruchliwym miejscu nie ujdzie mu płazem. Poczekał więc chwilę na uwolnienie swoich nóg i dopiero wtedy poczuł... Jak cholernie był głodny! Nie czekając na nic, zaczął wgryzać się w ogromny bochen chleba, popijając podłym winem z bukłaku nieprzytomnego woźnicy. Och, jaka to była uczta dla zasuszonego wręcz organizmu Ragnara, który do prawidłowego funkcjonowania potrzebował alkoholu, alkoholu i jeszcze więcej alkoholu! - Kleryku, do kowalaaa!- zawył z wozu, nie pamiętając o wszelkiej ostrożności. Miał żarcie, nóż i wino- znowu mógł być panem świata!
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |
| | |
| | #37 |
![]() | Torwaldo pędził za jadącym wozem roztrącając ludzi i potykając się o liczne krzywizny drogi. Pojazd coraz bardziej się oddalał. Musiał znaleźć skrót. Postanowił przebiec przez niskie ogrodzenie, gdzie po drugiej stronie stał przywiązany osioł. Niefortunnie Torwaldo źle wymierzył odległość, dlatego przy skoku przez płot noga wpadła mu między sztachety i rypnął osła hełmem, zakończonym niewielkim szpikulcem na czubku prosto w zad. Biedne zwierze spanikowało i ruszyło z kopyta wyrywając przy tym część płotu, do którego było przywiązane razem z biednym Torwaldem. Chłop leżał na deskach i wrzeszczał wniebogłosy ciągnięty przez rozszalałą, pędzącą przed siebie klacz. Ta po długiej drodze uspokoiła się w przeciwieństwie do Torwalda. Wstał cały rozdygotany. Podskoczył postękując, kiedy złośliwa bestia ugryzła go jeszcze w tyłek po czym niespiesznie oddaliła się w kierunku z którego przyjechali. Chłop oparł się o mur starając nie urazić licznych potłuczeń i zadrapań. Wtedy los, który widocznie traktował go jak swoje zwierzątko, uśmiechnął się do bohatera. Jakieś piętnaście metrów od niego, przed chatą kowala, właśnie zatrzymywał się znajomy wóz. Dokuśtykał do niego i sepleniąc niezrozumiałe wyjaśnienia sięgnął po zostawioną skrzynię. Wtedy ujrzał człowieka na wozie i o mało nie zemdlał. Padł na kolana i zaczął wołać. - Panie! Czy to ty powtórnie przyszedłeś na świat w wozie, jak to byłeś łaskaw uczynić setki lat temu w stajence? Poznałem cię po cudzie stworzenia chleba i wina z ciała twojego. - Naturalnie nie przyszło mu do głowy, że mnich mógł go okłamać chcąc go spławić. Dla niego kapłan jest święty i posiada przymioty świętych. Jeśli powiedział, że nie ma jedzenia to tak jest. Skoro nie było, a jest, to powstało z niczego. Cud. Do tego miał w pamięci obraz w swojej rodzinnej parafii. Jezus pojmany w kajdany, przed obliczem Piłata - Przyjmij mnie sługę twego i daj skosztować Chleba Żywego, a nigdy cię nie opuszczę. Wyciągnął błagalnie rękę. Ostatnio edytowane przez Angrod : 04-10-2007 o 00:17. |
| | |
| | #38 |
![]() | Ragnar Troens Co on kurwa..., przemknęło przez myśl lekko już wstawionego więźnia, gdy jego oczom ukazał się znowu ten chłopak. Kimkolwiek był, musiał być równie wstawiony co ja, pomyślał Ragnar i już zaczął szukać między pakunkami noża... Moment! A może by tak... -Tak synu, masz rację. W prawdzie na świat przyszedłem lat parę temu, lecz te psie kurwisy...- chrząknął, trochę się zapędził- lecz ci grzesznicy i wyznawcy Złego nie chcieli mojego ponownego na świat przybycia... Mój wierny przyjaciel, święty Arturo od Zbawiennej Pomocy i Dobrej Gorzały- wskazał głową na księdza, który już zdążył obrócić się w ich stronę- zgodził się zaprowadzić mnie tutaj, na te święte ziemie, gdzie zbiorę ponownie swoich apostołów i w ogóle... Będzie dobrze. Przerwał, powoli gubiąc się w swojej opowieści, i dobrotliwie uśmiechnął się do rozmówcy. No tak, teraz nie mógł wyjechać mu w krocze z buta, teraz musiał chodzić wyprostowany i rzucać jakimiś przypowieściami... Ale czego się nie robi dla bezpieczeństwa, żarła i chlania?! - Tak więc, synu, jeżeli tylko zechcesz możesz zostać pierwszym z moich nowych apostołów, to witam wśród Rycerzy Zbawiciela! Lecz pamiętaj- nie możesz się ujawnić, a przede wszystkim nie możesz wyjawić, że to ja jestem mesjaszem. Jak już mówiłem, te jebane... Znaczy się, ci zagubieni w mgle życia ludzie mogą na nas polować... Ale to właśnie nas czeka wieczne życie w raju! Krzyknął, uderzając dłonią w wóz. - Teraz jednak ze Świętym Arturo od Zbawiennej Pomocy i Dobrej Gorzały musimy udać się do kowala, który uwolni mnie z tych okrutnych kajdan. Ty jednak musisz zrobić coś innego, rycerzu- idź i skołuj flaszkę wina... Oczywiście, cobym ją pobłogosławić mógł i obalić z wiernymi, chrzcząc cię przy tym! A żeby chrzest był udany, to skocz od razu po dwie...- przerwał znowu i uśmiechnął się najmilej jak potrafił- Od tego zależy twoje zbawienie... Zeskoczył z wozu i udał się, ciągnąc za sobą "Świętego Arturo od Zbawiennej Pomocy i Dobrej Gorzały" do zakładu kowala. Czas uwolnić się z tych kajdan...
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |
| | |
| | #39 |
![]() | Arturo Dalsza droga minęła spokojnie, nawet znalezienie kowala nie sprawiło wielkiej trudności. No i co najważniejsze udało się im tutaj dotrzeć nie zwracając niepotrzebnie na siebie uwagi. Wszystko oczywiście dzięki opiece Świętej Panienki. Zadowolony z siebie Arturo zatrzymał wóz przed domem kowala. Już miał zejść z wozu, gdy usłyszał znajomy głos dochodzący z tyłu. Odwrócił się i zobaczył tegoż samego rycerza, którego niedawno posłał w przeciwnym kierunku. Reakcja rycerza całkowicie go zaskoczyła, nie wyglądał na pijanego a gadał jakby od miesiąca nie trzeźwiał. Na szczęście nowy kompan wyręczył go w gadaniu i zrecznie wyszedł z zaistniałej sytuacji. -tak, tak przynieś wino jak najszybciej bez tego nic nie będzie z chrztu- dorzucił Arturo i wszedł za kompanem do zakładu. W myślach powtórzył „św Arturo” uśmiechnął się, nigdy tak o sobie nie myślał, coraz bardziej podobało się mu nowe towarzystwo. |
| | |
| | #40 |
![]() | Torvaldo stał jeszcze przez chwilę przetwarzając informacje przekazane mu przez nowo objawionego Mesjasza. -Jestem apostołem - Szepnął sam do siebie, wykonując przy tym bliżej nieokreślone miny - Wina! - powtórzył. Podszedł do pierwszej z brzegu gospody, popatrzył się na słoik z uryną. - Przecież on może cudem sprawić, że z tych szczynów najlepsze wino powstanie. Zastanawiał się chwilę. Niee. Mam zdobyć wino. Podrapał się po tyłku, (co apostołowi nie przystoi,) a następnie udał się przed siebie. Po pewnej chwili znalazł jakiegoś arabskiego kramarza. Odchrząknął i przemówił. -Tak mówi Pan: Daj mi wino... eee... Wino mi daj. A ja je pobłogosławię. I będzie dobrze. - Sprzedawca odpowiedział coś oburzony w swoim języku mocno gestykulując. - No nie następna niemowa, ale zaraz przecież jestem apostołem posiadam dar języków. Aijajajajam kulululu trutututu bum, wino daj. - Powiedział poważnym tonem unosząc prawą rękę w jakimś dziwacznym geście błogosławieństwa. Po chwili musiał się uchylać od lecących w jego stronę zgniłych ogórków, miotanych przez wściekłego kramarza. - A może to i dobrze. - pomyślał - Podobno na dnie butelki pogańskiego wina siedzą diabły rogate. Wtedy jego oczom ukazał się piękny widok: Świątynia Mądrości Bożej. -Tutaj coś się znajdzie |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Deus le volt | Arango | Komentarze do sesji RPG - Historyczne | 226 | 12-03-2008 18:31 |
| [inne] Deus le volt | Arango | Toplista sesji | 3 | 09-27-2007 13:51 |
| [autorski] Deus le volt | Arango | Archiwum rekrutacji | 25 | 03-15-2007 12:24 |