Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-16-2007, 16:35   #41
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 4 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 87 314
Falke akurat tego, że zostanie wysłany jak jakiś chłopek na posyłki w poszukiwaniu człowieka o jakim nawet nie wie jak wygląda sie nie spodziewał, acz ruszył przed siebie, zastanawiając się, czy dobrze zrobił przebywając aż taki szlak drogi...
Zacisnął mocniej pięści na wspomnienie tego, co było powodem dla jekiego musiał opuścić swe rodzinne strony...
No cóż, pozostaje mu tylko znaleźć tego zbiega...
Powoli zagłębił się w mieszaninę ludzi, pojazdów, wierzchowców...
 
__________________
Candles raise my desire
Why I'm so far away
No more meaning to my life
No more reason to stay...
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-20-2007, 17:56   #42
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 132 012
Reinfrid de Remacourt



Normański możnowładca poprawił pas i ruszyl w stronę Tankreda, a wszyscy usuwali mu się spod nóg. Parokroć zaklął wszetecznie, gdy ktoś nie ustąpił na czas, a słowa kułakiem wspomagał tak, że nieszczęśnik zwykle padał na ziemię i chyżo na czworaka uciekał spod kopniaka de Remacourta.:
- Tankredzie, bracie mój – uścisnął de Hauteville’a, uśmiechając się przy tym szeroko. – Wreszcie nieżyczliwe wiatry greckie skierowały nas do tego wspaniałego portu. Ledwiem się tu odnalazł, a jużem kazał przygotować się ludziom. Czas nagli, nieprawdaż? Jeszcze tu trochę posiedzimy, a zgnuśniejemy do szczętu. Świętemu Konkordiuszowi niecny gubernator rzymski Torquatus łeb odrąbał, nam najchętniej te bizantyńskie mydłki jaja by ucięły, byśmy się z nimi zrównali. Nie dajmy im tej szansy. Ale mów, jak sprawy? Kto oprócz nas tu jest? Lotaryńczycy wszyscy? A Prowansalczycy czy Frankowie? Przywiodłem wam 20 kopii wybornego rycerstwa i dwie setki pieszego luda. Z tym wszystkim obóz, a nawet medicusa uczonego. Choć to Maur przeklęty, to na fachu pewnie się zna lepiej niż nasi rzeźnicy, którzy jeno by krew puszczali.
Mówiąc to Reinfrid zagarnął rosłego Tankreda i wraz z nim skierował się w stronę tego, który już w krótce w glorii i chwale powieść miał normańskich bandytów przez spalone słońcem ziemie Anatolii. Boemund zwany Pierwszym, hrabia Apulii, włądca Bari.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-22-2007, 09:53   #43
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 7 Arango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetny
$: 139 158
Reinfrid

Boemund choć postarzał się nieco od ich ostatniego spotkania nie stracił nic ze swego wigoru. Gdy stali obok siebie wręcz przypominali braci z Reinfridem. Obaj rośli, szerocy w barach, obu pasy opinały solidne brzuszyszka.
Twarz jego rozjaśniła się na widok starego druha.

- Witaj Reinfridzie. Słyszałem, że morze niezbyt przychylne Ci było. Trzeba było babę jaką w toń rzucić, pomogłoby - zarechotał z własnego dowcipu, zaraz twarz jego stężała. Odsunął się nieco od reszty i zniżył głos.

- Ci cesarscy trzebieńcy chcą byśmy temu sodomicie Manuelowi przysięgę złożyli. Tak zrobił już tuluzański Rajmund i chyba chce ten słuchający własnej żony Stefan. Po moim trupie.

Szarpnął z wściekłością brodę i kontynuował.

- Niedoczekanie ich. Dlatego ruszymy pierwsi, przed wszystkimi. Ta hołota z Piotrem Pustelnikiem i Walterem bez Miecza już poszła, nie będziemy z wieśniakami ciągnąć. Szykuj ludzi, jeśli prowiantu nie masz, dam, ale jutro najlepiej ruszyć by było. Nie pozwolę, by te picowane wojaki z Prowansji czy Lotaryngii całe łupy i chwałę zgarnęły.
Miasto widziałeś ? -
uśmiechnął się wrednie.
- No, to jak muzułmańskie skarby, nie będą warte gry wrócimy tą samą drogą...
__________________________________________________ ________________________

Ragnar i Arturo

Wnętrze kuzni nie różniło się niczym od innych kuzni na świecie. No może jednym - przy kowadle stał największy kowal na świecie, a jego dwaj pomocnicy niechybnie synowie niewiele mu ustępowali. Wszyscy ciemnoskórzy w ogniu paleniska tak przypominali diabły, czy pomocników pogańskiego Hefajstosa,że Arturo mimowolnie się przeżegnał.

Zaczęli tłumaczyć kowalowi co ich do niego sprowadza. Ten ze zrozumieniem kiwał głową poczym pociągnął Ragnara w stronę kowadła. Również Arturo podsunął się za nimi. Kowal wybrał potężne cęgi i zbliżył się z nimi do dwójki petentów. Naprężył mięśnie i łańcuch spinający stalowe obręcze został rozcięty. W tej sekundzie jeden z synów szarpnął go za ramię i wskazał palcem na widoczny wyraznie teraz w świetle ognia krzyż na piersi Arturo.

Cała trójka zaczęła krzyczeć i wymachując trzymanymi w ręku narzędziami zbliżała się do Normanów. Wkrótce cała piątka znalazła się na pełnej przechodniów ulicy. Nie minęło nawet jedno Ave Maria, a zostali otoczeni tłumem wygrażających im mieszkańców miasta, wśród którego prym wiedli trzej kowale.

Zaraz też świsnęły pierwsze pacyny błota, na piersi Arturo zaś rozprysneła się gruda czegoś, co jego nos bezbłędnie rozpoznał jako koński nawóz.
Przez myśl przemknęła mu myśl, że niechybnie zostanie drugim męczennikiem o imieniu Arturo i tak jak jego imiennik zamordowanym przez pogan...
__________________________________________________ _______________________

Falke

Kluczenie wśród kramów i stoisk nie przyniosło efektu, sprawiło jedynie, że wyschło mu w ustach. Klnąc w duchu tego piekielnego Normana postanowił zwilżyć gardło. Chwilę zastanawiał się w którą z uliczek się skierować, ale po chwili wzruszył ramionami. W którąkolwiek się by nie skierował i tak zaraz trafi na kram z wodą, lub trafi na nosiwodę.

Idąc zamyślił się. Nie miał co się oszukiwać, jego sytuacja była co najmniej dziwna, a właściwie jedynym wyjściem było dołączenie do Reinfrida. Musiał jednak bardzo się starać, by jego tajemnica nie wydała się.
Z zadumy wyrwało go paru mieszkańców, którzy biegnąc kierowali się w górę uliczki, gdzie było już spore zamieszanie i jak zwykle w Bizancjum jeszcze większy gwar.
Nauczony smutnym doświadczeniem Falke schował głębiej sakiewkę i przyspieszając kroku skierował się w stronę tumultu.
__________________________________________________ _______________________

Torwaldo

Gdy wzrok przyzwyczaił się do półmroku otworzył usta i opadł na kolana. Wnętrze rozjarzone blaskiem niezliczonych świec kapało od złota. Migotliwe płomienie wydobywały mozaikowe twarze świętych, Chrystusa Pankraitosa. Gdzieniegdzie przy ścianach przesuwały się milczące i zakapturzone postaci mnichów.

Torwaldo ściągnął z głowy hełm i jak urzeczony rozglądał się wokół. Nagle drgnął. Poczuł na plecach dotyk. Zamarł bojąc się ruszyć. Niewątpliwie po doznanym objawieniu czuje teraz ręką któregoś ze świętych.
Wkrótce jednak zaczęły nawiedzać go wątpliwości. Ręka przesunęła się zdecydowanie za nisko jak na świętego, przy czym teraz zaczął przypominać zabiegi Mergaty z jego rodzinnej wsi, która ze świętością nie miała wiele wspólnego poza swą imienniczką, bogobojną mniszką.

Postanowił odwrócić się, by rozwiać swe wątpliwości. Zrobił to i osłupiał. tuż za nim klęczał zupełnie łysy mnich, a z jego ust wystawał koniuszek języka.
__________________________________________________ _______________________

Ahmad

Skinął tylko głową młodzieńcowi. Właściwie i tak niewiele na takie dictum mógł odpowiedzieć. Westchnął więc i pamiętając, że Allach nakazuje też pokorę skierował się do miasta.
__________________________________________________ _______________________

Wnętrze świątyni Hagia Sophia
 
__________________
To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.

Ostatnio edytowane przez Arango : 04-22-2007 o 11:15.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-22-2007, 15:16   #44
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 132 012
Reinfrid de Remacourt



Reinfrid wyszczerzył zęby w wilczym uśmiechu, słysząc ostatnie słowa Boemunda:
- O tak, wrócimy, a wtedy jeno kamień i popiół… - Spojrzał na przepiękne miasto lśniące w potokach słonecznego blasku. – Jeno kamień i popiół!
Konstantynopol. Za ledwie 107 lat inni krzyżowcy zdobędą go, zadając kolejny cios Cesarstwu. Ale tymczasem:
- Boemundzie, moi ludzie są niemal gotowi do drogi. Możemy o świcie wyruszać. Furażu nam nie brak, niczego nam nie brak, poza dobrą bitwą, w której moglibyśmy pokazać tym rzezańcom jak się Maurów bije. Więc prowadź. Paniczykowie z Flandrii, Lotaryngii czy Prowansji niech przy ukłądaniu kupletów i rycerskich kancon zostaną. To im lepiej wychodzi niźli w klinie rycerstwa pognać na wroga. Nieprawdaż? Prawię ci cny Boemundzie ruszajmy i uraczmy nasze miecze krwią wrogów! Jakimi siłami dysponujesz? Ilu konnych? Jest tobą Emerick? Potężny Athelard ze swymi łupieżcami? Przybył Roulf Chromy, co pod Dyrrachium cudów dokonał, gromiąc z siodła doborowych excubita i hufce Manichejczyków?
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-22-2007, 21:58   #45
 
welf's Avatar
 
Reputacja: 2 welf jest na bardzo dobrej drodze
$: 9 104
Arturo


Przez myśl przemknęła mu myśl, że niechybnie zostanie drugim męczennikiem o imieniu Arturo i tak jak jego imiennik zamordowanym przez pogan...

Szybko odrzucił od siebie przygnębiającą myśl. „Zostać Świętym chętnie, ale nie męczennikiem!” Taka Świętość stanowczo mu nie odpowiadała. Już nieraz udawało mu się uciec z podobnych opałów. Nabyte doświadczenie i pomoc Św. Panienki może i tym razem okaże się przydatne.

Arturo szarpnął kompana za rękę wskazując ciasną uliczkę biegnącą w dół –tędy!-
Podniósł sutannę powyżej kolan i wielkimi susami z całych sił zaczął pędzić w dół w myślach wzywając pomocy wszystkich Świętych i szukając wyjścia z beznadziejnej sytuacji.
 
welf jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-02-2007, 18:15   #46
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 7 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 209 295
Ragnar Troens

Gdy już chciał zacząć "przemawiać" do tłumu, Arturo pociągnął go za sobą. Kto wie, może i coś w tej "zbawiennej pomocy" było prawdziwego? Chociaż w duszy Ragnar musiał przyznać, że bardziej ucieszyłaby go ta dobra gorzała... W końcu od tylu dni nie chlał! A tu pewno pełno alkoholu... Biegnąć za klechą i przepychając się między ludźmi układał już sobie swoiste menu... Zacznie od piwa, koniecznie od piwka, potem jakieś wino... Wino, miód i gorzała. A do tego hmmm... Dziczyzna? Tak, dziczyzna nadawała się idealnie!

I tak zamyślony, między marzeniami bujający, nie zauważył zbój jeden chłopca, który z ziemi w zaułku się podnosił, zbierając wcześniej monety przez innego uciekiniera rozrzucone. Na chłopaka zwrócił uwagę dopiero w momencie, gdy duchowny omijał go bokiem, i mimo wszelkich starań przeskoczyć mu się go nie udało. Potknął się, upadł jak długi, a że wąska przestrzeń między zabudowaniami nie była do końca równa- sturlał się wręcz wprost do jednego z domostw.

Z pewnością nie był to szczęśliwy dzień Troensa. Chociaż paru chętnych do bitki popędziło za samym kapłanem, nie zauważając go, to ex-więzień wylądował dokładnie w środku muzułmańskiej rodziny, wpadając na ich stół, na którym czekał już starannie przygotowany posiłek. Czterech chłopa, dziadyga jeden i bab szóstka, policzył z wysiłkiem Ragnar. No nic, musiał działać!

- Szalom!- zawołał z radością, dopiero po chwili uzmysławiając sobie, że "Arabowie witają się trochę inaczej". Dopiero gdy zaczęli go otaczać zrozumiał, że tak witają się ci śmieszni, z pejsami, no... O! Tak witają się Żydzi. A gdy jego "gospodarze" chwycili za noże zrozumiał, że wyznawcy Jahwe i Allaha nie do końca darzą się przyjaźnią.

-Salem alejkum!- krzyknął w końcu, przypominając sobie to dziwaczne sformułowanie. Nauczył go jeden z tych islamistów, co porzucił religię dla alkoholu. Człowiek mądry, wiedział co w życiu najważniejsze.

Korzystając z kilku sekund przychylności, czy raczej zdziwienia, Ragnar rzucił się w kierunku schodów, prowadzących zapewne na sam dach. Jednak nie skończył się pech uciekiniera, gdyż jeden z mężczyzn zdążył zareagować, nóż tak dziwacznie ustawiając, iż przeciął on kawałek sznura, którym Troens przewiązał swoje spodnie, by te nie opadały. Sznur upadł na ziemię, spodnie w ślad za nim...

Piski wypełniły domostwo- kobieciny piszczały z przerażenia, zaś mężczyźni próbowali zasłonić ich oczy. Ragnar jeszcze chwilę postał wyprostowany, z dumą prezentując zawartość swoich spodni, która to (zawartość, rzecz jasna) okazała się być całkiem niezłą bronią przeciw rozwścieczonym tłumom, po czym puścił się biegiem w kierunku dachu.

Ludzie w Bizancjum jeszcze wiele lat będą opowiadać o dziwnym europejczyku, który bez spodni biegał po dachach, przeskakując z jednego na drugi. Co jakiś czas machał nawet do jakiejś dziewki, która to oburzona albo ciskała w jego kierunku owocem jakimś dorodnym, albo z parsknięciem odwracała wzrok.

Wszystko jednak musi się kiedyś skończyć, więc i Troens w końcu znalazł sznur na dachu powieszony, na którym spodnie jakieś, wystawne zresztą całkiem, wisiały. Biało-purpurowe paski w prawdzie nie były w guście Ragnara, ale wiedział, że lepsze to niż z gołą dupą bieganie. Szybko więc założył je na siebie i... O proszę!

Szybko zeskoczył z dachu na wóz pełen siana, stojący pod domostwem i równie prędko z niego wyszedł, rzucając się w kierunku przebiegającego akurat obok Arturo. Z trudem w prawdzie, lecz dzięki sporemu ciężarowi ciała udało mu się zepchnąć księżulka wprost do starej i często używanej w celach libacyjnych bramy.

- I jak się uciekało?- zapytał z uśmiechem widząc, jak pogoń zaczyna przebiegać obok.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-03-2007, 01:30   #47
 
welf's Avatar
 
Reputacja: 2 welf jest na bardzo dobrej drodze
$: 9 104
Arturo

Ksiądz pędził wielkimi susami w dół uliczki zręcznie przeskakując nad pojawiającymi się co chwila przeszkodami. Udawało mu się cały czas utrzymywać niewielką przewagę nad goniącym go tłumem. Niestety raz po razie trafiały go kawałki błota oraz innej śmierdzącej substancji. Smród był straszny i w innych warunkach Arturo pewnie by zwymiotował, teraz jednak nie miał na to czasu.

Biegnąc wprost przed siebie w ostatniej chwili zauważył chłopaka zbierającego z ziemi monety, z trudem minął go bokiem tracąc nieco równowagę. Niestety jego kompan nie miał tyle szczęścia. Arturo tylko kontem oka zobaczył jak Ragnar przeleciał przez chłopaka i jak długi wpadł pomiędzy zabudowania.

Mnich zaklął w myślach, nie było jednak czasu na udzielenie pomocy kompanowi. Wykorzystując powstałe zamieszanie skręcił w drugą stronę między zabudowania na podwórze. Pościg był cały czas tuż za nim, lecz w wąskich i krętych zaułkach udało się mu nieco zwiększyć odległość nad goniącymi go na tyle by znaleźć czas na zerwanie dużego białego kawałka materiału, jakich pełno suszyło się na sznurach i owinięcie się w niego tak by wyglądało to na strój tubylców.

W innych warunkach z łatwością można by było rozpoznać jego nieudolne przebranie. Jednak rozpędzony tłum był zbyt zajęty pościgiem by zwrócić uwagę na niego.
Gdy już prawie się udało i większość pościgu, w który się wmieszał go minęła został niestety rozpoznany. Zdradziło go jednak nie kiepskie przebranie, ale smród jaki od niego było czuć..

Cała ucieczka zaczęła się od nowa, znów pędził pierwszy z powrotem tą samą drogą a rozwrzeszczany tłum biegł za nim rzucając w niego czym popadnie. Wkrótce biegł w dół tą samą uliczką, co poprzednio.Za sobą miał jedną grupę goniącą go, przed sobą zaś drugą. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Arturo uniósł wzrok w górę i westchnął
-o święta panienko i wszyscy święci ratujcie- i właśnie, gdy wznosił wzrok ku niebu zobaczył biegnącego po dachu Ragnara. Widok był niecodzienny, jego kompan skakał po dachach bez spodni z klejnotami na wierzchu. Arturo prawie gwizdnął z uznaniem Jego natura obdarzyła hojnie, ale do Ragnara jednak trochę mu brakowało.

Tak jak zwykle tak i w tym wypadku bieg z podniesionym wzrokiem w niebo mógł skoczyć się tylko w jeden sposób. Arturo poczuł jak coś zahaczyło jego nogę poczym stracił równowagę i z niepokojąca prędkością zaczął zbliżać się do ziemi. Jego upadek zamortyzowała kałuża błota lub innej płynnej substancji. Mnich czym prędzej podniósł się z ziemi cały umazany od stóp po głowę. Ręką starł bród z oczu a resztki błota wypluł z ust. Na jego szczęście chwilowo uwaga tłumu przeniosła się z niego na Ragnara. Nie pozostało nic innego jak dalsze kontynuowanie ucieczki po krętych uliczkach.

Arturo z trudem łapał oddech, gdy zobaczył obok siebie biegnącego tym razem już w spodniach Ragnara. Chwilę później razem stali ukryci w jednej z ciemnych bram.

I jak się uciekało?- Usłyszał pytanie kompana. Spojrzał na Ragnara i zobaczył uśmiech na jego twarzy. Sam też uśmiechnął się
– całkiem nieźle, choć nie tak efektownie jak ty. Teraz przydałaby się porządna gorąca kąpiel, coś do picia i porządne żarcie.
 
welf jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-04-2007, 10:23   #48
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
$: 46 487
Torwaldo

Chłopak nieco skonsternowany cofnął się o krok. Myślom od razu ustąpiły słowa:
-Cóżesz robisz?
Spojrzał jeszcze raz na wizerunek Chrystusa Pantokratora i klęczącego u jego stup cesarza Leona VI Filozofa.
-No tak Apostołowi należy się cześć. Ale biedny człowieku nie wiesz jak ją oddać. - Mężny wojak zamaszystym, trochę nerwowym ruchem chciał pochylić głowę mnicha na wzór z mozaiki. Zapomniał jednak o trzymanym w ręku hełmie. Czynność zaowocowała niczym innym jak rozcięciem na głowie lubieżnika i lekką konfuzją. Zaczął on charczeć w niezrozumiałym dla Torwalda języku i wywijać rękami jakby topił się w gęstym szambie. Z jego skroni i nadgryzionego na w skutek uderzenia języka potoczyła się krew.

To chłopakowi wystarczyło. Szybka diagnoza. "Pewnikiem opętany przez diabły." Był raz świadkiem odprawiania egzorcyzmów na młodej Leonicie, co to spojrzeniem krowom mleko kwasiła i zmuszała księży do nierządu. Potrzebował wody święconej. Jako że był w kościele nie było o to trudno. Złapał mnicha za kark, a że był z niego chłop jak dąb bez większego problemu zawlókł półprzytomnego duchownego do chrzcielnicy. Zanurzył mu całą głowę w wodzie święconej (im więcej tym szybciej pójdzie) i zaczął odprawiać swój pierwszy egzorcyzm.
-W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Święty Michale Archaniele... broń nas w walce z
niecnotą złego ducha... eee...
Pogrom go po sprawiedliwości i ześlij go do piekła
iii... hmm... najlepiej żeby już stamtąd nie wracał,
noo.. i jak wychyli z pod ziemi rogaty łeb to
niech go kury zadziobią... Amen.


Z początku mnich po zanurzeniu w wodzie począł się trząść co było niezbitym dowodem opętania. Lecz w miarę postępowania modlitwy przestał. Torwaldo osuszył mu twarz i zaniósł na rękach do zakrystii. Ku jego zdziwieniu nie było tam nikogo. Chłop położył mnicha na miękkim kocu w rogu. Niepokoił go jego wyraz twarzy, może powinien napić się wina to mu przejdzie. Niech sobie odpocznie. Obok leżącego dostrzegł szafę i przypomniał sobie o swojej misji. Mebel niestety był zamknięty na klucz bądź zatrzaśnięty. Torwaldo obstawił tę drugą opcję. Szarpnął z całej siły za klamkę, ta została mu w ręce. Skarcił się za swoją niezgrabność i już stracił nadzieję kiedy drzwi same się rozwarły przewracając Chłopa na spoczywającego za nim mnicha. Z szafy z piskiem wyskoczyło dwóch przestraszonych, młodych chłopców. Nie miał okazji o nic się zapytać bo zaraz pospiesznie zniknęli za drzwiami zakrystii. Sam miał teraz inny problem upadając zadem na klatkę piersiową mnicha poczuł pod sobą chrupnięcie. Szybko wstał i zobaczył, że niedawno opętany duchowny kaszle wypluwając wodę. Jak nic złamał mu kilka żeber. Wyjął z otwartej szafy cztery butelki z winem mszalnym, trzy z nich owinął materiałem, a jedną napoił leżącego kiedy ten przestał kasłać. Kiedy tamten był już zbyt mało przytomny żeby pić odstawił butelkę obok niego, żeby sam się napił kiedy się obudzi. Torwaldo wziął owinięte butelki i wyszedł tą samą drogą którą wrócił.

Tak samo miał zamiar zrobić z dojściem do kuźni. Niemożliwe, jednak trafił, ale nikogo tam nie zastał. Podszedł do wozu. To ten sam tylko towarów trochę mniej. Rozpoznał swoją skrzynię. Wyciągnął ją. Coś miałem z nią zrobić... Zapytam mistrza. Tylko gdzie go znajdę? Kuźnia stała zamknięta. Spojrzał w niebo, ptaki leciały w kluczu przypominającym literę V. To jest znak pomyślał. Nie wiele już myśląc ruszył w kierunku który wskazywała strzałka.

Szedł tak dziarsko przez miasto, kiedy spostrzegł uliczkę dalej biegnący tłum. Cóż to może się dziać? Ruszył za nimi. Niestety nie mógł już nadążyć. Po chwili mniej liczna grupa wróciła tą samą drogą. Tłum powoli się rozpraszał. Wtedy z prawej strony usłyszał znajomy głos...
 
__________________
Tuż za rogiem czai się nowa rekrutka. Albo ja ją wykończę albo ona mnie.
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-08-2007, 14:25   #49
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 7 Arango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetnyArango jest po prostu świetny
$: 139 158
Falke

Przebywając jakiś czas w Bizancjum oswoił się nieco z używanym tu językiem i to co usłyszał nie spodobalo mu się. Okrzyki tłumu wyraznie były wrogie Normanom, postanowił zatem stanąć na oboczu i wsunął się w podcień pobliskiego kramu. Wsłuchał się uważnie we wznoszone przez ciżbę hasła i serce zabiło mu mocniej.

Oprócz zwyczajowych w mieście nawoływań do pozbycia się europejskich barbarzyńców usłyszał też zdanie o "przeklętych złoczyńcach w kajdanach, których powinno się utopić w Bosforze". Agresja tłumu wciąż rosła i Falke postanowił wrócić do portu, gdy niespodziewane pchnięcię dosłownie wyrzucilo go na środek ulicy. Oszołomiony potrząsnął głową i spojrzał na agresora. Okazał się nim niski, opasły Grek lub Ormianin zapalczywie wygrażający mu pięścią.
Podniósł się szybko, gdy pierwszy kamień świsnął mu koło ucha, zaraz potem następny.

Nie mieszkając, rzucił się wąską uliczką w kierunku zbawczych statków Boemunda.
Obok głowy przelecieło jeszcze kilka pocisków, jeden z nich ciśnięty widać bardziej wprawną ręką ugodził go w potylicę.
Mimo cieknącej z rany krwi nie zwolnił biegu. Widział już zakręt, za którym już tylko dosłownie metry dzieliły go od portu, dobywając resztek sił skręcił zań...
__________________________________________________ _______________

Torwaldo, Ragnar, Arturo

Jednocześnie czyjeś silne ramię wciągnęło go do pobliskiej bramy. Popatrzył i aż otworzył usta ze zdumienia. Obok niego stał Objawiony w dziwacznych chyba babskich, pasiastych portkach, poznany zaś niedawno święty Arturo ścierał z obrzydzeniem z piersi coś, co na pewno nie woniało różami.

- Co się gapisz ? - burknął Ragnar - W gębę chcesz ?
Zapytał nowy Mesjasz poprawiając za luzne portki.

- Jezusie Nazareński jak... - nie zdążył zapytać Torwaldo gdy silna dłoń Normana zamknęła mu usta.

Wszyscy trzej zastygli wsłuchani w nagły wybuch wrzawy dobiegający z nieopodal. Obok nich przebiegł dysząc ciężko Arab w średnim wieku, dzwigający pod reką małą skrzyneczkę, zaś narastający zgiełk świadczył, że pogoń chyżo się zbliża.

Więzień i ksiądz popatrzyli z napięciem po sobie, ignorując chwilowo usiłującego coś powiedzieć Torwaldo. Zdało się im, ze zajście z kowalem to był dopiero początek ich kłopotów.
__________________________________________________ _______________

Reinfrid

Boemund nie zdążył odpowiedzieć, gdy do sali wpadł żołnierz.

- Ruchawka w mieście ! Tłum wali do portu, podobno jakiś więzień i ksiądz podpalili dzielnicę kramów i okradli Świątynię !

Obaj rycerze spojrzeli po sobie i w ich oczach zapalił się dziwny błysk. czyżby Bóg sam zsyłał im okazję ?
Jednak równie szybko jak się zapalił, zgasł w oczach Boemunda. Szarpnął brodę i raczej wycharczał niż powiedział.

- Na słodkie cycki świętej Agaty nie mogę teraz. Zaraz podniosą krzyk ten rozmodlony Gotfryd i legat Ademar. Nie dzień przed wymarszem.

Odwrócił się i jego pięść wylądowała na twarzy jakiegoś sługi. Ten padl jak rażony gromem, a reszta w tym i przynoszący wieść wojak błyskawicznie się odsunęła.
Jak widać wiek nie złagodził cholerycznego charakteru Normana.

- Nie wypilismy przed drogą i nie wypijemy chyba - stwierdził ponuro.
- Zle wróży wyprawie jak nie uleje sie kropli piwa Thorowi. Ruszaj z synem do portu i broń floty. Tę hałastrę rozpędz, a jak nawinie sie jakiś Prowansalczyk, czy Lotaryńczyk...

Znacząco przeciągnął dłonią po gardle.

Przed bramą przebiegł oddział cesarskich gwardzistów.

- Tych też jakby co - mruknął cicho Boemund, wykonując nieokreślony ruch ręką.
__________________________________________________ _______________

Ahmad

W poszukiwaniu zbiega, klnąc na przemądrzałego chłystka ( choć nie przystoi to prawowiernemu ) zagłębiał się dalej w wąskie uliczki miasta.
Bardziej zwracał jednak uwagę na kramy z ziołami i drakwiami niż szukał więznia. Zamyślony, powtarzając pobożne sury nie zauważył, że znacznie oddalił się od portu.
Skręcił w jedną z przecznic i stanął zdumiony.
Naprzeciw niego maszerował różnobarwny tłum uzbrojony w co popadło i urągający przybyszom z Europy i cesarzowi, który ich sprowadził.

- To Arab, pałacowy medyk ! - zakrzyknął ktoś spośród ciżby. Tłum zawył i zafalował, posypały się z niego rzucone odpadki, nawóz, parę kamieni.

Ahmed nie czekał. Widział co potrafi zrobić z człowiekiem rozwścieczony tłum. Odwrócił się i rzucił do ucieczki skąd przyszedł w panice ściskając dalej pod pachą skrzyneczkę z medykamentami.
__________________________________________________ _______________

Gwardia cesarza Manuela (nieprawdziwe, ale mi się spodobało )
 
__________________
To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.

Ostatnio edytowane przez Arango : 05-08-2007 o 15:42.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-20-2007, 09:43   #50
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 7 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 209 295
Ragnar Troens

W oczach "Mesjasza" coś błysnęło. Arab ze skrzyneczką pod pachą, za nim wielka pogoń... Złodziej! A co by mogło być w owej feralnej szkatułce? Złoto! Brylanty! Kosztowności! Ewentualnie męskie spodnie!

- Chowaj krzyż!- warknął do Arturo, po chwili dodając- Święty Arturo...

Poprawił jeszcze spodnie tak, by nie spadały z jego dość już wychudzonego ciała, bowiem jedna pogoń z dupą na wierzchu starczała mu w zupełności, po czym na chwilę wyglądnął za bramę. Chwila wydawałaby się odpowiednia...

- Mój drogi apostole... By uniknąć tej pogoni, musisz przyłączyć się do tajemniczej modlitwy- wyskocz za nami i popędź za tym arabem, drąc się "Łapać złodzieja!", słowo złodzieja ewentualnie zastępując słowami w stylu skurwysyna, matkoje...- zorientował się, że chyba nie brzmi jak Jezus- Nie zastępując tego słowa żadnym innym. Po prostu wmieszamy się w tłum, a może i odbierzemy szkatułkę od Araba... Rzecz jasna, by później oddać ją właścicielowi!

Nie czekając już na nic, wyskoczył z bramy, akurat parę metrów przed pogonią i popędził przed siebie. "Łapać go! Łapać gnoja!", darł się na cały głos i biegł za Arabem. A w duszy chciał już się po prostu schlać...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Deus le volt Arango Komentarze do sesji innych sesji RPG 212 10-04-2008 18:47
[inne] Deus le volt Arango Toplista sesji 3 09-27-2007 12:51
[autorski] Deus le volt Arango Archiwum rekrutacji 25 03-15-2007 11:24


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 13:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96